Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Złe wspomnienia są jednak mile widziane...
Jesteście moją odległą młodością...
Możemy trochę zboczyć z drogi? Nie spieszy się panu?
Ależ skąd.
To nie potrwa długo. Kolega zrobi tylko małe zakupy.
Dziś trzeba sobie jakoś radzić.
To normalne.
W tym obozie nie jest tak źle.
To najlepszy obóz we Francji. Miał być dla Niemców.
Nie rozumiem.
Na początku wojny myśleliśmy, że będziemy mieć jeńców niemieckich
i oczywiście, nie wzięliśmy żadnego.
Ale dziś, na coś się przydały.
Na szczęście.
Właśnie.
Nie wiadomo, kto to taki i jak go traktować.
Niektórzy, bez aktu oskarżenia zostają tu na zawsze,
a przestępcy wychodzą szybko i stają się kimś ważnym...
we władzach departamentu, albo w rządzie Vichy.
Philippe Gerbier, 41 lat. Dyplomowany inżynier dróg i mostów.
Umysł bystry i niezależny.
Ironiczny i chłodny.
Utemperować.
Może być kimś znaczącym.
Traktować łagodnie.
Podejrzany o sympatie gaullistowskie.
Utemperować.
Zwolniony z braku dowodów.
Traktować łagodnie.
Będzie pan w pawilonie przeznaczonym dla oficerów niemieckich.
Czuję się zaszczycony.
Traktować łagodnie. Na pewno.
Traktować łagodnie, ale... z rezerwą.
- Philippe Gerbier. - Pułkownik Jarret du Plessis.
Nie wiem, za co pan tu jest, ale powiem, za co mnie internowali.
Kiedyś powiedziałem, że admirał Darlant jest ofermą.
Marszałek Petain też jest ofermą, bo pozwala,
żeby marynarze opluwali innych żołnierzy.
Cierpi pan za poglądy.
Aubert. Jestem aptekarzem.
- Wie pan, co to jest aparat Mahler'a? - Nie.
To pojemnik w kształcie tuby,
w którym wywołuje się reakcje chemiczne pod ciśnieniem.
Jako chemik musiałem mieć taki przyrząd.
Ktoś na mnie doniósł.
Moje wyjaśnienia puszczono mimo uszu.
Octave Bonnafous.
Komiwojażer.
Przypadkiem znalazłem się tam, gdzie była manifestacja gaulistów...
Teraz prawo ustanawiają ofermy!
Odebrali mi rentę.
Które miejsce mogę zająć?
Jako odpowiedzialny za tę celę, pozwolę sobie
wskazać panu tamten materac w głębi.
Legrain. Jestem komunistą.
A to Armel. Jest nauczycielem i katolikiem.
- Śpi? - Nie, jest bardzo chory.
- A izba chorych? - Nie ma miejsc.
Gra pan w domino?
- Niestety, nie. - Nauczę pana.
Nie, dziękuję. Nie mam do tego talentu.
Zatem pozwoli pan,
że dokończymy partię, zanim zgaszą światło.
Komendant nie jest durniem.
Umieścił mnie z trzema idiotami i dwójką zagubionych dzieci.
Już na spacerze?
Pracuję w elektrowni.
Nieźle.
Nie płacą mi, ale lubię to. I chcę się czegoś nauczyć.
Na razie, towarzyszu.
Jest pan komunistą?
Nie, ale chyba mogę mieć towarzyszy?
Zwieziono tu różnych ludzi.
Rosjan...
Polaków.
Algierczyków.
Żydów wszelkiej narodowości.
Cyganów.
Jugosłowian.
Rumunów.
Czechów...
Niemieckich i włoskich antyfaszystów.
Hiszpańskich przeciwników Franco.
A także odróżniających się od wszystkich przemytników.
W porządku?
Kierowałem budową linii wysokiego napięcia w Savoie.
- Pracował pan w energetyce? - Jak pan.
Pan ma większe kwalifikacje.
Ale czasem możemy o tym porozmawiać.
Oczywiście.
Pewnej nocy umarł katolicki nauczyciel.
W zupełnej ciszy.
Rano Algierczycy wynieśli jego ciało.
Nigdy nie słyszałem brzmienia jego głosu.
Nie jest mi smutno. Armelowi jest teraz lepiej.
Kiedyś wszystkie rachunki będą wyrównane.
Panie Gerbier.
Mam pomysł.
Dziś wieczorem opowiem panu o nim.
Trzeba pokonać dwie przeszkody:
Drut kolczasty i strażników.
Nie wszędzie pod drutami jest równy poziom.
Mogę wyłączyć światła, żeby strażnicy nic nie widzieli.
Dlaczego nie zrobiłeś tego do tej pory?
Nie chciałem uciekać bez Armela.
I nie chciałem uciekać sam.
Do pana mam zaufanie.
Dlaczego mi o tym mówisz?
Bo pana tam potrzebują.
Zgaś światło i idź spać.
Dobranoc.
Niepostrzeżenie dla wszystkich nas plan ucieczki nabierał kształtu.
Powoli eliminowaliśmy przeszkody.
Chodźcie, Gerbier.
Zabierzcie swoje rzeczy.
Pospieszcie się.
Pożegnajcie ode mnie Legraina.
Ale...
Ofermy.
Żegnajcie, panowie.
LINIA DEMARKACYJNA
Przepustki, proszę. Dziękuję.
Trzeba skorzystać z okazji.
Zapytam o coś strażnika.
Przebiegnie pan przez dwoje drzwi.
Te wychodzą na ulicę.
Powodzenia.
Przepraszam, nie ma pan papierosa?
Sprzymierzone wojska walczą z bolszewizmem.
Generalissimus Stalin próbuje bronić Stalingradu.
Czego pan chce?
Miasto będzie zdobyte i zmieni nazwę.
Golenie.
MARSZAŁEK POWIEDZIAŁ...
MARSZAŁEK DOTRZYMUJE SŁOWA...
Proszę.
- Dziękuję. - Przyniosę resztę.
Proszę to wziąć.
Nie jest ładny, ale mam tylko taki.
Paul Dounat, vel Vincent Henry
otrzymał rozkaz przyjazdu do Marsylii,
gdzie w południe miał czekać przed gmachem sądu na towarzysza, którego dobrze znał.
Dounat czekał już kilka minut.
Policja. Dokumenty, proszę.
W porządku. Ale proszę na komisariat. Musimy je sprawdzić.
Parszywa robota.
Feliks, może byś jednak założył kapelusz.
Jak wysiądziemy.
Tylko spójrz na niego.
To on was sprzedał. Zefira i radiostację.
Paul,
chyba nie trzeba zadawać pytań.
Od dawna nie powinniśmy z nim pracować.
To moja wina.
Mamy tyle pracy i tak mało ludzi.
Bizon, nie mógłbyś jechać szybciej.
Nie mogę, bo nas namierzą.
Ja też się śpieszę.
Muszę naprawić radiostację...
i rower małego agenta.
Poza tym dziś w nocy jest zrzut.
- Masz nowe dokumenty? - Tak, przy sobie.
Chcesz je teraz?
Dalej nie jedziemy. Mogliby nas namierzyć.
Chodźmy.
- Iść z wami? - Nie trzeba.
Rzeczywiście.
Też tak myślę.
Przyjadę po was, gdy się ściemni.
Jeden fałszywy ruch i po tobie.
Gdy wynajmowaliśmy ten dom, drugi był pusty.
Mimo wszystko, chodźmy.
Pokój w głębi.
To ten zdrajca, którego trzeba...
Tak, to on.
Ty dowodzisz akcją?
To Claude Maska. Prosił o trudne zadanie.
Jestem tu od godziny, żeby wszystko przygotować.
Ci obok wprowadzili się w nocy, a może rano. Wczoraj nikogo tu nie było.
Zaraz do was zadzwoniłem, ale już wyjechaliście.
Damy sobie radę.
Możemy zacząć przesłuchanie.
Na strychu ustawiłem fotele, stół, krzesła.
Nie chodzi o proces...
Tylko o to.
Przecież ci obok wszystko usłyszą.
Proszę.
Ściany są cienkie jak papier.
Anglicy nie przysłali nam broni z tłumikiem.
Zobaczmy, czy jest jakieś lepsze miejsce.
Jak mogłeś?
Nic z tego.
Jest przejście z ich piwnicy do naszej.
Na strychu będzie jeszcze głośniej.
Potrzebujemy dobrego noża.
Bizon ma taki.
Nóż? Chyba nie mówisz poważnie.
Nie pozwolę ci tego zrobić.
Félix...
Może coś znajdziesz w jadalni albo w kuchni.
Tak nie można. To będzie morderstwo!
Przecież jesteśmy tu po to, żeby zabić, prawda?
Zgoda, ale nie tak.
Rozumiem, że sposób...
Nie boję się. Przysięgam.
Ale to będzie mój pierwszy raz. Rozumiesz?
Dla nas to też będzie pierwszy raz. To chyba widać?
Nic nie znalazłem.
Może powinniśmy zaczekać na Bizona?
Nie ma czasu.
Muszę złożyć raport, że robota jest wykonana.
A niech to szlag!
Przecież nie zatłuczemy go kolbą.
Zakneblujcie mu usta.
Trzeba go udusić.
Gołymi rękami?
Nie. W kuchni jest ścierka.
Dość tego!
Jesteś tu, żeby nam pomóc to zrobić!
Prosiłeś o trudne zadanie, więc nie narzekaj.
Posadźcie go na krześle. Feliks, staniesz za nim.
Ja przytrzymam mu ręce, a ty Maska nogi.
Nie będziesz cierpiał.
Czas na nas.
Już idę.
Nie sądziłem, że to zrobimy.
Ja też nie.
Zawsze miej przy sobie kapsułkę cyjanku.
Gdy cię aresztują, połknij ją.
Dobrze.
Jean François!
Kopa lat. No proszę. Wciąż młody i przystojny.
Też się nie zmieniłeś. Co robisz w Marsylii?
Zamknąłem warsztat w Levallois. Naprawiam tu rowery.
A ty?
Nic specjalnego.
Mam spotkanie.
Przejdziesz się ze mną?
W porządku. Dogonię cię.
Zaczekasz 5 minut?
Dobrze, ale nie całe życie.
I jak? Wciąż beztroski?
Trochę ryzykowne tak paradować w kurtce lotnika.
Pieprzę ich.
No i...?
I co?
Tylko na tyle cię stać?
Jeśli na wojnie się nie walczy,
wolę inne ciekawsze zajęcia.
- Dużo ciekawsze? - Tak.
Musisz wstać wcześnie rano,
często spać w pociągu,
nie starając się zrozumieć, dlaczego.
To ciekawe.
Przyjdź do mnie jutro. Napiszę ci adres.
Nie trzeba. Zapamiętam.
- Nikomu nic nie mów. - Zwariowałeś?
Nawet swojej dziewczynie.
- Nie mam dziewczyny. - A ta z baru?
Powiedziałem, że przyjdę za 5 minut. Poczeka.
Rodzicom też wszystko mówimy.
Oboje nie żyją.
Mam brata, ale mieszka w Paryżu.
Uwielbiam go,
ale nigdy z niczego bym mu się nie zwierzył.
LIOŃSKA AGENCJA TEATRALNA
Jest pan umówiony z dyrektorem?
Nie, z panem Russelem.
Proszę za mną.
Nie mogłem przyjść wcześniej.
To pilna sprawa.
Ilu ludzi ma płynąć na Gibraltar?
Dwóch oficerów kanadyjskich z Dieppe,
trzech lotników z R.A.F.'u...
i dwóch Belgów skazanych przez Niemców na śmierć.
Ze mną ośmiu.
Gdzie mają czekać na łódź podwodną? Klinika jest pod obserwacją.
Można ich ulokować gdzieś w terenie.
Nie, to zbyt niebezpieczne.
Kanadyjczyk wejdzie do kafejki,
myśląc, że mówi po francusku bez akcentu.
O przybyciu łodzi dowiemy się dzień wcześniej.
Trzeba ich ulokować na farmie Vielat.
Wszystkich?
To niezbyt bezpieczne miejsce.
Nie jesteśmy agencją ubezpieczeniową.
No tak. W tej sytuacji...
Wszystko zależy od człowieka, który się nimi zajmie.
Mam kogoś. Nie znasz go.
Ma za sobą kilka udanych akcji.
Jest w Paryżu. Ma dostarczyć radiostację Matyldzie.
Kiedy wraca?
Powinien jutro rano.
Jak się zjawi, niech wszystko przygotuje na jutrzejszą noc.
Ja przyjdę w ostatniej chwili.
A ty odpocznij.
- Po twoim wyjeździe. - Nie.
Potem nie będzie czasu.
Informujemy, że wszystkie bagaże będą poddane kontroli przy wyjściu z peronu.
Proszę otworzyć walizkę.
- Coś szmuglujemy? - Nie.
Co to jest?
Sam pan widzi. Radio.
W porządku. Może pan iść.
Były kłopoty?
Niezupełnie.
Dwie kontrole.
Powiedz Feliksowi, że potrzeba nowego kwarcu.
Zmieniła się częstotliwość.
Dobrze. Mogę w czymś pomóc?
Tylko nie to.
- Druga jest w walizce. - Zje pan coś?
Muszę kogoś odwiedzić.
Dzień dobry, Saint - Luc!
Nasz mały Jean!
Wszystkie książki są na miejscu...
I klawesyn...
I obój.
- Nic się nie zmieniło. - O, nie.
Zmieniła się nieco temperatura!
Żeby nie marznąć, kupiłem sobie to.
Gdy pracuję w nocy albo jem...
Zaraz. Jak się tu dostałeś?
Chyba masz Ausweis?
Saint-Luc wrócił na ziemię! I wie, że trzeba mieć Ausweis.
Oczywiście, że mam. A nawet...
jestem bardzo głodny.
Zaraz coś zjemy. Marie!
Tak, panie Luc?
Co dziś mamy na obiad?
To, co wczoraj. Brukiew.
- Coś jeszcze? - Ser z przemytu.
Zostało trochę masła,
ale nie ma chleba.
Ja mam kartki na chleb.
Możecie je wziąć.
Nie bardzo sobie radzisz. I jesteś łakomczuchem.
I co ja na to poradzę?
A czarny rynek? Jest to jakieś wyjście.
Marie boi się żandarmów...
Ty też.
Wolę gromadzić ciepło.
Dziś o mało nie umarłem z gorąca. Dwa razy.
W zatłoczonym pociągu i metrze można się ugotować.
Tak myślę, czy Matylda, którą poznałem nie jest mi bliższa od ciebie, bracie,
którego wciąż kocham, ale z którym poza wspomnieniami
nie mam wiele wspólnego.
Tego samego dnia wyjechałem do Marsylii,
ale już od dawna nie miałem...
tak dziwnych przeczuć.
No to mamy tu hotel, pani Vielat!
Dobry wieczór.
A więc?
Rybak będzie po północy.
Na łajbie wszyscy się zmieszczą.
Przejdziecie z Madelaine przez pola, żeby ominąć patrole.
Świetnie.
Mogę iść?
Nie. Jest jeszcze jeden pasażer.
Nie spodziewałem się wielkiego szefa.
Nie może wsiąść z nami. Jest nas za dużo.
Popłyniecie inną łajbą. Bizon was zaprowadzi.
Czekajcie na sygnał świetlny. Trzy krótkie, jeden długi.
Rozumiem.
Mamy mało czasu.
A więc ile jesteśmy dłużni?
Zapłacicie innym razem.
Zawsze tak pani mówi.
Skoro pan wraca, to znaczy, że jest tu panu dobrze.
Będziecie szli gęsiego.
Nie za blisko, ale nie traćcie się z oczu.
Żadnego szmeru. Ani słowa.
Tylko bez głupstw. Mam broń! Co tu robicie o tej porze?
A wy?
Jestem szwagrem Sylvii Vielat.
Pielęgniarki?
Sprawdzam, czy wszystko jest w porządku.
- I...? - Jest dobrze.
Żandarmi poszli wyżej.
Niemców jest niewielu i nie znają terenu. Polegają na celnikach.
A celnicy?
To równe chłopy. Ja jestem celnikiem.
A to jest mój sektor.
No tak. Rzeczywiście.
Na pokład!
Powodzenia, szefie.
To ciekawe, że wielki szef wygląda jak inni.
Na tej łodzi, stykają się podstawa i szczyt piramidy.
Meandry matematyki. Po wojnie pogadam o tym z bratem.
Cieszę się, że płyniemy razem.
Ja też.
Nie mogę dać wam wszystkiego, o co prosicie.
Brytyjczycy nie bardzo wierzą w skuteczność waszego ruchu oporu.
Całe lotnictwo ma wziąć udział w bombardowaniu Niemiec.
Ale usprawnimy waszą łączność.
Wyślemy wam kilku radiotelegrafistów
i pomożemy waszym ludziom
lepiej przygotować lądowiska.
Na godzinę przed ceremonią, Jardie poprosił, żebym mu towarzyszył.
Dla Francuzów wojna się skończy, gdy zaczną czytać "Canard Enchaine" i obejrzą ten film.
Dowiedziałem się o aresztowaniu Feliksa.
W Londynie miałem mnóstwo spraw do załatwienia,
ale po zatrzymaniu Feliksa, nie chciałem tu zostawać
i tej nocy postanowiłem wrócić do kraju.
Skakał pan na spadochronie?
Nie, nigdy.
Proszę uważać. Jak tylko dotknie pan ziemi,
proszę starać się nie upaść, tylko ugiąć nogi.
- Rozumie pan? - Tak. Mniej więcej.
Podczas mojej nieobecności, po aresztowaniu Feliksa, Matylda przeniosła się do Lionu.
Ponieważ odznaczała się zmysłem organizacyjnym,
przydzieliłem jej funkcję mojej asystentki.
Szef mówił, że jest niezwykłą kobietą.
Jednak mnie zadziwiła.
Potrafiła wydawać i wykonywać rozkazy.
Podejmowała wyzwania, działała metodycznie i była cierpliwa.
Godzinami studiowała mapę Akademii Wojskowej
siedziby gestapo.
Odkryła, że trzymają tam Feliksa w celi dla więźniów, których się przesłuchuje.
Przekonywała, że aby tam wejść trzeba wysadzić mur.
Potem zmieniła plan działania
i zaczęła opracowywać inny sposób odbicia Feliksa.
Znalazła miejsce, skąd mogłem wydawać rozkazy.
Trudno wyobrazić sobie równie dobrą siedzibę sztabu.
Teraz jestem gościem barona Ferte-Taloir,
niegdyś oficera kawalerii. To oczywiste.
Przed wojną,
byłem zatwardziałym wrogiem Republiki.
Skrzyknąłem wszystkich moich dzierżawców,
całą służbę i uformowałem, mały pluton, uzbrojony w strzelby i rewolwery,
który miał dokonać najazdu, konno,
na sąsiednią prefekturę, w razie powstania rojalistów.
Ten doskonale wyćwiczony pluton wciąż istnieje
i jest gotów stanąć w mojej obronie.
Baron zaproponował, żebym przygotował miejsce dla spadochroniarzy i zrzutów.
To, co zrobiliśmy, przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
To była dziwna ewolucja.
Podczas gdy pierwszy samolot lądował,
drugi, identyczny, znacznie obniżał pułap lotu.
Tak, aby zakłócić swoim silnikiem
lądowanie pierwszego,
później wykonywał ten sam manewr.
Tej nocy czterech ludzi przybyło z Londynu i czterech odleciało.
Bizon, Maska, Jean-Francois i Matilda
czuwali nad bezpieczeństwem operacji.
Czy mąż wie, czym się pani zajmuje?
Absolutnie nie.
Ani moja córka.
To ona.
Ma 17 lat.
Proszę tego nie nosić przy sobie.
Ma pan rację. Rozstanę się z tym.
Zanim przejdziemy do rutynowych ustaleń...
musimy zająć się Feliksem.
Wiem, że Feliks nie ma cyjanku.
Nie obawiam się, że zacznie mówić...
ale nie ma możliwości uniknięcia tortur.
Gestapo nie dopuści do tego, żeby popełnił samobójstwo.
Musimy oszczędzić mu cierpień, które mogą trwać dni, tygodnie.
Myślałam o tym.
- Nie ma wielu możliwości. - A jest jakaś?
Trzeba wejść do siedziby gestapo i uwolnić Feliksa.
Matylda, chcę uwolnić Feliksa,
ale nasza grupa bojowa nie ma szans. Nie mogę poświęcić ludzi.
A po co grupa bojowa?
Zajmiemy się tym: Maska, Jean-Francois, Bizon i ja.
Jak?
Jaki ma pani plan?
Może pan załatwić trzy niemieckie mundury?
- Oczywiście. - A więc proszę.
Trzeba tylko znaleźć sposób, żeby uprzedzić Feliksa.
Jeszcze nie wiem jak,
ale coś wymyślę.
Chodzi o to, żeby na nas czekał i był przygotowany.
Od tygodnia próbuję nawiązać z nim kontakt.
Akademia jest chyba zbudowana przez niemieckiego architekta.
- Nie wejdziemy tam. - Wiem, że nie będzie łatwo.
Gorące.
Panie Gerbier.
Nie mam tyle odwagi co Maska...
ani takiej siły jak Bizon...
ani brawury jak Matylda.
Nie wezmę udziału w tej akcji.
Ale jestem pewien...
że Matylda...
i moi towarzysze poradzą sobie.
Proszę nie starać się zrozumieć, co się ze mną dzieje.
PAN DUPONT, ZAMIESZKAŁY POD NUMEREM 9, RUE SAINT JEAN
DUŻO WIE O RUCHU OPORU
Jak je załatwiliście?
Będą potrzebne tylko dwa mundury.
Wiem, pani Matyldo.
Nie zrobicie tego beze mnie.
A ja nie pozwolę iść panu z nami.
Kiedyś powiedział mi pan:
"Nie mogę nikogo poświęcać".
Zwłaszcza kogoś takiego jak pan.
To też dotyczy pani.
- Jeśli chodzi o Feliksa... - Proszę posłuchać.
Dwóch mężczyzn...
nie powinno wzbudzić podejrzeń.
Ale trzech tak.
Gdy był Jean-François prosiła pani o trzy mundury.
Tak, ale ostatecznie...
pomyślałam, że Maska i Bizon wystarczą.
Jean-Francois...
Mam do niego zaufanie.
Ja też. Właśnie chciałam to powiedzieć.
Ale nie przypuszczałam, że tak nas zostawi.
Kto to?
Ktoś napisał na niego donos.
Możecie wejść.
Oczywiście, Dupont to pańskie nazwisko.
Oczywiście.
Do jakiej organizacji pan należy?
Nie rozumiem. O czym pan mówi?
Wie pan, co panu grozi?
Rozstrzelanie. I nikt się nie dowie, co się z panem stało.
Miałem przeczucie, że muszę opuścić tę przystań.
Trzy dni później baron i jego pluton
zostali bez sądu rozstrzelani.
Mamy zabrać niejakiego Feliksa Lepercq'a do Paryża.
Do sztabu Obersturmfuhrera Boemelburga.
Tak, tego terrorystę. To pilne.
- Otwieraj. - Chwileczkę.
Przyjechał ambulans z paryskiego gestapo.
Ma zabrać terrorystę Feliksa Lepercqa.
Sprowadź lekarza.
Niech wyda zezwolenie na transfer.
Słyszysz mnie?
Matylda, Bizon i Maska są tutaj.
Pomogę ci.
Bardzo cierpisz?
To niemożliwe.
Jest w ciężkim stanie.
Umiera.
Niestety.
Nie mogę zezwolić na transport umierającego. Przykro mi.
Dobrze. Złożę raport.
Mam kapsułki cyjanku.
Chcesz jedną?
Nie mogliśmy uratować Feliksa.
Nikt i w żaden sposób.
Nawet pan.
Poza tym poszukuje pana policja.
A więc niech pan wyjedzie na jakiś czas.
I to pierwszym samolotem.
Niech pani o tym zapomni.
Wszędzie powstają małe grupy ruchu oporu.
Muszą działać pod jednym dowództwem.
Trzeba ich przeszkolić, zaopatrzyć w broń.
Nie widzę nikogo, kto mógłby mnie zastąpić.
Jeśli pana złapią, ktoś musi zająć pańskie miejsce.
Policja!
Co, smakuje jedzonko u Germaine?
Podjadamy sobie mięsko i to bez kartek...
Pójdziemy sprawdzić wasze dokumenty.
No, jazda!
Zachowam na później.
Kazał kończyć palenie.
Zaraz po nas przyjdą. Nie chce mieć kłopotów.
Każdy z nas ma kłopoty.
Tym razem nie byle jakie.
Słowo "kochać" ma dla mnie sens tylko w związku z szefem.
Jest dla mnie najważniejszy.
Chociaż życie jest dla mnie ważniejsze.
Gdyby Luc Jardie umarł, ja chciałbym wciąż żyć.
Wkrótce umrę,
ale nie boję się.
Jak można nie odczuwać strachu przed śmiercią?
Ponieważ jestem zbyt ograniczony, żeby w to uwierzyć.
Jeśli nie uwierzę w to do ostatniej chwili,
nigdy nie umrę.
Co za odkrycie! To by się spodobało szefowi.
Muszę się temu bliżej przyjrzeć. Muszę...
Za chwilę odwrócicie się plecami
do karabinów i twarzami do muru.
Biegnijcie tak szybko, jak tylko możecie.
Nie będziemy strzelać od razu. Damy wam szansę.
Ten, kto dobiegnie do muru,
zostanie rozstrzelany później, z innymi skazanymi.
Trzeba spróbować. Nie mamy nic do stracenia.
Wie, że mam problem z nogami.
Czeka na widowisko.
A jednak bardziej ufam jego zapewnieniu, niż sobie.
Biegnijcie!
Nie chcę biec.
Nie będę biec.
W akcji najważniejsza jest precyzja.
To robota Matyldy.
Z takimi informacjami to nic trudnego.
A gdybym nie pobiegł?
Coś nie tak?
Chodzi o tych, którzy zostali?
Nie. Myślę o oficerze, który wiedział, że pobiegnę.
Jak oszalały królik!
Szybko.
Nie ma to jak czuć się bezpiecznie.
Wystarczy na miesiąc.
Jest woda, ale spróbuję wytrzasnąć wino.
Nie, Guillaume. Wrócisz tu za miesiąc.
No to jadę. Lepiej, żeby nikt nie widział samochodu.
Jedź.
Uważaj na rękę i nogę,
- żeby nie wywiązała się infekcja. - Dobrze, Guillaume.
Brzytwa jest na stole.
Od trzech tygodni żyję sam,
jak wystraszone zwierzę.
Przygotowuję długi raport do Londynu,
wierząc, że wciąż mogę się do czegoś przydać.
Od tamtej pory nie widziałem Matyldy ani pozostałych.
PODSTAWOWE ZAGADNIENIA MATEMATYCZNE W ZARYSIE
Mój kontakt ze światem ograniczał się do lektury
książek, które Luc Jardie napisał przed wojną.
Nocą uporczywie myślę o zniknięciu Jeana-Francois.
To Bizon, czy Maska?
To pan?
Pan?
Chciałem z panem porozmawiać.
- Kiedy pan wrócił? - Cztery dni temu.
Po aresztowaniu Matyldy.
Musimy o niej porozmawiać.
Musimy, Philippe.
Zatrzymano ją 27.
Nic złego jej nie zrobili.
Znalazła sposób, żeby nas o tym powiadomić.
Gestapo szybko ustaliło jej tożsamość i...
gdzie mieszka jej rodzina.
Na nieszczęście Matylda miała przy sobie zdjęcie córki...
Domyśla się pan, co było dalej.
- Zdjęcie? - Tak.
To był jej jedyny błąd.
Niemcy szybko znaleźli słabe punkty tej niezwykłej kobiety.
Zdjęcie...
Dlaczego zatrzymała je przy sobie? Mówiłem jej!
To wspaniale.
Błagała ich, żeby oddali jej to zdjęcie.
Jak to?
Dostaliśmy od Matyldy S.O.S. Niemcy dali wybór:
Jeśli nie zdradzi nazwisk najważniejszych bojowników,
wyślą jej córkę do Polski,
do burdelu dla żołnierzy z frontu wschodniego.
Tak się przedstawia problem.
Musimy znaleźć jakieś rozwiązanie.
Nie może uciec?
Nie, ani popełnić samobójstwa.
Gestapo spokojnie czeka. Wszystko zależy od jej uczuć do córki.
Może grać na czas?
Jak długo?
Nie. Daleko nam jeszcze do rozwiązania problemu.
Jest Bizon.
Nie musi wiedzieć, że tu jestem.
Proszę iść do tamtego pokoju.
Przywiozłem nowe okulary. Są takie same.
Wiesz coś o Matyldzie?
- No więc? - Nie.
Co?
Nie wiem.
Tu jest wszystko napisane.
Wczoraj rano zwolnili Matyldę.
W nocy aresztowano Gerbonelle'a i Arnauda.
Zgadza się?
Skoro tak napisali...
Maska...
Wiedziałeś o tym?
To nie ja sporządzam raporty.
Trzeba zlikwidować Matyldę. Za wszelką cenę.
To niemożliwe...
Nawet nie dotknę pani Matyldy.
Pracowałem z nią. Uratowała mi życie.
Widziałem ją na dziedzińcu gestapo. To wielka kobieta!
Facetów... nie ma sprawy.
Kiedy tylko chcesz.
Ale pani Matyldy...
Nigdy! Nigdy w życiu.
Koniec dyskusji.
Musi umrzeć i umrze.
Nie zrobisz tego!
Zrobi to ktoś inny.
A gdy zajdzie potrzeba, ja.
Nie zrobisz tego!
Nie masz prawa!
Tam na strzelnicy mógłbyś zostać z tamtymi,
gdyby pani Matylda nie znalazła rozwiązania z granatami.
Nie zrobisz tego.
Przecież nas też mogła wydać.
Ale nie wydała ani ciebie, ani mnie.
Teraz chroni swoją córkę. Nie możemy jej osądzać.
Wystarczy! To już postanowione.
Jeśli jesteś takim słabeuszem,
ciebie pierwszego zabiję.
Przestań!
Odczep się! Byłeś jeszcze dzieckiem, gdy dowodziłem ludźmi.
Co ty sobie myślisz?
Że pozwolę wam to zrobić? Zwariowaliście?
Spadaj, bo ciebie też zabiję!
Chyba w tym opuszczonym domu potrzeba kogoś mniej porywczego.
Usiądź, przyjacielu.
Zapal sobie. To ci dobrze zrobi.
Prawda, Gerbier?
Wszystko pan słyszał.
Zgadza się.
Tak, Matylda jest cudowną kobietą.
Bardziej, niż sądzisz.
- Ale zabijemy ją. - Nie zgadzam się.
Sam się przekonasz.
Zabijemy Matyldę, ponieważ nas o to prosiła.
Tak powiedziała?
Nie, ale łatwo to zgadnąć.
Pomyśl.
Gdyby chciała tylko ratować córkę,
mogłaby podać nazwiska i adresy. Wiesz, jaką ma pamięć.
Zamiast tego, mówi, że często zmieniamy adres,
musi nawiązać kontakty... Krótko mówiąc.
Po to by ją wypuścili. Czy to jasne?
Postaw się w jej sytuacji.
Musisz wydać przyjaciół
i nie możesz popełnić samobójstwa.
Chciałbym, żeby mnie zabito.
Myślisz, że jesteś odważniejszy od Matyldy?
- Przepraszam. - Weź niemiecki wóz.
Maska będzie prowadził. Pojadę z wami.
Oszalał pan?
Matylda chętnie mnie zobaczy.
To nie miejsce dla pana.
To rozkaz.
Nie ma takiej potrzeby, szefie.
Jest pan pewien, że właśnie tego chce Matylda?
Czy jestem...
Możliwe, że moja hipoteza jest słuszna.
Możliwe, że chciała zobaczyć córkę i teraz nie chce umierać.
Tego chcę się dowiedzieć.
W tych ciężkich chwilach powinienem być z wami.
W samochodzie zabójców.
Już nie ma na świecie nic świętego.
NIEDZIELA, 23 LUTEGO, 1943 ROKU
Szybko!
GUILLAUME VERMERSCH: 16 GRUDNIA, 1943 ROKU
MASKA MIAŁ CZAS, ŻEBY POŁKNĄĆ CYJANEK.
GUILLAUME VERMERSCH: 16 GRUDNIA, 1943 ROKU
W NIEMIECKIM WIĘZIENIU BIZONOWI ODRĄBANO GŁOWĘ SIEKIERĄ.
22 STYCZNIA, 1944 ROKU, PODCZAS TORTUR, UMIERA LUC JARDIE.
ZDRADZIŁ TYLKO SWOJE NAZWISKO
A 13 LUTEGO, 1944 ROKU, PHILIPPE GERBIER
TYM RAZEM POSTANOWIŁ, ŻE NIE BĘDZIE BIEGŁ...
Synchro: MaAd
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.