Afrikaans
Akan
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Corsican
Czech
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
OPERACJA ALICE 116 PUSTYNIA BADIJAT ASZ-SZAM, SYRIA
ORGANIZACJA HUMANITARNA
Przejrzeli naszą przykrywkę.
Trzy kilometry do skał. Dwa auta z granatnikami.
Nie mogą się ustawić!
Idziemy na pozycję.
Na pozycji.
- Widzę cel. Spider? - Mam go.
Strzelaj. Jesteśmy gotowi.
Co to było?
Pułapka! Snajperzy na skałach!
Załatwcie drugiego kierowcę!
Strzelaj w wóz!
Szybko, póki nie ma reszty.
Wóz jest pusty.
Kierowca nie żyje, pasażer zniknął.
Bierz broń. Rozejrzę się.
No działaj!
Parker, zgłoś się.
Zbliżamy się do pojazdu.
Parker?
Zbliżamy się do pojazdu. Przekaż swój status.
Przykro mi, Nick.
- Powiem rodzinie. - Pojadę z tobą.
Załatwię to.
- Adam, nie! - Parker!
Co ty wyrabiasz?
Przestańcie!
Dość tego! Parker!
Dość!
Nie dostanie nawet reprymendy.
Nie każdy problem rozwiążesz nożem.
Miał wymordować nam wtyki?
Od kogo wyciągniemy informacje, jeśli pozabija wszystkich?
To gorąca głowa.
Adam wniósł o twoje przeniesienie.
Skąd wiesz?
- Włamałeś mu się na pocztę. - Nie.
- Złapią cię. - Wcale nie.
- Złapią. - Usunąłem zapytanie.
„Dzięki, Spider!” „Nie ma za co, Parker”.
Tak byłoby lepiej.
- Moją pocztę też czytałeś? - Nie.
Ale tylko dlatego, że masz od cholery spamu.
Masz większy syf niż student na stancji.
Kto to?
- No kto? - Mój chłopak ze studniówki.
- Jesse? - Cześć. Jak się masz?
To kiepski moment.
Przykro mi.
Wczoraj doszło do wypadku w kopalni.
Przygniotło twojego tatę.
Dotarliśmy do niego za późno.
WETERANKA
WITAMY W CREATION HRABSTWO SWANN
SENAT STANOWY
Cześć.
Cześć.
Staram się…
przyswoić to wszystko.
Może jest coś poetyckiego w tym,
że pochłonęło go jego ulubione miejsce.
Uwielbiał tę jaskinię.
Co to?
DOWODY
Leżało w jego sypialni.
To list. Czemu jest dowodem?
Bo podejrzewam, że…
to nie był wypadek.
W kopalni.
Sądzisz, że to list pożegnalny?
To tylko list.
Czasami do siebie pisaliśmy. To tylko list, a nie żaden dowód.
Jaki się wydawał, gdy ostatni raz rozmawialiście?
Samotny? Sama nie wiem.
Tęsknił za mną.
A ja za nim. Jak zawsze.
Nie zrobiłby tego.
To naprawdę stara kopalnia.
Wypadki się w nich zdarzają.
Masz rację, przepraszam.
Wybacz.
Jestem zestresowany.
W porządku.
Podwieźć cię do domu?
- Byłoby miło. - Jasne.
Wezmę kluczyki.
Głosuj na senatora Swanna, by chronić naszą Amerykę.
Jestem senator Ezekiel Swann i zatwierdzam tę wiadomość.
Jak idzie twojemu tacie kampania reelekcyjna?
Jakoś.
Może jakiś jego bogaty kumpel chciałby kupić bar ojca?
Serio?
Tak.
Harry zbudował go dla ciebie. Nie chcesz go przejąć?
Nie mogę. Wyjadę po pogrzebie.
Bez taty nie czuję się tu już tak dobrze.
Zanieść to na górę?
Nie, poradzę sobie.
W porządku.
- Dzięki. - Zostawię cię już samą.
- Jasne. - Będę pod telefonem.
Dzięki.
Zdrowie, tato.
Jezu, chcę nakarmić jaszczurkę! Nie zabijaj mnie!
Mikey?
Parker?
- Jezu. - W porządku?
Nie, prawie posrałem się w gacie.
- Wybacz. - Dobrze cię widzieć.
Gdzie ta jaszczurka?
Wyłaź, Andy. Czas na kolację.
- Przychodzi, gdy go wołasz? - Nie.
Harry był z ciebie dumny.
Często o tym mówił.
O zabijaniu terrorystów, szpiegostwie i co tam jeszcze robisz.
Gdzie go znaleźli?
To ja go znalazłem.
Rany. Przykro mi.
Pokażesz mi?
Kamera?
Tak, Harry zwiększył ochronę.
To prawdziwe kamery, a nie atrapy jak w barze.
Zobaczyłem pył wydobywający się ze środka.
Obłęd. Był tak gęsty, że ledwo widziałem swoją rękę.
Nie mogłem go znaleźć.
Martwiłem się, że coś mu się stało.
Spędzał tu coraz więcej czasu.
Czemu?
Nie wiem.
Ten nóż chronił twojego abuelo.
Dzięki niemu przetrwałem Wietnam. To część dziedzictwa.
Ale urosłaś.
Gotowe.
Naostrzysz go, gdy wrócimy.
- Nigdy nie noś noża… - Który nie jest naostrzony.
Właśnie.
Parker, tutaj.
Dotarłem tu dopiero po godzinie.
Bałem się, że utknął po drugiej stronie.
Zacząłem go wołać.
Wtedy zobaczyłem krew.
Nie sądziłem, że skały mogą się tak posypać. Masakra.
W porządku?
Tak, po prostu…
Co to?
Tata wspominał coś o przedłużeniu tunelu?
Nie wiem. A co?
- Spójrz na te ślady. - Co z nimi?
- Dasz radę przywrócić prąd? - Postaram się.
Pięknie tu.
Ludzie będą tu przychodzić i próbować rodzinnych przepisów.
Spędzać czas z sąsiadami, dobrze się bawić.
- Jak go nazwiemy? - Po babci.
Maria’s.
Dobra, szefowo.
Tak go nazwiemy.
To chyba jesteś moją nową szefową?
Póki nie sprzedam baru.
Myślałem, że go przejmiesz. Zawsze o tym mówił.
Muszę wrócić do pracy.
Możesz zatrzymać bar, a ja będę go prowadził.
Nie zarobimy wiele, ale zawsze coś.
- Zakryj uszy. - Czemu? To granat?
Co to było, do cholery?
- Mam pytanie. - Tak?
Sądzę, że do zawalenia doszło z powodu takiego granatu.
Ślady na tych skałach są identyczne.
Ojciec służył w armii. Znał się na materiałach wybuchowych.
Co się stało?
Może zapomniał, że wyciągnął zawleczkę?
Niemożliwe.
Możliwe. Pamięć mu szwankowała.
To znaczy?
No wiesz, nie był już młody.
Często coś zapominał.
- Nigdy o tym nie mówił. - Nie chciał cię martwić.
I mógł liczyć na nas.
Po rabunku byliśmy tu w 30 minut.
Wezmę dolewkę. Chcesz?
- Nie mam wyjścia. - Jasne.
Mo!
- Cześć. - Dolewkę.
- Śmiało. - Dzięki.
Mo, jeszcze kolejkę.
Chwileczkę.
- Dzięki. - Dzięki za służbę. Ja stawiam.
Dziękujemy.
Ciapak.
Elvis Swann.
Piwko poproszę.
- Mam na imię Mo. - Wiem, kurwa. Żartuję.
Zdrowie.
Czy ja dobrze widzę?
- Jesse mówił, że wróciłaś. - Elvis.
Znowu się pieprzycie?
Postawię ci piwko.
- Wypijemy za Harry’ego. - Tobie już wystarczy.
Zostawmy przeszłość za sobą.
Byłem kutasem. Przepraszam.
Żadna nie pasowała mi do brata.
Ale mielibyście słodziutkie dzieciaki.
Nie dotykaj mnie, jasne?
Flirciara.
Czekaj.
To zwykły gruchot.
Jesse aresztował tamtych rabusiów?
Nic się nie zmieniło. Ostatnio okradli przyczepę Franka.
Wcześniej napadli na stację.
Ludzie się gapią.
Niech się walą.
- Zajebisty ruch, co? - Tak.
- Rany. - Zaczekaj chwilę.
Chcę poobserwować ten wóz.
Jest kradziony.
Tamten wóz?
Zadzwonić po Jessego? Zajmie się tym.
Jeszcze nie.
Odpal auto.
Zwolnij. Nie siedź im na tyłku!
- Jedź auto za nimi. - Kurwa, to dziwne.
Może mają poobijane auto, a my zgrywamy straż sąsiedzką.
Wcale nie. Mieli w aucie karabin maszynowy.
Co? Niby skąd?
Niełatwo go zdobyć.
- Cholera. - Właśnie.
Teraz dzwoń po Jessego.
No dobra… A ty dokąd?
Co ty odwalasz? Cholera!
Masz więcej kasy?
Jest tu sejf?
Poszukaj sejfu.
No dawaj!
Trzymali mnie na muszce i zdjęli mi go z ręki.
Tata dał mi go z okazji ukończenia liceum.
Nie wierzę, że go znalazłaś.
Zapamiętałaś, że należy do mnie?
Tak.
Przykro mi z powodu Harry’ego, ale miło, że wróciłaś.
Może się uda.
Elvis Swann.
Ty sukinsynu.
Ładuj.
- Odliczaj. - Dobra.
- Trzy, dwa, jeden, ognia! - Będzie ostro.
Jebać kasę. Zostawmy to.
Skądżeś to wziął?
Rozdają broń każdemu?
Kiepski moment?
Dla ciebie nigdy. Idę do auta.
Wklepuję raporty w Langley.
- Co u ciebie? - Jak to w domu.
Co wiesz o Cirrus Securities?
Chmura danych, której używają dostawcy monitoringu.
Dasz radę się włamać?
Jasne, że tak. Ale dlaczego?
Znalazłam link w rzeczach taty.
Zainstalował przy domu kamery.
Chcesz zobaczyć nagrania?
- Tak. - Jasne. Wyślij ten link.
Już to zrobiłam.
- Załatwione. - Serio?
Hasło twojego taty to „1234”.
Jezu, tato…
Już wiem, po kim masz brak organizacji.
Sporo nagrań, ale bez żadnego porządku.
Przejdź do dnia śmierci.
- Dwa czwartki temu. - Chwila.
Muszę to sprawdzić plik po pliku.
Każę stażyście napisać dla ciebie program.
Widzę monster trucka z płomieniami na boku.
- Znasz właściciela? - Czarny?
- Tak. - To znam.
Elvis Swann, straszny dupek.
Jego ojciec to senator.
Dzisiaj bawił się granatnikiem na moim terenie.
- Co robił w kopalni? - Tata się tam urządził.
Miał kanciapę z wódą, płytami i filmami.
Niech mnie. Urządził sobie męską jaskinię w jaskini?
Tak.
Widzę, że Elvis ogląda sporo pornosów.
- Odwiedza też dark web. - Po co?
Sprzedaje M16, sig sauery, MK13. Wszystko wciąż jest w użytku.
Muszą być kradzione. Coś o granatach?
Nie. Pewnie ciężko je sprzedać.
Zabiję go, jeśli wypadek to jego sprawka.
Najpierw zdobądź dowód.
Poobserwuj go. Zadzwonię, gdy coś znajdę.
Poza tym w porządku?
Jak zawsze.
Cholera.
- Hej. - Co tam, młoda?
Parker?
Co za niespodzianka. Dobrze cię widzieć!
Wybacz brudne ręce, robię pieczeń.
- Jasne. - Piwko?
- Z chęcią. - Mam tylko lekkie.
Też poproszę piwko.
Skończyło się.
Nie kupiłaś piwa?
Zawsze jesteś na bieżąco, Georgia.
Co słyszałaś o Elvisie poza tym, że to straszny dupek?
Nic się nie zmienił.
Sprzedaje prochy dzieciakom Allena i chleje na umór.
Trzyma się z Beckiem i Mickeyem?
Wciąż ich nie przymknięto.
Kto miałby to zrobić, Jesse?
Touché.
Załatwił im robotę w składzie wojskowym. Nie wiem, co tam robią.
Bezpieczniej na pewno nie jest.
Słyszałeś coś o jego powiązaniach z bronią?
Sam nie wiem.
A tak, chciał sprzedać mojemu kumplowi AK.
- Za motocykl. - Nie!
- Tak. - Skąd miał AK?
Z Walmarta.
- Była wyprzedaż. - Zabawne.
Co tam, kochasiu?
Po południu w domu Elvisa dojdzie do transakcji.
Serio?
Zapewne masz praktykę w zakradaniu się pod okno.
Nie mylisz się.
Co pan o tym sądzi, senatorze Swann?
Nigdy nie czułem takiego lęku.
W pościgu za postępem Waszyngton przestał nas chronić.
Po reelekcji będę walczył o nasze wartości:
wolność, rodzinę i wiarę.
Creation to moje miasto.
- Dom Swannów. - Do Elvisa.
Proszę.
Zgadzam się, panie senatorze.
- Dziękuję. Z Bogiem. - Niech Bóg błogosławi Amerykę.
Impreza trwa?
- Tak jest. - No dobra.
Mam coś takiego.
Niezłe cacko.
Mniejszy odrzut.
- Biorę wszystkie. - Świetnie.
Podobno masz dostęp do czegoś większego.
- O czym konkretnie mowa? - O granatnikach.
Pogadam z kontaktem. Zobaczę, co da się zrobić.
Dam ci pół miliona za pięć granatników.
Na pewno się dogadamy.
Każdy może bronić USA za granicą.
Naprawdę?
A kto będzie bronił trzodę Quinnie przed ćpunami?
Odejdź ze służby.
Wróć, bądź moją zastępczynią.
Po prostu tęsknisz.
- Myślisz? - Tak.
Parker.
Cześć, tato.
Senatorze.
Stara miłość nie rdzewieje.
Jak powrót?
- Dobrze. - Tak?
Kampania trwa na całego.
Widziałam billboardy, słyszałam reklamy w radiu.
Pełne pasji.
Takie tam pierdoły. Władza ponad politykę.
Tego chcą ludzie.
Musimy ją zaprosić do siebie.
Nadrobimy zaległości.
Mój syn nie mówi mi za wiele.
- Jasne. - Tak?
Może w ten weekend?
Też wpadnij, Jesse.
Wracam do biura.
Miłe spotkanie.
Trzymaj się.
Czuję się, jakbym wrócił do liceum.
Musiałem wymykać się, nim Harry zamknął bar.
Kiedyś próbowałem wyjść przez okno,
a on stał na parkingu ze znajomymi.
Rzucił: „Sypiasz z moją córką częściej niż u siebie”.
Tak.
Myślałem, że mnie zabije, a zaczął się śmiać.
Polubił cię.
Lubił się droczyć.
Właśnie.
Nie zabił się.
Wiesz to, nie?
Ostatnio nie był sobą.
Był coraz bardziej zdezorientowany.
Nie martwiliśmy się, że mieszka sam,
ale czasami…
no wiesz.
Wiem. Mike mówił.
Myślisz, że zabił się, bo szwankowała mu pamięć?
To bez sensu.
Kiedy oddacie ciało?
Jutro.
Przygotują go do kremacji, byś mogła wyprawić pogrzeb.
Uznaliśmy to za wypadek.
Dobrze. Bo tak było.
To był wypadek.
Mogę coś zrobić?
- Chcę pomóc. - To miłe.
Roberto.
BIURO SZERYFA WIĘZIENIE HRABSTWA
Każe mi wrócić na spotkania AA.
Lepsze to niż rozwód.
BIURO SZERYFA
RAPORT Z AUTOPSJI
Nikt nie uważa mnie za rasistę.
Mój pradziadek był rdzennym Amerykaninem.
Naprawdę?
- Tak. - Z jakiego plemienia?
Nie wiem.
Ale mam po nim nietolerancję laktozy.
Zabawne.
Ludzie przestają słuchać, gdy widzą konserwatywnego białego.
Nieważne, że Latynosi też są konserwatywni.
Jesteś tu lubiana.
Harry też jest. A raczej był.
- Gdybyś udzieliła mi poparcia… - Wolnego, tato.
Jeśli rozdmuchasz jej ego, wystartuje przeciwko tobie.
Chciałem cię o coś zapytać.
Jak wymawiać „Latinx”?
Tak jak powiedziałem?
Tak jest świetnie.
Mówisz?
Mogę być szczery?
- Jasne. - Nie rozumiem tego.
Latinx.
ELVIS JEST W KOPALNI
- Muszę lecieć. - Zostań jeszcze.
Nie, sprawy służbowe.
Powtórzymy to.
Od cholery kamieni. To zajmie nam całą noc.
Swannowie muszą nam za to zapłacić.
Kiedy wróci?
Kutas uwielbiał Chucka Norrisa.
Weźmiemy to ze sobą.
- To mój ulubiony moment. - Wstawaj, Elvis. To twój syf.
- Won z jego fotela. - W mordę!
- To twoja sprawka? - Co?
- Pomocy! - Elvis?
Cholera!
Idź. No już!
Posłuchaj jej. Idź!
No idź!
Kurwa, nie!
- Nie zabiłem go. - Cicho bądź!
Myślisz, że aresztuje mnie własny brat?
Nie rób tego!
A może już wie, że tu jestem?
Boże, bar!
Przestań!
Proszę, nie!
Suka!
Przestań, Mickey!
Wracaj!
Wyłaź, suko!
Wsiadaj, Elvis.
Jedź!
- Elvis! - Cholera.
No jedź!
Mamy kapcia.
Co, do chuja?
Zabiłeś tatę.
- Przyznaj się. - Zostaw go!
Przyłapał was na przemycaniu broni tunelem.
Zostaw go, do cholery!
Przestań, Parker. Zabijesz go!
Przyznaj się!
Uspokój się, bo cię aresztuję!
Zamordował tatę. Zabiję go!
Mówiłeś, że przestałeś.
Nie wiesz, ile mi dawali za te kilka pocisków.
Kim oni są?
Nie wiem, gośćmi z sieci.
O ty chuju!
Przestańcie.
Jesteś zakałą tego miasta. Wiesz o tym?
Sprzedajesz kradzioną broń w cholernym dark webie
i ściągasz tu szemrane towarzystwo.
Wszyscy na tym zyskują.
Wszyscy!
Ty wychodzisz na bohatera jako szeryf.
Tata wykazał się hojnością.
Ratuję mu jebaną karierę. Powinniście mi dziękować.
Cholera jasna.
Nic by się nie stało, gdyby została z wami.
Pojadłaby w miłym towarzystwie, a my zajebalibyśmy pociski.
- Mogłeś wprowadzić mnie w plan. - Mam ci wszystko mówić?
- Tak, masz… - Dość!
Dość!
Ile wie Parker?
Za dużo.
Załatw to.
Dobre wieści.
Ojciec ma kupca na teren z barem.
Oferuje trzy miliony.
Pięć milionów.
Weź kasę i wróć do swojego życia.
Jesteś w to wplątany?
Byłeś ze mną dla odwrócenia uwagi?
Nie.
Sugerowałeś, że się zabił.
Co ty wyrabiasz?
Mam ich na monitoringu.
Najlepiej będzie, jeśli wszyscy się przyznacie.
Kamery w barze to atrapy.
Na zewnątrz są prawdziwe.
- Muszę zobaczyć nagrania. - Serio?
Dopiero po moim adwokacie.
- Dziękuję, że pan przyjechał. - Dla Spidera wszystko.
- Luis Torres. - Parker.
- Miło mi. - Wzajemnie.
Zostawi nas pan?
Będę w biurze.
Napadłaś na Elvisa Swanna, ale znaleźli też ciało w barze.
Szeryfie. Mam kilka pytań.
- Proszę usiąść. - Dziękuję.
Czy ludzie, którym Parker udaremniła ostatnio rabunek,
wciąż leżą w szpitalu?
- Mają z tym jakiś związek? - Po prostu sprawdzam.
Pański brat Elvis pracuje dla pana ojca?
- Czasami. - Jako?
Nie moja sprawa.
W porządku.
To wszystko. Dziękuję za gościnę.
Szeryfie?
Nie masz już dość?
Bez jaj!
Oddaj taśmy z monitoringu.
Wiesz co? Lepiej…
odchyl się na prawej stopie,
by nie walić jak taka pizda.
Może pieprzy?
Monitoring nie istnieje.
Harry zwykle nie wiedział, o czym pieprzy.
Jebana…
Proszę cię.
- Możesz to zakończyć. - Ty też mogłeś.
Powiedz, co jest na nagraniach,
a damy ci wodę i jedzenie.
Rozkujemy na trochę.
- Tu mi dobrze. - Tak?
Wiesz, co stało się Harry’emu?
Tato.
Adaptuję się do sytuacji.
Dogadajmy się.
Dobra.
Nagrania ma mój przyjaciel. Muszę mu tylko podać adres.
Chodź.
Co?
Wszystko się zjebie, jeśli powiesz jej za dużo.
Możemy ją pomęczyć. Sama jest sobie winna.
Jeśli czegoś spróbujesz…
sama wiesz, jak skończysz.
Podaj jego numer.
202…
555-1227.
Napisz, że to Parker i poproś, by oddzwonił.
Zuch dziewczyna.
Cześć, Spider.
Potrzebuję kolejnej przysługi.
Jest ze mną senator Swann i jego synowie.
Torturują mnie.
Zastrzel ją!
Rzuć broń!
Słuchajcie jej.
Do celi!
- Nie zabije cię. - Nie, Parker!
Do celi!
Na ziemię!
- Cholera. - No już!
Dobra.
Nie wstawaj.
Do wszystkich jednostek.
Wypatrujcie SUV-a szeryfa hrabstwa Swann.
Kieruje kobieta, Latynoska, około 30 lat.
Może być uzbrojona i niebezpieczna.
Może się zatrzymaj?
Nie ma potrzeby.
NUMER NIEZNANY
NIEODEBRANE
WIADOMOŚĆ GŁOSOWA
Zadzwoń, jeśli to odsłuchasz. Jadę. Oby nic ci nie było.
Cholera!
Jak mu było?
NIC MI NIE JEST. NIE PRZYJEŻDŻAJ.
ZADZWONIĘ, KIEDY BĘDĘ MOGŁA.
NIE MOGĘ TERAZ ROZMAWIAĆ.
- Gdzie ona jest? - Jezu, Beck!
- Chryste, Elvis. - Gadaj, gdzie ona jest.
No mów. Gdzie ona jest?
- Kto? - Wiesz, o kim mówię.
- No mów. - Co wy odwalacie?
- Śmiało. Strzelaj, suko. - Mamo!
- Odłóż broń. - Rozjebię mu łeb.
Kurwa.
Zobaczcie. Na dywanie jest krew.
Weź broń.
Co?
Wyłaź, Parker, bo zastrzelę ich oboje.
- Nikogo tam nie ma. - Morda.
- Złaź tam. - No idź.
Co za durnie.
Mówiłem, że nikogo tu nie ma.
- Co to? - Zioło.
- Zadzwoń, jeśli ją zobaczysz. - Jasne.
Inaczej tu wrócę i spalę ten cholerny dom.
Zabieram to.
Pamiętaj, by zadzwonić. Spieprzajmy stąd.
Elvis opuścił budynek.
Boże.
Cholera jasna.
Cholera.
Budzi się.
Jak się masz?
Jak tu trafiłam?
Dzięki Robertowi. Widział, jak zjechałaś z drogi.
Wyciągnął cię z wraku i przywiózł tutaj.
Dziewczyno, w co ty się wpakowałaś z Elvisem?
Elvis…
wykorzystuje kopalnię taty.
Za jej pomocą…
kradnie broń z jednostki.
Cholera.
Elvis…
jest powodem, dla którego tata…
nie żyje.
Dopadnę go.
Na razie trzeba zbić tę gorączkę.
Śpij dalej.
Sprawdziłem gościa, któremu sprzedajesz broń.
Nie mam ochoty o tym gadać.
Jest na liście krajowych terrorystów.
Kilka lat temu wysadził serwerownię i zabił 37 osób.
Szykuje coś wielkiego.
Odwołaj to.
Nie.
Czekają na tę broń od dwóch dni.
Wiesz, co zrobią, jeśli jej nie dostaną?
Mikey!
Co jest?
Jak długo tu leżę?
Prawie trzy całe dni.
Na pewno chcesz wstawać?
Inaczej posikam się na podłogę.
Pomogę ci.
- Dam radę. - Jasne.
Tak!
To niedaleko.
Co to?
To?
Moja uprawa.
Wielu hodowców używało pestycydów i innych śmieci.
Dlatego zająłem się tym sam.
- Imponujące. - Dziękuję.
- Muszę siku. - Jasne.
- Powoli. - Wybacz.
I jak?
Czekaj.
Jest dobrze.
Tam.
Przeszedłem.
Tak.
Biuro kapitana Mulberry’ego. Jak mogę pomóc?
Mówi Parker Calvo. Muszę z nim porozmawiać.
Broń masowego rażenia.
PSEUDONIM „DUCH”
Mam urlop.
PLANOWANIE ZAMACHU
Odkryłam działalność przestępczą w składzie wojskowym.
Nie jest prowadzone śledztwo, ale kapitan musi się dowiedzieć.
Nie wiem, kto jest zamieszany. Dlatego dzwonię.
Nie ma czasu.
Proszę go dać!
Suka!
Możemy odzyskać pociski po transakcji?
Nie wiem.
FBI poluje na niego od lat. Gość potrafi się ukryć.
Jakim cudem rząd nie widzi, że zniknęło tyle broni?
To jakiś absurd.
Kwestia manipulacji inwentarzem i pogrzebania w oprogramowaniu.
- Sama to robiłam. - Bo jesteś szpiegiem.
Nie jestem żadnym szpiegiem.
Typowy tekst szpiega.
Masz więcej tych tabletek przeciwbólowych?
Co robisz dla rządu?
Różne sztuczki.
Sztuczki?
Dzięki.
Nie masz pewnie kilku niepotrzebnych broni?
Nie.
Ale wiem, kto ma.
Mo, ty seksowny sukinkocie.
Mam dla ciebie idealną.
Uważam, że to kiepski pomysł.
Nada się.
- Amunicja? - Proszę.
Dzięki.
Te amo.
Cuídateme.
- Niezły zestaw, Frank. - Wiem.
Wiesz, Parker…
Czuję, że zawodzę Harry’ego, pozwalając ci na to.
Niestety nie masz wpływu na to, co postanowię zrobić.
Wiem.
- Wiesz, co możesz zrobić? - Co?
Zapewnić mi sprzęt.
W porządku.
- Dzięki. - Jasne.
Oczekuję zwrotu.
Fajna.
Jest pan biznesmenem.
Opóźnienia się zdarzają.
Zawarłem z pana synem umowę. Opóźnienie wiele mnie kosztowało.
- Przepraszam za to. - Tak?
To nie wystarczy.
Kilka dni to za długo.
Zrobimy inaczej. Oddacie mi wszystkie pieniądze.
Wrócimy do negocjacji, gdy odzyskacie sprzęt.
Jutro będzie gotowy.
Trochę wyrozumiałości.
Według Elvisa to zajmie kilka dni. Mają problemy z dostępem.
Dorzucimy coś ekstra.
Lubicie drony?
Załatwimy wam drona.
Nie mam tej kasy!
- Wydaliśmy ją. - Na co?
Na kampanię.
Zatem jedźmy po moją broń.
- I co? - Jest wóz Elvisa.
Muszę tam wejść.
Uważaj na siebie.
Jasne…
Jeśli coś się stanie, wiej.
Nie zgrywaj bohatera.
- Jasne? - Tak.
Cholera.
Co tam?
Elvis? Jesse?
Czemu to zrobiłeś?
- Gdzie Jesse i Elvis? - Nie wiem!
W jakiejś kopalni.
Co stało się mojemu tacie?
Chciałem nakłonić cię do gadania.
Nie mieliśmy z tym nic wspólnego.
Blefowałem.
Czemu politycy tak łżą?
Mów prawdę.
Zabiłaś go?
Parker.
Zmusiłam go do gadania.
Co powiedział?
Tata odkrył, do czego używają tunelu.
Postanowił go wysadzić.
Jesse strzelił mu w plecy.
W ostatnich chwilach życia musiał odbezpieczyć granat.
Tunel się zawalił. Dlatego go przysypało.
Cholera.
Dzięki za pomoc.
Co robisz?!
Nie uciekną z bronią.
Parker! Do cholery.
Sporo ich.
Dom Swannów to jedno, ale ci ludzie…
- Znam te tunele na wylot. - Co z tego?
Nie zmienię zdania.
- Może odwrócę ich uwagę? - Nie.
Nie zbliżaj się tam.
Boże, przerażasz mnie.
Dobry wieczór.
- Szukam Parker. - Cholera.
- Pomyliłeś adresy. - Chyba tak.
Przepraszam.
- Kogo szukasz? Parker? - Tak.
Znajdziesz go w środku. Chodź.
- Znajdę go? - Właśnie.
Przyjadę później.
Rzuć broń.
Tylko nadepnij mi na buty…
Ktoś ty?
No już, kurwa! Chcę wiedzieć, co się dzieje.
Czemu jedno z aut płonie?
Zabiję brata na twoich oczach, jeśli nie zaczniesz gadać.
Co jest, Elvis? Mieliśmy umowę.
Jak to naprawisz? Załadowaliśmy pół auta.
Nie wysadziłem tego cholernego auta.
Kurwa!
Kurwa.
Wracaj do składu i weź więcej towaru.
To tak nie działa.
Odkryją, jeśli weźmiemy coś spoza listy.
Jeśli tego nie zrobią, zabijcie ich i weźcie broń. Won!
- Kiedy dojedzie ciężarówka? - Za 15 minut.
Dobra. Przyciśnijcie tego gościa, by wydał strzelca ze wzgórza.
Dzień dobry.
- Ilu masz wspólników? - Nikogo.
Wiedzą o szwindlu ze składem?
Pewnie tak.
To rząd USA, a wy jesteście bandą idiotów.
Dama w opałach?
- Cała? - Tak.
Dzięki. W co mnie wpakowałaś?
Mały krajowy terroryzm.
- Trzeba to wysadzić. - Trzeba stąd spieprzać.
Jak to wysadzimy.
Masz.
Parker! Granat!
Spider!
Latynoska suka!
Parker!
Co ty tu robisz, Mo?
W porządku?
Zgubiłam Spidera.
- Chyba rozum. - To jej kumpel, Frank.
- Pomóż mi, Mike. - Dzięki.
Bierz drugiego.
Mam cię.
Kto to?
Wisisz mi nowy garnitur.
Zdejmijcie belkę z nogi.
Przestańcie! Nie może się wykrwawić.
To Jesse.
Idź. Dokończ robotę.
- No leć. - Ja z nim zostanę.
Dam radę.
Dobra.
Jesse wszedł tutaj.
Czysto.
Jak ręka, Parker?
- Przeżyję. - Co jest za drzwiami?
- Mo. - Tak?
- Otwórz. - Dobra.
Cholera!
To skład!
Odłóżcie broń.
Chodźcie.
Cholera.
W mordę. Co ty robisz?
Dobra.
Zabierzcie wszystkich z kopalni.
Zajmę się Jessem. Lećcie!
- Czekaj. - Pomocy!
Parker, nie!
Pomocy! Postrzelono mnie!
- Skąd się tu wzięłaś? - Straciłam dużo krwi.
- Leć po dowódcę. - Moja ręka!
Straciłam dużo krwi.
- Opatrzymy cię. - Potrzebuję lekarza.
- Zaraz zemdleję. - Leć po lekarza.
- Tak! - Kto strzelał?
Nie wiem.
Byłam w tunelu na swoim terenie.
Szeryf za nim pobiegł. Nie widziałam go, a wy?
Szeryfa? Nie.
- A innych cywili? - Też nie.
Boże. O nie!
Proszę, biegnij po lekarza.
- Wykrwawię się! - Zaczekaj tu.
Sierżancie! Musi pan to zobaczyć. Tu jest przejście.
Kurwa.
Muszę stąd spieprzać.
Jak mogłeś?!
Zostaw mnie!
Boże!
Traktował cię lepiej niż twój własny ojciec.
Teraz dyktuję warunki.
Ty kretynie!
Jak to się skończy?
Całe miasto wie, co zrobiłeś.
- Ucieknę. - W ten sposób?
Jak?
Nie jesteś głupi.
- Oddaj go. - Nie.
- Nie skrzywdzę cię. - Gówno prawda.
Położę dłoń na twoim ramieniu.
I zsunę ją.
Dobrze?
Nie puszczaj, póki go nie złapię.
Czemu mi pomagasz?
Po prostu oddychaj.
Oddychaj, dobrze?
Harry nas przyłapał.
Chciałem dać mu działkę. Mógł posłuchać.
Przestań!
Mogłem wyjechać z tego miasta.
To czarna dziura, która nas pożera!
Nie!
Nie!
Zagrożenie na terenie bazy.
Należy ewakuować się do najbliższego miejsca zbiórki
i postępować zgodnie z protokołem.
Minęły już cztery tygodnie od śmierci zhańbionej rodziny Swannów.
Teraz pojawiła się inicjatywa, by zmienić nazwę hrabstwa.
Czy Creation zmieniło się na lepsze?
Wielu spodziewa się nowych perspektyw.
Kim są kandydaci na były urząd senatora Swanna
i jakie obiecują zmiany?
Zatankuję.
- Weź mój laptop. - Dobra, twardzielu.
Przygniotła cię jaskinia. Pozwól…
Nie doceniasz miesiąca leżenia i medycznej trawki Mike’a.
Kliknij chmurę Cirrus.
- Gotowa? - Tak.
No dobra: jeden, dwa…
- Trzy, cztery. - Pamiętasz.
Tak. Nie wierzę, że go nie zmienił.
Stażysta znalazł nagranie z nocy…
kiedy zabili twojego tatę.
Nie obejrzę tego.
- Widzisz folder na dole po prawej? - Tak.
Zobacz.
Robił kopie zapasowe.
Boże!
ROCZNIK 2002
Uwielbiam te różowe włosy. To musiała być jakaś faza.
- Kto to mówi! - Co?
Zgrywasz jakiegoś drwala.
No dobra.
- Cześć. - Cześć, szefowo.
Mam dwie próbki farby.
Jedna to „martwy łosoś”, a druga to „podbródek babci”.
A nie, „ogródek babci”.
Którą wolisz jako tło baru?
Sam zdecyduj, bo to ty będziesz na nią patrzył.
„Martwy łosoś” pasowałby do światła.
Jasne.
Wypytują o ciebie żołnierze. Co im powiedzieć?
Że muszą zadzwonić do CIA, żeby pogadać z Parker.
- Wiedziałem. Jesteście szpiegami. - Wcale nie.
Jasne. Typowy tekst szpiega.
Słuchaj, krętaczko, chciałem urządzić otwarcie na święta.
Przyjedziesz do Creation?
Tak, postaram się.
Tak albo nie, głupcze.
Na razie. Muszę kończyć.
- Na razie. - Pa.
W porządku?
Tak.
Jak zawsze.
Napisy: Krzysztof Zając
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.