All language subtitles for El.Dia.de.Manana.S01E05.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Właściwości postępowania w sprawie sporządzenia przepisów związkowych

nie przewidują oznaczenia konkretnego terminu,

a jedynie - rzecz jasna, ogłoszenie jego bliskości.

W efekcie opracowanie i redakcja "Statutu prawa do zrzeszania się"

ma zapewnić zgodność kryteriów z zasadami

i normami praw podstawowych.

Również bez oznaczenia terminu.

Władze pragną, aby podmioty zrzeszone,

uznane i regulowane przez niniejszy Statut,

mogły bez zwłoki zaistnieć na krajowej arenie politycznej.

- Mój ojciec, pederastą. - Właśnie.

"Moja matka jest dziwką, a ojciec - pederastą".

Mój ojciec - pederastą.

Moja matka - dziwką.

Jeszcze raz.

Mój ojciec - pederastą. Moja matka - dziwką.

- Pieniądze, Emilio. - Nie wiem!

Przypomnij sobie.

- Już nie mogę! - Możesz.

Powiedz, gdzie są pieniądze, i skończymy.

Nie wiem.

Myślę, że upadł. I uderzył się w głowę.

Doszło do tego... wylewu.

Tak mi powiedzieli. Pan nigdy nie upadł?

Nie, proszę.

Już nie mogę.

NADEJDZIE DZIEŃ

Przemówienie Ariasa Navarro spadło jak grom z jasnego nieba.

Myślałem, że reżim będzie wieczny. Że będzie zawsze trwał.

Wtedy pomyślałem: "Cholera, wszystko się zmienia".

Pani nie może tu być. Odwiedziny są od szóstej.

Co się stało?

Wylew.

Lekarz powie więcej.

Dziękuję.

Ma upięte włosy i szarą spódnicę.

"Nie, brązową".

Nie, szarą.

Spódnica jest szara, Kiko.

Prześliczna.

"Wydaje się smutna". Nie, Kiko.

"Bardzo smutna". Masz rację.

Nie mówmy Justo.

Nie możemy.

Zapewne nie wyjdzie z tego.

Po co zawieźliście go do szpitala?

Myśleliśmy, że to omdlenie.

To dyrektor teatru, ma znajomości.

Teraz jest warzywem. Po co on nam?

Zjemy go? Z sosem z ostryg, papryki,

szparagów i innego badziewia?

Za pozwoleniem, wylew to nie nasza wina.

Idź i powiedz to tym z episkopatu. Ciosają nam kołki na głowie.

Przez demokratyzację.

Nie widzieliście, jak Arias Navarro obiecał swobody?

Czcza gadanina.

Nie tłumacz, mądralo. Ludzie nabierają śmiałości!

Może zawieźliście go do szpitala, aby nie ubrudzić sobie rączek?

Wszyscy się utytłaliśmy.

Czas się wybielić. Facet w śpiączce nie ułatwia sprawy.

Emilio to skarbnik nielegalnego stowarzyszenia.

Gdzie dowody?

Co mam pokazać księżom i technokratom z Madrytu?

Tym, co poproszą o głowy.

Załatwimy to.

Co to, aniołku? Obietnica? Dobre intencje?

Pogadam ze swoim kapusiem. Dał mi cynk.

Pogadaj ze szczurem.

Za pozwoleniem...

Carme była bardzo spokojna.

Stój!

- Nie wiem, skąd masz prawo jazdy. - Nie mam.

Kiko pomaga.

Mówi: "Hamuj, Hilario" i hamuję.

Mówi: "Przyśpiesz, Hilario" i przyśpieszam.

Widzieliśmy Carme w szpitalu.

- Jak wyglądała? - Była...

zmartwiona.

Trochę.

- Czy ktoś jej towarzyszył? - Tylko lekarz. Gapił się na nią.

Bo Carme... jest piękna.

- Dokąd poszła? - Do domu.

- Odwiedził ją jakiś policjant? - Nie widziałem.

- Mam ją dalej szpiegować? - Nie szpiegujesz, chronisz.

"Mogę chodzić za Carme.

Jest słodka. Chyba się zakocham".

Nie mów tak, Kiko. Justo się rozgniewa.

Chodź! Weź taczkę.

Masz jakieś plany wobec Carme?

Daj to.

Raz podniosłem kamień, bo szukałem krabów.

Znalazłem węże.

Tak?

Już wiem, że węże ukrywają się pod różnymi rzeczami.

Budujemy scenę dla Carme?

Tak... to teatr.

Słyszałeś, Kiko? Dom-teatr.

Chce w nim żyć.

Przykro mi, Kiko, to dla Carme.

- A jeśli zostanie aktorem? - Odbiło ci.

Tobie też.

Szkoda, że go stryj nie widział.

Kochanie...

Unikaj kłopotów.

Zespół chce urządzić protest przed komisariatem.

- Nawet o tym nie myśl. - Zatrzymali go bezpodstawnie.

- Chcesz się narażać? - Najważniejszy jest teatr.

To źródło problemów.

Sama wiesz.

W porządku?

Przeklęta dusznica.

- Nie mogę przymknąć oka. - Możesz.

Pod nieobecność Emilego odpowiadasz za zespół.

Jeśli wpadniesz w tarapaty, wyrzucą wszystkich.

- Idą zmiany. - Nie żartuj.

Za życia Franco nic się nie zmieni.

Nalał w gacie, gdy go zatrzymaliśmy.

Emili.

Co ciekawe, potem nie pisnął.

- Może nic nie wie. - Wie.

- Jesteś pewien? - Ty nie?

Gdy coś mi nie gra, puszczam wodze fantazji.

- O czym myślisz? - O miłości.

Emilio spotykał się z Carme Roman.

Z twoją Carmen. Z panną, która oskarżyła cię o oszustwo.

Co z tego?

Może zezwolenie na spektakl to przysługa dla niej.

- Carme mnie nie znosi. - Nienawiść to uczucie.

- Tak piszą w bolero. - Nie widziałem się z nią.

Chodź.

Jestem twoim przyjacielem. Naprawdę.

- Nie wciskaj kitu. - Nie wciskam.

Słowo. Emili to skarbnik.

- Znajdź dowód. - Nie, jestem spalony.

Będziesz wiedział, gdy będziesz spalony.

Jeśli tego nie załatwisz, wsadzę wszystkich. W tym Carme.

Znajdź dowód albo go sfabrykuję. Znasz mnie.

- Justo kłamie. - Co za drań.

- Skąd wiesz? - Nie wiem, ale kłamie.

Kapuś.

Justo ciągle wodził mnie za nos. Raz za razem.

Ewidentnie grał na czas.

Przejrzałem go. I się wnerwiłem.

Poczułem, że robi ze mnie kretyna.

Rozmawiałam ze zespołem. Będziemy dalej grać.

Ogłosimy to w radiu.

Wszyscy, którzy przyjdą, okażą nam wsparcie.

Ludzie będą o tobie mówić, Emili. I słusznie.

Niech pamiętają o tobie i o tym, co dobre.

O tym, co zrobiłeś dla teatru, aktorów, dla mnie.

Ostatnio sporo myślałam.

Wspominałam nasze rozmowy i kłótnie.

Śniłam o tobie.

Nie chcę, żeby to brzmiało jak pożegnanie, bo nim nie jest.

Będę mocno tęsknić.

Amnestia! Wolność!

Wielkie dzięki.

Zaczekajcie na mnie. Zaraz przyjdę.

Ledwo kupiłem bilet.

Bardzo mi się podobało.

Co za historia!

- Cieszę się, że tu pracujesz. - Robimy to dla Emilego.

Wiem. Co z nim?

Bez zmian.

Słuchaj. Musimy pogadać. To naprawdę ważne.

Pamiętasz kolegę, który załatwił mi zezwolenie na spektakl?

- Powiedział, że policja przyjdzie. - Po mnie?

- Szukają dowodów przeciwko Emilemu. - Jest niewinny.

Wiem.

Ale przyjdą po ciebie i będziesz musiała coś wymyślić.

- Co?! - Policja jest zdesperowana.

- Nic nie wiem. - Nie mów tak. To pogorszy sprawę.

- Skąd wiesz? - Kolega mi powiedział.

- Kto? - Nieważne.

Przyjechałem, bo nie chcę, aby coś ci się stało.

Ani żeby cię skazali przez Emilego.

Czego oczekujesz?

Powiedz, że Emili utrzymywał kontakty ze Zgromadzeniem Katalońskim

i że przechowywał ich pieniądze.

- Po co? - I tak to sfabrykują.

Emili leży w śpiączce.

Jemu jest wszystko jedno. A tobie mogą zrujnować życie.

Oskarżą cię o współudział i zamkną teatr.

Mam pomóc policji i obciążyć Emilego?

To nie pomoc. To strategia.

Gdyby Emili tu był, zrozumiałby.

Leży w szpitalu, umierający.

Jeśli to zrobisz, nikt nie ucierpi.

Policja osiągnie swój cel, ty utrzymasz teatr, a Emili...

będzie bohaterem.

Wiem, że mi nie ufasz.

Zrobię wszystko, aby cię chronić.

- Czy mi wierzysz, czy nie. - Wierzę, Justo.

- Ale nie zrobię tego. - Wiedziałem, że tak powiesz.

Ale musiałem spróbować.

- Znajdę inny sposób, aby pomóc. - Nie musisz nic robić.

Muszę. Jestem ci to winny.

- Co się stało? - Nie wiem. Czuje ból w piersi.

Stryju...

Jak się stryj czuje?

- Gdzie jest łazienka? - W głębi korytarza.

- Przyda ci się żółw. - Mnie?

Jesteś niespokojny.

Żółwie uspokajają?

Oczyszczają.

Usuwają złą energię, lęk. Boisz się?

- Jak każdy. - Ja i Kiko nie.

- Żyjemy w innym świecie. - Wiem.

Gdy widzę Kiko, ogarnia mnie spokój.

I radość, jakby był wielokolorową bańką mydlaną.

Czułem to. Po LSD.

Naprawdę?

Sęk w tym, że ty i Kiko mieszkacie tu na stałe.

Nie ma mnie i Kiko. Jesteśmy jednością.

Sądzisz, że to mój pupil, ale nie.

Kiko to ja, a ja to Kiko.

Jesteście czyści, dobroduszni, w świecie kolorowych bąbli.

Baniek.

Podasz papier?

- Po co ci tyle nazwisk? - Tworzę listę.

Czego?

Ludzi, którzy płacili na partię.

- Na jaką partię? - Zmyślam.

- Piszesz książkę? - Powiedzmy.

O czym?

O facecie, który chciał uniknąć nieprzyjemności i przekazywał

fałszywe nazwiska.

To przestępstwo.

- Mogą cię zamknąć na długo, w celi. - Skąd wiesz?

Czytałem "Hrabiego Monte Christo".

To historia więzień. Ja i Kiko ich nie lubimy.

Sama opowieść była piękna i smutna zarazem.

Był tam jeden starszy, bardzo dobry pan,

który zmarł w osamotnieniu, w celi.

To powieść, historia. Nie prawda.

Przypomniało mi się coś, co powinienem ci powiedzieć.

Co?

Widziałem dziś, jak Carme płacze.

Dlaczego? Co się stało?

Coś jej zrobili? Co?!

Jej stryj zmarł.

Co to za nazwiska?

Psiakrew.

W "Le Monde" napisali o Emilio.

Siedź.

Wspomnieli o mnie. Wydzwaniają z Madrytu.

Napij się. Nie samą pracą żyje człowiek.

Załatwimy to.

Dawniej mieliśmy gdzieś publikacje "Le Monde" i "Financial Times".

Mogli sobie gadać.

Wiesz, dlaczego "Requiem" jest takie dobre?

Ostatnie dzieło Mozarta. Umarł, nie ukończywszy kompozycji.

Wybrał do tego najlepszego ucznia, Sussmayra.

Druga część "Requiem", po "Domine lesu Christe",

jest powszednia i jego, ale dorównuje błyskotliwością części Mozarta.

Podoba mi się bardziej.

Warto mieć dobrych uczniów. Da Vinci ich nie miał.

Pederasta szukał delikatnych chłopców,

a nie utalentowanych mężczyzn.

- Mogę? - Jasne.

Aby ocalić Hiszpanię, potrzebujemy Mozarta.

Nie Da Vinci.

Arias Navarro i król Jan Karol myślą jak Da Vinci.

Potrzebujemy Süssmayra.

Jednego, dwóch, trzech, tysiąca.

Według tego rozumowania Mozart to Franco.

Mozart to Franco.

- Kojarzysz CEDADE, prawda? - Naziści.

Bywam tam. Mam znajomych weteranów z gwardii Franco.

Omawialiśmy działania.

Jakie?

Stworzymy organizację, która przygotuje się na każdą ewentualność.

Jeśli mają polecieć głowy, polecą.

Jesteś gotowy?

Jeśli mam być szczery, komisarzu, nie rozumiem tego całego faszyzmu.

To moja wina. Jestem dość prymitywny.

Te wszystkie ideologie...

- Przerastają cię? - Właśnie.

Idź kiedyś na pogadankę do CEDADE.

Sporo ci wyjaśni.

Dobra.

Potem przekażę ci, co wiem.

Jak Mozart Süssmayrowi.

Nie przepracuj się.

Zaraz przyjdę.

Przykro mi.

Dziękuję.

Ciotka chce sprzedać drukarnię i wyjechać.

- Dokąd? - Do Tarragony.

- Co zrobisz? - Mam życie w Barcelonie.

Dlaczego to wszystko dzieje się naraz?

- Wszystko? - Emili, stryj...

Przeczytałem gdzieś przysłowie chińskie,

które mówi, że tylko w obliczu zagłady odkrywasz swoją niezłomność.

- W obliczu zagłady? - Chodzi o złą passę.

Cokolwiek się stanie, coś przetrwa.

- Co? - Musisz to znaleźć.

Coś trwałego, co pomoże ci iść dalej.

- Teatr. - Niech będzie!

Wiesz?

Remontuję dom w Valliranie.

Pamiętasz, jak chciałaś tam mieszkasz? Niedaleko gór.

- Robię to dla ciebie. - Co ty mówisz?

Dla ciebie.

Ma nawet scenę,

na której mogłabyś wystawiać swoje sztuki, spektakle.

- Budujesz mi teatr? - Trudno orzec.

To miał być bar ze sceną dla muzyków.

Adaptuję...

Własnymi rękami.

Będzie gotowy przed kościołem Sagrada Familia?

Jeden wariat mnie wspiera. Rozmawia z żółwiem.

Ma żółwia Kiko. Rozmawia z nim.

"Cześć, jestem Kiko i jestem...

bardzo zakochany...".

- Pokażesz mi ten dom? - Jasne.

Gdy skończę. Chcę zobaczyć twoją minę, jak wejdziesz

i zobaczysz każdy kąt.

Nie zgrywaj poety...

Śnię o tobie, Carme.

I co mam zrobić?

Jak piszą w tym bolero?

Nienawiść to uczucie.

- Lista? - Mają mi ją załatwić.

- Kto? - Ludzie w środku.

- To dowód, że Emili to skarbnik. - Kwitował przepływy.

- Dadzą ot tak? - Skąd.

Musiałem prosić o przysługi i nadstawiać karku.

Masz tydzień.

Chcę listę. Sprawdzę dane i zobaczymy.

Nazwiska są zaszyfrowane. Nikt się nie legitymuje.

Przekaż listę i pogadamy.

- Może to tak zostawić? - Jak?

Emili odpadł. Nie ma sensu szukać winnych.

Powiedz to tym, którzy dyrygują.

Za miesiąc nikt nie będzie pamiętał o Emilim.

- Czyżby? - Hiszpania się zmienia.

Zalegalizują partie, ludzie zaczną głosować.

Polecą głowy.

Moja poleci za twoją.

- Co się stało? - Jego płuca zaczęły pracować.

- Wraca do zdrowia? - Nie, tylko oddycha.

Możliwe, że odzyska pewne funkcje, ale...

Głowa to osobna kwestia.

Nie wiem, co ci mówili, ale prawie pół godziny był pozbawiony tlenu.

Przykro mi, doszło do śmierci mózgu.

Sprzedaj i daj znać.

Niech ciocia zadzwoni z Tarragony.

- Uważaj na siebie. - Wzajemnie, ciociu.

Szerokiej drogi.

Drukarnia znajduje się w strefie uprzywilejowanej.

Na górze jest mieszkanie. Można je sprzedać razem albo osobno.

- Chcecie coś w centrum? - Zobaczę.

- Chińczycy jednak mają rację. - Chińczycy?

Ci od przysłowia o zagładzie. Wszystko się zmienia.

Jednego dnia jesteś tutaj, drugiego - tam.

Coś zawsze przetrwa, bez szwanku. To nie jest teatr.

To coś we mnie. Nie wiem, co, ale jest tutaj.

- Takie schronienie. - Zauważyłeś?

Powiedzmy.

Nasze drogi krzyżują się od 10 lat. Kochamy się i nienawidzimy.

- Ja cię nie nienawidzę. - A ja tak. Z całego serca.

Teraz też?

- Jak twoja Sagrada Familia? - Dobrze.

- Całymi dniami muruję. - Wciąż o tym myślę.

- O czym? - Ktoś buduje mi teatr.

- To nie teatr. - Tak to widzę.

- Rozczarujesz się. - Nie.

Jeśli chcesz, żebym pokazał ci dom przed czasem...

Nie. Ta tajemniczość jest ekscytująca.

Znaczy... To mi się w głowie nie mieści.

Co się stało?

Jak pozwoliłeś, aby ten śmieć cię oszwabił?

Prostak znikąd, szczur.

Nie wiem... Podobno jesteśmy zawodowcami.

Popraw mnie, jeśli się mylę.

Gdyby to był ktoś z gwardii miejskiej, co wystawia mandaty

i wypełnia papierki przy wejściu", powiedziałbym: "Trudno".

Ale to spotkało nas, z Brygady. Ciebie, Mateo.

Nie chcę cię martwić. Jak się czujesz?

Wiedząc, że bałagan z Emilio, skandal na cały Madryt, przeklęte czołówki,

cały ten syf mamy dlatego, że kapuś chciał zaliczyć panienkę?

Jesteś spokojny? Zadowolony? Zmartwiony?

Skruszony? Zagubiony?

- Wnerwiony? - Wnerwiony, komisarzu.

Jak się nazywa to miasto w Andaluzji, gdzie śmieją z głupków?

- Lepe, komisarzu. - Właśnie! Lepe!

- Ty chyba nie pochodzisz stamtąd? - Nie, komisarzu.

- A skąd? - Z Sewilli.

Nie wnerwiaj się. To przeklęty żart z Lepe.

Wcale nie bawi. Chyba że ciebie.

Żart, ale nie bawi.

Jeden pętak całymi latami marzył, aby zaliczyć panienkę.

A może przyjść na komisariat i powiedzieć:

"Słuchajcie, ten frajer to przeklęty skarbnik komunistów".

Jeden z naszych agentów, postanowił go zamknąć,

odstawić do La Modelo i pobić.

Słuchajcie!

Szykujcie medale i awans, bo mam przeklętego skarbnika komunistów!

Zaraz odlecę!

Jestem równy, niezrównany, prawdziwa śmietanka.

Chyba cię to nie bawi, co?

Wcale.

Na szczęście ten żart jeszcze się nie skończył.

Możesz to załatwić.

Sprawdźcie wszystkie pomieszczenia i schowki, a nawet łazienkę.

- Dwoje, tutaj. - Co się dzieje?

Spokojnie.

- Musimy się ubrać. - Ubierzcie się.

- Mamy nakaz rewizji. - Dlaczego?

Chodzi o Emilio Canalsa. Jesteście parą, nie?

Tak, ale warzywom nie staje...

- Emili tu nie mieszkał. - To nasza sprawa.

Psiakrew, znam cię.

Jak się nazywasz?

Jak, do cholery?

Pytam!

Justo Gil?

Czy to nie ten gość od oszustwa na 65 tysięcy?

- Nie pamiętam. - Oskarżył ją.

Nie, ona -jego.

- Chyba się pogodzili. - Życie...

Znaleźliśmy to w łazience.

Pieniądze, księgi i dokumenty Zgromadzenia Katalońskiego.

Niemożliwe.

- Co wyprawiacie? - Jak to, co?

Szukamy dowodów.

A może to oszczędności stryja?

Musiałeś to załatwić w ten sposób? Mówiłem, że zdobędę listę.

Guzik zdobędziesz.

- Wyświadczyliśmy ci przysługę. - Jasne.

Jaką przysługę?

Powiedz mu.

Ktoś odkrył, że pracujesz dla nas.

Rozwiesił plakaty przeciwko tobie.

- Jakie plakaty? - Widzieliśmy je w dzielnicy Gracia.

Mówią, że pracujesz dla Brygady.

Wkroczyliśmy, żeby cię nie odstrzelili.

Urządziliśmy to, aby twoja panna się nie połapała.

Prawie skrewiłeś.

- Co będzie z Carme? - Landa zdecyduje.

Posiedzisz, dopóki nie przyschnie ta sprawa z plakatami.

Dam ci radę: ulotnij się z Barcelony.

Wyjedź.

Oberwał. Sam się prosił.

Wykorzystał mnie, manipulował, kłamał.

Ten, kto igra z ogniem, kiedyś się sparzy.

Uznałam, że to pułapka i że wyląduję w więzieniu na miesiące czy lata.

Myślałam, że to koniec.

W pewnym sensie tak było.

Jak się pani ma?

Nie wiem, jaki dziś dzień. Od dawna tu jestem?

Dwa dni. Dziś wtorek.

- To akt oskarżenia czy wyrok? - Nic z tych rzeczy.

Mój raport. Nie odpowiesz za to, co było w domu.

- Nic nie było. - Wyświadczam ci przysługę.

Przekonałem szefa i prokuratora, aby nie stawiali zarzutów.

Nałożą karę administracyjną i tyle.

Będziesz wolna.

Nie wierzysz?

Wiemy, że nic cię nie łączy z działaniami Emilio.

Skąd?

Od informatora.

- Nic nie podejrzewałaś, prawda? - Co?

Nie powinienem nic mówić. Jesteś inteligentna.

Jeśli przypomnisz sobie szczegóły, wszystko nabierze sensu.

- Co? - Wszystko.

- Po co pan mi to mówi? - Żebyś była wdzięczna.

Może pewnego dnia role się odwrócą. Oby nie.

- Mam być dłużna? - Nadchodzą osobliwe czasy.

Raport?

Niech żyje Franco! Niech żyje Hiszpania!

KAPUŚ!

Niech ci, którzy chcą nam odebrać zwycięstwo, wiedzą,

że to nasze pole walki.

Kroczymy ku wielkości Hiszpanii.

Naprzód Hiszpania!

Przyśpiesz.

- Jedziemy osiemdziesiąt. - Wiem. Przyśpiesz.

Jeszcze!

Tekst: Marta Jurkowlaniec

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.