Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Prowincja Stanu Nowy Jork 27 Listopada
Gdzie położymy wszystkie te bagaże?
Lepiej o tym pomyśl.
- Jesteś bardzo silny. - Pchaj!
To są ostatnie ferie na jakie się z tobą wybrałam.
Skąd masz tyle siły?
- Dalej. - Jeszcze, jeszcze, jeszcze!
- Nie puszczaj teraz. - Jak daleko jeszcze?
Jeszcze tylko parę milionów mil.
Parę milionów czego?
Parę milionów mil. Dobrze, tutaj się zatrzymamy.
Pchaj nadal. Nie puszczaj.
- Następnym razem jedziemy do Meksyku. - Lepiej na Hawaje.
Trzymaj to, trzymaj. Tak dobrze.
- Co zamierzasz teraz zrobić? - Zamierzam spróbować wezwać jakąś...
- Pomoc? - Pomoc.
Chodź. Porzucajmy się śniegiem.
Tato! Tato!
Chodź! Pomóż mi Tato!
Tak, czy mogę prosić numer na Pomoc Drogową?
ZEMSTA PO LATACH
Dzięki, Stan.
Jeśli tylko będę mógł w czymś pomóc, proszę dać mi znać, Panie Russell.
Tak zrobię, dzięki.
Panie Russell?
Łap.
Estancia, wiesz że to także jedzie do Seattle?
Tak, proszę pana.
Dobrze.
Seattle - 4 marca
Na początku, kiedy to się zdarzyło, byłem w szoku.
Byłem jak maszyna, niczego nie czułem.
Ale pewnego dnia, wreszcie to zrozumiałem...
Joanna i Kathy odeszły.
Ciągle chodziłem po moim mieszkaniu w kółko śpiewając: "nie ma ich, nie ma"
Wydaje mi się, że zacząłem wariować.
Ale to było już ponad 4 miesiące temu...
I teraz jedyne co muszę zrobić to wziąć się w garść.
Twoje pierwsze zajęcia są w przyszły poniedziałek.
Umówiłem cię jutro na spotkanie.
11:00 ci odpowiada?
W porządku, Robert. Dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
Daj spokój. Wszyscy są bardzo zadowoleni że tutaj jesteś.
Tak znany i wybitny kompozytor jak ty.
Kto tak uważa?
Wybitny czy nie, jesteśmy zadowoleni że z nami jesteś.
Daj spokój! Daj mi to!
- Nie! - Dzieci, uspokójcie się.
Idźcie do kuchni, i weźcie sobie trochę ciasteczek.
A propos, jak długo zamierzasz zostać w hotelu?
- Mamy tutaj wolny pokój dla ciebie. - Nie, dzięki, Evy.
Zamierzam znaleźć jakiś dom do wynajęcia. Mam trochę swoich rzeczy.
Muszę mieć miejsce, aby zamykać się samemu i nocami grać na pianinie.
Mam przyjaciółkę w Towarzystwie Ochrony Zabytków
Mają kilka starych domów. Jestem pewna, że zechcą ci jakiś wynająć.
- Zobaczysz, że znajdą coś dla ciebie. - Dobrze.
- Pan Russell? - Tak.
Witam, jestem Claire Norman, niech pan wsiada, podwiozę pana.
Świetnie.
- Kiedy ostatnio ktoś tu mieszkał? - Zobaczmy...
Mniej więcej 12 lat temu. Przez ostatnie 12 lat należał...
Do Towarzystwa Ochrony Zabytków.
Proszę.
Była propozycja, by przekształcić ten dom w muzeum.
Ale czy ja wiem, uważam, że dom jest po to by w nim mieszkać.
Dlaczego dotąd nikt tu nie zamieszkał?
Nie wiem. Jestem w Towarzystwie dopiero od roku,
Ale odnoszę wrażenie że nie starano się wystarczająco mocno, by ktoś tu zamieszkał.
Oczywiście, ten dom potrzebuje dużo pracy.
Tak.
Jest tu trochę mebli, tutaj są złożone.
Mógłby pan sobie coś z tego wybrać. Może coś ci się spodoba.
Kuchnia jest tutaj.
Co robicie, by utrzymać dom tej wielkości?
Mamy człowieka, który dogląda wszystkich takich miejsc.
Pan Tuttle.
I...
to jest salon muzyczny.
Tak naprawdę, tym się kierowałam wybierając dom dla pana.
Pianino pozostało tutaj pod opieką Towarzystwa.
To naprawdę duży kłopot wynieść je stąd.
Musi być w bardzo złym stanie.
Od kiedy mogę się wprowadzić?
Przepraszam, że przeszkadzam w komponowaniu.
W porządku, Panie Tuttle. To już zostało skomponowane.
Przed domem stoi dostawca wody. Mówi, że pan go wzywał.
Udało ci się już coś skomponować?
Nadal pracuję nad drugą częścią. Nadal tan sam problem.
Dobrze, być może spotkania pomogą, może wpadniesz na jakiś pomysł.
Jak rozumiem...
Jest tutaj...
Więcej niż 23 studentów...
A teraz na poważnie, te zajęcia są na zaawansowanym poziomie.
Teraz, wszyscy wiemy, że nie pada na zewnątrz.
Chyba, że ktoś podłożyłby ogień w innej części budynku, o którym nic byśmy nie wiedzieli...
To straszne, że sporo z was nie ma nic lepszego do roboty.
Jakkolwiek...
Będziemy wiedzieć więcej po drugim wykładzie.
Jestem pewien, że wielu z was...
Na pewno rozpoznaje to.
Brzmi to trochę lepiej w wykonaniu orkiestry, niż zagrane na pianinie.
Nie, to pan sprawił, że to brzmiało dobrze. Występ w klasie był świetny.
Sekretem John'a jest to, że gra on naturalnie.
Nie idź za daleko. Wybaczcie na chwilę.
- Jeśli nie będziesz mógł znaleźć drogi powrotnej... - Wyślesz za mną grupę poszukiwawczą.
Cześć. Chciałbym, byś poznał moją matkę.
- Miło mi panią poznać pani Norman - Witam.
To jest John Russell. Pamiętasz dom Chessman'ów?
Tak, tak. Bardzo mi miło pana poznać panie Russell.
- Jak się panu podoba mieszkanie? - Świetnie.
- Jest bardzo duże. - Tak.
Panie i panowie, mogę prosić o chwilę uwagi.
Chciałbym przedstawić Senatora Joseph'a Carmichael'a oraz jego syna kongresmena Jim'a Carmichael'a.
Mój Boże. Pewnie będzie znowu przemawiał.
Jak już pewnie wiesz on jest dożywotnim Republikaninem krytykującym Demokratów.
Wiecie jak ja nienawidzę przemówień.
Ale czasami, są specjalne okazje...
Jak zbieranie pieniędzy na naszą wspaniałą orkiestrę symfoniczną...
Czy nie byli fantastyczni dzisiejszego wieczoru?
Oby tak dalej.
- Właśnie miałem zamiar czegoś się napić. - Mogę się do ciebie przyłączyć?
Zaraz wrócę mamo.
Dziękuje.
Dziękuje. Faktycznie on ostatnio stał się największym dobroczyńcą...
Dla Towarzystwa Ochrony Zabytków.
Faktycznie, jest największym filantropem.
- Więc, już się zadomowiłeś? - Tak.
Jest kilka rzeczy, które Towarzystwo zabrało z twojego domu.
Jeśli będę mogła spróbuję je odzyskać.
Bardzo się cieszę, że wybrałeś właśnie ten dom.
Panie Tuttle?
Tak, panie Russell?
Przestraszył mnie pan.
Jest tu jeszcze ktoś oprócz pana? Pani Rissean sprząta dzisiaj?
Nie, proszę pana, tylko ja.
Dziękuję.
Piękna muzyka.
- O, dzień dobry. - Witaj.
- To brzmi jak kołysanka. - Tak, to jest coś w tym rodzaju.
Więc, mam tutaj to, co obiecałam.
To kilka obrazów, które możesz sobie gdzieś powiesić.
I to...
Jest stara fotografia, ujęcie z przodu domu.
- Czy nie jest nadzwyczajna? - Piękna.
Chciałam wcześniej zadzwonić, ale na informacji nie mają jeszcze twojego numeru.
Co za piękny egzemplarz. To bardzo cenna komoda.
Nawet nie wiedziałem.
To należało do Kathy, mojej córki.
Dobrze, lepiej będzie jak już sobie pójdę.
Mam nadzieję, że spodobały ci się obrazy.
Dziękuję.
Jeździsz konno?
Tak. A ty?
Co się stało?
Tylko myślałem o mojej córce, Kathy...
Ona bardzo kochała konie.
Pewnie powietrze gdzieś uchodzi.
To było zbyt głośne, zbyt rytmiczne.
Więc wreszcie się zaczęło.
Dlaczego to zdarzyło się dwa dni z rzędu...
Dokładnie o 6:00?
Dlaczego trwa pół minuty a potem przestaje? To nie ma sensu.
Piec jest sprawny, czy coś jeszcze Panie Russell.
To się czasami zdarza.
To stary dom.
Czasami ma swoje nawyki.
Dobrze, bardzo dobrze.
Ale nadal nie jesteśmy dobrze zgrani.
I, złotko, ty trochę opóźniasz. Troszeczkę za wolno na ostatnich czterech taktach.
Jak to poprawisz, to będzie wspaniale.
- Dobranoc. - Dobranoc.
Do jutra.
Chciałbym się dowiedzieć...
Czy coś podobnego działo się wcześniej w tym domu?
Jeśli tak, to jak właściciele, radzili sobie z tym?
Odkąd pracuję w Towarzystwie, ten dom był pusty.
John, pracujesz bardzo ciężko.
Może przechodzisz jakieś napięcia emocjonalne.
- Więc twierdzisz, że mam halucynacje? - Przepraszam bardzo.
Minnie?
Claire, telefon do ciebie... Twoja matka.
- Czy mam jej powiedzieć, że jesteś zajęta? - Już idę.
Przepraszam na chwilę.
Wie pan, że ktoś się pytał kiedy pan się wprowadzi, Panie Russell.
- Co to ma znaczyć? - Ten dom nie powinien być wynajmowany.
Panna Norman w pośpiechu wybrała dokumenty z biura prawniczego.
To nie stało się drogą służbową.
Dlaczego ktoś mógłby mieć coś przeciwko temu?
Ten dom nie jest po to, aby ktoś w nim mieszkał.
Nikt nie jest w stanie w nim zamieszkać.
Dom nie chce ludzi.
To znaczy, że takie rzeczy działy się tam już wcześniej?
C.S.B. Styczeń 1909
Posłuchaj, to dokładnie to samo. Identyczne tempo, ta sama tonacja.
Co o tym myślisz?
Nie mam pojęcia. To jest zadziwiający zbieg okoliczności.
Ale ta melodia musiała być niegdyś bardzo popularna...
Inaczej nie znalazłaby się w pozytywce.
Zgadza się, ale przysięgam, że nigdy wcześniej jej nie słyszałem...
Zrobiłem to nagranie tego dnia, kiedy do mnie przyszłaś.
Coś w tym musi być.
Coś musiało się tu kiedyś wydarzyć. Nie jestem pierwszy.
Sprawdziłam wszystkie akta bardzo uważnie...
Wszystko po 1920 roku.
- Nic nadzwyczajnego. - Panna Huxley.
Minnie to bardzo ekscentryczna starsza pani, ale ona nigdy...
Mówiła, że dom nie chce, by ktoś w nim mieszkał. Myliła się.
Cokolwiek to jest rozpaczliwie próbuje się z nami skontaktować.
Dziwne odgłosy, kapanie wody, wybita szyba w oknie..
Wszystko szkło wyleciało na zewnątrz. To musiało być zrobione od wewnątrz.
Wszystko to, co się zdarzyło zostało zrobione celowo...
Abym poszedł do tego pokoju na strychu.
Chcę to zobaczyć.
Popatrz na tamtą książkę na biurku.
"C.S.B. Styczeń 4, 1909."
To pismo małego dziecka.
1909. Ciekawe kto wtedy tutaj mieszkał?
To tutaj znalazłem pozytywkę, na tym płaszczu.
Popatrz na ten wózek inwalidzki.
Mój Boże.
Jest taki mały.
Co było w tym pokoju?
Poprzedni właściciel to architekt William Sarachino z rodziną.
Kupił ten dom w 1965. Sprzedał w 1967.
Nabyło go Towarzystwo, aby nie popadł w ruinę...
Listopad 1967, bezpośrednia duża dotacja z Fundacji Carmichael'a.
- To ten senator? - Tak.
- Wielki gest. - Gdzie jest reszta akt?
Poprzedni lokatorzy...
Nie ma ich list.
Nie ma nic sprzed 1920 roku.
Minnie, szukamy akt domu Chessman'ów, sprzed 1920 roku.
- Wiesz może gdzie są? - Na co są ci one potrzebne?
Próbujemy dowiedzieć się kto zamieszkiwał ten dom w 1909.
Ten człowiek nazywał się Barnard. Był lekarzem.
- Czy miał jakieś dzieci? - Chyba syna i córkę.
Ale wydarzyła się jakaś rodzinna tragedia, tak mi się wydaje.
Sprzedał dom w 1909.
1909? Już szukam.
Świetnie.
No i gotowe. Przesuwanie jest w prawo.
Bardzo dziękuję.
Przyjrzyjmy się temu.
9 luty. Poszukajmy ogłoszeń...
Może z działu sprzedam.
Nieruchomości. Poszukajmy jeszcze.
Czeka, czekaj, czekaj.
"Cora Barnard, siedmioletnia córka doktora Waltera Barnard'a...
Wybitnego lekarza z Seattle, została potrącona i poważnie ranna...
Przez nadjeżdżający z przeciwka wóz z węglem...
Wczoraj, przed Parkiem Chessman'ów.
Została szybko odwieziona do szpitala Św. Małgorzaty...
Jej stan jest poważny."
- To pewnie to. - Cora Barnard.
C.S.B.
Tam.
"Cora Barnard, córka...
zmarła w szpitalu św. Małgorzaty...
Do ran otrzymanych w wyniku wypadku z 15 lutego.
Rodzice są pogrążeni w żałobie.
Panna Barnard zostanie pochowana w rodzinnym grobowcu...
Na cmentarzu w Brookfield."
Tu leży doktor...
I jego żona.
A to jej brat, Lloyd.
Ta mała dziewczynka, Cora...
Została zabita na ulicy.
To był wypadek, niemal tak samo jak Kathy.
Co to jest w tamtym domu, Claire?
Co to coś robi? Dlaczego to próbuje dosięgnąć mnie?
- John... - Czy tu chodzi o moją córkę?
Nie mogę znowu przez to wszystko przechodzić.
John, musisz opuścić ten dom.
Wierzę we wszystko, co pan mówi, Panie Russell.
Hałasy, światła, teleportacje przedmiotów...
Wszystko brzmi bardzo znajomo.
- Fascynująca sprawa. - Ale w gruncie rzeczy...
Co powinienem teraz robić?
Powiem panu, niech pan to nagra.
Przychodzi do nas...
Wiele medium i spirytystów i w ten sposób...
Sprawdzamy nich wiarygodność.
99 procent to oszustwa...
Ale jeden procent...
Zadziwiające.
Medium.
- Pan Russell? - Tak.
- Witam. - Bardzo mi miło.
- Moja żona, Leah. - Proszę, wejdźcie.
- Dziękujemy. - Proszę na lewo.
Czy mógłby pan zgasić światła?
Oczywiście.
Spróbuję nagrać wszystko na taśmę.
- Czy nie ma pan nic przeciwko? - Ależ skąd.
Dobrze. Panie Russell, czy mógłby pan usiąść tutaj?
Bardzo chętnie. Dziękuje.
Cierpisz przez stratę kogoś bliskiego, John'ie Russell.
Straciłeś żonę i dziecko.
Dusza obecna w tym domu prosi ciebie o pomoc.
Jej obecność jest tutaj bardzo wyraźna.
To jest dusza dziecka...
Dziecka, które nie zaznało spokoju...
Które nie może odpoczywać.
Ta dusza jest z nami.
Wyczuwamy, że ty jesteś z nami.
Zechcesz przemówić do nas?
Skomunikujesz się z nami?
Przyjdziesz bezpośrednio do nas?
Będziesz do nas mówić?
Jesteśmy tutaj, by ci pomóc.
Jak masz na imię?
Będziesz z nami rozmawiać?
Tak.
Jak masz na imię?
Czy ty jesteś dzieckiem o imieniu Cora?
Jesteś dzieckiem zabitym przez wóz z węglem?
Nie.
Jak masz na imię?
Joseph.
Czy umarłeś w tym domu, Joseph'ie?
Jak umarłeś?
Czy jest tutaj ktoś z kim chciałbyś się skomunikować?
Pomocy. Pomocy. Pomocy.
Panie Russell, czy mógłby pan teraz usiąść tutaj?
Chcesz rozmawiać z John'em?
Czy powiesz nam, dlaczego nie jesteś tam gdzie reszta?
Mów do John'a.
John jest z nami.
Czego chcesz od John'a?
Dlaczego nie zaznałeś spokoju?
Dlaczego pozostajesz w tym domu, Joseph'ie?
Co jest w tym domu?
Mów do John'a.
John jest z nami.
Jak umarłeś?
Czy umarłeś w tym domu?
Dlaczego pozostajesz w tym domu?
Jak umarłeś?
Joseph'ie, czy umarłeś w tym domu?
Jesteśmy tutaj, by ci pomóc.
Jak masz na imię?
Zabitym przez wóz z węglem?
Nie.
Jesteś dzieckiem zabitym przez wóz z węglem?
Nie.
Jesteśmy tutaj, by ci pomóc.
Jak masz na imię?
Joseph.
Czy umarłeś w tym domu, Joseph'ie?
Dom.
Mój pokój.
Nie może chodzić.
Czy powiesz nam, dlaczego nie jesteś tam gdzie reszta?
Mój ojciec.
Joseph'ie, czy umarłeś w tym domu?
- Mój pokój. - Jak umarłeś?
Ojciec.
Studnia.
Ranczo.
"Sacred Heart".
Mój medalion.
Ojcze, nie.
Pomocy.
Ciało. Ranczo.
Studnia.
Nazywam się... Joseph Carmichael.
Tak.
Mi też jest przykro...
Ja właśnie... Możesz przyjechać...
Czy powiesz nam, dlaczego nie jesteś tam gdzie reszta?
- Mój ojciec. - Joseph'ie, czy umarłeś w tym domu?
- Mój pokój. - Jak umarłeś?
Ojcze, nie.
- Nie powinienem był do ciebie dzwonić. - Po prostu potrzebowałam kogoś.
Napisałem jakieś słowa na papierze.
Napisałem "Sacred Heart".
Tu był kiedyś miejski sierociniec...
Nazwany "Sacred Heart".
Został on zamknięty lata temu.
Co?
To dziecko, Joseph Carmichael.
Zostało zamordowane w tym domu, na strychu...
I pogrzebane.
I wtedy osierocony...
Przestań, John, chociaż na chwilę, proszę!
Panna Huxley przy telefonie, Senatorze. To już trzeci raz tego ranka.
- Mówi, że to pilne. - W porządku, zajmę się tym.
Cześć, Minnie. Jak się masz?
Świetnie.
Oni przeszukiwali akta.
Podaj mi jeszcze raz ich nazwiska.
Cieszę się, że mogłam pomóc, jak wiesz.
Do widzenia.
To jest kampania senatora z 1960.
Mam to z biblioteki miejskiej, skopiowali to dla mnie.
- A ty znalazłaś coś? - To miało być coś w rodzaju pamiątki przeszłości...
Kiedyś chciano zamienić ten dom w muzeum.
Richard Carmichael z rodziną zamieszkiwał ten dom od 1899 do 1906.
Richard był ojcem senatora.
Jego matka zmarła przy jego narodzinach w 1900.
To wszystko co znalazłem.
Popatrz na część o jego chorobie.
"Joe Carmichael, ich syn, w wieku trzech lat był poważnie chory na artretyzm..."
Trochę niżej.
"Zdecydowano, aby wysłać małego Joe do słynnego sanatorium w Nordbach...
W Szwajcarii, na specjalną terapię.
W towarzystwie ojca wsiadł na statek płynący do Europy w październiku 1906...
Zdrowy powrócił do Ameryki dopiero po zakończeniu I Wojny Światowej."
Widzisz, jak to mogłoby zostać zrobione?
Syn Richarda, chore dziecko...
Zostało zamordowane przez ojca i potajemnie pogrzebane.
Wtedy inne dziecko, sześcioletnia sierota...
Zostaje podłożone na jego miejsce i wysłane drogą morską do Europy...
Pod nadzorem ojca... Wszystko szło zgodnie z planem.
Nawet wojna temu sprzyjała. Trzymano go w Szwajcarii aż do 1918.
Kiedy powrócił miał 18 lat.
Kto mógłby przypuszczać, że to nie jest prawdziwy syn?
Nie był już kaleką, ponieważ przeszedł kurację.
Myślisz, że ktokolwiek dowiedział się o morderstwie i zamianie?
Nie mam pojęcia.
Jak ojciec mógłby coś takiego zrobić?
Żoną Richarda była Emily Spencer, córka H.T.Spencer'a...
Który założył imperium Spencer Carmichael.
Zmarł on w 1905 jako miliarder. Jego testament...
Jego testament mógłby być bardzo interesujący.
Kopia musi być u notariusza.
Spróbuję dowiedzieć się gdzie jest ranczo Spencer'ów lub Carmichael'ów.
Tak... ranczo ze studnią.
Tu jest atlas Seattle z 1908...
Który jest otwarty na części miasta gdzie znajdowało się ranczo Carmichael'ów.
- Właśnie tutaj. - Co oznacza ten znak?
Według legendy w tym właśnie miejscu miała znajdować się studnia.
- Widzę. - I w atlasie z 1914...
Który jest otwarty tutaj na tym samym obszarze...
Tu była jedna duża działka która widocznie została sprzedana...
Ale właściciel jest w większości ten sam, i studnia nadal tutaj jest.
- Właśnie. Dokładnie. - Atlas z 1928 jest zupełnie inny.
Nastąpił dalszy podział własności.
Symbol studni zniknął...
I w tym miejscu został wybudowany dom.
W dokumentach ranczo ma studnię...
To część spadku małego Joseph'a Carmichael'a, pięcioletniego dziecka.
On dostałby prawie wszystko.
- Co się stało z ojcem Richarda? - Odszedł...
Nie on miałby kontrolę nad dzieckiem, tylko kurator.
Dobrze, ale córka starego Spencer'a nie żyła...
I, oczywiście, on nie byłby zbyt kochającym zięciem.
Tak, ale czekaj. Richard nie dostałby żadnych pieniędzy...
Ale nadal miałby kontrolę nad synem, i jego syn odziedziczyłby fortunę...
Chyba że...
Chyba, że z jakiegoś powodu, chłopiec umarłby przed osiągnięciem 21 lat.
W razie wypadku, wszystkie nieruchomości otrzymałaby organizacja charytatywna.
On musiał zupełnie odizolować Richard'a...
I przebywałby z synem który był...
Słaby i chorowity,... Nawet nie mógł chodzić.
Musiał się zdecydować, nawet nie dał szansy chłopcu.
Pieniądze były zbyt kuszące.
Czy zamierzasz jej o tym powiedzieć?
O studni po domem i trupie.
- I o medalionie z imieniem? - Nie. Nic o Carmichael'u.
- Ona pomyśli, że zwariowałeś. - Ty powiesz, że tak nie jest.
Dobry wieczór, Pani Grey. Jestem John Russell.
To jest Panna Norman.
Panie Russell, nie mam ochoty wysłuchiwać pańskich historii...
Nie zaprosiłabym pana tutaj gdyby nie pewna rzecz, o której pan wspomniał przez telefon.
Mówił pan, że ten seans miał miejsce trzy noce temu.
- Zgadza się? - Tak.
Dobrze, trzy noce temu, w poniedziałkowy wieczór...
Linda, moja córka, obudziła się z krzykiem...
Tuż przed północą.
Miała koszmar.
Kiedy do niej weszłam była zapłakana i roztrzęsiona.
Nigdy wcześniej jej w takim stanie nie widziałam.
Myślę, że pewnie miała wcześniej jakiś koszmar, ale nie jestem pewna...
Powiedziała mi, że zobaczyła chłopca...
Bardzo małego, bardzo chudego...
niemal jak skrzat...
Który próbował wyskoczyć przez podłogę.
Cały czas się na nią gapił.
Tutaj, na środku.
Od tej pory ona nie wchodzi do tego pokoju, nawet koło niego nie przechodzi. Śpi ze mną.
My tylko chcemy...
Co pan chce, panie Russell, rozebrać ten pokój.
Dobrze, mam pański numer telefonu. Pomyślę nad tym.
Co się dzieje, do diabła? Linda!
Oni nadal kopią...
Ale jeszcze nie znaleźli studni.
- Czy coś znaleźliście? - Nie, jeszcze nic.
To jest Tony, syn pani Grey. Panna Norman.
- Cześć. - Cześć.
Dzięki.
- Czy możesz mi podać latarkę? - Pewnie.
Myślę, że coś znalazłem.
Co to jest?
To ręka.
Co?
To jest ręka.
Zadzwonię po policję.
Nic więcej?
Na to wygląda.
Myśli pan, że na dole może być coś jeszcze?
Sierżant Coroner mówił, że te kości były tam około 50 lat.
Czy wiesz może czyje to mogło by być dziecko?
Nie, nie bardzo.
Co to znaczy "nie bardzo"?
Nie
Chcę zeznań od każdego.
Pani Grey, czy ma pani jakieś inne miejsce, gdzie można przenocować?
- Tak, coś sobie zorganizuję. - Dobrze.
Myślę, że powinieneś im powiedzieć
To musi gdzieś tam być.
Bez medalionu, nie ma dowodu, to nic nie znaczy.
- Ty masz kasetę. - Kasety mogą być przerabiane.
Oni o tym wiedzą. Widziałaś zaciekawienie na jego twarzy?
To było oczywiste, że coś przed nimi ukrywasz.
Powiem im.
Patrz, jest już późno. Odpocznijmy trochę, porozmawiamy o tym rano.
- Świetnie. Jedź ostrożnie. - Ty też.
Co się stało?
"Kościół Św. Pawła 8 wrzesień, 1900...
Joseph Patrick Carmichael."
To było tam?
To było tam.
Musisz pokazać to policji. To jedyny niepodważalny dowód.
Oni tego nie znaleźli ani nie widzieli, jak to wykopałem. Dlaczego mieliby uwierzyć, że to tam było?
Nie możesz ich tak po prostu zignorować.
Policja nie ma zamiaru zajmować się zabójstwem sprzed 70 lat.
- Jednak to nadal jest niewyjaśnione morderstwo. - Nah.
Cokolwiek jest do zrobienia, musi być zrobione przeze mnie.
Muszę dostać się do Carmichael'a.
- On nie chce cię widzieć. - Zobaczymy.
Senatorze!
- Proszę się zatrzymać! Stop. - Pan Carmichael! Senatorze...
- Proszę chwilę poczekać. - Zejdź mi z drogi do cholery.
Senatorze, jestem John Russell.
Mieszkam w pańskim domu. Proszę spojrzeć.
Muszę się z nim zobaczyć. Chcę z nim tylko porozmawiać. Puśćcie mnie!
Senatorze!
Proszę spojrzeć na ten medalion.
To pamiątka chrztu.
- Jest na nim pańskie imię. - Pan go dostał?
- Mamy go. - To zostało pogrzebane razem z ciałem.
Mały chłopiec.
Policja wie już o wszystkim.
Kto to jest? Może to jakiś dziennikarz?
Nie mam pojęcia. Nie ważne. Chodźmy.
Dale, chcę żebyś skontaktował się z posterunkiem policji...
Kapitan DeWitt.
Poproś go, żeby zadzwonił do mnie w Spokane na ten numer.
Tak, proszę pana.
Ty pieprzony skurwysynu.
Czego jeszcze chcesz?
Czego chcesz ode mnie?
Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy!
Nic więcej nie można zrobić.
- Pan Russell? - Tak?
- Nazywam się DeWitt, kapitan DeWitt. - Tak.
- Jeśli można chciałbym z panem porozmawiać. - W porządku. Proszę wejść.
- Ładny dom. - Tak.
Jest pan muzykiem, kompozytorem... Zgadza się, Panie Russell?
Tak.
Prowadzi pan kurs na fakultecie z muzyki na uniwersytecie?
Zgadza się.
To tutaj miał miejsce seans?
O czym pan chce ze mną porozmawiać?
Był pan na lotnisku dzisiejszego ranka, Panie Russell.
Dowiedziałem się, że odegrał pan dość ładną scenkę...
Krzyki, wrzaski, wyglądał pan jak szaleniec.
Sierżant Durban opowiadał, że zeszłej nocy również pan się dziwnie zachowywał.
Wydaje mi się, że znalazł pan jakieś kości pod domem pani...
Jakiś głos z zaświatów powiedział panu o tym, zgadza się?
Gdy Sierżant Durban zapytał o nie, mówił pan, że nie ma pan pojęcia...
Czyje te kości mogły być... Na pewno nie ma pan pojęcia.
Teraz wydaje się to trochę dziwne, nie sądzi pan...
Kiedy dzisiaj rano na lotnisku oskarżał pan...
I wymyślał dziwne zarzuty przeciw Senatorowi Carmichael'owi?
- Nikogo nie oskarżałem. - Pan senator służy temu stanowi...
- Od 36 lat i nie jest... - Powiedziałem panu...
- Zamieszany w żaden brudny szantaż. - Szantaż?
- Słyszał mnie pan. - O czym pan mówi?
Rozumiem, że niedawno stracił pan żonę i córkę.
Na pewno było to dla pana szokiem... Może zbyt dużym.
Może pan potrzebuje pomocy.
- Czy mógłby pan teraz wyjść. - Zobaczymy kiedy pan go dostanie.
- Nie zrozumiał pan o czym mówiłem? - Natychmiast proszę wyjść.
Posłuchaj mnie, Russell.
Masz coś, co należy do senatora. On chce to odzyskać.
To mały złoty medalion, rodzinny spadek. Zgubił go.
Myśli, że masz to.
Nie mam pojęcia o czym pan mówi.
Przepraszam, że wchodzę w taki sposób, ale jestem strasznie wściekła.
Dzisiaj rano...
To jest kapitan DeWitt, jest z policji.
Panna Norman?
Tak.
Wezmę to teraz, albo wrócę za godzinę z całą załogą...
I rozwalimy to miejsce na kawałki.
"Rozwalicie na kawałki"?
- Co się tu dzieje? - Zostanę tutaj.
Proszę się przygotować.
Więc, o co mu chodziło?
Senator Carmichael myśli, że jest szantażowany.
Oni anulowali dzierżawę i zmusili mnie do odejścia z towarzystwa.
Bez wyjaśnień, bez powodu, tak po prostu tylko "wynocha".
Mam umówiony termin z szefem rady nadzorczej.
Zobaczę co zdołam się dowiedzieć.
Zadzwonię do ciebie i wszystko ci opowiem.
Tak? Tak, Claire?
Jechałam samochodem, i rozpoznałam ten wóz.
Nie wiem jak to mogło się stać. Nie mam pojęcia jak się to mogło wydarzyć.
Nie było innych samochodów. Nie było nic.
Auto leży odwrócone na środku drogi.
To tamten człowiek... ten glina, który był u ciebie w domu.
DeWitt. On nie żyje.
Carmichael. Jakieś wiadomości?
Tak. Kapitan DeWitt. Co on mówi?
Co?
Tak.
Mój Boże.
Co?
Kto? Russell.
W porządku.
Daj mi ten numer.
- John Russell. - Senator pana oczekuje.
- Nadal zajęty? - Tak.
- Gdzie idziesz? Claire... - Będę z powrotem za chwilę, mamo.
W porządku. Powiedz, czego do diabła chcesz?
Musisz mieć jakiś pomysł.
Dobrze, jestem zapracowanym człowiekiem. Mów szybko.
Dom na Chessman Park...
Pańska rodzina mieszkała tam aż do 1906.
Ten dom ma historię z dziwnymi wydarzeniami.
Coś jest w tym domu, coś przejawia swoją obecność.
Tego popołudnia kapitan DeWitt przyjechał mnie odwiedzić...
Przypuszczalnie w twojej sprawie...
Więc musisz wiedzieć co się wydarzyło, przynajmniej o czym DeWitt mógłby mi powiedzieć...
Pańskie zdenerwowanie, seans spirytystyczny, kości znalezione w studni.
Próbowałem z panem porozmawiać na lotnisku.
Pokazałem panu to.
DeWitt mówił, że pan go zgubił.
Znalazłem to w grobie...
W którym zostało pogrzebane dziecko.
To, co teraz panu powiem nie zabrzmi zbyt prawdziwie.
Ten chłopiec został dotkliwie pokaleczony.
Wierzę, że został zamordowany...
W pokoju na strychu tamtego domu.
Widziałem, co tam zaszło...
I wierzę, że zrobił to Richard Carmichael, pański ojciec...
Zamordował on chłopca, swojego prawdziwego syna...
Joseph'a Carmichael'a.
Potem wziął innego chłopca z sierocińca "Sacred Heart".
Chłopiec pojechał do Europy...
Cudownie wyzdrowiał i wrócił, by odziedziczyć imperium.
Tamtym chłopcem był pan.
Więc to jest pańska historia.
Jeżeli to pan chciał usłyszeć.
- Ile chcesz? - Mój Boże.
Dobrze, ile chcesz za dotrzymanie tajemnicy?
To nie jest szantaż.
Przez lata zajmowałem się takimi jak ty.
Doczekał się pan swojej szansy, kiedy ta niewiarygodna historia zostanie ujawniona...
Boi się pan prawdy, mam rację?
To jest prawda. Boi się pan porażki.
- Proszę wyjść. - Nic z tego nie należy do pana.
Wynoś się stąd z twoimi brudnymi kłamstwami.
Powinienem był pójść do tamtego martwego dziecka. Wszystko w pańskim życiu jest podejrzane.
Pan nie jest Joseph'em Carmichael'em. Tylko korzysta pan z tego morderstwa...
Morderstwa dla zysku.
Mój ojciec nie był mordercą.
Nikt na tym świecie nie może tak o nim powiedzieć.
Mój ojciec był wspaniałym człowiekiem.
Był kochającym ojcem.
I ponieważ pan przyszedł tutaj i oskarża go...
Jak pan śmie?
Przeklinam cię!
I nie pozwolę, by ktokolwiek szargał dobre imię mojego ojca.
Te dokumenty są z miejskiego archiwum.
A to jest kaseta z seansu.
Nie mam kopii.
Proszę to wziąć. Zrobiłem wszystko, co musiałem zrobić.
Przepraszam.
Jeśli dowiem się, że pisnąłeś komuś słówko...
Jedno słowo -
Komukolwiek...
Zrobię tak, że będziesz żałował, że przyszedłeś na ten świat.
Co to były za wrzaski?
Nic.
Wyjdź.
Zostaw mnie samego.
John, próbowałam się dodzwonić...
John, gdzie jesteś?
John, co robisz?
Proszę. Nie zmuszaj mnie, bym poszła na górę.
Szukałam cię. Szukałam cię.
Myślałam, że byłeś tam. Cały czas cię wołałam.
Już dobrze. Uspokój się.
- Chcę, byś zaczekała na mnie w samochodzie. - Nie, nie idź tam jeszcze raz!
- Nie, proszę, proszę, nie rób tego! - Claire, Claire.
Weź się w garść. Trzymaj się.
Zaraz będę z powrotem. Nie martw się.
Joseph, nie!
Ojcze.
Mój medalion.
Ojcze, nie.
Pomocy.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.