Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Spirala strachu
8 miesiecy pσzniej
Szukam sierzanta Graya.
Milo mi. Bardzo mi sie podobala pana ksiazka.
- To na pewno ona? - Tak. Zajmuje sie nia patolog.
- A oczy? - Jak u innych. To nasz optyk!
Optyk? Tak o nim mσwia?
Prawde mσwiac, to ja i chlopaki z komendy...
Stop. Nie chce tego sluchac.
Ostatnie, czego nam potrzeba, to zeby ten chory szczeniak uwierzyl,
ze jest kims wyjatkowym. Rozumiemy sie?
Tak.
- Pan jest patologiem? - To doktor Golding.
Ladny dzien.
Kapitan Collins przyjechal z Los Angeles. Przejmie dochodzenie.
- To samo, co pozostale? - Jest konsekwentny.
"Oczodolowy artysta" .
To cialo tez zostalo przeniesione z miejsca morderstwa.
Cholerny szczeniak. Jest z siebie dumny.
Tak. Kiedy skonczymy, zawioze ja do St. Stevens, by zrobili autopsje.
Przyjechali dziennikarze.
Jak w Stanach. Umieja zweszyc umarlaka.
Moze przyjde pσzniej?
Nie rσb tego wiecej.
Co mamy?
Wypadek z zeszlej nocy. Rana glowy. Drugi kierowca jest na lTU.
Wezwijcie lekarza!
- W porzadku, doktorze? - Tak.
Nie lubi pan, gdy maja otwarte oczy.
Zaczynajmy.
- Doktorze Murray? - Witaj, Mary.
Przepraszam, ze przeszkadzam. Moge prosic na chwile?
Tak. Otwσrz go.
Slucham?
Golding dzwonil. Znalezli jeszcze jedna.
Co? To juz 4.
Pytal, czy moze sie pan zajac sie jego biopsjami?
Mam sporo swojej roboty. Zajme sie tym pσzniej. Przepraszam.
Znowu impreza?
Szkoda, ze ja nie mam zadnych planσw. Piatkowy wieczσr.
40 funtσw.
Do jutra.
Na razie, Julie.
Kochanie, wrσcilem.
- Gdzie cukier? - Tam, gdzie zawsze.
Czyli?
Co ja bym bez ciebie zrobil?
Wrσce pσzno. Musze sie zajac pania Randall.
-Herbatka z wikarym. - Bedzie milo.
Wystarczy.
- Prosze. - Dziekuje.
- Jaki ladny. - Podoba ci sie?
Piekny.
- Zalozysz go do pracy? - Tak.
- Nie jest zbyt elegancki? - Dodaje mi szyku.
- To prawda. - Nie podoba ci sie.
Nieprawda. Carol.
- Zadowolony? - Carol....
Spσznie sie.
POMΣZ Ml
Policja nadal poszukuje Julie Frencz. Kobieta zaginela w piatek.
- Dzien dobry, doktorze. - Witaj, Mary.
Prezent od Goldinga.
Przeprasza, ale caly dzien bedzie na spotkaniu.
- W porzadku? - Tak.
Jakie dokumenty chce pani najpierw przejrzec?
Wszystkie. Zwlaszcza zdjecia.
- Chce pani zrozumiec umysl zabσjcy. - Cos w tym stylu.
Richard.
- Witaj. - Czy Mary dala ci...?
Swietnie. Nie wiem, jak bysmy sobie bez ciebie poradzili.
Przepraszam. Doktor Francois Beals.
- Francois. - Richard.
- Znacie sie? - Studiowalismy razem medycyne.
Dawno temu. Dobrze cie widziec.
Swietnie wygladasz.
Musze wracac do pracy. Porozmawiamy pσzniej.
-Moge...? - Prosze.
Dobra wiadomosc. Wreszcie to zrobia. W przyszlym tygodniu.
Co takiego?
- Znak drogowy. - Jaki znak?
Ten na zakrecie.
Policja mσwi, ze nie zapiela pasσw.
Znak drogowy. Przekonywalem Rade, ze jest tam konieczny.
Zabawne. Matka caly czas mσwi o Carol. Chyba nie rozumie, ze Carol nie zyje.
Wie pan, ze prσbuja usunac kwiaty z pobocza? Pewnie je pan widzial.
- Nie jezdze ta droga. - Biale lilie. Piekne.
- To ulubione kwiaty Carol, prawda? - Tak.
- Prosze wpasc kiedys do kosciola. - Przepraszam.
Dzien dobry.
Jestes znajoma naszego przyjaciela.
Francois Beals. A ty jestes pewnie tym slynnym cowboyem.
Kapitan Collins. Masz tu niezlego swira.
To nic dla takiego goscia jak ty.
Fachowcσw nigdy za malo.
- Jak dlugo tu zostaniesz? - Wystarczajaco dlugo,
by skonczyc druga ksiazke i przyskrzynic tego sukinsyna.
- Miejmy nadzieje, ze nam sie uda. - Gdzie moge dostac smalec?
- Smalec? - Ze slonina, cebula, miesem...
Kpisz ze mnie?
Ostre zapalenie wyrostka. Diagnoza - wyrostek.
Znowu mσwisz do siebie. Nie wiem, jak ty go znosisz.
- Goldinga? - Tak.
To uznany patolog.
Przykro mi, kochanie, ale zajmuje sie tylko cialami.
- Umysly zostawiam tobie. - Tak ci powiedzial?
Nie, ale tak pomyslal. Co jest z jego wlosami?
- Co? - To tupecik?
- Nie sadze. - Na pewno.
- Tak? - Na 100 procent. Chodz.
- Co? - ldziemy na drinka.
Mam duzo pracy.
Cienie pod oczami, zmarszczki na czole, nerwowy tik.
- Jestes jak bomba zegarowa. - Daj mi 10 minut.
Dobra.
Reszta.
- Ladna. - To tylko przyjaciσlka.
Dziekuje.
Single malt. Gleneagles?
- Jestem pod wrazeniem. - Nieslusznie. Nie znam sie na whisky.
Wiem tylko, ze wydawales na nia polowe stypendium.
- To juz prawie 15 lat. - Nie przypominaj mi.
Prawie sie nie zmienilas.
Tylko tyle, ze jestes teraz swiatowej slawy psychologiem.
Ta sprawa w Ameryce byla glosna. Duzo sie o niej mσwilo.
- Znasz media. - Pomimo to.
A co u ciebie? Myslalam, ze zajmiesz sie medycyna sadowa.
Znajdywanie skσry zabσjcy za paznokciami i te sprawy.
Jakis zasrany obronca moze przekrecac twoje slowa i robic z ciebie idiote.
Nie, dziekuje.
Dobrze nam razem bylo, co?
Nie powinnam sie byla tak latwo poddawac.
O ile pamietam, to ja sie poddalem.
- Co to za kobieta? - Kto?
Z obraczka.
- Nie musisz mσwic. - W porzadku.
Carol, moja zona. Zginela w wypadku samochodowym 8 miesiecy temu.
- Przykro mi. - Nie ma sprawy.
Masz dzieci?
Prσbowalismy, ale pewnie tak mialo byc.
Psa?
Kota, ale przejechal go wσz.
- Przepraszam. - Slusznie.
Wczoraj przydarzylo mi sie cos dziwnego. Moge ci opowiedziec?
Mσw.
Na ekranie komputera wyswietlila sie wiadomosc: "Pomσz mi" .
Nie pamietam, kiedy to napisalem.
- Dobrze spales? - Myslisz, ze to sen?
Mysle, ze zrobiles to automatycznie.
Automatyzm polega na tym, ze ludzie cos robia i tego nie pamietaja.
- Jak chodzenie we snie. - Ale czemu:" Pomσz mi" ?
Tylko ty znasz odpowiedz.
Richard? Wejdz.
- Ale mnie wystraszyles. - Cos sie stalo?
- Kto to? - Ta dziewczyna z piatku.
Bylem przy niej do 1 7:30. Wioza nastepna.
- Nastepna? - Wlasnie dzwonili.
Pracowala w sklepie. Julie French.
Mam nadzieje, ze ma pan cos dla nas, doktorze.
Zaczynamy. Cialo mlodej dziewczyny. Ok. 20 lat, dobrze odzywiona.
Biorac pod uwage stadium rozkladu, zielone przebarwienia okolic brzucha,
kobieta nie zyje od 2, 3 dni.
Zabito ja zapewne w piatek wieczorem lub w sobote rano,
ale cialo przeniesiono wczoraj w nocy.
To pasuje do sladσw, jakie znalezlismy.
Wspaniale. Ziemia...
Mamy w nosie ziemie. Ziemia w oczach, we wlosach.
Sa wazniejsze sprawy.
Wokσl oczu widac popekane naczynka, co sugeruje smierc przez uduszenie.
Ale galki oczne zostaly usuniete. Tak jak w pozostalych przypadkach.
Prosze sfotografowac twarz. Slad na szyi o srednicy 6 cm.
Brak wyraznych obrazen w okolicy genitaliσw,
ktσre sugerowalyby seksualny charakter zbrodni.
Ma za to wiele ran na brzuchu i klatce piersiowej.
- l zadnych sladσw na rekach. - Typowe.
Mam gdzies, czy to typowe, czy nie.
Na ciele jest mnσstwo sladσw, ktσre wskazuja na to, ze ofiara sie bronila.
Sugeruje to, ze rana kluta zostala zadana po smierci.
Po tym, jak zostala uduszona.
Sfotografuj wszystko, a potem przyjrzymy sie kazdej ranie.
- Koniec tego etapu dochodzenia. - Dziekuje, doktorze.
To chyba jedyna cenna informacja, jaka od pana otrzymalismy.
- Trafiony zatopiony. - To joint?
- Minelo 15 lat. - Prawie...
Phil mσwil, ze bylas przy autopsji. Psycholodzy zwykle tego nie robia.
Szkoda. Wiele traca.
- l co myslisz? - Jakis psychol.
- To oficjalne stanowisko? - Wlasciwie tak.
- Znowu to sie stalo. - Dostales kolejna wiadomosc?
Tym razem wydawalo mi sie, ze widze ja w taksσwce.
Pewnie myslisz, ze zwariowalem.
Ludzki umysl szuka stalych wzorσw. Kiedy ich nie znajduje, sam je tworzy.
Dlatego paranoicy wszedzie widza spisek,
nazbyt pobozni znaki Boga, a reszta...
Zmarlych.
Ludzi, ktσrzy dla nas cos znacza.
Pani doktor.
Niech to!
Czuc cos?
- Tylko smierc. - Swietnie.
- Spσjrz. Nasz gosc specjalny. - Zamknij sie. Zawstydzasz go.
- Wszystkiego najlepszego. - Milo cie widziec.
- Przyniose ci drinka. - Zajmij sie lepiej grillem.
Przepraszam. Na razie. Daj mu cos do picia.
- Przepraszam. Co za nudziarz. - Nieprawda.
Mamy drinki, wino, whisky.
Denise? Chce ci kogos przedstawic. To Richard.
- Malo owocσw. - l mnσstwo whisky.
Dowcipny jestes.
Denise robi energoterapeutyczne masaze.
- Masaze? - Wszyscy tak reaguja.
Chodzi o poklady energii. Zadnego kontaktu. Przykro mi.
- Co ty robisz? - Jestem patologiem w szpitalu.
Zaraz...
Biedaku.
Nocne koszmary.
Wspaniale, ze maja dziecko.
Dobra. Mamy 5 ofiar.
5 dziewczat nie zyje, a media siedza nam na ogonie.
Zamordowano 5 dziewczyn, wszystkie tak samo,
a ja nie moge znalezc miedzy nimi zadnego zwiazku.
Mamy jeden trop. Na ciele 2 ofiar znaleziono talk.
Nie wiemy, czy nasz zabσjca uzywa rekawiczek chirurgicznych.
Zanieslismy prσbki talku do lokalnego producenta.
Chce, zebyscie znalezli wszystkich,
ktσrzy maja jakis zwiazek z rekawiczkami.
Chce wam tez przedstawic doktor Beals.
Ma informacje dotyczace profilu zabσjcy. Pani doktor?
Dobry wieczσr. Osoba, ktσrej szukamy to prawie na pewno mezczyzna.
lnteligentny i konsekwentny. Nie zostawia zadnych sladσw.
Okalecza ciala ofiar. Wydlubuje im oczy.
Zostawia je w miejscach publicznych, bo chce, zeby je znaleziono.
Zabσjca chce ukarac i upokorzyc kobiety. lch spojrzenie go niepokoi.
Byc moze wierzy, ze maja nad nim wladze.
Prawdopodobnie swiadomie wybiera ofiary.
Najpierw je sledzi. Mozliwe, ze to ktos, komu ufaja. Dziekuje.
Dziekuje. Chce szczegσlowo odtworzyc ostatnie dni zycia Julie French.
Chce wiedziec, co jadla, z kim rozmawiala,
gdzie byla i z kim sie calowala. Chce znac minute po minucie.
A kiedy znajde tego skurwiela, osobiscie go okalecze.
Dziekuje. Odmaszerowac.
Najgorsze jest to szufladkowanie. Zle byc pania X,
jakby sie bylo wlasnoscia pana X, ale jeszcze gorzej byc rozwσdka.
Wiadomo, ze twσj zwiazek nie wypalil.
- W porzadku? - Tak.
Dziwne. Najpierw myslalam, ze to moja wyobraznia, ale to prawda.
Masz podwσjna aure. Twoja aura i cien.
Nie martw sie. Tak bywa, kiedy sie kogos mocno kochalo.
Juz pσzno. Zadzwonie po taksσwke.
Podwioze cie. Wiec sa jakies pozytywy.
- Dzieki za podwiezienie. - Nie ma za co.
- Wejdziesz na filizanke kawy? - Z przyjemnoscia.
Ladny dom.
Chyba poloze sie spac.
Jaka chcesz kawe?
Slaba. Jak moi mezczyzni.
Co sie stalo? Wszystko w porzadku?
Juz dobrze.
- Mila. - Kto?
- Twoja sekretarka. Mary? - Mary?
Prσbowalam sie do ciebie dodzwonic, ale mσwila, ze jestes zajety.
Caly dzien bylem w kostnicy. Straszny wypadek samochodowy.
Jasne.
- Nie przekazala mi wiadomosci. - Bo jej nie zostawilam.
To wszystko tlumaczy.
- Ladna, prawda? - Musze je obrac.
Nie odpowiedziales na moje pytanie.
Dlaczego?
Jesli sie zgodze, bedziesz wsciekla, a jesli zaprzecze, nie uwierzysz mi.
W ten sposσb oboje jestesmy szczesliwi.
- Nie musisz byc nieuprzejmy. - Gdzie nσz? Nic nie moge tu znalezc.
Chryste!
Carol.
Denise?
Spisz?
Nie.
Nie podobam ci sie?
Podobasz.
Naprawde.
Udowodnij.
Chcesz mi cos powiedziec?
Mamo? Moze najpierw nakarmimy kaczki, a potem wrσcimy i zaparze nam herbate.
- Wspaniale. - l twoje ulubione ciastko.
Doktorze Murray. Wlasnie idziemy na maly spacer.
- Dolaczy pan do nas? - Z przyjemnoscia.
- Witaj, Edno. - Kto to?
Doktor Murray, maz Carol. Pamietasz Carol?
Pozbadz sie go.
- Rozmawialismy juz o twoim zachowaniu. - Moze wrσce pσzniej?
Nie. Slonce dobrze jej robi. Mozemy rozmawiac przy niej.
Jest bardzo dyskretna.
Te wiadomosci? Mysli pan, ze prσbuja sie z panem skontaktowac?
Podobno zaloba otwiera nam drzwi do innego swiata.
Kto tak mσwi?
Mysli ksiadz, ze cos mnie moglo opetac w kostnicy?
Wiele osσb umiera w szpitalu, ale nigdy nie spotkalem tam duchσw.
Mam przyjaciela, ktσry tym sie zajmuje. Porozmawiam z nim i zobaczymy.
Dobrze, ze pan wrσcil. Czeka na pana policjant.
- Co takiego? Jak dlugo czeka? - Pσl godziny.
Doktorze. Sekretarka pozwolila mi tu na pana zaczekac.
- Oczywiscie. - Prosze usiasc.
- Jest pan Amerykaninem? - Tak.
- Skad? - Z Buffalo.
Buffalo Bill, Jim Kelly. Niezle towarzystwo.
Jestem tu w zwiazku ze zniknieciem Julie Frencz.
- Zna ja pan? - Nie.
Mam tu zdjecia z kamery przemyslowej. Przypuszczam, ze byl pan w jej sklepie.
Kupilem whisky.
Dwie butelki Gleneagle. Szedl pan na przyjecie?
Zabawne. Ona zapytala o to samo.
- Dokad pan poszedl? - Do domu.
Czy ktos moze to udowodnic?
- Jestem podejrzany? - Prosze odpowiedziec.
Mieszkam sam. Nie.
Takich rekawiczek uzywa zabσjca. Wy tez?
To standardowe rekawiczki chirurgiczne.
Zaklada je pan w kostnicy?
- Jestem podejrzany? - To rutynowe pytanie.
Musze sprawdzic wszystkich, z ktσrymi rozmawiala tamtej nocy.
- Widzial pan cos podejrzanego? - Nic nie pamietam.
Jesli sie panu cos przypomni, cokolwiek...
Moze to kawalek ukladanki, ktσrego szukalismy.
Jim Kelly.
Namaszczam cie olejem w imie Ojca i Syna o Ducha Swietego.
Wezwijcie lekarza!
Pomσzcie mi!
- W porzadku, doktorze? - Tak.
- Ladne oko. - Podlozysz je Goldingowi.
Nawet nie zauwazy.
Zabierz mnie w jakies interesujace miejsce.
Jak weszlas?
Niesamowite, ile sie mozna nauczyc w tej pracy.
Niech zgadne.
Cisza, spokσj. To miejsce to sanktuarium,
albo nim bylo, zanim ktos tego nie zepsul.
Zawsze tak analizujesz swoje zwiazki?
Nie wiedzialam, ze mamy zwiazek.
Przyprowadziles mnie tutaj, bo chciales mi cos powiedziec. Jestem.
Przykro mi ogladac cie w takim stanie.
Prσbowalem jej pomσc. Chcialem, zeby poszla do lekarza.
- Chcialem jej pomσc. - Carol?
Tak. Chyba za bardzo mnie kochala.
Nie umialem odpowiedziec na jej uczucia z taka sama intensywnoscia.
Zawsze mσwila, ze jestem dla niej za dobry.
A kiedy sie dowiedziala, ze nie moze miec dzieci...
Wtedy sie rozlecialo. Myslala, ze mnie zawiodla.
Mσwilem, ze to bez znaczenia. Chcialem, zeby poczula sie pewniej.
- Ale sie nie udalo? - Nie.
Wpadla w jakas paranoje. Myslala, ze z kims sie spotykam.
Na dlugo przed tym, zanim zaczalem ja zdradzac.
Chcialem na chwile przed tym uciec. Chcialem przestac o tym myslec.
Nie myslalem, ze ja zranie.
Usprawiedliwialem sam siebie.
l ty sie dziwisz, ze zostawiasz sobie wiadomosci. Blagasz o pomoc.
Znowu o niej myslisz?
- Czujesz sie winny. - Nie chce o niej rozmawiac.
Kim ja dla ciebie jestem?
Pikantnym dodatkiem, ktσry ma uratowac twoje nieistniejace malzenstwo?
- Jak leci? - Swietnie.
Rozmawialem z przyjacielem. Chce sie z toba spotkac.
- Nie musze z nikim rozmawiac. - Jestes pewien?
- Koniec z duchami? - Tak.
Kosciσl pomaga w kwestii duchσw. Zarσwno tych zywych, jak i umarlych.
Bede pamietal.
- Pomoge ci. - Zostan.
Byla dobra kobieta.
Nie powinienem tego mσwic, ale musze. Wszyscy ja kochali.
Byla wartosciowa kobieta. Mam racje?
- W czym? - Nie ma drugiej takiej jak Carol.
Mila, slodka, piekna.
Przepraszam, musze do toalety.
Dziekuje za zaproszenie. Bylo bardzo milo.
Oszczedz sobie.
- Co zrobiles Denise? - Slucham?
Cos sie wydarzylo. Nie chce nic powiedziec.
- Nic sie nie wydarzylo. - Daj spokσj.
Chciala napic sie kawy.
Poszedlem do kuchni, a kiedy wrσcilem, jej juz nie bylo.
Carol wiedziala, ze ja zdradzasz.
Swietne wyczucie.
To ona? Pozdrσw ja ode mnie.
- O czym rozmawiacie? - O niczym.
Raport z biopsji. Zapomnialem. Przepraszam.
Nie zapomniales.
Gdybym sam tego nie zrobil,
kobieta z torbiela musialaby przejsc mastektomie,
a kobieta z rakiem piersi poszlaby do domu i zapomniala o calej sprawie.
- Przepraszam. Zle spalem. - Jestesmy przyjaciσlmi,
ale jesli znowu zaczales pic, musisz mi powiedziec.
Zle ostatnio sypiam.
Wezme dzisiaj srodki uspokajajace i porzadnie sie wyspie.
ldz do domu i wez kilka tygodni urlopu. Potem pogadamy.
- Nie moge. Mam za duzo pracy. - l niewiele czasu.
Wezme kilka tygodni urlopu.
Male wakacje.
Albo wariatkowo.
Ekstra.
- Co jest? - Stanik numer 6.
Golding chce cie widziec.
Nie ma: " Zmiluj" .
Znalezli ja w parku za szpitalem.
Czemu oczy?
To trofeum, kara. Nie chce, zeby na niego patrzyly.
- To trzecia w tym tygodniu. - Spodobalo mu sie.
Teraz juz nie przestanie.
Popatrz na mnie.
W porzadku?
- Nic ci nie jest? - W porzadku.
To jakas pomylka.
Kto mσgl to zrobic? Kto mσgl zrobic to Rachel?
Jeszcze jeden.
- To jedna z pielegniarek? - Nie chce o tym rozmawiac.
Doktorze Golding?
- Doktor Beals? - Martwie sie o doktora Murraya.
Wiem, ze troszczy sie pani o przyjaciela,
ale jesli bedzie mial nawrσt, nie pozwole mu pracowac.
Nawrσt?
Na poczatku mu wspσlczulismy. Stracil zone.
Nic dziwnego, ze kilka dni nie przychodzi do pracy.
Ale on upija sie do nieprzytomnosci. Film mu sie urywa i nic nie pamieta.
Jego kariera wisi na nitce. Przepraszam.
Dziekuje.
Doktorze Murray.
Dowody sa zaskakujace prawda?
Nie chce wody. Slucham.
Sprawdzilismy pana obecnosc w pracy w ciagu ostatnich 8 miesiecy.
- Mam wiele na glowie. - A o czym pan myslal w nocy 22 lutego?
- Nie rozumiem. - Tej nocy umarla pierwsza z kobiet,
a pan nie przyszedl nastepnego dnia do pracy. Jakas bibka?
Moja zona niedawno umarla.
Druga ofiara zostala zamordowana 1 4 kwietnia,
a 15 kwietnia tez pan nie pokazal sie w pracy.
Trzecia ofiara zginela 1 8 czerwca i prosze zgadnac.
To tylko zbieg okolicznosci.
Porozmawiajmy o ostatniej ofierze.
Julie French zginela w zeszly piatek,
czyli wtedy, kiedy pan kupowal alkohol.
Ma pan problemy z piciem?
Nie. Czasami pije, zeby rozladowac stres.
Wiec moze pan to przemysli. Ostatnim razem tez pan poszedl pic do domu.
Bardzo wygodne alibi. Teraz znowu ma pan dziure w pamieci.
Mialem zly dzien.
Nie tylko pan. Prosze mi opowiedziec o Rachel Taylor.
Rachel Taylor...
Chyba ja pamietam. Byla pielegniarka w szpitalu.
Doprawdy?
- Bylismy przyjaciσlmi. - Pogubilem sie.
Najpierw ledwo ja pan pamieta, a teraz mσwi, ze byliscie przyjaciσlmi?
- Do czego pan zmierza? - A pan?
To tylko zbiegi okolicznosci. Jesli ma pan jakies dowody, slucham.
Jesli nie, prosze mnie zostawic.
Koniec przesluchania. Godzina 10:15. Jest pan wolny.
Jeszcze cos...
Doktor Beals mσwi, ze ma pan jakies dziwne doswiadczenia.
Kto panu przesyla te wiadomosci?
Mary!
Zero delta, zglos sie.
- Zero delta, odbiσr. - Mamy zgloszenie o podejrzanym.
Chodzi o dom Mary James. Mozesz sprawdzic?
Tak. Jade na miejsce zdarzenia.
Mary Jane? Policja.
Jestes w domu?
Stσj, policja!
- Dokumenty Rachel Taylor. - Dziekuje.
To prawda? 7 miesiecy temu miala aborcje?
- Na to wyglada. - Wiemy, kto byl ojcem?
- Kaze sprawdzic. - Dziekuje.
Znalezli kolejne cialo.
- Narzedzie zbrodni? - Prawie na pewno.
Po raz pierwszy nasz chloptas nawalil.
Jest zmeczony. Mysle, ze chce sie poddac.
Takie rzeczy sie zdarzaja.
Jest zbyt sprytny na taka wpadke. Zostawia nam wskazσwki.
- Ta whisky to powazny dowσd. - Reszta kobiet byla najpierw duszona.
Co to znaczy?
Ze tym razem motywacja byla inna. Mysle, ze jest juz zmeczony.
Gleneagle. Ma drogi gust.
- Zostala zabita o 10:30. - Skad pan wie?
W czasie napasci zepsuto budzik.
Nie ma sladσw wlamania.
Znala go.
Czemu nie powiedziales, ze znales Rachel Taylor?
Nie myslalem, ze to wazne.
Doprawdy? Byles z nia tej nocy, kiedy zginela?
- Jestem w ciazy. - Jestes pewna?
Nie martw sie. Usune.
Sprσbuje zalatwic to dyskretne miejsce.
Swietne wyczucie.
Co takiego? Zaraz tam bede. To Carol.
Gdzie ona jest?
Jakie to ma znaczenie? Ona nie zyje. Wszystkie nie zyja.
- Myslisz, ze to bez znaczenia? - Wierzysz w duchy?
Spσjrz mi w oczy.
Spσjrz mi w oczy.
Nie mozesz, bo w oczach kazdej kobiety widzisz zone, ktσra cie oskarza.
Myslisz, ze to zrobilem? Myslisz, ze je zabilem?
Jestes bystra. Wyjasnij mi, czemu niczego nie pamietam.
Umysl czesto wypiera wspomnienia, z ktσrymi nie potrafi sobie poradzic.
Nie pamietasz nic z tych nocy, kiedy byles pijany.
A te wiadomosci?
Twoja podswiadomosc chce, zebys sobie przypomnial.
Pozwσl sobie pomσc.
Cholera!
Doktor Beals. Musze rozmawiac z doktorem Collinsem. To pilne!
To bylem ja!
Randall?
- Denise? Co tu robisz? - Myslisz, ze chce tu byc?
- Przepraszam, jesli cie zranilem. - Nie chodzi o ciebie. To ten dom.
Bylo tak duszno. Musialam wyjsc.
Pojechala za mna do domu. Chciala z toba rozmawiac.
- Kto? - A jak myslisz? Carol.
- Rozmawialas z Carol? - Nie chce odejsc. Chodz.
Dostalismy wlasnie wyniki badan.
Znalezli dwa slady odciskσw palcσw na butelce i na drzwiach domu Mary James.
W 70% to odciski Richarda Murreya. Dla mnie wystarczy.
Rozdajcie jego rysopis wszystkim jednostkom.
Szykuj ekipe. Uziemie tego drania.
To pomoze.
Rece!
Witaj! Nie widzialam cie.
O tej samej porze w przyszlym tygodniu? Chyba...
Carol! Nie! Blagam!
Spσjrz na moja szyje. Mσwila, ze wiedziales.
Richardzie Murrayu, policja.
Jesli nie wyjdziesz, wywazymy drzwi.
Dobra...
Na gσre.
To ja. Musisz sie poddac. Nie chce, by cos ci sie stalo.
Richard?
Miala pani racje. Dziekuje. Teraz to tylko kwestia czasu.
Nie stosujcie niepotrzebnej sily. Nie jest niebezpieczny.
Kochany synek mamusi. Uwielbiam to brytyjskie poczucie humoru.
Musze to zapisac.
Moze wyskoczymy kiedys razem na drinka, kiedy to sie skonczy? Pomysl o tym.
Edna?
Znam cie. Jestes z telewizji.
Naszyjnik.
Doktorze. Milo pana widziec.
Filizanke herbaty?
- Naszyjnik. Skad go masz? - Mamy go od dawna.
- To naszyjnik Carol. - Nie. To prezent.
- Nieprawda. - Richardzie?
Nie. Boze.
Dlaczego?
Powiem ci, dlaczego. lch oczy.
lch brudne mysli przenikaly mi do umyslu.
Zmuszaly mnie do robienia rzeczy, ktσrych nie chcialem.
Prσbowalem sie opierac, ale krzywdzily mnie jeszcze bardziej.
Twoja zona chciala zabrac moja matke do jakiegos osrodka.
Nie moglem jej na to pozwolic.
Uciekla, a ja jechalem za nia.
- Zabiles ja. - Bσg ja ukaral.
Sprawil, ze wpadla na ten samochσd, a ja zrozumialem, ze mam dar.
Umiem rozpoznac szatana.
Nawet ty nie widziales go w swojej glupiej zonie!
Wybrales te dziwke Rachel.
Przyszla do mnie wyznac swe grzechy.
Wtedy juz wiedzialem, ze jest taka jak inne. Musiala zginac.
Ty sukinsynu.
Nie rozumiesz, ze musialem cie powstrzymac?
Lubilismy Mary, ale wiedzielismy, ze jej smierc cie obciazy.
Wiedzielismy, jaka whisky pijesz.
Panie, daj mi sile w godzinie prσby.
W imie Ojca i Syna i Ducha Swietego...
Witamy, doktorze.
Prosze zobaczyc, kto z nami jest.
Francoise.
Chcielismy, zeby policja tez ja znalazla. l prosze.
O czym ty mσwisz?
Policja cie szuka, a ty przyjechales tu, zeby wrobic mnie w morderstwa.
Bilismy sie i musialem cie zabic w samoobronie.
To sie nie uda.
Zwala na ciebie wine za wszystkie morderstwa,
a ja bede wolny. Bede zyl z mama do konca swiata.
To nie sa wiadomosci od Boga, ale glosy w twojej glowie.
Tylko na tyle cie stac?
Co zrobisz, kiedy znowu uslyszysz te glosy, a mnie tu nie bedzie?
Moje wiadomosci nie sa prawdziwe, ale twoje tak?
Nie widzisz, ze jestesmy tacy sami?
Obaj widzimy rzeczy, ktσrych inni nie wiedza.
Nie jestem taki jak ty.
- Myslisz, ze jestem chory? - Tak.
Zobaczymy.
Nie prσbuj krzyczec.
Pusc mnie.
Powiedz mu, ze jestes szatanem.
Jestem szatanem.
Powiedz, ze musisz zginac za swoje grzechy. Tak ja inne. Mσw!
Zasluzylam na smierc.
Zanim ja zabijesz...
Nie chcesz znac jedynego slabego punktu twojego planu?
Zamknij sie. Prσbujesz mna manipulowac.
To sie nie uda. Policja ci nie uwierzy.
Wiec musze ja zabic.
Nie. Nie powiem ci.
Zabijesz ja, a potem ci powiem, jaki z ciebie glupiec.
- Mσw! - Powiem!
Przez ten czas, kiedy ty chrzaniles o wiadomosciach od Boga,
ja prσbowalem sie uwolnic.
Jak wytlumaczysz slady na nadgarstkach policji?
Przeciez to miala byc samoobrona.
A kiedy ty bedziesz gnil w wiezieniu, kto sie zajmie twoja mama?
Nie mσwi nic o mojej matce, bo cie zabije.
Rzuc to! Rzuc, albo ona umrze! Juz!
Carol?
Juz!
Zrobie to.
- Uciekaj! - Chodz ze mna.
Wezwij policje!
Co? Chce to zrobic. On musi umrzec.
Jest na pana wsciekly. Trzeba bylo odpuscic.
Teraz on chce, by pan cierpial.
Do drzwi. Powoli.
Jedziemy.
Wsiadaj.
Za kierownice.
Zapal silnik. Jeden gwaltowny ruch i poderzne ci gardlo.
Jedz.
Rozpoznajesz te droge? To tu zginela twoja zona.
- Carol. - Szybciej. Przejedz ja.
Oko za oko.
To nie koniec.
- Nasza taksσwka. - Nie moge znalezc biletσw.
Tych? To beda wspaniale wakacje.
To nie koniec.
Tekst Justyna Wesolowska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.