Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
KAPONOW: Tak się zastanawiałem nad całą tą sprawą i...
Mam pewien pomysł.
TYLENDA: Pomysł? Dawaj.
To, co się stało z wnukiem Morawskiego,
to nie jest tylko czyjaś chora wyobraźnia.
Wujek, przecież byłem wtedy twoim kierowcą.
Obaj z Morawskim jeździliście na Bakałarzewską.
Te wasze wizyty tak się w kimś przez lata gotowały,
że aż w końcu wykipiały.
Normalna rzecz w psychologii.
Posłuchaj, musimy jak najszybciej namierzyć tego drugiego porywacza.
- Rozumiesz? - Rozumiem.
Jakby Wasiluk nie zginął, byłoby dużo łatwiej.
Za dużo wiedział.
No, rzeczywiście, może i trochę za wcześnie.
A ta...
- ...Kaśka? - Co, Kaśka?
Co z nią?
Kombinowała z Krukiem.
Nie wiedzieliśmy, ile wie.
Zresztą...
Była tak beznadziejna, że mała strata.
Jak ten drugi będzie się mścił za tamto, to...
To co?
To jesteś następny.
Marek...
Musisz szybko go namierzyć, rozumiesz? Nie pożałujesz.
- Mam kilka pytań. - No, dawaj.
Dobra.
Muszę znać nazwiska tych chłopców, z którymi żeście...
Muszę sprawdzić wszystkich.
Skąd ja dam ci nazwiska? To było tak dawno temu, że nie pamiętam.
Wyszperaj w archiwum jakieś zdjęcia, to może ich rozpoznam.
Spróbuję. Ilu ich było?
Ja wiem? Z kilkunastu.
- Co tam się działo? - Po co ci to?
Wujek, to wszystko jest o gotującym się w kimś przez lata problemie.
Muszę wiedzieć, u kogo wykipiało.
TYLENDA: To od czego mam zacząć? KAPONOW: Od początku.
Tak nawiasem, podziwiam cię.
Dlaczego?
Jakoś nie widać, żebyś się specjalnie stresował.
A co ty myślisz, że co, że to pierwszy świr na mojej drodze?
Nie bój się.
Mnie nie przestraszy.
(odgłos chrapania)
(zza okna: szczekanie psa)
Już gotowe.
Dziękuję.
Sorry, że takie warunki, ale jakbyś została w Łodzi, to...
Jak będziesz miał inną, to będziesz jej mówił, co ma robić.
Pozwól, że ja będę decydować o sobie.
Jestem tutaj. Halo?
Co?
O czym myślisz?
Aniu, ty masz jakieś tajemnice przede mną?
Nie powiedziałam ci wszystkiego o sobie,
ale mogłabym ci powiedzieć wszystko.
Więc nie mam.
A ty?
Wiesz, dlaczego uważam, że jesteśmy zajebistym małżeństwem?
W całym kosmosie, spośród miliardów ludzi, ja akurat trafiłem na ciebie.
Wiadomo, że nie da się powiedzieć wszystkiego, co się w nas dzieje,
ale ja mam takie poczucie, że my jesteśmy ze sobą bardzo blisko.
Ale fajnie jest porozmawiać.
- Czasami. - Czasami...
Cześć.
Nie witam cię serdecznie, bo przynosisz pecha.
Ostatnio, jak tu byłeś, zginęła policjantka.
Tylenda podobno jest na urlopie i ty masz mi pomóc.
Potrzebuję biurko, w pokoju zamykanym na klucz,
i wszystkie akta sprawy Morawskiego i porwania.
Do południa. Jak nie, to poinformuję komendanta wojewódzkiego.
Czekam w kantynie.
(śpiew mężczyzny, po rosyjsku)
Jak pan tu wszedł?
Hej!
- Czego pan chce? - Herbaty.
Proszę stąd wyjść, bo wezwę policję.
Jak wychowałem się na wsi, tam dziadek miał dużo psów.
Wystarczyło chwilę popatrzeć i od razu było widać, który rządzi,
który pan, a który tylko batrak.
- Idź zrób herbaty. - Ale...
Idź.
Żałuję, że twój mąż nie żyje.
Bo gdyby żył...
Wiesz, co bym zrobił twojemu mężowi, gdyby żył?
Nie odpowiadam za jego grzechy.
Oj, to jest temat filozoficzny.
Czy żona jest współwinna grzechom swego męża?
Jeśli wie, co złego robi i nie przeszkadza mu?
Nie wiem, co robił mój mąż.
Każda żona wie, co robi jej mąż.
Każda.
Czego pan chce?
Przyjechałem powiedzieć,
że bez powroza snop jest tylko słomą.
Teraz ja będę waszym powrozem.
To znaczy, zabieram wasz biznes.
Zabieram tiry, zabieram hurtownię, a wy będziecie dla mnie pracowali.
Jeżeli w ciągu tygodnia
nie przepiszecie na mnie aktu własności,
to zrobię tobie i twojej rodzinie to, co twój mąż mi zrobił.
I najważniejsze teraz.
Chcę ten dom.
Bo, wiesz, jak się zdobywa carstwo to razem z pałacem.
Won mi stąd!
(w tle - pieśń)
"Czorny woron litaje,
w okieneczko zahliedaje.
A kysz, czorny woron, odlitaj
i małoj ditini spati daj".
- Podwieźć panią? - A, jaka ja tam pani?
Baba normalna jestem.
O, nie tak szybko, bo potem w głowie mi się kręci.
A gdzie on tak się spieszy?
Sprawę mam do załatwienia.
Takoje czasy.
Wsie ludzi tylko załatwiają.
Kiedyś to się pracowało,
a teraz tylko załatwiają.
A ja myślała, że tylko w wychodku można się załatwić.
No to co jego boli?
- A, to nic, takie tam. - Ale w duszy.
On w duszę nie wierzy, ani w Boga.
On nie wierzy, bo on z dużego miasta.
Taki człowiek nie chce wierzyć,
bo to trudne jest.
Nie wierzę w Boga, bo dużo złego widziałem.
To on w ludzi nie wierzy.
Bo to ludzie robią zło.
No to co jego w duszy boli?
Chyba wszystko.
A pamięta on, jak matula kołysankę śpiewała?
Nie, no gdzie, nie pamiętam.
On nie pamięta, bo on spokojnie spał.
A spał spokojnie,
bo słyszał słowa matuli.
No to niech opowie, co jego boli.
Nie, proszę pani, to się nie uda.
Nie mnie, głupi.
Tylko temu, kogo kocha.
Albo niech zaśpiewa.
A najlepiej niech wiersza napisze o tym.
No i wtedy nie będzie tak mocno boleć.
Słowa pomagają,
bo mają siłę.
- Słowa to tylko słowa. - A nieprawda!
Zatrzyma tutaj.
O, widział on? Słowa mają siłę.
Jedno słowo i cały wielki awtomobil dęba stanął.
No tak...
- Pani tu wysiada? - Tak.
Bo ja w drugą stronę.
Wygląda jak wielka rozpędzona świnia, nie sądzisz?
Wystarczy tutaj taki ogonek domalować.
- Skup się. EWA: Ja?
- Chcę porozmawiać z pani teściową. - To proszę, zaprowadzę pana.
Orzeł? Orzeł, chodź tutaj!
Zwariowałeś?
To przyszło w dniu, kiedy zginął Morawski.
Reja 209.
Nie ma takiego adresu.
Słyszysz? Nie ma takiego adresu!
Może to przyszło z "nie ma takiego adresu"?
Nie mów, że nie pamiętasz.
Orzeł, kurwa, skup się.
- Skup się. - Znam ten zapach.
- Jasne, że znasz. - Skąd?
No skąd? Co ci to przypomina?
- Ciemne schody i zapach... - Zapach starej spiżarni.
- I zapach po obiedzie. - Co było na obiad?
Jajko na twardo...
...w sosie chrzanowym i kompot. Pamiętasz ten tłusty kompot?
I ten tłusty, nieprzyjemny zapach w spiżarni.
Wszystko tam się kleiło.
Kuchnia, blat, stół...
- I spocona koszula... - Sadko.
Ten zapach w ogóle nie pasował do tego miejsca.
- Taki luksusowy. - Zagraniczny.
Nie wiedziałem, że w ogóle będę to pamiętał.
30 lat temu.
Na korytarzu.
Tamtego dnia...
Czułeś ten zapach, nie?
Poczułeś to?
Ty to czułeś.
A teraz mi powiedz, dlaczego ktoś mu przesłał te perfumy?
No, myśl.
Bo znał ten zapach tak jak my.
Wiedział, że Morawski go używa.
Brawo.
(chrząknęła)
Ta paczka przyszła w dniu urodzin, była w niej woda toaletowa dla męża.
- Ulubiona? - Tak, kiedyś, lata temu.
Rozpoznaje pani ten podpis?
Nie.
A co to ma wspólnego ze śmiercią Zygmunta?
Właśnie to sprawdzam.
Chyba domyślam się, kto to przysłał.
Naprawdę?
Był taki facet,
który koniecznie chciał odkupić od Zygmunta jego hurtownię
i wtedy Zygmunt stanowczo odpowiedział: "Nie".
A ten człowiek powiedział, że przyśle mały prezent.
Mówią na niego...
Ruski.
Był taki facet, zwykły bandzior. Gdy zginął,
pojawił się drugi bandzior, który chciał przejąć jego biznes.
Żona pierwszego bandziora tak się przestraszyła,
że zostanie bez majątku,
że była w stanie oszukać policję.
Tylko po to, żeby policja zajęła się jej, że tak powiem, konkurencją.
A policja mogła naprawdę znaleźć porywacza i gwałciciela jej wnuka.
Widzi pani, co strach robi z ludzi?
0, Szymon.
Ja tu żałowała, że ty tak krótko był u mnie.
No to ja przyszła teraz ciebie odwiedzić.
Ale ja zaraz będę musiał do pracy jechać.
W sobotę? E, tam.
Rosołku zaraz nagotujem...
i wsio budiet haraszo.
Nie jestem chory.
Ale zdrowy też nie...
Niech siada i porozmawia ze mną.
Słyszała ja,
że tatko nieżyw.
Robił głupoty, to zginął.
Ty... co to jest?
Po co mu ten cały teatr?
Bo nie chciał wsadzać pedofila w więzieniu.
Chciał go przywiązać do haka i przeciągnąć po żwirze.
Żeby go bolało dłużej niż samo umieranie.
Coś mi to mówi.
Skądś to znam.
Skąd ja je znam? Skąd ja to znam?
Okno, biurko... przecież to jest pokój.
Po tej ostatniej kłótni to ty widział się z tatką?
Tak, odwiedził mnie.
Też przyniósł kurę i rosół zrobił. Nie było mnie.
Jak wróciłem, to siedział przy stole.
Jak pszczoły bez miodu...
Kazał ty, żeby przyjść, to przyszłem.
Perfumy były zapalnikiem.
Przypomniały chłopcu o traumie.
Bo on też tak miał, w ten sam sposób.
Jak myślisz, co tam wisiało?
On mieszkał u Morawskich. Odtworzył dokładnie cały swój pokój.
Weźmiesz moje buty.
A na co mi one?
Jutro w nocy.
Weźmiesz buty, koc... i złoty medalik.
A jak przyjdzie do ciebie policja,
to zatrzymasz ich minimum 48 godzin.
A na co policja miałaby przychodzić do mnie?
A chcesz mi pomóc?
Chcę.
To zatrzymasz ich 48 godzin.
Jak zaginął wnuk Morawskiego, to Tylenda kazał sprawdzić te okna.
- Sprawdziłeś? Ktoś tam mieszkał? - Znajdę, to powiem, nie pamiętam.
Wpadnij jutro.
Jutro przyjdę tu z wydziałem wewnętrznym, bo utrudniasz śledztwo.
- Sprawdź mi to, że tak powiem. - Dobrze.
I o czym wy gadali?
O niczym ważnym.
To ty nie wiesz, co tatko chciał od ciebie?
Nic nie chciał.
- Od '92 były 3 remonty w tym domu. - Pomieszkiwał tam ktoś?
Na stałe mieszka gosposia. Do 2008 była inna.
Od 2004, przez 3 lata aż do pełnoletności, mieszkał tu chłopak.
Ojciec poszedł do więzienia. Morawski był opiekunem. Chłopak nazywał się...
- Szymon Wasiluk. - Tak, syn tego Wasiluka.
Jak stary siedział, młodego wysłano do domu dziecka na Bakałarzewską.
Stamtąd wziął go Morawski. Może był daleką rodziną.
(trzaśnięcie drzwi)
A ty, Szymon, czego ty chcesz dla siebie?
Mam parę marzeń.
A jakie to twoje marzenie?
Żeby świat był lepszy.
Piękniejszy.
Muszę iść do gołębi.
Zostań! Porozmawiaj ze mną.
(dźwięk dzwonka)
Nie odbierasz telefonów, na komendzie mówili, że nie ma cię od kilku dni.
- Co się dzieje? - Mam takie tam, wiesz...
Siadaj, siadaj. Może herbaty?
I co tam u Rafałka?
Nic, nie chodzi do szkoły.
Szymon wpada raz w tygodniu i odrabia z nim zaległości.
Szymon Wasiluk? Przecież on strasznie pije.
- Naprawdę? - No.
Był kilka razy na izbie wytrzeźwień. Nawet w noc, kiedy porwali Rafałka.
Szymon był wtedy na wytrzeźwiałce?
Kiedy wracałam z kościoła wieczorem, kręcił się koło swojego domu.
Zaraz, jak to, kręcił się?
Tylko trzymaj nogę równo, bo będzie bardziej bolało.
To jeszcze raz.
Tylko zrób to porządnie, żeby nie trzeba było poprawiać.
Był u mnie Ruski.
Zygmunt prowadził z nim różne interesy, to przyszedł.
Byłeś najbliższym przyjacielem Zygmunta, razem to budowaliście.
Ale tego już nie ma. Zygmunt nie żyje.
I to, jak zginął, to nie był przypadek.
Za porwaniem Rafałka musiał stać ktoś jeszcze.
Najpierw muszę znaleźć tego skurwysyna.
Na razie nie mogę ci pomóc. Na głowie mam co innego.
Ale wiesz, teraz to...
ja mam klucze od biurka Zygmunta.
Tak? I co tam znalazłaś?
Dokumenty.
Tam w drugim pokoju jest taka szafa pancerna.
Jest pełna dokumentów.
I na każdy twój jeden ja mam moje dwa.
Anka, spakuj się, wybierz pieniądze i wyjedź.
Marek? Posłuchaj, chyba wiem, kto jest tym drugim porywaczem.
- To Szymon Wasiluk. - Przecież był wtedy na izbie.
Oszukał nas, jebany.
Posłuchaj, będziesz go musiał po cichu... no wiesz...
- Ani po cichu, ani na głośno. - Ale o co ci chodzi?
O to, że tego nie zrobię, po prostu. Nie jestem twoim psem.
Nie pojadę po Szymona. Znajdź sobie kogoś innego.
Kurwa, pożałujesz tego, Marek. Zobaczysz, że tego pożałujesz.
Pożyjemy, zobaczymy.
(dzwoni komórka)
Borowiecki?
Ja wiem, że ty jesteś ambitny chłopak.
Ostatnio cię nie doceniałem, ale...
Wiesz, że potrafię się odwdzięczyć.
Będę miał dla ciebie nieoficjalną misję. Rozumiesz, o co mi chodzi?
Dam ci dwóch chłopaków, którym można całkowicie ufać.
GŁOS MĘŻCZYZNY: Szymon?!
Gdzie jesteś, Szymon?
Na strychu!
- Cześć, Szymon. - Cześć, Zdzichu. Co straszysz ludzi?
Nie potrzebujesz, żebym się schlał i na dołku wylądował?
- Suszy? - Suszy.
Dzisiaj nie.
Ale napij się piwa.
A, słuchaj. Jak zdejmujesz skórę z królika, to to jest łatwe, prawda?
Bo noga jest chuda i z paru centymetrów ściągasz.
- A jak noga by była dłuższa? - A jak długa?
Załóżmy, że taka.
Patrz, dzięki niemu wiem, że to jest Morawski.
- Szymon Wasiluk to jest bandyta. - Jasne.
Jasne.
Zastanawiam się, czy nasze i jego historie nie są do siebie podobne.
- Być może. - Jeżeli...
czysto hipotetycznie,
tych zboczeńców było więcej, i to byli kumple Morawskiego,
to, że tak powiem, może Szymon Wasiluk ma ich na swojej liście.
- I co z tego? - Daj mu dokończyć robotę.
Pojebało cię? To psychol.
- Daj mu dokończyć robotę. - Nie!
- Niech ich ukarze. - Spierdalaj!
- Niech ich ukarze. - Spierdalaj, powiedziałem.
Pojebało cię? Puść! Spierdalaj!
Kurwa!
Kurwa, puść! Spierdalaj!
Pojebało cię?!
Niech ich ukarze! Niech ich ukarze!
- Dawaj go! - Stój!
Stój, mówię!
Dawaj skurwysyna!
Stój!
BOROWIECKI: Zatrzymać go!
(huk wystrzałów)
BOROWIECKI: Kurwa...
(jęki Borowieckiego)
O Jezu...
Plan się walnął, niestety.
Trzeba będzie coś nowego wymyślić.
Szkoda...
Tak dobrze to miałem przemyślane wszystko.
Oczywiście nie jest tak, że planu się nie da zmienić.
Jezu, Jezu, proszę, proszę...
Tamten to był jakiś pomysł, taki adekwatny do sytuacji,
a teraz chaos się wkradł. Prowizorka.
BOROWIECKI: O Jezu!
Wstawaj.
Wstawaj!
(łomotanie w drzwi)
(odgłos wystrzałów)
Za proste to wszystko.
Barachło takie wyszło, prowizorka tania.
Załóż to na nogę.
BOROWIECKI: Czekaj, czekaj...
Co ty, kurwa...
Kurwa!
Nie krzycz, na pewno cię tak bardzo nie boli.
Poczekaj... poczekaj...
Powiem ci, kto mnie tutaj przysłał.
Ja wiem, kto cię tutaj przysłał.
(huk eksplozji)
Stanisław... zrób coś.
Rusz dupę choć raz w życiu! Nie siedź tak!
No!
Ewa! Ewa, co ty robisz?
Wracaj!
Powiedz mamusi, że za 3 dni ma was tu nie być.
STANISŁAW: Powiem.
Staszek, a ty masz prawo jazdy?
Bo szukam kierowcy na tira.
Chcesz dla mnie pracować?
(odgłos chrapania)
(dźwięk rogu)
Szymon?
A co ty tutaj robisz?
Masz taką minę jak Morawski.
Jak Rafałek wbił mu szaszłyk w brzuch.
A wiesz, że myślałem,
że Rafałek znienawidzi dziadka przez zapach tych perfum,
ale tego, że go zabije, nie przewidziałem.
Załóż to.
Ale posłuchaj... Ja... Ja mam pieniądze.
Dużo. Dużo mam schowanych pieniędzy. Dam ci je, rozumiesz?
- Wstań. - Ale...
- Ale dogadajmy się, Szymon. - No i ręce daj do tylu.
Posłuchaj mnie uważnie. To Morawski, to nie ja.
To on to wszystko organizował. Naprawdę to nie ja... Szymon!
SZYMON: Chodź, chodź, chodź.
Muszę ci powiedzieć, że żałuję takiej śmierci pana Morawskiego...
To było za łatwo jakoś, za szybko.
A ja nie chciałem, żebyście za szybko umierali.
Szymon, na litość boską! Co ty chcesz zrobić, człowieku?
Szymon, zostaw mnie.
Nie bój się.
Wsiadaj.
Cześć.
- Kaponow. - Tak?
Bracie, samo się załatwia.
To jedźmy na jakąś smażoną kiełbaskę. Z cebulką, musztardą...
Czyli nie?
Czuć ciepłą dupę jeszcze.
SZYMON: Pan Morawski był bardzo wymagający.
Lekcje, zajęcia dodatkowe.
Łóżko musiało być zawsze pościelone idealnie.
Jakim ja byłem dzikusem, jak się tam wprowadziłem.
Zapnij się tu.
No, zapnij się.
Oczywiście to dobrze, że pan Morawski był taki wymagający.
Skończyłem studia.
Jestem nauczycielem.
Gdybym był takim prymitywnym dzikusem jak mój ojciec, to może...
to wszystko, co się stało, byłoby mi obojętne.
Zdejmowanie skóry nie jest proste.
Najlepiej by było najpierw skórę odparzyć,
a tutaj nie ma wrzątku nigdzie.
Ale...
Może wezmę jeszcze ten drut, żeby cię przymocować...
Kruk! Dobrze, że cię widzę, Kruk.
Pomóż mi.
Kruk, pomóż mi.
Ten pojeb chciał...
Chciał ściągnąć ze mnie skórę.
Kurwa, skórę chciał ściągnąć.
Skórę ze mnie chciał ściągnąć.
Pomóż mi, Kruk.
On w kieszeni ma...
On ma w kieszeni kluczyk, Kruk.
Otwórz, Kruk.
Odepnij mi kajdanki.
Kruk.
Odepnij mnie, Kruk. No, pomóż mi, Kruk.
Jak byłem przez miesiąc na Bakałarzewskiej,
to wszyscy mówili o chłopaku, który chciał zajebać tych skurwysynów.
Był naszym idolem.
Chłopaka przenieśli, ale wszyscy mówili, że on wróci.
Jeżeli nie teraz, to jak skończy 18 lat.
Że wróci do Białegostoku i ich zajebie.
Jak idole zawodzą, to trzeba zostać swoim własnym idolem.
TV: Komisarz Tylenda był naczelnikiem komendy rejonowej w Białymstoku.
Wszystkie zabójstwa związane są z siatką pedofilską,
która od lat 80. molestowała chłopców
z domu dziecka przy ul. Bakałarzewskiej.
Śmierć biznesmena Morawskiego
prawdopodobnie związana jest z tą sprawą.
Dla Państwa, Jolanta Budzisz, Białystok Ekstra.
Sierociniec na Bakałarzewskiej to był mój sierociniec.
I tam...
Miałem w sierocińcu przyjaciela, Sławka.
Lubiliśmy się.
Trzymaliśmy się razem, bo w takich miejscach lepiej razem się trzymać.
Straszny z niego męczybuła był, upierdliwy był jak cholera.
Ale lubiliśmy się.
Tam się działy bardzo złe rzeczy.
Ja zrobiłem coś bardzo złego.
Nie, ty byłeś małym chłopcem.
Wiedziałem, że albo mnie to spotka, albo spotka to kogoś innego.
I wtedy się pojawił Sławek, i...
Ja go tam wysłałem.
Byliśmy kumplami, to był mój najlepszy przyjaciel.
(szlocha)
To nie jest twoja wina.
Kocham cię.
Ja też cię kocham.
(pieśń)
"Czorny woron litaje,
w okieneczko zahliedaje.
A kysz, czorny woron, odlitaj
i małoj ditini spati daj.
Czorny woron litaje,
w okieneczko zahliedaje.
A kysz, czorny woron, odlitaj
i małoj ditini spati daj"...
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.