All language subtitles for Slunce, Seno, Jahody (1984)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.

...zusiemaryjo, ale se znowu narobiłam!

Najchętniej bym już się na to wysrała.

szalona komedia letnia

SŁOŃCE, SIANO, TRUSKAWKI

tłumaczenie: titi

Wyrównujemy, szybko w lewo, raz dwa, bo się przewrócimy!

Wyrównujemy, utrzymujemy równowagę!

No, i już wszystko dobrze. Możemy wracać na siedzonka.

- Pierwszy raz tędy jedziesz, tak? - Tttak.

Prawda, że cię nie znam?

Nie bój się, jeszcze się ani razu nie przewróciliśmy.

A jeżdżę tu już od marca. - Przepraszam, czy to już Hoštice?

Tak, tylko że się nie zatrzymujemy. Nie wysiadać, nie stajemy,

mamy opóźnienie, jedziemy dalej! Wysiąść możecie w Volyniu!

Nie stajemy! Mamy opóźnienie!

Po co jedziesz do Hoštic? Kupić młyn?

- Młyn? - No. O, tamten.

Nawet Karolek Gott go chciał, tylko że w nim straszy.

Serio! Wielki czarny pies i martwy kościelny.

Tylu już było na niego chętnych... Nie stajemy! Mamy opóźnienie!

- No, ale ja muszę... - To se wyskocz!

- Ale... - Troszkę ci przyhamuję.

A może się boisz?

Jezu, Helenko, zatrzymajcie się! Nogę mam złamaną, muszę do lekarza,

kroku nie mogę zrobić! - Nie da rady, ciotka, mamy opóźnienie!

A niech cię diabli, zmoro! Wysram się na to wszystko!

Czekaj! Zabierz mnie do Volynia! Muszę do lekarza!

Nogę w dwóch miejscach złamałam i cztery żebra mam stłuczone!

Dam ci na piwo, nie bój się! - Ostrożnie!

Źle skaczesz!

Musisz zgodnie z kierunkiem jazdy. O, tak.

Spodobałeś się jej, inaczej by nie przyhamowała.

Ludzie tu wyskakują w pełnym biegu, ale są zaprawieni.

A może ty jesteś Sobotka, w sprawie mego młyna?

Patrz, niezły, co?

Nie chcę za niego dużo.

Tylko że ja już kupiłem namiot.

To ty nie jesteś Sobotka z Pragi? Kurza melodia!

Ale ta konduktorka mówiła, że tam niby straszy, w tym młynie.

Gówno straszy! Trzysta lat tu mieszkam i nie widziałem żadnego stracha!

Święty Janie Niepomucenie,

święta Matko Podsierpiańska, ratujcie.

- Coś się stało? Dzień dobry. - Że jak?

Spuścili mi powietrze,

wyrzucili wentylki i rozdeptali koszyczek!

Mlodzieńcze, odwróć krok swój i spiesznie odejdź z miejsca tego,

gdzie grzech na każdym czyha kroku!

Póki jeszcze masz czas!

Ale ja tu mam załatwioną robotę na lato. W spółdzielni.

Co, sezonowiec?

Taki młody a taki odważny!

Pokaże mi pan drogę do wsi?

Tu tędy, a tam tamtędy.

Idź za mną, skoro nie dasz się przekonać.

Cecylio!

Kto tak waszą wielebność załatwił?

Sodoma i Gomora, Cecylko.

Przeleć się po wsi, wieczorem wygłoszę mowę.

Bóg z tobą, młodzieńcze. Gdybyś czegoś potrzebował,

wiesz, gdzie się zwrócić.

Nowy robotnik do spółdzielni.

- Pokaż mu, co i jak, Cecylko! - No to chodź!

- Tam o. - Dziękuję.

Jakby co, to starczy zagwizdać, a ja się tym zajmę.

- Dzień dobry. - Cześć.

Ja jestem... mam tutaj...

Do pracy, tak?

Eksperymentalna praca licencjacka:

"Dojność krów w zależności od kultury środowiska".

Jak osiem lat robię w hodowli, tak jeszcze takiej bzdury nie słyszałem!

Dokładnie to przemyślałem. Pozwólcie mi wypróbować moją metodę w praktyce,

a korzyść będzie mieć nie tylko spółdzielnia, ale wszyscy!

Nie możemy teraz eksperymentować, panie prezesie, zwłaszcza z mlekiem.

Ma przyjechać delegacja z okręgu, to wielka akcja, chłopcze.

- Dwie, trzy krowy, więcej nie chcę! - Na razie się rozpakuj, rozejrzyj po wsi,

pojedz wiśni, a jutro o wszystkim rozsądnie pogadamy, co ty na to?

- Ewcia! - Tak?

- Jezu, kto to? - Sam niech ci to powie.

Gdzieś go zakwateruj, tak? I bądź dla niego miła, Ewciu!

A niby gdzie? W każdym łóżku już mamy kombajnistę!

- Ewciu! - Serio, prezesie.

Poważnie, nie wiem. Ojeju.

- Te papierosy, co zawsze? - Nie, nie.

Są już u was te gamonie, co były w zeszłym roku?

Ponoć nie przyjadą; tata mówi, że on siedzi, a jej samej mama nie chce za Chiny.

Powiedz mamie, żeby choć na parę dni zakwaterowała

naszego nowego pracownika, towarzysza... jak ci tam?

- Plánička. Šimon Plánička. - Właśnie, Šimon Plánička.

Chociaż na parę dni, a ja to już później z mamą załatwię.

No, leć!

- Do widzenia. Dzięki. - Pa, pa! Pa!

- Ewciu, ty świnko! - Idź do domu, zwierzaku!

Dam ci parasol, mamo.

Parasol i beret!

I beret. I nie wolno go ściągać! Tak, jak ostatnio.

- Zostaw mnie! - Raz - dwa! Wiesz, jak to ze mną jest.

Dokąd to, Mařenko?

Do Volynia, zrobić włosy, już mam same strąki.

- Tato, wyprowadzisz je? - Odczepże się...

- Nie chcesz, Vlasto, pojechać ze mną? - Sama sobie nakręcę, po co robić szopki.

Przecież chłopak cię tam po południu podrzuci na motorze.

Mówię Blaženě: nakręć mi choć trochę z przodu - ale gdzie tam...

A ten? To samo! W kółko musi chlać to piwsko!

Ale oni to robią na złość; człowiek czegoś potrzebuje

i musi się dopraszać, jak nie wiadomo o co!

- Daj mi spokój, na boga... - Jasne, pewnie!

Mówiłam: nie pij tego piwa, zawieziesz mnie do Volynia!

Ale to jakby gadał dziad do obrazu! - Normalka. Tata, mama.

- Dzień dobry. - A to kto?

Šimon, ma ponoć u nas mieszkać. To pracownik sezonowy.

Prezes ci to później wyjaśni.

- Dzień dobry. - Pożyczki na remont nam nie dali,

a teraz nam robią hotel z domu! Ale to, tato, powiesz prezesowi!

Powiesz mu to! Blaženo! - Tak?

Będzie tu mieszkał. Na razie.

Weź go do środka, daj jakąś czystą pościel i podlej kwiaty.

- No dobrze... - "No dobrze"!

- Bardzo dziękuję. - No, dobrze.

W życiu bym z nią nie wsiadła. Dobrześ mówił, że Venca mnie tam zawiezie.

Dziwne tylko, że jeszcze sobie gęby nie rozkwasiła!

Dziwne, że jeszcze sobie gęby nie rozkwasiła!

- Ależ ty jesteś wredny! - Pewnie! To kto to jest?

Zapytaj go, nie?

- Czego tu chce? - Nie mnie, mądralo.

Musiałbym go zabić! Niech tylko cię tknie palcem!

No już dobrze...

Mój ty morderco malusi, zazdrosny.

Właściwie to jest całkiem fajny, wiesz?

- Co świrujesz? - I tak go zlikwiduję!

{Y:i}Kochaj mnie, Nikolasie, kochaj.

{Y:i}Chodź.

{Y:i}Chcę, żebyś to ty był moim pierwszym.

{Y:i}Ktoś młody, piękny, świeży,

{Y:i}delikatny... bądź dla mnie delikatny.

{Y:i}Miła!

{Y:i}Moja miła!

Przestań wciąż chrapać, słyszysz?

- No nie chrap! - Ja rozmyślam.

Cała wieś słyszy twoje rozmyślania! Przynajmniej obróć się na bok!

- Ty to się nagadasz! - Cześć!

Gdzie Šimon, już śpi?

Cicho teraz! Odgrzej sobie te kluski z szynką.

- Czego znów ryczysz? - Wcale że nie.

- Całkiem sympatyczny, nie? - No, poszli z Jirką na wiśnie.

- Coś ty zrobiła z tym prądem? - A co miałam zrobić, wyłączyli go!

Akurat teraz, w najciekawszym momencie, no!

- Przecież to powtórka. - Blaženo, daj świeczkę!

Ale ja nie oglądałam, a ty nie chrap! Kopnąć was wszystkich w cholerę!

- O co ci...? - Co o co?! Zobacz, może to bezpiecznik!

- Nie mogę jej znaleźć! - Jak wyłączyli, to i włączą...

W całej wsi jest tak samo.

- Boję się! - Co "w całej wsi"?

Znów zaczyna. Proszę cię, idź do niej!

Czemu ja? Gdybyście jej nie dawali piwa...

- Twoja mama? Twoja! - Pewnie, że moja.

Mówiłam, nie dawajcie jej piwa na słońcu?

A jak jej dałeś piwo na słońcu, to teraz jej słuchaj! Co mi do tego?

Miłego słuchania. - Nie pryskaj tą świeczką!

Co nie pryskaj?! Mamuś, nie bój się, mamuś!

Mamuś, ja nie jestem straszydłem, tylko twoją córką! Nie bój się.

Dam jej latarkę. Gdzie jest znów ta latarka?

- Chcesz klusek? - No.

Jak w domu jest tylko jedna świeczka...

Będzie lampa, Cecylko. Straszna lampa!

Dyrektorówna Václavka stroi sopran.

- Mamuś... - Czekaj, ja się...

To dla twojego dobra, żebyś była na świeżym powietrzu.

- Weźmy ją za nogi. - Chcecie się mnie tylko pozbyć.

Połóż się ładnie, mamuś. Przynieś jej jakąś gazetę, żeby miała zajęcie.

Już ja się mam czym zająć! Zostawiacie tu starą babę, żeby zdechła!

Znam to, znam!

- Dzień dobry, pani Škopková! - Cie choroba, aleś mnie wystraszył!

- Przepraszam, nie chciałem. - Ale, nic się nie stało.

- Cześć, Šimon! - Chcesz herbatę czy mleko?

Niech pani sobie nie robi kłopotu, kupię sobie coś w Jedności.

Mowy nie ma, potem by gadali, że cię głodem morzymy.

Ja się z prezesem rozliczę. Raz raz, idziemy!

- Same smugi, choroba! Jak to wygląda? - Nie zdąży pobielić. Załóż się, prezesie!

Josef, kiedyś to zaczął robić?

Tak to się będziesz z tym cackać do Sylwestra!

Wie prezes co? Niech to bieli ten, kto ukradł pistolet natryskowy

i zaświnił to wapno!

Ja w to wbijam! Każdy umie tylko kibicować!

Jakie kibicowanie, głąbie?!

- Siemasz, prezesie! Cześć, Bill! - Cześć.

Skąd pan to wziął? Nawet nasza mama by się w tym utopiła.

- To dopasujcie, jesteście chyba baby? - Właśnie, jesteście chyba baby?

Nie rusz! Własność prywatna!

Nie możesz tak, Josef! Daliśmy ci 180 koron, dokończ to!

To kup pan za to tapetę i psikacz o zapachu leśnym.

- Skończ pierdolić. - Transporter do gnoju wciąż jest popsuty,

a z wodą się pieprzymy już ze dwa lata!

Prezesie, w tym mogłybyśmy wystawić "Dziady"!

Takie namioty dam dali!

- Jeszcze wy mi zacznijcie! - Nie wyglądamy jak z Czerwonego Krzyża?

Chodźcie, dziewczyny, coś z tym trzeba zrobić.

- Ja to mogę skończyć. - Nie...

To w sumie część mojej pracy licencjackiej. Kultura środowiska i...

Dobra, skoro tak uważasz, to masz.

Venca ci pokaże co i jak, gdzie jest wapno...

Venco, chodź no!

To nasz instalator. Złota rączka, rozumiesz?

Ten to naprawi lodówkę, auto, co tylko ci przyjdzie do głowy.

Dwa razy już był w gazecie!

- Šimon. - A to nasz Venca, rozumiesz?

- Václav. Dla obcych tylko Václav! - Ojej, przepraszam.

Siemka, Miluno, masz jakieś szlugi?

Nie gadaj, że nie wiesz. Sparty.

Nie wiem, nie patrzyłam.

No to zerknij!

- To starego. - On tobie da, Milu!

Milu?

Spieszę się, zwalili mi na łeb tego nowego.

Słyszysz, co mówię? Nie bądź świnia...

Mam, ale w domu. Możemy tam zajrzeć.

- Dobra, ale... - Boisz się?

- Jak to się boję? - A tak. Boisz się Blaženy.

Czemu miałbym się bać Blaženy?

Na przykład żeby nie widziała, że jedziemy razem do mnie.

Nie gadałabyś takich kocopołów!

To podrzucisz mnie po południu do miasta?

Mówię ci, że mamy zapierdol. Kiedy indziej.

Ale Blaženę to byś podwiózł, gdyby chciała? Poproszę kogoś innego.

- O proszę, Vašík! Nie działa ci? - Coś z motorem.

Już działa! Zawieziesz mnie? Jak się mam ciągać z takimi ciężarami?

- Lecę do obory, a ciocia nie ma kasku. - Po co, taki kawałek? To po drodze.

Przedźwigała bym się, a tę rękę mam do niczego.

Wiesz, jak kiedyś wywaliłam się koło "Jedności"

i całą zimę nosiłam gips?

- Ale to już było dawno. - Dawno, ale siły dalej w niej nie mam.

Podrzucę tylko ciotkę z piwami do domu.

A to nie, to ja się przejdę.

Nie wiedziałam, że czekasz tu na Miluškę!

Siedź, ciotka! Mówiłaś, że nie masz siły. I trzymaj się!

Dziękuję, Vašku. Nie gniewaj się, że cię fatygowałam.

- To nic, to nic! - Miluška to bardzo dobre dziewczę,

ja myślałam, że ty z Blaženkou od Škopków...

Już mi się w głowie miesza. - Chyba tak, ciotka.

Ja ci dam "chyba", ty świniaku! Poczekaj!

Towarzyszu inżynierze... ale nie, teraz serio:

ta faktura naprawdę nie jest nasza.

Prezesie! Hodowca znów mnie całuje!

Panie pre... towarzyszu inżynierze, ktoś się nam włączył z innej linii.

Przykro mi, Ewciu, ale przyznasz - żniwa na karku, sam nie daję rady.

O co chodzi? Jeśli o nas chodzi,

niech nawet jutro przyjadą z okręgu, nie, Ewciu?

Słyszałem, że Josef wypiął się na bielenie obory.

Co, nie znasz go? Ale ten nowy to dokończy.

Wprawdzie to też baran, ale... Ewciu!

...ale z pędzlem w ręku przynajmniej nic nie spierdoli.

No, Ewciu... Panie sekretarzu, było już gorzej.

- Jak mówiłeś, że się nazywa ten nowy? - Šimon. Šimon Plánička.

Jak ten sławny bramkarz.

Właśnie! Wciąż mi to imię zdawało się znajome!

- Południe, przerwa! - Już idę!

Prezesie, niech mnie hodowca nie wkurza! Weź go pan z sobą do chlewa.

Ona go pyta, czy by jej nie podwiózł do miasta,

a on, że nie, że kiedy indziej. Ale i tak ją rozbierał wzrokiem.

Choć ona i tak niewiele miała na sobie.

Na pewno znów się zeszli. A on się teraz będzie parzył z obiema.

Przysięgam na swą duszę, wielebny ojcze, ja mam do tego nosa.

- Ależ, pani Kelišová... - Przecież mnie ksiądz zna!

- Trzymaj porządnie, albo ci wleję! - Zerzygam się!

I jeszcze się zesraj!

Wciąż królik, co dzień jemy królika!

Nawet Pindzia już go nie zeżre! Prawda, Pindzio, że nie chcesz królika?

Jak ci dam Pindzię to z podziwu nie wyjdziesz! Wyżej, choroba!

Wiesz, co by dzieci w Afryce dały za takiego królika?

Zobacz w telewizji! Wciąż pokazują, jak tam głodują!

Ale wam się już w dupach poprzewracało z dobrobytu!

Ja potrzymam, pani Škopková, mi to nic nie robi.

- Zostaw, nic mu nie będzie! - Wiszę ci jednego, stary!

Nie ma biegania! Do domu i do lekcji! A ty to też trzymaj jak trza!

No, opowiadaj: kto jesteś, co robisz, jak w rodzinie?

Nie wie pani, czy ktoś we wsi nie ma krowy?

Krowy?

- Bardzo miło z księdza proboszcza strony. - Ależ...

- Każdy mi mówi, że to bzdura... - Wszystko zależy od boga, synu.

Straka jest do twej dyspozycji, rób z nią, co uważasz.

Cecylko, oddajemy naszą Strakę rewolucji naukowo-technicznej.

Może tylko ją pożyczmy, księże dobrodzieju!

Nie bójcie się. Można?

Panno Cecylko, bardzo proszę...

To co miała, to już dała!

Czary! To są czary!

Cud! Cud! Cud się stał!

Cud, ludzie, gdzie jesteście? Cud się stał!

Podstępna menda! Od początku mi się nie podobał.

- Co powiedzą w rejonie? - Musiał wydoić akurat proboszczową krowę?

A czyją, skoro nikt inny tu nie ma krowy,

a do PGR-owych go nie dopuściliście, bidulka małego!

Zakazali czy nie, mógł się poradzić.

Jutro spakuje manele i wypad!

Nie, przecież to nie jego wina.

A to pech, co?

22 litry z jednej krowy!

Gadanie! Kto wie, jaką pułapkę przygotowali!

A my się damy złapać. Nie znacie ich czy jak?

Może on wcale nie chciał źle, ten Pláníček.

Plánička. Šimon Plánička.

22 lata, wolny, studiuje,

i w odróżnieniu od co poniektórych grzeczny i przystojny. I pachnie.

Plánička! Nieprawdopodobne.

Przecież tak się nazywa dyrektor Okręgowej Komisji Rolniczej!

- I ma syna! - Myślisz, że go tu wysłali...

Tak. Jako awangardę.

Awangardę czego?

No chyba tej delegacji z okręgu! Na pewno będzie w niej jego tato.

Ale czy to na pewno on?

To właśnie trzeba jak najszybciej zbadać.

Oczywiście dyskretnie! Nikomu ani słowa, jasne?

Pilátová!

To jest takie tajne, że to może być nawet szpieg!

Słuchasz mnie? - No.

A trzymać szpiega pod dachem...

i to za darmo... Jutro to powiesz prezesowi!

Mi już nawet senność przeszła.

Boziu, taka chudzina...

...takie chuchro...

Ale ci są właśnie najgorsi!

Cicha woda brzegi rwie!

No, idź już spać.

- Coś ty dała tym królikom? - A co im miałam dać?

Przecież dwa tam leżą, napuchnięte, sztywne!

Wciąż ci mówię: nie dawaj im mokrej koniczyny,

dwa już tam leżą...

Głupia nie jestem, żeby im dawać mokrą koniczynę!

No spuchnięte, ale daję im tę trawę z sieczkarni.

- To idź sama zobaczyć! - W południe też dałam im trawy...

Przestań na mnie chuchać tym piwskiem! i nogi ci śmierdzą!

I umyj go sobie, świniaku! Co to za życie!

Znów będzie grzało! Zasrana robota! Fuj!

Naprawdę, nie mówiła bym, jakby to nie była prawda!

To pani nie wie? Jego tato jest wielką szychą w okręgu!

Nie gadaj pani!

Gówno w okręgu! Pilátová mówiła, że w ministerstwie!

Jakie tam ministerstwo, ponoć aż z... No!

Wiem, prezesie, ja wiem!

Ani mru mru, jak grób! Znasz mnie przecież! Co?

Panie inżynierze! Panie inżynierze!

Blaženo! Blaženo, teraz to gra o wszystko!

Béd'a ci wszystko powie. - Dzień dobry.

Przestań się kleić do pana inżyniera, to twój kolega, czy jak?

Jaki inżynier, pani Škopková, do tego jeszcze daleko!

Daleko, nie daleko, jest z pana inżynier, co zrobić!

Co, mamuśka? Chcesz na nocnik?

- Ale bo wszyscy się na mnie wysrali... - Wysrali, no!

Daj mi dla niej jakąś gazetę, niech ma zajęcie. Masz.

Nie "Płomyczek", znów mi go podrze, jak ostatnio!

To masz i idź!

No wreszcie się przywlokłeś, czekam tu i nie wiem, co mam robić.

- Nie chcę gazety, chcę te obrazki! - Nie, nie, to moje!

Ja chcę obrazki, albo to wszystko pierdolę!

Na boga, dawaj te obrazki!

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

Ale dziś ładnie wyglądasz, Blaženko. Sama szyłaś?

- Tak tylko próbowałam, ale nie wiem... - Piękny kostium i jaki twarzowy!

Przerobili stare szmaty,

Škopková nosiła to badziewie w podstawówce w '64!

To nie tylko muzyka! Ona jest tylko ogniwem,

powiedzmy, szczytowym w całym łańcuchu wiedzy teoretycznej,

która zastosowana w praktyce...

Inaczej: czystość środowiska, ale też obojętność

albo opieszałe podejście, wszystko to jest powiązane!

Tak, tak, tak, święta prawda! Od dziś: koniec z krową proboszcza!

Teraz masz możliwość powtórzyć swój eksperyment tutaj!

Niestety, mam kiepski magnetofon.

Trzeba by coś konkretnego... kolumny!

Kolumny kosztują kupę forsy, ale...

Holender, a gdyby tak baby śpiewały,

wszystkie na raz, taki... chór? - Łomatko świnta...!

- Co ty na to? - No... no.

Spróbować nie zaszkodzi. Zawołajcie kierowniczkę Hubičkovou,

dzieci i pozbierajcie jakieś baby na wiosce.

Nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było, nie?

Pewnie, bo my mamy jeszcze za mało do roboty!

- To jest pomysł, prezesie! - Dobry, co?

Uważaj na prezesa, robi z ciebie idiotę!

Wyciągnij z niego, kto on zacz i po co naprawdę przyjechał do Hoštic.

Ale dyskretnie, rozumiesz?! Bo wszystko chu... znaczy: diabli wezmą!

- A jeśli to spieprzę? - Wtedy już każdy by to spieprzył!

- No to ja spróbuję. - Grzeczna dziewczynka!

Zrób wszystko, co potrafisz. Wszystko! To w interesie spółdzielni!

No, dobrze.

Niech mnie szlag, jeśli się na taką laskę nie złapie!

Cześć!

- Co to było? - Widziałeś, nie?

- Obmacywał cię! - Daj spokój...

Daj spokój, daj spokój, jaki znów "daj spokój"!

- Widziałem, jak cię macał, o tak! - Co robisz? Patrz na tego siniaka!

- Coś tam robiła? - To ściśle tajne.

Pytam, coś tam robiła?

Straszne, jaki z ciebie zazdrośnik. Naprawdę, już mnie wkurzasz!

- Zetrę mu z gęby uśmiech! - Mój ty morderco malusi, ty!

- Wsiadaj! - Co chcesz zrobić?

- Wsiadaj i nie gadaj! - Innym razem.

Nie pitol i wsiadaj!

Serio, nie mogę. Interes spółdzielni, więcej mi nie wolno powiedzieć.

Nie interesi! Ale mówię ci, że jak coś to... oboje!

Z ciebie to dopiero osioł. Ale tylko szybką rundkę, tak?

- Zostaw mnie! - Dziś mam tylko 11-tkę.

Oddawaj mi buta! Słyszysz? Dawaj!

Mój but, daj mi go!

Puszczaj!

Dalej cię tak trzyma, Miluno? Masz tu przecież tylu innych!

Ty tego nie zrozumiesz, Jaroušku.

- Aha, innych? - Zostaw mnie!

Innych!

{Y:i}...pod jaworkiem zielonym,

{Y:i}orze Wituś wołkiem siwym.

{Y:i}Jak pole zaorze...

Doj, cholero! /...zawołać mnie może,

{Y:i}pozna mnie z daleka.

{Y:i}Jak pole zaorze... ...pionierzy, malowane dzieci...

A my inną! /Tańcuj, tańcuj, wykręcaj, wykręcaj...

{Y:i}...malowane dzieci... ...tylko pieca nie trącaj, nie trącaj...

{Y:i}dobry piec jest na zimę, na zimę, nie każdy ma pierzynę...

Nie mogę na to patrzeć.

Wariatkowo mogłoby brać przykład z naszej obory.

Niektóre dały więcej, ale inne znowu mniej, niż normalnie.

No tak... każda reaguje na inną piosenkę.

Więc przeciętny udój spadł...

- O ile? - O siedem procent.

Piosenkę...!

Proszę się na mnie nie gniewać. Ja...

To nic, to nic. Kontynuuj, z czasem się to wyrówna, wiesz?

Gdybyśmy załawili jakiś porządny magnetofon i kolumny, to...

A jak i to nie pomoże to... No?

No? No, widzisz sam.

Pić, pić! Zostawili by mnie tak, żebym tu zdechła!

Daj jej coś do picia! Gdzieś była w ogóle?

Ten już dawno wrócił i nie ma nic do żarcia!

Idę na jednego! Daj mu obiad!

Mama kazała.

Nie bój się, mam to w zakresie obowiązków.

Wreszcie ktoś się tu przywlókł! Dalibyście mi tu zdechnąć!

Chlapnij sobie, babcia, i tobie się coś od życia należy!

I tak masz najlepiej, obywatelko! My idziemy zapierdalać, wiesz?

Pracować. Rękami, rozumiesz?

- Cholera! - Nie rozumiesz.

No to pij.

Może to na moment zostawisz? Przyszłam z tobą pogadać.

A o czym?

Na przykład o tobie. Mieszkasz u nas już pięć dni,

a ja o tobie nic nie wiem. - To nie jest wcale ciekawe.

Może jest. Skąd jesteś i w ogóle...

Co, co, co to jest za cholerstwo?

Jezusmariajózef, nie zostawią mnie chwili w spokoju!

Jaja sobie ze mnie robią, czy jak?

Nie gniewaj się, ale pogadamy kiedy indziej, co?

Muszę to jeszcze dokończyć. /...ja se stąd pójdę!

Szkoda! Kiedy indziej mogę nie mieć ochoty.

Co znowu, babcia?

Fantastycznie! Tatuś gdzieś na górze,

a kto mu przynosi śniadanie do łóżka? Mamcia.

- Niemożliwy jesteś! - Skoro tak uważasz...

Brm, brm, brm, brm...

Jadę z tobą.

- Nie masz kasku. - Nie interesi.

Gdzie są? Gdzie są?

Nasi ławnicy...

No co?

- Popchać panią? - Chcę tam, tam, tam!

Hura! Hura!

/- Siedzi Nana w kapuście, w kapuście... - Ona się chce zabić!

{Y:i}...rwie liście, rwie liście...

Złapcie ją! Ona się zabije! To jakaś wariatka dzika!

Patrzcie, jedzie, jak szalona! Nie dam rady jej złapać!

- Przepraszam! Halo! - Halo!

Słuchajcie, ktoś tu ponoć młyn sprzedaje?

Tak, stary Zvoníček. Ale tam straszy!

Straszy?

Wielki, czarny pies i trup kościelnego.

Járo, ale z ciebie świnia!

Wracamy do domu! Trup kościelnego!

Nie widzisz, że jest nawalona?

Strachy, w dzisiejszych czasach. Jesteś jak dziecko!

Gdzie go znajdę, tego pana Zvonečka?

Że niby "Zvonečka"!

No chodź!

Głupota, od razu mówiłem.

Zaraz będzie całą wieś wodził za nos!

Ale trzeba to zbadać. Nie można tak na łapu-capu!

I jak potem to piwo ma nie być ciepłe?!

Co, ciebie też mam dmuchnąć, ty...?

Widzisz to? Widzisz ich?

Siemanko! Cześć!

- Wszystko jasne, nie? - No, tak.

Człowiek nie może na krok ruszyć się z chałupy. Biedna babcia!

To był dla niej szok. - A właśnie, że się śmiała.

Śmiała się! A gdyby wpadła pod auto? Albo się o coś rozbiła?

- Nie grzeb w tym i jedz! - Już nie chcę!

Nie chcesz?! Zjesz, choćbyś miał nad tym siedzieć do rana, pamiętaj!

I jeszcze... tato! Chodź jeść, bo będziesz miał zimne jak psi nos!

To dziewczynisko też nie wie, kiedy przyjść do domu!

Taki pyszny królik!

I jak smakował Šimonowi! A nie jest przyzwyczajony do takiego...

Ale dla was to... to chociaż tę przednią nogę!

Kiedy ja właśnie przedniej nie chcę.

Aż się zdziwisz, jak będziesz wpylał tę przednią nogę.

Zostaw to piwo, chyba już starczy, nie?

- I ściągnij te skarpetki... - Odczepże się!

...bo można paść z tego smrodu.

Co znów dałaś tym królikom?

- Co im miałam dać? - Dwa leżą, całe spuchnięte, rozdęte.

Wciąż mówię, nie dawaj im mokrej koniczyny, ale ty nie...

- Teraz leżą dwa, spuchnięte, rozdęte... - Ja im dałam mokrej koniczyny?

Dalam im trawy z sieczkarni i w południe też dałam trawy z sieczkarni.

To pewnie była zaparzona, nie?!

Nie jestem głupia ani młoda, żeby im dać zaparzoną trawę!

A skoro są spuchnięte, to idź je zabić!

Zrobię z nich chociaż farsz i dodam pokrzyw dla smaku.

W zeszłym tygodniu też był farsz!

Milcz i wsuwaj! Cały wieczór tak w tym dłubie!

Zjesz to, umyjesz się i idziesz spać, rozumiesz?

Zrób coś z tymi nogami, na boga,

śmierdzi, że można się przekręcić! I umyj się, pospiesz się...

- Ale one są czyst...! - ...bo będziemy tam ostatni!

- Właśnie, że są czyste. - Jezu, ale mam pragnienie!

- Dajcie mi pić! - ...zusiemaryjo!

{Y:i}...nie wiedziała, jaką ma

{Y:i}piękną suknię z płócienka.

{Y:i}Nie wiedziała, jaką ma, jaką ma

{Y:i}piękną suknię z płócienka.

{Y:i}Nie wiedziała też jakiego

{Y:i}Jasiek konia ma czarnego.

{Y:i}Nie wiedziała też jakiego, jakiego

{Y:i}Jasiek konia ma czarnego.

{Y:i}Potem ujrzała, jakiego

{Y:i}Jasiek konia ma czarnego.

{Y:i}Potem ujrzała, jakiego, jakiego

{Y:i}Jasiek konia ma czarnego.

Świetne! Takiego ma!

Dziękujemy naszym paniom za akcent kulturalny,

jakim rozpoczęły dzisiejszy babski bal,

dlatego i kolejny numer należy do naszych pań!

Panie proszą panów! - To jest to!

Czekaj! Z interesie spółdzielni; oto twoja partnerka.

- Co jest? Jakiś wkurwiony? - Przestań!

Ach, tak! Mówiłam ci, że to stara...

Przestań! I wszystko zostaw tutaj!

- Serio, nie umiem za dobrze tańczyć. - Nieważne, tu i tak grają do dupy kawałki.

Ale taka dyskoteka w Malenicach, to dopiero jazda!

Oj, wybacz!

Co powiedziałeś?

Rzadki widok!

- Idziesz ze mną! - Nie świruj, nie mogę!

Cicho być!

Patrzcie, ona tańczy z tym...

Z nim? Niemożliwe! Ale bym mu wpierdolił!

Mówię, ludzie, to trzeba zobaczyć!

Koło młyńskie w świetnym stanie,

osiem olbrzymich pomieszczeń...

Zostaw, proszę, puść mnie! Poczekaj chwilkę!

No zaczekaj, no!

O matko i córko!

Piwo!

Już się napieprzali, co? Napieprzali się?

- To idziemy, nie? - Co? Masz rezerwację na Milunę?

Dziwię ci się.

Ja to bym mu przykręcił tlen, donżuanowi jednemu!

Robi z ciebie idiotę! Cornuto!

- Nie mogę na to patrzeć! - On to lepsza partia.

Baby takie są... do ciebie ma przez podwórko, a jego ma pod dachem!

- Powtórz to! - Będą się napieprzać, mówiłam!

- Co jest? - Pali się, ludzie, pali!

Nieszczęście, sośniak się pali!

- Sośniak się pali! - Że las się niby pali?!

Pepo! Pepo, ty tu zostań!

Proszę cię, nigdzie nie idź! - Przecież sośniak się pali!

Pepo, tylko spróbuj w tym ubraniu! Słyszysz?!

Nie udawaj, że nie słyszysz, ja wiem, że słyszysz!

Miluno! Miluno! Wracaj! Musisz skasować, bo wszyscy uciekną!

Oj, dobrze. Koniec, zamykamy, pali się!

Pali się, pali się!

Tak, gdy w '59 paliła się świniarnia,

holender, to było rodeo!

Kto nie gasi, nie dostanie piwa. Razem 155,80!

Nie idziemy gasić! Nic żeśmy nie podpalili!

- Pójdziemy popatrzyć na mój młyn! - Jasne, na młyn!

No nie! Spójrzcie!

Nieprawdopodobne!

Cholerna Keliška!

{Y:i}Miesiącu, na niebie...

- Cicho, pani nauczycielka śpiewa! /...głębokim...

No, Keliška siedziała przed knajpą.

- Nie świruj, chodź. - Wiem, wiem.

- Płaciłem za to piwo, więc co... - Zatkać ryje, pani nauczycielka śpiewa!

{Y:i}Po świecie wędrujesz szerokim,

{Y:i}do ludzkich zaglądasz siedzib.

Piękne, bardzo piękne.

{Y:i}Po świecie wędrujesz szerokim,

{Y:i}do ludzkich zaglądasz siedzib.

{Y:i}Przystań, miesiącu, na chwilę,

{Y:i}powiedz mi, gdzie jest mój miły.

{Y:i}Przystań, miesiącu, na chwilę,

{Y:i}powiedz mi, gdzie jest mój miły.

Ślicznie, pani nauczycielko, pięknie!

Dziękuję. Jestem taka szczęśliwa.

Pierwszy raz dostaję takie oklaski!

Ludzie, całkiem pięknie tutaj, nie?

Chyba nie chce pan iść lasem, panie Zvoníček?

To skrót,

tędy to będzie rzut beretem!

Gdzie idziesz?

Blaženo!

- Blaženo! - Tak, Blaženo... W takich ciemnościach?

- Pewnie poszli się przejść. - Kto?

Kto szedł się przejść? Słyszysz?

- Za dużo wypiłeś! - Co ja tam wypiłem!?

- No to kto szedł się przejść? - Chono, chodź!

Daj mi jedną lemoniadę.

Tobie już wystarczy. Skasuję i idę.

To był jej wybór.

Co ja piję, jakieś bąbelki...

Pomyślałem, że gdyby te krowy podzielić na grupy,

według reakcji na konkretną piosenkę...

Trzeba tylko trochę czasu i cierpliwości.

Na pewno tak to jest. Rozumiesz?

- Masz dziewczynę? - Tata też uważa, że to głupota,

ale udowodnię mu, że nie! - A twój tata też się tym interesuje?

- Właśnie że nie. - A co robi?

Nic ci nie jest?

Już się bałam, że myślisz tylko o swojej szkole.

- Jesteś taki dziwny, tajemniczy. - Jak to: tajemniczy?

Daj mi buzi! Uwaga, chłopaki!

- Co by robili przy rzece? - Może go zaciągnęła do lasu, nie?

Morda w kubeł, mówię!

- Przydała by się latarka. - Żeby nas zobaczyli, mądralo?

- Tu ich nie ma, chodźcie tam. - Ale pomysły...

Szukają cię!

Skórkowaniec, dziad cholerny, musiał akurat teraz się zgubić?

Mówię ci, znikł na moich oczach jak pan Tau!

Przestań, jaki pan Tau!

Rudínku, ja chcę do Pragi!

Do Pragi... Najpierw się stąd wydostańmy!

Rudínku, prawda, że nie kupimy tego młynu? Prawda? Przyrzeknij!

Czego ty się wciąż boisz?

Nie będę ci całe życie tłumaczyć, że strachy nie istnieją!

- Są, ja wiem, że są! - Brać go!

Rudínku! Chodź tu, proszę cię!

Rudínku, proszę, chodź! No mówię, chodź!

Rudínku, proszę cię, pro...

No widzisz, i po wszystkim. Chodź do domu.

Będzie lało.

Może pokopcuję to siano, jak ksiądz myśli?

Pokopcuj, Cecylko, pokopcuj. Zanosi się co najmniej na grad.

Prawda, że chcesz mi się tu zesrać? Ty łobuzie!

Oboje wiemy, coś sobie umyślił! Ty łobuzie!

Biedny tatuś, to już 12 lat!

Mógłbyś iść do kościoła, skoro dałam na mszę.

- Daj mi spokój. - Wiesz, ile nam tatuś dał?!

Chociaż w tę rocznicę...

Weźcie sobie śniadanie, w kredensie są bułki. Słyszysz?!

- Oj, tak. - "Oj tak", co za burdel!

Upieczemy cię, zeżremy, łobuzie!

Poszedł stąd, poszedł! Mamo, mówiłam ci tyle razy,

żebyś nie ciągnęła do łóżka tego koguta! Pójdziesz!

- E, e, e! - Jakie znowu "e", gówno zwykłe!"

- Nic, tylko tu piorę i sprzątam! - ...gdybyś mu dała porządnego żarcia...

Skąd mama ma ten nowy zwyczaj, wszystko ciągać do łóżka!

- No, to go zeżremy! Łeb ukręcimy! - Ale tam, "zeżremy"...

Jak nie kot, to kogut! Jak nie kogut, to znów pies!

Dzięki bogu, że nie mamy w domu krowy!

Hubičková nie wyciąga sopranu,

więc jak by lało, sprzątnijcie babcię! Słyszysz? Bo jak zmoknie...

- Oj, tak. - Oj tak.

Alena.

Pada, pada, ale leje!

Powiem, że przez was zmokłam!

Dostaniesz po gębie! - Że co?

Gdzie byłaś? Byłem w oborze i...

- Mam dodatkowy urlop! - Znamy ten urlop!

Mówiłam ci, że coś z nim załatwiam w interesie spółdzielni, zazdrośniku!

- W tym interesie ciągasz go do lasu? - Ja? Za kogo ty mnie masz?

Widziałem, jak go obłapiasz!

Miałem to tak zostawić i być rogaczem?

Najlepiej na niego iść z kolegami! Nie jestem twoją własnością.

Jesteś zwykły gówniarz, co mu do kolan nie sięga!

Ach, teraz tak!? Dobrze wiedzieć,

nikt ze mnie nie będzie robił idioty, pamiętaj! Ani ty, ani on!

- I co, masz coś? - Wszędzie szukałaś? Porządnie?

A wczoraj coś mówił?

Tylko o pracy w szkole i że przez nią pokłócił się z ojcem.

- A potem? - Potem już nic.

- Źle się za niego zabrałaś! - Sam się za niego zabierz, mnie to nie bawi!

A nas to niby bawi? Dobrze, pieprzyć tytuł, premię,

zostanie nam tylko wstyd na cały okręg! Tak nie można.

Wiecie co? Pomożemy mu z tą bzdurą!

- Pomóż mu z tym. Potrzymam ci. - Šimon, chodź tu!

Jak się już teraz nie uda, to wszystkich nas zamkną.

Co za obora.

- Dokładnie, obora w oborze! - Siedź cicho.

Ja na pewno nie dam się zamknąć! Zapierdalam i jeszcze...

Ale ty się wleczesz!

Nie, tu nie! Przestań!

Schodek.

Pogadamy przy magnetofonie.

A w domu mam serdelki z cebulą!

Ja ci dam serdelka, ty cholero!

Wstawaj!

Nie gniewaj się, Blaženo, kocham cię, naprawdę.

Jak się uda, wpadnę do dentysty.

Tak mam jechać? Parkować, tym, w mieście? Wciąż ci to mówię!

Wciąż go myję, ty raz też możesz!

Stawiacie go w stodole, z kurami! Ja się nie będę denerwować!

Kury są twoje, ja mam króliki.

Byłoby dobrze, gdybyś nie chlał piwa!

- Jedź już! - Skończ pierdolić!

Co ty wyprawiasz?

- Mamusiu! - Mania, kto ci dał prawo jazdy?

- Jej tu nie ma! - Ten instruktor był chyba ślepy.

- Bach bach! - Żyjesz! Chodź, no, "bach"!

/- Piec się nam wywrócił... - Właśnie, piec się wywrócił,

wierciłaś się i się wywrócił. Moja dziewczynka maleńka!

- Chcieliście mnie zabić! - Nie chcieliśmy cię...

Nie rycz!

Przecież to debil, na boga!

- Pij, ja jeszcze mam. - No to...

Wezmę pasek, szkoda ręki, powiesz mi, co im dałeś?

Powiesz, czy nie? Spójrz tylko na nie!

- Farbki anilinowe... - Jakie znów farbki?!

Co nimi malujemy w szkole, te trujące.

Jezu, wszystkich nas chcesz otruć?

...zusmario, za co mnie tak karzesz? Ileś im tego dał?

- Tylko zieloną i niebieską! - Staram się, żeby miał co żreć,

a ten je będzie likwidować farbkami jakimiś! Zielonymi! Trującymi!

Ja się nie będę denerwować! Jak tato wytrzeźwieje, to dostaniesz wciry!

Moje biedactwa!

Ty gamoniu, starej babci takie rzeczy robić?!

Tej, co cię tak kocha i ciągle cię broni?

Fuj, coś okropnego!

Co tam znów robisz, mamo? Pokaż!

Pod pierzyną! Ze mną tego nie próbuj, mamo, i tak wiesz, że nie śpisz!

To jak będzie?

Pokaż tę rękę!

- Nie tę rękę, ale tę, co masz pod pierzyną. - Nie, Jezusmaria!

Jaki znów Jezusmaria? Tę, co masz pod pierzyną! Słyszysz?

Czekaj no, umrę i skończy się emerytura! Pazurami mi dół wykopiecie!

Nie drzyj się, mama, nikt ci nic nie zrobił!

Już dwadzieścia lat było w tę Gwiazdkę, ja to znam!

Wyciągaj tę rękę spod pierzyny! Nie denerwuj mnie, mamuś!

Zostawże ją! Ryk taki, jakby kto byka zarzynał.

- Ma coś pod pierzyną! - Daj spokój, gówno tam ma.

Ma je! Vladimír, ona je tam ma!

- Ma gówno, jak boga kocham! - No to mam gówno i co?

Ja chyba zwariuję! Nieprawdopodobne!

Już z łaski swojej nic nie mów!

Myślisz, że kto to będzie po tobie znowu prał?

Ja cię biję? Ja? Ale zaraz ci mogę przyłożyć!

Idę do obory.

Halo! Ile mam czekać, gdzie jesteś, człowieku?!

Jakie "halo"? Przecież pędzę. Każdy coś ma. Niech chłopak siada z tyłu.

No, jedziemy!

- Chyba śnię. - Do roboty!

Tak sobie tego nie wyobrażałem.

Podnosi to kulturę środowiska? Podnosi!

Pomoże ci to w twoim eksperymencie? Pomoże!

Mamy pomagać Šimonovi, prezesie? Mamy!

Ale pięknie, panie inżynierze, nigdzie nie mają takiej obory!

No więc - do dzieła!

Świetnie, chłopcze!

- I co, chłopaki? - 18% powyżej średniej!

Jak tak dalej pójdzie, tytuł jest nasz!

Gratuluję, Šimon, zawsze ci kibicowałem! Ale gdyby nie towarzysz sekretarz...

- Nie, nic nie mów! - Mój tata też mówił, że to... bzdura.

Prezesie, znów nie działa!

- Znowu wyłączyli! - Znów nie ma prądu, nie do wiary!

Gdzie są te bezpieczniki? Zerknij tu...

Co chcesz? Nie mam czasu, słyszysz chyba.

- Chcę ci coś powiedzieć. - Nie próbuj tych sztuczek.

Znamy te numery. - Akurat to nie żadne sztuczki.

I lepiej bądź dla mnie miły. - O co chodzi?

- Tutaj... i będzie chłopak, zobaczysz. - Łomatko świnta!

- Że jak? - Dziecko, nie?!

- Że niby moje? - A czyje?

- Na pewno! Takiego! - Masz mnie za jakąś szmatę, tak?

- Nie dam z siebie robić idioty! - Ty gnoju! Nigdy ci tego nie wybaczę!

To piwo wypije twój protegowany chłopczyk, co go nawarzył!

- Venco, gdzie uciekasz?! - Bezpieczniki!

Miluno! Miluno!

- Sie masz! - Wsiadaj!

A idź ty w cholerę! Ty ogierze jeden!

- Kobieto, co ty opowiadasz?! - A żeby mnie tak pokręciło, jeśli kłamię!

- Oby mi ręka uschła, obym oślepła zupełnie... - Lepiej na jedno oko, nie?

Darł się na cały głos, aż w oborze słyszeli!

- Toż to hańba, proszę księdza! - Kelišová!

Co się tam tak prezentujesz w tym oknie, się pytam?

- Wcale się nie prezentuję... - Nie, wcale! Widzę przecież!

- No to się prezentuję! - Przecież mówię!

- A ty dokąd? - Na dwór.

Za godzinę masz być w domu!

Mały, leć do Šimona,

że czekam wieczorem w młodniku, mam do niego sprawę.

Damy radę, nie bój nic. Tylko już nie rycz!

Nie znasz Vency! Uparty jak osioł. Wytłumacz mu to!

Ciebie się tu wszyscy boją. - Mnie?

- Ponoć cię nasłali. I masz tatę w ministerstwie. - Skąd to wzięłaś?

Cała wieś tak gada. I że przez Helenę wysyłasz szyfry do Budějic,

i że przepadnie im tytuł. - Co? Ja i szyfry?

Jakby mój tato wiedział, że robię tu pracę licencjacką, to by dopiero było.

Podaję się tylko za ciotkę z Volynia, jak piszę do mamy.

Chodź, coś się wymyśli.

- Naprawdę z nim nie spałam! - Jak na wsi gadają, to spałaś.

- Będą zazdrościć, jak będziesz pani Pláničková! - Ja kocham Vencę!

Tylko spróbuj! Chuligan, wstyd ci przynosi!

Nagle! Ale jak ci naprawił auto, pralkę i telewizor, to był dobry i mądry!

Šimon jest KIMŚ!

- Ja go nie chcę, ma dziewczynę w Pradze! - To już zostaw mnie!

Jirko!

Dasz te kwiatki pani, która wyjdzie z najlepszego auta. I zaraz do domu!

I tylko spróbuj gdzieś ganiać w tym ubraniu! Śmigaj!

Daj jej parasol, niech nie siedzi na takim upale!

Ruchy!

Jedno słówko, młodzieńcze! Nic się nie bój, Šimonie.

Chcę ci zaproponować pomoc. To mój chrześcijański obowiązek.

- Mi? Czemu? - Jesteś w... niełatwej sytuacji,

co sie stało, to się nie odstanie. Ale od czego sakrament małżeński?

Zaraz możecie wziąć ślub, u nas w kościele.

Poczyniłem odpowiednie kroki i będzie wszystko, jak należy.

- I to wszystko? - A co byś jeszcze chciał?

Opinia społeczna się uspokoi, a miłość i pokój...

Dziękuję za wspaniałomyślną propozycję, ale jeszcze nie chcę się żenić.

Tym bardziej w kościele. A poza tym dziś wyjeżdżam.

Maryjo panno Podsierpiańska, widzisz to?

Wstrzymajcie się.

Nie jest godzien!

- Cecylio! - Wasza wielebność!

Zadzwoń na centralę, niech łączą z Okręgową Komisją Rolniczą. Szybko!

- Dzień dobry! - Dzień dobry!

- Dzień dobry, panie inżynierze! - Dzień dobry!

Šimon, ponoć zostajesz u nas na stałe? A może się mylę?

- Kto to panu powiedział? - Taka tam jedna baba...

Skończysz studia, a my ci będziemy trzymać miejsce.

Młodzi specjaliści z przyszłością są nam potrzebni jak sól.

Dostaniesz mieszkanie, dobrą płacę. A za...

- Wie pan, gdzie znajdę Vencę? - Venca jest tam. Z tyłu.

- O której? - O pierwszej.

Punkt pierwsza tam będę. Niech wie, że jestem fair.

Ustawić się parami!

Tak!

To oni, już jadą!

Jadą, Jezusiemaryjo, już jadą!

- Pepo, wciągnij brzuch! - Dajże spokój!

Wciągnij brzuch! I wypluj tę gumę!

Jak nie mogę palić, to daj mi chociaż żuć!

Pewnie, musi tam być pierwsza!

Radośnie!

- Mezerová, do pary! - Ale ja jestem nieparzysta.

Nie tłumaczymy się i biegniemy! Radośnie!

- Witamy serdecznie, towarzyszu dyrektorze. - I ja cię witam.

Ależ...!

Pozwól na chwilkę. Mów, gdzie ten mój nicpoń?

- Słucham? - Mój syn, Šimon.

Dzwonili rano, że tu nieźle wywija!

Gdzie tam wywija... skąd, prawda, towarzysze?

Wręcz przeciwnie, bardzo nam tu pomógł.

Dzięki niemu zastosowaliśmy w praktyce eksperyment:

wpływ kultury środowiska na podniesienie dojności. Prawda?

Widzisz, a rezultat sam chwaliłeś.

Więc jednak mu się udało, gówniarzowi.

- Witamy! - Dziękuję, robaczku.

- Życzy pani sobie...? - Nie, dziękuję.

- Serdecznie witamy! - Wielkie dzięki.

Ponoć siał tu zgorszenie... z jakąś miejscową dziewczyną?

Niemożliwe! Ja o niczym nie wiem.

Już się napieprzali? Napieprzali się już, co?

- Więc czeka w oborze, tak? - Tak.

W jakiej oborze, przed chwilą widziałam, jak jechali do lasku!

- Do lasku? - Ano, do lasku.

Pojechali... jadą... do lasku, no.

- Umówiliśmy się o pierwszej! - U lekarza był tłum.

Jeśli mnie tu tylko po to wyciągnęliście,

żebyś mi powiedziała, że usuniesz, to - nie interesi.

Masz? To mu pokaż. Serio, straszny z niego idiota.

- Ale i tak go kocham. - Łzy sobie daruj, nie urodziłem się wczoraj.

- Co to? - Potwierdzenie...

- To widzę! - ...że jestem w trzecim miesiącu.

- A ja kiedy przyjechałem? - Cała wieś po was idzie! Uciekajcie!

- Jak najszybciej na przystanek? - Nie zdążysz, zaraz tu będą!

Bierz mój motor. Jirka pokaże ci drogę,

zatrzymamy ich tu chwilkę.

Tam są, szybko!

To oni! Skandal!

Złapaliśmy ich akurat, gdy... fuj!

Na boga, a to kto?!

- Bez okularów nie poznam. - Co to ma znaczyć?

- Nie widzę! - Pardon.

- Co za hańba! Uduszę cię! - Ale gdzie tam.

- To by było wnukobójstwo, babciu. - Co? Do domu!

{Y:i}Młoda miłość - to jest raj...

Oddaj mu go i podziękuj ode mnie. Cześć!

- Trzym się, stary i wróć! - Mam tu przecież jeszcze manele. Ale cicho!

Nie stajemy! Nie stajemy! Hop!

www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.