Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NADEJDZIE DZIEŃ.
BARCELONA, ROK 1966
To był pierwszy występ Hiszpanii na Eurowizji.
Wybrano piosenkę "Estando contigo" Conchity Bautisty.
Zdobyła osiem punktów i zajęła dziewiąte miejsce z szesnastu.
Tato... Ktoś do ciebie.
- Kto? - Podobno krewny.
Zobaczmy.
Martín... Jestem Justo Gil, twój kuzyn.
Pamiętasz mnie?
Justo Gil przyjechał do mnie w październiku 1966.
Wcześniej nie odwiedzał miasta.
Powiedzmy, że był prostym facetem.
Barcelona pewnie go przytłoczyła. Po przyjeździe ze wsi.
- Była pełna... magii. - Hipokryzji.
Trudne miasto. Do dziś.
Roiło się tam od anarchistów, komunistów i od policji.
Przestępcy, złodzieje,
kapusie. Roiło się tam od kapusiów.
Wiedząc to, co wiem dzisiaj, pewnie zaprosiłbym go na kawę
i poprosił, aby wyjechał.
Nie zrobiłem tego.
Postawmy sprawę jasno.
Może i kuzyn był interesownym egoistą.
Nie wiem. Łatwo tak mówić.
Jednak nie wierzę w to, co teraz o nim wygadują.
To się nie mieści w głowie.
Czy matka się czegoś napije?
Macie sok pomarańczowy?
Możemy zaparzyć lipę.
Czy matka ma ochotę na ziółka?
Jest zmęczona.
- Od dawna jest w takim stanie? - Już rok.
Nagle przestała ruszać dłonią. Potem było coraz gorzej.
Jaki masz plan?
Gdzie zamieszkacie, skoro wyjechaliście ze wsi?
W Barcelonie. Chcę ją wyleczyć.
- Niby jak? - Tu są lekarze.
To kosztuje.
Tłumaczę mu, jak to jest. Przyjechali ze wsi.
Znajdę pracę.
- Co potrafisz? - Nauczę się czegoś.
Umiałeś obcinać włosy, gdy przyjechałeś do Barcelony?
Nie.
- To mój kuzyn. - Nie pamiętałeś go.
Nie ma nikogo w Barcelonie. Trzeba mu pomóc.
Mówisz o mnie. Sam całymi dniami obcinasz włosy i golisz brody.
- Zostaję ja! - Cierpliwości.
Mamo, będziemy spać tu razem?
To zakład mojego ojca, on cię nauczył fachu.
Nikogo nie potrzebujemy.
Facet zapytał z irytacją:
"Dlaczego w kuchni pali się światło?".
Skąpiec.
Jasne, panie Bofill!
Zabójcy.
Dranie.
Precz z dyktaturą.
Wolność!
Bracia Bofillowie zatrudnili mnie w charakterze handlowca.
Mówią, że mam gadane i rękę do ludzi.
Zaoferowali wynagrodzenie prowizyjne i ten garnitur.
Czy matka widziała?
- Co masz sprzedawać? - Maszyny do pisania.
Tutaj pieniądze leżą na ulicy.
Wystarczy znaleźć odpowiednich ludzi i wiedzieć, czego oczekują.
- Ty wiesz? - Zdaniem braci Bofillów tak.
- Maszyny do pisania? - Od czegoś trzeba zacząć.
Gdy tylko dostanę pierwszą wypłatę, wezwiemy lekarza,
aby ją zbadał
i coś przepisał.
Podobno najlepsi są interniści.
Matka cierpi na chorobę wewnętrzną.
Postaram się, aby ją wyleczyli.
To banalnie proste.
Jest bardzo lekka, ma podwójną taśmę...
Manzanares i wspólnicy? Adwokaci? Justo Gil.
Dzwoniłem w zeszłym tygodniu.
Nie wiem, jak to zrobił.
W ciągu miesiąca sprzedał 67 maszyn do pisania.
Ponad dwie dziennie.
Trzeba ją zabrać do neurologa.
Cokolwiek jej dolega, to poważna sprawa.
Nie reaguje na bodźce. Ma złożone objawy.
Nie może jej pan zrobić zastrzyku? Na pobudzenie.
Co jej niby dolega? Świnka?
Nieważne, czy potrzebuje neurologa czy Chińczyka.
To już 2 miesiące. Mam dość.
Czego oczekujesz?
Niech wynajmie mieszkanie i do widzenia.
Posłuchaj...
Kończy mi się cierpliwość. Jego matka jest warzywem.
Oboje to wiemy.
Co?
Nie wpadłaś na to, że hamuję się, odkąd cię znam?
Szkoda, że nie widzisz swojej buzi.
Co z nią?
Jest śliczna.
Co się stało?
Straciłam apetyt.
Nie bój się. Patrz.
Narzeczony mojej kuzynki Lali był aktorem dubbingowym.
Dubbingował role Cary'ego Granta.
Pewnego dnia...
Biedaczek
wpadł pod tramwaj i zginął.
Wrócimy jutro?
Uwielbiam go słuchać.
- Nie możesz tego ciągnąć. - Czego?
Twój narzeczony zginął, a ty udajesz że żyje.
- Dlaczego? To piękne. - Skąd.
- To kłamstwo, ułuda. - Nie.
Nie chodzi tylko o ciebie, ale wszystkich.
- Nikogo nie ranię. - Ranisz siebie.
- Dlaczego? - To moja decyzja.
Chcę ci pomóc.
Tak mi nie pomożesz.
Stryjostwo martwi się o ciebie.
Co to?
Wolność!
Księża?
Protestują?
Od kiedy księża protestują?
Nie pamiętam, dlaczego protestowali. Prosili o wolność.
Księża proszący o wolność. I bijący ich policjanci.
Wszyscy biegali. Tego się nie zapomina.
Zwłaszcza że tego dnia poznałam Justo.
Popchnij! Drzwi! Są otwarte.
- Było blisko. - Dziękuję.
Nic z tego. Teraz musisz mi pomóc.
Daj mi 5 minut.
Jeśli sprzedam jedną z nich, dostaniesz sto peset.
Justo Gil. Z firmy braci Bofillów. Sprzedaję maszyny do pisania.
Przepraszam, że się nie przedstawiłem.
Na półpiętrze mieszka krytyk muzyczny.
Grubas. Używa maszyny Underwood z czasów wojny.
- Przekonamy go, aby ją wymienił. - Ja nie...
Uśmiechaj się i powiedz,
że jesteś zaszczycona, bo uwielbiasz Mala Waldrona.
Pianista. Widziałaś go w Paryżu.
- Miałem to powiedzieć, ale.. - Nie, przykro mi.
Nie możesz wyjść.
- Jak ci na imię? - Carme.
To tylko gra.
Zostanę i zaczekam na kuzynkę. Nie umiem sprzedawać.
Śliczne dziewczyny mają handel w genach.
Matka mawia, że nie powinienem być tak impulsywny, bo ludzie się boją.
- Ja się nie boję. - Miło było cię poznać.
Dzień dobry, panie Gervasio.
Nowy model Olivetti Studio 45
dla większej wygody i szybkości pisania czwartkowych krytyk.
Powiedz mu, Carme.
Podziwiam pana.
Jedyny Hiszpan, który rozumie sztukę Mala Waldrona.
Zna go pani?
Widziała go w lutym, w Paryżu.
Pańska krytyka "All Alone" niezmiernie ją zachwyciła.
- Skąd się wziąłeś? - Opowiem, przy kawie.
Nie poddajesz się, co? Nie chcę pieniędzy.
Zarobiłaś.
Nie będziesz musiała prosić rodziców o drobne na tańce.
Nie muszę prosić. Zarabiam na siebie.
- Są twoje. - Dziękuję.
- Gdzie pracujesz? - W drukarni.
- No proszę! - Prowadzę rozliczenia.
Pięknie!
Skąd wiedziałeś, że on potrzebuje maszyny?
Odwiedzam warsztaty.
Wypytuję, indaguję.
Niekiedy wystarczy drobny bodziec.
Co z kawą?
Poszukam kuzynki.
Nie zrozum mnie źle.
Jesteś moim kuzynem i chcę ci pomóc.
Ale jest dość ciasno.
Dzieciaki muszą odzyskać pokój.
Sam myślałem, że pora się wynieść.
Nawet sprawdziłem mieszkania.
- Mogę...? - Jasne.
Chcę się przenieść do centrum.
Do centrum?
Bliżej czołowych szpitali i lekarzy.
Chcę dać matce to, co najlepsze.
Nie chcę się wtrącać,
ale stan twojej matki nie wygląda zbyt dobrze.
- Nie ma sensu wydawać pieniędzy. - Obiecałem jej.
Obiecałem matce, że zrobię wszystko, aby ją wyleczyć.
- Tak, ale... - Daj mi miesiąc.
Wszystko załatwię i dam ci spokój.
Miesiąc.
- Ona cię nie słyszy. - Słyszy.
Ja to wiem.
Szukam wielbicielki Mala Waldrona. Kojarzysz?
- Co tu robisz? - Zostawiłaś sto peset.
Nie potrzebuję ich.
To znak, że jesteś pracowita, inteligentna i obiecująca.
Sprzedasz mi maszynę?
Maszyny to pikuś. Szukam nowych inwestycji.
Inwestycji?
I wspólnika, z którym będę się rozumiał.
Przypominam, że ze mną zarobiłaś 100 peset w 10 minut.
Ile zarabiasz w tydzień?
Znalazłaś rachunki?
- Stryju, to Justo... - Justo Gil.
- Miło mi. - Handlowiec z Calle Condal.
Bratanica mówiła, że pracujesz u braci Bofillów.
Szukam wspólników do potencjalnej inwestycji.
Chodzi o sprzedaż katalogową.
Klient zamiast iść do sklepu, kupuje z domu. Ceny nie do pobicia.
Klient wybiera produkty, płaci. Wszystko zostaje w rodzinie.
To pośrednictwo. Niezbyt rentowne.
To dystrybucja. Państwo zrobią katalogi,
a ja zajmę się zarządzaniem i sprzedażą. Pół na pół.
Razem z braćmi Bofillami?
- Nie, to przedsięwzięcie prywatne. - Nie jestem zainteresowany.
- Mogę wiedzieć, dlaczego? - Nie znam cię.
Nie wiem, kim jesteś.
Zostawię katalog. Proszę rzucić okiem.
Co to tu robi? Do kasy.
Przynieś rachunki, gdy je znajdziesz.
Na razie.
Chociaż zerknij.
Spokojnie, matko. To potrwa chwilę.
Tak?
Guerin?
Nie, Gehrig. Choroba Lou Gehriga.
To był znany bejsbolista. Nazwali chorobę, aby go upamiętnić.
- Jak to się leczy? - Nie ma lekarstwa.
Chorzy powoli gasną, aż w końcu...
To pewne?
Aby to potwierdzić, trzeba by wykonać autopsję mózgu.
Jak pan rozumie...
- W takim razie to nie jest pewne. - W granicach naukowych jest.
Na 99 procent.
Chodzi o pieniądze?
Gehrig był milionerem.
Proszę mi wierzyć, nic nie można zrobić.
Coś można.
Może się pan modlić.
Gdy Justo coś nie pasowało, to tak jakby nie istniało.
Tworzył w głowie pustą rzeczywistość równoległą.
W której matka mogła wyzdrowieć, w której wszystko się układało.
- Pięknie dziękuję. - Na pewno się pani spodoba.
- Dziękuję. - Miłego dnia.
To moja matka. Ma 50 lat, choć wygląda na 70.
Podobno umiera. Nie wierzę.
Powiedział pan, że mnie pan nie zna, że nie wie pan, kim jestem.
Przedstawię się. Pochodzę z Los Monegros. Jedynak.
Mieszkam u kuzyna Martína Tello przy Generała Moscardó 61, piętro 1.
To nie będzie konieczne.
Będzie. Nie chodzi o nieufność czy obawy.
Odmawia pan, bo dla pana to idiotyzm.
Nieważne. Zniknę i będziemy mieć spokój.
Ale to nie jest idiotyzm.
Trudnię się handlem, i myślę, jak zarobić, aby uratować matkę.
Obejrzałam katalogi.
Masz rację, to może się sprawdzić. Powiedziałam stryjowi.
Może, ale nie musi.
Nie chcemy ryzyka.
Sprawdzimy.
- Pokryję ich koszt katalogów. - Nieładnie.
I tak to zrobię.
Zobaczymy, czy zyskamy, czy stracimy.
Jeśli to, co powiedziałeś jest pewne...
Jasne, że tak.
Oby. Dla dobra twojego i twojej matki.
Porzucisz braci Bofillów?
Muszę się sprawdzić. Dla siebie i dla matki.
Zostaniesz w Barcelonie?
Dziękuję za pokój i za cierpliwość.
Nie ma za co.
- Jesteśmy rodziną. - Tak.
Naucz się żartować.
Podwoisz liczbę klientów.
Niech Bóg cię oświęci i obdarzy pokojem.
Niech cię wyzwoli.
- Twoja córka? - Tak.
- Co z nią? - Zimą gorączkowała.
Straciła władzę w nogach.
- Ile ma lat? - Dziewięć, dziesięć?
Trzynaście. Jest malutka, biedaczka.
- To twoja matka? - Tak.
- Co jej dolega? - Nie wiem.
Ale wyjdzie z tego.
Zstąp, przeniknij mnie, aby służyć tym, którzy cierpią;
aby uzdrowić tych, którzy boleją.
Święta!
Ty, która widzisz w mroku; która słyszysz nasze boleści w ciszy;
która nam przebaczasz.
To twój pierwszy raz?
To pierwsze spotkanie. Potem będą sesje przejściowe.
Co to?
Święta odkryła to podczas podróży do Gwinei Równikowej.
Łączy się z Najświętszą Panienką i przekazuje jej moc.
We wtorki.
- Działa? - Tak.
Święta Mario, matko Boża,
módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę naszej śmierci.
Bóg musi zobaczyć, na czym ci zależy.
Co zrobisz dla najbliższych? Choćby to kosztowało fortunę.
- Pieniądze się nie liczą. - Przeciwnie.
Trzeba się napracować, aby zarobić. Święta kosztuje.
- Mąż ci pomoże. - Mój mąż...
Chcesz? Niezłe ziółko.
Nigdy o nas nie dbał.
Poważnie?
Z czego się utrzymujesz? Jeśli można wiedzieć.
Sprzątam domy.
Parę lat temu wygrałam trochę na loterii.
- Wystarczy. - Tak?
- Trudno sprzątać domu. - Zaharowuję się.
- I musisz dbać o córkę. - Jasne. O dzieciaki.
Gotować, prać, prasować.
- Nie ma wyjścia. - Ależ jest.
- Możesz kupić pralkę. - Nie.
Nie chcę się wtrącać...
ale to ułatwia życie.
Kosztuje fortunę.
W sklepach tak. Sprzedaż katalogowa jest łatwiejsza.
Przysięgam. Jestem sprzedawcą.
W sklepach ludzie wydają całe oszczędności w sklepach.
Z uwagi na stan matki musiałem kupić pralkę.
- Nie masz żony? - Ja? Nie...
Chciałbym.
Kupiłem Balay T-500.
- Za bezcen. - Poważnie?
Pranie, pranie wstępne i nawet pięć płukań.
- Cudownie. - Sprzedaż katalogowa.
Boże, Ojcze Wszechmogący, zwracamy się do ciebie w chwili,
gdy choroba toczy nasze ciała.
Panie, zmiłuj się nad tymi, którzy opadli z sił.
Niech odzyskają zdrowie. Uwolnij ich od skutków ubocznych.
Uczyń to, czego medycyna nie może. Uczyń cud w swej miłości.
Obdarz ich zdrowiem, aby - wolni od chorób i pełni sił,
mogli Ci lepiej służyć, mocni w Duchu Świętym.
Proszę wnieść!
Który żyjesz i królujesz... ... na wieki wieków. Amen.
Nie powiem złego słowa o Justo.
Minęło 10 lat i pralka wciąż działa. Sama nie wiem.
Nie wiem, czy zrobił te wszystkie rzeczy, o które go oskarżają.
Moim zdaniem to dobry chrześcijanin.
Dobry syn, który poświęcił się dla matki.
7 pralek, 11 mikserów, 15 młynków i 29 słuchawek prysznicowych.
Ogółem?
Cztery tysiące 116 peset w półtora miesiąca.
- Czy stryj słyszał? - Nie ma się z czego cieszyć.
- Pokryłeś koszty druku i tyle. - Połowa to zysk.
Przygotowałaś dokumenty pana Guala? Przyjedzie popołudniu.
Na górze. Po prawej.
Doskonale.
Nie przejmuj się. Nie lubi zmian. Ale pomoże.
Skoczymy na kolejkę?
Aby to uczcić.
Moi rodzice zginęli w powodzi z 62 roku.
Powódź? 5 lat temu?
Pisali o tym. Prawie tysiąc ofiar.
Nie pamiętam.
Mieszkaliśmy w Tarrasie.
Nagle się rozpadało. Woda porwała wszystko.
W tym rodziców i brata.
- A ty? - Byłam u kuzynki.
Bardzo mi przykro. Pewnie było ciężko.
Stryj Agusti jest dla mnie jak ojciec.
To nie wina morza.
Poważnie.
Wiem, ale... Wolę góry.
- Dom w górach? - To moje marzenie.
Duży, biały dom.
W górach, wśród drzew. Z otwartymi oknami, zalany światłem.
W Pirenejach?
Wystarczy mi Vallirana.
Pobiegłam do kuzynki Lali, żeby jej powiedzieć.
Mój Boże!
Co zrobiłaś?
Słyszysz mnie?
Stryju!
Trzeba było ją zamknąć w szpitalu psychiatrycznym.
Odwiedziłam ją dwa dni później.
Chciała dołączyć do narzeczonego. Rozpromieniona i uśmiechnięta.
Zrozumiałam, że już nie wróci do siebie.
Niech twa światłość i imię
znajdą drogę do serca tej cierpiącej dziewczynki i tej matki.
Niech twoja siła i jasność spłyną na mnie
i przeze mnie niech podąża ku twej światłości.
Niech podąża ku twej światłości.
Święta!
Wstań.
Chodź.
Boże!
To potrwa.
Jej Guiro tkwi głęboko w niej. Jest zablokowany.
Dusza chorego. Opanowuje ciało i je wyłącza.
Z dziewczynką poszło szybko.
Pańska matka ma swoje lata.
Jej Guiro rozwijał się stopniowo.
Niech pije napary z tych proszków.
Rozluźnią Guiro.
Gdy będzie gotowa... Wyciągniemy go.
Tysiąc peset.
- Co? - Dawka na tydzień.
To może potrwać dwa, trzy miesiące.
A nawet dłużej.
Jeśli cena jest zbyt wysoka...
Proszę wrócić do medycyny tradycyjnej.
Nie.
Już pan widział, co robimy.
To kosztuje.
Śmiało, matko.
Bardzo dobrze.
Słuchawki prysznicowe stanowią 42% sprzedaży.
Na każdej zarabiamy 33 pesety.
Nieźle.
Jeśli kupimy na przykład tysiąc sztuk, zwiększymy marżę do 89 peset.
Niemal trzykrotnie.
- Nie jesteśmy sprzedawcami. - Nie, chyba że rynek tego oczekuje.
To okazja. Spójrz na rachunki.
- Nie stać nas na taką inwestycję. - Twój stryj?
Nie jest przekonany, a przez Lali nie ma do tego głowy.
Co z nią?
Cóż... Musi zostać w szpitalu co najmniej miesiąc.
To nieprzewidziany wydatek dla stryja.
Jasne. Mam to samo z matką. Trzeba korzystać z okazji.
Spokojnie.
Wszystko się ułoży.
Poczekaj.
- Mam iść? - Nie!
ROGIL Z BARCELONY
Matko...
Matka śpiewa?
Minister handlu Alberto Ullastres, przewodniczący
trzecich targów międzynarodowych i wystawy w Barcelonie,
podziękował głowie państwa generalissimusowi Franco.
Coś nie tak, stryju?
Sprawdzam rachunki z katalogów...
- Sprzedaż chyba się zatrzymała? - Takie okoliczności.
Omawiałam to z Justo.
Mówi, że trzeba wyczuć rynek. To potrwa.
Ale 300 peset w dwa miesiące...
W miesiąc zarobiliśmy 4 tysiące,
a stryj mówił, że nie ma się z czego cieszyć.
Teraz nie ma powodu do obaw.
- Tylko pytam, Carme... - Oczywiście, stryju.
Słuchaj...
Ten Justo...
Podoba ci się, prawda?
Jesteś młoda, ładna.
To było nieuniknione.
Póki mężczyźni ci nie zbrzydną, tak jak Lali...
Do niczego nie doszło, stryju.
Chodzi mi o to...
że jeśli katalogi nie wypalą, masz tu swoje miejsce.
To nie koniec świata.
Zawsze będziesz je mieć.
Dziękuję.
Kup tę partię.
Mówiłeś, że to dobra inwestycja. Śmiało, kup.
To 30 tysięcy peset.
Wystarczy na tysiąc słuchawek.
- Skąd wzięłaś te pieniądze? - Od rodziców.
Stryj ich nie chciał, ale nie dał ich ruszyć.
Mój Boże, Carme...
Chcę, aby wyszło dobrze. Nie skapituluję.
Kto mówi o kapitulacji? Kto?
Powiedziałam mu wszystko. Absolutnie wszystko.
Nie tylko o pieniądzach.
- Nie wstała? - Nie. Ani nie mówiła.
- Ale się podniosła. - Tak.
To znak, że Guiro jest gotowy do wyjścia.
Święta musi przyjść i go wyciągnąć.
To połowa. Drugą przekażę, gdy wyzdrowieje.
Zgoda?
Proszę...
Carme, pozwól na chwilę.
Podobno czekają na tranzystor japoński.
Oraz słuchawkę prysznicową i materac Picolín.
Ze wszystkich zakupów dostaliśmy tylko młynek.
Wyjaśniałem, że my tylko drukujemy.
Oto dokument sprzedaży.
Zaliczka na rzecz Roman S.L.
- Zaliczka? - Trzy tysiące peset.
- Kto pobrał? - Justo Gil. Sprzedał nam młynek.
Zainkasował 3.000 peset? Nie tylko od nas.
Pokazałyśmy katalog sąsiadkom. Też nic nie dostały.
Święta Mario, matko Boża...
Zstąp, przeniknij mnie, aby służyć tym, którzy cierpią;
aby uzdrowić tych, którzy boleją.
Niech twa światłość i imię
znajdą drogę do serca i ciała tej cierpiącej.
Wstań!
Święta...
Niech twa światłość i imię znajdą drogę do serca
i ciała tej cierpiącej.
Wstań.
Niech twa światłość i imię znajdą drogę do serca
i ciała tej cierpiącej.
Ostrożnie.
Spokojnie.
Niech ją pan zostawi.
Proszę za mną. Bez nerwów.
Dotyka jej.
Zdenerwuje pan matkę i Guiro.
Powinienem tam być.
Chodźmy, proszę oddychać.
Jestem spokojny.
- Tylko tak pomoże pan matce. - Ale...
Módlmy się. Dobrze?
Niech pan się modli.
Niech twa światłość i imię znajdzie drogę do nas!
Wstań.
- Co się stało? - Sprawdź puls.
Nie!
- Co się dzieje? - Przykro mi.
Taka jest wola Boska.
Matko!
Zróbcie coś.
- Cokolwiek. - Nie mogę.
Proszę! Błagam!
Dzień dobry. Przyszłam z reklamacją.
Złożyłam zamówienie ponad dwa tygodnie temu.
Potrzebuję odkurzacza.
Czekam od tygodnia. Frytkownica albo zwrot pieniędzy.
Pójdę do sądu.
Proszę spojrzeć. Czekam od dwóch miesięcy.
Zamówiłam trzy suszarki ponad dwa miesiące temu.
Czekam na telefon.
Z pomocą katalogów pobrał zaliczki za towary,
których nie dostarczył!
Weksle zostawił nam.
Ty je zatwierdziłaś. Ty je podpisałaś.
Widzisz?
Odpowiadamy za te kwoty. Tak jakbyśmy je zainkasowali.
- Nie zrobiliśmy tego. - Zainkasował je ten drań.
Ciekawe, co jeszcze sprzedał.
Ciekawe, co jeszcze będą reklamować.
- Przykro mi. - Załatwisz to łzami?
Niech spoczywa w pokoju.
Dzień dobry.
Czy tu mieszka Justo Gil?
Ulica Generała Moscardo, numer 61, piętro pierwsze.
Co się stało?
- Jest pan, mieliśmy zostawić kartkę. - Słucham.
Przyszliśmy złożyć kondolencje.
- I odebrać należność. - Co?!
Za drugą część ceremonii. Choć pańska matka zmarła...
Dałem wam prawie 20 tysięcy.
Gdy Bóg nie kocha, nie da się nic zrobić.
Wiecie, co wam powiem? Spadajcie.
- Spokojnie! - Jestem spokojny.
Proszę oddychać i zaczekać tutaj.
- Nic nie znajdziecie. - Kolega się tym zajmie.
- Co pan robi? - Ściągniemy należność.
- Zrujnujecie dom. - Nie, zapewniam.
Nie mam środków, nic nie wskóracie.
- Znalazłem pieniądze. W porządku. - Te pieniądze nie są moje.
Spokojnie!
Łgarz.
- Dzień dobry. - Dla sądu.
Przyszliśmy wnieść skargę.
- W jakiej sprawie? - Oszustwo.
Na jaką kwotę? Może nie warto...
Warto. A jakże.
Bez względu na koszty.
65 tysięcy peset.
Słyszałem o tej świętej i o śmierci jego matki.
To nie usprawiedliwia jego poczynań.
Był bezczelny, manipulował.
Ale nie był zabójcą.
Mówią, że tak.
Dobrze go znałem. Nie był zabójcą.
- Znają państwo oszusta? - Nazywa się Justo Gil.
Pracował dla braci Bofillów, ale... nikt nie wie, gdzie mieszka.
- Ani skąd się wziął. - Ani dokąd zmierza.
Duch?
Uwielbiam historie o duchach.
Tekst: Marta Jurkowlaniec
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.