Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
27 do 00. Zawieja, zgłoś się.
27 do 00. Zawieja, zgłoś się.
27 do 00. Zawieja?
27 do 00. Zawieja, zgłoś się.
27 do 00, Zawieja!
Tu Zawieja, zgłaszam się.
Siódma rano jest. Łódeczkę będziemy potrzebować.
Przepraszam. Już płynę.
Pobudka!
Wstajemy!
Hania, wstań.
Ubranie masz na łóżku.
Hania, śniadanie!
Już się ubiera.
Proszę.
Dziękuję.
Wiesz, że ona nie chce wstawać bez ciebie?
Przepraszam, zasnęłam na łodzi.
- Cześć, dziadku! - Cześć, Haneczko. Siadaj, jedz śniadanko.
Masz tutaj mleko.
A potem cię dziadziuś zawiezie do przedszkola.
Ale ja chcę, żeby mama mnie zawiozła.
Dobra, i tak wodą będzie szybciej.
A zdążysz na prokuraturę?
Tak.
- Dzisiaj pójdziemy do domu? - Tak.
A jak nie zdążę po ciebie przyjechać, to przyjdzie dziadek. Dobra? Pa.
Przepraszam za spóźnienie.
Niestety nie mam dobrych wieści.
Umarzamy sprawę pani męża.
Mój syn został zamordowany,
tropiąc dla was handlarzy ludźmi.
A wy po pół roku umarzacie sprawę?
Nie ma dowodów na obecność drugiej osoby w łodzi.
Gówno prawda.
Śmierć policjanta to ostatnia rzecz, jaką byśmy zlekceważyli. Naprawdę.
To znaczy, że co?
Że mój mąż się zabił?
Takie będzie oficjalne stanowisko.
Pierdolcie się!
Współczuję.
Pani? Czego?
38 do 00, przejdź na 11.
38 do 00, przejdź na 11.
Kawki?
Zimna. Taka, jak lubisz.
Nie, dzięki.
Jak poszło?
Aha, czyli nie poszło.
Uwaga, zgłoszenie.
W centrum znaleziono ciało mężczyzny. Bezdomny, brak dowodu.
Dobra. Zgłoś, że jedziemy.
Kurwa, Zawieja, krawężniki nie mogą się wykazać?
Młodszy aspirant Trepa, starszy aspirant Zawieja, jedziemy.
- Cześć. - Cześć.
Jaka sytuacja?
Dobra, sytuacja jest taka...
Smród. Facet zalał pałę, zasnął, zamarzł.
Od dwóch dni tu leży i pięknie pachnie.
Zawijamy się czy zostajemy tutaj i będziemy za nich wypełniać papiery?
- Kto go znalazł? - Ten koleżka tam na ławce.
Okej.
Czyli wypełniamy papiery.
Aspirant Katarzyna Zawieja.
Co tam zbierasz?
Puszk. A co mam zbierać?
Po śmietnikach różnych.
Pokaż ręce.
- Skąd ta krew? - Ma pani fajkę?
Trepa, daj papierosa i technika...
Ja nic nie zrobiłem!
Puść mnie!
- Nic nie zrobiłem, naprawdę! - Dobra, dawaj go. Ręka.
Wstajesz.
- Puśćcie mnie, nic nie zrobiłem. - To po chuj uciekałeś?
Gdzie uwaliłeś ręce?
- Nie wiem, po śmietnikach. - To pokaż, kurwa. Chodź.
Tam.
- W śmietniku. - Zabierz go do radiowozu,
niech zabezpieczą ślady. Idę zobaczyć.
- Jesteś pewna? - Wykonać.
No dobra.
...zamarznięty bezdomny. Zawieja chciała tam jechać.
- Co miałem zrobić? - Dzień dobry.
Dobry.
Po krótkiej, ale intensywnej przebieżce za wyjątkowo szybkim bezdomnym...
zabezpieczyliśmy śmietnik.
Zawartość torby to pępowina oraz łożysko.
Do porodu doszło nie dalej niż wczoraj.
- Łożysko było czymś uwalone. Co to? - Technicy mówią, że snopówka.
- Karma dla dziczyzny. - Zawieja, jakieś przemyślenia?
Myślę, że dziecko żyje. Inaczej byłoby w reklamówce.
Jeżeli poród nastąpił w lesie,
a łożysko znaleźliśmy w centrum, to trzeba szukać po melinach.
Pierdolone miasto.
Aha. To może ja jednak poproszę panią aspirant do siebie.
Przypominam. Widzimy się wieczorem
w galowych, kurwa, mundurach w filharmonii, tak?
Tak jest.
Proszę.
Chcesz parę dni wolnego? Nie ma sprawy.
Byłam na prokuraturze. Nie akceptuję tego wyroku.
Słuchaj.
Wojtek popełnił samobójstwo.
Musisz się z tym pogodzić. Sprawa jest zamknięta.
Koniec z wypożyczaniem policyjnej łodzi i przesiadywaniem na środku jeziora.
Koniec. Zrozumiałaś?
Nie oczekujemy, że będziesz pracować.
Wracaj do domu, posiedź z córką.
- Zajmij się nią. - Siedzenie w domu nie pomoże.
Ja chcę pracować. Poradzę sobie.
Trzymaj się sprawy ze śmietnikiem. Sprawdź meliny,
znajdź matkę i to dziecko. Zgłoś to opiece społecznej.
I widzę cię w filharmonii.
Tak jest.
- No i jak? - No kurwa, a jak myślisz?
Mam się skupić na śmietniku i skończyć sprawę.
Ja pierdolę! Nie mam siły na szukanie noworodka po melinach.
Dobra.
Przyciśnijmy laboratorium o wyniki. Muszę jechać po Hanię,
bo miałam ją dzisiaj zabrać do domu. Możesz za mnie dokończyć papiery?
- Z wielką, kurwa, przyjemnością. - Dzięki, partnerze.
Proszę.
Trepa, zbiór melinek.
Te przejrzane, te jeszcze dla ciebie.
Iwan!
No chodź!
To co, jedziemy do domu?
No tak, tak. Jedziemy. Założysz buciki, kurteczkę. Dobra?
I pójdziesz się jeszcze pobawić z Iwanem.
Zabrakło...?
Krepiny.
Dobra, kupię.
Znaleźliśmy łożysko w centrum.
No i co z tego?
Pokażę ci coś.
To było przy łożysku. Trawa z solą.
Snopówka.
Tym się karmi jelenie w rezerwatach. To było w centrum?
Słuchaj. Mój syn...
sam sobie w łeb nie strzelił.
- Mówię to jako były glina. - Czekaj. Nie wiem, gdzie jest mała.
Hania!
Hania!
Hania, gdzie ty wlazłaś? Nie można tu wchodzić.
Chciałam umyć łódkę taty.
Patrz, jaka ładna kaczka tam jest.
Taka... tam, o. Która ma brzuszek biały.
- Widzę. - Ładnie płynie.
Jak malusieńki, tyci statek.
Zawieja? Prewencja dalej czesze meliny,
ale wędkarze zgłosili, że w rzece jest trup młodej kobiety.
- Zainteresowana? - Dobra.
Będę w porcie.
To ja zostanę z dziadkiem.
- Tam po lewej! - Tam?
Tak jest! Tam.
Dobra, chyba jest, nie?
- Chyba z lewej, podpłyniesz? - Jasne.
No dobra, to dzwonię, nie?
No cześć, Trepa z Miejskiej.
Wyspa Zielona, dalba 6.
Mamy trupa. Świeżak.
Naprzeciwko starej koksowni.
Dobra.
Ciekawe, skąd ona się tu wzięła.
Cofka była.
- Orzeszka? - Dzięki.
Była w ciąży.
Snopówka. To samo co na łożysku znalezionym w śmietniku.
Zabezpiecz mi to. Dzięki.
- Potrzebujemy więcej ludzi. - Po co? Dla jednego trupa?
Szukamy noworodka.
Martwego pewnie.
Hej, ludzie!
- Tutaj! - Płyniemy.
To jej.
No cześć, znowu Trepa z Miejskiej.
Potrzebujemy kogoś do zabezpieczenia dowodów.
Jesteśmy na terenie starej koksowni.
Dobra. Czekamy.
Trepa.
Jakaś psychiatra Magda Kosińska.
Córka prokuratora okręgowego Michała Strzeleckiego.
O kurwa.
- Zadzwoń do szefa. - Teraz nie odbierze.
Skąd wiesz, że to moja córka?
Znaleźliśmy kurtkę z dokumentami.
To nic nie znaczy.
Ciało widziałaś?
Tak.
Gdzie?
Wyspa Zielona naprzeciwko starej koksowni.
Niemożliwe.
Michał? Michał!
Co się dzieje?
Michał!
- Co się dzieje? Coś z Magdą? Michał! - Weź płaszcz.
Miała być prosta sprawa.
A mamy morderstwo córki prokuratora okręgowego
i zaginięcie jego nowonarodzonej wnuczki. Kurwa.
Gruba sprawa. Strzelecki nie da nam spokoju.
Będzie nam cały czas patrzył na ręce.
Dobra.
Jedź do domu, ja się tym zajmę.
Nie.
Przydzieliłeś mi tę sprawę. Kazałeś skończyć, to ją skończę.
Nie chcę przeszkadzać, ale właśnie przyszedł mąż ofiary
i chce zgłosić zaginięcie żony.
To tyle.
To jak?
Okej.
Dobra, idź go przesłuchać. Tylko nie mów mu o ciele.
Ja tu zostaję.
Czyje zaginięcie chce pan zgłosić?
Żony.
Żony. Czyli? Imię, nazwisko?
Magdy Kosińskiej. Mówiłem już.
Kiedy żona zaginęła?
Wczora. Wczoraj w nocy.
Co pan robił w dniu zaginięcia?
No... Byłem w pracy.
A wieczorem spotkałem się z przyjacielem.
- Z przyjacielem. - Jak przyjaciel ma na imię i nazwisko?
Konrad Janas.
Czym się zajmuje pan Konrad Janas?
Ale co to ma wspólnego z zaginięciem mojej żony?
Konrad Janas...
jest kapitanem żeglugi morskiej.
A jak pan stwierdził zaginięcie żony?
Po prostu nie odbierała telefonu, nie mieliśmy kontaktu.
Mieszkała u... Znaczy spała...
u przyjaciółki.
Zresztą siostry Konrada Janasa.
Adres tego mieszkania?
Rugiańska 3/68.
Dobra.
To sprawdźcie alibi pana Kosińskiego.
No i trzeba mu powiedzieć.
Aspirant Katarzyna Zawieja.
Niestety mam złe informacje.
Znaleźliśmy dzisiaj ciało Magdy Kosińskiej.
Prowadzimy śledztwo w tej sprawie. Musi pan zostać i...
naczelnik pana przesłucha. Bardzo mi przykro.
A gdzie znaleźliście?
Halo?
Gdzie znaleźliście?
Orzeszka?
- Nie, dzięki. - Co ty o tym wszystkim myślisz?
O czym?
O tej sprawie.
Nie wiem. Nie wiem jeszcze.
Pojebany świat, co?
Pojebany.
Dobra, daj jednego orzeszka.
Tak z ręki?
Daj.
Niesłone! Tobie to smakuje?
To nie ma smakować. To ma być zdrowe.
Ja pierdolę.
- Dobry wieczór. Konrad Janas? - Tak.
Aspirant Zawieja, młodszy aspirant Trepa.
A pani?
- Mirosława Janas. - Pani jest...?
- Matką Konrada. - Dobrze.
Widział się pan wczoraj wieczorem z Marcinem Kosińskim?
- Tak, widzieliśmy się. - O której godzinie?
Nie wiem, między 22.00 a 1.00 w nocy. Wypiliśmy parę kolejek. A czemu pani pyta?
Dobrze się znacie?
Dorastaliśmy na jednej ulicy. A o co chodzi?
Czy wie pan, że nie mieszkał z żoną?
Dowiedziałem się wczoraj, że przeprowadziła się do mojej siostry...
To córka pani? Gdzie teraz przebywa?
W pracy. Ale może mi pani powiedzieć, o co chodzi?
Muszę zawiadomić, że Magdalena Kosińska nie żyje.
Prowadzimy śledztwo w tej sprawie.
O Boże.
Musimy zabrać państwa na komisariat
celem zaprotokołowania zeznań.
Alibi męża się zgadza.
Chodzili z Konradem Janasem i pili po knajpach do północy.
- Może dłużej. - Mógł w międzyczasie zabić żonę
i wrzucić jej ciało do rzeki.
Może.
Wiemy, że Magda mieszkała u przyjaciółki, Anki Janas.
Trzeba sprawdzić mieszkanie.
Anka pracuje w hotelu pod miastem.
- Trepa jedzie po nią. - Widzimy się w mieszkaniu Janas.
Na następne poproszę.
Cześć. Wysłałam ci zdjęcie podejrzanego.
Przejdź się po sąsiadach. Zapytaj, czy ktoś go nie kojarzy.
Cześć. Jakieś ślady włamania, coś?
Nie, zamknięte po bożemu.
Słyszałem o umorzeniu.
- Przykro mi. - Dzięki.
To tak, jak mówię. Przejdzie się pani po mieszkaniu,
sprawdzi, czy czegoś nie brakuje,
czy coś się zmieniło.
Każdy detal jest ważny, więc proszę się skupić.
Mówiła coś, jak jechaliście?
Że w czwartek widziała się z Kosińską ostatni raz,
a wczoraj w nocy dostała od niej głuchy telefon.
- Chyba okej, nic się nie zmieniło. - Tak? No to pięknie.
Zapraszam.
Przejdę się z panią po mieszkaniu. Proszę powiedzieć, gdzie Magda spała.
Tutaj.
Jest szansa na tych płetwonurków czy nie?
A sonary?
Kiedy? Aha.
Dobra. Szukamy...
noworodka w rzece.
Długo się znałyście?
Całe życie.
Magda odeszła od męża?
- Mieli trudny czas. - Dlatego tu spała?
Wyszła z domu bez dokumentów?
Musiało się jej spieszyć.
A to? Co to była za płyta?
Gdzie może być?
Wiesz, kto ją przysłał?
Grzesiu, chodź.
A kwiaty dla pani czy Kosińskiej?
Dla Magdy.
- Zapraszam ze mną do salonu, tak? - Sławek!
Zrób mi jeszcze zdjęcie tych kwiatów i tych zdjęć tutaj.
Dobra.
Co ty myślisz o tym Kosińskim?
On jest najbardziej podejrzany. Pijany wszczął awanturę.
Pobił ją i wrzucił do kanału.
Gotowe!
Trochę za wcześnie na takie wnioski.
- Jak myślisz? - Krew.
Więc tak. Sąsiadka rozpoznała delikwenta.
Mówi, że nalany był. Awanturował się na korytarzu.
Dzięki.
Poznaliśmy się w szkole, bo on... pochodził z takiego...
patologicznego domu. Jego ojciec chlał.
Bił go czasami i...
Śmiali się z niego w szkole. Wstawiłem się za nim parę razy.
Byłam gospodynią u Strzeleckiego.
Mieszkałam u nich w suterenie
z dziećmi... z Anką i z Konradem.
Przyprowadziłem go kiedyś do nas i tak poznał Magdę.
Mamy coś?
Cały czas trzepiemy, ale... chodź. Najlepsze jest z tyłu.
Zawsze był taki trochę nieogarnięty, taki dziki.
Ale to dobry chłopak.
Magda bardzo go kochała.
On traktował ją jak księżniczkę.
Wszyscy ją tak traktowaliśmy. Inteligentna, piękna...
Ale problemem był ojciec.
- Strzelecki go nie znosił. - Dlaczego?
- To prokurator. - Marcin był niegodny jego córki, tak?
Za wysokie progi.
Jak się spotkaliśmy, to dziwnie się zachowywał.
Był strasznie nerwowy.
Dowiedziałem się tylko tyle, że Magda wyprowadziła się do Ani.
Z tego, co zrozumiałem, to chyba czegoś się... bała.
- Marcina? - Nie wiem.
Czy według pani Marcin Kosiński byłby w stanie
zamordować Magdę?
To co?
Musimy cię zatrzymać do dalszych wyjaśnień.
- Chłopaki, odprowadźcie pana. - Ale dlaczego?
To dobry człowiek. Nigdy nie widziałem,
żeby na nią podniósł głos. Tak proszę napisać.
- Ej! - Stój!
Ucieka! Łap go!
- Stać! - Stój, kurwa!
Zatrzymaj się!
Stój! Leżeć!
- Za co?! - Dobra.
- Kurwa! - Ruchy, spokój!
Ej. Marcin.
Konrad, pomóż mi, błagam cię. Pomóż mi, kurwa!
- Co się stało? - Zatrzymany do wyjaśnienia.
To jest, kurwa, paranoja.
Czy pani myśli, że ją zabiłem?
I może, kurwa, dziecko też zabiłem?
Wyjąłem z brzucha, kurwa, i utopiłem, tak?
Okej, okej.
Ja tu po prostu posiedzę.
I to, co powiem, zostanie użyte przeciwko mnie.
Tak?
Kurwa.
Kurwa mać, niech pani mi pomoże!
Niech pani mi pomoże...
Wy jesteście pojebani wszyscy, kurwa!
- No hej. - Gdzie jesteś?
Ja na dzisiaj skończyłam.
- Jak tam mała? - Śpi już.
No dobra, to ja niebawem będę.
O krepinie dla Hani pamiętałaś?
Tak.
- Potrzebujesz coś z miasta? - Przyjeżdżaj.
Dobry wieczór. Ma pani może krepinę?
Tak, zaraz coś znajdę.
Takie kolory.
Jeszcze to mleko dla dziecka.
- To na dole? - To początkowe.
- Proszę. Zapakować? - Nie, dziękuję. Dobranoc.
Dobranoc.
Trepa?
- Co tam? - Dziecko Kosińskiej żyje.
- Ktoś je nakarmił. - Skąd ta pewność?
To w śmietniku to była puszka po mleku.
- Co robimy? - Laboratorium ma to potwierdzić.
- A ty co? Do domu? - Nie.
- Ja wracam nad rzekę. - W kontakcie.
Pa.
I jak?
To jest puszka po mleku dla niemowląt.
No. Czyli ktoś musi mieć to dziecko.
Dobra, a możesz mi powiedzieć,
po co ktoś miałby przetrzymywać tak małe dziecko?
Prokurator zamyka ludzi. Ktoś się mści albo chce go szantażować.
To nie zbrodnia małżeńska.
- No nie wiem. - Ja wiem.
Trepa, chcę znaleźć to dziecko.
Jeżeli jest cień szansy, że ono żyje, musisz mi pomóc.
- Rozumiesz? - Weź się prześpij.
Poczekamy na wynik sekcji i zdecydujemy, co dalej.
- Pa. - Dobra.
Prokuratorze, czy to pana córka nie żyje? To pana córkę wyłowiono z rzeki?
- Prokuratorze, jedno zdanie. - Panie prokuratorze!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.