All language subtitles for [0]The Story of My Wife 2021 1080p BluRay x264-USURY

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wykorzystaj darmowy kod JOINNOW na stronie www.playships.eu

NA PODSTAWIE POWIEŚCI MILÁNA FÜSTA

Gdybym miał syna,

co bym mu powiedział, by powitać go na tym świecie?

Być może opisałbym mu zmierzch i nic więcej.

Wieczór na moim statku.

Ciężkim i solidnym frachtowcu,

który wobec potęgi morza jest niczym krucha łupina orzecha.

Opowiedziałbym mu o życiu człowieka.

O monotonnej pracy, prostym jedzeniu,

rzadkich chwilach delirium w porcie

i pięknie snu pod gwiazdami.

Opowiedziałbym mu o nieustannym czuwaniu,

dostrzeganiu drobnych zmian w chaosie fal,

które bez złych intencji mogą odebrać nam życie.

Opowiedziałbym o życiu

i próbie oswojenia nieposkromionego.

Wejdź.

- Dziękuję, Tommy. - Pomóc? - Nie trzeba.

- Już jest. - Dziękuję.

- Coś nie tak z jedzeniem? - Znów boli mnie brzuch, Habib.

Ma pan wzdęcia czy brzuch jest ściśnięty jak kamień?

Jest jak kamień.

- A palenie? - Już nie pomaga.

- Czy to choroba żeglarzy? - Obawiam się, że tak.

Przykro mi.

- Ale po tylu latach... - Ty jesteś zdrów jak ryba.

- Jestem żonaty. - I co?

To pomaga.

HISTORIA MOJEJ ŻONY

ZMAGANIA JAKOBA STÖRRA W SIEDMIU LEKCJACH

Czyś ty oszalał? Gdzie mnie zaprosiłeś?

Siadaj i bądź cicho.

Kodor, doprawdy.

Czego się napijesz?

Poproszę szklankę mleka. Żołądek mi doskwiera.

Zamów coś innego. Coś zwyczajnego.

Nie chcę robić scen. Dla niego kawa.

Nie patrz tam i mów cicho.

- Wspólnik zdradza mnie tu i teraz. - Rozumiem.

Nie patrz tam! Patrz na mnie. Rozmawiajmy.

Dobrze. Postanowiłem się ożenić.

- Z kim? - Jeszcze nie wiem.

Z kobietą. I tak nie będzie mnie widywać.

- Nie ma tak lekko. - Z pierwszą, która tu wejdzie.

- Łatwo ci mówić. - Ściskają sobie dłonie.

Chyba wychodzą.

A to świnia.

Jeszcze mnie popamięta.

No to czekamy.

Na co?

Ożenisz się z pierwszą, która tu wejdzie.

- Tak tylko powiedziałem. - Wiedziałem, że stchórzysz.

Mało brakowało. O włos.

- Idź do diabła. - A tak naprawdę,

nie boisz się małżeństwa?

- Dlaczego? - A jeśli cię zdradzi?

- Myślałeś o tym? - Takie jest życie.

Słuchaj, pomożesz mi? Potrzebuję pieniędzy.

Dziękuję.

Ciao, Jakobie. I dziękuję za drinka.

LEKCJA PIERWSZA:

ROZWIĄZYWANIE PROBLEMÓW PRAKTYCZNYCH

- Pani wybaczy. - Dobrze. Proszę się streszczać.

Zostanie pani moją żoną?

Mówię poważnie.

Pewnie jest pani zdziwiona. Podszedłem do pani stolika i...

Proszę powiedzieć coś o sobie.

Jestem kapitanem żeglugi.

- Mam 1,80 cm wzrostu. - Widzę. Kiedy nasz ślub?

- Jutro? - Za tydzień. To realne.

- Mówię poważnie. - Niech pan nie psuje zabawy.

- Mówił pan, że czym pływa? - Nie mówiłem.

Frachtowcem. Ogólnie przewozimy ładunki.

- Czy to ciekawe? - Zależy od ładunku.

- Na przykład... - Jak się pan nazywa?

Kapitan Jakob Störr.

Lizzy. Bellazza.

- Wybacz mi spóźnienie. - Panowie się poznają.

Pan Ridolfi, kapitan Jakob...

- Störr. - Mój narzeczony.

Winszuję. Skąd ten pośpiech?

- Jest żeglarzem. - Jakie to romantyczne.

Łamacze kobiecych serc. Nie boisz się go?

Odrobinę.

Mogę być świadkiem? Jako twój oddany przyjaciel.

Kochanie, wybierz kogoś innego.

- Ma pan coś przeciwko mnie? - Nie.

Ale nie zdąży pan wydobrzeć.

Lizzy?

Arivederci. Ciao.

- Niezły z ciebie numer. - Z ciebie też.

To znaczy...

Wiesz co?

Zamówmy jedzenie i nauczę cię żeglarskiego pokera.

Dobra ryba. Można taką dostać w Paryżu?

- Jak z portowej tawerny. - Albo masz zdrowy apetyt.

- Powiedziałam coś śmiesznego? - Nie.

Po prostu... Nieważne.

Żeglarski poker?

To jego specyficzna odmiana. Chcesz się nauczyć?

Na czym polega?

Tak gramy, gdy towarzyszą nam kobiety.

Mów.

Kto przegra, zdejmuje część garderoby.

To głupi pomysł.

Tak spędzasz czas na lądzie? Dobrze wiedzieć.

Zapomnij.

Możemy spróbować.

Dobrze.

- Gra polega na tym... - Umiem grać w pokera.

Cudownie. Nawet nie marzyłam o takiej nocy poślubnej.

Już się tak nie dąsaj. W końcu to był twój pomysł.

Umiesz całować.

Masz duże porównanie?

Nie psuj tego.

Wrócę za cztery miesiące.

- Będzie miło, jeśli nam się uda. - Tak, będzie miło.

Nie martw się. Zaczekam.

Ładnie.

- Cześć. - Cześć, kapitanie.

Mam coś dla ciebie.

- Pamiętałeś. - Oczywiście.

Dziękuję.

LEKCJA DRUGA:

W LABIRYNCIE ŻYCIA TOWARZYSKIEGO

Lizzy, nareszcie.

Dobry wieczór! Poznajcie się.

To mąż Lizzy. Wrócił z długiej podróży.

Witamy.

Pozwól, że ci przedstawię. Madeleine, Paul,

Henriette, Maurice, Geneviève. To jest Jacques... No i Pierre!

Zawsze o nim zapominam. Wybacz.

Jacques pływa po oceanach. Ma dla nas mnóstwo opowieści.

Prawda? Podróże zawsze mnie fascynowały.

Zostawię was.

Zawsze mnie zastanawiało,

dlaczego statek nie tonie?

Niewiarygodne.

Może to głupie pytanie, ale jest zrobiony ze stali.

Do tego ludzie i ładunek.

Statki przewożą nawet kamienie. Jak to działa?

Spróbuję wyjaśnić. Takie są prawa fizyki.

Oczywiście, że fizyki. Nie mam o niej pojęcia.

Słuchajcie, zadałam mu potwornie durne pytanie.

Dlaczego statek nie tonie?

Przepraszam, przyszedł Kodor.

- Jem. Niech zaczeka. - Wpuść mnie.

Jedz, nie przeszkadzaj sobie. Za nic nie chciałbym ci przerywać.

Mam pewien towar.

Trochę haszyszu. Gość jest spłukany, sprzeda tanio.

- Ty jesteś tym gościem? - Ktoś ci coś naopowiadał?

Mam się świetnie. Jestem w doskonałej formie.

Podzielimy się po połowie. Jestem dziś hojny.

- Nie jesteś głodny? - Jedz.

Masz dobrego kucharza.

- Dzień dobry. - Proszę.

Dziękuję.

- Do ciebie. Od prefekta policji? - Pokaż.

A, to.

Tydzień temu wracałam do domu. Kiedy mijałam kościół,

jakiś mężczyzna wyrwał mi torebkę i uciekł.

- Mój Boże. - Miał straszną bliznę na twarzy.

Nawet teraz drżę, gdy o tym mówię.

Wyobrażam sobie. Wiesz co?

Pójdę na posterunek i to załatwię.

- Nie kłopocz się tym. - Od czego ma się męża?

Naprawdę. Jacques!

Uderzył pan w drzewo o drugiej w nocy.

W drogim kabriolecie wszystko panu wolno?

Pańska przyjaciółka mogła zginąć. Był pan kompletnie pijany.

Nie rozumiem.

Moja żona.

Złodziej.

Torebka.

Paul, przyjdziesz? Mam faceta, który nie mówi.

Nie jest głuchy. Mówi po angielsku. Dziękuję.

W czym mogę panu pomóc?

Proszę mu wyjaśnić,

że mojej żonie skradziono torebkę. Tu jest wezwanie.

- Powiedziała... - Pan Ridolfi?

Nie.

Czego dotyczy to wezwanie?

To chyba jej mąż.

Cholera. Biedaczysko.

- Co robimy? - Musimy mu powiedzieć.

Niech pan chwilę zaczeka.

Proszę.

Jacques?

Byłem na policji.

Zgubili akta.

Dobrze tańczysz.

Zaskakujesz mnie.

- Wszystko w porządku? - Tak jest!

- To nie Fritzi ma dziś wachtę? - Zamieniliśmy się.

Chciał zobaczyć syna.

Męża nie ma w domu.

Ci mężowie...

Będzie wiało.

Habib, nie tęsknisz czasem za domem?

- Cóż... - Za żoną?

Mówiłeś, że jesteś żonaty.

Tak, mam żonę. Młodą i piękną.

Nie jedną, a dwie.

- Dwie? - I jeszcze starą.

Dorastaliśmy razem. Jest najlepsza. Zaciekła.

Co one teraz robią?

Trzy kobiety bez męża. Nie martwisz się?

- Nie. - Mnie możesz powiedzieć.

Są zamknięte. Moja matka ich pilnuje.

Żyje. Ma 92 lata!

- Nie wariują tam? - Może i tak.

Ale to nie mój problem.

Dedin!

Poznajcie się.

To jest Jacques, mąż Lizzy. Nasz Dedin.

Nareszcie poznałem wilka morskiego.

Taki ze mnie wilk morski, jak z pana szczur portowy.

- Czym on się zajmuje? - Jest pisarzem.

O kim mówisz?

Pisarz.

Ma też bogatego wuja.

- Innymi słowy, jest pasożytem. - Nie polubiłeś go.

Zauważyłam to.

Szkoda.

Lizzy.

- Mam lubić twojego wielbiciela? - Nie jest moim wielbicielem.

- Oszalałeś. - Nie oszukasz mnie.

Jesteś jak niosąca się kura. Cała rozpalona.

- Porównujesz mnie do kury? - Tak właśnie.

Ciesz się, że tylko tyle.

Zmieniłeś się.

Stałeś się nieuprzejmy.

LEKCJA TRZECIA:

UTRATA KONTROLI

Słuchaj, Lizzy, ja...

To całkiem miły młody człowiek.

Możemy go do nas zaprosić, jeśli chcesz.

Dostałem propozycję pracy.

Pomógłbym przyjacielowi. Poważnie zachorował.

Wysokiej klasy statek pasażerski do Aleksandrii i z powrotem.

Bardzo elegancki.

Nie lubię tych delikatnych łodzi. Budzą mój niepokój.

Ale...

Powinienem wziąć tę pracę?

Mogłabyś popłynąć ze mną.

Bongiorno!

- Witam na pokładzie Marietty. - Dziękuję.

Kiedy przybędzie pańska żona?

Przystosowaliśmy kajutę kapitańską dla damy.

Niestety moja żona nie płynie.

- Mam nadzieję, że nic się nie stało. - Nic jej nie jest.

Może następnym razem. Oprowadzę pana.

Kapitanie!

- Jednak pan do nas wrócił? - Nie, Tommy. Przykro mi.

Teraz ma pan elegancką pracę.

To jednorazowy rejs. Zdecydowałem się dla żony.

Rozumiem. Zabiera ją pan ze sobą.

- Chodź. Postawię ci drinka. - Świetnie.

Usiądźmy w środku.

Dziękuję.

Mów, co nowego.

Niewiele. Pojutrze wypływamy. Kapitanem jest jakiś Serb.

Dziękuję.

Ma pan taki wytworny mundur.

A ta Marietta! Przepiękny statek.

Poszedłem go obejrzeć. Z zewnątrz. Nie wpuścili mnie na pokład.

Wiadomo coś o Kodorze?

Nie widujemy go. Teraz jest kimś.

Jak to?

W zeszłym miesiącu celnicy skonfiskowali kokainę.

Duży ładunek. Zamknęli go w swoim składzie.

Następnego ranka skład spłonął.

Ale Kodor zakradł się tam poprzedniej nocy

i podmienił wszystko na mąkę.

Nieźle.

- Jest grubą rybą w Hamburgu. - Rozumiem.

Kapitanie! Pożar!

- Zatrzymajmy silniki. Wyślijmy SOS. - Cała naprzód.

- Na zachodzie złapiemy deszcz. - Spłoniemy. Pokład już się tli.

Nie możemy czekać na ratunek.

- Co? - Deszcz ugasi ogień.

Cała naprzód!

Ratunku! Na pomoc!

Do środka z nim!

Zostańcie tutaj. Nikogo nie wypuszczajcie.

Sir, powinniśmy wysłać sygnał.

Czekamy.

Będzie padać.

- Ale... - Ale co?

To jest delikatny statek. Ma kruchy, cienki pokład.

Nie to co frachtowiec.

Sir.

Dziękuję.

- Nie podobają ci się? - Teraz używam innych.

Co z twoją ręką?

- Mieliśmy pożar. - Byłeś w niebezpieczeństwie?

Taksówka!

- Cała drżysz. - Nie da się złapać taksówki.

- Źle się czuję. - Biedactwo.

Mam samochód. Odwieźć was?

Chodź. Jesteś zmęczona. Powinnaś się położyć.

- Dziękuję. - Ależ nie ma za co.

- Miło z twojej strony. - Żaden kłopot.

Zapraszam na kieliszek brandy. Mam wyjątkową. Z Armenii.

Z przyjemnością.

- Jacques, proszę. - Jedźmy, Maurice.

- Tędy? - Tak.

Zajrzę do żony.

Twoje tabletki.

Położę cię do łóżka.

Kochanie, co się stało?

Proszę, nie.

Nie.

Przestań.

Przestań.

Proszę.

- Masz fajny samochód. - Dziękuję.

Właściwie nie jest mój. Wuj czasem mi go pożycza.

- Czym się zajmujesz? - Niczym.

I to jest szczera odpowiedź.

- Z czego żyjesz? - To tajemnica.

Rozumiem. Tajemnica.

Pozwolisz, że dam ci pewną radę. Skoro już mówimy o finansach.

Dlaczego? Co wiesz o moim życiu?

I jaki masz w tym interes?

Pomówmy bez ogródek.

Dobrze.

Wiem, jakim wstrząsem był dla ciebie ten wypadek.

Choć sam nie chcesz o tym mówić.

Wiadomo, jakim wyczynem było ocalenie tego statku.

- Skąd o tym wiesz? - Mam odpowiednie znajomości.

Słyszałem o tym od lorda Cunningdale'a.

Bardzo cię szanuje.

Znasz go? Naprawdę?

Pozwolisz.

Dziękuję.

Chwileczkę, obiecałem ci drinka.

- Nalać? - Oczywiście.

Po mistrzowsku znalazłeś wyjście z tej sytuacji.

Służby ratownicze chcą twojej głowy.

Poniekąd słusznie.

Zatrudniają najlepszych. To oczywiste.

Patrolują najbardziej niebezpieczne strefy.

Myślałeś o tym, by dla nich pracować?

- W służbach ratowniczych? - Co?

Doskonały pomysł.

Masz rację.

- Jak na to wpadłeś? - Po prostu.

Praca wymaga odwagi, doświadczenia i szybkiego podejmowania decyzji.

Jesteś do tego stworzony.

Rozważałeś przeprowadzkę do Hamburga?

Dlaczego akurat tam?

Biznes w mieście kwitnie. Musiałeś o tym słyszeć.

Prawda, słyszałem.

- Ale przeprowadzka? - Czemu nie?

Wiesz co? Masz całkowitą rację. Nic mnie tu nie trzyma.

Dziękuję za pomysł. Nie sądziłem, że masz nosa do interesów.

Tylko jeśli chodzi o cudze.

O siebie nie potrafię tak zadbać, jak już słusznie zauważyłeś.

Nie chciałem...

To przyjemność służyć prawdziwemu bohaterowi.

Królowi oceanu.

Mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś.

Dobranoc.

Kapitanie! To pan?

- Dzień dobry. - Nie do wiary.

Dziwnie pan wygląda bez munduru. Pani jest żoną kapitana?

Ekscytujące życie.

- Grete Winterhalter. - Miło mi.

Zaraz wrócę.

Jest przeurocza.

To prawda.

Opowiedziała mi o pożarze i całej reszcie.

Jestem pod wrażeniem.

Jeśli zamierzają państwo wracać późno, proszę dać znać.

Dam zapasowy klucz do bramy.

To klucz do mieszkania.

Proszę!

Jak myślisz? Możemy wymienić meble?

- Nie śpisz? - Nie.

- Opowiedzieć ci kolejną historię? - Poproszę.

Żył sobie pewien młody człowiek.

Pływał po morzach, odkąd skończył 16 lat.

Całymi miesiącami był uwięziony na statku.

I jak każdy młody mężczyzna szaleńczo pragnął być szczęśliwy.

Nie wiedział tylko, jak to osiągnąć.

Jego życie wypełniało coś zupełnie innego -

obowiązki i ciężka praca.

Pewnego dnia jego statek zacumował na wyspie.

Tą wyspą była Jawa.

Był wieczór. Młodzieniec przechadzał się wśród maleńkich chat.

Sam w chłodzie,

pośród tych wszystkich ludzi, którzy śpiewali, śmiali się

lub po prostu rozmawiali przy świetle świec.

Pomyślał wtedy,

że przybył na wyspę błogosławionych.

Chciał wejść do którejś z chat i przycupnąć w kącie.

Tak bardzo pragnął być jednym z nich,

że serce omal nie pękło mu z tęsknoty.

Ale nie wszedł do żadnej z chat.

A następnego dnia odpłynęli.

Teraz ty coś opowiedz.

Nie jestem w tym dobra.

Spróbuj. Choć jedną. Proszę.

Służby ratownicze zaoferowały mi dobrą posadę.

Często mnie nie będzie.

Powiedz prawdę, co daje ci mieszkanie ze mną?

Bóg mi świadkiem.

Sprawia mi to ogromną przyjemność.

Ta dziewczyna jest bardzo piękna.

- Dlaczego się z nią nie ożenisz? - Przestań.

Nie musisz się jej obawiać. Młode dziewczyny mnie nie interesują.

- Nie dotykaj mnie. - Nie wygłupiaj się.

- Nic między nami nie ma. - Przecież nie jestem zazdrosna.

Co cię ugryzło?

Chodzi o tego Dedina?

To łajdak, możesz mi wierzyć.

On wysłał nas do Hamburga. Powinnaś o tym wiedzieć.

On cię nie kocha.

Chyba lepiej być z kimś, kto cię kocha.

Uważasz, że cię nie kocham.

Ale wciąż kurczowo trzymasz mnie przy sobie.

Co z ciebie za mężczyzna?

Czy twoich żyłach w ogóle płynie krew?

Wiesz co?

Masz rację.

Nie wiem, dlaczego z tobą jestem.

I choćbym walił upartą głową w mur,

nigdy nie zrozumiem, dlaczego znoszę te upokorzenia.

Inna może mnie pokochać.

- O tym mówię. - Milcz. Ani słowa.

Trochę późno na spacery.

- Słucham? - Za siedem minut zamykam bramę.

- Nie lubię, gdy ktoś mnie budzi. - Dobrze.

- W porządku, panie... Herr Blume? - Leopold Blume.

Życzą sobie państwo pełne wyżywienie czy tylko lunch?

Zapomniał pan o tym powiedzieć.

Wystarczy tylko lunch.

Na pewno?

Możemy się rozwieść, jeśli tego chcesz.

- Mogę coś powiedzieć? - Mów.

Jesteś głupcem. Proszę. Tak może być?

Nie gniewaj się na mnie.

Ale z ciebie flejtuch.

Chodź.

- Nie rób ze mnie idioty. - Dlaczego?

Tak wita się bohatera przy domowym kominku.

Przy kominku? Wiosną?

Nie bądź taki nabzdyczony. Rola kochanka do ciebie nie pasuje.

A to dlaczego?

Gotowe.

Wyglądasz przystojnie. Przejrzyj się.

Nie będę patrzył w lustro. Powiedz mi,

dlaczego nie nadaję się do roli kochanka?

- Czy tak wygląda kochanek? - A jak?

- Jaki powinien być kochanek? - Zuchwały.

- A jaki ja jestem? - Szczery.

Ciekawe. Powinienem być łajdakiem?

Chociaż trochę.

Nie musisz być cały czas taki męski.

Cała naprzód!

Mam być mniej męski. Dobrze. Jaki jeszcze powinienem być?

Nie wiem.

Jakbyś miał zrujnować każdą dziewicę. Rozumiesz?

Nie czekaj, aż życie się do ciebie dostosuje.

Ty się do niego dostosuj. Inaczej ono cię ukarze.

Pobrałeś nauki. Możesz iść trochę poflirtować.

Byle nie za dużo.

LEKCJA CZWARTA:

O SILE ZMYSŁOWOŚCI

Co ja robię? Całkiem oszalałam?

Niedaleko jest miły hotel.

Co?

Spójrz mi w oczy.

- Kochasz mnie? - Uwielbiam!

Nie kochasz.

Grete.

Nie wygłupiaj się.

Dokąd idziesz?

Przynajmniej nie kłamiesz.

- Ale to dla mnie ważne. - Dla mnie też.

Zaczekaj tu. Mam w tym hotelu pewną sprawę do załatwienia.

To zajmie chwilę.

Kocham cię.

- Nie zaczekam. Zapomnij! - Dziękuję!

Co tak długo? Mówiłem, żebyś się pospieszył.

Spóźniłeś się.

- Jak to? - A tak to.

Co sobie myślałeś? Że cały Hamburg na ciebie czeka?

- Posada jest już zajęta. - Rozumiem.

Poza tym, co to za wymyślna marynarka?

Od kiedy jesteś taki zadowolony z siebie?

To dzięki kobietom, staruszku.

- Wiesz, jak to jest. - No tak. Kobiety.

W porządku. To się zdarza.

Coś wymyślimy. Bez obaw.

Idź już. Jestem zajęty.

Podaj numer.

Cześć! Zajrzałeś do tych dokumentów?

Nie chcę tracić czasu.

Boże!

Bardzo cię przepraszam.

- Załatwiłeś swoją sprawę? - Tak.

Chodźmy się gdzieś wysuszyć.

- Nie wygłupiaj się. - Muszę wracać. Rodzice się martwią.

Kiedy cię zobaczę?

- O dziesiątej rano. - Już nie mogę się doczekać.

Przepraszam.

Potworne miasto.

Dlaczego potworne?

Boję się, że tu umrę.

Muszę iść do miasta. Na 10.00 umówiłem się z Kodorem.

Oczywiście. Musisz iść.

Chociaż się zastanawiam, po co miałbym iść.

On tylko gada.

Do diabła z Kodorem.

Zostanę z tobą.

Dobrze. Skoro tak myślisz.

Posłuchaj tego.

Dwie kuzynki mieszkały razem w małym miasteczku.

Młodsza miała dość starszej.

Była zakochana, a ta starsza ciągle jej dokuczała.

Więc ją otruła.

Nikotyną.

Da się kogoś zabić nikotyną?

- To takie łatwe? - Tak.

Dość łatwe.

- Biedaczka. - To okropna historia.

Pomyśl.

Nikt by się nie dowiedział. Dziewczyna przypadkiem się wygadała.

O kim mówisz?

Jak to o kim? Nie słuchałeś?

Masz dość ciekawy ogląd na tę sprawę.

Dlaczego? Mogłaby wreszcie cieszyć się życiem.

I wolnością.

- Ale Lizzy, mówisz o... - Proszę cię.

Po prostu nie chcesz zrozumieć.

Wiesz co?

Jednak spotkam się z Kodorem.

- Co się stało? - Moja noga. Złapał mnie skurcz.

Pokaż.

Żyjesz.

Śniłeś mi się. To było straszne.

Siedziałam i płakałam za tobą.

Potem zobaczyłam tłum nad ciałem, a ciebie wciąż nie było.

Tak bardzo cię przepraszam.

Wczoraj, kiedy obudziłam się z tego koszmaru,

długo siedziałam i nie mogłam zasnąć.

Dużo myślałam.

Jeśli chcesz, pójdę z tobą do hotelu.

Nie.

Bardzo cię kocham, ale...

Masz rację.

Stałem się człowiekiem bez serca.

Dawniej taki nie byłem.

Po prostu...

Powiedz, zostaniesz moją żoną?

Tak.

Tak, zostanę. Mówisz poważnie?

Wolałbym umrzeć, niż żyć dalej tak jak teraz.

Weź mnie za żonę.

Pobierzmy się. Zobaczysz, jaką dobrą będę żoną.

- Dlaczego się gniewasz? - A powinnam? Nie jestem zła.

Strojenie fochów nie jest w moim stylu.

Nie jestem francuską siksą.

Oczywiście, że jesteś zła z powodu mojej żony.

To niesprawiedliwe.

W każdym razie nie musisz się o nią martwić.

Niedługo się rozwiodę. Mówiłem ci.

Rozwód nigdy nie jest prostą sprawą.

- Zwłaszcza w sytuacji... - Jakiej?

Nigdy się od niej nie uwolnisz. Nieważne, jak bardzo cię kocham.

Wiesz, dlaczego? Bo taki nie jesteś.

Jesteś jak ja. Masz wierne serce.

Teraz to pójdziemy na przyjęcie.

Domykam doskonały interes. Myślą, że to ja robię im przysługę.

Dasz wiarę?

Wyrzuć to z siebie. Co się z tobą dzieje?

Ledwie cię poznaję.

Co to ma znaczyć?

- Kiedy? - Wtedy.

W tamtej...

- Ożeniłeś się z pierwszą kobietą? - Tak.

I nic nie powiedziałeś?

Nie sądziłem, że masz takie jaja.

Przejdźmy do interesów. Pomóż mi, a uczynię cię bogaczem.

Weź. Musisz dziś błyszczeć.

Spójrzcie na niego. Najstarszy z moich przyjaciół.

Prawdziwy morski kapitan.

Potrafi wypić kieliszek jednym haustem.

Patrzcie.

- Nie ma jabłka Adama? - Nie ma duszy.

Uwiodę cię.

Panie Kodor,

prosimy, by jeszcze raz omówił pan warunki naszych zysków.

Pamiętajcie, że są z wami damy. Nie mówmy dziś o interesach.

- Chciałem tylko... - Drodzy panowie!

Nie psujmy miłego wieczoru rozmowami o interesach.

W końcu wszystko już ustaliliśmy. Nieprawdaż?

- Są pewne kwestie... - Prosimy.

Wypijmy za powodzenie naszego konsorcjum. Salute!

Podpisz tutaj i tutaj. I będzie po wszystkim.

Mówiłem, uczynię cię bogaczem.

Kodor i Synowie. Konsorcjum paliwowe.

- Nie wiedziałem, że masz synów. - Ja też nic o tym nie wiem.

Ale brzmi to elegancko, nie sądzisz?

- Co to właściwie jest? - Co to jest?

Co za różnica? Potwierdzisz tylko, że nikt nie składał zażaleń.

Wiesz, że chcę oszukać tych ludzi. Tak troszeczkę.

- Zostaną bankrutami. - Czemu nie?

W czym problem? Krygujesz się jak dziewica.

Nie chcesz, to nie podpisuj.

No dobrze.

Brawo.

LEKCJA PIĄTA:

W POGONI ZA RZECZYWISTOŚCIĄ

Proszę szczerze powiedzieć, wierzy pan w wyższą mądrość?

Wyższą...?

O czym pan mówi?

O ruchu gwiazd i kosmicznym porządku.

Dlaczego to zawsze muszą być gwiazdy? Czemu nie marchew?

- Marchew? - Ona też jest cudem natury.

- Bonjour! - Słodko się upijasz.

W każdym razie

spotkałem u Kodora dwie dziedziczki fortun.

Jedna była jak ciastko waniliowe, a druga...

- Miała talię jak skrzypce. - Ale z ciebie poeta.

I obie...

Przysięgam, obie mi się oświadczyły.

Jak mam je poślubić jednocześnie?

- Wspomniałeś im, że już masz żonę? - Oczywiście.

Nic ich to nie obeszło.

Zabawne.

Mnie też ktoś się wczoraj oświadczył.

Pozwoliłbyś mi odejść?

Jeśli mam zebrać dla pana dowody do rozwodu,

przyłapać ją in flagranti, stawka będzie zupełnie inna,

niż za dostarczenie listy

gdzie, z kim i ile razy ona to robi.

Poza tym

jeśli liczy pan na intymne szczegóły:

pozycje, użyte podczas aktu akcesoria...

Nie mam pewności, czy dochodzi do aktów.

Naprawdę tego pan chce?

- Czasem lepiej nie wiedzieć. - Co ona robi całymi dniami?

Coś panu powiem. Zajmuję się tym od 30 lat.

Nabawiłem się płaskostopia i reumatyzmu.

Nie uwierzy pan, do czego one są zdolne.

Z mojego doświadczenia wynika, że nie ma niewinnych kobiet.

Jacques?

- Tak? - Zapniesz mi sukienkę?

Lizzy, powiedz mi szczerze, kto ci się oświadczył?

Jak duże dziecko.

Wziąłeś to na poważnie? Nie chce mi się w to wierzyć.

- Poproszę ćwierć funta mąki. - Do czego?

Słucham? Po prostu chcę kupić mąkę.

- Mam się tłumaczyć? - Są różne rodzaje mąki.

Do ciasta drożdżowego, francuskiego, do gotowania.

Do gotowania.

Cześć, kochanie.

Mówiłem ci, że jadę dziś do Brugii?

Tak.

Kodor wreszcie się zjawił.

Nie będzie mnie dwa dni.

Do zobaczenia niedługo. Pa!

Miałeś wyjechać.

Podróż odwołana.

Co to?

Nie idź tam!

- Dlaczego? - Nie zostawiaj mnie!

Widział pan, kto pukał do naszych drzwi?

- Tak. - I co?

To byłem ja.

- Dlaczego, jeśli mogę spytać? - Nie oddał pan klucza od bramy.

Rzeczywiście.

Po co on panu o świcie?

- Jest piątek. - I co?

Muszę iść na targ.

Spóźnię się. Złodzieje zedrą ze mnie podwójną cenę.

Co to jest?

- Co nosisz w kieszeniach? - O co pytasz?

- O to. - To jest...

Sama się domyśl.

To jest...

Odrobina kokainy.

Po co ci kokaina?

Też potrzebuję czegoś, co uczyni moje życie znośnym.

Tak naprawdę to mąka.

Miałem ją rozsypać i sprawdzić, kto odwiedza cię w łóżku.

Zdumiewające.

Wszystko wskazuje na to, że żona jest panu wierna.

Czarująca osóbka. Mogę panu tylko pogratulować.

Mogę obserwować ją kolejny miesiąc za pół ceny.

- Kochankowie bywają nieobecni. - Poproszę rachunek.

Jakie piękne.

- Są dla ciebie. - Merci!

Zmieniasz się w dżentelmena.

Pierwszy raz kupiłeś mi kwiaty.

Wstawię je do wazonu.

Ładnie.

Dobrze się czujesz? Jesteś blady jak śmierć.

Kapitanie! To dla mnie zaszczyt. Pańska sława pana wyprzedza.

- Cygaro? - Nie, dziękuję.

Dość tych pogaduszek. W czym mogę panu pomóc?

Powiem wprost: potrzebuję pracy.

Naprawdę?

Jestem zaszczycony, że wybrał pan właśnie nas.

Yasmina wypływa do Kapsztadu z angielskim suknem.

Przeniosę kapitana, a pan zajmie jego miejsce.

Rzecz w tym, że muszę znaleźć pracę na lądzie.

Rozumiem. Bardzo mi przykro.

- Choroba w rodzinie? - Coś w tym stylu.

Fred.

Kapitan Störr ma kłopoty rodzinne. Znajdzie się dla niego jakaś praca?

Proszę za mną.

Jeszcze pracujesz?

Mój Boże. Ale masz oczy.

Jak wyglądają?

Są takie...

Jak paciorki.

Gniewasz się na mnie?

Trochę dzisiaj zaszalałam na mieście.

Piłam szampana,

a nawet trochę porto, jak chcesz wiedzieć.

Więc jestem wstawiona.

Wiesz, jak dobrze smakuje papieros z czekoladką?

Pokazał mi to dziś pewien młody człowiek.

Chcesz spróbować?

Zachowałam ją dla ciebie.

Razem.

Zostawię ci je.

Idę do łóżka.

Dołączysz do mnie?

Wcześnie dziś zacząłeś.

- Na co? - Jak to - na co?

Zapytałem, po co ci pieniądze.

Zjem dziś na mieście.

I mam swoje wydatki.

Dlaczego nie zjesz w domu? Mamy opłacone posiłki.

I na to powinnam zważać przede wszystkim.

Chwilowo nam się nie przelewa, jakbyś nie zauważyła.

Cóż.

Skoro tak twierdzisz.

Dobrze się bawisz?

Błazen.

Menu na przyszły tydzień.

Jeśli coś państwu nie odpowiada, możemy nanieść zmiany.

- Dziękuję. - Przeczytam panu. Nie mam kopii.

- Przyjdę później. W tej chwili... - Ja właściwie w innej sprawie.

Przyszedłem wyjaśnić kwestię marchwi.

Czego?

Wie pan, nieśmiertelnej duszy marchwi.

Albo ogórka.

Albo rury.

Chyba rozumie pan własną ideę.

- Moja żona źle się czuje. - Co też pan mówi!

- Czyżby spodziewała się maleństwa? - Na litość boską!

Już pan skończył? Zawsze na czas.

- Co się z nimi stało? - Przepraszam.

Proszę się nie martwić. Wszystko jest czytelne,

i na ile pana znam, również bezbłędne.

W przyszłym tygodniu otrzyma pan wypłatę.

Rzecz w tym... Mógłbym ją dostać dziś?

Obawiam się, że nie. Proszę przyjść za trzy dni.

- Poproszę jedną dużą. - Oczywiście.

50 fenigów.

- W porządku. - Tak?

- Dziękuję. - Miłego wieczoru.

- Oby nie złapał pan zapalenia płuc. - Dziękuję.

Historia, którą mi pan opowiedział... Jak się pan z tym teraz czuje?

Dość żałośnie.

- Dlaczego? - Dlaczego?

Nie mogę się nawet skutecznie utopić.

A to dobre.

Proszę mi powiedzieć prawdę.

Niech pan mi powie,

dlaczego nie mogę uporządkować swojego nieszczęsnego życia?

A któż może?

Mam wrażenie, że wszyscy.

Widział pan kiedyś prosię?

- Słucham? - Delikatne stworzenie.

Kiedy ktoś je złapie, zaczyna przeraźliwie kwiczeć.

Tak to już jest urządzone.

Kwiczymy czy nie, to bez znaczenia.

Ten świat nie jest stworzony dla nas.

Nie dla naszych dusz.

To nie jest ich dom. Więc niech pan się nie dziwi.

Ma pan ogromne szczęście.

Może pan wstać i tak po prostu zostawić to nieszczęście za sobą.

Coś się nie udało.

- I co z tego? - Ma pan rację, ale...

Na pańskim miejscu bym to zrobił.

Nie wahałbym się.

Wyobraziłbym sobie, że już nie żyję.

Ale przed śmiercią zdobyłbym się na ostatni zryw życia

i uciekł.

Dostałbym chwilę wytchnienia,

będąc obcym, wyrzuconym na nieznanym brzegu.

W końcu

czyż nie na tym polega życie?

Na otrzymywaniu kolejnych łask?

LEKCJA SZÓSTA:

ODPUSZCZANIE

Jacques!

Cześć, mój kapitanie.

Chodź ze mną. Idę na przyjęcie koktajlowe.

Dobrze.

- Może spędzimy wieczór na mieście? - Świetny pomysł.

Nie mogę przyjść.

Przeproś za mnie. Powiedz, że się przeziębiłam.

Wiesz co? Poznałam kogoś.

Jest przystojny. Nawet bardzo.

Ma niebieskie oczy, blond włosy, szerokie ramiona.

Ma w sobie to coś.

Zobaczymy się jutro.

Jacques?

Madame! Czy mogę pani towarzyszyć?

Proponuję krótką znajomość.

Szybką i przelotną.

Teraz ludzie poznają się na tańcach.

Więc niech pan idzie na tańce.

Niech się pani zlituje. Wkrótce zniknę na zawsze.

Odpłynę na koniec świata. Jestem żeglarzem. Kapitanem statku.

Naprawdę?

- Nie wygląda pan na kapitana. - Nie wyglądam?

Zbyt długo tu zabawiłem. Co ja przeżyłem w tym mieście!

Co takiego? Niech pan mówi.

- Chętnie posłucham. - Widzi pani, mam złamane serce.

- O jednym pan zapomina. - O czym?

Mam męża, którego gorąco kocham.

Kocha pani męża?

Co w tym dziwnego?

Mój Boże, w takim razie cóż to za mąż?

Jaki on jest? Bardzo miły.

A co najważniejsze, jest uczciwym człowiekiem.

A niech mnie. Mąż bez skazy?

Ma jedną wadę.

- Jaką? - Za bardzo się martwi.

Czemu? A czy pani...

Jest mu pani wierna?

Śmieszne pytanie.

Uroczo głupie.

Oczywiście, że jestem mu wierna. Nie wiedział pan, kapitanie?

Jeśli w ogóle jest pan kapitanem.

- W takim razie... - Przestań, głuptasie.

Obiecałeś mnie gdzieś zabrać. Marzną mi dłonie.

Uważaj.

Nigdy mnie nie adorowałeś.

- Adorowanie? - Tak.

Bez tego ani rusz.

Mógłbym za ciebie umrzeć. Tak bardzo cię kochałem.

Już nie kochasz?

Nie. To już skończone.

Jaka szkoda.

Tak.

Szkoda.

A może nie. Może było tego za wiele.

Jesteś rozpalony.

Masz gorące czoło.

Wyzdrowiej. Proszę, wyzdrowiej. Już będę grzeczna.

- Jaki dziś dzień? - Środa.

Chorowałem tylko dwa dni.

- Wydawało się dłużej. - Tak było. Mamy już kwiecień.

Jesteś taka blada.

- Z czego żyliśmy? - Sprzedałam część biżuterii.

- Musiało ci być ciężko. - Było. Ale było też pięknie.

Przyszło niedawno.

Co to?

Cholerne udziały od Kodora.

Może kiedyś będziemy bogaci.

Co to za zapach?

Melony?

- Nie, olej lniany. - Tak. Zgadza się.

Zna się pan na olejach, prawda?

- Zdecydowanie. - No proszę. Kto by pomyślał.

- Skąd pan pochodzi? - Z wioski nieopodal Arnhem.

Spędziłem tam dzieciństwo, ale to było dawno.

Ciekawe. Moja babcia jest stamtąd. Jak nazywa się ta wioska?

Rijjsen.

- Więc jest pan Flamandem. - Boże, nie.

Od 30 lat nie byłem w domu.

Wiele bym dał za porcję dobrego hutspota.

- Albo bitterballen. - Tak!

Ze szczyptą cejlońskiego cynamonu. Albo curry.

Szukam kogoś na stałe na trasę do Indii Wschodnich.

- Długoterminowy kontrakt. - Dokładnie tego szukam.

Doskonale. Yasmina jest w porcie w Cuxhaven.

Mam nadzieję, że to nie kłopot?

Żona popłynie ze mną.

Żona?

- Dopiero się państwo pobrali? - Niezupełnie.

Tak bardzo lubi pan towarzystwo swojej żony?

Tak.

To niespotykane.

Pokładam wiele wiary w szczęśliwych ludziach.

Za dwa tygodnie wypływa pan na Jawę.

Wraz z żoną.

Czy ja śnię?

- Niech pan do nas dołączy. - Idziemy na bal kostiumowy.

Nasz harem nie ma opiekuna.

Dziękuję.

Lizzy?

Szampana?

Dziękuję.

Proszę, proszę.

Siedzimy tam z Kodorem. Może zechce pan dołączyć?

- Do diabła z nim. - Proszę przyjść,

- bo się na mnie pogniewa. - Czemu nie.

Co za niespodzianka.

Giacomo we własnej osobie. Dlaczego jesz w samotności?

Czyżbyś się rozwiódł?

Ja...

Tak właśnie.

Musimy to uczcić.

Zna pan "Słone morze"?

Pływa żeglarska wierna brać,

po jednym ze słonych mórz.

Kobiet ze sobą nie chce brać

na jedno ze słonych mórz,

na jedno ze słonych mórz.

Dobre to czy raczej złe?

Na jednym ze słonych mórz?

Płyniemy, a wiatr w żagle dmie

na jednym ze słonych mórz.

Na jednym ze słonych mórz.

Dotrzemy na ląd i będziemy pić,

nad jednym ze słonych mórz.

Choć piwo gorzkie jest jak żółć

nad jednym ze słonych mórz.

A kiedy zginąć przyjdzie nam na jednym ze słonych mórz...

Bardzo ładnie! Z życiem! Naprawdę.

A twoja żona tego nie słyszała.

Co ona teraz robi?

Bon voyage!

Co to za ludzie?

- Nie mam pojęcia. - Moja żona jest z nimi?

Oczywiście.

- Dokąd? - Na dworzec.

Kapitanie.

Dzień dobry.

Oddaj mi udziały.

- Jakie udziały? - Paliwowe.

Nie urządzajmy scen.

Jeszcze jedno.

Podyktuję ci.

"Z pomocą kochanka...

...ukradłam ci te udziały.

Z żalem przyznaję...

...że prowadziłam się niegodziwie".

Podpisz.

Wybacz mi.

Potrzebuję tego do rozwodu.

Nie będę łożył na twoje utrzymanie.

SIEDEM LAT PÓŹNIEJ

Gdybym miał syna,

co bym mu powiedział, wyprawiając go w wielki świat?

Opisałbym mu dzisiejszy poranek. To by wystarczyło.

Czego więcej trzeba? Nie ma sensu udzielać rad.

Opowiedziałbym mu o przemijaniu.

O tym, że życie składa się wyłącznie z zabawnych przemian.

Że nie ma sensu szukać czegoś, co daje nam spokój ducha,

żadnego planu, ani wyższego celu, bo ich po prostu nie ma.

Tak jak światło umyka nad nami, tak w nas umyka życie.

Co zatem miałbym powiedzieć swojemu synowi?

By pogodził się z wiecznym przemijaniem

i nauczył się je cenić,

zamiast z całej siły mu się opierać, jak ja kiedyś.

Wtedy żyłby tak, jak to zamierzył Bóg.

Ktoś, kto lekko przeżył swoje życie,

równie łatwo się z nim żegna.

- Halo? - Dzień dobry.

- Jestem starym znajomym. - Kapitanie, to pan?

Miło słyszeć ten głos. Od razu pana rozpoznałam.

Pamięta pan nasze spotkanie w kawiarni?

Nawet pamiętam, co wtedy piliśmy.

Właściwie to chciałem...

Biedna Lizzy. Taka była wtedy urocza.

Była z niej taka czarująca osóbka. Wciąż myśli pan o biedactwie?

Dlaczego nazywa ją pani biedactwem? Zrobiła to pani już dwa razy.

Nie wyglądała źle. Widziałem ją dziś na ulicy.

Nic się nie zmieniła.

Przepraszam, ale o kim pan mówi?

A jak pani myśli?

Miała na sobie taki czarny płaszcz.

Zabawne, już nie widuje się takiego kroju.

Zachowała dawną figurę.

- Płaszcz był zapinany pod szyję? - Tak, zapinany.

Obszyty futrem?

Tak, z jasnym futrzanym kołnierzem.

Mój Boże. To musiała być ona. Wysłałam jej ten płaszcz z Paryża.

Tuż przed jej śmiercią.

Co proszę?

Nie wiedział pan?

Mógł pan nie wiedzieć, że biedna Lizzy zmarła?

Sześć lat temu.

Ale to cudowne. Miał pan wielkie szczęście.

Takie niespodziewane odwiedziny.

Była dla pana wspaniałą towarzyszką.

Ukazała się panu.

W końcu tak bardzo pana kochała.

HISTORIA MOJEJ ŻONY

NA PODSTAWIE POWIEŚCI MILÁNA FÜSTA

Wersja polska - Platforma CANAL+ Tekst: Hanna Osuch

api.OpenSubtitles.org is deprecated, please implement REST API from OpenSubtitles.com

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.