Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W ROLACH GŁÓWNYCH:
ŚMIERTELNA PUŁAPKA
W POZOSTAŁYCH ROLACH:
Większość lubi myśleć, że posiada kontrolę...
nad swoim życiem.
Naprawdę jednak pozostajemy pod wpływem innych.
Ci, którzy o tym wiedzą, mogą zarobić sporo kasy na nieświadomych.
Ale to może wam powiedzieć pierwszy lepszy kanciarz.
Ja mogę powiedzieć o cenie za handel zaufaniem.
Kiedy każde oszustwo odbiera ci kawałek duszy.
I co się dzieje, kiedy próbujesz zebrać te kawałki.
Ryzykuję 50 kawałków!
50 kawałków, a zarobisz 500.
Wahasz się?
Powiedz tylko słowo, to zawrócę samochód.
Pracuję dla ciebie. Masz złe przeczucia, to wracajmy do domu.
Jestem twardym gościem. Zaryzykuję.
Ty tu rządzisz.
Początek końca był całkiem niewinny.
Byłem w trakcie transakcji.
Jak zawsze, godny zaufania.
Tato mawiał, że jestem najbardziej lojalnym człowiekiem, jakiego znał.
Odgrywałem typowego, naiwnego amerykańskiego młodzieńca.
Ludzie myśleli, że mogą mnie do woli wykorzystywać.
To był mój przekręt. I nigdy mnie nie zawiódł.
- Pokaż kasę. - Weź daj spokój, co?
Patrz. Zadowolony?
REŻYSERIA:
Czuję się tu jak robak na haczyku!
Zanim dasz mu pieniądze, chcę spróbować towar.
No co?!
Chce spróbować.
Oczywiście, że chce.
Widzę anioły...
Zrób to.
Ma podsłuch! To ustawka!
Policja! Rzuć broń!
- Stój, bo strzelam! - Rzuć broń!
Uciekaj stąd!
Dobra nasza, panowie. Świniak dał dyla.
Dobra robota!
Brawo, Joe!
Wstawaj, Mike. Koniec przedstawienia.
Mikey?
Tato, mamy wszystko! Co do dolara.
Zabiłeś go.
Co?
Zastrzeliłeś go.
To prawdziwe naboje, stary.
Wziąłem ślepaki...
Miałem... Miałem śle...
Nabiłem pistolet ślepakami!
Co ty odwalasz, Joe?
Weź tę broń!
Joe, słuchaj... Tort... Mój brat zabrał tort.
- Mój brat wziął tort. - Twój brat...?
Odzyskaj go... Odzyskaj...
Tato! Tato?!
Zmywamy się. Zabierzcie go stąd.
Idziemy. Puść go, Joe!
To nie moja wina! Miałem ślepaki!
Nie!!!
Zawsze byliśmy drużyną.
Tato planował rozgrywkę, a ja ją rozgrywałem.
Bez niego, byłem nikim.
Pochowamy twojego ojca w Pathersfield.
Już jest w trumnie.
Nie chcemy, żeby gliniarze coś wywęszyli, prawda?
Ale pamiętam, że ładowałem ślepaki...
Niemożliwie, żebym popełnił taki błąd!
Ty zajmowałeś się bronią.
Po prostu niemożliwie, żebym popełnił taki błąd!
Weź. Sam zobacz.
Śmiało.
To gnat Hewiego. On miał ślepaki.
To jakiś koszmar... Muszę się obudzić...
Źle się z tym czuję, Joey.
Może powinienem sprawdzić broń nim... Przykro mi.
Twoja dola.
Musisz wyjechać z miasta. Pozbierać się do kupy.
Szybko, podobnie jak my.
Pete!
Pete!
- Widziałeś kobietę przy...? - Że co?
A, byłbym zapomniał.
To twój ojciec miał przy sobie.
Na razie.
Wmówiłem sobie, że tej kobiety na cmentarzu naprawdę tam nie było.
To mój umęczony umysł płatał mi figle.
"Zostaw przeszłość umrzykom", jak mawiał tato.
Na wspomnieniach nie zarobisz.
Sypał radami jak z rękawa.
Nawet konając, powiedział mi, co mam zrobić.
Nie powiedział, czym jest tort. Ale teraz wiedziałem, gdzie szukać.
Na zachodzie.
Tam, gdzie mieszka jego brat Lou.
Odkąd pamiętam, byliśmy sami.
Tłukliśmy się z tatą autobusami, podróżując od miasta do miasta.
Żeby przeczekać gorąc po przekręcie.
Tato był nauczycielem, a ja uczniem.
To była podstawa naszej relacji.
Więc zaskoczył mnie list, który napisał do Lou.
Brata, którego nawet nie wiedziałem, że ma.
W większości wylewał tam na niego swój gniew.
Coś musiało pomiędzy nimi zajść.
Pewnie chodziło o kobietę.
Szokiem był fragment, gdzie pisał, iż jest ze mnie dumny.
I że mnie kocha.
To nie tato, którego pamiętam.
Może to było przed tym, jak kasa stała się dlań najważniejsza.
Może to Lou go zmienił.
W to chciałem wierzyć.
Wielki sekret, który obiecałem odkryć.
Na wybrzeżu sporo się działo, ale nie miałem czasu zwiedzać.
Szukałem wskazówki. Czegoś odstającego od rutyny.
Miejsca, skąd mógłbym rozpocząć polowanie.
Dzięki.
- Jak tam, panie? - Co słychować?
Masz coś gorącego?
Z solą, czy bez?
Mam to gdzieś. Oby tylko było szczęśliwe.
Mam nadzieję, że będzie wystarczająco gorące.
Musi być, musi być...
- Witam, panie. - Dobry.
- Co podać? - Kawkę proszę.
- Zwykłą czy bezkofeinową? - Zwykłą.
75 centów.
Proszę. Reszty nie trzeba.
- Często pan tu bywa? - Nie, to mój pierwszy raz.
Czemu pani pyta?
No, nie wiem...
Może smaczniutkiego pączka do kawy?
Niebo w ustach.
Może innym razem. Dzięki.
- Siemka, młody. Jak masz na imię? - Mitch.
Chcesz łatwo zarobić 20 dolców, Mitch?
Za co?
Szukam Lou Donana.
- A kto pyta? - Jego bratanek.
Wybierz kartę.
Nie sądzę...
Nie sądzisz?
To niezbyt przyjazne zachowanie. Wybieraj.
Jestem kapkę zajęty.
Może zabierzesz swoją gierkę gdzie indziej?
Niemrawo w biznesie? Powiem ci coś...
Jeśli to wysoka karta, powiem ci, kim jestem.
Jeśli niska, powiem ci kim ty jesteś.
Zgoda?
Pewnie.
- Joker. - Joker.
Alleluja.
Chwała panu.
Niezły trik.
A teraz się oddal.
Więc jesteś jego bratankiem?
- Tak, zgadza się. - Zgadza się...
Nie wiedziałem, że Lou ma bratanka.
Cóż, teraz wiesz.
Dobra, chodźmy na spacer, przyjacielu.
Rozgość się.
Uwielbiam obserwować ludzi.
Przez nich interes naprawdę kwitnie, nie?
Spójrz na ten zadowolony tłumek.
Możesz sporo się nauczyć, wyłącznie obserwując ludzi.
Kurczę, minęło dobre 30 lat odkąd widziałem bratanka.
Co kurwa, zapomniałeś języka w gębie?
Przez cały ten czas nawet nie wiedziałem, że mam wujka.
Cóż, jest sporo rzeczy, których nie wiesz.
Po co chciałeś się ze mną zobaczyć, Joe?
Mam złe wieści o swoim ojcu.
- On... - Nie żyje.
Tak, wiem.
Pewnie to dla ciebie szok?
Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha, przyjacielu.
Eddie, możesz odłożyć broń i dać Joe szklankę wody?
Tak?
Tak.
Tak, tak.
Jesteś wspaniała.
W porządku.
Powodzenia.
Pa pa.
Więc, jak mnie znalazłeś?
Dzięki rzeczom ojca.
Twoje nazwisko było w jego książce adresowej.
Więc wskoczyłem w autobus i przyjechałem do ciebie.
Skąd o nim wiedziałeś?
Od przyjaciela.
Niewiele mówił. Powiedział, że Mike zginął w jakimś...
Przekręcie.
Może mnie oświecisz. Co się stało?
Nie wiem dokładnie.
Robił to, co zawsze.
Zawsze szedł prosto w ogień.
Po prostu... Chciałbym przy nim być.
Mike, Mike, Mike... Nigdy się nie nauczyłeś.
Zawsze chciał trzymać rękę na pulsie...
Być blisko. Pobrudzić sobie ręce.
Przykro mi, Joe.
Dzięki. Stanowiliśmy... Drużynę.
Obecnie niewiele tam dla mnie zostało.
Eddie, możesz odebrać?
Taa...
Zależy, kto dzwoni.
Tak, lekarz jest na miejscu.
- Jak stoisz z kasą? - Nieźle.
- Masz gdzie kimać? - Tak, w motelu.
- Niedaleko stąd. - Przyzwoity?
Komfortowy.
Kurczę, słuchaj, Joe...
Może pójdziesz dziś z Eddiem?
Obskoczycie kilka barów. Oprowadzi cię.
Co ty na to?
Dobrze. Brzmi jak niezły ubaw.
Wujku Lou.
Wujku Lou?
Wujku Lou, podoba mi się.
Wypas.
Naprawdę miło cię widzieć, młody.
Panie, jestem wolny!
Jak długo pracujesz dla Lou?
Kilka lat, przyjacielu. Kilka pięknych lat.
Prowadzisz tam niezły hazardzik, co?
Ustawiam to i owo.
Kurczę, ciężko mi było cokolwiek zauważyć.
Cóż, najwyraźniej obrotny ze mnie chłopczyk.
W rzeczy samej.
Kontrolujecie z Lou cały rynek?
Jak na gościa, co dopiero zjawił się w mieście...
Zadajesz sporo pytań.
Co robimy?
Moja kobita do nas dołączy, chyba nie masz nic przeciwko?
Wcale.
Diane, to jest Joe. Joe, to jest Diane.
- Miło cię poznać, Joe. - Ciebie również, Diane.
Jestem lekko onieśmielony... Nie wiem co powiedzieć...
Chciałem... A tam. Proszę.
Och, Eddie.
Jak już poznałeś całą rodzinkę, może odwalimy rodzinny numerek?
Jasne. Co to za przekręt?
Podrzutek.
Poradzisz sobie, przyjacielu?
Powiedz, co mam zrobić.
Dowiesz się na miejscu.
Chyba musiałem zapracować na zaufanie...
U boku wujkowego przydupasa.
Kurwa! Jebany skurwiel!
Cóż, przynajmniej był z niego żywotny kolo.
Witam, co podać?
Butelkę waszego najlepszego szampana.
Mamy tu tylko shoty i piwo, skarbie.
Więc dwa shoty waszej najlepszej whisky.
"Ukształtuj przekręt, albo on ukształtuje ciebie", mawiał tato.
Mądre słowa, których mój kumpel Eddie nigdy się nie nauczył.
Kto da buziaczka...?
Pozował na mistrza blefu...
Jadąc na haju generowanym przez przekręt.
A to nie sprzyjało całości.
Proszę, zakochane ptaszki.
Piękna bransoletka.
Mówię ci... Mam forsy jak lodu...
Diane nie wychodziła z roli seksownej cizi. Czyli była dobra.
Witam. Co podać, przystojniaku?
Piwko proszę.
Cholera...
- Spadajmy z tej dziury. - Nie ma sprawy, dziecinko.
Do dna.
- Macie tu telefon? - Z tyłu, kochaniutki.
Może zostawiłaś ją w restauracji.
Nie, na pewno miałam ją tutaj.
Zgubiliście coś?
Nie, wszystko gra.
Może faktycznie zostawiłam ją w restauracji.
Przecież mówię to od początku.
Kurna, Eddie!
Słuchaj...
Moja żona...
Jest lekko wstawiona i to nieco żenujące...
Zgubiła dziś wyjątkową bransoletkę...
Która dla mnie też dużo znaczyła.
Gdybyś ją znalazła...
Zadzwoń do mnie pod ten numer.
Możemy się pospieszyć?
Zapłacę ci 500 dolców.
No... Dobrze.
Gdzie to znalazłeś?
Na podłodze budki telefonicznej.
To moja bransoletka, zgubiłam ją.
Nieprawda.
Zapłacę ci za nią 50 dolarów.
50 dolców?
Dobra, 100.
200.
Dziękuję, miła pani.
Trzymaj się.
O kiego chodziło?
Właśnie zarobiłam 300 dolarów.
O rety...
Ojojoj...
Przepraszamy...
Numer, pod który dzwonisz jest obecnie odłączony...
i niedostępny.
Świetny wieczór. Wykurwisty wieczór.
Skoczę po gumę.
A ty, kochanie?
- Chcesz gumę? - Nie, dziękuję.
Jesteś pewna? Żadnej gumki?
Może nie chcę tych samych rzeczy co ty, Eddie.
Och... Chodź do mnie...
Mamciu, mamciu...
Wkrótce będziemy w domciu.
- Co za gość... - Wypełniacz czasu.
Sprawia wrażenie kogoś więcej...
Mylę się, Diane?
Może po prostu oboje biegamy w kółko.
I czasem wpadamy na siebie.
Jak Słońce i Księżyc.
Nazywają to zaćmieniem.
Jak myślisz, co on kombinuje?
Chyba trzeba go ciut zmiękczyć.
Dobra, dobra...
Strzelimy mu karniaka, czemu nie.
Dobra.
Lou?
- Cześć, Eddie. - Witaj, słodka.
Po strzemiennym dla mnie i mojego przyjaciela, co?
- Czarujące i klasyczne. - Ta, dolina lisiczek.
Więc, co jest grane?
- Dzieciak jest tu dziś? - Siedzi w rogu.
Co jest na rzeczy?
On jest na rzeczy.
Dzieciak od trzech miechów zalega z kasą.
Wisi Lou 1500.
- Doprawdy? - Doprawdy.
I ty je od niego wyciągniesz.
Że co proszę?
Lou widzi w tobie potencjał.
Czas dać buziaka Dzieciakowi.
Zasłaniasz mi światło, ziom.
Pewnie ty jesteś Dzieciak.
- Daj lizaczka, młoda. - Wiśniowego?
Znasz mnie.
Ponoć jesteś winny Lou 1500 dolców.
I?
I jestem tu, żeby się tym zająć.
A kim ty w ogóle jesteś?
- Gdzie Joe? - Już po nim.
Dzieciak przyniesie nam jego głowę na tacy.
Co ty kombinujesz?
Nigdy nie dość. Nigdy nie dość...
Chryste Panie! To ohydne!
Uspokój się!
Proszę bardzo.
Dzięki, stary.
Wracamy.
- Gdzie teraz, Eddie? - Gdzie forsa?
Chyba dam ją Lou osobiście.
- Dobranoc, Joe. - Dobranoc, Diane.
Eddie to płotka...
Lou był grubą rybą.
Sprytny jak tato.
Ekspert przekrętu. Od razu to zauważyłem.
I pracował nad czymś ważnym. Co się wkrótce zacznie.
Zauważasz podobne rzeczy...
Jak bawisz się w to wystarczająco długo.
Muszę znaleźć wskazówkę, która doprowadzi mnie do tortu.
Albo chociaż powie mi, czym jest tort.
WIZA TAHITI - W JEDNĄ STRONĘ
Co on kombinuje?
Myślałem nad tym, co mogło poróżnić braci.
Wtedy znalazłem to samo zdjęcie, co u ojca.
Tym razem w całości.
Była na nim moja mama między tatą a wujkiem Lou.
Obaj mocno ją ściskający.
Dostałem przez to gęsiej skórki.
Tort. Mój brat zabrał tort.
Czy moja matka miała coś z tym wspólnego?
Czy dlatego tato oderwał Lou ze zdjęcia?
Wtedy tego nie wiedziałem.
Ale to zdjęcie było haczykiem...
Które pchnęło mnie głęboko w ciemność...
W poszukiwaniu prawdy.
Otwórz oczy, Joe.
A może znajdziesz to, czego szukasz.
Kto mówi, że szukam?
Ja.
Chyba że zostałeś na ulicy, żeby nieco pogrzeszyć?
Do tego potrzebowałbym grzesznicy.
A ona?
Jest inna.
Ktoś więcej, niż dziewczyna.
Jak romantycznie.
Żyjemy przeszłością?
Niezupełnie.
Oczywiście, że nie.
Skupmy się na jutrze.
Trafieniu w dziesiątkę.
Złamaniu serca młodej dziewczynie.
Umiesz ładnie mówić.
Wypijesz to, czy pozwolisz, żeby zwietrzało?
Myślisz, że mnie znasz, Diane?
- Chciałabym. - A twój przyjaciel, Eddie?
Spraw, bym o nim zapomniała.
A co, jeśli zapomnisz o mnie?
Traktuj mnie właściwie, to może nigdy nie zapomnę.
Kuszące słowa. Gdybym był frajerem.
Traktuj mnie łagodnie, Joe.
Wrzuć na luz, Diane. Wiem, kim jesteś.
Pytanie, dlaczego tutaj przyszłaś.
Czego chcesz?
Sprawiasz mi ból.
Prawda potrafi być bolesna.
Przepraszam.
Ja... Po prostu tak funkcjonuję.
Mogłabym mieć tuzin Eddich.
Ty jesteś inny.
Silniejszy, wiesz?
Nie powinnam była tego tak rozgrywać.
To był błąd.
Tylko nie mów Eddiemu że tu byłam, dobrze?
Diane...
Nie musisz łowić ludzi...
Nie znasz mnie.
Nie mam nikogo.
Ani wujka Lou, ani domu, do którego mogę wrócić.
Jestem zdana wyłącznie na siebie.
Robię, co muszę, żeby przetrwać.
No dobrze. Przepraszam.
Może popełniłem błąd.
Wiem, co to znaczy być samemu.
Nie sypiam z Eddiem.
Dobrze wiedzieć.
Jaka ona była? Dziewczyna z broszki.
Ledwie ją pamiętam.
Więc czemu nosisz jej zdjęcie?
Ku pamięci.
Czego?
Rzeczy, których wciąż szukam.
Jakich?
Takich...
Okłamałem cię. To nie jest moja była dziewczyna.
Tylko moja matka.
Zmarła, gdy byłem mały.
Jesteś taki słodki...
Mogłabym do ciebie przywyknąć.
- Muszę lecieć. - Dlaczego?
Eddie zabiłby nas, gdyby się dowiedział.
A na to nie jestem gotowa.
Nie jestem pewien...
Czy ja jestem gotowy...
Na ciebie.
Prześpij się z tym.
Przywykniesz.
Następnego dnia były urodziny wujka Lou.
Wykorzystałem to, żeby się do niego zbliżyć.
Musiałem wypełnić misję dla taty.
Wiesz, w życiu nie jadłem lepszej szynki.
Prawda.
Teraz naprawdę widzę rodzinne podobieństwo.
Jest zupełnie jak Donan, przemiły i przystojny.
Chyba nie wytrzymam z dwoma Donanami w jednym pokoju...
Kręci mi się w głowie!
Może zanim zemdlejesz, kochanie...
Zaparzysz nam kawy?
Niezła jest.
W rzeczy samej.
Wiesz, znalazłem ją pracującą w jednym z przydrożnych barów...
przy międzystanowej.
Ale się rześko prezentowała w tym swoim fartuszku.
Nalała mi kawy.
Najlepszej, jaką w życiu piłem.
Powiedziała, że sama ją zrobiła. Przepadłem.
Od tego czasu jesteśmy razem.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!
Co to ma być? Co ty wyprawiasz?
Wiesz, że ja nie... Po co to całe zamieszanie?
Pomyśl życzenie...
- Zabierz to, wiesz że ja nie... - Życzenie!
Blanche, wiesz że ja nie lubię...
Po prostu pomyśl życzenie!
- Przecież nie znoszę... - To twoje urodziny!
No dobrze...
Ale tylko, jak Joe mi pomoże, bo to są również urodziny Mike'a.
- W porządku? - Jasne.
Piękny.
Upiekłaś niesamowicie piękny tort, Blanche.
Dziękuję, Lou.
Twój ulubiony.
Ładne koniki na górze, co?
Oczywiście, że umieściłam tam ładne koniki.
Przykro mi z powodu twojego ojca, Joe.
Sfiksowana dziewka.
Ale ją kocham.
Wszystkiego najlepszego, wujku Lou.
- Co to jest? - Z pozdrowieniami od Dzieciaka.
Eddie próbował odzyskać te pieniądze od miesięcy.
Eddie nie nazywa się Donan.
Oczywiście, że nie.
Mamciu... Mamciu...
Gdzie jest jebany Sam Peckinpah?
Potrząsaj nimi, złotko.
Potrząsaj zdrowo...
Jaki masz problem, chłopcze? Ponoć jesteśmy kwita.
Ależ oczywiście, kruszynko. Nie przejmuj się.
Więc po kiego zawracasz mi głowę?
Dzieciak się lekko nakręcił, co?
Taa.
Nie cierpię twojej brzydkiej facjaty.
Za to twój partner - miły z niego gość.
Na tyle, żeby Dzieciak wyskoczył dla niego z półtora kafla?
Gówno mu zapłaciłem.
O czym ty gadasz? Uregulowałeś dług.
Powiedział, że wystarczy, jak wyjdę z nim...
Uścisnę dłoń i jesteśmy kwita.
Mówisz, że to była jego jebana forsa?
Ktoś poluje na twoją posadkę, chłopcze.
Pewnie zawinął ci też kobitę.
Zajebię go!
- Z drogi! - Czego tu...
Zajebię go! Zajebię!
- Na co się gapisz? - Wyluzuj, stary...
Kurwa!!!
- Uważaj, gościu! - Co, jebnąć ci?
Głupi chuju!
Wygrałem, kurwa!
Kurwa...
Witam, panie "rock & roll". Zatańczmy.
Najpierw zrobisz się niebieski. A potem zesrasz w portki.
Rozjebię cię! Rozjebię!
Wstawaj, suko!
Nastąp się!
Dobra, dziewczynko. Kto cię przysłał?
Kto cię przysłał?
Jebany Sam Peckinpah!
Ktoś chciał mnie zabić!
Kto cię chciał zabić, Eddie?
Jebany pijaczyna!
Naleję ci kielicha...
O, widzę, że teraz palisz cygara. W dodatku wypasionej marki.
Eddie, to nie jest tak, jak myślisz.
Morda w kubeł!
Zamknij ryj!
Pierdolisz się z Lou!
Myślisz, że jestem kurwa opóźniony?
Jestem jebanym downem?
Wiem, co jest grane. Lou chce mnie wykiwać, bo zjawił się...
Jego milusi bratanek!
No to Vive Le jebana France!
Pewnie myślałaś, że jestem ostatnią osobą, którą tu dziś zobaczysz?!
Wynoś się.
Daj mi tylko powód, żeby odstrzelić ci makówkę.
Więc spadaj.
Szóstka pik.
As trefl.
Królowa karo.
As kier.
Cholera!
Joe!
Diane?
Co jest?
Joe, mam kłopoty.
Eddie myśli, że sypiam z Lou.
Dlaczego? Co się stało?
Nie wiem.
Próbował mnie zabić, a teraz pojechał do twojego wujka.
Szlag...
Zaczekaj tu. I zamknij drzwi.
Ależ w pojebanym świecie żyjemy, kapitanie Jack?!
Eddie, co to ma być?
Ty mały, brudny, zawszony, śmierdzący,
pokurczony, obsrany, pedalski, skurwiały,
zdradziecki mały szczurze!
Co w ciebie wstąpiło, do diaska?
Co w ciebie wstąpiło, Eddie? Co to ma być?
Nawijaj tak jeszcze. Z pokerową twarzą.
Jak pierdolony pomnik. Wybierz kartę!
Ależ... Co to ma...
Wybieraj jebaną kartę!
Eddie, nie wiem, co w ciebie wstąpiło...
Za kilka dni, zarobisz wiadro forsy...
Nie chcesz chyba...
Eddie, nie psuj tego teraz. Odłóż broń.
Pokaż mi tego jokera.
- Dalej, odłóż broń. - Pokaż mi jokera, gnido.
Alleluja, do chuja!
Joker rządzi!
Chciałeś mnie wyślizgać z gry...
i zastąpić obsranym bratankiem?!
I kto teraz siedzi za twoim chędożonym biurkiem?!
Ja! Ja tu teraz siedzę! Tylko ja, kurwa!
Ja!
Chodzi ci o Joe?
Chryste Panie, po tym, co razem przeszliśmy?
Daj spokój, stary.
Ale kit, ale kit...
Jezu, ty głupi tępaku!
Co to ma być?
- Co się dzieje? - Tępaku?!
- Eddie! - Ja ci pokażę tępaka!
Chcesz się pierdolić?! Chcesz?!
Będziemy się pierdolić!
W tej chwili!
Ty skurwielu!
Joe... Rozwiąż mnie...
Rozwiąż mnie!
Jezus Maria!
Eddie był kluczowym graczem...
W robocie, którą planuję od pół roku.
On miał wystawić cel.
Niebezpieczny przekręt, ale wart kupę kasy.
Głupi ciul...
Po prostu go tu zostawmy...
Głupi chujek.
Lou, musimy się stąd zmywać.
Joe, by to szlag!
Słuchaj, będziesz musiał mi pomóc, młody.
W czym?
Potrzebuję kogoś, kto wystawi cel.
Klasyczna śmiertelna pułapka.
Zabijesz mnie, to znaczy będę udawał...
Wiesz, o co biega.
Co ty na to?
No nie wiem, Lou.
Może lepiej weź któregoś ze swoich chłopaków.
Nie mają twoich umiejętności, młody.
Dasz radę.
Hej, Joe.
Mam tylko ciebie.
Dlaczego zostawiłem kwestię otwartą?
Dlaczego po prostu nie powiedziałem "nie"?
Bo pamiętałem, jak tato ustawiał identyczny przekręt.
I mówił mi, co mam zrobić.
Nie pozwolił mi odmówić.
Dobra... Tylko spokojnie.
Joe?
Diane?
Co jest, do licha?
Celujesz do mnie z broni?
Bałam się, że wróci Eddie.
Eddie zszedł.
Co?
Nie żyje.
A Lou mnie zwerbował.
Co się stało?
Nie wiem.
Co znaczy, że nie wiesz?
Nie wiem!
Coś jest nie tak. Czuję to.
Za łatwo idzie.
Muszę tylko to rozgryźć...
Co rozgryźć?
- Dość pytań! - Tkwimy w tym razem!
Razem w czym?
Wiesz coś, czego ja nie wiem?
- Nie wpadaj w paranoję. - Celowałaś we mnie z broni!
- Bałam się! - Nie wyglądałaś na przestraszoną!
- Nie naciskaj na mnie. - Trzymałaś mnie na muszce!
Przerażasz mnie.
Przepraszam, Diane.
Lou organizuje przekręt, wprost z mojej przeszłości...
Nie wiem, czy się podjąć, czy po prostu zwiać.
Może i to, i to.
Co masz na myśli?
Załatwić, co trzeba i zacząć od nowa.
Tak jak ja, skoro Eddie nie żyje.
Nowy początek.
Taa...
Nowy początek.
Zostaw przeszłość umrzykom.
Joe, kochanie...
Joe...
Zostaw przeszłość umrzykom...
Kiedy Lou wyjawił mi tajemnicę tortu...
Nie miałem sumienia mu go odebrać.
Zamówiłem go dla twojej matki.
Kochałem ją. Mieliśmy się pobrać.
Jednak nie miałem szansy dać go jej, ponieważ...
Mój brat, twój ojciec...
Cóż, nie mogła się zdecydować, kogo wybrać i skradł mi ją.
Boże, kochałem twoją matkę.
Bardziej, niż kogokolwiek.
Z pewnością bardziej, niż brata.
Chyba byliśmy trochę jak Kain i Abel.
Tak czy inaczej, chcę, żebyś go wziął.
Może znajdziesz dziewczynę, równie piękną jak twoja matka...
I dasz go jej.
Wiesz co?
Może go dla mnie przechowasz?
Pewnie.
Do kiedy tylko będziesz chciał.
Wiesz...
Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, mogliśmy być...
Mógłbyś być moim synem.
Kiedy to wszystko się skończy...
Może wyjedziesz ze mną i Blanche.
Wybieramy się na Tahiti.
Będziecie się mogli lepiej poznać.
Chętnie.
Super. A teraz, przejdźmy do interesów.
Kto jest celem?
Gość nazywający się Doktor Lyme.
Jest paserem diamentów.
Wiem o nim od mojego starego przyjaciela, Harry'ego Shawa.
Słyszałem o nim.
Serio?
Harry bawił się w te klocki, póki serducho mu nie nawaliło...
Tak czy siak...
Oto przynęta.
Zegarek. Założysz go.
Trochę smaru.
A to klucz programu.
Śliczności.
Prawdziwe, młody.
Piękne.
- Jak stoisz z bilardem? - Niezbyt dobrze.
Doskonale.
Wracając, przeanalizowałem możliwości wycofania się.
I prawie to zrobiłem.
Ale w chwili, gdy przekroczyłem te drzwi...
i usłyszałem stukot bil, przepadłem.
Robota mnie pochłonęła. Jak za starych czasów.
Czy chciałem tego czy nie, byłem w domu.
Bilard.
Tysiąc dolarów.
Za partię, czy za punkt?
Wszystko jedno.
Punkt będzie dobry.
- 25 żeby wygrać. - Pewnie.
Wolałbym ten stół, jeśli nie masz nic przeciwko.
A czemu?
Nieco na uboczu...
Odpowiednia temperatura...
No i to Corcerra.
Kiełbasa, przygotuj go.
Jedna z tych rzadkich okazji...
Kiedy jeden...
Plus jeden...
Równa się jeden.
- Lag na początek? - Jasne.
- Nie podałeś imienia... - Joe.
Miło mi poznać, Joe.
Jestem Morgan Gripp.
Ale ludzie nazywają mnie Fats.
Ulubiona gra Sama.
Samuel Langhorne Clemens.
Wiesz?
Mark Twain.
Geniusz, który stworzył Huckelberry Finna.
Toma Sawyera.
I mojego ulubionego...
"Jankesa na dworze Króla Artura".
Grywał, kiedy nie miał werwy do pisania.
Gra była dobra dla umysłu.
Chyba cię tu wcześniej nie widziałem, co?
Nie jestem stąd.
To ma sens.
Witamy w raju, panie Joe.
To tylko geometria.
Trójkąty równoramienne, pentagony, oktagony...
Itp, itd...
Lecz to, mój przyjacielu...
Była poezja.
Zobaczmy... Jest 24.
Jeszcze jeden i będzie 25.
Twoja kolej, panie Joe.
Bardzo ładnie.
Cóż... Peszek.
Pewnie przez napięcie.
Pod nim najwięksi padają na kolana.
Gdyby była tu gruba dama, pewnie szykowałaby gardło...
Dokładnie... Teraz.
Wynik końcowy: 25 do 1.
Zobaczmy... Tysiąc za punkt...
To będzie...
Tak. Jest mi pan dłużny 24 tysiące dolarów.
Ja...
Nie mam tyle.
Cóż, to poważnie nadszarpnie naszą przyjaźń.
Jestem gotów zapłacić.
Klasyczne stwierdzenie. Ale obawiam się, że to za mało.
Słuchaj... Proszę. Jest wart 25 tysięcy.
Nie jestem naiwniakiem, Joe.
Zobacz, to prawdziwe diamenty.
Diamenty... Na szczęście, mogę to sprawdzić.
Jeśli nie jest wart tyle, ile twierdzisz, ty sam...
Nie będziesz wiele wart.
Powinieneś teraz pójść z tymi dwoma panami.
Miło było z tobą zagrać.
Wypas!
Dobry jestem.
Widzę, żeś jest miłośnikiem konkretnej biżuterii.
To wyjątkowy zegarek. Skąd go masz?
Uwierzysz jak powiem, że wygrałem go w karty?
Od kolesia, nazywał się Harry Shaw.
Harry Shaw... Mój przyjaciel Harry.
Rozmawiałem z nim w zeszłym tygodniu.
Naprawdę?
A to ciekawe, przecież nie żyje od roku.
Prawdziwe nieszczęście, tak. Napije się pan czegoś, panie...
Thompson. Joe Thompson.
Tak, chętnie bym sobie golnął.
Whisky dla pana Thompsona.
A dla mnie expresso z wódką.
Pana człowiek, ten Gripp... Gra jak zawodowiec.
Tak, wrodzony talent.
Obawiam się, że nie był dla pana sprawiedliwym wyzwaniem.
No raczej.
Więc co mogę dlań zrobić, panie Thompson?
Cóż, na początek...
Proszę zerknąć na to.
Niech no zobaczę ten diament.
Czysty.
Bez skazy.
Tak. Pięć karatów.
Wie pan, w wielu kulturach wierzy się, że dusze
mieszkają w diamentach. Dlatego tak... Błyszczą.
Mam do zaoferowania więcej takich dusz.
Precyzując, 29.
Słucham, panie Thompson.
Po krótkiej partyjce w karty...
Harry i ja zaprzyjaźniliśmy się.
Powiedział, że jeśli kiedyś wpadnę na coś wielkiego...
Powinienem porozmawiać z panem.
Teksańczyk, z jakim współpracuję...
chce popędzić trochę diamentów, ale są dla niego za gorące.
Teksańczyk?
Jest gotów sprzedać 30 sztuk za 2 miliony.
Dwie bańki to niezła sumka.
A co pan na tym zyska?
Tyle, ile pan uzna za sprawiedliwe.
Wspaniały.
Nie widziałem takiej jakości od wieków.
60 tysięcy za karat.
To 9 milionów zielonych za cenę 2.
Uwiódł mnie pan. Robimy interes.
Rąsia.
Skąd pan wiedział, że nie ciachnę mu palców?
Nie wiedziałem.
Tylko nie próbuj mnie oszukać, Joe. Nigdy.
Jak myślisz?
Zapiera dech.
Tak?
Tylko do niej nie przywyknij.
Bo w chwili, gdy przekroczymy granicę, ściągam ją.
Szybko.
Nie wystarczająco szybko.
Najpierw robota.
Masz wątpliwości?
Już raz robiłem podobny przekręt.
Skończył się źle.
Lou liczy na ciebie.
No tak, jest Lou.
I druga szansa przekrętu.
Oraz sporo rzeczy, o których nie wiesz...
A które zmuszają mnie do wykonania tej roboty.
No i ty.
Zakochuję się w tobie.
Lepiej uważaj, mówiąc dziewczynie takie rzeczy.
Czemu?
Mogę chcieć, żebyśmy wyjechali właśnie teraz.
Wyjedziemy. Z samego rana.
Jedźmy teraz.
- Kusisz... - Jedźmy.
Rano.
Zabrnąłem za daleko, żeby zrezygnować.
Kocham cię, Joe.
Do zobaczenia wkrótce.
Witam.
Dawno pana nie widziałam. Co słychać?
Niewiele.
Może kawę i pączka? Na koszt firmy.
Innym razem.
Dobrze. Zapraszam w każdej chwili!
- Hej, Pat. - Hej, Joe.
- Jak się czujesz? - Ciut zdenerwowany.
Dziś wielka noc. Jesteś gotowy?
Oczywiście.
Super. To chodźmy.
Co z nią nie halo?
Holly, dziewczyna od pączków?
Tak między nami...
Chyba się w tobie podkochuje.
Zrób mi przysługę. Trzymaj się od niej z daleka.
Naprawdę ją lubię. Zresztą... Gdzie znajdę kogoś słodszego?
- Pewnie, Pat. - Dzięki, Joe.
Przynęta została połknięta.
Doktor Lyme wystawił się na odstrzał.
To była największa robota w moim życiu.
A ja tylko myślałem, żeby mieć ją za sobą. I uciec.
Dobra, Joe. Wybieraj.
Pierwsza klasa, młody. Pierwsza klasa!
To prezent od Harry'ego Shawa...
Nie zamierzam go zawieść.
Czemu ich nie sprzedamy i nie zapomnimy o reszcie?
Kto cię pyta? Zamknij gębę i skup się. To ważne.
Musisz postawić kasę żeby zarobić kasę.
A dziś mamy szansę zgarnąć 2 miliony dolarów.
- Podoba mi się ta kwotka. - Mi też.
Joe złowił grubą rybę, a nam zostaje ją wypatroszyć...
I rzucić na patelnię.
- Zwarty i gotowy, Patsy? - Jasne, Lou.
Po pierwszym wystrzale, musisz się zjawić na miejscu...
I kryć nasze tyłki.
Kolejkę zaczyna Joe.
Joe, jak tylko będziesz miał w ręku kasę...
Musisz działać szybko.
Jeśli mnie nie zabijesz, dr Lyme z pewnością to zrobi.
Tak.
- W porządku, młody? - Tak.
Dobra, pijemy.
Mój ostatni przekręt. I nie mogłem uwierzyć...
Że chętnie zamieniłbym go na szansę normalnego życia z Diane.
Jednak czułem, że robię to przede wszystkim dla taty.
Żeby w końcu odciąć się od stylu życia, jaki...
Przegonił nas przez cały kraj, zabierając większość codzienności.
Bogactwo, władza, Bóg. Wszystko ma wyraźny...
Zapach.
Jednak nie tak słodki, jak śmierć.
Mam nadzieję, że pański kowboj nas nie zawiedzie, panie Thompson.
Pracuję dla pana.
Jak wszystko pójdzie z planem, diamenty są już pańskie.
Pański entuzjazm jest doprawdy zaraźliwy.
Jednak czysto teoretycznie, gdyby jednak coś poszło źle...
To tylko dlatego, że tak właśnie chciałem.
Dobry!
Chcemy zobaczyć towar.
Jasne, pokażemy kilka.
Chodź wybrać.
Pięknie.
Tylko zaraz mi zwróć tę parkę.
Piękne...
Piękne.
A pozostałe?
Chcemy zobaczyć pozostałe.
Może uprościmy sprawę?
Pokażcie pieniądze, to zobaczycie diamenty.
Łatwizna.
Zobaczysz forsę, jak sprawdzimy pozostałe diamenty.
A gówno! Gówno, stary!
Koniec transakcji. Oddawaj diamenty.
Oddaj mi moje chędożone diamenty!
Natychmiast!
Dalej, na co czekasz?
Daj mi je. Wiem, co robię.
- Chcesz, żebym ci je oddał? - A żebyś wiedział, do cholery.
Może zatrzymamy je jako rekompensatę za kłopot.
Ty skurwielu!
Co chcesz odwalić, Thompson? Niech cię szlag!
Powiedziałem ci, że znajdę kupca i to zrobiłem, więc...
Otwórz ją.
Moja propozycja.
Przytrzymam pieniądze...
dopóki szef mi nie powie, że towar jest w porządku.
Da mi znak, ty dostaniesz forsę.
Dobra. Chodź po nie.
Jak zabrać cukierek dziecku.
Jak coś pójdzie nie tak, zabić wszystkich.
Ma podsłuch! To ustawka!
Zrób to! Zrób!
Nie!!!
Ręce do góry, FBI!
Joe, padnij!
Idźcie po moją cholerną forsę!
Gdy sprawy się sypią, ludzie zawsze chwytają...
To, co dobrze znają.
Tak samo jak byk goni...
za czerwoną płachtą, pomimo, że został...
poważnie zraniony.
Zaczekaj!
Przepraszam, Joe.
Diane...?
Rozegrałaś to profesjonalnie, laska.
Zamknij się!
Kopę lat, Joe.
Fajnie, że wpadłeś.
Witaj, Joe. Niespodzianka.
Tato?
Pete, bierz tort.
Świetnie się spisałeś, Joe.
Boże mój! No, no, no...
Frank, twoja działka. Świetny przekręt.
- Do następnego razu. - Dzwoń o każdej porze.
Pete, jak zwykle praca z tobą to przyjemność.
Nawzajem, Mikey.
Do zobaczenia.
Dobra robota, Joe.
Ślicznotko, twoja działka.
Nie chcę pieniędzy.
To tylko interes, mała. Bierz kasę i idź.
Reszta...
Jest nasza.
Twój brat nie żyje.
Tak?
No cóż...
Dlaczego?
Przykro mi, Joe, nie mogłem cię wtajemniczyć.
Tylko tak to mogło się udać.
Zrobiłem, co musiałem.
To był tylko kolejny cel.
Wystawiłeś go i zabrałeś, co miał...
Każdy sposób dobry.
Właśnie zrobiliśmy przekręt życia.
Jebane 2 miliony dolarów, synu.
Więcej mnie tak nie nazywaj.
Hej, co ty wyprawiasz?
Ej, przestań! Nie celuj do mnie.
Joe, przestań.
Pomyśl przez chwilę.
Czy to nie był najlepszy przekręt, jaki widziałeś...
w swoim życiu na własne oczy?
Musiało tak być. To było coś wyjątkowego.
Zrobiliśmy to razem, junior!
Jak ci się podobała Diane?
Nie była miłym dodatkiem?
Kurczę, jaka ona jest podobna do twojej matki!
Wszystko pasowało do siebie idealnie. Jakby zadziałała magia.
Takiej okazji się nie porzuca.
On na to zasłużył.
Na wszystko, co dostał.
Odebrał ci matkę, młody.
Jezu...
Wcale nie umarła, gdy się urodziłeś.
On ją zabił.
Zabił ją w jednym ze swoich przekrętów.
Mnie omal też.
Zostaliśmy tylko my. Daj spokój, ty i ja.
Przeciw wszystkim. Odłóż broń.
Odłóż ją, proszę.
Mam tu ślepaki... Czy prawdziwe?
Do licha... Kocham cię, synu.
O Boże!
By to szlag!
Większość ludzi nie odczuła sznurów...
kontrolujących ich przeznaczenie.
Moje manipulowały mnie w każdy możliwy sposób...
Dopóki ich nie odciąłem, porzucając ów paskudny krąg...
Z ojcem i brudną forsą...
Której nie chciałem.
Co prawda porzucałem niezwykle kolorowy świat.
Lecz nic w nim nie było prawdziwe.
Ani mój tato...
Ani szumowiny, które pomogły mnie wkręcić.
Ani Diane, która niemal złamała mi serce.
Pozostały mi po tym zaledwie wspomnienia.
A właściwie obrazy.
Warte więcej, niż forsa z przekrętów.
Dzięki nim pozostałem uczciwy.
WYSTĄPILI:
Tłumaczył: DEBNEY
Synchronizacja: Burial Deadfall.1993.1080p.BluRay.x264.AAC-YTS
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.