All language subtitles for El.Dia.de.Manana.S01E03.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Chwileczkę.

Chodzi nie o odszkodowanie, tylko o lojalność.

Gościł w naszym domu, przy naszym stole.

To nie sąd moralny. Zrobię, co pan zechce.

Nie, kolego.

Czego pan chce? Mam strzelić sobie w łeb?

Czeki tego nie załatwią.

Wystarczy!

Mamy dojść do porozumienia.

Nie! Wykluczone. Nie ma takiej możliwości.

- Woli pan iść do sądu? - Tak jest.

- A pan? - Oferuję sto tysięcy peset.

O wiele więcej, niż rzekomo pan stracił.

Sto tysięcy...

Ani sto, ani dwieście, ani milion.

Idziemy do sądu.

A pani?

Jest pani główną poszkodowaną.

Chce pani iść do sądu?

Popieram stryja.

To absurd.

Od lat próbuję się dogadać.

Nie chodzi o pieniądze.

Problemy twojego stryja biorą górę, a ty go słuchasz.

- Wciąż nie pojmujesz? - Ona tego nie chce.

Skąd wiesz, czego chce?

Nawet w garniturze od krawca, koszuli na miarę, skórzanych butach

i z kieszeniami wypchanymi pieniędzmi będziesz nikim.

Wiesz, co mówiła moja matka?

Kupa na talerzu udaje jedzenie, ale pozostaje kupą.

NADEJDZIE DZIEŃ

- Wszystko gra? - W porządku.

Problem z właścicielem starego mieszkania.

- Co tu robisz? - We wtorki przychodzę się podpisać.

Nakaz sądu po zatrzymaniu w Babel.

Miło cię widzieć.

Wzajemnie.

Mieszkańcy regionu wylegli na ulice, aby pozdrowić szefa państwa.

To znak poparcia dla generała Franco,

wynikający z szacunku i zaufania do jego rządów.

Barcelona powitała go z entuzjazmem.

Pańska matka postradała rozum.

Pochowaliśmy ją na cmentarzu wiejskim. Pokażę.

Dziękuję, muszę wracać do Barcelony.

- Nie ma nic więcej? - Nie chowała urazy.

Była dobrą chrześcijanką.

Mogę ją oceniać jedynie jako matkę.

Nie rozumiałem matki.

Rzadko o niej rozmawiałem.

Gdy dostałem wiadomość o jej śmierci,

ścisnęło mnie w dołku.

Nie chciałem jej znać.

Ale dlaczego o tym mówię...?

Bo w zasadzie i ja, i Justo byliśmy sierotami, żyliśmy sami.

To zbliża.

Drań. Masz tupet.

Spokojnie, bydlaku.

Mówiłeś, że się ułoży; że wystarczy mediacja.

- Ciszej. - Wyznaczyli datę.

Proces za dwa miesiące.

- Przyniosłeś czek? - Nie dbają o to.

- Nie mogę stanąć przed sądem. - Nie staniesz.

Wiesz, dlaczego tak jest? Przez gamonia.

Gdybyś dał mi lepsze informacje, zadzwoniłbym do sędziego.

Dałem to, o co prosiłeś.

Słuchają radia pirenejskiego i czytają manifest komunistyczny.

- Tyle wiem. - Przyłóż się.

Jak?

Znajdź komórkę komunistów albo czerwonych.

Ktoś z pewnością zna jakąś grubą rybę.

- Uważasz, że nie próbowałem? - Rób, co chcesz.

Upij ich, zrób im dobrze.

Znajdź coś. Inaczej nie pomogę.

Taką moc jednoczenia narodu ma jedynie caudillo.

Najlepszy dowód to tłumy zgromadzone na barcelońskich chodnikach

i balkonach.

Witaj, stryju.

- Gdzie ciotka? - Położyła się.

Dobrze się stryj czuje?

Pewnego dnia znajdziecie mnie sztywnego w łóżku.

- Niech stryj tak nie mówi. - Przynajmniej odetchnę.

- Escalibada? - Odrobinę.

To najlepsze podsumowanie nastrojów, jakie wywołuje Franco.

Zjednoczył naród i ziemie Hiszpanii.

Przedstawiciele rozmaitych warstw społecznych przybyły,

aby wyrazić poparcie dla hiszpańskiego caudillo.

Niezliczone transparenty świadczące

o uwielbieniu i oddaniu górowały nad tłumem.

Jesteśmy niczym okręt pod dowództwem Franco.

Przy dobrych wiatrach podążymy ku nowym horyzontom.

Stryju, czy nie lepiej było wziąć czek?

Trzeba być twardym i iść dalej.

Kosztem zdrowia?

Proszę Boga, aby dał mi dożyć procesu.

Później niech się dzieje co chce.

Przeczytasz do jutra?

Sztuka teatralna. Reżyser zamówił kopie.

Wolę się upewnić, czy nie ma tam nic kłopotliwego.

Oczywiście.

Szef państwa będzie miał czas,

aby pomyśleć o rytmie zatrudnienia w regionie.

- Śmierć już czeka. - To tylko kieliszek wina!

- Mówię o Franco. - Jasne.

Co z tobą?

- Powiedz, co z tobą. - Nic.

Chodzi o wesele mojego brata? Będziemy razem.

Myślisz, że robimy coś dla Hiszpanii?

Ostatnio natknąłem się na słowa prezydenta Kennedy'ego:

"Nie pytaj, co kraj może zrobić dla ciebie,

zapytaj, co ty możesz zrobić dla kraju".

Co mogę zrobić dla Hiszpanii?

- Co cię ugryzło? - Mówię poważnie.

Pracuję, zarabiam, mam piękny dom, mam mnóstwo rzeczy,

ale w duszy czuję pustkę.

Co ty pleciesz?

Gdybym dał pieniądze na czasopisma krytyczne wobec frankizmu,

albo na adwokatów, którzy ich bronią...

Chcesz wejść do polityki?

Znasz ludzi którzy obracają się w kręgach antyfrankistowskich.

- Jeśli policja cię zatrzyma... - Mam 26 lat.

Jeśli teraz się nie zaangażuję, jeśli teraz nie zaryzykuję, to kiedy?

Gdy będę miał 45, 50 lat?

- Nie wiedziałam, że tak myślisz. - Nie wiesz, o czym myślę.

Znam jednego Gustavo.

Taki sobie anarchista. Ciągle szuka środków, żeby działać.

Może to uciszy ci sumienie.

Dziesiąta i czternasta!

- Dzień dobry. - Próby są popołudniu.

Przyniosłam zamówienie.

Jestem bratanicą Agustíego z drukarni.

- A nie aktorką? - Nie.

- Na pewno? - Tak.

Na marginesie... przeczytałam.

- I co? - Przykre.

- Bo na koniec zabija uczennicę. - Nie tylko.

Nauczyciel jest smutny. Wszystko jest mroczne.

Jesteśmy mroczni, choć nie chcemy tego przyznać.

Wiesz, dlaczego?

Przyłóż się, Bernat!

Ze strachu. Żyjemy w strachu.

I nie umiemy tego znieść.

Nie możemy znieść tej świadomości.

- Co mamy zrobić? - Rozmawiać.

Bez kompleksów, bez pruderii.

Ja próbuję. Mam na imię Emili.

Carme.

- Lubisz teatr? - Wolę kino.

Nie o to pytam. Światło!

Nie znam się na teatrze.

Chcesz się uczyć?

Możesz ubiegać się o rolę uczennicy.

Ja? Nie jestem aktorką.

- Skąd wiesz? - Nigdy tego nie robiłam.

Pracuję w drukarni.

Skąd wiesz, że nie jesteś, skoro nie spróbowałaś?

Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby grać.

Ale gdy Emili zapytał...

Nie wiem, to było...

Coś we mnie drgnęło...

Jakbym odkryła coś, co wcześniej ignorowałam.

- Nie musisz tego robić. - Czego?

Wychodzić na scenę i robić tych rzeczy.

Tu masz pracę, dom, bezpieczeństwo.

Reszta to bzdura.

- Dlaczego? - Bo aktorki są...

Są jakie są.

Jesteś prostą dziewczyną z dobrego domu. Nie przystoi ci.

To zawód.

Tak jak i dziwka.

Na miłość boską...

Przepraszam. Nie chciałem.

Za każdym razem, gdy wymyślasz coś nowego...

Spróbuję.

Ciągle siedzę tutaj. Chcę odreagować.

To tylko wtorki i czwartki. Jak lekcje tańca.

A jeśli złapiesz bakcyla?

Niech żyją młodzi!

Wiesz, jaki masz problem?

Nie walcz z cygarami, nie unikaj tytoniu.

To niepokój.

- Czy widzieli panowie Nitę? - Jest w ogrodzie.

- Kim jesteś? - Justo Gil.

Nie znacie się?

Justo to chłopak od domofonów.

- Pracujesz w Hospitalet? - Tak jest.

Nebot bardzo cię chwalił.

Interes z domofonami wypalił.

Chyba będziemy musieli cię awansować.

Mam wiele pomysłów.

Na przykład japońskie pochłaniacze wilgoci...

To dzień ślubu.

Ciągle coś obmyślam. Bez ustanku.

Rób sobie przerwy. Inaczej skończysz jak Torcuato.

- Dostał wylewu. - To nie był nowotwór?

Kto wie? Coś paskudnego.

- Co u Quima? - Dobrze.

- Wciąż w Genewie? - W Zurychu.

Studiuje?

- Musiał wyrwać się z Barcelony. - Jasne.

Tęsknimy.

Don Jaime de Castellnou!

Co wy dwaj knujecie?

Generale! Uściski!

Mamy tu wojsko.

Wychodzimy?

Kieliszek?

Wchodziłeś, i pomyślałem: "Pewnie szuka alkoholu".

Przyniosłem.

- Możesz mi powinszować. - Gratulacje.

Dziękuję.

- Dokąd na miesiąc miodowy? - Do Egiptu.

Genialnie.

Szerokiej drogi.

Wziąłeś na cel moją siostrę?

Balangi, skręty i numerki to jedno.

- Zaproszenie tutaj to drugie. - To cię męczy?

Męczą mnie karierowicze, manipulatorzy, kłamcy.

Tacy, co są nikim, ale za wszelką cenę chcą się wybić.

Męczą mnie typy bez wstydu.

Powiedziałeś już żonie, namalowała sobie wąsy?

Wie, co cię kręci? Ciekawe...

Czy dziewczyna, która wychodzi za pedała,

robi to z przyjaźni, dla pieniędzy, czy przez roztargnienie?

Nie zbliżaj się do mojej rodziny.

- Bo co? - Dostaniesz w tyłek.

To mnie kręci.

Xavi nie był zachwycony, że zaprosiłam go na jego wesele.

Nienawidził go. Ja nie znoszę jego żony.

Powiedziałam bratu, aby z wami porozmawiał.

Odparł, że nie chce mieć nic wspólnego z Justo.

Mieszkam tu od trzydziestu lat.

Pani jest tu nowa.

- Jak się pani podoba? - Nie mam nic przeciwko.

Przyjemne miasto.

Wolałbym żyć w Paryżu.

Tak jest.

Zna pan Paryż?

Ona to mówi z przekąsem.

Nadaj taki wydźwięk temu zdaniu.

- Jakbym nie wierzyła? - Właśnie. Bo...

Nie znasz nikogo, kto by żył w Paryżu,

ale znasz wielu kłamców.

Rozumiem.

Zdanie mówi jedno, a intencja - drugie.

- Wiesz, co to? - Nie.

Podtekst.

- To trudne. - Fakt...

Ludzie są skomplikowani.

Teatr stara się pokazać tę złożoność.

Śnieg pada w zimie.

Zima to jedna z czterech pór roku.

Absurd jest potrzebny.

W przeciwieństwie do naturalizmu czy realizmu.

Staramy się uchwycić złożoność relacji międzyludzkich.

Znasz Pa... ryż?

Znasz Pa... ryż?

Bardzo dobrze.

Postacie mają wyglądać prawdziwie czy ekstrawagancko?

Znasz Pa... ryż?

Masz być prawdziwa.

Zima to jedna... z czterech pór roku.

- Jaki ma tytuł? - "Bitwa o Algier".

Włosi obsypali go nagrodami w Wenecji.

Możemy zrobić coś takiego tutaj.

Wiele osób sądzi, że frankizm jest pokojowy,

- że w Hiszpanii nic się nie dzieje. - To nie Algier.

Ludzie nie podkładają bomb dzień w dzień.

Może trzeba zacząć.

Jeśli pokażemy represje, tortury i to wszystko, co się dzieje,

przyciśniemy władze.

Kto to podpisze?

- My zajmujemy się stroną techniczną. - Kto?

Dla własnego bezpieczeństwa lepiej, abyś się nie mieszał.

Potrzebujemy pieniędzy.

Pokaż. Dziękuję.

Nita mówiła, że chcesz współpracować.

- Ile? - Masz dobrą pracę.

Obracasz się w elitarnych kręgach. Ile możesz wyłożyć?

Mieszkam tu od trzydziestu lat.

Pani jest tu nowa. Jak się pani podoba?

Nie mam nic przeciwko. Przyjemne miasto.

Wolałbym żyć w Paryżu.

Tak jest.

Zna pan Paryż?

Zrobimy przerwę? Jestem zmęczona.

Mówiłem: gdy ciało chce przerwać, trzeba się wysilić.

Zaczęliśmy o dziewiątej, już szesnasta.

To teatr. Wszystko wyciśnie, ale i wiele da.

Dalej.

Gustavo jest postrzelony. Nie zwracaj uwagi.

To twój kolega.

Nie. Znajomy z uniwersytetu.

Może to kapuś.

A co myślałeś? Policja wszędzie ma kapusiów.

Co ty wiesz?

Pamiętaj, że mój ojciec był gubernatorem.

- Chodź. Tutaj. - Śpieszy ci się?

Nie mogę codziennie nocować u ciebie.

Chodź.

Robisz się złośliwa.

Głuptas.

Justo był...

Utalentowany.

Niektórzy mają rękę do matematyki albo fizyki.

On miał do...

Do czego?

Nie będę zagłębiać się w szczegóły. Teraz jestem mężatką.

Mam swoje życie.

Powiem jedno: niczego nie żałuję.

Coś ty zrobił? Doszedłeś w środku?

Przepraszam, skupiłem się.

Dlaczego mi to robisz?

Cholera.

Nie histeryzuj.

- Co robisz? - Próbuję to wymyć.

Chyba nie zrobiłeś tego celowo?

Przysięgnij.

- Mam ślubować? - Jesteś idiotą!

Wolałbym żyć w Paryżu.

Tak jest.

- Zna pan Paryż? - A ty?

To stolica Francji.

Co jeszcze wiesz?

Co powinnam wiedzieć?

Doskonale. Dziękuję.

- Jak tam? Lepiej? - O wiele.

Brakuje zastrzyku niepokoju w drugiej części.

- Myślałam, że ironia cię martwi. - To już opanowałaś.

Zawsze musisz krytykować?

- Boli? - Co?

Moja krytyka?

Wprawia w zakłopotanie. I boli.

W teatrze ból jest niezbędny. Żeruj na nim.

Na bólu?

Otóż to. Pokaż tę prawdę w scenie.

- Jak? - Ufając.

Nie jesteś sama. Jesteśmy razem.

Teraz możesz powiedzieć, że jesteś aktorką.

- Jaka bitwa? - O Algier.

"Bitwa o Algier"...

We Francji też zakazali.

Podobno to kluczowy film wywrotowców na świecie.

- Chcą nakręcić wersję hiszpańską? - Poprosili o 30 tysięcy.

Może Gustavo wciska kit?

W kartotece ma drobne wykroczenia. A teraz gra producenta filmowego?

Prawdziwym producentem jest partia PSUC.

On zbiera środki. Interesuje mnie partia, nie on.

Muszę zacząć od dołu, nie?

- To jak? - Co?

- Co z procesem? - Zostały trzy tygodnie.

Nie chcę czekać na ostatnią chwilę. Potrzebuję gwarancji.

Dasz to, o co prosimy, a my wykonamy telefon.

W tej kolejności.

Na razie przynudzasz.

Świątynia w Abu Simbel.

Cudo.

To repliki.

Oryginały zostały zalane po wzniesieniu Wielkiej Tamy Asuańskiej.

Moja śliczna żona.

- W kapeluszu? - Są taniutkie.

Gamoniu, mogłeś mi przywieźć!

Wspaniała wyprawa.

Co u ciebie?

Potrzebuję pomocy...

Pamiętasz znajomą, która pojechała do Londynu, aby rozwiązać problem?

- Nie chrzań. - To nic pewnego.

- Z tym idiotą Justo? - Nie obrażaj go!

Ten palant cię wykorzystuje.

Uwziąłeś się. Albo gorzej: zazdrościsz.

Czego? To prostak.

Odpuść. Pogadam z kimś innym.

Zaczekaj.

Dam ci namiary na klinikę.

Ale poważnie... Sprawdź, z kim sypiasz.

Co mam sprawdzić?

Wiesz, że parę tygodni temu Toni był w sądzie?

Podobno widział, jak Justo kłóci się z kimś przy wyjściu.

Według Justo to właściciel mieszkania. Ale kto wie?

- Dlaczego mi to mówisz? - Żebyś wiedziała.

Co cię drażni? Że nie należy do twojego kręgu?

Że zaprosiłam go na ślub? Że zaprzyjaźnił się z Quimem?

Kłamie. To mnie drażni.

Jeśli mi nie wierzysz, twój problem.

Nosisz jego dziecko, zapytaj o niego w sądzie.

Zadbaj o swoją żonę, nie o mnie.

Dwa tysiące pięćset.

Zajęcia są popołudniu. Nie będą przeszkadzać mi w pracy.

To już nie tylko wtorki i czwartki. Każdego dnia.

Pięćset. Dam radę.

Jeśli wyjdziesz na scenę, nie będzie odwrotu.

Co stryj ma na myśli?

Widzowie nie będą chcieli cię widzieć w drukarni. Rozumiesz?

Ich wybór.

Tak, ale ty też będziesz musiała wybrać.

188,50.

- Gdzie znajdę sekretarza sądu? - Proszę zapytać na piętrze.

Moje nazwisko: Castellnou. Mój ojciec był gubernatorem.

Byłby zobowiązany za każdy gest, mający uszczęśliwić jego córkę.

Niezmiernie mi przykro, ale nie mogę udzielić informacji.

- Nie może pan? - Nie mogę ani nie powinienem.

To poufne.

- Chodzi o mojego narzeczonego. - Proszę pomówić z nim.

Mam pomysł...

Jeśli problem dotyczy wyłącznie jego, rozumiem, że nie może pan pisnąć.

Jednak jeśli to coś niepokojącego...

Co ma pani na myśli?

Coś niemoralnego, na przykład.

Wtedy powinien mnie pan ostrzec.

Powinienem...?

Jeśli wyjdę za Justo Gila, będę musiała dotrzymać ślubów.

Pytam, czy mój narzeczony zasługuje na takie oddanie.

Nie mnie go osądzać.

Przepraszam, ale nie mogę pomóc.

Wiem, kto może.

Przepraszam!

Carme Roman?

Mam na imię Nita. Chcę wiedzieć, kim jest Justo Gil.

Chciałam odejść bez słowa. Ale zostałam.

Nie dlatego, że pragnęłam zniszczyć Justo. Sama nie wiem.

Byłam ciekawa, kim ona jest.

Chyba wciąż zależało mi na Justo.

Sama musisz zdecydować.

Zakochałaś się?

Szczerze? Nie wiem. Po tym wszystkim...

Dam ci radę. Nie rób nic w złości ani gniewie.

Możesz z nim porozmawiać i wybaczyć.

Ja próbowałam.

- I co? - Ciężko.

Jest wiele osób, których nie chcę zawieść.

Ale wieczorem kładę się spać, zamykam oczy i jestem sama.

- Masz kogoś. - Z jednej strony to dobrze.

Odkrywam inny świat. Uczę się.

A z drugiej?

Uświadomiłam sobie, że pewne wspomnienia i wrażenia nie znikną.

Tkwią w głowie, choć ich nienawidzę.

Mówisz o bólu?

Przeciwnie. O miłości.

To, co usłyszałam, zaskoczyło mnie.

Justo przymierał głodem. Pochodził z aragońskiej wsi.

Był zdolny do wyrządzenia takiej krzywdy.

Byłam pod wrażeniem, gdy odkryłam, jak bardzo ona go kocha.

Trzydzieści tysięcy peset.

Muszę coś wyznać. Nie nakręcimy filmu.

- Dlaczego? - Chciałem cię sprawdzić.

Spadaj, Gustavo!

Chcesz walczyć z Franco? Twoje pieniądze trafią do partii.

- Mam wierzyć na słowo? - Więcej zaufania.

- Kto za tobą stoi? - Lepiej, żebyś nie wiedział.

Nie ściemniaj. To moje pieniądze.

- Może je przehulasz? - Jak?

Dziwki, trawka. Kto wie?

Serio?

Przedstaw mnie mocodawcom i pogadamy.

Trzeba uważać. Jeśli Brygada cię zatrzyma, przerąbane.

Przesiedziałem tydzień w aresztach. Nie puściłem pary.

Ty tak mówisz...

Nie śpisz. Co to za walizki?

- Coś się stało? - Ty mi powiedz.

Co?

Od czego chcesz zacząć? Od twojej matki?

Od wsi, z której pochodzisz?

Czy od razu opowiesz o Carme Román i przekręcie na 65 tysięcy peset?

Od czego chcesz zacząć?

Kto ci to powiedział? Xavi?

Podsunął, gdzie szukać. Ona mi powiedziała.

- Kto? - Carme.

Ona mi powiedziała. W cztery oczy.

Szkoda, że nie widziałeś, jak jej drżały dłonie.

Jesteś oskarżony o oszustwo i fałszerstwo.

Nie. To nie byłem ja.

Nie ty?

Co ty mówisz?

Sporo się wydarzyło, odkąd przyjechałem do miasta.

Musiałem podejmować decyzje.

Tak. Żałuję.

Dlatego próbowałem zwrócić pieniądze. To tyle.

Dasz czek i po sprawie?

Mówisz o mojej przeszłości.

Nie jestem swoją przeszłością.

Dobra.

To pomówmy o przyszłości.

Zaczniemy od ślubu?

Moja rodzina cię zaakceptowała i żaden sędzia cię nie skaże.

A może pomówimy o dzieciach?

Pomogą ci uciec z Hospitalet.

Będziesz miał coraz większy dom i coraz szybszy wóz.

- To nieprawda. - Zwodziłeś mnie.

Kochanie...

To mieszkanie spółki. Spakowałam twoje rzeczy.

Nie chcę cię tu widzieć, gdy wrócę.

- Powiedziałaś ojcu? - Oczywiście.

Musiałam go błagać, aby nie przychodził.

Już nie pracujesz, dla nikogo w grupie.

Skarżyłeś się, że masz za dużo na głowie...

Teraz nie masz nic.

Wiesz, co jest najlepsze?

Popołudniu dostałam okresu.

Proszę wstać.

Justo Gil, według dowodów przedstawionych

w imieniu Carme Román...

Justo Gil proponował nieistniejące towary.

Czy to prawda?

Carmen Roman i ja mieliśmy umowę. Byliśmy związani.

Ostatnie słowo. Chce pan coś dodać?

Skoro ktoś poczuł się urażony, nic nie poradzę.

Zrobiłem to wszystko dla matki, Panie świeć nad jej duszą.

Rozumiem, że trudno mi będzie uzyskać ułaskawienie,

ale wiem, że ktoś, kiedyś, gdzieś pozna całą prawdę.

Wtedy mi wybaczą.

Po wysłuchaniu stron sąd uznaje proces za zakończony.

Czas na zasądzenie kary.

Pamiętam, że wyszedłem pierwszy, i tak nie dało się nic zrobić?

Nie dał mi tego, czego potrzebowałem. Nie mogłem mu pomóc.

Pamiętam, że pomyślałem: "Koniec z nim".

Myliłem się.

Szukałem cię. Jak się masz?

Dobrze.

Poznajcie się. To Antonio.

Wsiadaj, pogadamy.

Ja wysiadam. Jedźcie.

Gustavo cię chwalił.

Chodzi o pieniądze? Straciłem pracę.

Wiem. Dranie zrobili cię na szaro, co?

Nebot i Castellnou mają sporo władzy. Igrałeś z ogniem.

Kim jesteś?

Kimś, kto sporo o tobie wie.

- Potrzebujemy takich jak ty. - Jak ja?

Z wizją, co potrafią bez mrugnięcia okiem wyciągać kasę od burżujów.

Co nie płaszczą się przed policją.

Co są wytrwali. Jak ty.

Kim jesteś?

PSUC. Katalońscy socjaliści.

- Wejdź do komórki. - Nie.

- Brygada Społeczna? Spadajcie. - Jaka Brygada?

- Zaufaj mi. - Guzik o tobie wiem.

Spokojnie. Poznamy się.

Sztama?

Trzeba żyć w pokoju z rodziną. Nawet jak cię wnerwia.

Nawet jeśli czujesz jedynie obojętność.

- Twoja matka? - Urodziła mnie.

To jej jedyna zasługa.

Mówiłem ci, że mój ojciec był anarchistą?

Tak?

Po wojnie złapał pociąg i uciekł do Francji.

W wagonie poznał moją matkę. Pukał ją aż do Paryża.

A tam okazało się, że na drania czeka żona z dwójką dzieci.

Co zrobiła twoja matka?

Żyła w upokorzeniu.

Dziękuję.

Gdy ktoś naskakuje na Franco, mówię: "Bez jaj!

To jedyny ojciec, jakiego miałem".

On dał mi jedzenie, dach nad głową, ubrania, buty.

Trzeba żyć w pokoju z rodziną.

Idziesz?

Rozmawialiśmy z sędzią.

Wlepią ci pokaźny mandat dla niepoznaki. Zapłacimy.

Dajcie mi etat.

Nie chcieliście pracownika, ale go dostaniecie.

- Omówię to z Revueltą. - Nie, zatwierdzicie to.

- Posłuchaj... - Już nie słucham.

Wyślizgali mnie. Zostałem z niczym.

Od tej pory będę się cenił.

Powiedział: "Od tej pory będę się cenił".

Pomyślałem: "Co on takiego ma?".

Wtedy zdałem sobie sprawę, że mógłby być dobrym informatorem.

Zobaczyłem, że nie ma nic do stracenia. To nieodzowne.

Tacy są najlepsi.

- Długo jeszcze? - Kończymy.

- Już nie mogę wysiedzieć. - Możemy zrobić przerwę.

Nie wiem, po co wam ten wywiad.

Zaznaczam, że moje nazwisko nie może wypłynąć.

- Jasne? - Bez obaw.

Tekst: Marta Jurkowlaniec

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.