Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W ROLACH GŁÓWNYCH
SCENARIUSZ
REŻYSERIA
FOLKLOR
Auto czeka od tygodnia - kiedy pan odbierze?
Racja. Ile za naprawę?
W sumie...
5623 bahty.
Dobrze.
- Wkrótce się pojawię. - Kiedy?
Może za dwa tygodnie.
Jak pan chce.
Dziękuję, do widzenia.
Panie Manop, dział księgowy przypomina,
że od trzech tygodni zalega pan z rachunkami.
Prawda.
Zapłaci pan dzisiaj?
Przepraszam, że zawracam panu głowę.
Pani Wilailuk Sansakul?
10363 bahty.
TOALETA CZYNNA W BUDYNKU OBOK
KOSTNICA
Wiemy, że ofiara to Amerykanin, Paul Conrad,
lat 56, dyrektor w koncernie z branży PR.
Przyleciał do Tajlandii ledwie dwa tygodnie temu.
Jakieś ślady przemocy? Podobno zniknęły jego organy wewnętrzne?
Na razie nie możemy tego ujawnić. Niech technicy skończą oględziny.
Są nagrania z kamer monitoringu?
Kim jesteś?
Przyjrzyj się. Kim ja mogę być?
Duchem.
Brawo.
Przynajmniej okazujesz mi szacunek - nie jak ten biały palant.
Paul Conrad?
Tak się nazywał?
Skurwiel tak mnie urządził, że tu utknąłem.
A co się stało?
Po co tu przyszedłeś?
- Żeby opisać zabójstwo. - Reporter.
Chcesz wiedzieć, co się stało?
Tak.
To siadaj.
A ty nie usiądziesz?
Jestem duchem. Kiedy siedzę, mniej się boją.
- Mogę to nagrać? - Rób, co chcesz.
A tak przy okazji - z jakiej gazety?
Z biuletynu internetowego. Jestem blogerem.
A kto to taki?
Ktoś, kto publikuje artykuły w internecie.
Cześć.
Paul Conrad.
Jak się masz?
Jesteś taki blady i chudy.
Zjesz coś?
Chodź do kuchni, dam ci coś do jedzenia.
Czyli nie wiedziałeś, że zastaniesz tam tego białego?
Byłem tam dawno temu. W domu mieszkała chińska rodzina.
Nie mogłem wejść, bo mieli posąg Buddy.
Gość wprowadził się dwa tygodnie temu.
Nic dziwnego, że trochę tam pusto.
Nie wiedział, że jesteś duchem?
W ogóle się nie przestraszył, a nie mogłem mu wytłumaczyć,
bo krucho u mnie z angielskim.
Śmiało. Siadaj, czuj się jak u siebie.
Co my tu mamy...?
Tu masz ser, zaraz zrobię ci kanapkę.
Przyleciałem dwa tygodnie temu. Annie i dzieci zostały w Atlancie.
Przyjadą, jak trochę tu ogarnę. Mam niezły kocioł.
W oddziale w Bangkoku brakuje ludzi.
Ciągle spotkania i rozmowy i mnóstwo spraw,
przez które muszę się przekopać.
Nawet nie było okazji, żeby wyrwać się do miasta,
ale spokojna głowa, zdążę.
Podobno macie tu szalone życie nocne. Zdrowie.
Dlatego powiedziałem Annie i dzieciakom, żeby jeszcze się wstrzymali.
Jesteś żonaty?
Ja zaliczyłem już trzy żony, jeden rozwód
i jeden zgon małżonki. Dorothy.
Dziwny zgon. Uwielbiała chodzić do fryzjera.
Niedaleko nas był koreański salon fryzjerski pani Kim.
Wciąż ją pamiętam.
Długie czarne włosy, skóra jak porcelana,
piękna cera, drobna.
Dorothy bez przerwy do niej latała,
bo uwielbiała manikiur.
Pani Kim powiedziała jej, że ściągnęła cały sprzęt z Korei.
Dorothy wydało się to bardzo egzotyczne.
Niestety, bakterie gromadziły się przez lata pod paznokciami,
aż przeniknęły do mózgu i zrobił się z tego rak z przerzutami.
Zmarła niecałe trzy miesiące po ostatnim zabiegu.
Potem jakiś czas kręciłem z panią Kim, ale nie wyszło,
bo jak tylko robiła komuś manikiur, od razu myślałem o Dorothy.
Niewiedza to szczęście. Kompletnie się ciebie nie bał.
Najgorsze, że ja zacząłem się bać jego.
Wszystko zakładał a priori i bez przerwy się mądrzył!
Ci Amerykanie to bezbożni skurwiele!
Nic dziwnego, że cały świat ich nienawidzi!
Bałeś się białych za życia?
Pewnie. Nie odezwałem się do nich słowem,
ale nie przypuszczałem, że po śmierci też tak będzie.
To ja.
A to ja dawno temu.
A to Dorothy. Wiem, co pomyślałeś.
Że pali - i że zmarła na raka
z powodu papierosów, a nie manikiuru.
Ale się mylisz.
Mój kumpel to zbadał, onkolog
i potwierdził, że to przez manikiur, a nie przez palenie.
Gdyby udowodnili, że powodem było palenie,
nie dostałbym ani centa odszkodowania, a dostałem pełną sumę.
To mój wujek, John.
Walczył w Wietnamie, ożenił się z Wietnamką.
Piękna, długie czarne włosy, delikatna skóra, drobna.
I o to chodzi.
Delikatna i cicha.
Nasze kobiety są ostre, głośne, agresywne...
„Kolacja! Zjedz to i to.
Myślisz, że ty rządzisz? Ja rządzę. Nie tylko ty zarabiasz na chleb!
Mamy swoje prawa! Ruch wyzwolenia kobiet!”
Wiesz, co to?
W Stanach już byłoby po mnie.
To Annie, obecna żona.
Harry i Sally.
Znów wiem, co pomyślałeś!
„Kiedy Harry poznał Sally”, ten film. I słusznie!
Nazwaliśmy nasze dzieci na cześć jego bohaterów.
Uwielbialiśmy ten film. Trafisz na coś dobrego,
to się tego trzymaj. Zabawny, wzruszający film - wspaniały.
Masz dzieci?
Kapuję, jesteś nieśmiały.
I właśnie to lubię w Azjatach. Cenicie ciszę.
My jej nienawidzimy.
Cichutki do niczego nie dojdzie.
Musisz być głośny, odważny, agresywny.
Czasami to bardzo męczy.
Kiedy podróżuję,
wciąż upominam sam siebie, żeby nie gadać.
Nie chcę być jak ci nieznośni Amerykanie.
Jesteś duchem. Dlaczego się nie zmyłeś?
Nie czułem się jak duch.
Nie mogłem się zmyć, nie mogłem straszyć.
To masło cuchnęło jak pierd.
Nie masło, tylko ser.
Mam w dupie, jak to nazywają.
Casper!
Przestań!
Przepraszam.
Zdaje się, że mamy „gości”.
Lepiej już pójdę.
Kurwa! Cholera!
Doktor Somporn?
Tu Paul Conrad. Zostałem napadnięty.
W domu. Tak, w domu.
Dwóch gości próbowało mnie okraść.
Wdałem się z nimi w bójkę, wynosili telewizor.
Wiem, że głupio zrobiłem,
ale oni byli drobni, a ja miałem kij baseballowy.
Dobra, bardzo krwawię.
Tak. Nie.
Uciekli. Spuściłem Caspra, pogonił ich.
Nie, jeden miał nóż. Rozciął mi rękę.
Nie obciął! Mocno poranił.
Nie mam apteczki!
Auta też, nie pojadę do szpitala.
Samboon zabrał je na przegląd.
Będę wdzięczny, jeśli pan przyjedzie. To głęboka rana, krwawię.
Nie zabrali telewizora, porzucili go na trawniku!
Będę wdzięczny, jeśli pan przyjedzie.
Ktoś tu ze mną jest. Znajomy.
Chwileczkę.
Pyta, czy masz samochód.
Nie wiem, milczy, odkąd tu przyszedł. Jest bardzo nieśmiały.
Pewnie nie ma samochodu.
Proszę przyjechać jak najszybciej.
Tak, straciłem mnóstwo krwi.
Dobrze, czekam. Dzięki.
Niech to szlag!
To wszystko prawda?
Bezwzględnie. Przyjechał lekarz,
zszył ranę i mówi: do szpitala. Ale biały stracił masę krwi,
więc doktor musiał mu zrobić transfuzję w aucie.
- W aucie? - Tak.
W drodze do szpitala. Lekarz spytał, czy mogę prowadzić?
Był Tajem?
Powinien był się domyślić, że jesteś duchem.
Duchem pożal się Boże! No, to zabrałem ich do szpitala.
- Ale jazda! - I to jaka!
Jak pan ma na imię?
Mena.
Pan z marca?
Tak.
Jedźmy do szpitala, mój znajomy jest ranny! Szybko!
Ruszaj! Na co czekasz?!
Szybciej, on umiera!
Wytrzymaj.
Włącz jakąś muzykę.
Dzięki.
- Urodziłeś się w marcu? - Tak.
Skręć w prawo.
W prawo!
W prawo.
Dobra.
I w lewo, tam, gdzie ciemno.
Stań.
Wysiadaj.
Wypad!
Kasa.
Zegarek.
Amulety.
Furę też zabieram.
- Pogięło cię?! - Nie chciałem.
Akurat!
Mena, co z tobą?
Źle się czujesz?
Cały czas mnie to prześladuje.
Kiedy to było?
Nie wiem. Mam inne poczucie czasu niż wy.
Dzień, miesiąc, rok, godzina, minuta - to wymysły ludzi, ułuda.
Duchowi łatwiej. W dzień śpię, nocą ruszam na żer.
I co dalej?
Nie mów, że znów umarłeś.
Duchy nie umierają. Tylko mnie drasnął.
Doktor miał rozciętą głowę i uraz szyi.
Amerykanina wzięli na szycie, a mnie do ambulatorium.
Nie słyszę pańskiego serca.
Od jakiegoś czasu nie bije.
Zbadam tętno.
Tętna też nie mam. Jestem „pobem”.
- Krwiożerczym duchem? - Tak.
Dzięki, doktorze. Mam nadzieję, że szybko dojdzie pan do siebie.
Nie ma za co. Ja też życzę zdrowia.
Zaprosiłbym pana na drinka, ale już piąta.
- Pewnie woli się pan położyć. - Tak, innym razem.
Dobranoc.
Kozioł!
Myślałem, że już poszedłeś.
Wejdź, siadaj. Jeszcze jedno piwo?
- Kozioł. - Kozioł?
To mój słownik. Po co ci mój słownik?
Kozioł.
Kozioł. Phee, kozioł.
„Zwłoki, trup, fantom, duch”.
O, kurwa!
Rozumiem. Dlatego się ukrywasz do zmroku.
Tak.
Myślisz, że uchwyci cię aparat?
Skąd mam wiedzieć?!
Spróbujmy.
Jak mam się ustawić?
Nijak. To nie sesja z modelem.
Dlaczego się na mnie nie rzuciłeś, kiedy wszedłem?
Bo więcej już bym nie zmieścił.
Ten biały był wielki, wystarczy mi na kilka dni.
Ale bebechy miał bez smaku.
Wiem. Zachodnie jedzenie jest mdłe.
Wspomniałeś, że jesteś blogerem.
Założę się, że zrobię furorę w internecie.
Pob, szczerze?
To czyste brednie.
Nazywasz mnie kłamcą?!
Tylko świr uwierzy w coś takiego.
Jeśli wrzucę to do sieci,
internauci nie zostawią na mnie suchej nitki.
Wiesz, co robią z człowiekiem hejterzy, jak ich wkurzysz?
Nawijam godzinami, a ty to olewasz?!
Przecież nie wcisnę ludziom, że Pob udzielił mi wywiadu.
Chociaż opowieść jest niezła.
- Obedrę cię ze skóry! - Mam amulet.
Hej, panie Pob!
Propozycja. Wrzucę to, jeśli podasz mi numerki totka.
Zapamiętałem. Jeśli wygram, puszczę to.
- Płaci pan w ratach? - Całość.
Serio? Wygrał pan w totka?
Kluczyki.
Dzięki. Do widzenia.
Lekarz chce z panem porozmawiać.
TOALETA CZYNNA W BUDYNKU OBOK
Co powiedział lekarz?
O czym?
O twojej matce.
Zalecił operację. Dzięki niej zyska rok życia.
W przeciwnym razie umrze do końca miesiąca.
To ryzykowny zabieg.
Pozwolisz im ją pociąć?
Nie wiem. Zastanawiam się.
Jeśli się zgodzisz, już stąd nie wyjdzie.
Zabieg to nie koniec.
Potem będą rurki, druciki, tlen,
kolejne operacje i cała masa bzdur.
Dzięki, że o mnie napisałeś. Jestem sławny.
To ty?
Wkrótce się odrodzę. Mam już przydział.
- Gratuluję. - Mówiłem serio o twojej matce.
Nie skazuj jej na to. To czysta tortura.
- Gdzie moja mama? - Na OIOM-ie.
- Mogę ją zobaczyć? - Nikogo tam nie wpuszczają.
Jestem jej synem!
Wstęp mają tylko lekarze i personel.
Rozumiem, ale to moja matka!
Proszę zaczekać w sali.
- W jakim jest stanie? - Proszę czekać w sali.
Pob...
Jeśli ona przeżyje, możesz mnie pożreć.
WYSTĄPILI
Wersja polska na zlecenie HBO Start International Polska
Tekst: Bohdan Maliborski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.