Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Prowincja Stanu Nowy Jork 27 Listopada
Gdzie po艂o偶ymy wszystkie te baga偶e?
Lepiej o tym pomy艣l.
- Jeste艣 bardzo silny. - Pchaj!
To s膮 ostatnie ferie na jakie si臋 z tob膮 wybra艂am.
Sk膮d masz tyle si艂y?
- Dalej. - Jeszcze, jeszcze, jeszcze!
- Nie puszczaj teraz. - Jak daleko jeszcze?
Jeszcze tylko par臋 milion贸w mil.
Par臋 milion贸w czego?
Par臋 milion贸w mil. Dobrze, tutaj si臋 zatrzymamy.
Pchaj nadal. Nie puszczaj.
- Nast臋pnym razem jedziemy do Meksyku. - Lepiej na Hawaje.
Trzymaj to, trzymaj. Tak dobrze.
- Co zamierzasz teraz zrobi膰? - Zamierzam spr贸bowa膰 wezwa膰 jak膮艣...
- Pomoc? - Pomoc.
Chod藕. Porzucajmy si臋 艣niegiem.
Tato! Tato!
Chod藕! Pom贸偶 mi Tato!
Tak, czy mog臋 prosi膰 numer na Pomoc Drogow膮?
ZEMSTA PO LATACH
Dzi臋ki, Stan.
Je艣li tylko b臋d臋 m贸g艂 w czym艣 pom贸c, prosz臋 da膰 mi zna膰, Panie Russell.
Tak zrobi臋, dzi臋ki.
Panie Russell?
艁ap.
Estancia, wiesz 偶e to tak偶e jedzie do Seattle?
Tak, prosz臋 pana.
Dobrze.
Seattle - 4 marca
Na pocz膮tku, kiedy to si臋 zdarzy艂o, by艂em w szoku.
By艂em jak maszyna, niczego nie czu艂em.
Ale pewnego dnia, wreszcie to zrozumia艂em...
Joanna i Kathy odesz艂y.
Ci膮gle chodzi艂em po moim mieszkaniu w k贸艂ko 艣piewaj膮c: "nie ma ich, nie ma"
Wydaje mi si臋, 偶e zacz膮艂em wariowa膰.
Ale to by艂o ju偶 ponad 4 miesi膮ce temu...
I teraz jedyne co musz臋 zrobi膰 to wzi膮膰 si臋 w gar艣膰.
Twoje pierwsze zaj臋cia s膮 w przysz艂y poniedzia艂ek.
Um贸wi艂em ci臋 jutro na spotkanie.
11:00 ci odpowiada?
W porz膮dku, Robert. Dzi臋kuje za wszystko co dla mnie zrobi艂e艣.
Daj spok贸j. Wszyscy s膮 bardzo zadowoleni 偶e tutaj jeste艣.
Tak znany i wybitny kompozytor jak ty.
Kto tak uwa偶a?
Wybitny czy nie, jeste艣my zadowoleni 偶e z nami jeste艣.
Daj spok贸j! Daj mi to!
- Nie! - Dzieci, uspok贸jcie si臋.
Id藕cie do kuchni, i we藕cie sobie troch臋 ciasteczek.
A propos, jak d艂ugo zamierzasz zosta膰 w hotelu?
- Mamy tutaj wolny pok贸j dla ciebie. - Nie, dzi臋ki, Evy.
Zamierzam znale藕膰 jaki艣 dom do wynaj臋cia. Mam troch臋 swoich rzeczy.
Musz臋 mie膰 miejsce, aby zamyka膰 si臋 samemu i nocami gra膰 na pianinie.
Mam przyjaci贸艂k臋 w Towarzystwie Ochrony Zabytk贸w
Maj膮 kilka starych dom贸w. Jestem pewna, 偶e zechc膮 ci jaki艣 wynaj膮膰.
- Zobaczysz, 偶e znajd膮 co艣 dla ciebie. - Dobrze.
- Pan Russell? - Tak.
Witam, jestem Claire Norman, niech pan wsiada, podwioz臋 pana.
艢wietnie.
- Kiedy ostatnio kto艣 tu mieszka艂? - Zobaczmy...
Mniej wi臋cej 12 lat temu. Przez ostatnie 12 lat nale偶a艂...
Do Towarzystwa Ochrony Zabytk贸w.
Prosz臋.
By艂a propozycja, by przekszta艂ci膰 ten dom w muzeum.
Ale czy ja wiem, uwa偶am, 偶e dom jest po to by w nim mieszka膰.
Dlaczego dot膮d nikt tu nie zamieszka艂?
Nie wiem. Jestem w Towarzystwie dopiero od roku,
Ale odnosz臋 wra偶enie 偶e nie starano si臋 wystarczaj膮co mocno, by kto艣 tu zamieszka艂.
Oczywi艣cie, ten dom potrzebuje du偶o pracy.
Tak.
Jest tu troch臋 mebli, tutaj s膮 z艂o偶one.
M贸g艂by pan sobie co艣 z tego wybra膰. Mo偶e co艣 ci si臋 spodoba.
Kuchnia jest tutaj.
Co robicie, by utrzyma膰 dom tej wielko艣ci?
Mamy cz艂owieka, kt贸ry dogl膮da wszystkich takich miejsc.
Pan Tuttle.
I...
to jest salon muzyczny.
Tak naprawd臋, tym si臋 kierowa艂am wybieraj膮c dom dla pana.
Pianino pozosta艂o tutaj pod opiek膮 Towarzystwa.
To naprawd臋 du偶y k艂opot wynie艣膰 je st膮d.
Musi by膰 w bardzo z艂ym stanie.
Od kiedy mog臋 si臋 wprowadzi膰?
Przepraszam, 偶e przeszkadzam w komponowaniu.
W porz膮dku, Panie Tuttle. To ju偶 zosta艂o skomponowane.
Przed domem stoi dostawca wody. M贸wi, 偶e pan go wzywa艂.
Uda艂o ci si臋 ju偶 co艣 skomponowa膰?
Nadal pracuj臋 nad drug膮 cz臋艣ci膮. Nadal tan sam problem.
Dobrze, by膰 mo偶e spotkania pomog膮, mo偶e wpadniesz na jaki艣 pomys艂.
Jak rozumiem...
Jest tutaj...
Wi臋cej ni偶 23 student贸w...
A teraz na powa偶nie, te zaj臋cia s膮 na zaawansowanym poziomie.
Teraz, wszyscy wiemy, 偶e nie pada na zewn膮trz.
Chyba, 偶e kto艣 pod艂o偶y艂by ogie艅 w innej cz臋艣ci budynku, o kt贸rym nic by艣my nie wiedzieli...
To straszne, 偶e sporo z was nie ma nic lepszego do roboty.
Jakkolwiek...
B臋dziemy wiedzie膰 wi臋cej po drugim wyk艂adzie.
Jestem pewien, 偶e wielu z was...
Na pewno rozpoznaje to.
Brzmi to troch臋 lepiej w wykonaniu orkiestry, ni偶 zagrane na pianinie.
Nie, to pan sprawi艂, 偶e to brzmia艂o dobrze. Wyst臋p w klasie by艂 艣wietny.
Sekretem John'a jest to, 偶e gra on naturalnie.
Nie id藕 za daleko. Wybaczcie na chwil臋.
- Je艣li nie b臋dziesz m贸g艂 znale藕膰 drogi powrotnej... - Wy艣lesz za mn膮 grup臋 poszukiwawcz膮.
Cze艣膰. Chcia艂bym, by艣 pozna艂 moj膮 matk臋.
- Mi艂o mi pani膮 pozna膰 pani Norman - Witam.
To jest John Russell. Pami臋tasz dom Chessman'贸w?
Tak, tak. Bardzo mi mi艂o pana pozna膰 panie Russell.
- Jak si臋 panu podoba mieszkanie? - 艢wietnie.
- Jest bardzo du偶e. - Tak.
Panie i panowie, mog臋 prosi膰 o chwil臋 uwagi.
Chcia艂bym przedstawi膰 Senatora Joseph'a Carmichael'a oraz jego syna kongresmena Jim'a Carmichael'a.
M贸j Bo偶e. Pewnie b臋dzie znowu przemawia艂.
Jak ju偶 pewnie wiesz on jest do偶ywotnim Republikaninem krytykuj膮cym Demokrat贸w.
Wiecie jak ja nienawidz臋 przem贸wie艅.
Ale czasami, s膮 specjalne okazje...
Jak zbieranie pieni臋dzy na nasz膮 wspania艂膮 orkiestr臋 symfoniczn膮...
Czy nie byli fantastyczni dzisiejszego wieczoru?
Oby tak dalej.
- W艂a艣nie mia艂em zamiar czego艣 si臋 napi膰. - Mog臋 si臋 do ciebie przy艂膮czy膰?
Zaraz wr贸c臋 mamo.
Dzi臋kuje.
Dzi臋kuje. Faktycznie on ostatnio sta艂 si臋 najwi臋kszym dobroczy艅c膮...
Dla Towarzystwa Ochrony Zabytk贸w.
Faktycznie, jest najwi臋kszym filantropem.
- Wi臋c, ju偶 si臋 zadomowi艂e艣? - Tak.
Jest kilka rzeczy, kt贸re Towarzystwo zabra艂o z twojego domu.
Je艣li b臋d臋 mog艂a spr贸buj臋 je odzyska膰.
Bardzo si臋 ciesz臋, 偶e wybra艂e艣 w艂a艣nie ten dom.
Panie Tuttle?
Tak, panie Russell?
Przestraszy艂 mnie pan.
Jest tu jeszcze kto艣 opr贸cz pana? Pani Rissean sprz膮ta dzisiaj?
Nie, prosz臋 pana, tylko ja.
Dzi臋kuj臋.
Pi臋kna muzyka.
- O, dzie艅 dobry. - Witaj.
- To brzmi jak ko艂ysanka. - Tak, to jest co艣 w tym rodzaju.
Wi臋c, mam tutaj to, co obieca艂am.
To kilka obraz贸w, kt贸re mo偶esz sobie gdzie艣 powiesi膰.
I to...
Jest stara fotografia, uj臋cie z przodu domu.
- Czy nie jest nadzwyczajna? - Pi臋kna.
Chcia艂am wcze艣niej zadzwoni膰, ale na informacji nie maj膮 jeszcze twojego numeru.
Co za pi臋kny egzemplarz. To bardzo cenna komoda.
Nawet nie wiedzia艂em.
To nale偶a艂o do Kathy, mojej c贸rki.
Dobrze, lepiej b臋dzie jak ju偶 sobie p贸jd臋.
Mam nadziej臋, 偶e spodoba艂y ci si臋 obrazy.
Dzi臋kuj臋.
Je藕dzisz konno?
Tak. A ty?
Co si臋 sta艂o?
Tylko my艣la艂em o mojej c贸rce, Kathy...
Ona bardzo kocha艂a konie.
Pewnie powietrze gdzie艣 uchodzi.
To by艂o zbyt g艂o艣ne, zbyt rytmiczne.
Wi臋c wreszcie si臋 zacz臋艂o.
Dlaczego to zdarzy艂o si臋 dwa dni z rz臋du...
Dok艂adnie o 6:00?
Dlaczego trwa p贸艂 minuty a potem przestaje? To nie ma sensu.
Piec jest sprawny, czy co艣 jeszcze Panie Russell.
To si臋 czasami zdarza.
To stary dom.
Czasami ma swoje nawyki.
Dobrze, bardzo dobrze.
Ale nadal nie jeste艣my dobrze zgrani.
I, z艂otko, ty troch臋 op贸藕niasz. Troszeczk臋 za wolno na ostatnich czterech taktach.
Jak to poprawisz, to b臋dzie wspaniale.
- Dobranoc. - Dobranoc.
Do jutra.
Chcia艂bym si臋 dowiedzie膰...
Czy co艣 podobnego dzia艂o si臋 wcze艣niej w tym domu?
Je艣li tak, to jak w艂a艣ciciele, radzili sobie z tym?
Odk膮d pracuj臋 w Towarzystwie, ten dom by艂 pusty.
John, pracujesz bardzo ci臋偶ko.
Mo偶e przechodzisz jakie艣 napi臋cia emocjonalne.
- Wi臋c twierdzisz, 偶e mam halucynacje? - Przepraszam bardzo.
Minnie?
Claire, telefon do ciebie... Twoja matka.
- Czy mam jej powiedzie膰, 偶e jeste艣 zaj臋ta? - Ju偶 id臋.
Przepraszam na chwil臋.
Wie pan, 偶e kto艣 si臋 pyta艂 kiedy pan si臋 wprowadzi, Panie Russell.
- Co to ma znaczy膰? - Ten dom nie powinien by膰 wynajmowany.
Panna Norman w po艣piechu wybra艂a dokumenty z biura prawniczego.
To nie sta艂o si臋 drog膮 s艂u偶bow膮.
Dlaczego kto艣 m贸g艂by mie膰 co艣 przeciwko temu?
Ten dom nie jest po to, aby kto艣 w nim mieszka艂.
Nikt nie jest w stanie w nim zamieszka膰.
Dom nie chce ludzi.
To znaczy, 偶e takie rzeczy dzia艂y si臋 tam ju偶 wcze艣niej?
C.S.B. Stycze艅 1909
Pos艂uchaj, to dok艂adnie to samo. Identyczne tempo, ta sama tonacja.
Co o tym my艣lisz?
Nie mam poj臋cia. To jest zadziwiaj膮cy zbieg okoliczno艣ci.
Ale ta melodia musia艂a by膰 niegdy艣 bardzo popularna...
Inaczej nie znalaz艂aby si臋 w pozytywce.
Zgadza si臋, ale przysi臋gam, 偶e nigdy wcze艣niej jej nie s艂ysza艂em...
Zrobi艂em to nagranie tego dnia, kiedy do mnie przysz艂a艣.
Co艣 w tym musi by膰.
Co艣 musia艂o si臋 tu kiedy艣 wydarzy膰. Nie jestem pierwszy.
Sprawdzi艂am wszystkie akta bardzo uwa偶nie...
Wszystko po 1920 roku.
- Nic nadzwyczajnego. - Panna Huxley.
Minnie to bardzo ekscentryczna starsza pani, ale ona nigdy...
M贸wi艂a, 偶e dom nie chce, by kto艣 w nim mieszka艂. Myli艂a si臋.
Cokolwiek to jest rozpaczliwie pr贸buje si臋 z nami skontaktowa膰.
Dziwne odg艂osy, kapanie wody, wybita szyba w oknie..
Wszystko szk艂o wylecia艂o na zewn膮trz. To musia艂o by膰 zrobione od wewn膮trz.
Wszystko to, co si臋 zdarzy艂o zosta艂o zrobione celowo...
Abym poszed艂 do tego pokoju na strychu.
Chc臋 to zobaczy膰.
Popatrz na tamt膮 ksi膮偶k臋 na biurku.
"C.S.B. Stycze艅 4, 1909."
To pismo ma艂ego dziecka.
1909. Ciekawe kto wtedy tutaj mieszka艂?
To tutaj znalaz艂em pozytywk臋, na tym p艂aszczu.
Popatrz na ten w贸zek inwalidzki.
M贸j Bo偶e.
Jest taki ma艂y.
Co by艂o w tym pokoju?
Poprzedni w艂a艣ciciel to architekt William Sarachino z rodzin膮.
Kupi艂 ten dom w 1965. Sprzeda艂 w 1967.
Naby艂o go Towarzystwo, aby nie popad艂 w ruin臋...
Listopad 1967, bezpo艣rednia du偶a dotacja z Fundacji Carmichael'a.
- To ten senator? - Tak.
- Wielki gest. - Gdzie jest reszta akt?
Poprzedni lokatorzy...
Nie ma ich list.
Nie ma nic sprzed 1920 roku.
Minnie, szukamy akt domu Chessman'贸w, sprzed 1920 roku.
- Wiesz mo偶e gdzie s膮? - Na co s膮 ci one potrzebne?
Pr贸bujemy dowiedzie膰 si臋 kto zamieszkiwa艂 ten dom w 1909.
Ten cz艂owiek nazywa艂 si臋 Barnard. By艂 lekarzem.
- Czy mia艂 jakie艣 dzieci? - Chyba syna i c贸rk臋.
Ale wydarzy艂a si臋 jaka艣 rodzinna tragedia, tak mi si臋 wydaje.
Sprzeda艂 dom w 1909.
1909? Ju偶 szukam.
艢wietnie.
No i gotowe. Przesuwanie jest w prawo.
Bardzo dzi臋kuj臋.
Przyjrzyjmy si臋 temu.
9 luty. Poszukajmy og艂osze艅...
Mo偶e z dzia艂u sprzedam.
Nieruchomo艣ci. Poszukajmy jeszcze.
Czeka, czekaj, czekaj.
"Cora Barnard, siedmioletnia c贸rka doktora Waltera Barnard'a...
Wybitnego lekarza z Seattle, zosta艂a potr膮cona i powa偶nie ranna...
Przez nadje偶d偶aj膮cy z przeciwka w贸z z w臋glem...
Wczoraj, przed Parkiem Chessman'贸w.
Zosta艂a szybko odwieziona do szpitala 艢w. Ma艂gorzaty...
Jej stan jest powa偶ny."
- To pewnie to. - Cora Barnard.
C.S.B.
Tam.
"Cora Barnard, c贸rka...
zmar艂a w szpitalu 艣w. Ma艂gorzaty...
Do ran otrzymanych w wyniku wypadku z 15 lutego.
Rodzice s膮 pogr膮偶eni w 偶a艂obie.
Panna Barnard zostanie pochowana w rodzinnym grobowcu...
Na cmentarzu w Brookfield."
Tu le偶y doktor...
I jego 偶ona.
A to jej brat, Lloyd.
Ta ma艂a dziewczynka, Cora...
Zosta艂a zabita na ulicy.
To by艂 wypadek, niemal tak samo jak Kathy.
Co to jest w tamtym domu, Claire?
Co to co艣 robi? Dlaczego to pr贸buje dosi臋gn膮膰 mnie?
- John... - Czy tu chodzi o moj膮 c贸rk臋?
Nie mog臋 znowu przez to wszystko przechodzi膰.
John, musisz opu艣ci膰 ten dom.
Wierz臋 we wszystko, co pan m贸wi, Panie Russell.
Ha艂asy, 艣wiat艂a, teleportacje przedmiot贸w...
Wszystko brzmi bardzo znajomo.
- Fascynuj膮ca sprawa. - Ale w gruncie rzeczy...
Co powinienem teraz robi膰?
Powiem panu, niech pan to nagra.
Przychodzi do nas...
Wiele medium i spirytyst贸w i w ten spos贸b...
Sprawdzamy nich wiarygodno艣膰.
99 procent to oszustwa...
Ale jeden procent...
Zadziwiaj膮ce.
Medium.
- Pan Russell? - Tak.
- Witam. - Bardzo mi mi艂o.
- Moja 偶ona, Leah. - Prosz臋, wejd藕cie.
- Dzi臋kujemy. - Prosz臋 na lewo.
Czy m贸g艂by pan zgasi膰 艣wiat艂a?
Oczywi艣cie.
Spr贸buj臋 nagra膰 wszystko na ta艣m臋.
- Czy nie ma pan nic przeciwko? - Ale偶 sk膮d.
Dobrze. Panie Russell, czy m贸g艂by pan usi膮艣膰 tutaj?
Bardzo ch臋tnie. Dzi臋kuje.
Cierpisz przez strat臋 kogo艣 bliskiego, John'ie Russell.
Straci艂e艣 偶on臋 i dziecko.
Dusza obecna w tym domu prosi ciebie o pomoc.
Jej obecno艣膰 jest tutaj bardzo wyra藕na.
To jest dusza dziecka...
Dziecka, kt贸re nie zazna艂o spokoju...
Kt贸re nie mo偶e odpoczywa膰.
Ta dusza jest z nami.
Wyczuwamy, 偶e ty jeste艣 z nami.
Zechcesz przem贸wi膰 do nas?
Skomunikujesz si臋 z nami?
Przyjdziesz bezpo艣rednio do nas?
B臋dziesz do nas m贸wi膰?
Jeste艣my tutaj, by ci pom贸c.
Jak masz na imi臋?
B臋dziesz z nami rozmawia膰?
Tak.
Jak masz na imi臋?
Czy ty jeste艣 dzieckiem o imieniu Cora?
Jeste艣 dzieckiem zabitym przez w贸z z w臋glem?
Nie.
Jak masz na imi臋?
Joseph.
Czy umar艂e艣 w tym domu, Joseph'ie?
Jak umar艂e艣?
Czy jest tutaj kto艣 z kim chcia艂by艣 si臋 skomunikowa膰?
Pomocy. Pomocy. Pomocy.
Panie Russell, czy m贸g艂by pan teraz usi膮艣膰 tutaj?
Chcesz rozmawia膰 z John'em?
Czy powiesz nam, dlaczego nie jeste艣 tam gdzie reszta?
M贸w do John'a.
John jest z nami.
Czego chcesz od John'a?
Dlaczego nie zazna艂e艣 spokoju?
Dlaczego pozostajesz w tym domu, Joseph'ie?
Co jest w tym domu?
M贸w do John'a.
John jest z nami.
Jak umar艂e艣?
Czy umar艂e艣 w tym domu?
Dlaczego pozostajesz w tym domu?
Jak umar艂e艣?
Joseph'ie, czy umar艂e艣 w tym domu?
Jeste艣my tutaj, by ci pom贸c.
Jak masz na imi臋?
Zabitym przez w贸z z w臋glem?
Nie.
Jeste艣 dzieckiem zabitym przez w贸z z w臋glem?
Nie.
Jeste艣my tutaj, by ci pom贸c.
Jak masz na imi臋?
Joseph.
Czy umar艂e艣 w tym domu, Joseph'ie?
Dom.
M贸j pok贸j.
Nie mo偶e chodzi膰.
Czy powiesz nam, dlaczego nie jeste艣 tam gdzie reszta?
M贸j ojciec.
Joseph'ie, czy umar艂e艣 w tym domu?
- M贸j pok贸j. - Jak umar艂e艣?
Ojciec.
Studnia.
Ranczo.
"Sacred Heart".
M贸j medalion.
Ojcze, nie.
Pomocy.
Cia艂o. Ranczo.
Studnia.
Nazywam si臋... Joseph Carmichael.
Tak.
Mi te偶 jest przykro...
Ja w艂a艣nie... Mo偶esz przyjecha膰...
Czy powiesz nam, dlaczego nie jeste艣 tam gdzie reszta?
- M贸j ojciec. - Joseph'ie, czy umar艂e艣 w tym domu?
- M贸j pok贸j. - Jak umar艂e艣?
Ojcze, nie.
- Nie powinienem by艂 do ciebie dzwoni膰. - Po prostu potrzebowa艂am kogo艣.
Napisa艂em jakie艣 s艂owa na papierze.
Napisa艂em "Sacred Heart".
Tu by艂 kiedy艣 miejski sierociniec...
Nazwany "Sacred Heart".
Zosta艂 on zamkni臋ty lata temu.
Co?
To dziecko, Joseph Carmichael.
Zosta艂o zamordowane w tym domu, na strychu...
I pogrzebane.
I wtedy osierocony...
Przesta艅, John, chocia偶 na chwil臋, prosz臋!
Panna Huxley przy telefonie, Senatorze. To ju偶 trzeci raz tego ranka.
- M贸wi, 偶e to pilne. - W porz膮dku, zajm臋 si臋 tym.
Cze艣膰, Minnie. Jak si臋 masz?
艢wietnie.
Oni przeszukiwali akta.
Podaj mi jeszcze raz ich nazwiska.
Ciesz臋 si臋, 偶e mog艂am pom贸c, jak wiesz.
Do widzenia.
To jest kampania senatora z 1960.
Mam to z biblioteki miejskiej, skopiowali to dla mnie.
- A ty znalaz艂a艣 co艣? - To mia艂o by膰 co艣 w rodzaju pami膮tki przesz艂o艣ci...
Kiedy艣 chciano zamieni膰 ten dom w muzeum.
Richard Carmichael z rodzin膮 zamieszkiwa艂 ten dom od 1899 do 1906.
Richard by艂 ojcem senatora.
Jego matka zmar艂a przy jego narodzinach w 1900.
To wszystko co znalaz艂em.
Popatrz na cz臋艣膰 o jego chorobie.
"Joe Carmichael, ich syn, w wieku trzech lat by艂 powa偶nie chory na artretyzm..."
Troch臋 ni偶ej.
"Zdecydowano, aby wys艂a膰 ma艂ego Joe do s艂ynnego sanatorium w Nordbach...
W Szwajcarii, na specjaln膮 terapi臋.
W towarzystwie ojca wsiad艂 na statek p艂yn膮cy do Europy w pa藕dzierniku 1906...
Zdrowy powr贸ci艂 do Ameryki dopiero po zako艅czeniu I Wojny 艢wiatowej."
Widzisz, jak to mog艂oby zosta膰 zrobione?
Syn Richarda, chore dziecko...
Zosta艂o zamordowane przez ojca i potajemnie pogrzebane.
Wtedy inne dziecko, sze艣cioletnia sierota...
Zostaje pod艂o偶one na jego miejsce i wys艂ane drog膮 morsk膮 do Europy...
Pod nadzorem ojca... Wszystko sz艂o zgodnie z planem.
Nawet wojna temu sprzyja艂a. Trzymano go w Szwajcarii a偶 do 1918.
Kiedy powr贸ci艂 mia艂 18 lat.
Kto m贸g艂by przypuszcza膰, 偶e to nie jest prawdziwy syn?
Nie by艂 ju偶 kalek膮, poniewa偶 przeszed艂 kuracj臋.
My艣lisz, 偶e ktokolwiek dowiedzia艂 si臋 o morderstwie i zamianie?
Nie mam poj臋cia.
Jak ojciec m贸g艂by co艣 takiego zrobi膰?
呕on膮 Richarda by艂a Emily Spencer, c贸rka H.T.Spencer'a...
Kt贸ry za艂o偶y艂 imperium Spencer Carmichael.
Zmar艂 on w 1905 jako miliarder. Jego testament...
Jego testament m贸g艂by by膰 bardzo interesuj膮cy.
Kopia musi by膰 u notariusza.
Spr贸buj臋 dowiedzie膰 si臋 gdzie jest ranczo Spencer'贸w lub Carmichael'贸w.
Tak... ranczo ze studni膮.
Tu jest atlas Seattle z 1908...
Kt贸ry jest otwarty na cz臋艣ci miasta gdzie znajdowa艂o si臋 ranczo Carmichael'贸w.
- W艂a艣nie tutaj. - Co oznacza ten znak?
Wed艂ug legendy w tym w艂a艣nie miejscu mia艂a znajdowa膰 si臋 studnia.
- Widz臋. - I w atlasie z 1914...
Kt贸ry jest otwarty tutaj na tym samym obszarze...
Tu by艂a jedna du偶a dzia艂ka kt贸ra widocznie zosta艂a sprzedana...
Ale w艂a艣ciciel jest w wi臋kszo艣ci ten sam, i studnia nadal tutaj jest.
- W艂a艣nie. Dok艂adnie. - Atlas z 1928 jest zupe艂nie inny.
Nast膮pi艂 dalszy podzia艂 w艂asno艣ci.
Symbol studni znikn膮艂...
I w tym miejscu zosta艂 wybudowany dom.
W dokumentach ranczo ma studni臋...
To cz臋艣膰 spadku ma艂ego Joseph'a Carmichael'a, pi臋cioletniego dziecka.
On dosta艂by prawie wszystko.
- Co si臋 sta艂o z ojcem Richarda? - Odszed艂...
Nie on mia艂by kontrol臋 nad dzieckiem, tylko kurator.
Dobrze, ale c贸rka starego Spencer'a nie 偶y艂a...
I, oczywi艣cie, on nie by艂by zbyt kochaj膮cym zi臋ciem.
Tak, ale czekaj. Richard nie dosta艂by 偶adnych pieni臋dzy...
Ale nadal mia艂by kontrol臋 nad synem, i jego syn odziedziczy艂by fortun臋...
Chyba 偶e...
Chyba, 偶e z jakiego艣 powodu, ch艂opiec umar艂by przed osi膮gni臋ciem 21 lat.
W razie wypadku, wszystkie nieruchomo艣ci otrzyma艂aby organizacja charytatywna.
On musia艂 zupe艂nie odizolowa膰 Richard'a...
I przebywa艂by z synem kt贸ry by艂...
S艂aby i chorowity,... Nawet nie m贸g艂 chodzi膰.
Musia艂 si臋 zdecydowa膰, nawet nie da艂 szansy ch艂opcu.
Pieni膮dze by艂y zbyt kusz膮ce.
Czy zamierzasz jej o tym powiedzie膰?
O studni po domem i trupie.
- I o medalionie z imieniem? - Nie. Nic o Carmichael'u.
- Ona pomy艣li, 偶e zwariowa艂e艣. - Ty powiesz, 偶e tak nie jest.
Dobry wiecz贸r, Pani Grey. Jestem John Russell.
To jest Panna Norman.
Panie Russell, nie mam ochoty wys艂uchiwa膰 pa艅skich historii...
Nie zaprosi艂abym pana tutaj gdyby nie pewna rzecz, o kt贸rej pan wspomnia艂 przez telefon.
M贸wi艂 pan, 偶e ten seans mia艂 miejsce trzy noce temu.
- Zgadza si臋? - Tak.
Dobrze, trzy noce temu, w poniedzia艂kowy wiecz贸r...
Linda, moja c贸rka, obudzi艂a si臋 z krzykiem...
Tu偶 przed p贸艂noc膮.
Mia艂a koszmar.
Kiedy do niej wesz艂am by艂a zap艂akana i roztrz臋siona.
Nigdy wcze艣niej jej w takim stanie nie widzia艂am.
My艣l臋, 偶e pewnie mia艂a wcze艣niej jaki艣 koszmar, ale nie jestem pewna...
Powiedzia艂a mi, 偶e zobaczy艂a ch艂opca...
Bardzo ma艂ego, bardzo chudego...
niemal jak skrzat...
Kt贸ry pr贸bowa艂 wyskoczy膰 przez pod艂og臋.
Ca艂y czas si臋 na ni膮 gapi艂.
Tutaj, na 艣rodku.
Od tej pory ona nie wchodzi do tego pokoju, nawet ko艂o niego nie przechodzi. 艢pi ze mn膮.
My tylko chcemy...
Co pan chce, panie Russell, rozebra膰 ten pok贸j.
Dobrze, mam pa艅ski numer telefonu. Pomy艣l臋 nad tym.
Co si臋 dzieje, do diab艂a? Linda!
Oni nadal kopi膮...
Ale jeszcze nie znale藕li studni.
- Czy co艣 znale藕li艣cie? - Nie, jeszcze nic.
To jest Tony, syn pani Grey. Panna Norman.
- Cze艣膰. - Cze艣膰.
Dzi臋ki.
- Czy mo偶esz mi poda膰 latark臋? - Pewnie.
My艣l臋, 偶e co艣 znalaz艂em.
Co to jest?
To r臋ka.
Co?
To jest r臋ka.
Zadzwoni臋 po policj臋.
Nic wi臋cej?
Na to wygl膮da.
My艣li pan, 偶e na dole mo偶e by膰 co艣 jeszcze?
Sier偶ant Coroner m贸wi艂, 偶e te ko艣ci by艂y tam oko艂o 50 lat.
Czy wiesz mo偶e czyje to mog艂o by by膰 dziecko?
Nie, nie bardzo.
Co to znaczy "nie bardzo"?
Nie
Chc臋 zezna艅 od ka偶dego.
Pani Grey, czy ma pani jakie艣 inne miejsce, gdzie mo偶na przenocowa膰?
- Tak, co艣 sobie zorganizuj臋. - Dobrze.
My艣l臋, 偶e powiniene艣 im powiedzie膰
To musi gdzie艣 tam by膰.
Bez medalionu, nie ma dowodu, to nic nie znaczy.
- Ty masz kaset臋. - Kasety mog膮 by膰 przerabiane.
Oni o tym wiedz膮. Widzia艂a艣 zaciekawienie na jego twarzy?
To by艂o oczywiste, 偶e co艣 przed nimi ukrywasz.
Powiem im.
Patrz, jest ju偶 p贸藕no. Odpocznijmy troch臋, porozmawiamy o tym rano.
- 艢wietnie. Jed藕 ostro偶nie. - Ty te偶.
Co si臋 sta艂o?
"Ko艣ci贸艂 艢w. Paw艂a 8 wrzesie艅, 1900...
Joseph Patrick Carmichael."
To by艂o tam?
To by艂o tam.
Musisz pokaza膰 to policji. To jedyny niepodwa偶alny dow贸d.
Oni tego nie znale藕li ani nie widzieli, jak to wykopa艂em. Dlaczego mieliby uwierzy膰, 偶e to tam by艂o?
Nie mo偶esz ich tak po prostu zignorowa膰.
Policja nie ma zamiaru zajmowa膰 si臋 zab贸jstwem sprzed 70 lat.
- Jednak to nadal jest niewyja艣nione morderstwo. - Nah.
Cokolwiek jest do zrobienia, musi by膰 zrobione przeze mnie.
Musz臋 dosta膰 si臋 do Carmichael'a.
- On nie chce ci臋 widzie膰. - Zobaczymy.
Senatorze!
- Prosz臋 si臋 zatrzyma膰! Stop. - Pan Carmichael! Senatorze...
- Prosz臋 chwil臋 poczeka膰. - Zejd藕 mi z drogi do cholery.
Senatorze, jestem John Russell.
Mieszkam w pa艅skim domu. Prosz臋 spojrze膰.
Musz臋 si臋 z nim zobaczy膰. Chc臋 z nim tylko porozmawia膰. Pu艣膰cie mnie!
Senatorze!
Prosz臋 spojrze膰 na ten medalion.
To pami膮tka chrztu.
- Jest na nim pa艅skie imi臋. - Pan go dosta艂?
- Mamy go. - To zosta艂o pogrzebane razem z cia艂em.
Ma艂y ch艂opiec.
Policja wie ju偶 o wszystkim.
Kto to jest? Mo偶e to jaki艣 dziennikarz?
Nie mam poj臋cia. Nie wa偶ne. Chod藕my.
Dale, chc臋 偶eby艣 skontaktowa艂 si臋 z posterunkiem policji...
Kapitan DeWitt.
Popro艣 go, 偶eby zadzwoni艂 do mnie w Spokane na ten numer.
Tak, prosz臋 pana.
Ty pieprzony skurwysynu.
Czego jeszcze chcesz?
Czego chcesz ode mnie?
Zrobi艂em wszystko, co w mojej mocy!
Nic wi臋cej nie mo偶na zrobi膰.
- Pan Russell? - Tak?
- Nazywam si臋 DeWitt, kapitan DeWitt. - Tak.
- Je艣li mo偶na chcia艂bym z panem porozmawia膰. - W porz膮dku. Prosz臋 wej艣膰.
- 艁adny dom. - Tak.
Jest pan muzykiem, kompozytorem... Zgadza si臋, Panie Russell?
Tak.
Prowadzi pan kurs na fakultecie z muzyki na uniwersytecie?
Zgadza si臋.
To tutaj mia艂 miejsce seans?
O czym pan chce ze mn膮 porozmawia膰?
By艂 pan na lotnisku dzisiejszego ranka, Panie Russell.
Dowiedzia艂em si臋, 偶e odegra艂 pan do艣膰 艂adn膮 scenk臋...
Krzyki, wrzaski, wygl膮da艂 pan jak szaleniec.
Sier偶ant Durban opowiada艂, 偶e zesz艂ej nocy r贸wnie偶 pan si臋 dziwnie zachowywa艂.
Wydaje mi si臋, 偶e znalaz艂 pan jakie艣 ko艣ci pod domem pani...
Jaki艣 g艂os z za艣wiat贸w powiedzia艂 panu o tym, zgadza si臋?
Gdy Sier偶ant Durban zapyta艂 o nie, m贸wi艂 pan, 偶e nie ma pan poj臋cia...
Czyje te ko艣ci mog艂y by膰... Na pewno nie ma pan poj臋cia.
Teraz wydaje si臋 to troch臋 dziwne, nie s膮dzi pan...
Kiedy dzisiaj rano na lotnisku oskar偶a艂 pan...
I wymy艣la艂 dziwne zarzuty przeciw Senatorowi Carmichael'owi?
- Nikogo nie oskar偶a艂em. - Pan senator s艂u偶y temu stanowi...
- Od 36 lat i nie jest... - Powiedzia艂em panu...
- Zamieszany w 偶aden brudny szanta偶. - Szanta偶?
- S艂ysza艂 mnie pan. - O czym pan m贸wi?
Rozumiem, 偶e niedawno straci艂 pan 偶on臋 i c贸rk臋.
Na pewno by艂o to dla pana szokiem... Mo偶e zbyt du偶ym.
Mo偶e pan potrzebuje pomocy.
- Czy m贸g艂by pan teraz wyj艣膰. - Zobaczymy kiedy pan go dostanie.
- Nie zrozumia艂 pan o czym m贸wi艂em? - Natychmiast prosz臋 wyj艣膰.
Pos艂uchaj mnie, Russell.
Masz co艣, co nale偶y do senatora. On chce to odzyska膰.
To ma艂y z艂oty medalion, rodzinny spadek. Zgubi艂 go.
My艣li, 偶e masz to.
Nie mam poj臋cia o czym pan m贸wi.
Przepraszam, 偶e wchodz臋 w taki spos贸b, ale jestem strasznie w艣ciek艂a.
Dzisiaj rano...
To jest kapitan DeWitt, jest z policji.
Panna Norman?
Tak.
Wezm臋 to teraz, albo wr贸c臋 za godzin臋 z ca艂膮 za艂og膮...
I rozwalimy to miejsce na kawa艂ki.
"Rozwalicie na kawa艂ki"?
- Co si臋 tu dzieje? - Zostan臋 tutaj.
Prosz臋 si臋 przygotowa膰.
Wi臋c, o co mu chodzi艂o?
Senator Carmichael my艣li, 偶e jest szanta偶owany.
Oni anulowali dzier偶aw臋 i zmusili mnie do odej艣cia z towarzystwa.
Bez wyja艣nie艅, bez powodu, tak po prostu tylko "wynocha".
Mam um贸wiony termin z szefem rady nadzorczej.
Zobacz臋 co zdo艂am si臋 dowiedzie膰.
Zadzwoni臋 do ciebie i wszystko ci opowiem.
Tak? Tak, Claire?
Jecha艂am samochodem, i rozpozna艂am ten w贸z.
Nie wiem jak to mog艂o si臋 sta膰. Nie mam poj臋cia jak si臋 to mog艂o wydarzy膰.
Nie by艂o innych samochod贸w. Nie by艂o nic.
Auto le偶y odwr贸cone na 艣rodku drogi.
To tamten cz艂owiek... ten glina, kt贸ry by艂 u ciebie w domu.
DeWitt. On nie 偶yje.
Carmichael. Jakie艣 wiadomo艣ci?
Tak. Kapitan DeWitt. Co on m贸wi?
Co?
Tak.
M贸j Bo偶e.
Co?
Kto? Russell.
W porz膮dku.
Daj mi ten numer.
- John Russell. - Senator pana oczekuje.
- Nadal zaj臋ty? - Tak.
- Gdzie idziesz? Claire... - B臋d臋 z powrotem za chwil臋, mamo.
W porz膮dku. Powiedz, czego do diab艂a chcesz?
Musisz mie膰 jaki艣 pomys艂.
Dobrze, jestem zapracowanym cz艂owiekiem. M贸w szybko.
Dom na Chessman Park...
Pa艅ska rodzina mieszka艂a tam a偶 do 1906.
Ten dom ma histori臋 z dziwnymi wydarzeniami.
Co艣 jest w tym domu, co艣 przejawia swoj膮 obecno艣膰.
Tego popo艂udnia kapitan DeWitt przyjecha艂 mnie odwiedzi膰...
Przypuszczalnie w twojej sprawie...
Wi臋c musisz wiedzie膰 co si臋 wydarzy艂o, przynajmniej o czym DeWitt m贸g艂by mi powiedzie膰...
Pa艅skie zdenerwowanie, seans spirytystyczny, ko艣ci znalezione w studni.
Pr贸bowa艂em z panem porozmawia膰 na lotnisku.
Pokaza艂em panu to.
DeWitt m贸wi艂, 偶e pan go zgubi艂.
Znalaz艂em to w grobie...
W kt贸rym zosta艂o pogrzebane dziecko.
To, co teraz panu powiem nie zabrzmi zbyt prawdziwie.
Ten ch艂opiec zosta艂 dotkliwie pokaleczony.
Wierz臋, 偶e zosta艂 zamordowany...
W pokoju na strychu tamtego domu.
Widzia艂em, co tam zasz艂o...
I wierz臋, 偶e zrobi艂 to Richard Carmichael, pa艅ski ojciec...
Zamordowa艂 on ch艂opca, swojego prawdziwego syna...
Joseph'a Carmichael'a.
Potem wzi膮艂 innego ch艂opca z sieroci艅ca "Sacred Heart".
Ch艂opiec pojecha艂 do Europy...
Cudownie wyzdrowia艂 i wr贸ci艂, by odziedziczy膰 imperium.
Tamtym ch艂opcem by艂 pan.
Wi臋c to jest pa艅ska historia.
Je偶eli to pan chcia艂 us艂ysze膰.
- Ile chcesz? - M贸j Bo偶e.
Dobrze, ile chcesz za dotrzymanie tajemnicy?
To nie jest szanta偶.
Przez lata zajmowa艂em si臋 takimi jak ty.
Doczeka艂 si臋 pan swojej szansy, kiedy ta niewiarygodna historia zostanie ujawniona...
Boi si臋 pan prawdy, mam racj臋?
To jest prawda. Boi si臋 pan pora偶ki.
- Prosz臋 wyj艣膰. - Nic z tego nie nale偶y do pana.
Wyno艣 si臋 st膮d z twoimi brudnymi k艂amstwami.
Powinienem by艂 p贸j艣膰 do tamtego martwego dziecka. Wszystko w pa艅skim 偶yciu jest podejrzane.
Pan nie jest Joseph'em Carmichael'em. Tylko korzysta pan z tego morderstwa...
Morderstwa dla zysku.
M贸j ojciec nie by艂 morderc膮.
Nikt na tym 艣wiecie nie mo偶e tak o nim powiedzie膰.
M贸j ojciec by艂 wspania艂ym cz艂owiekiem.
By艂 kochaj膮cym ojcem.
I poniewa偶 pan przyszed艂 tutaj i oskar偶a go...
Jak pan 艣mie?
Przeklinam ci臋!
I nie pozwol臋, by ktokolwiek szarga艂 dobre imi臋 mojego ojca.
Te dokumenty s膮 z miejskiego archiwum.
A to jest kaseta z seansu.
Nie mam kopii.
Prosz臋 to wzi膮膰. Zrobi艂em wszystko, co musia艂em zrobi膰.
Przepraszam.
Je艣li dowiem si臋, 偶e pisn膮艂e艣 komu艣 s艂贸wko...
Jedno s艂owo -
Komukolwiek...
Zrobi臋 tak, 偶e b臋dziesz 偶a艂owa艂, 偶e przyszed艂e艣 na ten 艣wiat.
Co to by艂y za wrzaski?
Nic.
Wyjd藕.
Zostaw mnie samego.
John, pr贸bowa艂am si臋 dodzwoni膰...
John, gdzie jeste艣?
John, co robisz?
Prosz臋. Nie zmuszaj mnie, bym posz艂a na g贸r臋.
Szuka艂am ci臋. Szuka艂am ci臋.
My艣la艂am, 偶e by艂e艣 tam. Ca艂y czas ci臋 wo艂a艂am.
Ju偶 dobrze. Uspok贸j si臋.
- Chc臋, by艣 zaczeka艂a na mnie w samochodzie. - Nie, nie id藕 tam jeszcze raz!
- Nie, prosz臋, prosz臋, nie r贸b tego! - Claire, Claire.
We藕 si臋 w gar艣膰. Trzymaj si臋.
Zaraz b臋d臋 z powrotem. Nie martw si臋.
Joseph, nie!
Ojcze.
M贸j medalion.
Ojcze, nie.
Pomocy.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.