All language subtitles for Loving Memories

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Trochę bliżej...

Proszę sobie wyobrazić, że jest wieczór, koniec lata.

Jeszcze świeci słońce.

Niech pani na niego patrzy.

Niech to będzie prawdziwe spojrzenie.

Chce go pani pocałować.

Pragnie go pani.

Silnie.

Do szaleństwa.

Dziękuję.

Zna go pan?

Julien Delaunay.

4. pułk piechoty.

To mój mąż. Zaginął.

Współczuję.

Zdjęcia będą gotowe na wtorek. Życzę państwu dużo szczęścia.

Do widzenia.

Alice mówi, że nic nie jesz.

- To zależy od dnia. - Wdech.

- Zmuszaj się. - Nie czuję głodu.

- A twoje omdlenia? - Wszystko w porządku.

Dużo pracujesz. Powinnaś zwolnić.

Jeśli się zatrzymam, padnę.

Rozmawialiśmy już o tym...

Wystąpiłem o akt zgonu.

Nie możesz tego zrobić!

- On jest moim bratem. - I moim mężem.

Mnie też nie jest łatwo.

Muszę odbyć żałobę.

Kochałeś kiedyś, Antoine?

Kochałeś kobietę?

Tak.

Wiesz zatem, co czuję.

WYSTĘPUJĄ

TO MÓJ MĄŻ

REŻYSERIA

Już idę.

Proszę pani!

Alice, co ty tu robisz?

To jest... pan.

ŻOŁNIERZ Z AMNEZJĄ

Julien...

Doktorze,

rozpoznałam mojego męża, Juliena Delaunaya.

Rysopis się zgadza. Zielone oczy,

i brązowe włosy. 179 cm wzrostu.

Julien ma 32 lata,

czyli tyle, ile może mieć pański pacjent.

Szanowna pani,

jak pani wiadomo, mój pacjent jest dotknięty głęboką amnezją.

Policja znalazła go błąkającego się po peronie.

On nie pamięta niczego, nawet swojego nazwiska.

Na pewno pani nie rozpozna.

Proszę się przygotować na trudne spotkanie.

Byłam w tej sukience, gdy Julien widział mnie ostatni raz.

To z jego ostatniej przepustki, 21 lutego 1916 r.

A jeśli to nie on?

Jak wyglądam?

- Odwiozę cię. - Pojadę sama.

Życz mi powodzenia.

Powodzenia!

Wolę panią uprzedzić: otrzymałem listy od wielu rodzin.

Rozpoznają mojego pacjenta.

W zeszłym tygodniu przyszła kobieta.

Miała solidne dossier, jak pani.

Ale spotkanie było nieprzekonujące.

Miała pani dobry pomysł z suknią.

Zobaczymy, czy panią rozpozna.

Jest tutaj.

Proszę iść powoli

i go minąć.

Proszę nic nie mówić ani na niego nie patrzeć.

A przede wszystkim proszę się nie zatrzymywać.

METRYKA URODZENIA

A pan? Rozpoznaje pan ją?

Znaleźliśmy to w jego kieszeni.

To drzewo z naszego ogrodu.

Julien często je rysował.

- Czy mąż w czasie wojny został ranny? - Nic mi o tym nie wiadomo.

Mój pacjent ma odłamek w prawej nodze.

Tę ranę mógł odnieść po 1916 roku, po naszym ostatnim spotkaniu.

Ma jakiś znak szczególny, pozwalający na identyfikację?

Znak szczególny...

Tak.

Julien ma niewielką bliznę poniżej prawej łopatki.

Niczego tu nie widzę.

A po lewej stronie?

Sama już nie pamiętam.

Tak, rzeczywiście.

Proszę się ubrać.

Chcę, by się pan zetknął z codziennością pani, z otoczeniem.

Może to przywoła wspomnienia.

Co pan o tym sądzi?

Chętnie.

Proponuję trzytygodniowy eksperyment.

To nie eksperyment. On wraca do domu, do żony.

Póki sąd nie określi tożsamości pana, pozostaje on moim pacjentem.

Dzień dobry panu.

Dzień dobry pani.

Przypominasz sobie?

Raczej nie.

Pomogę ci, Julienie.

Poradzimy sobie.

Dzień dobry.

- Dzień dobry. - To twój brat.

Antoine.

Dzień dobry, Antoine.

Dzień dobry, Julienie.

Jak się czujesz? Przypominasz sobie dom?

Jeszcze nie.

Zwracaj uwagę na sny.

Dr Gramont wszystko ci wyjaśnił.

Od dawna nic mi się nie śni.

Jakie jest twoje najdawniejsze wspomnienie?

Niebo.

Otworzyłem oczy i zobaczyłem niebo.

A przed pobytem w azylu...

gdzie mieszkałeś?

- Na ulicy. - Na ulicy?

Więcej nie pamiętasz?

Dni były takie same.

Szukaliśmy cię wszędzie.

Na dworcach, w szpitalach, w więzieniach.

Pojechaliśmy do Ministerstwa Wojny.

Pomógł nam Czerwony Krzyż.

Napisaliśmy nawet do papieża.

- Trzymaj się. - Do zobaczenia, Antoine.

Dobranoc.

- Dobranoc państwu. - Dobranoc, Alice.

Idziesz?

Wolałbym spać sam.

Oczywiście.

Śpij więc tutaj. To nasze łóżko.

- Może coś ci przypomni. - Jestem śpiący.

- Wybaczy mi pani? - Nie "pani".

Jesteśmy na ty.

Dobranoc.

Niczego ci to nie przypomina?

- To Antoine? - Tak.

Ty zrobiłeś te wszystkie zdjęcia.

Jesteś fotografem.

A jeśli powiem "Dinard"?

Byłem tam?

Nie mogę dodać nic więcej.

Spróbujmy czegoś innego.

19 czerwca 1913.

Nic ci nie przychodzi do głowy?

Żaden obraz ani zapach?

19 czerwca?

To początek lata.

Sobota, nasz ślub?

A w Dinard pewnie się urodziłem.

Nie, to nie to.

Czy to możliwe, że Julien nie odzyska pamięci?

Możliwe, ale nie ma reguły.

Powinnaś odpocząć.

Wiesz, że nie dzieli ze mną łóżka?

Na wojnie myślimy tylko o kobietach.

A po powrocie jest inaczej.

Nie potrafimy kochać.

Po jakimś czasie to się zmienia.

Doktorze Gramont,

proszę wybaczyć moje milczenie.

Od powrotu Juliena nie mam ani jednej wolnej chwili.

Jestem bardzo szczęśliwa.

Dzięki pana poradom Julian poczynił wielkie postępy.

Od razu rozpoznał drzewo w naszym ogrodzie.

Co to?

Śliwkówka.

Twoja ulubiona.

Mama ją robiła.

Chciałbym się z nią spotkać.

Zmarła w 1917. A tata w zeszłym roku.

Ja też dostałem powołanie.

Jako lekarz.

W gruncie rzeczy masz szczęście, że wszystko zapomniałeś.

Wieczorami często wypijaliśmy z Julienem po kieliszeczku.

Bardzo za nim tęsknię.

Tak?

Miałem sen.

Byłem w jasnym pomieszczeniu. Z drzewami i kolumnami.

Jakby ruiny...

A pośrodku stał cyklop.

Obudziłem się przerażony.

Wejdź.

Drzewa.

Kolumny.

I cyklop.

Tutaj pracujesz.

To twoi klienci.

Te zdjęcia też zrobiłeś.

Chcę wiedzieć wszystko.

O nim.

I o nas.

Dzień dobry. Proszę o zdjęcie do dokumentów.

Mówisz: "Tak, oczywiście".

Tak, oczywiście.

Prowadzisz mnie tam, żeby zrobić zdjęcie.

Prosisz, żebym zdjęła kapelusz.

Wybierasz neutralne tło.

Prosisz o uśmiech, ale...

nie jestem w nastroju.

Odsłaniasz okna.

Mówisz:

"Trochę słońca, by ogrzać serce".

Tak zwykle bywa, ale...

nie dziś.

Nastawiasz więc płytę.

I robisz zdjęcie.

Tak to było.

Nasze pierwsze spotkanie.

Już umiałeś mnie skłonić do uśmiechu.

Siedzisz w parku

w centrum miasta.

Czytasz.

Jesteśmy umówieni.

Czekasz na mnie.

Spóźniam się, więc się niecierpliwisz.

Wybacz mi, Julienie.

Kocham cię.

Za szybko.

Przepraszam.

Powtórzymy?

Gotów?

Gotów.

Wybacz mi, Julienie.

- Kocham cię. -Nie. Teraz było za wolno.

Kocham cię.

Jeszcze raz.

Kocham cię.

Wtedy powiedziałeś mi to pierwszy raz.

Tego popołudnia, czekając,

zrozumiałeś, że już nie będziesz mógł się beze mnie obejść.

Dodałeś "nigdy".

Nigdy.

Listopadowy wieczór.

Właśnie obejrzeliśmy w kinie "Wampiry".

Musidora cię zachwyciła.

Jestem zazdrosna.

Uważam, że mogę być równie atrakcyjna.

Jeśli nie bardziej.

Zakład?

Przyjmuję.

Chcesz mnie poślubić?

Tak.

Otrzymałem list od kobiety, która rozpoznała swego męża.

Nie widzę związku z Julienem.

W książeczce wojskowej odnotowano ranę na nodze, jaką ma mój pacjent.

To niczego nie dowodzi.

Niepokoję się podobnie jak pani.

Ja nie czuję niepokoju.

- Będę musiał zakończyć nasz eksperyment. - Mój mąż się stąd nie ruszy.

- Jest moim pacjentem. - Już nie, bo wyzdrowiał.

Bez trudu więc ustalę jego tożsamość.

Już pan to zrobił.

Proszę mnie nie zmuszać do zaangażowania w sprawę policji.

Julien jest jeszcze delikatny.

Chciałabym powiedzieć mu sama.

Dziś wydaję przyjęcie na jego cześć. To ważne.

Już za późno, by wszystko odwołać.

Naturalnie jest pan zaproszony.

Idziemy?

Pomóż mi.

Denerwujesz się?

Trochę.

Julienie, mój drogi Julienie,

twój powrót to cud.

Jesteś...

nadzieją, życiem,

naszym bohaterem.

Witaj w mieście, w twoim mieście.

Witaj wśród swoich.

Dziękuję.

1, 2, 3...

Nigdy nie umiałeś tańczyć.

- Muszę ci coś powiedzieć. - Ja tobie też.

Kocham cię.

- A ty co chciałaś powiedzieć? - To samo.

Przestań!

Dzień dobry. Zarezerwowaliśmy pokój.

- Nazwisko? - Delaunay.

Siedemnastka.

- Telegram do pani. - Dziękuję.

DR GRAMONT CHCE WIDZIEĆ PANA. ALICE

- Wszystko dobrze? - Tak.

Antoine przesyła pozdrowienia.

- Dzień dobry. - Nie mam już ryb.

Trzeba przyjść jutro.

Nie chcę ryb.

Muszę płynąć z mężem do Anglii.

- Weźcie łódź z St. Malo. - Zależy mi na dyskrecji.

Co złego zrobił pani mąż?

Nic.

Kiedy?

Jak najszybciej. Jutro?

No, nie wiem.

Bo... muszę się zorganizować.

Czy to pomoże?

Unieś nogę.

Trochę wyżej.

Pięknie.

Szampan.

Tak?

Dobry wieczór. Jest pan pacjentem doktora Gramonta?

Tak.

Proszę z nami.

Ona tu jest. Czuje się pan na siłach?

Proszę wejść.

Kpi pan ze mnie?

Nie poznaje pan jej?

Nazywa się Rose-Marie Brunet.

Zwana też Ślicznotką. To moje imię estradowe.

Ty nazywasz się Victor Brunet.

Jestem Julien Delaunay.

Oszalał.

To pani oszalała.

"Rose,

piszę do ciebie, by powiedzieć, że zapewne nie wrócę".

Czego pan się boi?

Skoro jesteś taki pewien, pisz.

- Przekonamy się. - Pani ma rację.

Może się okazać, że nie jest pan V. Brunetem.

"Nie płacz, proszę. Bądź silna.

W nodze wdało się zakażenie.

Lekarze mówią, że zostało mi kilka dni życia.

- Zanim otrzymasz list...". - Chwileczkę.

"...mogę umrzeć".

Myślałam, że nie żyje.

Dlatego nie napisałam od razu.

Długo cierpiałam.

Bardzo się bałam, że nie jesteś Victorem.

Teraz mam pewność.

Pismo jest identyczne.

Proszę pokazać.

Czy prócz rany z wojny

mąż miał znak szczególny?

Nie, ale przyniosłam to.

Kpina!

- Nie uda mi się. - To do pana niepodobne.

Zrobiłby pan wszystko, by dowiedzieć się, kim jest.

Wiem, kim jestem.

Na pewno?

Przypomnij sobie.

Jestem szansonistką w Paryżu, w Apollu.

A ty jesteś kelnerem. Wykonywaliśmy numer z nożem.

Pomyślałam: "Tego się nie zapomina. Jak jazdy na rowerze".

To ci doda sił. Jest zimno.

Każę Alice przynieść sweter.

Odprawiłam ją.

To nie ona powiadomiła Gramonta.

Ja to zrobiłem.

Wyjaśnił mi sytuację.

Nie sądziłem, że tak się to dokona. Przykro mi.

Miałeś wątpliwości?

Z twojego powodu.

Gdybyś była pewna, nie uciekłabyś.

Przeciwnie, Antoine.

Wyjechałam, bo byłam pewna.

- Nigdy nie wątpiłaś? - Nigdy.

- Nawet w głębi duszy? - Nawet.

- Jego głos... zmienił się. - Wojna zmienia ludzi.

Dobrze to wiesz.

Gdy wróciłeś, nie poznała cię własna matka.

Pani Brunet jest pewna. Przyniosła dowody.

Ja również.

Nie wiem, czy mogę pani ufać.

Pan na pewno też stracił kogoś bliskiego.

Musi mnie pan rozumieć. Nie chciałam stracić Juliena.

Nie zniosłabym tej straty po raz drugi.

Bardzo cię kocham.

Kogo kochasz?

Ciebie.

Nie wiem, kim jestem.

Jesteś Julienem.

Poznałam cię tak po prostu

Nie zrobiłeś nic By mi się spodobać

A jednak cię kocham

Żarliwą miłością

I wiem, że nic tego nie zmieni

Zawsze już będziesz

Mym ukochanym

I wierzę w ciebie Jak w największe szczęście

Czasem od ciebie uciekam Lecz zawsze wracam

To silniejsze ode mnie Kocham cię

Jednak się zmienił.

Stał się bardziej męski.

Podpowiem: gram na pianinie.

Odebrało ci mowę?

Mam imię na G.

Łapy przy sobie!

Victorze...

podobno nie masz wspomnień, ale po co komu one?

W najlepszym razie budzą tęsknotę, w najgorszym żal.

Tu, w Apollu,

mamy szczęście żyć poza czasem.

Witaj więc w wieczności.

- Co robisz? - Zwiedzam.

Prowadzisz śledztwo?

Nie zmieniłeś się.

Tak samo na mnie patrzyłeś, gdy się poznaliśmy.

Myślałem, że tu nie ma wspomnień.

Tylko teoretycznie.

Przez nocne życie wszystko nam się plącze.

Ludzie, pory roku, czasy...

Ale nasze pierwsze spotkanie pamiętam.

To było tutaj.

Przyjechałam z prowincji.

Byłam zagubiona.

Ty już pracowałeś jako kelner.

Marzyłam, że Carlotta posłucha mojego śpiewu.

Miała reputację surowej.

Napisałam do niej, ale nie odpowiedziała.

Nie byłam umówiona, a ty kazałeś mi iść mimo to.

Bałam się.

Nalałeś mi koniaku i powiedziałeś:

"Mamy tylko jedno życie".

Mamy tylko jedno życie...

Czasami się zastanawiam, czy nie udajesz.

Czego?

Że straciłeś pamięć.

Nie zdziwiłabym się.

Chodź, nie zjem cię.

Nieźle, co?

Wszystko odnowiłam.

W czasie wojny moje zyski się potroiły.

Masz chrapkę na moją wojskową rentę?

Tak myślisz?

Wszystko w porządku?

Wyspałeś się?

- Nie. - Wiadomo, zalaliśmy się w pestkę.

Dlaczego po mnie przyszłaś?

To głupie. Bez ciebie nie jestem szczęśliwa.

Powiedz mi...

myślisz o niej?

Tak, myślę.

- Jak o niej myślisz? - Po prostu.

Idź do niej, jeśli chcesz.

Wolę, żebyś był szczęśliwy z nią niż nieszczęśliwy ze mną.

Musisz mnie kochać, skoro tak mówisz.

Oczywiście, że cię kocham.

A co myślałeś?

Opowiedz mi o Victorze.

Nie ma wiele do opowiadania.

Nie jesteś zbyt skomplikowany.

Kochasz noc, muzykę...

towarzystwo...

picie...

balowanie...

I kochałeś mnie.

Żaden mężczyzna nie kochał mnie tak jak ty.

Poznaję to po waszym zachowaniu

Jesteście niezdarni i zakłopotani

Czuję, że się wam podobam

Szkoda waszych słów

Czytam w was jak w książce I czuję

Że się wam podobam

Nie klękajcie przede mną

O, nie, tylko nie to

Czuję, że się wam podobam

Nie trzeba mi więcej wskazówek

Zdradzają was spocone dłonie

Czuję, że się wam podobam

Lecz dla mnie to jak pieszczota

A wolę, gdy coś mnie przeszywa

Panowie

Wolę ostre spojrzenia

Jak noże rzucane oczami

Zerkacie niedyskretnie Tam, gdzie kończą się moje nogi

A ja czuję, że się wam podobam

Wy zaś, którzy spuszczacie wzrok Wiedzcie, że przejrzałam waszą grę

Czuję, że się wam podobam

Nie, dziękuję za kwiaty Piją wodę, a potem umierają

Czuję, że się wam podobam

Oszczędźcie mi słodkich słówek Nie przepadam za tym smakiem

Czuję, że się wam podobam

Lecz dla mnie to jak pieszczota

A wolę, gdy coś mnie przeszywa

Panowie

Wolę ostre spojrzenia

Jak noże rzucane oczami

Rozumiem, że Victor nie mógł się oprzeć. Jest pani ładniejsza, niż myślałam.

Przyszłam po Juliena.

Nie znam żadnego Juliena.

Dlaczego pani to robi?

Z tych samych powodów co pani.

Mogę pani zapłacić.

Zbytek łaski!

Pod jednym warunkiem: zniknie pani z jego życia.

Co mu pani powie?

Że pani skłamała.

Wykorzystała jego słabość.

I że prawda zwyciężyła.

Dość, bo się rozpłaczę.

Pani Delaunay chciała cię kupić.

- Była skłonna się targować. - Nie słuchaj jej.

Dlaczego pozwolił mi pan jechać z Julie?

Bo jej wierzyłem.

A Rose-Marie?

Jej także.

Przykro mi, że sprawy przybrały taki obrót.

Mnie bardziej.

Zwrócę się do sądu.

Rozstrzygnie, czy jest pan Julienem czy Victorem

i zacznie pan nowe życie.

Wchodzisz następna.

Jest decyzja sądu.

Dziękuję.

Droga pani, Sąd Cywilny w Dijon przekazał swą decyzję.

Orzekł, że mój pacjent to Victor Brunet.

Zgodnie z ustawą z 25 czerwca 1919 dotyczącą zaginionych żołnierzy,

radzę wnioskować o uznanie męża za zmarłego.

Proszę przyjąć moje najszczersze kondolencje.

- Przepraszam. - Czego chcesz?

- Nie powinnaś jechać. - Wiem, co muszę zrobić.

Pogódź się z faktem, że Julien zginął.

Być może, ale ja go wskrzesiłam.

Sędzia rozstrzygnął.

Ale ty jesteś wolny.

Możesz dokonać wyboru.

Kocham cię.

Kimkolwiek jesteś.

Miłość to ryzykowna gra Pełna przygód

By kogoś zauroczyć Trzeba fantazji

Niespodzianki, improwizacji I koloru

Trzeba pożądania

Zakazanego owocu I romantyczności

Przepraszam...

Proszę. Wszystko w porządku?

Ryzykowny pocałunek Jest cenniejszy

Taka właśnie jest paryska miłość

Dla tego pana.

Z blondynką? Już zanoszę.

Jak mi poszło?

Jak zawsze wspaniale.

Na razie!

Dogodziłeś jej bardziej niż zwykle?

Nie pamiętam. Nie mam już wspomnień.

Trzeba ci odświeżyć repertuar.

Zamówiłam dla ciebie piosenki.

Powiesz jej?

To twój pomysł.

Ze Ślicznotką opuścimy Apolla.

- Oraz Francję. - A nawet Europę.

- I co będzie dalej? Księżyc? - Prawie.

Nowy Jork.

Znasz Oscara Dufrenne'a?

Dyrektora Palace? Oczywiście.

Kupił teatr na Broadwayu i zaproponował nam współpracę.

To dla nas szansa.

Dość już mam kelnerowania.

Nic was nie zatrzyma, prawda?

Chcę kupić prezenty.

Bardzo ładne prezenty.

Jak masz na imię?

Mam na...

- ...imię... - Victor. Mam na imię Victor.

Jak się czujesz, Victorze?

Co to było? Pytanie?

- Postaraj się. - Nie mogę.

Dzień dobry.

- Zastałem Ślicznotkę? - To ja.

Lucas Beausire, fotograf.

Chcę mieć pamiątkę.

Proszę pana, trochę w prawo.

Proszę objąć panią w talii.

Dobrze.

Nie ruszać się... Raz, dwa...

Dziś wielki dzień.

Opuszczamy Paryż. Chciałabym wam podziękować.

Dziękuję, Carlotto.

Dałaś mi szansę. Pozwoliłaś wejść na scenę w Apollu.

Gdyby nie ty, nie miałabym publiczności.

Bez ciebie i bez was wszystkich

dziś nie cieszyłabym się na wyjazd

i nie smuciłabym się z powodu rozstania.

Dziękuję.

Co mogę powiedzieć?

Goodbye!

Zapomniałeś o wszystkim oprócz niej. Co za pech!

Pójdę już.

Mam nadzieję, że wciąż na ciebie czeka.

Naprawdę.

Już podchodzę.

To ja.

Tekst: Karolina Bober

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.