Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
BABCIA: Ona lepsza niż ty, kiedy ty była młoda.
MATKA KASI: Obgryza paznokcie ta moja Kasieńka?
No, a nie? Ty lubisz kartofle, a ona lubi obgryzać paznokcie.
Nie trzeba jej nic gadać.
A jak u Tomka? Wyrósł na pewno.
Dureń na długich nogach.
Niech nie martwi się, tylko modli, żeby co złego z tego nie było.
U niego we środku, to tak jak u wszystkich.
Jest i dobry człowiek,
ale jest i zły człowiek.
My zobaczym, który wygra.
A jak tam u was?
Masz ty tam wszystko?
O, kufajki ty nie masz.
Dobrze mi, mamuś.
Pilnuj Kaśki, chroń ją.
Od człowieka mam ją chronić?
Od szeptów?
Pójdę już.
Z Bogiem,
córeczko moja.
Z Bogiem.
(wycie syren radiowozów)
Ale ty jesteś leszcz.
No chodź!
...w piłce nożnej dzisiaj jest kolejny baraż...
Na pewno?
Gdzie ty idziesz?
GŁOS KOBIETY: Kto tam?
Proszę otworzyć, policja.
(gwizd)
Tam jest.
Proszę się nie denerwować. Rutynowe działania.
(zgrzyt zamka)
Marek, to ty?
Marek, jak to dobrze, że to ty.
KAPONOW: Co ty tu robisz?
Słuchaj, przyjeżdżałeś do sierocińca, byłem kierownikiem, prawda?
Byłeś kierowcą Tylendy, tak?
A co?
W sierocińcu był taki szczeniak, Kruk się nazywał.
On tu przyjechał, zakuł mnie przy grzejniku.
To psychol jakiś.
- O co cię pytał? - O tamte czasy.
- Czyli? - Nazwiska, kto przyjeżdżał.
- I co mu powiedziałeś? - Nic!
Nie zakułby mnie przy grzejniku, gdybym powiedział.
Rozkuj mnie, masz chyba jakiś uniwersalny kluczyk.
Poczekaj, muszę zadzwonić.
Poczekaj na dole.
- Za długo to trwa. - Poczekaj, Zygmunt.
(dzwoni komórka)
- Szefie, jestem na miejscu. - Masz Kruka?
Nie ma go, ale jest tu Sadko. Przykuty do kaloryfera.
Marek, posłuchaj.
Ty musisz go... rozumiesz?
Jesteś pewien?
TYLENDA: Da się? - Wszystko się da.
TYLENDA: Dobra.
Okej.
Tego Kruka trzeba by jakoś uciszyć.
Musiałbym mieć oddział komandosów, żeby wyrąbać sobie drogę.
Nie wiem, proszę pana.
KOMANDOS: Czysto!
Zygmunt, poczekaj!
- Która to godzina? - Dwadzieścia po siódmej.
Borowiecki, dawaj go!
Wio!
TYLENDA: Panowie, wyjdźcie stąd.
Co ty mi tu, kurwa, wycieczki odpierdalasz? Rozkuj go.
- Teraz to mogę naprawdę pokazać. - A dlaczego mam ci teraz wierzyć?
Przytrzymaj go, kurwa!
I zapamiętaj sobie, żebyś mnie więcej nie okłamywał.
Dobra, to gdzie jedziemy?
Najpierw muszę go złapać. I chcę, żebyś mi pomógł.
SADKO: Jasne.
- Nie mogę tu być bez nakazu. - No tak...
Wyjdę na klatkę i poczekam na Kruka. Kiedy otworzy drzwi, wtedy wpadam,
znajduję ciebie skutego, a on idzie do pierdla za porwanie.
- Sprytne, nie? - Dobry plan.
- Daj mi wody, zaschło mi w gardle. - Pewnie, że ci dam.
- Masz, napij się. - Dzięki.
- To na razie. - Na razie, na razie.
- To wszystko? - Tak, dziękujemy pani bardzo.
Mocno?
Mocno. Tylko nie wchodź na górę, będzie wybuch.
A jak przyjedzie po, a tu będzie policja?
Zanim się mieszkanie wypełni gazem, miną 3 godziny.
- Jak to ma wyglądać? - Jak bójka.
(pukanie do drzwi)
- Co? - Ojciec jest?
Nie.
Może jednak jest?
Czego tu?
Kruku, kurde, kopę lat! Zmieniłeś się.
Ty się za to nic nie zmieniłeś.
- Mogę wejść? - Właź!
Dzień dobry.
Mama, zupę daj.
Dzień dobry.
MĘŻCZYZNA: Pamiętam, jak biegałeś zasmarkany tu, za tym oknem.
Miałeś taką gumową pomarańczową piłkę.
I kopaliście ją w moją, kurwa, bramę.
Ale ci chciałem wtedy przylać.
Ty już nie mieszkasz w Białymstoku?
Od dawna.
- To czego wróciłeś? - Muszę coś załatwić.
MĘŻCZYZNA: Czemu tak późno? - Co, późno?
Ile ty masz lat? Ze czterdzieści musisz mieć.
A uciekłeś stąd w pizdu, jak byłeś dzieciakiem.
Teraz wracasz i mówisz, że masz sprawę do załatwienia.
Prawie po trzydziestu latach.
30 lat myślałeś, czy trzeba to załatwić?
To nie jest takie proste.
Pewne rzeczy trzeba robić,
bo przyjdzie czas i zima zapyta, co robiliście przez całe lato?
I co wtedy powiesz?
A ja wtedy powiem, że aligancko piłem. A ty, Weszo?
Ja też.
Durnowaty jesteś.
No, na zdrówko.
Mam do was interes.
Tacy jedni pilnują mieszkania, do którego muszę się dostać. Zapłacę.
A jacy jedni?
Naliczyłem trzech.
Karki, jeden ma taki tatuaż na pół ryja, tutaj.
- Może Misiek z Dojlid. - No... może.
GRUBY: A czego potrzebujesz z tego mieszkania?
- Bojko, a co cię to interesuje? - Mnie wszystko interesuje.
Na przykład, po ile?
Mówisz, że trzech, czyli w środku jest pewnie jeszcze dwóch.
To, na moje oko, potrzebujesz siedmiu chłopa. Każdy po 200.
- Dużo. - No co, bierzesz?
Ore awtar.
- Mamy mały problem. - Jaki problem?
Chłopaki z Dojlid powiedzieli, że niczego nie pilnują.
Oni powiedzieli, że czekają tam na ciebie.
No i...?
A my mamy interesy z chłopakami z Dojlid.
Wstawaj.
- Wiele się zmieniło. - Bo prowadzę interesy?
- Handlujesz kumplami z dzieciństwa. - To niehonorowo, tak?
Niehonorowo oszukać ludzi, z którymi prowadzę interesy.
Znałem cię 30 lat temu, a teraz ciebie nie znam.
Ktoś handluje węglem, ktoś fajkami, a ktoś kumplami z dzieciństwa.
Pomóż mi.
To ty mi pomożesz, jak usiądziesz i poczekasz na tych chłopaków.
Orzeł, ty kalkulujesz, liczysz i się przeliczasz.
Zauważyłeś tę prawidłowość?
Sehr gut.
Powiedz spokojnym głosem: "Zawsze mogę połknąć język".
- Zawsze mogę połknąć język. - Po co?
Teraz zapytaj się go o "mulo".
Ci dwaj może nie znają tego słowa, ale ty na pewno słyszałeś o "mulo".
Co to jest "mulo"?
To taki, który po śmierci zostaje na ziemi,
żeby mieć zemstę na tych, którzy go skrzywdzili.
Brawo.
Bajki...
(płacz dziecka)
(wrzask niemowlęcia)
Dzięki.
Orzeł, kiedy zaczniesz kumać? Jestem tu po to,
żeby ci w życiu na nowo priorytety poukładać, bo się pogubiłeś.
Kiedy zaczynamy poważną rozmowę, to ty, kurde, znowu uciekasz,
albo bierzesz piguły, żeby nie słyszeć.
Pozbędziesz się swoich demonów, to anioły też uciekną.
Już nie mogę cię słuchać! Mam dosyć, kurwa!
To się zmuś, kolego.
Co robimy z karkami?
W amerykańskich filmach szeryf zawsze wzywa kawalerię.
TYLENDA: Zygmunt! Gdzie?!
Borowiecki, Kaśka, za mną!
Zygmunt!
Czysto.
Mamy go, dajcie karetkę!
Gdzie?!
Gdzie?!
Gdzie?
Rafałek...
Już, już jesteś bezpieczny, już jesteś bezpieczny...
Dobrze... jeszcze chwila. Jesteś bezpieczny.
Borowiecki, dawaj tego skurwysyna Wasiluka.
Zobaczymy, co ten bydlak teraz powie.
Niech pan zostawi, ja sam!
Dobrze... już jesteś... już jesteś bezpieczny.
Dziadek jest z tobą.
Już dobrze...
(dzwoni komórka)
Halo?
O, łaskawie odebrałaś ode mnie.
Czuję się wyruchany, niestety.
Odebrałam, żeby powiedzieć "przepraszam".
Nie chciałam, żeby tak wyszło, ale nie miałam wyboru.
Ania, posłuchaj... Posłuchaj...
Daj mi skończyć. Chciałam powiedzieć, że przepraszam.
Mam nadzieję, że nie będziesz miał z mojego powodu kłopotów,
ale nie dzwoń do mnie więcej.
Ania... Ania?
Ania, srania.
No, to żeś kawalerię załatwił.
To już trzeba było lepiej po pizzę zadzwonić.
(trzaśnięcie drzwi)
Musisz wstać, słyszysz mnie? Musisz wstać, Orzeł.
Orzeł, proszę cię. Musisz spieprzać stąd.
Chodź, ja ci pomogę. Pomogę ci, wstań!
Błagam cię, Orzeł... Wstań!
Wstań.
(huk eksplozji)
Cześć. Co się dzieje?
TYLENDA: Kompletny pojeb.
Borowiecki, idź zapalić. Muszę go przesłuchać, niech nikt nie wchodzi.
Poczekaj. Zapiszesz, co będzie mówił.
Daj pistolet.
- Ale... Nie może pan tego zro... - Widziałaś, co zrobił temu małemu?
Daj pistolet.
Nie.
KAPONOW: Zostańcie tu!
TYLENDA: Lekarza!
Kurwa, lekarza!
- Czy ktoś tam zginął? - Jakiś mężczyzna.
Adam...
Szefie, jak będzie potrzeba świadka, mogę zeznawać. Tylko pan powie, co.
Widzisz? Pozabijali się.
(kaszle)
- Co mi dali? - Przeciwbólowe.
- Tylko? - Byłeś pobudzony, więc coś jeszcze.
Nie chcę psychotropów ani przeciwbólowych.
Dobrze, powiem lekarzowi.
- Co z chłopcem? - Znaleźli go, dzięki tobie.
Czy tam był jakiś wybuch?
W mieszkaniu, które wynajmowałeś, wybuchł gaz.
W telewizji mówili, że naraziłeś się mafii papierosowej.
Czy ktoś zginął?
W mieszkaniu był mężczyzna.
- Zginął? - Tak.
Znałeś go?
Kim był?
Świadkiem.
Kurwa, najważniejszym świadkiem na świecie.
Bez niego źli ludzie robili, co chcieli, i dalej będą robić.
Chyba że ktoś do nich pójdzie i, że tak powiem, wyprostuje sytuację.
Możecie mi w końcu zadać konkretne pytanie?
Tak. Czy znał pan Krzysztofa Sadko?
Był opiekunem w domu dziecka. Jak tu przyjechałem, zaprosiłem go na kawę.
- No i gdzie byliście? - W parku.
- Gdzie piliście kawę? - Nie piliśmy, tak się tylko mówi.
To skąd Sadko wziął się u pana w mieszkaniu?
To jest dobre pytanie. Ale mam jeszcze jedno pytanie.
Kto wysadził moje mieszkanie? Kto mnie pobił?
Śledztwo jest w toku.
A co ze sprawą śmierci Kasi?
- W toku. - W toku...
Ale nie ma tam specjalnych wątpliwości.
Kurwa, policjantka ginie na służbie, mając obok siebie komendanta,
antyterror i oddział policji, a ty mówisz, że nie ma wątpliwości?
No dobrze, spokojnie.
A pan ma jakieś wątpliwości? Jakąś tezę?
Mam taką tezę, że zostałem pobity i ledwo uszedłem z życiem.
A dokładnie w tym samym czasie zostaje zastrzelona policjantka,
mając u swojego boku Tylendę.
Razem z Kasią prowadziliśmy sprawę Wasiluka.
15 lat temu był aresztowany, poszedł do więzienia za Sadko,
a sprawę prowadził Tylenda. Połączcie, kurwa, te kropki!
Badamy sprawę.
- Jaką sprawę? - Zastrzelenia starszej sierżant.
Kurwa, właśnie wam tłumaczę, że to nie są dwie odrębne sprawy.
Wasiluk łączy się z Morawskim, Morawski z Sadko,
Sadko z Wasilukiem, a Wasiluk i Morawski łączą się z Tylendą.
- Zbadamy to. - Kurwa!
- Jeszcze nie skończyliśmy. - Wy jeszcze długo nie skończycie.
Chcesz zostać sam?
- Zginęła przez ciebie. - Chcę zostać sam.
Więc nie wracasz do Łodzi, tylko idziesz odwiedzić Tylendę.
- A masz dowody? - Wiesz, kto to zrobił.
Więc zakończ z nim temat.
Mam żonę, syn mi się rodzi za 4 miesiące.
- Zrób to dla syna. - Mam iść do więzienia dla syna?
- Nie jestem jebnięty. - Jesteś. Tylko za mało.
Gdybyś był ciut więcej, to po ziemi chodziłoby kilku złych ludzi mniej.
Chcesz to tak zostawić? Bez zemsty za Kaśkę?
Chcę wrócić do życia, być przy żonie, kiedy będzie rodziła.
Chcę zapomnieć o tym wszystkim, bo nic dobrego z tego nie wynika.
Dlatego zginęła Kaśka.
Nie wiem, jaką babcia lubi, ale kupiłem rozpuszczalną.
- A kubek gratis był? - Nie było.
Aj, szkoda, bo ten mój czerwony to ja rozbiłam.
A to taki był ulubiony kubek.
Jak będzie następnym razem, to kupię. Gdzie to wstawić?
No, patrzaj, jaki ten świat dziwny jest.
Nawet i ze śmierci może co dobrego być.
- Babcia, a co dobrego może być? - A może.
Już sześć lat jak twoi rodziciele pomarli.
I ty sześć lat nie był u mnie.
Teraz Kaśka też pomarła, no i ty przychodzisz do mnie.
No i to jest dobre, że ty przychodzisz do mnie.
Ktoś musi zakupy robić.
No to ja mówię, że zawsze musi być ktosik, co robi dobro.
Teraz Kaśki nie ma, to na ciebie padło.
Nie wykręcisz się.
Ogłupiał ty? Jak skóra kobyły na zadzie.
A z takiego ogłupienia tylko zło pochodzi.
Odczynię ciebie na zaś.
Świetnie sobie poradzę, babcia się nie boi.
Złego nie odczynisz, robiwszy drugie zło.
Ale tylko robiwszy dobro, ty to rozumiesz?
Keczup do lodówki?
A jaki kupił?
Ostry?
- Łagodny. - Chujowo kupił.
"W dniu urodzin najserdeczniejsze życzenia, zdrowia i pomyślności".
CHŁOPIĘCY GŁOS: "Jak tu ciemno! Jak tu ciemno!
Mama, mama, posiedź ze mną!
Za firanką ktoś się chowa,
czarne skrzydła ma jak sowa.
Popatrz, popatrz, tam wysoko,
świeci w mroku jego oko!
Czy on tutaj nie przyleci?
Czy on nie je małych dzieci?
Mama, powiedz mu: A kysz!
Mama, śpisz?".
ŚPIEW: "Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam.
Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam.
Jeszcze raz, jeszcze raz niech żyje, żyje nam.
Niech żyje nam!".
A kto? Zygmunt!
Dziękuję, Staszku, dziękuję.
Kochani, dziękuję wam za życzenia.
A przede wszystkim chciałem wam podziękować za serdeczną pomoc,
jaką nam okazaliście w tych ciężkich dla nas chwilach.
Dziękuję wam bardzo.
A przede wszystkim dziękuję mojej rodzinie.
A teraz, jak mówił klasyk:
"Zdrowie wasze w gardła nasze".
Zdrowie!
Słuchaj, chciałbym, żebyś wziął urlop na pół roku.
Będę ci płacił pensję, aż znajdziesz drugiego porywacza.
Muszę to przemyśleć.
Co ty pierdolisz? Są chętni na stołek mojego zastępcy.
Daj mi jeden powód, dlaczego mam wybrać ciebie, a nie Borowieckiego?
- Jeszcze porozmawiamy. - A co tu rozmawiać?
Wujek, proszę cię, chodź.
Marek, kurwa, co się z tobą dzieje? Ja cię ostatnio nie rozumiem.
Proszę, nie teraz...
(krzyk kobiety)
Tato!
Nie chcesz mi powiedzieć, co się dzieje?
Nie musisz nic mówić.
Bardzo cię kocham.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.