Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Poznałam wczoraj Shaquille’a O'Neala.
- Serio? - Serio.
Przysięgam, że ma mniejsze dłonie niż ty.
Powinnam grać na giełdzie?
A dlaczego nie?
Lubię mieć kasę na koncie,
żeby widzieć wysoką kwotę.
- Deborah? - Wybacz.
Zaproponowano mi prowadzenie podcastu.
Dziwi mnie,
że ty żadnego nie masz.
Prawda? Wielkie dzięki.
To ja dziękuję.
Zero reakcji.
Szykuję kolację dla Ruby.
Wiesz, że dressing można zrobić samemu,
a nie tylko kupić gotowy?
Oczywiście. Ja wożę ze sobą własny sos balsamiczny.
Sprzedawałbym go, gdyby cholerny Newman nie zdominował rynku.
Bardzo przepraszam!
Najbogatsza osoba w kraju...
O której się urodziłaś?
Sprawdzę w jakich domach są twoje planety.
Nie wiem, ale mogę ci powiedzieć, w jakich miastach mam domy.
W Vegas, Aspen, L.A., Jackson Hole i Palm Beach.
I apartament w Dubaju.
Obchodzisz Wielki Post?
W życiu! A ty?
Kotku, tu Josefina.
Deborah już wzięła proszek, ale odezwie się rano.
Albo po południu, zależnie od dawki.
Dobranoc.
Cisza na planie! Zaraz zaczynamy.
Cześć, jestem Mark, drugi reżyser.
Jeszcze tylko ustawiamy fontanny.
Zawołać dublerkę, żebyś nie stała na słońcu?
Nie trzeba.
Zaraz dostanę parasolkę.
Zjeżdżaj!
Cześć!
Dzięki.
Wpadłem na człowieka z Late Night.
Bardzo by chcieli, żebyś wystąpiła.
Mam za dużo na głowie.
Ale znalazłaś czas, żeby nagrać tę reklamę dla Izby Handlowej Vegas.
Uwielbiam Vegas. I handel.
Mogą poczekać.
To czwarte zaproszenie. Twój program wyszedł rok temu.
Więcej już nie poproszą, a lepszego momentu nie będzie.
- Nie. - Nie znaczy nie. Pogódź się z tym.
Jestem z tobą.
Wytłumacz dlaczego.
Nie mogę im odmówić, bo uważam, że powinnaś wystąpić.
Miałam sama poprowadzić ten program.
Mówiłam o tym publicznie.
Jeśli teraz wystąpię tam jako gość i przepadnę,
wszyscy mnie wyśmieją.
No co?
To dość słabe.
Słucham?
Niegrzeczny!
Wypadniesz świetnie.
Jak zawsze. Wystarczy, że opowiesz anegdotę.
Pewnie masz ich całe skoroszyty.
- Notatniki kołowe. - Powiem im, że się zgadzasz.
Chyba, że mam im podsunąć
- śpiew Vanny White? - W ces-dur.
Chcecie posłuchać? Nagrała mi się.
Nie.
Dobrze. Zgadzam się.
Słuszna decyzja.
W końcu się porozumieliśmy.
Wszystko gotowe. Powodzenia!
Zaczynamy!
Tło!
Akcja!
Zakupy!
Cięcie!
Mamy to, Deborah.
- Moje oko! - Wszystko dobrze?
- Gdzie samochód? - Tam.
- Moja królowa! - Już czeka!
W necie piszą…
Zaczekaj chwilkę!
Wybacz!
W necie piszą…
Jeśli zależy nam na gligloo w Islandii,
musimy je już zarezerwować.
"Gligloo"?
Glamowe igloo.
Szykownie!
Wiem, że nie masz jeszcze kalendarza…
Rezerwuj.
Na pewno?
Róbmy, co tylko zechcesz.
Dostosowujesz do mnie swoją przerwę.
Więc ekipa też musi iść dla nas na ustępstwa.
Dobra.
Podobasz mi się taka władcza!
TYLKO DZIŚ GOŚĆ SPECJALNY
Deborah, tutaj!
Arnold, Carmen i jego kuzyn.
Arnold! I kuzyni!
Pięknie wyglądasz.
Czy możesz napisać mi gratulacje z okazji operacji zmniejszenia żołądka?
- Oby tym razem pomogło. - Dziękuję!
Nasze psy chodzą do tego samego fryzjera.
Co to?
- Świeczka. - Dwa podbródki temu.
Skandal! Gdzie ją kupiłeś?
- Na Etsy. - Jakiej, kurwa, Betsy?!
Etsy. Taka stronka. Mają mnóstwo gadżetów.
Dostałem tam nawet replikę twojego aktu urodzenia.
- Damien! - Jestem.
- Wiedziałeś o tym? - Nie.
Konfiskuję ją.
Zabrała moją świecę!
Pochwalę się babci!
- Co to? - Wydruki stron internetowych.
- Fajnych? - Wiesz, ilu handlarzy na Etsy
zarabia na moim nazwisku i wizerunku?
- Nie. - Spójrz.
Oto ozdobna poduszka z napisem "Unikanie podatków to mój język miłości".
To prawda, ale nie zatwierdziłam tego. A ty?
Nie, ale chcę taką poduszkę.
To nie jest śmieszne. Zrób coś.
- Oczywiście. - A widziałeś filiżankę z napisem:
"Jestem tak stara, że zrywałam jabłka z Ewą"?
Żart świetny, ale czcionka fatalna!
PASZPORT
No dobra.
- Ostatnia propozycja anegdoty. - Przejrzałeś cały notatnik?
"Występy dla wojska w Niemczech".
Jest dobra, ale napisałam ją w czasach, gdy jeszcze stał mur berliński.
Opowiedz tę drugą, tylko zamień Studio 54 na Buddha Bar,
a metakwalon na fentanyl.
Żałosne.
- Tu nie ma porównania. - Prawda.
Martha Stewart to ma szczęście.
- Żarty o pierdlu się nie starzeją. - Opowiedz coś nowszego.
Na przykład o tym, jak baliśmy się,
że twoje nowe austriackie łoże nie wejdzie przez okno.
Wyjdę na snobkę.
- Nie masz nic więcej? - Sprawdzę. Stare, stare…
Benihana z O.J. Simpsonem.
- Nie. - Nieważne.
Wiesz co?
Wymyślę coś nowego.
Scott Thompson?
To ja, Carrot Top. Słucham?
Ten teren został objęty strefą ochrony środowiska.
Proszę opuścić lokal. Zaczynamy rozbiórkę.
Rozbiórkę? Pojebało was?
Rada miejska omówiła to
- na spotkaniu. - Ze mną nikt nie rozmawiał.
Proszę się spakować w ten worek.
- W chuja sobie lecicie? - Zaczynamy za dwadzieścia minut.
- To jakiś żart? - Wysłaliśmy kilka zawiadomień.
Gówno wysłaliście. Pewnie popierdoliły się wam adresy.
Numer 1929?
Szlag!
Zaraz!
Nie wolno wam!
Mam cię!
- Deborah?! - Dziękuję.
Potrzebowałam anegdoty do Late Night. To będzie hit.
Nie masz ciekawszych zajęć?
Co jest z tobą nie tak?!
Wyluzuj!
Co jest ze mną nie tak?
Co jest nie tak z twoim ogrodnikiem? Krzaki ci uschły.
Wyrwę go.
Przestań, błagam! Uwielbiam tę roślinę!
ŚWIEŻE ZAKUPY
- Marcus? - Ezekiel?
Czyli to ty jesteś "Debbie TooTah"?
Wiesz, co to?
- Świeczka. - A na niej?
- Największa komiczka świata. - Wpadłeś w kłopoty.
Po pierwsze, nie jest sojowa.
- To nieekologiczne. - Kurwa.
Co gorsza, sprzedajesz w sieci
niezatwierdzone gadżety,
a moja skora do pozwów szefowa zawlecze cię do sądu.
Pozew od Debory to zaszczyt.
A mnie nie będzie pouczał heteryk, który nic nie wie,
- bo nie jest fanem. - Nie jestem hetero.
Udowodnij.
Za to jestem największym fanem.
Tworzyłem jej pierwsze gadżety.
Ja znam każdy jej program na pamięć.
Gdzie za granicą miała największą widownię?
W Sztokholmie. Ile ma lat?
- Ale tak naprawdę. - Odejmuje sobie dwa.
- Rozmiar stanika? - Szyty na miarę.
Jej ulubiona potrawa, gdy nie liczy kalorii?
Ziemniaki Dauphinoise.
- A gdy liczy? - Sałatka z endywii, bez grzanek.
Ulubiona przekąska?
Podchwytliwe pytanie. Deborah nie je przekąsek.
Ale reklamuje…
Krakersy.
- Też się podnieciłeś? - Nie.
Masz dwie doby na realizację zaległych zamówień.
Potem zamkniesz sklep.
Nie miałem wyboru.
Marzyłem o kurtce z trasy Debory,
ale zawsze były za małe.
Jak uszyłem takie na siebie, wyprzedały się w jeden dzień.
Ludzie tego szukali,
a ja dałem im towar.
Potem dołożyłem jeszcze książki z przepisami,
rękawice kuchenne, pokrowce na komórki…
Dajesz mi gotowy pozew.
Dobra! Ale jeśli nie ja, to ktoś inny.
Żegnam.
Świetnie!
Nie odpuszczaj!
Cześć!
- Zrobiłam ci matchę. - Dzięki. Postaw ją na oponie.
Już! Teraz przysiady.
Pięknie!
A może kupimy nowe sztućce?
- Jasne! - Piętnaście sekund.
Każda z nas ma swoje,
a możemy mieć wspólne.
Świetny pomysł.
Już! Wracamy do lin. Od razu!
Smacznej matchy.
Po co to robi? I tak jest idealna!
Kocham cię!
A ja ciebie!
Już!
Ma skoliozę.
Wiem.
Gotowa na rower? Bo ja tak.
Dodałem, że go pozwiemy, jak nie odpuści.
- To powinno wystarczyć. - Wtedy powiedział coś ciekawego.
Ludzie marzyli o takich gadżetach.
On tylko zaspokajał popyt.
- Co w związku z tym? - Powinniśmy go zatrudnić.
Tak jak i innych handlarzy. Rozumieją rynek,
- bo sami go tworzą. - Zatrudnimy ich,
a potem pozwiemy?
Nie. Zaczniemy współpracę z niezależnymi producentami
i wypromujemy ich w telezakupach.
Mamy za sobą świetny rok. Twoja popularność wzrosła,
a to pomogło firmie.
Ale jeśli chcemy naprawdę zarobić,
powinnaś zacząć promować nowe produkty pod swoją marką.
Tak, jak Oprah.
Lubię Oprę.
Jak wszyscy. Co tydzień mielibyśmy w telezakupach godzinę
poświęconą marce Vance.
Od każdej sprzedaży dostawalibyśmy procent.
A potem ich pozwiemy.
Jezu, żartuję.
Ale ci z telezakupów mogą uznać, że rozmieniamy markę na drobne.
- To się zemści. - Nie.
- Zaufaj mi. - Dobrze.
- Pogadamy z nimi w poniedziałek. - Super.
- Cześć! - Hej, laska!
- Jak się czujesz? - Świetnie.
Miałeś rację. Czas to zrobić.
Oczywiście.
Będziesz świetna.
Orzechowa kawa?
"Wtedy przycięłam krzak Carrot Topa.
Można powiedzieć, że marchewa straciła swoją natkę".
Dobre!
Bardzo śmieszne.
Pojawił się drobny problem.
Danny ma salmonellę, bo malował pisanki z Christiane Amanpour.
- Puścimy coś starego. - Nie!
Bardzo cię przepraszam. Muszę zwolnić widzów.
A gdyby Deborah poprowadziła program?
Danny ją uwielbia, a ona sama zabiegała kiedyś o jego robotę.
Dasz radę?
Oczywiście.
Muszę zapytać Winnie Landell, ale…
Znam ją! Spotkaliśmy się w Montrealu.
Jasne.
Musimy się sprężyć.
Jasne! Gdzie moi pisarze?
Wyrzuciłaś ich, bo pachnieli orzechową kawą.
Daj im miętówki.
Mamy monolog do napisania.
Potrzebny jest gość do drugiej części.
- Znajdziemy kogoś. - Zajmijcie się tym.
Mamy kilka pomysłów, które ci się spodobają.
Czas ucieka,
więc każdy się przyda. Słucham.
- John? - Może udasz,
że próbujesz bezskutecznie nie podpalić swojego biurka?
Nawiążemy do podpalenia domu.
- Rozumiem. Coś jeszcze? - Możesz zgadywać,
jakie pozycje seksualne lubią celebryci.
Powiesz, że Daniel Radcliffe lubi to robić "na Zgredka".
- Że co? - Zamiast "na pieska".
Taki żart.
- O której nagranie? - Za godzinę.
A może założymy ci kapelusz Lincolna i walniesz worek kukurydzy?
Jasne. Nic się nie stało.
Dogadamy szczegóły przez Internet. Cześć.
- Jest w Nowym Jorku. - Cholera.
- A twoja mama? - Nie.
Jestem synem Deidre Hall.
Z Dni naszego życia ?
Zawsze jest gotowa na występ, ale naprawdę nie warto.
A Reese Witherspoon? Uwielbiam ją!
- Masz do niej dojście? - Myślę, że tak.
Przecież mówiłam, że ją uwielbiam!
Skup się!
Zaśpiewaj. Masz dryg do komedii muzycznej.
Komedia muzyczna to oksymoron.
Oczywiście.
Może skecz pod tytułem "Deb-et czy kredyt"?
Niezłe. Coś więcej?
Nic nie mam. Sprawdzam, czy pasuje ci tytuł.
Nosisz perukę, prawda?
- Tak. - Może coś z nią?
Coś… z peruką?
- Cześć. - Sprężę się,
bo czas ucieka.
Podobasz mi się w tym wydaniu. Brzmisz jak agent Bourne.
Posłuchaj. Danny Collins się rozchorował.
Przepadł ci żart z krzakiem!
Za to poprowadzę gościnnie program.
Taka sytuacja.
Wspaniale.
Właśnie go wymyślamy, na szybko.
Nie miałabyś nic przeciwko,
gdybym wypróbowała na tobie jeden żart?
- Mów. - Dzięki.
"Danny ma salmonellę.
Czyli nikt nie skojarzy mnie
z zakupem trujących chemikaliów".
A może: "Stacja zaoszczędzi.
Ja dostaję niższe stawki."
Dobre. Podoba mi się.
Mama cały czas pisze.
Pyta, czy dostanie w prezencie
samochód z kierowcą.
Ona ma boskie ciało!
- Nie chcę tego słuchać. - To komplement.
Ma idealny tyłek!
To moja matka!
- Niedobrze mi. - Mi też.
- Nie mów o niej. - Wybacz, że ją podziwiam.
Ty nie komplementujesz mojej.
Nie wypada, żebym mówił o twojej mamie.
Jest ładna!
To też zabawne! A przy biurku…
Tak, z planszą!
I na koniec… Właśnie tak!
Genialne otwarcie! Dziękuję.
Wiem, że to pewnie niemożliwe,
ale byłoby łatwiej, gdybyś tu przyjechała.
Halo?
Przepraszam. Straciłam zasięg w windzie.
To pasuje na otwarcie,
ale zacznij od Danny’ego.
Masz rację. A tekst o truciźnie?
- Zbyt dosłowny? - Nie potrzebujesz go.
Czy makijażyści używają kosmetyków nietestowanych na zwierzętach?
Zapytam.
Jakoś ją tu ściągnę.
Mam dobre wieści.
Problem rozwiązany.
Nie potrzebujemy gościa. Deborah coś wymyśliła.
- To znaczy? - Nie znam szczegółów,
bo mnie przepędziła,
ale czuję, że będzie dobrze. Nie martwcie się.
Muszę to jakoś odkręcić. Wybaczcie mi na chwilę.
Cześć, mamusiu. Niestety, wszystko testują na zwierzętach.
No wiem!
Tylko lampy Kino, żadnych LED-ów.
Ustawcie kamerę tak, żeby pokazać jej lepszy profil.
Macie miedziany mikrofon? Albo farbę w spreju?
Po prawej. Ten różowy! Różowy!
Idealnie!
"Dobry wieczór, jak się macie?".
Świetnie, ale trzeba to powiększyć.
Nawet w telefonie używa większej czcionki.
Zasłonicie jej lepszy profil.
Duże wazony pod ścianę, a małe na przód.
Może być.
Będziecie najlepszą widownią w historii programu?
Obiecujemy wam ubaw po pachy!
Powitajmy gospodynię programu, Deborę Vance!
Dziękuję!
Poduszki wyglądają wspaniale.
Jak wiecie, Danny zaniemógł.
Szanuję jego prywatność,
więc nie powiem więcej.
Ale jeśli erekcja trwa ponad sześć godzin,
należy zwrócić się do lekarza.
Dowiedziałam się niedawno,
że na Etsy można kupić podrabiane gadżety, sygnowane moim nazwiskiem.
Na części z nich wypisane są moje rzekome cytaty.
Dlatego zaczniemy od segmentu pod tytułem: "Czy ja to powiedziałam?".
Podkładka z napisem: "Kocham samochody,
ale nie chcę kółek na moim stoliku kawowym".
Powiedziałam to?
Tak!
Tuż przed awanturą kończącą moją przyjaźń z Nancy Reagan.
Jest świetna!
Zabrakło nam jednego gościa, ale poradzimy sobie.
Zapraszam pana.
Tak, pana z czwartego rzędu.
Zapraszam.
- Gdzie pracujesz? - W ochronie na lotnisku.
Na więcej nie mamy czasu.
Żartowałam!
Pewnie znajdujesz dziwne rzeczy w walizkach.
Nieprzyzwoite.
Musisz nam powiedzieć!
Jeden gość przeszedł przez bramkę,
a miał na sobie…
mogę powiedzieć "klatka na ptaka"?
- Właśnie to zrobiłeś. - Przepraszam.
A co to takiego?
To specjalna klatka, którą zakłada się na męski…
- …wykrywacz metali. - Tak.
Otwiera się ją tylko kluczem,
który zabrała jego żona.
- A gdzie była? - W Miami.
Nie musisz wracać do pracy?
O kurwa. Miałam iść tylko po kawę.
Mam tu napisane, że złamałeś rękę, ćwicząc do filmu.
To ciekawa historia…
Pozwól, że ci przerwę.
Nie nudzi cię opowiadanie tej samej anegdotki
- we wszystkich programach? - Wpędzisz mnie w kłopoty.
Powtarzam ją nawet przez sen. Przez to budzę swoją dziewczynę.
Śpi z tobą, więc nie może narzekać.
Przecież kobiety nie molestują!
Ale poważnie, co za bary! Ile wyciskasz?
Sto trzydzieści kilogramów.
Udowodnij to!
Podnieś mnie.
Nie wierzę!
Brawa dla Brada!
Dziękujemy!
Sprawiliście, że ten wieczór był wyjątkowy.
Danny, dzięki za zaproszenie.
Jutro do was wróci. Dobranoc!
Byłaś świetna.
- Fenomenalna! - Przystojny facet.
Zadzwonić do niego?
Była niesamowita.
Proszę kierować się do wyjścia.
Dziękuję.
To było niewiarygodne.
- Dzięki. - Jesteś nieziemska!
To ja dziękuję.
Mogę tu jeszcze posiedzieć?
Nie śpiesz się.
Będziemy czekać na zapleczu.
- Cześć. - Miałaś rację.
Ostatni monolog był świetny.
Mówiłam!
I nie wyśmiałaś klatki na penisa.
Mam drugi telefon. Muszę odebrać. Zaczekaj.
Spoko.
- Halo? - Tu Danny Collins.
Cześć, jak się czujesz?
Nieźle. Przed ostatnim namaszczeniem
obejrzałem program.
- Spisałaś się. - Dzięki.
Widać, że dobrze się bawiłaś.
- To fajna praca. - Początkowo.
Ja jadę na autopilocie.
Zdradzę ci sekret, który zna tylko adwokat rozwodowy mojej żony:
odejdę za kilka miesięcy, jak tylko wygaśnie mi kontrakt.
Ktoś inny przejmie program.
Ale dzięki, że mnie zastąpiłaś.
Drobiazg. Polecam się. Dzięki za telefon.
Buziaki!
Pa.
Ava?
Mogłaś oddzwonić.
Przepraszam.
Mówiłaś, że będziesz miała przerwę od pisania w nowym programie.
- Długą? - Trzy miesiące.
Masz plany?
Pomyślałam sobie,
że może będę wpadać tylko na weekendy?
I tak będziesz zapracowana.
Co?
Wpadła mi ciekawa fucha.
Kurde. Jak tak, to nie ma problemu. Coś do programu?
Bardziej…
fucha u Debory.
- Serio? - Wiem, ale posłuchaj…
W Late Show szukają nowego prowadzącego.
Ona ma szansę.
Poprosiła o pomoc w trakcie mojej przerwy.
Ty i tak będziesz zajęta. To w sumie dobrze.
- Dla kogo? - To parę miesięcy.
Nieważne.
Zwolniła cię, a potem odcięła. To pojebane.
Przeżywałaś to miesiącami.
W końcu zaczyna się nam układać,
ale ona jest dla ciebie ważniejsza od pracy,
związku czy nawet ode mnie.
Co ty mówisz?
Ty jesteś dla mnie najważniejsza. Przecież bierzemy ślub!
- Co? - Znalazłam pierścionek.
O czym ty mówisz?
Proszę.
Zapytaj. Zgodzę się.
Albo ja zapytam.
Jako lesbijki mamy dowolność.
- O Boże. - Ruby Rojas,
- jak tylko cię zobaczyłam… - Błagam, przestań!
To rekwizyt.
Dzięki niemu Wilczyca zdobywa swoje moce.
Pomaga mi wczuć się w rolę.
Noszę go, kiedy ćwiczę wymachiwanie cepem.
- Wstanę. - Wiedziałam, że nie czytałaś komiksu!
- Gubię się w nich! - Poczekaj.
- Chcesz wziąć ślub? - Tak myślałam.
- Myślałaś? - Pomyliłam się.
Porobiło się.
Wybacz, że nie wyjedziemy. I że się oświadczyłam.
Ale tym razem pracuję z nią czasowo.
Nie pracujesz z nią, tylko dla niej.
Zawsze tak będzie!
Naprawdę wyolbrzymiasz.
Rezygnujesz z naszych planów,
żeby pomóc swojej oprawczyni zdobyć pracę.
Wiem, że ją szanujesz
i jesteś dumna z waszych wspólnych osiągnięć,
ale nie zapominaj, jak było ciężko.
Nie tylko, gdy cię zwolniła. Cały czas.
Uderzyła cię i pozwała. Mówiłaś, że jest toksyczna!
W złości. Ty tego nie zrozumiesz.
Chyba nie.
Kurwa.
- Zróbmy sobie przerwę. - Co?
Przestań!
Polecę sama na Islandię,
a ty…
rób swoje.
Zobaczymy, co będzie, jak wrócimy.
Jeśli ty wrócisz.
Nie.
Ty tak na serio?
Witaj ponownie.
Buty!
Tekst polski: Milena Modestowicz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.