Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
WWW.MY-SUBS.COM
1 Halo, proszę pani? Klienci czekają.
No I fajnie.
Okej.
Kurwa, kurwa.
Fajne autko.
- Bardziej czerwonych nie było? - Musisz zapytać moją mamę.
Serafina?
Przygody syrenki Serafiny! Tadam!
O, Londyn.
Mieszkałaś tam?
To jak to z tobą jest? Bardziej Serafin czy Łozińska?
- A co? - Ja o niczym innym nie marzę,
tylko żeby stąd uciec zaraz po studiach, a ty tu wracasz?
Bo wychowałam się tutaj.
A prawdziwy powód?
- Podgłośnisz? - Pewnie.
Dzięki.
Co?
Światła, człowieku.
- Halo? - Pogotowie, słucham?
Chciałam zgłosić wypadek pod wiaduktem
- koło dworca. Kierowca uciekł. - Czy są poszkodowani?
Nie wiem. To jest kobieta.
Rozumiem. Jeśli nie ma zagrożenia, to proszę podejść do poszkodowanej
I sprawdzić tętno na nadgarstku albo tętnicy szyjnej.
- Proszę się odezwać. Halo? - Ona nie żyje.
Dobrze, sprawdziła pani puls?
Jest wyczuwalny? Halo?
Ha...
Reasumując. Widziała ją pani na wiadukcie, tak?
Nie. Mówię, że widziałam kogoś.
Koleś, bo to był chyba koleś, był na wiadukcie obok samochodu
- I zniknął. - A coś więcej? Jaki to był samochód?
Duży, czarny. Pan pewnie by znał rocznik I przebieg,
ale zrobiłam za to foty temu, kto we mnie wjechał.
Świetnie zdjęcie. Wszystko widać, szkoda, że tablicy rejestracyjnej nie.
- Czyli widziała pani, jak skoczyła, tak? - Jak skoczyła - nie. Jak spadała - tak.
Ale kierowca, który za panią jechał,
- twierdzi, że skoczyła. - Mówił, że nic nie widział.
- Z jaką prędkością pani jechała? - Nie wiem.
Z dozwoloną. Ktoś był na wiadukcie. Dlaczego nie zszedł I nie pomógł?
- A jak ją popchnął albo zabił? - Dużo pani wypiła?
Nic jeszcze, ale nie będę się oszczędzać dzisiaj.
A jakieś leki? Czy coś brane było?
- Pani żartuje? - A wyglądam, jakbym żartowała?
Wzięłam jedną tabletkę...
- retinolu. - Retinolu?
Tak, ale to przecież nie zmienia faktu tego, co widziałam.
I tym pozytywnym akcentem... Idziemy.
Ludzie! Tam ktoś stał.
- Przecież nie wymyśliłam tego! - Spokojnie.
Czy pan mi wierzy?
Miłego dnia.
Według ustaleń policji kobieta poniosła śmierć na miejscu,
po tym jak skoczyła z wiaduktu. Policja bada
- okoliczności samobójstwa. - Ja ci rzeczywiście powiedziałam
przed wyjazdem do Londynu, że możesz wpadać, kiedy chcesz,
ale nie myślałam, że ty moje słowa potraktujesz tak dosłownie.
No ale dobrze.
Może razem się jakoś pozbieramy.
Jak to boli, widzisz? Mówili, że po tygodniu będę chodzić,
po dwóch tygodniach biegać, a tu trzeci miesiąc i...
Kto by pomyślał, że moje biodro I twoje życie połączą nas znowu.
- Nie słuchasz mnie. - Nie, myślę o tej dziewczynie.
Nie myśl. Nie ma z tego nic dobrego.
Dziękuję ci bardzo.
Tego właśnie uczysz swoich studentów?
- Zostaw to policji. - Im, na pewno.
Jakie to ma znaczenie, co się tam wydarzyło?
- Jak to jakie? - Znasz tę dziewczynę? Wiesz, kto to był?
Ale...
- Co ja powinnam zrobić twoim zdaniem? - Ola.
Powiedz mi, co powinnam zrobić.
Co, mam udawać, że mnie tam nie było? Że tego nie widziałam?
A w ogóle nie przypomina ci ta sytuacja czegoś?
Oczywiście najlepiej udawać, że się nic nie stało.
Nic się nie stało, tak jak z Maćkiem. Nie ma sprawy w ogóle. Kompletny luz.
Maciek nie żyje I nic tego nie zmieni.
Ja się do tego przyzwyczaiłam. Może ty powinnaś zrobić to samo.
Nie, ja zwariuję.
Ja zwariuję po prostu. Ona się przyzwyczaiła.
Siedzisz okutana kocem, z domu nie wychodzisz...
- Nie nakręcaj się. - I ona się przyzwyczaiła!
Jej syn dostał parę kulek w łeb I ona jest przyzwyczajona...
Nie drzyj się. Przestań wrzeszczeć.
- Będę się darła! - Nic dziwnego, że policja
- mówi o tobie „wariatka”. - Nie jestem wariatką!
Wiem, co widziałam!
Drzwiami trzaśnij!
Nazywamy się UV, Ultrafiolet.
Ultrafiolet? Czyli co?
Skuteczna organizacja. Bo fioletowi widzą więcej niż niebiescy.
Aha, że niebiescy to policja.
W całym kraju jest ponad 20 tysięcy nierozwiązanych spraw.
A my rozwiązaliśmy już ponad 100.
Ja sam osobiście ponad 20. Masz to wszystko na stronie.
Okej.
Widzę. „Jesteśmy skuteczni.
Jest nas wielu. Każdy, kto ma to coś, może do nas dołączyć”.
Dokładnie.
No, powiem ci, dobre hasło, nośne.
My razem tworzymy jakby ogromny mózg.
- Każdy z nas coś do tego wnosi. - Jak w Spice Girls?
A jaki jest twój?
Ja? Ja nie odpuszczam.
Miałem 16 lat, gdy w moim rodzinnym miasteczku
natknąłem się na ciało dziewczyny.
Wszyscy twierdzili, że popełniła samobójstwo.
Nikt nawet nie wiedział, jak ma na imię.
Nazywali ją nawet „panna z jeziora”.
A ja niezbyt wierzę w wersję o samobójstwie I obiecałem sobie,
że rozwiążę tę sprawę I że przynajmniej odzyska swoje prawdziwe imię.
Czekaj. To jesteś ty?
No. Zabójczo przystojny, co?
Wyglądam trochę inaczej, ale ciągle walczę o jej sprawę.
No I poznałem mnóstwo ludzi w necie takich jak ja.
Część z nich należy teraz do Ultrafioletu.
Tomek, proszę cię.
Mam owulację.
Jesteśmy zawaleni sprawami, które przysyłają nam ludzie.
- Nie wszystko bierzemy. - A moja panna z wiaduktu?
Hejka, kochani. Witam na moim kanale.
Super, że jesteście ze mną. Dziś przychodzę do was z odpowiedzią
na pytanie, które bardzo często zadajecie: co trzeba mieć przy sobie,
żeby zawsze zajebiście wyglądać? Odpowiedź jest bardzo prosta.
Taka zwykła łyżeczka. Każdy ma ją w swojej kuchni.
Jak można użyć takiej łyżeczki do makijażu?
Możemy pomalować rzęsy używając takiej łyżeczki.
Trzymamy ją wtedy w ten sposób I malujemy. Zobaczcie.
W ten sposób tusz się nie rozmaże
I nie będziemy wyglądały jak dzikie pandy.
Jest jeszcze jeden tip.
Fuck, a taki dobry dubel był.
- To jest wszystko ściema. - Teraz co?
Przecież my to wrzuciłyśmy już pół roku temu. Kolejny tip:
możemy sobie tę łyżeczkę wsadzić w dupę.
Spoko. Przecież mamy 25% więcej followersów.
Dla nich to będzie nowość.
Gdzie to cholerstwo? Mam.
Ciało dziewczyny wylądowało pod wiaduktem.
Policja uważa, że to było samobójstwo,
ale dziewczyna, która to wrzuciła, twierdzi inaczej.
- Chce wiedzieć, kim była ofiara. - Są jakieś foty?
- Są, popatrz. - Widzisz? Ta koszulka...
Była taka limitowana seria dla sieci siłowni. Pamiętasz?
Całkiem spoko wzory.
- Ale jakościowo to chyba shit był. - No.
Ty pamiętasz, jak ta sieć się nazywała?
Witaj, panno z wiaduktu.
- Na razie. - Do jutra, inspektorze.
Został pan inspektorem? Trudno uwierzyć.
Panią również miło widzieć. Co tym razem?
Takie tam. Zamiatacie sprawy pod dywan.
Po staremu, nie?
Halo?
- Coś do podpisu? - Zidentyfikowaliście pannę
z wiaduktu?
- Co? - Dzięki.
Możesz mi poświęcić chwilę?
Nazywa się Monika Bielas, prawda?
- Skąd wiedziałaś? - Po koszulce, którą miała na sobie,
ale nie ja, tylko Ultrafiolet.
Ta banda idiotów z Internetu? Nie rób nic więcej, dobra?
Wyszukałam ją. Chyba mnie za to nie wsadzisz, co?
- Artykuł 239. Kto udaremnia... - Pochodzi z Pabianic.
Od roku studiowała na Politechnice, ale jej konto na profilu
jest prywatne. Może jej znajomi odpowiedzą.
Pani Aleksandro, żeby była jasność, my nie chcemy takiej pomocy.
Jeżeli będziemy potrzebować, załatwimy nakaz I odblokujemy profil.
- Dobra, a ile to potrwa? - Miesiąc.
To chyba lepiej poczekać kilka godzin, aż ktoś odpowie na zaproszenie.
Czy ty mi wierzysz, że ja widziałam kogoś na tym wiadukcie?
Byłoby prościej, gdybyś...
Gdybyś była trzeźwa tej nocy.
Proszę. Było 40 tabletek, są 32. Cztery lata, osiem tabletek.
- Nie jestem lekomanką. - Serafin?
- Jesteś mężatką? - Jestem w separacji.
Poza tym te tabletki kupił mój brat, jak przyjechał do mnie do Londynu.
Dwudziestego dziewiątego września będą dwa lata, jak zginął.
Znam sprawę. Kraszewski to prowadził.
Zabójstwo w obronie koniecznej.
Przepraszam bardzo, przerwa mi się kończy. Chińczyk czeka.
Czy ty wiesz w ogóle, o czym ty mówisz, człowieku?
W jakiej „obronie własnej”?!
Stała metr od niego. Oddała pięć strzałów!
- Możesz ciszej? Tu są ludzie. - A Kraszewski prawie od razu
- zamknął tę sprawę! - Kraszewski robił, co mógł.
A poza tym, z tego, co pamiętam, z akt wynika,
że twój brat I jego żona nie mieli kolorowego życia.
Dobra, okej. Może między nimi wrzało,
ale Maciek nigdy jej nie uderzył.
Rozwiodła się z nim, bo poznała innego faceta. Zabiła go,
bo chciała kasę z odszkodowania, I dostała ją,
- a Kraszewski nie zrobił nic. - Bo nie miał podstaw.
Jezus...
Posłuchaj, nie interesują mnie twoje prywatne brudy.
Ja rozumiem, dobra, to jest twój brat. Okej.
Ale Kraszewski zachował się w tej sprawie profesjonalnie.
Fakt, był po prostu zimnym profesjonalistą,
jak rzucił przez drzwi, że Maciek nie żyje.
Mógł dodać, że jest mu przykro, że to trudne. Kurwa, cokolwiek. Naprawdę.
- Takie rozmowy nigdy nie są łatwe. - Ale wy pomagacie ludziom.
To może powinniście umieć z nimi rozmawiać. To chyba powołanie.
- Powołanie? - Panie Michał, warzywa.
- Już idę. Ty wierzysz w powołanie? - Tak, wierzę.
Moi starzy na przykład uważają, że jestem powołany do bycia stomatologiem.
Dzięki.
Znaleźliście auto, które we mnie wjechało?
- Nie. - Dlaczego? Dałam wam zdjęcia.
Na których nic nie widać.
Widać jedynie, że to jest BMW serii 3, rocznik 2000.
Wiesz, ile jest takich samochodów w Łodzi?
O!
Leśne Runo mnie właśnie przyjęło do znajomych.
Fantastycznie.
Zobacz.
Ostatni post zamieściła o 1.05.
Czyli 20 minut przed wypadkiem.
Tak.
„Boże, wybacz mi. Nie mogę...
Nie chcę dalej żyć”. I dziewięć kotków.
Czyli samobójstwo.
Samobójstwo I dziewięć kotków?
Przejrzałem korespondencję ofiary. Nigdy nie używała emotek.
W lipcu napisała, że jak ktoś ją oznaczy w poście z emotką,
- to go wyrzuci ze znajomych. - Cześć. Jestem Ola, a ty?
Piast. Piast Kołodziej.
Tak się zastanawiam nad tą ostatnią wiadomością.
- Hej, Olo! - Idę!
Rozkmiń te emotki, bo to w ogóle się nie trzyma kupy.
Chyba że to nie ona wstawiła tego posta.
- Hej! - Cześć.
Patrz. Za ostatnie ciężko zarobione pieniądze.
Czyli jednak jestem coś dla ciebie wart.
No ba, Henryk.
Wchodź.
Naprawdę doceniam fakt, że wpadłaś zaraz po przyjeździe z Londynu.
Wiesz, ile miałam tu spraw do załatwienia?
Musiałam się ogarnąć jakoś na nowo, a poza tym myślałam,
- że do nas przyjdziesz. - Przychodziłem,
ale nie jestem z tych, co pchają się bez zaproszenia.
Jak mama po operacji?
Czeka, aż ktoś ją zaprosi na tańce.
No, a co u ciebie?
Chodź. Niech cię uściskam.
- Cześć. - Hej.
- Co się stało z czerwonym rumakiem? - Jak to mama mówi:
„rozpieprzyłam”.
I co, znowu zadzierasz z policją?
Słuchaj.
Wiesz, co powiedzieli jej rodzicom?
Że ona popełniła samobójstwo.
- Chcesz pomóc temu policjantowi? - Daj łyka.
Trzeba najpierw znaleźć samochód, na który spadła.
Wgniecenia na masce mogą nam dużo powiedzieć.
Wiesz, ile jest takich fur w samej Łodzi? W cholerę.
Pytanie, ilu właścicieli jest trochę na bakier z prawem,
żeby uciekać z miejsca wypadku.
- O nie. - Spokojnie.
Luz. Słuchaj, ta beemka, co we mnie wjechała...
Kierowca uciekł z miejsca wypadku. Dlaczego?
Nie wiem. Może miał za dużo punktów.
Właśnie. Słuchaj, jak znajdziemy kierowcę tego samochodu
I ten samochód z wgniecioną maską, to dowiemy się, jak zginęła.
Te punkty zawężają nam listę podejrzanych.
Tyle że sprawa już jest zamknięta.
- Decyzja Kraszewskiego. - Dobra. Zróbmy tak.
Ty mi dasz adres tego kierowcy, a ja z ciebie zdejmę wyrzuty sumienia.
Bo wiesz, wyrzuty sumienia, że sobie teraz na przykład
nie siedzisz w swoim gabinecie I nie borujesz komuś siódemki.
- Nie wierzę, że dał ci adres. - Nie wiem.
- Może miał mnie dość. - No co ty?
- Jest samochód. - Poczekaj.
Idziemy.
Nie ma wgniecionej maski. To by było na tyle.
Nie ma, bo już wymienił, ale kolor się nie zgadza. Widzisz?
- Mówi ci to coś? - To pierwsze niewiele,
ale to już znacznie więcej. Dobra, rób zdjęcia.
Dzwonimy po twojego niedoszłego dentystę.
- W czymś pomóc? - Co?
- Jakiś problem? - To jest taka gra terenowa,
a my pomyliliśmy podwórka I idziemy.
Weź narzeczonego I idź się bawić gdzie indziej.
- No. - Do widzenia.
- Jesteś moim narzeczonym. - Co?
Henryk Bąk. Pracowałem jako rzeczoznawca w PZMocie.
Teraz praktykujący bezrobotny.
- Michał Holender. - Z policją też współpracowałem.
Konsultowałem na przykład sprawę wypadku autobusu z ciężarówką
pod Walicami w 1997 roku.
Był pan już wtedy gliną?
Piwko?
Wino, wódka, whisky?
- Może pan coś zje? - Z dwóch minut została jedna.
- No to małe piwko. - Będziemy sobie tak żartować?
Mam dwa trupy I gwałt na głowie. Słucham.
Gdyby to był skok,
na masce mielibyśmy tylko jedno wgniecenie.
Bo jeśli ktoś skacze albo zostaje zrzucony,
to przybiera taką pozycję,
żeby maksymalnie zmniejszyć powierzchnię uderzenia.
To odruch bezwarunkowy. Maska ma dwa wgniecenia.
Wniosek. Ofiara spadała bezwolnie. Czyli w momencie upadku na maskę
albo już nie żyła, albo była nieprzytomna.
Minuta minęła.
Co ty na to?
Policja nie wznowi tej sprawy. Nie ma szans.
Musimy sami ustalić, co robiła parę godzin przed śmiercią.
Pod koniec czerwca Monika rozstała się z chłopakiem,
- Piotrkiem Walczakiem. - Chyba nieźle ją to podłamało.
Bez przesady. Chyba zostali przyjaciółmi.
Proszę ściągnąć buty. Take off your shoes.
Macie tutaj nagranie z wyborów Miss Politechniki.
- Startowała? - Nie, raczej obserwowała.
Za rok kolej na mnie.
- Ty, nawet spoko laska. - Proszę cię.
Ty, a ten jej chłopak był tam z nią tej nocy, kiedy zginęła?
Piast, sprawdziłeś jego konto? Udało ci się odblokować?
Co się miało nie udać? Chłopaka z nią nie było.
Był u mamy w Skierniewicach przez cały weekend.
- Posty zamieszczał stamtąd. - Co robiła wieczorem?
- Tomku, proszę cię, wyłącz. - Już idę.
Sprawdziłam wszystko z tagami „miss politechniki”,
„miss politechnika łódzka”, „miss...”
Chyba ją znalazłam. Grubo.
No, niezły melanżyk był. Taki bardziej po studencku, co?
Prawdziwego melanżu nie widzieliście nigdy.
Fuck, ja znam tę dziewczynę.
- Heniu, zostań. - Tutaj?
Mogę?
Dzięki.
Długo ją znasz?
Poznałem ją, jak miała 13 lat.
Jej ojciec zginął wtedy w wypadku samochodowym.
Konsultowałem tę sprawę.
Potem zostałem przyjacielem rodziny.
W pewnym sensie chyba...
Zastąpiłem jej ojca.
Czyli brat I ojciec nie żyją?
- Dziewczyna ma moc przyciągania... - Ona jest mężatką?
W separacji.
A ten odseparowany przeżył?
Odseparowany?
Przeżył. Miał fart.
Przepraszam.
Czy ja ciebie nie wiozłam parę nocy temu?
Luzer z Londynu.
Pamiętam. Fajna kurtka.
- Werka, zgadamy się później. - Gdzie będziecie?
- Napiszę ci. - Słuchaj, mogłybyśmy pogadać chwilę?
Był melanż po wyborach Miss Politechniki.
Byłaś tam? Zginęła wtedy dziewczyna.
- Monia Bielas. - Znasz ją?
Trochę, inny wydział. Sorry.
Gadałyście tamtej nocy?
Pomagam jej byłemu facetowi. On jest załamany
I po prostu obwinia się za to wszystko.
Dobra. Mówiła, że zerwała z facetem,
ale nie może się doczekać nowego etapu. No I wyszli razem.
Kto to był?
Monika Bielas przed śmiercią poderwała na imprezie,
albo on poderwał ją, uwaga...
Wojtka Kraszewskiego.
- Syna Kraszewskiego? - Dlatego zamknął tę sprawę.
Henryk, to logiczne. Wojtek ją zabił, spanikował,
zadzwonił do tatusia I on to posprzątał.
Dokąd poszli po wyjściu z imprezy?
Zaraz się dowiemy.
- Ostatni wpis Wojtka... - Poczekaj, Piast.
- No. - Ostatni post Wojtka, cytuję.
„Jest dobrze, dajemy dalej”.
Był wtedy w parku Piłsudskiego, na polanie przy pomniku.
Dwadzieścia minut później spadła z wiaduktu,
czyli 20 minut na doniesienie ciała na parking
- I dojazd do wiaduktu. - Według nawigacji to jakieś 25 minut.
Gdyby przycisnął w środku nocy pustymi ulicami, kto wie...
- Przyszła tu z nim I ją zabił. - Po co?
Nie wiem. Był pijany...
Po takim czasie mu tego nie udowodnimy.
Dobra, powiedzmy, że spanikował. Wrzuca szybkiego posta,
ładuje ciało do samochodu, jedzie na wiadukt i...
Ciekawe, jak długo idzie się stąd na parking.
W sensie, no wiesz, z ciałem.
- No? - Co?
Dobra, łap mnie.
Szybki jesteś?
- Nie wiem. - Gotowa?
- Tak. - Dobra. Start.
- No biegnij. - Bieg!
Stop!
Co „stop”?
Co tak słabo?
Co?
- Tędy? Nie, tędy. - Gdzie?
Tu!
Co jest?
- I co? - Za wolny jesteś.
- Chyba ty za ciężka. - Ha, ha, ha.
- I co? - Osiem minut.
- Dobrze się bawisz? - Przestań! Dobrze?
Nikt by nie dał rady dojechać do wiaduktu w 12 minut.
- Na bank jej nie zabił. - Ja dam radę. Robię to zawodowo.
- Od miesiąca. - I co?
- Nic. - Fatalny z ciebie kierowca.
Znam skrót. Wojtek widział ją żywą jako ostatni.
- Jeżeli on jej nie zabił, to kto? - Nie wiem.
Przejrzałem zdjęcia z tamtej nocy
I Monika przemazuje się przez wiele z nich.
Patrząc na nie, można dokładnie odtworzyć, co wtedy robiła.
Świetnie, a możemy ustalić, czy Wojtek podrywał ją, czy ona Wojtka?
Wiesz co, ułożyłem zdjęcia w chronologiczny ciąg.
Coś w rodzaju filmiku. Możemy zobaczyć dokładnie,
gdzie była oraz z kim.
Piast, zatrzymaj.
A to, kto to jest? Puść jeszcze raz.
Facet się nazywa Paweł Porkut.
Wejdźcie sobie na jego profil. Znajdziecie zdjęcia Moniki.
Ale co ciekawe,
nie ma innych dziewczyn. Koleś ewidentnie na nią leciał.
A ona wybrała innego. Też bym się wkurzył.
- Co nie, kochanie? - Tomek, kończ już.
I jest jeszcze jedno.
Pomiędzy zdjęcia Moniki
koleś nawtykał prawie dziesięć zdjęć swojej własnej fury.
Duży, czarny SUV?
Internet przemówił.
Przemówił.
- Dobra, na razie. Trzymajcie się. - Ale... Co teraz?
- Uważajcie na siebie. - To było „dzięki”?
Ktokolwiek ją zabił, musiał zawieźć ciało na wiadukt.
A ciało musiało zostawić jakieś ślady.
- Sprawdzę samochód Porkuta. - A ja sprawdzę,
ile faktycznie zajmuje przejechanie tej trasy.
Jasne, trzymaj się.
Dobra, jeśli uda mi się tam dotrzeć w 12 minut, to jest po tobie.
Dobra.
Fuck.
Chce mi pani wsadzić syna do więzienia?
Przespałem się z nią tej nocy.
- A ona tego chciała? - Tak.
Co z tego? I tak mi nikt nie uwierzy.
Mój ojciec wie?
Kurwa.
Mój brat był dla mnie tak samo ważny, jak syn dla pana.
Zamknąłem to śledztwo, bo dochodzenie zostało zakończone.
To było zabójstwo. Jego żona to zaplanowała,
- a pan uwierzył w jej wersję. - Każdy sąd
- wywaliłby te dowody. - Jak pan mógł to zamknąć?
Dzisiaj bym zrobił to samo!
Kiedy ją ostatni raz widziałeś?
Wyszła po wszystkim. Poszła sobie.
- A ty? - Wróciłem do parku, do znajomych.
- O której to było? - Nie wiem. Telefon mi padł.
- A znajomi to potwierdzą? - A dlaczego mieliby nie?
Dobre masz alibi.
- Waldemar zrozumie. - Nie masz pojęcia, jaki on potrafi być.
Jaki?
Wyobrażasz sobie całe życie spędzić na komendzie?
- Żyję na komendzie. - Nie, kurwa.
Ja z nim żyję na komendzie każdego dnia. Wszystko według określonych zasad I reguł.
Nie mieści się w nich sypianie z dziewczynami, które później
skaczą z wiaduktu, I wszystko inne, co robiłem tej nocy.
- Ćpanie? - Jak mi każe zrobić testy krwi,
to cię zajebię.
Co pan teraz czuje, jako rodzic?
Mój dzieciak jest niewinny.
Udowodnię to.
Proszę.
- Co to jest? - To, czego nigdy nie dostałabym od pana.
Dowód, że Wojtek tego nie zrobił. Nie zdążyłby.
Porkut.
Co pan tutaj, kurwa, robi?
- Co jej zrobiłeś? - Nie mogę oddychać.
A teraz możesz? Byłeś z nią tuż przed jej śmiercią.
Z kim była? Z Wojtkiem Kraszewskim?
Z nikim. Sama.
- Porozmawialiśmy. - Porozmawialiście?
Taka kulturalna rozmowa w środku nocy, tak?!
O czym?
To był wypadek.
Chwyciłem ją, ona się wyrwała. Upadła głową na krawężnik.
- Ale ja jej nie zabiłem. - Nie chciałeś, nie zabiłeś,
ale zawiozłeś ją na wiadukt
I rąbnąłeś jej ciałem z sześciu metrów
o maskę pędzącego auta, tak?
Wszystko mi jedno.
A jej nie było wszystko jedno.
W samą porę.
Proszę bardzo.
- W porządku? - Nie widać?
Drugą rękę daj!
Ciekawe, jak Porkut wszedł na jej konto na portal...
- Zabij mnie. No, zabij mnie! - Jak?
- Po prostu, byle jak. - No, dobra.
- Paf. - Weź mój palec
- I przyłóż go do telefonu. - No I co?
Tak odblokował telefon I napisał ten pożegnalny tekst.
Wstawił te durne emotki I zrzucił ją z wiaduktu.
- Bardzo śmieszne. - Przepraszam, co teraz będzie?
To, co zwykle. Prokurator.
Porkut siedzi w areszcie. Rano mu przedstawią zarzuty.
Rodzice Moniki Bielas. Przynajmniej znają prawdę.
Jak się czujesz?
Lepiej.
- Pani Aleksandro... - Tak?
Mam nadzieję, że na tym incydencie...
kończy się pani detektywistyczna kariera.
O nie, tego nie mogę panu obiecać, panie Michale,
bo spodobało mi się.
No, chyba że wy będziecie skuteczniejsi, to się może jakoś dogadamy.
Rozumiem, czyli sama jest pani w stanie zrobić więcej
- niż cała policja. - Ale ja nie jestem sama.
Koledzy?
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.