Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zważywszy na mój wiek, nie można liczyć,
że jakiekolwiek okoliczności zmienią moją decyzję.
Zatem świadomy swej odpowiedzialności przed Bogiem i Historią,
obiektywnie oceniwszy cechy uosabiane przez księcia Jana Karola Burbona,
należącego do dynastii, która władała Hiszpanią przez wieki,
doszedłem do wniosku,
że dochowuje on wierności zasadom i instytucjom władzy,
jest ściśle związany z wojskiem lądowym, morskim i powietrznym,
które ukształtowały jego charakter, spełnia warunki określone
w artykule jedenastym prawa sukcesji tytułu szefa państwa.
Postanowiłem zatem zaproponować go Narodowi jako swego następcę.
Czy wasza wysokość ślubuje lojalność jego ekscelencji szefowi państwa,
wierność zasadom Ruchu Narodowego oraz podstawowym prawom królestwa?
Tak, ślubuję lojalność jego ekscelencji szefowi państwa,
wierność fundamentalnym zasadom Ruchu Narodowego
oraz podstawowym prawom królestwa.
Pogotowie!
NADEJDZIE DZIEŃ
Niech spoczywa w pokoju nasza siostra Eulalia Roman.
Ojcze nasz, któryś jest w Niebie, święć się imię Twoje,
przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja...
Lali osiągnęła cel.
Dołączyła do narzeczonego.
Stryjostwo z dnia na dzień postarzało się o 20 lat.
Było bardzo ciężko. Nadeszły trudne miesiące.
A drukarnia podupadła przez długi Justo.
ROZKWIT BRANŻY BUDOWLANEJ
ZIELONE ŚWIATŁO DLA PROJEKTU MIESZKAŃ SOCJALNYCH W EL CARMELO
PRZEDSIĘBIORCA NEBOT WYBUDUJE TYSIĄC MIESZKAŃ CHRONIONYCH
Trzeba więcej inwestować.
Stary, jak się masz?
Może w końcu zbudujemy ten przeklęty kraj.
Wszystko gra?
Witamy w kole jeździeckim!
Dla wielu z nas to miejsce jest drugim domem.
Tutaj możemy rozmawiać, proponować, negocjować.
Jeść, pić, śmiać się.
A przede wszystkim dojść do majątku, trzymać się razem.
Tak, panowie.
Zaraz Don Marcelo spojrzy na mnie, i zapyta, czy zostaliśmy komunistami.
Trzymajmy się razem z innymi przedsiębiorcami hiszpańskimi.
Z ludźmi, którzy przychodzą tu, aby czerpać z naszych doświadczeń,
i którym mówimy: "Z dumą i radością weźmiemy na siebie ten ciężar,
by Hiszpania się bogaciła".
Jak go poznałem? Chyba w klubie polo.
Nie wiem, jak tam trafił.
Od razu wiedziałem, że to światowy gość.
Mówił, że był w Anglii, Francji, Niemczech.
Znał się na giełdzie, inwestycjach, gospodarce.
A ponadto wysoko się cenił.
To mnie urzekło.
- Jak tam? - Bosko.
Tato, słuchaj. To mój znajomy, Justo Gil.
Miło mi. Podobała mi się pańska przemowa.
Justo przyszedł się uczyć.
- Z jakiej jesteś firmy? - Pracuję sam.
Był w Anglii.
W Londynie.
- Co do diabła tam porabiałeś? - Byłem w siedzibie General Electric.
Badałem popyt na prysznice i domofony.
- Podobno to przyszłość. - To nie puste słowa.
Mam wyniki sprzedaży. Chętnie omówię produkty.
My, Hiszpanie, cenimy domowe tradycje.
Dobry żart.
Racja, ale domofony przydałyby się w pańskich nowych mieszkaniach.
Pewnie. Mamy stałych kontrahentów.
Nikt nie pracuje w mojej branży. Zapewniam.
Gdyby zobaczył pan te słuchawki prysznicowe,
szybko by je pan zainstalował.
- Jak się nazywasz? - Justo Gil.
Znajdziesz tu wielu przedsiębiorców, którzy chętnie cię wysłuchają.
Dziękuję.
Jeśli nie jesteś komunistą, co robisz z radzieckimi książkami?
- Nie są radzieckie. - Iwan Gonczarow nie jest radziecki?
Siergiej Aksakow?
Nikołaj Ogariow?
To XIX wieczni pisarze rosyjscy.
Lubię literaturę rosyjską, a nie komunizm.
W komisariacie przy Via Laietana nie było tortur. Nigdy.
Zdarzały się wulgaryzmy.
Jak w innych komisariatach na świecie.
Komisarz Revuelta nie lubił przemocy.
Ale wywierano na nas naciski.
Aby tępić anarchistów, komunistów.
Nie można tego osiągnąć czułościami. Niestety.
Za pozwoleniem.
- Przyszła ta dziewczyna do ciebie. - Jaka dziewczyna?
Carmen Roman?
- Nie znaleźliśmy oszusta. - Wiem, ale stryjowi zależy.
Mówiłem, żeby pani nie przysyłał.
Gdy coś ustalimy, dam znać.
Chcemy się upewnić, czy traktujecie to poważnie.
Niech pani posłucha.
W Barcelonie roi się od oszustów, kieszonkowców, łajdaków.
Już uprzedzaliśmy, że to potrwa.
- Pewnie uciekł. - Dokąd?
Do Madrytu, Hongkongu, Tuluzy, Buenos Aires.
Kto wie?
Proszę się postarać.
Niech pani posłucha.
Stryj stracił córkę. Dla niej, pragnie wsadzić Justo do więzienia.
- Daję słowo, że robię, co mogę. - Niech pan robi więcej.
Prasa pisała o mieszkaniach chronionych.
Uważaj na ludzi, którzy próbują się zbliżyć.
Żył w Londynie, jak ja w Polinezji.
Powiedział tylko, że tam był.
Widział bardziej postępowe kraje.
- Poznałeś go w Babel? - A co?
- To twój "przyjaciel"? - To przeszłość.
- Na pewno? - Jasne.
Doktor Bosch mówi co innego.
Dzwonił rano.
Podobno miałeś nawrót parę tygodni temu.
Nieprawda.
Jeśli terapia zawiedzie, podejmiemy radykalne kroki.
- Nieważne. Jestem zdrowy. - Pomówimy z Boschiem.
Przysięgam.
Ojciec nigdy nie traktował mnie poważnie.
Jasne. Syn...
Bardziej ufał szoferowi i innym... niż mnie.
Wszystko się zmieniło, gdy pojawił się Justo.
Nagle poczułem się pewniej.
Justo sprawił, że uwierzyłem w siebie.
Zanim coś powiesz...
naprawdę mi przykro z powodu co się stało.
- Co tu robisz? - Nieważne, wyjaśnię.
Co?
Musiałem wyleczyć matkę. A nie miałem środków.
Wezwę policję.
Wszystko zwrócę.
Masz tu 10 tysięcy.
Możesz przeliczyć.
- Wyłudziłeś 65. - Oddam co do centyma.
Pójdziesz siedzieć.
Dobra, wezwij policję. Śmiało.
Proszę o szansę na naprawienie tego, co zepsułem.
- Tego nie można naprawić. - Ależ można.
Mam plany dla nas.
- Co ty pleciesz? - Sumienie mnie gryzie.
Przede wszystkim dlatego, że cię zawiodłem.
Oszukałeś mnie i teraz sumienie cię gryzie?
- Myślę o tym każdego dnia. - Nie wierzę.
Udowodnię. Ten interes zmieni moje życie.
- Może zmienić i twoje. - Już zmieniłeś moje życie.
Daj mi kilka tygodni.
Jeśli nie dotrzymam słowa, sam pójdę na policję.
Zjeżdżaj.
Hongkong?
Policja tak mówi. Albo Buenos Aires.
To chyba żart.
Ten łajdak jest tutaj. Ja to wiem.
- Skąd? - Wiem!
- Policjant doradził cierpliwość. - Nieważne.
Znowu pójdziesz na komisariat.
Ani słowa. Inaczej sam pójdę.
- Chcesz przeżyć? Awansować? - Jasne.
Znajdź coś politycznego.
Przynosisz dziwki, gejów, rusofili.
Góra naciska.
Miesiąc temu rozwiązałem sprawę wypadku na Diagonal.
Myślisz, że jesteśmy w Chiclanie? Katalonia to nie Andaluzja.
Przykro mi.
Będzie ci przykro, jak cię wykopią.
I mnie.
Widziałeś Quima Nebota?
Co podać?
Nazywam się Justo Gil, już tu byłem.
Co podać?
Piwo.
Dwa razy gin z tonikiem.
- Co tam? - Nie pamiętasz mnie?
Byłem z Quimem, rozmawialiśmy.
Na zewnątrz.
Jesteś tym znajomym z klubu polo?
Justo Gil.
Miałeś starą marynarkę.
- Ja? - Tak.
Nie.
Dziś wyglądasz lepiej. Ostatniego guzika się nie zapina.
Skąd się wziąłeś?
Stąd.
Miejscowi nie chodzą do klubu polo ani do Babel.
Przyjaźnię się z Quimem.
Nie. Dopiero, gdy cię zaprosi do tamtej sali, to będzie znak,
że się przyjaźnicie.
Uwaga!
Balanga w sobotę.
Tamtej nocy Justo ciągle przynudzał.
Mówił o moim ojcu, przedsiębiorstwie, złej passie.
Twierdził, że jako dziedzic powinienem działać.
Twój ojciec popada w ruinę.
Mieszkania chronione to jego ostatnia szansa.
Jeśli powinie mu się noga, to koniec.
Skąd wiesz?
Mam kumpla w skarbówce.
Wasza spółka od 17 miesięcy przynosi straty.
Zachowaj to dla siebie.
- Po co mi to mówisz? - Żebyś się włączył. Możesz mu pomóc.
- Jak? - Pokaż mu, w co warto inwestować.
- Ma swoich doradców. - Oni go zrujnują.
Mam gdzieś przedsiębiorstwo. Niech padnie razem z nim.
Nie wierzę.
A nawet jeśli... Sam padniesz.
Nie będziesz mógł żyć tak, jak żyjesz, i robić tego, co robisz.
Myślisz, że wciąż będą cię uwielbiać?
Przychodzimy się rozerwać, a nie mieszać sobie w głowie.
Tylko rozmawiamy.
Bo nie umiesz tańczyć.
Nieźle wywija.
- Wygląda na prostaka. - Zazdrościsz.
Czego?
Xavi od początku coś podejrzewał.
Wpadł w obsesję.
Myślałem, że to zazdrość.
Bo ja i Xavi... mieliśmy swoje sprawy.
Pracowałeś w Londynie?
Studiowałem. Podpatrywałem branżę.
- Czyli? - Elektronika przemysłowa.
Właściwie szukam technologii dla przedsiębiorstw.
- Szukasz technologii? - Tak.
Drużyny piłkarskie szukają nowego Cruyffa, a ja Xeroxa,
magnetofonu, pralki przyszłości.
- Ciekawe. - Gdybym ci opowiedział...
Opowiedz.
- Jest trzecia nad ranem. - Drobiazg. Quim nas odwiezie.
Jasne!
Jazda!
Już późno, sporo wypiłem, zacznę pleść bzdury.
Dobranoc.
Jedziemy?
Sesje są krótkie, nieinwazyjne.
Zachowujemy środki ostrożności.
To bezpieczniejsze niż kopnięcie prądem.
Pomoże?
Mogę przesłać badania Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychiatrycznego.
Co mówią?
Zaburzenia zachowania dobrze reagują na terapie tego typu.
- To przywraca równowagę. - Jestem zrównoważony.
- Nawrót sprzed paru tygodni... - To nie był nawrót.
Spokojnie. Rozmawiamy o elektrowstrząsach.
Czy może nasz doktor zostawić?
Nie chcę, aby ludzie gadali.
To zaszkodzi tobie, mnie i spółce.
- Nikt nic nie mówi. - Zaczną.
- Proszę... - Skończ z Babel.
- Dlaczego? - Sam wiesz.
Stryj Santiago rzucił picie. Abstynent nie chodzi do barów.
Babel to nie problem. Dzieci Castellnou tam chodzą.
Nie mają takich problemów jak ty.
- Gdybym ci powiedział... - Co?
- Daj mi stołek w radzie. - Co?
- Chcę się włączyć. - Od kiedy?
- Jestem twoim dziedzicem, nie? - Rzuć Babel, dostaniesz zadanie.
- Chcę wejść do rady. - Nie.
- Dlaczego? - Powoli.
Najpierw Babel.
Jeśli chcesz wejść do rady,
ożeń się, daj mi wnuka.
Jesteś moim dziedzicem, nie?
Maria del Carmen Roman Busquets. Oskarżymy panią.
Odpowiada pani za to.
Precz!
Wystarczy.
Jutro znowu pójdziesz na komisariat.
A gdyby był inny sposób?
- Porozumienie. - Z kim? Z Justo?
- Coś ukrywasz? - Nie, tylko mówię...
- Co? - To jakieś rozwiązanie.
Nie, to żadne rozwiązanie.
Dlaczego? Chodziło o pieniądze. Zwróci.
- Może nawet pokryje koszty. - Nie.
- Dlaczego? - Nie chodzi o pieniądze.
- A o co? - O sprawiedliwość.
Nie chcę, aby Justo płacił. Chcę, aby poszedł siedzieć.
Niech mu będzie źle. Niech cierpi. Tak jak ja.
Stryj jest katolikiem.
Niech zdechnie. Tego chcę.
Nieważne, co Bóg na to.
Moja Lali była niewinna, nikomu nie wadziła, a teraz nie żyje.
Stryjowi się pogarszało. Nie umiałam mu pomóc.
Wiem, że to głupie, ale gdybym mogła, postąpiłabym inaczej.
Nie prosiłabym o zgodę. Powiedziałabym:
"Stryju, to pieniądze od Justo. Chodźmy dalej".
Milczałam.
Nie wiem.
Nie chciałam go złościć.
Nie chciałam go zawieść.
W naukowym komunizmie sprzeczności nie są antagonistyczne.
- To tylko teoria. - Uargumentowana.
Macie!
- Skąd to wzięliście? - Co?
- Sprzeczności nieantagonistyczne. - Od Bucharina.
Nie. To był Kamieniew.
Marksizm?
Macie lód? Skończył się.
Tato i Angel.
Przepraszam.
- Trzeba poszukać. - Gdzie? Jest sobota.
- W Vallvidrerze, na stacji paliw. - Idę.
Ty idź.
Może coś ci wpadnie w oko.
To niedaleko. Przy drodze. Jakieś 3 kilometry.
Masz wóz?
Tak.
Jechać?
Pojadę.
Idę z tobą.
- Gdzie stoisz? - Dalej.
Czekaj. Kluczyki.
- Zostawiłeś w środku? - Nie. Były tutaj... Sprawdzę.
Pojedziemy moim.
- Nie, lepiej... - Szkoda czasu.
- Chodź. - Dobra.
Czy Xavi się na mnie uwziął?
- Dziwnie się patrzy i się odzywa. - Ignoruj.
- Już tak ma. Po ojcu. - Czyli?
Gubernator Castellnou. Szef Ruchu w prowincji.
Zawsze bawiła mnie ta nazwa. Bo tkwimy w bezruchu.
A propos...
Omawiałem z ojcem sytuację w firmie.
- Ale nie o tym, co mówiłem? - Nie, spokojnie, ale...
Uzgodniliśmy, że się włączę.
- Poważnie? - Zaangażuję się.
Stawiam na twoje domofony.
Przekaż mi badanie rynku. Doradcy ojca zrobią analizę.
- Jego doradcy? - Będę przy tym.
Jeśli wszystko gra, wybronię cię. Ojciec mnie poprze.
- Skąd wiesz? - Wiem.
- Wielkie dzięki, Quim. - Nie ma za co.
- Jeśli to wypali... - Zbijecie majątek.
Ty też, Justo.
Uważaj!
Justo... Quim czeka.
Na mnie?
Chce ci coś pokazać.
Gdzie?
Tam. Zobaczysz.
Chce ci coś pokazać.
Chodź.
- Wiesz, co to jest? - Nie.
Weź.
Balanga jak każda inna. Nie pamiętam, aby wydarzyło się coś niezwykłego.
Kilka dni później zadzwonił ojciec.
Powiedział, że zapoznał się z ofertą domofonów i że to wygląda dobrze.
Zaprosił mnie i Justo.
W końcu potraktował mnie poważnie.
Tak jest lepiej.
- Jak tam? - Paniczu Quim! Jak się pan ma?
Fenomenalnie. To Justo.
- Dzień dobry. - Miło mi.
- Maria jest u nas od zawsze. - Odkąd pan był mały.
Gdzie ojciec?
W salonie. Kończą obcinać mu włosy.
Doskonale.
Piwo?
Winogrona miały za dużo wody. To czuć.
Don Carlos, musieli zmienić szczep.
Głupstwo.
Poza tym nie żyję z wina.
A drzewom owocowym to służy.
- I jak? - Doskonale, dziękuję.
- To była przyjemność. - Cholera. Co za dzień.
To się odbije na winnicach.
Tato.
Przepraszam... nie kojarzę.
- Jak to? - Ciągle mnie z kimś mylą.
Jesteś Justo Gil Tello?
Wystroił się.
Gdzie się strzyżesz?
Garnitur odmienia ludzi. Martín to dandys.
Podaj świeże winogrona.
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.
Odprowadzę.
- Co tam, synu? - Dobrze.
Co jest? W co ty się pakujesz?
Więcej tego nie rób.
Rozumiesz?
Ale...
Według moich doradców twoje wyliczenia są dobre.
- Kto cię uczył? - Życie, panie Nebot.
Tak czy inaczej będziemy sami negocjować z dostawcami.
Dostaniesz pracę w biurze w Hospitalet.
Kontrakt na co najmniej 2 lata. To świetna oferta.
Coś pewnego.
- Myślałem raczej o prowizji. - Ile?
10% od sprzedaży domofonów.
Zapomnij. To nie Londyn.
Chodźmy na kompromis. Wszyscy będą zadowoleni.
Jasne. Z prowizjami zawsze...
Co powiesz na dwa miliony peset? Bez prowizji.
I kontrakt na 4 lata.
Doskonale, Marío.
- Dziękuję, że przyszłaś. - Nie łudź się.
Obiecałem, że wszystko zwrócę.
Tu masz kolejne 10 tysięcy.
W sobotę oddam jeszcze 20. Spodziewam się czeku.
Dostanę kontrakt na stałe. Seria czeków nie załatwi sprawy.
Co mam zrobić?
Stryj chce cię postawić przed sądem.
A ty?
Stryj to przedsiębiorca. Pieniądze go uspokoją.
- Nie znasz go. - Pomóż mi go przekonać.
Do soboty. Tak?
O tej samej porze? Zapraszam na kolację.
Zjem w domu.
To tutaj mieszkasz?
"Niezła" dzielnica.
- Nie mieszkam tutaj. - Jasne. Przyszedłeś się pomodlić?
Powiem że jesteś oszustem.
- Uważaj, Xavi... - Bo co?
- Każdy ma sekrety. - Już się boję, znasz mój?
Możesz go zdradzić. Ciekawe czy ktoś uwierzy.
Ciągle kłamiesz, ranisz, manipulujesz.
Pomyśl. Nie wiesz, kim jestem.
Jeśli to wszystko bujda... Powinieneś uważać.
Dlaczego? Bo...
może mnie nie znasz.
Może nie mam skrupułów.
Mógłby poderżnąć ci gardło.
Tak się robi, gdy ktoś wtrąca się w nie swoje sprawy.
- Wiesz, kim jestem? - Sam miałem cię zapytać.
Xavi Castellnou.
Tam są mieszkania dla imigrantów,
jeżdzących do miasta, licząc na jedzenie.
Weszliby do pułapki na myszy, aby nie zmoknąć.
Te bloki stawia twój ojciec.
A tam...
wspaniały widok na Morze Śródziemne, stare Barcino, miasto Gaudíego.
- Apartamenty. - W budowie.
Czego chcesz?
Ja?
Xavi powiedział mi, gdzie mieszkasz.
- Naprawdę mu groziłeś? - Nie do wiary.
Nie mnie osądzać. Ale nie lubię, jak mnie okłamują.
Nie skłamałem.
Zajrzałem do dziewczyny, którą skrzywdziłem.
Co tydzień przynoszę jej pieniądze. Możesz ją poznać.
- Nie ma potrzeby. - Carme. Pracuje w drukarni...
Chciałem to omówić i tyle. Lepiej nie mieć sekretów.
Nie mam. Jeśli mi nie ufasz...
Jasne, że ufam.
- To co? Nic. - Puszczamy to w niepamięć.
Obiecałem ojcu, że rzucę Babel.
Jego zdaniem do siedlisko grzechu.
Zrobię tam, ostatnią balangę. Uczczę naszą umowę i koniec epoki.
Jakiej epoki?
Tej, w której byłem jedynie dzianym frajerem.
Ktoś dał nam cynk, że palą skręty, haszysz.
To paliła bananowa młodzież.
Haszysz.
Jeździsz do Paryża, Londynu, a nawet Perpignan.
Wychodzi na to, że Hiszpania to ciemnogród.
Zmieni się.
- Co? - Wszystko.
Skąd wiesz?
Wczoraj byłem na spotkaniu. Na uniwersytecie.
Antyfrankiści, na prawie.
Na humanistce. Ktoś zdobył nagranie La Pasionarii. Z Moskwy.
Rozdawali to.
- Co? - Co robisz?
- Kolportujesz? - Spójrz.
Wiesz, czym to grozi? Zobacz, co przyniósł.
- Widziałeś? - Co?
- Wyluzuj. - Nie!
- To tylko papierki. - Schowaj.
- Po co to nosisz? - Dobra.
Wchodzimy!
Dobry wieczór.
Dlaczego ojciec mu pomaga?
Odpuść.
Niech się panowie przedstawią. Co za wstyd!
To prywatna balanga.
Nic nie zrobiliśmy.
Nie ruszać się.
Wszyscy po cichu wychodzą. Jazda.
Idziemy!
Powoli.
Idziemy.
Spokojnie, Tato.
Jazda.
Miałem wolne. Nie brałem udziału w zatrzymaniach.
Nazajutrz dowiedziałem się, o aresztowaniu dzieciaków.
Syn Nebota i kilku innych.
Na liście zatrzymanych napotkałem nazwisko,
którego się nie spodziewałem.
Justo Gil.
Cholera.
- Justo Gil. - To ja.
Spokojnie. Adwokaci ojca wszystkim się zajmą.
Tylko głupiec pali skręty, gdy jest poszukiwany.
- Jestem poszukiwany? - Jazda!
Wyłudziłeś 65 tysięcy peset.
Wiesz, jak skrzywdziłeś tę rodzinę?
Nie przeczytasz skargi?
Przeczytaj.
Powinieneś.
To ty?
Nie słyszę.
- To ja, ale... - Co?
To ja.
Szukałem cię przeszło rok.
Zwracam pieniądze. Proszę zapytać Carme Roman.
Opowiesz to sędziemu.
Wiesz, ile ci grozi? 5 lat.
- Nie mogę iść do więzienia. - Jak każdy.
Właśnie dobiłem targu.
- Kolejne oszustwo? - Nie, przysięgam.
Jeśli mi pan pomoże, dojdziemy do porozumienia.
Próbujesz mnie przekupić?
Nie.
- Mówię tylko, że... - Zamknij się, Justo Gil!
Jesteś draniem, który bruździ przyzwoitym ludziom.
Wiesz, co robimy z takimi w więzieniu?
Chętnie patrzymy, jak was obracają.
- Znam komórkę komunistyczną. - Guzik znasz.
W Babel były ulotki La Pasionarii z Moskwy.
Wiem, gdzie są schowane...
i kto je schował. Nazywa się Tato, studiuje prawo.
Należy do komórki. To kolega Toniego i Quima Nebota.
Organizują spotkania antyfrankistowskie. Spiskują.
Dalej.
To tyle.
Mógłbym zostać pańskim informatorem.
- Wiesz, czym się trudni informator? - Nie...
Ale szybko się uczę.
O tym nie będę mówił.
Co do Justo...
To był ktoś, kto pojawił się w moim życiu.
Czy mnie skrzywdził? Cóż...
Nie.
Tak naprawdę uczynił wiele dobrego.
KAPITALIZM W MAŁYM PRZEDSIĘBIORSTWIE
Tekst: Marta Jurkowlaniec
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.