All language subtitles for Revolver 2005 BluRay 1080p x264 AC3 5.1 - PRL Waldek

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese Download
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Release: Bonaducci Największy wróg ukryje się tam, gdzie się go nie spodziewasz.

Jedyny sposób na to, by zmądrzeć, to grać z mądrym przeciwnikiem.

Pierwsza zasada biznesu, broń swoich inwestycji.

Wojny się nie uniknie. Można ją tylko przełożyć, aż wróg będzie silniejszy.

Przez ostatnie 7 lat czegoś się dowiedziałem.

W każdej grze i kanciarstwie zawsze jest przeciwnik

i zawsze jest ofiara.

Podstęp polega na wyłapaniu, kiedy jesteś tym drugim,

żebyś mógł stać się tym pierwszym.

REWOLWER

DWA LATA PÓŹNIEJ

Jak głęboko zakopałeś tamtego?

Głęboko.

- Jesteś do tego przekonany? - Musi nam zapłacić, prawda?

Ma więcej forsy, niż ty mógłbyś wydać przez całe życie.

- Prawie o tym zapomniałem. - Ma dług u nas obu.

Przyszedł czas spłaty. Jest przyczyna - jest skutek.

Przykro mi, proszę pana. Ten stolik jest zamknięty.

- Przyślij go tutaj. - To raczej zły pomysł.

- On jest lepszy. Dużo lepszy. - Wszystkie stoliki są zamknięte.

Przyprowadź go tutaj, Paul.

20.

Czekajcie.

Może pójdziemy schodami, Billy?

Schodzami na 20. piętro? Nie bądź głupi.

Nie lubię czuć zagrożenia. Zawsze je czułem i zawsze będę.

Czemu człowiek musi robić to, czego nie lubi?

Jake. Jeśli wolisz schody, to pójdziemy z tobą...

Zawsze jest wybór.

Co złego w tych schodach?

Chodź. Będzie dobrze.

Przez następne 2 minuty

będę się trząsł, pocił,

jak ćpun bez strzykawki.

Trzeba było iść schodami...

bo zaczyna się tu robić coraz bardziej ciasno.

Obawiam się, że tylko dwóch może podejść do stolika.

Freddy, możesz iść.

Proszę usiąść, panie Green.

Podobno nieźle się panu powodzi.

- Wbrew oczekiwaniom. - Jak to mówią:

"Im trudniejsza bitwa, tym słodsze zwycięstwo."

Pewien mędrzec powiedział mi, że światem rządzi jedna zasada.

Małe pytanie kierujące powodzeniem.

Im więcej się w nie zainwestuje,

tym potężniejszym się będzie.

Zgadnie pan, co to za pytanie?

"Co ja będę z tego miał?"

Ostrzegano mnie, że mogę żałować, iż pozwoliłem się panu przysiąść.

Podobno stał się pan z wiekiem bardzo ambitny.

Chce pan nabyć jakiś interes?

Taki, jak mój?

Obaj wiemy, kim jesteś, Jake.

Człowiekiem potrzebującym władcy.

Jesteś pracownikiem.

Więc co ja będę z tego miał?

Przyjemność ze zrobienia przysługi dawnemu pracownikowi,

przypominając mu, jaką pozycję natura dla niego wybrała.

Rodney, ile masz?

- Co ci do tego? - Rzucę za tyle.

Ma cię w garści.

To nic wielkiego. Graj.

Za 10.

Zawsze wybierasz największy kaliber, prawda, Rodney?

Wezmę czerwoną.

Imponujące, panie Green.

Połączenie talentu i umiejętności.

Bierz, co nasze, Billy.

Trzeba było postawić całą działkę.

Musi mnie pan kiedyś tego nauczyć.

Gramy?

Rzucę za wszystko, co ma pan pod brodą.

W czym problem?

Jesteś mocny w gębie i słaby w główkowaniu.

Bardzo proszę.

Wybieram purpurową.

Załatwione.

Purpurowy to piękny kolor.

Połączenie widma kolorów białego i niebieskiego.

Zawsze go ma zwycięzca.

Billy, odbierz wygraną.

Ani się waż.

Usta przysparzają ci więcej kłopotów, niż ciało zniesie.

Powiem, co zrobię.

Dobry uczynek.

Podwoję stawkę.

Gramy.

Szybko.

Panie Green.

Pan Macha byłby wdzięczny, gdyby wrócił pan do stolika.

Jeszcze z nim nie skończyłem.

Teraz byłaby odpowiednia pora.

Spieszymy się. Prawda, Jake?

- Przepraszam. - Przechodzimy, koleś.

Spokojnie.

Ma pan kłopoty, panie Green. Możemy pomóc.

Dzięki.

Pójdziemy schodami.

JEDŹ WINDĄ

- Po prostu miał fart i tyle. - Pieprzę. Niech już się boi.

Po wyjściu zbił fortunę. Już jest ustawiony.

Dostał, czego chciał. Więcej się nie odezwie.

Odsiedział 7 lat, Paul. To nic przyjemnego.

Nie wspominając o wypadku z żoną jego brata.

I co miało, kurwa, znaczyć to "Jeszcze z nim nie skończyłem"?

Sprzątnij go.

Tylko żadnych błędów.

Te pojeby z nożami zgrywają gangsterów.

Weź Sortera i Chudego Bigginsa. Załatwcie to sprawnie i po cichu.

Nie wiemy, co spowodowało utratę przytomności.

Zrobiliśmy badania krwi. Wyniki będą w ciągu paru godzin.

Cud, że nie doznał pan żadnych obrażeń przy upadku.

- Mogę już iść? - Jak się pan ubierze.

Zadzwonimy, jak będą wyniki.

Dobra, odwieziemy go.

Billy, wracaj do siebie.

Oszczędzaj się.

PODNIEŚ TO

Joe!

- Joe! - Jake!

- Joe! - Jake!

Szybko! Uciekaj stąd!

Zamknij te drzwi!

Do wozu.

Gdybym chciał cię zabić, już bym to zrobił.

Siedź cicho.

Co?

Spudłował?

Sorter nigdy nie pudłuje.

Nie wiem, co się stało.

Coś poszło nie tak.

Miałem go na muszce.

Trzykrotnie.

Nigdy nie chybiasz. A tu 3 razy pod rząd.

Pewna osoba mi to przewidziała.

Coś tu jest nie tak.

Ktoś wszystko spieprzył.

Nie denerwuj mnie, Chudy.

Może i tam nie wcelowałem, ale ciebie już trafię z tak...

bliska.

Najlepiej po prostu prowadź.

Doreen, pan Green. Panie Green, Doreen.

Dzień dobry, panie Green.

Avi...

pan Green. Panie Green, Avi.

Proszę spocząć.

Ponoć dobry z pana gracz.

Sam jestem więcej niż miłośnikiem.

- Może byśmy zagrali... - Powinniście mi coś wyjaśnić.

Mamy pańskie wyniki ze szpitala.

Nieważne, jak je zdobyliśmy.

Naprawdę ważne jest,

co one oznaczają.

Umrze pan w ciągu 3 dni z nieprzyjemnej przyczyny,

którą jest zakażenie krwi i narządów wewnętrznych.

Dzięki, chłopaki. Nie róbcie sobie żartów.

Panie Green...

pół minuty i może pan iść.

Dopóki słuchasz, będziesz zamiatał teren.

Pół minuty.

Uratowaliśmy panu życie. Od teraz nic za darmo.

Będziemy panu asystować pod dwoma warunkami.

Nie podlegają one negocjacji.

Przechodzę przeszczep.

Warunek pierwszy:

Zabierzemy panu wszystko.

Zdążę umrzeć dwa razy, zanim mi to zabierzecie.

Odda nam pan każdego centa.

- Oni kantują. - To normalne,

że ma pan to za kantowanie,

lecz proszę się zastanowić.

Wie pan, że to żadna sztuczka.

A teraz warunek drugi:

Robi pan, co mówimy, bez żadnych kłótni.

To dotyczy też odpowiadania na zadane panu pytania.

Nie ma pan dużo czasu.

A tak naprawdę nie ma pan wyboru.

Najrozsądniej byłoby zasięgnąć drugiej opinii.

Macha ma legiony bez smyczy. Możemy pana ochraniać.

Taka jest nasza oferta.

Ma pan 3 godziny do namysłu.

Po tym czasie już nie pomożemy.

Ciężko zarobione pieniądze mam oddać za spreparowane wyniki?

Nie wydaje mi się.

Nie dzisiaj.

Niestety nie mam dobrych wieści.

Wszystko przemyślałem.

Oni są rozgarnięci.

Rozgarnięci jak dziecięce buciki.

Ona jest z nimi w zmowie. Dlatego mieli te wyniki.

Trzeba znaleźć kogoś, z kim nie mieli kontaktu.

No, cóż, Jake...

My...

Przepraszam. Nie wiem, jak to powiedzieć...

Masz... rzadką chorobę krwi.

Jak oni się dostali do niego?

On też brał w tym udział?

- Ile ci płacą? - Co? Kto?

- Ile?! - Nie wiem, o czym mówisz!

Masz 5 sekund.

5...

- Nie wiem, o co chodzi! - 4...

- 3... 2... - Nic nie rozumiem!

Nie!

Kiedy się wygrywa, kto myśli o porażkach?

Jednak gdy jesteśmy świadkami kantowania...

zostajemy sprowadzeni na ziemię.

Fakt, który lubimy ignorować.

Nie da się wygrać.

Jedyną nagrodą, jaką ci tu zapewniają...

jest przegrana.

Pytanie tylko, kiedy.

Ja... ja... popełniłem błąd.

Nigdy nie pudłowałeś, więc dlaczego tym razem?

I dlaczego aż 3 razy?

Miałem... złe przeczucie.

Przeczucie...

Chyba nie płaciłem ci, żebyś miał przeczucia?

Zapłaciłem ci, bo jesteś najlepszy w branży.

Po co miałbyś pozwolić przeczuciu zepsuć nasze dobre relacje?

Posłuchaj:

Zależy mi na czasie.

Gdybyś mógł stłumić przeczucie, dopóki nie wykonasz zadania...

byłbym niezmiernie wdzięczny.

Jesteś w stanie?

- Oczywiście. - Bardzo bym się cieszył.

Jednej rzeczy dowiedziałem się o specjalistach.

Najlepiej potrafią wszystko spieprzyć.

Jeśli jest jakaś zasada, można ją nagiąć.

Jeśli jest jakieś prawo, można je złamać.

Od teraz będę łamał wszystkie zasady.

Bo zdesperowani mężczyźni...

chwytają się desperackich sposobów.

Gotówka wygląda na nieużywaną.

Nowe banknoty. Rzadko spotykana tutaj rzecz.

Cudowny nowy banknot.

Symbol nadziei.

Taki czysty i sztywny.

Nawet pachnie wspaniale.

Zaczyna się pańska praca.

Pan prowadzi.

Jesteśmy,

przepraszając za niepotrzebnie tak dramatyczny przydomek,

"Lichwiarzami".

Ludzie nas nienawidzą i boją się tak, jak pan.

Pożyczamy im pieniądze właśnie po to.

Wiemy, jak pan lubi dolary.

Trudno będzie patrzeć, jak je pan traci.

Ponieważ to pańskie pieniądze będziemy pożyczać.

Ani słowa.

Trzymaj torbę. Na nasz znak, położysz ją na stole.

- Nic nie zostało. - Smutne, panie Horowitz.

- Moje wyrazy współczucia. - Może i mnie kantują.

Może i mną sterują.

Przepraszamy, że znamy powód pańskiej pożyczki.

Musimy oceniać klientów bardzo ostrożnie.

Wyrok został wydany. Świadectwo zgonu podpisane.

Więc... o co chodzi?

O to, że to jedyne wyjście.

Jeszcze raz mi tu pstryknij, a połamię ci te paluchy.

Zna pan nasze oprocentowania?

I naszą politykę?

Bez urazy, panowie, ale macie renomę.

Gdybym tylko miał wybór, nie rozmawiałbym z panami.

Trochę to dziwne, ale i tak nie chcę ich oddawać.

Wiem, że nie mogę ich zabrać. Czemu więc dalej boli?

Czemu to mnie, kurwa, rani?

Idę na rękę tym dwóm kutasom.

Czy to cokolwiek ułatwia?

Musimy znać pańską historię z Machą.

Co chcecie wiedzieć?

Wszystko.

Dla Machy pracowało 3 pajaców, zwanych Trzech Eddie'ech.

Wyraziści, głośni, dumni i tępi.

Zajmowali się tymi gierkami, znanymi w całym mieście.

Były szalone i niebezpieczne,

ale dobrze płatne.

Macha stracił jednego gracza tuż przed ważną rozgrywką.

Chciał, żebym zajął jego miejsce.

Odmówiłem. Każdy by tak zrobił.

Zaczęli prześladować mojego brata i jego rodzinę.

Właśnie urodziła im się córka...

a robiło się nieciekawie.

Żeby więc nic się nie stało,

zgodziłem się zagrać.

Ledwo się zaczęło, a już się skończyło.

Dobry pan jest, panie Green. Ale proszę mi powiedzieć...

czy pański - - - - -?

Kowboje zaczęli rżeć.

Była tam masa tych zasrańców.

Cała masa.

- Też miałem coś śmiesznego. - Bardzo śmieszne, George.

To cię rozweseli.

Rannych zostało 5 osób.

Forsa gdzieś znikła. Po 2 tygodniach miałem przesłuchanie.

Trzech Eddie'ech wiedziało, co mówiłem.

Grozili córce mojego brata.

Jej matka, jak każda inna by zrobiła, zareagowała gwałtownie.

Zaczęła się sprzeczka, a ona przyjęła na siebie kulę.

Mój brat stracił żonę,

a jego córka matkę.

Straciłem poczucie humoru na 7 lat,

przez tak zwane "władze", organizujące gierki dla Machy.

Po jakimś czasie Trzech Eddie'ech jakoś zdenerwowało Machę.

Więc użyłem tego składnika do postawienia budynku.

Macha musiał za to zapłacić.

Wiem, że nic nie boli bardziej, niż upokorzenie i strata forsy.

Zatrudniam setki ludzi. Muszą dostać jutro wypłatę.

Potrzebujemy 3 dni.

Spróbujcie nas zrozumieć.

W co ja się wpakowałem?

Próbuję znaleźć jakiś sens.

Nie teraz... bo bez sensu.

Pamiętaj, jak coś zaczynasz, to musisz to skończyć.

- Przysięgam. - To oczywiste.

Bez dwóch zdań.

Najgorszym pomysłem było wybranie motelu,

którego jedynymi klientami są żądne krwi bydlaki.

Czuj się jak u siebie w domu.

Jeszcze się odezwiemy.

- Nie możemy się spotkać z Goldem. - Jak to? Siedzę tu już od godziny!

- Ile mam czekać na to spotkanie? - Nikt nie spotyka się z Goldem.

Wyszedł go człowiek. Walker...

- Lily Walker? - Właśnie.

- Witam. - Chyba się nie poznaliśmy.

Jestem panna Walker. Pracuję dla pana Golda.

- Możemy się przejść? - Oczywiście.

Rozumiem, że miał pan wykonać dla nas pracę.

Dobrze więc by było trochę porozmawiać.

Upewnić się, że zna pan powagę podejmowanego czynu.

Tak, tak. Znam.

Wszystko jest ustawione. Nic się nie zmieniło.

- Do piątku. - Świetnie.

Pan Gold wierzy w pana.

Obiecał coś pewnym ludziom.

Podobno mogą być problemy.

Nie, nie, nie.

Nie lubimy problemów, panie Macha.

Ja też nie. Nie zawiodę pani.

Nie zawiodę pana Golda.

Więc wszystko jasne.

Pan Gold nie daje więcej czasu.

Drugich szans też nie.

Nie brakuje ludzi,

którzy chcieliby robić interesy z panem Goldem.

Miłego dnia.

Macie forsę. Co teraz?

Proszę usiąść.

Musimy wiedzieć, jak długo i z kim pan to robił.

- Dlaczego? - Dlaczego?!

W umowie było, że my zadajemy pytania.

Miałem 2 wyjścia:

14 lat i koniec czasu albo 7 lat samotności.

Wybrałem samotność.

Spędzałem 20 godzin dziennie między dwoma innymi celami.

Byłem tam przez więcej lat, niż sobie przypominam.

Byli w nich szachowy mistrz i mistrz kantowania.

Nigdy ze sobą nie rozmawiali, a równie dobrze mogli być małżeństwem.

Tyle o sobie wiedzieli.

Raz dziennie bliźniaki przywoziły książki z biblioteki.

Pchali wózek przez 22 lata.

Zapisywali sobie ruchy szachowe,

koncepcje kantowania,

na końcowych stronach książek na temat...

teoretycznej astrofizyki,

tom IV,

matematyki i mechaniki kwantowej...

Używali ich do kantowania.

Pisali w tych książkach, bo łatwo było się wymieniać.

Niebezpieczne zestawienie.

Szachy i kantowanie.

Nieustannie przez 10 lat siedzieli w spokoju.

Myśleli tylko o tym, jak zbić drugiemu figurę.

O, tak. Myśleli.

Dużo myśleli.

Myślałem, że ja jestem mądralą, zanim wszedłem, ale ci goście

to zupełnie inna klasa.

Znali sztuczki z 1. ligi.

Ich życiową ambicją było stworzenie końcowego oszustwa,

by wygrać ostateczną rozgrywkę.

Zawsze myśleć szybciej i lepiej.

Stopniowo zaczęli myśleć, że wynaleźli formułę kantowania.

Szach.

Formułę na końcowe zwycięstwo.

Nic z niej nie rozumiałem.

Ale skoro tak mówili, to im uwierzyłem.

Byłem w błędzie.

Poczuli, że to ich 5 minut.

Nadeszła pora, żeby opuścili cele.

Nie było wzmianki o betonie.

Nie mogłem im nie wierzyć. Dostawali, co chcieli.

Ich jedzenie było czuć przez 30-centymetrowy beton.

Sukinsyny wiedziały, że doprowadzają mnie do szału.

Wy sukinsyny...

Przysięgli mi, że wyjdziemy razem.

Wyjdziesz z nami, Jake.

Ufałem im, jak głupi.

Dzień później znikli bez śladu.

Cały tydzień władze przeszukiwały miejsce,

nie mogąc znaleźć żadnych dowodów ich istnienia.

Rozpłynęli się w powietrzu.

Szach.

Wyszedłem po 2 latach.

Ale ci dwaj wiedzieli o mnie wszystko.

Wszystko.

Jakie miałem tajemnice, ile miałem pieniędzy.

Gdzie je trzymałem. Dranie mnie skroili.

Nie zostawili nawet pary skarpetek.

Zasada nr 1:

Jedyny sposób na to, by zmądrzeć, to grać z mądrym przeciwnikiem.

Spróbowałem ich formuły... i zadziałało.

Naprawdę zadziałało.

Ale chyba nie teraz?

Szach, mat.

Musi się rozruszać. Podaj mu adresy.

Jedyny sposób na to, by zmądrzeć, to grać z mądrym przeciwnikiem.

Po co dalej to ciągną?

Mogliby mnie wykończyć jednym uderzeniem.

Chcą, żebym cierpiał.

Pokręcone sukinkoty chcą, żebym płacił.

Płacił za własny ból.

To najbardziej radykalna koncepcja, jaką znam.

Zawsze jak o niej myślę, umiera cząstka mnie.

Powiedziałem sobie, że to moja ostatnia runda.

Będą mnie rwać kawałek po kawałku.

A tego nie zniosę.

Znaleźli słabość.

Dopadli mnie na dobre.

Ręce skrzyżowane, oczy zakryte, bez grobu i z dłońmi na trumnie.

Jestem ugotowany. Dobra robota.

Wsadzą widelec w mięso. Sprawdzą, czy krwiste.

- Szach, mat. - Dobry pan w to jest.

Uwięziony... w transie.

W sytuacji bez wyjścia.

W mechanizmie, który nie istnieje.

Teraz chcę tylko...

odrobiny spokoju.

- Gdzie jesteś? - W mieszkaniu starszej pani.

- Ma forsę? - Jasne, że nie.

Ledwo się trzyma.

Skąd mogła mieć tyle kasy?

Taki ma dług. Są jakieś meble?

Nie.

- Weź psa. - Nie będę brał psa.

- To weź telewizor. - Telewizor nie działa.

- No to rusz dupę tutaj! - Wy w ogóle sypiacie?

- Jak idzie? - Spytaj szefa.

Nie, dzięki, skarbie.

Koniec czasu! Idziemy!

Specjalnie się pan nie spieszył.

- Jest coś od staruszki? - Nie.

- A od Horwitza? - Nie.

- Dlaczego? - Bo nie miał.

Posłuchaj. Albo ty płacisz, albo on.

- Płacę tak czy inaczej. - Nie zgrywaj mądrali.

Posłuchaj:

Nie wysyłamy cię tam, żebyś czyścił klamki.

Musisz się postarać.

Doreen, bierz wóz.

Pojedziesz z nami.

Co to ma być?

- Gdzie była ochrona? - Zagazowana i związana.

Proszę się trzymać, panie Green.

12-tonowy sejf, proszę pana. Nie można było go otworzyć.

Koniec czasu! Idziemy!

Ale przetransportować go to już można było, co?

Po co ktoś miałby go kraść?

Nawet nie używaliśmy tego sejfu, prawda?

Szach, mat.

Jak pan, u diabła, to zrobił?

Paul?

Zwykle - nie.

Były w nim prochy Sama Golda, które przyszły wczoraj.

Nie, Paul.

Mylisz się.

Pomyśl jeszcze raz.

Ty tępy skurwysynu.

To go powinno wkurzyć.

Co ty robisz z naszą własnością?!

Może mnie jeszcze zgwałcisz?

Zbierz chłopaków, połam parę kości, skrzywdź paru ludzi...

Mają być skutki, słyszysz?

- Zajmę się tym. - Jasne, że się zajmiesz.

W słowniku Sama Golda nie ma wyrazu "wymówka".

Przez ciebie jestem żywym trupem!

- Zrozumiano? - Zajmę się tym.

Nie. Pytałem, czy zrozumiano?

- Tak. - Oby.

W międzyczasie sprowadź jakieś prochy. Bez względu na dostawcę czy cenę.

Po prostu załatw.

Tylko jeden człowiek może dostarczyć tyle tak szybko.

Kto?

Lord John.

Nic z tego.

Nie wzmocnię konkurencji.

To podwójna wartość rynkowa.

Przychodzi robić interesy, a nie ma przy sobie forsy.

Marnuje mój czas.

Gruby Dan, powiedz lachociągowi, żeby wynosił się z mojego biura.

Ustaw mu kompas na bar dla gejów.

Niestety nie możemy pomóc.

Paulie pana odprowadzi.

Jestem gotowy na rozmowy.

Rozmowy...

Myślisz, że mam czas na rozmowy?

Powiedz mu, żeby znalazł sobie starą kurwę w strupach i z nią rozmawiał.

Pete, jeśli chcesz porozmawiać,

to idź do swojego szewca. Ja nie mam czasu.

Rozmowy...

O czym chce pan rozmawiać?

- Bierz. - Co?

Czy ja mam déja vu?

Chyba mówiłem: "Bierz"?

Sam Gold przykuł mnie łańcuchem.

Pan Czarnoksiężnik.

Pan Cel-tej-gry.

To jest prawdziwy gangster ze scyzorykiem w kieszeni.

Gold nie daje drugich szans, Paul.

Chcę wykonać robotę i wziąć wynagrodzenie.

Jasne?

Paul.

Kiedy zakończysz transakcję,

uważaj na tego niegodnego zaufania, chciwego skurwiela.

- Przyjęli cenę? - Tak.

Pewnie są zdesperowani.

Ustaw transakcję, Dan. Zajmie się tym Cienki Pete.

Cienki Pete

Ma wziąć odpowiednią siłę ognia, żeby nic się nie spieprzyło.

Jeszcze jedno...

Nie ufaj tym kundlom. Jak cię rozśmieszą,

to tylko po to, by ukraść złoto.

Jak ktoś o coś spyta...

to nie znasz języka.

- Pan przodem, panie Green. - Pójdę schodami.

W czym problem?

- Nie lubię wind. - Czego pan się boi?

Głuchy jesteś? Po prostu nie lubię!

Trudno, bo i tak nią pojedziesz.

PÓŹNIEJ TEJ SAMEJ NOCY

Wszystko?

Wszystko?

Chce wojny?

- Już ja mu dam wojnę! - To raczej nie Lord John.

- On pana dobrze zna. - Ale idealny to on nie jest!

I właśnie tak zrobię!

Macha nas wykołował, a ty to przespałeś?

Nie przewidziałeś tego, grubasie?

Pójdę schodami.

Zanim cokolwiek zrobimy, proszę pana, trzeba oddać prochy Samowi Goldowi.

- Niech pan się nie... - Zamknij mordę!

- Pójdę... - Nigdzie nie idziesz.

Równie dobrze mogliśmy mu to wszystko oddać.

Powiedziałem, że masz tu stać.

Jeśli sprzątniemy Lorda...

to będą konsekwencje.

Czy wyglądam na takiego, co się boi konsekwencji?

- Pójdę schodami. - Nigdzie nie pójdziesz!

Słuchaj, skurwielu!

Spójrz na mnie! Myślisz, że się boję konsekwencji?!

- Idę schodami! - Posłuchaj!

Siadać! Wracać i siadać!

Wydrzyj się jeszcze raz, a rozwalę ci łeb!

- Pieprzyć go! - Pieprzyć go!

- Pieprzyć konsekwencje! - Pieprzyć konsekwencje!

- Pieprzyć wszystko! - Pieprzyć wszystko!

- Wyglądam na przestraszonego? - Nie.

Zrozumiano?

Lou... co się dzieje?

- Jesteśmy na miejscu. - Są na miejscu.

- Ilu? - Sześciu.

- Wymiana będzie w pokoju obok. - Wymiana w pokoju obok.

- Za ile? - Zostało nam...

- 10 minut. - 10 minut?

- Nie ufaj tym żółtkom. - Nikomu nie ufam.

Lou?

Powiedz coś, skurwysynu.

Własnoręcznie cię zabiję.

Konsekwencje mogą mnie pocałować w czarne dupsko!

- Ukradli mi nawet zegarek. - Kupię ci nowy na twój pogrzeb!

To już jest wielki problem, Avi.

Problemy nie istnieją, panie Green.

Jedynie sytuacje.

Wstawać, lachociągi!

Zabrali prochy!

Wybacz, Wielki Bracie.

Pobudka, panie Green.

Szach, mat.

- Jak? - Jak co?

Uratowaliśmy panu życie, więc może pan powiedzieć.

Jak pan to robi, że ciągle wygrywa?

To proste.

Bez pracy nie ma kołaczy.

Oddaję ci figury za darmo.

Masz uwierzyć, że to twoja zasługa.

Bo jesteś mądrzejszy, a ja głupszy.

W każdej grze i kanciarstwie zawsze jest przeciwnik i ofiara.

Im bardziej ofiara myśli, że panuje nad sytuacją,

tym mniej naprawdę nad nią panuje.

Stopniowo zaciska pętle na swojej szyi.

A przeciwnik mu w tym pomaga.

Więc...

to się kryje w formule?

Formuła jest wyrafinowana i ma nieskończone zastosowanie.

Ale jest bardzo prosta i logiczna.

Zasada nr 1 każdego gracza czy kanciarza:

"Jedyny sposób na to, by zmądrzeć, to grać z mądrym przeciwnikiem."

Zasada nr 2:

"Im bardziej wyszukana gra, tym bardziej wyszukany przeciwnik."

Jeśli przeciwnik jest znakomity,

umieszcza ofiarę w otoczeniu, które potrafi kontrolować.

Trzeba wybrać otoczenie, które łatwo kontrolować.

Rzucamy psu kość,

znajdujemy jego słabości,

dajemy mu tylko trochę tego, co chce.

Szach.

Przeciwnik po prostu rozpręża swoją ofiarę,

podając mu swoją wersję zdarzeń.

Szach.

Dokąd żmija poprowadzi?

Nie wiem. Jedyny sposób na to, by zmądrzeć, to grać ze żmiją.

Im większa sztuczka, a ją znam, tym łatwiej ją wykonać.

Oparta na dwóch regułach.

Myślą, że to nie może być takie stare,

ani tak znaczące.

Wielu się na to nabiera.

Kiedy w końcu przeciwnik podejmuje to wyzwanie,

oznacza to, że inteligencja ofiary została podważona.

Nikt się z tym nie może pogodzić.

Nawet oni sami.

Szach, mat.

- Nie gram już z panem. - Dobrego przeciwnika

znajdzie się zawsze tam, gdzie najmniej się go spodziewa.

Ma pan więcej sztuczek, niż kieszeń klauna. Prawda?

Wszystko w porządku?

Możemy pogadać?

Dwie minuty.

Nic ci nie jest?

Przyjeżdżaj jak najszybciej.

Dowiedziałem się czegoś bardzo ważnego.

- Ostatnie wyniki. - Ostatnie wyniki...

kiedy nikt z Lichwiarzy przy nich nie będzie,

- twoi ludzie ruszają. - Nadepnęli na Golda,

a on im nic nie zrobi.

- Golda? - Tak.

Ten Gold. Sam Gold.

Pan Klendistein.

Pan Hambigewes.

Pan Tajemniczy.

Uciekaj stamtąd.

Uciekaj, Jake.

Nikt żywy nie drażni Golda.

Nie ma wielu przyjaciół.

Źle z nim będzie, jak Gold się za niego weźmie.

Źle będzie, jak Gold się za nich weźmie.

Nikt nie widzi Golda, ale Gold widzi wszystko.

Znak dymny oznacza:

"Omijaj go, jak wściekłą kulę."

Powiedz swojemu koledze, żeby się stamtąd wynosił.

- Jake, wynoś się stamtąd. - Wynoś się stamtąd.

Wynoś się stamtąd.

Płyta ci się zacięła. "Jutro... Jutra...".

- Jutra nie będzie. - Rozgrzewka.

Postrzel go, może zmięknie.

Mam się bawić w gangstera?

Ja się zająłem Horwitzem.

Zmiana planów.

Czuję, co się święci.

Daj broń panu Greenowi.

Panie Green.

Proszę postrzelić Freda za mnie.

Strzeli pan kretynowi pod kolano.

Nie postrzelę Freda.

Czasem słychać ten głos, który bierze się za nr 1.

A nie mówiłem, Avi?

Jeśli pan tego nie zrobi,

wyciągniemy konsekwencje.

Jedno lekkie naciśnięcie.

Jak przy tubce pasty do zębów.

Kim wy, kurwa, jesteście?

Nie widać tego, co jest przed nami.

Powinien pan teraz leżeć. Zimny i zesztywniały.

A pan nam dalej nie ufa.

Proszę mu strzelić w kolano. Musi pan to dla nas zrobić.

Czasami lepiej tego słuchać.

Podnieś się, Fred.

Wynocha.

- Tak nie wolno, Jake. - Chcę to zakończyć, Avi.

Co ty, kurwa, możesz wiedzieć? Natychmiast strzelaj do robala.

Ani kroku dalej.

Jak tubka pasty do zębów.

Czy pan wie, co pan robi?

Zaczekaj, Jake. To nie jest plan.

Nie będzie szczęśliwego zakończenia.

Ani kroku dalej, Avi.

Pobudka, panie Green.

- Tak? - Gratulacje, panie Green.

3 dni minęły, a pan żyje. Chyba pora na badania.

- Źli ludzie cię złapali? - Nie ma złych ludzi, Rachel.

Są. Dlatego ty i twoi koledzy nikomu nie ufacie.

Mniejsza z tym.

Bądź grzeczna i przynieś wujkowi Jake'owi coś zimnego do picia.

Trochę się pochrzaniło, prawda?

Wszystko się poukłada.

- Z nią wszystko dobrze? - Nią się nie przejmuj.

Martw się o siebie.

Nie wiem, jak panu to powiedzieć...

ale pierwsze wyniki... musiały być błędne.

Żadne przeprosiny nie odkupią naszych win.

Musimy oceniać klientów bardzo ostrożnie.

Jest w tobie coś...

o czym nie wiesz.

Coś, co odrzucasz.

Istnieje nawet wtedy, gdy jest już za późno,

by cokolwiek z tym zrobić.

Tylko dlatego rano wstajesz.

Jedyne wytłumaczenie ciebie na gównianym przejściu.

Krwi, potu i łez.

To dlatego, że chcesz, by ludzie wiedzieli,

jaki dobry, atrakcyjny, hojny,

zabawny, ciepły i mądry naprawdę jesteś.

Bójcie się lub czcijcie, ale błagam was...

myślcie, że jestem wyjątkowy.

Dzielimy się uzależnieniem.

Ćpuny próbują coś udowodnić.

Wszyscy gonimy za bogactwem.

Za złotym zegarkiem.

Zbiorowy obłęd.

Patrzcie na mądralę z odznaką.

Poleruje swoje trofeum.

Lśnij na mnie, szalony diamencie.

Jesteśmy jak małpy.

Przywdziewamy maski,

błagając o aprobatę innych.

Gdybyśmy o tym wiedzieli, to byśmy przestali.

Ktoś przed nami to ukrywa.

Gdybyś dostał drugą szansę, to byś zapytał...

- Dlaczego? - Dlaczego co?

Dlaczego jeszcze żyję? Czemu nie dałeś mojej forsy?

Czemu oni mieli nie wiedzieć?

- Czemu ja miałem nie wiedzieć? - Wkrótce się dowiesz.

Ktoś rzuca kłody pod nogi Lorda Johna.

Facet wspomniał o forsie, towarze i nazwisku...

Green. Tak, Jake Green.

- Mów dalej. - Pracuję dla jego brata.

- Patrick. - Jest parę okazji.

Opiekuje się starszym bratem. Jest bardzo, bardzo chciwi.

Chcą pana zaskoczyć.

Weź Sortera, Chudego Bigginsa i tylu, żeby nie było wymówek.

Nareszcie.

Co za obrazek.

Ty się tam obijasz, a my się tu nudzimy.

- Dać wam deski do pływania? - Zabawne, że tak mówisz.

Zach to niezły pływak.

20 długości basenu w 10 sekund.

Myśleliśmy, że to rekord. Chcesz spróbować go pobić,

przyłącz się do nas.

Skoczę na górę po kąpielówki i spotkamy się tutaj.

Nie radzę.

A to dlaczego?

Myśli pan, że dlaczego siedzimy w tym lodowatym brodziku?

Moglibyśmy grzać się na górze i oglądać kanał erotyczny.

Ile można wieźć pięć kaw i parę pudełek z pizzą?

Zaczyna się, Jakey.

Biegiem!

Ty powiesz szefowi.

- Dlaczego ja? - Bo ty zamawiałeś pizzę.

Tym razem powiecie, o co tu chodzi?

- Dwie kostki cukru, prawda? - Daruj sobie tę herbatę, Avi.

Dziękuję, Jenny. To wszystko.

Nie powiedział nam pan prawdy o Trzech Eddie'ech.

Trzech Eddie'ech jakoś zdenerwowało Machę.

Więc użyłem tego składnika do postawienia budynku.

Mamy panu przypomnieć, co naprawdę się stało?

Trzech Eddie'ech czekało na pana, gdy wychodził pan z więzienia.

- To wina Machy. - Źle to wyszło.

Już dla niego nie pracowali. Chcieli przyjść...

- ... zobaczyć, co u pana. - Tak naprawdę chcieli...

...umieścić 12 g ołowiu...

w tył pańskiego łba.

Dał im pan propozycję nie do odrzucenia.

Nikt nie zabija człowieka, który daje mu pieniądze.

Więc zaoferował im pan 3% odsetek na miesiąc

od każdej pożyczonej tobie sumy. Potrzebowałeś forsy na układy,

które robiłeś w pudle.

Fakt ten był bardziej korzystny, niż inny, legalny czy nie, układ.

- Jeden powiedział więc... - Zgadzam się.

Miesiąc później

odzyskał pieniądze.

- Plus twoje 3 %. - Nikt nie zabija człowieka...

- ... który daje mu pieniądze. - Zawsze chronią inwestycję.

- Dam ci 4 % za miesiąc. - To zostaje między nami.

- Jasne, Eddie. - Rok później...

wszyscy się zgodzili.

Dam ci 4 % za miesiąc.

Przez 2 lata zawsze przychodziłeś.

Regularnie jak zegarek.

Ale nie było żadnego układu.

Brałeś forsę od jednego, spłacałeś nią drugiego.

Plus 4 %.

Plus twoje 4 %.

Nie był pan chciwy.

Działał pan powoli i delikatnie.

Kupował pan sobie ich zaufanie.

To zostaje między nami, prawda?

- Oczywiście, Eddie. - Ich najłatwiejszy zysk.

Wkrótce potem nie mogli pożyczać panu tak szybko.

Po dwóch miesiącach nie mieli już co pożyczać.

- Zaczęli więc pożyczać od Machy. - 3 %? - Plus twoje 3 %.

- 4 %. - Plus twoje 4 %.

- 5 %... - Machę to zainteresowało.

Od kogo Trzech Eddie'ech mogą tyle dostawać?

Kryli pana...

- jak niewygodny sekret. - Dowiedz się, kto za tym stoi.

Kto za tym stoi?

Nie pytaj, to nie skłamię.

- Mówili mu wszystko oprócz prawdy. - Dowiedz się, czy to Jake Green.

- Jake Green za tym stoi? - Z tego, co wiem, to nie.

- Byle tylko bronić inwestycję. - Nie dzielę kury znoszącej złote jaja.

Macha dalej był zainteresowany, więc pożyczali coraz więcej.

Pożycz im forsę.

Wrócił pan do hazardu i zarabiał więcej niż było potrzebne.

- Był pan bogaty. - Jestem bogaty.

Zajebiście bogaty.

Po roku miał pan dość dużo pieniędzy od Eddie'ech.

A raczej pieniędzy Machy.

- Teraz jestem bogatszy. - Już nie same monety.

- Zajebiście bogatszy. - Pojechał pan w tajemnicy na wakacje.

Wziął pan brata, jego córkę, forsę Machy i dobrze się bawił.

Słońce, piasek, morze i kiełbaski.

Tymczasem wybuchła ostateczna kłótnia wśród Eddie'ech.

Odnośnie spłaty długu,

jaki mieli teraz u Machy.

Chcę odzyskać forsę, Paul.

Ci chłopcy bardzo cierpieli.

Im więcej prawdy mówili, tym bardziej cierpieli.

To Jake Green! Wrobił nas!

Tę historyjkę już znam. Niech mówią prawdę.

Dałeś im sznurek, żeby się powiesili.

- Niezłe kanciarstwo, Jake. - Uważa się pan za mądrego?

Bo to prawda. Ale...

nie aż tak, jak pan myśli.

Elvis, chodź tu.

Gdybym chciał octu, zamówiłbym frytki.

Daj mi coś z metką. Dobrze?

Jakieś życzenie?

W porządku. To przyjaciele.

Co masz dla mnie?

- Co mam mu powiedzieć? - To już twój problem.

Byle dobrze.

Przyjechałem, żeby ich odebrać.

Tyle widziałem.

Fascynująca historia.

Mam jedno pytanie:

Jak?

- Jak co? - "Jak co"?

Było was sześciu plus Chudy Biggins. On się liczy jak kolejnych sześciu.

Ilu było od niego?

- Jeden. - Jeden.

Więc jak temu jednemu udało się zabrać broń

i przezwyciężyć...

czterokrotnego mistrza kulturystyki?

Ciągnął go przez pół bloku,

przerzucił przez 2-metrowy mur

i na koniec strzelił mu w gębę.

Na ziemię, szefie!

Znajdźcie zamachowca!

Nie ruszać się!

Lou! Lou!

Co tu się, kurwa, dzieje?!

Nie mam pojęcia!

Coś wystrzeliło!

Nie ruszać się!

Sukinsyny!

Trzymać szefa!

Powoli i delikatnie.

Piękno to anioł zguby.

Jak coś tak ładnego może być takie złe?

Ale żaden anioł nie jest tak zgubny, jak ich chciwość.

W końcu ona dopada wszystkich.

Myślą, że sobie z nią poradzą...

lecz chciwość to jedyny wąż, którego nie da się oczarować.

Powinienem był go zabić.

Dawno temu.

Odstrzeliła mi palca!

Suka odstrzeliła mi palca!

Kto to?

Gdzie Tony?

Szczęśliwy Tony. Człowiek Lorda Johna.

Już nie wygląda na szczęśliwego.

Bez obaw. Jest z morderczynią, Cho Lea Nokaler.

Upewnij się, że umrze.

Chciwość w końcu dopada wszystkich.

Strzeliłeś prosto, Sorter.

Dobrze, że opanowałeś przeczucia.

Znajdź paru ludzi Lorda Johna.

Przekonaj ich, żeby powiedzieli, gdzie są moje prochy.

Największy wróg ukryje się tam, gdzie się go najmniej spodziewasz.

Jaka jest pierwsza zasada każdej gry, panie Green?

"Jedyny sposób na to, by zmądrzeć, to grać z mądrym przeciwnikiem."

A druga zasada?

"Im bardziej wyszukana gra, tym bardziej wyszukany przeciwnik."

To oczywiste, ale kiedy jest koniec?

Kiedy przestajemy grać?

Przestajemy grać, jak przestaniesz odpowiadać.

- Nie daj sobie mieszać w głowie. - To ja mieszam panu w głowie?

Tak długo słyszał pan ten głos, że uwierzył, iż to jest pański.

Pana najlepszy przyjaciel.

Bo wierzysz przeciwnikowi, jak najlepszemu przyjacielowi.

Jaka jest najlepsza kryjówka dla przeciwnika?

Tam, gdzie się go najmniej spodziewasz.

Czy wie pan, kim jest Sam Gold?

Powinien pan wiedzieć... bo on wie, kim pan jest.

Ten Gold. Sam Gold.

Pan Klendistein.

Pan Hambigewes.

Pan Tajemniczy.

Siedzi tutaj.

Udaje, że jest panem.

Nikt nie widzi Golda, ale Gold widzi wszystko.

Jesteś w Grze, Jake.

W tej Grze.

Każdy ma swoją Grę,

ale nikt o tym nie wie.

A to wszystko...

to jego świat. Jego własność.

On to kontroluje.

- Mam dosyć tego gówna. - Przestań mi mieszać.

Mówi, co trzeba robić.

Dość.

- No i pan to zrobił. - Powiedziałem coś, Avi!

Kiedy w końcu przeciwnik podejmuje to wyzwanie,

oznacza to, że inteligencja ofiary została podważona.

Nikt się z tym nie może pogodzić.

Okłamują sami siebie.

On stoi za całym naszym bólem.

Za każdą popełnioną zbrodnią.

Jak mogę stać za bólem... za wszystkimi zbrodniami...

jeśli ja w ogóle nie istnieję?

Teraz to on panu mówi,

że w ogóle nie istnieje.

Nikt żywy nie drażni Golda.

Nie ma wielu przyjaciół.

Wywołaliśmy wojnę między panem a jedynym istniejącym wrogiem.

A pan ma go za przyjaciela.

Będą chronić przyjaciela

wszystkim, co tylko mają.

Chroni go pan.

Tylko czym?

Gdzie najlepiej powinien się schować przeciwnik?

Tam, gdzie się go pan najmniej spodziewa.

Chowa się za twoim bólem, Jake.

Chronisz go swoim bólem.

Ogarnij ból,

a wygrasz tę Grę.

Wiem,

że nic tak nie boli, jak upokorzenie i strata forsy.

Jeśli zmienisz reguły tego, co kontroluje ciebie...

zmienisz reguły tego, co możesz kontrolować.

Jak daleko jest pan gotów się posunąć, panie Green?

Im więcej mocy myślisz, że masz w świecie Golda,

tym mniej mocy masz w rzeczywistości.

Dalej jesteś w więzieniu, Jake.

Prawdę mówiąc, nawet z niego nie wyszedłeś.

Kim oni są? Hipnotyzują cię?

Ty chcesz odpowiedzi, a oni dają ci zagadki.

Znasz zasady. Słuchałeś i będziesz zamiatał teren.

On zna wszystkie sztuczki i poprawne odpowiedzi.

Nie pozwól, by ci to zrobili, Jake.

Nie daj się obrócić przeciwko sobie.

Nie wpłacasz dlatego, że to jest dobre.

Wpłacasz, bo to go boli.

Wojny się nie uniknie. Można ją tylko przełożyć, aż wróg będzie silniejszy.

Co my tu robimy?

To on jest wrogiem, Jake, a nie ja.

Użyj swojego widzialnego wroga, by zniszczyć prawdziwego.

- Nie słuchaj go, Jake. - Masz broń.

Użyj jej!

Nie obudź go. Uduś go.

- Przyłóż poduszkę... - Uduś go. Uduś go.

Robisz to dla siebie, Jake.

Jeśli nie możesz tego zrobić, to nie jesteś zniewolony.

Ktoś cię kontroluje.

Kontroluje? Zniewolony?

Jake... obudź się!

- Proszę mnie wysłuchać. - Przepraszam, że obudziłem.

Co jest? Pan Green?

Proszę pana, panie Macha.

Przepraszam, że obudziłem, ale proszę posłuchać.

Przepraszam?! Jak to brzmi?

Przyszedłem pana przeprosić. Proszę mi wybaczyć tamte słowa

i kantowanie w grze.

- Nie myślałem wtedy trzeźwo. - Zamknij się. Nie. Nie.

Zabij skurwiela. Zabij.

Chciał cię zabić. Zabił ci przyjaciela jak psa.

Tak lepiej, Jake. Znów jesteś kontrolowany. Zrób tę jedną rzecz.

Zajmij się przeciwnikiem. Zajmij się całą sprawą.

Użyj wszelkich środków, by wywołać ból głowy

- i nawiązać walkę. - Zamknij się!

Obudź się, Jake! Co ty, kurwa, robisz?!

Przestań, Jake!

Podlizujesz się.

Zrozumiałem już, że trzeba czuć przed panem lęk i pana szanować.

Zrozumiałem już, że trzeba czuć przed panem lęk i pana szanować.

Przestań mu się podlizywać.

Gdzie twoja duma?

Gdzie twoja duma, Jake?!

- Popełniłem wielki błąd. - Zamknij się!

Nie doceniałem pańskiej mocy i inteligencji.

Przekazałem darowiznę w pańskim imieniu jako propozycję rozejmu.

Na znak moich przeprosin.

- Chcę, żeby... - Zamknij się!

Chcę, żeby wybaczył mi pan moje głupie zachowanie.

Każde unikane przez ciebie miejsce...

to to, w którym go znajdziesz.

Czego pan się boi, panie Green?

Dlaczego to sobie robisz, Jake?

Dlaczego, Jake?

Musisz stąd wyjść.

Umrzesz w najmniejszym pomieszczeniu.

- Jake... - Pan przodem!

Jake. Przestań.

Ciasno tu, Jake. Boję się.

- Wyjdę stąd. Wyjdę stąd. - Słyszę cię.

- Słyszę cię. - Co?

Słyszę cię.

Jestem na tobie.

- Kto dba o rozrywkę, Jake? - Co?

Najlepsi kumple!

- Chcesz się mnie pozbyć? - Znasz życie beze mnie?

- Nie znasz życia bez ciebie. - Czy znasz życie beze mnie?

- Nie, bo ono nie... - ... istnieje.

- Gadają o mnie, Jake. - Nie!

Bo ja nie istnieję.

- Opowiedz o mnie kolegom. - Chronię cię i kontroluję.

Ja coś mówię - ty robisz. Każę się bać, to się boisz.

Posłuchaj swojej drugiej strony. Słuchaj ludzi, którzy chcą...

ciebie. Nowi ludzie. Nie starzy kumple, jak ja.

Ludzi, którym nie powinieneś ufać.

Jestem twoim przyjacielem od zawsze. Od samego początku.

- Pozbądź się go. - Na zawsze.

Bój się wroga, nie mnie.

Oni są nowi, ja jestem stary! Ja zostaję - oni znikają!

Ja coś mówię - ty robisz!

Ty robisz!

- Beze mnie jesteś słaby. - Jestem temu przeciwny.

Idę po ciebie.

Chcesz się mnie pozbyć? Zrobić ze mnie wroga?

Chcesz się mnie pozbyć, tak?!

Tak?!

Pozbyć się mnie? Mnie, mnie, mnie?

Jeszcze jestem, Jake!

Kto się tobą zawsze opiekował?

Beze mnie stąd nie wyjdziesz.

Nie, nie, nie.

Wiesz czemu?

Ja jestem tobą.

Nie jesteś mną.

Jego największym oszustwem...

było przekonanie ciebie,

że on jest tobą.

Nie jesteś mną.

Jestem tobą!

Nie jesteś mną...

No chodź!

Taki jest twój los!

Jestem tobą!

Nie ty kontrolujesz mnie...

tylko ja ciebie.

Przychodzisz do mojego domu z naładowaną bronią?

Mówisz do mnie,

jak do kretyna?

W co ty grasz?

W co ty grasz?

Gadaj.

Gadaj...

albo zastrzelę jak psa.

Bój się mnie.

Bój się mnie.

Bój się mnie.

Bój się mnie.

Zabili już Lorda Johna i jego dwóch kolegów.

Jeśli cenisz swoje życie bardziej, niż worki prochów,

to powiesz, gdzie one są.

Pierwsza zasada biznesu, broń swoich inwestycji.

Wszystko dobrze, proszę pana?

Będzie, jak zajmiesz się moją ochroną, Paul.

Dlaczego trzymasz gazety?

Jest pan na okładkach połowy z nich.

O ile można spytać, skąd taka nagła odmiana?

WIELKA DAROWIZNA MACHY

Myślą, że ty to zrobiłeś.

- Boże. - Weź pożyczkę. Nie dowiedzą się.

DOM DZIECKA

Świetnie. Wezmę kredyt.

Może i to cię zaskoczy,

ale ja mam serce.

Mam wieści na temat Greena.

Sam ci coś powiem o Greenie.

Teraz wie, kto jest szefem.

Ryczał jak niemowlę.

Błagał o przebaczenie. Wstyd.

Prędko się nie odezwie.

Raczej nie o to chodzi.

Kiedy pan spał, mieliśmy pełno roboty.

Ludzie Lorda Johna wiedzą, gdzie są prochy.

Zabrali je do grobu.

Wiemy, że Green za tym stoi. On zabrał prochy - nie Lord John.

Gra sobie i z nami, i z panem.

Bój się mnie!

- Bój się mnie! - Zamknij się!

- Bój się mnie. - Zamknij się!

Bój się mnie!

- Nie wygląda to dobrze. - Zamknij się!

Nie wygląda to dobrze. Bębny dudniły.

- O czym dudniły? - O tym, co słyszał Sam Gold.

Bój się mnie.

Ma pan małe kłopoty przez Greena. To jest wstyd.

Mamy adres jego brata. Możemy się nim zająć.

Zmuś go do gadania. Obojętnie jak.

Weź Sortera i armię ze sobą. Stawiają opór - zadaj im ból.

O tym chcę czytać w gazetach!

Pogadaj z Greenem i odbierz moje prochy!

Jazda!

Spodziewacie się kogoś?

Otworzę.

Pytałem, czy kogoś się spodziewacie?

Nie powinieneś najpierw sprawdzić?

Jeśli kochasz tatusia, bądź grzeczną dziewczynką.

Schowaj się w tej szafce.

Już.

Przeszukać dom.

Wiesz, czemu tu jesteśmy?

Super.

Zapytałem, czy wiesz, czemu tu jesteśmy?

Domyślam się.

Powiesz mi?

Kto?

Nie mam pojęcia, gdzie on jest.

Przenosił się.

Przysięgam. Nie wiem, gdzie jest.

Już dobrze.

Tak lepiej.

Dalej ci nie wierzę.

Nikomu nie możesz ufać.

- Chcą cię zniszczyć. - Chcą mnie zniszczyć.

Nikomu nie mogę ufać.

Inaczej pójdę na dno.

Zakończę tę sprawę,

a oni wykończą mnie.

On nadchodzi. Chcę to widzieć.

On nadchodzi. Chcę to widzieć.

Jakaś kobieta do pana.

Mówi, że jej się spieszy.

- Nie mów, jak się nazywasz. - Mówi, że pracuje dla Golda.

- Byle tylko nie ona. - Jak się nazywa?

Walker.

Wszyscy myśleli, że z pana taki okropny człowiek.

Zaczyna się.

Pan Gold zechciał wydłużyć uszanowanie w zamian za tak wielkoduszny gest.

Ale zastanawiał się...

- To wieniec... - To pieprzony wieniec.

że skoro był czas na hojność, to czemu nie było na zadanie?

Wszystko pod kontrolą. Potrzebuję więcej czasu.

Jest wszystko oprócz kontroli, panie Macha.

Pan Gold nie daje więcej czasu.

Nie daje drugich szans.

Jeszcze się odezwie.

Miłego dnia.

- Co to, kurwa, znaczy? - ... kurwa, znaczy?

Za kogo ty mnie, kurwa, masz?!

Za pieprzonego cwaniaczka?!

Jak chce się spotkać, to przyślij go tutaj

i niech mówi, co ma do powiedzenia!

Zabiję ich. Wszystkich zabiję.

- Jego pierwszego. - To on nas pozabija.

Błagaj, przyprowadź ją tu, błagaj, błagaj, błagaj.

Moment! Nie to chciałem powiedzieć!

"Miłego dnia". Co to, kurwa, znaczy?

To znaczy, że zakończy moją Grę.

I nie zobaczę tego.

Będę szczery.

To...

jest dla ciebie.

A to...

dla mnie.

Jedno rąbnięcie...

i wylądujesz w zlewie.

Dobra, wystarczy.

Jeszcze raz zakwestionuj moje czyny, Sorter, a wypadniesz przez okno.

Mów, co się dzieje, Lou.

Znudziło mi się czekanie w wozie.

Wszedłem więc do środka.

Paul zaczął się podniecać.

Głaskał dziewczynkę po włosach.

Nie wiem. Sorter go zastrzelił.

- Kogo zastrzelił? - Paula.

Wycelował w ochroniarzy.

Obaj leżeli w oka mgnieniu.

Posłuchaj, kochanie.

Wiem, to się dzieje naprawdę.

To tylko gra.

Chcę, żebyś weszła do szafki

i zatkała uszy.

Zanim się obejrzysz, będzie po wszystkim.

Posłuchaj pana.

- Wejdź do szafki... - Sorter!

- Grzeczna dziewczynka. - Zbierz się do kupy!

Sorter!

Musimy zabrać dziewczynkę!

Pewnie!

Wystarczy po nią przyjść!

Tylko ja przeżyłem.

Gdzie dziewczynka?

- Co tu robimy? - Ostatnia uczta.

Zaniesiemy prochy.

Jake Green jest w kasynie.

Skąd on, kurwa, wiedział?

Czemu tu jesteśmy?

Masz spotkanie.

Jest jeszcze trochę czasu.

Zagrajmy.

Przyprowadź go tu.

Nie grasz elegancko, Jake.

Nikt nie wie, gdzie jest wróg.

Czy w ogóle istnieje.

Jest w głowie każdego.

A oni mu ufają.

Bo myślą, że nim są.

Próbując go zniszczyć, by ich uratować...

oni zniszczą ciebie, żeby uratować jego.

Jakie to piękne.

Muszą podziwiać elegancję przeciwnika.

Szach.

Dobry pan w to jest. Wiem, bo sam jestem dobry.

Szach.

Szach.

Szach.

Oddaję ci figury za darmo.

Masz uwierzyć, że to twoja zasługa.

Bo jesteś mądrzejszy,

a ja głupszy.

Szach, mat.

Pobudka, panie Green.

Nie widać tego, co jest przed nami.

Kiedy pogrążałem się w żalu, rozmawiałem z tymi gośćmi.

Zginęli jeden po drugim.

Byli tam szachowy mistrz i mistrz kantowania.

Niebezpieczne zestawienie.

Szachy i kantowanie.

Ci dwaj wiedzieli o mnie wszystko.

Jakie miałem tajemnice, ile miałem pieniędzy.

Gdzie je trzymałem. Dranie mnie skroili.

Kiedy zapisywałem sobie formułki szachowe,

koncepcje kantowania,

na końcowych stronach książek na temat...

matematyki i mechaniki kwantowej...

Pobudka, panie Green.

Przysięgli mi, że wyjdziemy razem.

Idziesz z nami, Jake.

Zawsze braliśmy cię ze sobą.

Tylko nie byłeś gotów usłyszeć, jakie to będzie trudne.

Nie zrobiliśmy tego, bo cię lubimy.

Zrobiliśmy to, bo...

jesteśmy tobą.

Czas na spotkanie.

Daj mu, czego chce.

To go na pewno uszczęśliwi.

Wiem, że jeszcze jesteś.

Bo czuję, jak umierasz.

Słyszę, jak do mnie pukasz

o trochę pożywienia.

Kto się teraz denerwuje?

Trochę tu ciasno, prawda?

Nie mylisz się.

Ściany się przysuwają.

Nie ma tu jedzenia. Nie dzisiaj, złotko.

Oczy mam otwarte, a restauracja jest zamknięta.

Spadaj, zjeżdżaj,

niech ktoś inny ci nabije fajkę.

Ktoś, kto tego nie zobaczy

albo wie, kiedy tam jesteś.

Myślisz, że jestem zły.

Myślisz, że jestem zły, prawda?

Rachel. Spójrz na mnie, skarbie.

Nie widzę twojej gry? Widzę. Widzę twoją grę. Ja nią jestem!

Rachel. Spójrz na mnie, kochanie.

Nie przestrzega pan zasad!

Lubi mi pan mieszać w głowie.

Prawda?

Pieprzony ocalony. Beksa.

Doprowadza mnie do szału.

Zamknij się i zostaw mnie.

Pokazuje swoją kryjówkę bardzo ostrożnie.

Nie mogę dać mu się zabić.

Jesteś słaby. Już za późno.

I tak jesteś trupem.

W słowniku Sama Golda nie ma wyrazu "wymówka".

Sam Gold przykuł mnie łańcuchem.

Pan Czarnoksiężnik. Pan Cel-tej-gry.

Nie możemy się spotkać z Goldem. Nikt nie spotyka się z Goldem.

Nikt nie oszukał Golda.

- Zacznij siebie kontrolować. - Jest wszystko oprócz kontroli.

Zabij mnie. Zabij.

Gdzie twoja duma? Gdzie twoja duma?

Wolałbym sam się zabić, niż żeby on to zrobił.

Czemu on się nie boi? Tylko się na mnie gapi.

- Jeszcze się odezwie. - Nie może zabić trupa.

Nie może zabić trupa.

Prawda?

Nie może zabić trupa, prawda?

Nie dasz rady, prawda?

Jego największym oszustwem

było przekonanie ciebie,

że on jest tobą.

Release: Bonaducci

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.