Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Z艂e wspomnienia s膮 jednak mile widziane...
Jeste艣cie moj膮 odleg艂膮 m艂odo艣ci膮...
Mo偶emy troch臋 zboczy膰 z drogi? Nie spieszy si臋 panu?
Ale偶 sk膮d.
To nie potrwa d艂ugo. Kolega zrobi tylko ma艂e zakupy.
Dzi艣 trzeba sobie jako艣 radzi膰.
To normalne.
W tym obozie nie jest tak 藕le.
To najlepszy ob贸z we Francji. Mia艂 by膰 dla Niemc贸w.
Nie rozumiem.
Na pocz膮tku wojny my艣leli艣my, 偶e b臋dziemy mie膰 je艅c贸w niemieckich
i oczywi艣cie, nie wzi臋li艣my 偶adnego.
Ale dzi艣, na co艣 si臋 przyda艂y.
Na szcz臋艣cie.
W艂a艣nie.
Nie wiadomo, kto to taki i jak go traktowa膰.
Niekt贸rzy, bez aktu oskar偶enia zostaj膮 tu na zawsze,
a przest臋pcy wychodz膮 szybko i staj膮 si臋 kim艣 wa偶nym...
we w艂adzach departamentu, albo w rz膮dzie Vichy.
Philippe Gerbier, 41 lat. Dyplomowany in偶ynier dr贸g i most贸w.
Umys艂 bystry i niezale偶ny.
Ironiczny i ch艂odny.
Utemperowa膰.
Mo偶e by膰 kim艣 znacz膮cym.
Traktowa膰 艂agodnie.
Podejrzany o sympatie gaullistowskie.
Utemperowa膰.
Zwolniony z braku dowod贸w.
Traktowa膰 艂agodnie.
B臋dzie pan w pawilonie przeznaczonym dla oficer贸w niemieckich.
Czuj臋 si臋 zaszczycony.
Traktowa膰 艂agodnie. Na pewno.
Traktowa膰 艂agodnie, ale... z rezerw膮.
- Philippe Gerbier. - Pu艂kownik Jarret du Plessis.
Nie wiem, za co pan tu jest, ale powiem, za co mnie internowali.
Kiedy艣 powiedzia艂em, 偶e admira艂 Darlant jest oferm膮.
Marsza艂ek Petain te偶 jest oferm膮, bo pozwala,
偶eby marynarze opluwali innych 偶o艂nierzy.
Cierpi pan za pogl膮dy.
Aubert. Jestem aptekarzem.
- Wie pan, co to jest aparat Mahler'a? - Nie.
To pojemnik w kszta艂cie tuby,
w kt贸rym wywo艂uje si臋 reakcje chemiczne pod ci艣nieniem.
Jako chemik musia艂em mie膰 taki przyrz膮d.
Kto艣 na mnie doni贸s艂.
Moje wyja艣nienia puszczono mimo uszu.
Octave Bonnafous.
Komiwoja偶er.
Przypadkiem znalaz艂em si臋 tam, gdzie by艂a manifestacja gaulist贸w...
Teraz prawo ustanawiaj膮 ofermy!
Odebrali mi rent臋.
Kt贸re miejsce mog臋 zaj膮膰?
Jako odpowiedzialny za t臋 cel臋, pozwol臋 sobie
wskaza膰 panu tamten materac w g艂臋bi.
Legrain. Jestem komunist膮.
A to Armel. Jest nauczycielem i katolikiem.
- 艢pi? - Nie, jest bardzo chory.
- A izba chorych? - Nie ma miejsc.
Gra pan w domino?
- Niestety, nie. - Naucz臋 pana.
Nie, dzi臋kuj臋. Nie mam do tego talentu.
Zatem pozwoli pan,
偶e doko艅czymy parti臋, zanim zgasz膮 艣wiat艂o.
Komendant nie jest durniem.
Umie艣ci艂 mnie z trzema idiotami i dw贸jk膮 zagubionych dzieci.
Ju偶 na spacerze?
Pracuj臋 w elektrowni.
Nie藕le.
Nie p艂ac膮 mi, ale lubi臋 to. I chc臋 si臋 czego艣 nauczy膰.
Na razie, towarzyszu.
Jest pan komunist膮?
Nie, ale chyba mog臋 mie膰 towarzyszy?
Zwieziono tu r贸偶nych ludzi.
Rosjan...
Polak贸w.
Algierczyk贸w.
呕yd贸w wszelkiej narodowo艣ci.
Cygan贸w.
Jugos艂owian.
Rumun贸w.
Czech贸w...
Niemieckich i w艂oskich antyfaszyst贸w.
Hiszpa艅skich przeciwnik贸w Franco.
A tak偶e odr贸偶niaj膮cych si臋 od wszystkich przemytnik贸w.
W porz膮dku?
Kierowa艂em budow膮 linii wysokiego napi臋cia w Savoie.
- Pracowa艂 pan w energetyce? - Jak pan.
Pan ma wi臋ksze kwalifikacje.
Ale czasem mo偶emy o tym porozmawia膰.
Oczywi艣cie.
Pewnej nocy umar艂 katolicki nauczyciel.
W zupe艂nej ciszy.
Rano Algierczycy wynie艣li jego cia艂o.
Nigdy nie s艂ysza艂em brzmienia jego g艂osu.
Nie jest mi smutno. Armelowi jest teraz lepiej.
Kiedy艣 wszystkie rachunki b臋d膮 wyr贸wnane.
Panie Gerbier.
Mam pomys艂.
Dzi艣 wieczorem opowiem panu o nim.
Trzeba pokona膰 dwie przeszkody:
Drut kolczasty i stra偶nik贸w.
Nie wsz臋dzie pod drutami jest r贸wny poziom.
Mog臋 wy艂膮czy膰 艣wiat艂a, 偶eby stra偶nicy nic nie widzieli.
Dlaczego nie zrobi艂e艣 tego do tej pory?
Nie chcia艂em ucieka膰 bez Armela.
I nie chcia艂em ucieka膰 sam.
Do pana mam zaufanie.
Dlaczego mi o tym m贸wisz?
Bo pana tam potrzebuj膮.
Zga艣 艣wiat艂o i id藕 spa膰.
Dobranoc.
Niepostrze偶enie dla wszystkich nas plan ucieczki nabiera艂 kszta艂tu.
Powoli eliminowali艣my przeszkody.
Chod藕cie, Gerbier.
Zabierzcie swoje rzeczy.
Pospieszcie si臋.
Po偶egnajcie ode mnie Legraina.
Ale...
Ofermy.
呕egnajcie, panowie.
LINIA DEMARKACYJNA
Przepustki, prosz臋. Dzi臋kuj臋.
Trzeba skorzysta膰 z okazji.
Zapytam o co艣 stra偶nika.
Przebiegnie pan przez dwoje drzwi.
Te wychodz膮 na ulic臋.
Powodzenia.
Przepraszam, nie ma pan papierosa?
Sprzymierzone wojska walcz膮 z bolszewizmem.
Generalissimus Stalin pr贸buje broni膰 Stalingradu.
Czego pan chce?
Miasto b臋dzie zdobyte i zmieni nazw臋.
Golenie.
MARSZA艁EK POWIEDZIA艁...
MARSZA艁EK DOTRZYMUJE S艁OWA...
Prosz臋.
- Dzi臋kuj臋. - Przynios臋 reszt臋.
Prosz臋 to wzi膮膰.
Nie jest 艂adny, ale mam tylko taki.
Paul Dounat, vel Vincent Henry
otrzyma艂 rozkaz przyjazdu do Marsylii,
gdzie w po艂udnie mia艂 czeka膰 przed gmachem s膮du na towarzysza, kt贸rego dobrze zna艂.
Dounat czeka艂 ju偶 kilka minut.
Policja. Dokumenty, prosz臋.
W porz膮dku. Ale prosz臋 na komisariat. Musimy je sprawdzi膰.
Parszywa robota.
Feliks, mo偶e by艣 jednak za艂o偶y艂 kapelusz.
Jak wysi膮dziemy.
Tylko sp贸jrz na niego.
To on was sprzeda艂. Zefira i radiostacj臋.
Paul,
chyba nie trzeba zadawa膰 pyta艅.
Od dawna nie powinni艣my z nim pracowa膰.
To moja wina.
Mamy tyle pracy i tak ma艂o ludzi.
Bizon, nie m贸g艂by艣 jecha膰 szybciej.
Nie mog臋, bo nas namierz膮.
Ja te偶 si臋 艣piesz臋.
Musz臋 naprawi膰 radiostacj臋...
i rower ma艂ego agenta.
Poza tym dzi艣 w nocy jest zrzut.
- Masz nowe dokumenty? - Tak, przy sobie.
Chcesz je teraz?
Dalej nie jedziemy. Mogliby nas namierzy膰.
Chod藕my.
- I艣膰 z wami? - Nie trzeba.
Rzeczywi艣cie.
Te偶 tak my艣l臋.
Przyjad臋 po was, gdy si臋 艣ciemni.
Jeden fa艂szywy ruch i po tobie.
Gdy wynajmowali艣my ten dom, drugi by艂 pusty.
Mimo wszystko, chod藕my.
Pok贸j w g艂臋bi.
To ten zdrajca, kt贸rego trzeba...
Tak, to on.
Ty dowodzisz akcj膮?
To Claude Maska. Prosi艂 o trudne zadanie.
Jestem tu od godziny, 偶eby wszystko przygotowa膰.
Ci obok wprowadzili si臋 w nocy, a mo偶e rano. Wczoraj nikogo tu nie by艂o.
Zaraz do was zadzwoni艂em, ale ju偶 wyjechali艣cie.
Damy sobie rad臋.
Mo偶emy zacz膮膰 przes艂uchanie.
Na strychu ustawi艂em fotele, st贸艂, krzes艂a.
Nie chodzi o proces...
Tylko o to.
Przecie偶 ci obok wszystko us艂ysz膮.
Prosz臋.
艢ciany s膮 cienkie jak papier.
Anglicy nie przys艂ali nam broni z t艂umikiem.
Zobaczmy, czy jest jakie艣 lepsze miejsce.
Jak mog艂e艣?
Nic z tego.
Jest przej艣cie z ich piwnicy do naszej.
Na strychu b臋dzie jeszcze g艂o艣niej.
Potrzebujemy dobrego no偶a.
Bizon ma taki.
N贸偶? Chyba nie m贸wisz powa偶nie.
Nie pozwol臋 ci tego zrobi膰.
F茅lix...
Mo偶e co艣 znajdziesz w jadalni albo w kuchni.
Tak nie mo偶na. To b臋dzie morderstwo!
Przecie偶 jeste艣my tu po to, 偶eby zabi膰, prawda?
Zgoda, ale nie tak.
Rozumiem, 偶e spos贸b...
Nie boj臋 si臋. Przysi臋gam.
Ale to b臋dzie m贸j pierwszy raz. Rozumiesz?
Dla nas to te偶 b臋dzie pierwszy raz. To chyba wida膰?
Nic nie znalaz艂em.
Mo偶e powinni艣my zaczeka膰 na Bizona?
Nie ma czasu.
Musz臋 z艂o偶y膰 raport, 偶e robota jest wykonana.
A niech to szlag!
Przecie偶 nie zat艂uczemy go kolb膮.
Zakneblujcie mu usta.
Trzeba go udusi膰.
Go艂ymi r臋kami?
Nie. W kuchni jest 艣cierka.
Do艣膰 tego!
Jeste艣 tu, 偶eby nam pom贸c to zrobi膰!
Prosi艂e艣 o trudne zadanie, wi臋c nie narzekaj.
Posad藕cie go na krze艣le. Feliks, staniesz za nim.
Ja przytrzymam mu r臋ce, a ty Maska nogi.
Nie b臋dziesz cierpia艂.
Czas na nas.
Ju偶 id臋.
Nie s膮dzi艂em, 偶e to zrobimy.
Ja te偶 nie.
Zawsze miej przy sobie kapsu艂k臋 cyjanku.
Gdy ci臋 aresztuj膮, po艂knij j膮.
Dobrze.
Jean Fran莽ois!
Kopa lat. No prosz臋. Wci膮偶 m艂ody i przystojny.
Te偶 si臋 nie zmieni艂e艣. Co robisz w Marsylii?
Zamkn膮艂em warsztat w Levallois. Naprawiam tu rowery.
A ty?
Nic specjalnego.
Mam spotkanie.
Przejdziesz si臋 ze mn膮?
W porz膮dku. Dogoni臋 ci臋.
Zaczekasz 5 minut?
Dobrze, ale nie ca艂e 偶ycie.
I jak? Wci膮偶 beztroski?
Troch臋 ryzykowne tak paradowa膰 w kurtce lotnika.
Pieprz臋 ich.
No i...?
I co?
Tylko na tyle ci臋 sta膰?
Je艣li na wojnie si臋 nie walczy,
wol臋 inne ciekawsze zaj臋cia.
- Du偶o ciekawsze? - Tak.
Musisz wsta膰 wcze艣nie rano,
cz臋sto spa膰 w poci膮gu,
nie staraj膮c si臋 zrozumie膰, dlaczego.
To ciekawe.
Przyjd藕 do mnie jutro. Napisz臋 ci adres.
Nie trzeba. Zapami臋tam.
- Nikomu nic nie m贸w. - Zwariowa艂e艣?
Nawet swojej dziewczynie.
- Nie mam dziewczyny. - A ta z baru?
Powiedzia艂em, 偶e przyjd臋 za 5 minut. Poczeka.
Rodzicom te偶 wszystko m贸wimy.
Oboje nie 偶yj膮.
Mam brata, ale mieszka w Pary偶u.
Uwielbiam go,
ale nigdy z niczego bym mu si臋 nie zwierzy艂.
LIO艃SKA AGENCJA TEATRALNA
Jest pan um贸wiony z dyrektorem?
Nie, z panem Russelem.
Prosz臋 za mn膮.
Nie mog艂em przyj艣膰 wcze艣niej.
To pilna sprawa.
Ilu ludzi ma p艂yn膮膰 na Gibraltar?
Dw贸ch oficer贸w kanadyjskich z Dieppe,
trzech lotnik贸w z R.A.F.'u...
i dw贸ch Belg贸w skazanych przez Niemc贸w na 艣mier膰.
Ze mn膮 o艣miu.
Gdzie maj膮 czeka膰 na 艂贸d藕 podwodn膮? Klinika jest pod obserwacj膮.
Mo偶na ich ulokowa膰 gdzie艣 w terenie.
Nie, to zbyt niebezpieczne.
Kanadyjczyk wejdzie do kafejki,
my艣l膮c, 偶e m贸wi po francusku bez akcentu.
O przybyciu 艂odzi dowiemy si臋 dzie艅 wcze艣niej.
Trzeba ich ulokowa膰 na farmie Vielat.
Wszystkich?
To niezbyt bezpieczne miejsce.
Nie jeste艣my agencj膮 ubezpieczeniow膮.
No tak. W tej sytuacji...
Wszystko zale偶y od cz艂owieka, kt贸ry si臋 nimi zajmie.
Mam kogo艣. Nie znasz go.
Ma za sob膮 kilka udanych akcji.
Jest w Pary偶u. Ma dostarczy膰 radiostacj臋 Matyldzie.
Kiedy wraca?
Powinien jutro rano.
Jak si臋 zjawi, niech wszystko przygotuje na jutrzejsz膮 noc.
Ja przyjd臋 w ostatniej chwili.
A ty odpocznij.
- Po twoim wyje藕dzie. - Nie.
Potem nie b臋dzie czasu.
Informujemy, 偶e wszystkie baga偶e b臋d膮 poddane kontroli przy wyj艣ciu z peronu.
Prosz臋 otworzy膰 walizk臋.
- Co艣 szmuglujemy? - Nie.
Co to jest?
Sam pan widzi. Radio.
W porz膮dku. Mo偶e pan i艣膰.
By艂y k艂opoty?
Niezupe艂nie.
Dwie kontrole.
Powiedz Feliksowi, 偶e potrzeba nowego kwarcu.
Zmieni艂a si臋 cz臋stotliwo艣膰.
Dobrze. Mog臋 w czym艣 pom贸c?
Tylko nie to.
- Druga jest w walizce. - Zje pan co艣?
Musz臋 kogo艣 odwiedzi膰.
Dzie艅 dobry, Saint - Luc!
Nasz ma艂y Jean!
Wszystkie ksi膮偶ki s膮 na miejscu...
I klawesyn...
I ob贸j.
- Nic si臋 nie zmieni艂o. - O, nie.
Zmieni艂a si臋 nieco temperatura!
呕eby nie marzn膮膰, kupi艂em sobie to.
Gdy pracuj臋 w nocy albo jem...
Zaraz. Jak si臋 tu dosta艂e艣?
Chyba masz Ausweis?
Saint-Luc wr贸ci艂 na ziemi臋! I wie, 偶e trzeba mie膰 Ausweis.
Oczywi艣cie, 偶e mam. A nawet...
jestem bardzo g艂odny.
Zaraz co艣 zjemy. Marie!
Tak, panie Luc?
Co dzi艣 mamy na obiad?
To, co wczoraj. Brukiew.
- Co艣 jeszcze? - Ser z przemytu.
Zosta艂o troch臋 mas艂a,
ale nie ma chleba.
Ja mam kartki na chleb.
Mo偶ecie je wzi膮膰.
Nie bardzo sobie radzisz. I jeste艣 艂akomczuchem.
I co ja na to poradz臋?
A czarny rynek? Jest to jakie艣 wyj艣cie.
Marie boi si臋 偶andarm贸w...
Ty te偶.
Wol臋 gromadzi膰 ciep艂o.
Dzi艣 o ma艂o nie umar艂em z gor膮ca. Dwa razy.
W zat艂oczonym poci膮gu i metrze mo偶na si臋 ugotowa膰.
Tak my艣l臋, czy Matylda, kt贸r膮 pozna艂em nie jest mi bli偶sza od ciebie, bracie,
kt贸rego wci膮偶 kocham, ale z kt贸rym poza wspomnieniami
nie mam wiele wsp贸lnego.
Tego samego dnia wyjecha艂em do Marsylii,
ale ju偶 od dawna nie mia艂em...
tak dziwnych przeczu膰.
No to mamy tu hotel, pani Vielat!
Dobry wiecz贸r.
A wi臋c?
Rybak b臋dzie po p贸艂nocy.
Na 艂ajbie wszyscy si臋 zmieszcz膮.
Przejdziecie z Madelaine przez pola, 偶eby omin膮膰 patrole.
艢wietnie.
Mog臋 i艣膰?
Nie. Jest jeszcze jeden pasa偶er.
Nie spodziewa艂em si臋 wielkiego szefa.
Nie mo偶e wsi膮艣膰 z nami. Jest nas za du偶o.
Pop艂yniecie inn膮 艂ajb膮. Bizon was zaprowadzi.
Czekajcie na sygna艂 艣wietlny. Trzy kr贸tkie, jeden d艂ugi.
Rozumiem.
Mamy ma艂o czasu.
A wi臋c ile jeste艣my d艂u偶ni?
Zap艂acicie innym razem.
Zawsze tak pani m贸wi.
Skoro pan wraca, to znaczy, 偶e jest tu panu dobrze.
B臋dziecie szli g臋siego.
Nie za blisko, ale nie tra膰cie si臋 z oczu.
呕adnego szmeru. Ani s艂owa.
Tylko bez g艂upstw. Mam bro艅! Co tu robicie o tej porze?
A wy?
Jestem szwagrem Sylvii Vielat.
Piel臋gniarki?
Sprawdzam, czy wszystko jest w porz膮dku.
- I...? - Jest dobrze.
呕andarmi poszli wy偶ej.
Niemc贸w jest niewielu i nie znaj膮 terenu. Polegaj膮 na celnikach.
A celnicy?
To r贸wne ch艂opy. Ja jestem celnikiem.
A to jest m贸j sektor.
No tak. Rzeczywi艣cie.
Na pok艂ad!
Powodzenia, szefie.
To ciekawe, 偶e wielki szef wygl膮da jak inni.
Na tej 艂odzi, stykaj膮 si臋 podstawa i szczyt piramidy.
Meandry matematyki. Po wojnie pogadam o tym z bratem.
Ciesz臋 si臋, 偶e p艂yniemy razem.
Ja te偶.
Nie mog臋 da膰 wam wszystkiego, o co prosicie.
Brytyjczycy nie bardzo wierz膮 w skuteczno艣膰 waszego ruchu oporu.
Ca艂e lotnictwo ma wzi膮膰 udzia艂 w bombardowaniu Niemiec.
Ale usprawnimy wasz膮 艂膮czno艣膰.
Wy艣lemy wam kilku radiotelegrafist贸w
i pomo偶emy waszym ludziom
lepiej przygotowa膰 l膮dowiska.
Na godzin臋 przed ceremoni膮, Jardie poprosi艂, 偶ebym mu towarzyszy艂.
Dla Francuz贸w wojna si臋 sko艅czy, gdy zaczn膮 czyta膰 "Canard Enchaine" i obejrz膮 ten film.
Dowiedzia艂em si臋 o aresztowaniu Feliksa.
W Londynie mia艂em mn贸stwo spraw do za艂atwienia,
ale po zatrzymaniu Feliksa, nie chcia艂em tu zostawa膰
i tej nocy postanowi艂em wr贸ci膰 do kraju.
Skaka艂 pan na spadochronie?
Nie, nigdy.
Prosz臋 uwa偶a膰. Jak tylko dotknie pan ziemi,
prosz臋 stara膰 si臋 nie upa艣膰, tylko ugi膮膰 nogi.
- Rozumie pan? - Tak. Mniej wi臋cej.
Podczas mojej nieobecno艣ci, po aresztowaniu Feliksa, Matylda przenios艂a si臋 do Lionu.
Poniewa偶 odznacza艂a si臋 zmys艂em organizacyjnym,
przydzieli艂em jej funkcj臋 mojej asystentki.
Szef m贸wi艂, 偶e jest niezwyk艂膮 kobiet膮.
Jednak mnie zadziwi艂a.
Potrafi艂a wydawa膰 i wykonywa膰 rozkazy.
Podejmowa艂a wyzwania, dzia艂a艂a metodycznie i by艂a cierpliwa.
Godzinami studiowa艂a map臋 Akademii Wojskowej
siedziby gestapo.
Odkry艂a, 偶e trzymaj膮 tam Feliksa w celi dla wi臋藕ni贸w, kt贸rych si臋 przes艂uchuje.
Przekonywa艂a, 偶e aby tam wej艣膰 trzeba wysadzi膰 mur.
Potem zmieni艂a plan dzia艂ania
i zacz臋艂a opracowywa膰 inny spos贸b odbicia Feliksa.
Znalaz艂a miejsce, sk膮d mog艂em wydawa膰 rozkazy.
Trudno wyobrazi膰 sobie r贸wnie dobr膮 siedzib臋 sztabu.
Teraz jestem go艣ciem barona Ferte-Taloir,
niegdy艣 oficera kawalerii. To oczywiste.
Przed wojn膮,
by艂em zatwardzia艂ym wrogiem Republiki.
Skrzykn膮艂em wszystkich moich dzier偶awc贸w,
ca艂膮 s艂u偶b臋 i uformowa艂em, ma艂y pluton, uzbrojony w strzelby i rewolwery,
kt贸ry mia艂 dokona膰 najazdu, konno,
na s膮siedni膮 prefektur臋, w razie powstania rojalist贸w.
Ten doskonale wy膰wiczony pluton wci膮偶 istnieje
i jest got贸w stan膮膰 w mojej obronie.
Baron zaproponowa艂, 偶ebym przygotowa艂 miejsce dla spadochroniarzy i zrzut贸w.
To, co zrobili艣my, przesz艂o jego naj艣mielsze oczekiwania.
To by艂a dziwna ewolucja.
Podczas gdy pierwszy samolot l膮dowa艂,
drugi, identyczny, znacznie obni偶a艂 pu艂ap lotu.
Tak, aby zak艂贸ci膰 swoim silnikiem
l膮dowanie pierwszego,
p贸藕niej wykonywa艂 ten sam manewr.
Tej nocy czterech ludzi przyby艂o z Londynu i czterech odlecia艂o.
Bizon, Maska, Jean-Francois i Matilda
czuwali nad bezpiecze艅stwem operacji.
Czy m膮偶 wie, czym si臋 pani zajmuje?
Absolutnie nie.
Ani moja c贸rka.
To ona.
Ma 17 lat.
Prosz臋 tego nie nosi膰 przy sobie.
Ma pan racj臋. Rozstan臋 si臋 z tym.
Zanim przejdziemy do rutynowych ustale艅...
musimy zaj膮膰 si臋 Feliksem.
Wiem, 偶e Feliks nie ma cyjanku.
Nie obawiam si臋, 偶e zacznie m贸wi膰...
ale nie ma mo偶liwo艣ci unikni臋cia tortur.
Gestapo nie dopu艣ci do tego, 偶eby pope艂ni艂 samob贸jstwo.
Musimy oszcz臋dzi膰 mu cierpie艅, kt贸re mog膮 trwa膰 dni, tygodnie.
My艣la艂am o tym.
- Nie ma wielu mo偶liwo艣ci. - A jest jaka艣?
Trzeba wej艣膰 do siedziby gestapo i uwolni膰 Feliksa.
Matylda, chc臋 uwolni膰 Feliksa,
ale nasza grupa bojowa nie ma szans. Nie mog臋 po艣wi臋ci膰 ludzi.
A po co grupa bojowa?
Zajmiemy si臋 tym: Maska, Jean-Francois, Bizon i ja.
Jak?
Jaki ma pani plan?
Mo偶e pan za艂atwi膰 trzy niemieckie mundury?
- Oczywi艣cie. - A wi臋c prosz臋.
Trzeba tylko znale藕膰 spos贸b, 偶eby uprzedzi膰 Feliksa.
Jeszcze nie wiem jak,
ale co艣 wymy艣l臋.
Chodzi o to, 偶eby na nas czeka艂 i by艂 przygotowany.
Od tygodnia pr贸buj臋 nawi膮za膰 z nim kontakt.
Akademia jest chyba zbudowana przez niemieckiego architekta.
- Nie wejdziemy tam. - Wiem, 偶e nie b臋dzie 艂atwo.
Gor膮ce.
Panie Gerbier.
Nie mam tyle odwagi co Maska...
ani takiej si艂y jak Bizon...
ani brawury jak Matylda.
Nie wezm臋 udzia艂u w tej akcji.
Ale jestem pewien...
偶e Matylda...
i moi towarzysze poradz膮 sobie.
Prosz臋 nie stara膰 si臋 zrozumie膰, co si臋 ze mn膮 dzieje.
PAN DUPONT, ZAMIESZKA艁Y POD NUMEREM 9, RUE SAINT JEAN
DU呕O WIE O RUCHU OPORU
Jak je za艂atwili艣cie?
B臋d膮 potrzebne tylko dwa mundury.
Wiem, pani Matyldo.
Nie zrobicie tego beze mnie.
A ja nie pozwol臋 i艣膰 panu z nami.
Kiedy艣 powiedzia艂 mi pan:
"Nie mog臋 nikogo po艣wi臋ca膰".
Zw艂aszcza kogo艣 takiego jak pan.
To te偶 dotyczy pani.
- Je艣li chodzi o Feliksa... - Prosz臋 pos艂ucha膰.
Dw贸ch m臋偶czyzn...
nie powinno wzbudzi膰 podejrze艅.
Ale trzech tak.
Gdy by艂 Jean-Fran莽ois prosi艂a pani o trzy mundury.
Tak, ale ostatecznie...
pomy艣la艂am, 偶e Maska i Bizon wystarcz膮.
Jean-Francois...
Mam do niego zaufanie.
Ja te偶. W艂a艣nie chcia艂am to powiedzie膰.
Ale nie przypuszcza艂am, 偶e tak nas zostawi.
Kto to?
Kto艣 napisa艂 na niego donos.
Mo偶ecie wej艣膰.
Oczywi艣cie, Dupont to pa艅skie nazwisko.
Oczywi艣cie.
Do jakiej organizacji pan nale偶y?
Nie rozumiem. O czym pan m贸wi?
Wie pan, co panu grozi?
Rozstrzelanie. I nikt si臋 nie dowie, co si臋 z panem sta艂o.
Mia艂em przeczucie, 偶e musz臋 opu艣ci膰 t臋 przysta艅.
Trzy dni p贸藕niej baron i jego pluton
zostali bez s膮du rozstrzelani.
Mamy zabra膰 niejakiego Feliksa Lepercq'a do Pary偶a.
Do sztabu Obersturmfuhrera Boemelburga.
Tak, tego terroryst臋. To pilne.
- Otwieraj. - Chwileczk臋.
Przyjecha艂 ambulans z paryskiego gestapo.
Ma zabra膰 terroryst臋 Feliksa Lepercqa.
Sprowad藕 lekarza.
Niech wyda zezwolenie na transfer.
S艂yszysz mnie?
Matylda, Bizon i Maska s膮 tutaj.
Pomog臋 ci.
Bardzo cierpisz?
To niemo偶liwe.
Jest w ci臋偶kim stanie.
Umiera.
Niestety.
Nie mog臋 zezwoli膰 na transport umieraj膮cego. Przykro mi.
Dobrze. Z艂o偶臋 raport.
Mam kapsu艂ki cyjanku.
Chcesz jedn膮?
Nie mogli艣my uratowa膰 Feliksa.
Nikt i w 偶aden spos贸b.
Nawet pan.
Poza tym poszukuje pana policja.
A wi臋c niech pan wyjedzie na jaki艣 czas.
I to pierwszym samolotem.
Niech pani o tym zapomni.
Wsz臋dzie powstaj膮 ma艂e grupy ruchu oporu.
Musz膮 dzia艂a膰 pod jednym dow贸dztwem.
Trzeba ich przeszkoli膰, zaopatrzy膰 w bro艅.
Nie widz臋 nikogo, kto m贸g艂by mnie zast膮pi膰.
Je艣li pana z艂api膮, kto艣 musi zaj膮膰 pa艅skie miejsce.
Policja!
Co, smakuje jedzonko u Germaine?
Podjadamy sobie mi臋sko i to bez kartek...
P贸jdziemy sprawdzi膰 wasze dokumenty.
No, jazda!
Zachowam na p贸藕niej.
Kaza艂 ko艅czy膰 palenie.
Zaraz po nas przyjd膮. Nie chce mie膰 k艂opot贸w.
Ka偶dy z nas ma k艂opoty.
Tym razem nie byle jakie.
S艂owo "kocha膰" ma dla mnie sens tylko w zwi膮zku z szefem.
Jest dla mnie najwa偶niejszy.
Chocia偶 偶ycie jest dla mnie wa偶niejsze.
Gdyby Luc Jardie umar艂, ja chcia艂bym wci膮偶 偶y膰.
Wkr贸tce umr臋,
ale nie boj臋 si臋.
Jak mo偶na nie odczuwa膰 strachu przed 艣mierci膮?
Poniewa偶 jestem zbyt ograniczony, 偶eby w to uwierzy膰.
Je艣li nie uwierz臋 w to do ostatniej chwili,
nigdy nie umr臋.
Co za odkrycie! To by si臋 spodoba艂o szefowi.
Musz臋 si臋 temu bli偶ej przyjrze膰. Musz臋...
Za chwil臋 odwr贸cicie si臋 plecami
do karabin贸w i twarzami do muru.
Biegnijcie tak szybko, jak tylko mo偶ecie.
Nie b臋dziemy strzela膰 od razu. Damy wam szans臋.
Ten, kto dobiegnie do muru,
zostanie rozstrzelany p贸藕niej, z innymi skazanymi.
Trzeba spr贸bowa膰. Nie mamy nic do stracenia.
Wie, 偶e mam problem z nogami.
Czeka na widowisko.
A jednak bardziej ufam jego zapewnieniu, ni偶 sobie.
Biegnijcie!
Nie chc臋 biec.
Nie b臋d臋 biec.
W akcji najwa偶niejsza jest precyzja.
To robota Matyldy.
Z takimi informacjami to nic trudnego.
A gdybym nie pobieg艂?
Co艣 nie tak?
Chodzi o tych, kt贸rzy zostali?
Nie. My艣l臋 o oficerze, kt贸ry wiedzia艂, 偶e pobiegn臋.
Jak oszala艂y kr贸lik!
Szybko.
Nie ma to jak czu膰 si臋 bezpiecznie.
Wystarczy na miesi膮c.
Jest woda, ale spr贸buj臋 wytrzasn膮膰 wino.
Nie, Guillaume. Wr贸cisz tu za miesi膮c.
No to jad臋. Lepiej, 偶eby nikt nie widzia艂 samochodu.
Jed藕.
Uwa偶aj na r臋k臋 i nog臋,
- 偶eby nie wywi膮za艂a si臋 infekcja. - Dobrze, Guillaume.
Brzytwa jest na stole.
Od trzech tygodni 偶yj臋 sam,
jak wystraszone zwierz臋.
Przygotowuj臋 d艂ugi raport do Londynu,
wierz膮c, 偶e wci膮偶 mog臋 si臋 do czego艣 przyda膰.
Od tamtej pory nie widzia艂em Matyldy ani pozosta艂ych.
PODSTAWOWE ZAGADNIENIA MATEMATYCZNE W ZARYSIE
M贸j kontakt ze 艣wiatem ogranicza艂 si臋 do lektury
ksi膮偶ek, kt贸re Luc Jardie napisa艂 przed wojn膮.
Noc膮 uporczywie my艣l臋 o znikni臋ciu Jeana-Francois.
To Bizon, czy Maska?
To pan?
Pan?
Chcia艂em z panem porozmawia膰.
- Kiedy pan wr贸ci艂? - Cztery dni temu.
Po aresztowaniu Matyldy.
Musimy o niej porozmawia膰.
Musimy, Philippe.
Zatrzymano j膮 27.
Nic z艂ego jej nie zrobili.
Znalaz艂a spos贸b, 偶eby nas o tym powiadomi膰.
Gestapo szybko ustali艂o jej to偶samo艣膰 i...
gdzie mieszka jej rodzina.
Na nieszcz臋艣cie Matylda mia艂a przy sobie zdj臋cie c贸rki...
Domy艣la si臋 pan, co by艂o dalej.
- Zdj臋cie? - Tak.
To by艂 jej jedyny b艂膮d.
Niemcy szybko znale藕li s艂abe punkty tej niezwyk艂ej kobiety.
Zdj臋cie...
Dlaczego zatrzyma艂a je przy sobie? M贸wi艂em jej!
To wspaniale.
B艂aga艂a ich, 偶eby oddali jej to zdj臋cie.
Jak to?
Dostali艣my od Matyldy S.O.S. Niemcy dali wyb贸r:
Je艣li nie zdradzi nazwisk najwa偶niejszych bojownik贸w,
wy艣l膮 jej c贸rk臋 do Polski,
do burdelu dla 偶o艂nierzy z frontu wschodniego.
Tak si臋 przedstawia problem.
Musimy znale藕膰 jakie艣 rozwi膮zanie.
Nie mo偶e uciec?
Nie, ani pope艂ni膰 samob贸jstwa.
Gestapo spokojnie czeka. Wszystko zale偶y od jej uczu膰 do c贸rki.
Mo偶e gra膰 na czas?
Jak d艂ugo?
Nie. Daleko nam jeszcze do rozwi膮zania problemu.
Jest Bizon.
Nie musi wiedzie膰, 偶e tu jestem.
Prosz臋 i艣膰 do tamtego pokoju.
Przywioz艂em nowe okulary. S膮 takie same.
Wiesz co艣 o Matyldzie?
- No wi臋c? - Nie.
Co?
Nie wiem.
Tu jest wszystko napisane.
Wczoraj rano zwolnili Matyld臋.
W nocy aresztowano Gerbonelle'a i Arnauda.
Zgadza si臋?
Skoro tak napisali...
Maska...
Wiedzia艂e艣 o tym?
To nie ja sporz膮dzam raporty.
Trzeba zlikwidowa膰 Matyld臋. Za wszelk膮 cen臋.
To niemo偶liwe...
Nawet nie dotkn臋 pani Matyldy.
Pracowa艂em z ni膮. Uratowa艂a mi 偶ycie.
Widzia艂em j膮 na dziedzi艅cu gestapo. To wielka kobieta!
Facet贸w... nie ma sprawy.
Kiedy tylko chcesz.
Ale pani Matyldy...
Nigdy! Nigdy w 偶yciu.
Koniec dyskusji.
Musi umrze膰 i umrze.
Nie zrobisz tego!
Zrobi to kto艣 inny.
A gdy zajdzie potrzeba, ja.
Nie zrobisz tego!
Nie masz prawa!
Tam na strzelnicy m贸g艂by艣 zosta膰 z tamtymi,
gdyby pani Matylda nie znalaz艂a rozwi膮zania z granatami.
Nie zrobisz tego.
Przecie偶 nas te偶 mog艂a wyda膰.
Ale nie wyda艂a ani ciebie, ani mnie.
Teraz chroni swoj膮 c贸rk臋. Nie mo偶emy jej os膮dza膰.
Wystarczy! To ju偶 postanowione.
Je艣li jeste艣 takim s艂abeuszem,
ciebie pierwszego zabij臋.
Przesta艅!
Odczep si臋! By艂e艣 jeszcze dzieckiem, gdy dowodzi艂em lud藕mi.
Co ty sobie my艣lisz?
呕e pozwol臋 wam to zrobi膰? Zwariowali艣cie?
Spadaj, bo ciebie te偶 zabij臋!
Chyba w tym opuszczonym domu potrzeba kogo艣 mniej porywczego.
Usi膮d藕, przyjacielu.
Zapal sobie. To ci dobrze zrobi.
Prawda, Gerbier?
Wszystko pan s艂ysza艂.
Zgadza si臋.
Tak, Matylda jest cudown膮 kobiet膮.
Bardziej, ni偶 s膮dzisz.
- Ale zabijemy j膮. - Nie zgadzam si臋.
Sam si臋 przekonasz.
Zabijemy Matyld臋, poniewa偶 nas o to prosi艂a.
Tak powiedzia艂a?
Nie, ale 艂atwo to zgadn膮膰.
Pomy艣l.
Gdyby chcia艂a tylko ratowa膰 c贸rk臋,
mog艂aby poda膰 nazwiska i adresy. Wiesz, jak膮 ma pami臋膰.
Zamiast tego, m贸wi, 偶e cz臋sto zmieniamy adres,
musi nawi膮za膰 kontakty... Kr贸tko m贸wi膮c.
Po to by j膮 wypu艣cili. Czy to jasne?
Postaw si臋 w jej sytuacji.
Musisz wyda膰 przyjaci贸艂
i nie mo偶esz pope艂ni膰 samob贸jstwa.
Chcia艂bym, 偶eby mnie zabito.
My艣lisz, 偶e jeste艣 odwa偶niejszy od Matyldy?
- Przepraszam. - We藕 niemiecki w贸z.
Maska b臋dzie prowadzi艂. Pojad臋 z wami.
Oszala艂 pan?
Matylda ch臋tnie mnie zobaczy.
To nie miejsce dla pana.
To rozkaz.
Nie ma takiej potrzeby, szefie.
Jest pan pewien, 偶e w艂a艣nie tego chce Matylda?
Czy jestem...
Mo偶liwe, 偶e moja hipoteza jest s艂uszna.
Mo偶liwe, 偶e chcia艂a zobaczy膰 c贸rk臋 i teraz nie chce umiera膰.
Tego chc臋 si臋 dowiedzie膰.
W tych ci臋偶kich chwilach powinienem by膰 z wami.
W samochodzie zab贸jc贸w.
Ju偶 nie ma na 艣wiecie nic 艣wi臋tego.
NIEDZIELA, 23 LUTEGO, 1943 ROKU
Szybko!
GUILLAUME VERMERSCH: 16 GRUDNIA, 1943 ROKU
MASKA MIA艁 CZAS, 呕EBY PO艁KN膭膯 CYJANEK.
GUILLAUME VERMERSCH: 16 GRUDNIA, 1943 ROKU
W NIEMIECKIM WI臉ZIENIU BIZONOWI ODR膭BANO G艁OW臉 SIEKIER膭.
22 STYCZNIA, 1944 ROKU, PODCZAS TORTUR, UMIERA LUC JARDIE.
ZDRADZI艁 TYLKO SWOJE NAZWISKO
A 13 LUTEGO, 1944 ROKU, PHILIPPE GERBIER
TYM RAZEM POSTANOWI艁, 呕E NIE B臉DZIE BIEG艁...
Synchro: MaAd
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.