Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zapraszam na wagę.
Nie, chwileczkę. Proszę zaczekać.
Świetnie.
Nora pobierze jeszcze krew i wszystko gotowe.
- Musicie robić morfologię? - To norma.
Następnym razem zróbcie ją przed ważeniem.
Skieruję panią do audiologa,
bo zauważyłem początki niedosłuchu starczego.
Ale to normalne w tym wieku.
Mam świetny słuch.
Słyszałam, jak pielęgniarka zdradza wrażliwe dane pacjentów.
Zalecam też szczepionkę na zapalenie płuc, bo jest pani po 65. roku życia.
Pan tak twierdzi.
Do widzenia.
- Trudna publika. - Słucham?
- Nieważne. - Dobrze.
I kto tu ma niedosłuch?
Drogie panie, czy was też męczy brzydota waszej mikrofali?
Betty rozwiązała ten problem.
Nowa kolekcja naklejek na mikrofalę marki Vance
pozwoli wam wyrazić siebie.
Nareszcie!
Nie musicie już oglądać brzydkiej skrzynki.
Zamiast tego proponuję zachód słońca nad Ponte Vecchio.
Nie zapominajmy o ślicznych kieszonkach z boku.
Właśnie! Po nich można rozpoznać, że to chłopczyk.
Czego nie można tam włożyć!
Żadnych większych formatów.
Betty, jesteś genialna! Jak wpadłaś na ten pomysł?
Kiedy jeszcze miałam męża, marzyłam o podróży do Paryża...
- Pan Vaughn. - Roy.
Co tu robisz?
Chciałem z tobą porozmawiać. Kolekcja świetnie się sprzedaje.
- Gratuluję. - Też się cieszymy.
Wyniki są tak dobre, że aż mam ochotę cię podkupić.
Wiesz, że ona ma broń.
Przestrzeliłaby mi kolana.
Celowałaby raczej w krocze.
Tak czy siak, przemyśl to.
Obiecuję.
Teraz pokażemy wam, jak przechowywać sos sałatkowy.
O tak!
Lekarz się odezwał?
Chyba wyśle wyniki prosto do stacji.
Nie ufam mu.
Wolę swojego lekarza.
- Jest mięczakiem. - Jasne.
To dobry znak.
Wysłali cię na badania, bo biorą cię na poważnie.
Zostałaś ty, Jack Danby
i gość, który wygrał X-Games. Wątpię, że jest zabawny.
Mam nadzieję, że tamtych też przebadali.
Inaczej czeka ich pozew.
Mam sugestię.
Może lepiej nie pozywać stacji, która miałaby cię zatrudnić?
- Niech ci będzie. - Wszystko idzie dobrze.
Poprowadzisz imprezę charytatywną
i wkupisz się w ich łaski.
- Skup się na tym. - Masz rację.
Muszę dać czadu.
Popracujemy z Avą nad tekstami.
Ava i Deborah, moje cudowne dziewczyny!
Chyba wolno mi tak mówić?
Cześć, Jimmy.
Rozłączasz się, bo musisz, a nie dlatego, że to powiedziałem?
Halo? Deborah?
Wszystko gra. I buczy.
No dobra.
Co bawi pięćdziesięcioletnich szefów stacji,
których musisz olśnić, żeby dali ci wieczorny program?
Nie wiem.
Co ty wyprawiasz?
Tak teraz piję. Nie zaczynaj. Wcale mi się to nie podoba,
ale podobno wcześniej robiłam to źle.
Zwykłe picie powoduje zmarszczki wokół ust.
Patrz.
Widzisz? Od marszczenia robią się bruzdy.
Górna warga musi prawie zniknąć.
Wtedy robisz to poprawnie. Patrz.
Zmarszczki są okropne. Dobrze kombinujesz.
Wiem.
O Boże.
Co znowu?
Ruby pyta, gdzie wysłać moje rzeczy.
Niech je wyrzuci.
Moje rzeczy? Nie!
Chciałabym, żeby schowała je w garażu.
Jak je odeśle, to będzie koniec.
- Możemy wrócić do żartów? - Wybacz.
Już jestem zabawna.
Posłuchaj. Ja mam blokadę pisarską,
a ty psychozę maniakalno-depresyjną. Może pójdziemy na spacer?
Zmienimy otoczenie, przewietrzymy się.
Tak, to świetny pomysł.
W okolicy jest wiele wspaniałych szlaków.
To miał być spacer do outletu Gucci.
Nie, błagam.
Jesteśmy w pięknych lasach Pensylwanii.
Jak w sadze "Zmierzch" z Kristen Stewart.
Chyba że nie dasz rady?
Chodźmy.
Włożę grube skarpety!
Super.
No dobrze.
Możemy pójść szlakiem, który tworzy pętlę,
ale zajmie to nam półtorej godziny.
- Damy radę. - Dobra.
To nie jakiś elegancki las. Nie musisz zakładać rękawiczek.
Chronią przed słońcem. Filtr ponad 50.
Ręce nie kłamią.
Nie sposób je zoperować.
Przynajmniej nie plastycznie.
Mój chłopak z ósmej klasy robił z nimi niezłe cuda.
Po czasie stwierdzam, że byliśmy na to za młodzi.
Zrobiliśmy to na trampolinie.
- Ohyda! - Przestań.
Od razu mi lepiej.
Dobrze zbliżyć się do natury, gdy w życiu wydarzy się coś ważnego.
Staruszka ma sporo do powiedzenia.
"Coś ważnego"? Mówisz o tej dziewczynie?
Tak, była moją stałą partnerką.
"Stałą partnerką".
Mówisz, jakbyś woziła ją na dializy.
Po co ci w ogóle związek?
Bo na nich opierają się stosunki międzyludzkie?
Mówię poważnie. Masz 27 lat.
- Lepiej zajmij się sobą. - Mogę robić jedno i drugie.
W związku trzeba myśleć o dwóch osobach,
a nasza branża jest bezlitosna.
Skup się na tym, co dobre dla ciebie.
I kup sobie wibrator.
To zabawne, że uważasz, że go nie mam.
Nie mogę wyrzec się związku.
Zawsze o nim marzyłam.
A ty...
nie chciałaś wyjść ponownie za mąż?
Miałam już męża. Jest w piekle.
Dlatego powiedziałam "ponownie".
Kto jest twoim ideałem?
Facet pracowity jak Rockefeller w ciele Jamesa Gandolfiniego.
Wariatka!
Nie wyjdę już za mąż.
Nie chcę trzymać w lodówce tapioki,
czy innych papek dla starców.
Rozumiem.
- A nie bywasz samotna? - Nie.
Może czasem, gdy otworzę butelkę Kruga.
Nie można zakorkować ponownie szampana.
Muszę zeskanować te grzyby.
- Ale czad. - Skanujesz grzyby?
Tak.
Niedawno wkręciłam się w zbieractwo. Co prawda tylko w teorii,
bo jeszcze nic nie zebrałam. Ale dziś wyruszam w mój dziewiczy rejs!
To... "wynik niejednoznaczny". Muszę zrobić lepsze zdjęcie.
Nie.
Nie.
Gdzie ty się wychowywałaś? Przecież to kurka.
Tak, to kurka!
Ekstra.
Ale super! Idealny kij na laskę.
Pomyślmy.
Kierownik oddziału na Florydzie pochodzi z Londynu.
Może humor brytyjski?
Chociaż nigdy tam nie byłam.
Chwila, naprawdę nie byłaś w Londynie?
Nigdy nie wyjeżdżałam z kraju.
Poza Montrealem.
Miałam lecieć na Islandię, ale...
nie wyszło.
Ale byłaś w Paryżu?
Nie. Bo leży poza tym krajem.
O Boże.
Nie jadłaś prawdziwej bagietki.
Myślę, że jadłam.
Niestety nie.
Musisz lecieć do Paryża.
I do Wenecji.
Zobaczyć jej kanały.
Rano widziałam Ponte Vecchio na mikrofali.
Wyprzedały się.
Chwila. Coś tu nie gra. Jeszcze sprawdzę.
Dziwna ta mapa.
Mamy wejść w wąwóz i przejść przez strumyk?
- Może zawrócimy? - Ja mam zawrócić?
Nie o to mi chodzi.
Ale jest bardzo stromo.
Tak prowadzi szlak. Chodźmy.
Przynajmniej weź laskę.
Idziemy.
Dobrze.
Kurwa!
O Boże!
Jesteś cała?
Pomogę.
O kurde!
Jeszcze kawałek.
Usiądź.
O Boże! Wszystko dobrze?
- Tak. - Słyszałam pyknięcie.
Ja też. Czyli mam świetny słuch!
- Wracajmy po pomoc. - Szłyśmy ponad godzinę.
Jeśli to pętla, lepiej iść do przodu.
Może. Sprawdzę, gdzie jesteśmy.
Muszę iść dalej.
Chociaż weź mnie za rękę.
Nie potrzebuję jej!
O kurwa!
Uważaj!
Kurwa!
Co teraz zrobimy? Musisz włożyć go do ryżu.
"Ryżu"? Skąd wezmę teraz ryż?
A ja wiem? Zawsze masz przy sobie jakieś żarcie!
Padł.
Daj swój. Ściągnę na niego mapę.
Nie wzięłam telefonu.
- Co? - Gdzie bym go schowała?
- Nie mam torebki. - Do kieszeni.
Niczego w nich nie noszę. Przez to się wypychają.
"Wypychają"? O Boże.
Utknęłyśmy w środku lasu bez telefonów.
- A czyja to wina? - To był twój pomysł!
"Przewietrzymy się!" Twoje słowa!
To miał być spacer po galerii handlowej!
Tam by się to nie zdarzyło!
A nawet jeśli, to mają sklep Apple’a!
Kończmy i wracajmy do samochodu.
Chodź.
Weź to.
Chodźmy.
Muszę odpocząć.
Na tym pniu.
Usiądź.
Wszystko dobrze?
Tak, jest świetnie. Dam radę.
Trzeba ci zrobić szynę.
Nie umiesz nawet zawiązać krawata, a chcesz zrobić szynę?
Byłam na obozie gimnastycznym.
Wypadłam z formy, jak dostałam okresu,
więc dużo czasu spędziłam na ławce obok lekarza.
Sporo się wtedy nauczyłam.
Może pozwolę, żeby rozdziobały mnie sępy.
Dobra.
Ten się nada.
Przepraszam.
- Szlag. - Wybacz.
Wiem, że boli, ale będzie lepiej.
Może to tylko zwichnięcie.
Najwyżej założą ci ortezę.
Ortezę?
Mam kuśtykać jak po wypadku na nartach? Fantastycznie.
To nic złego.
Może dla ciebie.
- Chodzi o paparazzi? - Nie.
W ortezie będę wyglądać na słabą i kruchą.
To tak, jakbym nosiła aparat słuchowy. Wykluczone.
Przecież takie rzeczy są potrzebne.
I to normalne, że nie możesz już robić niektórych rzeczy.
Sęk w tym, że wciąż uważam, że mogę.
Nie czuję swojego wieku.
Nie poznaję siebie w lustrze.
Często się operujesz.
Nie operuję, odświeżam.
Mam wyglądać tak samo, adekwatnie do tego, co czuję.
A czuję się jak trzydziestolatka.
Choć nie przeczytam menu bez latarki.
Powinna pomóc.
To nie Ferragamo...
ale ujdzie.
- Przepraszam. - O Boże.
Dobra.
Ruszajmy.
Szlag!
- Dasz radę, dasz radę. - Jesteśmy już blisko?
Coś tu się nie zgadza.
Dobrze idziemy.
Chwileczkę. Muszę cię o coś oprzeć.
Tutaj będzie idealnie.
- Jest dobrze? - Tak.
Wiesz co? Wejdę na drzewo.
Może zobaczę parking albo coś podobnego.
Myślisz, że spadnę?
Nie wydajesz mi się zbyt zwinna.
Tak?
No to patrz.
Do dzieła.
Stabilniejsze, niż się spodziewasz.
No dobra.
Nie za szybko.
Już.
Tylko nie...
Nic nie widzę. Muszę wejść wyżej.
Uważaj!
Nie denerwuj się.
To… to pszczoła!
Zabierz ją!
O Boże!
- Jesteś cała? - O kurwa.
- Co się stało? - Użądliła mnie.
Gdzie? Pokaż.
Skubaniec cię dziabnął.
Tylko samice żądlą.
Odpuść już.
Ruszmy się.
Trzeba to rozchodzić.
No to w drogę.
- Boli? - Tak.
Ale nie obwiniam pszczoły.
Jak miło.
To ich świat, a my go niszczymy.
Przez nas wyginą.
- Zasłużyłam. - Zgadzam się.
Ale pszczoły nie wyginą.
A jednak.
Zmiany klimatu rozwalają ich ekosystem.
Ziemia ma miliard lat.
Sama sobie ze wszystkim poradzi.
Niszczymy ją. Udowodniono to.
Uwierz mi, nic nam nie jest.
Wolę wierzyć tysiącom naukowców,
- ale dzięki. - Świetnie.
- Czyli wolisz wierzyć facetom? - O Boże.
Jesteś seksistką, nawet gdy zarzucasz mi seksizm.
Populacja dzikich zwierząt zmalała o 70% od lat siedemdziesiątych.
Wybacz, ale nie kupuję tego. Zwierząt jest dużo.
Ale ludzi jeszcze więcej.
Kiedyś można było przejść Piątą Aleją z Plazy do Cartiera
i spotkać może kilkanaście osób.
Teraz to jakiś kociokwik.
Nie wyginiemy.
Ludzie za bardzo lubią seks. Nie musisz się martwić.
Dlaczego nie przyznasz, że to problem?
Nawet jeśli to, co mówisz, jest prawdą...
co może zrobić jeden człowiek?
To prawda.
Przeciętny człowiek nie może zrobić tyle, co korporacje czy politycy.
- Sama widzisz. Koniec tematu. - Powiedziałam "przeciętny".
Ty też jesteś eko-przestępczynią.
Masz wielki ślad węglowy.
Większy niż twoje dłonie?
Umawiałyśmy się!
Jestem ranna. Mam więcej praw.
Żartuj sobie, ile chcesz,
ale i tak jeździsz wielkimi furami i wszędzie latasz prywatnym odrzutowcem.
Nie wszędzie.
W telezakupach sprzedajesz dobra zbywalne.
Poliester się nie rozkłada i powstaje z ropy.
Marka Forever 21 to właściwie Exxon.
A Zara to BP.
Nie twierdzę, że się mylisz, ale...
młodzi ludzie okropnie dramatyzują.
Jak pożyjesz dłużej, zrozumiesz, że nic nie zmienia się tak drastycznie.
Pomyśl o tym w ten sposób: gdy kończysz swój występ,
nie zamykasz go gównianymi żartami, żeby nie wkurzyć widowni,
z szacunku dla tego, kto wystąpi po tobie.
Oczywiście.
Pomyśl tak o Ziemi.
Żadna z nas nie będzie mieć przyszłości, jeśli się stąd nie wydostaniemy.
Zaraz się ściemni.
Pójdę sama po pomoc.
Nie zostawiaj mnie.
Dobrze, zostanę.
Dam radę.
Chodźmy.
Jak tu stromo!
Pamiętasz, jak na początku schodziłyśmy w dół?
- Tak. - To chyba koniec,
bo wchodzimy pod górkę. Uda się.
O cholera.
Kurwa!
To żadna pętla. Weszłyśmy jeszcze głębiej w las!
Niech to szlag!
Czas zbudować szałas.
"Szałas"? Nie będę tu spała!
Za trzy godziny muszę być w studiu.
Prezentujemy nowe szaliki.
To naprawdę mało pilne.
Z czapkami w komplecie!
Jasne.
Posłuchaj.
Za chwilę usłyszymy helikopter ratunkowy.
Jestem zbyt dużo warta, żeby nie zaczęli mnie szukać.
Jak nas znajdą? Nie powiedziałyśmy nikomu, dokąd idziemy.
No tak.
W nocy będzie minus jeden stopień.
Jeśli nie chcesz szałasu,
musimy poszukać pomocy.
Pomocy!
Pomocy!
Pomocy!
- Niech ktoś nam pomoże! - Pomocy!
Wiem, czemu to nie działa.
- Czytałam taki artykuł... - Nie teraz, Ava!
To naprawdę ważne.
Był na temat postępowania w sytuacjach zagrożeń.
Ludzie są mniej skłonni, by pomóc, gdy ktoś krzyczy "pomocy".
To prawda.
- Lepiej wołać "pożar"? - Nie!
Trzeba krzyczeć: "Dlaczego mi to robisz?
Nawet cię nie znam".
Zginiemy tutaj.
Jak ludzie słyszą słowo "pomocy",
myślą, że to kobieta wrzeszczy,
bo mąż nie chce jej dać swojej karty kredytowej
i nie reagują. Więc trzeba krzyczeć:
"Dlaczego mi to robisz? Nawet cię nie znam".
To śmieszne!
Dlaczego mi to robisz?
Nawet cię nie znam!
Dlaczego mi to robisz?
Nawet cię nie znam!
Dlaczego mi to robisz?
Nawet cię nie znam!
Dlaczego mi to robisz?
Nawet cię nie znam!
Dobra.
Rozpalmy ognisko.
Tak.
Ironia losu, że nie umiesz go rozpalić.
Ta historia...
świetnie by się nadawała do Late Night .
Nic z tego.
Nie nałożę kremu na noc po raz pierwszy
od czasów administracji Busha.
I to seniora.
Przepraszam, że nas tu wyciągnęłam i przez to się zgubiłyśmy.
Trzeba było iść na zakupy.
Mogłam sobie kupić precelka.
Nie powinnam się czepiać.
Nie twoja wina,
- że moje głupie ciało nie daje rady. - Jesteś w świetnej formie.
Zapomniałaś dodać: "jak na swój wiek".
Przez całe życie...
w kółko powtarzamy: "kiedyś". "Kiedyś to zrobię".
"Kiedyś to osiągnę".
A to "kiedyś" to po prostu wszystko, co nas czeka.
Ale dla mnie "kiedyś" jest teraz.
Wszystko, o czym marzę,
muszę zrobić teraz.
Albo nie zrobię tego nigdy.
To jest najgorsze w starzeniu się.
Mówiłaś, że najgorsze są ubytki kolagenu.
To też.
A w młodości najlepsze jest to, że nie musisz się niczym delektować.
Ani nawet się zastanawiać.
Możesz zjeść batonika.
Spać do późna w sobotę.
Rozstać się.
To nie koniec świata.
Tylko początek.
Największy luksus.
Nie musisz wysysać szpiku z każdego dnia.
Wyrzucasz kości.
Nie robisz nawet zupy.
Wybacz, jestem głodna.
- Co to było? - Jakieś zwierzę?
Dlaczego mi to robisz? Nawet cię nie znam!
Dlaczego mi to robisz?
Nawet cię nie znam!
Dlaczego mi to robisz?
Nawet cię nie znam!
Dlaczego mi to robisz?
Nawet cię nie znam!
Nic wam nie jest?
O Boże!
Teraz już wszystko gra!
Dziękujemy!
Przeżyłyśmy!
Pomogę ci.
Ostrożnie.
Zaczekaj. Chłopcy...
nie wiem, jak wam dziękować.
Ale okażę swoją wdzięczność.
Zbuduję studio telezakupów w domu,
żeby mniej latać odrzutowcem.
A połowę swojego portfela zainwestuję w inwestycje ekologiczne.
I?
Zainstaluję panele słoneczne, choć oszpecą mi dach.
Dobra.
- Zapytaj. - A kupicie nam alkohol?
Co tylko zechcecie. Jestem waszą dłużniczką.
Ekstra.
Chodź.
Miło was było poznać. Trzymajcie się.
Dasz radę?
Ja poprowadzę. Usiądź na miejscu pasażera.
Długie to pożegnanie.
Wsiadaj.
Pokażecie, gdzie wam kupić ten alkohol?
Świetnie.
Nareszcie jesteście!
O cholera. Wszystko gra?
Muszę sprzedawać szaliki!
- Co się stało? - Poszłyśmy na spacer.
- Wygląda fatalnie. - Słyszałam!
O kurwa! Czy jest na sali lekarz?
Nie powinnaś używać plastiku.
Tekst polski: Milena Modestowicz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.