Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Miał rodzinę?
Miał butelkę
i mały szałas pod Pont Notre-Dame.
Zapłacę za pochówek.
Na więcej i tak nie mógł liczyć.
Dlaczego wysłał pan sobowtóra, doktorze?
Zostałem ostrzeżony, że grozi mi niebezpieczeństwo.
- Przez kogo? - Przez kogoś z pańskiej organizacji.
Proszę podać mi nazwisko, abym mógł mu pogratulować.
Woli pozostać anonimowy.
Oto człowiek bliski memu sercu.
- Woźnica. - Słucham?
Z pewnością coś widział.
Twierdzi, że zatrzymał się tylko raz. Przy la Barriere de Passy.
A celnik?
Ma pan jakieś podejrzenia?
- Cóż, nie jestem policjantem… - Przepadł bez wieści.
Ale obiecuję, że wszystko wyjaśnimy.
Niewielu ma okazję oglądać własne zwłoki.
A jeszcze mniej ma na to ochotę.
Ciekawy typ, prawda?
Może go w czymś umieszczę.
O ile on mnie w czymś nie umieści.
Monsieur, chciałbym zamienić słowo z moim rodakiem.
Sprawdzę, czy zginęli inni znajomi.
To moja wina.
- Zamordowałeś go? - Równie dobrze mogłem to zrobić.
To ja wymyśliłem ten fortel.
Ale pod moim wpływem.
Za to mogę jedynie być wdzięczny, tak jak za całą troskę, którą mi okazałeś.
Wiesz, komu nie ufam?
Lenoirowi.
To on cię ostrzegł.
Jakiż lepszy sposób na ukrycie prawdziwych intencji?
Podejrzewasz kogoś na dworze?
Może jest na usługach Brytyjczyków,
a może to ktoś, kto jest blisko mnie. I chce, bym poniósł porażkę.
Pan…
Adams?
Co o tym sądzisz?
Nie wyobrażam sobie, by miał zniżyć się do takiego barbarzyństwa.
To czyniłoby jego intrygę jeszcze skuteczniejszą.
Zachowaj czujność.
Jesteś jedyną osobą, której mogę ufać.
NADCHODZI WOJNA
DEKLARACJA
NA PODSTAWIE KSIĄŻKI
„WIELKA IMPROWIZACJA” STACY SCHIFF
Wio!
Wio!
Temple!
Marie-Joseph-Paul-Yves- Roch-Gilbert du Motier?
We własnej osobie.
Ktoś chce z panem mówić.
Jesteście bandą idiotów.
- Dlaczego zaraz bandą? - Nie rozmawiam z panem.
Pan dla mnie nie istnieje.
A pan?
Miałem mgliste przeczucie, że należy pan do tych rozsądnych.
Cóż za diabeł skłonił pana do dołączenia do tej idiotycznej eskapady?
- Cóż… - Nie interesuje mnie to!
A co do pana…
Liczyłem, że doświadczenia z pola bitwy
ograniczą pańską naturalną skłonność do idiotyzmów.
Najwyraźniej się myliłem.
Monsieur le Comte, radzę pamiętać,
że zwraca się pan do generała Armii Kontynentalnej.
Zwracam się do irytującej zakały, która nawiedzała mój gabinet miesiącami,
aż nagle postanowiła dokonać inwazji na Anglię z pomocą
bandy na wpół trzeźwych wyrzutków zebranych w dokach Hawru!
Wercyngetoryks pokonał tak Rzymian.
Słucham?
To się mogło udać. Gdyby nas pan nie powstrzymał.
Pamiętam chłopca, który nie tak dawno mnie odwiedził.
Cechował się skromnością
i, przyznaję, rozczulającą naiveté.
Wie pan, co widzę teraz?
Mężczyznę.
Nie.
Widzę kolejnego próżnego głupca, paradującego w jedwabiu
i puszącego się do własnego odbicia w lustrze.
Może się pan teraz zwać Francuzem.
Wercyngetoryks. To był bohater.
Udusili go, czyż nie?
To dla was zabawa, co?
Przyjaciele, znajdziemy inny sposób…
Co w niego wstąpiło?
Przynajmniej nas nie aresztowano.
To czyste szaleństwo.
Zabójcy u bram. Zwłoki w kostnicy.
Nie można nawet opuścić domu i nie zostać zaatakowanym.
Oczywiście chodzi mi o pana.
Bardziej leży mi na sercu odnalezienie wnuka.
Jest z Jacquesem. Służący widzieli ich na drodze.
Dlaczego ich pan nie zatrzymał?
Jak zatrzymać latające ptaki?
Dokąd mogli pojechać?
Tam, gdzie przyniesie największą hańbę swoim rodzicom.
Tracę nadzieję.
Odciąłem go od pieniędzy, ale nie mogę go zmienić.
Obawiam się, że i mnie to dotyczy.
Przyjacielu…
Waham się przed zadaniem tego pytania teraz, ale…
Pańskie płatności.
Jeden człowiek zawsze jest dłużnikiem drugiego człowieka. Tak działa ten świat.
Dlatego musze zapytać, kiedy mogę się spodziewać…
Kongres obiecał, że szybko zajmie się tą sprawą.
Tak, ale…
Czy tak się stało?
Doktorze Franklinie!
Nie mogę powtarzać żonie…
Wiem, że pan tam jest!
Ona zawsze miała nosa do pieniędzy…
Proszę wreszcie wejść!
Żyje pan.
- Przykro mi, że pana rozczarowałem. - Proszę się nie wygłupiać.
Jeszcze mi trzeba, by został pan świętym. Choć to mało prawdopodobne.
Czego pan chce?
Wyrzucają mnie z własnego domu.
Co powiedział?
Coś o klombach…
- Nie ma nic lepszego do roboty? - O co chodzi, panie Adams?
- Nie. - Słucham?
Nie, nie zamierzam negocjować traktatu z Londynem.
To nie jest prośba. To instrukcje, które dostałem bezpośrednio od Kongresu.
Piszą, że „Nie podejmie pan żadnych istotnych kroków
bez konsultowania się z ministrami króla Ludwika”.
Powiadomię hrabiego Vergennesa i zamknę tę sprawę.
- Zdecydowanie radzę tego nie robić. - A to niespodzianka.
Co ma pan na myśli?
Tak bardzo zadziwia pana fakt,
że mógłbym uzyskać korzystne warunki, bez pańskiej magicznej różdżki?
Wręcz przeciwnie,
jestem przekonany, że zagra pan tak, jak chce tego nasz przeciwnik.
To cios poniżej pasa, nawet jak na pana.
Nie zdradzę zaufania i przyjaźni okazanych mi
- przez Francuzów… - Znów ten nonsens.
- By wbić im nóż w plecy! - Sentymentalne urojenia…
Spełnili obietnice! Otworzyli wszystkie drzwi!
Jeszcze trochę i trafi pan na Boston Common!
Pańskie dzieci.
Cóż z nimi?
- Martwi się pan o ich los? - Wątpię w siłę ich charakteru.
Modlę się, by nie osłabło ich oddanie miłosiernemu Bogu.
Bije dla nich moje serce.
Na pańskim miejscu bym to spalił.
Nie przyniesie to nic dobrego.
Bierz pieniądze. Nie chcę kłopotów. Proszę.
To się stanie tak szybko.
Jak śmiesz?
Myślałem, że to on siedzi w powozie. Oszukał nas obu.
Tylko jeden z nas dzierżył ostrze.
Zrobiłem swoje. Nie obwiniaj mnie o spartaczoną robotę.
Co słyszałeś?
- Szukają celnika. - Tak, ale go nie znajdą.
Istnieje lepszy sposób.
Wciąż to powtarzasz, a on nadal tu jest.
- Wymaga trochę więcej czasu. - Nie mam go. Ty też nie.
Adams chce pozbyć się Franklina.
Kongres go popiera.
Staruszek nie zdoła temu zapobiec.
Niech rozerwą się na strzępy, a Anglia na tym skorzysta.
Unikniemy tak kolejnych niepowodzeń.
To lepsze niż zostać złapanym, prawda?
Może będę miał tu przejebane.
Może ty też.
Jeśli tak się stanie, pociągnę cię za sobą.
Trzy kubki, jeden kasztan.
Znajdujesz kasztana i podwajasz kwotę.
Trzy.
Przegrałeś.
Daj jakieś pieniądze.
Nie mam ani grosza.
Zamierzałeś podbić Anglię bez grosza przy duszy.
To nie mnie ojciec wyrzucił na cul.
Nie, ty się w to wpierdoliłeś i boisz się wrócić do domu.
To nie mój dom. Mój dziadek po prostu…
Mieszka tam na koszt moich rodziców.
Do diabła, przypadkiem powiedziałem prawdę.
Co mnie to obchodzi?
Och, mówisz jak duży chłopak.
Ukrywasz coś? Co z ciebie za przyjaciel?
Teraz obaj jesteśmy zwycięzcami.
Do zobaczenia.
Powiem ci coś w tajemnicy. Powiedziała, że jesteś słodki.
- Kto. - Wiesz, o kim mówię.
Odpieprz się!
To nie dziewczyna, do której drzwi puka się bez zapowiedzi.
Nie wiesz, kto jest po drugiej stronie.
Przynajmniej nie będziesz to ty.
Jesteś w dupie i możesz winić tylko siebie.
Wiem, jak to jest.
Możemy iść do St. Roch i znaleźć ci księdza…
albo zrób to, co zrobiłby w twojej sytuacji każdy dżentelmen.
Czyli co?
Chodź, kurczaczku. Pojedziemy na wycieczkę na wieś.
„…oficjalnie ogłosić, że Stany Zjednoczone zamierzają…
oficjalnie ogłosić…”.
Monsieur Adams.
…oficjalnie ogłosić…
Przepraszam.
…oficjalnie ogłosić…
że Stany Zjednoczone…
Mogę prosić, by mówił pan po angielsku?
Nie zrozumiałem ani słowa z tego, co pan powiedział.
Zgodnie z instrukcjami
informuję ministra spraw zagranicznych Charlesa Graviera, comte de Vergennes…
Tak się nazywam.
…że Stany Zjednoczone Ameryki upoważniły mnie, Johna Adamsa z Braintree,
do przystąpienia do negocjacji pokojowych z Wielką Brytanią.
Słucham?
Stany upoważniły mnie…
Słyszałem.
Zamierza pan poinformować wroga, że chce pan skapitulować?
Omówić propozycje pokoju bez warunków wstępnych.
A ja mam przyjąć z aprobatą tę imponującą strategię?
Kongres polecił mi…
Od roku słuchaliśmy w tym gabinecie, jak dr Franklin podkreślał,
że nie wchodzi w grę żaden traktat bez gwarancji waszej niepodległości.
To nie dr Franklin wydał te instrukcje.
To pan ma ostatnie słowo?
Instrukcje pochodzą od Kon…
Spodziewa się pan, że…
…będziemy wam życzyć powodzenia i wycofamy się
bez żadnej rekompensaty za nasze wysiłki?
Wasze wysiłki, sir?
Nawet dziecko odgadłoby wasze intencje.
Nękać Wielką Brytanię,
utrzymywać potęgę Ameryki w ryzach i zapewnić Francji zwycięstwo
w tej rozgrywce narodów.
„Potęgę Ameryki”.
„Potęgę Ameryki”! Na czymże ona polega?
Na opróżnianiu naszego skarbca?
I na ciągłym przegrywaniu?
Chodzi o narzekanie na każdym kroku?
Pański hojny dar złożony z kilku źle dowodzonych statków, żałosnej armii…
Ma pan niezwykły talent do doszukiwania się cudzych wad
i niedostrzegania własnych.
Rozmieśćcie statki wzdłuż wybrzeża.
- Zablokujcie przeciwnika. - A do tego wielki taktyk.
Bez przełamania dominacji na morzach, nic się nie zmieni.
Mam słuchać wykładów tego napuszonego durnia…
Zrozumiałem to.
Proszę posłuchać uważnie.
Nie jestem pochlebcą, który dałby się uwieść pańskiej charyzmie,
tak jak pewien nasz znajomy.
Przybywam tu w interesach i zamierzam zmusić was do dotrzymania warunków.
Jeśli ich nie uszanujecie,
jeśli nie podejmiecie najkorzystniejszych dla nas kroków…
Słucha pan?
Monsieur Adams.
Mogę o coś prosić?
O co?
Czy mógłby pan natychmiast opuścić ten gabinet
i pod żadnym pozorem tu nie wracać?
Wolałbym nigdy więcej z panem nie rozmawiać.
Zapewne jest pan z siebie zadowolony.
Ostrzegałem pana.
Sądzi pan, że nie dostrzegam pańskich sztuczek?
Odradził mi pan dokładnie to…
Dzień dobry.
Dokładnie to, czego się pan po mnie spodziewał.
Skoro jestem tak przewidywalny, dlaczego i tak pan to zrobił?
- By udowodnić, że się pan myli. - Udowodnił pan, że mam rację.
Przynajmniej wyraziłem swoje zdanie.
Ten zwyczaj gwarantuje, że będzie pan budził antypatię.
Oczywiście. To pański główny cel w życiu.
Być lubianym przez wszystkich i pomocnym dla nikogo
poza własnymi celami.
To chyba lepsze niż siać zniszczenie wszędzie, gdzie się jest.
Nie musi pan sobie dłużej zaprzątać mną głowy.
Będę sam za siebie płacił.
Zostawiam pana z kochankami i rozpustnym wnukiem,
gdziekolwiek on jest.
Widziałem pani świąteczny teatrzyk.
Cieszył oko, ale nieszczególnie ubogacał duszę.
Cóż za dziwny człowieczek.
Może istotnie spędziłem tu zbyt wiele czasu jak na to, co udało się osiągnąć.
Tak zdaje się sądzić Kongres.
Powiem panu, co ja sądzę. Spędził pan tu za mało czasu.
„Jeśli mi pani wierzy, najdroższa,
podczas gdy pani wiek rozkwita
w swej zielonej świeżości…
proszę zbierać swą młodość.
Przecież starość sprawi, że kwiat pani piękna zwiędnie”.
To było naprawdę przygnębiające.
Madame?
Przekonuje dziewczynę, by położyła się z nim w sianie, zanim zanadto zbrzydnie.
Ronsard odnosi się do ulotnej natury życia.
- Róża, która rozkwita rankiem… - Proszę się nie łudzić.
Chodzi wyłącznie o rozkładanie nóg.
Madame, pani nieprzewidywalność zawsze nas zachwyca.
Chmury, aniołki, ranne jednorożce,
małe ptaszki schwytane w ręce.
Mężczyzna powie wszystko, byle spędzić noc z kobietą. Nie zgadza się pan?
Sądzę, że…
A przecież wystarczyłoby mówić wprost.
Przecież nie jest tak, że ona nigdy o tym nie myślała.
Madame, nie lubi już pani poezji?
Koty nie miauczą w rymowany sposób, choć rozmnażają się tak skutecznie.
Prawda, Aza?
Chyba czas już na mnie.
Tak, proszę się nie krępować.
Mam obudzić opata?
Proszę go zostawić. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się ksiądz.
Myślałam, że nigdy nie wyjdzie.
Pozwala mu pani tutaj mieszkać.
Może pewnego dnia coś osiągnie, chociaż pewnie nie.
A w międzyczasie zabawnie jest go dręczyć.
Mnie również?
Cóż takiego panu zrobiłam, z wyjątkiem karmienia i pochlebstw?
Od czasu do czasu głaskała mnie pani po policzku.
I do czego nas to doprowadziło?
Do tego stołu, przy którym drzemie obok nas Monsieur l'Abbé,
choć zbliża się już północ.
Późna pora dla starego człowieka.
Może powinienem iść spaść z opatem.
To byłby najpospolitszy skandal.
Myśli pani o czymś innym?
Nie wiem, co ma pan na myśli.
Pański francuski jest bardzo niespodziewany.
Cóż…
Ja idę do swoich komnat. Nie mam pojęcia, co pan zamierza.
Dobranoc.
Niech to! Diabelskie stworzenia.
Wejdź albo zamknij drzwi.
I przestań nękać moje koty.
Będziesz tak stał?
I co?
Zawsze rozbierasz się tak wolno?
Spieszysz się gdzieś?
Mam ograniczoną cierpliwość.
Muszę cię uprzedzić.
Mam łuszczącą się wysypkę,
moje nogi nęka podagra,
a do tego zmagam się z diabelskim kamieniem nerkowym.
Umiesz oczarować kobietę.
Chodź tu, nietknięta różo.
Madame? Madame Brillon?
Słucham?
Powiedziałem tylko, że jestem przekonany, iż pani córka stanowi odbicie
wyrafinowanej natury swej uroczej matki.
Szanowny panie, może moglibyśmy omówić na osobności…
Proszę nam przedstawić swoje warunki, pułkowniku.
Jesteśmy rodziną bankierów.
Łączą nas bliskie związki z dworem.
Posiadamy majątki zarówno w mieście, jak poza nim
i zamierzamy czerpać z nich istotne zyski.
Pańskiej rodzinie brakuje prestiżu.
Śmiem twierdzić, że nadrobiliśmy to. Złotem.
Trzysta arpentów w Burgundii. Oto co wniesie w posagu.
Młyn w Orleanie. Oraz zyski z sześciu gospodarstw w La Manche.
I moje stanowisko w Skarbie Państwa.
Dokładna księgowość byłaby wskazana.
Przybył pan tu kupić nazwisko.
Wydaje mi się, że mamy równowagę.
Proszę ją przyprowadzić.
Mamo. Papo.
Córko.
Oto pułkownik Paris d'Illins.
Bardzo pragnie posłuchać, jak grasz.
Prawdopodobnie wypłynął z Southampton i wylądował w Hawrze.
Doker został zabity mniej więcej o tej porze.
Dlaczego od razu go nie zatrzymaliście?
Brak dowodów. Brak świadków.
Nie pamiętam, bo was to kiedykolwiek powstrzymywało.
Czy pędzel wybiera sobie malarza?
Czy ten człowiek próbował zamordować Franklina?
Możliwe.
Doktora Franklina odwiedzał też niejaki Mr. Williams,
który rzekomo reprezentował brytyjskiego premiera.
Żaden z naszych szpiegów w gabinecie lorda Northa o nim nie słyszał.
Gdzie on teraz przebywa?
Zapewne w Paryżu. Często się przemieszcza.
Ale nietrudno będzie go znaleźć.
To dlaczego pan tego nie robi?
Czy tego pan sobie życzy?
Spędza czas na mordowaniu ludzi.
- Nikogo zbyt ważnego. - A jednak.
Nie każdą zwierzynę trzeba złapać.
Chce pan…
Pozwolić mu zajmować się swoimi drobnymi sprawami.
Będziemy go mieli na oku.
Może się to panu kiedyś przydać.
Nie mogę pozwolić, by dr Franklin został zamordowany.
To rzeczywiście byłby błąd.
Ta rozmowa nigdy nie miała miejsca.
Przez cały ranek jeździłem konno.
Kawy, monsieur Lenoir?
Nie, dziękuję, madame.
Robię się od niej nerwowy.
Dlaczego zawsze pojawia się, kiedy jem śniadanie?
Bo mu na to pozwalasz.
Co o tym sądzisz?
Uważaj, by nie potrzebować go bardziej, niż on potrzebuje ciebie.
Pytanie, Wasza Wysokość, brzmi, w jakich kwestiach Francja może ustąpić,
nie tracąc przy tym godności.
Londyn proponuje, by każda ze stron zachowała zajmowane terytorium
po zakończeniu działań wojennych.
Czy dr. Franklina poinformowano o tej propozycji rozejmu?
Tę kwestię omawiam bezpośrednio… z lordem Northem.
Przypominam hrabiemu, że nasz traktat z Ameryką gwarantuje jej niepodległość.
I będzie niepodległa.
Przynajmniej te obszary, których nie stracili.
Kiedy premier zamierzał mnie poinformować
o tych rozmowach z Londynem?
Nie mam zobowiązań w stosunku do ministra spraw zagranicznych.
Mam obowiązki tylko wobec Jego Wysokości i Francji.
Nie możemy wciąż pożyczać pieniędzy na wojnę, której nie wygrywamy.
Francja dała pokaz siły.
Pora zawrzeć pokój z wrogiem.
Wykonam rozkazy Waszej Wysokości.
Ale…
Potrzebuję rozkazu na piśmie.
Powiedział pan „na piśmie”?
Jeśli Francja ma się wycofać z wojny, Wasza Wysokość musi to podpisać.
Proszę tego nie robić.
Jestem to panu winny.
Za co?
Za sprzeciwienie się pańskiej woli.
Nie byłem przeciwny temu planowi.
Jedynie pośpiechowi w jego realizacji…
I wmieszaniu w niego mojego wnuka.
- Nie mam żadnej wymówki. - Gdzie on jest?
Rozstaliśmy się w Wersalu. Nie widziałem go od tego czasu.
Mam plany wobec tego chłopca, markizie. Rozumie pan?
Z całym szacunkiem, doktorze, nie uważam go za chłopca.
I to nie ja muszę cokolwiek zrozumieć.
Powiedziałby pan, że król pana lubi?
Nie kazał mnie udusić.
Musi pan z nim pomówić.
Potrzeba statków, które zablokują Anglików na morzu, i ludzi do walki na lądzie.
Zanim będzie za późno.
Dlaczego nie poprosi pan comte de Vergennes?
Mój przyjaciel, pan Adams, mocno to utrudnił.
Otworzymy nowy front?
Tak? Zmienimy metody walki?
Ma pan dobre wyczucie w dziedzinie działań wojennych.
Pójdę do niego…
Przekonam go…
A on powierzy mi dowództwo.
Bien sur. Temple wróci. Przekona się pan.
Ja uciekłem od brata i nigdy nie wróciłem.
Miałem 17 lat.
Czyż nie wyszło to panu na dobre?
Ile nas to już kosztowało.
I to nie koniec.
Co by pan sugerował?
Proszę zrzucić winę na Vergennesa.
W końcu to jego bałagan.
A my wyjdziemy z tego nieskazitelnie czyści.
Omówimy to później, hmm?
Szybko! Pan Maurepas.
- Oddycha? - Nie jestem pewien.
Atak serca?
Jest pan pewien? Absolutnie pewien?
Wyjąwszy zmartwychwstanie.
Z całą pewnością nie żyje.
Dobrze.
Nie możemy zmarnować tej szansy.
Czy mam rozumieć, że zostanie pan teraz premierem?
Jeśli Jego Wysokość tak zdecyduje.
Chciałbym jako pierwszy panu pogratulować.
Obaj zostaliśmy uwolnieni od kłopotliwych ingerencji kolegów.
Obawiam się, że nieobecność pana Adamsa może nie być
tak trwała jak nieobecność hrabiego Maurepasa.
W takim razie musimy się spieszyć.
Jeśli zaprosił mnie pan tu po to, bym zaakceptował rozejm,
panie premierze, obawiam się, że będę musiał pana rozczarować.
Jest pan zaskakująco dobrze poinformowany.
To tylko przypuszczenia. Potwierdził je pan.
Rozejm zakończyłby wojnę i wydatki.
Ale nie zagwarantowałby nam niepodległości, a tylko to się liczy.
Dla pana.
Kolejna kampania musi być tą ostatnią. Potem nie będę już mógł panu pomagać.
A ta pomoc miałaby przyjąć postać…
Kolejnych sześciu milionów liwrów, jak sądzę.
Podarunek.
Pożyczka. Ostatnia pożyczka.
Same pieniądze nie pozwolą nam osiągnąć celu.
Muszę pana prosić o…
Okręty liniowe, fregaty i powiedzmy 5000 żołnierzy piechoty?
Pan również jest dobrze poinformowany.
Ja też tylko zgaduję.
Bez nich nie wygramy.
Decyzja należy do króla.
Czy mogę liczyć na to, że poprze pan naszą sprawę?
Od początku mogłem liczyć na pańską przychylność.
Pan Adams jest pięścią, prawda? A pan rękawiczką.
Jean-Jean!
Monsieur Jacques.
Właśnie opróżniałem nocniki.
Oczywiście, mój drogi.
Nikt mnie nie uprzedził. Dom nie jest gotowy.
Nie przejmuj się, Jean-Jean.
Przyjechaliśmy cieszyć się prostymi przyjemnościami wsi.
Odetchnąć świeżym powietrzem. Spotkać się z dobrymi chrześcijanami…
I… Co zamierzamy tu robić?
Pieprzyć się i zabijać!
Pieprzyć się i zabijać!
Nie słuchaj go. Nie ma za grosz manier.
Zamknijcie się!
Przedstawiam mademoiselle Odette Caillot z Comédie-Italienne.
- Proszę pana. - Ależ to żaden pan, to Jean-Jean.
Chcę, żebyś kogoś poznał. Gdzie Temple?
Temple!
- Hej! - Hej!
Temple!
No chodź, Temple!
Jean-Jean, wiesz, kogo masz przed sobą?
Młodego panicza?
Amerykanina. Wiesz, co to takiego?
To jakiś rodzaj Turka?
Wolny człowiek. Nie ma nad sobą pana!
Jego życie i los należą do niego!
Powiedz coś po amerykańsku.
Dajcie mi wolność albo śmierć.
Co o tym sądzisz?
Bardzo słusznie, jak sądzę.
Dajcie mi wolność! Albo śmierć!
Wolność albo śmierć!
Pójść go poszukać?
Dlaczego? Też jesteś jego służącym?
Jacques. Jacques!
Czego chcesz?
Zaczyna się polowanie.
Ja już coś złowiłem. Myślałem, że to łania, ale to kotka.
Miau.
Przyjaciele dochowują tajemnic, prawda?
Naprzód!
Mój sztylet!
Proszę, panie.
Czyń honory.
Prosto w serce!
Nie rozumiesz. Jeleń chce zostać zabity.
Nie tak to wyglądało.
To tak jak z kobietą.
Musisz ją ścigać. Inaczej traci to sens.
A potem lanca!
Czyż nie, najdroższa?
Z tobą to raczej mieczyk.
Panie i panowie,
jesteście najbardziej żałosną bandą kanalii i kurewek,
jaką miałem nieszczęście spotkać.
Odstręczacie mnie i życzę wam wszystkim solidnej dawki rzeżączki.
Też cię nienawidzimy!
Nie mogę znieść waszej obecności
i któreś z was musi mnie zabawić! Natychmiast!
Piosenka!
- Piosenka! - Afrykańska księżniczka!
Niech zaśpiewa Afrykanka!
Nie jest Afrykanką, żałosne kanalie!
To klejnot Comédie-Italienne.
A jeśli chcecie ją usłyszeć, musicie o to błagać.
- Prawda? - Przestań.
To tylko zabawa, aniołku.
Niech usłyszy, jak błagacie.
Ciemnoskóra bogini…
Mroczna Wenus…
Śniada Amazonko…
- Podbij nas! - Podbij nas!
Widzisz? Wielbią cię.
Tak jak ja.
Gdy ukochany się do mnie zaleca
Cierpi, wzdycha i szlocha
I całymi dniami opowiada mi
O swoich potwornych katuszach
Och, gdyby inaczej spędzał czas
Radośniejszą byłabym dziewczyną
Czekam, aż zadośćuczyni…
Jesteśmy przecież na wsi.
Musicie wiedzieć, że kobiety…
„to niebezpieczne lustro”…
Nie może pani wracać do Paryża w środku nocy.
Lepsze to niż zostać tutaj.
Może pani zginąć.
Kolejny dżentelmen, który chce mi pomóc.
Nie jestem dżentelmenem.
To kim pan jest?
Co pan tu właściwie robi?
Nie wiem. Ja…
Chyba uciekam z domu.
- Co to jest „home”? - Miejsce, gdzie jest się u siebie.
Alors, gdzie jest pański dom?
Tak naprawdę nigdzie.
Ma go pan za przyjaciela?
On nie ma przyjaciół.
Ma ludzi, których czaruje, od których pożycza pieniądze,
albo których z rozkoszą poniża.
Gdy nie może nic więcej z pana wycisnąć albo gdy się znudzi,
nie będzie pamiętał, kim pan jest.
To dlaczego pani z nim jest?
A jak pan sądzi?
Daje pani klejnoty? Kupione za pieniądze swojego ojca?
A co pan ma do zaoferowania?
Tytuł? Majątek? Diamentową bransoletkę?
Czym zamierza mnie pan olśnić?
Niczym. Nie mam niczego.
Uderzyłem Jacquesa w twarz.
Dlaczego?
Bo nikt nie powinien tak pani traktować.
Odette, mój skarbie… Wracaj na przyjęcie!
Zgoda.
Zaraz? Co?
Powiedziałam: „Zgoda”.
Odette. Odette!
- Mademoiselle Odette. Przysięgam… - Przestań mówić.
Przepraszam.
Jean-Jean.
Jean-Jean.
Proszę pana?
- Gdzie są wszyscy? - Wyjechali.
- Co? - Wyjechali. Wiele godzin temu.
Mały Gówniarz i jego znajomi.
Jak mam wrócić?
Do Paryża?
- No proszę. - Któż to taki.
Myśleliśmy, że już nas nie kochasz.
To już przeszłość.
Czemu cuchniesz starymi ziemniakami?
Gdzie Gilbert? Co się dzieje?
Nie wiesz?
Niech żyje Ameryka!
Wypływamy do Wirginii za dwa tygodnie.
Tym razem naprawdę. Z 7000 ludzi i za zgodą króla.
Choć ten powierzył dowództwo Rochambeau.
- Jest najbardziej doświadczony. - Szlachetny pan.
Będziemy mieli co robić.
Dawniej był zabawniejszy, prawda?
A ty, przyjacielu?
Co ze mną?
Pogodzisz się z dziadkiem i do nas dołączysz?
Wszyscy czterej. Razem.
Nie będziemy się nudzić.
- Co powiedziałeś? - Załatwię ci przydział.
Pogodzić się z dziadkiem?
Co robimy? Za stare czasy?
Skąd wiesz, co myśli o mnie dziadek?
- Rozmawiałem z nim. - O mnie?
Uważasz, że wiesz, co powinienem zrobić?
- Przyjacielu, chciałem tylko… - Niby dlaczego?
Dlatego, że Washington zrobił z ciebie maskotkę?
Ale nie powierzyli ci armii.
Jak sądzisz, dlaczego?
- Uważaj… - Bo co?
Dużo gadasz, ale nigdy nic nie robisz.
- Ależ zrobię. W tej chwili. - Śmiało!
Hej!
Co się z tobą dzieje?
Ze mną? To nie ja uciekam na jakąś wojnę, z którą nie mam nic wspólnego!
Zostaję tutaj. Znalazłem tu kogoś!
Idźcie do diabła.
Co robisz?
Porządkuję twoje papiery.
Nie ma potrzeby.
Już zacząłem.
Wypiłem sporo porto.
Nie służy ci to.
Tłumi podagrę.
Pogłębia ją.
Na coś trzeba umrzeć. Dlaczego nie na to?
Zamierzasz tu dziś zostać?
Przydałyby się solidne kopie.
Zaczekaj do rana.
Zrobię to teraz.
Dwie kopie?
Zgadza się.
Jedną po angielsku.
A drugą po francusku.
NAPISY: MARIA ZAWADZKA-STRĄCZEK
www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.