All language subtitles for La vida padre

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew Download
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian Download
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

To stało się w sobotę

18 sierpnia 1990 r.

Tamtej nocy niechcący zabiłem mojego ojca.

Wielkiego Juana Inchaustiego,

najlepszego kucharza w Bilbao.

Trwał Wielki Tydzień.

W restauracji były tłumy.

Juancho!

Jak się masz? Czuj się jak w domu.

Na pewno dasz mi pyszną kolację.

Byli wszyscy: zawodnicy Athletic,

artyści, politycy, toreadorzy...

Krem z jeżowców był niesamowity.

Chcesz dostać przepis, mądralo.

To był najważniejszy wieczór w karierze mojego ojca.

Był na szczycie.

I jakby było mało...

I jakby było mało... Mikel, mów dalej.

I jakby było mało,

tamtego wieczoru przyszedł incognito król Hiszpanii.

- Dobry wieczór. - Witamy w Atarii. Co za zaszczyt.

Zapraszam.

Zaraz do państwa przyjdę.

Juan! Król!

I co?

- Musisz się przywitać. - Ja?

Rany...

Ander, król!

Idziemy!

Dla mojego ojca król...

Mam go gdzieś.

Ale dla matki...

Zajdziemy na szczyt.

Na szczycie głowa mnie boli.

A mnie głowa boli od tego, że tyramy jak osły, a nie mamy nic w banku.

Więc chodź.

Gramy o wielką stawkę.

Tata i mama byli przeciwieństwami.

On lubił gotować dla ludzi.

Ona lubiła zgarniać pieniądze.

Bilbao, Stare Miasto, pół drużyny piłkarskiej i król na sali.

Przepis na katastrofę.

Załoga!

Robimy kolację dla króla.

Jakiego króla?

Króla Hiszpanii, matole!

Tę restaurację założył Doroteo Inchausti,

mój ojciec, i nazwał ją Ataria.

"Wrota".

I w tych wrotach gotujemy dla całego Betlejem:

świętego Józefa, Maryi, Chrystusa, krowy, osła,

pasterzy, aniołów i Trzech Mędrców.

Ktoś się nie zgadza, tam są jebane drzwi.

Tamtego wieczoru mój brat Ander i ja byliśmy w restauracji,

bo kibicujemy Athletic.

Wcześniej pojechaliśmy rowerami nad staw łapać żaby.

- Jest jedna! - Patrz!

I nagle wpadłem na ten kurewski pomysł...

Mikel, nie! Będą kłopoty!

Pierwsza żaba trafiła do Javiera Clemente.

Cholera!

Druga do prezenterki telewizyjnej.

Trzecia, olbrzymia, matka wszystkich żab...

trafiła do króla.

I zapanował chaos.

Facet potraktował to jako żart...

ale jego ochrona już nie.

Następnego dnia trąbiono o tym wszędzie.

Słynny baskijski kucharz Juan Inchausti został rano zwolniony z aresztu,

dokąd trafił pod zarzutem obrazy majestatu królewskiego.

Grozi mu kara czterech lat więzienia

i grzywna w wysokości dwóch milionów peset.

- Sama ją oprawię. - Ale mogę.

Nic mi się nie stanie.

Brawo, twój mąż! Pokazał, że ma jaja!

Jaja...

Spieprzyłeś to, ale jestem starszym bratem i cię obronię.

Jak?

Jeśli się przyznasz, to ja też.

Przysięgnij, że nigdy nikomu nie powiesz o żabach.

Przysięgam.

Spluń.

Po tym ojciec już się nie pozbierał.

Posypał się.

I restauracja też.

Mikel...

Po paru miesiącach

zamknął się w kuchni Atarii i przygotował "ostatnią wieczerzę".

NA SPRZEDAŻ

Zupa warzywna z Tudeli,

kokotxas z kartoflami w zielonym sosie,

kilka butelek wina...

WRESZCIE RZUCĘ PALENIE

Tato!

Nie zostawiaj mnie!

Tato, nie!

I potem wskoczył do rzeki.

Nie!

Tato!

Wiem, że skończę tak jak on.

ŻYCIE NA TALERZU

Czołem, dziewczyny!

Idąc w ślady ojca, który zaginął przed laty,

Mikel zaczął pracę w londyńskiej restauracji z kuchnią azjatycką.

Tam odkrył gastronomię orientalną i jego kuchnia fusion stała się hitem.

Kurwa!

Próbuję żyć intensywnie.

Kim jesteś?

Nie łaź za mną, dupku!

Od tamtej pory Mikel szybko zmierza ku trzeciej gwiazdce Michelina.

Jedzenie.

Wygrasz, ale nie przekonasz.

Masz ikrę corviny?

- Tutaj. Trudno było. - A dorsz czarny?

Jest. Spokojnie.

To do zupy miso.

Ulubione danie Roberta De Niro.

Wpadnij i spróbuj.

Wolę kokotxas.

Powinieneś sobie znaleźć dziewczynę.

Po co?

Ty?

Ty?

Złodziej!

Łapać go!

- Zabiję świnię! - Co jest?

Widziałeś?

Mikel, w porządku?

Nic mi nie jest.

Mniej gotowania, a więcej ruchania.

- Cześć! - Cześć.

Tak, mamo, zobaczymy się.

Dobra, cześć.

Mikel, masz cztery nowe wiadomości.

Dzień dobry. Dzwonię z "Gourmet Magazine".

- Próbujemy... - Następna.

Czwórka uczniów wciąż narzeka i nie chce się uczyć.

Co robić? Wypierdoliłbym ich, ale mamy 60 osób do obsłużenia.

Następna.

Jestem w szpitalu.

Mama przyjedzie zobaczyć małą o 11.00.

Też przyjedź, bo się wścieknie.

Bego zastąpi mnie na pierwszej zmianie.

Jacyś kolesie z ratusza przyjdą na kokotxas.

Następna.

Ostatnia wiadomość z numeru nieznanego.

Dzień dobry, panie Inchausti. Dzwonię z Pałacu Zarzuela.

Król i królowa będą z nieoficjalną wizytą w Bilbao

i chcą zrobić rezerwację dla dwóch osób na piątek 24.

Następna.

Nie masz więcej wiadomości.

Tata?

Nie znajduję "Tata" na liście kontaktów.

Możecie mnie porwać i torturować, ale nie dostaniecie moich przepisów!

Nigdy! Gnoje!

- Idziemy. - Gnoje!

Boże!

Nie znajduję "Boże" na liście kontaktów.

Co tam?

- Przestraszyłeś mnie! - Jak poszło?

Ostatni raz!

Nie obejrzę kolejnego porodu, nawet za milion euro.

Ohyda! Nawet obrzygałem pielęgniarkę.

Jak się czuje Menchu?

Wykończona.

Mała nie chciała wyjść, ważyła prawie 5 kilo.

Potwór z niej!

Chyba jest podobna do taty.

- Do taty? - No.

Czemu nagle wspomniałeś o tacie?

Widziałem tę wielką wychodzącą głowę...

Wierzysz w reinkarnację?

Chłopcy!

No proszę!

Co za radość! Jesteś ojcem!

Ander, zrobiłeś ze mnie dziadka.

Paliłeś.

Doktor nie wyraził się jasno?

Rób tak dalej i dostaniesz zawału przed czterdziestką.

- Cześć, Ignacio. - Cześć.

I jak było?

Cudownie!

- Jaka jest mała? - Przeurocza!

Wzruszyłeś się, Mikel.

Ja?

Zbladłeś.

Bo...

coś mi się przydarzyło.

Nie uwierzycie.

Nie strasz mnie.

No...

Mów.

Król i królowa zarezerwowali stolik.

Na kiedy?

Przyszły piątek. Ale spokojnie.

Powiem im, że mamy komplet.

- Nie, synu, nie możesz im odmówić. - Dlaczego?

W Atarii jest miejsce dla wszystkich. Tata zawsze tak mówił.

- Znowu tata! Ty też? - Co jest?

Nigdy o nim nie mówimy i nagle dziś gadamy tylko o tacie.

- Moim zdaniem... - Idziemy zobaczyć małą.

Chodźmy.

Co tak stoicie?

Żwawo! Patrzcie, która godzina!

Samochody już zajeżdżają!

Spokojnie. Zacznijmy od początku.

Od przystawek. Zabierz łapy.

Przystawki, do cholery! Precz!

Anchois, gildas, sałatka z porów...

- Najpierw nazwisko. - Po co?

- Chodzi o przyjęcie. - Tak!

Wydam na przyjęcie i zostanę w gaciach.

Nie miałeś majtek.

- Chcę porozmawiać z moją żoną. - Żona jest tutaj?

Zawsze! Jest wieczna!

Nazwisko?

Juancho Inchausti.

Twojej żony.

Żony...

Carolina Herrera.

Jest skąpa, nie zapłaci okupu.

Potrzebny nam numer jej komórki.

- Czego? - Komórki.

- To twoja córka? - Nie, żona.

A mogłaby być córką.

Chłopie, nadążaj za swoim wiekiem.

Musimy mieć numer telefonu.

Pisz.

281.

4.

86.

87.

- 86... - Za dużo cyfr.

- Nie powinno mnie tu być! - Sedacja!

Spuszczę ci łomot!

Kurwa!

Prześliczna. Nie wiem, do kogo jest podobna.

Jak to do kogo?

- Do mnie! - Tak myślisz?

- Wykapana ty. - Prawda!

Moim zdaniem.

- Przepraszam, muszę na chwilę do toalety. - Idź.

Dzień dobry.

Kucharz, prawda?

Tak.

Byłam w twojej restauracji. Ale zdzierstwo!

Słucham? Dlaczego?

Drogo i pretensjonalnie. A szef sali to palant.

Mój brat.

Przekaż mu to ode mnie.

A ty to kto?

- Doktor Nagore Mondragón. - Zawsze taka miła?

Zostawiłam dwie dniówki i wyszłam głodna.

Gówno mnie obchodzi twoje zdanie.

- Co tu mamy? - Dostał coś na uspokojenie, ale fika.

Nie rozumiemy, co mówi.

- Stres pourazowy? - Myślę, że coś gorszego.

Juan, jak się miewamy?

Jak widzisz, siedzę na dupie.

A to na czole?

Najpierw walnął mnie ten karzeł,

potem olbrzym, a staruch kopnął mnie w żebra.

Zaraz wracam.

Nagore.

Masz migdałowe oczy.

Zaraz wracam.

Policja nie powinna go sprawdzić w rejestrze zaginionych?

Mamy listę zaginionych w ostatnim miesiącu.

Znowu ty? Kim jesteś?

A ty?

Co tu, kurwa, robisz?

Gdzieś ty był?

Nie żyłeś, do cholery!

Znam cię?

Czy my się znamy? Jestem Mikel.

- Mikel? - Mikel Inchausti.

Mój dzieciak też tak się nazywa.

I ja nim jestem.

- Nie! - To ja, Mikel.

- Nie. - Tak.

- Nie. - Tak!

On ma siedem lat! Idiota!

Ty masz osiem albo dziewięć.

Odpierdol się, koleś!

- Czego tu szukasz? - Niczego.

Znasz go?

Potrzebny mu lekarz. Mówi, że jest moim synem.

Synem?

Przecież jest starszy ode mnie.

A twój wiek?

Mój?

W latach?

Ile mam? Mam...

Dobra. Który mamy rok?

1990. Nie?

Dość tych pierdół.

Mogę już iść?

Źle zaparkowałem kamper i krawężniki się przypieprzą.

ZESPÓŁ KORSAKOWA

Witamy w Atarii.

Rany...

Mikel.

Jest tu.

Kto?

Zwiadowca.

Inspektor z Michelina.

Rano zjadł śniadanie w Wiché, rozpoznał go szef sali z Azurmendiego.

- Grupa na WhatsAppie już się grzeje. - Zaraz zamarznie.

- Czemu posadziłeś go na zewnątrz? - Był tylko ten stolik.

Chodzi o trzecią gwiazdkę.

- Wiem. - Co wiesz? Obudź się!

- Smacznego. - Dzięki.

Mikel, jesteś ładny, inteligentny,

jesteś najlepszym kucharzem świata!

Dzień dobry.

- Widzę, że wybrał pan przegrzebki. - Tak.

Doznania są miłe?

Interesujące.

- Jestem... - Mikel Inchausti, szef kuchni.

Właśnie.

- Pan pierwszy raz w Atarii? - Nie.

To była ulubiona restauracja mojego ojca.

Przed jej zamknięciem.

Tamten kucharz był geniuszem.

Serwował krem z jeżowców.

- W życiu nie jadłem podobnego. - Bo nie próbował pan mojego.

Nie było go w karcie.

Nie.

Dziś na targu nie mieli dobrych jeżowców, ale zapraszam innego dnia.

Tamten krem zasługiwał na gwiazdkę Michelina.

Na pewno.

Kolacja w piątek?

- 24? - Tak. Ale pewnie nie ma stolika.

Dla dobrego klienta zawsze jest stolik.

Doskonale.

- Wszystko w porządku? - Słucham?

Dobrze się pan czuje?

Tak.

Chciałbym...

- Smacznego. - Zobaczymy.

Przepraszam.

Szukam mojego ojca. Wiesz, gdzie jest?

Czemu nie powiedziałeś, że to twój ojciec? Byłeś tu i go widziałeś.

Poprzednio widziałem go, gdy miałem siedem lat.

I nie wiedziałem, co zrobić.

A teraz wiesz?

Nie.

Musisz się nim zająć jako najbliższy krewny.

Słucham? Chyba nie jest z nim tak źle?

To szczególny przypadek.

Chodź.

Być może to zespół Korsakowa.

Korsa czego?

Mieszają mu się czas i wspomnienia.

Tkwi w roku 1990.

Żyje w świecie równoległym, w którym ciebie nie ma.

A jeśli jesteś, to jako chłopczyk.

Czyli wariat?

Nie, ale odjechany.

Odjechany? A może wrócić?

Jest na to lek?

Nie wiemy.

Takie przypadki wymagają specjalisty.

Nie jest to tanie, ale myślę, że cię stać.

Nie wiedzie mi się tak dobrze, jak myślisz.

Ten zegarek, ciuchy i okulary słoneczne to już 10 000 euro.

O aucie nie wspomnę.

Kto gotował to gówno?!

Rany...

Dokąd jedziemy?

Chodź. Wsiadaj.

Dlaczego?

- Bo odpowiadam za ciebie. - Czemu?

Bo jestem przyjacielem.

Przyjacielem! Snob z ciebie.

- Wsiadaj. - Mogę prowadzić?

Nie. Wsiadaj.

Dzięki.

Trzymaj.

- Co to za zapach? - Esencja z zielonej figi.

- Zapnij pas. - Po co?

- To obowiązkowe. - Za ciasny.

- Przywykniesz. - Nie mogę oddychać!

- Skurwysyn! - Ja powinienem prowadzić.

Spójrz na mnie.

Spójrz na mnie.

Masz problem, jasne?

Coś ci się stało.

Nie wiem, kiedy i gdzie, ale masz pustkę w głowie.

Straciłeś pamięć i ja spróbuję pomóc ci ją odzyskać.

Rozumiesz, co mówię?

- Nie. - Nie?

Dobra. Jestem Mikel.

Zawiozę cię w miejsce, które było bardzo ważne dla ciebie.

I dla mnie. Dla nas obu.

- Chcesz poruchać. - Co?

Wsadzasz mnie do auta, wieziesz dokądś...

Dobra, spójrz na to.

Nie, popatrz.

Pamiętasz?

Ander, mama, ty, ja.

Mama...

I przesrane!

Jedź. Policja, kurwa!

Baskijska!

- Nie chcę wracać do pierdla. - Byłeś w pierdlu?

Byłem wszędzie! Ruszaj!

- Już jest. - Jasne!

Dokumenty.

Ja nic nie zrobiłem. To on.

Łatwo to wyjaśnić...

Ten pan kazał mi wsiąść do auta, obezwładnił mnie i chce się ruchać.

Proszę go nie słuchać.

- To mój ojciec. - Czy ja mógłbym być ojcem tego starucha?

Jesteście identyczni.

Dzięki.

Kojarzysz to miejsce, nazwę, ulicę?

- Robimy zdjęcie. - Chcę jeść.

Mikel, chodź tu.

- Zrobimy zdjęcie. - Przodem i uśmiechnij się.

Chodź, coś ci pokażę.

Wystrój to moja robota.

Zastawa Luesma y Vega, sztućce Steinbeisser.

A ci ludzie tam... to moja ekipa.

12 osób. Podoba się czy nie?

Muszę siku.

Cholera! Tata!

Kolejny snob. Kim jesteś?

Jestem nikim.

Więc daj się odlać, do cholery!

Proszę. Dziękuję.

- Skąd on się wziął? - Wrócił, okej?

Do dupy z tym!

Ma amnezję. Tkwi w roku 1990.

Światło!

W 1990 to nasza rodzina dostała od niego w dupę.

Teraz to nieważne.

Przez ciebie dostanę zawału.

- Myślałem, że umarł. - Jak widać nie.

- Pomyśl trochę. - Czemu go tu ściągnąłeś?

- Bo jest nam potrzebny. - Po co?

Na przyszły piątek.

Królewska kolacja?

Nie. Krem z jeżowców i trzecia gwiazdka Michelina.

Żeby zdobyć gwiazdkę nie potrzebujemy faceta, który porzucił nas 20 lat temu.

Ty nie potrzebujesz.

- Szefie! - Co znowu?

Jakiś wariat rozstawia wszystkich po kuchni.

Co robić?

Młody, co to jest?

Ravioli z fasolą z Tuluzy.

I gdzie ta fasola?

Jedna w środku.

- Jedna?! - To reinterpretacja.

Te sferyfikacje to mięso.

Sfery co?!

A to?

Wędzony węgorz z kurczakiem pil pil.

Pil pil?!

Pieczonym.

- Właściwie to emulsja z kurzym tłuszczem. - Spróbujesz?

Niech tam...

Smakuje?

Smakuje czy nie?

Wydziwione żarcie!

Dwa dni sami i wszystko marnujecie.

Rosa!

Juan, pogoń ich, to ważny wieczór.

Załoga!

Pieprzyć wynalazki.

Robimy kolację taką jak zawsze w Atarii.

Jasne?

Zrozumiano?

Zrozumiano.

I dobrze, do cholery!

Zobaczymy, co tu mamy.

Zobaczymy.

Ty, wędzone ostrygi.

- Tak jest! - Sałatka txangurro.

- Tak jest. - Wy: kokotxas i turbot.

Szybko. Jesteśmy spóźnieni.

Nie ma jeżowców?

Nie ma.

Nie ma?

Nie ma jeżowców, to będzie fasola z małżami.

- Kazałem ci kupić. - Nie było na targu.

- Kurwa! - I co robimy?

To, co on każe. Do roboty!

Nie baw się w chirurga. Łatwiej jest gołymi rękami.

Wkładasz rękę głęboko, tutaj i tutaj.

Palce tam.

A kiedy dojdziesz do grzbietu, łamiesz.

Wkładasz rękę pod spód...

Widzisz, jakie proste?

Oszczędzasz czas.

Teraz usuwasz to czarne ręcznikiem papierowym.

Co robisz?

- Co to? - Chrupiąca skórka kurczaka...

Spróbuj wędzonego węgorza.

Wędzonego?

Zaczekaj.

Szczypiorek...

- Dobre. - Tak?

Niesamowite.

Myślę, że nie zapłacą.

Czemu?

Podatek rewolucyjny.

Wyglądają na sympatyków ETA.

Patrz, jacy szczęśliwi.

Boże...

Co zrobimy z mamą?

Uważaj, bo ślisko.

Proszę.

Dobry wieczór, Mikel.

Mam nadzieję, że za tobą udany dzień.

Jest godzina 0.45.

Co chcesz zrobić przed pójściem spać?

Twoja żona?

Irina.

Gdzie jest?

Chcesz posłuchać muzyki, obejrzeć TV,

nawiązać kontakty z paniami przez komputer?

Nie wstydź się!

Czemu się schowała?

Nie ukrywa się, jest tam.

Gdzie?

Irina, przywitaj się z Juanem.

- Cześć, Juan. - Cześć.

To moja asystentka wirtualna.

- Co? - Asystentka wirtualna.

Czuwa nad moim terminarzem, domem, zdrowiem, muzyką,

podnosi mnie na duchu, gdy mi smutno.

Patrz. Irina, podnieś mnie na duchu.

Jesteś ładny, inteligentny,

masz doskonałe ciało i dużego penisa.

Jesteś najlepszy.

Ja też chcę taką!

Ale najpierw prysznic.

- Śmierdzę? - Jak brudna dupa.

Drugie drzwi po lewej.

Ubranie zostaw na podłodze. Wsadzę je do pralki.

Używasz piżamy?

Zabierasz mnie do swojego domu, udostępniasz łazienkę.

Czemu to robisz?

- Pomyśl sobie, że jestem twoim synem. - Za dużo myślenia.

Wyobraź sobie, że długo cię nie widziałem i mam do ciebie dużo pytań.

- Na przykład? - Gdzie byłeś przez ten cały czas?

Czemu zniknąłeś? Czemu zjawiłeś się teraz?

- I... - I?

Jak robisz krem z jeżowców?

Nazywałeś się...?

- Mikel. - Posłuchaj, Mikel.

Wyjaśnijmy sobie jedno:

nie daję się ruchać w dupę.

Ja też nie.

- Więc to komplikuje sprawę. - Pod prysznic.

Mam wiadomość od nieznanego numeru.

Odsłuchasz ją?

Tak.

Dobry wieczór. Dzwonię z Pałacu Zarzuela.

Potrzebujemy jak najszybciej potwierdzenia rezerwacji

dla ich wysokości na najbliższy piątek.

Pracownicy ochrony i protokołu przyjadą kilka dni wcześniej,

żeby przygotować wizytę. Dziękuję.

KONFISKATA POJAZDU

- Masz ręcznik? - Tak.

A te imiona?

Ludzie...

Pewnie więcej niż tylko "ludzie"?

Jeśli tatuujesz sobie imię, to coś to znaczy.

Więc to ludzie, których kocham.

Mam więcej.

Co tu jest napisane?

- Glenda. - A tu Jurgen.

Niemiecki blond skurwysyn jak jego matka.

Je tylko kiełbasy.

Patrz: Cossete, André, Romy, Hans.

I będzie więcej.

Czerwony...

Trąbka...

Połączenie wideo

od Nagore Mondragón.

Odebrać.

Cześć.

Późno się kładziesz?

Mało śpię.

Ja też.

Płakałeś?

Ja? Nie.

Wcale nie.

- Dobra. - Co tam?

Posłuchaj.

Chcę zbadać przypadek twojego ojca, ale musisz mi zapłacić.

Mam ci płacić za badanie?

Tak robią wrażliwi bogacze, żeby świat był lepszy.

A jeśli nie jestem wrażliwy?

Nie przyjechałbyś po ojca.

Nie, nie przyjechałem po ojca.

Ale po kucharza, którym był.

Zatrudnisz go?

Może tak.

Czyli może warto będzie znów przyjść do tej restauracji.

Dzwonisz o drugiej w nocy, żeby mnie drażnić i wyciągać forsę?

Już późno.

Żaby, żaby! Uciekaj!

Zamkną ci restaurację.

Wyłożyłeś się. Klęska!

Jasna cholera!

To będzie stawka za całość czy godzinowa?

Zależy od liczby koniecznych sesji.

Musimy być cierpliwi i myśleć pozytywnie.

Żaby!

Jebane żaby!

Spokojnie.

Uspokój się. Już po.

Po?!

Mikel?

Spokojnie, tato.

To ja, Mikel.

Tato! Tato?

Tato!

Tato!

Nie zostawiaj mnie!

Syn...

Syn!

Pamiętasz, jak robiłeś krem z jeżowców?

Pierdolony snob kataloński!

Co?

- Katalończyk, złodziej przepisów! - Ja to twój syn.

- Jakim cudem? - Przecież sam powiedziałeś o mnie "syn".

- Psi syn! - Syn!

Psi syn, do cholery!

Idziemy na kurwy?

Stawiam kolejkę! Bawimy się, dziewczyny!

Ander, co tu robisz?

- Siema! - Menchu nie jest z małą w szpitalu?

- Jest, a ja świętuję. - Nadajesz się do leczenia.

- A ty? - Ja?

Co tu robisz?

- Wpadłem na drinka. - A z kim?

Z przyjaciółmi.

Ty nie masz przyjaciół.

Z dziewczyną.

- Ty z dziewczyną?! - Tak.

- Nie wierzę. - To nie wierz.

Przedstaw mi ją.

Nie mogę.

- Bo nie istnieje. - Istnieje.

Nazywa się Nagore Mondragón i jest neurolożką.

Więc chcę ją poznać.

Ale ona nie chce.

Cześć!

Dziewczyny! Toast!

- Wychodzimy. - Ja zostaję.

- Nie idziesz ze mną? - Nie chcesz potańczyć?

Nie lubię. Chodźmy już.

- Bez poruchania? - Tutaj nic nie wyhaczysz.

Mógłbyś być ich dziadkiem. Idziemy.

Trzymaj, muszę się odlać.

Cześć, młody!

Daj mi kreskę.

Kurwa!

Co jest?

Masz.

Porąbało cię. Jak mogłeś go tu ściągnąć?

Dla przepisu sprzed 30 lat?

To już nie nasz ojciec, tylko Marsjanin, jebany E.T.

Jesteś Elliottem?

Jestem gnojem, który zniszczył mu życie. Jestem mu to winien.

On zniszczył życie nam!

Znów ma to zrobić?

Nie pamiętasz, jaki był.

Miał nas w dupie.

Cały dzień sterczał w kuchni. Nie opowiadał nam bajek.

Byliśmy tylko ty, mama i ja.

Wymiksuj się, zanim on stamtąd wyjdzie.

Tego kawałka nie możemy odpuścić! Chodź!

Dzień dobry. Jest 9.00 rano.

20 stopni, niebo częściowo zachmurzone.

W taki dzień można wyjść i poćwiczyć.

Jak chcesz zacząć ten dzień?

Streścić ci dzisiejsze wiadomości?

- Kurwa! - Chcesz poćwiczyć mięśnie?

Chcesz pooglądać TV?

Chcesz przejrzeć listę zakupów?

Przypomnieć trzy najzdrowsze śniadania dla ciebie i rodziny?

Irina, możesz puścić muzykę do gotowania?

Cholera! 21 nieodebranych.

Co się dzieje?

Dzień dobry, snobie.

Zrobiłem ci śniadanie.

Twoje bułeczki!

- Mogę? - Pewnie!

I co?

Jak ci się spało?

Dobrze, ale udajemy, że nic się nie stało.

Co?

Nie rób sobie nadziei.

Trochę za dużo wypiliśmy.

Takie rzeczy się zdarzają. I tyle.

Wezmę prysznic.

Dzień dobry panu.

Dzień dobry.

Ty to...?

- Asystentka. - Irina!

Śliczna jesteś!

Czemu się ukrywasz?

Czemu taka nieśmiała? Bułeczkę?

Są pyszne.

Jeszcze jedna.

Dwie.

I czekolada!

Co?

- Ta? - Nie wiem.

Wyglądam jak z Madrytu.

Pasek.

Twój ojciec ma dom towarowy?

Nie. Ty jesteś moim ojcem.

Przestań robić sobie jaja.

Dzieci to poważna sprawa.

Spokojnie.

Nie lubię pasków.

Obciskają mnie.

Do zobaczenia, Irina.

Do widzenia panu.

Altagracia.

Pomieszka z nami kilka dni.

Mogę mu podciąć włosy.

Pana tacie. Wygląda okropnie.

Skąd wiesz, że to mój ojciec?

Jesteście identyczni.

Co on robi?

Ja tędy.

Chodź.

Zobaczysz.

Doskonale.

- Dokąd mnie prowadzisz? - W jedno miejsce.

Może sobie przypomnisz.

Wygląda znajomo.

- Kiedyś był tu targ. - Właśnie.

- I wciąż jest. - Nie pachnie jak targ.

Robiłeś tu codziennie zakupy.

- Ja? - Ty.

Kiedy?

Dawno temu. Byłem mały.

Uwielbiałem tu z tobą przychodzić.

Patrzyłem, jak wybierałeś warzywa, ryby, mięso.

Kto ci sprzedaje prochy?

Pamiętasz, co robiłeś?

Nie.

Trzymałeś mnie za rękę i mówiłeś:

"Ściśnij mocno.

Ta ręka nigdy cię nie zawiedzie".

Pstrąg, flaki...

Co to za ryba?

- Już ci mówiłem. - Labraks.

Labraks!

Niesamowite! Są sardynki i sardele.

Jak rozpoznać, czy ryba jest świeża?

Oglądasz oczy i skrzela.

Jeśli oko jest czarne, ryba jest świeża.

Jeśli trochę szare, złowiono ją niedawno.

A jeśli mocno szare, nie kupujesz jej.

Skrzela świeżej ryby są czerwone, potem brązowieją.

A o tych już ci mówiłem. Jak się nazywają?

Tato.

Tato!

Jak robiłeś krem z jeżowców?

- Z jeżowców... - I co jeszcze?

Mrożone krewetki po 90 za kilo?

To nie pesety.

Patrz. Euro.

- Co to? - Ikra dorsza na shiraki.

- Shiraki? - To japońskie danie.

Co za pierdoły!

Przyjmujemy obcą walutę, sprzedajemy ikrę...

Możesz mi powiedzieć, jak robiłeś krem z jeżowców?

Jasne, że nigdy ci nie powiem! Durni Katalończycy...

Nie jestem Katalończykiem.

Nazywa się Ferrán i wygląda jak Katalończyk!

Ty to Juancho! Juan Inchausti!

Owszem, potwierdzam.

Gdzie ten gnój?

Tam.

Wyglądasz jak łachudra!

No i? Nic mi nie powiesz?

Gdzie byłeś przez te lata?

Myśleliśmy, że nie żyjesz. Zostałam sama! Z dwójką dzieci do wychowania!

Tylko z dwójką?

Z nim i z nim.

Ponownie wyszłam za mąż. Za Ignacia Lizarragę.

- Ignacio Lizarraga to dureń! - Cześć!

- Tak, dureń. - Ja?

Ale dzięki temu durniowi daliśmy radę.

Więc odejdź. Dla nas nie istniejesz.

Wynoś się!

Gdzie byłeś przez ten czas?

Ja?

Cóż...

- Chcieli mnie zabić. - Zabić? Kto?

Wszyscy.

Francuzi, Anglicy, Katalończycy, nawet król.

To było straszne. Najpierw załatwili mnie żabami.

Potem restauracja padła.

Ale Inchausti, który nie jest durniem, pewnego dnia pomyślał:

"Oni chcą twoich przepisów. Uciekaj".

I...

Kochanie, dwa dni.

I wróciłem.

Matko. Kompletnie mu odbiło.

Nie naciskajcie na niego. Niech się oswoi z sytuacją.

Jest. Przygotujcie się.

Cześć.

- Jak się masz? - Przyprowadziłem matkę i brata...

- Chyba nie masz nic przeciw. - Skądże.

To Nagore, lekarka.

- Miło mi. - Wzajemnie.

Juan, pamiętasz mnie?

Nie. I nic nie zrobiłem.

Oczywiście. Chodź, poznasz nowych przyjaciół.

Zapraszam.

Zaczekajcie tu.

Zaraz wracam.

Oto moi koledzy.

Dobry.

Zostaniesz z nimi.

Bardzo chcą cię poznać, bo jesteś wyjątkowym facetem.

- Jak się czujesz? - Świetnie.

Usiądź tutaj.

Jesteście z komuny?

Prawie.

Mamy zdjąć fartuchy, żeby czuł się bardziej...

Rozbieramy się!

Trochę się denerwuję, bo już dawno nie...

Zanim zaczniemy...

Macie trawkę?

Konfabulacje to typowy objaw.

Wszystko, co nie pasuje do zmienionej rzeczywistości, podlega transformacji.

Co powoduje tę chorobę?

Być może uraz mózgu.

Może uderzył się w głowę, gdy wpadł do rzeki.

Jeśli doszło złe odżywianie lub nadużywanie alkoholu...

Utknął w roku 1990.

I pewnie już nie wróci.

Tym lepiej!

Czemu?

Co się dzieje?

Co on robi?

Chyba bawią się w chowanego.

Nie mogę na to patrzeć.

Mamo, zaczekaj.

Ander! Mamo!

- Zostawimy go tak? - A co mamy zrobić?

Coś, do cholery!

Nie słyszałeś, co powiedziała? Nic nie poradzimy.

- Coś możemy zrobić. - Co?

Chciałbym wiedzieć, gdzie był mój ojciec przez 30 lat. Wy nie?

Twój brat właśnie został ojcem, ty masz na głowie restaurację,

a ja tyle już przepłakałam.

I więcej płakać nie będę.

Teraz nie potrzebujemy ojca. Przynajmniej ja.

Ale potrzebujesz brata.

- Co to ma znaczyć? - To, że dzięki mnie żyjesz jak radża.

Jak radża? Pracuję 10 godzin dziennie za grosze.

- Gówno robisz. Jesteś leniem. - A ty despotą.

Chcesz być bezrobotnym?

Wiesz, w czym tkwi twój problem?

Mógłbyś mieć wszystko, a nie masz nic. Twoje życie jest puste i do dupy!

Cholera.

Nigdy więcej nie mów tak do brata.

Jesteś starszy.

Rosa, trzymaj ich krócej.

Jakaś ty śliczna dzisiaj.

Wiesz, co powinniśmy zrobić?

Postarać się o dziewczynkę.

Stoisz w bieliźnie na środku ulicy.

- Spójrz! - Cholera! Znowu on!

Niech to szlag!

Tato!

Bez stosownych dokumentów żaden pojazd stąd nie wyjedzie.

To moje auto!

Przykro mi, ale bez papierów jest niczyje.

Jak mam to udowodnić? W środku są moje rzeczy.

- Kurwa! - Może pan uspokoić ojca?

- Skąd pani wie, że to mój ojciec? - Jesteście identyczni.

Mam tu papier, który świadczy, że ten kamper jest nasz.

Chce mnie pan przekupić?

Nie.

Jak ma pani na imię?

- María. - Pani Mario, próbuję...

Mnie przekupić. Sypiam spokojnie po nocach.

Sama?

Proszę tak dalej, a wzywam policję.

Nie mieszajmy do tego policji.

Skurwysyn!

Niech się zatrzyma, bo wezwę policję!

Juan!

Stój!

Wsiadasz czy co?

Szlaban!

- Stań i ja poprowadzę. - Nie znasz tego kampera.

- A ty nie znasz Bilbao. - To jest Bilbao?!

- Zginiemy! - To wygląda znajomo!

Nie tędy!

Czemu ten jedzie środkiem?

Przepraszam!

- Stań, do cholery! - Nie mogę.

Czemu?

Bo wylądujemy w pierdlu.

A nie mówiłem?

Nie!

Tato!

Tato!

Nie!

Trzymaj się!

Tato!

Uważaj!

W pierdlu, jeśli upuścisz mydło pod prysznicem, nie schylaj się.

Podnieś ręce.

- Rodzina? - Nie, jego lekarka.

Starego czy tego drugiego?

Starszego.

Juan Inchausti Letamendi.

To jego paszport? Skąd go macie?

- Był w kamperze. - Mogę?

Proszę.

Dzięki.

Ma demencję?

Nie, amnezję wsteczną.

Ten drugi to sławny kucharz.

Byłem z narzeczoną w jego knajpie. Zdzierca!

Wypuśćcie nas, gnoje!

Psy, szuje, oprawcy!

To nie zwykłe psy,

ale nasza baskijska policja.

"Baskopsy", szuje, oprawcy!

Przestań! To nic nie da.

To nam nie pomoże.

Posłuchaj.

Nie załamuj się.

Zostaw mnie.

Jeśli ty spadniesz niżej, oni wespną się wyżej.

Musisz być silny.

I co?

Dobrze się bawimy?

Wy dwaj. Wychodzić.

Lekarka was uratowała.

- Lekarki to ty potrzebujesz. - Po co?

Zoperuje tę dupę, co masz zamiast ryja.

Proszę go nie słuchać.

Trochę z nim źle.

Idźcie już.

Przez 30 lat jeździł po świecie.

Alain Ducasse, Ferran Adrià,

Paul Bocuse,

Seiji Yamamoto, Thomas Keller,

Martín Berasategui, Diego Guerrero,

bracia Roca, Arzak.

Jebane tuzy światowej kuchni. I on wśród nich.

Kim on właściwie jest?

Nie wiem.

Ale miał dobre życie.

Patrz.

Patrz. Jego przepisy!

Langusta po kardynalsku, wołowina a' la Henryk IV,

żołądki...

Krem z jeżowców.

Jego krem z jeżowców! Mam!

Przepraszam.

To było spontaniczne.

Nie przepraszaj. Była zachwycona.

Spróbuj jeszcze raz.

A ty, powiedz mu szczerze.

Aż cię skręca, żeby się z nim skleić.

Powolniaki z was.

Przesuń się.

PRZEPISY

Irina!

Świetnie śpiewasz.

Przestraszyłem cię?

Niech pan weźmie ręcznik i zdejmie koszulkę.

Zetnę panu włosy.

Mikel.

Cholera, mama!

- Co tu robisz? - Gdzie jest?

Twój ojciec. Trzeba go zamknąć.

- Co się stało? - "Co się stało?" Nic.

Narozrabialiście tym kamperem i macie furę mandatów.

To poważna sprawa.

Możemy stracić restaurację.

Kupił ją jego pradziadek i przechodziła z ojca na syna.

Jeśli potwierdzi swoją tożsamość, to odzyska własność.

A z jego głową interes padnie po dwóch dniach. Ty decydujesz.

Jak tu weszliście?

Drzwiami. Były otwarte.

- Te od ulicy? - Od ulicy i od domu.

Kurwa!

- Co? - Dokąd idzie?

Jedyna szansa dla nas to orzeczenie o niepoczytalności

i zamknięcie w zakładzie.

Dla jego dobra. Jest chory.

Tato!

Tato!

Tu Nagore, zostaw wiadomość.

Nie mogę znaleźć ojca. Raz go straciłem i nie chcę stracić znowu.

Spotkamy się w Atarii.

Otwieramy o dziewiątej. Mają panie rezerwację?

Nie. Ale my nie na kolację.

Jesteśmy z... Cóż...

Wie pan, "protokół Zarzuela".

Niestety, mam dziś komplet.

Nie będziemy przeszkadzać. Tylko się rozejrzymy.

Jeśli powie nam pan, gdzie ich posadzicie...

- Porozmawiam też z szefem kuchni. - Z szefem?

Jaja sobie robisz? Czemu nie gotujesz?

Stary wariat wywalił nas z kuchni.

Mówi, że to jego restauracja.

Boże!

- Uzbroił się w nóż. - Co?

Co ty tu robisz?

Pana ojciec powiedział, że się ze mną ożeni,

adoptuje moje dzieci i zamieszkamy z panem.

Nie mówił serio, prawda?

- Mikel! - Gdzie on jest?

- W kuchni. - Na szczęście.

Wcale nie. Zwariował do reszty.

- Powoli odzyskuje zmysły. - Groził nożem personelowi.

- I jest tu jeszcze ochrona z Zarzueli. - Kurwa!

Przez niego dostanę zawału.

- Są tam. - Dobry wieczór.

Nie wiemy, co się dzieje, ale chcemy porozmawiać z kucharzem.

Teraz nie mogę.

Chcemy tylko przekazać specjalne menu dla królowej.

Specjalne menu?

- Dieta Perricone'a. - Jak Julia Roberts.

Łosoś, quinoa, indyk, tofu, jagody, miso...

Nie gotuję na zamówienie.

Przepraszam. To król i królowa.

Jesteś artystą. Z każdego gówna zrobisz arcydzieło.

To już nie restauracja, tylko cyrk.

Ale nie mam sił, żeby być królewskim błaznem.

- Czemu bierzesz wszystko na serio? - Bo nie wiem, po co jeszcze gotuję.

My nie dajemy jedzenia, tylko serwujemy luksus na talerzach.

Ten pan, któremu zrujnowałem życie, wrócił i pokazał nam drogę.

- Ten pan to tata? - To tata, tak.

Utknął w roku 1990.

I tam właśnie musimy wrócić.

Co się stało?

Ojciec. Pomożesz mi?

- Pewnie. - Dobra.

Wezwałeś policję?

To moja kuchnia!

Kurwa!

- Precz stąd. Wypierdalać! - Jestem lekarką. Pamiętasz mnie?

- Precz! - Musisz natychmiast stąd wyjść.

Ja? To moja kuchnia.

- Zaraz będzie tu policja. - Nie odbierzesz mi tej kuchni.

Tato, posłuchaj! Proszę!

Chłopie! Przestań. Wkurzasz mnie.

- Czemu nazywasz mnie tatą? - Bo ja to twój syn, Mikel.

Aleś ty porąbany.

Nie rozumie, że nie może być moim synem.

Tato, kurwa!

Spokojnie, człowieku.

Wyluzuj.

Oddychaj razem ze mną.

Głęboko.

Czasem mylą nam się rzeczy...

różne miejsca.

Każdemu się to zdarza, mnie też.

I wiesz, co wtedy robię?

Gotuję.

Lubisz gotować, wiem.

Chciałbyś pogotować ze mną?

Z wielkim Inchaustim.

Jak przyjaciele. Chodź.

Zrobimy na grillu stek "pocałuj mnie w dupę".

- Stać! - Odłóż to i na podłogę.

Nic się nie dzieje.

Spokojnie. Jest niegroźny.

Odłóż to, proszę. Niech mnie pan posłucha.

Ten pan to mój ojciec i jest pod moją opieką. I tyle.

Nic nie zrobił, jest chory. Załatwię to, to mój ojciec...

- Gdzie on jest? - Pognał na parking.

Nie mogłam go zatrzymać.

Coś ty zrobił?

Musiałem go spalić,

zanim Katalończycy wykradną moje przepisy.

Dzień dobry.

Nie masz żadnych planów na dziś, 20 września.

Jedna nowa wiadomość od Nagore.

Chcesz odsłuchać?

Nie. Tak.

Odwiedziłam twojego ojca w zakładzie.

Wiem, że tam nie byłeś.

Pewnie uważasz, że nie warto.

Ale nie możesz zamykać się w sobie.

Nie możesz zapominać o ojcu,

o mnie, o restauracji...

Stop!

Irina, puść muzykę.

Co tam, stary?

Juanchu.

Chodź do nas.

No, chodź.

Patrz, jak się bawimy.

Bardzo brzydko.

Trzy, cztery, zmiana.

Otwieramy, zamykamy.

Otwieramy, zamykamy. Fantastycznie.

Otwieramy, zamykamy.

Wyglądasz do dupy.

Czuję się do dupy.

- Już na zawsze zamkniesz się w domu? - Czego chcesz?

Nie odsłuchałeś moich wiadomości?

Jak on się czuje?

Jesteś dla niego jedynym łącznikiem z rzeczywistością.

- Pyta o snoba. - Powiedz mu, że skoczył do rzeki.

Ty mu powiedz. I to załatw.

Czemu tak się tym przejmujesz?

Z empatii.

- Ale ty nie wiesz, co to jest. - Empatia?

Zaliczyłem z nim pięć dni piekła.

- Szkoda czasu, by coś dla ciebie zrobić. - Dobra, przepraszam.

Wybacz mi.

Nie wiem, co robić.

Tak naprawdę twój tata nie wie, gdzie jest

i nie tęskni za tobą, ale rozumowanie biegnie w drugą stronę.

To ty za nim tęsknisz.

Naprawdę wypytuje o snoba?

Tak.

PACJENT: JUAN INCHAUSTI LETAMENDI

OPIEKUN PRAWNY: MIKEL INCHAUSTI GURIDI

Mikelon!

Ander. Potrzebuję twojej pomocy.

Czegoś na poprawienie nastroju.

Białego?

Czegoś mocniejszego, zajebiście odlotowego.

Na pewno dla siebie?

Tak. Bo co?

W porządku. Dobrze.

Wersja "biznes". Po tym odlecisz.

- Super. - Powiedz, że jesteś ode mnie.

Wysyłam. Ale uważaj. Ciągnij z umiarem, bo jutro...

Co jutro?

Jutro odbieramy trzecią gwiazdkę Michelina.

- Spokojnie. Nie rób sobie nadziei. - Jesteśmy z Bilbao!

Inspektor jutro eksploduje, jak zobaczy, że król i królowa jedzą ci z ręki.

- Czekaj! - Co?

Nie miej mi tego za złe, ale...

to nie byłeś ty, tylko ja.

Co ty gadasz?

Ten numer z żabami.

To moja robota.

Ander, nie! Będą kłopoty!

Wiem, że to słabe, ale niełatwo się żyje u boku geniusza.

Który zawsze sobie radzi.

Nie byłem geniuszem.

- Miałem siedem lat. - Byłeś geniuszem.

Byłeś Ablem, a ja zasranym Kainem.

Cóż za zaszczyt. Sam Mikel Inchausti!

Nie wierzyłem, gdy pan zadzwonił. Mój mąż jest fanem "Masterchefa".

- Mam pana książkę z przepisami. - Gotuje pan?

- Dla wygłupu. - Jak mój ojciec?

Bardzo spokojny. Nie wiedziałem, że jest pan jego synem.

Tak. Przywiozłem ciasteczka, które upiekłem.

Nie wiem, czy regulamin pozwala, ale chciałbym...

Od mistrza? Nie zabronimy!

- Dla pacjentów? - Dla państwa, bo są z alkoholem.

Więc w porządku.

- Jest 50. - Begoña, potrzymaj.

Nie wiem, czy wystarczy dla wszystkich.

Na pewno. Możemy wziąć dokładkę, prawda, Begoña?

Mam nadzieję.

Daikofu Mochi: ryż japoński, mrożona herbata, wiśnie i czekolada.

- Skończył pan? - Tak. Proszę spróbować.

Begoña, spróbuj.

Nigdy takiego nie jadłaś.

Niesamowite.

Przepyszne!

Spróbuj tego z czekoladą...

- Pyszne! - Wspaniałe!

Dzień dobry. Może ciasteczko?

Proszę wziąć całą tacę. Mogę wejść?

Oczywiście.

Cześć.

Chłopie! Cześć, snobie!

- Jak się masz? - Świetnie.

Ta kuchnia...

nie jest zła, ale dla tych z sekty jest do dupy.

Sami Katalończycy.

To dziwna sekta.

Ani seksu, ani niczego.

- Nie? - Nie.

Może dziś będzie inaczej.

Chciałbym.

A jak ta...

laska, nie pamiętam imienia...

- Irina... - Jak się miewa?

- Doskonale. Czeka na ciebie. - Ja na nią też.

- Juan. - Co?

Zaczekaj tu chwilę.

Patrz!

Pychota!

Jedziemy?

Dobra.

- Dokąd? - Do Atarii.

Wkrótce otwarcie, a mamy robotę.

- Dobra. - Ruszamy.

I co?

- Będą za trzy minuty. - Trzy minuty.

Dobrze.

Wszystko gotowe?

- Co tu robicie? - Przyszliśmy na kolację.

Mamy komplet.

Wykombinuj stolik dla nas.

Matka nie chciała przegapić tej wizyty.

Kiedyś poszło źle, ale dziś będzie idealnie.

Jak Mikel? Zdenerwowany?

Bardzo. Dzięki, że jesteś.

- A ojciec? - Co?

Sąd kazał go zamknąć. Jak go wyciągnąłeś?

- Odrobiną słodyczy... - Nie rozumiem.

Też nie rozumiem, ale czuję się cudownie.

Snob, fajnie, że jesteś bi, ale nie pora na to.

Czas gotować.

- Krewetki, cebula, pieprz, por, czosnek. - Wszystko w kuchni.

- Głowy żabnicy? - Też!

Dobrze.

Uwijać się!

Mniejszy ogień!

- Irina. Jak się masz, kochana? - Przyszliśmy życzyć powodzenia.

- Wyglądasz ślicznie. - Dzięki.

A ten skarb?

- Ojciec... - Tato!

Tato!

Mamy dużo roboty!

Dobrze już.

- Poproszę o kartę. - Kartę?

Dziś nie ma karty.

Nie ma?

Bez karty? W taki dzień?

On?! Powinien być w szpitalu.

Cześć, Rosita!

Wypuszczają go w weekendy.

I pozwalasz mu gotować w taki dzień?

- To geniusz. - Geniusz?

To lump, który zniszczył mi życie.

Lepiej ci było beze mnie.

Z durniem, ale lepiej.

- Czy to...? - Nie pytaj.

Wóz 1 i 2 parkują.

Już są.

Idź.

Ty. Jesteś gwiazdą kuchni.

A ty jesteś szefem sali.

I nie ma lepszego.

Już idą.

- Witamy w Atarii. - Dobry wieczór.

Proszę za mną.

Dziękuję.

Nie taki wysoki.

Pyszne!

Zrobiłeś krem z jeżowców, ja zadbam o prezentację.

Są wszyscy.

Inspektor na ósemce, król i królowa na dwunastce.

Jaki król i królowa?

Królowie mambo. Ta orkiestra.

- A jedzenie? - Gotowe.

Co podamy? Co mam powiedzieć?

Pintxo, przystawka, pierwsze, dwa drugie, dwa desery.

12 rezerwacji na menu degustacyjne.

- Degustacja czego? - Krwawa Mary on the rocks,

Błękitna Ostryga z japońskim śniegiem marynowanym.

Woda z gazpacho i truskawkami.

Salmorejo z okruchami chleba.

Sok z letniej cebuli z jajkiem. Chleb chiński z serem i truflą.

Milcz, bo ci przyłożę, żłobie.

Rozdarta gęba!

Ale bajzel!

Wszyscy na miejsca! Zaczynamy show!

Krem z jeżowców! Tak?

Świetnie! Miłego wieczoru! Ruszamy!

Patrz, jakie piękne.

Spójrz.

Tato! Tato!

Znowu tato?

Pierdolnięty jesteś!

- Jestem pierdolnięty tak jak ty. - Owszem.

Ci, co tu przyszli, mają to gdzieś.

Oni mnie mają gdzieś.

Nie. Im zależy na tobie.

Problem w tym, że mamy komplet i musimy nakarmić tych ludzi.

Tego nas uczyłeś.

Daj rękę.

Po co?

Wyjdziemy razem.

Ale smarkacz z ciebie, Ferrán.

Dobry wieczór. Dziękuję.

Dzięki, przyjaciele.

To wyjątkowy wieczór.

Moim skromnym zdaniem gotowanie to sztuka.

I jako sztuka nie może podporządkować się rynkowi czy karcie dań.

To, co dziś jecie, wymyślił Juan Inchausti,

mój ojciec.

Przepraszam. Król i królowa chcą się z panem przywitać.

Król i królowa?

Nie!

Tylko nie żaby!

Nie ma żab!

- Nie widzisz?! - Nie ma żab.

Przerwać serwis!

Znowu zamkną nam restaurację!

Już tak było!

- Nikt jej nie zamknie. - Kurwa!

Jasna cholera!

Spokojnie. Juanie Inchausti!

Chcesz czy nie, masz 60 lat...

i jesteś moim ojcem.

Tato!

Tato!

Nie zostawiaj mnie!

Tato!

Nie pozwolę ci zniknąć na kolejne 30 lat.

Jasne?

A więc...

ten zasraniec, który mnie prześladuje,

to ja?

Tak.

Nieźle...

A ty, Mikel, mój mały...

Aleś wyrósł.

I to jak szybko.

Masz papier i długopis? Papier i długopis?

Tak.

Pisz.

Na sofrito:

ponad kilo szalotek...

dwa duże pory.

Przekroić na pół. Białe odkładamy, bierzemy zielone.

Pęczek młodego czosnku. Bierzemy też to, co zielone.

Dwie ostre papryki, trzy duże marchewki i trochę dyni.

Sporo oliwy z oliwek.

Pokroić wszystko w słupki i podsmażyć.

To...? To jest...?

Krem z jeżowców Inchaustiego dla 12 lub więcej osób.

Ważne, Ferrán, bo jesteś trochę snobem.

Cebuli nie gotujemy.

Ma być złocista, nie skarmelizowana.

Do maksimum.

Dopiero gdy zrobi się groźnie...

RESTAURACJA ATARIA Z TRZECIĄ GWIAZDKĄ MICHELINA

ZESPÓŁ KORSAKOWA

WRESZCIE RZUCĘ PALENIE

PRZEPISY, KTÓRYCH NIE UKRADLI NAM KATALOŃCZYCY

AUTORZY: JUAN I MIKEL INCHAUSTI

Tekst: Grzegorz Janiak

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.