All language subtitles for The.Full.House.2018.1080p.BluRay.AVC.DTS-HD.MA 5.1-UTT

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian Download
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Podaj kieliszki.

- Jakie mamy plany na wieczór? - Żegnamy Thomasa.

Jedzie na kontrakt do Nowego Jorku.

Antoine zostaje?

Tak. Jego nowy współlokator prowadzi agencję modelek.

Brzmi obiecująco.

- Masz szampana? - Tak.

Idziemy.

W ROLACH GŁÓWNYCH

SCENARIUSZ

REŻYSERIA

STATUS: SINGIEL

Umarł król, niech żyje król!

Przyhamuj!

Przed nami cała noc!

Podziękuj mi za nowego króla.

- W końcu to szef agencji modelek! - Tylko on może cię zastąpić.

O której się jutro zjawi?

Nie wysłał ci wiadomości z Miami albo z Ibizy?

- Nie! - Antoine, poznaj Vero.

Cześć, Vero!

Musimy już lecieć.

- Jutro szkoła... - Opiekunka musi wracać.

Jasne, rozumiem.

A wy ciągle tańczycie!

Cześć, laseczki.

Kumpelka Stana?

Niezła jest!

Oto Sandy z Singapuru i Cindy z Rio...

Nie... Nancy z Singapuru i Cindy z Oslo...

Jestem Antoine z Paryża. To moja chata. Chodźcie.

- Spodoba się wam! - Weź je sobie.

- Kiedy przyjeżdża nowy? - Póki co ja tu jestem.

- Ty hieno... - To ty nas zostawiasz.

Mam taras z widokiem... Nie wie, że tu jest taras.

Pokażę jej.

Szef agencji modelek w tym mieszkaniu, z Antoinem...

To będzie rzeźnia.

Przystopuj z szampanem.

- Wracajmy. - Coś ty, jest za wcześnie.

Dopiero pierwsza. Zostańmy.

On nie może iść.

To PW Thomasa!

- Co to znaczy PW? - Nie wytłumaczył ci?

Pożegnanie współlokatora.

Już nie oprowadzasz lasek z Airbnbitch?

Jedna z nich u mnie dziś śpi. Jak ją rzucę, to ci powiem.

Tylko nie rób głupstw.

- A ja? Dasz mi buzi? - Cześć, piękna!

- Komu szocika? - Nam!

Jutro zarzygam samolot.

Za Thomasa!

I za nowego lokatora, z którym będzie zajebiii....

Zarąbiście!

Powiedz, że ściemniasz. Jak to, zrezygnował?

Co mnie obchodzi, że wybrał LA?

Znajdź kogoś w zamian. W podobnym stylu.

Straciłem agencję modelek, nie chcę stracić mieszkania.

Za 2 dni płacę czynsz!

Tak...

Masz plan B?

To zrób tak, żeby się powiódł.

Wiesz co, Thomas?

Jeśli to się nie uda, masz u mnie przesrane.

Słyszysz?

No, już, już.

"Plan B ma 1,70 m wzrostu i niebieskie oczy. Imię: Jeanne."

Jeanne?

Trochę to dziwne, nie?

Kobieta stale obecna w domu...

Normalnie laski spędzają u mnie tylko noc.

A może to dobry pomysł?

- Współlokatorka? - Tak.

Czemu nie wpadliśmy na to wcześniej?

Miała być cała agencja, a została tylko jedna modelka.

A może jest brzydka?

- Brzydka lokatorka... - To niemożliwe.

Nie po to zasuwam całym dniami, żeby w domu czekała na mnie brzydula.

Masz rację.

- Pewnie jest niezła. - Tak, oczywiście!

Jeśli jest niezła, to nieźle. A jeśli nie - to ma niezłe koleżanki.

Fakt. O tym nie pomyślałem.

Jeśli jest niezła, to nieźle.

A jeśli nie - to ma niezłe koleżanki.

Jest niezła. Musi być.

Jeanne?

Antoine?

Duży, ładny salon, okna na południe. Masz szczęście, dziś świeci słońce.

Kominek działa.

Sofa, telewizor...

Plazmowy.

- Miło, nie? - Tak.

Pokażę ci twój pokój.

Oto on.

Tuż obok...

...mojego.

W razie czego, wal jak w dym.

A teraz gwóźdź programu...

Taras z widokiem na wieżę Eiffla.

Mieni się w nocy.

Zwykle jest tu czysto, ale akurat mam duży projekt.

Thomas ci mówił, że pracuję w reklamie?

Jestem dyrektorem. Przy ważnych kontraktach dzwonią po mnie.

Oczywiście.

Podoba ci się?

Mieszkanie...

Potrzebowałam zmiany, więc jest idealnie.

Właśnie tego mi trzeba. Dzięki.

Opijemy to!

Szampanem.

Opowiedz trochę o sobie. Czym się zajmujesz?

Architekturą wnętrz.

Fajnie. Może się przydasz.

Jesteś sama?

Pytam, bo skoro chcesz tu mieszkać, to...

Jak jest?

- Jestem sama, od niedawna. - To tak jak ja.

Szlag...

- Mamo! - Moje słonka!

Nie tracisz czasu.

Stęskniłam się za wami.

Chcesz prezerwatywy?

Zaczekajcie, aż dzieci zasną.

Christian, to mój dom.

Do zobaczenia za 2 tygodnie.

Załatwione.

- Dzieci... - Co?

Przywitajcie się z Antoinem.

Chodź, skarbie.

Masz konsolę?

Przywitaj się.

Proszę, powiedz. Masz?

Dzień dobry, masz konsolę?

To Theo, lat 8. I Lou, lat 5.

Ładną mam sukienkę.

Gdzie jest nasz pokój?

Pokój?

Tam?

Co to miało być?

Ja ci pokażę konsolę.

Tu Thomas z NY.

Zostaw wiadomość.

Wytłumacz się. Cholera! To matka!

W dodatku z dziećmi!

Co to za numer?

Miały być modelki, a są bachory.

I to parka! To nie Hogwart!

Rodzinka ma się zwinąć do końca tygodnia!

Podam cię do sądu!

Obiecałeś agencję modelek, a zrobiłeś z salonu przedszkole.

Gnojek!

Dostałeś!

Skurwiel!

Rozwalę cię!

Antoine?

Opijemy to jutro?

Dobranoc.

Dzieci!

Ząbki, siusiu i spać!

O, kurwa...

Nikt nigdy mnie tak nie potraktował.

Mamo!

Mamo!

Gdzie moje płatki?

O, cholera.

To piekło.

Ale piekło! Palant!

"I jak tam?"

"Niezła?"

"I jak? Niezła?"

"Brzydka?"

"I jak? Niezła?"

Panowie..

Niezła ta twoja prezentacja.

Cześć!

Podobno twoja prezentacja była naprawdę niezła.

Co wy? Czy ja cię pytam, czy jesteś niezła?

"Może ma ładne koleżanki?"

"Jest niezła!"

Stan? Cześć, stary!

Czekaj. Co?

- Widziałeś mój kubek? - Nie widziałem go, Serge...

- Mam taki sam... - Fajnie. Teraz rozmawiam.

Tak, wiem!

Po prostu fart i już!

Sam nie wiem. Chyba mam jakiś dar!

Niezła współlokatorka... I pada na mnie, stary!

Trzymaj się, Stan.

Ale wdepnąłem...

Nie dadzą mi spokoju.

"Widzimy się w sobotę, u ciebie, na pokerze.

Obejrzymy pannę!"

Ale wtopa.

To zły moment, Christian. Jestem na randce.

Mów szybko, nie mam czasu.

Tak, mamo.

Wszystko w porządku.

Nie zamieszkam u was. Znalazłam mieszkanie.

Tak.

Tak, Noro? Czytałam. Zaraz będę.

Już idę.

Stan... Jak tam twoja lasencja?

- O, nie! - A ty co?

Przestań! Puść mnie!

Puszczaj!

Gdzie on jest?

Oddajcie mi pilota!

Dobra...

Już dobrze.

Kolacja!

Chodźcie! Bo nie będzie w weekend McDonalds'a!

Dziękuję.

Dość tego!

- Gdzie on jest? - Kto?

Ukradła mi pilota.

Nieprawda.

- Prawda. - Nie!

Uspokójcie się.

Lou. Jak skończysz jeść, oddasz Antoine'owi pilota.

- Teraz! - Nie.

Nie wstaje się od stołu przed końcem kolacji.

- Przepraszam za Lou. - Nic nie szkodzi.

To jest to!

- Samochodzik! - Dla mnie?

Ale super!

Dobra, dzieciaki.

Ząbki, siusiu i spać. Theo! Lou! Raz-dwa!

Dobranoc.

Antoine, zostawiłam ci dwie górne półki.

- Wystarczą ci? - Myślę, że tak.

To nie ja!

O, kurwa!

Będzie wojna!

Eksmisja nielegalnych lokatorów to długa i kosztowna procedura.

Dzwonił pan na policję?

Nie. Nie wpadłem na to, ale to dobry pomysł.

Nie rozumiem...

Wdarli się do pana, pan nie wezwał policji, a oni nie chcą się wynieść?

Mniej więcej. Thomas, syn właściciela, dał im klucze.

- Mają klucze? - Tak.

To niejasne...

Od początku.

- Ilu ich jest? - Troje.

Jedna mniej-więcej taka.

- Dziecko? - Dwoje. Plus matka.

Chwileczkę. Mówi pan, że to matka i dwoje dzieci?

Dokładnie tak.

- Chce ich pan eksmitować? - I to jak!

W listopadzie?

Nie widzę związku...

Na tym skończymy rozmowę.

Te osoby mają prawo być w pańskim mieszkaniu,

ponieważ właściciel dał im klucze.

Zimą obowiązuje zakaz eksmisji.

- Nathalie... - Tak, pani mecenas?

Wypisz rachunek dla pana Duvala. 200 euro.

Patrz, jaki samolot! Wsiadam do samolotu!

To my! Komitet powitalny dla Jeanne!

Nie ma jej! Zejdę do was.

Tak?

Tu kumple Antoine'a.

Otwieram.

Gdzie telefon?

Czekaj!

Na pewno jest piękna!

Metr dwadzieścia i monobrew.

Eric i Stan. Jeanne, moja współlokatorka. Idziemy.

Nie! Mamy szampana.

To miło. Włożę go do lodówki.

Lecimy, chłopaki.

Coś nie tak?

Bawicie mnie.

Theo! Lou! Kąpiecie się?

Z kim ona jest?

- Kto? - Tamci... to kto?

Kąpiecie się?

- Kto? - Jak to? Oni.

- Już idę, skarby. - Nie mów, że to...

Orgia?

O, właśnie!

Niezła z niej zdzira. Idziemy.

- Żartujesz? - Tak.

Bądźcie grzeczni!

Zajmę się nimi, a potem wypiję z wami szampana.

- Zaczekajcie na mnie. - Tak, proszę pani.

Nie spiesz się.

Zajmij się nimi. Zwłaszcza małą. Należy się jej.

Wypijemy innym razem.

W każdym razie miło z waszej strony.

Lecę do nich, żeby mi nie nachlapali.

- Już idę! - Baw się dobrze.

To bomba roku, ta twoja współlokatorka!

Nie dziwię się, że ją chowasz.

Dajcie spokój, chłopaki! Jest ze znajomymi.

- Mnie też może pochlapać. - Przestań.

Świetny tu macie klimat.

Pięknie, skarbie.

- Śliczne serduszko. Dla mnie? - Tak.

Dziękuję, słonko.

Cześć, Antoine!

Możemy pogadać?

- Przestań, Theo. - To nie przejdzie.

- Odrabianie lekcji w salonie? - Nie. I lekcje, i salon.

O co ci chodzi?

O to wszystko.

O gnomy, o płatki, o ciebie, o mieszkanie...

Jakie gnomy? Co się dzieje?

Do końca tygodnia ma tu was nie być. Zbierajcie się stąd.

- Coś nie tak? - Miało nas być dwoje, a jest czworo.

To nie żłobek. Spadówa.

Rozumiem.

Thomas powiedział nam: czujcie się tu jak u siebie.

A mnie powiedział: "blondyna, niebieskie oczy i duże cycki".

Mama nie ma dużych cycków.

- Nam powiedział - co najmniej pół roku. - Ile?

- Kurwa... - Płacisz euro!

- Pół roku, do kurwy nędzy! - Dwa euro!

- Za co? - Za brzydkie słowo.

- Dzieci! do pokoju! - Nie, zapłacę jej! Taniocha.

Łap. Gówno, sisior, kurna.

Marsz do pokoju!

- Sraka, kibel, dupa... - Do pokoju!

Dupa trupa!

- Skończyłeś, piaskowy dziadku? - Nie mam więcej monet.

Po pierwsze - zostajemy.

A po drugie - nie ruszają mnie twoje gówniarskie groźby.

Zostawiłam swoje mieszkanie mężowi, który obecnie przebywa w Sandrine.

Rozwodzę się.

Gdy dostanę alimenty, wyprowadzę się i nie będę oglądać tej dziecinady.

Póki co, my zostajemy. A ty - rób co chcesz.

Też zostaję!

Jestem u siebie!

"Thomas, wyrzuć ich! Załatwię ci randkę z kim zechcesz".

Tak, Stan?

Jestem w pracy.

Mówię ci, że w pracy.

Palant.

Halo? Kto to?

Jeanne?

Mamo! Do ciebie!

Tak?

Szlag...

Bachorki! Spadać.

Jest niebieski czas.

- Jaki znów niebieski? - Niebieski.

- Czas na smerfy? - Czas dla dzieci.

Co?

Rozumiem.

Ale czegoś tu brakuje. Nie zaznaczyłaś, kiedy mogę sikać.

To proste. Po podniesieniu deski.

Ale zaznaczę, bo najwyraźniej trzeba ci przypominać.

Dzieci!

Gadałem z mamą. Zapominamy o porach.

Dam ci euro za pilota.

Dobry deal?

- Dobry. - Serio?

Jak nie masz forsy, płać w smartiesach.

Ale spryciula!

- Za kogo ty mnie masz? - Za nikogo.

Dziś nie to. Masz smartiesy?

- Smartiesy? - Tak.

Właśnie takie.

Daj większą paczkę.

Spieszę się. Zapłacę jutro.

My Media, słucham. Masz gościa.

Gościa?

Dzień dobry.

Przepraszam za spóźnienie. Proszę usiąść.

Kawy?

Ile pan słodzi?

Bardzo proszę.

Co mogę dla pana zrobić?

Obaj nie wiemy. Będzie trudno.

Dobra, spadaj pan.

Zabieraj się stąd.

- Nie dostanę tej roboty? - Dostaniesz w gębę.

Jestem Wróżka Fikołuszka. Bawię i dużych, i małych

programem "Fikołuszka w krainie magii".

Co to za szaleńcy?

- Twoi goście. Z ogłoszenia. - Z czego?

Lannister zawsze spłaca długi.

Jeanne? Tu Antoine.

Ale się dziś uśmiałem w robocie!

Genialny casting. A mim? Mistrz świata.

Prawie wylali mnie z pracy. Ile ty masz lat?

Chcesz wojny? Masz ją. Mów.

Nie znaleźliście jeszcze mieszkania?

Jasne. Cześć.

- Co ty taki spięty? - Coś nie tak w robocie?

- Skąd. Powiedziałby nam. - No jasne. A co to?

- Casting na urodziny? - Jakie urodziny?

To wasza sprawka?

Wybacz, stary.

- Dwójka dzieci! No wiesz! - Czemu nic nie powiedziałeś?

Moje życie to piekło.

Piekielnie dobra ryba.

- Jak tam współlokator? - Cóż...

Mniej gra i lepiej się odżywia, odkąd podjada dzieciom serki.

Typowy czterdziestoletni singiel.

Boi się zestarzeć, boi się dzieci, związku, odpowiedzialności.

To taki "boj". Wszystkiego się boi.

Tak ich nazywa kolorowa prasa.

Lepiej być gejem niż bojem.

Wyjedź. Może do rodziców?

Nie. Mam mieszkanie z pokojem dla dzieci i blisko szkoły.

I bez mojej matki, która się ciągle wtrąca.

Nie mogę wziąć cię do siebie.

Jean-Marc, dzieci i peruwiańskie czapki,

które sprzedaję w sieci to komplet.

Spokojnie. Wytrzymam do sprawy rozwodowej.

Zniosę współlokatora.

Ząbki, siusiu i spać!

- My tam robimy domówki. - Byłeś pierwszy.

Nic nam nie zrobi królewna i jej krasnale.

Ani słowa o krasnalach!

Jak tam, Eric?

Finansiści dużo podróżują. Znasz Karaiby?

- Nie. - Wezmę cię tam, Veroniko.

- Jestem Maria. - To nawet ładniej.

- Zadzwoń do swojego kumpla. - Mam ecstasy.

- Świetnie. Chcesz ecstasy? - Nie biorę tego.

Czemu nie masz cracka? Kup trochę zioła.

Nie chcę stracić kontroli.

Muszę zadzwonić.

- Kiedyś przejechałem sarnę. - Serio?

Byłem wtedy wegetarianinem.

Jest druga w nocy! Dzieci śpią, a wy co?

Poznajcie moją siostrę. Kocha dramatyzować.

Milutka.

Siusiu, spać i ząbki!

Rozumiem.

Daj spokój. Chodź do nas w tej piżamce!

Piżamka! Piżamka!

Kto to idzie?

Kto to?

To mój diler!

O, kurwa!

- Dobry wieczór. - Zgłoszono zakłócenie ciszy nocnej.

Dzięki za szybką reakcję.

- Mieszka tu pani? - Tak.

- Dokumenty proszę. - Proszę.

Witam państwa.

250 euro.

To nieporozumienie. Ja po was zadzwoniłam.

- W sprawie ciszy nocnej? - Tak.

- Ale mieszka tu pani? - Tak.

- Ja byłem tu pierwszy. - To on zakłócał ciszę.

- To pani mąż? - Nie.

- Ale też tu mieszka? - Tak.

Sądzi pani, że nie mamy co robić?

Tak... Nie.

- Dość tego. Mandat. 250 euro. - Tyle bierzesz za usługę, zdziro?

- Proszę się uspokoić. - I nie ruszać się.

450 euro za zniewagę funkcjonariusza.

Nie. Za "kurwę" płacę euro. Za skurwiela też. To razem...

- Odbiło wam? - Antoine, żyjesz?

- On się nie rusza. - Co robić?

- Obsikał się. - Było siusiu.

Było siusiu, Jeanne.

Porazili go prądem?

Porazili go! Zemściłaś się.

Zasłużył.

- Mamo, te majtki są podarte. - Odłóż to.

Zgłosiłaś zakłócenie ciszy u siebie w domu. Musisz wyluzować.

Wiesz, co to znaczy?

Prześpij się z kimś.

Chętnie. Ale gdzie, kiedy, jak i z kim?

Mam pewien plan.

Poznajmy-sie.com

- Co? - Masz dziś trzy randki.

Nigdy.

"Zostawiłem u ciebie ecstasy".

"Gdzie"?

"Żółty woreczek gdzieś na sofie".

O kurwa!

Wszystko w porządku? Czy te cukierki nie smakują dziwnie?

Ile tu jest pisaków?

- Pięć. - Nie, skarbie. Ile jest?

No, ile?

- Dwadzieścia dwa! - O nie!

Ona nie umie liczyć.

Spójrz na mnie.

- Jak ci na imię? - Cristella, królowa kucyków!

Nie. Masz na imię Lou! Zapamiętaj.

- A ty? - Transformers z wielkim mieczem!

Naćpali się.

- Pić! - Odwodnili się!

Mają fazę! Zejdźcie! Spokojnie.

Pij! Musisz się nawodnić.

Nic się nie dzieje. Pij. I powoli oddychaj.

Zadzwonię na pogotowie. Nie. Powiem Jeanne.

Nie chcę iść do paki.

Ale niedługo pójdziesz.

Chodźcie, dzieci.

Szlag!

"Fałszywy alarm. Znalazłem".

Wszystko w porządku!

Palant.

Kretyn!

Theo, Lou, przywitajcie się.

Kładą się o wpół do dziewiątej. Wszystko tu zapisałam.

Dobranoc, skarby.

Lecę. Dziękuję!

Gdzie wasz pokój?

Pan zostaje?

Tak. Jestem u siebie.

Vincent?

Jestem na miejscu. Stresuję się.

Nie byłam na randce od 10 lat. Jestem spięta.

- Jak się rozpoznamy? - Zamów porzeczkowy kir.

- Zamówiłam. - Jeanne, poderwij kogoś.

- Masz rację. Muszę znaleźć faceta - Jeanne? Miło mi. Stephane.

Oddzwonię.

Zatem, masz dzieci?

Tak. Syna i córkę.

Córkę, syna...

- A ty? - Ja mam przyjaciół.

Pascal mówi do Michela:

zobaczysz, Dominique znów będzie zgrywać panienkę.

Głupia jest ta Dominique!

Metro...

Stacje umykają, Jedna za drugą.

Metro...

Ludzie przemykają. Jeden, drugi...

Nie. Inaczej...

Metro...

Ludzie pomykają.

Jeden przy drugim...

się pchają.

Na zdrowie!

Jeanne?

Zamknięte.

Ale ja tu... "dla przyjemności".

Bruno.

Dla przyjaciół Herbert.

Jeanne.

Dla przyjaciół Jeanne.

To aluzja do Herberta Leonarda.

Jestem prezesem jego fan klubu. "Moc i chwała".

- Znasz? - Nie.

No wiesz, ta piosenka... "Moc i chwała"

Odpręż się. Otwórz się...

Daj sobie to, co bezcenne.

Trochę marzeń, inne życie.

Czasem daj sobie czas...

Serio?

To umaluj rzęsy, włóż szpilki i ciasny stanik, i zajmij się

dwójką dzieci, współlokatorem i byłym mężem poligamistą.

A dla przyjemności wydepiluj szparę międzypośladkową.

Ja nie mam czasu na przyjemności. Jestem samotną matką przed rozwodem.

Potrzebujesz dobrej zabawy. Jakiejś imprezki.

Zajmę się tym.

- Przepraszam, to nie jego kolej. - Nie szkodzi.

Na pewno?

Cała przyjemność...

- Cześć. Źle wyglądasz. - Cześć, mamo.

Babuszka!

Babusz... co?

Straszna dzielnica. Nie mogłam zaparkować.

Teraz są już dwie.

Miło tutaj.

- Gdzie on jest? - Kto?

Jak to? Papież.

No, on. Gdzie jest? Christian mi powiedział.

Tata i ja wolelibyśmy, żebyś nam go przedstawiła zanim się wprowadzisz,

ale tak to już jest.

Jaki szarmancki. Nawet się nie przywitał.

Bo jest chory.

Chyba może się przywitać?

Jeśli tak się zachowa na wigilii, to ojciec go nieźle ustawi.

Na jakiej wigilii?

Antoine...

Antoine!

Powiedziałam byłemu, że kogoś mam.

A on powiedział moim rodzicom, że to ty.

Mamy wspólne zaproszenie na wigilię.

Nie ma mowy.

Idziesz do swoich rodziców?

Wyjechali.

Nie mam wyboru. Nie mogę powiedzieć im prawdy.

Matka by oszalała.

Wstydzę się tego.

Nie znasz mojej matki.

I raczej nie poznam.

Zrozum...

Będziesz pierwszym facetem,

którego przedstawię rodzicom od czasów Christiana.

Serio? Pierwszym?

- Tak. - Mam to gdzieś.

Czego chcesz?

Coś nie tak?

Ile ty masz lat?

Nie. Żartowałem.

Chcę, żebyście się wynieśli.

Po wigilii powiesz, że się rozstaliśmy. Bez rozwodu.

Za miesiąc ma tu was nie być.

Dobrze. Wygrałeś.

Skończyłem, mamo!

Muszę tędy...

- Nie miałeś skręcić w prawo? - Cholernie pokręcone drogi.

Euro za brzydkie słowo!

Dostałam euro!

- Chyba o to im chodzi, żeby nie trafić! - Może włączysz GPS?

Przecież to wiocha! Poradzę sobie.

Jedź, jak chcesz, byle szybko.

Chciałbym w miarę wcześnie wrócić.

4 godziny na kłótnie i przypalonego indyka powinny wystarczyć.

To tutaj.

Moje skrzaty!

Dziadziuś! Przyjechali!

Jest rodzinka!

Dzieci!

Pięknie wyglądasz, córeczko.

Od razu widać, że to święta.

- Dobry wieczór. - A jednak!

Umiesz się przywitać! Słynny Antoine!

Mam nadzieję, że nie krzywdzisz mojej córki.

- Tato! - Żartuję.

Nie spuszczę cię z oka.

Żartuję.

- Chodźcie, dzieci. - Gdzie prezenty?

Chodźcie zobaczyć. To skrytka Mikołaja.

Szlag...

Gdzie ja teraz znajdę prezenty?

Papier do prezentów...

Gdzie papier?

Antoine...

Rozgość cię. Czuj się jak u siebie.

Saint-Emilion rocznik 2005. Świetne wino.

Do ostryg wolę białe, wytrawne wino.

A akurat... mamy ostrygi.

Już otwarte. Nie będę cię testował.

To nie w moim stylu.

Na zdrowie.

Fakt.

Wyjątkowe wino.

Cieszę się. Prezent też ci się spodoba.

Pyszny indyk.

Smakuje ci?

Pyszne.

Na razie nikt się nie pokłócił.

Ładnie razem wyglądacie.

Jakie macie plany?

Właśnie, skarbie. Jakie mamy plany?

Nie przechodź tak szybko do akcji.

Zamieszkaliście razem po kilku dniach.

Szybki ten nasz Antoine.

Dzieci w pakiecie to dość praktyczne.

Żadnych pieluch, butelek, nieprzespanych nocy...

Dzisiejsi mężczyźni idą na łatwiznę.

Coś ci pokażę. Chodź.

Szlag...

Wejdź.

Zamknij drzwi.

To zaszczytna rola.

W ciągu 25 lat żaden nie dał się złapać.

Czekamy.

Zejdź na dół.

Co on gada?

O, nie...

Dzieci...

Coś mi mówi, że Mikołaj jest blisko.

- Jest! - Uciekaj!

Mikołaj!

Uciekaj!

Mi - ko - łaj!

Złapiemy go!

Ale silny!

Wiesz, gdzie klucz?

Mam pomysł.

Szlag!

Ale ze mnie kretyn!

Babuszka-sruszka. Zasrany dziadziuś.

Znajdą go.

Zadzwonię do niego.

Jeanne!

- Jestem na dachu. - Dlaczego?

Przez te twoje dwa upierdliwe gremliny.

- Uspokój się. Oddychaj. - Nie chcę zginąć jako Mikołaj.

- Uspokój się. - Co to za tradycja?

Uspokój się. Oddychaj.

Idź wzdłuż gzymsu.

Idź wzdłuż gzymsu po prawej.

Idź prosto.

Nie prosto. W prawo.

Czekaj!

Oddychaj. Idź wzdłuż gzymsu.

Zginę w stroju Mikołaja...

Wróć oknem do gabinetu. Przyjdę po ciebie.

Już idę!

Ale tu wysoko!

Co to za wariaci?

Nikt ci nie kazał skakać po gzymsach.

Twoje bachory mnie ganiają!

- Usłyszą cię. - Mam to gdzieś!

Byłem 15 metrów nad ziemią! Mogłem się rozkwasić!

Nikt nie umarł.

To może sama się przebierz?

Co to za durna tradycja? Zdejmij mi te buty.

Twój ojciec jest upierdliwy. Te jego żarciki.

Przestań, to boli!

I jak?

Nie złapaliśmy Mikołaja. Dobry jest!

I powiedział "kurwa mać".

Nie. Powiedział "kurki, stać".

A co ja tutaj widzę?

Prezenty!

Podoba ci się?

Dzięki.

Nie wiedziałem, czy pan taką ma, więc...

Warto być widocznym.

Szminka! Super, niedawno zgubiłam swoją.

Ale fart!

Mamo, ja też mam szminkę!

Tak, słonko.

A ja dostałem scyzoryk.

To niebezpieczne.

Nie uprzedzałeś, że robisz gówniane prezenty.

To bezpieczny nóż.

Robi się późno. Pora spać.

Widzisz? Nie było tak źle.

Żartujesz?

Nie żartuj. Prawie się zabiłem.

Pokpiłem sprawę z prezentami...

Jeśli wóz się zepsuje, będziemy mieć kłopoty.

Co teraz?

- Umawiamy się na imprezę. - Jaką?

Sylwestrową, jak co roku.

To ta, na której wszyscy całują się o północy?

Właśnie ta. Co roku odbywa się to tutaj.

- Wpadniesz? - Zapraszasz mnie do mnie na Sylwestra?

Tak.

- Dzięki. - Nie ma za co.

Zaprosisz koleżanki?

Jasne.

Jakieś ładne.

Pewnie.

Bawcie się dobrze, skarby.

Christian! Kładź ich wcześnie.

- Co? - Pamiętaj o kremie Lou.

Chcemy zostać z tobą.

Bawcie się dobrze.

Miłych ferii!

Baw się dobrze Theo.

Jeanne!

Cześć.

- Pięknie wyglądasz. - Tu nie jest tak źle.

Mieszkanie jest super. Spodziewałam się bandy gnojków...

Natacha z Brazylii i Sophie ze Szwecji.

- Nie. Jestem Lenka. - A ja jestem z Norwegii.

A ja mam jetlag.

Przepraszam.

Skąd jesteś?

Z Paryża, a co?

- Przyszłaś sama? - Tak.

Chociaż nie całkiem.

Pierre chce mnie poderwać...

- Stephane'a spotkałam na Tinderze. - Rozumiem.

Ten to Jeremy. Nie... To jest Pierre.

Więc tamten...

to Jeremy albo Pascal...

Serio? Też ci się mylą?

Cześć!

Musimy już lecieć.

Tak szybko?

Za najpiękniejsze buty na imprezie.

Dzięki.

W końcu to Sylwester!

- Gdzie współlokatorka? - Nie wiem.

Herbert! Miło, że wpadłeś.

Obiecałem ci niespodziankę.

Cześć. Jestem prawdziwy Herbert.

Nowy Rok. Zły rok? Dobry rok?

Rok odchodzi krok w krok.

Sam to napisałem.

Żeby się w tym odnaleźć, piszę nazwy miejsc obok imion.

Thibault - Pere Lachaise, Stephane - Silencio...

Patrz.

- Natacha - Singapur... - Ja wpisuję miasta.

Masz współlokatora?

Tak.

Gdzie on jest?

Tam.

- To twoja współlokatorka? - Tak.

- Rozumiem. - Co jest?

Proszę pana! To jest dla zawodowców.

Trochę się wyluzuję.

Jeanne! Spokojnie.

Ja też.

Co ty taki spięty?

Napij się.

Masz spust!

To impreza dla wapniaków.

Fakt.

Dobry wieczór.

To był Charles Aznavour?

Spadamy stąd, nie dam rady.

Gówniana impreza.

Dobry wieczór.

Witam miłe panny.

Zaczyna być grubo.

Wszystko w porządku, Michelle Pfeiffer?

Jeanne... Ile ty masz lat?

Nieźle chlusnęłaś.

- Kręci mi się w głowie. - Nie dziwię się.

No naprawdę...

Co ty narobiłaś? Masz.

Odzwyczaiłam się.

Próba. Raz, dwa...

- To jest... - Herbert.

Miło mi. Jestem Herbert.

Panie i panowie! W nowym roku proponuję:

spójrzcie na dziewczynę na ulicy, i pomyślcie, jaka jest piękna!

Pijąc, musisz przestrzegać zasad.

Nie mieszać. Przynajmniej na początku.

Robić sobie przerwy. Popijać wodą. A przede wszystkim - jeść.

A czasem...

Nigdy nikogo nie znajdę.

Jestem złą matką.

Mój były to palant.

Gdy chcę być elegancka, rzygam na ludzi.

Muszę sobie wypłukać...

usta.

No tak...

Nie obrzygałaś wszystkich, tylko mnie.

A twój były to rzeczywiście palant.

A na początek Nowego Roku liczymy!

5, 4, 3, 2,1...

Słyszysz?

A my w łazience.

Szczęśliwego nowego roku!

O, cholera!

Cholera!

Cześć.

- Kawy? - Chętnie.

Proszę.

I cukier.

Też się napiję.

Głupio się czuję.

Zwykle, gdy budzę się obok jakiejś laski,

żegnam się i idę do domu.

A ja, gdy budzę się obok faceta,

odwożę go do szkoły.

- Nasz mistrz! - Spóźniłem się, wiem.

Jajko z majonezem, stek i frytki.

W ramach noworocznych postanowień.

To będzie długi rok. Już jestem zmęczony.

A tak ogólnie?

Tak ogólnie...

- Co u ciebie? - Nie żartuj.

Co?

Spędziłem noc z kobietą. Nigdy się to wam nie przytrafiło?

Noworoczny strzał.

Nie zwracaj uwagi.

- Nie powtarzaj tego. - Znasz zasadę: dwa razy to już para!

Chyba, że tej samej nocy. To się nie liczy.

Ta laska na jedną noc śpi u mnie każdej nocy!

To znaczy...

To nowa sytuacja.

- Mama! - Skarby!

Dostałam medal, bo jestem najlepsza. Każdy dostał.

A ja z kolegami szybko zjeżdżałem. Prześcignąłem nawet instruktora.

Wszystko w porządku? Żadnych problemów?

Świetnie się bawili.

Wykosztowałem się, ale mieli zabawę.

A ty? Gdzie pojechałeś na ferie?

Siedziałem w domu.

Nie przeszkadzam. Lecę.

- Pożegnajcie się z tatą. - Cześć, tato!

Dobranoc.

Dobranoc, mamo.

Dobranoc, skarbie.

Zostaw zapalone światło w przedpokoju.

- Mamo! - Śpijcie już.

Pić mi się chce.

Śpij już.

Nie mogę zasnąć.

Dość tego. Cicho!

Natychmiast wracaj do łóżka.

Antoine?

- Tak? - Co robisz?

Wejdź. Obudzisz ich.

Co się dzieje?

Myślałem, że...

Że co?

Że znów mnie zaliczysz?

Nie. No co ty?

- Czekaj! Co to? - Dobrze ci?

- Spadaj! - Czemu?

- Mamo! - Tak, skarbie?

Wejdź.

Śniło mi się, że w moim pokoju jest wielki królik.

Chodź.

Mamo!

Szlag...

Dalej, Theo.

To jaskinia...

- Rzeki? - Nie.

Nie muszą już myć zębów?

Chętnie pójdę spać...

- Najpierw dokończą lekcje. - No tak, lekcje.

Mów, Theo.. To jaskinia zieleni...

Gdzie...

Wiesz co...

Ja to zrobię. Chętnie to z nimi powtórzę.

Odpocznij trochę.

Zajmij się sobą.

- Dobrze. - Odpręż się.

- Dzięki. - Nie ma za co.

Dziś razem odrobimy lekcje.

Dobrze, Theo.

To jaskinia...

To jaskinia zieleni!

Gdzie...

- Śpiewa rzeka. - Świetnie, Theo.

Gdzie śpiewa rzeka.

- A ty już skończyłaś? - Nie.

Tyle wystarczy. Jest dobrze.

Wierszyk już umiesz. Ty też skończyłaś.

Dzieciaki! Ząbki, siusiu i spać!

Jeszcze matma.

Matma...

No tak!

- 259 razy 27 równa się 6993. - Nie!

To trzeba pisemnie, pod kreską.

Pod jaką kreską?

Zero... zostaje, to pamiętam.

4 razy 3...

9 razy 7... To było tak dawno...

7 razy 5...

Nie wiesz, ile to?

Daj nam mnóstwo smartiesów,

bo powiem mamie, że dajesz nam mnóstwo smartiesów.

Szantażysta.

- Ile to jest mnóstwo? - Rok.

Rok?

Dobra. Pudełko smartiesów razy 7 dni,

razy 4 tygodnie w miesiącu,

razy 12 miesięcy,

równa się 365.

Logiczne.

Dobra. Ale dziś sklep jest zamknięty.

Dzieci jeszcze śpią.

- Musimy pogadać. - Gadaj.

- Poważnie. Trzeba z tym skończyć. - Z czym?

Z tym wszystkim.

- Jesteśmy wolni... - Głupio się czuję.

Jakbym oszukiwała dzieci.

Okłamywała je. Zdradzała.

Tylko matka może to zrozumieć.

Więc zaliczając cię, zdradzam dzieci?

- Podoba mi się to. - Przestań.

Możemy nadal się ukrywać.

Lepiej, niż ostatnio...

I już.

Albo im powiemy.

O czym?

Dzieci...

Antoine i ja mamy wam coś do powiedzenia.

Czasami, gdy ludzie razem mieszkają,

zdarza się, że się do siebie zbliżają i zaprzyjaźniają.

A później zaczynają...

się kochać!

Właśnie. To się przydarzyło Antoine'owi i mnie.

Ale najważniejsze jest to, że bardzo was kocham.

I zawsze będę was kochać.

Zawsze.

Zawsze.

No dobra. Możemy iść się bawić?

Tak, skarbie.

Idę się pobawić. To znaczy... lecę.

O nie! Znowu facet biegający po lotnisku.

Widziałem to tysiące razy.

- Dopadnę gnojka, który nam to zrobił. - Mówiłam ci...

Wszy są w każdej szkole. To nie jest niczyja wina.

Musi być pacjent zero.

Oczywiście ją całuje.

Swędzi.

- Nie drap. - Swędzi mnie.

Dzieci!

Wiesz, czy Spiderman nosi buty?

Mama chce mi dać tenisówki. Ale Spiderman nosi skarpetki, nie?

Masz czerwone kalosze?

Mamo, gdzie moje kalosze?

Upierdliwiec.

Szlag!

Szybko!

Jeanne! Jedziesz do centrum? Skuter mi padł, a mam mecz.

Podrzucę cię.

Zostawię ich na urodzinach i pojedziemy.

Dzięki.

Cześć!

- Jacy śliczni! - Dzięki, Karine.

Mam ich odebrać o osiemnastej?

Żartujesz? Musicie zostać na drinka.

Spadamy.

- Zatrudniliście klauna? - Nie. To mój mąż.

Co jest, słonko?

- Nie gram z nimi. Oszukują. - Pokażę ci, jak ich oszukać.

Tutaj jesteś!

Czemu nic nie mówisz?

Jaka nieśmiała...

Boję się klaunów.

Dzieciaki! Śpiewajcie ze mną.

Trzy kotki, trzy kotki...

Czekajcie, dzieci! Wracajcie tutaj.

Nie, dzieci! Mam lepszy pomysł!

Chodźcie tu! Mam super pomysł!

Kto chce poznać mój niesamowity pomysł?

Zagramy w ulubioną grę!

- W cho... - W "chodź tu, palancie?"

Nie, w coś innego.

- W cho.... - ... dzi lisek koło drogi.

A ja mam lepszy pomysł.

Będziecie mogli tańczyć, krzyczeć i biegać.

Zagramy w dwa ognie!

- W salonie? - Tak, w salonie.

W salonie! W salonie!

Ruszamy się!

Rzucaj!

Zbity!

On też jest teraz klaunem. Ma wielki, czerwony nos!

Ruszaj się, mała!

Zbita!

- Nie zbiłeś jej. - Zbiłem. Zejdź z boiska.

Nie, skarbie. Chwila.

- W co ty grasz? - W dwa ognie, pajacu!

Przestańcie!

Dość tego!

- Całkiem ci odbiło. - Słucham?

To było beznadziejne. Dałeś dzieciom zły przykład.

Daj spokój. Klaun dostał bęcki.

Mam gdzieś klauna. To z tobą jest problem.

Masz 40 lat, grasz na konsoli, bierzesz ecstasy, balujesz,

przekupujesz dzieci cukierkami, psujesz urodzinowe przyjęcie.

Obudź się.

Ja mam raczej wrażenie, że stałem się głową rodziny.

Chodzę na podwieczorki z chmarą dzieciaków.

Nie jestem u siebie. Nie prosiłem o to.

Ja też nie.

Nie jestem taki, jak twoi znajomi.

Co masz do moich znajomych?

To burżuje. Brzydale.

Wystarczy spojrzeć, co jedzą.

Ty jesteś dorosłym z klasą.

- Zachowujesz się jak dzieciak! - Pogadajmy o dzieciakach.

Nie prosiłem o bachory, które całymi dniami się drą,

z którymi muszę odrabiać lekcje i opowiadać im kawały!

Nie mogę nawet zjeść...

Dobrze. Dość.

To był błąd.

W tym wieku? Z takim palantem?

Tu byłoby ci lepiej.

Znajdę mieszkanie dla siebie i dzieci, a potem dorosłego faceta.

Jestem pewna, że znajdziesz.

No stary...

- Wywinąłeś się. - O mało cię nie dorwała.

Byłeś za dobry.

Mało brakło,

a rezerwowałbyś bilety do zoo i pakował im tornistry.

- I jadł groszek z marchewką. - Ohyda.

Kończysz frytki?

Nie. Weź sobie.

Nieźle to rozegrałeś.

Uniknąłeś rozwodu i alimentów.

- Mocarz z ciebie. - Mocarz!

Jak seryjny morderca, który uniknął policji.

Coś w tym jest.

Uczcijmy twoją wolność.

Za wyzwolenie!

To mieszanka tweedu i lnu.

- Świetnie. - Świetnie. Dziękuję.

Do zobaczenia.

Ten projekt w Marsylii...

Mamy go!

- Nie cieszysz się? - Cieszę. Super.

Tak! Genialnie! Szampan?

Szampan.

Antoine!

Cześć.

Jeanne oddaje ci klucze.

- Wszystko w porządku? - Tak.

Dzwoniłem do Jeanne, ale nie odbiera.

Chyba nie ma ochoty z tobą rozmawiać.

A dzieci?

W porządku.

Cześć.

Miałem ci nie mówić, ale Jeanne przenosi się do Marsylii.

Do Marsylii?

Kiedy?

Właśnie odwiozłem ją na lotnisko.

Mają samolot o 17.30.

Na razie.

Szlag!

Szlag!

Szlag!

Szlag!

Szlag!

Niech to szlag!

- Są korki... - Szlag!

Szlag!

- Który terminal? - Szlag.

Szlag, szlag!

Niech to szlag!

- Szlag! - Trochę kultury.

Dziękuję.

Przyszedł Antoine.

Zapomnieliście.

Moja konsola!

Skoro wyjeżdżacie, to po co mi ona?

Musimy już iść, spóźnimy się.

Dzięki. Dzieci, idziemy.

Cześć.

Cześć.

Dzień dobry. Poproszę bilet do Marsylii.

- Na kiedy? - Na teraz.

Nie biegam.

Nie biegam po lotnisku!

Nie biegam.

A w dupie!

Dzień dobry. Bilet?

Dziękuję.

Siedzi pan z przodu.

- Ale ja... - Tutaj.

- Proszę usiąść. - Muszę...

Wszyscy na pokładzie.

Jeanne! Nie wyjeżdżaj.

Wiem, że masz żal...

To przez tego klauna.

Nie przywykłem do dzieci...

Nie, proszę. To ważne! Bardzo.

Jeanne.

Wiem, że nie jestem ideałem...

Gdy się wprowadziliście, próbowałem się was pozbyć.

Ale jakoś się nam udało.

Nauczyliśmy się żyć razem.

Wydurnialiśmy się, darliśmy się na siebie..

Staliśmy się rodziną.

Tęsknię za tą rodziną.

Tęsknię za tobą.

- To samolot do Marsylii? - Tak.

Przepraszam.

Weź bagaż.

Przepraszam.

Widzisz, co muszę robić?

A ja musiałem biegać po lotnisku.

Wylądowaliśmy?

REŻYSERIA

W ROLACH GŁÓWNYCH

Dzieci, wracamy do domu.

Idziemy.

Zakochana para! Zakochana para!

Tekst polski Magdalena Kamińska-Maurugeon

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.