Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Transylwania 1893 rok
Siedzimy tak blisko, chyba powinienem siê przedstawiæ.
Nazywam siê Thomas Renfield. Jestem agentem nieruchomoci z Londynu.
Anglik.
Moja ¿ona i ja kochamy Anglików, prawda kochanie?
Nie jestem przyzwyczajony do tutejszych dróg.
- le siê czujê. - le?
Powiem wonicy, ¿eby zwolni³.
Wonico...
S³oñce zachodzi, musimy dotrzeæ do wioski przed zmierzchem!
Szybko!
Szybciej!
- Holden. - Holden?
Trzymaj siê Angliku.
- Nie! - Tak, to rozumiem.
Wonico, czy móg³by trochê zwolniæ?
Tak!
Dziêkujê.
Dziêkujê.
Nie zdejmuj baga¿u, jedziemy dalej.
Tak.
Co ty wyprawiasz?
Za ciemno, nie jadê dalej.
Od teraz idziesz pieszo.
Idzie pan sam?
Tak, idê do zamku.
Do zamku?
Tak, jestem umówiony z hrabi¹ Dracula.
- Dracula! - Dracula!
Umówiony?
Tak, mam interesy z hrabi¹.
Nie, nie mo¿esz iæ.
- Dlaczego? - Bo my ludzie z gór wierzymy...
¿e w zamku ¿yj¹ wampiry.
- Wampiry? - Tak, s¹ niemiertelne.
W nocy wstaj¹ ze swoich trumien.
Tak.
Zmieniaj¹ siê w nietoperze i wbijaj¹ zêby...
w szyjê swoich ofiar i pij¹ ich krew.
Z pewnoci¹ to tylko przes¹d.
Nie, madame von Skaja ma racjê.
Proszê ciê, ch³opcze.
We ten krzy¿yk.
Nie, dziêkujê.
We krzy¿yk, swoj¹ opiek¹ otoczy ciê Duch wiêty.
Ochroni ciê przed niebezpieczeñstwem.
Naprawdê nie, dziêkujê.
- Cholera, bierz krzy¿yk. - Oczywicie.
To bêdzie 15 kopiejek.
Dziêkujê.
Skoro muszê iæ, to idê.
Nie, nie id!
B³agam ciê!
Nie rozumiesz, oczekuj¹ mnie.
Co?
Jak siê pan miewa?
Nazywam siê Thomas Renfield.
Agent nieruchomoci z Londynu.
Mam siê spotkaæ z... hrabi¹ Dracula?
Dzieci nocy.
Strasznie brudz¹.
Jestem hrabia Dra...!
Dracula.
- Nic siê panu nie sta³o? - Wszystko w porz¹dku.
Trzeba du¿o wiêcej, by zrobiæ mi krzywdê.
Chodmy.
Chod, Renfield.
Renfield, nie marud!
Bêdê za pó³ minutki.
Przepraszam, to trochê wstydliwe...
ale chyba widzia³em, jak przeszed³ pan przez pajêczynê.
Myla³em, ¿e mi te¿ siê uda.
Ale nie.
Ca³y siê klejê.
Renfield, nie obchodzi mnie to.
A teraz, jeli nie jeste zbyt zmêczony po podró¿y...
chcia³bym omówiæ sprawê zakupu Opactwa Carfax.
Tak, oczywicie.
Mam tu papiery.
Bardzo dobrze.
Tutaj s¹.
- Du¿o tu kurzu. - Tak, lubiê go.
Proszê podpisaæ tu.
I tu.
wietnie.
Gratulujê, jest pan teraz w³acicielem Opactwa Carfax.
Jedna kopia dla pana i jedna dla mnie.
Czy wszystko w porz¹dku?
Skaleczy³em siê papierem.
Proszê siê nie martwiæ, mam tu gdzie chusteczkê.
Zobaczmy...
Ale ze mnie fajt³apa.
Jest gorzej ni¿ myla³em, chyba przeci¹³em naczynko.
Mój Bo¿e, co panie robi¹ z meblami?
O co chodzi?
Co to wszystko znaczy?
Kim wy jestecie?
Zejd z mojego kolana.
Przestañcie.
Nie, tak nie mo¿na.
Tak nie mo¿na, s³ysza³ycie?!
Co tu siê dzieje?
Zawiod³em siê na was.
Teraz idcie, ja uczyniê go swoim niewolnikiem.
I przestañcie!
Wiêc, Renfield...
czy czujesz siê lepiej?
ni³ ci siê koszmar.
Koszmar? Ale by³ taki prawdziwy.
Dwie lubie¿ne kobiety, doprowadzaj¹ce mnie do sza³u.
Nie wiem jak to opisaæ.
- Czy by³ pan kiedy w Pary¿u? - Tak.
Pozwól, ¿e poka¿ê ci stary transylwañski sposób na zrelaksowanie siê.
Spójrz mi w oczy.
Twoje powieki robi¹ siê ciê¿kie.
Czujesz...
Renfield, za wczenie usn¹³e.
Mam ci wiêcej do powiedzenia.
Obud siê.
Teraz...
Robisz siê senny.
Co za idiota.
Renfield, przestañ spaæ!
S³uchaj.
Od teraz bêdziesz s³ucha³ tylko mnie.
Jeste moim niewolnikiem.
Zrobisz wszystko dla mojego bezpieczeñstwa.
W zamian dam ci moc czerpania ¿ycia.
Niewielk¹.
Z owadów, much, paj¹ków.
Wynaj¹³em statek, który zabierze nas do Anglii.
Wyruszamy jutro, wieczorem.
Rozkazujê ci...
staæ na stra¿y mojej trumny.
Tak, mistrzu.
DEMETER KURS: ANGLIA
Renfield!
Renfield!
Idê, mistrzu!
Mistrzu, mistrzu.
Nie martw siê, pomogê ci.
Trzymam ciê, mistrzu.
le wygl¹dasz, mistrzu.
Trochê pan wysech³.
Powinien pan siê napiæ.
Tak, zgadzam siê.
Chyba zacznê od 1-go oficera.
Szcz¹tki kapitana znalezione na opuszczonym statku.
Jedyny ocala³y oszala³.
LONDYN
TEATR LYCEUM: FAUST
Tak siê cieszê, ¿e zobaczê tê operê.
Uwielbiam ten pa³ac sztuki i piêkna.
Tak, kochanie. Opera jest fantastyczna.
Muzyka jest wype³niona mi³oci¹ i nienawici¹.
Sentymentalnoci¹ i ogromn¹ pasj¹.
Wszystkim czego dowiadczy³em we w³asnym ¿yciu.
Przepraszam za spónienie, kochanie.
Martwilimy siê, tato.
Przepraszam, siadajcie.
Zosta³em poproszony o konsultacjê.
Przywieli dzi nadzwyczajny przypadek.
By³ jedynym ocala³ym na tym statku, który przydryfowa³ do portu.
Kompletny czubek.
Dobry wieczór. Czy mogê w czym pomóc?
Tak, mo¿esz mi pomóc.
Na tym balkonie jest dr Seward.
Muszê siê z nim spotkaæ.
Powiesz mu, ¿e jest wiadomoæ dla niego w lobby.
Wiadomoæ dla dr Sewarda w lobby.
Dobrze, teraz id.
Wiadomoæ w lobby dla dr Sewarda.
Nie zapamiêtasz tego co ci powiedzia³em.
Dziwne.
Dobry wieczór. Czy mogê w czym pomóc?
Czy mogê w czym pomóc?
Co z tob¹ nie tak?
- Czemu mu nie powiedzia³a? - O czym?
O wiadomoci.
- Dla kogo? - Nie wa¿ne!
Sam mu j¹ przeka¿e.
Za s³abe starania...
nie dostaniesz napiwku.
Nie?
O tym to pamiêtasz.
Przepraszam.
Czy pan to dr Seward, którego sanatorium znajduje siê w Withby?
Tak.
W³anie naby³em Opactwo Carfax.
I rozumiem, ¿e jestemy s¹siadami.
W rzeczy samej. A pan jest?
Proszê mi wybaczyæ. W swoim kraju jestem tak znany...
¿e czasami zapominam siê przedstawiæ.
Jestem hrabia...
Wiadomoæ dla dr Sewarda w lobby.
Przepraszam.
Dracula.
Jak siê pan miewa, hrabio Dracula?
Jestem Jonathan Harker, asystent dr Sewarda.
To jest Lucy Westernrun.
To jest moja narzeczona, córka dr Sewarda, Mina.
Hrabio, z radoci¹ bêdzie mo¿na znów zobaczyæ wiat³a w oknach Opactwa.
Tak, to Opactwo przypomina mi stary wiersz.
ciany dooko³a nas, odbijaj¹ nasz miech.
Jak bymy byli martwi.
Podoba mi siê twój sposób mylenia.
mieræ jest jednym z moich ulubionych tematów rozmów.
Musimy kiedy razem d³u¿ej o tym porozmawiaæ.
Naprawdê d³u¿ej.
Teraz opuszczê pañstwa, pieszê siê na spotkanie.
Hrabio Dracula?
Przepraszam, moje z³otko, ale masz taki piêkny upicital mapilary.
A co to?
To.
Dziêkujê.
Muszê ju¿ iæ.
Jest co dziwnego...
w tym cz³owieku.
- A¿ ciarki przechodz¹. - O tak.
Mnie te¿.
Hrabio Dracula.
Chcia³abym, ¿ebymy mogli d³ugo, d³ugo porozmawiaæ.
W³anie teraz.
- Przepraszamy, skarbie. - Dr Seward?
Jonathan!
Spa³am.
Przepraszamy, ale s³yszelimy ha³asy w krzakach pod twoim oknem.
Podejrzewamy, ¿e to mo¿e byæ w³amywacz.
Czy pozwoli³aby nam siê rozejrzeæ?
Tak, proszê.
- Nic tu nie ma. - Tu te¿ nie.
Co za ulga.
Na szczêcie nie ma niebezpieczeñstwa.
Przepraszamy, ¿e ci przeszkodzilimy.
Przeszukalimy ca³y pokój, nie ma oznak w³amania.
- Dobranoc. - Dobranoc.
Klamka siê psuje.
Nie martw siê, mocno zatrzasnê.
SANATORIUM SEWARDA
- Renfield. - Tak?
Nie wytrzymam tego, a ty?
wiat³o, krzyk, szaleñstwo, te twarze ci¹gle gapi¹ce siê na mnie.
Mówiê ci, ciany siê przesuwaj¹.
Muszê siê st¹d wydostaæ!
Stra¿nik! Bierz siê do pracy!
Tak, proszê pana.
Chod, Renfield. Napijesz siê herbaty z naczelnikiem.
Nareszcie.
Teraz zobaczysz, Martin.
Dr. Seward uwierzy, ¿e nie jestem szalony.
Nie liczy³bym na to.
Idziemy.
Zostañ.
- Dr Seward. - Tak?
Pan Renfield tu jest.
Dobrze, popro go.
McManus, pacjent ze wschodniego skrzyd³a...
- Tak? - Wciek³ siê.
Zróbcie mu lewatywê.
- Lewatywê? - Tak.
To powinno mu pomóc.
Tak, proszê pana.
Renfield, dobrze ¿e jeste.
- Jak zdrowie? - W normie.
W ca³kowitej normie.
To dobrze.
Dr. Seward, mogê spytaæ czemu mnie tu zamkniêto?
Chcielimy wykonaæ tylko kilka badañ.
Mam nadziejê, ¿e nie ma pan nic przeciwko.
Nie.
Jak pan widzi, bardzo dobrze siê czujê.
Chyba tak.
- G³odny? - Bardzo.
Czêstuj siê.
W³anie mówi³em Martinowi...
Co to by³o?
W³anie chwyci³ pan co ze sto³u.
- Wcale nie. - Ale¿ tak.
W³o¿y³ pan to do ust.
Wydaje mi siê, ¿e to by³ robak.
To by³a malinka.
Malinka? Nie widzê tu ¿adnych malinek.
Wiêc musia³a to byæ rodzynka.
Opad³a od babeczki.
- Tu jednej brakuje. - Brakuje?
To tylko rodzynka.
Dziwne, mam bujn¹ wyobraniê.
Znów to zrobi³e.
W³o¿y³e robaka do ust.
- Wydajê mi siê, ¿e to by³ paj¹k. - Nieprawda.
- Zrobi³e to. - Nie.
- Zrobi³e. - Nie.
Mówiê ci, ¿e widzia³em jak z³apa³e i zjad³e paj¹ka.
Paj¹ka?
To smutne.
Upuci³em widelec.
Co siê z tob¹ dzieje?
Panie Renfield, co pan tam robi?
Znalaz³em!
To bardzo dziwne. Chyba nie bêdê móg³...
Przepraszam za to.
Mój Bo¿e! Je pan owady prosto z ziemi.
Czemu pan tak mówi?
Bo widzê jak jeden próbuje wydostaæ siê z twoich ust.
Z ust?
Z twoich ust! Jeszcze siê rusza.
- Rusza? - Nie przewidzia³o mi siê.
Ca³y czas siê rusza. Biedne stworzenie walczy o ¿ycie.
Nie wiem o czym pan mówi. Proszê mi nie wmawiaæ takich rzeczy.
Ja wmawiam?
Witaj, skarbie.
Nie bój siê.
Nie zrobiê ci krzywdy.
Chcê tylko twego ¿ycia!
Martin!
Za³o¿yæ mu kaftan i zrobiæ lewatywê.
Czekaj!
Najpierw lewatywa, a póniej kaftan.
- Tak, proszê pana. - ¯ycie, ¿ycie!
Lucy, ty leniuchu.
Ju¿ po 10. Konie s¹ osiod³ane.
Mino, chyba nie dam rady wstaæ dzi z ³ó¿ka.
Mia³am dziwny sen.
Czujê siê strasznie wyczerpana.
Kiepsko wygl¹dasz.
Tata powinien ciê zobaczyæ.
Chyba tak.
- Tato. - Tak?
- Chodzi o Lucy. - Co siê sta³o?
Nie wiem, jest strasznie obola³a i blada.
Obola³a i blada?
Pójdê do niej.
Zrobi³em ci zastrzyk, pomo¿e ci zasn¹æ.
Nie widzê ¿adnych ladów infekcji.
Czy na pewno nie pamiêtasz sk¹d masz te blizny?
Mo¿e to jaki owad? Mo¿e to paj¹k?
Czy co ciê ostatnio nie ugryz³o?
Nie.
- Ale mia³am sen... - Tak?
O czym by³ ten sen?
Nic nie pamiêtam.
Usnê³a.
Muszê przyznaæ, ¿e nie wiem co jej jest.
Skontaktujê siê z prof. Abrahamem Van Helsingiem.
Van Helsing?
Myla³em, ¿e on jest metafizykiem i filozofem.
Jest równie¿ lekarzem. Wie wiêcej o dziwnych przypadkach...
ni¿ nikt inny na wiecie.
Byæ mo¿e tylko on bêdzie móg³ nam pomóc.
Skontaktuj siê z nim, tato.
Skontaktuj siê natychmiast.
Sekcja zw³ok - wyk³ad prowadzi: prof. Abraham Van Helsing
Panowie, za chwilê obejrzycie wasz¹ pierwsz¹ sekcjê zw³ok.
Jako uczniowie pierwszego roku nie jestecie...
przyzwyczajeni do widoku zw³ok podczas tej procedury.
Wiêc tu zaczniemy oddzielanie przysz³ych specjalistów...
od tych, którzy chc¹ siê bawiæ w doktora.
Po pierwsze...
odkrywamy zw³oki.
Robimy naciêcie, od ¿o³¹dka...
do mostka.
Gdy zajrzymy do rodka...
odkrywamy, ¿e...
organy z piêknego zdrowego ró¿owego koloru...
zmieni³y siê na obrzydliwy zielony.
Musimy je przebadaæ...
by znaleæ odpowied na zagadkê, dlaczego zmar³.
Proszê, rozdaj pozosta³ym.
Nie martwcie siê, starczy dla wszystkich.
Chyba ju¿ nikt nie stoi.
Ja jeszcze stojê, profesorze.
Woodbrigde, prawda?
Podejd bli¿ej, Woodbrigde.
Dobrze dla ciebie. Jeste wytrzyma³y.
Mo¿e bymy obejrzeli mózg?
Najpierw...
mia¿d¿ymy czaszkê.
I oto mamy nagi ludzki mózg.
Zbadaj go!
Nie ma to jak dobrze zacz¹æ dzieñ.
Wejæ.
Profesorze! 10 na 10!
Tak. Jak za dawnych lat!
Mam wiadomoæ od dr Sewarda.
Wiadomoæ od dr Sewarda?
Co napisa³?
Chce, ¿eby pan natychmiast przyjecha³ do Withby.
To nag³y wypadek.
Nag³y wypadek?
Tak, nag³y wypadek.
Obudzi³em siê.
Obudzi³em siê za dnia? Co siê dzieje?
Nie mogê wystawiaæ siê na dzia³anie promieni s³onecznych.
To pewnie dziêki krwi licznej Lucy.
Czy to mo¿liwe? Uleczy³a mnie?
Tak!
Jestem uleczony!
Mogê wstawaæ w nocy i w dzieñ.
Jest tak jasno, tak kolorowo.
Promienie s³oñca s¹ takie ciep³e.
Witajcie m³odzi kochankowie.
Nie chcia³bym psuæ waszego pikniku...
ale czy móg³bym poprosiæ o kawa³ek kurczaka?
Ale¿ oczywicie.
- Mo¿e wina? - Nigdy nie pi³em...
wina.
A niech tam. Spróbujê.
Jest dobre.
Mistrzu! Mistrzu!
Renfield, popatrz. Pijê wino i jem kurczaka!
Mistrzu, co pan tu robi za dnia?
Uspokój siê, Renfield. Jestem uleczony!
Nie, wcale nie! Spójrz!
To... by³... b³¹d!
Muszê siê dostaæ do mojej trumny.
Jest noc.
Wiêc to nie by³a prawda.
Mia³em dzienny koszmar.
Ma trzy nak³ucia na gardle.
Trzy?
Dwa ma³e nak³ucia na gardle.
Co to oznacza, profesorze?
Panowie.
To co powiem, wstrz¹nie podstawami...
wiata nauki.
Mamy do czynienia z si³ami nadprzyrodzonymi.
- Nadprzyrodzonymi? - Si³ami nadprzyrodzonymi?
Tak!
Lucy zosta³a zaatakowana przez stwora, który wstaje z w³asnego grobu...
i pije krew swoich ofiar...
by przed³u¿yæ swoje d³ugie nienaturalne ¿ycie.
Mamy tu do czynienia...
z wampirem!
- Wampirem? - Wampirem?
Co pan mówi?
Mówiê... wampir.
Ale nowoczesna nauka wykluczy³a istnienie tych stworów.
Nowoczesna nauka. To jaka paplanina.
Straci³a du¿o krwi, prawda?
- Tak. - Spójrzcie.
Gdzie siê podzia³a ta krew?
Patrzcie na przecierad³o, nie ma ¿adnych ladów.
Widzicie co?
Jak wyt³umaczy to wasza nowoczesna nauka?
Mo¿esz to wyt³umaczyæ?
- Nie umiem tego wyt³umaczyæ. - Ja równie¿.
Nikt tego nie wyt³umaczy!
Chce pan ¿ebymy uwierzyli, ¿e jaki stwór...
wlecia³ przez to okno, ugryz³ Lucy w szyjê...
i wyssa³ jej krew?
Dok³adnie.
Dzisiejszej nocy...
ten demon powróci.
Bêdzie pi³ jej ¿yciodajne soki...
a¿ pozbawi j¹ ostatniej kropli.
Jeli umrze ska¿ona przez tego potwora...
sama stanie siê taka sama!
Co?
Sama stanie siê taka sama!
Co mo¿emy zrobiæ, by j¹ uchroniæ przed t¹ kreatur¹?
- Seward! - Tak?
Czy masz jakie ksi¹¿ki o okultyzmie?
- S¹ tutaj. - Czy masz "Transylwañski folklor"?
Nie.
"Noc ¿ywych trupów"?
Nie.
Mo¿e masz "Pamiêtnik Edka Wampira"?
Nie.
"Nosferatu"?
Tak, mam "Nosferatu".
Dostalimy je dzisiaj. W³anie przysz³o poczt¹.
Tutaj.
- Jest sposób, ¿eby j¹ ochroniæ. - Jaki?
Stwór boi siê czosnku.
Jego w³aciwoci lecznicze odstraszaj¹...
przeklêt¹ duszê wampira.
Muszê przesun¹æ trumnê.
Albo ¿yrandol.
Przenielimy ciê na dó³. Bêdziesz bli¿ej nas.
Bêdziemy w holu.
Musisz porz¹dnie wypocz¹æ, by odzyskaæ si³y.
To jedyny sposób.
Mo¿e lewatywa pomo¿e?
Chodmy.
pij dobrze panienko Lucy.
Czosnek bêdzie ciê chroni³.
Czosnek!
Renfield.
Renfield!
Mistrzu?
Nadszed³ czas, by s³u¿y³ swemu panu.
- Chod. - Tak, mistrzu.
Ci idioci...
chc¹ uniemo¿liwiæ mi wejcie do sypialni Lucy.
Chcê...
Poczekaj, mistrzu.
Dobrze, teraz s³ucham.
Wszêdzie w jej pokoju porozwieszali czosnek.
Co mogê zrobiæ, mistrzu?
Nie mogê wyjæ z tej celi.
Czy mylisz, ¿e nie mogê ciê st¹d wydostaæ?
¯e powstrzymaj¹ mnie te ¿a³osne kraty?
Mistrzu, strasznie rozbola³a mnie g³owa.
Jak oni maj¹ czelnoæ równaæ siê ze mn¹?
Z tym, który w³ada si³ami ciemnoci.
Z tym, który w³ada demonami nocy.
Z tym, który zniszczy³ wszystkich swoich wrogów...
na przestrzeni wieków.
Renfield.
Mówiê do ciebie.
Wybacz, mistrzu.
Chod.
Mamy du¿o do zrobienia...
i ma³o czasu.
Renfield, popiesz siê.
Renfield.
Mia³e zejæ po rynnie.
Ja latam. Ty nie.
Oczywicie!
On lata, ja nie.
Renfield, ty idioto!
£ap go, Harker!
Jestem s³aby!
Co on zrobi³?
Przy³apa³am go jak zagl¹da³ pod moj¹ ko³drê.
Nic innego jak tylko ma³y zboczek.
- Martin! - Tu jeste!
Zaprowad go do celi i daj mu, wiesz co.
Nie!
Nie nastêpn¹ lewatywê!
Bêdziesz dostawa³ nastêpne dopóki nie wyzdrowiejesz!
- Zamknê okno. - Tak, tak.
Wszystko w porz¹dku, kochanie?
Wszystko dobrze, poza tym ohydnym zapachem czosnku.
Bardzo mi przykro, ale Van Helsing nalega.
O Panie!
Lucy!
Rozkazujê ci!
Otwórz okno!
Chod!
W³a tu!
Nic nie widzia³em!
Wszystko widzia³em.
To Lucy! Kto j¹ zaatakowa³!
Zaczekaj tutaj.
Co z ni¹?
- Nie ¿yje. - Nie ¿yje?
Wampir wyssa³ z niej ca³¹ krew.
Mówi³em, ¿eby siedzia³a w pokoju, gdzie chroni³ j¹ czosnek.
Nie! Nie! Nie!
To jaki absurd!
Powiadam wam, musimy przebiæ jej serce.
W przeciwnym razie ona wstanie z grobu by ¿ywiæ siê krwi¹ miertelników.
Lucy by³a moj¹ siostrzenic¹.
Nie pozwolê ci zbezczeciæ jej zw³ok, w taki barbarzyñski sposób.
To wbrew religii.
Dr. Seward, czy przynajmniej nie powinnimy staæ na stra¿y przy jej grobie?
- Tak na wszelki wypadek. - Nie!
Mam ju¿ dosyæ tej ca³ej teorii o wampirach!
Na Boga, kto w ca³ej Anglii przy mojej bardzo du¿ej wyobrani...
mo¿e byæ wampirem?
Hrabia Dracula.
No mo¿e on.
No co?
Hrabio Dracula, w³anie mówilimy o panu.
Oczywicie w samych superlatywach.
Przepraszam za najcie, ale w³anie siê dowiedzia³em...
o mierci panienki Lucy.
Chcia³bym z³o¿yæ swoje kondolencje.
Dziêkujemy. Wszyscy jestemy wstrz¹niêci.
Hrabio Dracula, pozwoli pan, ¿e przedstawiê:
Profesor Abraham Van Helsing z Uniwersytetu w Londynie.
Zajmuje siê rzadkimi przypadkami, jak i teologi¹ i filozofi¹.
I ginekologi¹.
Nie wiedzia³em, ¿e tym te¿.
Van Helsing.
Pañskie nazwisko jest znane nawet w Transylwanii.
Hrabia Dracula.
Ciekawe.
Czy jest pan krewnym Vlada Tepisha?
- Pierwszego Draculi? - Tepish?
Tak.
To znaczy "krwawy".
To by³ ¿¹dny krwi rzenik...
który strasznie torturowa³ wieniaków.
Wyrywa³ im rêce i nogi. Wy³upia³ oczy.
I zatyka³ je na ¿elaznych prêtach.
Skoro zas³u¿yli...
Có¿ oni takiego uczynili, ¿e zas³u¿yli na takie...
barbarzyñskie traktowanie?
Jak to mówi¹ w moim kraju:
Ka¿dy jest kowalem w³asnego losu.
Mówi¹ równie¿:
Ka¿da zbrodnia bêdzie kiedy ukarana.
Bardzo imponuj¹ce, Van Helsing.
Mówisz w staro¿ytnym mo³dawskim.
Wiedza jest moj¹ pasj¹.
Panowie, pozwolicie ¿e was...
opuszczê.
Widzê Van Helsing, ¿e jeste cz³owiekiem, który lubi mieæ ostatnie s³owo.
Nie bêdê wdawa³ siê w takie dziecinne zabawy.
B¹dmy doroli.
Dla mnie, nie ma znaczenia do kogo nale¿y ostatnie s³owo.
Wa¿ne s¹ fakty!
Robi siê póno, dokoñczymy tê rozmowê innym razem.
Dobranoc.
Dobranoc.
Dobranoc.
Co za arogancja.
£atwo jest zauwa¿yæ przez dekadenckie zachowanie...
arystokracjê ze starego kontynentu.
Przeznaczenie!
Panowie.
Nasza praca siê nie skoñczy³a.
Wampir jest nadal poród nas.
Musicie pamiêtaæ, ¿e jest przebieg³y.
Ma wiedzê z kilkunastu wieków.
I przede wszystkim, nigdy siê nie poddaje!
Przeznaczenie.
Ten cz³owiek!
Nigdy siê nie poddaje!
Nigdy siê nie poddaje?
Co ma pan na myli, profesorze?
Kiedy wprowadzi³ siê tu hrabia Dracula?
Jaki miesi¹c temu.
A kiedy panienka Lucy zaniemog³a?
W tym samym czasie.
Twierdzi pan, ¿e hrabia Dracula jest wampirem?
Tak! I nie.
- Wiêc co pan mówi? - Mówiê "nie".
Ale sk³aniam siê do "tak".
- Wiêc tak. - Nie!
- Wiêc nie. - Niekoniecznie.
- Móg³by pan siê zdecydowaæ. - Ale jestem pewny!
- Czego? - Mojej teorii.
- Czyli? - Teoria: tak lub nie.
Dobranoc, s³odka paniusiu.
Niech ci piewaj¹ anielskie g³osy.
Pomocy.
Co to?
Pomocy! Tu jest tak ciemno!
Kto tu jest?
Ja ¿yjê! Pochowano mnie ¿ywcem!
Na wiêtego Józefa!
Nie martw siê, panienko. Nadchodzê.
O mój Bo¿e!
To musi byæ jaka pomy³ka!
Straszna pomy³ka!
Proszê, pomó¿ mi. Strasznie mi zimno.
Wszystko bêdzie dobrze. Ty ¿yjesz.
Jonathanie! Co ty robisz?
Tylko dzisiejszej nocy. Zamierzam staæ przed grobem Lucy.
Tak jak radzi³ profesor.
Chyba nie wierzysz w te wampiry.
Nie wiem w co wierzyæ.
Ale jeli jest cieñ prawdy w tym co mówi Van Helsing...
nigdy bym sobie nie wybaczy³, gdybym siê nie upewni³.
Dobrze. Id, ale chyba marnujesz swój czas.
Psi kutas.
Bo¿e wszechmog¹cy!
Jonathan!
Jonathan!
Lucy?
Chod ze mn¹, Jonathanie.
Wiem, ¿e zawsze mnie pragn¹³e.
A ja zawsze pragnê³am ciebie.
Wreszcie mo¿emy byæ razem.
Ale Lucy...
jestem zarêczony z Min¹.
A ty jeste martwa.
Nie jestem martwa.
Jestem niemiertelna.
Ale ja nie jestem nie zarêczony.
Dziêkujê.
Jonathanie, pozwól mi ciê poca³owaæ.
Pozwól mi pokazaæ jak g³êbokie, namiêtne...
i nieujarzmione seksualnie s¹ moje fantazje.
Ale Lucy!
- Jestem Brytyjczykiem. - Ale one te¿!
Lucy!
Teraz mo¿emy byæ razem...
na zawsze.
Odejd!
Odejd, przeklêty demonie nocy!
To nasza szansa.
- Na co? - By j¹ zniszczyæ, ch³opcze.
Wróci³a do swojego grobu. Chod!
Mój Bo¿e...
- Teraz ju¿ nie ¿yje. - Wcale nie.
- Ona ¿yje? - Ona jest Nosferatu.
Jest W³oszk¹?
Nie, to znaczy niemiertelna. Jest przeklêta, by spêdziæ...
ca³¹ wiecznoæ poluj¹c na ¿ywych ludzi.
I zwierzêta.
Co mamy robiæ?
By uratowaæ jej duszê musimy j¹ zniszczyæ.
Jedynym sposobem jest...
przebicie drewnianym ko³kiem...
jej serca!
To okropne. Nie ma innego sposobu?
Jest.
Mo¿emy odci¹æ jej g³owê, nafaszerowaæ usta czosnkiem...
i urwaæ jej uszy.
Daj mi ko³ek.
Nie. Nie mogê.
Ty to zrób.
Zrobiæ to musi kto kto kocha³ j¹ za ¿ycia.
- Ja j¹ tylko lubi³em. - To wystarczy.
Dobry ch³opak.
Dasz radê.
Umieæ ostrze ko³ka dok³adnie nad sercem.
I uderz z ca³ej si³y.
Czekaj!
Teraz!
O mój Bo¿e!
Tyle krwi!
Niedawno jad³a.
- Ona jeszcze ¿yje. - Uderz jeszcze raz!
Nie mogê.
Ile mog³o jej zostaæ jeszcze krwi?!
Ju¿ prawie nie ¿yje.
Jest ju¿ wystarczaj¹co martwa.
- To przera¿aj¹ce. - Tak.
Masz racjê, powinnimy byli roz³o¿yæ tu gazety.
Co ja zrobi³em?
Co ja zrobi³em biednej Lucy?
Uwolni³e jej duszê, ch³opcze.
Teraz bêdzie spoczywaæ w wiecznym pokoju.
- Proszê, wytrzyj siê. - Dziêkujê.
Biedna Lucy.
Biedna Lucy.
Proszê.
Zatrzymaj sobie.
Essie.
Twoje powieki robi¹ siê coraz ciê¿sze.
Zapadasz w sen.
pij.
Mina.
Mina, otwórz oczy.
Wstañ, Mina.
Podejd do drzwi.
Mina, jeste w garderobie.
Otwórz drzwi i wyjd.
Podejd do drzwi tarasowych.
Uwa¿aj na...
taboret.
Wstañ.
Nie ty. Siadaj.
Nie, nie ty. Ty siadaj.
Ty wstañ.
Nie, siadaj. Nie, ty stój.
Ty podejd do drzwi tarasowych, a ty id spaæ.
Uwa¿ajcie!
Czekajcie. Idê.
Wy³¹czcie wiat³o...
¿eby nikt mnie nie zobaczy³.
Bêdziesz moj¹ pani¹ na wieki.
Bêdziemy siê dzieliæ niekoñcz¹c¹ siê pasj¹ niemiertelnej mi³oci.
Nie mogê siê doczekaæ.
Nie ty!
Bêdziesz moj¹ pani¹ na wieki.
Bêdziemy siê dzieliæ niekoñcz¹c¹ siê pasj¹ niemiertelnej mi³oci.
Mój ch³opcze, co za noc.
Co za noc.
Na Boga, co ci siê sta³o!?
Wszystko.
Prof. Van Helsing mia³ absolutnie racjê.
Lucy wsta³a z w³asnego grobu.
I mnie zaatakowa³a.
Teraz, wreszcie spoczywa w pokoju.
Czyli Lucy naprawdê sta³a siê wampirem?
Tak. Gdzie jest Mina?
Ma siê dobrze, pi. Essie j¹ pilnuje.
Dobrze.
Bêdê czuwa³ pod jej drzwiami.
Czy najpierw nie powiniene siê umyæ?
Racja.
Czy móg³by wejæ wejciem dla s³u¿by?
Nie rozumiem tego. On jest ca³y we krwi.
A na tobie nie ma nawet kropli, dlaczego?
Robi³em ju¿ to wiele razy.
Trzeba wiedzieæ gdzie stan¹æ.
Wiesz, wszystko w ¿yciu ma swoje miejsce.
A teraz zatañczymy taniec mi³oci.
Dobrze, dobrze.
Bez ³askotania.
Mina.
Jonathan.
Czy nie powinnimy j¹ obudziæ?
Mo¿e masz racjê.
Essie.
Musia³am siê zdrzemn¹æ.
Ju¿ ranek.
Zaraz, sta³am na stra¿y.
Ale poczu³am siê jakby ogarnê³a mnie czarna chmura.
Dobrze siê czujesz?
W porz¹dku. Na szczêcie jestemy bezpieczni.
Robi siê póno. Przyszykuje niadanie.
Sk¹d to siê wziê³o?
Jonathanie.
Mia³am przedziwny sen ubieg³ej nocy.
Czujê siê tak inaczej.
Wygl¹dasz inaczej.
Chod.
Usi¹d ze mn¹.
Bli¿ej.
Bli¿ej, g³uptasie!
Kochanie, znamy siê tak dobrze...
a jeszcze tak naprawdê siê nie zbli¿ylimy.
Dziêki Bogu.
Jonathanie, zmieni³am siê. Nie jestem Min¹, któr¹ zna³e.
Co masz na myli, najdro¿sza?
Chcê ¿eby zrobi³ co dla mnie. Co o co nigdy nie prosi³am.
Oczywicie, kochanie. Co tylko chcesz.
Dobrze. Dotknij.
Nie obrazisz siê jeli...
Mina!
Co ty mówisz!
Dobrze, nie musisz mnie dotykaæ.
- Ja dotknê ciebie. - Nie!
Mina.
Natychmiast przestañ.
Co ciê opêta³o?
Wychodzê.
Nie, proszê. Nie odchod. Masz racjê.
Co siê ze mn¹ dzieje.
To zaw³adnê³o moim umys³em i zmusza mnie do mówienia rzeczy...
których nigdy bym nie powiedzia³a.
I robienia rzeczy, których bym nigdy nie zrobi³a.
Jonathanie, proszê ciê, pomó¿ mi.
- Pomó¿ mi! - Oczywicie, Mina.
Co mogê zrobiæ?
Dotknij tu!
Dzieñ dobry, Mina. Jak spa³a...?
Harker!
Jonathan! Zabierz ze mnie rêce!
Zabierz z niej rêce!
Przepraszam.
- Powiniene siê wstydziæ. - Ale ona mnie zmusi³a.
Czy to prawda, Mina?
Nie, ojcze. Nagle, bez ¿adnego powodu...
on zacz¹³ mnie obmacywaæ.
Ona kaza³a mi siê dotykaæ!
Harker! Nie masz wstydu!
Przyj¹³em ciê pod mój dach. Jad³e, pi³e.
Ale to by³o dla ciebie za ma³o!
Bêd¹c zarêczonym z moj¹ córk¹ tylko 5 lat...
masz czelnoæ by j¹ dotykaæ.
Wyno siê.
- Ale proszê pana... - Wynocha!
Co tu siê dzieje?
Straszne rzeczy! Harker j¹ obmacywa³.
Ale ona mnie zmusi³a.
Dziwnie siê zachowuje.
Jakby by³a pod dzia³aniem jakiego zaklêcia.
Zaklêcia?
Masz piêkn¹ apaszkê, panno Mina.
Mia³am chrypkê dzi rano.
Przepraszam.
Czy mogê siê...
przyjrzeæ!
Tak jak myla³em.
Jak Lucy!
Ale to nic. Zrobi³am to przez przypadek,
kiedy zak³ada³am apaszkê.
Naprawdê?
Mam co dla ciebie, panienko.
Prezent?
Tak jakby.
Wystaw rêkê. Proszê.
Mina!
Proszê. Spójrzcie!
Co to jest?
To dowód, mój nieszczêsny przyjacielu, ¿e twoja córka...
zosta³a ska¿ona przez wampira.
Musimy go znaleæ zanim Mina podzieli los Lucy.
Ale kim jest wampir?
Van Helsing podejrzewa hrabiego Draculê.
Równie dobrze mo¿e nim byæ Renfield...
który ¿ywi siê insektami i wygina kraty w swojej celi jakby by³y z sera.
To mo¿e byæ ka¿dy.
Jest sposób.
Podstêpny sposób...
by ujawniæ wampira.
Mo¿e to tylko moje zdanie, Van Helsing...
ale ten bal jest w nies³ychanie z³ym smaku.
Lucy niedawno zmar³a, zdrowie Miny wisi na w³osku.
Jej stan siê poprawi³.
Wydaje mi siê, ¿e hrabia Dracula nie przyjdzie.
Mam nadziejê, ¿e siê mylisz ch³opcze.
Szczególnie chcia³bym go zobaczyæ tej nocy.
- Ciekawe czy on co podejrzewa? - Dobry wieczór.
Czy was przestraszy³em?
- Nie. - Nie.
Czy mogê wzi¹æ pañski p³aszcz?
P³aszcz nie. Mo¿esz wzi¹æ mój kapelusz.
Dziêkujê.
Balimy siê, ¿e pan nie przyjdzie.
Nie móg³bym przegapiæ tego balu.
Lubiê chodziæ na takie bale. Du¿o siê na nich uczê.
Panna Mina.
Wygl¹da dzi uroczo.
Czy nie bêdzie pan zbytnio zazdrosny jeli...
poproszê j¹ o taniec?
¯eby byæ z panem ca³kiem szczery...
- nie bêdê. - Dziêkujê.
Mistrzu! Jeste tu.
Nie mów do mnie mistrzu.
- Co ty tu robisz? - Nie wiem.
Zaprosili mnie.
- Wyczuwam szczura. - Gdzie?
Renfield, jeli mnie zdemaskuj¹...
musimy wiaæ.
Tak, ja ucieknê i spotkamy siê w Carfax.
Nie, to zbyt niebezpieczne.
Tam bêd¹ szukaæ najpierw.
Przenios³em trumnê do opuszczonej kaplicy...
nad urwiskiem.
Jak bêdziesz tam szed³, upewnij siê, ¿e nikt ciê nie ledzi.
- Rozumiesz? - Tak, mistrzu.
- Nie nazywaj mnie mistrzem! - Tak mi...
Dobry wieczór, panno Mino.
Czy mogê mieæ nastêpny taniec?
Pan wybaczy, nie widzisz, ¿e pijemy drinka.
Skoñczylicie ju¿ piæ drinka.
Rzeczywicie.
Chod, Mina.
Martin.
Nie widzê go. Jak to mo¿liwe?
Wampir nie ma odbicia w lustrze.
Dobrze sobie radzi bez niego, nieprawda¿?
Nie odbija siê w lustrze.
Chyba dobrze nam idzie.
Teraz poka¿emy im co specjalnego.
Graj Czardasza!
Czardasz!
S¹ zachwyceni.
Wielki fina³.
Jest pan bardzo m¹drym cz³owiekiem, Van Helsing.
Jak na kogo kto ma tylko jedno ¿ycie!
- Mina! - Zatrzymajcie go!
Mistrzu!
To znaczy: mister, mister.
Chod tu!
Gdzie ty siê wybierasz?
Musimy go znaleæ zanim wzejdzie s³oñce!
Dlaczego?
Bo promienie s³oneczne go zniszcz¹. On musi siê ukrywaæ za dnia.
Chodcie, albo stracimy pannê Minê na zawsze.
Chod mój ty owado¿erco.
Przeszukalimy ca³e Opactwo Carfax.
Ani ladu.
Co mo¿emy zrobiæ? Gdzie oni s¹?
Nie wiem.
Renfield.
Musimy wypuciæ Renfielda. On jest nasz¹ jedyn¹ nadziej¹.
Nazwa³ Draculê mistrzem.
Myla³em, ¿e mówi³ mister.
To mia³o zmyliæ s³abo myl¹cych.
- Bez obrazy. - Ja rozumiem.
Renfield pójdzie prosto do Draculi.
Tak.
A my pójdziemy za nim. Têdy!
Zostaniesz tu, a¿ zgnijesz.
Jeste wolny.
Wolny? Dlaczego?
Za dobre sprawowanie.
Ale ja by³em tu przez moment.
I przez ten moment twoje zachowanie by³o bardzo dobre.
Chodmy.
Uwa¿aj na stopieñ!
Idê, mistrzu!
Wiem o co im chodzi.
Myl¹, ¿e doprowadzê ich do mistrza.
Muszê ich przechytrzyæ.
Zgubi³em ich.
Panowie, mamy szczêcie.
- Dlaczego? - To idiota.
Chodmy.
Mistrzu! Jestem tu!
Renfield, na pewno nikt ciê nie ledzi³?
Nie, zmyli³em ich.
Nie maj¹ pojêcia gdzie jestem.
Wszed³ do kaplicy! Popieszmy siê!
Przyprowadzi³e ich prosto do mnie. Ty g³upi nieudaczniku.
Nie wiedzia³em! Wybacz mi, mistrzu!
Ukarz mnie!
Odci¹gnij ich st¹d! Nie mam czasu!
Nie, musisz mnie ukaraæ! Skrzywd mnie!
Nie teraz!
Ale ja ciê zawiod³em, mistrzu!
Jestem bezu¿ytecznym g³upcem, który ciê zdradzi³!
Musisz mnie ukaraæ!
No dobrze!
Dobrze, mistrzu.
Ju¿ wystarczy.
Dlaczego?
Na górze!
Zamkniête!
Wy³amcie drzwi! Przy³ó¿cie siê!
Spónili siê.
Wkrótce bêdziesz moj¹ pani¹ na wiecznoæ.
Mocniej!
Jeszcze troszkê!
Raz! Dwa!
Trzy!
Jonathanie, padnij!
Odejd!
Jonathanie, we ko³ek!
Jakikolwiek drewniany patyk.
Odejd!
Dobrze.
Przebij mu nim serce!
Uwa¿aj!
Arogancki miertelniku.
Teraz jeste w moim wiecie!
I nie wyjdziesz z tego poddasza ¿ywy!
Zniszczê ciê!
A potem posi¹dê t¹, któr¹ kochasz.
I nie ma ¿adnej rzeczy która mog³aby mnie powstrzymaæ!
Zobaczysz jak z twoj¹ ukochan¹ Min¹...
konsumuje nasze ma³¿eñstwo.
£ap go! On ucieka!
Gdzie? Gdzie on siê podzia³?
Tam jest!
Musimy go z³apaæ, inaczej wszystko stracone.
Mistrzu! Têdy!
Renfield, ty dupku!
Gdzie ja jestem?
- Co siê sta³o z Dracul¹? - On nie ¿yje!
A ty jeste wolna.
Dziêki Bogu.
Znów jeste moj¹ s³odk¹, niewinn¹ Min¹.
A ja mam ciebie.
Mój kochany Jonathanie!
A teraz, kochana...
pozwól mi zabraæ ciê do domu.
Mistrzu!
Wybacz mi, mistrzu!
Znów zaczynasz wygl¹daæ jak dawniej.
Twój mistrz odszed³ na zawsze, panie Renfield.
Jest pan teraz wolnym cz³owiekiem.
- Jestem? - Tak.
Nikt wiêcej nie bêdzie ciê kontrolowa³.
Masz racjê.
- Chod, Renfield. - Tak, mistrzu!
Przeznaczenie!
Odwied www.NAPiSY.info
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.