Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NOWY JORK
Nazywam się Gala Scott.
Nie, nie jestem laską handlarza narkotyków,
ani przestępcy w białych rękawiczkach.
Wczoraj moje życie było idealne. A przynajmniej tak myślałam.
Tak, były jakieś sygnały ostrzegawcze. Na przykład mój mąż.
Gdyby nie był takim ciężkim... przypadkiem,
teraz bym świętowała, a nie przyklejała do ciała pieniądze.
{an8}DWA DNI WCZEŚNIEJ
Wyglądam jak zasłona.
Przecież masz już sukienkę.
Miałam. Zamówiłam ją. Oto, co przyszło.
Już mam kryzys wieku średniego. Mam jeszcze wciskać się w skaj?
Po pierwsze, to nie taki kryzys. Zadzwoń, kiedy potkniesz się swoje o sutki.
No tak.
Patrz. A jak Kate, tak w ogóle?
Dobrze. W sumie, no wiesz...
Wyjechała do szkoły i już tak często nie gadamy,
ale bardzo mnie wspiera i to był w zasadzie jej pomysł.
Miło. Przynajmniej twoje dziecko z tobą gada.
Moje mnie zablokowało, bo używam za dużo emoji.
Bo używasz.
Wciąż nie wierzę, że nie przyjdziesz.
Wiem, ale piszę z nim od miesiąca.
Patrz na niego. Dziś się spotykamy. Poznaj Roberta.
- Chyba Ronalda. - Ronalda. Tak.
Mogę przymierzyć?
Wie pani, że jej matka gniotła winogrona w Napie?
A dzisiaj otwiera własny sklep z winem.
To piąta osoba, której mówisz.
Rozpiera mnie duma.
- Chodźmy. - To było moje.
Dobra. Wszystko jest gotowe.
Catering potwierdzony na 19.00.
Wszyscy z listy będą. Odebrałam twój garnitur z pralni.
- Dzięki. - Zielony. Mój ulubiony.
- No i udało mi się znaleźć sukienkę! - Super.
Ile kosztowała?
Nie wiem. Kupiłam trzy.
Możesz nosić tylko jedną na raz.
Wiem, ale mamy ten event charytatywny,
więc włożę jedną z nich.
No dobra.
Właściciel zostawił mi wiadomość.
- Już dzwoniłem. - Tak? Dobra.
A co z mailem od dostawcy prądu?
Nie dostali wpłaty?
- Wszystko pod kontrolą. - Tak?
- Zająłem się tym. - Dobra.
Dobrze, że zdążyłeś.
Będzie idealnie, bo ty jesteś idealna.
Mój ulubiony biznesmen.
Ja zająłem się tylko cyferkami. Ty zrobiłaś wszystko inne.
To prawda.
O cholera.
Zapomniałem czegoś z biura. Muszę wrócić.
Co?
Nie, nie. Teraz?
Tak. Przepraszam.
Podrzucę cię do domu i dotrę na przyjęcie o...
- Ja wiem? O 20.15? - Nie.
- Musimy się przygotować. - O 20.15, obiecuję.
Obiecuję.
Powiedz, co myślisz. Szczerze.
Jest taki piękny, że chce mi się płakać i upić.
Pracowałam nad nim od wyjazdu Kate do szkoły.
Musi się udać.
Nie znam nikogo, kto wie o winie więcej niż ty.
Nie martw się prasą.
Spij ich, a dadzą ci entuzjastyczne recenzje.
Dobry pomysł.
Ciekawe, gdzie jest Fred. Powinien już tu być.
Na pewno jedzie.
Dobra, pij dalej.
Mąż trochę się spóźnia, co?
Cóż, bez korków nie ma Nowego Jorku.
Znamy się? Jesteście przyjaciółmi Freda?
Mieliśmy się z nim tu spotkać, żeby nam zapłacił.
Nie mówił pani?
Panowie z cateringu.
Przepraszam. Myślałam, że Fred zapłacił.
Mogę wypisać czek. Ile się należy?
15 milionów dolarów.
Żartuje pan, prawda?
W sprawie pieniędzy nie żartujemy.
Fred pożyczył tę sumę od naszego szefa.
Pewnie wydał ją na ten sklep.
Czyli jesteśmy partnerami.
Wygląda świetnie.
Ten sklep kosztował o wiele mniej niż 15 milionów dolarów.
Tak.
Kto wie, co zrobił z tą kasą?
Problem w tym, że, jak pani widzi...
Freda tu nie ma.
Nie wiem, o co panom chodzi, więc może...
Ochrona.
To kiepski pomysł.
Ma pani 24 godziny.
Jeśli pani nie zapłaci,
odwiedzimy pani córkę w Rhode Island,
a potem pani matkę w domu opieki.
Już ich pani nie zobaczy.
Decyzja należy do pani.
Fred?
Fred.
O Boże. Bogu dzięki.
Do sklepu przyszło dwóch facetów.
Ponoć jesteś im dłużny 15 milionów. To jakiś niesmaczny żart.
To nie żart.
- Co? Dokąd z tym? - Nie.
- Co ty robisz? Fred! - Nie mam na to czasu.
- Nie masz czasu? - Nie.
Co tu się dzieje?
Jeśli teraz nie wyjadę, to mnie zabiją.
- Co? - Tak.
- Nie możesz wyjechać. - Muszę.
- Musisz to naprawić. - Muszę...
- Powiedz, że to naprawisz. - Naprawię.
Wszystko naprawię. Zaufaj mi, dobrze?
Nie jesteś ze mną bezpieczna. Weź Kate, mamę i wyjedźcie.
Wyjedźcie ze stanu. Znajdę was.
Fred.
Chciałabym wypłacić część oszczędności.
Przykro mi, ale przekroczyła pani limit.
Pani konta i karty są anulowane.
To prezent na rocznicę, więc jest bezcenny.
Może. Ale to podróbka.
Co?
Dam pani 50 tysięcy za tę biżuterię.
Mogę też dorzucić pięć tysięcy za pierścionek.
Hej, mówi Kate.
Jestem trochę zajęta, więc oddzwonię potem. X-O-X-O.
Hej, skarbie. Mówi mama.
Właśnie po ciebie jadę.
Niespodzianka! Babski wypad. Do zobaczenia wkrótce.
O Boże.
{an8}SPOKOJNE JEZIORO
{an8}- Masz tramadol? Diazepam? - Nie.
Musisz głębiej pogrzebać. Bo na to jest duży popyt.
Każdy tego chce.
Mam xanax.
To już lepiej.
Ubijemy interes. O tak. Dobrze.
- Mamo, co ty robisz? - To mój kolega z grupy hiszpańskiej.
- Pa! - Pa!
- Daję lekcje hiszpańskiego. - Sprzedajesz leki?
Nie, kochanie. Wszystkie są legalne.
Ktoś musi poprawić humor tym biedakom. Sama widzisz.
Potem pogadamy. Chodź.
Ale co ty tutaj robisz? Dzisiaj jest niedziela?
Nie, mamo. Dzwoniłam wcześniej.
Mówiłam ci, że przyjdę. Pamiętasz?
Prawie tak.
Dobra, nieważne.
Przyszłam, bo jedziemy na wycieczkę!
- Wspaniale. - Spakujemy cię.
Spakujemy?
A dokąd jedziemy?
Babski wypad! Zawsze mówisz, że tu jest jak w więzieniu.
Jeśli twój mąż jedzie, to ja nie.
Bierzesz te zdjęcia?
Tak. Chcę pamiętać, jaka byłam ładna.
Byłam najśliczniejsza w La Mudze.
La Muga? To małe miasteczko, prawda?
Ale przepiękne.
Tak, ale jeździ tam mało osób.
A po co ich więcej?
{an8}To był twój dom w Hiszpanii, prawda?
Tak. Jedna połowa jest moja, a druga mojej siostry.
To tam pojedziemy.
Do La Mugi?
Zawsze opowiadasz o swoim mieście, o tacie.
Mówiłaś, że chciałabyś tam wrócić.
Tak mówiłam?
Tak, pewnie.
Tylko nie pamiętasz.
Byłoby świetnie wrócić do naszych korzeni.
„Do korzeni”.
- Tylko na parę dni, proszę. - Ja do samolotu nie wsiadam.
Boję się, że spadnie.
Jeśli chcesz mnie do niego wsadzić, musisz mnie upić.
Nie mamy na to czasu.
W wieku 14 lat nie mogłaś palić, więc się kryłaś.
- Myślisz, że jestem głupia? - Dobra, jeden drink w samolocie. I tyle.
Trzy i szot.
Dwa i szot.
- Dobra. - Chodź, mamo. Śpieszymy się.
Co my tu robimy?
Mówiłam ci, mamo.
To tu studiuje Kate.
Kate!
To twoja mama?
- Mama? - Kate! Cześć!
Dzień dobry pani!
Maggie, miło cię widzieć!
- Nie umiesz kłamać. - Cicho.
- Chyba mnie nie lubi. - Ależ skąd.
Widzimy się potem.
Nie cieszysz się, że ma dziewczynę?
Pewnie, że się cieszę. Tylko nie cieszę się, że to Maggie.
Co tu robisz?
To wiadomości też nie słuchasz?
Przestań, mamo.
Dobrze. To niespodzianka. Babski wypad.
Mnie nie pytaj. To jej pomysł.
O co tu chodzi?
Babcia chce wybrać się w podróż i pokazać nam miasteczko, gdzie dorastała.
Chce polecieć z córką i ulubioną wnuczką.
Jedyną wnuczką. Czy to nie może zaczekać?
- Nie. - Dlaczego?
Bo babcia jest chora. Jej demencja się pogłębia.
Przecież wygląda tak samo.
Nie. Pogorszyło się jej. Tak powiedział lekarz.
Jak bardzo?
Jeśli nie polecimy teraz...
może być za późno.
To jej ostatnie życzenie przed śmiercią.
Fred, lecimy do miasta rodzinnego mamy.
Dzwoniłam tysiąc razy. Proszę, powiedz, że żyjesz.
Proszę tutaj.
Proszę przejść.
Dobrze.
- Proszę tutaj. - Chodź.
Proszę przejść.
Proszę przejść.
Chcesz poduszkę?
Nie.
Mogę przynieść ci drugi koc. Co tylko chcesz.
Dzięki. Spokojnie. Wszystko gra.
Dobrze. W razie czego daj znać.
Bardzo cię kocham. Wiesz, prawda?
- Tak. - Dobrze.
Dziwnie się zachowuje.
Prześpij się, mamo.
Mogłabym, gdyby się tak nie gapiła.
Stresuje mnie.
Co z wami? Dziwnie się zachowujecie.
To nic. Zwykłe nerwy przed podróżą.
Tak.
Ratuje mi pani życie.
Jest pani piękna.
Znowu?
Daj jej spokój.
To jeden drink. Co za różnica? Nie chcesz jej szczęścia?
Dziękuję.
Wierz mi. Kate i ty jesteście dla mnie najważniejsze.
Czy kiedykolwiek was zawiodłem? Obiecałem, że was uszczęśliwię i tak będzie.
Uwaga, dotarliśmy na miejsce.
Witamy w Barcelonie.
Liczymy, że lot był przyjemny. Życzymy miłego dnia.
Telefon mi nie działa.
Na pewno trochę bez niego przeżyjesz.
Może poszukasz czegoś do jedzenia, a ja wynajmę samochód?
Dobry pomysł. Suszy mnie.
Do jedzenia. Nie słyszałaś? Nie whisky!
Zaczyna się. To nie ja prowadzę.
Chodź, kochanie.
Proszę podpisać tu, tu i tu,
potrzebuję karty kredytowej, by pobrać kaucję, i auto wynajęte.
- Karty? - Tak.
Kredytowej.
Tak.
Dziękuję.
Nie działa. Ma pani inną?
Oczywiście.
Nie.
Nie działają.
Ale mam gotówkę.
Nie, przykro mi,
ale nie przyjmujemy gotówki. Taka jest polityka firmy.
Rozumiem. Manuel.
- Tak? - Tak, Manuel. To ja.
Manu.
Jesteś bardzo dobry.
Sympatyczny.
I przystojny.
Na pewno dużo pracujesz, a szef nie za dobrze płacić.
Przykro mi, nie.
Przepraszam! To może dziwnie zabrzmieć, ale...
Okej. Tak to działa.
Chyba żartujesz.
Idziecie czy nie?
No chodźcie.
To z wypożyczalni? Powinni ci płacić, że nim jeździsz.
- Sorry! - I okropnie prowadzisz!
Ma ręczną skrzynię biegów.
Z automatami radzę sobie znacznie lepiej.
WITAMY W GIRONIE
Z kim rozmawiasz?
Piszę do taty, że tu jesteśmy.
Ale nie masz nawet roamingu danych.
Włączyłam go na lotnisku. Spokojnie.
To jak narkotyk. Co pisze tata?
Nic. Ma wyłączony telefon.
Widzisz? Mówiłam. Jesteś uzależniona.
To babski wypad. Miało nie być telefonów. Daj mi go.
Nie. Przestań.
- Daj mi go. - Nie.
Oszalałaś? Nie ma mowy.
- No dawaj. - Nie.
Ja powinnam go trzymać.
- Nie. - To dla twojego dobra.
Daj mi telefon!
Nie dam ci go.
- Zepsujesz mi. - Dawaj.
Serio? To był nowy telefon.
Wybacz. To był impuls.
Zatrzymaj się. Muszę po niego wrócić.
Nie wracamy, jasne? Pewnie się rozwalił. Kupię ci nowy.
Jedziemy do domu babci. Będzie fajnie.
Kiedy babcia mówiła, że jej miasto jest na uboczu,
miała na myśli totalne odludzie?
To nie jest odludzie. Są tu ludzie.
Może jak skręcimy w lewo...
Co tak stoicie?
Nie zna drogi do twojego miasta.
Do La Mugi? Nie mówiłaś, że tam jedziemy.
Znowu, mamo? Mówiłam ci sto razy.
Ja tam nie jadę.
- A to nie był jej pomysł? - Był.
Mamo, proszę.
Strasznie chciałaś tu przyjechać.
Pokazać nam swoje miasto, gdzie się urodziłaś,
dom rodzinny, w którym mieszkałaś z ciocią Marioną.
Babciu, znasz drogę czy nie?
To tam.
Mamo, jeździmy od godziny. Nie widzę żadnego znaku.
To na pewno tutaj?
Tak, na pewno.
Dobrze jedziemy. Spokojnie.
Może dotrzemy przed lotem powrotnym.
Skarbie, to nie pomaga.
- Mam się uśmiechać? - Byłoby świetnie. Dzięki.
To zawróć po mój telefon.
Nie zawrócimy.
I nie możesz mi tego cały czas wyrzucać.
Chcesz pogadać o wyrzucaniu?
- Wyrzuciłaś moje życie. - Serio?
Starzy sadzą,
młodzi zbierają.
Ale nie widzę żadnych młodych. Same starsze kobiety.
Co ty gadasz?
- Telefon to nie jest twoje życie. - Właśnie że jest. Mam tam wszystko.
Rodzina to twoje życie.
Ja, babcia, tata. To twoje życie.
Uważaj!
- O Boże. Jesteś cała? - Tak.
- A ty, mamo? - Mniej więcej.
Nic się nie stało.
Mówiłam. Okropnie prowadzisz.
A wy to skąd? Oszalałaś?
Nie patrzysz na drogę?
Co ty robisz?
- Mam z nim porozmawiać? - Nie, ja pójdę.
- Siedź tu. - A dokąd miałabym iść?
Przynajmniej bądź miła. Tutaj to...
- Zrobi scenę. - Wiesz co? Pomogę jej.
Tak będzie lepiej.
Patrz, co narobiłaś. Te winogrona do niczego się nie nadają!
A moja przyczepa jest rozwalona.
Wiesz, ile to kosztuje?
Dzień dobry. To był wypadek.
Nie, to twoja wina. Zboczyłaś z drogi.
Wybacz. Nie widziałam cię.
Nie widziałaś? To traktor!
Może nie powinieneś jeździć nim po drodze.
Tak. To twoja wina.
Traktor powinien być na „granje”.
Granja.
- „Granje” - Nie, farma to /granja.
Nie chcę lekcji hiszpańskiego.
Tego mi było trzeba. Turystki.
Nie jesteśmy turystkami. Jesteśmy Hiszpankami.
Nigdy tu nie byłaś.
Nie pomagasz. Wsiadaj!
Nieważne, skąd jesteście, dokąd jedziecie i co robicie.
- Nie powinnaś prowadzić. - Byłam ostrożna,
ale skrzynia biegów nie działa dobrze.
Może nie powinnaś prowadzić w obcasach.
Co to ma do rzeczy? Umiem doskonale w nich prowadzić.
Wszystkie winogrona do kosza!
Wiesz, ile osób na nich polega?
Musisz zapłacić za szkody.
Zapłacić?
Nie.
Moje auto też jest zepsute. Jestem z mamą i córką.
Nie chciałam uderzyć. I wiesz co? Nie chcę z tobą dyskutować.
Jesteś uparty jak osioł.
Masz dokumenty ubezpieczenia? Musimy to spisać.
Jasne, że mam. Zaraz znajdę.
Gdzie babcia?
Jak to? Przecież tu jest.
Julia!
Ty lafiryndo!
Mamy święto miasta!
Myślisz, że możesz pływać na golasa,
na widoku wszystkich?
Nie mam stroju!
A woda jest świetna. Spróbuj.
Jak mama cię zobaczy, to dostaniesz!
Ty jej powiesz, Mariona? No właśnie.
- Ktoś zobaczy i całe miasto będzie gadać. - Niech gada. Mam to gdzieś!
Julia!
Wychodź, Julia! Już idą! Julia!
Nie mam ochoty!
Cholera, nie mogę z tobą!
Nudziara z ciebie!
Widziała mnie?
Niech żyje św. Wincent!
Niech żyje św. Wincent!
Mamo! Co ty robisz?
Mariona, nie bądź nudziarą. Tylko się kąpię.
Mamo, jestem Gala.
Wchodź! Woda jest super.
Boże, ale miło!
Chodź.
Stań tu. Wyciągnijmy ją.
Chodź. Postaw tu nogę.
- Złap ją. - O tak.
Ojej.
Nie.
- Nie. O nie. - Co to ma być?
Nie zmoczcie się.
Czemu masz na sobie pieniądze?
Nie zmoczcie się.
Boże.
Handlujesz narkotykami.
To długa historia.
Widziałam w telewizji kogoś takiego z policją.
Nie handluję narkotykami, mamo!
- To nie jest normalne. - Wiem!
Wyjaśnię potem. Na razie mi pomóż. Szybko!
Musimy to schować, zanim traktorzysta zobaczy.
- Dobra. - Daj mi swoją kurtkę.
O Boże. Dobra, otwórz ją. Potrzymaj. O tak.
Zwolnij, mamo. Powoli i normalnie.
Nie pytaj.
Miałyśmy mały wypadek.
Psiakrew.
Myślałem, że uciekłyście.
Dobra. Gdzie to dać?
No już.
Działa?
Co?
Samochód.
Nie.
Musisz zostawić auto i wezwać lawetę.
W mieście jest mechanik.
Chcę tylko dojechać do La Mugi!
Jedziecie do La Mugi?
- Tak. - To faktycznie uważałaś.
La Muga jest w drugą stronę.
Nie gadaj. Pomieszało mi się. Pewnie przez jet lag. Dzięki, kochany.
Mieszkam w La Mudze. Jeśli chcecie...
mogę was zabrać.
Amerykanki, co?
Trochę. Widać?
„Trochę”. Tak.
Nie wyglądasz na lokalną.
- Nazywa cię snobką. - Rozumiem hiszpański.
- Chcesz poprowadzić? - Jeśli ona prowadzi, ja wychodzę.
Ja też.
Przyleciałyśmy z Nowego Jorku, ale mieszkałyśmy dziewięć lat w Meksyku.
- A moja mama jest... - Po co mu całe drzewo genealogiczne?
Co tu robicie?
To rodzinna wyprawa.
Nie, mamo?
To pewnie ta sama stara dziura.
Miewa swoje dni.
Teraz, kiedy tu jesteście, na pewno będzie interesująco.
Jedziemy do domu mojej mamy. Możesz nas zawieźć?
To nie dom twojej mamy.
Jak to nie? To dom rodzinny. Tam urodziły się moja ciocia i mama.
Teraz jest mój.
Co?
Kupiłem go lata temu. Ale przypadek, nie?
Jak to kupiłeś? To niemożliwe.
To nasz dom. Tam się zatrzymamy!
Nie, nie. Nie możecie.
Dlaczego? To nasz dom.
Kupiłem go, więc teraz jest mój, jasne?
Czekaj. Kto ci go sprzedał?
Córka pani Carmen.
Mamo, sprzedałaś dom i nic mi nie powiedziałaś?
Ja? Nie sądzę. Nie pamiętam.
Nie ona. Druga córka, Mariona.
Moja ciotka nie może go sprzedać. Połowa należy do mamy.
- To jest... - Nielegalne.
- Tak! - Nie moja wina.
Zawiozę was do zajazdu wiejskiego.
- Czego wiejskiego? - Zajazdu!
Nie jedziemy do żadnego zajazdu. Mamy dom! Nasz dom!
Nie macie żadnego domu!
Słuchaj, chcesz się poskarżyć?
Pogadaj z Marioną.
Mieszka tam na dole.
W pierwszym domu.
To jeszcze nie koniec!
I w ogóle cię nie potrzebujemy!
Ale świeci słońce!
Tu nie można ufać pogodzie. Jest szalona.
Tylko pogoda?
To kiepski pomysł.
Całe wieki nie widziałam Mariony. A jest dość uparta.
Nie wierzę, że sprzedała dom bez słowa.
Od dawna nie mamy ze sobą kontaktu.
Byłam smutna, bo twój tata zmarł i pojechałam do Ameryki.
Nie stać mnie było, żeby dzwonić.
Mamo, czemu nie pójdziemy do tego zajazdu?
Nie, potrzebujemy tego domu.
No i to twoja siostra. Zaraz to załatwimy.
Cześć, Mariona.
Cieszy się na twój widok.
Mariona, otwieraj te drzwi! Mariona!
Szlag!
Co z przyczepą?
Co zrobiłeś? Zderzyłeś się z dzikiem?
Gorzej. Jakieś szalone Amerykanki mnie walnęły.
Straciliśmy wszystkie winogrona.
- Co? - Wszystkie?
Matko Boska! Co to będzie?
- Najstarsza winnica. - Co teraz?
Oficjalnie moja jest starsza.
Mama zawsze to mówiła. Że powstała wcześniej niż twoja.
Dobrze, uspokójcie się.
- Zamkniesz się? - Nie!
Coś wymyślimy.
- Co teraz? Tyle kasy. - Spółdzielnia jest pod kreską.
Posłuchaj!
Zakładam, że dałeś tym Amerykankom namiary na siebie.
Bo nie ujdzie im to na sucho! Zapłacą za to wszystko!
Oficjalnie zapłaci ubezpieczyciel.
Chyba dostaniesz dziś z liścia.
Nie były ubezpieczone. Zostawiłem je w mieście.
Jeszcze je podwiozłeś!
Wyrzuciłem je, kiedy stwierdziły, że mój dom jest ich.
Starsza jest siostrą Mariony.
Julia wróciła?
A niech mnie!
Teraz się wkurzyłam.
Nie mamy auta ani domu, ale mamy torbę z pieniędzmi.
Świetna wyprawa, mamo.
Kate, możesz przestać kwękać? Choć na chwilę. Jesteś jak...
Przestań!
Gdzie są wszyscy?
Czemu nie pójdziemy do zajazdu?
Popatrz na siebie. Dostaniesz zapalenia płuc.
To tylko plama.
Wpadłaś do kałuży. Po co ci te szpilki?
Nie mam tenisówek.
Mamo, dość.
Co my tu robimy? I nie mów, że to dlatego, że babcia umiera.
Umieram?
Czemu nie mówiłaś?
Nie, mamo. Potrzebowałam wymówki i to pierwsze, co przyszło mi do głowy.
Powiedz nam prawdę.
To nie jest babski wypad.
Nie mamy pieniędzy.
Tata niemądrze zainwestował i nie mogę zapłacić za szkołę.
Ani za dom opieki mamy. Stracę sklep.
Mamy więc tylko tamten dom i pieniądze w tej torbie.
A tata? W porządku z nim?
Tak, kochanie. Nic mu nie jest.
Zajmuje się wszystkim. Po prostu musimy tu zostać.
Będzie dobrze.
Popatrz na nas. Jesteśmy w opłakanym stanie.
Myślałam, że pójdzie inaczej, ale...
Bardzo mi przykro.
No już. Dobrze.
Jesteśmy w opłakanym stanie, ale jesteśmy razem.
Kate.
Będzie dobrze.
- Tak? - Tak.
Wiecie co?
Przemierzyłyśmy wiele kilometrów, zepsułyśmy auto, wpadłyśmy do rzeki.
I od dwóch godzin idę na szpilkach. Jestem padnięta.
Nie będę szła do innego miasta do jakiegoś gównianego zajazdu.
Mamo, pamiętasz, gdzie jest twój dom?
- Tam. - Chodźmy.
Boże! Tylko ciebie brakowało.
- Co robisz? - Nie chcę jej mijać.
- Nie znoszę jej. - Dzień dobry.
Nie udawaj takiej miłej. Nie oszukasz mnie.
- Wiedźma! - Proszę jej nie słuchać.
Babcia czasem traci rozum.
- Pomyliłaś osoby, mamo. - Nie. To Catalina.
Jest szczuplejsza. Musiała wypić własną truciznę.
Nie. Jestem Montse.
Przepraszam, kochana.
Pomyliłam cię z inną mieszkanką.
Żmiją o długim języku.
Znałam Catalinę. Była moją mamą. Zmarła w zeszłym roku.
- O Boże. - Niech spoczywa w pokoju.
Ale tak, miała długi język.
- Co podać? Pierwsza kolejka na mój koszt. - Nie odmówię wina...
Nie, dziękuję. Szukamy domu Xatart.
Domu Amata?
Musimy porozmawiać.
Można tam dojść. Kilometr w tamtą stronę.
Czyli szłyśmy dobrze. Nigdy nie słuchają. Nie wiem czemu.
Dziękuję.
Ale wyrosłeś.
Nie ma go.
Musimy poczekać, aż wróci.
Słyszałaś. To jego dom. Nie wpuści nas.
Skarbie, jeśli porozmawiamy z nim bez krzyków i wyjaśnimy sytuację,
może pozwoli nam zostać w naszej połowie domu.
Nie wiem. Musimy się jakoś dogadać.
Lubi wino, tak jak ty. To powinno pomóc.
Jak weszłaś?
Znam ten dom jak własną kieszeń.
Tak jak on. Prawda, piesku?
- Mamo, uważaj z tym psem. - Chodźmy.
Spokojnie. Jest taki jak jego pan. Dużo szczeka, ale nie gryzie.
To co? Jesteście głodne?
W końcu jestem czysta.
Babciu, wszystko dobrze?
Tak.
Po prostu... to miasto, ten dom...
Wiele wspomnień.
Z czasów, kiedy żył tata?
Skarbie, przynieś wino.
Mnie nie oszukasz. Czegoś nam nie mówisz.
Co nawywijał ten idiota Fred?
A ty, mamo? Powiedziałaś prawdę?
Bo twoja własna siostra nie cieszy się na twój widok.
Stało cię coś, czego mi nie mówisz?
Mamo, wrócił.
Czego w „to jest mój dom” nie rozumiecie?
Nie możecie tu być.
Golfo, nic nie powiedziałeś? Zdrajca.
Zjadłyście moją soczewicę?
Ciotka sprzedała ci dom nielegalnie. Nie miała prawa.
Wiesz, co jeszcze jest nielegalne? Wtargnięcie. Musicie iść.
Nie ruszymy się stąd.
Zostaniemy w naszej połowie i nie będziemy ci przeszkadzać.
Tak jest fair.
Jeszcze zobaczymy.
Przepyszna jest!
Andreu.
Sam zobaczysz.
Dzięki Bogu, że pan jest.
To również nasz dom i mamy prawo tutaj być.
Cały czas tak gada: „To mój dom, nie twój”.
- Możesz je już zabrać? - Nie! Bo to nasz dom.
Julia.
Andreu. Kopę lat.
- Jak się masz? - Dobrze. Bardzo dobrze.
Andreu.
Nie możemy omówić tego na spokojnie?
Co powiedział?
To kataloński.
- To inny język? - Tak.
Super. Cholerne ONZ.
Nieważne. My zostajemy. On musi iść.
Muszą panie pojechać do komisariatu.
Nie spisuj ich.
Jak to? Takie są zasady.
Jesteśmy prawowitymi właścicielkami. Nie ruszam się stąd.
Wręcz przeciwnie.
Nie możecie tu zostać.
Cóż...
najlepiej chyba rozwiązać to na spokojnie.
Bez nerwów.
No to zapraszamy do komisariatu.
Oczywiście. Jak sobie życzysz. Pójdę po nasze rzeczy.
- Z drogi. - Nie.
Nie. Zadzwonię do prawnika!
Dzwoń gdzie chcesz. Ale na zewnątrz.
- To nasz dom! - Znowu to samo.
Zawsze nie tam, gdzie trzeba.
- Muszę zostać. - Na drodze, w moim domu,
w mojej kuchni!
Jesteś...
Powiedz mu, że jest dupkiem.
Nie mogę. Nie przy policji.
Wiesz co? To nieważne.
To dom babci. Nie mogą nam nic zrobić.
Powiedziałabym to po katalońsku, ale nie umiem!
Znowu te krzyki. Andreu, zabierz je.
Nie, mamo, nie ma mowy.
Jeśli mamy z wami jechać, musicie nas aresztować.
Nie mam czasu.
Jestem umówiony na grę w bule.
Wybacz.
Nic się tu nigdy nie dzieje. Nie przywykłem.
No tak.
Pieniądze...
Nie martw się. Dobrze je schowałam.
Powinnyśmy częściej robić babskie wypady.
Nie wiem jak wy, ale ja świetnie się bawię.
Przynajmniej mamy miejsce na noc.
Chodź tu.
Ty też, chyba że mam wykluczyć cię z testamentu.
- Babciu, nie masz pieniędzy. - Właśnie.
Zostałyście mi tylko wy.
Obiecuję, że stąd wyjdziemy.
Nie wiem kiedy ani jak, ale wyjdziemy.
Tak myślę.
Chcę zadzwonić.
Hej. Chcę zadzwonić.
Tu Maggie. Zostaw wiadomość.
Hej, to ja.
Ten babski wypad to piekło na ziemi.
Nie mam telefonu i nie mamy kasy, więc nie możemy wrócić.
W dodatku aresztowali nas za włamanie.
Gorzej być nie może.
Idę.
Ponoć miarą człowieka jest to, co robi w kryzysie.
Walczy czy ucieka.
Mój mąż najwyraźniej woli uciekać, a ja...
cóż, będę musiała sama to naprawić.
NA KANWIE KSIĄŻKI „LA TIERRA DE LAS MUJERES” S. BARNEDY
Napisy: Marzena Falkowska
.:: Napisy24.pl - Wprost od tłumaczy ::.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.