All language subtitles for Prosta.Sprawa.S01E05.PL.1080p.WEB-DL.x264.AAC-K90.srt - pol(2)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

A ty?

Kim ty, kurwa, jesteś?

- Co? - Marcin, to jest twój przyjaciel.

Jaki przyjaciel, co?

To przyjaciel czy kto? Kim jesteś?

Przyjacielem, sam mnie tak nazwałeś.

- Pierwszy raz cię widzę na oczy. - Widzieliśmy się już wcześniej.

Kłamie.

- Mogę opuścić ręce? - Nie, on ma broń.

- Fałszywy ruch i odstrzelę ci jaja. - Musiałabyś najpierw odbezpieczyć.

Widzieliśmy się rok temu. W maju.

W Złocieńcu, na dworcu. A konkretnie na peronie.

- Szukałeś kompana do wódy. - Nie pamiętam niczego takiego!

Całkiem możliwe.

Alkohol w za dużej dawce tymczasowo uszkadza hipokamp...

- O czym ty pierdolisz? - Byłeś kompletnie pijany.

Marcin, przecież wy jesteście ze Złocieńca, nie?

Pożyczyłeś mi dwieście złotych.

Wyciągnąłem od ciebie adres w Jeleniej Górze,

powiedziałeś, że mogę przyjechać i oddać, no to jestem i mam kasę.

Byłem tam, faktycznie, sprzedawałem mieszkanie po starych.

Miałeś kopertę pełną pieniędzy, dałeś mi 200 złotych.

Czyli co, zaangażowałeś się, biłeś, strzelałeś do kogoś za 200 złotych?

Tak? 200 złotych, pożyczonych od jakiegoś nawalonego typa?

Od złodzieja, który sprzedał nasze wspólne mieszkanie po rodzicach

i którego widziałeś raz w życiu. Na peronie w Złocieńcu, tak?

Kurwa, nie wierzę w to.

Ja pierdolę.

No tak.

To sobie moment wybrałaś.

Myśliwska nalewka twojego ojca.

W grobie się przewraca jak widzi, że ją pijesz.

Nie wiedziałem, że jeszcze masz.

Rozwiodę się z tobą.

- Asia... - Weź!

Ja tu byłem miesiąc temu.

Skurwysyny, no!

To była ważna ostoja rysia.

Byłeś w Rozpudzie, co to dało?

Przypominam ci, że byłaś tam razem ze mną... kochanie.

Bo byłam głupia, głupia i naiwna.

Na złość ojcu.

( gwar rozmów wielu ludzi )

Ej!

- Dzień dobry. - Cześć, Kazik, chodź.

Naprawdę chcesz siedzieć 48 godzin?

Wyluzuj się, pan wycofa zażalenie, ja ciebie wypuszczę.

Po co ci to? Pomyśl o tym.

Siadaj, Kazik.

Zasadzę tam drzewa.

No, chcesz pan? Zasadzę! Nawet dwa razy tyle.

Wy naprawdę nic nie rozumiecie.

Tam mieszkały puchacze, dzięcioły, sarny, zające.

Lisek chytrusek, siedmiu krasnoludków i...

sierotka Marysia.

I tym wszystkim zwierzętom z całego lasu gotowała pożywną zupkę.

Wal się!

Walcie się wszyscy!

Pan wchodzi w konfrontację. Ja to muszę odnotować.

Myślicie, że wszystko wam można?

- Dobra, słuchaj pan. - Nie odpuszczę.

Ja wycofam zażalenie. Będzie moja strata, wrzucę to w koszta i już.

A pan, panie Gawełek, pojedzie do domu

i nie będzie się mi pan pokazywał na oczy.

Co, myślicie, że się was boję?

Niszcząc ekosystem równocześnie niszczycie przyszłość swoich dzieci,

- wnuków, prawnuków. - Praprawnuków i prapraprawnuków!

Rozumiem, mówię, zasadzę tam drzewa, dwa razy tyle, będą rosły.

Jesteście złem w czystej postaci.

Likwidujecie to, co pozwala nam żyć w zrównoważonym systemie.

( Kolos zwija się ze śmiechu )

Chodź, Kolos!

No, to sobie posiedzisz dwie doby.

- Cześć, Aśka. - Cześć.

Wpuścisz mnie?

Dzień dobry, pani Asiu.

Dzień dobry.

Dżana!

Za duże są na ciebie!

- Ale stylowe. - Różowych nie było?

Może pani profesor chce przymierzyć?

Pamiętam, takie piękne poroża, głowy jelenia,

jak twój ojciec żył, tu wisiały.

Miał oko. Jak takiego byka strzelił wielkiego.

Uczył mnie strzelać.

A ten twój to... Skąd ty go tu w ogóle...?

Z dupy! Byłam na studiach w Warszawie, nie pamiętasz?

No.

Czego to wróciłaś?

Chcesz kawy to sobie zrób.

Dość już dzisiaj tej kofeiny na dzisiaj.

Dżana.

Nadziana może?

Albo nadziewana.

- Mogę torta? - Z przedwczoraj.

Gorąc dzisiaj, co?

Aśka...

- Przyszłem tu... - Przyszedłem!

Przyszedłem tu,

gdyż, kurwa...

Azaliż... wciąż odczuwam niepohamowany sęntymęt do ciebię.

Pamiętam, jak mi pomagałaś ściągać z Polskiego.

Żałuję bardzo. Jesteś chujem.

Wybrałeś drogę na skróty.

Czasem lepiej, Asia, tak.

Czasem lepiej na skróty.

Czasem lepiej odpuścić...

niż iść pod górę, pod prąd.

Na siłę.

Co ty sobie wyobrażasz? Kotlina nie jest tylko twoja.

Darek jest najlepszym przewodnikiem i zależy mu na Karkonoszach,

rozumiesz to?

Gratulacje.

Tylko może się tak zdarzyć...

Ja nie mówię, że musi, ale może,

że on już niedługo nie będzie

tym najlepszym przewodnikiem w Karkonoszach, rozumiesz?

Asiula, czasem lepiej na skróty.

Pamiętasz Cichą?

Tę, co mnie chciała usadzić. No, w trzeciej klasie chyba.

Spotkałem ją w Biedronce ostatnio, taka staruszeńka,

a wciąż popyla tymi nóżkami.

No... Chodź, Dżana.

Dżana!

Kazik tu był.

On cię zabije, Darek.

Odpuść, proszę.

Chcesz, to się rozwiedź.

( Kolos nuci sobie coś pod nosem )

Czekaj, nie tak szybko, nie tak szybko.

( Kolos nuci jakąś piosenkę )

No, co z tobą, co? No, pobaw się jeszcze, kurwa.

O, zepsuł się.

Dopiero zaczynamy.

( piosenka z radia )

- Gdzie on jest? - Na dole.

Pani Joanno, nie. Nie wolno.

- Puszczaj, jest tam mój mąż! - Musimy poczekać na prokuratora.

Puszczaj mnie, gnoju, puść!

Puszczaj mnie, puszczaj mnie, nie rozumiesz? Puszczaj!

Już, już, już. Cii, cii, cii...

Już dobrze.

- Spadł. - Chuja spadł! To robota Kazika!

Upadek z dużej wysokości? Wstrząs dla organów wewnętrznych...

Co to, kurwa, jest? Przecież byłam tam, widziałam to.

- Moje kondolencje. - Nie wierzę w to!

- Chcę nowej sekcji, ale nie tu. - Ale to już niemożliwe.

Zabieram go do Wrocławia, do Centrum Medycyny Sądowej.

Tam zrobię sekcję prywatnie.

Wgląd do urny. Zakład Pogrzebowy Memento.

Jak to, kurwa, skremowany? Co pan pierdoli?

- Podpisała pani zgodę. - Nie podpisywałam niczego!

Co to, kurwa, jest? Co to jest, pytam się!

To co pisze.

Jest napisane! Żadnych obrażeń, śladów pobicia, nic?

Poszedł na jebaną skałkę i sobie skoczył, tak?

Proszę zapanować nad językiem.

- Byłam tam, widziałam. Pobity był. - Przypominam, że ja też tam byłem.

I potwierdzam, że pani również była na miejscu zdarzenia.

W stanie wyraźnego wzburzenia.

I nie chcę wnikać, ale pod widocznym wpływem alkoholu.

Dwóch policjantów potwierdzi to od razu. A tutaj są fakty.

Stwierdzone przez ludzi, którzy się tym zajmują. Coś jeszcze?

- W dupę se to wsadź. - Pani Gawełek! Pani Gawełek!

Sfałszowali nawet mój podpis.

Proszę pójść do zakładu i po prostu pożegnać się z mężem.

Będzie pani potrzebna.

Chcielibyście, co?

Nie pochowam go, dopóki ten jebaniec za to nie zapłaci. I zapłaci!

Policja, kurwa! Zomo nie policja!

To będzie 850 złotych za urnę, proszę pani.

- Słucham? - Za urnę. 850 złotych.

Chcę ją zobaczyć.

Dobrze, oczywiście. Urnę wydajemy w trakcie uroczystości pogrzebowej.

Nie pierdol!

Teraz!

Co pani robi? Tak nie można, to jest karalne!

Ja dzwonię na policję!

( Prosty dzwoni do drzwi )

Co jest?

Wiem kto zabił pani męża, ja tam byłem.

Wszystko pani opowiem, tylko potrzebuję pomocy.

Moja córka jest tam w środku, śpi. Jest bardzo słaba, musi odpoczywać.

Musimy tu zostać w Jeleniej, bo jej lekarz jest tutaj.

Czekamy na informację, czy będziemy mogli mieć operację.

To będzie góra dwa, trzy dni, nie więcej.

Hej, kochanie, obudź się.

Bardzo panią proszę.

Łopata? Co ty tu robisz?

Pomóc chciałem. Pani nauczycielko, kochanieńka, złociutka.

Trawnik skosić, śmieci wynieść...

Dobrodzieja nie ma już, świeć Panie nad jego duszą.

Łopata, ty mi oczu nie mydl, będę miała skosić, to se skoszę.

Ile ci potrzeba?

Ja porządna firma jestem, uczciwie chciałem parę groszy zarobić.

Dwa lata cię trzymałam w tej samej klasie, żebyś na ludzi wyszedł i co?

I chuj.

Wyszedł i poszedł, a jak kłopoty, to zawsze można się zwrócić.

- Dziękuję kierowniczko. - No. Z Bogiem, Łopata.

Boga to już dawno tutaj nie ma.

Nie możecie tu zostać. Kazik tu był,

coś skojarzy, może jeszcze wrócić.

I jeszcze ten bus? Nie możesz nim jeździć!

- Z logo Kazika możesz... - Wiem, wiem. Dobrze.

Poradzę sobie.

Hej, śpisz?

Będziemy musieli pójść gdzieś dalej.

Masz siłę?

- Ciocia Alinka. - Ej, Ania! Ania, skarbie!

- Powinnaś leżeć, chodź. - Nie kłóćcie się.

- Dobrze, nie będziemy. - To ty jesteś ciocia Justyna!

Tata mi o tobie dużo opowiadał i pokazywał mi twoje zdjęcia.

Nie kłóćcie się.

Ania!

- Trzymaj... - Trzymam, trzymam.

- Pomóż mi. Głowę, głowę. - Trzymam!

- Prosto trzymaj! - Daj bluzę!

Delikatnie. Spokojnie, musimy przeczekać.

Anusia. Jest tu ciocia Alinka. Już, oddychaj, oddychaj głęboko.

Anusia, nie.

- Zrób coś, no! - Oddycha. Na bok, szybko na bok.

Wypluj, wypluj to, wypluj!

Anusia.

Już po wszystkim.

Teraz musisz odpoczywać.

Olbrych, słucham.

- Dowódco. - Wreszcie. Paskudna sprawa, co?

- Wystawili mnie, to nie ja. - Wiem.

- Niech mnie zamkną. - Właśnie o to im chodzi.

Wiesz, jak to działa. Jak zechcą, to spreparują dowody,

a ty w pewnym momencie...

Zgłaszam się.

Dobrowolnie.

- Daj mi z nią porozmawiać. - Nie ma takiej możliwości.

Odejdź stąd. Proszę cię, człowieku, odejdź stąd.

Coś ty narobił, coś ty narobił? Jak mogłeś to zrobić?

Nie mogę na ciebie patrzeć. Wynoś się z naszego życia!

- Proszę. - Nie, nie, nie. Idź stąd.

Dowódco!

Zapraszam.

Tato!

Nel, do domu. Nel, do domu!

Tato!

Panowie, no. Znacie mnie.

Tato!

Kocham cię.

Kiedy się pobujasz ze mną na huśtawce?

Już niedługo się pobujam.

Pobujamy się skarbie.

- To dla ciebie. - Dziękuję.

Bardzo cię kocham.

Nel. Wracaj!

Kocham cię.

Prawda, że jak byliście mali,

to poznaliście jednorożca?

Tak.

Tata mi opowiadał, że jednorożec mu powiedział,

że będzie miał mnie. I...

I się spełniło.

Tak, faktycznie, teraz sobie przypominam, wiesz?

Że ten jednorożec powiedział mu wtedy,

że jak będzie duży to będzie miał najwspanialszą córeczkę na świecie.

I że wyrośniesz na bardzo piękną, mądrą, zdrową

i wspaniałą dziewczynę.

Kurwa.

Zgodził się, mówił, że musi tylko porozmawiać z zarządem kliniki.

Miał się odzywać do końca tygodnia i cisza, nic. Nie odzywa się.

Czemu się nie odzywa? Co się dzieje?

Dzięki.

Ona wszystko widzi.

Musimy ją stąd zabrać

jak najszybciej i najlepiej do tej kliniki teraz.

Teraz?

Nie ma takiej możliwości. Musi leżeć.

Mają panią Gawełek.

Co? Kurwa!

Oni się nie patyczkują. Przycisną ją i powie im, gdzie się ukrywasz.

- Mamy najwyżej kilka godzin. - Muszę jej pomóc.

Nie! Musisz pomóc Ani. Musimy ją stąd zabrać.

Nie ma takiej możliwości, dałam jej bardzo silne leki. Musi odpocząć.

Ile czasu?

W każdej chwili może mieć kolejny atak.

Ile czasu konkretnie? Ile?

Kilka godzin.

Wyrysuj mi układ pomieszczeń, we wrotkarni. Dokładnie.

No, już, już...

( pies szczeka na obcych )

( strzelają do psa )

Kurwa! Słonik, leć do niej.

Nie, leż, leż. Czacha jest przy tobie.

Czacha jest... Kurwa mać, ja pierdolę.

- Co się stało? - Jest dobrze, jest dobrze.

Tu jestem, zobacz. Jestem przy tobie.

Czacha, co się stało? Oni zrobili mi coś złego.

Nie, nie. Nie zrobili ci nic złego, Słoniku.

- Ktoś do mnie strzelił. - Tak, wiem. Jest przy tobie Czacha.

Pomóżcie mi go wynieść! Zadzwońcie po pogotowie!

( Słonik wrzeszczy z bólu )

Czacha, boli mnie!

Wiem, wiem. Chodź.

Chodź, chodź, pojedziemy.

Otwórz, kurwa, drzwi! Drzwi!

- Czacha, boli mnie. - Wiem, wiem.

Zaraz pojedziemy do szpitala. Siadaj, siadaj...

Jezu, jedźmy.

Eda, jedźmy do szpitala, błagam.

Już Słonik, już. Już jestem, już.

Eda, kurwa, jedźmy, no błagam cię.

Tu jest wejście główne i tutaj jeden stoi na pewno.

Tutaj masz sale i przy barze też ktoś może być,

ale są incognito, więc możesz ich nie rozpoznać.

Tutaj stoi ktoś na pewno przy gabinecie Kazika.

I tu drugi z nim w środku.

Pojadę z tobą, co? Oni zabili jej męża, ja nic nie zrobiłem.

Dzięki temu żyjesz.

Jadę z tobą. Słyszysz?

Jestem jej to winny, tak?

Proszę.

Proszę.

Proszę.

Zostajesz tutaj, zostajesz z Anią. Ania jest priorytetem.

Ja umiem strzelać.

A zabić też umiesz? I potem z tym żyć?

Dobra, to ja dzwonię po policję.

Co?

Przecież jak pały tutaj przyjadą, to to wszystko nie miało sensu.

Jak zadzwonisz do Jeleniej Góry przyślą jeden radiowóz, to wszystko.

- To może zadzwonię do Wrocławia. - Z Wrocławia nikogo nie przyślą.

Co potem? Będą cię szukać, znajdą i cię zabiją.

Sto tysięcy Euro, trzysta tysięcy im trzy razy w tygodniu woziłem.

I nikt... przecież nie zbankrutują.

Prosty, nie chodzi pieniądze, chodzi o wiadomość.

Dla innych. Mafii się nie okrada.

To zaryzykuję, najważniejsze, żeby zrobili Ani tę operację...

Anię też zabiją.

Jak tylko będzie to możliwe trzeba ją stąd ewakuować.

Zadzwonicie po zwykłą taksówkę i przewieźcie ją do tej kliniki.

Co ty chcesz zrobić, co?

Tylko tak można to skończyć.

I co sam, sam ich pozabijasz, tak?

Dlaczego ty to robisz, co? Tak naprawdę, dlaczego?

Mówiłem ci, pożyczył mi pieniądze.

Mam w to uwierzyć?

( Syrena nadjeżdżającego pociągu )

Za blisko, stary.

Wszystko ok? Ej?

Chodź.

Słyszysz, chodź. Chodź, chodź, przyjacielu.

Nie pozwolę jej na to, dziecko potrzebuje ojca, nie?

Ojca, jakiejś rodziny.

Moja córeczka jest dla mnie teraz najważniejsza

i ja nie poddam się, będę o nią walczył.

Pokarzę ci ją. Miałem tu gdzieś jej zdjęcie takie.

O żesz w mordę! Bo ja tu tylko przyjechałem do Złocieńca

sprzedać mieszkanie po starych,

bo teraz mam nową miejscówkę w Jeleniej, żeby być bliżej małej.

Ty, ja ci odpalę ze dwie stówki, oddasz, kiedy będziesz mógł.

Zawsze możesz wpaść do mnie, do Jeleniej Góry.

Mickiewicza 5 przez 35. Okej?

I mój numer to 600 179. Jest bardzo łatwy, zapamiętasz na pewno.

Trzymaj się przyjacielu, powodzenia.

( Czeska piosenka )

( Słonik wrzeszczy z bólu )

Wszystko będzie dobrze. To jest mała ranka.

Prawie nic nie leci, uciskaj tutaj. Słonik uciskaj.

Jedziemy do szpitala, zaszyją cię, rozumiesz?

Wszystko będzie dobrze. Tu już prawie nic...Słonik, Słonik.

Jadź do szpitala. Eda, błagam cię, jedź do szpitala, on zaraz umrze.

Słonik, Słonik! Patrz na mnie, bądź przytomny, rozumiesz?

Bądź tu ze mną Słonik, musisz tu uciskać.

Na operację dla córki, ma raka.

Ta, dałbyś mu, kurwa, pół bańki byś mu dał na operację, tak?

W dupie mam tego... Uciskaj, uciskaj.

Słuchaj, my pójdziemy sobie do fryzjera, se razem pójdziemy.

Byłeś kiedyś łysy, co? To będziemy razem łysi.

Łapy do góry!

Odwróć się.

Nieźle nas wkurwiłeś.

Do Zbója.

( dzwoni telefon Kazika )

Odbierz, kurwa, odbierz, błagam cię.

- No? - Kazik, Słonik postrzelony.

- Kazik, kurwa, tu jest piekło. - Czacha, Czacha uspokój się.

Mów jak jest.

Słonik ranny, trzeba go do szpitala.

Kto go strzelił?

- Gawełkowa. - Jak? Gawełkowa?

Cisną ją u ciebie za szafą.

No, kurwa mać.

Masz jaja, że tu znowu wracasz.

Jesteś moim dłużnikiem.

Przez ciebie straciłem jedną ze swoich plantacji.

Pobiłeś kilku moich, a jednemu strzeliłeś w kolano.

Zjawiasz się tutaj i twierdzisz, że jestem ci winien przysługę?

To chyba mnie musisz oświecić.

Plantacje spaliłeś sobie sam, twoich pobiłem, ale w obronie własnej.

Jednemu strzeliłem, ale nie w kolano jak obiecywałem

tylko kilka centymetrów wyżej, to różnica. Zaraz będzie biegał.

Chciałeś mnie zabić.

Ja ci odpuściłem.

Masz moją uwagę.

Pomóż mi.

Pozbędziesz się Czechów i Kazika za jednym zamachem

i cała kotlina wasza.

A po co nam cała kotlina?

Hodujecie marihuanę. Ukrywanie upraw, dużo zachodu.

Produkujecie metamfetaminę,

pseudoefedrynę pozyskujecie z tabletek, dużo zachodu.

A Kazik ma jej tyle czystej, że na lata macie wolne.

Wiesz, dlaczego gangi takie jak nasz, trwają tyle lat?

Bo nie jesteśmy zachłanni, starcza nam to co mamy.

Po co mamy się mieszać w nie swoje sprawy?

Pomyliłem się co do ciebie.

Te, kim ty jesteś?

Są w gabinecie. Nie mogłem nic zrobić.

- Czacha? - Jest z nimi.

Schowaj się gdzieś i bądź w zasięgu, mogę cię potrzebować.

- Ilu ich jest? - Dwóch przed wejściem.

- A w środku? - Nie wiem.

- Masz klamkę? - Zajebali.

A jakieś "dobry den", czy coś w tym stylu?

To je, kurwa!

- Żyje? - No, postrzeliła go z obrzyna.

- Kazik no pomóż jakoś. - Uspokój się, uspokój się.

Teraz chodź.

Co tu się, kurwa, dzieje?

Pomaga Prostemu. Znaleźliśmy u niej busa z tartaku.

Psa żeście jej zabili? Dżaną, kurwa?

A co ten pies zaatakował was jak weszliście na jej teren?

- A co to za różnica Kazik? - Ogromna, kurwa!

Bo gdyby wam debilom...

Gdyby wam przyszło do głowy,

że Pani Gawełkowa nie będzie taka bardzo zadowolona jak zobaczy

bandę zbirów, którzy zajebują jej psa,

to teraz Słonik nie leżałby z...

Pan uważa na słowa, panie Kazik.

Jeśli pan będzie niegrzeczny, ja też zacznę być niegrzeczny.

I wtedy nie pomoże nawet ta żyletka, co ją pan chowa między palcami.

( Słonik krzyczy z bólu )

- Mamo! - Kazik, zrób coś!

No, kurwa, strzel. Zróbcie coś, kurwa...

( strzał )

Jiří przestań, przestań.

Nie było innego wyjścia, wasz człowiek za mocno oberwał.

Mogliście go zabrać do szpitala.

Kurwa, ja pierdolę.

Już. Wystarczy.

Już wystarczy.

Zajebiemy ich, zajebiemy ich co do jednego.

Nie teraz!

Pojedź z nimi, weź ich do Moni.

Niech się nażrą, najlepiej napiją. Masz na nich oko i dzwonisz, no.

- A Słonik? - Słonik zostanie ze mną.

Poczeka tu, no już.

- Jiri! - Jiri jest twój, kurwa. No, dajesz.

Już.

Słuchaj, pojedź za nimi kawałek,

daj znać czy wszyscy Czesi są w kupie

i wracasz do mnie na jednej nodze.

Zbierz przez telefon wszystkich ogarniętych chłopaków,

każdy ma być podpięty pod sprzęt.

Aśka, słyszysz mnie?

No powiedz coś, widzisz mnie?

Zabiłeś go, chuju.

Aśka, kurwa!

Chodziliśmy razem do szkoły!

Zasłużył sobie, kurwa.

Taka jest prawda, zasłużył sobie.

Całe miasto wkurwiał tą swoją do ziemi eko postawą.

Wpierdalał ten swój zielony nos w nie swoje sprawy!

No i co teraz zrobisz?

Nic, kurwa, nie zrobisz. Nic kurwa!

Ja pierdolę.

Kurwa, pierdolone pepiki jebane, kreciki, kurwa.

Ale się, Aśka popierdoliło, kurwa.

Jak to się, kurwa, wszystko popierdoliło.

Ale akurat wtedy, jak to robiliśmy, to moja przyjaciółka coś zrobiła.

- Idealnie. - No to tak.

Dobra, może się weźmiemy za robotę.

Tylko to nam zostało.

A, cytrynka.

Proszę, przepraszam, przepraszam.

Eda, proszę, nie.

Uciekajcie. Szybko!

Stop. Nie tędy! Nie tędy, tam się pali! Nie tędy!

Do wyjścia ewakuacyjnego! Przez zaplecze.

Stop. Przez zaplecze! Przez zaplecze, tam!

Kurwa.

( krzyki i panika )

Wiesz co to Mozambik? Wiesz.

Gdzie jest pani Gawełek?

Za szafą.

Pani Gawełek.

Są w Muzeum Wspomnień.

Już ich tam nie ma.

Wszystko im powiedziałam.

Nic się nie stało.

Przepraszam.

( Pani Gawełek jęknęła z bólu )

Wiem.

Proszę na mnie spojrzeć.

Wszystko dobrze, do góry.

Nie.

( drugi strzał )

Karioczka.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.