All language subtitles for Monsieur.Je.Sais.Tout.2018-Pol

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian Download
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

PAN MĄDRALIŃSKI

Dzień dobry, panie Wang.

Świetnie. A pan?

Właśnie miałem do pana zadzwonić.

Dobrze.

Sprawdzę maile.

Po podpisaniu umowy. Będę w Pekinie za miesiąc.

Walizkę już spakowałem.

Nie ma żadnej pani Barteau ani dzieci.

Przylecę sam.

Uczę się. Miłego dnia.

"Dzień dobry"...

"Do widzenia"...

"Mam na imię Vincent"...

"Mecz jest o 15:00.

„Na jakiej pozycji grasz?".

Mordęga.

"Najbliższy klub nocny?".

Cześć, trenerze!

Szerzej! Gubisz się. Więcej podań!

Odzywajcie się do siebie. Spokojnie, Cheriff!

Kevin załapie się do Hollywood.

Ledwo go musnąłem.

- Za każdym razem się bijesz. - Nie.

- Co ja ci powtarzam? - Żebym bronił czysto.

Na meczu za to od razu jest kartka i rzut karny.

Zwłaszcza jak trafisz na takiego Kevina.

Kevin! Wstawaj!

Tobie wlepiłbym żółtą za udawanie. Trzy okrążenia boiska!

Ruszaj się, no już!

Lilian, idź na rożny.

Biegiem, nie spacerkiem!

- Komediant. - Strzelaj, Lilian!

Daniel!

- Saubade. Lekarka. - Miło mi. Vincent Barteau.

Wiem. Biuro prosi o pańskie zaświadczenie lekarskie.

W tym roku przegapiłem badanie.

Odfajkujemy to po treningu?

Okej.

Proszę odetchnąć głęboko.

Jeszcze raz.

Zakasłać.

W porządku.

- Młodziutka pani. - Skończyłam staż w październiku.

Czyli to zastępstwo?

Pierwsza praca. Andrieux odszedł na emeryturę.

- Nie był pan na pożegnaniu? - Nie jestem imprezowy.

A jaki?

Ambitny.

Ciągle mnie gdzieś nosi.

Dokąd teraz się pan wybiera?

Daleko.

Szkoda, że nie byłem na tym pożegnaniu.

- Odwiózłbym panią. - Odmówiłabym.

- Mężatka? - Nie.

- Więc nie jestem w pani typie? - Proszę zdjąć spodnie.

Doskonale.

No tak...

To z piłkarza zrobiło trenera?

Finał Pucharu Francji 2009. Bordeaux-Paryż.

Podwójne złamanie piszczeli, koniec kariery. Ale najgorsze...

że przegraliśmy 2:0.

- Twoim czy moim? - Chyba żartujesz.

Widziałeś nową lekarkę?

Ty też się zakochałeś?

- Za wysoka liga dla nas. - Pytałem, czy ją widziałeś.

O nic więcej.

Widziałem. Ty też. Wszyscy widzieli. Ruszajmy.

Jedziemy do Fabiena Lamberta, lat 13, bramkarza,

bardzo skocznego i świetnego na swojej pozycji.

Dzwoniłem do ciebie w ten weekend.

Miałem robotę.

Trenowałeś jedzenie pałeczkami?

Taką mam pracę, Vincent.

Muszę wiedzieć, co kto robi, a zwłaszcza, jak szybko.

Ciebie rozgryzłem, gdy cię ulokowałem w naszej willi.

Zostawiłeś otwartą walizkę.

Kiedy powiesz dzieciakom?

Gdy podpiszę umowę.

- Pan Barteau? - We własnej osobie.

Dzwonię ze szpitala w Royan w sprawie pana matki.

Pan Vincent, piłkarz?

Picard. Ja operowałem pańską mamę.

Wszczepianie bajpasów się udało.

Pana tata leżał u nas 3 lata temu. Całe miasto mu nadskakiwało. Mer,

żona mera... Nadzwyczajny człowiek.

Podobno.

- Był pan wtedy zagranicą? - Nie.

Tuż przed znieczuleniem mama miała napad leku.

Powtarzała w kółko "Leo został w domu...

Leo jest sam".

Posiadłością zajmuje się małżeństwo.

- Więc zna pan Lea? - Nie.

To wydawało się dużym zmartwieniem.

W każdym razie dla niej.

Jest ktoś w domu?

Antonio? Lidia?

Vincent?

Jestem w gabinecie.

Witaj, Vincent.

Dawno cię nie było.

Dobrze, że wróciłeś.

Nic a nic nie utyłeś. Lidia trzyma cię na diecie?

A gdzie jest?

Pojechała do supermarketu po batony zbożowe.

- Wciąż są kury? - Nie... jest Leonard.

Daj mi to.

Minąłem chłopca biegnącego jak wariat.

To właśnie Leo.

Skąd się wziął?

- To twój siostrzeniec, syn Pauline. - Pauline?

Urodziła dziecko?

- Znasz siostrę. Jest trochę... - Stuknięta?

- Nie powiedziałem tego. - Ja tak.

- Gdzie teraz jest? - Nie mam pojęcia.

Była w Gwatemali 3 miesiące temu. Czasem wpada na parę dni

i znów wyjeżdża.

Prawną opiekunką jest twoja matka, odkąd skończył 3 lata.

Vincent...

Potrzebujemy twojej pomocy.

Leonard ma zarezerwowane miejsce w internacie,

ale dopiero za 2 tygodnie.

Odkąd nie ma twojej mamy, to kłopot dla nas.

- Weźcie kogoś do pomocy. - Nie możemy.

Leonard boi się wszystkiego, czego nie zna.

Rodzina to co innego. Może...

- Od dawna do niej nie należę. - On śpi w twoim pokoju,

a ty się zajmujesz dziećmi.

- Jedno mniej lub więcej... - To nie dzieci. Piłkarze.

A jeśli jest tak szurnięty jak jego matka...

To Leonard.

77.

Fajny szałas, co?

Sam go zbudowałem.

Nie bierz tego do siebie,

to skomplikowane sprawy rodzinne.

Przykro mi.

77.

- Co? - 77.

77 co?

77...

- Kamieni, dmuchawców, motyli? - 77.

Nr departamentu Seine-et-Marne.

Antonio...

O co mu chodzi z tym 77? Ciągle to powtarzał.

77? Nie mam pojęcia, on lubi liczby.

Ale nie wiem, co to oznacza.

Kiedy się zmęczy, zasypia.

W sumie nie jest zbyt trudnym dzieckiem.

Jak mówię "nie', to nie.

- Chodź się kąpać, woda super! - Wkurza cię nasza obecność?

Nie lubisz niespodzianek?

Zobacz!

No dobra, dziewczyny...

Szampan!

Vincent!

- Tak? - Jakiś smarkacz się gapi!

Co takiego?

Z plecakiem, właśnie zwiał.

Kto? Dokąd?

Masz dzieciaka?

Otwórzcie butelkę.

Dobry wieczór, Vincente. Późna pora, ale trudno.

- Wejdź, mały. - Zaczekaj!

Nazywa się Barteau, nie Jimenz.

Tak samo jak ty, więc radź sobie.

Mama przez to straciła zdrowie, a teraz traci je Antonio.

Zabieram go do Hiszpanii, by odzyskał siły.

- Nie mogę, mam swoje życie. - Wszyscy je mamy!

A coś ty myślał?

Przyjadę po niego za 2 tygodnie.

Głowa do góry, Vincente.

Spadamy, nudno tu.

- Dziwny ten twój syn. - Nie mój,

dziś go poznałem.

Idziemy do "Oxfordu". Wpadnij, jak cię znudzi rola niańki.

Cześć, tatuśku!

Co robisz z tym łóżkiem?

Ustawiam je zgodnie z obrotami Ziemi. Jeden w 88000 sek.

- Nagadali ci... - To polepsza jakość snu.

- Słuchasz mnie? - Zagramy?

Co? Nie, późno już.

22:04. Zagramy?

- Akurat coś robiłem! - Boisz się przegrać?

- Nie znoszę szachów. - Tak mówią dorośli, gdy się boją.

- Na wszystko masz odpowiedź? - Zawsze mówię prawdę.

O 9:00 jedziemy na stadion. Punktualnie.

- Zostanę w swoim pokoju. - Nie.

Nie ufasz mi?

Nie ufam.

- Nie ufasz Leo? - Ja też mówię prawdę.

Co tu robisz?

Mówiłeś "o 9:00". Jest 9:04.

- Nie jestem gotowy. - To trzeba było powiedzieć,

że o 9:10 albo o 9:15. Bądźmy dokładni.

- Zjadłeś śniadanie? - Mam swoje batony zbożowe.

- Tylko to jadasz? - 15 proc. wapnia, 20 proc. magnezu,

30 proc. B12 i 35 proc. jęczmienia.

Wezmę swoje rzeczy. Odliczaj 9 min i 15 sekund.

Chodź.

- Co będę robił? - Popatrzysz z trybuny.

- To chłopcy w twoim wieku. - Naguski sobie poszły?

- Zostały w twoim pokoju? - Nie twoja rzecz.

- Zły jesteś na mnie? - Nie.

- Babcia mówi, że... - Mały, wyjaśnię ci jedno.

Spójrz na mnie...

Żadnych rozmów o rodzinie i moim życiu prywatnym, jasne?

Bardzo jasne. 77.

- 78, 79, 80. Też mogę mówić szyfrem. - To nie szyfr.

Dość, bo cię wsadzę do pierwszego pociągu!

- Z drugiej strony. - Leo do pierwszego pociągu...

Leo do pierwszego pociągu...

Trzymać tempo, chłopcy.

Pochyleni do przodu!

Głęboko oddychamy, luźno ręce.

Uśmiech! To dla waszego dobra, wierzcie mi,

bo przy przyspieszaniu będzie płacz. Słyszysz, Cherif?

- Ciężko jest. - Będzie ciężej. Ruchy!

- Co to za chłopak? - Nie bądź taki ciekawski.

A jak ciebie o coś spytać, to nie wiesz.

Właśnie zwiał.

Cholera.

Jasna cholera... Cherif, mierz czas. Potem 5 okrążeń boiska.

- Aż 5?! To przegięcie. - Racja, 10.

Leo?

No nie...

Szukałem cię! Wracaj na trybunę

i czekaj tam.

Zawarliśmy znajomość. Mówił mi o waszej rodzinie.

To znaczy?

Że słabo się znacie.

- To dobrze. - Martwi się pan czymś?

Nie, a co?

- Taką ma pan minę. - Chce mi pani zmierzyć tętno?

Spytał o mój zawód i powiedział, że bierze Medanon.

To silny lek na zaburzenia z grupy ADHD.

Leo ma ADHD?

Nie sądzę

Więc wszystko dobrze, miłego dnia.

Dziękuję

Drugi słupek, nie czwarty!

Przypominam, że bramka jest tam.

Tonio, bardzo stylowo!

Ruszać się, chłopaki!

Piłka wysoko! Obrona, przejmij ją!

No nie!

Stop, Tonio!

Idź pod prysznic!

Mathieu, do bramki! Omar, Camara,

Kevin... Z życiem, chłopcy!

77, jedziemy.

Oglądałeś mecz, nim zasnąłeś?

- Nic nie powiesz? - Miałem być cicho.

Pytam, więc odpowiedz.

Nie spodoba ci się.

Twoje zdanie o piłce nożnej?

Przeciwnie, jestem ciekaw.

- Nie pogniewasz się? - Mów.

To prostacka gra.

No i jesteś zły. Urażony.

Nie, masz rację, to początkujący piłkarze.

- Oglądałem mecze I ligi. - Prawdziwy futbol to słynne kluby:

Barcelona, Real, Manchester.

Bez różnicy, możliwości są ograniczone.

- "Ograniczone"? - Tak.

Zaczekaj tu chwilę. Zaczynam mieć go dość.

Zaczekaj!

Racja, lepiej wejdź.

Wbije ją z lewej strony.

Ładna.

Od 3 godz. oglądasz ten sam mecz, nie masz dość? Bo ja...

Nie siedź długo.

- Jak jestem zmęczony... - Zasypiasz, wiem.

Cześć!

Zaparzę kawę: 70 proc. arabiki, 30 proc. robusty. Chcesz?

Kawa denerwuje, a Vincent już jest zły...

I co? Wciąż uważasz, że piłka nożna jest prostacka?

Tak.

Real, Barcelona... nie widzisz różnicy?

Gra kombinacyjna jest szybsza, ale przewidywalna.

Nie mówiłbyś tak, gdybyś był piłkarzem.

Na boisku to dużo trudniejsze.

Wg mnie nie. Nr 9 to goniec, 7 to skoczek.

9 biegnie po przekątnej, 7 na środek i podaje do 9.

9 strzela do bramki lub wymienia się piłką z 7 i strzela.

W lewy róg, gdy ją ma na prawej nodze. Lewą gra górne.

- Futbol to jak szachy? - Uproszczone.

Dziadek mówił, że szachy to królowa gier

i dzięki niej można pobić każdego w innych grach.

- On cię nauczył grać? - Tak...

- skromności też? - Skromności nie.

Powiedz no, panie Mądraliński...

gdybyś grał na boisku, to na jakiej pozycji?

W bramce. Żeby bronić linii.

- Spójrz na tę pokrakę. - Ma dłuższe ręce od nóg.

Leo, do bramki. Tonio, na ławkę. Leo cię zastąpi.

Dajcie z siebie wszystko.

Zapnij rękawice. Jedno uderzenie na prawe skrzydło,

gra w trójkącie, jedno podanie i strzał. Proste, chłopcy.

- Ile meczów zagrał? - 77. Pospieszcie się.

Gracz 7 na b5, piłka na d3, Leo na g1 .

Gracz 7 na b5, piłka na d3, Leo na g1 .

Piłka na d3, Leo na g1.

Gracz 7 na b5, piłka na d3, Leo na g1...

Skupcie się, do cholery!

Gracz 9 na h4, piłka na d3, Leo na g2.

Gracz 9 na h4, piłka na d3, Leo na g2.

Gracz 9 na h4, piłka na d3...

To nie gra video ani przedszkole,

wbiłbym ją z zamkniętymi oczami! Skupcie się!

- Ma futbol w genach. - Tylko fart.

- Dziwnie zareagowałeś. - Normalnie.

Przestańcie!

- Dość! Co jest? - Pana siostrzeniec gada gorsze rzeczy niż bluzgi.

- Spokój! - Wkurza cię, bo jest lepszy?

Daniel, pomóż mi! Wyhamujcie.

- A ten dokąd? - Chłopaki, dosyć...

Leo, co ci jest?

Pokaż.

- Wracaj na boisko. - Co się stało?

Obraził kogoś, pobili się i uderzył się w słupek.

- Krwawi. - To nic, niech pani nie ingeruje.

A pan niech mi da zrobić, co należy.

Uwaga, troszkę poszczypie.

- Czujesz coś? - Nie...

- A jeśli trochę nacisnę? - Nie...

- Co takiego mu powiedziałeś? - Prawdę. Zawsze mówię prawdę.

A mogę ci zadać ze 2 lub 3 pytania?

Trzy pytania.

Zgoda, 3 pytania.

- Kolano lepiej? - Super, pani doktor.

- Ale mnie boli tutaj. - Kevin zawsze kwęka.

Ma pan gorączkę?

- To pana nowa dziewczyna? - Dosyć, chłopaki.

- Fajni są. - Nieskomplikowani.

Jeszcze raz, chłopcy.

Leo śpi w moim gabinecie.

Szybciej, angażuj bardziej mięśnie ud!

Możemy chwilę pomówić?

Chłopcy, wystarczy na dziś.

Sprzątnijcie sprzęt, jutro 1,5 godziny biegania. Dzięki.

- Słyszał pan o zespole Aspergera? - Co to takiego?

Lekka odmiana autyzmu, bez deficytu intelektualnego.

Odkażając skaleczenie, zdążyła pani zdiagnozować autyzm?

Miałam staż na psychiatrii dziecięcej. Niewrażliwość na ból,

uciekanie wzrokiem, ponadprzeciętna inteligencja...

Koniec, zbierz paliki!

- Pewnie ma obsesyjne zachowania. - Wciąż powtarza "77",

wpatruje się w zegarek... I gra w szachy.

- Bobby Fischer miał Aspergera. - Kto?

Szachowy mistrz. I Glenn Gould, pianista.

Leo jest jak Marsjanin odwiedzający Ziemię.

Owszem.

Widzi to, czego nie widzą neurotypowi.

- Dużo zna pani takich słów? - Osoby neurotypowe.

Ludzie normalni jak pan, ja... Zwłaszcza pan.

Uważa futbol za prostacki, ale ogląda mecze i notuje.

Tak się stara zbliżyć do pana. Futbol to dla niego szansa.

Zamknięty świat i reguły, które może ogarnąć.

- Jest pan jego drogowskazem. - O nie,

nie jestem jego ojcem. Przyjechał na krótko.

- A potem? - Jedzie do internatu.

Jakiego?

Skąd mam wiedzieć?! Nie moja sprawa!

Proszę mi go przysłać, jak się obudzi.

- Co nagadałeś Kevinowi? - Źle zdecydował.

Zwód w polu karnym rzadko jest skuteczny,

bo obrońca wraca lub miejsca już nie ma.

Tak mu powiedziałeś?

- Naprawdę? - Tak powiedziałem naprawdę.

- Boli cię? - Mniej niż ciebie.

- Mnie nie boli. - Jak złamałeś nogę,

- Leżałeś i krzyczałeś. - Lekarka ci naopowiadała?

- I ona ci dała pająka? - Żeby pamiętać, że pozory mylą.

Czarna wdowa wzbudza strach, a jest pożyteczna.

Bardzo inteligentna.

- Czarna wdowa? - Pani doktor.

I ładna.

To prawda.

- Bardzo ładna. - Tak.

To bardzo, bardzo ładna kobieta.

Ma ładną twarz, ładny nos i dużo wdzięku.

Wystarczy, Leo! Tak, jest ładna i ma wdzięk.

Zobacz...

To dobre na śniadanie.

A to? Miękkie, smaczne.

Też nie?

Spójrz, brioszka.

Dzieci lubią.

- Na co patrzysz? - Na skład.

Chcesz sam upiec?

Weź to, co jesz zwykle.

Vincent?

Dzień dobry, tu mama.

Dzień dobry.

Czuję się już lepiej i niedługo wrócę do domu.

Potrzebuję odpoczynku, ale lekarz jest dobrej myśli.

To będzie tylko epizod.

Leo dobrze się miewa?

Tak.

- Chcesz z nim pogadać? - Chętnie.

Cholera, znowu zwiał.

- Chciałam ci powiedzieć... - Później mi powiesz.

Dokąd znowu go zaniosło?

Zaczyna mnie wkurzać.

- Zostaw, to nie zabawka. - Waga źle pokazuje.

Mały ma rację-

- Złodzieje! - Proszę się uspokoić...

- Leo! - Kapitalny dzieciak.

Odkrył, że waga dodaje 35 g za każdym razem.

Niezły kant!

- Pana syn robi ze mnie złodzieja?! - Mam 35 lat, więc musi być mój?

- Jadam sałatę, więc jestem żółwiem? - Odbiło panu?

Ustalimy sobie coś. Odtąd będziesz się odżywiał normalnie

- i przestaniesz wszystkich pouczać! - Nie pouczam.

- Namąciłeś w drużynie i tu! - Ale waga...

Mam w nosie, że klienci płacą za kartofle jak za trufle!

Waga źle pokazuje!

Źle pokazuje...

Już dobrze, zobacz...

Twoje batony zbożowe.

Masz rację, źle pokazuje.

- Jak tam, skarbie? - Grałem w piłkę z Vincentem. Fajnie.

Lubisz futbol?

W szachy mam kiepskich przeciwników, ale piłkarze są świetni.

Miałaś rację, babciu. Jak Vincent się złości, to potężnie.

Ale dużo się od niego uczę.

Całuję cię, skarbie.

Ja też cię całuję, babciu, pa.

Odłóż tam.

Dzięki, Leo.

Nie musisz grać, możesz zostawać w pokoju.

- Chcę grać. - Za tydzień koniec, wyjeżdżasz.

- Chcę dalej się uczyć. - Dlaczego?

Lubię, jak mój mózg pracuje.

- A będziesz grzeczny? Inaczej... - Leo do pierwszego pociągu.

Właśnie.

Jedz.

- Szlag! - Faul!

Omar,

co ty wyprawiasz?

Karny! Uspokój się.

Camara, należy ci się, strzel go.

W sam środek.

Karny.

Karny ...

Stop, chłopaki... Leo!

Cholera, co on?

Chłopaki, przerwa!

Nie przejdziesz tędy. To były żarty, uspokój się.

Już dobrze...

Ochłoń.

Proszę się nie winić.

Doprawdy pocieszające! I to ma być szansa?

Owszem.

Każdy karny będzie porażką. Nie wpakuję go w to.

- Nie rozumie pan, jakie to ważne. - Jasne, jestem durnym piłkarzem.

Wyżej piłka, do cholery!

Wie pan, co na ogół się dzieje z aspergerami?

- Słucham. - Możliwość odnalezienia się

w społeczeństwie trafia im się raz lub nigdy.

Niewykorzystany talent zanika.

Umieszcza się ich w ośrodkach lub zostają przy rodzicach.

I światełko gaśnie.

- Boi się pan, wiem... - Castel, kupić ci nowe nogi?

Podbij ją!

To jest teraz świat Leonarda.

Kolczaste krzaki! Nie dociera to do pani?

Pan go z nich wyciągnął-

Przerwa, chłopaki!

Gdzieś ty się podział, Leo?

Ciągle muszę cię szukać! Dokąd idziesz?

- Na stadion. - To z 5 km.

5,25 km. Mój rekord to 14 km w godzinę.

- Jest niedziela! - Obejrzę DVD z rzutami karnymi.

Sądzisz, że na płytach jest wszystko? Mało dostałeś w kość?

Chcę się z tobą uczyć.

Chcę się z tobą uczyć.

Szlag.

- Wsiadaj. - Żeby jechać dokąd?

Na stadion.

I co?

Nadal chcesz się uczyć?

- Zrozumiałem. - Na 5 karnych dobry bramkarz potrafi obronić 1.

Będziemy w kontakcie. Trzymaj się, za miesiąc wrócisz na boisko.

Do zobaczenia.

- Ktoś na nas patrzy. - Nie rozpraszaj się.

To pani doktor...

Pani doktor.

Obroniłem rzut karny...

Brawo!

- Trenujemy? - Też biorę nadgodziny.

Ja mam już dość. Popłyniemy na wyspę na ostrygi?

Są świetne na krążenie.

I małże wenus. Mają dużo witaminy B12...

Co pan na to?

- Witamy. Jest rezerwacja? - Nie.

Trzy osoby? Zaprowadzę państwa.

Proszę sobie usiąść.

Leo, co dla ciebie?

Co jest nie tak?

- W restauracji siadam przy oknie. - Dobrze, że mamy stolik.

- Siadam przy oknie. - Nie było innego, jest tłok.

- Chcę przy oknie. - Chwileczkę, załatwię to.

Tu też jest dobrze.

Męczący jesteś.

- Siadam przy oknie. - Zrozumiałem!

- Dziękujemy. - Zadowolony?

- Było im wszystko jedno. - Wcale nie, bo to superstolik.

- Przekabaciła ich pani tym swoim... - Czym?

Ma pani taki sposób...

Taką minką jak teraz. Zamówimy?

Nie patrz tak. Dobrze wiesz, o czym mówię.

Rozumiem cię. Na stołówce uczelnianej siadałam zawsze przy oknie.

Wujek kładzie torbę zawsze przy drzwiach z prawej strony.

- Nie widzę związku. - I ma 3 szczoteczki do zębów.

Czerwoną twardą, niebieską średnią, ale używa zielonej.

Myślisz, że zwracam na to uwagę? Gdzie kelner?

I karafka z wodą? Proszę pana!

- A idąc pod prysznic, zdejmuje szlafrok i... - Dość!

Ładny ten jego szlafrok.

Ładny jest jego szlafrok...

Mathilde!

Przejdziemy się?

- Często tu pani przyjeżdża? - W każdy weekend.

Nigdy pan nie słyszał jego śmiechu?

Nigdy.

- Nie widywał go pan, jak był mały? - Nie wiedziałem o jego istnieniu.

Co się wydarzyło w rodzinie?

Miał być spacer, nie psychoanaliza.

Chciałam pogadać o Leo.

Za tydzień wyjeżdża.

Czyli umywamy ręce?

Po co dawać mu nadzieję? Cały czas pani tłumaczę.

- Gdyby rozumować w ten sposób... - Unikamy rozczarowań.

Radości też nas omijają.

Ja się wykąpię.

- To krzyżak. - Lubi pani pająki?

Moja siostra je lubiła. Utopiła się niedaleko stąd.

Śnił mi się pan dzisiaj.

Stal pan nad brzegiem z nią na rękach.

Uratowaną.

Gdzie Mathilde?

Wróciła do domu.

Tamte naguski do pięt jej nie dorastają.

Już wiem, co to jest "77".

Moje IQ.

Więcej podań!

Zauważyłeś go, dobrze!

Nie kombinuj, prosta gra.

Dobrze, Cherif, strzelaj!

- Kto to taki? - Siostrzeniec Barteau.

Dalej, chłopaki!

Jedno dotknięcie, mówiłem.

Dobrze idziesz. Walcz, Cherif.

Walczyć, chłopcy, do końca!

Karny!

Dobrze wybierz stronę, Elliot. Ma być gol!

Nie spiesz się. Weź oddech i wal.

Widzieliście? Żadnej nie przepuści.

- Jesteś mistrzem, chłopie. - Dziękuję.

Leo jest mistrzem...

Dobry jest. Kiedy twoja matka wyjdzie ze szpitala?

- Dyrekcja chce mieć tego małego. - Rozmawiasz o moim siostrzeńcu?

Taki mam fach.

- Potrzebny nam dobry bramkarz. - Za tydzień jedzie...

do ośrodka dla autystów.

Wątpię, o 16:00 ma być u naszego psychologa.

Klub jest gotów go przyjąć od środy.

- Uzgodniłem to z dr Saubade. - Z dr Saubade?

W co pani pogrywa? Znam naszych psychologów.

Uznają go za czubka, tego pani chce?!

Wparował pan bez pukania i wrzeszczy? Proszę wyjść!

Powiedziałam!

Może pokonać niepełnosprawność i mieć lepsze życie.

- A jeśli obleje test? - Niby dlaczego?

Czy Leo na żaglowozie to ten Leo, co po przyjeździe?

Gra w klubie to dla niego wielka szansa. Pamięta pan siebie?

Powiedziałem ojcu, ze chcę zostać zawodowym piłkarzem,

a on: "Zgoda, jak będziesz na swoim".

Miałem 16 lat! Wziąłem jego mercedesa

i nigdy nie wróciłem.

Wie pani co?

Umie pani się wysłowić, ale nie wie pani nic.

Nic a nic.

- Chciałbyś grać w piłkę? - Tak.

Z Omarem, Djibrilem, Bensaidem...

I z Kevinem. Zawsze ma ładną fryzurę. Używa żelu...

Musiałbyś zdać test u psychologa,

- żeby dostać licencję. - Dobrze.

Chcą ocenić, jak sobie radzisz w grupie.

Jak znosisz agresywne zachowania, nieobronione karne itp.

Doskonale rozumiem.

Pomogę ci się przygotować, żebyś był spokojny.

- Jestem. Ty się denerwujesz. - Bzdura.

Postukujesz w stół.

Zechciej przez chwilę mnie nie obserwować.

Widzisz, że postukujesz?

Przepraszam.

To moje marzenie.

Widzę, że wychowywali cię dziadek i babcia...

Dziadek i babcia, moi dziadkowie.

Powiesz mi coś o tacie?

A o mamie?

Vincent Barteau to zarazem...

twój trener... i wuj.

77.

To jakiś szyfr?

77.

Posiedzisz chwilkę w poczekalni?

Nie ukrywam, że sprawa budzi wątpliwości.

To znaczy?

Nie jest pan żonaty...

Nie.

Napisał pan: "okazjonalne związki".

To kłopotliwe.

Musi pan poświęcić wieżę.

Żeby wygrać, trzeba ją poświęcić.

Wieża na h1...

Nie, w ten sposób odsłonię króla

- i dostanę mata w 3 ruchach. - Nie, jeśli wykona pan roszadę

- i królową przesunie na d7. - Świetnie gra w szachy.

Prawie jak w piłkę.

Zaintrygowałeś mnie.

Szach.

Szach i mat.

- No i? Źle poszło? - Napisze pozytywną opinię.

Super! I masz kwaśną minę?

Kilka razy ułatwiałem mu wygraną, a on nie umiał skorzystać!

Coś okropnego! Jest bardzo złym szachistą.

To nic śmiesznego...

Fantastycznie! Możesz grać!

Nie jedziemy samochodem?

- Nowy kłopot w związku z licencją? - Tak.

Już nie chcesz, żebym grał?

Nie masz stroju na prawdziwy mecz.

- Zagram w prawdziwym meczu? - Nie wiem, to ryzykowne.

Mecz na szczycie, Derby Atlantyku. Przeciwko Bordeaux.

- Przeciwko klubowi Bordeaux? - Grałem tam 12 lat.

W zeszłym roku wywalczyli mistrzostwo.

- Chcesz zagrać? - Tak.

Leo na bramce przeciwko Bordeaux.

- Cześć, jak leci? - Dobrze.

- Wszystko w porządku? - Super.

- Chodź, Leo. - Cześć!

Te są niezłe. Zobacz, Leo.

Popatrz.

- Możesz przymierzyć. - Ta zielona fajna.

- Tam są przymierzalnia. - Idzie tam, idzie.

Możesz ją nosić rozpiętą...

Pójdę po spodnie.

Podoba ci się rozpięta? Ładna, co?

Przerwij na chwilkę.

Masz tu spodnie. I wyjąłem buty.

Mathilde, tu Vincent.

Z psychologiem poszło doskonale.

Leo będzie grał.

Uczcimy to dziś wieczorem.

Jest pani zaproszona, oczywiście.

No to może do zobaczenia. Mówił Vincent.

- Znam taki jeden dowcip. - Lubię dowcipy.

Mysz poszła do psychiatry. "Doktorze, zakochałam się w słoniu".

"W samcu czy samicy"?

A mysz: "Za kogo pan mnie ma, doktorze? Jestem normalna".

- Tego typu dowcipy lubisz? - Takie ze słowem "normalny".

Fajny ten twój dowcip.

- Mogę go gwizdnąć? - Żeby komu opowiedzieć?

Spodoba się małym piłkarzom chińskim.

Będą grali w naszym klubie?

Nie... to ja jadę do nich.

Do domu Chińczyków?

Nie, Leo... Wyjeżdżam do Chin, żeby ich trenować.

Taki fach. Trenerzy piłkarscy ciągle się przeprowadzają.

Jak będziesz grał coraz lepiej, też będziesz zmieniał kluby.

- Czemu nie powiedziałeś wcześniej? - Nie powiedziałem, bo...

Było trochę zamętu w moim życiu, chyba wiesz.

Na długo jedziesz?

Na 2 lata, a może dłużej.

A oni tu co?

Postanowiliśmy wrócić w środku tygodnia,

by uniknąć tłoku na drogach.

Głównie jednak dlatego, że twoja matka wyszła ze szpitala.

Nie puszczę Lea, w środę ma mecz.

Będzie grał... z twoją drużyną?

To znaczy...

Byłą. Wyjeżdżam do Chin.

Co ty? Otwórz drzwi! Znów jakiś żart?

Masz nowy strój, oni liczą na ciebie, to wielki mecz!

Słyszysz? Spójrz na mnie!

Mathilde przyjedzie to uczcić, zostań dla niej.

Naprawdę chcesz wrócić do babci?

Zawieziemy go do Saint-Fraigne, niech babcia odzyska siły.

Słyszałeś? Jedziesz do ośrodka!

Nie wolisz zostać w La Rochelle z Mathilde i chłopakami?

- Już nie chcę grać. - Nie słyszę!

Co mówisz?

Wolę szachy niż piłkę. To królowa gier, dziadek miał rację.

- Zaczekaj, Leo. - Leonard, pożegnaj się z wujkiem!

Nieważne.

- Nie lubi się witać ani żegnać. - Ale mimo wszystko!

Dobrze się spisałeś! Dziękujemy, Vincente!

Super, że znalazła pani czas.

- Proszę. - Miło mi, dzięki.

Zaczęliście świętować beze mnie?

- Otwierałem ostrygi. - Ładnie tu, otwarta przestrzeń.

Nie tak jak pan.

- Kieliszek szampana? - Chętnie.

- Leo jest u siebie? - Wyjechał.

Jak to?

Przyjechali po niego, jak było ustalone.

Nie moja wina.

Cały Leo.

Chce kopać piłkę, a za chwilę woli grać szachy w domu.

- I nie starał się pan... - Co?

Nie jestem jego ojcem ani nie będę.

Uprzedzałem panią,

na tym koniec. Wypijemy?

Lepiej, żebym już poszła.

Proszę zostać.

Mam ostrygi, witaminę B12 świetną na krążenie...

- To żałosne. - Oj, tam...

Nie przyszła pani tylko do Lea.

Miał pan rację, jest pan durnym piłkarzem.

Camara, idziesz!

Chłopcy, na swoje miejsca!

Castel, on jest sam, do cholery!

No nie!

500 GRAMÓW

535 GRAMÓW

Głowa do góry, chłopaki.

Jak wrócę, będziecie zawodowcami. Nawet Kevin.

Dość tych pogrzebowych min!

Opowiem wam dowcip, który słyszałem od kumpla.

Mysz u psychiatry: "Doktorze, zakochałam się w słoniu".

"W samcu czy samicy?"

"Za kogo pan mnie ma? Jestem normalna".

No bo mysz kocha słonia.

Samca czy samicę, to bez znaczenia. Dziwne, że słonia.

To mysz, a słoń jest... Nieważne.

Panie trenerze...

Kiedy wróci Leo?

O przepraszam...

- Pani dzisiaj, Maryse? - W klubie o to prosili.

Maryse?

- Gdzie to pani znalazła? - W pokoju gościnnym, pod materacem.

Dziękuję

- Gdzie mama? - Na górze, z Lidią.

Dzień dobry, Vincente.

Dzień dobry.

Zostawisz nas samych, Livio?

To ty?

Ty go zabrałaś na stadion?

Usiądź.

Koło mnie.

Leonard zawsze lubił spać w twoim pokoju.

W innych miewał koszmary.

Któregoś dnia... miał wtedy 4 lata...

zszedł na śniadanie...

w twojej piłkarskiej koszulce.

Nie wiem, gdzie ją znalazł. Musiałeś dobrze ją schować.

Jak twój tata go w niej zobaczył, miał minę - nie zapomnę tego -

jakby ujrzał ciebie.

Odtąd jego rozkład dnia... dziwnie się zmienił.

W sobotę, a czasami w niedzielę

zabierał Lea na eskapady,

których cel dobrze ukrywał.

Ale ja się domyśliłam. Jeździli popatrzeć, jak grasz.

Nie przegapili żadnego meczu.

Był człowiekiem...

bardzo skrytym.

Niebywale.

Jak ty.

Nie zawsze postępujemy właściwie.

- My, rodzice... - Daj spokój.

Twoja siostra już tu nie mieszkała,

wolała żyć inaczej.

A ty...

Tak bardzo chciałam, żebyś został przy mnie...

Przepraszam, mamo.

Coś ci pokażę.

Leo miał nie tylko bilet z twojego ostatniego meczu.

Zachował wszystko.

Ratownicy rzucili ochraniacz na bok boiska. Leo wpadł w furię

i tata musiał zejść to zabrać.

Leo potrafi dopiąć swego.

Sklejał go ze 20 razy...

ale się rozpada.

Co?

Nic...

Taki tam drobiazg między nim a mną.

Kiedy go zabierzesz do domu?

Nie wiem, trochę się to skomplikowało.

Postaraj się wypocząć.

Nie dzieje mu się krzywda w tym ośrodku.

Nie jest już w Saint-Fraigne.

Któregoś wieczoru dostał takiego ataku szału,

że musieli go zawieźć do szpitala w La Rochelle.

Do szpitala?

Psychiatrycznego, im. Mariusa Lacroix.

Leo jest u czubków?! Wyciągnijmy go stamtąd.

- To dobry szpital... - Odpoczywaj, dam sobie radę.

Jedź szybciej!

Przepraszam, szukam pacjenta, Leonarda Barteau.

W jakim jest wieku?

To nastolatek.

Zoe!

Leonard Barteau jest na oddziale Probsta?

- Pan po niego przyjechał. - Nie planowaliśmy wypisu.

Jestem jego wujem, zabiorę go do domu.

Pacjenci nie wychodzą ot tak.

Jego babcia i prawna opiekunka przyśle upoważnienie.

- Potrzebna zgoda ordynatora. - Proszę po niego pójść, wyjaśnię mu.

- Nie mogę mu przeszkadzać. - Na chwilkę, załatwimy to.

Potrzebna też zgoda prefekta.

Bardzo panią proszę, to ważne.

- Na 2 minutki. - Zobaczę, co da się zrobić.

Pan Barteau?

Probst. Pański siostrzeniec jest moim pacjentem.

Wie pan zapewne, w jakim stanie został tu przyjęty.

- To nieporozumienie, dość zawiłe. - Był skrajnie pobudzony.

Pracujemy teraz nad tym, aby odzyskać z nim kontakt.

To długi i trudny proces,

pacjent jest totalnie wycofany.

- Prawdopodobnie ma schizofrenię. - Nie!

Ma Aspergera.

Jest pan lekarzem?

Proszę go przyprowadzić. Pogadam z nim i będzie po kłopocie.

- Pan chyba... - Mogę czy nie, do cholery?!

Rodzina ma prawo do odwiedzin!

- Zważywszy na pana zdenerwowanie, to zły pomysł. - Zaczekajcie!

Proszę mi wybaczyć.

Uspokoiłem się, widzi pan?

Jestem spokojny... Bardzo proszę.

- Przyszedł twój wujek. - Cześć, Leo.

30 maja 2009, finał Pucharu Francji. "Vincent Barteau i Ryan Cross,

walcząc o piłkę, zderzają się gwałtownie.

Dla jednego kończy się to złamaniem nogi.

Crossa wykluczają, a Barteau opuszcza boisko na noszach wśród oklasków...

To była akurat...

77. minuta meczu.

77. minuta! 77...

Widzisz, Leo?

Już wiem,

wreszcie zrozumiałem!

77. minuta i 77... Przyjechałem po ciebie.

Babcia czuje się dużo lepiej, odwiozę cię do niej.

Słyszysz, co mówię?

Zabieram cię do babci.

Słyszysz?

Mówię do ciebie, ocknij się! Jedziemy do babci.

Słyszysz czy nie? Do babci! Spójrz na mnie!

- Ocknij się, do cholery! - Proszę nie nalegać.

- Będę, bo nie słucha! - Zechce pan wyjść.

Zabiorę cię do babci! Spójrz na mnie!

Dlaczego nie patrzy? Przyjechałem po ciebie!

A ty mnie puść!

Co wyście mu zrobili, do cholery?!

Idę, idę!

Pan tutaj?

Chodzi o Lea, musimy pomówić.

- Przepraszam, przeszkadzam? - Nie...

Są u mnie znajomi, ale proszę powiedzieć.

David!

- Zostawisz nas samych na chwilę? - Jasne.

Jest w szpitalu psychiatrycznym.

Nie chciał ze mną jechać. Nie wiem nawet, czy mnie poznał.

Jest zamulony prochami.

Wg lekarza jest schizofrenikiem!

- Jakiś kłopot, Mathy? - Nie, w porządku.

Ale dlaczego tam trafił?

W ośrodku dostał ataku szału.

Musi pani im opowiedzieć, jak było. O naszych relacjach, piłce.

- Lekarce uwierzą. - To nie takie proste.

Słyszy pani, co mówię?!

Gaszą mu to światełko, do cholery!

- Jednak jest kłopot. - Nie ma!

Proszę posłuchać...

Powtarzałam, że jest pan dla niego wielką szansą.

Ale też przestrzegałam, że może pan się rozczarować.

Leo wrócił do swojej bańki.

Rozumiem.

Moja wina, tak? Nieważne.

Miłego wieczoru, pani doktor.

Czego właściwie pan chciał?

Żebym nim się zajęła, bo pan wyjeżdża?

Miałby pan lżejsze sumienie?

Nie mogę tego zrobić.

Szlag!

Niech pan sobie wreszcie uświadomi, że kocha tego dzieciaka!

Swoim wyjazdem to pan,

wyłącznie pan, zgasi jego światełko.

I inne także.

Dobranoc, Leo.

Zgoda, ale to ostatnie pana odwiedziny.

Zna pan moje zdanie.

Nie zaobserwowaliśmy żadnej zmiany w jego zachowaniu.

Zoe...

Zaprowadź pana Barteau do jego siostrzeńca.

Dzień dobry, Leo...

Wykorzystałem twoją metodę.

Statystyki.

Na 10 trenerów, którzy jadą do Chin, najczęściej dla forsy...

ośmiu ma fatalne wyniki,

a nawet traci pracę po kilku miesiącach.

Skoro mam marne szanse na sukces...

postanowiłem tu zostać.

Z tobą.

A ponieważ przestałeś grać w piłkę...

uczę się grać w szachy.

Szkoda.

Dlaczego?

Bo postanowiłem grać tylko z dobrymi szachistami.

- A ja nie jestem dobry? - Pewnie!

Skąd możesz wiedzieć?

Szachiści uczą się latami.

Mając dobrego nauczyciela, można krócej.

A masz go?

Mam jego zeszyt.

Dał mi go.

Moim zdaniem go zapomniał.

Gotowy?

Tak.

Zmiażdżę cię.

Wiem.

Znowu się zezłościsz.

Już się nie złoszczę.

Wiele się od ciebie nauczyłem.

Tekst: Joanna Dębska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.