Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Do dupy!
Cholera!
Kurwa!
Co tu robisz?
A ty?
- To moja chata. - Jestem chwilowo w dupie.
Na Fejsie stoi, że jeszcze masz urlop.
Dozorca dał mi klucze.
Znikłeś na trzy lata i nagle wpadasz?
Spokojnie, posprzątam. Nie wiedziałem.
Skończ! Kiedy Camille zobaczy ten burdel...
- Pogadam z nią. - Sprzątaj!
A co ja robię? Czemu się wydzierasz?
- Będzie tu za pięć minut! - No i dzień dobry!
- Raczej do widzenia! - Wyluzuj, kurwa!
Sprzątaj ten chlew! Pospiesz się!
- Dobra. - Daj mi to!
Sprzątnij tam.
Zaraz zrobimy klar. Po co się wściekasz?
- Miałeś wrócić za tydzień. - Patrz, jak naświniłeś!
- Zaskoczyłeś mnie. - Nie mogłeś zmywać?
- Nie moja wina. - Daj spokój!
Nie zrobiłem nic złego.
Wszystko zaświniłeś!
- Witaj, Camille. - Cześć.
Przede wszystkim, moje gratulacje!
Nic się nie martw. Wszystko ogarnę.
Skup się na dziecku.
Najważniejsza jest pozytywna energia.
- Za godzinę mnie nie będzie. - Nie spytam, skąd się tu wziąłeś.
Wezmę pokój w hotelu.
Wszystko ma lśnić, a ty masz zniknąć.
Nasze plany nie ulegają zmianie.
Będziemy jeść burgery i oglądać komedie.
Udanego baby shower!
To cześć!
KOMEDIA ROMANTYCZNA
Jak w robocie?
Dobrze.
Miesiąc temu zmieniłem firmę.
Jest lepiej.
Świetnie.
Już nie pracujesz z krawaciarzami?
Rzuciłem to.
Działasz jako architekt?
Nie...
Nie ma co gadać.
Pilnuję krawaciarzy, żeby wypełniali tabelki w excelu.
To rzeczywiście lepiej.
Najważniejsze, by nie mieszać pracy
ze swoim hobby, wiadomo.
A ty?
Jak twoja muzyka?
Twoje tournee?
Nie gram już.
Ludzie nie dorośli do mojego talentu.
Aha.
Mamy czas.
Nie tęsknisz za architekturą? Byłeś dobry.
Owszem, ale to jeszcze nie mój czas.
Antoine kupił dom.
Oczywiście przekazał mi plany. Nadzoruję prace.
Ale dorywczo, kiedy mam czas.
Świetnie! Masz jakieś zdjęcia?
Nie, ale mam klucze. Chcesz obejrzeć?
Pewnie.
Nie ciągnie cię do tego?
Mówię ci, jeszcze nie pora.
Wiesz, dziecko, robota...
Chodźmy już.
Najadłem się.
- Można rachunek? - Jasne.
- Dzielimy? - Ja zapłacę.
Proszę.
Aha...
Jeszcze PIN.
- Dobry sos pieprzno-brzoskwiniowy. - Też lubię.
- Bardzo smaczny. - Prawda? Przepadam za nim.
Niestety, płatność odrzucona.
- Chcesz wydruk? - Dzięki.
- Próbujemy jeszcze raz? - Tak.
Dziękuję.
Musiałem źle wpisać.
Odrzucona.
Nic z tego.
Mogę pokazać wyciąg z konta.
Nie szalej. Ja zapłacę.
Wkurzasz mnie!
Nie moja wina. Mam coś na koncie.
Wrzucałeś wyśpiewaną kasę do wpłatomatu, ale ci nie przyjął?
Nie wciskaj mi głupot! To niemiłe.
Skąd te pretensje?
Miałeś zapłacić, a jednak płacę ja.
- Chamówa! - Co ty?
Chłopaki, spokojnie!
Wszystko w porządku.
Ty płacisz?
Jak chcesz, dam ci kieszonkowe.
Kolejka na koszt baru, dobra?
Wypijmy! Świat wyda się piękniejszy.
Proszę bardzo.
Zdrowie! Uśmiechnijcie się!
Za tatusia in spe!
Baw się, póki czas!
Zostaniesz ojcem!
- Za tatusia! - Będzie super!
Poradzę sobie. Mam to w małym palcu.
Będę trzeźwy jak gwizdek!
Gorszym ojcem niż nasz nie będziesz.
Włączył ci się radar?
Hej.
Widziałem, jak na mnie patrzysz.
Od razu mówię: nie!
Kochana,
z takim ciałem nie jesteś godna króla.
- Ciao! - Przepraszam za brata.
Trochę wnerwia, jak się napije.
Ale za to jest przy forsie!
Kupi coś do picia, a my potańczymy.
Zasuwaj do baru! Kup nam coś.
Słuchaj...
Muszę iść spać.
Mam godzinę, zanim wróci Camille.
To chodźmy.
Poradzisz sobie?
Spokojna głowa!
Dobra, wstawaj!
O, kurde...
- Cześć, brat! - Dobrej nocy.
Trzymaj się!
Dzień dobry.
Proszę się zwinąć.
Na to potrzeba zezwolenia.
Rozumiem. Nie wiedziałem.
Dokumenty, proszę.
Nie uwierzy pan, ale wczoraj straciłem portfel.
Tutaj, w tym barze.
Właśnie czekam, aż otworzą,
żeby o niego spytać.
A tymczasem występuję.
Ale już kończę.
Prześlemy grzywnę na adres zamieszkania.
Zgoda.
- Imię, nazwisko, adres? - Już podaję.
Romain Gary.
G-A-R-Y.
Zaułek Emile'a Ajara 8.
Paryż XVIII.
Powiadomienie dojdzie w ciągu 72 godzin.
Jeśli portfel się nie znajdzie, należy to zgłosić.
- Może ktoś nam odda. - Słusznie, dziękuję.
- Dobrego dnia. - Wzajemnie.
Bardzo pan miły.
No, nie!
To nie ty.
Ty nie żyjesz.
Albo cię zamknęli.
Albo spadłeś, kurwa, w przepaść.
Albo skoczyłeś, kurwa, pod metro!
To na pewno nie ty.
- Salome, słuchaj... - Zamknij się!
- Bo w ryj! - Czekaj...
Cholerna zjawa!
Gdzie byłeś?!
Postanowiłeś mi uciec?
Tego chciałeś?
Pomyśl, zanim coś powiesz!
Minęło trzy i pół roku.
Widzisz to?
Posiwiałam z rozpaczy!
Wszystko wyjaśnię.
Uspokój się.
Nie mów mi, co mam robić!
Nie będę spokojna!
Nic nie mów!
Sklej pysk, jasne!
Myślałam, że nie żyjesz!
Że umarłeś!
Obiecywałeś mi tournee po Francji
i mansardę w widokiem na Paryż.
Tymczasem ciągle tu tkwię,
w tej norze, a psy srają mi pod oknem.
Zastanów się więc!
Dobrze pomyśl, co powiesz, bo czuję się zrobiona w konia!
Groziło mi niebezpieczeństwo.
Pomijając szczegóły, byłem w trudnej sytuacji.
Nie mogłem powiedzieć, by cię nie narażać.
- Jesteś szpiegiem? - Nie...
Przestań się śmiać!
Zabiję cię!
Ześwirowałem!
Normalnie spanikowałem.
Nie mogłem wytrzymać. Wyjechałem na kilka dni.
Myślałem, że sprawa przycichnie, ale mijały tygodnie.
Nie wiedziałem, co robić...
To pańskie?
Nie.
Potem dostałem ofertę pracy w Nowym Jorku.
Wróciłem. Przyjechałem prosto z lotniska.
Chciałem cię zobaczyć.
I co? Zadowolony?
Masz chwilę? Pójdziemy na kawę?
Jestem zajęta.
A w weekend?
Ale się uparł! Nie mam czasu.
- Nadal dużo pracujesz? - Tak.
Jestem też matką trzylatki,
która nigdy nie poznała ojca.
Mam przy niej sporo zajęć.
Salome, zaczekaj!
Czekaj!
Ej, panowie!
Czego?
To moje rzeczy, nie śmieci.
Znalezione, nie kradzione.
- To moje. Gadałem ze swoją byłą. - Trzeba było powiedzieć!
Nie chciałem wyjść na żula...
Nie będę się tłumaczył. Nie mam nic oprócz tego.
Tak samo jak my.
Ale to nie wasze.
Czyżby? Udowodnij!
Nie gróź mi moją własną rakietką.
- Opuść to. - Opuść.
- Dogadamy się. - Jestem za!
Ładowarkę zachowam. Jest mi potrzebna.
Klawisze też zabieram. Nie umiecie grać.
- Reszta wasza. - Dobra.
Ale daj jeszcze kurtkę. Wygląda na miękką.
Pewnie, to jedwab z domieszką bawełny.
Dbaj o nią i nie pierz w pralce.
Mięciutka!
Nie rozpędzaj się!
Kurtka wystarczy.
Interesy z wami to czysta frajda.
Siema!
Dureń oddał mi kurtkę!
O ciuch się nie martw! Piorę tylko w deszczu.
I myjesz się chyba też. To czuć!
Salome! Porozmawiajmy chwilę!
- To znowu ty? - Stój!
Nie możesz przede mną uciekać.
Byłeś pierwszy. Zejdź mi z oczu!
Chcę ją poznać. Jak ma na imię?
Odejdź.
- Ratunku! Pomocy! - Przestań!
Wszystko gra!
Ten facet to stalker. Codziennie za mną łazi!
- Bzdura! - Pomocy!
- Ratunku! - Odczep się!
- Znam ją! - Spadaj stąd!
- Ona kłamie! - Zmywaj się!
Ja ją znam!
- W porządku? - Jasne, dzięki.
- Z nami koniec! - Kochanie...
Dobrze ci szło, ale się zapędziłeś...
O co ci chodzi? Leć za nią!
Pogadaj z nią! I oddaj kluczyki!
- Muszę pogadać z księdzem Bułą. - Tawułą!
Mam na nazwisko Tawuła!
Jak ta roślina, a nie jakaś buła!
- Zapamiętaj! - Dobra, nieważne.
Puść to jeszcze raz!
Mam na nazwisko Tawuła!
Jak ta roślina, a nie jakaś buła!
Ojciec?
Tak.
Siema.
Kopę lat!
- Jak leci? - Dobrze.
- Na pewno? - Tak...
Widziałeś? Mamy ocean na Montmartrze.
Nie trzeba daleko jeździć.
Pójdę już.
Nie chcesz się napić?
Nie.
- Na pewno? - Tak.
- To na razie! - Jasne.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Wie pan, gdzie jest Grand Hotel de Clermont?
To tutaj.
- Jak pani się nazywa? - Elliott, Liza.
To jakiś żart?
Uroczy hotelik w sercu Montmartre'u?!
Pokój numer pięć. Pierwsze piętro.
Tymi drzwiami i na górę.
Co pijesz?
Głuchyś? Co pijesz, pytam?
Przepraszam, zamyśliłem się.
Dowiedziałem się, że jestem ojcem.
Winszuję.
Dzięki.
- Trzeba to opić. - Owszem.
Ja stawiam.
Co dla ciebie?
Calvados.
- To twój pierwszy? - Nie piję za dnia.
Pytam o dzieciaka.
- A tak, pierwszy. - No, to zdrowie!
- Syn czy córka? - Dziewczynka.
- Niech rośnie. - Ma już trzy lata.
Halo?
Wydzwaniasz do mnie. O co chodzi?
Spotkamy się? Musimy pogadać.
- Nie wyjdę. Mów. - To nie na telefon.
Mógłbyś mnie przenocować?
Dopiero się stąd wyniosłeś.
Byłem u Salome. Chciała mnie zabić.
Potem mnie okradli.
Nic z tego nie rozumiem!
To nieważne, ale ona powiedziała mi coś ważnego.
Pierre, co robisz?
Już idę!
Jesteś nawalony.
Czuję calvados aż tu! Weź się w garść!
Ammad polewa a konto tej wspaniałej nowiny.
Przyjdziesz?
Camille może urodzić w każdej chwili.
Też będę ojcem.
Pieprzysz!
Idę, kochanie.
W porządku?
Bywało lepiej.
Jakiś problem?
Nie mam forsy ani mieszkania.
Nic nowego, ale to nie koniec.
Dowiedziałem się, że mam córkę,
ale jej matka mnie nienawidzi i nie chce ze mną gadać.
I tyle?
Nie, jeszcze jacyś żule mnie okradli.
Wybacz.
Śmiej się. Lekko nie jest.
- Mam trudny okres. - Napij się.
Jeden z moich pokoi przechodzi właśnie remont.
Już masz gdzie spać. Spróbuj się pozbierać.
Zrób to dla swojej córeczki.
Dlaczego jej matka cię nie znosi?
Zostawiłem ją z dnia na dzień.
- Bardzo sprytnie. - No.
Teraz musisz być jeszcze cwańszy, by znów cię przyjęła.
- To znaczy? - Musisz się postarać.
Gdy poznałem Françoise, była zaręczona z jednym szeregowcem.
- Jednak wybrała mnie. - Jak dopiąłeś swego?
Przez kilka tygodni odkładałem pieniądze.
Potem wynająłem samochód i zabrałem ją do Deauville.
Z tą się tak nie da!
Moja córka pracuje w Moulin Rouge, miewa wejściówki...
- Dzięki, Didier! - Słuchaj...
Zaprosisz ją na pizzę. Przypilnujemy dzieciaka.
- Dzięki, nie trzeba. - Kup jej dobre perfumy!
Załatwię ci wodę Chanel za 20 eurosów.
Bardzo to miłe. Zastanowię się.
Jakoś to załatwię.
Za pefrumem panny tłumem!
- Didier, masz swoją furgonetkę? - Tak.
Jedź, do cholery!
Nie mogę blokować ulicy. Zapisałaś numer?
ZADZWOŃ
Jedźże!
Dobra, już!
Dzień dobry!
Kod do drzwi: 21b78. Przyjdź poznać małą. Nie za późno.
PS. Dupku.
Proszę to wyłączyć.
To wymaga zezwolenia.
Już się zbieram. Nie wiedziałem, przepraszam.
Dokumenty.
Nie uwierzy pani, ale wczoraj straciłem portfel tu, w barze.
Właśnie czekam, aż otworzą.
Może akurat się znalazł.
W drodze wyjątku prześlemy grzywnę na adres.
Świetnie.
Nazywam się Ivo Livi.
L-I-V-I.
Zaułek Yvesa Montanda 8.
Paryż XVIII.
Proszę.
Powiadomienie w ciągu 72 godzin.
Co do portfela, gdyby się nie znalazł,
zapraszamy na komisariat.
Oczywiście. Bardzo państwo uprzejmi.
- Dobrego dnia. - Dziękuję. Udanej pracy.
Dziękuję.
Świetnie.
- Do widzenia. - Do zobaczenia.
Winnica w Jurze.
Najwyżej dwa hektary.
Jest doskonałe.
Wezmę.
Dobrze.
To wino...
jest jedwabiste,
eteryczne
i kwiatowe.
75 euro, proszę.
Musi być pyszne.
Dziękuję!
Cześć.
Przyszedłeś z towarzystwem?
Louise, przywitaj się.
To Cesar.
- Cześć. - Stary znajomy mamy.
Hej, masz na imię Louise?
Ślicznie.
To dla mnie, czy gdzieś się wybierasz?
Dla ciebie.
A po co wino?
Do kolacji.
Do jakiej kolacji?
Wejdź.
Zrobiłaś malowanie.
Jest ładnie.
Świetne mieszkanie.
Piękne.
To znaczy zupełnie się zmieniło...
Bardzo ładne.
- Ile ma metrów? - Przestań!
Dobrze.
Panna Louise ładnie rysuje.
Przyniosłem jej przyjaciela.
Ma na imię Misiek.
Nie podoba ci się?
Pójdziemy umyć zęby. Pożegnaj się z Cesarem.
- Dobranoc. - Pa, pa!
Myjemy ząbki...
Zadzwoń za 10 minut i powiedz, że Camilla rodzi.
"Wszyscy ludzie w miasteczku wydawali się beztroscy
i nikt nie domyślał się, jakie lęki przeżywali po zmroku".
O, mamo! Co za koszmar!
Spójrz, on wygląda tak jak ja.
Chcesz, żeby Cesar był za potwora?
- Tak. - Dobrze mu to idzie.
- Tak? - Dziękuję.
Co mam robić?
"Ludzie w miasteczku byli przerażeni na myśl o tym,
że Straszydłoń Dzieciożerca
lada dzień znów się zjawi.
Nie wiedzieli, że w tajemnicy
szykowana jest nań sekretna zasadzka.
Cztery córki burmistrza miały wyjść nocą z domu,
by zwabić Straszydłonia
i raz na dobre uwolnić mieszkańców
od strachu.
Zakrzyknęły razem tak...".
Nie pytała?
Jest za mała.
Pytania zaczną się za rok lub dwa.
I co jej powiesz?
Prawdę.
Że jej tata gdzieś ci znikł?
Nie.
Że pewnego wieczoru zaprosiłam go, poderżnęłam mu gardło
i rozpuściłam jego zwłoki w wannie,
i że musi być dyskretna, bo inaczej mamę zamkną.
Nie masz wanny.
Nie widziałeś?
Wstawiłam.
Nadal grasz?
Nie, rzuciłem to.
Nie miałeś iść na spotkanie do wytwórni?
Nie wyszło...
Nie wysłałem im dema.
Co porabiałeś?
Cóż...
Zarobiłem trochę w Nowym Jorku.
Było fajnie, ale...
znudziło mi się tam i postanowiłem wrócić, bo...
tęskniłem za Paryżem.
Nie pracujesz?
Ależ tak.
Pracuję.
W barze.
Jako kelner?
Jako kierownik.
Przejąłem interes.
Wina naturalne.
To jedno z naszych...
Mamy wina z małych winnic.
To jest z Alzacji.
Uprawa ma tylko pół hektara, za to wino jest...
bardzo łagodne...
wegetalne i próżnowate.
Nie potrzebujecie kelnerki?
Znudziła ci się jazda ciuchcią?
Pytam dla koleżanki. Jest na minusie.
Dorabia w restauracjach. Sprawdzi się.
Dobrze.
Jestem w lokalu codziennie. Szukamy kogoś.
Skontaktuj mnie z nią.
Spotkam się z nią jutro. Zajrzymy do ciebie.
Niestety, jutro akurat mnie nie będzie,
może więc...
Przecież jesteś codziennie?
Tak, prawie.
- Mam różne obowiązki... - Nie chcesz jej pomóc?
Chcę, muszę tylko to zaaranżować.
Przyjdziemy na happy hours.
Dasz adres baru?
Wyślę ci namiar.
Jak się nazywa?
Wciąż funkcjonuje pod starą nazwą.
Dopiero dopięliśmy przejęcie i chcemy wymyślić
jakieś ładne, dobrze brzmiące miano.
Cieszę się, że cię widzę.
Chociaż cię nienawidzę.
Ja też.
Nienawidzisz mnie?
Nie odbierasz?
Oddzwonię później.
Dalej dzwoni.
To mój brat. Pewnie chce iść się napić.
Odbierz. Może ma kłopoty.
Nie sądzę.
Halo?
- W porządku? - Nie. Camille zaczęła rodzić.
Świetnie. I jak?
Koszmar. Panikuję.
Nie wiem, co robić.
Przyjedź do mnie.
Spokojnie, będzie dobrze.
Nie jest dobrze!
Chcę umrzeć! Nie zostawiaj mnie!
Poradzisz sobie.
- Camille nie może widzieć, że pękam! - Spokojnie!
Ochlap twarz zimną wodą i wracaj do niej.
Jeśli ci to nie pomoże, przyjdę.
Zadzwoń. Nie mogę teraz gadać.
Zadzwonię.
- U niego wszystko gra? - Wiesz...
Zawsze przesadza. Jeszcze do niego zadzwonię.
No co ty?
Za chwilę urodzi mu się dziecko. Idź do niego!
Dokończmy naszą rozmowę.
Jeśli się nie uspokoi, pójdę tam.
Pogadamy jutro.
Idź koniecznie.
Potrzebuje cię.
Bardzo cię przepraszam.
Spokojnie. Dawno przywykłam do bycia porzuconą.
- Halo? - Czemu się tak naparłeś?
I to trzy godziny po moim esemesie? Po co robisz zamieszanie?
Wnerwiasz mnie!
Camille rodzi.
Kurde? Serio? Wybacz, już lecę!
- Czemu tu siedzisz? - Kazała mi wyjść.
Rozpraszam ją.
- Masz jakieś lęki? - Każdy jej kurcz mnie wykańcza!
Weź głęboki wdech. Wyluzuj.
Skąd masz nowe buty?
Później ci powiem.
Idź, nie zostawiaj jej samej.
Daj spokój. Zabije mnie.
- Lepiej ty idź! - Co ty?
Idź i powiedz, że o niej myślę.
Nie będę patrzył, jak twoja żona rodzi!
Nigdy nie ruszał cię stres.
Zawsze jesteś beztroski.
Poradzisz sobie.
Idź tam, proszę.
- Zrobię dla ciebie wszystko. - Nie!
Zapukaj, wetknij głowę
i powiedz coś krzepiącego, jak to ty umiesz.
"Pierre trochę spietrał,
ale kocha cię i myślami jest z tobą".
Zwariowałeś?
- Cesar, zrób to dla mnie! - Nie.
- Nie! - No, weź!
Proszę!
- Dobra! - Dziękuję.
Co tu robisz?
Przychodzę jako przyjaciel.
Przynoszę wiadomość od Pierre'a...
Wszystko dobrze, Camille.
Wychodzi. Możesz dotknąć.
Gadaj i spadaj! Gdzie jest Pierre?
Ściągnął mnie, bo mu gorzej.
Zaraz tu przyjdzie. Jest z tobą myślami.
- Będzie dobrze. - Idą kurcze!
- Oddychaj prawidłowo. - Właśnie.
Pamiętaj o głosce "om".
Widać włosy na główce.
Powtarzasz to od dwóch godzin!
- To na pewno włosy? - Wiem, że ci trudno.
Nie dam rady. Chcę do szpitala!
- Mam dość. - Świetnie ci idzie.
- To na pewno główka. - Idź, zobacz!
- Sprawdź! - Nie chcę.
Zrób to!
Powiedz, czy to nie moje włosy!
Zrobię zdjęcie bez patrzenia. Sama ocenisz.
Zobaczmy.
Wyszła główka!
Odpoczywajcie sobie.
Cześć, brat! Zadzwonię jutro.
- Gratulacje! - Dzięki.
Nie ma za co.
- Mogę? - Pewnie.
Nie ma mnie. Zostaw wiadomość.
To ja, tato. Wszystko u ciebie w porządku?
Dzwonię, żeby powiedzieć, że Camille właśnie urodziła.
Zadzwoń do Pierre'a i nagraj gratulacje.
Ucieszy się.
Wszystkiego dobrego. Buzi, pa!
Witam policję!
Co tam, brat?
Spoko. Cieszę się, że mogłem się przydać.
Jasne.
Wczoraj mówiłeś, że zrobisz dla mnie wszystko.
Tak powiedziałeś.
Zadzwoń do Axelle.
W kuchni już masz jaką taką orientację.
Teraz szybki obchód sali.
Tych, którzy wpadli na jednego, sadzasz przy barze z porcją salami.
Niech sobie poczytają menu, kapujesz?
A tych, którzy chcą wypić butelkę,
sadzamy przy stołach. Ich zostaw mnie.
- Okej. - Jasne?
Gdybyś miał wątpliwości co do wina...
- Spytam ciebie. - Właśnie.
Znasz się na winach, prawda?
- Pewnie. - To świetnie.
Krajalnicy lepiej nie dotykaj.
Nie mamy czasu na jazdę do szpitala.
Możesz zaczynać. Chcę zobaczyć cię w akcji.
- Dobra, start! - Dawaj!
- Dobry wieczór. - Oni do mnie.
Witam. Może usiądziecie na tarasie?
Co do przekąsek?
Cesar, dwa kieliszki chablis!
Chablis...
Nasze stare, dobre chablis.
Już podaję.
A do tego talerzyk z salami...
- Dobry wieczór. - Witam!
- Jesteśmy we dwie... - Cześć!
Nie mamy rezerwacji.
Zaraz znajdę stolik.
Moja koleżanka, Diass.
Miło cię poznać.
- Posadzę was na tarasie. - Doskonale.
- Dobrze wam tu? - Świetnie.
To na mój koszt.
Dziękuję.
Przepraszam.
Ładnie, co?
Zrobiliśmy ogólny remont.
Pełna odmiana. Przedtem było tu pełno szczurów
i chlorów pijących calvados.
Rozpoznasz szczep po smaku?
Nie jestem ekspertką.
Wyczuwam dość mocne utlenienie.
- Wymienię. - Nie trzeba.
Smakuje mi. To coś z Jury?
Zgadza się.
Właśnie stamtąd.
- Proszę! - Jestem koneserką!
Znakomicie.
Twoja wiedza będzie tu bardzo przydatna.
Z Axelle miałem początkowo dość duży problem.
Nie miała doświadczenia w gastro.
Pracowała na targu rybnym.
Ale jest sympatyczna i miła.
Odpoczynek?
Pogaduszki z klientami?
Dzień dobry. Miło was widzieć.
- Mówiliśmy o tobie. - Czyżby?
- Ale tylko dobrze! - Świetnie.
Zjecie coś, dziewczyny?
Ten się rozsiadł, zamiast pracować, a w pewnie mdlejecie z głodu.
Biegnę oprawiać ryby na targu.
Dwa razy menu
i dwie deseczki z wędlinami.
Z dala od krajalnicy. Nie ma czasu na szpital!
- Zdrowie! - I twoje!
Jak się bawicie?
Miło popatrzeć, jak ona tobą dyryguje.
Od razu ją polubiłam.
Już jej mówiłem, że pozwala sobie na zbyt wiele.
Personel trzeba sobie wychować.
Co na deser?
Dwa kieliszki wina musującego
i dwa razy mus czekoladowy.
Dwa musujące i dwa musy.
Dwa musujące i dwa musy czekoladowe!
- Za chwilę... - Odbija ci?
- Nie tym tonem! - Słucham?!
To nie kram z rybą. Opuść nóż!
- Porozmawiamy na zapleczu. - Koniecznie!
O, kurwa!
Już po nim! Nie żyje!
Odwaliło ci czy co?!
- Przepraszam cię! - Za co?
Mamy pełen lokal. Co jest?!
Okłamałem cię.
Nie mam pojęcia o gastronomii i winie.
- Nie zależy mi na pracy. - Więc co tu robisz?
Salome to miłość mego życia.
Zeszliśmy się. Chciałem dobrze wypaść.
Zmyśliłem, że jestem właścicielem baru.
Sądziłem, że doceni mnie za to,
że mam knajpę.
No i tak...
Trzy lata temu dałem od niej nogę.
Teraz się okazało, że mamy wspólną córkę.
Chciałem się dobrze zaprezentować.
Powiedziałem, że prowadzę bar.
Oczywiście chciała go zobaczyć.
Stchórzyłem i brnąłem w to dalej.
Wierzyłem jak frajer, że jeszcze coś wymyślę.
Chciałem zabłysnąć, ale dałem ciała.
- Zaraz jej wszystko powiem. - Nie!
Chodź tu, durniu!
Co za historia!
Nic jej nie mów. Nie przyznawaj się.
Jesteś jak Hugh Grant.
Na pół etatu.
Odzyskamy twoją Julię Roberts.
Odtąd ty będziesz szefem.
- Nie dam rady. - Dasz. Chodź!
Chciałybyśmy zapłacić.
Ja stawiam.
- Bardzo to miłe. Dzięki. - Polecam się.
Może rozchodniaczka?
Dzięki. Padam z nóg.
Zostaw swój numer.
- Axelle się do ciebie odezwie. - Jak to?
Zatrudnimy Diass. Będzie pracować w weekendy.
Dobra. Świetnie.
- Dziękuję bardzo. - Cieszę się.
Doskonale.
Zostaniesz?
Zgoda. Na jednego drinka.
Trzymaj się. Dobranoc, kochana.
Jeszcze raz dziękuję.
Miło było cię poznać.
Usiądź przy barze, ja naleję...
Nie bądź taki skromny.
- Jesteś przemiła. - Nie ma sprawy.
Napij się z nami.
Nie mogę, szefie.
Byle do końca zmiany.
Słyszałam, że pracowałaś na targu?
Tak...
To nie słomka!
Byłem przy tym, jak moja bratowa rodziła.
Nawet nie wiedziałem, że istnieją baseny porodowe!
Uwielbiam ten numer!
- Chodź zatańczyć! - Popatrzę na ciebie.
No, chodź!
Wolę oglądać.
O, Boże!
Strasznie boli.
Okropnie!
Podejrzewam złamanie.
Nie wyjdziesz z tego. To koniec!
Mam krwotok wewnętrzny.
Nie rozumiem!
Po co zaczepiać faceta, który ledwo mieści się na parkiecie?
A ty czemu wybrałaś do tańca faceta w typie Seana Paula?
Zostaw!
Nic ci nie jest.
Naprawdę boli.
To miasto pełne absurdów.
Dawniej tylko czytałam o Paryżu.
Marzyłam, że zobaczę wieżę Eiffla i Sacre Coeur.
A teraz moje ulubione miejsce to...
stacja Barbes - Rochechouart.
Tęskniłem.
Ja też tęskniłam.
Czemu to zrobiłaś? Co ci jest?
Co się stało?
Bardzo tęskniłam, ale chciałam też zrobić ci krzywdę.
Przepraszam.
I co z tego? Co my tu robimy, Cesar?
Jak to?
Dlaczego tu jesteś?
Co ja tu robię? Czemu wróciłeś?
Bo było mi źle.
Odkąd odszedłem.
Nie naprawię tego wszystkiego, co zepsułem,
ale chcę być przy tobie cały czas,
bez przerwy.
Chodźmy do ciebie.
Napijemy się i wszystko mi opowiesz.
Nie da rady.
Nie mów, że mieszkasz z kimś!
Z nikim nie mieszkam.
Śpię kątem u kumpla.
Gówniana egzystencja.
Przecież mówiłeś, że kupiłeś mieszkanie?
Jest w remoncie, całe zachlapane gipsem.
Bajzel!
No i ten remonciarz... Nie idziemy tam.
- Boisz się go? - Jest wielki!
Mnie też?!
Zwariowana noc.
Wpadliśmy na siebie przypadkiem.
Akurat zgubił klucze do mieszkania.
Jako kuzyn nie był mi zbyt bliski.
Ale rodzina powinna sobie pomagać.
Normalna sprawa.
Proszę pani, mogę już iść do domu?
Jestem zmęczona.
Przepraszam. Oczywiście.
Wracaj bezpiecznie. Do jutra!
- Jasne. - Uważaj na siebie.
Pa!
Uwierzyła mi?
Buty!
Prawie się zdrzemnęła,
słuchając twoich przydługich wyjaśnień.
Szalony wieczór, zagubieni w mieście...
Skończ.
- Zgubione klucze... - Dość!
Daleki kuzyn, nieprawdopodobne...
Nie umiesz kłamać.
Za to ty łżesz jak z nut.
Loulou?
Śpi.
O, Boże!
Dzień dobry, kochanie!
Jak się masz?
Kuźwa, zaspałam!
- Zajmiesz się nią? - Dobra.
Zjesz śniadanie?
Mleko jest w lodówce.
Zrób jej kakao z proszku.
Trzecia szuflada po lewej.
Co byś zjadła?
- Tosta z masłem. - Jasna sprawa.
Kakao chcesz?
Kroić drobno, średnio czy grubo?
Minitrójkąciki
z dżemem. Dużo dać?
Dużo!
Dżem jagodowy - jest!
Masz więcej dzieci?
- Bo wprawę na pewno! - Mam ich mnóstwo.
W Meksyku, Moskwie, Nowym Jorku...
Mogę je wszystkie ściągnąć na Święta.
Co robisz wieczorem? Bo ja nic.
Odbiorę ją
i przyjdziemy do ciebie.
Oprowadzisz nas po pałacu.
Świetnie.
Wpół do siódmej?
Muszę się pospieszyć. Jestem spóźniona!
Ludzie nie znoszą, jak im się ciuchcia spóźnia!
Niech biegnie...
Najedzony, przewinięty... Czego jeszcze chcesz?
Przestań już!
Kurde, dzwonią z pracy.
Jest weekend, a ty jesteś na tacierzyńskim.
Więc to musi być coś ważnego. Halo?
Nic z tego.
Nie, zapomnij!
Nie dam ci kluczy.
Zachowaj sobie swoje buty. Kpisz sobie?
Kochanie, muszę jechać do roboty.
Powiedz, że nie możesz.
Jestem potrzebny. Zawiesił się komputer.
Nie zmuszą cię. Masz urlop.
Ale jestem potrzebny. Waży się duży kontrakt.
To tylko pół godziny skuterem. Chwila!
Na razie!
Wariactwo!
Kiedy się dowie, że jesteś bezdomny, pogoni cię.
Wszystko pięknie się układa. Wymyślę coś.
Proszę.
Nie zrób chlewu u Antoine'a. Dał za ten loft 800 tysięcy.
Nie zepsuj niczego.
Oprowadzę Salome po pokojach i oddam ci klucze.
- U ciebie wszystko gra? - Bynajmniej.
Mój syn mnie nienawidzi.
Tak jakby chciał mnie udusić.
- To psychopata! - Co ty?
Jestem do niczego.
On mnie nie chce. Czuję się zbędny.
Oni ciągle są razem, a ja czuję się jak cholerny dureń!
Muszę jechać. Camille czuje, że coś kręcę.
Nie mogę zamulać.
Po prawej Place des Abbesses oraz znany miejscowy muzyk.
Tobie lepiej się wiedzie.
Może zrobimy coś wspólnie, rodzinnie?
Zabijemy żony i dzieciaki, zakopiemy w ogródku
i pryśniemy?
Miałem na myśli rodzinny obiad.
Rozmawiałem z ojcem. Pogratulował mi syna.
Było miło.
Zadzwonił? Fajnie.
- Ja lecę! - Do zo!
- Cześć! - Dzięki!
Spoko!
Tu będzie mój gabinet.
Przez szklany dach będę mógł oglądać chmury.
Super.
Tutaj wstawię sobie dużą biblioteczkę.
Serio?
A teraz pokażę ci swoją sypialnię.
- Wspaniała. - Prawda?
Będzie nam tu dobrze z Louise.
A ty, gdzie będziesz mieszkał?
Też tutaj.
Myślałam, że rzuciłeś granie.
Skończyłem z tym.
To dla brata. Chce zająć się muzyką.
Myśli o skrzypcach, ale to trudne,
więc na początek niech pobębni w klawisze.
Tu nie ma fałszywych tonów. Pożyczę mu swoje,
bo już nie gram.
Zupełnie nie umiesz kłamać.
Nie kłamię.
Doprawdy?
Po prostu coś przede mną ukrywasz?
Dawniej tak było, ale już nie jest.
Mówisz mi całą prawdę?
- I tylko prawdę. - Jasne.
Nie warto rezygnować z marzeń.
Wielu ludzi później tego żałuje i czegoś im brakuje, wiesz?
Posłuchamy twoich nowych piosenek?
Nie mam nowych.
Ponieważ przestałem grać.
Mam tylko stare.
Mogę być stare.
Loulou ich nie zna. Na pewno będzie zachwycona.
Lou?
Ojej!
Uwaga, bo kogoś zabijesz!
Odłóż, to niebezpieczne.
Strasznie!
Muszę was teraz opuścić.
Kelnerka nie przyszła do pracy. Zrobię zastępstwo.
Pewnie ją przemęczasz.
Spotkamy się później?
Tak.
Więc chodźmy.
Nie wiem, jak się z tego wyplątać.
Trudna sprawa.
Ty zawsze coś wymyślisz.
Najłatwiej uciec.
Ale to nie jest kicha. Z nią mi dobrze.
Nigdy nie było mi tak wspaniale jak teraz.
W każdej rodzinie opowiada się bajki, że dziadek był bohaterem,
ale czasem lepiej powiedzieć prawdę.
Nie chcę jej stracić.
Przestań jęczeć! Trzymaj.
Pojedźcie razem do Deauville.
Daj spokój!
Wyjazd dobrze wam zrobi.
Dzięki, kolego.
Cholera!
Dramat!
Dopiero zasnął.
Coś na wzmocnienie?
Jak Camille wyczuje alkohol, dostanę po uszach.
Może zrób mi zielonej herbaty?
Zmieniliście się, chłopaki.
Wybaczcie, muszę iść.
- Strasznie się pocisz. - Na razie!
Cześć, Cesar!
- A buty? - Nieważne.
- Mamo! - Tak?
- Daj całusa! - Idę.
Cesar też!
Wyglądasz super!
Marsz do niani!
Zaczekaj...
Tak lepiej!
Rozłóż ręce i obróć się!
O, tak!
Uderzyłaś się?
Kładziemy się? Idziesz spać?
Jesteś śpiąca?
Budź się!
- Która jest? - Wpół do jedenastej.
Spakuj siebie i małą. Zabieram was na wycieczkę.
Dokąd?
Niespodzianka.
Na długo?
Nie bardzo.
Pracuję jutro. Nie mogę, ot tak, wyjechać.
Możesz. Spodoba ci się.
Wstawaj!
Zaparzyć ci herbaty?
Tak.
Ufasz mi?
Nie.
Czy panie są gotowe do drogi?
- Czyje to auto? - Kradzione.
Jasne.
Pożyczyłem od kolegi. Jedziemy!
Dokąd jedziemy?
Na tournee po Francji. PARK MINIATUR
Przechodzimy do amfiteatru w Arles.
Arles? To dosyć daleko.
- Tutaj. - A my jesteśmy tu!
Po drodze zajrzymy do Lascaux.
Będziemy też mijać Chambord.
Co to jest?
Chambord, przecież mówię.
Halo?
Bracie, koszmar!
Camille i Sasha mnie nienawidzą. Tęsknię do ludzi.
Umówimy się na kolację? W niedzielę masz urodziny.
Nie znoszę rodzinnych kolacji.
Niby fajnie, ale tylko chlamy.
Zjemy, wypijemy, zaśpiewamy Sto lat. Będzie dobrze. Zgódź się.
Spytam Salome, ale wątpię.
Dam znać.
Zapraszamy ojca?
Opowie o swojej depresji i pozostanie się zastrzelić.
- Pierre? - Kończę. Hitler wzywa.
Idę!
Mój brat chce się spotkać w niedzielę na moje urodziny.
Ale wolę być z wami we troje.
Przecież to dobry pomysł.
Zaprośmy go na obiad do domu.
Nie komplikujmy. Wystarczy wspólna kawa.
To nic trudnego.
Przyrządzę niedzielną pieczeń, i już.
Okej.
Nie masz ochoty?
Po prostu nie lubię rodzinnej celebry.
Będzie fajnie.
Tylko żeby ci się coś nie wymknęło...
Powiemy jej w stosownym czasie.
Idziemy, Loulou!
Chodź.
Mamy zaproszenie na niedzielny obiad u Salome.
- Pójdziemy? - Jak chcesz.
Okej.
Jest naprawdę ogromny.
A w rzeczywistości jeszcze większy.
Zdążymy jeszcze pójść do Arles.
Arles?
Tutaj.
Aha.
Jesteśmy tutaj.
- O, tu. - Niech spojrzę.
Do Arles...
przez Sabaudię...
- i do domu. - Kwiatek płacze!
Ach, tak?
Jedziemy przez miasteczko galopem?
Za mamą!
Nie spytałam, czy wszyscy wszystko jedzą.
Cesar?
Tak?
- W porządku? - A co?
Wyglądasz na zamyślonego.
Liczę, że obiad się uda.
Moja rodzina jest dość dziwna.
To my jesteśmy twoją rodziną.
Oni są naszymi gośćmi, jasne?
Otworzę.
Posprzątamy trochę.
- Jest bałagan. - Widzę!
- Wszystkiego najlepszego! - Dziękuję.
- Dzień dobry. Camille. - Salome.
Miło mi.
Witaj!
- Pamiętasz Pierre'a? - Ledwie.
- Ładnie tu. - Dzięki.
- Jesteś, tato! - Zgadza się.
- Czemu się chowałeś? - O czym ty mówisz?
- Kryłeś się w korytarzu. - Dopiero przyszedłem.
- Witaj. - Jak się masz?
- Dzień dobry wszystkim. - Dzień dobry.
Miło mi. Proszę wejść.
Dziękuję.
To on śpi za dnia, a nie w nocy?
Śpi cały czas.
Sasha szybko rośnie!
To jest Louise.
Moja córka ma trzy lata.
Tato?
Poznaj Salome.
Salome, to mój tata, Pascal.
Louise to córka Salome.
Która godzina?
Punkt pierwsza.
- Zdejmie pan płaszcz? - Nie.
Lubię granaty, ale nie obierać!
Śpi jak kamień. Nic nie zjadła.
Obudzi się na tort. Znam ją.
Napchałam się!
- Jak tam, tato? - W porządku.
- Zimno ci? Chcesz koc? - Nie trzeba.
Cesar?
Powiedz,
uśmiecham się teraz czy nie?
Raczej nie.
A teraz?
Tak.
- A teraz? - To najwyżej półuśmiech.
Chodź do wujka!
Na rączki!
Już dobrze!
No, nie! To niesamowite!
Jakiś magnetyzm!
Albo czary!
- Pierre, czy ja się uśmiecham? - Nie.
- Z żadnej strony? - Ani, ani.
W ogóle.
- Wszystko w porządku? - Tak.
Jest pan dzisiaj nie w sosie.
Bardziej nie w humorze niż zwykle.
- Coś się stało? - Nie...
Poddałem się zabiegowi.
Mam obawy, że się nie powiódł.
- To była jakaś operacja? - Niezupełnie.
Seria zastrzyków w celu...
usunięcia zmarszczek.
Co?!
Ostrzyknąłeś się botoksem?
No, co?
Zresztą nie.
To kwas hialuronowy, zupełnie naturalny.
- Ale dlaczego? - Co cię napadło?
Alexandra mnie zostawiła.
- Jest mi źle. - Oj, tato...
- Panie Pascalu... - A czemu?
Nie wiem!
Powiedziała, że...
że nie wyobraża sobie
dalszego życia ze mną. Nie rozumiem...
Dlaczego?
Bo ma 36 lat, tato.
Tak?
Zatem kobieta młodsza od ciebie o 30 lat,
nawet więcej, odchodzi od ciebie, a ty robisz sobie botoks jak aktorka?
Nie tak ostro!
Zaraz cię palnę!
Niech on przestanie!
Pierre, dość tego!
Chłopaki, nie bądźcie wredni.
Rozstania są straszne.
- Okropne! - Biedak z pana.
Jestem zdruzgotany.
To minie. Najdalej za pięć, sześć miesięcy.
Mięta do Nicole Kidman też?
- Cicho bądź! - Dość!
Lepiej zmieńmy temat!
Dziadek przysnął.
Patrzcie!
Niech nam żyje sto lat!
Niech nam żyje sto lat!
Niech nam żyje nasz Cesar!
Niech nam żyje sto lat!
Dmuchamy razem!
Raz, dwa...
Dwa i pół...
- Trzy... - No, już!
Raz, dwa, trzy!
- Otworzę prezenty. - Chętnie popatrzymy.
To od brata.
- Przeszedłem samego siebie! - Ciekawe...
- Wyjątkowe. - Wspaniałe!
A to ode mnie i Louise.
Dziękuję.
Czek?
Chciałbyś!
Chciałabym panu podziękować,
że spłodził pan tego... głąba.
Od dawna już nie byłam tak szczęśliwa.
Dziękuję panu.
Miło mi.
No dobrze...
Obie z Louise sądzimy, że nie powinieneś porzucać muzyki.
Zrobiłyśmy kopie twojego dema i wysłaliśmy je...
- Do ilu, Loulou? - Do 18.
...do 18 wytwórni.
Dwie z nich zaprosiły cię na spotkanie.
Brawo! Wspaniale!
Bosko! Co tu mamy?
"Spotkanie w Asuna Music. Czwartek, 14:00".
Cieszysz się?
Wiesz...
Nie wiem, co powiedzieć. Jestem wzruszony.
Mówiliśmy, żebyś wysłał demo od jakichś 15 lat.
Naprawdę mogłeś się przygotować...
Zdrowie Loulou!
To wszystko stało się dzięki tobie.
Brawo, Loulou!
Było miło, prawda?
Tak, bardzo.
- Wszystko gra? - Tak.
Wyglądasz, jakbyś zjadł kwasa z ojcem.
Nic podobnego.
Chyba po prostu jestem zmęczony.
Zapomniałem zostawić Axelle klucze, a to ona dziś zamyka bar.
Nie ma swoich kluczy?
Zapasowe nam zginęły. Zaraz wrócę. Pa.
Cesar?
Halo?
Aha.
Jasne.
Dzięki za wszystko. Tak.
Françoise ma się lepiej?
Ucałuj ją ode mnie.
Na pewno przyjdę. Obiecuję.
Do zobaczenia.
Buziaki.
Gnojek!
Przepraszam.
Gdzie byłeś?
W barze.
Knajpa była pełna.
Zostałem, żeby pomóc.
Wypiliśmy trochę.
- Dzwoniłam. - Co?
Nie chciałem cię martwić, bo uznałem, że śpisz,
ale ktoś ukradł mi telefon.
Dzwoniłam do baru. Nie zastałam cię.
- Dlaczego to zrobiłaś? - Bo nie odbierałeś.
Kto odebrał?
Kelnerka. Powiedziała, że cię nie ma.
Na policję też dzwoniłaś?
Bardzo zabawne!
- Co z tobą? - Nic.
To ty próbujesz się czegoś dokopać.
Nie rozumiem.
Ja też nie i nie chcę rozumieć.
Poważnie.
Nie mam teraz ochoty na tę rozmowę.
A ty tego chcesz?
Będziemy się kłócić jak normalna para?
Normalna?
- Ty zaczęłaś. - Chyba ty!
Masz się za normalnego w tym domu?
A ty jesteś normalna,
że wydzwaniasz do kelnerek cała w strachu?
Chodzi o spotkanie w wytwórni? Nie musisz tam iść.
Nie mów mi, co mam robić, a co nie.
- Boisz się? - Nie.
- Że się nie uda? - Nie!
Boisz się porażki!
- To ty się boisz! - Niby czego?
Twój prezent był wyrazem oczekiwań.
- Że co?! - A tak!
- Wymagam czegoś od ciebie? - Żebym sprostał oczekiwaniom!
- Zmuszasz mnie! - I brawo!
Siedź! Śpisz dzisiaj na kanapie!
Cuchniesz wódą!
"Historia się powtarza.
Znów milczenie i niezrozumienie z twojej strony,
a z mojej próżne obietnice i tchórzostwo".
Kurwa...
"Na myśl o tym, jak czytasz ten list, tknięta siwizną
i ze szklącymi się oczyma, chce mi się płakać.
Prawie też płaczę, gdy czytam,
jak żałosne wypisuję tu głupoty.
Przepraszam, Salome.
Nie zasługuję na miłość twoją i Louise,
bo jestem kłamcą.
Nie mam mieszkania ani pieniędzy, pracy ani baru.
Nie mam nic, ale tego się już domyśliłaś.
Przez trzy lata sprzedawałem mojito na Costa Brava,
sprzątałem latryny na portugalskim kempingu
i łapałem inne podłe fuchy, wmawiając sobie, że jestem wolny
i że to właśnie jest najważniejsze,
ważniejsze od życia u boku wymarzonej kobiety.
Kiedy wróciłem, nie spodziewałem się, że zastanę cię na miejscu.
Nie miałem niczego do zaproponowania, więc znowu cię oszukałem.
Bałem się, że nie podołam,
że nie stanę na wysokości zadania.
Mimo to moje uczucia, uśmiechy
i moja radość
były najzupełniej szczere.
Odchodzę.
Znowu.
Może tak mi pisane.
Powiedz Louise, co chcesz.
Że siedzę w więzieniu, bo kradłem cukierki.
Że spaliłem amazońską dżunglę.
Albo że miałem wypadek na hulajnodze.
Wymyśl coś śmiesznego.
Nie heroizuj.
Często robimy bohaterów z tych, którzy odeszli.
Ale mnie daleko do bohatera.
Albo lepiej bądź szczera.
Czasem lepiej powiedzieć prawdę.
Kocham was obie.
Straszydłoń".
Szlag!
Co tam?
Dzwoni Salome. Cesar pewnie znów poszedł w długą.
Sprawdzę, czy pije w barze albo czy wpadł pod autobus.
Nie.
- Wrócę za 10 minut. - Nawet 10 sekund to za dużo.
Przestań martwić się bratem i zatroszcz się o syna.
Troszczę się.
Kochanie?
- To nie są wyrzuty. - Owszem.
Wiem, że bardzo się starasz i że nie jest ci łatwo.
Przybył ci ktoś, o kogo musisz dbać.
Cesar poradzi sobie sam.
Sasha nie.
Niech się ogarnie.
- Dobra? - Okej.
Pobądźmy we troje.
Zresztą co możesz zrobić?
Nie zdecydujesz za niego.
Jaki plan na wieczór?
Burgery i filmy, zgoda?
Jak tam, młody?
Życie nie jest łatwe.
To mordęga.
Mój kochany...
Nie jesteś głodny?
Przepraszam?
Mam telefon na sprzedaż.
Przepraszam?
Sprzedam komórkę za 50 euro.
Dzięki.
Przepraszam? Chcę sprzedać telefon.
- Potrzebujesz pomocy? - Nie mam na bilet.
- Na co ci forsa? - Na bilet kolejowy, mówię.
Jasne. Telefon mnie nie interesuje,
- ale okulary bym wziął... - Dopiero kupiłem.
- Sprzedaj mi je. - Nie.
- Dam dobrą cenę. Ile chcesz? - Nie ma o czym mówić.
Halo? Proszę pana!
Proszę to wyłączyć.
- Ma pan pozwolenie? - Nie, a jakie?
- Wymagane dla występów ulicznych. - Nie wiedziałem, że muszę mieć.
Ktoś właśnie ukradł mi portfel tam, na tarasie.
Zostawiłem go na stoliku i jakiś facet mi zabrał.
Za 25 minut odjeżdża mój pociąg do Brestu,
a bilet był w portfelu, tak że jestem na musie.
Nie mam czasu. Proszę mi nie przeszkadzać.
- Słucham? - Dajcie mi spokój, rozumiecie?
Muszę uzbierać 20 euro na bilet. Odczepcie się.
Proszę grzeczniej. Dokumenty!
Wlepcie mi karę. Przecież macie w tym wprawę.
Długopis, bloczek, grzywna. Nie ma się co pieprzyć!
Proszę to złożyć, bo pana aresztuję.
Zajmijcie się dilerami! Nie chce wam się biegać?
- Sukinsyny! - Dobra, idziemy!
Kurwa!
Spokojnie!
- Bez nerwów! - Mam powód, by się złościć!
Weźcie, kurwa, moje rzeczy! To wszystko, co mam.
Złamał mi rękę...
Wsiadaj! Przecież wam nie ucieknę.
No dobrze.
Jeszcze podpis na dole strony.
Proszę.
Pański telefon pokazuje 15 nieodebranych połączeń od kobiety.
Poinformowaliśmy ją. Nie jesteśmy potworami.
- Dzięki. - Idziemy!
Pańskie rzeczy.
I gotowe.
Świetnie. Wychodzimy.
- Dobrego dnia. - Do widzenia.
A kto to?
Przepraszam.
Milcz!
Pogadamy później.
Wsiadajcie do wagonika.
- Tam? - Na końcu.
- Do ostatniego! - Świetnie.
Masz trzy nowe.
Ten po moim kłamstwie o kluczach,
ten po tym, jak uciekłem,
a ten długi po tym, jak trafiłem do aresztu.
Kosztowało cię to sporo nerwów.
A te masz od...
Pamiętasz?
Tak.
Posłuchaj, zasrany gnojku!
Zostaw, kurwa, moje rzeczy pod moimi, kurwa, drzwiami,
bo dostaniesz w ryj!
Nie chcę cię więcej widzieć, jasne?!
- Przepraszam? - Czekaj!
To było przepiękne.
Lepsze niż krowi poród na targach rolnych.
Jestem naprawdę poruszony. Bardzo!
Jak ci na imię?
Salome, a tobie?
Cesar.
Jak ty na mnie patrzyłeś!
Miłośnie.
- Przepraszam... - Zamknij się, bo w ryj!
Teraz ja.
Też mam ci coś do powiedzenia.
Tamtego dnia na tej ławce
czułam, że dzieje się coś.
Miałam wrażenie, że moje życie właśnie się zaczyna.
A kiedy odszedłeś...
pomyślałam, że już nic więcej mnie nie czeka.
Więc kiedy wróciłeś...
powiedziałam sobie, że drugi raz nie wypuszczę cię z rąk.
Przepraszam.
Też cię okłamałam.
To nie twoja córka.
Ale...
Bardzo ją polubiłem.
Ona ciebie też.
I co teraz?
Może na początek pójdziemy na lody?
Dobra.
Chodź, Loulou!
Idziemy na lody.
- Masz ochotę? - Tak.
Myślisz, że jesteśmy jacyś dziwni?
Na tle paryżan? Nie.
Ale wychowywanie dzieci wśród gołębi i szczurów jest dziwne.
Myślisz, że będzie trudno?
Pewnie tak.
Ale może i nie.
Poradzimy sobie.
Dasz pieniążek?
Śmiało!
Brawo!
Pojedźmy do Arles.
Do Arles?
Dlaczego tam?
- Uwielbiam Arles. - Ty?
Nawet mi nie mów!
Wolisz rodzinne obiadki co niedziela?
W żadnym razie!
Trzymaj mnie za rękę.
Louise!
Spokojnie, tędy nic nie jeździ.
Chodź tu, na słońce.
Cesar cię poniesie. Będzie szybciej.
Na barana?
KOMEDIA ROMANTYCZNA
SCENARIUSZ I REŻYSERIA
Może się przeprowadzimy?
Nie znoszę pakowania.
A tak na niby?
Zgoda.
Będziemy oglądać mieszkania i udawać.
- I krytykować, że nieładne? - Czepiać się!
Pójdę na spotkanie do banku
i będę zgrywał bogacza.
Wezmę kredyt na dużą chatę.
Na razie nie stać cię na lody!
Miałem taki świetny pomysł.
Chciałem dostarczać owoce morza na zamówienie.
To byłby doskonały interes.
- Bujdy! - Mielibyśmy się jak pączki w maśle.
Myślisz, że napisy się skończą, zanim dojdziemy do końca ulicy?
Nie wiem.
Jest dość długa. Ludzie zaczną wychodzić.
Idźmy trochę szybciej.
- Pospieszmy się. - Wyjdą jak nic!
- Chodźmy do domu. - Chcesz wracać?
Loulou, ty też?
WYSTĄPILI
Wersja polska na zlecenie HBO HIVENTY POLAND
Tekst: Tomasz Tworkowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.