Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Byłem kiedyś u cioci mojej w czasie wakacji.
Pamiętam.
Była córką Bogdana, nie twoją.
Przecież Joasia też miała swoje marzenia.
Podobno chciała wyjechać na studia do Barcelony.
Pierwsze słyszę.
To była jej tajemnica. Tylko ja o tym wiedziałam.
Mamy dla pana propozycję. Za groszowy czynsz, na pół wieku.
Człowieku, nie pierdol, bierz, jak dają.
Skurwysyn.
Rozbieraj się!
To są chłopaki z Kaliningradu. My się tam nie wpierdalamy.
Bo co, kurwa? Bo cię nastraszyli?
Na poniedziałek chcę mieć krew do badań DNA
od wszystkich trzech: ojciec, syn i syn.
Przecież to jest klosz. Stąd nie widać zła.
Sprzęt zabierz. Robotę mam dla ciebie.
Nie przejedzie pan tędy. Pożar.
Ciociu? Jezus Maria, nic ci się nie stało?
Nie. Od razu wybiegłam. Obudził mnie jakiś hałas...
jakby ktoś zbił szybę, a kiedy zeszłam do kuchni,
wszystko było w ogniu, w dymie było...
Ja nie wiem, skąd ten ogień, przecież ja wszystko sprawdzam...
Śpicie dzisiaj u nas.
Pożar już opanowany.
Na razie nie możemy wykluczyć żadnego powodu zaprószenia ognia.
Pamięta pani, kiedy ostatni raz była naprawiana instalacja elektryczna?
Rafał, chodź na chwileczkę. Przepraszam państwa.
Przepraszam, musimy pobrać krew.
Wyście to wybili?
Drzwi wejściowe były otwarte, niczego nie musieliśmy wybijać.
Krata jest zamknięta...
Ktoś chciał ostrzec ciotkę...
Podpalacz?
Dobra, dzwonię po kryminologów z Elbląga.
Zabezpieczamy cegłę...
Zaczekaj!
Zostaw mnie!
Nie bój się.
Kim ty jesteś?
Spokojnie, to ja.
Zawiozę cię do domu.
Poznaję cię.
Pomogę ci.
Pojedziemy razem do szpitala, dobrze?
Już mi w niczym nie pomożesz.
Dałam Krysi tabletkę. W końcu zasnęła.
To powinno pasować.
Dziękuję.
Doceniam to, co robisz, ale to stypendium...
Nie ma najmniejszego sensu. Nie chcę go.
Nie chcę takiej pamięci, Paweł.
Jasne.
Rozumiem.
Powinieneś odpocząć.
Muszę się czymś zająć.
To wszystko musi być też ponad twoje siły, prawda?
Kolejna dostawa smrodu z "Kumitylu".
Daj, ja zrobię zdjęcia.
- Czekaj, czekaj, chodź... - Spierdalamy!
- Szybciej, szybciej! - Próbuję!
Już tu są!
Nawet śniadania nie potrafisz zjeść bez telefonu? Gotowy?
Daj mi z bagażnika płyn do wycieraczek.
Masz?
Mam, mam.
- Cześć, młody. - Cześć, brat.
Chodź na chwilę, pogadamy.
Muszę wyjechać na kilka dni.
Nawet się nie zorientujesz, tak szybko wrócę.
Tu masz telefon, masz go cały czas mieć przy sobie.
Jakby coś się działo, od razu do mnie dzwoń. Dobra?
Wstukujesz sobie "A" i wyskakuje ci Adrian.
Mama się obudziła.
Będzie spała. Na dzisiaj masz kanapki w lodówce.
Jutro pójdziesz sobie do "Kozaczka" do pani Grażynki,
da ci obiady.
Dla ciebie i dla mamy. Dobra?
Jakby coś, tu masz pieniądze.
Tylko nie dawaj ich mamie, nawet jej nie pokazuj.
Nawet jak będzie krzyczała. Dobra?
Kocham cię, brat.
Ja ciebie też.
Do lekcji.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Przyjadę po ciebie.
- Po co? - Po to. Mam tu coś do załatwienia.
- Kończysz po drugiej, tak? - No, tak.
Co ty będziesz mnie tak cały czas filował?
Nie chodzi o ciebie. No, zmiataj do szkoły.
Pani Marto!
- Pani Marto. - Do zobaczenia.
Właśnie miałem oddzwaniać do pani.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Praktycznie skończyłam, ale dokumenty są niekompletne.
Jak to?
Jest tylko ta aktualna mapa terenu, który ma być sprzedany Szwedom.
To znaczy, rozumiem, że aktualna,
bo data sporządzenia jest sprzed tygodnia.
A pan miał mi dostarczyć jeszcze tę poprzednią mapę z 1996.
- Proszę się tym nie martwić. - Ja się nie martwię.
Ja po prostu wolałabym później nie być zawalona
stosem dokumentów do zrobienia na wczoraj.
Ten dokument naprawdę nie ma żadnego znaczenia.
Niech pani jeszcze dzisiaj wyśle do firmy to,
co pani do tej pory zrobiła.
Panie Grzegorzu, ta mapa jest na liście dokumentów...
Proszę pani, my mówimy, co tłumaczyć,
a pani to tylko tłumaczy. A my to poświadczamy notarialnie.
To chyba proste?
Proste.
No. Do widzenia.
Dzień dobry.
Może lista obecności?
Tak.
Nie ma Krystiana, Eweliny i Magdy.
Panie profesorze, pan stracił wszystko w tym pożarze?
Nie, Daria, nie wszystko, ale dziękuję.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ocalały wasze testy.
Wypadły fatalnie i duża część z was,
jeżeli nic się nie zmieni, nie ma szans na zdanie matury.
Julka, Daria.
Dante napisał "Boską komedię". Ale "Nie-Boskiej" - już nie.
Przykro mi.
Bujak, "inferno" to piekło, a nie przedsionek.
I jak można nazwać rzeźbę Piety, "Pietią"?
Masz chłopaka po drugiej stronie granicy?
- Kutas. - Słyszałem to.
Ikar popełnił błąd, a nie zbrodnię.
Za wysoko chciał latać, Jasiek.
A Dostojewski napisał "Zbrodnię i karę".
Rozdaj resztę, proszę.
Duża część z was nie zdała testów w ogóle.
Pozostali, ledwo co.
Wydaje mi się, że to jest trochę tak, że świat nie oczekuje ode mnie,
żebym wiedział wszystko, co jest w tym teście.
A świat oczekuje ode mnie,
żebym zdał ten test, skończył tę zasraną szkołę,
znalazł sobie pracę i płacił podatki, i tyrał, aż do śmierci.
Prawda, panie profesorze?
Nie, Jasiek, świat niczego od ciebie nie oczekuje.
Nawet tego.
- Zaraz... - Wujku!
Mamy dowody!
Macie szczęście, że was nie dorwali i nie zakopali jak te nutrie.
Artykuł już mam w głowie. Do wieczora to spiszę.
- Kiedy ty zamykasz numer? - Weź zimny prysznic.
Masz dobry materiał i chcesz go spisać na kolanie?
Weź to wszystko jakoś uporządkuj i wpadnij jutro.
No, ale jutro chcieliśmy zorganizować demonstrację pod "Kumitylem".
Myślałam, że artykuł napędzi ludzi.
To nie jest brukowiec, same zdjęcia nie wystarczą. Jasne?
Już? Matma trwa z pięć minut.
Już, kurwa!
Tyle nam nie wystarczy!
Nie mam więcej. Tyle zostało.
Nie macie swojego kibla?
Ja pierdolę, Molendziak, nie strasz.
Adrenalinka skoczyła, co?
Łukasz!
Chcę kupić dychę. Egzaminy idą.
To weź sobie prosto od swojego koleżki, Adriana.
Nie chcę, żeby wiedział, że biorę. Kwestia zaufania, rozumiesz.
Wolę przez ciebie.
Dobra, to podbij w poniedziałek. Dopiero w poniedziałek mam dostawę.
Przecież on gdzieś na weekend wyjeżdża, nie?
Coś tam wspominał...
Ale kwestia proszku zostaje między nami, okej?
Okej.
Pojedźmy gdzieś w weekend, co?
Powiem starym, że jadę z Darią i jej rodzicami na działkę...
Nie mogę.
Dlaczego?
Mówiłem ci. Muszę jechać do Ruskich.
Do Ruskich...
A ja mówiłam, żebyś tego nie robił, prawda?
To jest jedyny sposób.
Jeszcze kilka takich ruchów i możemy się stąd zwijać.
Gdziekolwiek?
Gdziekolwiek.
Do Tajlandii?
Gdziekolwiek.
Naprawdę mam złe przeczucia.
Wszystko będzie dobrze.
Na pewno?
Dzień dobry, panie Pawle!
- Co pan tu robi? - Jak to co?
Przyjechałem po syna.
Słyszałem o pożarze.
Bardzo panu współczuję. Naprawdę.
Gdybym mógł panu jakoś pomóc, to wie pan,
że zawsze może na mnie liczyć.
Nawet sobie pomyślałem,
że może zechciałby pan zamieszkać w tamtym domku.
Jest, co prawda, dosyć daleko stąd, ale za to cisza, spokój...
Myśli można poukładać, na nowo, co pan na to?
Spodobało się tam panu.
Proszę bardzo.
On nie chciał, żeby ciąża wyszła na jaw...
Próbował ją zmusić do milczenia...
Nie umiem sobie tego wyobrazić.
Moja ciotka leczyła mu zęby, jak był dzieckiem.
A wczoraj spalił jej dom. To sobie możesz wyobrazić?
Byli ze sobą bardzo blisko. Znał jej sekrety.
Takie, które znała tylko ta Ewelina...
Wiedział, że chce studiować w Barcelonie.
- I te kotki całe... - O co chodzi?
Widziałem takiego samego w pokoju Asi.
Stał na biurku jak jakiś talizman.
A tego znalazłem w domu Molendy, ma tego cały karton.
Mówiłeś, że pojechałeś tam razem z nim...
Wróciłem tam w nocy.
Musimy posadzić tego gnoja.
Ty przecież znasz tę prokurator...
Wchodź, wchodź.
Nie wiem, jak ci za to wszystko podziękuję,
ale mogę ci obiecać, że się bardzo szybko wyprowadzę,
jak tylko coś wynajmę.
Nie ma pośpiechu.
Tu jest kuchnia,
więc jakby jakaś kawa, herbata czy cokolwiek, to tam...
Się nie krępuj.
Mam nadzieję, że się nada...
Jasne, że się nada.
Nigdy jej nie rozkładałam.
Damy radę. Dużo roboty?
A nie, to jakaś fucha.
Czasami tłumaczę dokumenty dla Molendy.
Widziałam, że miałeś z nim jakieś spięcie przed szkołą.
Nie jest nam ze sobą po drodze.
A to z pozoru taki miły facet.
Taki zagrożony gatunek,
co to całuje w rączkę, przepuszcza w drzwiach.
Płaci na czas.
Tylko...
Tylko co?
Nie wiem.
Coś się nie zgadza. Jakieś dokumenty giną.
Coś kręci.
To co?
Może dobrze nam zrobi lampka wina?
Wiesz co? Nie. Ja chyba dziękuję.
A, okej, jak wolisz. Przygotuję ci jakąś pościel.
- Na pewno ktoś jeszcze przyjdzie. - Kto?
Po domach wszyscy narzekają, że w całych Dobrowicach śmierdzi,
a jak trzeba przyjść, pokazać się publicznie, zaprotestować,
to nagle wszyscy się boją.
- Nawet Lesław nie przyszedł! - Lesław to przyjdzie.
To na dziś była ta manifestacja?
Tak, na dziś. Kilkadziesiąt osób potwierdziło udział.
Jeszcze jakieś pół godzinki to możemy poczekać, ale nie dłużej.
W Elblągu mamy jeszcze jeden materiał do obsmyczenia.
- Warto to kręcić? - No, warto!
Dzień dobry.
Nazywam się Ewelina Rozłucka, mieszkam w Dobrowicach,
które nie są własnością żadnych zasmradzaczy!
Że to trzeba całe życie się użerać z ludzkim otępieniem, no.
Najgorsze jest to, że nie wiadomo, ile tu natruli.
Mikołaj, to są plotki...
Jakie plotki?
Różne plotki.
Na przykład, skąd w ogóle Molenda z Kumińskim wzięli forsę.
Możesz dzieciakom w głowach nie mieszać?
No, mów!
W latach 90. wszyscy mówili,
że różne trucizny pozakopywali w lesie...
odpady z enerdowskich hut, wszystko w metalowych beczkach...
W markach im płacili.
- W parku krajobrazowym? - Przecież ktoś by to znalazł.
No, ale jak znalazł, jak zakopane jest?
Jakby się przedostało do wód gruntowych, to może...
No, ale ponoć to plotki. Nikt ich nigdy za rękę nie złapał.
Nawet Lesław?
- Lesław próbował. - No i co?
Ewelinka...
ty stąd niedługo wyjedziesz na studia,
a my tu zostaniemy...
Przepraszam.
- Odprowadzisz mnie do szkoły? - Tak, już.
Chyba czegoś zapomniałam z szatni.
Do widzenia.
- Cześć. Długo czekasz? - Nie.
- Trzymasz się jakoś? - Trzymam się.
Wiesz co, jest jeden problem,
bo Ewa jednak nie chce tego stypendium.
- Spokojnie, porozmawiam z nią. - Nie chcę, żebyś z nią rozmawiała.
Ona naprawdę tego nie chce. A skoro ona tego nie chce, to ja...
Nie rozumiem.
Po prostu...
pewnym sprawom trzeba się poświęcić na sto procent albo wcale.
To nie wymagało nigdy od ciebie stu procent.
Wiem.
Wiem, ale...
myślę, że bardziej będę ci przeszkadzał, niż pomagał.
- Nie przeszkadzasz mi. - Ale i nie pomagam.
Doskonale radzisz sobie z tym wszystkim sama.
Nie ma tu miejsca dla mnie...
Cóż, miło się z tobą współpracowało, Paweł.
Z tobą też.
Może kiedyś.
Narobiłeś hałasu i nawet na protest nie przyszedłeś.
Przecież Wróblewscy się odwołali. Dostałem wczoraj SMS-a.
Wszyscy dostali tego SMS-a, bo to ja go wysłałem.
Czego chcesz?
Wiesz, Lesiu...
Im więcej hałasu wokół mojej ziemi, tym gorzej.
Wiesz, ile miejsc pracy można zrobić w tej gminie,
jak Szwedzi grunty kupią?
Pewnie więcej niż przy wywalaniu ludziom ścierwa pod domy.
Leszek, wyluzuj.
Pomyśl trochę o sobie.
Nowy komputer by ci się przydał, samochód... No, pomyśl.
Leszek, nie wygłupiaj się.
Przecież myśmy do jednej klasy chodzili.
A ty teraz podobno na stare lata licealistki wyrywasz?
Tak mówią.
Zostawcie Rozłucką w spokoju. Ona o tamtej sprawie nic nie wie!
Nic?
Wie, że zakopywałeś ścierwa koło Wróblewskich, to wszystko.
A ja wiem, dlaczego ty kiedyś straciłeś prawo jazdy!
Pamiętaj, kto ci wtedy pomógł!
Nie ty mi pomogłeś, a swoje długi dawno spłaciłem.
Myśmy ci pomogli. My.
A teraz ty masz zrobić porządek z tą gównażerią.
I to raz na zawsze.
Jak cię spotkam koło domu jeszcze raz,
namierzę ten twój stary syf
i pójdziesz prosto do pierdla, zamiast na bankiet do Szwedów.
A teraz się wynoś stąd. Spierdalaj stąd!
Hełm radziecki i hełm pruski...
Panie profesorze?
O, właśnie skończyliśmy. A wy pewnie przyszliście na zajęcia?
Nie, mamy sprawę...
A to poczekajcie chwilę.
Przymierz.
Pilną sprawę.
Chodzi o pozostałości bunkrów. Tych w parku krajobrazowym.
Tak?
Słyszał pan o tym, że w parku krajobrazowym
mogą być resztki bunkrów poniemieckich?
Nie, to jest jakaś plotka. Ona jest niepotwierdzona.
Nie ma żadnego pokrycia w mapach sztabowych...
A jeśli nie wszystkie bunkry były na mapach?
Jest taka strona internetowa bunkryponiemieckie.pl.
I tam jest napisane, że niedaleko Dobrowic
było kiedyś centrum komunikacyjne...
Kochani, ja o tym czytałem, ale to mało prawdopodobne.
A nie chciałby się pan sam przekonać?
Wziąć swój wykrywacz metalu i przejść się z nami w niedzielę?
Zrobimy zdjęcia i będzie relacja na szkolnym Facebooku?
Relacja...?
Pasek.
Panie Pawle. Rozumiem i doceniam pana zaangażowanie.
Ale przyniósł pan same poszlaki. Zero twardych dowodów.
Molenda się wywinie. To jest pana słowo przeciwko jego słowu.
Ale przecież doskonale wiemy, że to on.
- To jest oczywiste. - Nie zaprzeczam.
Rozumiem motyw, tak jak pan go przedstawił.
To wszystko się zgadza. Ale nie mamy dowodów.
A badania genetyczne?
Właśnie.
Dzisiaj rano dostałam wyniki.
Ani Molenda, ani żaden z dwóch jego synów
nie może być biologicznym ojcem dziecka Joanny Walewskiej.
Co? Jak to...?
Badania wykluczyły ojcostwo.
Przykro mi, ale nie mamy podstaw do aresztowania.
Krew nie kłamie.
Pani prokurator, to my nie będziemy więcej zabierać czasu.
Proszę przyjść do mnie,
jeśli panowie będą mieli jeszcze jakieś informacje.
Panowie...
O kurwa.
- Mogę coś powiedzieć? - Cały czas mówisz...
- Ale mogę? - Proszę.
Powiem szczerze!
Ja nie sądziłem, że Grzechu tak to wszystko pięknie dopnie!
Ojciec zawsze stawia na swoim.
Grzechu, szczerze, ja bym sobie nie poradził
i z tą prokurator... jak jej tam?
- Kołodziej? Rymarz? - Bednarz.
Bednarz!
I z tymi Szwedami... Ja cię pierniczę.
Słuchajcie, wznoszę toast za ten mądry łeb na tym twardym karku!
A teraz tak...
Dobra!
Panowie, Sebcia, weź trochę miejsca na stole zrób,
nasze podpisiki i mamy Szwedów w kieszeni!
Swoją drogą, ja się dziwię, Szwedzi to taki dokładny naród,
a się nie połapali w tych mapach, że im się nie zgadza!
Co się, kurwa, nie zgadza?! Wszystko się zgadza, Rysiu.
Przepraszam bardzo, podać coś jeszcze?
Paweł, nic nie zmienisz.
Ona ma rację: krew nie kłamie.
Może i krew nie kłamie.
Ludzie kłamią.
- A co jeśli zamienili próbki? - Spokojnie, panie Pawle.
- Co jeśli Molenda podmienił próbki? - Jak niby miał to zrobić?
Podobno może wszystko w tym mieście.
I robi wszystko, co chce.
Nie chce pani mu się w końcu dobrać do dupy?
Jak?
Wystarczy porównać próbki, pod kątem genetycznym.
Mówiła pani, że pobrano krew od Molendy i jego dwóch synów.
Tak!
Jeżeli Molenda podmienił swoją krew na krew obcego człowieka,
to w testach wyjdzie,
że nie jest ojcem ani Jana Molendy, ani Sebastiana Molendy.
Wystarczy porównać kody genetyczne.
Niech pan poczeka.
W XII wieku z owym Kamieniem Boruty
wiążę się pewna fascynująca opowieść.
Słuchajcie, ja chyba muszę trochę odsapnąć,
bo mało chodziłem w tych butach
i coś mnie chyba tam obciera.
Muszę założyć plaster.
- To może ja teraz poszukam? - No to dawaj.
- Mogę iść z tobą? - Spoko, ale niesiesz to żelastwo.
- Smacznego. - Dzięki.
Tylko nie zapuszczajcie się za daleko,
żebym was przynajmniej słyszał.
- Zwiewamy? - Co?
Zostawiamy go?
Jak mamy wykrywacz, to ten głupek nie jest nam potrzebny.
Policja! Na ziemię!
Policja! Cofnij się!
Szeroko ręce!
Siadasz!
W związku z faktem, że jest pan podejrzany o popełnienie przestępstwa
na podstawie art. 244, paragraf 1 kodeksu prawa karnego,
ma pan prawo do złożenia lub odmowy...
Wyjście.
Czysto.
Bagażnik.
...wniesienia do sądu zażalenia na zatrzymanie
w terminie 7 dni od dnia zatrzymania.
Okulary mi podaj.
Czysto, wychodzimy.
Zabrać go.
Wstajesz!
Halo?
Bardzo dziękuję za informację. Dziękuję.
Jedziemy na ryby jutro?
Dojedziemy na rano pewnie.
No i elegancko, bierzesz wędeczkę,
na motorek i jedziesz sobie na odstresowanie.
No, weź, kurwa, świrujesz pawiana.
Nawijaj.
Dobra...
Dobra, na razie.
CBŚ zawinął starego Molendę.
Co ty, kurwa, pierdolisz?
- Co chcą mu wjebać? - O to bym się nie martwił.
I co teraz zrobimy?
Bierzemy, co nasze.
Kurwa...
Odbierz, kurwa, ten telefon.
Pomóż mi.
Złap się tego, złap.
Nic ci nie jest?
Ja pierdolę. Ja dalej nie idę.
Ale to już niedaleko.
Będę uważać! Jak chcesz, mogę iść pierwsza.
Nie ma opcji! Ja idę pierwszy.
Jest okej?
Po chuj my tu stoimy?
Jak ci dam znak, otworzysz klapę.
- Co jest, kurwa? - Spokojnie.
Co ty, kurwa, zrobiłeś?!
Ja pierdolę, o kurwa.
Czekamy pół godziny i dzwonimy do Molendy.
Co, kurwa?
Nie liczyłbym, że odbierze.
Trzymaj się, Kijana, kurwa!
A ty się, kurwa, nie maż, bo za kulkę dostaniesz bonus.
W końcu spełnisz swoje marzenie.
Kurwa.
Kurwa.
Co jest...?
Pierdolę, dalej nie idę!
Krystian, chodź, tutaj!
Ewa, mają go.
Kogo?
Molendę.
Mordercę Asi.
Okazało się, że podmienił próbki krwi.
Przyznał się, że miał z nią romans,
z Asią...
Ewa, złapali go.
Spędzi w więzieniu resztę życia.
Słodzisz?
O co chodzi?
Wiedziałam o tym, że mają romans.
Co?!
Wiedziałam o tym, że mają romans... i że dał jej pieniądze na aborcję.
Skąd?
Od niej i od niego.
On jej nie zabił, Paweł.
Złapali nie tego człowieka.
Skąd ty to wiesz?!
Bo tej nocy, kiedy zginęła, przyjechał tutaj.
Wcześniej widział się z nią, potem przyjechał tu.
Siedział tam, a ona do niego zadzwoniła. Przy mnie.
Wiedziałaś o romansie naszej córki z trzy razy starszym facetem i...
Ciszej...
Opiekował się nią.
Powiedział, że ja nie muszę się martwić o jej przyszłość...
Ja pierdolę.
A co ona miała robić tutaj, Paweł, w tej dziurze?
Zaćpać się ze swoimi rówieśnikami?
On jej nie zabił, Paweł.
On ją kochał.
Napisy dla niesłyszących
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.