Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
- Kryj mnie! - W prawo!
No kryj mnie!
Do wszystkich jednostek. 10-91 przy Poirier.
Powtarzam, 10-91 przy Poirier. Przyślijcie wsparcie.
Co znaczy ten kod?
Chyba bezpańskie zwierzę na publicznej autostradzie.
Jakie to zwierzę?
Takie z kapturem i bronią, dupku.
Jest OK.
Uśmiechaj się, wszystko gra.
- Co za głąby! - Co ty odwalasz?
Biegnij w stronę portu!
W prawo!
Szybciej!
Po prostu mocno się trzymajcie.
Czeka was świetna wycieczka.
O co chodzi?
Spokojnie opuścimy stary port.
Damy gazu na morzu.
- Dobrze? Czy... - Policja, rekwiruję pojazd.
Suka nas ściga. Dawaj w prawo.
Tylko nie to!
Schyl się!
Skacz!
Małe pluskanko?
Nie ruszać się!
- Na ziemię! - Nie wstawać!
Samani!
- Co ty robisz? - Pracuję, komisarzu.
I nie Samani, tylko Benchérif.
- Pisałam panu. - Wisi mi twoje nazwisko.
- Benchérif. - Mam to gdzieś.
Zawsze, gdy coś robisz, mam na głowie burmistrza!
Zapłacisz za szkody, Samani?
Benchérif.
Zamknij się! Mam dobre wieści.
Pora robić bajzel gdzie indziej.
- Co? - No tak.
Wylatuję?
Lepiej. Rozmawiałem z prefektem.
Przydzielają cię do sprawy w Paryżu.
Nie ma mowy, szefie.
Tam są sami śmierdzący brzydale.
Ciągle pada i nie widać gwiazd.
Nie jadę do Paryża!
Dla mnie to będą wakacje.
Szefie!
- Tam są sami frajerzy! - Mam to gdzieś!
NIEOMYLNI
Co roku liczba napadów spada w całym kraju,
ale w regionie paryskim to 7 wozów w 3 lata.
Wyjaśnisz to?
Pracujemy nad tym. Co ty sobie myślisz?
Bogaertowie to zawodowcy.
I robią z nas amatorów.
To niedopuszczalne. Zaraz wybory.
Chodzi o ratowanie stołka czy łapanie złodziei?
Masz robić swoje, Franck. Skoro nie widać rezultatów...
Zwolnisz mnie? Śmiało.
Komisarz z Prowansji ma rekrutkę,
która stosuje skuteczne, ale niekonwencjonalne metody.
Oczywiście.
Chcę ją połączyć z Hugo.
Z twoim siostrzeńcem?
Jeśli chcesz rezultatów, to mi nie przeszkadzaj.
- Jest młody i bystry. - Bystry? Jest okropny!
- Nie ma doświadczenia! - Wprowadzi nowe pomysły.
Niech twoi ludzie mu odpuszczą.
Zaparkuj wóz i załóż okulary. Nic nie widzimy.
Od razu lepiej.
Wypnij pierś, twardzielu. Nie odwracaj się, patrz przed siebie.
Idź schodami po lewej.
Luz, to nie będzie ten sam typ, co wtedy w bliźniaku.
Ten powinien cię wpuścić.
Telefon.
Udało się. Spisz się, Beaumont.
Właź.
Moment. Co to za pajace?
Gdzie Nitro?
Nie ma go. Gadasz z nami.
- Nie taka była umowa. - Nie?
Teraz już taka.
Co dla nas masz?
Wyjdź, Hugo. Nitro zostawił swoich sługusów.
Pytam, co masz w torbie.
Nie cwaniakuj.
Słuchaj mnie, bo ostatnio zjebałeś.
Nareszcie jakieś maniery.
Kurwa, słyszysz mnie? Wycofaj się, czego nie rozumiesz?
Najpierw chcę zobaczyć towar.
- Odwaliło mu. - Nie jestem jak Nitro.
Odłóż torbę. Za cwaniakowanie zarobisz kulkę.
Wygrałeś, wchodzimy.
Sam się tym zajmę!
Do kogo mówisz, brachu?
Policja!
Nitro, to gliny!
Sukinsyn!
Hugo, co ty robisz?
Gonię Nitro, ma plecak. Towar musi być w środku.
Odpuść. I tak już zjebałeś. Pogięło cię?
Nitro, stój!
Kurwa!
- Zjechałeś na pit stop? - Zamknij się.
Szlag!
Brawo, Beaumont! Przeszedłeś samego siebie.
Zjebałeś trzymiesięczną obserwację.
Już po tobie.
Dobra, zbieramy się.
Cholera!
Wiem, co powiesz.
- Zjebałem. Charrier mnie wywali? - Nie po to cię wezwałam.
Poprowadzisz sprawę ataków na furgonetki.
Opancerzone? Podziękuję.
Nie wrócę na komisariat ze sprawą od ciotki.
Minister kazał mi to nadzorować, więc zrobisz, co mówię.
- Ma pani gościa. - Niech wejdzie.
Przedstawię ci nową partnerkę.
Moje co? Nie bujam się z laskami.
Daruj sobie ten kompleks macho.
Ma lepsze wyniki od ciebie, więc nie podskakuj.
Typiara z Marsylii? Nie mówisz poważnie.
Inspektorka Samani, witamy.
Proszę spocząć.
Pani prefekt, nazywam się Benchérif.
Rozumiem.
Minister powierzył mi sprawę ataków
na wozy opancerzone.
Zajmie się nią pani wraz z inspektorem Beaumontem.
Przykro mi, ale nie przywykłam do pracy z partnerem.
Świetnie.
Doskonale. Więc już coś was łączy.
Świetnie się dogadacie. Odprawa w bazie za pół godziny.
Ty pierwsza.
Powodzenia.
Serio?
Samani... Skąd znam to nazwisko?
Nazywam się Benchérif.
Benchérif? Profil mówi co innego.
Pieprzyć mój profil.
Więc to drażliwy temat. Świeżo po rozwodzie?
Mylisz się, dupku.
Benchérif to nazwisko po mamie. Daj już spokój.
Masz problemy z tatusiem?
Samani coś mi mówi.
To nie złodziej z lat 90.? Jesteście spokrewnieni?
To wiele tłumaczy. Potrzebują opinii eksperta.
A czy Beaumont to nie nazwisko pani prefekt?
Pewnie ciężko z tym żyć.
Nie jestem w policji dzięki ciotce.
Drażliwy temat.
Zabawna jesteś, Samani.
Ostatni raz tak mnie nazywasz.
Celujesz we mnie?
Schowaj broń, zanim złożę raport.
Siostrzeniec i kapuś.
Pasowałbyś do wydziału wewnętrznego.
- Powtórz to. - Jesteś mocny w gębie.
- Ciocia uratowała ci tyłek. - Przyfarciłaś.
- „Dzięki, ciociu”. - Ostatni raz ci to uszło.
Nie zawiesili cię po ostatniej wtopie?
Usiądź.
Teraz rekrutują po wyglądzie?
Miło mi. Jestem Simon.
- Właśnie o czymś pomyślałam. - Że jesteśmy sobie pisani?
Że wyglądasz jak kretyn. Mam obłędny instynkt.
Szefie, możemy pogadać?
Nie mogę pracować z tą wariatką.
Nie będę szukał ci idealnego partnera.
To policja, nie Tinder.
Zajmijcie miejsca.
Po zeszłotygodniowych napadach
przydzielono nam sprawę Bogaertów.
Oto co wiemy.
Bogaertowie są podejrzani o siedem ataków w ciągu trzech lat.
Oto Tony Bogaert.
Jego kartoteka jest czysta jak dziwka z Saint-Ouen.
Gość jest poetą.
To jej pierwszy dzień.
To Joss i Stan, jego synowie.
Obłąkani jak ojciec.
Jak wiecie, w ataku zginął strażnik,
więc minister stracił cierpliwość i chce zobaczyć rezultaty.
- To znaczy? - Dajemy z siebie wszystko.
Koniec niedziel z panienkami i wycieczek z dziećmi.
Róbcie, co chcecie, ale mają trafić za kratki,
zanim minister zrobi mi z tyłka jesień średniowiecza.
Kto pracuje z nami nad sprawą?
Zrobimy tak.
Hugo i Alia poprowadzą operację.
- To jakiś żart? - Cisza!
Simon i Dugravot wesprą oddział antyrabunkowy.
Szef żartuje?
On rozwala każdą sprawę.
Takie są rozkazy ministra.
Możesz napisać zażalenie.
Byle na miękkim papierze, bo podetrę nim zadek.
- Szefie, można? - Zaraz!
- Rozumiemy się? - Tak, szefie.
Protegowany ciulu.
Co żeś powiedział? Nikt mi nie pomagał, jasne?
- Byłem najlepszy na roku. - W tym problem, Beaumont.
Masz się za dobrego glinę.
Gliniarze dają radę w terenie. A tobie jak idzie?
Jesteś nikim.
- Tanią podróbą Belmondo. - Wiesz, co ci powiem?
- Dawaj. - Skończyliście mierzyć fiuty?
Beaumont i Samani, laboranci na was czekają.
Koniec odprawy, do roboty.
Co my tu mamy?
Ukradli dwie bańki i obligacje na okaziciela.
Zabili strażnika.
Nie zostawili odcisków wewnątrz ani na zewnątrz pojazdu.
A sposób działania?
Ten sam, co trzy poprzednie razy. Zasadzka, ciężkie karabiny maszynowe.
Czekamy na wyniki badań materiałów wybuchowych.
Dobra.
Dziura mówi sama za siebie.
To ewidentnie liniowe C-4
skoncentrowane w kopułę paraboliczną.
No co? W Marsylii też były takie napady.
A balistyka?
Domowe pociski z rtęci wystrzelone z broni ręcznej.
Próbujemy zdobyć nagrania z kamer,
ale z tego kąta będą niewyraźne.
Nic nie macie. Wasz nędzny raport nam nie pomoże.
Jak śmie tak do mnie mówić?
Jest z Marsylii. Są trochę porywczy.
Po prostu wykonuję swoją pracę.
W przeciwieństwie do nich.
Łażą z tymi wacikami, a włosa na dupie by nie znaleźli.
Co ona insynuuje?
Jestem na nią skazany przy tej sprawie.
Im szybciej mi coś dacie,
tym prędzej odeślę ją do domu.
- Jasne. - Dziękuję.
Znalazłam drugą kulę.
Utknęła za pierwszą, która zmiękczyła uderzenie,
więc udało się ją rozpoznać.
Trochę ją przycisnąć i nagle coś wie.
Wyluzuj, Samani, to nie Marsylia.
Co ci mówiłam? Nie nazywaj mnie tak.
Jak przestanę, to wyluzujesz?
Już? Dobrze się bawiłaś?
Podeślij mi raport balistyczny.
- Dobrze. - I nagrania z kamer.
- Mnie pasuje. - Idziemy.
Dla odmiany zrób to szybko.
- Skąd ta agresja? - Po prostu mam swoje metody.
Robienie sobie wrogów to gówniana metoda.
Dotąd się sprawdzała.
Przypominasz mi mojego psa.
- Co? - Przysięgam.
Należał do dilera ze sprawy. Adoptowałem go.
Był bardzo agresywny i nieufny wobec ludzi.
Porównujesz mnie do kundla?
Tak, bo jesteś taka sama. Szczekasz na ludzi, nie ufasz im,
ale to tylko poza.
Polecam wolontariat w schronisku.
- Dużo się o sobie dowiesz. - OK, Freudzie.
Jak skończysz mnie analizować, możesz się pierdolić.
Rozważę to.
- Dokąd cię podrzucić? - Metro Stalingrad.
Mieszkają tam tylko ćpuny i dziwki. Do którego hotelu?
Do mojej ciotki, dupku.
Przynajmniej ma komunikację pod nosem.
- Nawet nie ma windy. - Nie musisz mi pomagać.
- To po co targam te torby? - Bo nalegałeś.
- Kochanie, jak się masz? - Ciociu, jak miło cię widzieć.
Tęskniłam, skarbie.
Przestań, ciociu, bo mnie udusisz.
Nie mówiłaś, że będziesz z narzeczonym.
Przebiegła istoto.
Nie jestem jej narzeczonym.
- To kim? - Kierowcą Ubera.
Bardzo śmieszne. Jestem Hugo, kolega. Miło mi.
Hugo, cudownie.
Nie stójcie tak, wejdźcie. Przygotowałam coś na ząb.
Dzięki, nie jest głodny.
Ona tak serio?
Puść.
- Co? - Puść. Dzięki.
Do jutra.
Alia, skarbie.
Zrobiłam ci danie, które kiedyś podawała twoja mama.
Tęsknię za nią każdego dnia.
Też za nią tęsknię.
Ale wiem, że jest z nami.
Jesteś do niej podobna. Równie piękna, co ona.
Na pewno byłaby z ciebie bardzo dumna.
Tak się cieszę, że cię widzę.
Mogłabyś częściej mnie odwiedzać.
I nawzajem. Marsylia nie jest tak daleko.
To dla ciebie, skarbie.
Od twojego ojca.
Więc go zatrzymaj.
Przynajmniej przeczytaj,
bo to ważne, prawda?
To nie takie trudne.
Ciociu, wiem, że to twój brat.
Jestem wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobiłaś po śmierci mamy,
ale dla mnie ten facet jest jak obcy.
No i po apetycie. Odechciało mi się jeść.
Spokojnie. Dopiero co przyjechałaś.
Mam jutro ważny dzień. Muszę odpocząć.
Gdzie twój brat?
A jak myślisz? Pewnie znowu z tą tancerką.
Jego laski zaczynają mnie męczyć.
- Spóźniłeś się. - Byłem z Sylvią.
Mamy gdzieś, z kim się pieprzysz.
Czeka na ciebie.
Cześć.
Jest więcej, niż oczekiwaliśmy.
Może pora zrobić sobie przerwę?
- To ty? - Tak.
Skąd masz to zdjęcie?
Ma mi przypominać o jednej rzeczy.
Kobieta może zabić szybciej niż kula.
Miłość zmusza do głupstw.
Który z was zrobił coś głupiego?
Ten, który zostawił rodzinę dla panny.
Potrafisz czytać?
„Niedostępny skarb Guetza”.
Co to?
Napad życia.
„Słynny kolekcjoner sztuki zmarł w środę w Szpitalu Amerykańskim.
Szyfr do sejfu zabrał do grobu, co jest prawną zmorą.
Notariusz otworzy go z ekspertami z Banku Francji”.
Co to ma być?
Sejf Guetza.
Święty Graal rabusiów, cały wypełniony diamentami.
Najpierw muszą go przewieźć opancerzoną furgonetką.
Wiemy o nich wszystko.
A jak go potem otworzymy?
Widziałeś go? Ma z tysiąc lat jak ty.
Nie potrafimy go otworzyć. Joss ma rację.
Znam kogoś, kto go otworzy.
- Niepotrzebnie przyjeżdżałaś. - Nie wygłupiaj się.
Usiądź.
Widziałaś Alię?
Próbowałam dać jej list,
ale ona jest uparta.
Nie jest jej łatwo.
Naprawdę. Jest policjantką, a ma ojca w więzieniu.
Mnie też nie jest lekko.
Córka nosi moje nazwisko, a ja jej nawet nie znam.
Co do tego...
Co?
Zmieniła nazwisko.
Gdybyś powiedział sędziemu, co naprawdę stało się w tym banku,
nie siedziałbyś tutaj.
Nie byłoby cię tu.
- Tak, Hugo? - Słuchaj.
Sprawdziłem moją partnerkę.
Czemu dostałem córkę byłego wspólnika Bogaertów?
Co to za pułapka?
To nie pułapka.
Macie się zapoznać.
Ona jest atutem.
Jeśli dobrze to rozegrasz, pomoże ci w śledztwie.
Wszystko zależy od ciebie.
Dobra, muszę kończyć.
Dwie dychy za trafienie między oczy.
Nie nakręcaj mnie, stary.
- Wchodzę w to. - Ja też.
Nie ma wątpliwości.
Nie.
- Mogę dołączyć? - Pewnie.
Protegowany ciul chce się popisać.
Odsuń się. Dzięki.
Przejście dla zawodowca.
Skończ się mądrzyć i strzelaj.
Patrzcie. Powtórki nie będzie.
Proszę.
Żadnych wątpliwości.
Wybaczcie.
Świetne uczucie.
Rano nie byłem w formie.
Widzisz to?
- Wsadź ją sobie w dupę. - No nie bądź taki.
Może podwoimy stawkę? Czemu wychodzicie?
- Serio? Wszyscy? - Stul dziób.
Szkoda. Teraz albo nigdy.
Następnym razem mogę zawiązać sobie oczy.
Stówa.
Ten sam cel z 20 metrów.
Kto trafi bliżej czaszki, wygrywa.
Alia, jesteś tu nowa, więc dam ci szansę wycofać się.
To Paryż. Nie gramy tu w bule.
Ty może wyciągasz przed finałem.
Ja walę prosto do celu.
Wiesz co?
Zapraszam do zabawy, ale i tak przegrasz.
Dobra.
Lekcja numer jeden.
I kto tu rządzi?
To będzie świetny dzień.
Mówiłam, prosto do celu.
Pani przodem.
Dobrze rozegrane, Beaumont.
Dobra, wystarczy. Alia!
Oszukiwałaś. Oddaj forsę.
Ten sam cel, nie ta sama broń.
Typowa marsylka, nie szanuje zasad.
Zero zdziwienia, masz to po tatusiu.
Co powiedziałeś?
Nie wspominaj o nim. Nie mam z nim nic wspólnego.
Dla mnie jest martwy.
Co mówi raport balistyczny?
Według raportu
użyto tej samej broni, co trzy poprzednie razy.
Ale kula, która zabiła strażnika, była ze starej broni.
- Wysłałem prośbę do archiwum. - Mamy nagrania z kamer?
Tak. Czekałem, żeby je obejrzeć z tobą.
Uznałem, że razem prędzej coś wypatrzymy.
- Co robisz? - Pokazuję ci nagrania.
Spójrz.
Nie udowodnimy, że zamaskowane typy to Bogaertowie.
Nie potrzebujemy twarzy, by wiedzieć, skąd biorą sprzęt.
- Widzisz tego SUV-a? - Nie widać tablic.
Tylne koła są szersze niż przednie.
- Chcesz takiego kupić? - Nie o to chodzi.
Stabilizują auto przy szybkiej jeździe.
Przyjrzyj się tyłowi. SUV jest nieco podniesiony.
Amortyzatory są wydłużone, by wytrzymać ciężar.
Brawo, ekspercie.
A jak to ma nam pomóc?
W Paryżu takie modyfikacje wykonuje tylko Jacky.
Powie nam więcej niż to nagranie.
Zgoda co do sprzętu, ale skąd go wytrzasnęli?
Nie wiem, może włamali się do systemu IT Blinga.
A może ktoś sypie za pieniądze.
Co robisz?
- Jem kanapkę, nie widać? - Owszem, widać.
Ale zapomnij, że zjesz ją w moim samochodzie.
- Dopiero co odkurzałem. - Któraś powinna odkurzyć ciebie.
Faceci i ich auta. Obłęd.
Nie musisz się o mnie martwić.
Radzę sobie na froncie odkurzania.
Wiesz, co mówią, nie? Duży wóz...
Chcesz się pobawić?
Co powiesz na to? Załóż to.
- Poważnie? - Zakładaj albo wypad.
Wyglądasz doskonale.
Zamknij się.
Odstawmy dobrego i złego glinę.
Bądź złym gliną, żeby nie musieć udawać.
Mam lepszy pomysł.
Jeden glina gada, a drugi nie ma jaj.
Możesz być tym bez jaj, żeby nie musieć udawać.
Jacky, Jacky.
- Czego znowu chcesz? - No witaj.
Dobrze wiesz, czego chcę. Ekipa od wozów opancerzonych.
Potrzebuję ich.
Nie mam nic do powiedzenia.
Nic nie wiem.
- Nie wiesz? - Nie.
Modyfikowałeś pewnego SUV-a.
Teraz tylko złomuję samochody.
Nie robię modyfikacji.
Rzuciłem to. Teraz prowadzę firmę.
Tyle że SUV miał twój podpis.
Myślisz, że rozdaję autografy?
Moje przeróbki są w sieci. Każdy może podrobić mój styl.
- Nie jestem w to zamieszany. - Nadal nic nie powiesz?
Co to za jedna? Pilnuj jej. Jakaś nienormalna.
Nowa rekrutka, nowe metody. Nie marnuj mojego czasu.
Przysięgam na moje dzieci, że nic o tym nie wiem.
- Ty nie masz dzieci! - Ale mógłbym mieć.
A co to?
To wypasiona szafka. Należy do mojego księgowego.
Ma w niej listy płac i dokumenty.
Czyli możemy do niej zajrzeć?
Tak, tyle że zabrał ze sobą klucz.
Zawsze nosi go ze sobą.
- Nie masz klucza? - Nie.
Słyszałaś, Alia? Ale lipa.
- Wielka szkoda. - Co robisz?
Co to ma być?
Nie widać?
Wynajmuję mu szafkę, a on robi takie rzeczy?
Myślałem, że ma tam kwity.
Jestem uczciwy. To nasza wspólna przestrzeń.
Tylko on ma klucze. Co miesiąc daje mi gotówkę.
Przysięgał, że to wypłaty. To mój przyjaciel, nie byle kto.
Ojciec chrzestny moich dzieci.
I weź tu bądź miły dla ludzi.
Mam cię dość. Idziemy.
Alia, dokąd idziesz?
Co robisz? To niebezpieczne!
Powiesz mi, co robisz?
Nowa rekrutka, nowe metody.
Zgłoszę to! Znam ludzi, zobaczysz!
Cholera.
Masz dwie minuty, zanim skończysz z jajami na uszach.
Hugo, pogadaj z nią. Nic nie wiem, przysięgam!
To nic nie da. Straciła nad sobą panowanie!
Nic nie wiem!
Pojebało ją! Hugo!
Zatrzymaj maszynę!
Wyciągnij mnie!
Pracowałem nad SUV-em, ale nie wiedziałem, co z nim zrobią!
Widzisz? Jednak coś wiesz.
Gdzie stacjonują?
Nie wiem, zostawiam sprzęt w miejscach publicznych.
Wyciągnij mnie stąd!
Ściągnij go. Dotarło do niego.
Będą jakieś kolejne dostawy?
Nic nie wiem!
- Nie pierdol! - Przysięgam!
Suko!
- Zaraz go zmiażdżysz! - Siedź cicho.
Bar Penalty. Jutro o 21. Zatrzymaj już!
Od kogo dostali trasę ciężarówki?
- Wyciągnij go! - Mają kreta! Przestań!
Już dość, zabijesz go.
Nazwisko informatora?
- Wyciągnij go już stamtąd! - Nazywa się Pat!
Mam jego adres w biurze. Przestań, dam wam wszystko.
- Dość. Wyłącz to. - Przecież to robię.
Zatrzymaj to! Nie!
- Nie działa. - Jak to?
- Zatrzymaj tę maszynę! - Chcę, ale nie mogę!
- Jak to nie możesz? - Przekręć kluczyk, idiotko!
- Jacky, do cholery! - Jak to wyłączyć?
Czerwony przycisk!
Wyciągnij go, do kurwy nędzy! Ten przycisk na górze!
Oszalałaś czy co?
Spoko, przecież nie umarł.
Dzięki Bogu.
- Jesteś cały? - Wniosę zarzuty, zobaczycie.
Nie ruszaj się, wyciągniemy cię.
A jak mam się ruszyć, kretynie?
Ale nie dziękuj mi w imieniu swoich dzieci.
Gdyby coś się działo, wołaj, jestem za drzwiami.
A co ma się dziać?
Twój gość nie jest wpisany do rejestru.
- Kto to? - Nie wiem.
Pewnie ma wysoko postawionych przyjaciół.
Gość z koneksjami to ty?
Mogłem się domyślić.
Co tu robisz?
Kopę lat, stary druhu.
Osiemnaście.
Osiemnaście pieprzonych lat.
Posłuchaj.
Wcześniej nie było okazji.
Chcę ci podziękować.
Zrobiłem, co musiałem.
Trzeba było napisać podziękowanie.
Masz bardzo napięty grafik.
Wyduś to z siebie.
Po co tu jesteś?
Żeby cię wyciągnąć.
Żeby mnie wyciągnąć?
Zostały mi tylko dwa lata.
Spóźniłeś się na imprezę, Bogaert.
Czekaj!
Zawsze byłeś dla mnie jak brat.
Jestem tu, by spłacić dług.
Przeszłości nie zmienimy, ale...
można nadrobić stracony czas.
Potrzebuję cię do zlecenia.
Sejf Guetza.
Zawsze o tym marzyliśmy, pamiętasz?
Pamiętam, że odsiaduję 20 lat, żeby ratować ci tyłek.
I że odwiedziłeś mnie raz,
żeby gadać o zleceniu.
Nic się nie zmieniłeś.
Myślisz tylko o sobie.
Wracaj do domu.
Straż, skończyłem.
PENDRIVE
Muszę przesłać cały plik. Łatwo rozpoznacie ten wóz.
To „transport specjalny”.
Zatrzymaj się, to tutaj.
Dalej się dąsasz?
Lepiej się przygotujmy.
To pracownik Blinga, nie Ala Capone.
To informator. Mam złe przeczucia.
- Co z tobą? - Prawie nic ze sobą nie mamy.
- To jest „prawie nic”? - No tak.
Rób, co chcesz, ja się szykuję.
- Szykujesz się? - Tak.
Skoro tak się szykujesz, musisz to założyć.
- Słusznie. - A jakże.
Proszę.
Jeszcze to. Nigdy nie wiadomo.
Brakuje ci jednej rzeczy.
Teraz jesteś gotowa.
Żartujesz, nie?
Chciałaś się dobrze przyszykować.
Włóż to, bo zarobisz i będzie płacz.
Przynudzasz.
Czemu masz w bagażniku granatniki?
Bo je lubię.
Cholera, gliny tu są. Musimy spadać.
Dałeś im cynk?
Joss, co ty odpierdalasz?
Siedzimy u ciebie i nagle zjawiają się gliny.
- Chcesz nas wydymać? - Szybciej, idą po schodach.
- Nie da się w tym oddychać. - Dobrze jest.
Dobrze...
Miałbym gadać z glinami?
Przecież ja też w tym siedzę.
Bierz pendrive i spadamy.
KOPIOWANIE W TOKU – 91%
Co robisz?
Wyjmuję broń podczas operacji.
Ale bzdury. Widzisz to?
Widzisz?
Uważaj, bo pójdzie szybko.
Zaczynamy.
Oto procedura. „Wyjmuję broń”.
KOPIOWANIE W TOKU – 99%
Dawaj.
Panie Janbier?
- Wrócimy innym razem. - Czekaj.
Nie słyszysz?
Na balkonie jest drabina, która prowadzi na dach.
Ktoś przeładował strzelbę.
Strzelbę? Ale pieprzysz.
Może jeszcze czołg?
Miło się współpracowało.
Joss, nie!
Hugo, ocknij się!
Widzisz, po co są kamizelki? Co ci mówiłam? Szlag, Hugo!
Co robisz? Goń ich!
Mamy rannego, przyślijcie wsparcie.
- Co jest? Skacz. - Nie mogę.
- Czego? - Mam lęk wysokości.
To po co wylazłaś?
Goń ich, ośle, bo uciekną!
A co robiłem, zanim spanikowałaś?
- Zaczekaj! - Co?
Pobiegli tam.
Mówisz poważnie?
Dawaj!
Szybciej!
Hugo, co ty odwalasz?
Gonię Stana. Drugi zwiał w ulicę Martyrs.
Zamknę całą dzielnicę.
Hugo, gdzie ty jesteś?
- Na dachu, a gdzie mam być? - Gdzie jesteś?
Zablokujcie drogi. Hugo jest na dachu.
Na dachu?
Nie dociera, jak mówię, że jest na dachu?
Mamy wsparcie. Dokąd ich wysłać?
Czemu tak do mnie mówi?
Jeśli protegowany jest na dachu,
nie martw się o podejrzanego, ale o to, co odwali Hugo.
O czym ty mówisz?
Właśnie o tym.
Chłopaki!
Kurwa.
- Szybciej! - Co za wrzód na tyłku!
Chrzanić to.
Daj rękę.
- Co robisz? - Nie zabijam policjantów.
Stan, co robisz?
Wracaj tu, do cholery!
- Tylko nie wy. - Cholera, Belmondo.
Co próbowałeś zrobić? Serio.
Myślałeś, że to film?
Gdzie jest Stan?
A jak myślisz?
Kurwa, miałeś go gonić!
Sama mogłaś to zrobić.
Gdyby nie kamizelka, już byś nie pyskował.
Dobra!
Te sprzeczki nowożeńców zostawcie dla szefa.
Kocham was, a widok jest boski, ale odkujcie go i spadamy.
Zostaw!
Coś, kurwa, robił?
Zwiedzałem miasto.
Przez tego durnia miałem gliny na karku.
Masz pendrive?
- Czemu go zabiłeś? - A jak myślisz?
Był kapusiem.
Posprzątałem twój bałagan.
Za każdego trupa mamy 20 gliniarzy na karku.
Gliny i tak już nas ścigają.
Ale brakuje ci jaj, by działać.
Dość!
Twój brat zrobił to, co musiał.
Gliny nas nie złapały i nigdy nie złapią.
Ci gliniarze są inni, lepsi.
Odpuśćmy. Mam złe przeczucia.
Bo śpieszno ci do tej dziwki?
- Nie! - Powtórz to!
- Za kogo ty się masz? - Do kurwy nędzy!
Wściekasz się, gdy o niej wspominamy.
- Jesteśmy rodziną! - Rodziną? My?
Nie rozśmieszaj mnie.
Jesteśmy twoimi pionkami.
Sylvia miała rację. Dawno powinienem był odejść.
Stan.
Stan!
Idź za bratem.
Wybadaj, co mówi tej lasce o naszym biznesie.
I dowiedz się, kim są nowi gliniarze.
Jasne.
Poważnie, Beaumont?
Nie mamy informacji ani tropów, żeby ich namierzyć.
Szef się ucieszy.
Widziałeś, kto spuścił ci łomot?
Rozpoznałem jednego. To Stan Bogaert.
Drugi to pewnie jego brat.
Skończyliśmy.
Przyślemy lekarza sądowego.
Nic nie dotykaj.
Spadamy. Ogarnijcie wasz syf.
Jeszcze coś. Twój, prawda?
Musisz bardziej uważać.
Kazała niczego nie dotykać.
Pomóż mi. To chyba laptop.
- Nie ruszę trupa. - Pomóż mi.
Nie, on nie żyje!
Nie umarł, tylko sobie drzemie. Śpi, odpoczywa.
- Ale męczysz. - Złap go.
- Fuj. - Obrót na trzy.
- Raz, dwa, trzy. - Puszczę pawia.
- A nie mówiłam? - Ohyda.
Mam to na butach.
Ja pierdolę.
ROZPOZNAWANIE TWARZY
Cholera.
- To już przesada. - Tylko się zdrzemnął.
ZALOGOWANO
- Cholera, wiedziałam. - Znalazłaś coś?
Jest tu wszystko, co im dał.
Zobaczmy.
To pewnie dane o furgonie, który chcą obrobić.
Wszystkie trasy Blinga.
Dziewięćdziesiąt.
Robimy duże postępy.
Ty to sobie prześledź,
a ja sprawdzę, czy broń z napadu była na liście.
Choć jedno z nas się przyda.
- Jak wrócę na posterunek? - Jedź metrem.
Pod ziemią nie musisz się bać wysokości.
Dobry wieczór.
Cześć.
- Cześć, Stan. - Jak leci?
Stan?
Co tu robisz?
Masz rację. Nie mogę tak żyć.
Co się stało?
Rozmawiałeś z ojcem?
Posłuchaj mnie.
To będzie mój ostatni raz i koniec.
Będzie nas stać, by zamieszkać daleko stąd.
Ale teraz jest za późno, by ich z tym zostawić.
Wiesz co?
Żyj swoim życiem, a ja swoim.
Dopóki będziesz z nimi, nie chcę cię widzieć.
- Sylvia. - Idź sobie.
Muszę się przygotować.
Mam prawdziwą pracę.
Porozmawiam z nim.
Znajdę właściwy moment.
Tak?
Wychodzi z Paradis Latin. Był się wypłakać lasce.
- Na co czekasz? - Mam ją zaprosić na kawę?
I tak mi nic nie powie.
Rób, co chcesz. Muszę dowiedzieć się, co wie.
Jakieś wieści o glinach?
Facet z dachu to Hugo Beaumont,
siostrzeniec prefekta.
Laska przyjechała z Marsylii. Samani.
„Samani”?
Tak, Alia Samani.
Alia Samani? Jesteś pewny?
- Tak. Zająć się nią? - Nie trzeba.
Zrób to, co kazałem.
Ja zajmę się policją.
ZABEZPIECZONE
NIE OTWIERAĆ
RAPORT BALISTYCZNY
Pa, dziewczyny!
POCISK 1 – ZADRAPANIE BROŃ – BERETTA 92
ZABITY OCHRONIARZ
Ja pierdolę.
PROSTO DO CELU
Spałeś tu?
Nie masz dziewczyny?
Nie mam na to czasu.
Chodźmy poćwiczyć na siłowni.
Opowiesz, co znalazłeś. Nie mogę się doczekać.
Gadaj. Co odkryłeś w archiwum?
Broni, z której zabito strażnika, użyto w napadzie 20 lat temu.
A wielkie odkrycie?
To była broń twojego ojca.
- No i? - Jeszcze pytasz?
Jak broń, która zaginęła 20 lat temu,
odnalazła się pięć dni temu?
Mogła wcale nie być jego.
Może siedzi za coś, czego nie zrobił.
- Może być niewinny. - Niewinny?
Gość, który porzucił rodzinę, by rabować banki?
Przestań już o nim mówić. To ostatni raz.
Nie porzucił cię. Zamknęli go za napad na bank.
Nadal jest twoim ojcem.
Moim ojcem?
Spokojnie!
- Chcę popchnąć sprawę do przodu. - Mówisz? Ja też.
Pogięło cię? Coś ci się miesza, zawijam stąd.
Jeszcze nie skończyłam.
Mnie się miesza?
Myślisz, że go znasz, bo czytałeś raport?
Zależy mu tylko na sobie.
Możemy aresztować jednego z Bogaertów,
gdy spotkają się z Jackym.
Skup się na naszym jedynym tropie i nie drażnij mnie ojcem.
Żyjesz, Hugo?
Nie jestem zainteresowany.
Wiem, ale twoja córka może będzie.
Słuchaj, biznes to biznes.
Może i jest twoją córką, ale zaczyna mnie wkurzać.
Tknij ją, a będzie po tobie.
Rób, co mówię, a nic jej się nie stanie.
Jestem w więzieniu, dupku.
Poprosisz prawnika o zwolnienie warunkowe na 21.
Jak tylko wyjdziesz,
zadzwoń pod ten numer.
A jeśli nie wyjdę?
Lepiej wyjdź dla dobra córki.
Straż, skończyłem.
Co za pieprzony drań!
Co z tobą?
Uspokój się!
- Skończysz na dołku. - W porządku.
Dobra, uspokoję się.
Załatw mi szybko telefon.
Nie ma sprawy.
Nie masz dość żarcia tego syfu?
Trener kazał mi przypakować.
Nie jest przypadkiem Belgiem?
Bredzisz i bez trenera.
Co on robi, do licha?
Co jest? Będziemy tu całą noc?
Nie. Mówię ci, że przyjdzie.
Jak nie, to go zmiażdżę.
Patrz, to on. Wygląda na wyluzowanego.
Cholera.
Simon, Dugravot. Jacky właśnie wszedł do baru.
Jego kontakt jest w środku albo jest w drodze.
To jaki masz plan, Beaumont?
Plan jest taki, by ich nie zgubić.
Wkroczymy, jak będą sami.
Gówniany plan. Czemu nie capniemy ich teraz?
Nie czaisz, co?
Musimy ich zatrzymać z towarem.
Wchodzi jeden z synów Bogaerta.
Wiesz co?
Nie widział cię u kapusia. Idź tam.
Masz, załóż to.
Kpisz sobie? Nie ma opcji.
Bez tego cię zdemaskują. No już, pospiesz się.
- Wkurzasz mnie. - Ubieraj się.
- Gra? - Do dzieła.
Alia, zaczekaj!
Focia dla twoich kumpli.
- A to dla ciebie. - Idealnie.
Cholera. Alia, dalej masz włączony mikrofon.
- Masz towar? - Tak, trzymaj.
Stoi obok baru.
Poziom minus dwa. To czarny SUV. Miejsce parkingowe 247.
Jest w bagażniku.
Jebać Marsylię!
I jeszcze PSG gra z Marsylią? Ty kanalio.
Nie zrzędź. Choć raz masz koszulkę zwycięzców.
Miłego oglądania.
Przez twoje pieprzenie zgubiłam Jossa.
Więc teraz to moja wina?
Do kurwy nędzy, Alia.
Mam go. Zostań z Jackym, a ja sprawdzę, co ten knuje.
Idę na parking.
Poziom -2.
Cholera, powtórz. Nic nie słyszę przez ten hałas.
Jestem na parkingu, poziom minus dwa. Usłyszałaś?
Alia, jestem pod ostrzałem.
Alia, słyszysz mnie?
- Nie ruszaj się, idziemy. - Sam się tym zajmę.
Znowu wszystko spieprzy, działając w pojedynkę.
Idę tam.
Kazał nam zostać.
Zamkniemy dziś Jossa, czy mu się to podoba, czy nie.
Alia, blokujesz linię.
Wyłącz mikrofon, cholera!
Strzelaj, do chuja!
A myślisz, że co robię?
Alia, chodź tu.
- Alia, słyszysz mnie? - I uderza!
Co za gnój!
- Jebać cię, złamasie! - Co takiego?
Do kogo mówiłaś?
Alia!
Wychodzi z parkingu.
Zgarniemy go z rampy.
Nie przy kibicach. Po prostu go nie zgubcie.
Pierdol się, Beaumont!
Kurwa, nie zgub go.
- Co ty tam odwalasz? - Co ja odwalam?
Odjechał SUV-em.
To koniec, Bogaert!
Wyjdź z rękami na głowie.
Jesteśmy glinami, do cholery!
Jasne, a ja jestem Beyoncé.
Nie!
Paryżanie mogą mi possać! Tak jest, kurwa!
No co? Wyluzujcie.
Daj spokój.
W porządku.
Jebać Marsylię!
Szlag!
Z drogi! Nie filmować! Zabrać ich!
Spokojnie, to gliny.
Mieliście czekać.
Cholera.
Informujcie nas o waszych operacjach.
Wyślę ci faks, dupku!
Musicie nas uprzedzać!
Dobra, chuje. Ręce za plecami i powtarzać za mną.
Do broni!
Jesteśmy marsylczykami!
I wygramy, hura!
- I wygramy, hura! - I to rozumiem.
Co ty odpieprzasz? Gdzie Jacky?
Wyszedł przed moją lekcją śpiewu.
Wszyscy mnie dziś wkurzacie.
Na czym skończyliśmy? Do broni!
- Żartujesz? - Miało być szybko.
Szybciej się nie dało.
No tak.
Kurwa mać.
Przepraszam.
Idź do łóżka. Odejdź.
Nie potraficie się wspierać? Amatorzy.
Co wam odbiło, żeby strzelać w tłumie kibiców?
To był Joss Bogaert. Mieliśmy go...
Mieliście? To gdzie jest teraz?
Nie widzę tu nikogo takiego, jedynie bandę patałachów!
Zidentyfikowaliśmy jego pojazd.
Benchérif, lepiej się nie wychylaj.
Pajacowałaś z kibicami, gdy strzelano do twoich kolegów.
Mógłbym cię wykopać do Marsylii tak, że przegoniłabyś TGV!
Nie do wiary!
A nie wspomniałem jeszcze o mediach społecznościowych.
Cała pieprzona Francja się z nas śmieje!
Fantastyczna praca zespołowa! Wyszliśmy na idiotów!
Powiedz mi coś.
Jak się mają sprawy? Nie przeszkadzam?
Kawy, szefie?
Wypierdalaj stąd.
Przepraszam za to.
Simon i Dugravot, odznaki i broń.
- Szef żartuje? - Ale już!
Czekajcie.
Chce pan odznaki? Oddam moją.
Kazałem im interweniować.
Wykonywali moje rozkazy.
Wkurzasz mnie, Beaumont.
Myślisz, że cię nie zwolnię, bo jesteś siostrzeńcem prefekta?
Sprawa trafiła do mnie.
Zespół nie powinien płacić za moje błędy.
A zatem trzymaj.
W końcu postanowiłeś zostać prawdziwym gliną.
Nareszcie.
Nie mamy wyboru.
Pomożecie mi zdjąć Bogaertów albo jebać wasze stare.
Dlaczego nas krył?
Żeby ratować wasze tyłki.
Durnie.
Co jemu do mojej matki? Ona nie ma z tym nic wspólnego.
Słucham.
Hugo, ktoś do Alii. Podobno wie coś o napadzie.
Połącz go.
- Inspektor Beaumont. - Chcę rozmawiać z Alią.
Nie ma jej. Jestem jej kolegą. Słucham?
Nie rozmawiam z glinami.
Stąd telefon na komisariat? Genialne.
- Chcę rozmawiać z córką. - Z córką?
Samani?
Samani, to ty?
Nie znamy się, ale wiem, że nie zabiłeś tego ochroniarza.
Skąd to wiesz?
Sprawdziłem akta. Proces spartaczono.
Broń, z której go zabito, powróciła.
Odsiedziałeś za kogoś 20 lat, jak sam dobrze wiesz.
Wyciągnę cię stamtąd.
O czym mówisz?
Według raportu ochroniarz uruchomił alarm.
Ale znaleziono go w pozycji, która wskazuje na ustawkę.
Ktokolwiek go zastrzelił,
przeniósł ciało, a potem włączył alarm.
Dlatego utknąłeś w skarbcu.
Przypiął ci morderstwo i umył ręce.
Samani?
Lepiej, żebyś miał na to dowody.
Leżą przede mną.
Jeśli masz coś na Bogaertów, to teraz albo nigdy.
Odwiedził mnie w pace.
Zaproponował mi pracę.
- To znaczy? - Kto dzwoni?
Nikt.
Alia... Słuchaj, psie.
Jeśli im nie pomogę, to ją skrzywdzą.
Więc zadbaj, żeby nic się jej nie stało.
Zajmę się Bogaertami.
Halo?
- Co? - Kto to był?
Pomyłka. Jakiś bełkot.
Słucham?
Otworzę ci ten sejf.
Sylvia...
Kotku, kto ci to zrobił?
Kto ci to zrobił?
- Joss. - Jak to?
To był on?
Odpowiedz. To był Joss?
Zabronił mi cię widywać.
Nie chcę wychowywać naszego dziecka sama.
Czemu mi nie powiedziałaś?
Czekałam na właściwy moment.
Stan?
Stan!
- Czemu nas wzywa? - Znam ją na wylot.
Sprawa idzie do przodu, więc chce nam pogratulować.
- Odbieram wam sprawę. - Co? Nie możesz.
- Naprawdę ją znasz. - Wystarczy.
Rozmawiałam z ministrem.
Po filmikach z Parku Książąt
przekazał sprawę Brygadzie Śledczej.
Przykro mi, nie mam wyboru.
Nasze postępy w śledztwie się nie liczą?
Czyli nie.
Liczy się tylko zachowanie ciepłej posadki.
Opanuj się, bo stracisz nie tylko tę sprawę.
Jesteś tu dzięki mnie.
Dzięki tobie?
I co teraz?
Już pozamiatane?
Nic więcej nie mogę zrobić.
Jutro wracasz z samego rana do Marsylii.
- Pani prefekt? - Tak?
Nasze nowe przydziały dostaniemy dopiero jutro w południe.
Technicznie rzecz biorąc,
została nam doba na tę sprawę.
Rozumie pani?
Owszem.
Co to za pyskówki?
To mimo wszystko prefekt.
Jakoś samo tak wyszło.
Ciągle nawalam, odkąd tu jesteś.
Teraz na bank mnie wywali.
Spokojnie, nie zwolni cię.
Musiałeś do niej dotrzeć. Dała nam 24 godziny.
Naprawdę?
Mówiłem, że znam ją na wylot.
Musiałem jej pokazać, kto tu rządzi.
Dobra, The Rock. Mamy 24 godziny i żadnych tropów.
Mamy trop twojego ojca.
Przestań o nim mówić.
Dzwonił wczoraj na komisariat. Chciał z tobą rozmawiać.
Bogaertowie grozili, że cię skrzywdzą, jeśli im nie pomoże,
więc na pewno coś dla nas ma.
Dobrze.
Dzwonił wczoraj i dopiero teraz mi mówisz?
Wkurzasz mnie, Hugo.
Nigdy nie potrzebowałam pomocy ani uwagi ojca.
Porzucił mnie 20 lat temu i dobrze sobie radzę.
Wcale cię nie porzucił. To Bogaert go wrobił.
Gdyby nie był w więzieniu, zająłby się tobą.
Posłuchaj.
Zaproponujmy mu układ.
Jeśli pomoże nam ich złapać,
otworzymy jego sprawę.
Spędziłam życie, nienawidząc go.
Nie będę mogła spojrzeć mu w oczy.
Będę przy tobie.
Nie zostawię cię.
Będzie dobrze.
Hamuj się.
Uścisk, poważnie?
- To nie był uścisk. - Był.
Miałaś doła, więc okazałem wsparcie.
Kto ma doła?
- Już się napinałeś. - Wcale nie!
- Napinałeś. - To przez dietę głodówkę.
Nic się nie napinałem.
WIĘZIENIE
Przywiozłem ci zabawki.
Nie martw się, będzie dobrze.
Tak?
Inspektor Beaumont.
Przyszliśmy przesłuchać Samaniego.
- Samani? - Tak.
Dostał przepustkę na 24 godziny.
- Wyszedł pięć minut temu. - To żart?
Nikt was nie powiadomił?
Musi być z nimi.
Cholera.
- Tak? - Słuchajcie.
Wczoraj około 23.30 ktoś dzwonił na telefon Alii.
Namierzcie ten numer. Możemy zgarnąć Bogaertów.
Ochłoń, to nie nasza sprawa.
Charrier nas zatłucze. Sprawa trafiła do Brygady Śledczej.
Nie możecie mnie teraz zawieść.
Dzięki mnie nie gnijecie teraz w drogówce.
Daj kolegę, chyba lepiej się do tego nada.
Dobra, walić Brygadę Śledczą. Jesteśmy z tobą.
To ruszcie tyłki.
Wczoraj dostaliśmy cynk.
Ktoś widział Stana w szpitalu Salpêtrière.
Odwiedzał pobitą kobietę w ciąży.
Przekwalifikowałeś się na położnego? Wyślij nam lokalizację GPS.
Zasrane pasy.
Pospiesz się.
Kto dzwonił do Samani o 23?
Dostałaś lokalizację?
Tak.
Skręć w prawo.
- Minąłeś zakręt! - Było mówić wcześniej!
Nie zrozumiałeś „skręć w prawo”?
Pilotka z dupy. Po prostu mów wcześniej.
- Dokąd teraz? - Prosto. Chyba dasz radę.
Dalej prosto.
- Prosto do tunelu! - Kurwa mać.
To mów, że do tunelu, a nie „prosto”.
Cholera, uderzą w nas!
Cholera!
Jedź!
Przesyłka dostarczona.
Cztery minuty, idziemy.
Rusz się.
Sygnał się zatrzymał na bulwarze.
Skończ tę wycieczkę po mieście. Gazu, babciu!
Na miejscu ja się tym zajmę. Działajmy rozważnie.
Obyś nie przesadził.
Znasz mnie. Działam z finezją.
Mówiłeś coś o rozwadze?
Masz trzy minuty.
Z drogi! Tę rękę to może sobie wsadzić!
Jedź dalej.
- Nie przejadę. - Przejedziesz.
- Nie zmieszczę się. - Zmieścisz!
- No i? - Marny z ciebie kierowca.
Zamienimy się?
Cholera.
- Tam jest mój tata! - Więc mamy dać się zabić?
Co ty odpieprzasz? Strzelaj górą, nie przez środek!
Już był rozjebany.
Jak ci idzie?
To system wahadłowy.
Sejf musi stać prosto, inaczej go nie otworzę.
W co ty pogrywasz?
Dawniej otwierałeś sejfy jedną ręką.
Dlaczego włączyłeś alarm?
O czym ty mówisz?
- Osłaniaj mnie. - Mam lepszy pomysł.
Co robisz?
Szlag!
Otwieraj sejf albo cię zabiję!
Dlaczego to zrobiłeś, Tony?
- Byliśmy jak bracia. - Bracia?
Odbiłeś mi ukochaną i nazywasz mnie „bratem”?
Nigdy cię nie kochała.
Albo mnie, albo nikogo!
Spróbują uciec tą łodzią.
Łodzie to mój konik.
Wracaj tu. Co ty robisz?
Zostaw to mnie.
Gdzie, kurwa, byłeś?
- Gdzie byłem? - Co ty odpierdalasz?
Za dużo gadasz z dziewczyną. Wyprała ci mózg!
To było ostrzeżenie.
Bo co? Zabijesz mnie?
Słuchaj uważnie. Jest tam twoja córka.
Jeśli nie otworzysz tego jebanego sejfu,
dołączy do swojej matki.
Twoja kolej, kolego.
Gdzie jest Joss?
Pobiegł tam.
Zajmij się nim. Ja złapię drugiego.
Donosisz na brata?
Dupek pobił moją ciężarną dziewczynę.
Zabił też gościa z Blinga?
Tak, ochroniarza też.
- Wynoś się stąd. - Słucham?
Zostaw to gówno za sobą. Dam ci jedną szansę, nie dwie.
Ale dlaczego?
Nie chcę, żeby dziecko dorastało bez ojca.
A teraz spadaj.
Kurwa.
Mieliście do pogadania.
To już koniec, Bogaert.
Wstawaj!
Odłóżcie broń!
Odłóżcie broń albo zdmuchnę ją z bulwaru!
Spoko, zajmę się tym.
Nie możesz, celuje we mnie rakietą.
Tym razem nie dam mu uciec.
- Na trzy go zabiję. - Nie, zajmę się tym.
Alia, nie rób tego.
Cholera!
Alia, co ty wyprawiasz?
Drgnij, to po tobie!
Dalej.
Kurwa mać!
Ej, dupku!
- Miałeś to w torbie. - Co ona robi?
Wiesz, po co to jest? Ogarnij dupsko. Mam pomysł.
Prosto do celu.
- Będzie dobrze. - Alia...
Karetka jest już w drodze.
Już tu jadą, będzie dobrze.
- Córciu. - Nie umrzesz. Wyliżesz się.
Spójrz na mnie. Nie umrzesz.
- Córeczko. - Będzie dobrze.
Coście narobili?
Świetne wyczucie czasu. Skończyliśmy tu dawno temu.
Jak już rozwiązujesz sprawę, to robisz to bez nas.
Chcesz medal tylko dla siebie. Brawo.
Ruszcie tyłki.
Był duży korek.
Kula nie trafiła w ważne organy.
Nic mu nie grozi.
Słyszysz, tato?
Będzie dobrze. Zaopiekują się tobą.
Jak mnie nazwałaś?
Tato.
Inspektorka Benchérif?
To jak?
- Wyciągniemy go z więzienia? - Nie Benchérif.
Inspektorka Samani.
Gdy Guerrin ostrzegał mnie, że będzie mały bałagan.
- Ale nieco przemilczał. - Dziwne, bo działaliśmy rozważnie.
To prawda.
Dostałem twój raport i wnioski.
Uda się powtórzyć proces?
Jesteś uparty jak osioł.
Ale to dobrze, bo potrzeba takich gliniarzy.
Nie lubię, gdy ktoś wtrąca się w moje sprawy.
Ale dziękuję.
Po tym wszystkim dostaję gówniane podziękowania?
A co jeszcze?
Nie wiem.
Co robisz?
- Właśnie mnie pocałowałaś. - Ale ślubu nie planuj.
- Wykluczone! - Co za typ.
- To logiczne. - Nie pobieramy się.
- Pocałowałaś mnie. - Nie zamieszkam w domku.
- Pocałowałaś mnie. - Wal się!
Wraca wściekły pies?
Skończ z tym psem. Jeden buziak i zamykasz oczy.
- Nie zamknąłem oczu. - Tak, jasne.
Ty na mnie skoczyłaś.
I wywaliłeś jęzor. Ohyda.
Bzdura. Miałaś coś we włosach.
I jeszcze zamknąłeś oczy...
- Przestawcie wóz. - To nie nasz.
Więc czyj?
Z boku ma napisane „policja”.
Cholera.
Samochód blokuje nam wyjazd.
Proszę pana?
Potrzebuję danych do karty pacjenta.
Kurwa, dużo im nie brakowało.
Musieli tylko...
Sezam. Jestem Sezam.
Sezam?
Widać skarb Guetza był tylko legendą.
Czego się spodziewałeś po Beaumoncie?
No sorry.
Napisy: Marcin Kędzierski
Nadzór kreatywny nad tłumaczeniem Grzegorz Niksiński
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.