Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bihari
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Somali
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Pamiętasz mnie?
I tak nie powiem, gdzie on jest.
- Wszystko mi wyśpiewasz. - Zacznij się modlić.
Silvio, błagam. Nie rób tego.
Proszę. Posłuchaj mnie.
Sukinsynu!
Zabiję cię!
Bez palców będzie trudno.
Proszę. Błagam.
Przestaniesz, jeśli powiem, gdzie on jest?
Nawet nie wiesz, jak mnie to ucieszy.
Bari. W Apulii.
ZA KAŻDE CIERPIENIE KTOŚ MUSI ZAPŁACIĆ
FRIEDRICH NIETZCHE
PARADOX EFFECT
Cześć. Jak tam?
- Karina... - Renee? Co się stało?
Zadzwoniłam do niego. Chyba się złamię.
Nie, posłuchaj mnie. Nie złamiesz się.
Poradzisz sobie. Gdzie jesteś?
U Madsa.
Z nikim nie rozmawiaj. Już jadę.
Będzie dobrze.
Nadchodzi zmiana pogody. Zachmurzenie będzie mniejsze.
Spowolnienie gospodarcze może doprowadzić...
Jak zawsze dotrzymamy wam towarzystwa w tę ponurą noc.
Nie będziemy się nudzić. Wysłuchamy, co macie do powiedzenia.
Mówcie, o czym chcecie. O pracy, miłości, o seksie.
O porypanym życiu, przyjaźni i o miłości.
- Renee. - Karina.
Już dobrze. Jestem. Wszystko się ułoży.
Połknij to.
- Co to? - Lekarstwo.
Zmniejsza napięcie. Bardzo mi pomaga.
- Cześć, piękna. Kopę lat. - Cześć, Mads.
Minęło 11 miesięcy, trzy tygodnie, dwa dni,
cztery godziny i 33 minuty.
Tak długo nie ćpasz, a nadal nie mówisz po włosku.
- Możesz iść. - Renee po mnie zadzwoniła.
- Czego chcesz? - Chce stąd wyjść.
Przyjechałem sprzedać towar i tak zrobię.
- Ile masz przy sobie? - 14.
Daj.
Żartujecie? Jeszcze 30. Minimalne zamówienie to 50.
Przeproś Tommy'ego, że zmarnowałyśmy jego czas.
- To się nie powtórzy. - Już nie pracuję dla Tommy'ego.
- Więc daj to szefowi. - Ja jestem szefem.
Jeśli nie macie forsy,
mogę odebrać w naturze.
Masz. Weź to.
Na co mi to gówno?
Obrączka trzeźwości jest dla mnie warta dużo więcej.
- Weź ją w zastaw. - W zastaw?
Nie ma opcji.
Dzięki niej trzymam się w pionie.
Kiedy czuję się słaba, patrzę na tę obrączkę
i wiem, że to minie.
Więc ją wykupię.
10 procent dziennie.
A ty, nie dzwoń więcej.
Nie płacz. Udało nam się.
Poradziłaś sobie.
Cholera.
Kto to? Mój parszywy szef.
Muszę lecieć. W razie czego dzwoń.
- Dzięki. - Poradziłaś sobie.
Pamiętasz, jak cie zatrudniałem?
Nikt nie chciał nawet gadać z ćpunką.
Jeszcze raz i wylecisz.
- Przepraszam, Rocco. - Widzimy się rano.
Nie mogę. Przyjeżdża moja córka.
Dlatego szykuję to dziś. Jadę na lotnisko.
Otwieramy o szóstej. Zdążysz ją odebrać i wrócić.
- W czym problem? - Chciałam spędzić z nią dzień.
Jesteś o szóstej.
- Jak się ma moja córeczka? - Jestem zestresowana.
- Mam tylko walizkę ciuchów. - Co?
Walizka ciuchów na krótki pobyt? Nieźle.
Strzeż się obcych.
Co, jak zaczepi cię obcy facet?
- Od razu... - Kopnę go w jaja.
Dobra dziewczynka!
Mamo.
Ale odbierzesz mnie z lotniska?
Co? Oczywiście, że tak.
Już nie jestem taka jak kiedyś.
Ani trochę.
Lot BA506. Ląduje o 5.04 rano.
Będę, choćby nie wiem co. Obiecuję.
Hej!
Stój!
Wpuść mnie do samochodu.
Spadajmy stąd.
Jedź!
- Dokąd cię zawieźć? - Po prostu jedź!
Zapnij pasy i włącz światła.
Trzymaj się bocznych ulic bez monitoringu.
Jak nas zatrzymają, to się źle dla ciebie skończy.
Dobra. Jedziemy.
01.43 NAD RANEM
- Potrzebujesz lekarza. - Żadnych szpitali.
Plasterek raczej nie wystarczy.
Jak chcesz. Żadnych szpitali.
Jesteśmy daleko od tego, co się tam wydarzyło.
Zatrzymam się, wysiądę i każdy pójdzie swoją drogą.
Żyjesz tylko dlatego, że jesteś w stanie prowadzić.
Opróżnij kieszenie.
Karina Ann Sidorov. Via Petrone 15.
To niedaleko.
- Jesteś mężatką? - Rozwiedziona.
Pijesz?
Ćpasz.
Już nie. Pracuję 16 godzin, siedem dni w tygodniu.
Musimy się zamelinować. Potrzebuję zaopatrzenia.
Daj mi swój numer.
349-446-7811.
Humor mojej córki.
Nie rozłączaj się ani na chwilę.
Włóż to.
Rób, co mówię.
- Po co idę? - Dowiesz się.
- Dobry wieczór. - W czym mogę pomóc?
Chciałabym...
Chciałabym jakieś...
Kup bandaże, gazę, spirytus salicylowy i plaster.
Bandaże, gazę,
- spirytus salicylowy i plaster. - Już daję.
Poproś o sterylne igły i benzokainę.
Do tego sterylne igły i benzokaina.
Po co to pani?
Żeby znieczulić i oczyścić skaleczenie na głowie.
Mam rozciętą głowę.
Powinna pani iść do lekarza.
Niedaleko stąd jest przychodnia.
Nie wyjdziesz bez benzokainy.
Jak ci jej nie da, strzelę.
Nie mam czasu iść do lekarza.
- Muszę pracować. - Ma pani jakieś kłopoty?
Nic się nie stało. Spadłam ze schodów w pracy.
Igły i benzokaina.
Muszę mieć sterylne igły i benzokainę.
Proszę. On nas zastrzeli.
Dziękuję. I przepraszam.
Pasy, światła i jedziesz zgodnie z przepisami.
- Dokąd? - Do ciebie. Ruszaj.
Prowadzę tę audycję od trzech lat.
Pierwszy raz odebrałem taki telefon.
Płonący samochód i ciało na środku targowiska.
Mieszkańcy Bari nie zrobią jutro zakupów.
Żarty na bok. Słyszeliście coś? Może mieszkacie w pobliżu?
A może coś innego zaprząta wam myśli?
Dzwońcie w każdej sprawie. Mikrofon jest wasz. Zawsze.
Ktoś tu mieszka?
Straszna rudera.
Następnym razem postaram się mieszkać w pałacu.
Nie oddalaj się.
Klucze.
Daj wody.
Karina! Otwieraj!
Spław ją albo ja to zrobię.
- Karina. - Pani de Luca? Co się stało?
Jest ktoś u ciebie? Mężczyzna?
Co to za krew pod twoimi drzwiami?
- Skaleczyłam się w pracy. - Czym? Maczetą?
- To wszystko? Muszę to opatrzyć. - Skończyłam.
Ale do rana masz to posprzątać.
Oczywiście. Nie ma sprawy.
- Co teraz? - Wyciągniesz to ze mnie.
- Widać, że jesteś ćpunką. - Wal się.
Weź nożyczki i rozetnij sweter przy ranie.
Zadasz jeden, może dwa ciosy.
Raczej zdążę cię zabić.
Rozchyl ranę. Sprawdź, czy metal uszkodził tętnicę.
Chyba nie.
Musisz go wyjąć jednym szybkim ruchem.
Będę odliczał.
Trzy, dwa...
Spirytus.
Podaj mi gazę.
Karina!
- Spław ją. - Co mówiłam o hałasowaniu?
- Karina! - Tak?
Otwieraj.
Otwórz drzwi.
Karina! Otwórz drzwi.
- Albo wezwę policję. - Wymyśl coś. Szybko.
Albo was zabiję.
Nie muszę otwierać. Mam prawo do prywatności.
Nie podoba mi się twój znajomy.
Kim ty w ogóle jesteś?
Potrzebuję ubrań.
Mój były coś zostawił.
Masz.
Mogą być?
Stań twarzą do ściany z rękami za głową.
Co teraz?
Jak skończę, ty też się przebierzesz.
- Jesteś cała zakrwawiona. - Nie o to pytam. Nic ci nie jest.
Nie potrzebujesz mnie. Możesz iść.
Nic nie powiem. Przysięgam.
Dobra?
Miałem ze sobą walizkę.
Powinienem ją komuś dostarczyć.
Więc nigdzie się nie wybierasz.
Pomożesz mi odzyskać to, co przez ciebie straciłem.
Możesz się odwrócić.
Przebierz się.
Idź się przebrać!
Silvio, proszę.
Zanim coś powiesz, mam to pod kontrolą.
Daj mi trochę czasu i dostaniesz wszystko. Obiecuję.
Gdybym dostawał grosz za każdym razem kiedy to słyszę...
To byłbym biedny.
Wszyscy wiedzą, że moich terminów się dotrzymuje.
Syn zapytał mnie o ulubioną bajkę.
Zapytam cię o to samo. To nie jest zagadka.
Jaką bajkę lubisz najbardziej?
Bo ja o chłopcu, który wołał o pomoc. Wiesz, jaki z niej morał?
Nie kłam. Ale to nie wszystko.
Mieszkańcy wioski nie zrobili nic, kiedy wilk rozszarpywał chłopca.
Pomyśl, jak to wyglądało.
Chłopiec płakał i krzyczał, a oni nic.
Widziałeś kogoś, zjadanego przez wilka?
To trwa. Dłużej, niż myślisz.
Gdyby mieszkańcy chcieli dać chłopcu nauczkę,
powstrzymaliby wilka i uratowali mu życie.
Jest nauczka.
Ale pozwolili, żeby go zjadł.
Dlaczego?
Bo nie chodzi o nauczkę dla jednostki.
Cała wioska ma się czegoś nauczyć.
Tak, rozumiem.
Masz godzinę.
Silvio, potrzebuję trochę więcej. Mogę porozmawiać z...
Siadaj.
Co słyszałaś?
Wiem, że ktoś cię trzyma za jaja.
- To nie tak jak myślisz. - Nie? A jak?
Co było w walizce?
Heroina, warta 400 tysięcy.
Skąd agent Interpolu miał tyle towaru?
Jesteś brudnym gliną?
Trafiłam w czuły punkt.
Facet którego słyszałaś, ma na imię Silvio.
Pięć lat zbieraliśmy dowody, żeby go skazać.
Udało się.
Interesy przejął jego syn.
Zabił go konkurencyjny gang.
Silvio obwinia mnie.
Twierdzi, że nie ochroniłem jego chłopca.
Bydlak wyszedł miesiąc temu.
I zaczął mnie ścigać.
Torturował i zabił mojego partnera.
Skutecznie.
Wcale nie szuka zemsty.
Chce odzyskać stracone pieniądze. Pomożesz mi je zdobyć.
Nie wiem, czy dam radę.
Jestem czysta dopiero od roku.
Nie masz wyboru. Weź się w garść!
Rób, co mówię.
Zawsze myślałem, że Bari to ciche i senne miasto.
Ale pewnie jestem nieobiektywny.
Wydarzenia na targowisku przypominają amerykański serial.
Policja, dziennikarze, gapie.
Niedaleko dalej ktoś ostrzelał witrynę apteki.
Dzwoniło troje słuchaczy.
Ktoś mówił o kamieniach, ktoś o broni maszynowej.
Ktoś inny widział mężczyznę z bronią z tłumikiem.
Broń z tłumikiem w Bari. Dacie wiarę?
04.32 NAD RANEM
Widziałaś to?
Zamówisz kilogram hery.
Zażąda forsy z góry.
- Pod żadnym pozorem... - Nie dam mu forsy. Serio?
Masz.
Nie próbuj uciekać.
- Muszą cię szanować. - Jasna sprawa.
Cześć, mała. Zgubiłaś się?
- Załatwicie mi kilogram hery? - Mordo!
- Sporo jak dla królewny. - Tak czy nie?
Stać cię?
Forsa z góry.
Słyszysz, suko?
Dostaniesz, jak przyjdzie towar.
Nie. Dasz mi ją teraz.
Poderżnę ci gardło i wezmę kasę od razu.
A lubisz choć trochę swojego kumpla?
Nie kupuję dla siebie. Co najmniej jeden z was zginie.
10 sekund i zginiecie wszyscy.
Kto przeżyje, dostanie zarzut morderstwa.
Albo dobijemy targu. Coś tam zarobicie.
A jak mój klient będzie zadowolony, popłyną zamówienia.
Przemyślcie to.
Spoko.
- Zaraz wrócę. - Mądra decyzja.
Zaczekam tam.
- Kto to jest? - Miałeś cel na czole.
Ściągam go tu.
- JESTEŚ NA LOTNISKU? - Nie rób nic głupiego.
Telefon.
Jedzie po paczkę.
Słuchaj, moja córka zaraz ląduje. Muszę ją odebrać z lotniska.
- Tyle razy... - Zostajesz ze mną! Jedź!
Ale z ciebie dupek.
Każdą noc spędzam z wami, więc nie mam wielu przyjaciół.
Moja dobra znajoma, Francesca, pracowała dziś w ostrzelanej aptece.
Powiedziała, że ktoś do niej strzelał.
W aptece była kobieta. Zachowywała się dziwnie.
Sprawca strzelał z samochodu.
Francesca jest przerażona. Chciałbym być przy niej.
Ale zostanę z wami. Przez całą noc.
- Gdzie on się podział? - Nie wiem.
Czekaj. Co to jest?
Nic nie widzę.
WŁAŚNIE WYLĄDOWAŁAM
COŚ MI WYPADŁO W PRACY. ODBIERZE CIĘ PAOLO.
NIEFAJNIE.
A KTO TO JEST PAOLO?
MÓJ NOWY ZNAJOMY. ŁAP FOTĘ. ROZPOZNASZ GO.
Karina Ann Sidorov.
Sierra, India, Delta, Oscar, Romeo, Oscar, Victor.
DOB 7484.
Gdzieś wypłynie. Muszę wiedzieć, kiedy.
Moja córka jest na lotnisku. Ma 11 lat.
- Może jej coś grozić. - Jak się pani nazywa?
Karina Sidorov.
- Ma pani jakiś dokument? - Nie. Wszystko mi zabrał.
- Jest gliną. Porwał mnie. - Proszę zaczekać.
Dziękuję.
Mamy nazwisko.
- GDZIE ON JEST? - Tu nie wolno parkować.
Słyszy mnie pan?
Tutaj nie wolno parkować.
Przyjąłem.
Mamy ją zatrzymać.
Ochrona lotniska przywiezie pani córkę do komisariatu.
Dziękuję.
- Dobre wieści? - Sprawdzała ją Valentina Rossi.
- Kto to? - Świeżynka. Ma czekać na ciebie.
- Wysyłam lokalizację. - Świetnie.
Detektyw Covek, Interpol.
Przejmuję dziewczynkę.
Jedziemy na komisariat?
Przywiozą tam moją córkę. Możemy jechać?
Ręce do góry!
Wiesz, jak kończą zabójcy policjantów?
Opuść broń.
Zostaw mnie!
- Puszczaj! - Przestań!
Nigdzie nie pójdziesz.
Jak strzelisz, zabijesz policjanta,
dziecko albo nas oboje.
Dobry wybór.
Policjanci powinni pomagać, a nie porywać dzieci.
Nie porwałem cię.
Jestem przykuta do drzwi.
Dlaczego to robisz?
- Dla twojego bezpieczeństwa. - Nie mam pięciu lat.
Jestem prawie dorosła.
Mama nie ma pieniędzy.
Jeżeli liczysz na okup, to się przeliczysz.
Tata ma pieniądze.
Z nim gadaj o okupie, a nie z mamą.
Na co czekamy?
Proszę.
- Proszę się nie martwić. - Nic z tego nie rozumiem.
O co chodzi? Dlaczego nie jedziemy?
To on! To mój samochód!
- Sprawdźcie numery rejestracyjne! - Zrobimy to na komisariacie.
Skąd on się tu wziął? Co on tu robi?
Niech się nie zbliża!
Kłamie w żywe oczy!
Poproszę dokumenty.
Pracuje dla Interpolu, ale jest sprzedajnym dupkiem!
Mam odznakę.
W samochodzie jest moja córka!
Jak ją dorwałeś, bydlaku?
Sprawdź to.
Jak strzelisz, twój partner zginie.
Opuść broń, to oboje przeżyjecie.
Na ziemię.
Cofnij się.
Połóżcie ręce na samochodzie.
Wysiadaj. I już nic nie kombinuj.
Nienawidzę cię.
- Lucy. - Mamo!
Jestem przy tobie, kochanie.
Wsiadaj i jedź.
Najpierw ją rozkuj.
Wsiadaj. Nie mamy czasu.
Nie pojadę, dopóki nie rozkujesz mojego dziecka!
Do samochodu.
Rozkuj ją.
Natychmiast!
Pewnie macie dziś ciężką noc. Nie tylko wy.
Dwoje policjantów przeżyło chwile grozy.
Odebrano im pistolety.
Wiem, brzmi jak zły dowcip, ale to prawda.
Byli na patrolu, kiedy zaskoczył ich pewien mężczyzna.
- Wjedź przez bramę. - Po co? Co my tu robimy?
To ja. Otwórz.
Nic nie masz.
Co my tu robimy? Nic dla nich nie masz.
Jedź.
- Nie podoba mi się twój znajomy. - Nie jest znajomym.
- To dupek. - Pełna zgoda.
- Ma na imię Paolo? - Nie.
- Kto ci tak powiedział? - Nieważne.
Co to za dziad?
Nie mam pojęcia.
Siedź grzecznie i bądź cicho.
Zostaw ją! Puść ją, zasrańcu!
Lucy! Przyjdę po ciebie!
Zostawcie ją! Lucy!
Nikt nie zrobi ci krzywdy.
Możesz się uspokoić.
Twój przyjaciel, pan Covek, lubi polować na złoczyńców.
Dzięki niemu świat jest bezpiecznym miejscem.
Burmistrz zaleca, żebyśmy zostali w domach.
Po Bari grasuje mężczyzna.
Porwał dwie zakładniczki: kobietę i dziewczynkę.
Zostańcie w domach. Bądźcie bezpieczni.
Wystarczy, że zadasz sobie pytanie.
Jak bardzo chcesz odzyskać to, co ci odebrałem?
Gdzie ona jest? Przyprowadź ją.
Wracaj po nią. Co robisz?
- Nie mogę. - Bez niej się stąd nie ruszę.
Pomożesz mi spłacić dług albo nigdy jej nie zobaczysz.
Jedziemy na jednym wózku.
Jak możesz tak mówić?
- Zabrali moją córkę! - I mojego syna!
Nie miałem wyboru!
Mój syn, moje dziecko, też tam jest!
Silvio by go zabił.
Zastrzelił jak psa.
Potrzebowałem czasu. Nie mogłem inaczej.
Lucy to mój zastaw.
Mamy godzinę,
żeby spłacić mu dług albo nasze dzieci zginą.
Każda sekunda, którą tu siedzimy, to sekunda zmarnowana.
Jaki jest plan? Co robimy?
Jesteś z Interpolu. Niech gliny go aresztują.
Ma do usług drużynę przekupionych gliniarzy.
Została nam ulica.
- Może znam kogoś... - Może?
Nie mamy czasu na "może".
Musimy zdobyć towar na już. Jak to zrobimy?
Daj mi kluczyki i zdejmij te kajdanki.
Już!
Jeżeli mam ci pomóc, nie mogę być przykuta do kierownicy!
Telefon. Oddawaj go, gnoju!
06.06 RANO
Mads, potrzebuję działki. Za 10 minut. Mam forsę.
- Jak marnujesz mój czas... - Bez obaw.
- Fajna miejscówka. - Kto to?
Nie jestem głupi. Nic nie mam.
Prochów nie, ale masz przy sobie broń.
Możesz się wypchać. Jest legalna.
- Dzięki. - Za co?
Jednak jesteś głupi.
- Co jest? - Dobrze wiesz.
Wariatka.
Nie mam towaru. Spadam stąd.
- Idziemy do twojego magazynu. - Co? Nie ma opcji.
Kurde.
Do samochodu.
Jest ochrona.
Mają poważną broń, nie pukawki.
- Kamery? - Jedna od frontu.
Nie nagrywa. Jest tylko do podglądu.
- Ilu ludzi? - Zwykle czterech lub pięciu.
Ale widywałem też kilkunastu.
Może więcej.
Widzieliście zdezelowane alfa romeo?
Nie dzwońcie tutaj, tylko od razu na policję.
Biedne zakładniczki pilnie potrzebują pomocy.
Ale zaraz potem dzwońcie do mnie. Co widzieliście? Gdzie? Kiedy?
Chcemy wiedzieć wszystko. Kto podpalił nasze miasto?
Mowa o prawdziwym ogniu.
Czekam do siódmej. Do końca tej długiej nocy.
Mój ojciec mawiał,
że w życiu trzeba dokonać trzech wyborów.
Dotyczą one spraw najważniejszych.
Dwie decyzje już zapadły. Bez waszej winy i udziału.
Pierwszy wybór należy do was. Kogo poślubić?
Bogacza? Biedaka? Pijaka?
Chyba że wasze małżeństwa już zostały zaaranżowane.
Trudno. Powodzenia następnym razem.
Może dlatego niektórzy wierzą w reinkarnację.
Drugą decyzję podjęto za was. To, gdzie się urodziliście.
Gdybyście urodzili się na Saharze, musielibyście chodzić po wodę.
Nie dałoby się inaczej. To dość niesprawiedliwe.
Ale życie nie zawsze jest sprawiedliwe.
I tak to się kręci.
Bóg wymyślił wybory
i wybrał, że będę miał syna.
I córkę.
Czasami ktoś wygra,
ale większość przegrywa.
Ja wygrałem.
Może wy też wygracie.
- Celuję do ciebie. - Jesteście dla siebie stworzeni.
To ja, Mads. Przyjechałem po marychę.
06.23 RANO
Drzwi.
Zostań. Jak powiem - strzelaj.
Teraz.
Idź.
Zostały mi trzy naboje. Po trzecim mnie osłaniaj.
Znajdźmy forsę.
- Za nią! - Stój!
Nie chodzi o ciebie. Chcę tylko torbę.
Cofnij się! Bo strzelę.
- Opuść broń i daj torbę. - Nie ma mowy.
Powoli opuścimy broń.
Co?
Zrób to. Ja będę gadać.
Porozmawiajmy.
Zabieraj swojego chłopaka i wynoś się stąd.
O nie, ten gość nie jest moim chłopakiem.
Dupek porwał moją córkę.
Muszę ją odzyskać, zanim...
To, co masz w tej torbie, może ocalić życie mojej córki.
Jej życie jest w twoich rękach.
Rzucę ci torbę i pójdę.
Daję ci słowo.
Bierz torbę i idziemy.
Zidentyfikowano samotnego wilka, który sterroryzował miasto.
To agent Interpolu w zmowie z dilerami narkotyków.
Nie chciałbym być na jego miejscu.
Kiedy dorwie go policja, poleje się krew.
Raczej nie wyjdzie z tego żywy. Zostańcie w domach.
Ile czasu nam zostało?
O w mordę. Sprawdź torbę.
Co mamy?
Jakieś sto tysięcy.
I paczkę hery.
Dobra, damy mu to, co mamy
- i poprosimy o więcej czasu. - Nasz czas się skończył.
07.02 RANO
Zawodziłam Lucy przez całe życie.
Obiecałam jej, że to się nie powtórzy.
- Idziemy na wojnę. - Może nam się udać.
- Może. - Mam nadzieję.
Są na miejscu.
W bagażniku jest torba sportowa.
Dziewczyna?
Musiałem się nią zająć. Też tam jest.
Kryj się.
- Gotowa? - Przyszłam po dzieci.
Mam problem.
Facet po lewej.
Odwrócę uwagę. Zdejmiesz go na mój znak.
Teraz.
- Oberwałaś?
- Chyba nie. - Czułabyś.
Koleś za rusztowaniem.
Biegnij prosto do niego.
Oszalałeś? Sama się zastrzelę. Oszczędzisz na kulach.
Nie zauważy cię.
- Zaufaj mi. - Mam ci zaufać?
Porwałeś moje dziecko.
Wciągnąłem was w to, bo byłem zdesperowany.
Dobra.
Jeśli umrę, pamiętaj, że to przez ciebie.
Teraz.
Tam.
Lucy.
Mamo! Pomóż nam!
Za mną.
Dzieci są z nim.
Rzućcie broń i wyjdźcie. Albo Bóg mi świadkiem,
zabiję ich tu i teraz!
Ty też zginiesz. Słyszysz, sukinsynu?
- Uwolnij ich, to cię puścimy. - Jadą tu moi ludzie.
Stracicie przewagę.
Mamo!
Błagam, nie!
Ręce do góry!
Skarbie. Nic ci nie jest. Kocham cię.
Zawsze o tym pamiętaj.
Nie!
Tato!
SZEŚĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ
- Gotowe? - Do dzieła.
Bóg wymyślił wybory
i wybrał, że będę miał syna.
I córkę.
Czasami ktoś wygra,
ale większość przegrywa.
Może wy też wygracie.
Pamiętacie kobietę, porwaną przez agenta Interpolu?
My w Bari pamiętamy tę noc. Nie dokończyliśmy tej historii.
Jej życie się zmieniło. Prowadzi restaurację nad morzem.
Podobno rewelacyjną.
Poziom gwiazdkowy, a ceny przystępne.
Na pewno tam zajrzę.
Ale na razie czekam na wasze głosy i tajemnice Bari.
Najpierw posłuchajmy klasyki. Ten utwór poprawi wam humor.
Wesja polska - CANAL+ Tekst: Hanna Osuch
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.