Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wyjadę, jak się dowiem, kto ją zabił.
Przecież to jest klosz. Stąd nie widać zła.
To są chłopaki z Kaliningradu. My się tam nie wpierdalamy.
Bo co, kurwa, bo cię nastraszyli?
Cii...
Nie uprzedziła mnie pani, że będzie tak wytwornie.
No to może spróbujemy to przełamać.
Belfer ci żonę podrywa?
Na chuj ci dawałem fundację.
To jest nowy dowód w sprawie. Niech pan to odłoży.
To nie są kwiaty, które daje się w prezencie.
Jakie kurwa kwiaty?
Nie wiem. Nikt ich nie ruszał oprócz mnie i mojego ojca.
Twojego ojca? Maciek, zabijesz niewinnego faceta.
Maciek!
Ej!
Proszę wyjść, tutaj nie wolno nikomu przebywać.
Już, już.
Rodzina? Jak mówiłem, stan jest stabilny,
ale zdecydują najbliższe godziny.
Jest aż tak źle?
Przepraszam.
Maciek jest twardy. Wyjdzie z tego.
Panie Jacku, skoro stan jest stabilny, to musimy już iść.
Ewelina, zostaniesz? Ja muszę...
Ja wrócę za 2-3 godziny.
Skąd wiedziałeś, że jestem pedałem?
A jesteś?
- Mój ojciec się nie może dowiedzieć. - Nie miałem zamiaru mu mówić.
A stary Dąbrowa?
Powiem mu, że to był blef dla Maćka.
- Dzięki. - Pod jednym warunkiem.
- Przepraszam! - Tak?
- Mogę zamienić słówko z kolegą? - Komendant czeka. I godzina jest...
Wiem, dosłownie sekunda. Komendant się na mnie nie pogniewa.
Nawet pan wypalić nie zdąży.
- No dobra, ale chwilę, okej? - Dziękuję.
Panie Sebastianie, ja nie wiem, co powiedzieć...
Przejdźmy się.
Plan jest taki: zeznajemy na korzyść Maćka.
Nie chciał mnie zabić, chciał popełnić samobójstwo.
Szukaliśmy go w trójkę. Ja, pan i pan Paweł.
Ja go zobaczyłem na przystani, jak szedł z bronią do lasu.
Nie wiem, jak panu dziękować...
Uda się tylko wtedy, kiedy wszyscy będziemy mówić to samo.
Jeszcze jedna sprawa: telefon Walewskiej. Ma go pan, prawda?
Już nie.
To kto go ma?!
No... oddałem policji.
Jakiej policji?!
Wie, co ma mówić?
Tak, ale jest problem -
telefon Walewskiej jest już u komendanta.
Ciężko będzie młodego wybronić.
Musimy twardo trzymać się swego.
No jak to nie celował w Sebastiana?
Przecież na miejscu mówiłeś co innego! Kurwa mać, człowieku!?
Nie celował.
Maciek próbował się zabić.
Cudem go znaleźliśmy. W ostatniej chwili.
Jacek! Ja mam tutaj dowód!
Trzy godziny temu pytałeś mnie, czy można wnioskować o niepoczytalność!
Wiesz, kurwa, co to jest krzywoprzysięstwo?
Wiesz, co za to grozi?
Przecież on... przecież on nic nie zrobił.
Jakbyście od razu złapali tego gnoja, który zabił Walewską,
to nie byłoby tego wszystkiego!
Weź siadaj, siadaj spokojnie. Już... siadaj!
Ciebie to ja mogę zamknąć teraz, od razu, już, z marszu.
Choćby za tego mausera, zajebanego kłusownikom!
Nielegalne posiadanie broni. Składanie fałszywych zeznań,
przechowywanie broni bez zabezpieczenia!
A naboje? A amunicja to co?
To weź mnie zamknij! Tylko od mojego syna się odpierdol!
Wiesz co? Ja coś ci powiem. Ja sobie spokojnie poczekam,
aż twój młody wydobrzeje i wtedy z nim pogadam, jak było naprawdę.
A tobie dopierdalam areszt domowy.
Tam pod szpitalem są ludzie - moi.
Jak zobaczą cię, to trzy miesiące paki masz gwarantowane.
Ty to Sławek jesteś... chuj.
- No, cześć. - Jest tam ten gruby kretyn?
Przesłuchuje nauczyciela. Starego Dąbrowę odesłał do domu.
Chuj jeden, no. A ja mu dzieciaka ratuję.
Zadzwoń do grubego, to ci komórę od razu odda.
Dobra, to nie na telefon. Jadę tam. Czekaj na mnie.
Dobra.
A pan tak zawsze za uczniami po lasach gania?
Nie, nie zawsze.
- To co pan tam robił? - Pan Dąbrowa po mnie zadzwonił.
Ale dlaczego akurat po pana?
Myślał, że Maciek jest ze mną. Przygotowuję go do olimpiady.
A co z wami robił Sebastian Molenda?
Zobaczył, że Maciek idzie z bronią niedaleko "Przystani"
w stronę miejsca, gdzie znaleziono ciało Asi Walewskiej,
i za nim poszedł.
A skąd wy wiedzieliście, gdzie będzie?
Ojciec Maćka zobaczył,
że Maciek zabrał broń i się domyślił. Nie było trudno.
To akurat ciekawe, bo stary Dąbrowa mówił,
że znaleźliście go prawie cudem, w ostatniej chwili.
Tak naprawdę Maciek mógł już od dawna nie żyć, gdy tam dotarliśmy.
Kłamiecie, wszyscy, kurwa, jak z nut. Jak z nut, kurwa.
Sebastiana Molendę, kurwa, też przekręciłeś? Też?
No, słucham?
Przepraszam bardzo, teraz moja kolej, a pani się tu wpycha.
A nie może się pan doczekać?
Czekam tu już pół nocy. Właśnie miałem być przesłuchiwany.
Wie pan co, to ja decyduję o tym, kto będzie przesłuchiwany i kiedy!
Witamy panią prokurator.
Wzywa mnie pan tutaj pod pretekstem usiłowania zabójstwa,
a ja widzę, że to nieudana próba samobójcza.
Pan robi sobie ze mnie żarty, przepraszam?
- Świadkowie kłamią... - Wszyscy?
Ofiara rzekomego porwania też kłamie?
Pani prokurator, ojciec podejrzanego...
Podejrzanego o nieudane palnięcie sobie w łeb?!
W życiu nie widziałam takiej komedii.
Telefon denatki, który znaleziono na miejscu zbrodni?
Leży przed panią.
Czy wyście w ogóle zdjęli z tego odciski?
- Tak. - Za mało czasu!
- Mężczyzna to ten z korytarza? - Tak.
Właściciel knajpy, w której pracowała zamordowana dziewczyna?
On tam jest tym...
Menedżerem. Właścicielem jest ojciec.
Rozumiem, że były badanie na wykluczenie ojcostwa?
Nie...
Nie zbadaliście ojcostwa faceta, który ją zatrudniał,
i z tego, co widać, z którym najprawdopodobniej miała romans?
To czym wy się tutaj zajmujecie do kurwy nędzy?
- Jacyś inni mężczyźni w rodzinie? - Brat przyrodni. Po innej matce.
- Związek z denatką? - Razem chodzili do klasy.
Cześć, to ja. Chciałbym się z tobą zobaczyć.
Teraz.
Niedługo podjadę.
Poproszę pana do najbliższej kwiaciarni.
Skitraliście tę komórkę?
Nie przesłuchał mnie jeszcze.
Na poniedziałek chcę mieć krew do badań DNA
od wszystkich trzech. Ojciec, syn i syn.
Grzesiu...
- Ty mi tu nie grzesiuj. - Mamy problem.
Ty masz problem. Dawaj ten telefon.
Prokurator go zabezpieczyła. Po prostu wzięła go ze sobą.
Po cholerę żeś ją tu sprowadził?
Nie można tego było jakoś inaczej załatwić?
Myślałem, że ten gnój chce zabić twojego syna.
Myślałem, że chcesz, żebym go wsadził za kratki.
A ja myślę, że ty masz jakiś kłopot. Ze starym Dąbrową.
- Jest jeszcze jedna rzecz... - Jaka rzecz?
Papiński, papiery!
Jakie papiery?
Dawaj!
- Co to jest? - Badanie krwi.
Niestety, ja ręce mam tutaj już... związane...
Uwielbiam róże.
- Twój mąż cię nimi nie obsypuje? - No coś ty!
Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?
Wydawało mi się, że widziałem go kiedyś na mieście z kwiatami.
Pewnie szedł do jakiejś swojej metresy.
Skąd ten pomysł?
Takie rzeczy się wie.
- Przepraszam. Jeśli nie chciałaś... - Nie o to chodzi.
A o co?
Te boiska dla dzieciaków, orliki...
to, że on oddał ten grunt Kumińskiemu... to było najgorsze.
Po 20 latach dowiadujesz się, że jesteś meblem.
Nie daruję mu tego.
Może powinnaś przejść do ofensywy?
Dalej sypiając z tobą?
Nie. Odzyskując kontrolę nad własnym życiem.
Grzegorz, wejdź...
Co z twoim synem?
Ciężko...
A lekarze co mówią?
Że przeżyje...
To bardzo dobrze. Świetnie.
Niezła. Z dzika?
Z dzika...
Co ty własne dziecko do więzienia chcesz wsadzić, co?
I wszystkim dookoła kłopotów narobić?
Na chuj dawałeś policji telefon Walewskiej?
Pytam się, po co dawałeś im jej telefon?!
- Ja... ja nie myślałem... - Oczywiście, że nie myślałeś.
Od teraz robisz tylko to, co ci powiem, rozumiesz?
Twój chłopak jest pod kroplówką, nie?
No to uważaj...
Wszystko się może zdarzyć. Nie zapominaj o tym.
- Całą nockę w szpitalu byłaś? - I tak nikogo nie wpuszczają.
A to jest prawda, że "Belfer" tam był?
I Sebastian? Co to za cyrk?
I że Maciek chciał strzelać do "Belfra"?
Kto wam tak nagadał?
Koleżanka mojej mamy w szpitalu pracuje...
Ja słyszałem, że on się próbował podpalić...
Ty se weź, kurwa, cycki podpal.
Zamknij mordę, lamusie.
Bujak, pogromca lamusów.
O chuj ci chodzi?
O szacun.
Co, kurwa, już masz nowych koleżków?
Yogi?
Jak chcecie iść na browara do "Kalifornii",
to bądź o 19.00 pod fontanną.
- Myślisz, że nie wiem, gdzie byłaś? - Myślę, że nie wiesz.
Ty palisz?
Są dwa wyjścia, Grzegorz.
Pierwsze jest takie,
że jutro jadę do naszego prawnika i składam papiery rozwodowe.
Dom, dzieci, wszystko zostaje przy mnie.
Firmy, które na mnie przepisałeś też.
Rozprawa będzie krótka, za porozumieniem stron,
bo przecież nie chcesz, żeby ktokolwiek oglądał twoją księgowość.
- Co ty żarty sobie robisz? - Jest też drugie wyjście.
Dajesz mi pełnoprawny dostęp do wszystkich swoich kont.
Wgląd w lokaty, akty notarialne.
Ja ufałam ci 20 lat.
Aha, dzisiaj zrobisz przelew na konto nowego stypendium naukowego.
Jakiego stypendium?
Prześlę ci szczegóły mailem.
Kto z was opisze pojęcie, które zapisałem na tablicy?
Pan tam wczoraj był, prawda?
Jak to było? Czemu Maciek chciał się zabić?
Jak to czemu? Przez Aśkę, nie? Nie mógł sobie z tym poradzić.
Przecież to nie jest ważne.
Ważne jest, żeby wyzdrowiał, a nie jakaś tania sensacja.
Spokojnie!
Kto przeczytał "Cierpienia młodego Wertera"? Ręka do góry.
Więc znane wam jest pojęcie "gorączka werterowska".
Może to jest właśnie klucz do zrozumienia tego,
co się przytrafiło Maćkowi?
Tylko że Maciek nie chciał się zabić.
Przecież Walewska pracowała w "Przystani".
Była w ciąży, jak ją znaleziono.
Naprawdę nic już nie potraficie rozkminić?
Wiadomo, że chciał zabić Sebastiana Molendę.
- Co ty pieprzysz, głupia dziwko? - A nie?
Ej! Julka i Jowita. Koniec tej wymiany.
Jakie "ej"?! Co ta szmata mówi o mojej rodzinie?
Julka, możesz się zamknąć?
Ja tam akurat sensacji nie szukam,
ale może pan profesor powie im, jak to było,
bo zaraz od tego podniecenia trzeba będzie wywietrzyć salę.
Macie rację. Byłem tam. Ale póki co mamy lekcję polskiego.
Każdy człowiek, tak samo jak każdy bohater literacki,
spotyka w swoim życiu sytuacje, która go przerastają.
Których nie jest w stanie, nie może ogarnąć...
I w takich momentach bardzo trudno się opanować.
Tylko że większość ludzi doświadcza tych sytuacji w dojrzałym życiu.
A Maćka spotkało to bardzo, bardzo wcześnie. Za wcześnie.
Kto przeczyta fragment?
Ja mogę.
Zacznij tutaj: "Najszczęśliwsi są ci..."
"Najszczęśliwsi są ci,
którzy podobnie dzieciom, żyją z dnia na dzień,
włóczą za sobą lalkę, rozbierają ją i ubierają ją
i z wielkim szacunkiem skradają się do szuflady,
w której mama zamknęła łakocie,
a gdy wreszcie dostaną, czego pragną, zjadają to z pełnymi ustami i wołają:
Jeszcze! To są szczęśliwe istoty".
Zapraszam, panie Pawle!
Dziękuję. Mam blisko do domu.
Musimy porozmawiać. Proszę bardzo, pan wsiada.
A tutaj nie możemy?
Znam lepsze miejsce.
Dzień dobry.
Jedziemy do leśniczówki?
Zaraz będzie finałowy pasaż. Niech pan posłucha.
Masz więcej szczęścia niż rozumu.
Podpisz to.
- Co? Mam to podpisać? - No, a co chcesz siedzieć?
Chcę zobaczyć Maćka.
Słuchaj, ty się ciesz, że masz chody u Molendy.
Bo jak nie to, to już byś siedział.
Podpisz.
Data się nie zgadza.
Posłuchaj, wszystko się zgadza.
Cztery dni temu znalazłeś mausera porzuconego przez kłusowników,
broń podjąłeś, zrobiłeś zgłoszenie, ja sporządziłem sprawozdanie,
a następnego dnia broń odebrałem od ciebie. Tak było.
A teraz przynieś ten sztucer, którym postrzelił się Maciek.
Proszę bardzo.
Proszę.
Proszę bardzo.
Panowie. To jest pan Paweł Zawadzki.
Nauczyciel moich dzieci.
- Przybylski. - Paweł Zawadzki.
Kumiński.
Przyglądam mu się z zainteresowaniem i muszę stwierdzić,
że to człowiek obdarzony charyzmą i potencjałem,
który jeszcze nie raz nas zaskoczy.
- Chyba pan przesadził trochę. - No, może trochę.
Do tego skromny człowiek - a to rzadka dzisiaj kombinacja.
Wiele o panu słyszeliśmy.
Podobno w Warszawie dokonał pan rzeczy niemożliwych.
Zdaje się, że na niewiele to się zdało.
Panie Pawle, w tym mieście orlik będzie.
Wystarczy trochę cierpliwości i odrobina chłodniejszej głowy.
Ale skoro jesteśmy w komplecie, wypijmy.
O tym, co było wczoraj, proszę zapomnieć.
Tutaj jesteśmy wśród przyjaciół.
Zdrowie człowieka, który uratował mojego syna.
Panie Pawle, bardzo dziękuję.
To jest takie nasze, jakby małe centrum zarządzania na łonie natury.
Spotykamy się tutaj od czasu do czasu, żeby pomyśleć,
co by tu jeszcze zmienić w naszym mieście, czego brakuje.
No i pomyślałem o panu.
Takich ludzi jak pan nie ma tutaj wielu. Mamy dla pana propozycję.
Panie Pawle, od kilku lat w naszych Dobrowicach
nie ma działającego Domu Kultury,
co, nie ukrywam, jest sporą bolączką dla naszego miasteczka.
Ale tak się składa, że ostatnio wyjaśnił się status prawny
pewnej pięknej kamienicy w centrum miasta.
I jeżeli ktoś złoży aplikację na działalność kulturalną,
to to dostanie za groszowy czynsz na pół wieku.
Oczywiście, żeby się pan nie martwił, proszę się nie przejmować
stanem technicznym budynku. My to wszystko załatwimy.
W tej chwili są ogromne dotacje z Unii na takie rzeczy.
Pan Kumiński ma świetną ekipę i doświadczenie w remontach.
W pół roku zrobi panu z tego bombonierkę. Co pan na to?
Taki dom kultury to niekoniecznie musi być kółko poetyckie, prawda?
To może być jakaś dochodowa kawiarnia, klub.
Wystarczy puścić trochę jazzu i od razu robi się kulturalnie.
Panowie, naprawdę mnie przeceniacie. Ja jestem nauczyciel prosty.
Człowieku, nie pierdol, bierz, jak dają.
Rysiu, spokojnie.
Człowiek ma prawo pomyśleć zanim podejmie decyzję, prawda?
Pan Paweł się z tym prześpi i wierzę, że jeszcze nieraz
posłuchamy tam razem Duke'a Ellingtona, czy co tam pan lubi.
Przepraszam na moment.
Jeszcze po kropelce.
Już szukam! Tak, ale jaka mapa?
Mapa parku?
Z którego roku? '96?
No mam. Tak. Tak, jutro pani dostarczę.
Tak, osobiście.
Nie, nie, to ja dziękuję. Do widzenia.
- Przepraszam, łazienki szukam. - Za panem. Śmiało.
Nędza.
- Przecież ty nie umiesz... - Co nie umiem...
Nie umiesz. Patrz. Widzisz, kurwa, i do banku.
Kurwa, łatwo was znaleźć.
- A ktoś tu się chowa? - Na pewno nie przed tobą.
Mieliśmy się rozliczyć za ciuchy i za fajki.
Mieliście zadzwonić. Się gra, się ma, co, Kijana?
A co mam niby robić?
Myślałem, że umowa to umowa.
Że się szybko z tym uwiniemy, i zajmiemy się tym Ruskim.
Uwiniesz to się zaraz ty, jak ci sztukę na ryj wyjebię.
Ja cię nigdy nie zrobiłem w chuja, Adrian.
Od roku kryję Julkę i ciebie przed moim starym.
Co ty, kurwa, starym będziesz straszył?
My za niego połowę roboty robimy,
a jak, kurwa, będzie trzeba to i kopytem się zamacha.
- Co ty, kurwa? - Spokojnie. Spokojnie, spokojnie.
Za barem jest apteczka.
Słuchaj, nie zapłacili nam jeszcze za fajki, rozumiesz?
Jak będzie kasa, to ją masz.
A co do Julki - jak coś, od razu dzwoń. Git?
Git.
Dawaj, zwijaj się, do wesela się zagoi.
Kurwa, zajebię, frajer, pedał. Dawaj...
Panie Pawle, Sebastian pana odwiezie, ja tu muszę jeszcze chwilę zostać.
Jest jeszcze jeden krótki temat. Możecie się zbierać, panowie.
- Cześć. - Do widzenia.
Chodzi o stypendium naukowe,
którego pomysłodawcami i fundatorami jesteśmy ja i moja żona.
Stypendium naukowe?
Imienia Asi Walewskiej.
Chciałbym, żeby pan zasiadał w kapitule.
Porozmawiamy o tym jutro wieczorem u nas przy kolacji. Co pan na to?
Myślę, że dużo bardziej odpowiednią osobą będzie wychowawczyni?
Nie. Pani Marta jest zbyt zajęta.
Dyrektor... wie pan... Pan jest osobą,
która tak naprawdę pracuje z tą młodzieżą.
Poza tym moja żona popiera pańską kandydaturę.
Żonie się nie odmawia, prawda?
W ogóle podziwiam pański zapał
i zaangażowanie w sprawy tych dzieciaków...
Nie zdążyłem poznać Asi Walewskiej.
Wyjątkowa dziewczyna. Bardzo mądra jak na swój wiek.
Szczerze, skąd takie zainteresowanie?
Przyszedłem do szkoły tuż po jej śmierci. Wszyscy o tym mówili.
- A jakoś tak naturalnie wyszło. - Rozumiem.
Nie zatrzymuję pana. Widzimy się jutro wieczorem u mnie...
Skurwysyn.
Jesienne porządki?
Nic tak nie uspokaja, jak grabienie liści.
A ja byłem dziś na wycieczce pod miastem. W lesie.
Grzegorz Molenda zaprosił mnie do swojego domu za leśniczówką Dąbrowy.
To dziwne, on nikogo nie zaprasza. Płot na pięć metrów, trzy pitbulle.
Fotokomórka. Nawet ekipę do budowy wziął z gór.
Podobno w środku złote klamki, antyki.
Ludzie się śmiali, że Wersal na zadupiu mebluje.
Ja tam żadnych antyków ani pitbulli nie widziałem.
Natomiast spotkałem paru dżentelmenów z pańskiej teczki.
Chyba chcą mnie zaprosić do klubu.
Wygląda jak ostatnie ostrzeżenie. Może powinien pan trochę zwolnić.
Chyba nie bardzo mogę. Bo sam sprowokowałem tę sytuację.
Coś to wszystko owijasz w bawełnę.
Widzi pan, ja popełniłem błąd,
bo założyłem, że Sebastiana Molendę coś łączyło z Asią Walewską.
Tylko że chyba pomyliłem syna z ojcem.
A masz coś oprócz intuicji?
Jeszcze nie. Chociaż widziałem, jak Molenda niszczył jakąś mapę,
o której mówił przez telefon, że ją komuś da.
To w jego stylu. Wcale bym się nie zdziwił,
jakby w tej chałupie była jakaś aparatura, która namierza,
co się dzieje w połowie domów w Dobrowicach.
- Bez przesady... - Bez przesady?
Kto buduje dom w środku lasu, do którego nikt nie może wejść?
Panie Leszku, wszędzie można wejść.
Hej...
Ewelina...
Ewelina, zbieraj się dziewczyno, co ty tu jeszcze robisz o tej porze?
Jeszcze posiedzę.
Jesteś kompletnie nieprzytomna. Ja z nim posiedzę.
Nie, jeszcze chwilka.
Pan myśli, że on nas słyszy?
Lekarze powiedzieli, że to jest absolutnie niemożliwe.
Może to i lepiej. Nie będzie się tym wszystkim zadręczał.
Nie będzie się zadręczał Asią.
Ciekawe, czy pan by ją polubił.
Ona była kompletnym przeciwieństwem Maćka.
Wiedziała, co chce w życiu robić?
Zawsze się z niej śmiałam. Mówiłam do niej: "pani prezes".
Nie zdziwiłabym się, gdyby nią w przyszłości została.
Miała wszystko poukładane, jak w zegarku.
Wszystko?
Maciek nie wiedział o tym, że jak tylko Asia zda maturę,
to następnego dnia już jej w Dobrowicach nie będzie.
Ona pracowała po to, żeby odłożyć pieniądze.
Zaraz po maturze dałaby nogę do Barcelony.
Byle dalej od domu...
Miała plan. Chciała tam pracować w knajpie
i uczyć się w szkole teatralnej...
Zrobiłaby to, na pewno.
Dlaczego nie powiedziała nic o tym Maćkowi?
No bo to była jej tajemnica. Tylko ja o tym wiedziałam.
A pan dużo chce o niej wiedzieć.
- Dzień dobry. - Dzień dobry, dzień dobry.
- Panie doktorze, zaczynać? - Tak, bardzo proszę. Cześć.
Dobrze, że przyszedłeś. Ludzi w sobotę ciągać,
jakby tego nie można było później zrobić.
Ale spokojnie, Sławku, wszystko będzie dobrze.
No i wcale nie bolało.
Na wszelki wypadek.
A co to jest?
Oświadczenie, zgoda na pobranie krwi.
- Do widzenia. - Do widzenia.
Bardzo ładna pielęgniarka. Chodź.
Panie Pawle!
- Dzień dobry. - Zgraliśmy się w czasie.
Dzień dobry. Przepraszamy za spóźnienie... Proszę.
Dziękuję. Proszę. Zapraszam, zapraszam.
W skład komisji wchodziłabym ja, pan Paweł Zawadzki i pani Marta,
która nie mogła do nas dołączyć dzisiaj.
Raz do roku wybieralibyśmy 5 najzdolniejszych maturzystów
i przyznawali im stypendium naukowe na studia zagraniczne...
Bardzo to szlachetne z państwa strony.
Uważam, że każde dziecko powinno mieć swoją szansę. Co pan o tym myśli?
Tak, to prawda, polskie uczelnie
produkują tysiące bezużytecznych magistrów.
Studia za granicą to prawdziwy kapitał...
Nie rozumiem, co to ma wspólnego z naszą córką.
Ewuniu, leki...
Nie chciałabym, żeby ktokolwiek wycierał sobie, przepraszam,
żeby ktokolwiek używał imienia naszej córki do czegokolwiek.
Pani Ewo, to co spotkało państwa to jest największa z możliwych strat.
Nie ma większej.
My tylko chcemy uczcić pamięć o Asi.
Zdolnej, mądrej uczennicy, z której całe Dobrowice byłyby dumne.
Przecież te dzieciaki mają jakieś swoje marzenia, swoje plany.
Chcą się stąd wyrwać. Umówmy się, to miasto to nie jest cały świat...
Wie pan, ale problem chyba nie polega na tym,
czy ktoś chce dostać stypendium, czy nie...
tylko czy pani Ewa chce budować cokolwiek na tragedii.
Chyba pan nie zmienił zdania co do naszego planu?
Nie, nie, ale rozumiem...
Drodzy państwo, przecież Joasia też miała swoje marzenia.
Podobno chciała wyjechać na studia do Barcelony...
Do Barcelony? Pierwsze słyszę.
Moja córka nigdy nic nie wspominała o żadnej Barcelonie.
Jednak miała takie plany... Miała, miała, z tego, co wiem...
od mojego syna, był jej szefem.
Chyba musimy już iść.
Pani Ewo, niech pani poczeka chwileczkę.
Pani przeżyła coś strasznego, coś... bezsensownego.
A my chcemy po prostu w jakiś sposób nadać temu sens.
Zrobić coś dobrego.
Poproszę jeszcze wina.
Stary, tu musi być zajebista impreza.
Jak co sobota.
Ty, a z tym Bujakiem to o co ci chodziło dzisiaj?
Nic, Bujak jest spoko, tylko musi zakumać parę spraw.
To chyba twój ziom, nie?
Ej, Jasiek!
No, jak tam, Baniocha, nudzicie się, co?
A, panie komendancie, noc taka... niespokojna.
A słyszeliście, że jak nikt do północy teściowej nie zabił,
to do rana tym bardziej?
No, niby tak...
Weźcie mi dwa hot dogi, kabanos z musztardą, i kawę.
Tak jest, panie komendancie.
No?
Kurwa. Wiedziałem, że się tam pojawi.
Nie, niech się pokręci i tak nic nie znajdzie.
Dobra, zostaw go i wracaj.
Sprzęt zabierz, robotę mam dla ciebie.
Cześć.
Napisy dla niesłyszących
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.