Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Strzał!
Giroud, cholera!
Patrick? W "Bataclanie" wzięto zakładników.
Już jadę.
...w 10. i 11. dzielnicy Paryża wybuchają kolejne strzelaniny.
Jest wiele nowych ofiar.
W sali widowiskowej "Bataclan" dzieje się coś strasznego.
Zabarykadowali się w niej mężczyźni,
którzy wcześniej otworzyli tam ogień;
inni uciekają paryskimi ulicami...
Panowie.
AT w drodze. Negocjator usiłuje rozmawiać z terrorystami.
Wkroczymy, gdy tylko się da, z ratownikami.
Bądźcie w pogotowiu.
Proszę pana?
Ratownicy powinni zaczekać na zabezpieczenie terenu.
Mówił pan inaczej, ale umiemy udzielić pierwszej pomocy.
Ktoś ty?
Od tygodnia w brygadzie stołecznej.
Przedtem Operacje Specjalne, dwa lata Syrii.
Moim zdaniem ci w środku też po Syrii.
Trzeba coś takiego zobaczyć, żeby to robić samemu.
Nie będą negocjować. Wiedzą, że dziś umrą.
Scenariusz
Muzyka
Występują:
Reżyseria
BRYGADA
Siedem lat później
Sprawa na dziś. Ahmed Hamarkodja, 20 lat,
kradzież i nielegalne posiadanie broni,
mieszka w lokalu socjalnym w Melun.
Levallois zmienia mu status na czerwony.
Aktywny na forach dżihadystów, szuka broni w darknecie.
Od tygodnia pisze, że przejdzie do czynów.
Dzwonili z antyterroru, być może po niego pojedziemy.
Do domu?
Mamy swoją metodę.
Jeśli gość nie jest gorący, zwijamy go na dworze.
Dlaczego?
Bo u siebie każdy jest czujny. Ma kamizelkę, zabezpieczone drzwi.
A na zewnątrz błysk! i po nim.
Na ulicy też może mieć broń i kamizelkę.
I co jeszcze? Cywilów.
Mówię panu, jest niegroźny.
Nawołuje do dżihadu, ale zależy mu tylko na socjalu.
Nic nie zrobi. Popłacze się, kiedy go skuję. Zakład?
Nie jestem tu od zakładów. Robimy po mojemu.
Jak pan chce, ale wiem, że tacy...
Mam z "takimi" więcej doświadczenia, proszę mi wierzyć.
Nie bronię go, często gada głupoty,
ale tak działaliśmy z Patrickiem, z powodzeniem.
Na razie jeszcze tego nie mamy, może realizację zrobi kto inny.
Pierwsza odprawa z nowym szefem, a ta z komórką!
Ruszyło się.
- Co to? - Ryba.
Idź odespać! Jesteś po tygodniu obserwacji!
Znów nic nie zwojujesz.
- Znowu Ryba? - Kto to?
Nikt, eksbandzior na zasiłku, lubi się przechwalać juniorom.
Tacy są czasem najgorsi.
A często niegroźni.
- Często. - Czemu tak myślisz?
Wyszedł przed dwoma miesiącami, zadaje się z dziwnymi typami...
Garował! Ma się spotykać z intelektualistami?
Zna tylko margines.
To nie to. Chodzi do Diora, do Zegny, ma drogi zegarek.
Dalej.
Starzy złodzieje wychodzą po odsiadce goli. Bez dochodów.
Moim zdaniem pozostał gorący.
Skoro tyle wydaje, ma źródło dochodu albo dostał zaliczkę.
Co ty na to?
Masz chyba jakieś zdanie?
Szkoda czasu na gadanie. Przyjrzę się temu. Jaki plan?
- Parkingowy z "Monaku". - Z tej knajpy na placu Gwiazdy?
Ryba się tam pojawił.
Badri, obwąchaj to.
Chodźmy.
Ile?
82.
Za dużo chipsów.
Julien, na słówko.
Macie do pogadania. Opowiesz?
Nie jestem w tym dobry.
Nie lubię mówić. Jestem najlepszy w działaniu.
To BWI, Brygada Wywiadowczo Interwencyjna - jedno i drugie.
Jeśli chciałeś akcji, trzeba było iść do AT.
Bazujemy na wywiadzie. Wiedziałeś, że tu trzeba być wszechstronnym.
Ale z Patrickiem...
Skończcie z Patrickiem.
Odszedł na emeryturę, a ja nie jestem nim. Nie opieprzam cię.
Nie, rozumiem...
Po prostu oczekuję propozycji.
Zdobywaj informatorów, przynoś sprawy bądź samodzielny.
Mogę o coś spytać?
- Stanowię problem w grupie? - Nie.
Więc dlaczego wszystko zmieniasz?
Saidzie, pozwoli pan?
Wrócimy do tego.
I jak pierwszy dzień?
W porządku.
Nie było, kiedy porozmawiać,
ale znalazłam idealnego kandydata do zespołu.
Patrick przed odejściem ściągał go na rozmowy.
Stój!
Zaczynał w Gujanie, we Francji od młodości, matura w 93-cim.
Spędził cztery lata w zwalczaniu narkotyków.
Wyniki w terenie wyjątkowe. Wtopił się w ulicę.
Podobno tracił tam czas.
Rozumiem, zwalczanie narkotyków to specyficzna robota.
W każdym razie zaliczył testy, wszystkich zatkało.
I czeka na miejsce u nas.
Puszczaj, złamasie!
- Zgniłek? - Leż.
Za swoją gównianą pensję takiego nie kupisz.
Puść mnie! Cwel!
Nie wierć się.
Leż, mówię.
Popamiętasz mnie, zobaczysz!
Wstawaj.
Jadą zgniłki, cieszysz się?
Następnym razem cię załatwimy.
Następnego razu nie będzie. Saszetkę rzucił gdzieś tam.
Przepraszam, nie zdążyłam panu powiedzieć.
- Planowałem rozmowy z chętnymi. - Już nie trzeba.
Nie znalazłby pan lepszego kandydata.
- Jak się pan czuje? - Dobrze. Dopiero tu przyszedłem.
Pytałam o grupę.
Dopiero przyszedłem.
Myślę, że jest dobra, chociaż trochę niespójna.
Proszę mi wierzyć, rzadko widuję tak dobre zespoły.
Jest najlepszy z tych czterech, którymi dowodzę w Wersalu.
To nie przyszło samo, Patrick odwalił nieludzką robotę.
- Można jeszcze coś dopracować. - Wiadomo, jak zawsze.
Ale lepsze jest wrogiem dobrego.
Ma pan elitę Paryża.
Niech pan zyska ich szacunek, jak Patrick, a pójdzie jak po maśle.
- Halo. - Ja od Vanessy.
Coś się ruszyło?
Nie, nadal siedzi w środku. Jedzą.
- Oni? - Jest z laską.
Dobra. Zadzwoń, kiedy wyjdzie.
- Po co te wiadomości? - Gdzie jesteś?
- Żartujesz? - Gdzie?
Pod knajpą na Polach, przez ciebie.
Właśnie podjechał Verratti, ma ferrari.
- Nie śpisz? - Nie chciało mi się, ćwiczę.
Nie wróciłaś do domu? Robię za ciebie na darmo?
- Zaraz dołączę. - Do czego?
- Do ciebie. - Masz wolne.
- Nocy nie odeśpię, zaraz jestem. - Nie chcę cię widzieć.
Trzeba było wziąć tę obserwację i dać mi pospać. Zaczekaj!
- Zabierz lokalizator. - Dobra, na razie.
Myślisz, że to Griselda Blanco? Nie, panienka, którą dziś puknie.
Jest skończony, mówię ci.
Ale to śmierdzi!
Sam śmierdzisz.
Skończysz na tych proteinach jak Julien. Wyżrą ci mózg.
I po balu. Kolejna zmarnowana noc.
Teraz do niej albo do hotelu.
- Jedź za nimi. - Poważnie?
Tak. O tej porze zwykle sypiam, ale dziś popracuję.
Po pierwsze to ja tyram przez ciebie,
śledząc bandziorka na bezrobociu, po drugie ty nie sypiasz.
Przydałaby się jakaś sprawa.
Julien milczy, a Said gada, chociaż nie ma o niczym pojęcia.
Coś taki surowy? Patrick mówi, że to as wywiadu.
Kupujesz to? Co ma wywiad do naszej roboty?
Robił "Bataclan" w swoim pierwszym tygodniu w brygadzie.
Bronisz go, bo pozwala ci uganiać się za jakimś zerem.
Zamknij się.
Jedź.
- Co? - Do domu, spać.
- Jesteś pewna? - Tak. Poradzę sobie.
Nie zapomniałeś o czymś?
No tak.
Chwila. Kto i dokąd?
Puść, mieszkam tu.
Wyglądasz na tajniaka. Obszukam cię.
Na tajniaka? Ty czego?
Pogięło cię?
Mieszka na 5. piętrze! Zjeżdżajcie stąd.
Bierz tu ludzi z dzielni!
Ci są tańsi. Jesteśmy jak Uber Eat.
Idź, bracie, powodzenia.
Salam.
Co tu robisz? Nocny dyżur?
Właśnie skończyłem. Jest kawa?
Nie.
- Zaparzysz? - Zrób sobie.
Jestem skonany.
Zaparz mi kawy.
Faktycznie, tak wyglądasz. Coś ty znów robił?
Pracowałem, przecież mówię.
Budujemy drogę w okolicy, robiliśmy plany.
Jest robota, trzeba pracować, nie narzekaj.
Siadaj, dam ci tej kawy.
Dzięki.
Pobudka!
- Co tu robisz? - Odwiedzam ciocię.
Wyszedłeś?
Nie, kibluję. Pewnie, że tak! Przed weekendem.
I nie dzwoniłeś? Szarpiesz mnie we własnym łóżku!
Nie poznałem cię z tą brodą.
Odbiło ci czy chciałeś oszukać klawiszy?
Mamo, mogłaś powiedzieć.
Chciałam ci zrobić niespodziankę. Przystojnego mam siostrzeńca?
Żartujesz? Gęba jakby wrócił z Rakki!
Proszę.
Dziękuję.
- Co robisz? - Muszę iść.
Nie zjesz z kuzynem? Poważnie?
- Wyszedłem z pudła, a ty znikasz? - Trzeba było tam nie trafić.
To żart, idę do roboty.
- Nadal drogownictwo? - Tak, robimy drogi w Melun.
- Mówiłeś, że w okolicy. - To wczoraj, dziś jest nowy temat.
- Wysyłają cię aż tam? - No.
Nie w sektorze?
Tak było dawniej, teraz oszczędzają.
Pa, mamo.
Na razie.
Powodzenia!
Sześćdziesiąt trzy.
- Myślałam, że będzie więcej. - Jest dobrze, utrzymujesz masę.
Chcę utyć! Cierpię, kiedy wychodzimy na grubo!
Osłony i hełm ważą tonę!
Nic nie poradzisz, każdy ma fizyczny limit.
Jeśli chcesz nabrać siły, trenuj ze mną.
Mam leżeć pod spoconym facetem? Nie, dzięki.
Żyjesz?
Żyję. Chodź.
- Co jest? - Chodź.
- Otmane wyszedł. - I?
Nie wiedziałem.
Mieli do ciebie dzwonić z więzienia?
- Rodzina nic mi nie powiedziała. - Żebyś miał niespodziankę.
Śmieszy cię to?
Jak to w pudle, siedzisz, wychodzisz...
- Będzie się mścił. - Za co? Nie wie, że go sypnąłeś.
Nie sypnąłem, zadziałałem, bo chciał kogoś zabić.
Jak wolisz.
Pozwólcie na minutę, potem was puszczę.
Dzięki Vanessie i Badriemu wiemy więcej o Rafiku Saifim, alias Ryba.
Spotyka się z dziewczyną pracującą w hotelu "Louvre".
Przyszły tydzień to Fashion Week,
za dwa dni zamieszka tam słynna amerykańska piosenkarka.
Sądzimy, że jest gotów do skoku.
- Jak ona się nazywa? - Masz napisane.
- Nie widzę. - Bad Barbie.
Nie możemy sobie pozwolić na drugą Kardashiankę.
Wszyscy na was liczą, proszę o skuteczność.
Jutro symulacja odbijania zakładników.
Z nowym członkiem zespołu, przeszedł z narkotyków.
Super.
Był tam taki, jak on się nazywa?
Przestrzelił sobie girę w akcji, wsiadając do auta.
Mam nadzieję, że nie on szkolił tego twojego.
Rekrutował go wielki Patrick, co powinno was uspokoić.
- Dobry znak. - Nie lubił tych od narkotyków.
W testach zmiótł konkurencję, może wam spuścić łomot.
- Nie grozi. - Spokój, Vanesso.
Może też skręcić kostkę.
Da wam nauczkę i w końcu się przymkniecie.
Zobaczymy jutro.
Dziękuję.
Wziąłem ci kawę.
Nie, dzięki.
Niech to się wreszcie skończy! Z korzyścią dla wszystkich.
Smutne, ale cóż...
tak, to nieszczęście.
Podziałałeś w mojej sprawie?
Kończę.
Co kończysz?
Odchodzę na emeryturę. To koniec.
Nie dla mnie!
Podałbym ci numer swojego następcy,
ale status informatorów się zmienił, teraz trzeba ich rejestrować.
Wolałbyś raczej nie figurować w kartotece.
Daj mi ten numer, poradzę sobie.
- Jak? - Niech cię głowa nie boli.
Masz blachę czy już nie?
Gdzie? Nie jesteś już psem?
Jeszcze jestem,
miałem dużo nadgodzin, odesłali mnie na urlop, ale już nie pracuję.
Siedzisz, nic nie robisz?
Pozostaję do dyspozycji, szkolę ludzi,
ale tak, nic nie robię. Czekam na ostatnią pieczątkę.
Pięknie. Tego się nie spodziewałem.
Przestało ci się podobać, straciłeś ochotę?
Nie. Nie na to się pisałem.
Lubiłem ścigać rabusiów, a dziś co mamy?
Terrorystów, prochy, parę napadów na TIR-y - nuda!
Jak długo się znamy?
Długo.
Zmiękłeś. Straciłeś chęć do tej zabawy.
Dawniej to było życie, Palacio, Fun Ra...
w czasach Franków, Pascali...
Jesteś jak oni.
I też się wycofuję.
Wychodzę, gdzie jesteś?
Przed wejściem.
I co? Gadałeś z nim?
To potrwa.
- Bo? - Odchodzi.
No to jest kłopot. Bracia postanowili nie płacić.
Powiedzieli, że jeśli znów przyjdę, będzie źle.
Dla mnie El Hassani to gnidy.
- To daj mi ich załatwić. - Spokojnie.
Pójdziesz do następcy Patricka, zajmie się tym.
Dzień dobry.
Cześć.
Wasz nowy kolega, Socrate.
Przeszedł ze zwalczania narkotyków. Powitajcie go.
- Z narkotyków? - Tak.
Podobno robicie tam dziwne rzeczy. Nie zaprzeczaj.
Jeśli coś skubniesz na przeszukaniu, oberwiesz, jasne?
Tak.
Jak się nazywasz?
Socrate.
Dziś symulacja odbijania zakładników.
Sprawdź magazynki, pamiętaj o ostrej amunicji.
- Spoko. - Super.
Policja!
Spokój! Ręce do góry!
Głowa nisko, wyprowadzamy cię!
Policja! Rzuć broń!
Głowa nisko.
I co?
Jak idzie w pierwszym dniu?
Nie widać?
Robisz postępy w swojej sprawie?
Odblokowałem komórki, zdobędę adres dostawcy.
Jeszcze nie hurtownik, ale to początek.
Szefową widzę tu pierwszy raz.
Nie próżnuję.
Dobrze.
Pilnuję sprawy.
- Wszystko gra? - Gra.
Cześć.
Znamy się?
Ja od Patricka. Odchodzi, kazał uderzyć do ciebie.
Nic nie wiem.
Chcę pomówić o ludziach, którzy zagrażają Paryżowi. Póki czas.
Przerwę ci. Patrick nic mi nie mówił.
Nie pogadamy? Zadzwoń, jak z nim porozmawiasz.
Do widzenia.
- Coś podać? - Pan wychodzi.
Długopis.
Przestępczość zorganizowana
- Tak? - Jak leci?
To ciebie należy pytać.
Mówią tylko o tobie, więc się interesuję.
- Przeszkadzam? - Nie, mów.
Kojarzysz Selima Khemissiego?
Nie, kto to?
Przyszedł do mnie z informacjami. Z twojego polecenia.
Mam akurat telefon od syna. Oddzwonię.
- Co mam zrobić z tym typem? - Wysłuchaj go.
- Mówisz, że go nie znasz. - Kończę.
Noam?
Tato? Chodzi o mamę. Przyjedź.
Zabłądziłeś?
- Boksujesz? - Trochę.
Włóżmy rękawice.
- Chcesz walczyć? - Rundka?
Dawaj.
- W porządku? - Tak.
Teraz MMA?
Dlaczego nosisz rolexa?
Żeby się do nich upodobnić. Zegarki są ważne.
Kiedy podchodzę w rolexie, jestem spoko,
a z takim casio nic nie zdziałam.
Dziwna fryzura wystarczy, żeby wtopić się w tło?
Idziemy na piwo i pizzę?
Porozciągam się i przychodzę.
Pośpiesz się, skoro świt zgarniamy Rybę.
Tu D44, coś się rusza. Podjeżdża czarny peugeot 508.
D42, jesteśmy na pozycji.
Tu D41, potwierdzam: peugeot parkuje.
Trzech. Ryba w peruce i okularach,
wysoki w czarnej marynarce i niebieskiej koszuli,
niższy, granatowa marynarka.
Podejdź od maski.
Musi się skupić na tobie, nie może nas zauważyć.
Są na piętrze.
Podchodzą pod pokój, zaraz uderzą.
Wchodzą!
Nie strzelajcie.
Opuść wzrok. Nie patrz.
Realizacja!
Nie ruszaj się! Wyłącz silnik!
Policja, otwierać!
Patrz na mnie! Kluczyki!
Patrz mi w oczy!
- Wieje! - Widzę go!
Idź za nim!
Leż ładnie! Ręce!
Wstawaj!
Świetnie, panowie. Dokończycie sami?
- Widzimy się na szampanie. - Zacznijcie beze mnie.
Za kogo on się ma?
Halo?
Rozmawiałem z Patrickiem, spotkajmy się.
Wieczorem idę z synem do restauracji, może tam?
- Podaj adres. - Wyślę ci.
Na razie.
Zostaw mój telefon.
Zamknij się.
Wpadłem, to część gry. Posiedzę.
W telefonie są ludzie, którzy nie mają z tym nic wspólnego.
Nie chcę narobić im syfu.
Podaj jeden dobry powód.
Wystawię ci gościa od aukcji w Fontainebleau.
Nienawidzę sukinsyna. Do pozostałych dojdziecie sami.
Słucham.
Wywal.
Rozmawiałem z Ferracci, jest za. Zastanowisz się?
Dobrze.
Kończę, na razie.
Dzięki, cześć.
- Kto to? - Patrick Prigent.
Kolega z policji, robiliśmy razem "Bataclan".
Potem odszedł do Wersalu.
Czego chciał?
Żebym przejął dowództwo jego grupy.
Super!
Tak...
Coś słabo się cieszysz...
Nie w tym rzecz.
Po prostu mało go znam.
To co?
Zastanawiam się, czemu dzwoni akurat do mnie.
- Nie jęcz, zjesz pizzę. - Nie jęczę.
Wiesz co? Masz fart.
Czemu?
Alix nie przyjdzie, odwołała. Cieszysz się?
Wiedziałem!
- To co robimy? - Zjemy pizzę.
Tylko zamienię z kimś słowo...
Policja!
Zajmę się nim!
Synku, patrz na mnie. Nie odpływaj.
Tekst: Grzegorz Schiller
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.