Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
:: COHEN I TATE ::
Chodź piesku...
Przynieś, Biggie.
Chcesz piłeczkę!
-Cześć Treve. -Cześć tato.
-Jak tam? -Dobrze.
Tak?
To dobrze!
Rzucaj.
Przepraszam tato...
Ile jeszcze muszę tu zostać?
-Niedługo. -Naprawdę?
Naprawdę.
-Tato? -Tak?
Czemu nie możemy wrócić do Texsas'u?
Nigdy tam już nie wrócimy.
Chodź do mnie.
Wszystko będzie dobrze, Travis.
Wszystko będzie dobrze.
-Nie masz piłki futbolowej? -Nie mam, ale mój kolega ma.
-Może dostaniesz na święta. -Super.
Wreszcie mógłbym uczyć się gry.
Masz gdzieś być, co George?
Nie, panie Knight.
Czemu pan tak myśli?
Bo patrzysz ciągle na zegarek.
No bo źle chodzi, dlatego.
Chodź synu.
Zadzwonie do adwokata.
Proszę bardzo.
Halo!
Halo!
Linia zerwana!
-Kochanie? -Tak?
-Dokąd pojechał George? -O czym ty mówisz?
Bo właśnie odjechał wozem.
-Co się stało? -Nic się nie stało.
-Prawda, Marto? -Wszystko w porządku, Trev.
-Jest mocna piwnica? -Kuchnia...
Travise, pomóż mamie nakryć do stołu.
-Co się dzieje? -Chodź, Trevise!
-Uspokój się trochę. -Tak, już.
Dziękujemy ci Ojcze...
za chleb powszedni...
Dziękujemy ci Panie za jeszcze jeden dzień spędzony z rodziną...
Boże, pobłogosław...
Biggie!
Travis!!
-Dzieciak uciekł, muszę... -Nie możesz, tam nie jest bezpiecznie.
Fred jest na zewnątrz, zaopikuje się Travis'em.
Obawiam się, że musze zatrzymać was w tym pokoju.
Proszę usiąść.
Biggie!
Niech pani odsunie się od okna.
Masz ogień?
-Travis! -Panie Knight!
Proszę...
Proszę...
Proszę...
Proszę...
Gdzie jest telefon?
Tam na ścianie.
Zrobione.
Tak, zrobione.
Prawie...
Tato?
Mamo?
-Jak daleko mam jechać? -Do końca drogi.
-Wreszcie usłyszałem jakąś odpowiedź. -Dobrze. Zamknij się.
Panie Cohen, musze pana o coś zapytać.
Zadajesz mi pytania co 2 minuty odkąd wziedliśmy do wozu.
Jak to jest, że od czasu Houston, mówi mi pan same głupoty?
Bo cię nie lubię.
Kurwa.
Przed nami kawał drogi.
Może pan chociaż zachowywać się po ludzku.
Zamkniesz się wreszcie?
Wykonałem robotę czy nie, panie Cohen?
Jesteś głupi i w gorącej wodzie kąpany.
Zabiłeś agenta i kobietę 6 pociskami, choć wystarczyłyby dwa.
tylko dlatego, że lubisz widok krwi...
Jesteś półgłowkiem, który nie powinien ze mną pracować.
Zamkniesz się teraz?
To po co do cholery? Godził się pan na pracę ze mną?
Bo cię do niej wyzanczyli. Nie miałem na to wpływu.
Przez całe 30 lat pracowałem sam.
Przez 30 lat dobrze wykonywałem swoją pracę...
a nagle do tej roboty dali mi kogoś do pomocy.
W moim wieku ma się już wypracowaną markę.
W ty biznesie nie ma emerytur, nie ma ubezpieczenia zdrowotnego...
i nie dają ci złotego zegarka.
Ale któregoś dnia dostaniesz, nie zauważysz nawet kiedy...
nagłego bólu z tyłu głowy...
i pozostaną po tobie tylko kawałki mózgu, zanim zeskrobia je z chodnika.
Zastanawiasz się czy oni nie sądzą, że sam już nie dasz rady?
Może to powtórzysz.
Nieważne.
Chyba mały się obudził.
Zabiliście mamę i tate?
Obawiam się, że tak.
Mnie też zabijecie?
Zabieramy cię do pewnych ludzi w Houston,
którzy chcą z tobą porozmawiać.
A ci ludzie w Houston, czy oni mnie zabiją?
Chcą z tobą tylko porozmawiać.
Czy mnie potem zabiją?
Prawdopodobnie tak.
Nie pozwole wam odwieźć mnie spowrotem?
Hej, mały. Widzisz moją pieść?
Jak cię tym uderze, to zrobie ci dziure w głowie aż mózg ci wypłynie nosem.
Mógłbym cię tym zabić, uderzajać cię jedynie w nos.
Opanuj się. Opanuj się.
Kawał drogi przed nami, dokładnie 355 mil.
Uwielbiam patrzeć jak owady rozplaskują się na szybie.
Musi być super być robalem, latasz sobie, aż tu nagle...
leci w ciebie wielka szyba rozpędzona milion mil na godzine.
Właśnie o tym pomyślałeś?
-Tak... -Właśnie teraz?
-Właśnie mi to przyszło do głowy. -Masz nasrane we łbie, Tate.
Policja was złapie.
-Nie, nie złapią. -Chcę pan, żebym go uciszył?
To nie będzie potrzebne.
Tylko małe wstrząsienie mózgu...
Płacą nam za to by dowieźć dzieciaka całego.
To znaczy, że nie może mieć na sobie żadnych śladów pobicia.
Nie zostawię żadnych śladów.
Po prostu prowadź.
Jedzie pan za szybko, panie Tate.
To nie jest jeszcze szybko, panie Cohen.
-Chce pan zobaczyć szybką jazdę? -Nie, chcę zobaczyć wolną jazdę.
Tak, panie Cohen.
Dobrze rąbnęło, pewnie to pies albo coś...
To już trzeci raz od kiedy wyjechaliśmy z Hiuston.
Wiem, jestem dzisiaj na fali.
Uwielbiam ten dźwięk kiedy uderza w koła,
słychać coś jak zganiatanie...
kiedy jednotonowa, metalowa rozpędzona maszyna...
uderza w niego i przerabia go na placek!
Patrz na drogę.
Mogę papierosa?
Mogę zobaczyć co leci w radio?
Zobacz sobie co leci w radiu.
-Jeśli panu nie będzie przeszkadzać? -Nie będzie.
-Chcę się tylko upewnić... -Powiedziałem, że nie będzie!!
Dobrze, więc włącze.
-Samo się nie włączy. -No to włączam.
Policja na miejscu zbrodni znalazła trzech zabitych...
-i jednego rannego... -Rannego?!!
Policja nie udziela żadnych informacji, ale niepotwierdzone rapoty wskazują na to,
że ofiarami byli maż, żona i ich syn...
wraz z dwoma agentami federalnymi.
Dziecko jest uważane za zaginione.
Prawdopodobodobnie za porwane.
Kobieta, zmarła na miejscu!!
-Ocalały mężczyzna... -Tata!
-Zamknij się! -Jest w stanie potwierdzić...
-Dostanie was. -Zamknij się!
-Tato! -Zamknij gębę, gówniarzu!
Uspokój się, Tate. Zwolnij.
Zwolnij.
-Spieprzyliśmy robotę! -Zwolnij.
-Zatrzymaj się tam. -Cholera!
Jak to się kurwa stało?!
-Musimy go załatwić? -Kogo?
Dzieciaka.
-Jego? -Rozwalę mu tu łeb.
Nienormlany jesteś?! Po niego tutaj przyjechaliśmy.
Panie Cohen, musimy uciekać. Nie potrzebujemy śmierdzącego dzieciaka z nami.
Rozwalę go tutaj.
A poźniej uciekniemy i tyle.
Posłuchaj no mnie, Tate.
Zapłacono nam za te robote.
Mamy go zabrać do Houston.
To znaczy, że nie ma odwrotu.
Skończymy robotę.
Zrozumiałeś?
Tak, panie Cohen.
Daj kluczyki.
-Nie masz pasa? -Chuj z nim.
Hej! Hej!
O, kurwa.
Łap go!
-Cholera. Uciekł. -Daleko nie ucieknie.
Proszę pana!
Poczekaj!
-Zabili mi mamę i tate. -Kto zastrzelił twoich rodziców?
Jeden z nich był bardzo stary...
nazywał się Cohen.
A drugi był o wiele młodszy.
Nazywał się Tate.
-Gdzie oni teraz są? -Nie wiem.
Uciekłem im.
Nie wiem, uciekłem im.
Dobrze, zaraz to zgłosze.
Spokojnie mały.
Centrala, tu wóz 22. Centrala zgłoś się...
Stałem na postoju ciężarówek 94...
Znalazłem chłopca, który się kręcił dookoła...
twierdzi, że jego rodziców dzisiaj zabito...
Mówi, że ma na imie Travis Knight. Zgłoś śię?
To chyba nasz chłopak.
Jedź na posterunek.
To oni! To oni!
-To oni! Uciekaj stąd! -Jesteś pewien?
Tak! Uciekaj!
Nie!
Nie!
Nie idź.
Zostań w środku.
-Nie zrobiłam nic złego, ja tylko... -Przepraszam panią, pomyliłem się.
-Może pani wrócić do wozu i odjechać. -Na pewno?
-Mogę jechać? Jest pan pewny? -Tak, jestem.
-Wszystko w porządku? -Wszystko w porządku.
Przepraszam.
Do widzenia.
To nie byli oni.
To oni, uciekaj.
Uspokój się, synu.
-To oni. -Jedziemy na komisariat.
-Są w tym samochodzie! -Uspokój się.
-Jeteśmy prawie na miejscu. -Zabiją mnie!
-Czekaj, wymiń go. -Spokojnie, nie martw się.
Jedź na lewo.
O, Boże!
-Zaraz go stukne. -Zwolnij trochę.
Jedzie z lewa.
Dobra, podniesiemy go.
Przyprowadź go!
No mały, rusz się tylko.
No dalej. Otwórz usta i powiedz coś.
Zrób coś, no dalej. Dotknij broni.
-Jesteś trupem, wiesz? -Schowaj broń, Tate.
Opuść broń.
Policjant użył swojego radia...
powiedział im, że mnie ma.
Wszyscy będą was ścigać.
-Zabijmy tego dzieciaka. -Nie zabijemy.
Jeśli zobaczy go jakiś policjant, albo ktoś spojrzy przez okno...
rozpozna go i to zgłosi.
Chyba mnie nie zrozumiałeś?
Dobra, posłuchaj mnie. Staniemy na uboczu...
i załatwie go gołymi rękami?
Po prostu skręce mu kark. Rzucimy ciało do rowu...
i wypieprzamy stąd, co?
Nie będę po raz kolejny cię upominał.
Spróbujmy wrócić do Houston w jedym kawałku.
Bo jeśli tak dalej będzie...
to jeden z nas nie da rady.
Właśnie, Tate. Trzymaj buzie na kłódkę.
Coś ty do mnie powiedział?
-Powiedziałem... -Wystarczy tego.
Słyszałeś co ten frajer powiedział, co?
-Zamknij buzie. -Zamknij morde, smarkaczu.
Tate!
Zastanawiał się pan kiedyś po co drukują skład zapałek?
Nie, nigdy.
Ja wiem, co tam jest.
Jestem ponad tym gównem.
Zabierz mi z przed twarzy te zapałki!
-Po prostu pokazywałem ci... -Nie pokazuj mi!
-No to ci przeczytam. -Nie czytaj mi!
Zobacz, że mnie to mnie to nie obchodzi.
Trochę siarki, a reszta to jakieś gówno... (?)
To by ich zdziwiło, nie?
Tate...
Jasne.
"Jedź w stylu Texasu, po przyjacielsku"..
Wiesz co przelatuje ostatnie przez głowę robaka...
kiedy zderza się z szybą?
Jego dupsko!
Jego dupsko.
Uwielbiam ten żart. Jest taki głupi.
-Panie Cohen? -Tak?
Kim są ci ludzie, do których mnie pan wiezie?
Ludzie Moll'a.
Nie znam ich.
Pewnie, że nie.
No to czemu chcą ze mną rozmawiać?
Kazali nam załatwić twoich rodziców...
i przywieść cię spowrotem. Może myślą, że coś wiesz.
Ale ja nic nie wiem.
No to im to powiedz.
Panie Cohen, po co pan udziela mu takich informacji?
Bo zapytał.
-Przepraszam. -Jasne.
Nie pan nic przeciwko, że sobie pośpie?
Nie.
Tylko przymknę oko na chwilkę.
Dobrze.
Jak wdepniemy w jakieś gówno...
-to da pan znać. -Jasne.
Panie Cohen czy on śpi?
Na to wygląda.
Panie Cohen, on jest stuknięty.
Tak.
Uważaj co mówisz.
-Co się stało? -Nic.
Moj tata żyje. Opowiedział o was policjantom.
Na waszym miejscu odwiózłbym mnie spowrotem.
-Tak myślisz? -Tak właśnie myśle.
-Tak myślisz? -Tak, tak właśnie myśle.
Oh, naprawdę tak myślisz.
Tak właśnie kurna myślisz. Nie wiesz z kim masz do czynienia!
Jesteśmy cholernymi mordercami! Mamy prawdziwą broń?
-Zabijemy cię, -Tate...
-To tylko mały chłopiec. -Wkurwia mnie.
Nie wiem czemu, ale starsznie chce go załatwić!
Nie wiem kurwa dlaczego.
Chce go po prostu rozwalić...
-to głupie gówno... -Ta strzelba jest naładowana?
-Tak, kurwa. -To trzymaj z daleko ode mnie!
Przepraszam.
-Muszę siku. -Nie zatrzymujemy się.
-Musze siku! -Wytrzymaj.
-Zsikam się w samochodzie. -Słyszałeś co mówił!
-Wstrzymaj się. -Nasikam na ciebie.
Włącz radio, Tate.
Policja podała rysopis dwójki...
Zatrzymaj się.
sprawców zbrodni dzisiejszego popołudnia,
a pan Jeff Knight jedyny ocalały...
podał opis swojego 9-letniego syna, Travis'a.
Policja rozesłała wszędzie jego rysopis...
oraz ostrzegła żeby w wypadku rozpoznania, kontaktować się natychmiast z najbliższym władzami...
jeśli posiada się jakieś informacje, bo ci mężczyźni są uzbrojeni i niebezpieczni.
-Wysiądze nam silnik na środku autostrady....
Policja z Oklahom'y twierdzi, że są także odpowiedzialni za...
za zabicie policjanta dzisiejszego wieczora.
O żesz! O żesz kurna.
Cholera jasna.
-Ten wóz nie jest w porządku. -Jedzie.
Myślę, że nie powinienś jechać tak szybko...
-Chcesz iść na piechotę? -Ten samochód ledwo zipie...
Nie chce pan chyba, żeby silnik nawalił na środku drogi...
-Zamknij się! -Utkniemy na jakimś zadupiu...
Zamknij się!
-Powinien pan jechać szybciej... -Nie przeginaj, mały.
Policjanci chyba wiedzą jak wyglądacie...
wiedzą, że jestem z wami w tym samochodzie.
Uciekałbym na waszym miejscu.
Cholerny dzieciak. 5 minut temu zabronił mi pan jechać tak szybko...
a teraz pan jedzie o wiele szybciej niż ja.
-Znam się na samochodach. -Posłuchaj mnie, Tate.
-Ostrzegam cię. -Tylko dlatego, że...
Od kiedy to jest pan takim ekspertem od samochodów?
Cholera, zawracam.
Cholera.
-Zajmij się dzieciakiem... -Tak.
Kładź się na dół, mały.
Nie waż się ruszyć.
Sziedź tam chicho.
Wygodnie.
-Ilu naliczyłeś? -Czterech.
Dobra, jak ten facet podejdzie do drzwi...
to mam na przeciwko niego broń.
Ja mam 10 nabojów, możemy ich rozwalić...
-Działaj szybko. -Będę przy drzwiach.
A później stąd spieprzamy.
Broń.
Idzie.
Dobry dobry, funkcjonariuszu.
Dzień dobry.
Co to?
-Jezu. -Daj mi te pieprzoną latarkę.
-Daj mi broń. -Rzuć tutaj.
A teraz dawaj broń.
To też zabiorę.
Tylko powoli.
Dawaj to.
-Więc to wy, tak? -Oboje mamy robote do wykonania?
Twoja praca to pilnowanie porządku.
O moją się nie martw.
-Tylko spokojnie. -Zamknij ryja.
-Bierz się za samochód, dupku. -Jasne.
Zostaniecie z nami.
Przeprowadzicie nas.
Tylko spokojnie, proszę pana.
Tak, spokojnie.
Ruszamy.
Złap mnie za rękę, spróbuj tylko dać znak.
Już prawie.
Uspokój swoich kolegów! Zabieraj się stąd!
Chodź, mały.
Ich broń też bierzemy.
Dobra robota, panie Cohen.
-Dajcie kluczyki z obu wozów. -Dajcie kluczyki.
Ty też, dawaj.
-Jest pan już gotowy odjechać? -Radia.
Wyrwijcie z nich mikrofony.
Rób jak mówi. Wyrwij je.
Podaj mi.
Teraz się skujcie.
Tam.
Tam!
Pa, pa.
Czyń honory.
Musimy zejść z autostrady, zjechać na boczną drogę.
Następna będzie za pół mili.
No szybko.
To robota jest niedobra.
Jak tylko wyjechaliśmy z Hiuston, to wiedziałem, że ta robota jest zła.
Nie gadaj tak.
I będzie znacznie gorzej.
Nie mów tak, kurwa.
Trzeba będzie pozbyć się wozu, jeśli ma się nam udać.
Poczekam tutaj aż nadjedzie jakiś samochód.
Pogadam sobie z kierowcą.
W czym problem?
Mam krew na pięści.
-Dokąd jedziemy? -Na południe.
No dobra, gdzie to jest?
-Co? -Mapa, myślisz, że wiem gdzie jestem?
Mam tutaj.
-Była tutaj. -Wziąłeś?
Tak. Zabrałem ją z tamtego samochodu.
Musi tu gdześ być.
To gdzie kurwa jest?
Miałem tutaj.
Może w schowku?
Zobacz pod siedzeniem.
Dobrze się czujesz?
Może jest tam na dole.
Nie ma.
Hej mały, widzisz tam gdzieś mape na siedzeniu?
Sam poszukaj!
Jezu Chryste!
No to kurwa zajebiście. Nie mamy mapy.
-Uspokój się. Zapytamy o drogę. -Kurwa mać.
-Spokojnie, nie panikuj. -Nie mów tak.
-Panikuj? -Nie panikuje.
-Uspokój się. -Nigdy kurwa nie mów...
Nigdy kurwa nie mów, że panikuje!
Nigdy kurwa nie panikuje!
Nigdy kurwa tak nie mów!
Zapyatamy się kogoś jak dojechać.
Może na stacji...
albo w jakimś domku.
Jasne, przepraszam.
No bo, wiesz...szukają nas...
Te rysopisy w radiu i ja...
Co tam masz w buzi, mały?
Co to jest?!
Co tam masz, mały?! Cholerny sukinsynie...
Powolutku.
-Co ty robisz? -Bo ten mały... -Co ty robisz?
Spokojnie panie Cohen.
Co ty robisz?
-Rozwalę ci łeb. -Spokojnie, panie Cohen.
Chciałeś zabić dzieciaka, ty głupi sukinsynu?
-Tylko spokojnie, panie Cohen. -Akurat kurwa.
Jeśli tylko pociągnę za spust, czeka mnie spokojny powrót do Hiuston.
Spokojnie panie Cohen. Wymknęło się to trochę z pod kontroli, nie?
Ta robota jest niedobra.
Panie Cohen, może wrócimy teraz spokojnie do Hiuston?
To był bardzo długi dzień.
Jesteśmy nerwowi.
TAK
Spadamy stąd!
-Panie Cohen? -Co?.
Musze siku.
Panie Cohen, on chce pana zabić.
-Zamknij się. -Posłuchaj mnie!
On myśli, że ty nie wrócisz ze mną.
On wie, że jak mnie zabije, to pana też musi.
Niech pan go zabije, panie Cohen.
Idziemy.
Jedźmy do Hiuston.
Tak.
-Zaraz wracam. -Dokąd pan idzie?
Na co się gapisz?
Wszystko dobrze, panie Cohen?
Tak.
Jest pan zmęczony, panie Cohen?
Czuje się dobrze.
Ok.
Ok.
Ok.
-Lepiej będzie jak siąde za kółkiem. -Czuje się dobrze.
Bo wyglada pan na bardzo zmęczonego.
Dobrze się kurwa czuje!
Wie pan? Byłoby prościej dać mi prowadzić.
Mógłby pan spać.
Możemy się przesiąść, mogłby pan zamknąć oczy...
A kiedy pan się obudzi, to będziemy już na miejscu...
Tak byłoby najprościej.
Panie Cohen! On chce pana zabić!
-Ty kłamliwy gnoju, zamknij... -Nieprawda.
-Co ty kurwa robisz! -Zaraz mu płuca powyrywam.
Niech pan mu nie wierzy. On chce nas zabić!
Zaraz zajebie tego pierdolonego gówniarza!
Ostrzegam cię, Tate.
Już byś siedział z rozjebanym łbem, mały.
Mięczak!
Przestań do cholery!
Nie wiesz jak to jest...
Nie wiesz jak to jest...
Hej, Tate.
Już nie żyjesz.
-Dość tego. -Czekaj!
Powiemy im, że po prostu odszedł...
Nie wiemy dokąd poszedł...
Widocznie nie mógł znieść presji...
To dobra wymówka, nie miał przecież żadnego doświadczenia.
Musze tylko porzucić gdzieś ciało.
Poradzimy sobie.
Mam wszystko pod kontrolą.
Powiem im.
-Komu? -No im.
Ludziom do których mnie pan wiezie.
Ktoś pana wkońcu wynajął. Jego też wynajeli.
-I co im powiesz? -Że pan go zabił.
Słuchaj...
zabiję tego faceta w mgnieniu oka, wiec się nie odzywaj.
Dzień dobry, w czym moge pomóc?
Proszę dolać paliwa, do pełna.
-Na co patrzysz? -Na nic.
-Na nic? -Na nic.
-Na nic? -Powiedziałem, że na nic.
-Lepiej żeby tak było. -Wiem.
Tak wiesz.
No przecież wiem.
Wie pan co...
Nie.
Cholera jasna!
Zostań tutaj.
-Widziałeś dokąd poszedł? -Nie.
Cześć, mały.
Mój aparat słuchowy...
Pomóż mi znaleźć.
Nic nie słysze bez niego.
Szukaj do cholery!
Szukaj.
Pomóż mi.
Pomóż mi.
Dzięki.
Panie Cohen..
Niech pan wstanie, panie Cohen!
Wstawaj!
Niech pan wstanie, panie Cohen!
To Tate! Boże!
To Tate, panie Cohen!
To Tate!
Zgłasza się patrol powietrzny policji Hiuston...
mamy podejrzanego w żółtym wozie marki Gran Fury...
kieruje się na zachód od autostrady I44...
Wzywam wszystkie dostępne jednostki...
Tu patrol powietrzny policji w Hiuston...
kierowca żółtego wozu marki Gran Fury, ma natychmiast zjechać na pobocze...
Powtarzam kierowca żółtego wozu marki Gran Fury...
ma natychmiast zjechać na pobocze.
To koniec. Zatrzymam cię.
Zatrzymaj się, proszę.
Nie zrobisz tego.
Nie jesteś zbyt pewny siebie?
-Nie, znam pana. -Ty cholerny gnojku.
Patrz.
Trzymaj się...
Ile masz lat, mały?
Dziewięć.
Dziewięć tak?
Coś takiego...
Napisy zrobione ze słuchu by Ajza. Sorry za błędy w tłumaczeniu :)
synchronziacja: Burial Cohen.And.Tate.1988.1080p.BluRay.x264-YTS
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.