Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
[rytmiczna muzyka]
[kobieta] No chodźcie już!
- Siema, Staszek! Cześć, Delfina! - [Delfina] Cześć.
Waldek!
[Waldek] Jedziemy donikąd.
Niezbyt się do tego palę, ale chcę, żeby mama odpoczęła.
Odkąd zakończyła leczenie, nie wychodzi z pracy.
O tyle spoko, że mogę jechać z teamem.
A ty co?
[prycha] W blasku sławy się przegrzewa.
Hej, dajcie mu spokój.
Nic złego w tym, że ktoś cieszy się z własnych osiągnięć. Brawo.
[Waldek] To jest Piotr.
- Chłopak mojej mamy. - Eluwina, ziomuś.
[Waldek] Przy tym student.
Studiuje słownik słówek młodzieżowych.
Superowo żeście to ogarnęli, w sensie na tym turnieju, tak że szacun.
[Waldek] Ten wydany trzydzieści lat temu. I do tego amatorski amator wspinaczki.
[rzężenie silnika]
[rzężenie silnika]
[stęka]
- [silnik odpala] - [kobieta wzdycha z ulgą]
Staszek na lewo, ja idę z Delfiną prosto.
Tak jest.
Od boku go! Od boku go bierz!
[Waldek] Mam go! Padł!
- [Delfina] Idą na ciebie od tyłu! - Kurde.
- Staszek, proszę cię! - Nie, nie, nie!
Czemu padłeś, no?
- [Staszek] Sorry. - [Delfina] Ja idę od boku. Damy radę.
- [Waldek] Dobra, już idę. - E, halo!
Może bym z wami zagrał w tę grę, co?
Też bym sobie sprawił taką fikuśną kurtkę.
[Waldek] Nie jest tak, że śmieszą mnie jego żarty.
- [śmiech] - Niestety jest tak, że śmieszą mamę.
- [dzwoni] - O! Staszek, twój tata.
- Dzień dobry. - Pani Tereso, ja chciałem powiedzieć,
że jakby Stasiek sprawiał jakieś kłopoty...
Nie! Ale jakie kłopoty?
Dobrze, że ciotka ich na ten swój odlot zaprosiła.
Odpoczną trochę od komputerów.
Nie mogę się doczekać, aż poznam tę waszą cool ciocię.
- Na pana miejscu, bym się tak nie palił. - Staszek. Pamiętaj.
Grube żarty, cienki rozum. Pa.
Pa.
[muzyka stylizowana na góralską]
- [muzyka cichnie] - [stukot]
[rżenie konia]
[szczekanie psa w oddali]
[Teresa] Ej! No ale weźcie coś jeszcze!
Czekaj.
[Piotr] Okej. Sorry.
To powinno być tu, za rzeczką. To jest Zakopianka.
Aha.
[koń parska]
[krzyczy] O Boże! Jezuńciu.
- Już, już. Już spokojnie. - Jego uspokajasz, a ja?
Kochany... No ale...
Przestraszył się, bo konie wyczuwają strach
i mogą być agresywne.
Pogłaszcz go.
Na pewno! Wolę się trzymać z daleka.
Już, kochany.
[Teresa] Moją kuzynkę 30 lat temu kopnął jeden w policzek
i do tej pory ma wgniecenie w twarzy.
- [Piotr] Poznałem ją? - Jeszcze nie.
[spokojna muzyka]
[Staszek] Jak mawia mój stary:
nie to piękne, co piękne, ale co się komu podoba.
No cześć, zapraszam, zapraszam.
- Dzień dobry. - Cześć.
Laptop.
[Delfina] Dzień dobry.
Cześć.
Laptop.
[wzdycha]
Waldek. [cmoka, wzdycha]
E, e, e, e! Laptop.
[stęka]
- [Teresa] Cześć! - Cześć.
- Mmm... - Aaa!
- [syczy] Auu! - [chichocze]
To co? Już na pełnych obrotach?
Bo jestem zdrowa i chcę żyć jak zdrowa osoba.
Ale tu pełny relaks, ciociu, obiecuję.
Yyy, to jest ten, ten... yyy, Piotrek?
Tak, ciociu, to jest ten Piotrek. [chichocze]
Dzień dobry, miło mi.
A Teresa mi dużo dobrego o cioci opowiadała.
Nie jestem twoją ciocią.
Tak. Yyy, za szybko chciałem dystans skrócić.
Przepraszam.
[Teresa] Uważaj.
Ty, ale jak zrobisz jej krzywdę,
to osobiście nogi ci z tyłka powyrywam.
[śmieją się]
Dziękuję.
Wyluzuj, potem się okaże, że jednak ona spoko jest.
Luzix. Pewka, mordo.
[spokojna muzyka]
[Staszek i Waldek wzdychają]
Zostawcie rzeczy i na wycieczkę.
Zwiedzamy Witkiewiczówkę, Willę „Pod Jedlami", galerię u Hasiora,
Chałupę Gąsieniców, Muzeum Tatrzańskie i Cmentarz na Pęksowym Brzyzku.
[Waldek] Cmentarz będziemy zwiedzać?
Ale przygoda. Nie mogę się doczekać.
[ciąg dalszy muzyki]
- Ja biorę to po lewej! - Nie!
[Staszek] Moje!
- [trzask] - [Staszek] Łoo!
- [Teresa] Waldek, jesteś cały? - [śmieją się]
Nie martw się, mamo, to nie ja rąbnąłem, tylko Staszek.
[spokojna muzyka góralska]
[Mariola] Fajna wycieczka, nie?
No, pięknie.
Pięknie, dlatego ja sobie stąd zlecę, a wy sobie na nóżkach pójdziecie.
I tym sposobem i ciocia, i ja wylądujemy na tym Cmentarzu na Pęksowym czymś tam.
Ale okoliczności przepiękne. Bajka.
No. Bajka.
[Mariola] Waldek. Tak ostatnio zmężniałeś.
Dojrzewanie wychodzi wszystkimi porami, nie?
Ale to jest normalne, bo ciało młodego człowieka się zmienia, dojrzewa,
pojawiają się nowe potrzeby.
- Jakie potrzeby? - [chichoczą]
- Jak jakie? Seks na przykład. - [śmieją się]
Pytanie retoryczne, nie odpowiadaj. Proszę cię. [wzdycha]
[muzyka narasta]
- [muzyka cichnie] - [szelest]
Pani się boi?
Nie, ale na razie muszę latać w tandemie,
a nienawidzę oddawać kontroli nad swoim życiem komuś innemu.
To jest nie moja bajka.
Mariolu, skończysz kurs, to będziesz kontrolować swoje życie sama.
- Waldi, chodź. - [instruktorka] Biegniemy.
[Mariola krzyczy]
[wesoła muzyka góralska]
Łoo!
[muzyka cichnie]
[stękają]
Przegapimy lot ciotki.
Po co my ich śledzimy w ogóle?
- Oni sobie normalnie idą. - Ćśś. Zaraz zobaczysz, że nie normalnie.
[stękają, dyszą]
Poczekaj, poczekaj.
Eee... [wzdycha]
To jest tak, że odkąd ciebie zobaczyłem pierwszy raz, to już...
[wzdycha]
To ja sobie wymarzyłem, że my... razem zdobędziemy szczyt.
[prycha]
W sensie, że nie kolejką, tylko na nogach, wspólnie.
Nieważne. Chodzi o to... No bo tu jest przepięknie.
I ty też jesteś, eee, przepiękna.
Nie no, powinienem zostać life coachem od spraw damsko-męskich. Przysięgam.
Teresa, czy...
Yyy, Tereso, czy ty...
[brzęk pierścionka]
Nie!
[chichoczą]
[Mariola] Nie!
Piotrek. Bo jest coś, co mnie stresuje.
- On tu jest. - Co?
On tu jest.
[tajemnicza muzyka]
[Waldek] On? Jaki on?
O kim oni, cholibka, gadają?
Kto?
[wzdycha]
[łapie oddech] On!
- [wzdycha] - On...
[stęka]
- Wiem. - Rozumiesz?
Rozumiem, rozumiem cię, spokojnie.
[Piotr] Jak to dla ciebie stres, to zróbmy tak:
powiemy, że zjadłem oscypka, mam rozwolnienie i wrócimy do Warszawy.
Ej, oni mówią o twoim starym czy mi się wydaje?
O twoim tacie, co nie?
[Waldek] Oni serio mówią o moim tacie.
[Teresa] Nie wiem, może przesadzam.
On mieszka za Cichym Czarnym, przecież na siebie nie wpadniemy.
Łapię jakieś paranoje. To jest bez sensu.
Bez sensu.
[melancholijna muzyka]
[wzdycha]
[gwiżdże]
[Delfina] Czyli gdyby nie Piotrek, twoja mama pozwoliłaby ci poznać tatę?
[Waldek] Gdyby miała mi pozwolić, pozwoliłaby dawno temu.
Traktuje mnie jak małe dziecko.
To co robimy?
My?
No, chyba będziesz chciał się z nim spotkać?
Nie będziesz szukał go sam.
Piotrek się pcha do tatusiowania ci, ale ty się nawet nie łudź.
Chodzi mu o twoją mamę, nie o ciebie.
W życiu nie dopuści do tego, byś poznał swojego ojca.
Walka samców, co?
[Staszek] On nie jest i nie będzie twoim prawdziwym tatą.
Prawdziwy jest gdzieś tutaj. I masz szansę go odnaleźć.
Wypełnić tę straszną pustkę w sercu, tę czarną dziurę po...
- Dobra. - [muzyka cichnie]
Waldek. Szukamy twojego taty?
[bierze głęboki wdech]
[Delfina] Świetnie.
Jak wszyscy pójdą spać, gwizdniemy dla was prowiant z kuchni, tak?
Wyruszycie o 2 w nocy.
Ja zostaję i ściemniam, żeby nie zaczęli was szukać.
Ale wyruszamy gdzie?
Ja nawet nie wiem, jak on się nazywa, jak wygląda
i gdzie konkretnie mieszka.
Za cichym czarnym? Za cichym czarnym czym?
Brah. Warszawka.
No... Ciche Czarne.
Taka nazwa miejscowości. Wioska.
Dobra. Zaznaczę wam na mapie.
[muzyka budująca napięcie]
- [bicie zegara] - [przestraszone okrzyki]
[skrzypienie drzwi]
[skrzypienie otwieranych drzwi, trzask]
- [pstryknięcie] - [Waldek wzdycha]
Chłopaki.
I macie po jabłku w plecaku.
Dobrze, mamusiu.
Nie pajacuj, skup się.
Ciche Czarne. Idźcie zgodnie z mapą i unikajcie osad.
- Nadmiernie się wczułaś chyba. - Chillujcie bombę, znajdziemy go.
To raptem paręnaście kilometrów.
[melancholijna muzyka]
Idziemy.
- [Staszek stęka] - [Waldek] Stary, uważaj.
[stękanie, sapanie]
[hałas w oddali]
Lepiej nie spotykać zbyt wielu osób w tych osadach.
[mężczyzna podśpiewuje niewyraźnie]
[wesoła muzyka w tle]
Na szlaku gadałem chwilę z mamą. Kłamała.
To akurat nic nowego, ale przez przypadek wygadała się z jego imieniem.
Krzysiek. Dziwne, nie?
Imię jak imię.
Dziwne, że dotąd nie znałem imienia swojego ojca.
- [wesoła muzyka] - [krzyki, śpiewy]
- [trzask] - [stękanie]
[Staszek] Panowie, spokojnie.
- Kuźwa! - [Staszek] Co wy robicie? Co odwalacie?
[kobieta] Złaź z niego!
[stęka]
[niepokojąca muzyka]
[kobieta 2] Chłopy, spokój. Będzie spokój?
- [mężczyzna kaszle] - Chodź tu.
[stęka, dyszy]
Część góralskich tradycji wpisałbym na listę UNESCO.
- [kobieta] Do domu! - Veni, Vidi, Vici, bierzcież go!
[muzyka rockowa]
[psy warczą, szczekają]
[łapią oddech]
[szczekanie psów]
Rzuć bułę! Rzuć bułę!
Dawaj! Dawaj! Dawaj!
- [trzask] - [muzyka cichnie]
[psy warczą, szczekają]
- [szczekanie psów w oddali] - [Staszek] Nie wiem, co wybrać.
Rozszarpanie przez psy czy przez zombie.
[pohukiwanie sowy]
[mroczna muzyka]
[dyszą, sapią]
[Staszek] Chodź.
Chodź, chodź.
[skrzypienie drzwi]
[popiskiwanie myszy]
[trzaski, szum]
[sapią]
- [zgrzytanie] - [oddychają nerwowo]
[krzyk]
[dyszenie, sapanie]
[ciąg dalszy muzyki]
[huk]
[Staszek] Chłopie, co ty robisz?
[sapie, pociąga nosem]
O. Pospaliśmy trochę.
O, stary! Piąta trzy?
Mamy trzy godziny w plecy. Chodźmy.
A ta noc – wiesz.
Co?
A! Nie powiem nikomu, jak się bałeś. Luz.
Ja się bałem? Dobrze, że byłeś obok, bo inaczej chyba bym nie przeżył.
[niepokojąca muzyka]
[skrzypienie]
[Staszek] Człowieku!
- Przestań! - [Waldek chichocze]
[Waldek] Uspokój się, nerwusku, tylko żartowałem.
[Staszek] Co za człowiek!
[pogodna, spokojna muzyka]
[muzyka cichnie]
[mężczyzna] Ha!
Ja!
Szarotka!
Ooo.
Nie.
Przetacznik perski.
Pięciornik alpejski! Ja cię kręcę, ale wspaniałe okazy!
- Cześć. - [obaj] Cześć.
Chłopcy...
A wy tu sami jesteście?
Yyy, nie. Jego tata na nas czeka.
- Gdzie? - Przed nami.
Aaa...
[niepokojąca muzyka]
Hmm...
Dobre. „Tata na nas czeka".
Ha! Ja cię sunę!
[muzyka narasta]
[warczenie niedźwiedzia]
[mężczyzna krzyczy]
[muzyka cichnie]
Czy twój tata na nas czeka, to naprawdę nie wiem, Waldi,
ale jak go spotkasz, to o co spytasz najpierw?
Hmm...
- Ile ma LP w LOL-u. - [chichocze]
„Cześć, tato, miło cię poznać. Wyszedłeś z Silvera w CS-ie?"
- „A najważniejsze"... - [obaj] ...„ile klikasz CPS-ów?"
Albo jeszcze czy lubi gotować
i jaki jest jego ulubiony sos do frytek.
Albo dlaczego mnie zostawił.
[smutna muzyka]
...„na wskazany przez niego cel społeczny. Może zasądzić albo"...
[Piotr mówi niewyraźnie]
[chrząka]
[chrząka]
Dziękuję, ciociu, ale ja nie mam reumatyzmu w rękach.
Wiem, ale bałam się, że Piotruś ma egocentryzm w głowie.
[wzdycha]
[Mariola] To na którym roku tego prawa ty jesteś?
Na drugim.
Na drugim?
A mówiłeś, że ile masz lat?
To nie miło, ciociu, że na tym twoim kursie spadania...
yyy, latania na paralotni,
nie wprowadzili ograniczeń wiekowych?
Potem się okaże, że ona jest jednak spoko.
Pewka, mordo.
[wymuszony śmiech]
Pójdziemy na skróty.
[stękanie]
Dajesz!
[Waldek dyszy]
[warkotanie w oddali]
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Nareszcie! A gdzie reszta ekipy?
Próbowałam ich obudzić, ale śpią jak góry.
Głazy. Kamienie, znaczy.
- Jajecznicę? - Poproszę.
Co oni tak śpią? W nocy było grane, co?
Oj, było.
Ciekawe na czym?
Na moim lapku. Wzięłam go wieczorem.
Przepraszam, uzależniona jestem.
[Mariola] Waldek, Staszek, pobudka!
Ale, pani Mariolko, oni są totalnie niewyspani.
[Teresa] Są wakacje, niech się byczą na zdrowie. Będą mieli siłę w górach.
[intrygująca muzyka]
Co? Nie ma leniuchowania. Jak tylko wstaną, idziemy w góry.
[muzyka cichnie]
[ćwierkanie ptaków]
[szum wody]
Trzeba było iść normalną drogą.
[gwizd]
[Staszek gwiżdże]
Mogłeś mi powiedzieć!
Nogi mi odmarzają!
Eee. Bo ty taki mało twardy jesteś.
Jasne! Ty byś prysznic w wodospadzie górskim wziął.
I ogolił tę bujną brodę siekierą.
[warknięcie]
[warknięcie]
To niedźwiedź, co nie?
Na drzewo!
[żwawa muzyka]
Staszek!
[Staszek] No dawaj!
[krzyk]
[dyszy]
[krzyk]
[Staszek] Szybciej!
[stęka]
[muzyka narasta]
[ryczy]
Spoko. Może się trafi niedźwiedź niewysoki. [chichocze]
[ryczy]
[pojękuje]
- [niedźwiedź warczy] - [gałąź trzeszczy]
Aaa!
[Staszek] Waldek! On tam jest? Waldi!
[krzyczy] No to już koniec!
[niedźwiedź powarkuje]
[dyszy, krzyczy]
[Waldek warczy]
[dyszy]
Chyba się trochę spociłeś, twardzielu, co?
[chichocze nerwowo]
[sapie, prycha]
[kukanie kukułki]
[burczenie w brzuchu]
No co? Masz jabłko.
[burczenie w brzuchu]
- Nie moja wina, że ją wyrzuciłeś. - A kto mi tak doradził?
Ktoś, kto ci uratował życie? Ma się ten instynkt.
Jasne, sorka. Głupio pomyślałem, że ma się ten egocentryzm.
[wzdycha] Dobra...
Trzymaj.
Hmm.
[Staszek] Kurde, gdzie on mieszka? Dziko tu trochę. Coraz dziczej.
[dzwonek telefonu]
Delfina.
Powiedziałam im przy śniadaniu, że odsypiacie, bo niby graliście całą noc.
Łyknęli to. Jest więc szansa, że do obiadu nikt was nie będzie szukał.
Gdzie jesteście? Jak noc?
Noc? Wporzo. Kimnęliśmy się w trumnach i rankiem przegoniliśmy niedźwiedzia.
Ta. Bardzo śmieszne. Pytałam poważnie. Dalek...
Halo? Halo, chłopaki, słyszycie mnie?
Halo? Delfina!
Bateria padła.
[straszna muzyka]
Mi też.
No to jesteśmy bez mapy.
[wzdycha]
[muzyka cichnie]
Słyszycie mnie?
Chłopaki nie śpią, prawda?
- Poszli sobie pobiegać z rana na deptaku? - Tak.
I stracili zasięg na głównej ulicy?
Tak.
- Ty masz mnie za idiotę? - Tak. Znaczy...
Przepraszam.
Co się dzieje?
Chodź.
[Delfina] Poszli szukać ojca.
Szukać ojca?
Jakiego ojca? Tutaj?
Mogłem w inne góry, to się ciocia na Tatry uparła.
Nie jestem twoją ciocią.
- Dla Krzysztofa pewnie tak. - Aaa...
Jakiego Krzysztofa?
Tego, co mieszka tutaj, a powinien mieszkać z synem.
Jak chłopcy się dowiedzieli i czemu poszli go szukać?
Przecież ja im nie pomogłem!
No właśnie!
- O której wyszli? - Około 2.
- Jak drugiej, jak jest dziesiąta? - O drugiej w nocy.
Oż krucafuks, no, krucafuks! Jasny gwint, do jasnej Anielki, psia mać!
- Ale spokojnie. - [wzdycha]
Nic im nie jest. Gadałam z nimi pięć minut temu.
Kimnęli się w trumnach, wykąpali się w Wielkiej Siklawie
i pogonili niedźwiedzia. Jest git.
Żartowałam z tą Siklawą.
To nie jest śmieszne! Wiesz, co będzie, jak się Teresa dowie?
Cicho!
Nie dowie się. Bo jej nie powiemy. Sami pójdziemy ich szukać.
To by było, jakby się dowiedziała. Ta panikara ześwirowałaby ze strachu.
Jest taka krucha i delikatna.
Ona po prostu nie może się stresować. Ona ma tutaj odpoczywać.
[tajemnicza muzyka]
Prześpią cały dzień.
Ale ich nie ma w pokoju. Staszek zabrał Waldka na poranny jogging.
[śmieje się]
Poważnie mówię. Stwierdzili, że szkoda stracić piękny dzień, świeże powietrze.
Czemu z nimi nie biegasz?
Bo... jestem niedysponowana.
Ale myślę, że możemy zrobić babskie spa.
Aaa, okej.
No to spa. Ty i ja – totalny relaks.
Jestem przygotowana. Mam wszystko, co trzeba.
[mężczyzna na nagraniu] Ukołysz swoje ciało i swój umysł.
Niech zrelaksuje się twoja głowa, szyja i ramiona.
Niech zrelaksuje się twoja wątroba, trzustka, żołądek,
pęcherzyk żółciowy, jelito grube.
[wzdycha]
[mężczyzna na nagraniu] Zrelaksuj kolana i rzepki
oraz stopy aż po paznokcie. Pełny relaks...
Na pewno Ciche Czarne?
To im zaznaczyłam na mapie.
Mamy duże opóźnienie, jeśli wyszli w nocy,
ale nie możemy iść na skróty, tylko tą samą trasą,
bo może gdzieś się zatrzymali.
[Piotr] To konieczne?
[wzdycha] Idziesz czy zostajesz?
Bo możesz zostać i z Tereską relaksować jajniki.
[kpiący śmiech]
[Mariola stęka z irytacją]
Jesteśmy w kontakcie.
I pamiętaj, że... Teresa nie może się o niczym dowiedzieć.
[żwawa muzyka]
[Mariola] Nisko!
[Piotr] Do dołu, tak.
[Mariola] Co tak sztywno? Nisko, powiedziałam.
[muzyka cichnie]
[Waldek ciężko oddycha]
[Waldek] Chyba dobrze idziemy. To chyba gdzieś niedaleko.
Chyba tak.
[Waldek] A jak dopadnie nas zmrok?
Eee, przed zmrokiem na pewno go znajdziemy.
A jak nie, to znajdę nam jakąś bezpieczną kryjówkę. Główka pracuje.
A jak będzie burza?
Schowamy się pod drzewem.
Pod drzewem podczas burzy?
Nieźle ta twoja główka pracuje, naprawdę.
Staszek...
[Waldek dyszy]
No dalej, zaraz będziesz mógł spytać swojego ojca, o co tylko zechcesz.
Ej, co ty robisz?
Właśnie sobie uświadomiłem, że nie mam go o co spytać.
- On mnie w ogóle nie obchodzi. - Wiesz, jak się to nazywa? Cykor.
[góral] Hej!
[tajemnicza muzyka]
Brodaty jak Piotr. Twoja starsza lubi typ drwala.
Macie ochotę na oscypka?
[budząca grozę muzyka]
[muzyka cichnie]
Zainteresowania kulinarne też masz po nim. Chodź.
Nie musisz mówić, że jesteś jego synem.
Nie musisz też zadawać żadnych pytań.
Po prostu daj sobie szansę, by go poznać.
Na degustacji zdecydujesz, co robić, okej?
Chętnie! Dziękujemy!
O! Twojej ciotce by się spodobały.
[bulgotanie]
[góral pociąga nosem]
[stęka]
Czyli to tak wygląda proces produkcji oscypków.
Taaa. Teraz wszystko przepisy unijne regulują.
Że trzeba w odpowiednich warunkach i takie tam.
Sklepowe oscypki nie mają już tego aromatu,
tej specyficznej góralskiej nuty smakowej.
[pociąga nosem]
[niepokojąca muzyka]
[Waldek] To nie może być mój ojciec.
Ja nie mam w sobie genu obleśności.
[Staszek kaszle]
Czyli pan to taki góral, yyy, od pokoleń, co ceni tradycję, tak?
Eee, jaki tam góral.
Od jakichś dziesięciu albo 11 może lat mieszkam w Tatrach.
Zmęczyła mnie ta wielkomiejska presja, ta...
pogoń za nie wiadomo czym.
Pogoń za nie wiadomo czym?
Za synem stawiającym pierwsze kroki nie chciało się biegać?
Dzieci, ble... Rodzina, uuu...
Zresztą, ja nigdy nie miałem śmiałości do kobiet.
No... Zwłaszcza do takich, co mi się naprawdę podobały.
Czyli jakich?
Mmm...
Do takich z ikrą, no, z charakterem.
Ale w Sosnowcu niewiele takich trafiałem.
Eee, wielkomiejska presja w Sosnowcu?
A do tego ta moja nieumiejętność zagadania...
Aaa. Z relacji damsko-męskich to mógłbym panu zrobić life coaching.
- Siedzę w tym. - Bardzo chętnie.
- Dobrze, to... - Dość tego!
Czy był pan kiedyś w Warszawie?
Czy zna pan Teresę Banaś i czy opuścił pan swoją rodzinę?
Synek...
Na wszystkie pytania odpowiedź brzmi...
nie.
Nie byłem w Warszawie, nie znam Banaś,
nie porzuciłem rodziny, bo jej nie założyłem.
No racja. [chrząka]
Ten chyba będzie lepszy.
Ha?
Ty, przybyczony byczku, wciągnąłbyś takiego na raz, co?
I żurawinka.
I rach...
I ciach.
Mamy!
Poznam was z moim przyjacielem.
[skrzypienie drzwi]
Przyjacielem i najlepszym pracownikiem.
Janusz!
Janusz!
[gwiżdże]
- [szczekanie] - [beczenie]
- Hej, chodź! - Piesio!
Hej, super, Janusz.
Pies? A ludzie?
Nie czuje się pan trochę samotny?
Ano czuję się, czuję.
Ale samotnym bywa się i pośród ludzi, nawet w wielkim mieście,
a tu mogę sobie przynajmniej poudawać,
że ta moja samotność, ten brak kogoś bliskiego, to mój wybór.
Czyli okłamuje pan sam siebie? Grubo.
Mmm...
Zmyślanie ślicznych bajek o mało ślicznej rzeczywistości,
żeby było łatwiej żyć... Tak, to jeden z rodzajów kłamstwa.
- Czwarty. - Czemu czwarty?
Trzy pierwsze znam od dziadka.
Ale bardziej przypomina mi pan kogoś innego.
[melancholijna muzyka]
[nawoływanie ptaków]
[Mariola] No ruchy, ruchy!
[Piotr] O, o, o, o, o, o!
Na tę gałąź mógł wejść Waldek, jak uciekali przed niedźwiedziem.
To jest bardzo możliwe.
I przypuszczam, że uratowało ich stado norek europejskich.
- Czuję, że ktoś za mną nie przepada. - Nie, czemu?
A tak coś czuję.
[wzdycha] Krucafuks, noż kruca...
[wzdycha] Teresa swoje przeszła i nie pozwolę na to,
żeby niedojrzały gnojek...
Jestem od niej rok młodszy. Rok.
Dwa lata temu dostałem się na prawo dziennie, bez koneksji.
Dobra. Ostatecznie wyglądasz na zakochanego
i jesteś tu ze mną, żeby szukać jej syna, no ostatecznie tak.
- Tak właśnie, że... ostatecznie tak! - Ostatecznie tak!
[Mariola] Piotrek!
Piotrek!
[wzdycha]
Przepraszam.
Proszę?
Przepraszam.
Ale coś nie dosłyszałem.
Przepraszam.
Przyjęte.
Ale nie mów do mnie „ciociu", masz mówić „Mariola".
Pewka, mordo.
[śmieją się]
[góral] Nie ja jeden w tej okolicy sam jak palec.
Tu niedaleko jest drugi taki.
Nie wiem, nie znam, ale chyba też z miasta uciekł.
Teraz ja mam pytanie. Zaprowadzi nas pan do niego?
Pewnie! Miłośnikom moich oscypków miałbym odmówić?
Dam wam na drogę po jednym z inną nutą smakową. Autorski przepis.
[zagadkowa muzyka]
Spróbujecie po oscypku tak zwanym długodojrzewającym.
[beczenie]
Za tą górą mieszka, ale rzadko go widuję,
chociaż wypasam owce pod jego domem.
- Świadek koronny czy co? - [Staszek] Świadek?
No. Sypnął szefa mafii i mafia chce go teraz...
[charczy]
[złowroga muzyka]
...dojechać, no.
Ale na takim zadupiu to go nie znajdą.
Zmienił dom i nazwisko,
porzucił całe swoje dotychczasowe życie.
To by wiele wyjaśniało.
[Waldek] Skoro sypnął szefa mafii, to pewnie jest odważny.
- Nie wiem, czy mam to po nim. - [łzawa muzyka]
- Musimy się pożegnać, najdroższa. - [wycie syren]
Niestety na zawsze, dla waszego bezpieczeństwa.
Powiedz Waldusiowi...
mojemu wymarzonemu...
pięknemu, idealnemu synkowi, którego tak bardzo pragnąłem mieć...
że na zawsze zostanie w moim sercu.
Że tak bardzo chciałbym słyszeć jego pierwsze słowa.
Kiedy mówi „mama", „tata", „babcia", „dziadzia",
„miau, miau", „hau, hau". Czy że chce kupkę.
Że chciałbym odprowadzać go do szkoły i na angielski.
I jeździć na turnieje gamingowe.
[muzyka cichnie]
Smakują wam oscypki?
[Waldek] Chciałby jeździć ze mną na turnieje gamingowe.
Jasne.
Z tym świadkiem koronnym to jest jedna z wielu moich hipotez.
Może to jest świadek koronny, a może to nie jest świadek koronny.
A może po prostu odludek taki jak ja?
Też zamiast miasta, ludzi i syna woli życie w naturze w walącej się bacówce?
Ooo, zaraz zobaczysz tę bacówkę.
[intrygująca muzyka]
[mężczyzna na nagraniu] Zrelaksuj duże paluchy i paluszki.
Poczuj spokój. Poczuj, że całe twoje ciało jest zrelaksowane.
Jeśli...
[żwawa muzyka góralska]
[muzyka cichnie]
[głos Waldka] Ja z Delfiną idę na prawo, ty na lewo.
[Staszek] Dobra, dobra.
- [Delfina] Strzelaj! - [Waldek[Masz go na celowniku!
- [Staszek] Kurde, uciekł mi. - [Waldek] Już padłeś?
Jak to zrobiłeś?
[Staszek] Sorry. Dobra, ja zostaję tu.
[Delfina] Już nie żyjesz?
[Waldek] O cholib...
Błag...
Błagam, teraz nie, nie teraz!
O cholibka!
[głośno oddycha]
[piknięcie]
[głos Waldka] Tak, dobrze. Jest dobrze!
[wydmuchuje nos]
Niezła bacówka.
Jak ci ojciec nie podejdzie, tak wiesz, na oko,
to powiemy, że jesteśmy kolędnikami czy coś.
[warkotanie]
No i po kiego diabła takie wymysły na łono natury sprowadzać?
[pikanie]
♪ Przybieżeli do Betlejem pasterze ♪
♪ Grają skocznie dzieciąt... ♪
[szmer otwieranej bramy]
[pikanie]
[pikanie]
♪ Chwała na wysokości ♪
♪ A pokój na ziemi ♪
[pikanie]
♪ Chwała na wysokości ♪
[mężczyzna] Dobre poczucie humoru. To po mamie, bo ja mruk jestem.
[melancholijna muzyka]
Wiedziałem, że mnie odnajdziesz i tu przyjdziesz,
ale nie w takim towarzystwie.
Co... Ale jak to? Pan wiedział?
No to skoro już ci pasterze przybieżeli, to zapraszam.
[chichocze]
Buty.
[prycha] Jezu...
[Waldek wzdycha]
[warkotanie]
[góral prycha]
[piknięcie, egzotyczna muzyka z głośników]
[muzyka cichnie]
[stukot]
Panowie, delikatnie z tym proszę, to dość drogocenne.
Prezent od japońskich kontrahentów.
[góral] Ha...
Niby z miasta uciekł, a całe ze sobą przytachał.
[mężczyzna] Słucham?
Po co to z miasta wyjeżdżać, jak tutaj takie tak to?
No właśnie, po co?
Pozwolisz, że porozmawiam o tym najpierw z synem?
[Waldek] On powiedział, że porozmawia z synem?
Mam wrażenie, że jesteś tu w charakterze jednak tylko osoby towarzyszącej.
[Waldek] Ojciec i syn. Tata i ja.
Krzysztof chyba naprawdę jest moim... To...
To palant.
Sorry, że cię namawiałem do szukania go.
Napijecie się czegoś? Jesteście głodni?
Po drodze zjedli moje oscypki.
Długodojrzewające. Więc chyba nie.
Ja bym coś może jednak... Yyy, tak na deser.
[chichocze]
[spokojna, egzotyczna muzyka]
Jestem wielbicielem kultury japońskiej,
sztuki, kuchni i wspaniałej idei kolektywizmu.
Czyli wspólnego działania dla dobra ogółu.
To jest fascynujące.
[góral chrząka]
[mlaszcze, chrząka]
Kultura kulturą... ale stolik za nisko.
Nogi bolą.
[wzdycha]
[stęka]
Dobra, wypadałoby do konkretów. Po coś tu przyszliśmy.
Waldek, chciałbyś chyba zadać parę ważnych pytań
i otrzymać parę ważnych odpowiedzi, prawda?
Czy...
wyszedł pan z Silvera w CS-ie?
[robi wdech]
Kiedyś miałem Globala, ale przez słaby team spadłem do LEM-a.
Od niedawna zainstalowałem sobie aimbota, więc myślę, że będzie nieźle, nie?
[góral] Ha! No i poszła!
Ha, ha!
A trawnik nieskoszony!
Tak jest, jak technologia człowieka przerasta.
[chichocze]
[gwiżdże]
[góral] Chodźże tu!
A co do tego aimbota... to żartowałem.
Gdzie? Ja jako lead game designer miałbym co? Cheatować?
[chichocze]
[bzyczenie owadów]
No co jest?
[melancholijna muzyka]
Boisz się, że ci ją odbierze?
Nie, martwię się Waldka.
Że się rozczaruje.
Co, jak spotka tego całego Krzysztofa i okaże się, że nic ich nie łączy?
[Waldek] Game designer? Mój ojciec pracuje w...
Pan pracuje w e-sporcie?
[Krzysztof] Nie. Nie pracuję.
[robi wdech, wzdycha] Jestem bogiem w branży gamingowej.
[góral] Nie rozłazić się, chodźcie tutaj, do środka!
[pukanie w okno]
To jest prawdziwa kosiarka!
- [góral gwiżdże] - [beczenie]
[Krzysztof] Ale po takiej trzeba zbierać bobki.
Czy może robią to muchy wezwane na gwizdnięcie? [śmieje się]
Ale to znaczy, że pan projektuje gry?
[wzdycha] Mhm.
[góral] Nie uciekaj! Wracaj!
Nawet Robot Rampage.
Wygrałeś w niej w Kolonii i potem w Katowicach.
Nie powiem, nawet trochę z ciebie byłem dumny. [chichocze]
Zaraz... Bo się gubię, człowieku. To jesteś jego ojcem czy stalkerem?
A pokazałby mi pan, jak pan pracuje i w ogóle?
Mów mi Krzysiu.
Dobrze, że nie „tatusiu".
- [Staszek] Waldek! No co ty? Waldi! - [Krzysztof chichocze]
Waldi!
[piknięcie]
Ja już nie mogę.
Panu ten koleś pasuje?
Jak wilk do pasania owiec.
[niepokojąca, egzotyczna muzyka]
Tutaj pracuję.
Tam rysuję i projektuję, a tam mam strefę testów wszystkiego,
co sam wykreowałem, i przy okazji strefę rozrywki.
Bo lubię sobie też pograć, nie?
[Waldek] Wow. Ale przestrzeń. Ile ekranów.
Te wszystkie gry...
Ty je robisz sam?
Nie. Pracuje nad nimi cały sztab ludzi,
a ja zarządzam tylko zespołami stąd.
Wysyłam koncepty, oni je animują, rozwijają.
Ja im mówię, co mi się podoba, a co nie, co mają poprawić.
No i poprawiają, tak jak im dyktuję.
[prycha] „Tak jak im dyktuję". [prycha]
[wzdycha]
Dlaczego mnie zostawiłeś?
[smutna muzyka]
Bardzo przeżywałem decyzję twojej mamy o rozstaniu, ale...
musisz wiedzieć, że czasami tak jest, że ludzkie drogi się rozchodzą.
Uszanowałem to.
To była decyzja mamy?
Żebyś z nami nie był?
Każdy ma prawo do takiej decyzji. Twoja mama też.
Ale wbrew wszystkiemu od lat śledzę turnieje gamingowe,
w których startujesz.
Interesuję się tym, co dla ciebie ważne,
więc w pewien sposób też interesuję się tobą.
Baju, baju, będziesz w maju. Jak to mawia mój stary.
W raju. „Baju, baju, będziesz w raju" brzmi to boomerskie powiedzonko.
Twój stary często rzuca takimi hasłami?
Często.
Znam każde, rzuca nimi przy śniadaniu, obiedzie i kolacji, które razem jadamy.
Wie pan, jest moją osobą towarzyszącą.
Towarzyszącą mi zawsze.
I co? Towarzyszy ci najwyżej w oglądaniu meczyków i kopaniu piłki.
Co ty w ogóle gadasz?
Mam takiego spoko tatę i ty mi po prostu zazdrościsz.
I teraz chcesz mi to wszystko zepsuć?
Ja cię już w ogóle nie rozumiem.
[smutna muzyka]
No to co? Bo ostatnio mam tutaj taki mały kryzys twórczy.
Nie wiem, jak tutaj coś rozwiązać.
A za dwa dni zjeżdżają do mnie inwestorzy z Japonii
i miałem mieć dla nich konkretny koncept, a tu się wszystko sypnęło.
Może byś mi pomógł, co?
[muzyka cichnie]
Żeby zmuszać gości do zdejmowania butów, trzeba mieć w swoich siano.
Gdzie? A twój przyjaciel?
- Przyjaciel? - No?
Boomerskie powiedzonko mojego taty numer 121:
„Gdzie interes dmucha, tam przyjaźń krucha".
- [beczenie] - [góral rechocze]
Ale z mafią to ten jego ojciec chyba nie ma nic wspólnego.
- Dobra, wrócimy po niego. - O nie, nie.
Ja na pewno nie.
Może przyjdzie po niego rodzina, której znaczenia nie rozumie.
Nie będę go więcej krył.
O! I bardzo dobrze!
A ja nie będę nikomu koszenia trawy za darmo oferował! O!
[beczenie]
Psia mać! Owiec zapomniałem! Janusz!
[gwiżdże] Hej!
[pies szczeka]
[beczenie owiec]
[figlarna muzyka]
[góral stęka]
[nadal muzyka]
Jest tam kto?
- [stukot] - [Piotr krzyczy]
[stęka]
Przydałoby ci ten kask, co? [chichocze]
Zobacz, jakie piękne.
No, bardzo ładne.
[Mariola się śmieje]
[muzyka budująca napięcie]
[cichnie]
[intrygująca muzyka]
Żurawina, Piotruś. To czerwone to jest żurawina.
- [Mariola się śmieje] - [wzdycha]
Polubiłam cię, chłopaku, wiesz?
Będę ci przesyłać pomarańcze do domu bez klamek.
- O. Dziękuję. - No. Ruchy, ruchy.
Uważaj na...
- [Piotr krzyczy] - [Mariola się śmieje]
[muzyka cichnie]
Ooo. No.
[wzdycha] Nie.
[głęboko oddycha]
Mmm.
Delfina!
Och. Nie mogę się do nikogo dodzwonić.
Chłopaki mają wyłączone telefony, ciotka i Piotr nie odbierają.
Ciocia, znaczy, pani Mariolka gdzieś lata.
Dzisiaj?
- Piotrek! - Pana Piotra nie ma, poszedł... pływać.
Pływać?
Waldek! Staszek! Może oni telefonów nie wzięli?
Staszek jest z panem Piotrem, a Waldek...
[głos Waldka] Tak, dobrze. Jest dobrze!
Walduś, kochanie, mogę wejść?
[głos Waldka] O cholibka! Błagam, teraz nie, nie teraz!
Hmm.
[głos Waldka] Tak, dobrze. Jest dobrze!
Mmm.
Delfinko, Walduś tam chyba ćwiczy teraz i może...
woli zostać sam? Tak myślę.
To niech sobie już tam zostanie.
[chichocze]
Jak zawsze na koniec krótka relacja naszego ulubionego lokalnego botanika,
który opowiada, co nam w Tatrach aktualnie kwitnie.
I który miał dzisiaj niezwykłą przygodę, prawda, Rysiu?
Tak. Dzień dobry. Cieszę się, że mogę państwu zdać tę relację, bo...
Zimne dobrze pani zrobi.
...bo mogło być krucho. Myślałem, że już po mnie.
Oglądałem sobie jaskry karłowate, gółki długoostrogowe.
Zachwycająca jest roślinność w wyższych partiach gór o tej porze roku.
Szarotkę, przetacznik perski, pięciornik alpejski.
Może pokażmy państwu twój materiał?
Waldek?
Ja cię sunę!
[ryk]
- Przeszedłem drogę, a tu niespodzianka. - Ja cię sunę!
Ledwie uszedłem z życiem.
Co w takiej sytuacji powinniśmy zrobić?
Na pewno zdążył ominąć chłopaków.
Ten Rysiu, nie niedźwiedź.
Znaczy, niedźwiedź też.
Pewnie poszedł za Rysiem w dół,
a nie za Staszkiem i Waldkiem, bo oni poszli w Wysokie Tatry.
- [Rysiu mówi niewyraźnie] - [Teresa wzdycha nerwowo]
Żeby niedźwiedzia nie spłoszyć, tak.
Spokój i opanowanie generalnie.
[huk grzmotu]
[żwawa muzyka]
[szum wody]
- [rzężenie silnika] - [wzdycha] No nie. Dawaj.
[dyszy]
[rzężenie silnika]
[stęka, wzdycha]
[krzyczy]
[stęka]
[huk grzmotu]
[dyszy, stęka]
Przydam się. Sprawdzałam im wszystkie trasy.
Stój!
- Prrr! - [koń parska]
- [cmoka] Wio! - [koń rży]
[Teresa] Dalej!
- Dalej! - [góral] Moja fura!
[spokojna muzyka góralska]
- Gdzie Waldek? - Co z Waldkiem?
Na ciele ma się dobrze, gorzej z jego rozumem.
Jest u swojego taty.
Zakochanego w sobie manipulanta i kapitalistycznego wyzyskiwacza.
A przy tym zapalonego gamera i game designera.
Co to był za durny pomysł, żebyście sami wychodzili w góry?
Góry są niebezpieczne.
[romantyczna muzyka]
[Mariola] Co za durny pomysł, żebyście sami szli w góry?
Góry są niebezpieczne.
A czy wyście pomyśleli o swoim bezpieczeństwie albo o Teresie?
Ona by się rozsypała na kawałeczki, jakby się dowiedziała, co wyczyniacie.
Jest taka krucha i delikatna.
Taka krucha ona jest.
Dalej! Co ty się tak wleczesz jak krowa? [cmoka]
[Teresa] Łuu! Łuhu!
Dwóch nieodpowiedzialnych baranów i baca.
Czy ta kobieta ma męża?
Nie, nikt by z nią nie wytrzymał.
[Piotr] Konkretnie, gdzie jest Waldek? Gdzie jest dom tego wyzyskiwacza?
Powinien pan zadzwonić na policję.
Dwóch chłopców szwenda się po górach, a pan nic?
To było głupie. Rozumie pan? Głupie. I nieodpowiedzialne.
[romantyczna muzyka]
Gdybym tylko wiedział, jak skraść jej serce.
[Mariola] Źle się pan zachował.
Ale... ptaki, które pan rzeźbi, są piękne.
Naprawdę piękne.
Mmm... No, ruchy, ruchy.
Ale jak ją zagadać?
- Może zaproszę ją na degustację oscypków? - Lepiej nie.
Pani Mariola ma nietolerancję laktozy.
- Mają mało laktozy. - Chłopie, dobrze ci radzę:
zostań przy tych ptakach, okej?
[Piotr] Hej! Zaprowadzi nas pan do Waldka?
- Chodź. - [stęka]
Nie dziwota, że w tym Sosnowcu pan też nic.
Ale spokojnie, Mariola jest dziwna, więc może jej siądzie ta pana odkleja.
Zrobimy z niej atut.
[żwawa muzyka góralska]
[huk grzmotu]
Łuu! Łuhu!
- [Teresa] No dalej! - [koń rży]
No bo tak: mechanika gry jest okej,
tylko nie mogę znaleźć mocnego konceptu na jakiś nowy świat.
To powinno być, wiesz, spektakularne, świeże, a ja nie wiem,
gdzie to mam znaleźć, nie wiem.
[melancholijna muzyka]
Może obok? To, co najlepsze, często jest najbliżej nas.
Wystarczy to zauważyć.
Zobaczysz, jak to będzie wyglądało, jak mój zespół nam to zaprototypuje,
to inwestorom szczeny opadną.
To znaczy, że w twojej grze będzie dokładnie to, co wymyśliłem?
Mój pomysł?
Miałeś na myśli chyba „naszej"?
- [wzdycha] - Mmm.
Przecież na twoim pomyśle wszystko opieramy.
W grze będzie chodziło o zdobywanie achievementów bez zbędnego grindowania,
czyli jakby przysucharzył ojciec twojego głupawego koleżki:
od zera do bohatera. [wzdycha]
Co? Co myślisz?
Że muszę do toalety.
[rżenie konia]
Masz konia?
- [Teresa] Prrr. - [koń parska]
Góralski rydwan nadjechał, co?
[szum otwieranej bramy]
[Teresa wzdycha] Oj...
Nie rób tego nigdy więcej. [cmoka]
- Nie rób tego nigdy więcej. - [Waldek wzdycha]
Sorry, nie mogłam milczeć, bo twoja mama groziła mi śmiercią.
Znowu to robi.
Nic się nie zmieniłaś. Pięknie wyglądasz. Wejdziesz?
Nie wejdziemy, wracamy.
Ale jak to, mamo?
Znalazłem tatę i sobie tak po prostu pójdziemy?
[Krzysztof] Może porozmawiamy jak dorośli ludzie?
Kilkanaście lat temu też byliśmy dorośli.
- Idziemy. - Nie!
- Waldek! - Nie!
[wzdycha]
[Krzysztof cmoka]
Macie ochotę na sushi, na zieloną herbatę?
[wzdycha] Spędziliśmy z Waldkiem parę fajnych godzin, nie?
Poprojektowaliśmy sobie.
Pokazałem mu swoje gry.
Gry mu pokazałeś?
Mamy wspólne zainteresowania.
Kochanie, rozumiem...
To ty zdecydowałaś, że Krzysiek ze mną... z nami nie mieszka?
- Tak. - To grubo.
Widzisz, Waldek... Każdy ma prawo do podjęcia takiej decyzji.
Musisz to zrozumieć.
Nie mów mu, co on ma rozumieć, dobrze? Nie ty.
Ale czemu? Nie mógł mi nic tłumaczyć, bo go przepędziłaś.
Kochanie, zrozum, w domu ci wszystko wytłumaczę.
Odpowiem na wszystkie pytania, co?
- [egzotyczny dzwonek] - Mamy następnego gościa.
Weź.
[Krzysztof] Może kolędnicy. Chyba zabraknie sushi.
Po koreczki będę musiał wyskoczyć. [chichocze]
[stukot, brzęczenie]
[pikanie]
[chichocze] Ciotka Mariolka, nigdy bym się nie spodziewał!
[wzdycha] Nie jestem twoją ciotką. Jest u ciebie Waldek?
I...
O, Tereska, kochanie, cześć. A co ty tu robisz?
A co wy tu robicie?
Beze mnie.
Chcę zauważyć, że pani tu jednak jest.
No, jak to się stało, że znalazłaś się tutaj przed nami?
- Góralskim rydwanem. - [śmiech]
No ale to bez takich żartów, to nie jest pora na żarty takie teraz.
Nie mów mi, kiedy jest pora. Nie ty.
Co ty robisz? No ale... No co...?
- Dalej lubisz wypychać facetów za drzwi. - Idziemy.
- To był mój pomysł, aby nic ci nie mówić. - Nie, mój, tak że przepraszam.
- Nie, mój. - Nie, mój.
[z irytacją] Nie, to był mój pomysł i to...
Kochanie, bardzo cię przepraszam.
To sobie wszystko wyjaśnimy w pensjonacie, na spokojnie.
- Chodź, Waldek. - Nigdzie nie idę.
[piknięcie]
[Waldek] Mam prezentację gry i zostaję.
Z ojcem.
[smutna muzyka]
Tereska, chciałbym, żeby Waldek został u mnie dwa dni.
Tylko dwa dni, dobrze?
On mnie potrzebuje. I ja potrzebuję jego.
[wzdycha]
[nadal muzyka]
[parskanie konia]
Jak powiedziałby mój stary: z tej miłości to chyba chleba nie będzie.
Panie baco! Pół światu tego kwiatu!
[góral] Hej!
Fajny z niego odmieniec, ale... nie ma śmiałości do kobiet.
To tak jak ja. [chichocze]
[Piotr wzdycha] To był błąd. Ja bym tam Waldka nie zostawił.
Ma prawo go bliżej poznać. Może Krzysztof się zmienił, a jeżeli nie, to... [wzdycha]
Waldek musi się przekonać sam. Nie mogę go chronić.
Ooo! To jest jakaś nowość.
Powinniśmy go byli zabrać i...
Decydujesz w sprawie mojego syna. Nie powiedziałeś mi, że zniknął,
a teraz robisz ciśnienie, aby go zabrać od taty.
Od taty? Słyszysz, co ty mówisz? Co najwyżej to od biologicznego ojca.
Nie jest jego tatą, ale ty też nie.
- [koń parska] - Możesz się zatrzymać?
Prrr!
[Teresa] Stój, stój.
Przejdę się.
[melancholijna muzyka]
[cmoka] Dalej! Dalej, wio!
[nadal muzyka]
Czy moglibyśmy jutro wrócić ze Staszkiem pociągiem do Warszawy?
Damy sobie radę, a tutaj zrobiło się trochę zbyt...
[muzyka cichnie]
No wiem. Niezbyt miło się zrobiło.
Waldek się zrobił niezbyt miły.
[nabiera powietrza] Nie będę go bronić, skoro źle cię potraktował,
ale wiesz, on jest teraz trochę...
[wzdycha] ...skołowany.
- [pstryknięcie] - O, wrócił!
Nie byłoby dobrze, jakby się teraz ulotnił.
To co? Idziemy spać.
[łapie oddech] Dacie Waldkowi jeszcze chwilę?
On niedługo spadnie z tych swoich obłoków, a...
upadek może być bolesny.
[melancholijna muzyka]
[Waldek] Gra polega na systemie dwójkowym, co oznacza,
że są potrzebni dwaj gracze, żeby wygrać.
Inaczej lipa.
To wiemy, ale co z mieczami?
- Każdy ma mieć tej samej wielkości miecz? - No tak.
[piosenka Za duży na bajki Sylwii Wiśniewskiej]
♪ Za duży na bajki ♪
♪ Zbyt mądry na wiek ♪
♪ Za młody dla starszych ♪
♪ Bo wciąż nie wiedzą, że... ♪
♪ Trudniej zaufać i... ♪
♪ Jeśli chcesz spełniać swoje sny ♪
♪ Choć wstyd powstrzymać łzy ♪
♪ Twój własny śmiech zmieni się przecież W nadziei błysk ♪
♪ By mogło być lepiej ♪
♪ By mogło tak być ♪
Waldi.
- Zobacz, co dla ciebie mam. - [Waldek wzdycha]
- [muzyka cichnie] - Patrz, co przyjechało.
- [Krzysztof wzdycha głęboko] - No...
Dzisiaj wielki dzień, to musisz dobrze wyglądać.
[chichocze]
Ale najpierw robota. Chodź. Szybko, chodź.
[wzdycha]
No, chodź, szybko.
[muzyka orientalna]
[Krzysztof] Pracowaliśmy nad tym dzień i noc.
Ogrom pracy i świetnie działający core rozgrywki.
[muzyka z gry]
Ale przyszedł moment kryzysu. Bo gra to jest opowieść. To historia.
Brakowało konceptu na konkretny, ciekawy świat.
[melancholijna muzyka]
I wtedy mnie oświeciło.
Wpadłem na genialny pomysł,
by umieścić to w świecie cybernetycznych robotów samurajów.
Inspirację odnalazłem w głębi siebie.
Chwileczkę.
Nie, proszę cię, mamo.
[Krzysztof] W takim razie lecimy dalej.
[muzyka z gry]
[Teresa mówi niewyraźnie]
[Mariola] Piotrek?
Myślałam, że na dobre dałeś nogę.
A! Aha.
No dobra, rozumiem.
Przepraszam. Obiecuję, że ostatni raz cię źle oceniłam.
Przepraszam.
Prezentacja Waldka.
[smutna muzyka]
[wzdycha]
Waldek jest...
rozczarowany.
[płacze, pociąga nosem]
To już wszystko, dziękuję za uwagę.
Mam nadzieję, że możemy już przejść do negocjacji.
[gromkie brawa]
[Teresa] Chcesz do domu?
[pociąga nosem] Tak, ale jeszcze nie teraz.
[wzdycha]
[nadal muzyka]
[wzdycha]
Może daruj sobie rozmowę z nim?
Panowie mają włączone te słuchaweczki, żeby było tłumaczenie?
Przepraszam, ale pana nikt tutaj nie zapraszał.
Mnie nie, ale tego pana już tak.
Nawet ktoś go zapraszał do współpracy. Prawa autorskie.
Jeżeli panowie będą chcieli dalej inwestować w rozwój gry,
to nie mogą panowie pominąć tego młodego człowieka w umowie,
tak jak to zrobił ten oto...
kapitalistyczny wyzyskiwacz, który nie ma pojęcia,
czym jest kolektywizm.
[mówi po japońsku]
Dlaczego mnie oszukałeś?
Nie powiedziałeś, że pracowaliśmy razem i...
Oj, razem, nie razem. Liczy się efekt, tak?
Inwestorom niezbyt by się podobało to, że w zespole jest dzieciak.
Mmm? Przekalkulowałem ryzyko i było zbyt duże.
Musisz pamiętać, że to chodzi o moją karierę.
[z ironicznym śmiechem] Oho. Już to słyszałam.
Czekaj, jak to było? Yyy...
[śmiech]
„Powiem ci uczciwie, Teresa, nie wiem, co z nami będzie".
Zaczęłam chorować i bałam się, że umrę,
a ty się zastanawiałeś, czy jestem warta ryzykowania kariery.
[prycha] Chodź.
- [wzdycha] I czy ja jestem wart? - Ej, ej, ej!
Jesteś wart wszystkiego, rozumiesz?
[melancholijna muzyka]
Ty też.
[cmoka]
- Ups! - [trzask]
[krzyczy rozpaczliwie]
Szkoda, że nie jesteś gangusem.
[ciche, niepokojące dźwięki]
To znaczy świadkiem koronnym.
[Waldek] I to tyle bajeczki o świadku koronnym,
który płakał, kiedy mnie zostawiał.
Nie ma co ciemnoty sobie wciskać,
chociaż trochę szkoda. Bajka była piękna.
[szlocha]
Się poskleja.
[niewyraźna rozmowa]
Dobra, tutaj jest przygotowane miejsce.
Tylko ćśśś. I błagam, panowie, zachowujcie się dzisiaj.
Życie nie składa się z właściwych momentów,
a z momentów, które my możemy uczynić właściwymi.
A co, jak ona odmówi?
Niech sobie pan lepiej zwizualizuje pełen sukces.
Ona z obrączką na palcu, w idiotycznej piżamie,
robiąca awanturę, że nie umie pan wyciskać pasty z tubki
albo że wydłubuje masło zamiast odkrawania go na plasterki.
Z parami w kryzysie też pracuję. [chichocze]
[Waldek] Staszek.
[kilka dźwięków skrzypiec]
- A ty mi kiedyś zapomnisz? - Ale co?
Że cię nie broniłem i zachowałem się jak...
Nie pamiętam.
Pamiętam za to, że nie byłem z Delfiną na prezentacji.
Zasłużyłem sobie na to.
[Mariola] Ćś, ćś.
Dajesz!
[brzęk]
[Teresa] Waldek?
Waldek, co się stało?
[wzdycha]
[piosenka Porwijze mnie, porwij zespołu Karimski Club]
♪ Porwijze mnie, porwij Bo mi nudno w domu ♪
♪ Byłoby co podać, ale nima komu ♪
♪ Jo ci licko ucałuje w podzience ♪
♪ Co smacnego uwarze ci na prendce ♪
[mężczyzna] Ej, ćś, ćś, ćś.
[oddycha nerwowo]
Tak!
[gromkie brawa, wiwaty]
[wiwaty]
Mów mi „ciociu", ale wiesz, co ci zrobię, jak mi Tereskę zasmucisz?
[wszyscy się śmieją]
♪ Ty mi licko ucałujes w podzince ♪
♪ Co smacnego uwarzys mi na pryndce ♪
[stłumione dźwięki piosenki]
Gapi się na ciebie.
[stłumione dźwięki piosenki]
Cześć.
Poczekaj.
To musi sobie sam załatwić.
Da radę.
Tak?
Inwestorzy zgodzili się wejść w interes, jeśli podpiszę z tobą uczciwą umowę.
I po to tu przyjechałeś?
Podpisać umowę i dostać pieniądze od inwestorów?
Nie... Naprawdę nie.
Słuchaj, jeżeli chcesz wejść...
super. Jeżeli nie – nie ma tematu.
To tak nie działa.
Byłeś wobec mnie nieuczciwy. Tak po całości.
I źle traktowałeś moich przyjaciół. I byłeś...
[wzdycha] Bo ty jeszcze masz trochę...
widzisz, dziecinnie priorytety w życiu poustawiane, ale...
nauczysz się jeszcze... Dobrze, przepraszam. Okej, rzeczywiście, masz rację. [wzdycha]
Może twój kumpel nie jest głupawy, a ja zachowałem się trochę, no...
niefajnie, no.
Ale byłem zestresowany, rozumiesz?
- [melancholijna muzyka] - Byłem przejęty.
Słuchaj, przyjechałem tutaj...
do ciebie, bo chciałbym, żebyś dał mi jeszcze jedną szansę na bycie...
ojcem. Tatą.
[prycha]
No przecież mieliśmy wspólne flow, nie?
Popatrz, masz wakacje.
Myślałem, że pobędziesz jeszcze ze mną tydzień, że sobie pogramy.
Myślałem, że pokażę ci parę fajnych miejsc.
Że się lepiej poznamy.
Powiem szczerze, Krzysiek.
[wzdycha] Nie mogę podjąć teraz takiego ryzyka i...
nie wiem, jak z nami będzie.
[ciąg dalszy góralskiej piosenki]
[melancholijna muzyka]
To jest zbyt duże poświęcenie. [dyszy]
Nawet dla ciebie, stary. [dyszy]
- Może mógłbym zdjąć kask? - Nie ma takiej możliwości.
Ale jest mi gorąco. [dyszy]
[wzdycha]
„Dla młodszego stażysty Piotrka"?
- I jak? - Świetnie.
Aaa.
To co? Idziemy dalej?
Ale ja nie dam rady.
Ty nie dasz rady? Człowieku!
[wzdycha]
[Waldek] Odkrycie, że tata mnie nie kocha, było...
trudne było, trudne.
To długo będzie bolało.
Ale mam sposób na ten ból.
Pozwalam się kochać temu, kto chce i potrafi dawać mi miłość.
Komu naprawdę na mnie zależy.
Nie chciałbyś się tak przelecieć?
[Teresa krzyczy]
[prycha] Żartowałem, przecież ja też nie.
Dogadamy się. Wiadomo, że będę musiał się cały czas starać, nie?
Hej. Zobacz.
- [Teresa] Ojej... - Ha?
Essa!
Tak!
[Waldek] Nie musi być idealny. Ważne, że jest blisko.
I towarzyszy mi... zawsze.
To, co najlepsze, często jest najbliżej nas.
Wystarczy to zauważyć.
[muzyka narasta]
[piosenka Porwijze mnie, porwij zespołu Karimski Club]
♪ Porwijze mnie, porwij Bo mi nudno w domu ♪
♪ Byłoby co podać, ale nima komu ♪
♪ Jo ci licko ucałuje w podzience ♪
♪ Co smacnego uwarze ci na prendce ♪
♪ Ty mi licko ucałujes w podzince ♪
♪ Co smacnego uwarzys mi na pryndce ♪
♪ Porwe jo cie, porwe, cobyś mojom była ♪
♪ Ze mnom potok, grom i ślebod nie zesyła ♪
♪ no matuś swojom spytom, a dyć trza ♪
♪ Matuś straszna, boje sie jej, miła ma ♪
♪ Ino matuś swojo spytas, a dyć trza ♪
♪ Matuś straszna, boje sie jej, miła ma ♪
[piosenka Za duży na bajki Sylwii Wiśniewskiej]
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.