All language subtitles for Przyjcie Na Dziesi Osbplus Trzy 1973 Eng

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Gdy Ci życie ucieka, kochany, to nie goń

go.

Gdy już tydzień chodzisz jak we śnie, to

nie łódź się.

Małe piwko, małe piwko z korzeniami wyrośnie Ci.

Małe piwko, małe piwko z korzeniami zaśpiewa Ci.

Jeden kiosk, drugi kiosk, trzeci, czwarci.

Małe piwko, małe piwko z korzeniami zastąpił zyj.

Małe piwko, małe piwko z korzeniami przebaczysz mi.

Co Mama tu przyniosła?

Wszystko przyniosłam z miasta.

Na obiad kupiłam mięso, na barszcz, chleb, wszystko.

Piwa nie było?

Nie było, bo zapomniałam wziąć.

Mamo, Mama dostała rentę?

Dostałam.

Mama mi da trochę pieniędzy.

Mama wie jak trudno żyć człowiekowi bez pieniędzy.

Ale teraz nie dziecko.

Masz wszystko, jedzenie, ubranie.

Mamo, a gdzie są te pieniądze?

Na razie schowane.

A gdzie Mama je schowała?

Nie powiem.

No gdzie Mama je schowała?

Nie powiem Ci teraz.

Teraz w tej chwili nie powiem i już.

Mamo, bo się potnę.

Mówi syn.

Oj, Mamo, Mamo.

Gdzie Mama schowała te pieniądze?

W tej chwili Ci nie potrzeba dziecko.

Skąd Mama wie potrzeba czy nie potrzeba?

Gdy Ci rączki już drżą mój kochany, to

nie bój się.

Kiedy toniesz w powietrzu jak rybka, pamiętaj, że

małe piwko, małe piwko z korzeniami zastąpił syn.

Małe piwko, małe piwko z korzeniami przebaczył mój.

Trzeci, czwarty.

Małe piwko, małe piwko z korzeniami zastąpił syn.

Małe piwko, małe piwko z korzeniami przebaczył mój.

Szary.

Karola.

Karol, jak rany Boga.

Stola.

Gdzieś Ci był, jak Cię nie było.

Byłem na wczasach w rąk i zrój.

Pełnopłatne, co?

Tak, dostałem nagrodę dwanaście Wojtków.

Odpękałem wszystko od dzwonka do dzwonka.

Teraz jestem czysty jak łza.

Ale widzę, że Cię to nie wycieńczyło specjalnie.

Panie Dziedziu, cztery piwa.

Dzień dobry, panie Karolak, tylko cztery.

Dzień cześć.

Trześć piw, jedno małe.

A jak tam było, opowiadaj.

Jeszcze piwka?

Co u Mojki, co u niego słychać?

Rozumiesz, no Mojka, no z tego, z Brzozowej

przerzucił się na Sztamajzę, potem na Politurę, potem

chciał Atrament pić, ale wiesz.

Patrz, Tygrys lubi świeże mięso.

Dzień dobry.

Cześć.

Dzień dobry.

Dzień dobry, panie serżancie.

Czego pan sobie życzy, piwko?

Piwko, piwko.

A co jeszcze panie tam ma?

A jeszcze to jest to.

No to piwko.

Duże.

Dobre, dobre, człowieku.

No to cześć, chłopaki.

Na drugą muszę być w robocie.

Cześć.

Cześć.

Trzymaj się.

A Ty co, też pękasz?

Co mam pękać?

Chodzi o to, żeby się przejść po mieście.

Stefan idzie ze mną?

Pewnie, że idę.

No to lecimy.

Panowie, kuflę oddawać.

Panie Karolak, chwileczkę.

Panie Karolak, ja chciałem pana o coś osobiście

zapytać.

Dlaczego pan się tu kręci?

Panie Tuwta, pan mnie doskonale, czy bym chciał,

czy nie chciał, muszę się tu kręcić, ponieważ

mieszkam tutaj w tym domu i nic na

to nie poradzę.

Panie serżancie, daj mu pan M3 w innej

dzielnicy, z gazem, z łazienką, z wodą, z

kobitą jeszcze, to panie przestanie się tu kręcić.

Panie Fronczak, to, że pana wołają kolesie króla

Albanii, to jeszcze nie powód, żeby pan żartował

ze mną.

Znaczy, ja coś mówię.

Niech pan to sobie raz na zawsze zapamięta.

Tu nie ma żartu.

Tu organa władzy są.

Jak wam się tam w Kiciu powodziło?

No nie mogę narzekać.

Byłem w kuchni dietetycznej.

Przybyło mi 6 kilogramów.

Daj Boże wszystkim na wolności, jeszcze kieby żywienie,

jakie miałem w więzieniu.

A jak tam było z paleniem?

No, za chleb dostałem wszystko.

Dawno wyszliście?

Trzy miesiące temu.

I nie pracujecie?

No, na razie odpoczywam, żeby nabrać sił.

A za coście się dzielicie?

Za niewinność.

Nie no, pytam się za co?

Panie Tuwta, ja jestem porządnym człowiekiem.

Nie kradnę.

A pański poprzednik znęcał się nade mną, że

źle przechodziłem pojezdnie.

I nie pracujecie?

Mam matkę.

Ile wy macie lat?

38.

On?

1738.

73.

No to nie wstyd wam być na utrzymaniu

matki?

Panie Tuwta, człowiek, który ma matkę, zawsze pozostanie

dzieckiem.

Dopiero kiedy ją straci, dba o swoje wyżywienie.

To wiek nie odgrywa żadnej roli.

Panie Karolak, ja panu osobiście radzę i nawet

tak po przyjacielsku.

Niech pan sobie znajdzie jakieś zajęcie.

Niech pan nie czeka, żebym ja panu je

znalazł.

Wychodzisz?

Niech się na mnie boi.

Zaraz wracam.

Tylko się nie upij, synku, bo jesteś za

ciężki do rozbierania.

Niech mama spróbuje.

Nie, tego nie spróbuję.

Dzień dobry, pani Sabikowa.

A, dzień dobry.

Wrócił pan już.

Tak.

Panie Karolak!

Co jest?

Mam do pana sprawę.

Ale ja do pana nie mam.

Niech pan pozwoli.

Nie mam do pana żadnego interesu.

Mam tutaj takie carte blanche dla pana.

Proszę.

Pan to podpisze.

Po co mi to?

Zapozna się pan z treścią i zgłosi tam,

gdzie podano.

Zresztą nie będzie pan w tym odosobniony.

Pańscy koledzy również dostali takie bumagi.

O, do takiej roboty to mi się chętnie

nają.

Nawet na trzecią zmianę.

I za frajk.

Trzydzieści sześć.

Panie Lisak, jest dla pana robota za dwa

czterysta plus piętnaście procent kwartalnej premii.

Ja się nie pytam, laleczko, ile ja tam

zarobię.

Mnie to interesuje, co będę mógł ukraść.

Panie kierowniczko!

Panie Lisak, jak pan się nie uspokoi, to

wezwę milicję.

A mnie to wieś.

Co za chamstwo, co się udało.

Osiemnaście.

Zawód?

Ślusarz.

Kozłowski Jan.

Skierowanie, proszę.

Gdzie jest ulica Wylotowa?

Kto wie, gdzie jest ulica Wylotowa?

Milicjanta, czy was?

Milicjanta się nie będę pytał drogę do roboty.

Gdzie mnie pańka wysyła?

Na wieś?

Jestem ze Wśródmieścia.

Pańka może sobie sama jechać na wieś, pod

Gruszyn.

Chłopy by mieli niezłą zabawę na przednówku z

pańką.

Trzeba mieć tylko parę złotych, a potem robota

zawsze się znajdzie.

Trzeba ją załatwić u woźnego.

Nie w okienku, a u woźnego.

Trzeba przyjść do woźnego, powiedzieć dwa słowa jak

i co i robota jest.

W okienku jest robota dla chamów i frajerów.

Woźny wykupuje co najlepsze kartki, potem inny.

Nic nie zostaje, sprzedaje jej.

A w okienku jest robota dla chamów i

frajerów.

A barachło wywieszają w gablocie i robota załatwiona.

Tak, co możesz czekać, żylaków dostanie.

Stary jest cwany, na kantach zęby zjadł.

Trzeba umieć z nim gadać, trzeba przyjść, dać

w łapę.

Na robotę trzeba zarobić, inaczej zdechniesz jak pies

pod kocem.

Pieniądze, robota, robota, pieniądze.

Brzuchem pali.

Potrzebuję dziesięciu ludzi, chętnych do ciężkiej roboty.

Silnych ludzi.

No co, panowie, dogadamy się?

Za stary jesteś, dziadku, do takiej roboty.

Ile masz lat?

Nie jestem tak stary, na jakiego wyglądam, 45.

Wyglądasz na 60.

Jestem w sile wieku, jestem silny jak byk.

Za południówki mogę cię zatrudnić.

Jeden już jest, jeszcze dziewięciu.

Jest nas dwóch.

Ty się nie liczysz, ale stój jak stoisz.

No więc potrzeba jeszcze dziewięciu.

Otwieraj.

Weź się na wóz.

Jedziemy.

Niezła plancja.

Jadą do roboty, a my do pracy.

Wysiadajcie, jesteśmy na miejscu.

Zaczekajcie, panowie, tutaj.

Co to za fabryka?

Cholera wie.

Jakiś nowy zakład.

Ciekawe, co oni tu produkują.

Wykałaczki.

Głupi jestem.

Wypuśćcie panią.

Przepraszam, panowie.

Niezła.

Niech pan łaskawi wejść.

Proszę, palcie.

Nazywam się Piątek.

Piątek, trzynastego maja.

Jestem w tym zakładzie kierownikiem, czymś w rodzaju

dyrektora.

Odpowiadam za produkcję tego zakładu.

Roboty jest po uszy, ale nie mamy ludzi.

Dlatego was tu ściągnąłem.

Trzeba rozładować pięć wagonów gryzu.

Wagony stoją od kilku dni na bocznicy.

Osiowe bijam, mamy umowy z zagranicznym kontrahentem, które

muszą być dotrzymane w terminie.

Robota jest słabopłatna.

Za wywalenie jednej tony gryzy i odtaczkowanie jej

nie bliżej niż siedem metrów od wagonu cennik

przewiduje trzy złote i jeden grasz.

Zaraz wam przyniosę z magazynu kombinezony i buty,

a łopaty dostaniecie na dole.

Nigdy nie robiłem łopatą.

Nie szkodzi, będziesz miał okazję.

Ja mu dam cztery złote i niech sam

zasłuży.

Mnie do łopaty.

Mnie starego fachowca kurczę pieczą.

Na razie w domu mam co jeść.

Z głodu nie zdechnę.

Jedykości też nie narobiłem.

Taki bolszy.

Jak ja ruszę, ręką albo nogą.

Do wciepnień, śnieznach, od razu załup się do

puszki.

Mamy to zdanie.

To dosyłka, syber.

Polsyber.

Blachę zakładam na oczy.

Żebym mógł wtedy mówić, że on ci tyle

daje.

To nie jest poważny załup.

Gdzie on żyje?

Fabryka.

Trzy złote i jeden grasz za tonę.

A ja tam od niego nic nie chcę.

Niech mnie tylko odwiezie do domu i koniec.

Trzeba się na to idę do domu.

Albo idziemy do domu, albo zostajemy.

Nie, nie.

Tu są kombinezony.

To bierzcie sobie buty, żeby nóg nie poobcierać.

No na co czekacie?

My za te pieniądze tej roboty nie będziemy

robić.

Mów tylko za siebie, nie mów za innych.

Oni też mają języki w gębach.

A poza tym jacenika nie zmienię.

Nie ja go ustalałem.

Ja też nie.

Skończ mi lepiej tę rozmowę.

Do niczego ona nie doprowadzi.

No mówcie coś.

Zapomnieliście języka w gębie?

Nie ma odważnych?

Powiedzcie, co się tu mówili.

Czemu się nie przebieracie?

Wcale forsy nie robię.

Ja też nie.

Ja też nie.

Ciebie zupełnie niepotrzebnie tutaj przywiozłem.

Wcale mi na tobie nie zależy.

Ale skoro już tu się znalazłeś, to siedź

cicho.

I zamknij dziób, bo cię każdy wyrzuci za

bramę.

Ta robota nie dla nas.

Do łopaty niech pan sobie poszuka prostych ludzi

z ulicy.

Nie jesteśmy fachowcami.

Nie oderwałem was od warsztatu.

Byliście bez roboty i to mi zupełnie wystarczyło.

Na drugi raz nie będę taki głupi.

Każdy se na podeszwę wypisać 100 zł za

godzinę.

Rozumiesz?

To zostaw sobie na jutro.

A dzisiaj patrz na to, z czego masz

chleb.

Przestań gadać i wciągnij kombinezon, bo szkoda czasu.

To znaczy, że jesteśmy jakby u...

Nie jesteście uwięzieni, tylko koniecznie potrzebni do roboty.

To wszystko.

Zrobicie to, czego od was wymagam, otrzymacie pieniądze

za pracę i możemy się więcej nie zdać.

Trzeba by było na pośredniaku powiedzieć, jaka robota,

jaka cena.

A nie teraz dopiero.

O!

Co za różnica tam, czy tu.

Dla mnie tego nie robicie.

To nie jest moje prywatne przedsiębiorstwo.

Tak samo moje, jak i wasze.

Robicie to dla siebie i dla swoich wnuków.

Tak samo, jak ja dla siebie tego nie

robię.

Eee, co tam pan będzie nam wyjeżdżał z

głukami?

Wielu nas dzieci jeszcze nie ma.

Pan powiedział o wnukach.

Oni mają swoje zmartwienia.

My tymczasem mamy swoje.

Przepraszam.

Co się stało, panie Włodarczyk?

Nic.

To dobrze.

A co pan robił dzisiaj?

Chciałem kupić dwadzieścia płaszczy gumowych.

I co, kupił je pan?

Nie.

Całe miasto zjeździłem za tymi płaszczami.

Nigdzie ich nie dostałem.

Pechowiec pana, panie Włodarczyk.

Tak.

Od jutra codziennie rano będzie się panu mnie

meldował i ja osobiście będę panu przydzielał robotę

na cały dzień.

Zgoda?

Tak, panie kierowniku.

A teraz niech pan posłucha uważnie.

W ciągu pięciu minut chcę tu widzieć przewodniczącego

Rady Zakładowej.

Dobrze.

Jest pan wolny.

Gorąco tu.

Przepraszam.

Mówi Piątek.

W moim pokoju brak powietrza.

Stary, on mówi, że w jego pokoju brakuje

powietrza.

Panie kierowniku.

Dobre urządzenie.

Tak.

No dobre, ale panie, panie Sobota, my za

te pieniądze to nawet z panem gadać nie

będziemy.

Szkoda czasu i atlasu.

Weźmiecie się za robotę, zrobicie co do was

należy, jestem tego pewien.

Nie, nie, nie.

Za te pieniądze, panie kierowniku, żaden z nas

ani ręką, ani nogą nie ruszy.

Mnie się nie śpieszy.

Mogę tu siedzieć z wami nawet całą noc.

Mam tutaj do czytania.

O, rabina Kozel.

Co za majdactwo.

Dziś bez powodu można człowieka wyrzucić z roboty.

Albo jak teraz, zamknąć w jakiejś tam noże.

Stój, pysk ty.

Chciałbyś z pewnością brać forsę za frajer, co?

Nie.

Za robotę.

Pracujesz ty i robota.

Gdzie ostatnio pracowałeś?

W takim burdelu jak ten.

I co?

Odszedłem po miesiącu.

Odszedłeś czy cię wyrzucili?

Nie jestem łajnym, żeby mnie można było wziąć

na opatę.

Tak ci się tylko wydaje.

Cztery platformy zostały załadowane płytami skąd wezby.

Panie Włodarczyku, staliliśmy na odprawie.

Ale uciekajcie, mówiłem.

Ileż razy można dyskutować o tym?

A nie, niechże mnie pan wysłucha, inne platformy

są w ekspedycji.

No, niech pan zrozumie.

Ja przecież przepisów nie...

Ale wy zrozumcie to jasny choler.

Jeżeli o wam nie doślę, to skąd ja

mam wezby?

Panie, panie przewodniczący.

Jak się masz Kaziu?

Co jest?

Słuchaj Kaziu, czy ty masz jakieś pieniądze przeznaczone

na nagrody?

Mam.

A o co chodzi?

Przywiozłem tych ludzi do roboty.

Więc co jest, czego zostawisz?

Oni chcą rozładować wagonów za te ceny.

Nie, myśmy ustalali cennik i my tych cen

nie zmienimy.

Ale jest nieżyciowy, był dobry 20 lat temu.

Ale obowiązuje do dziś, nie?

Nie potrzebujemy zmieniać cennika, wystarczy go tylko uzupełnić

i wszystko będzie dobrze.

Jak to zrobimy?

Ja mam fundusz reprezentacyjny, a ty masz pieniądze

przeznaczone na nagrody.

Ty wyasygnujesz pewną kwotę na upominki, ja urządzę

dla tych ludzi przyjęcie.

A oni odwalą nam robotę, poniał?

To co, potraktujemy ich jako wycieczkę?

No, coś w tym rodzaju.

Na wszystko będziemy mieli rachunki, także w razie

jakiejś kontroli, oba jesteśmy kryci.

No, ale wiesz to...

Ale przynajmniej robota cała będzie zrobiona.

Wiesz, że przecież mamy terminowe umowy z Włochami

na dostawę płyt.

Jeżeli wykonamy je w terminie, państwu wpłyną dewizja,

nam premie.

A jeżeli tego nie wykonamy, nikt się nie

będzie pytał, kto był winien niewykonania planu, pospią

się kary i w ogóle nie ma o

czym mówić.

No dobra, stoi.

Pamiętaj, że oba jesteśmy odpowiedzialni za ten zakład.

Panowie, jest teraz jedenasta.

To do szesnastej, siedemnastej powinniście się już chyba

tym wszystkim uporać, nie?

A o siedemnastej przyjęcie.

Zmieńmy sobie te spodnie.

Panowie, dobierzcie się parami i jazda.

Po dwóch na wagony.

Im szybciej to zrobicie, tym będzie lepiej.

Dla wszystkich.

Dla was też.

Co ja

właśnie w tym robię?

Co ja tu robię?

Odwrotnie taczkę.

Odwrotnie taczkę mówię.

Co to za łopata jest?

Odwrotnie taczki.

No, ruszaj się, ruszaj się.

Odwrotnie taczki.

Nie będziesz mnie poganiał, świnio.

No, zdaje się, że w porządku.

Jak widać, nie?

Panowie, zabierajcie rzeczy i do łaźni.

Weź mi blaszkę.

A po co dalej jadę?

Uciekaj.

Co u?

O pół godziny można, no co?

Wynocha z tym.

Zobacz to.

Dalej stąd, umyć się nie można.

Ja mam się myć, no co?

Panowie, tu macie ręcznik.

Tylko do zwrotu.

Proszę, zajmujcie miejsca.

Niech każdy siada, gdzie jest mu wygodniej, gdzie

mu przyjemniej.

Proszę bardzo.

Niech pan siada, pani kolego.

Dzisiaj za sługę i pan na moje szczególne

poważanie.

Nie no, pan na przykład.

A nie, nie, nie, panowie są moimi gośćmi.

Proszę, siadajcie, panowie.

No to co?

Pani pierwsza, nie?

Pani Krysiu, niech pani przyniesie kieliszki i na

razie jest pani wolna.

Pani Krysiu?

Tak?

Niech pani postawi kieliszki i jest pani na

razie wolna.

Tak.

Proszę, proszę panowie.

Proszę, pijcie panowie, cieczy mchata bogata.

No to co, rozlejemy to, nie?

Komu tam jeszcze?

Dobra.

Panowie, co to jest?

Przecież to na pluskwa.

Panie kierowniku, my tego nie będziemy pić.

To jest dobre dla umysłowych.

Dla umysłowych, buhalterów.

I prezydenta.

Mościckiego, nie?

Trudno, musimy pić to co jest.

Tu nie ma co tamto.

To jest reprezentacyjne przyjęcie.

Panowie jesteście tu oficjalną delegacją.

To są najlepsze chacunkowo trunki.

A przyznacie, co?

Delegacji nie wypada częstować czystą gorzałą, nie?

Panowie, no!

Zdrowie roboczych!

No to...

Panowie, jeść!

Zakążajcie, wszystko co na tym stole jest wasze.

Tyle żarcia, to mi się popyje.

Zachowujcie, zachowujcie.

Prosto z półneka.

Panowie.

Proponuję wypić zdrowie naszego kochanego kierownika.

Tak jest, tak jest.

No to, za te 10 ton.

Co ja mam w kościach.

Daj na trzecie.

Zdrowie, zdrowie.

Panowie, niech żyje Wielki Piątek.

Brawo!

Niech pani zostawi te oranżawy.

Wiem, jestem na razie wolna.

I w żelaznym łóżkiem.

Jak wiesz, postarał się jest.

Kibą bastetował, tak?

Jak w restauracji jest.

Ty, puszczisz chłopa na wesele, to Magi wypije.

Daj tego, schamuj.

Daj mi tylko taki.

Daj, daj no tej twojej oranżawy.

Ależ to, mocne jak zaj, zajer.

Panie kierowniku, napijmy się.

Kierowniczek, to on nie oszczędza sobie.

A w tym przejeżdżniku oni zjeżdżają.

Chłopaki, ten on się z nami napije, czy

nie?

Zaraz, zaraz będzie.

Proszę bardzo.

Panie kierowniku, nie ma panie chyłek ludzkiego papierosa?

Proszę bardzo.

Weź tam, weź tam.

Panowie, panowie, zostawcie chociaż jednego.

Zostawcie chociaż jednego.

Jak to się nazywa?

Nie drap się.

Winiak.

Winiak wypełnienie?

Radziecki ma, radziecki.

Nie, gruziński, co?

Nie radziecki, to gruziński.

Gruziński, no to ja tu chodę, przyjeżdżam.

Gruziński.

Nie, nie po oczach.

To jest gorsze wykończone.

Dawaj, dawaj, dawaj.

O luli, kurde, malany.

Jedziemy ręcami, no to jest, no.

Panowie, panowie, no co się dzieje?

Panowie, panowie.

Panowie, przestańcie.

No nie wolno tak.

Po oczach.

No wiecie, bo ja też zacznę!

Rozumiecie?

Panowie!

Panowie, co to jest?

Panowie, spokój!

Panowie, na każdym przyjęciu jest przemówienie.

Prosimy pana kierowniczka o parę słów wypowiedzi.

Panowie, w pierwszych słowach składam wam podziękowanie za

wasz wysiłek włożony w ogólnonarodową sprawę.

Praca na każdym odcinku służy ogółowi, można powiedzieć,

całemu narodowi.

I że nie może być tak, że jeden

tutaj pracuje.

Klasa robotnicza pracuje na wszystkich, a wy jesteście

wyrzutki pasożytujące gołą dupą na słońcu.

I dlatego myślę, że będę wyrazicielem ogółu, jeżeli

powiem, że ten dzisiejszy dzień zostanie zapisany złotymi

zgłoskami w czarnych księgach waszego życia.

Na koniec w imieniu Rady Zakładowej i swoim

własnym pozwolę sobie wręczyć każdemu skromny upominek.

Panno Krysiu!

Koleżanko, pozwólcie.

Listę.

Proszę.

Co się stało?

Nic, nic.

Proszę.

Proszę.

Ciekawe, ile zarobiliśmy.

No właśnie, kierowniku, po ile?

Do czego wypadło?

Trzydzieści złotych i dziesięć graszy.

Panowie, proszę bardzo.

Podchodzi się kolejno.

Dzień dobry, panowie.

Podchodźcie.

Proszę, proszę, proszę.

Lala Łowicka.

Dziękuję.

Podpiszcie.

W którym miejscu?

Tam.

Rozwój Warmii i Mazur w Polsce Ludowej.

Dziękuję.

Proszę.

Proszę.

Proszę.

Proszę bardzo.

Album fotograficzny.

Dziękuję.

Dziękuję.

Postaram się.

Zegar.

Macie szczęście, budzik zagraniczny.

O, dziękuję.

Książka.

Encyklopedia.

Przyroda i technika.

No i dobrze.

Panowie, podchodzić, podchodzić.

Klucz, korkociąg.

Ale oby, oby niesymbolicznie.

A jak jest?

Płetwy.

Dobry sprzęt turystyczny.

Przyda się?

No, panowie, panowie.

Przechodźcie, podpisujcie.

Obraz.

Reprodukcja.

Książkę dostałem.

Was odwypalamy.

Koleżanko, to jest wszystko, tak?

Tak.

No, to jak mówiliśmy, bierzesz?

Nie biorę.

Daję Ci...

Daj mi, panowie, ja chcę mieć budzik.

Daję Ci województwo katowickie.

A nie jest to moje województwo katowickie!

Daję Ci rakietę.

Ja mam.

A budzik dajesz mnie.

A co mi będzie dzwoniło, no?

To ty mnie odepchałeś.

Nie, no, mnie zawiodła.

Nie nawierała, nie nawierała!

Zaprał mnie!

Panowie!

Panowie, panowie, spokój, panowie!

Panowie!

Co wycinać?

Do!

Dziecięta i piętnaście lat temu, w tym samym

czasie, przyjeżdżają do Polski w poszukiwaniu nienawidzących i

nienawidzących ludzi.

W tej chwili Dzień

dobry.

To chłopaki.

Chłopaki, dziękuję wam bardzo.

Do widzenia.

Cześć.

Nie mogę was dalej odwieźć, sam jestem po

kielichu, jak wiecie, nie?

No, stąd płacę już autobus.

Cześć, dziękuję.

Do widzenia, panie kierowniku.

Do widzenia, ty.

Do widzenia, chłopaki.

Cześć, panie kierowniku.

Podejdź!

Na górkę, na górkę!

Nie ma kto zapalić?

Ale zimno.

Dzwonek.

Masz, mały, trzymaj.

No co?

No co?

Czekaj, słuchaj.

Dzień dobry.

Co to jest?

Co się tu dzieje?

Jak to co jest?

Normalnie, z roboty wracamy.

Co się ma dziać?

Przecież widać.

Z roboty?

O tej porze?

Tak, robimy ciężką robotę.

No, mogło być gorzej.

Tak.

My do tego idealnie jesteśmy.

Wyglądacie, jakbyście kiosk obrobili.

Ale skąd?

Ale nie.

Kiosk, kiosk, kiosk.

Panie sierżancie.

No to wsiadać, podwieziemy was.

Dobra, dobra, wsiadać, wsiadać, wsiadać.

No jazda, jazda.

Dobro drogi, panie sierżancie, panie sierżancie do Katynia.

Na pierogi z nas, panie sierżancie.

Dziękuję, drogi panie sierżancie, do Katynia.

Dobro drogi, panie sierżancie, panie sierżancie do Katynia.

Tak, słucham, Piątek.

Tak, tak, tak.

Tak, tak, tak, pracowali.

Tak.

Nie, nie, w porządku.

Tak.

Nie, nie, to od nas dostali te prezenty.

I potem wyjechali do domu.

Dziękuję, do widzenia.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.