All language subtitles for Les.Complices.2023.FRENCH.1080p.WEB.H264-FW

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Przestraszył mnie pan!

Nie słyszałam, jak pan wchodzi.

Zaraz. Na pewno nie żyje?

Tak.

Ma pani...

Wyobraża pan sobie, co by było, gdyby wszedł ktoś z obsługi hotelu?

Paulo, to ja.

Na grillu byli nieproszeni goście. Mógłbyś posprzątać?

Dzięki.

KILLING BLUES

Normalne, że się wkurzasz. To nic poważnego?

Lekarz mówi, że to ma związek z nerwem błędnym.

Ze wstrząsem emocjonalnym.

To przez rozstanie z Marianne.

- Wcale nie. - A jednak.

- Co ona o tym myśli? - Nie powiedziałem jej.

Myśli tylko o przeprowadzce do Kanady.

Straciłeś apetyt?

Powiedzmy.

Nie mogę pracować.

Nie mam prawa do zasiłku. Trochę mnie to martwi.

Mogę?

I tak już wziąłeś.

Biedak...

Nie zaproponuję ci pracy, bo nie nadajesz się do sprzątania.

Mógłbyś zmienić metody.

Skoro mdlejesz na widok krwi, wróć do roboty ręcznej.

W starym stylu.

Nigdy nie byłem w tym dobry. I zaczyna mi dokuczać artretyzm.

Co powiesz Wydrze?

Nic nie powiem.

Schrzaniłem. Dzięki, że posprzątałeś. To miło.

Nie ma za co.

Nie będę brał nowych kontraktów.

Po jakimś czasie o mnie zapomną.

Dzień dobry! Jesteśmy nowymi sąsiadami!

To crémant. Z Alzacji.

Okej.

Wielki dom...

- To crémant z Alzacji. - Słyszałem.

Potrzebujecie czegoś?

Nie, chcieliśmy tylko się przedstawić, pogadać...

Zapoznajemy się z sąsiadami.

To wszystko.

Wziął butelkę crémant i nie podziękował!

Ładny dom.

Chodź, Karim!

- Super. - Przestań!

Z zewnątrz wydaje się o wiele mniejszy.

- Cześć wszystkim! - Cześć, Karim.

Dobra...

Zaczynamy. Powodzenia! Udanego dnia!

Wykończysz mnie.

Dlaczego?

Jesteśmy jak niewolnicy w ładowni statku.

Wiosłujemy do upadłego, a ty się śmiejesz.

Nie śmieję się,

ale skoro nie mamy wyboru, mogę wiosłować z radością.

Prawda?

Jasne, wiosłuj z radością.

Oszalał.

Panie Thibault! Michel Martin z Cogefact.

Pamięta mnie pan?

Tak, wszystko w porządku. Jak się miewa pani Thibault?

Brakuje mi dwóch papierów:

potwierdzenia wypisu i dowodu wysyłki,

o ile wystosowano prośbę o zwrot.

Cogefact bardzo dziękuje za telefon.

- Wszystko w porządku? - Tak.

Wolisz kurczaka po baskijsku czy nadziewane pomidory?

Może być kurczak.

Dzięki.

Czemu muszę za tobą ganiać, Stéphanie?

Przerwa jest o 13.00, nie za pięć.

Smacznego.

Dzięki.

Cholerna szmata jebana.

Wiesz, co chciałabym zrobić?

Wrzucić ją do szamba z kolcami na dnie

i patrzeć, jak cierpi, wykrwawiając się na śmierć.

Potem wydłubałabym jej oczy

i rozdeptała powoli klapkami, aż by pękły.

Nie wiem, czy to jest normalne.

Mnie to odpręża.

Szefostwo ma gdzieś, co myślisz i czujesz.

Tak ich wytresowano.

A my boimy się utraty pracy.

Tak wytresowano nas. Nic na to nie poradzimy.

Coś możemy zrobić.

Cześć, Karim.

- Cześć, Jacques-Yves. - Kim jest ten pieprzony Thibault?

Jest niewypłacalny.

Wycofaj ofertę. Muszę coś sprzedać.

Oczywiście.

Szczekających odsyłaj do mnie.

- Tak zrobię. - Super.

Co miałem zrobić, rzucić się na niego?

Dzień dobry, nie ma mnie, oddzwonię.

Max, to ja.

Wpadnę po swoje rzeczy.

Będziesz w domu?

U siebie, dziś wieczorem.

Oddzwoń.

Cieknie z lodówki.

Myślałam, że nie wyjdziemy.

- Nie przesadzaj. - Ja?

Nie jestem twardzielem, o którym marzyłaś.

- Co? - Przyjaźnię się ze sklepikarzami.

Wydaje ci się!

Rozładowałeś ciężarówkę owoców, żeby podlizać się komuś,

kogo więcej nie zobaczysz!

I nie marzę o twardzielu.

- A o czym? - O niczym!

Robię obiad dla Odile,

którą zaprosiłeś, żeby udowodnić mi,

jak fajnie jest przeludniać planetę, płodząc bachory.

Kiedy wyjeżdżasz?

Pod koniec miesiąca. Przeszkadza ci to?

Niby dlaczego?

Zmieniam pracę.

Nie wiedziałam.

Wszystko jest możliwe.

Za późno.

- Co? - Nic.

Za późno?

Wiedziałaś, czym się zajmuję, ale mnie pokochałaś.

Nie chodzi o miłość.

Nie da się żyć z kimś, kto wraca do domu z krwią na kołnierzyku

albo przynosi ludzkie ucho w kieszeni.

Ucho przyniosłem tylko raz.

Wydawało mi się, że przy mnie staniesz się lepszy.

Ale stałeś się gorszy. Zimny...

jak lodówka.

Albo jak pingwin.

Rozumiem. Zimny.

A ja byłam jak ten stół, pleśniejący na podłodze.

To dobry stół.

Wcale nie pleśnieje.

Będziemy musieli sprzedać dom.

Dzwoniłam do eksperta, który go wyceni.

Przykro mi.

To normalne. Nie ma problemu.

- Idziesz? - Jasne.

Dobry wieczór. Przepraszam, ale siostra mojej żony

zaczyna rodzić. Niespodziewanie. Nie mamy auta.

Jeśli będziemy czekać na karetkę, urodzi w salonie.

- Jasne, ale nie. - Dziękuję.

Chyba żartujesz.

Miło, że nas pan pan podwozi.

Odile, prawda, że pan jest bardzo miły?

Wzruszyliśmy się. Dziękujemy!

Podobno ludzie już sobie nie pomagają, ale jest inaczej,

nawet jeśli nie mówią "dziękuję".

Nie będziemy przeszkadzać, żeby nie przegapił pan skrętu.

I żeby Odile nie urodziła w aucie.

Nie wierzę. Będę wujkiem.

Nie wiem, czy kiedykolwiek zostanę ojcem...

Stéphanie nie chce rodzić dziecka w tym gównianym świecie.

Zanudzam pana swoimi problemami.

Pan pewnie też ich wiele ma.

A jeśli będzie rodziła trzy dni?

To chyba niemożliwe?

Może ma wąską miednicę.

To normalne się martwić.

Wszystko będzie dobrze.

Nie martwię się. Chcę wrócić do domu.

To chłopiec!

Lino Jacques Karim! Dała mu imię po tobie!

Możemy ruszać.

Kołnierzyk się przekrzywił.

Karim prosił, bym podziękowała panu za Odile.

Dobra.

Nie ma za co. Remont?

Mały.

Gdzie pan pracuje?

Nie mam pracy.

Jest pan bogaty? Kapitalista?

Utrzymuje pana żona?

Nie jestem bogaty i nie mam już żony.

Przepraszam, nie wiedziałam.

I straciłem pracę.

Cogefact szuka sprzedawców.

Nie trzeba.

Cogefact panu nie odpowiada?

Zająłby pan czymś myśli. Wygląda pan na zdołowanego.

Za każdym razem czuję pulsujący ból.

Nic nie pomaga.

Wkurzające... Boli jak diabli.

A co u ciebie?

Zaczynają się problemy finansowe.

Powinienem zmienić zawód.

To znaczy?

Muszę zmienić pracę.

Jedna firma szuka pracowników.

Cogefact. Nieruchomości.

Jak się tam dostaniesz?

Pójdę na rozmowę.

Ty? Na rozmowę?

Kiepski pomysł, przyjacielu.

Dlaczego tak uważasz?

Co za ból...

Paulo? Dlaczego to zły pomysł?

Muszę przestać łowić ryby, boli.

Czemu to zły pomysł?

Masz wiele różnych umiejętności,

ale rozmawianie z ludźmi nie jest jedną z nich.

Kogo obchodzi, jakiej słucham muzyki?

Nie musi pan być chamski.

Nie wiem, to zależy... Bashunga.

Pracował pan kiedyś w ochronie?

Jakie kompetencje pan zdobył w tej dziedzinie?

To znaczy?

Jakie ma pan kompetencje, związane z tą funkcją?

Zimną krew.

- Umiem zachować zimną krew. - Nie szukają treserów tygrysów.

Nie jest aż tak źle.

- Co mam powiedzieć? - Że jest pan produktywny.

Dobra.

Przedstawimy panu listę przymiotników, a pan powie,

jak określiłyby pana w miejscu pracy.

Ma pan trzy możliwości.

Pierwsza - mniej więcej.

Druga - ani trochę.

I trzecia - cały pan.

Okej.

- Produktywny? - No.

Jakie "no"?

- Pasuje. - Nie...

- Naprowadzasz go. - Nie naprowadzam.

Trzeba trzymać się zasad.

Produktywny?

To cały ja.

Świetnie.

Jakie umiejętności pan zyskał w poprzednim zawodzie,

które mogą nam się przydać w Cogefact?

Słucham pana.

Jestem produktywny.

Już pan mówił.

- Coś jeszcze? - Miły.

Miły...

Szkoda...

Wie pani co? Nie bierzcie mnie.

Jestem za stary na to, żeby mnie przesłuchiwała dwunastolatka.

- Niech się pani odpieprzy. - Proszę zaczekać!

Ma pan charakter.

A my lubimy ludzi z charakterem.

To filar kultury w tej firmie. Autorytet i wola zwycięstwa.

Win-win.

Przyjęła pana?

- No. - Gratuluję.

- Co? - Wyszkoliliśmy pana.

Przydało się.

Nie zatrudniają byle kogo, zwłaszcza seniorów.

- Może się pan cofnąć? - Stoi tu donica.

Niech pan potrzyma.

Proszę.

Nie możesz werbalnie obrażać klientów.

Rozumiem.

Nie możesz też ich zamykać w domu.

- Wiem. - Przez to nie sprzedałeś.

Na oknach była pleśń.

Można to załatwić w 10 minut wentylacją.

Nie wiedziałem.

To wkurzające.

Obudziłeś w nich marzenia?

Może popełniłem błąd...

Niech wyobrażą sobie coś,

na co ich nie stać, i powiedzą:

"To szaleństwo, ale zrobię to.

Ten facet jest godny zaufania, więc kupuję!".

Rusz się, proszę. Spadaj.

Musisz się uśmiechać. Uśmiech słychać nawet przez telefon.

Uśmiech.

Rozumiem.

Przy następnym pokazie będę się uśmiechał.

- Byłem wyluzowany. - To strasznie męczące.

Za to Stéphanie taka nie jest.

- Widziałaś ją na spotkaniu? - Jest strasznie sztywna.

Właśnie!

Ale jej chłopak jest bardzo miły.

- Karim. - Bardzo fajny.

Tak, to prawda,

ale bycie miłym to nie zawód.

- Zrobić sos do sałatki? - Tak.

Miałeś rację. Nasze życie jest gówniane.

Nie powiedziałem tego.

- Myślałam, że powiedziałeś. - Nie.

O co chodzi?

Mam dosyć bycia nikim i tego, że niczego nie oczekuję.

Jak długo możemy tak żyć?

Przecież mamy jakieś oczekiwania.

Próbujemy uzbierać na pensjonat.

Czekamy na...

Marzy mi się przygoda.

Naprawdę?

Nie ma sprawy, skarbie.

- W czym mogę pomóc? - Jean-Luc Michaud.

Mam wycenić dom.

114.

261.

107.

Ładny ogród.

Chwileczkę.

12 metrów.

Odezwę się za dwa lub trzy tygodnie.

Doskonale.

Cholera!

Kurwa...

Cześć.

Co tu robisz?

- Zastanawiałem się... - Nad czym?

Co?

Chcieliśmy pożyczyć od ciebie samochód,

ale może masz jakieś plany...

W porządku.

Pojadę z wami. Z przyjemnością.

- Nie wiesz, dokąd. - I tak chcę jechać.

Chyba już mi mówiłeś. Jedźmy.

- Czasem zapominam. - Chodź.

- Wszystko w porządku? - Tak.

Kiedy do mnie przyszedłeś... Zastanów się.

- Był ktoś na ulicy? - U nas?

Tak.

- Kto? - Pani Torres.

Kto?

Nasza sąsiadka. Nie znasz jej?

- Mieszka tu od trzydziestu lat. - Nie znam jej.

Nie wierzę, on nie zna pani Torres!

Dedykuję tę piosenkę tym, którzy wiodą gówniane życie,

zachowując trochę nadziei.

Paulo. Miałem urodzinową imprezę niespodziankę i byłoby miło,

gdybyś wpadł posprzątać. Opowiem ci.

Kiedy otworzyłeś mi drzwi, byłeś trochę zdenerwowany.

Nie.

Możliwe...

Tak, wiem.

Po prostu czasem...

przypominają mi się wydarzenia z przeszłości.

To znaczy?

Kiedy byłem młody, bardzo młody,

byłem żołnierzem.

Wysłano mnie na wojnę.

Naprawdę?

Czasem moje lęki...

się ujawniają.

Kiedy czuję, że ktoś jest za drzwiami,

przypominają mi się

strefy działań wojennych, ostrzały,

miejsca, w których czuję się zagrożony.

Wtedy przypomina mi się...

Wietnam.

To było po prostu...

Służyłeś w Wietnamie?

Tak.

Ile ty masz lat?

- W sumie? - Tak.

Przyjechałem pod sam koniec wojny.

Kiedy się zjawiłem, już się pakowali.

To była moja pierwsza, a jednocześnie ostatnia wojna.

Byłem jeszcze dzieckiem.

Młodocianym żołnierzem.

Miło, że tu jesteś. Nie sądziłem, że lubisz karaoke.

Ja?

Lubię karaoke?

Niespecjalnie.

Ja też nie przepadam.

Przychodzę ze względu na Stéphanie, bo uwielbia śpiewać i to ją uspokaja.

Kiedyś chciała być piosenkarką.

Teraz marzy, by otworzyć pensjonat.

A ty?

- Co? - O czym marzysz?

Ja? Żyję ze swoim marzeniem.

Dzielimy razem łazienkę.

PRZYJĄŁEM DO WIADOMOŚCI. POSPRZĄTAMY.

Czemu zaparkował tak daleko?

Dobrze się przejść.

Cholera!

- Zgubiłem klucze do domu. - Przechlapane.

I to jak!

- Przenocujesz u nas? - On nie chce.

Chcę.

- Jednak chce. - Super.

Mamy wolny pokój.

Wiesz, że walczył w Wietnamie?

- A wynalazł fortepian? - Nie.

Karim!

Jesteś głupi.

Kocham cię do szaleństwa.

Z wzajemnością.

Przestań!

Nie kupiłem płatków, bo szkodzą zdrowiu.

Przerzucimy się na tosty.

Zestarzeliśmy się.

W przyszłym miesiącu

mają obniżyć cenę biletu tramwajowego o dwa euro.

Cześć.

Jak leci?

- Chcesz kawkę? - Pewnie.

- Mogę tutaj? - Tak.

Proszę, po włosku.

- Coś się stało? - Nie.

Nie musi pani krzyczeć.

Jak tłumaczyłam,

najpierw powinna pani zadzwonić do sekretariatu gminy.

Właśnie. Dobrze.

Zgadza się.

Przyszła do pana rano jakaś dama.

- Kto? - Nie powiedziała.

- Jak się prezentowała? - Fizycznie?

Tak.

Brunetka.

Raczej ciemna szatynka.

Ciemnym szatynem jest Jacques-Yves.

To była brunetka, nie miała włosów jak on.

- Niska? Wysoka? - Przeciętna.

- Wyższa. - Nie była wysoka.

- Na pewno nie drobna. - Przeciętna.

Co jej powiedzieliście?

"Nie".

Co nie?

Że pana nie ma.

Dobrze.

Coś nie tak?

- Dobrze zrobiliśmy? - Tak.

Karim! Czekam na twoich kupców!

- Wysłałem panu wielu. - To za mało.

Dobrze. Najpierw dokończę rozmowę.

Świetnie.

Tu się robi interesy. Nie zapominaj o tym.

Słuchaj...

Powiedział, że skończy rozmowę. Jesteś głuchy czy tępy?

Słucham?

Najpierw skończy rozmawiać. Jesteś głuchy czy tępy?

Ostrożnie!

On żartuje. Nie widać, ale tak właśnie jest.

Tak?

Często to robisz, mówisz coś do mnie z poważną miną, ale to żart.

Ostatnim razem śmialiśmy się do rozpuku. Było super.

Bez wątpienia.

Za każdym razem się nabieram.

Zastanawiam się,

czy mówi na poważnie.

A potem okazuje się, że to żart.

- Mogę panu postawić kawę? - Chodźmy.

Ostatnim razem chyba byliśmy w stołówce.

Coś mi powiedział, ja mu odpowiedziałem...

Miał strasznie poważną minę.

Czemu wróciłeś do biura?

Nie mogę stracić roboty.

To nie zaczarowany świat płatnych zabójców.

Biedak...

Masz jeździć komunikacją miejską, mieszać się w tłum,

nigdy nie być sam.

Nie sypiaj w domu, uważaj,

dowiedz się, kto cię ściga i strzelaj jako pierwszy.

Wiem, że to niełatwe.

To ma mnie pocieszyć?

Nie wściekaj się na mnie. Próbuję ci pomóc.

O której była ta dama? Koło 11.00?

Między 10.00 a 12.00.

Czyli o 11.00.

Jak wyglądała?

Przeciętnego wzrostu. Brunetka, ale nie ciemna.

Nie jest pan wybitnym obserwatorem.

Nie.

To chyba ona.

Tam.

To ona.

- Jest zestresowany. - Niespecjalnie.

- Zachowuje się dziwnie. - Szukasz dziury w całym.

Kto cię przysłał?

Nikt. Pracuję tu.

Zaczynam o 18.00.

Nikomu nie powiem, że pan mnie uderzył.

W porządku?

Wszystko gra?

Co robisz?

Budzę go.

- Policzkujesz go, żeby się obudził? - Nic się nie stało.

Skaleczyłeś się w rękę.

Dzięki, Karim.

Skąd miałem wiedzieć, że jest tak delikatny?

- Dodajemy śmietanę... - Nie!

- Trochę masła... - Czosnek...

Masło, pietruszka i gałka muszkatołowa.

I trochę sera, żeby zrobiła się skórka.

Dziękuję. Dobrze, że do mnie zadzwoniliście.

On nam kazał. Trząsł się jak zwierzątko.

Możemy zmienić temat?

Ale to prawda. Jak się nazywa ten mały gryzoń?

Szczur?

Taki dłuższy.

Wredny, wykorzystywano go do przetykania rur...

- Fretka? - Właśnie. Trząsł się jak fretka.

Cool.

Pani mężowi ciągle się przekrzywia kołnierzyk.

Dziwne, jak na byłego żołnierza.

- Na kogo? - Byłego żołnierza.

Opowiedziałem im o Wietnamie, o niebezpieczeństwach wojny...

W Wietnamie?

Porozmawiamy później o powrocie z wojny.

Pójdę po deser.

Sałatka ze świeżych owoców sezonowych.

Musisz uciekać, Max. Zniknij.

I co będę robił?

Mógłbyś wyjechać ze mną do Kanady i tam się ukryć.

Znajdą mnie wszędzie.

Jak masz się bronić, skoro mdlejesz na widok krwi?

Poradzę sobie.

Od dawna to masz?

Odkąd mnie zostawiłaś.

Nie zostawiłam cię.

A jednak.

"Zostawić"...

to uproszczenie.

Nie mogłam zostać.

Nie chciałam cię skrzywdzić.

Zostawiłam cię, żeby nie krzywdzić siebie. Rozumiesz?

Nie.

Tak zróbmy.

Prześlę panu dane kontaktowe mojego agenta.

Zadzwoni do pana w poniedziałek albo we wtorek.

Wspaniale.

Miłego dnia.

Do widzenia, panie Da Costa.

Szuka pani Maxa? Pamięta mnie pani?

Spotkaliśmy się w recepcji. Maxa nie było, ale...

Może pani mnie nie poznaje,

bo kiedy ktoś widzi mnie po raz pierwszy,

a potem po raz drugi...

Chodź ze mną.

Szybko!

To ona chciała z tobą porozmawiać.

Wejdź.

To nie tak, jak myślisz.

Była morderczynią. Zamierzała cię zabić.

Jasne.

Nie ma sensu go gnębić, zostawił telefon.

- Gdzie on jest? - Może w twojej dupie?

Czy nie wystarczy już tej przemocy?

Czy nie byłoby miło rozmawiać bez obelg?

Tak, przepraszam.

A więc gdzie on jest?

Widziałam go przed 11.00 z tatuśkiem.

Z kim?

Z tym nowym. Mignęli mi na parkingu.

- Co robili? - Nie wiem.

To Stéphanie.

Jeśli nie odezwę się do niej w ciągu ośmiu minut, powiadomi policję.

Puść mnie.

Nic nie powiem. Nigdy więcej o mnie nie usłyszysz.

Nie mogę.

Jestem płatnym zabójcą.

A raczej byłem. Moi byli szefowie chcą mnie zabić.

Przyjaciel z organizacji może mi pomóc.

Jeśli powiadomisz gliny,

nie porozmawiam z nim. Rozumiesz?

Opowiem ci wszystko po drodze.

Wietnam?

Nie byłem tam.

Wiedziałem. I tak ci nie wierzyłem.

Ile osób zabiłeś?

Nie liczyłem.

Zbierasz pamiątki po ofiarach?

Nie jestem psychopatą.

Nie przepadam za tym. To tylko robota.

Nie musisz tego robić.

Ofiary to niezbyt mili ludzie. To dranie.

- Skąd wiesz? - Bo wiem.

Kim jesteś, żeby decydować o ich śmierci?

- Nie ja decyduję. - Ale ty ich zabijasz. To coś złego.

To najwyższy poziom na skali zła.

Muszę ci to tłumaczyć?

Nie skończyłem studiów, ale wiem jedno:

zabijanie nie jest niczym wspaniałym.

A ty jesteś wspaniały?

- Słucham? - Jesteś?

Jasne.

Sprzedajesz marzenia. Fajnie.

Ale wciskasz je tym, których na nie nie stać.

Co kupcy robią, kiedy ty i twoi koledzy już ich zrujnujecie?

Zabijacie ich powoli, żeby mieć czyste ręce.

- Ale to to samo. - Wcale nie.

Jesteś pewien?

Tak. Odbiło ci.

Zastanawiałem się,

czemu zainteresowałeś się kimś takim jak my.

Albo mnie puść, albo zabij.

Wszystko mi jedno.

Możesz mnie puścić.

Mogłeś zrobić jej zdjęcie za życia. Jest nie do rozpoznania.

Trudno coś powiedzieć.

Słyszysz sam siebie?

"Mogę ci zrobić zdjęcie? A potem cię ukatrupię".

Nie denerwuj się.

Nie kojarzę jej.

Nie znam wszystkich.

Zatrudniają wielu nowych.

Nie wpadajmy w panikę. Co zrobiłeś z ciałem?

- To, co musiałem. - Nikt cię nie widział?

Oprócz niego.

- Kto to w ogóle jest? - Sąsiad.

Usuniesz go?

Nie zwracajcie na mnie uwagi. Nie ma mnie tu.

Nie wiem, co z nim zrobię. Ale dla siebie mam plany.

Wyjedziesz.

Nie.

Będę po kolei eliminował zleceniodawców.

Zabiję Wydrę.

Całą radę nadzorczą?

Nie zabiję jednego, by czekać, co na to pozostali.

Potrzebna mi kopia Teczki Świstaka.

Teczka Świstaka... Nie wierzę.

I chcę porozmawiać z Agentem Zero.

Agent Zero... To śmieszne.

Wiesz, gdzie się ukryjesz?

Jeszcze nie.

Mam coś dla ciebie.

Dzięki, Paulo.

Podziękowałeś mu?

Dziś już słyszałem wszystko.

Przede wszystkim...

Pomocy!

To kryjówka Paula?

Karim.

- Jako wspólnik nie mogę odejść? - Nie teraz.

Muszę zabrać swój samochód z Cogefact.

- Mogę po niego jechać. - Ty - nie.

Nie musisz budzić całej doliny.

Znowu przekrzywiony kołnierzyk.

Schyl się!

Ta idiotka zamknęła drzwi!

Spadajmy!

Już dobrze! Możesz się zatrzymać!

Adrenalina ją ogłusza.

No jasne.

Kochanie! Nie musisz już biec.

- Gdzie jesteśmy? - U Paula.

Kryjówka się wydała. Jest w niebezpieczeństwie.

Złapcie taksówkę.

Myśli, że tu są taksówki?

- Idziemy. - Najpierw mi to wytłumacz.

Jak ci to powiedzieć?

Paulo, to ja.

Chciałem cię tylko przeprosić za to, jakie prowadziliśmy życie.

Żałuję, że nie potoczyło się lepiej.

Przepraszam.

To obłęd.

Zgadza się.

Nie wierzę.

Nie wyglądasz, jakbyś doznała szoku.

Doznałam! Wielkiego szoku.

Nigdy nie chciałeś nikogo zabić?

- Co? - Nie, nigdy.

To niebezpieczne.

Wynośmy się. On jest żądnym krwi mordercą.

Za późno. Idzie tu.

Nie wygląda dobrze.

Kazałem wam wracać do domu.

- Przy mnie nie jesteście bezpieczni. - Widzisz?

Nie zostawimy go.

Nie pozwolę na to!

Grozi ci niebezpieczeństwo. Pomożemy ci.

Powiedz mu.

Dobrze. Pomożemy ci zabijać ludzi.

A kiedy to się skończy, będziemy żyć w spokoju.

Miło z waszej strony, ale poradzę sobie sam.

Niepotrzebnie was wplątałem.

Myślisz, że nie jesteśmy w stanie zabijać?

No.

- Ja nie dam rady? - Nie.

Mylisz się.

No to się zabaw.

Tu jest pies.

Zastrzel go.

To idiotyczne.

Nie potrafisz.

Nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy zabić psa.

Nawet ty byś tego nie zrobił.

Dobra, rozumiem.

Nie jestem twardzielem i nigdy nie będę.

Nie mogę zabić niewinnego pieska.

W dżungli by mnie zjedzono. Jestem sarenką.

Bez przesady.

Jestem sarenką.

To nic złego,

o ile sarenka jest mądra.

One nie są zbyt mądre.

To akurat prawda.

Nie będziemy rozmawiać cały dzień o sarenkach.

Masz szczęście, że widzisz świat na swój sposób.

Masz rację.

Chodźcie.

Jest w tym świetny.

Samochód otworzył w dwie sekundy.

Możecie się odsunąć? Nie mogę pracować.

Brakuje mi przestrzeni.

Drzwi się trochę różnią.

Nic dziwnego, że to trwa dłużej.

To jest biuro tajnej organizacji?

- Mniej okien niż w Cogefact. - Nie musieliście za mną iść.

HASŁO: WYDRA

Wydra to hasło?

Możesz mi nie przeszkadzać?

Oczekiwałem czegoś bardziej sensacyjnego.

Wyobrażałem sobie tajne przejścia,

szklane ściany z hologramami i skomplikowane hasła.

Ja też.

Nie.

- Macie tu chociaż toaletę? - Nie.

Nie macie?

Jasne, że mamy.

Czemu jesteś na tylu zdjęciach?

Musimy się spieszyć.

Kiedy opowiem o tym Odile...

Coś drukuje.

Co jest w Teczce Świstaka?

Lista wszystkich numerów telefonów, używanych przez Agenta Zero.

To on jest szefem?

Nie. Nikt nie zna jego tożsamości.

Jest łącznikiem między radą a zabójcami.

Wie wszystko o wszystkich,

ale ciągle zmienia numery.

Jest kimś w rodzaju kadrowego.

Jak w Cogefact.

- Tylko nie zmieniamy numerów. - Ile to by było zachodu...

"Dzień dobry, Cogefact? Nie, sklep spożywczy".

"Abonent niedostępny".

Skończyliście? Już was to nie interesuje?

Interesuje.

Ja będę dzwonił.

Nie.

Żyję z wyciągania informacji za pomocą obdzwaniania numerów

z listy.

To jakaś zabawa?

Nie.

Rozłączyłeś się 18 razy.

Pilnujesz mnie? Jesteś po stronie tych drani?

Nie.

Dzień dobry. Michel Martin z biura nieruchomości Cogefact.

Nie, dzwonię, by przedstawić panu wyjątkową ofertę.

To potrwa tylko trzy minuty.

Tak, prześlę całą dokumentację na podany adres.

Wspaniale!

To ja powinienem podziękować,

uszczęśliwianie innych daje mi radość. Dobrze.

Do widzenia.

Rzeczywiście osiągnąłeś szczęście podczas niewolniczego wiosłowania.

Karim.

Chodź tu.

Nagroda.

Masz jakiś problem?

Karim?

Nie załatwiłeś ani jednego klienta!

Straciłeś swój urok?

A może przekazujesz najlepsze okazje nowemu kumplowi?

Wyglądałeś na zadowolonego.

Halo! Jesteś tam?

Słyszysz, co mówię?

Kolego!

Niech będzie, witamy w domu wariatów.

Puść mnie!

Puszczaj!

Oszalałeś? Całkiem mu odbiło.

Co zrobiłeś?

Nagrabiłem sobie.

Podrapałem Jacquesa-Yvesa.

Tacy jak on lubią być drapani.

Jak ci poszło powstanie, Spartakusie?

- Gdzie moja maska? - Ładny wóz.

Nieźle zarabiają w tych kadrach.

Wzięłam dużo gadżetów. Mam okulary.

Peruki, czapki, maski silikonowe,

chustki, ręczniki papierowe i wąsy.

Mam też kanapki z tuńczykiem i z majonezem. Chcecie?

Nie jestem głodny. Nie pora na to.

Ja też nie jestem. Nie pora na to.

Jak sobie chcecie.

Kurwa...

Przepraszam, mam lekki sen...

Weź go za nogi.

Nie żyje?

- Stracił przytomność. - Nauczysz mnie tego?

Zobaczymy.

Zamknąć?

Jeśli będziesz krzyczał, zabawa się skończy.

- Czego pan chce? - Nazwisk i adresów tych z rady.

Nie rozumiem.

Ujmę to inaczej.

Chcę przywódców Wydry. Nazwiska i adresy.

Nie wiem, o czym mowa.

Nie przeciągaj tego. Wydaj mi ich, a cię puszczę.

Nie wiem, o czym pan mówi!

Nie jestem psem! Nie będę łazić na czworaka.

Wytrzyj go.

- Ma pełne usta. - Przestań mnie wycierać!

Skoro ciągle go tłuczesz, to nie ma sensu.

Michel, na tym polega przesłuchanie.

Trzeba lać po mordzie, żeby coś z niego wyciągnąć.

- A pytałeś go normalnie? - To nic nie da.

Zaczynacie mnie denerwować.

Stul pysk! Zaczniesz mówić?

Nic nie powiem.

Podam wam nazwiska!

Wytrzyj go.

Przestań!

Schowaj te gówniane chusteczki! Proszę, już dosyć.

Jest dwóch gości.

Pierwszy to Lambert,

a drugi to Agolli.

Wiem, gdzie znaleźć Lamberta.

Przykleję to na przegrodę nosową. Zagoi się.

Bzdura.

Mocno pan oberwał. Trochę bolało, prawda?

To był łokieć. Nie ma związku z głową.

- Muszę go usunąć. - Nie możemy.

Jeśli go puszczę, będą wiedzieli, że ich szukam.

Zwiążmy go, a kiedy usuniemy Lamberta i...

- ...Agollego... - Kiedy ich usuniemy, puścimy go.

- Karim... - Żaden Karim!

Nie zabijamy zwierząt, których nie jemy.

Usuniemy przywódców,

ale kiedy będzie po wszystkim, finito, to koniec.

- Rozumiesz? - Tak.

Co powiedziałeś?

Zgoda.

Słyszysz mnie, Karim?

- Halo, słyszysz mnie? - Nie.

Teraz lepiej? Raz, dwa.

Nie.

Halo...

Nie.

Skoro odpowiadasz, to słyszysz.

Tak, ale nie słyszę.

Widzę go.

Ma brązowe spodenki i brzydką koszulkę.

Brązowe spodenki i brzydka koszulka. Odbiór.

Jaka jest ta koszulka? Odbiór.

Zielona.

Jasnozielona? Odbiór. I nie powiedziałeś "odbiór".

Zielona. Odbiór.

Nie denerwuj się. Odbiór.

Szukasz sprzeczki. Odbiór.

Nie zabijemy go, skoro nie umiesz określić koloru koszulki. Odbiór.

Idzie w moim kierunku.

Powtarzam, idzie tu i wygląda na wkurzonego. Odbiór.

No to zwiewaj. Odbiór.

Nie mam dokąd. Odbiór.

No to zwiń się w kulkę. Odbiór.

Za późno! Odbiór!

To straszne.

Kurwa...

Załatwiony?

Strzeliłeś dwa milimetry od mojej głowy!

Nie miałem czasu. Zauważył cię.

Przepraszam!

Wybacz mi tę sprzeczkę.

- Nic się nie stało, skarbie. - Możecie go przykryć?

Nie spędzimy tu popołudnia na przytulankach.

- Zrobione? - Tak.

No to jednego mniej.

- W porządku, skarbie? - Tak.

Ale zbiera mi się na wymioty. Nie wiem dlaczego.

Może dlatego, że wrzucasz trupa do dołu pełnego trupów.

Możliwe.

Co robisz?

Dom Agollego jest chroniony. Wyznaczę inne miejsce,

wykorzystując telefon Lamberta.

Obstawimy wszystkie drogi ucieczki.

Miejsce publiczne, żeby nie nabrał podejrzeń.

Pomożecie mi?

Tak?

- Dzwoniłeś? - Nie.

Myślałam, że dzwoniłeś.

Nie. Pewnie przypadkiem coś nacisnąłem w kieszeni.

Możliwe.

Cieszę się, że zadzwoniłaś.

Chciałem ci powiedzieć, że...

rozumiem, co próbowałaś mi wytłumaczyć, mówiąc o pingwinie.

Wiem, że już za późno,

ale chcę, byś wiedziała, na wypadek gdybyśmy...

już się nie zobaczyli.

Czemu mielibyśmy się nie zobaczyć?

Bez powodu. Na pewno się zobaczymy.

Nic mu nie będzie?

Obudzi się za dwie godziny, świeżutki.

Stéphanie jest na pozycji?

Nie martw się, będzie dobrze.

Chodź.

Masz rację. Wszystko się ułoży.

Niech to szlag.

Dobry wieczór.

Witamy.

Przepraszam.

Zaprowadzę pana do toalety, żeby pan to wyczyścił.

Kurwa mać!

Jest tam.

Nie kłopoczcie się, ja się tym zajmę.

Przepraszam, uwielbiam ten fragment.

Naprawdę mi przykro.

Pomogę panu to wytrzeć.

Nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba zwariowałem.

Jesteś kompletnym przygłupem!

Chodź, już pora.

Teraz. Szybko! No, chodź!

Przydałoby mi się to w domu.

Taka blacha w mojej łazience wyglądałaby nieźle.

Kurwa mać...

Wychodzimy! Idziemy!

Max!

Cholera...

To katastrofa.

- Tylko bez paniki. - Nie wpadłem w panikę.

- Wyrzucimy Maxa przez okno. - Dobrze.

- Będzie bezpieczny. - Będzie.

Przestań po mnie powtarzać.

Ostrożnie.

- Idziemy. - Trzeba dokończyć robotę.

- Słucham? - Zabijemy Agollego!

Nie jestem zabójcą, tylko miłą sarenką!

Porozmawiamy o tym później. Musimy ratować kumpla.

Nie mamy planu.

Będziemy improwizować.

Czeka na pana w toalecie. Nie wierzy mi pan?

Zadzwonię do Lamberta.

Niech pan dzwoni.

Kieliszek w ramach przeprosin.

Chodź tu! Nie jestem już pewna, czy chcę go zabić.

Szkoda, że dopiero teraz. Mówiłem ci z dziesięć razy.

- Co teraz? - W nogi!

Jesteś miłym facetem i dlatego cię kocham.

Nie jesteś twardzielem, ale też nie sarenką.

Jeśli wyjdziemy z tego żywi...

Wygraliśmy?

To koniec.

Przepraszam, nie mogłam strzelić!

To nie było twoje zadanie.

Dziękuję.

Tak?

Byłam u ciebie. Ktoś tam czekał.

Miał maskę narciarską.

Wycelował we mnie.

Myślałam, że strzeli,

ale opuścił rękę, jakby go zabolała.

Popatrzył na mnie i wyszedł.

Nigdzie się nie ruszaj. Już jadę.

Musiałeś zamykać te drzwi?

To był odruch. Żeby go nie skradziono.

Przepraszam...

Miło cię widzieć żywego.

Dzięki.

Jak tam ramię?

Tak sobie.

Podobno wczoraj u mnie byłeś.

Szkoda, że się rozminęliśmy.

Chciałem to szybko załatwić.

Zająłem dobrą pozycję, czekałem. Nic byś nie poczuł.

To miło.

A potem zjawiła się Marianne.

Akurat zmieniałem pozycję.

Właściwie to już nieważne.

Wystraszyłem ją? Nie chciałem.

Skoro o tym mowa,

czego dokładnie chciałeś?

- Obawiam się, jak to przyjmiesz. - Nie musisz.

W tej chwili już i tak jestem dosyć wkurzony.

Stój!

Piesku, nie denerwuj się. Możemy porozmawiać?

Znajdziemy jakieś wyjście...

Biedactwo...

- Chciał cię zjeść! - Nieprawda!

Próbowałem go uspokoić,

kiedy rzuciłaś się na niego jak wariatka!

Negocjowałem.

Chyba chce mu się pić.

To ja założyłem tę organizację, Wydrę.

Ale trzeba działać w ukryciu. Widziałeś Podejrzanych?

Dla ciebie byłem Paulem sprzątaczem.

Dla innych - Jeannotem księgowym. Dla niektórych - kierowcą Michou...

Zrozumiałem.

Trudno ciebie zabić.

- Nikt cię do tego nie zmusza. - Oprócz ciebie.

Dużo wiesz, potrzebujesz pieniędzy.

Stałeś się zagrożeniem.

Mam coś dla ciebie.

To ci wystarczy, byś zaczął nowe życie.

Możesz zatrzymać swoją forsę.

Nie zdradziłbym ciebie.

Stary, dobry Max.

A więc mnie nie zabijesz?

Nie.

Na pewno?

Nigdy nie zaznasz spokoju.

Musisz zniknąć na dobre.

Jedyne, co mam, to moja praca. I mój pies.

Nie mam żony, przyjaciół...

Masz przyjaciół.

Ale jeśli będziesz ich zabijał, jednego po drugim, zostaniesz sam.

Wiesz, co mam na myśli, Max.

Bardzo mu się chciało pić.

Chodź.

No, chodź.

Zawsze przykuwacie uwagę.

Nie zamierzaliśmy tu przychodzić.

Ogłuszyłam psa.

Chciało mu się pić. Jak ci poszło?

Paulo.

Nie znałem cię zbyt dobrze.

Chciałem tylko powiedzieć,

że przykro nam, że zginąłeś przez nas.

Mam nadzieję, że nie cierpiałeś zbyt długo.

Jeszcze raz przepraszam za nieporozumienie,

ale nie powinieneś...

Stéphanie też przeprasza - za to, że uderzyła twojego psa szpadlem.

No to cześć.

Amen.

- Amen? - Tak.

To najgorsze, co możesz mu powiedzieć.

A co innego?

Ciao, Paulo?

Już lepiej.

Ciao, Paulo.

Co to?

Pamiątka. Na razie jej nie otwierajcie.

- To nie narkotyki? - Nie.

Dzięki.

A zatem...

chciałem wam powiedzieć...

że to, co dla mnie zrobiliście...

Nie sądziłem, że to możliwe.

Myliłem się.

Jedziemy?

Przejdę się, zanim wrócę.

Ale wy jedźcie.

Mam skrzepy krwi pod paznokciami. Tego nie da się wyczyścić.

Powodzenia.

Nie chodzi o ciebie. Przysyłaj klientów do mnie.

Jeśli robisz to losowo, jakiś kretyn może zaprzepaścić sprzedaż.

Nie zwolnili cię?

Zostaw ją w spokoju.

Bo co?

Rzucisz się na mnie? Jestem gotowy.

Myślisz, że się boję?

Już nie kozaczysz?

To koniec twego panowania, Cezarze.

Przygotuj się na krwawą rebelię niewolników.

Co ty wygadujesz?

Mówię tylko, że już nikt ci nie przekaże klienta.

Koniec z tym.

Więcej nie dostaniesz prowizji od sprzedaży.

- Wiesz dlaczego? - Nie.

Bo już się ciebie nie boimy.

Ani twoich parszywych metod. Jesteś śmieciem

i już nie wzbudzasz strachu.

Co to za bzdury?

Wszyscy są z tobą? Jesteś pewien?

Tak, jest pewien.

Powiem o tym przełożonym. Zwolnią was.

Oszalałaś?

Jest pies.

Wasze owoce.

Dziękujemy. Gdzie to jest?

Blisko plaży.

Widać duży kościół, a potem trzeba skręcić w lewo.

Przechodzi się przez ulicę i jest restauracja!

Dziękujemy.

Nie ma za co.

Przy okazji, dżem jest cudowny!

Dziękuję! Sama go zrobiłam.

Domowej roboty?

- Mówi pan po francusku? - Tylko "trochę z dupki".

- Karim, jak się masz? - Dobrze. Chodź.

Mamy klientów, później.

Ciągle mamy. Przez cały czas all-inclusive.

- Bo to pensjonat. - To pilne.

- Niedługo wróci. - Bez obaw.

Zamknij oczy.

Uważaj na schodek.

- Dostaliśmy paczkę. - Jesteś męczący.

- Gotowa? - Tak.

- Na pewno? - Tak.

Otwórz oczy.

- Z Kanady. - Nie...

Co zrobimy z sarenką?

DLA JEAN-PIERRE´A

Tekst: Patrycja Miljević

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.