Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
(pieśń) "...woron litaje,
w okieneczko zahliedaje".
ZYGMUNT: Zaraz skończę i będziesz się mógł huśtać.
GŁOS Z ZEGARKA: Godzina 15.34.
Mama powiedziała, że po trzeciej mam być w domu. Mam korepetycje.
Słuchaj bardziej siebie,
mniej mamy.
Mam nie słuchać mamy?
Możesz robić, co chcesz.
Lubisz czekoladki?
To weź sobie czekoladkę. Mama trochę pokrzyczy, potem przestanie,
a czekoladka będzie twoja.
Panie Zygmuncie, mogę?
- Poczekaj chwilę, zaraz wracam. - Dam sobie radę.
- Co jest? - Spłonął numer 6.
- Jak to? Byłeś tam? - Nie byłem, ale po ptakach.
Obiłem chłopakom mordy, żeby spuchli na parę dni i zawiesiłem wypłaty.
- Wszystko się spaliło? - Tak.
KOBIETA W ODDALI: Rafał! Do domu! Kochanie, wołałam cię już.
- Wiesz, jak to się stało? - Podobno było paru facetów.
Woleli spalić, niż ukraść?
No właśnie dziwne, nie?
KOBIETA: Pan Szymon już czeka. RAFAŁ: Wychodzicie dziś?
No tak.
A mogę spać z wami?
A co, ty się boisz sam spać?
Bo nie mówisz pacierza przed snem, wiesz?
A jak będziesz się modlił, to przestaniesz się bać.
Pamiętaj o tym.
Co ty robisz, kochanie?
Rafałku?
Hej?
Hej!
- Co się stało? - Spalił się tir, z towarem.
- Który? - Katowice.
- Wiedzą? - Wiedzą.
Mamy tydzień do spłacenia.
Wysłałem już człowieka z pieniędzmi.
Dodałem 10 procent za straty.
Mudro...
A jak on niby się spalił?
Elektryka, zwarcie.
Tira biorę na siebie, bo zarabiałem na transporcie.
Ale towar na pół.
Wisisz mi pół bańki.
A skąd wiesz, że elektryka? Ktoś to zbadał?
Nie wierzysz mi?
Chcesz mnie sprawdzić?
Niet.
No to dopisuję pół bańki do twojego rachunku.
CHŁOPIĘCY GŁOS: "Jak tu ciemno! Jak tu ciemno!
Mama, mama, posiedź ze mną!
Za firanką ktoś się chowa,
czarne skrzydła ma jak sowa.
Popatrz, popatrz, tam wysoko,
świeci w mroku jego oko!
Czy on tutaj nie przyleci?
Czy on nie je małych dzieci?
Mama, powiedz mu: A kysz!
Mama, śpisz?".
(dzwoni komórka)
No?
Dobra, będę za 20 minut.
- Co się dzieje? - Wezwanie mam
- Co? - Wezwanie.
Jakie wezwanie? Olej to! Nie jesteś stąd, nie twój temat.
Sadko to najważniejszy temat w twoim życiu.
Jutro wracamy do sprawy i gryziemy ją z innej strony.
Rozumiesz, kurwa, co mówię?
Gówno! Nie jesteś stąd! Nigdzie nie jedziesz!
Chłopiec został porwany. 11 lat.
Co cię to obchodzi? Najważniejszy jest nasz temat! Nie mamy nic.
- Jutro się dowiem - Zamknij się!
- Sam się kurwa zamknij - Bo co? Bo co?!
Bo... zamknij się, już nie mogę tego słuchać.
Bo zostawię to w pizdu! Rozumiesz? W pizdu!
Zostawisz to w pizdu?
Jak to spierdolisz, rozjebię ci głowę o kant stołu, słyszysz?
- Nie interesują mnie procedury. - Ale, Zygmunt...
Masz mieć tu swoich ludzi i nikogo, kto by nam tu przeszkadzał.
Ale przy takich porwaniach to może być zorganizowana grupa.
A wtedy muszę temat zgłosić do CBŚ.
- Jesteś komendantem, czy nie? - Obowiązują mnie procedury.
To ten, o którym ci mówiłem.
Kruk! Dawaj tu.
- Ma bardzo dużą wykrywalność. - Obyś się nie mylił.
- Pracował pan przy porwaniach? - Tak.
To dobrze, bo najbardziej boję się amatorszczyzny.
To jest mój wnuk.
Niewidomy od drugiego roku życia.
Bardzo inteligentny.
Nie denerwuj się. Zorganizujemy 3 grupy. Kruk zajmie się...
- Jak pan to widzi? - Trzeba zrobić listę osób.
Moich wrogów? Myślałem, że pan pójdzie po śladach. To nie totolotek.
Będzie pan podważał moją wiedzę, czy zechce pan współpracować?
A pan będzie pracował na podstawie śladów czy moich podejrzeń?
Zygmunt...
Dobrze, będę współpracował.
Ale niech pan zacznie coś robić,
bo na razie stoimy i rozmawiamy, co się komu wydaje.
KOMENDANT: Kruk, bierz się do roboty.
Borowiecki! Kurwa, dawaj mi tutaj wszystkich, ale to już!
Ustalono, że syn właściciela domu i ojciec dziecka
wrócił z żoną taksówką około 24.20.
Borowiecki, sprawdzisz to w korporacji taksówkowej.
Ewa Morawska, matka dziecka,
pół godziny po przyjeździe poszła na górę do pokoju syna
i tam zobaczyła puste łóżko.
Pierwszy patrol pojawia się tutaj ok. godziny 1.20.
Jechali z Jaroszówki, czyli ile? 15 minut? Nie więcej.
I to by się zgadzało z zeznaniami matki dziecka.
Tereszczenko, kurwa mać, przestaniesz ziewać? To są ważne informacje!
Można?
Z pierwszych oględzin wynika, że nie stwierdzono śladów włamania,
ani na drzwiach, ani na oknach, nie ma nic.
Ale na piętrze znajduje się niezamieszkały pokój,
w którym okno ma popsuty zamek i otwiera się z zewnątrz.
Skoro tak jest, to powstaje pytanie, skąd włamywacz o tym wiedział?
Może z własnych obserwacji, a może znał kogoś bliżej z rodziny?
A może tam pracował?
Sprawdź wszystkich, którzy tutaj coś robili w ciągu ostatnich dwóch lat.
Wpisz mi swój numer telefonu, zadzwonię w sprawie tych śladów.
Porywacz wszedł przez okno.
Wiemy też, że najprawdopodobniej poszedł do pokoju syna.
Najprawdopodobniej zakleił mu usta taśmą klejącą.
A, i to ważne, zawinął w koc, którego jeszcze nie odnaleźliśmy.
Koc jest brązowy, w czarną kratę.
KOMENDANT: Jeśli trzymają go w kiepskich warunkach,
to przy tej pogodzie mamy kilkanaście godzin, najwyżej dobę.
Ważny jest każdy ślad, każdy drobiazg.
Jasne? To dupy w troki i zapierdalać do roboty!
(bulgot wrzątku)
KOBIETA: Woda.
Zygmunt, woda!
My tu wszystkich znamy.
I księdza, i listonosza, i hydraulików znamy.
Nikogo nowego tu nie było.
Syn albo synowa mieli wrogów?
Nie zna pan ludzi? Przecież mogą zazdrościć.
Mój syn nikomu za skórę nie zaszedł.
Jest lekarzem, ale od roku nie praktykuje, bo mu się nie chce.
O 16.00 skończyłem dyżur. Obiad zjedliśmy w domu.
Około 19.00 przyjechała taksówka, wsiedliśmy w nią i tyle.
A mówił, że był na dyżurze.
Tak nazywa swoje mecze w squasha.
Może zauważyliście coś niecodziennego pod domem?
Jakaś furgonetka stała albo ktoś zmieniał oponę, robotnicy drogowi?
Nie. Nic.
Ktoś się naprzykrzał? Ma pani jakieś podejrzenia?
Mój mąż prowadzi interesy i...
Może pan zamknąć drzwi?
- Czym się zajmuje pański ojciec? - Tatuś?
Pan nie jest stąd?
Chciała pani coś powiedzieć o interesach męża.
Tydzień temu była taka sprawa i...
Jaka?
30 km od Białegostoku są Łapy. 10 lat temu komuchy - platforma,
zamknęli największe przedsiębiorstwo - zakład naprawczy PKP.
Tysiąc osób straciło pracę. A co zrobił mój tatuś?
Przeniósł do Łap hurtownię. Kilkadziesiąt osób ma tam pracę.
Mój mąż ma w Łapach hurtownię,
a w czasie wojny przez Łapy przejeżdżały pociągi do Treblinki,
i ludzie przez okienka wyrzucali dzieci,
a strażnicy strzelali do tych dzieci
i teraz setki tych dzieci leży w nasypach.
Co pani może powiedzieć o teściu?
Ty wiesz, że mój syn jest niewidomy?
Wiem.
Tydzień temu przyszła delegacja do męża i poprosiła,
żeby pozwolił na swojej działce, koło nasypu, postawić pomnik.
Naprawdę to mi chciała pani powiedzieć?
Ja po prostu wiem, że to, że on nie widzi,
to jest kara za coś, co ja zrobiłam.
Co pani zrobiła?
Jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży, to chciałam usunąć.
To może to jest też kara? Tylko za co?
Stasiu, za co?!
Kochanie...
Stasiu, za co?
Mój mąż twierdzi, że nie należy się grzebać w przeszłości.
Cholera, ma powód, no i możliwości.
Kto?
- Ruski. - Ruski?
Tak, Ruski... Ruski jest od paru dni pół bańki w plecy.
Nie uwierzył w pożar tira, myśli, że to ja go oszukałem.
- Mam z nim porozmawiać? - Zaśpiewaj, zatańcz,
byleś wyciągnął od niego, gdzie jest Rafałek.
I co?
POLICJANTKA: Zgubił trop. Pewnie przez ten deszcz.
Daleko zgubił trop?
Jakiś kilometr stąd przy zwalonym drzewie.
Dzięki.
Pokaż, że masz jaja!
Tylenda nie ma inwencji, niedługo idzie na emeryturę.
Tutaj potrzebny jest nowy komendant.
Wycisnę to z niego.
Zawsze w ciebie wierzyłem.
Aha, nie jedź służbowym. Weź moje auto.
- No, czekam na telefon. - Jasne!
Wiesz co? Ja cię zapraszam na śniadanko.
Wyobraź sobie szklankę z herbatą.
Zalewam wrzątkiem, szklanka paruje...
Obok na talerzyku jajecznica,
ciepła bułka z masełkiem...
- Słyszysz mnie? - Patrz, porywasz dzieciaka
Pewnie chcesz coś od Morawskich, dlatego musi żyć.
Masz jakąś miejscówę gdzieś na uboczu.
Najbliższe domy są jakieś 8 km stąd.
Możesz wziąć dzieciaka, jakieś 30 kg na plecy,
i przez błoto 8 km,
albo bierzesz samochód, ale auto tędy nie przejedzie.
A może ty go, bracie, nie doceniasz?
O co cię pytał?
Wiesz, co powinieneś zrobić.
Dla jedynego, ukochanego wnuka. Przecież wiesz, co powinieneś zrobić.
I uważasz, że co powinienem zrobić?
Powiedzieć.
O swoich interesach.
- Cześć, Marta. - Cześć.
Był grzech, była kara, teraz jest czas na odkupienie. Wchodzicie w to?
Komu powiedzieć? Tylendzie? Kaponowowi?
Temu nowemu policjantowi z Łodzi. Jemu powinieneś powiedzieć.
I co to da?
Jak myślisz?
Nie wiem, ale może naprowadzi nas na jakiś ślad?
Może to ktoś, z kim robisz interesy?
Wiesz, że gdybym wiedział, że to pomoże, tobym to zrobił.
Ale to nie pomoże. A nawet może zaszkodzić.
KAPONOW: Ważna jest psychologia. Idziemy tam we trzech dlatego,
że jak zobaczy grupę, to będzie wiedział, że to coś poważnego.
I to jest właśnie psychologia.
- Jebnąć mu na wejściu? - Jebnięcie to też sygnał.
Że to ważna sprawa i zależy nam na czasie. Tak, jebnij mu na wejściu.
Jak ty mu nie powiesz, to ja mu to powiem.
Aż tak bardzo wierzysz, że to pomoże odnaleźć Rafałka?
Nic nie wiemy! Nikt nie dzwoni! Nie ma żadnego śladu!
Dobrze.
Powiem.
Naprawdę?
Nie okłamujesz mnie?
Nie.
(dzwonek do drzwi)
PREZENT IMIENINOWY
Ale ja imieniny mam...
- Gdzie chłopak? - Nikogo nie ma.
Gdzie chłopak?!
Po cholerę my tu idziemy? Po co my się zajmujemy ślepym bachorem?
- Powinniśmy zajmować się Sadko. - Kruk. Macie coś?
Odcisk buta? Jaki rozmiar? Co było w błocie?
Drobinki? Czego?
Farba niebieska, wodoodporna.
Okej, dzięki.
To co, wracamy?
Idziemy nad jezioro. Mamy jakieś 4 km.
A może w góry, co?
Możesz krzyczeć.
Czego chcesz? Popierdoliło cię?
- Gdzie jest chłopak? - Jaki chłopak?
Gdzie jest chłopak?
Jaki, kurwa, chłopak?!
Porwałeś Rafała Morawskiego.
Chcę wiedzieć, gdzie on jest?
Pomyśl, nim odpowiesz, bo nie jesteś w najlepszej sytuacji negocjacyjnej.
Nikogo nie porwałem!
I posłuchaj: jak mnie puścisz,
to jebnę cię dwa razu i będziemy kwita.
A jak nie, to odstrzelę ci twój głupi łeb.
Ty ruska kurwo...
A możesz mi wytłumaczyć motywację swojej osoby dotyczącej chłopca?
Ani go nie znasz, ani to twoja sprawa.
Chcę pomóc.
Pozwól, że wyłożę ci swoją tezę, dosyć prawdopodobną.
Ty tym chłopcem chcesz wyleczyć swoje wyrzuty sumienia.
Którego to?
Którego to?!
Pół ziemniaka uwalasz? Myślisz, że są za darmo?
Wstawaj!
- Co się mówi? - Przepraszam
- Co się mówi?! - Nigdy więcej tak nie zrobię.
Nawiewam stąd. Ukradnę frajerowi auto i już mnie nie zobaczy!
- Umiesz prowadzić? - Nie, to nie może być trudne
Zabierzesz mnie?
Ciebie?
Po co?
Ale z ciebie przyjaciel.
- Co sądzisz o mojej tezie? - Nie wiem.
"Nie wiem" to jest takie potwierdzenie, nie?
Jakbyś powiedział: "Nie mogę zaprzeczyć",
albo: "Nie mogę powiedzieć: tak, ale jest w tym mnóstwo prawdy".
Gdzie jest wschód?
Na wschodzie, frajerze, który chce zmienić temat!
- Dasz mi się skupić? - A odpowiesz na moje pytanie?
Wschód jest tam.
Stary, pierdolę, nigdzie nie idę.
(krzyk bitego mężczyzny)
Dość!
Panie Zygmuncie...
Pracuję nad nim, ale tak się zastanawiam...
To na pewno on?
No dobra...
Rozumiem. Tak, rozumiem!
Odepnijcie go.
Czesław Wolej w książce "Nowocześni władcy" pisze tak.
System motywowania to zbiór narzędzi motywacyjnych,
które są powiązane i tworzą całość.
Jego celem jest skłonienie pracownika do określonych zachowań wobec firmy.
A czynniki motywacyjne dzielą się na: środowisko pracy,
środki zachęty i środki perswazji.
Przytrzymajcie go.
(wrzeszczy)
(w tle - miarowe tykanie zegara)
(dzwoni komórka)
- No i jak ci idzie? - Przyznał się.
Tak... Powiedział, że pokaże.
Zaraz tam będę.
Staszek!
Staszek!
Co jest?
Dzwonił Kaponow. Jadę do niego.
Ruski się przyznał.
No.
(bicie zegara)
To jakiś oszust... Przecież Ruski się przyznał.
KOMENDANT: 500 tysięcy za 3 godziny?
Czekaj, przecież oprócz nas nikt nie wie o porwaniu.
- Ani media, ani ludzie nie wiedzą. - Ruski się przyznał...
(sygnał nadejścia wiadomości)
(dzwoni komórka)
Tak?
KOMENDANT: Przyjeżdżaj, mamy akcję. - Przecież Ruski się przyznał.
Kurwa, przyjeżdżaj. Ruski leci w chuja!
Dobra, zaraz będę.
Pilnujcie go!
Zygmunt, obstawimy wszystkie drogi w okolicy Supraśla.
Trzymaj swoich ludzi z dala od miejsca, które on poda.
Nie chcę, żeby zrobił coś złego Rafałkowi.
Oczywiście.
Słychać?
A jak go już złapiemy, chcę go mieć tylko dla siebie.
Najpierw.
Jasne?
(dzwoni komórka)
- Halo? ANKA: Cześć, kochanie.
- Coś się stało? - Słabo cię słyszę. Gdzie jesteś?
W polu, dosłownie. Stało się coś?
Nie, tak dzwonię, żeby porozmawiać z tobą.
Chcesz jakiejś porady ode mnie?
Tak. Jak będę w sklepie z farbami, to wiesz,
te puszki mają te wszystkie atesty, ale mógłbyś pomóc w wyborze koloru.
- To dzwoń jakby co. - Dobra.
- To pa. - Pa
No to żeście pogadali. O, kurwa, farbach.
Ty, a co ona porabia po godzinach, co?
Bo ty się uganiasz za Sadko, którego nie widziałeś 30 lat,
i ona nie ma o tym pojęcia, więc może też jest vis a vis.
Że też coś robi i ty nie masz o tym pojęcia.
Może po prostu maluje akwarelkami, a może się puszcza.
Nie przeszkadzałoby mi, jakby miała jakąś tajemnicę.
Tajemnicę tak. Każdy się onanizuje, ale nikt o tym nie rozmawia.
Ale ja nie mówię o tajemnicy.
Mówię o czymś, co jest bardziej fundamentalne.
W ogóle opowiadałeś jej o domu dziecka?
Nie odpowiadaj, tak myślałem.
Jak każe ci umyć samochód, to da ci kluczyk.
Musisz go wtedy mocno odbić na plastelinie - o tak.
Z czegoś takiego można zrobić prawdziwy kluczyk?
- Tak, widziałem na filmie. - Nieźle.
Ale się wszyscy zdziwią, jak jutro nas tutaj nie znajdą.
MĘŻCZYZNA: Hej. ANKA: Cześć.
Pięknie wyglądasz. Ciąża ci służy.
Dziękuję, że wysłałeś Adama do tej pani profesor.
MĘŻCZYZNA: Jak on się czuje?
ANKA: Świetnie. Właśnie wyjechał do Białegostoku.
Prowadzi ważne śledztwo, z gatunku tych, po których dostaje się awans.
Białystok? Ciekawe...
Mam prawo wiedzieć, co naprawdę dzieje się ze zdrowiem Adama?
Oczywiście. Dlaczego pytasz?
Bo czuję, że coś jest nie tak.
Adam nic ci nie powiedział?
Nie, no mówił, tylko... Wiesz, nie znam szczegółów.
Mogę zobaczyć jego kartę choroby?
Nie mam jej, nie jestem jego lekarzem prowadzącym.
Ale dla ciebie nie ma rzeczy niemożliwych do załatwienia.
Będę bardzo wdzięczna.
A dasz się zaprosić na kolację?
Dam.
Widziałem na YouTubie. Dziewczyna tak zawiązała sobie sznurówki,
że miała je między paskiem i tak tarła, że pasek pękł.
- Tak, dokładnie. - To to samo.
Na szczęście Ruski nie ma butów ze sznurówkami.
Nie ma?
(sygnał nadejścia esemesa)
Przyszły namiary GPS:
53.11094'N,
23.18003'E.
Jest też mapka.
Orzeł, chodź tu!
Pchaj, frajerze.
ZYGMUNT: Co ja mam, kurwa, robić? Jestem na środku jeziora.
To podobno ma być tutaj.
Jak to? To może sprawdź jeszcze raz GPS?
Sprawdzałem.
Mam wyrzucić torbę?
Nie, no chyba nie.
A może przyjdzie kolejny esemes?
Dostałem esemesa z miejscem.
Nie, no, kurwa, torbę do wody? To bez sensu.
ZYGMUNT: A jak nie wrzucę?
To wrzuć.
Co? Ratuj świat, stary, ja poczekam.
Kierownik mnie wołał?
O, jesteś, Orzeł.
Bierz te talerze i zanieś do mnie.
Na co czekasz?
Do pana?
Nie do pana, tylko do mnie.
No, dawaj, bo parówy wystygną.
GŁOS ZZA DRZWI: Ruscy polecieli na Księżyc? Wszyscy?
Nie idziesz na film?
GŁOS ZZA DRZWI: Głowę zawracasz.
- Chcesz zarobić pięć gum? - Za co?
Trzeba zanieść kolację do gabinetu Sadko, a mi się szczać chce.
- Tylko tyle? - Tylko tyle.
Ile mam ci odpalić?
- Z pięciu gum jedna dla mnie. - Dobra.
(stłumiony śmiech mężczyzn, gwar rozmów)
(odgłos kroków)
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.