All language subtitles for Donbass.2018.MULTi.1080i.HDTV.H264-inTGrity

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bh Bihari
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
da Danish
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
rm Romansh
nyn Runyakitara
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese Download
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

FILM SIERGIEJA 艁O殴NICY

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

Co wy tacy skwaszeni?

Co na was nie spojrz臋, same skrzywione mordy.

Maluj mocniej. W scenariuszu mam si艅ce pod oczami. To nie s膮 si艅ce.

Przywal臋 ci i b臋dziesz mia艂a naturalne.

Co?

Patrzcie go. To ma by膰 dozorca?

Zwyczajny menel.

Zje偶d偶aj.

Zje偶d偶aj, m贸wi臋, menelu szczerbaty.

Nie obra偶aj si臋, ja tylko wchodz臋 w rol臋.

Maluj jeszcze. To tw贸j pierwszy raz?

- Na艣ci膮gali praktykant贸w. - Koniec charakteryzacji. Wstajemy.

Bierzcie rekwizyty, nie wracacie tu. Likwidujemy baz臋.

Co to? Jasne.

- Szufla. - Zostaje.

Idziemy na miejsce. No ju偶, raz, dwa.

艢wietnie.

Wstajemy!

- Co tak siedzisz? Wstajemy! - Ju偶.

Szybciej!

Szybciej!

Wszystko robicie na m贸j sygna艂.

Ruchy!

Nie zostawajcie w tyle!

Raz, dwa!

Biegnijcie szybciej!

Ruchy!

Sta膰 i czekamy!

- Ruszajcie. Przyj臋艂a艣? - Przyj臋艂am. Idziemy.

Naprz贸d! Biegniemy, szybko!

Nie zostajemy w tyle! Raz, dwa!

Nie ma na co czeka膰!

Ruchy, ruchy!

Pracuj臋 w sklepie niedaleko.

Przybieg艂am, jak tylko us艂ysza艂am wybuch.

Co艣 takiego! Krzyki, zabici ludzie. Prosz臋 zobaczy膰.

Tak si臋 nie da 偶y膰. Ka偶dego ranka budz臋 si臋 przera偶ona.

Boj臋 si臋 i艣膰 do pracy,

zaprowadzi膰 dziecko do szko艂y, do szpitala.

Tak si臋 nie da. To jest po prostu straszne.

DONBAS

UKRAINA PROWINCJONALNY URZ膭D MIEJSKI

Szanowni deputowani! Siadajcie, prosz臋.

Dzisiaj om贸wimy kwesti臋 ziemi.

Ostatnio dyskutowali艣my...

- Co pani wyprawia! - Toju偶 przesada!

呕adna przesada.

- Prosz臋 to zaprotoko艂owa膰. - Co pani robi?

To artyku艂 z waszej gazety. Same k艂amstwa.

Dziennikarka mnie obsmarowa艂a. Prosz臋 pos艂ucha膰.

Nikt ci臋 nie b臋dzie s艂ucha艂. Zje偶d偶aj st膮d.

Wypad! Wyno艣 si臋!

- L zabieraj t臋 gazet臋! - Prosz臋 pani!

Zaraz ci臋 oblej臋 艂ajnem!

- Prosz臋 pos艂ucha膰... - Sama sobie to wylej na g艂ow臋!

Zabierzcie go st膮d.

- Poco przysz艂a艣? - Ju偶 m贸wi臋.

Nic nie t艂umacz!

Id藕 do domu i tam sobie t艂umacz, wariatko!

Co? Za ma艂o zarobi艂a艣?

Wezwijcie policj臋!

Kim jeste艣, 偶eby go oblewa膰 g贸wnem?

On co? Ukrad艂 wszystkie pieni膮dze na Ziemi?

Wyno艣 si臋, nienormalna 艂achudro!

- Niech si臋 pani leczy. - Sama si臋 lecz!

- Nie pozwol臋 wypisywa膰 k艂amstw. - Jakich k艂amstw?

- Kto wypisuje o tobie k艂amstwa? - Ludzie pani m臋偶a.

Ja napisa艂am o twoich 艂ap贸wkach?

Cz艂owiek, kt贸rego obla艂am g贸wnem.

- Uprzedza艂am. I jeszcze tu wr贸c臋. - Wyno艣 si臋!

Zrozumiano?

Nast臋pnym razem, szanowni pa艅stwo,

przyjd臋, oblej臋 was benzyn膮

i spal臋 w diab艂y!

A oblewaj.

St贸j. Nie wyjdziesz st膮d.

Nie pozwol臋 wypisywa膰 k艂amstw.

A kto to posprz膮ta?

- Niech sam sprz膮ta! - Wezwijcie policj臋.

Prosz臋, wzywajcie! Niech aresztuj膮 艂ap贸wkarza.

- Dotkn膮艂 ci臋? - Tak, dotkn膮艂 mnie.

Prosz臋 pos艂ucha膰.

Nie wiem, co to za dziennikarka, ale napisa艂a, 偶e wzi臋艂am sto tysi臋cy.

Obrzuci艂a mnie g贸wnem. Mnie, dziennikark臋.

Teraz poczu艂 si臋 tak jak ja. Dla mnie to powa偶na sprawa.

Chodzi o moj膮 reputacj臋. Nie pozwol臋 jej zniszczy膰.

Nie s艂uchajcie jej.

Przyjecha艂a artystka i daje koncert.

- A my si臋 jeszcze cieszymy. - Przerwa艂a nam pani sesj臋.

No przecie偶 pa艅stwu t艂umacz臋!

呕adna policja, 偶aden s膮d. Sama musz臋 si臋 broni膰.

- Niech si臋 pani uspokoi. - Zaraz wezwiemy policj臋.

- L co wtedy? - To nie mnie trzeba aresztowa膰,

tylko cz艂owieka, kt贸ry napisa艂, 偶e wzi臋艂am 艂ap贸wk臋!

- Tak si臋 tego nie za艂atwia. - A jak?

- Prosz臋 to zostawi膰! - To materia艂 dowodowy.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

SZPITAL PO艁O呕NICZY W NIEDU呕YM MIE艢CIE

Czym go obla艂a?

G贸wnem?

Jak nie wiesz, to pow膮chaj.

A to suka.

Sam si臋 o to prosi艂.

Niech si臋 umyje i do roboty.

Dzi艣 musz臋 mie膰 podpis.

Pewnie, a co my艣la艂e艣? Powa偶ni ludzie czekaj膮.

Jasne.

Zadzwoni臋 p贸藕niej. Mam tu teraz takie r贸偶ne...

Dzie艅 dobry.

Dzie艅 dobry!

Co si臋 tak t艂oczycie?

Chod藕my. Prosz臋 nas wpu艣ci膰.

Zapraszam do 艣rodka. 艢mia艂o, niech panie wchodz膮.

Prosz臋 wchodzi膰. Doskonale. Zapraszam.

Tak, co my tu mamy?

Dobrze, 偶e pan jest, Niko艂aju Aleksandrowiczu.

Dzie艅 dobry, Borysie Michaj艂owiczu.

Jasne.

Zapraszam.

Tak, co mog臋 powiedzie膰? Prosz臋 si臋 rozejrze膰.

To wszystko powinno trafi膰 do pa艅stwa.

Co my tu mamy?

Paczka m膮ki. Widzicie pa艅stwo?

A to co?

Konserwy wo艂owe.

Ca艂e skrzynki.

A w skrzynkach - konserwy.

Zajrzyjmy tutaj.

- Kie艂basa. - Pe艂na lod贸wka kie艂basy.

A podobno po艂o偶niczy g艂oduje.

W lod贸wce jest pe艂no mi臋sa i kie艂basy.

Mn贸stwo mi臋sa. Rozumiem.

Prosz臋 spojrze膰 tutaj. Soki w kartonach.

Stoj膮 ca艂e kartony sok贸w.

Prosz臋 otworzy膰.

Lekarstwa. M贸wiono mi, 偶e nie ma lekarstw.

艢rodk贸w znieczulaj膮cych dla rodz膮cych. Okazuje si臋, 偶e s膮.

Dr Kowalenko dawa艂 je za pieni膮dze.

Prosz臋, co tu si臋 dzieje. Mi臋so razem z lekami.

Mn贸stwo mi臋sa.

Rozdamy to pa艅stwu.

Ziemniaki ju偶 gnij膮.

Ziemniaki ju偶 gnij膮.

A tu jest kasza.

Ziemniaki gnij膮, kasz臋 jedz膮 myszy, a pa艅stwo nie maj膮 co je艣膰.

- Mleko dla niemowl膮t. - Prosz臋, mleko.

- Ca艂e kartony. - Kartony mleka.

Woda pitna. Oko艂o 50 butelek.

To wszystko dla was.

Sam o to walczy艂em. Szpitale musz膮 dostawa膰 偶ywno艣膰.

Mi臋so w lod贸wce.

Jeszcze jedna lod贸wka z mi臋sem.

Wi臋kszo艣膰 z pa艅stwa wie, 偶e wygania艂em st膮d 偶o艂nierzy.

Goni艂em ich pa艂k膮. Nie pozwala艂em im tu wej艣膰.

Wojna zasz艂a was od 艣rodka.

Ordynator, kt贸ry powinien was karmi膰, opiekowa膰 si臋 wami,

dos艂ownie was objada艂.

Okrada艂 was, nie dawa艂 wam 偶ywno艣ci.

Jest z nami ch艂opiec.

Kiedy ostatnio widzia艂e艣 s艂odycze?

M贸w, 艣mia艂o. Kiedy ostatnio widzia艂e艣 s艂odycze?

Widz膮 pa艅stwo? Dziecko nawet tego nie pami臋ta.

Chod藕my do gabinetu Kowalenki.

Prosz臋, zaprowadz臋 pa艅stwa.

Zobaczymy ca艂e siatki snickers贸w. Maj膮 pa艅stwo poj臋cie?

A dzieci ju偶 nie pami臋taj膮, jak smakuj膮 s艂odycze.

Ch艂opiec nawet nie wie, czym s膮 s艂odycze.

A w gabinecie Kowalenki walaj膮 si臋 g贸ry s艂odyczy.

Ludzie s膮 podli i chciwi.

Suchow krad艂 pieni膮dze!

Bo偶e. Suchow stoi tutaj.

Przepraszam, to nie o panu. Przej臋zyczy艂em si臋.

Przez to wszystko trac臋 g艂ow臋.

Niko艂ajowi Kowalence skonfiskowano pieni膮dze.

Chcia艂 wywie藕膰 z miasta ponad 40 tysi臋cy.

Pani dobrze wie, 偶e wywi贸z艂 sprz臋t do USG.

Zrobi艂 to w tajemnicy.

Mo偶e kto艣 wiedzia艂, to si臋 wszystko wyja艣ni.

Wywi贸z艂 w tajemnicy.

Pozbawi艂 mieszkanki naszego miasta porz膮dnej opieki medycznej.

Ci臋偶arna mog艂a si臋 dowiedzie膰, co, jak i dlaczego.

I przez kogo.

A bydlak to wywi贸z艂. W tajemnicy. Cz臋艣膰 znale藕li艣my.

A propos.

Prosz臋 spojrze膰 na to zdj臋cie.

To Irina Suszko, jego kochanka.

Jasne, prywatne sprawy, ale wszystko chowa艂 u niej.

Cz臋艣膰 znale藕li艣my.

Co tam by艂o? R贸偶ne ginekologiczne sprz臋ty,

kt贸rych tutaj brakuje. Systemy medyczne, strzykawki.

I tak dalej. Wszystko to pa艅stwo zobacz膮.

O, prosz臋. Papier toaletowy.

Papier toaletowy. Co jeszcze?

Co to? Pieluchy dla doros艂ych.

Widocznie uznali, 偶e wkr贸tce im si臋 przydadz膮.

Niesamowite. Co jeszcze?

Pampersy. No oczywi艣cie. Pampersy dla dzieci.

Nie maj膮 dzieci, a pampersy wzi臋li. Ca艂e wielkie paczki.

Tyle tu tego, 偶e w艂os si臋 je偶y na g艂owie.

Nie b臋d臋 k艂ama艂. Wiedzia艂em, 偶e nie wszystko trafia do was.

Ale dla dobra dzieci, a urodzi艂a si臋 ich ponad setka,

milcza艂em.

Raz powiedzia艂em to, co trzeba, Niko艂ajowi Aleksandrowiczowi.

Cho膰 jego to nie dotyczy艂o.

Zaj膮艂 si臋 tym, aja si臋 nie wtr膮ca艂em.

My艣la艂em, 偶e jest uczciwie. Przywozi艂em towar.

Mia艂 trafia膰 do pracownik贸w.

Jakim trzeba by膰 cynikiem,

偶eby okrada膰 tych, kt贸rzy s膮 dla nas najcenniejsi.

Nasze nienarodzone dzieci.

Tak, Niko艂aju?

Dobrze m贸wi臋, m艂ody?

Poka偶臋 ci te snickersy.

Ju偶 nawet zapomnia艂e艣, jak wygl膮daj膮.

Dr Kowalenko chowa艂 je przed tob膮.

Poka偶臋 ci je. Niech si臋 wstydz膮, bydlaki i mordercy w bia艂ych kitlach.

Masz, to dla ciebie. Trzymaj.

Co si臋 m贸wi?

Dzi臋kuj臋.

Dobra, niewa偶ne.

Niech pa艅stwo wracaj膮 do swoich zaj臋膰.

Wszystko jest i jest dla was.

Niko艂aj Aleksandrowicz zrobi inwentaryzacj臋.

Posprz膮ta po z艂odziejach i rozda zguby.

A teraz - do pracy.

Do pracy! Rodzi膰 i przyjmowa膰 porody.

Gotowa膰 kasz臋.

Co dzi艣 na obiad? Makaron? Wspaniale!

Makaron z sosem. Prosz臋 si臋 rozej艣膰.

Zamknij drzwi.

Zapnij rozporek, a nie tak stoisz.

Nic nie wida膰.

Wida膰. Nie obesz艂o si臋 beze mnie. Gdzie on jest?

Artysta!

Kusi艂o mnie, 偶eby otworzy膰 te drzwi.

To by艂by numer.

Mi臋so, konserwy, lekarstwa.

I pan kierownik na samym 艣rodku.

- Daj. - Na przechowanie.

- Zgodnie z umow膮? Bez sztuczek? - Nie obra偶aj mnie.

To ty jeste艣 artyst膮.

Niko艂aju Aleksandrowiczu, przejmij gospodarstwo.

Aty oddawaj. Ja mam co robi膰.

Nie ty jeden jeste艣 nieogarni臋tym b艂aznem.

Tak, Piotrze Niko艂ajewiczu?

Pracuj臋. Tak, oczywi艣cie.

Teraz?

Nie, teraz nie mog臋.

Jestem zaj臋ty.

Ale mam ludzi.

Mam ludzi pod r臋k膮.

Zadzwoni臋, jak tylko b臋d臋 wolny.

POSTERUNEK ARMII UKRAI艃SKIEJ

Dzie艅 dobry. Poprosz臋 dokumenty.

- Ju偶 mi sprawdzano. - B臋dziemy si臋 k艂贸ci膰?

- Pasa偶er贸w te偶. - Prosz臋.

Szybciej.

Dzi臋kuj臋.

- Co艣 pan tu zostawi艂. - Szuka艂em tych pieni臋dzy.

呕artowni艣. Prosz臋 wysi膮艣膰 z samochodu.

Oddaj臋 pani.

- Fajna babka. - Tak.

- Pa艅ska? - Nie, jego.

Prosz臋 otworzy膰 baga偶nik.

- Wiezie pan bro艅 lub narkotyki? - Nie.

- Co to jest? - Rzeczy osobiste.

- Pa艅skie? - Nie, jego.

- A co on tak milczy? - Jest w szoku.

Jedzie si臋 leczy膰. Wywo偶臋 go z tego zoo.

Wygl膮da jakby by艂 z zoo.

- Powiedz panom, co wieziesz. - Rzeczy osobiste.

Trzymaj.

Prosz臋 pana.

Mo偶na zamkn膮膰.

Patrz.

Jaka艣 znajoma ta twarz. Gdzie艣 j膮 ju偶 widzia艂em.

Nie wiem. Mo偶e to deputowany?

Zapytaj.

Pierwszy, tu Artysta.

Karamzin. Sprawd藕cie, co o nim mamy.

Komputer mi nie dzia艂a.

Przyj膮艂em.

- To pa艅ski dow贸d? - Tak.

Co艣 nie tak?

Nie, nic.

Mog臋 go wzi膮膰?

Bierz.

Nie ma co tyle je藕dzi膰.

Bardzo dzi臋kuj臋.

W艂a艣nie przestali lata膰.

M贸wi臋 ci, ale by艂y fajerwerki!

Ekstra.

Jad臋, ale nie wiem, czy wszystkiego nie rozkradli.

Mo偶e co艣 zosta艂o, a mo偶e kto艣 si臋 wprowadzi艂.

To takie 艂adne, przytulne mieszkanko.

Mo偶e i lepiej, 偶e kto艣 tam mieszka

i wszystkiego dogl膮da. Jako艣 si臋 dogadamy.

Chcieli艣my przeszkli膰 balkon.

Ju偶 nawet kupili艣my szyby i ramy.

By艂oby wi臋cej miejsca na rzeczy.

Pocisk trafi艂 w blok. Wszystkie szyby si臋 st艂uk艂y.

Chwa艂a Bogu, 偶e prze偶yli艣my.

Teraz troch臋 ucich艂o. Jad臋 zobaczy膰, mo偶e co艣 zosta艂o.

Wszyscy s膮siedzi wyjechali, nie ma kogo zapyta膰.

I tak przeszklimy ten balkon. B臋dzie spi偶arka na przetwory.

Tylko ze szk艂em s膮 k艂opoty. Tyle okien powybija艂o.

Je艣li domu ju偶 nie ma, to wyjdziemy.

Tak bardzo chc臋 cho膰by rzuci膰 okiem.

Mo偶e jednak stoi?

Niech si臋 pani nie martwi.

Moi s膮siedzi m贸wili, 偶e wszystko w porz膮dku.

Tylko w dom obok trafi艂 pocisk.

Wylecia艂y wszystkie okna

i jest dziura w 艣cianie. Ale nikt nie zgina艂.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

POSTERUNEK SEPARATYST脫W

Witamy w Republice Ludowej!

Co wy tacy smutni?

Chwa艂a Ukrainie!

Kto艣 ma jakie艣 pistolety?

- Albo granaty? Panowie? - A za ile chcesz kupi膰?

Zabawne. Ja kupuj臋 tylko czo艂gi.

Otw贸rz z tylu!

A mo偶e kto艣 ma co艣 do zupy?

Bez okrasy to nie to, a偶 偶al je艣膰.

Bo偶e, nie b膮d藕cie tacy.

Nie chce mi si臋 was przeszukiwa膰.

Niech panie czego艣 poszukaj膮. Poratujcie 偶o艂nierza.

Chod藕 tu, synku.

Dzi臋kuj臋, mateczko.

We藕 sobie.

Nie ca艂膮. Odkr贸j kawa艂ek.

Co ja bym bez pani zrobi艂?

Sprawdz膮 was na Spartaku.

Jed藕.

W porz膮dku ch艂opak.

Nie ma o czym gada膰. To wszystko niewa偶ne.

Jak je藕dzili艣my do Rumunii, to sprzedawali艣my im papierosy.

- Zawsze kt贸ry艣 pyta艂 o fajki. - Kiedy to by艂o!

Taki kraj przesrali. Dalej bym sprzedawa艂 te papierosy.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

POSTERUNEK SEPARATYST脫W

M臋偶czy藕ni - wysiadka.

Ustawi膰 si臋 w szeregu.

Wychodzi膰 szybciej.

Wszyscy?

Tak.

No i co?

M臋偶czy藕ni.

Baby walcz膮 za was.

A wy si臋 chowacie po piwnicach.

Tak, ty.

Dlaczego nie walczysz? Boisz si臋?

Mam chor膮 mam臋.

Wszyscy mamy chor膮 mam臋.

Matka jest tylko jedna.

Jedna dla wszystkich.

I ona jest chora.

Nasza ojczyzna.

Nasza matka.

Nasza ojczyzna jest chora.

Dopad艂a j膮 faszystowska zaraza.

Ona cierpi.

Prosi swoich syn贸w o obron臋, a wy...

Uciekacie jak szczury.

Podziel臋 was na dwa oddzia艂y i wy艣l臋 na front!

Boicie si臋?

Rozbiera膰 si臋 do pasa. Zaraz was sobie obejrzymy.

- 艢ci膮gaj to, szybko. - Rusza膰 si臋!

Wyci膮ga膰 dokumenty.

Szybciej.

Daj mi telefon.

Otw贸rz list臋 po艂膮cze艅.

Czacha, Dziku.

Chaber?

S艂ysza艂e艣? Pietrunia, Zidane. Same pseudonimy.

To ksywki moich kumpli.

Mam tu Niemca!

- Walter! - Co?

- B臋dzie dobrze. - Dokumenty. Dok膮d jedziecie?

- Do Doniecka. - Poco?

S艂u偶bowo. Dziennikarze.

- Walter Michael. - To ja.

- Deutschland! - Faszysta!

Ja pierdykam, dorwali艣my faszyst臋!

Nie!

Jestem dziennikarzem.

- Nie faszyst膮. - Hitler kaput!

Faszyzm jest z艂y. Niedobry.

- Jestem dziennikarzem. - Dziennikarz.

Patrz, dziennikarzu, co robi膮 te sukinsyny.

- Ci stamt膮d. - Patrz uwa偶nie.

Bombarduj膮 spokojnych ludzi.

- Dzieci siedz膮 w piwnicach. - Dniem i noc膮. Przylatuj膮 stamt膮d.

Kobiety i dzieci chowaj膮 si臋 w piwnicach.

Boj膮 si臋 wyj艣膰. Bombarduj膮 dniem i noc膮.

Rozumiesz?

To bardzo 藕le! Nie trzeba bombardowa膰.

S艂uchaj mnie. By艂e艣 u faszyst贸w.

Widzia艂e艣 faszyst贸w. To oni bombarduj膮.

- Bombarduj膮 cywil贸w! - To bardzo 殴le!

- Jeste艣 dziennikarzem! - Napisz, co widzia艂e艣. Pisz prawd臋.

Mamy tu zw艂oki. Chcesz zrobi膰 zdj臋cie?

No chod藕!

Poka偶emy ci, s艂owo honoru. Chod藕 z nami.

- S膮 trupy. - Do艣膰 tych 偶art贸w!

Ko艅cz z nimi.

Trzymaj.

Do samochodu.

Mo偶e i nie jeste艣 faszyst膮, ale tw贸j dziadek na pewno by艂.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

NIEDALEKO LINII FRONTU

Wszystko rozpirzone.

Zosta艂 tylko jeden s艂oik.

Jak tylko go wzi膮艂em, to p贸艂k臋 szlag trafi艂.

- Cze艣膰, ch艂opaki! - Cze艣膰!

Bierz.

Cze艣膰!

Trzymajcie, ch艂opaki.

Cze艣膰!

Nie jeste艣 sam.

- Daj. - Masz.

Zaraz.

Trzecia ekipa w ci膮gu dziesi臋ciu dni.

Dzie艅 dobry!

To dziennikarz niemieckiej gazety. Jest ciekaw, co si臋 u was dzieje.

- Co tu si臋 u nas dzieje? - W艂a艣nie, co tu si臋 dzieje?

Co艣 si臋 dzieje?

A co ma si臋 dzia膰?

- Co si臋 dzieje? - Jak to co?

Mamy wojn臋!

Ch艂opaki m贸wi膮, 偶e jest wojna. To si臋 tutaj dzieje.

- Mo偶emy zrobi膰 kilka zdj臋膰? - Pewnie!

Mama zobaczy moje zdj臋cie w gazecie.

- Doniecka Republika! - Sasza.

A oni?

Ch艂opaki, do艂膮czcie.

B臋dzie was brakowa艂o.

- Bez nas. - Dobra.

Niech b臋dzie i tak.

- Zaczekaj. - Sasza.

- Zapytaj, sk膮d s膮. - Sk膮d jeste艣cie?

- Sk膮d jeste艣my? - Tutejsi.

- Czyli? - St膮d, niedaleko. Jak to si臋 nazywa?

- Tu obok. - Taka wioska.

Gor艂贸wka.

- M贸wi膮, 偶e s膮 z Gor艂贸wki. - Z Gor艂贸wki!

Tak twierdz膮, ale 艣ciemniaj膮.

- Jeszcze jedno. - R贸b!

Cze艣膰, orty!

- Kto jest szefem? - Kto dowodzi?

On jest dow贸dc膮.

Ja? To Ma艂y jest dow贸dc膮.

Nie, ja nie. On jest dow贸dc膮.

Ja? Nie, to on dowodzi.

Ja? Ja nie dowodz臋. On jest dow贸dc膮.

Ca艂kiem ci odbi艂o? Ja - dow贸dc膮?

- Co tu si臋 dzieje? - Niemiecki dziennikarz.

- Czego tu chcecie? - Jeste艣my dziennikarzami.

Mo偶emy zada膰 kilka pyta艅? Pan tu dowodzi?

Kto? 呕e niby ja dowodz臋?

Nie jestem dow贸dc膮. Ale zaraz go zorganizuj臋.

Dajcie tu tego archimandryt臋 po艂owieckiego.

Odjed藕cie st膮d. Schowajcie si臋 za domami.

Co stoisz, jakby艣 gruch臋 wali艂? Jazda na pozycje.

Odsu艅cie si臋 na dziesi臋膰 krok贸w.

- Walter, chod藕. - Tam sobie sta艅cie.

- Wzywa艂e艣 mnie? - S艂uchaj.

Mamy tu niemieckiego dziennikarza. Pogadaj z nim.

To Czapaj, nasz dow贸dca. On wam wszystko wyja艣ni.

- Kt贸ry z was jest Niemcem? - On. Ja b臋d臋 t艂umaczy艂.

- Stop. Poprosi艂e艣 o pozwolenie? - Nie.

- To popro艣. - Mog臋?

Mo偶esz. Lubi臋 pozowa膰 do zdj臋膰.

Widzia艂e艣?

Wystarczy. A ty, Niemcu, pos艂uchaj mnie uwa偶nie.

S艂u偶y艂em w Niemczech, dobrze znam wasze "hande hoch".

Nasi dziadkowie weszli do waszych faszystowskich Niemiec

ze swoj膮 misj膮 ratowania wszystkich narod贸w 艣wiata

przed brunatn膮 d偶um膮.

Obr贸cili艣my w proch i py艂 t臋 durn膮 ras臋 pan贸w.

Wybyli艣my z t臋pych g艂贸w ca艂e to g贸wno!

Zwalili艣my si臋 kup膮 i wygrzmocili艣my was po ca艂o艣ci!

- Nie zesraj si臋, Niemcu! - Zaraz si臋 zesra. T艂umacz.

U was zrobili艣my porz膮dek, a u siebie nie sprz膮tn臋li艣my.

I rozpleni艂a si臋 ta faszystowska zaraza.

Na rubie偶ach. Na zachodniej Ukrainie.

I gdyby艣my na czas nie chwycili za bro艅,

to przysi臋gam, 偶e by nas wszystkich wyr偶n臋li.

Gwarantuj臋. Tak!

A teraz - takiego wa艂a.

Nie dostan膮 ani skrawka naszej ziemi!

Tak mu przet艂umacz.

B臋dzie trzeba - dojdziemy do Lwowa. I dalej, do Europy!

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

SCHRON MIEJSKI

Prosz臋, korytarze. Nie ma 艣wiat艂a. Jest ciemno.

Tutaj przechowujemy jedzenie.

Jedzenie. Zapasy.

A tutaj s膮 ludzie.

Toaleta jest nieczynna. Zajrzyjcie.

Nie mo偶na korzysta膰.

Chod藕cie. Zobaczycie, jak mieszkamy.

Dzi臋kujemy naszym prezydentom i w艂adzom. Dzi臋kujemy.

Sp贸jrzcie.

艢ciana p臋k艂a.

Nie ma pr膮du, ogrzewania ani wody.

Pr贸bujemy 偶y膰.

Rura cieknie, wszystko jest wilgotne.

Nie wiem, jak to si臋 sko艅czy. Wieje.

Nogi marzn膮, r臋ce marzn膮.

Wszystko jest zawilgotnia艂e.

To jest pok贸j.

Ato - st贸艂. Siedz膮 przy nim ludzie.

To m贸j materac. Tutaj mieszkam.

Chod藕cie.

To nast臋pny st贸艂. Przy nim te偶 siedz膮 ludzie.

Patrzcie, tam jest rura.

Chod藕my.

To s膮 drzwi. Kartk臋 napisa艂em ja.

ZAMYKAJ DRZWI, BO POGRYZ臉!

Chod藕my.

Widzicie? Ludzie.

Zlikwidujcie ten grzyb. Oddychamy nim.

Wilgo膰 jest okropna.

- Czuj膮 pa艅stwo ten smr贸d? - Chod藕my dalej.

Zobaczcie, to te偶 jest st贸艂. Wygl膮da tak.

I 艣wieczka. Ostatnia.

- A ona jest chora. - Dziewczyna ma gor膮czk臋.

Chod藕cie.

Sp贸jrzcie na te dzieci.

On mia艂 w tym roku i艣膰 do szko艂y.

A siedzi tutaj.

To ocale艅cy.

Trafi艂o w ich mieszkanie. Prze偶yli, bo poszli w go艣ci.

Tak si臋 tu urz膮dzili艣my.

Ale czy tak si臋 da?

呕yjemy jak ludzie pierwotni.

Prosz臋, t臋dy.

Od艂amki zabi艂y pasa偶er贸w trolejbusu.

Zniszczy艂y tak偶e stoj膮cy obok samoch贸d.

Mamo.

- Mamo, to ja. - Widz臋.

Przynios艂am jedzenie.

Widz臋.

Chleb.

Kie艂basa, mas艂o.

Ser.

Kawior.

Pomara艅cze, jab艂ka.

Sok i woda.

Dzi臋kuj臋.

Nie dzi臋kuj.

Nie dzi臋kuj, tylko chod藕.

Chod藕 ze mn膮.

Po co siedzisz w tym syfie?

Mamo.

Co tu robisz w tej dziurze, w tym wszystkim?

Nie.

Masz swoje mieszkanie.

Mamy dom.

Tam nikt nie bombarduje. Mamy ochron臋, jest bezpiecznie.

Mamo.

Nie sied藕 w brudzie z nimi wszystkimi.

Masz dom z ciep艂膮 wod膮, w kt贸rym mo偶esz si臋 umy膰.

Katia gotuje, nic nie musisz robi膰.

U nas nikt nie strzela.

- Ja nie mam domu. - Co ty wygadujesz?

- Mamo! - Daj kobiecie spok贸j.

- Onanie chce. - Spadaj pan!

Mamo, przynosisz mi wstyd. I to przed nimi!

W pracy te偶 mi wstyd!

Wiedz膮, 偶e tu siedzisz

i pytaj膮 mnie, dlaczego ci臋 st膮d nie zabior臋.

Zamknijcie si臋!

Co mam im powiedzie膰? 呕e oszala艂a艣?

Ciebie nie pytam!

呕e lepiej ci w tej noclegowni?

Ze wszami, wychodkiem na zewn膮trz? W tej wilgoci?

Z tymi wariatami? Mamo, st贸j!

Mamo.

Otw贸rz.

Otw贸rz drzwi.

Otwieraj, m贸wi臋! Mamo!

Mamo!

Otwieraj, do diab艂a!

Czego si臋 gapicie?

To nie przedstawienie! Wynocha!

Mamo!

Mamo! Zabieraj kamer臋.

W dup臋 se j膮 wsad藕!

Otwieraj drzwi!

Czego stoicie? Wypad!

Zaraz wam roznios臋 t臋 melin臋! Wyno艣cie si臋 st膮d!

Mamo, do cholery!

Otw贸rz drzwi!

Otwieraj!

- Nie czekamy na mam臋? - Nie.

Mo偶e wy艣l臋 ch艂opak贸w?

Pomog膮 jej si臋 spakowa膰.

Kretyn.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

SIEDZIBA W艁ADZ LOKALNYCH

- Od Aleksandra Aleksadrycza? - My.

- Prosz臋. - Dzi臋kuj臋.

Prosz臋 zdj膮膰 p艂aszcze.

Chwileczk臋.

Zapraszam.

- Dzie艅 dobry. - Mi艂o pa艅stwa widzie膰.

Zapraszam.

Prosz臋 siada膰.

Herbaty?

Co pa艅stwa sprowadza? Jak rozumiem, trzy sprawy?

Jeste艣my z Fundacji M臋czennika Teodozjusza Cherso艅skiego.

Przyjechali艣my z misj膮 pokojow膮, przedsi臋wzi臋ciem dobrej woli.

Przywie藕li艣my 艣wi臋to艣ci. Ikon臋 艣wi臋tego Czuri艂y Plionkowicza -

mo偶e by膰 tylko symbolem,

lecz wielki 艣wi臋ty zawsze pomo偶e, obroni i powstrzyma.

Przywie藕li艣my tak偶e z Ziemi 艢wi臋tej

relikwie 艣wi臋tego m臋czennika Teodozjusza Cherso艅skiego.

Chcemy zwr贸ci膰 si臋 do waszych obywateli,

wezwa膰 chrze艣cijan na ca艂ym 艣wiecie,

by zatrzymali si臋 i pomy艣leli.

By ka偶dy chrze艣cijanin zada艂 sobie pytanie,

co mo偶e zrobi膰 i jak pom贸c, w tej powa偶nej sprawie,

jak si臋 okaza艂o.

Przelewana jest krew, zw艂aszcza dzieci

oraz zwyk艂ych obywateli, cywil贸w.

Widzieli艣my wczoraj, 偶e zn贸w wydarzy艂o si臋 co艣 strasznego.

Tak.

呕eby nareszcie chrze艣cijanie,

chrze艣cija艅ska wola wszystkich chrze艣cijan...

By w okresie noworocznym

ka偶dy si臋 zastanowi艂 i pom贸g艂 Noworusi stan膮膰 na nogi.

Tak.

To dobra inicjatywa.

Co my mo偶emy zrobi膰?

Prosz臋.

艢wi臋ty Teodozjusz.

Nie, to dla pana.

B贸g zap艂a膰.

Tak. I?

Chcemy nagrodzi膰 tych, kt贸rzy wykazali si臋 bohaterstwem.

Dzi艣, w filharmonii. Chcemy ich wyr贸偶ni膰 i pokaza膰,

偶e zawsze s膮 obok nas.

Poprzez wspania艂膮 艣wi臋t膮 relikwi臋,

poprzez obraz bohatera ludowego, Czuri艂y Plionkowicza.

By ludzie wiedzieli, 偶e nagroda zawsze znajdzie swojego bohatera.

A tu jest ich wielu.

To wszystko w tej sprawie?

Tak, w艂a艣nie to chcieli艣my panu przekaza膰.

呕e bohaterstwo i 艣wi臋to艣膰 id膮 rami臋 w rami臋.

I 偶e s膮 nieodzowne.

Rozumiem.

Chrze艣cijanin nie otrzymuje nagrody na ziemi,

tylko w niebie.

Jej warto艣膰 nie liczy si臋 tu, tylko tam.

Wszystko zale偶y od tego, jak cz艂owiek prze偶y艂 swoje chrze艣cija艅skie 偶ycie.

呕ycie chrze艣cija艅skie

i pod艂e 偶ycie wojenne

to nie to samo.

Dla Boga ziemskie nagrody nie maj膮 偶adnego znaczenia.

Tam liczy si臋 co艣 zupe艂nie innego.

A co pan powie o...

A co z relikwiami?

Z relikwiami?

Relikwie.

Relikwie to dobra inicjatywa.

Dzi臋kuj臋 za inicjatyw臋. Nie maj膮 pa艅stwo wi臋cej pyta艅?

呕ycz臋 powodzenia w waszej misji.

Do widzenia.

Herbaty?

- Co to za b艂azny? - Od Aleksandra Aleksadrycza.

Kaza艂 ich pan wpu艣ci膰.

Tak. A czego chc膮?

Nocleg贸w z wy偶ywieniem,

trzech mercedes贸w i busa na relikwie.

Do widzenia.

Jeden mercedes wystarczy.

- Nie zmieszcz膮 si臋. - Pojad膮 busem z relikwiami.

Co z tymi wagonami?

Co艣 zamilk艂e艣, braciszku.

Co ty chrzanisz?

Wszystko by艂o pod kontrol膮.

Kto nawali艂?

Przecie偶 to dywersja.

Oszaleli? R膮bn臋li tatusiowi wagon!

Niech ich szlag.

Pozwalniam bez 偶adnego trybu.

Niech ich Czuri艂a z Plionkowiczem maj膮 w swojej opiece.

Co powiesz o tym 偶o艂nierzu?

Powiem nie tylko o nim.

Po prostu powiem.

Czy wy nie rozumiecie po ludzku?

Normalnie, po ludzku.

M贸wimy wyra藕nie i po rosyjsku.

M贸wimy i prosimy.

Nikt nie jest bez grzechu.

Ka偶dy o tym wie.

To dotyczy zw艂aszcza miejscowych.

Kiedy wracacie z patrolu

albo z przepustki,

macie siedzie膰 w bazie, anie szlaja膰 si臋 po domach.

Nie rozumiecie po ludzku?

Zastan贸wcie si臋.

A co do Makara...

Sami zadecydujcie.

Ile razy wam m贸wili艣my?

Przed opuszczeniem bazy trzeba si臋 zameldowa膰 dow贸dcy.

Je艣li pu艣ci - mo偶ecie i艣膰. A jak nie, to nie.

Macie by膰 w pobli偶u bazy!

Anie szlaja膰 si臋 po tym zasranym mie艣cie!

Zasrana 艁omiwka.

- Szlajaj膮 si臋. - Na herbatki chodz膮.

- Nie szlaja膰 si臋, zrozumiano? - Zrozumiano.

- Pi臋膰 dni aresztu. - Dowali膰 mu!

Nie s艂ysz臋.

- Zrozumia艂em. - Nie s艂ysz臋.

呕e co niby? Co zrozumia艂e艣?

- Tak jest. - Tak jest.

Sprz膮tniecie podw贸rko kobiety, kt贸rej skradziono telefon.

Wykona膰.

Teraz Bondar.

Pierwszy szereg wyst膮p. Trzy kroki naprz贸d marsz!

W ty艂 zwrot!

Odst臋py na d艂ugo艣膰 ramienia.

Dawaj ich.

Jeszcze!

Ruchy!

Za maruderstwo

Bondar przejdzie 艣cie偶k臋 zdrowia. ldziesz.

- A masz! - Na zdrowie!

Nie bijcie po g艂owie.

A masz!

Bydlak!

Wstawaj.

- U艣miechnij si臋. - Idziesz, idziesz.

Ruszaj dup臋.

Czego si臋 gapisz?

Przebieraj nogami.

A co zrobimy z tym drugim?

- Te偶 niech przejdzie. - Darujmy mu.

- G艂o艣niej! - Darowa膰 mu!

Dobra.

Pierwszy raz mu darujemy.

Ale za recydyw臋 przejdziesz 艣cie偶k臋 dwa razy.

- Pi臋膰 dni aresztu! - Tak jest.

Pi臋膰 dni aresztu. Rozej艣膰 si臋!

- Panowie, do kogo mam si臋 zg艂osi膰? - W sprawie?

- Podobno znale藕li m贸j samoch贸d. -l co?

To ten.

- To twoja fura? - Tak.

Masz dokumenty?

Prosz臋, dokumenty.

Niech pan sobie obejrzy.

Wszystko jest.

W porz膮dku.

- W porz膮dku? - Prosz臋 zabra膰 swoje rzeczy.

Zaraz. Jeszcze drobne formalno艣ci.

- Pomo偶esz nam zanie艣膰 skrzyni臋? - Nie ma sprawy.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

LOKALNA KOMENDA POLICJI

Dajcie j膮 tam.

Znalaz艂 si臋 w艂a艣ciciel jeepa.

Zajmij si臋 tym.

A ty chod藕, nie wstyd藕 si臋.

- Batiania. - Simeon.

Siadaj, pogadamy.

Du偶o zap艂aci艂e艣?

- Tyle, ile kosztowa艂. - Jasne. Daj mi dow贸d.

Brawo, wszystko si臋 zgadza.

Ukradli mi samoch贸d.

Dzi艣 zadzwonili od was, 偶e si臋 znalaz艂.

Z pocz膮tku nie wierzy艂em, ale to ten.

Mam wszystkie dokumenty. Kluczyki s膮 u dow贸dcy.

Bior臋 i id臋.

Mog臋 napisa膰 podzi臋kowania. W ko艅cu to nowa w艂adza.

Napiszesz p贸藕niej. Czym si臋 zajmujesz?

Mia艂em taki ma艂y biznes.

Ale ostatnio tylko przynosi艂 straty.

Sprawd藕 to.

Co to za biznes?

Taki tam biznes. Mog臋 zabra膰 samoch贸d?

Zaraz.

Podpiszesz jeden papier i mo偶esz i艣膰.

Wype艂nij to.

Co to jest?

Pisz. "Ja, Simeon taki a taki powierzam sw贸j pojazd"...

Wszystko tam masz. Numer dowodu i takie tam.

Pisz.

- Jak to "powierzam"? - To znaczy, 偶e powierzasz.

Powiedz mi,

po czyjej jeste艣 stronie? Tych potwor贸w czy naszej?

Powiedz, tak szczerze. Jeste艣 z faszystami czy z nami?

My艣lisz, 偶e chc臋 tw贸j samoch贸d? Czy 偶eby faszy艣ci tu nie wle藕li?

Czy ci wszystko jedno?

Nie znam si臋 na polityce.

Prowadzi艂em biznes, nic nie wiem.

Z ch艂opakami 偶yj臋 dobrze, oni ze mn膮 te偶.

Wszystko by艂o pod kontrol膮.

Musz臋 odebra膰 c贸rk臋 z przedszkola.

Zadzwonili, 偶e si臋 znalaz艂, to przyjecha艂em.

Dzi臋kuj臋 nowej w艂adzy.

Nie pomyli艂em si臋 co do ciebie, Sima. Pisz akt przekazania.

- Jaki akt? - To tw贸j samoch贸d?

- M贸j. - To go nam przeka偶.

- To znaczy, 偶e zabieracie mi w贸z? - Nie rozumiem.

Mamy na rowerach broni膰 ci臋 przed faszystami?

Jeszcze si臋 nie ogarn膮艂e艣 i nie wiesz, za kim jeste艣?

Mo偶e jeste艣 za nimi?

Chcesz to sobie przemy艣le膰 w celi?

Nie chcesz.

Widz臋, 偶e porz膮dny z ciebie ch艂opak.

Pisz. "Ja, Simeon"... Jak ci po ojcu?

- Aleksandrowicz. - "Powierzam pojazd"... I tak dalej.

Co tak patrzysz? Pisz.

Przecie偶 masz odebra膰 c贸rk臋 z przedszkola.

- Chcecie mi zabra膰 samoch贸d? - Nie chcemy. Ju偶 go zabrali艣my.

Tylko na pewien czas. Do pokonania faszyst贸w.

Nadstawiamy dla ciebie karku, a tobie szkoda samochodu.

Pisz.

Tu masz wz贸r. Przepisz.

Co?

Nie?

- To jest kradzie偶. - Nie, to ekspropriacja.

Od艂贸偶 telefon.

Od艂贸偶 telefon!

Nie fikaj, bo po偶a艂ujesz.

Bierz d艂ugopis.

Wi臋c m贸wisz, 偶e firma przynosi艂a straty?

Telefon bardzo ci si臋 przyda.

Je艣li chcesz odebra膰 c贸rk臋 z przedszkola.

My te偶 mo偶emy po ni膮 pojecha膰.

Najpierw wype艂nisz papiery,

a potem we藕miesz telefon i zadzwonisz do kumpli.

Niech zbior膮...

Sto tysi臋cy zielonych i przywioz膮 nam tutaj.

A co my艣la艂e艣? W艂adza ludowa potrzebuje wsparcia.

- Sk膮d mam wzi膮膰 tyle forsy? - 150. Jeszcze s艂owo i b臋dzie 200.

Sasza, okradli mnie. Nie wiem, kto.

Nowa polityka skarbowa. Nie chc臋 m贸wi膰 przez telefon.

Przer膮bane.

Pos艂uchaj mnie uwa偶nie.

Wyjmij pieni膮dze z banku. Ksi膮偶eczka czekowa le偶y w sejfie.

Trzy czeki s膮 podpisane i ostemplowane.

Jak si臋 pomylisz, to wype艂nij drugi.

Pomog艂e艣 Lioszy. Masz do nich jakie艣 doj艣cia?

Pom贸偶 mi.

Do kogo mam dzwoni膰? Tak, mam numer.

W naszym mie艣cie si臋 tak nie robi.

Nie zabiera si臋 pieni臋dzy szanowanym obywatelom.

Jestem z administracji.

Dowiedz si臋, kto tu rz膮dzi. Za艂atwi臋 to raz a porz膮dnie.

Chod藕, jest sprawa.

My tego nie robimy.

OCHOTNIK Z ODDZIA艁U EKSTERMINACYJNEGO

Synku, d艂ugo tu ju偶 stoisz?

Autobus ju偶 by艂?

A co ty masz tutaj napisane?

- To eksterminator. - Kto?

- Faszysta. - A, faszysta.

Rozumiem, m贸j drogi.

Musz臋 jecha膰 do c贸rki. Dzieci, gospodarstwo.

Musz臋 jej pom贸c. Bez pomocy sobie nie poradzi.

To niedaleko, tylko 10 kilometr贸w.

Pieszo nie dojd臋.

Kiedy艣 chodzi艂am. Nawet dalej, jak by艂o trzeba.

Teraz ju偶 nie daj臋 rady, m贸j drogi.

A trzeba i艣膰.

D艂ugo pan tu stoi? Autobus ju偶 by艂?

Bracie, masz ogie艅?

Co to za klaun?

Eksterminator. Niech pogada z lud藕mi, spojrzy im w oczy.

Nie藕le.

Nie藕le.

Ch艂opaki!

Eksterminator wyszed艂 pogada膰 z lud藕mi.

Zar膮bi艣cie!

Jeste艣 ochotnikiem?

Chcesz zapali膰?

Masz, pal.

Co, nie podoba si臋? Pom贸偶 mi. Dawaj razem.

Zrobi臋 wam zdj臋cie.

Razem, na trzy cztery.

- Spotkanie na szczycie. - Wy tutaj?

- Zr贸bmy sobie zdj臋cie. - Z tym pajacem.

Mord膮 do obiektywu.

Dmuchamy.

- Masz? - Tak.

Jeszcze ty z nami.

Obr贸膰, bo nas nie wida膰.

呕eby jego by艂o wida膰. U艣miechnij si臋!

- Celuj w niego. - Jeszcze jedno.

- Poka偶. - Ekstra z tym dymem.

- Rewelka. - Tylko faszysta nieostry.

Mia艂e艣 nie rusza膰 g艂ow膮, gnido!

- S膮 dziewczyny. - 呕adnej nie przepu艣ci.

- Cze艣膰, dziewczyny. - Cze艣膰.

- Marzniecie? Chod藕cie do nas. - Co robicie?

Mamy tam faszyst臋. Rzadki egzemplarz.

Takiej ma艂py nawet w zoo nie zobaczycie.

Uwa偶ajcie, bo mo偶e ugry藕膰.

呕artuj臋. R贸b.

- Leo? - Masz?

Jeszcze ja z dziewczynami.

Te偶 chc臋 takie z dymem i eksterminatorem.

- Jeszcze jedno? - Wystarczy.

- 艢wietnie. - Poka偶.

Prawdziwy faszysta z UKROP-u.

Zakazana morda.

- Jeszcze ochotnik. - Przepu艣膰cie starsze pokolenie!

Filmuj babci臋!

W z臋by i m艂ynka!

To podzi臋kowanie od narodu.

Walczysz z narodem, bydlaku.

Powiedz ludziom, strzela艂e艣 do narodu?

Popatrz na mnie i odpowiedz.

Strzela艂e艣 do ludzi? Nie?

A gdzie s艂u偶y艂e艣, 艣winio?

W kuchni.

- K艂amiesz! - Co ty chrzanisz?

- Sukinsynu! - A kto strzela艂?

- W kuchni s艂u偶y艂. - Ju偶 ja mu poka偶臋 kuchni臋.

Filmuj babci臋!

Powiedz mi szczerze.

Powiedz, kto ci臋 tu przys艂a艂?

- Mo偶esz mi to powiedzie膰? - Mamo!

Powiedz mi szczerze, kto ci臋 tutaj przys艂a艂?

- Popatrz na ni膮! - W oczy jej patrz!

Zostaw mnie! Powiedz, kto ci臋 wynaj膮艂.

Przecie偶 nie pracujesz za darmo.

Kto ci臋 wynaj膮艂 i ile ci p艂ac膮?

Powiedz prawd臋, ile ci p艂ac膮?

Dlaczego nie mo偶esz mi powiedzie膰? B艂agam ci臋, powiedz prawd臋.

- Kto ci臋 wynaj膮艂? - Nie odwracaj wzroku.

- Przepraszam, ja... - Za co? Za martwe dzieci?

- Spowiadaj si臋 w cerkwi. - Powiedz prawd臋.

Powiedz, kto ci臋 przys艂a艂, to ci wybacz臋.

Prosz臋 ci臋, b艂agam. M贸w prawd臋. Kto ci臋 przys艂a艂?

- Czego kr臋cisz g艂ow膮? - Nikt?

Nie k艂am.

Nie ok艂amuj mnie, gnido!

S膮 dobrzy ludzie, kt贸rzy ci臋 zastrzel膮. Rozumiesz?

- Miny. Ca艂e pole zaminowali. - M贸j przyjaciel zgin膮艂 od miny!

M贸j kuzyn omal nie wszed艂 na min臋.

Ca艂e pole mu zaminowali!

Ty to zrobi艂e艣? W ostatniej chwili zobaczy艂 drut!

- Wnuk mieszka艂 ze mn膮... - Powiedz jej!

- Dzieci gin膮. Przez ciebie. - To twoja robota!

- Patrz jej w oczy! - Kto? Kto to zrobi艂?

Przecie偶 nie nasi. Nasi by tego nie zrobili.

Zgin臋艂y dzieci!

Zabij go!

- Wyko艅czcie go! - Nale偶y mu si臋 kula w 艂eb!

Chwila, no co pan robi?

Cisza!

Do piachu z nim!

Oni naszych bij膮 i torturuj膮! Mamy go 偶a艂owa膰?

Zabi膰 bydlaka!

Kiedy to wszystko robi艂e艣, to nie prosi艂e艣 o wybaczenie.

Nie ma lito艣ci!

- Poco zabija膰? - Zabij膮 go! Zabij膮!

Waln膮膰 go w krta艅, niech si臋 ud艂awi krwi膮.

Panowie, tu s膮 dzieci.

Oni zabijaj膮 i nie my艣l膮 o dzieciach. Nasze dzieci zabijaj膮!

Moj膮 s膮siadk臋 rozerwa艂o. Mi臋so le偶a艂o na ulicy.

Pi臋kna, m艂oda i zdrowa kobieta. Wysz艂a po zakupy.

Ja bym mu przywali艂.

Przywal, synku! B膮d藕 m臋偶czyzn膮.

- Zr贸b to! - Zabij go.

Dawaj, Stas, dowal bydlakowi. Wiesz, 偶e mu si臋 nale偶y.

Nikt nigdy ci nie wybaczy!

Rozstrzela膰 go trzeba!

Stas, nie patyczkuj si臋. Przywal mu porz膮dnie.

Jeszcze go nie zabili?

Sta膰!

No i po co si臋 wtr膮casz?

- Zabieracie go? - Niech zdycha, bandyta!

Zabijcie go!

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

URZ膭D STANU CYWILNEGO W MA艁YM MIE艢CIE

Moi drodzy! Za chwil臋 zostanie zawarty zwi膮zek ma艂偶e艅ski.

Zapraszamy Iwana Paw艂owicza Jajecznic臋

i And偶el臋 Tichonown臋 Kuperdiagin臋.

Szanowni go艣cie!

Dzi臋kuj臋. Szanowni go艣cie!

B臋dziemy razem celebrowa膰 艣wi臋to mi艂o艣ci i m艂odo艣ci.

Iwanie!

Czy jest pan got贸w przez ca艂e 偶ycie by膰 wiernym i kochaj膮cym m臋偶em?

- Nadziej膮 i opok膮? - Tak!

Gorzko! Gorzko!

And偶elo!

Dzi臋kuj臋.

Dzi臋kuj臋.

And偶elo! Czy jest pani gotowa

by膰 艂agodn膮, opieku艅cz膮 i kochaj膮c膮 偶on膮 Iwana?

Tak!

Prosz臋 艣wiadk贸w o roz艂o偶enie kobierca.

Sta艅cie na kobiercu.

- Pierwsza! By艂am pierwsza! - Gorzko! Gorzko!

Dzi臋kuj臋.

Na znak waszej wierno艣ci, mi艂o艣ci i oddania

wymie艅cie si臋 obr膮czkami.

Prosz臋 wzi膮膰 obr膮czk臋

i powtarza膰 za mn膮. Nie wk艂adamy.

Prosz臋 wzi膮膰 j膮 za r臋k臋 i powtarza膰 za mn膮.

And偶elo, bior臋 sobie ciebie za 偶on臋.

And偶elo, bior臋 sobie ciebie za 偶on臋.

And偶elo, bior臋 sobie ciebie za 偶on臋.

- I niech ta obr膮czka... - I niech ta obr膮czka...

- ...po艂膮czy nas... - ...po艂膮czy nas...

- ...ju偶 na zawsze. - ..ju偶 na zawsze.

Prosz臋 w艂o偶y膰 obr膮czk臋 i poca艂owa膰 palec.

Prosz臋 wzi膮膰 obr膮czk臋 i powtarza膰 za mn膮.

Iwanie, bior臋 sobie ciebie za m臋偶a.

Iwanie, bior臋 sobie ciebie za m臋偶a. Daj mi r臋k臋.

- I niech ta obr膮czka... - I niech ta obr膮czka...

- ...po艂膮czy nas... - ...po艂膮czy nas...

Ju偶 na zawsze.

Ju偶 na zawsze.

Gorzko! Gorzko!

Prosz臋, by pa艅stwo...

Prosz臋 podej艣膰 do sto艂u

i potwierdzi膰 podpisami zawarty zwi膮zek.

Prosz臋 艣wiadk贸w, by podpisali akt powstania nowej rodziny.

To jeszcze nie koniec ceremonii.

Ceremonia jeszcze trwa.

B臋dziemy kontynuowa膰!

Musimy doko艅czy膰 ceremoni臋.

Dzi臋kuj臋. Kontynuujemy ceremoni臋.

Zgodnie z prawem Noworusi o ma艂偶e艅stwie i rodzinie,

Iwan Paw艂owicz Jajecznica

i And偶ela Tichonowna Kuperdiagina

s膮 od teraz m臋偶em i 偶on膮.

Potwierdzam, 偶e oboje ma艂偶onkowie zgodnie o艣wiadczyli,

i偶 b臋d膮 nosi膰 nazwisko Jajecznica.

Szanowni pa艅stwo Jajecznicowie,

przyjmijcie wasz pierwszy dokument rodzinny,

zatwierdzony przez pa艅stwo Noworu艣.

Poka偶 wszystkim!

Oto i on!

Wszystkiego najlepszego!

呕yczymy nowo偶e艅com pomy艣lno艣ci!

呕yczenia nowo偶e艅com sk艂ada...

- Kto to? - Dow贸dca plutonu.

呕yczenia nowo偶e艅com sk艂ada dow贸dca brygady Wostok -

Drwal.

Odnale藕li艣cie si臋 nawzajem w tych trudnych czasach,

wi臋c zwyci臋偶ymy. Du偶o mi艂o艣ci.

Dzi臋kujemy.

呕yczenia nowo偶e艅com sk艂ada zast臋pca dow贸dcy kompani...

...towarzysz Kupon, zast臋pca dow贸dcy Drwala.

Jestem zast臋pc膮 dow贸dcy kompanii.

Us艂yszeli艣cie ju偶 wiele mi艂ych s艂贸w, ale chc臋 doda膰 co艣 od siebie.

- Czerwienisz si臋. - Jest gor膮co.

呕ycz臋 wam przede wszystkim mi艂o艣ci.

D艂ugich lat szcz臋艣cia i dzieci. 呕eby pierwszy by艂 ch艂opiec.

- B臋dzie ch艂opiec! Z karabinem! - Kochajcie si臋. D艂ugo i cz臋sto.

Wszystkiego najlepszego.

Dzi臋kujemy.

Gorzko! Gorzko!

Ja te偶 chc臋 wam co艣 powiedzie膰.

Chcia艂am gor膮co podzi臋kowa膰 towarzyszce Nadii.

Wielkie dzi臋ki.

Na pewno o kim艣 zapomn臋.

Dzi臋kuj臋 Oksanie, Witalikowi iw og贸le wam wszystkim.

Towarzyszowi Pasowi za to, 偶e nam pom贸g艂.

Towarzyszce Nadii, kt贸ra zorganizowa艂a nasz 艣lub.

- Oksanie i dziewczynom. - Dzi臋kuj臋 Pasowi!

I jeszcze towarzyszce Nadii, Oksanie i wszystkim.

呕yczenia nowo偶e艅com sk艂ada deputowana do Parlamentu Noworusi -

Oksana Pocyk.

Gratuluj臋 wam z ca艂ego serca.

Jak wiecie, lubi臋 poezj臋 i czasem sama pisz臋 wiersze.

Niestety, mam du偶o zaj臋膰 i nie zd膮偶y艂am nic dla was napisa膰.

Dlatego...

Dwie obr膮czki dwoje ludzi po艂膮czy艂y,

ju偶 na zawsze w臋z艂em szcz臋艣cia.

Krople rosy niczym per艂y za艣wieci艂y, niech zab艂y艣nie mi艂o艣膰 wasza pi臋kna.

Niechaj dobrem tym wype艂ni si臋 wasz dom,

niech dzieci臋cy 艣miech w nim rozbrzmiewa.

Zrozumienie, mi艂o艣膰, szcz臋艣cia moc -

wszystko to niech serca wam rozgrzewa.

W imieniu Parlamentu Noworusi 偶ycz臋 wam wszystkiego najlepszego

i dzi臋kuj臋 wszystkim, kt贸rzy pomogli w organizacji tej uroczysto艣ci.

- Szcz臋艣cia, kochani. - Dzi臋kujemy!

Gorzko! Gorzko!

Szanowni go艣cie! Mo偶ecie z艂o偶y膰 m艂odym 偶yczenia.

Wania! B膮d藕 prawdziwym m臋偶czyzn膮!

Patrz, co mi kumpel przes艂a艂. Niez艂a akcja, widzia艂e艣?

Po mordzie go! Dawaj!

Ostro, co?

My spadamy. Trzeba troch臋 postrzela膰.

- Udanego polowania. - Trzymaj si臋, bracie.

Nie wypijcie nam wszystkiego.

Tak, s艂onko?

M贸wi艂am ci, 偶e nie pi艂y艣my. Ona nie pi艂a.

S艂uchaj, a mo偶e po prostu pojedziemy na zakupy?

Kupimy buty i par臋 koszulek.

Tak, 偶abko.

I szare dresy. M臋skie.

POSTERUNEK ARMII UKRAI艃SKIEJ

Czy ja ci臋 kiedy艣 ok艂ama艂am? Zdarzy艂o si臋, ale bez przesady.

Spa艂am w domu.

Troje rannych i zabitych.

Troje rannych i zabitych.

Przy艣lijcie, ile macie.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

Znowu te znudzone g臋by. A偶 si臋 odechciewa pracowa膰.

Co wy tacy skwaszeni?

Co na was nie spojrz臋, same skrzywione mordy.

Sp贸jrz na siebie. Obok masz lustro.

Sama sp贸jrz na siebie. Trzeba lubi膰 swoj膮 prac臋.

Maluj mocniej, to maj膮 by膰 si艅ce.

- Zap艂acili ci ostatnio? - Nie, ani grosza.

- A pani? - Te偶 nie.

- Nie zap艂acili? - Nie.

Powiedzieli, 偶e zap艂ac膮, to zap艂ac膮. Przesta艅cie narzeka膰.

- Panie dow贸dco, a co z fors膮? - S膮 jeszcze one.

To wszystkie?

Raz, dwa, trzy, osiem, dziewi臋膰. Wszystkie.

- Na pewno? - Tak

Mam wszystkie. 12 sztuk wystarczy?

Dobrze.

Pan zaczeka. Ju偶 nied艂ugo.

Panie dow贸dco, ma pan fajk臋?

Tak jest.

Tak.

Daj mu.

Niech pa艅scy ludzie zabezpiecz膮 teren.

Nikogo nie wpuszcza膰. Dosz艂o do zab贸jstwa.

Rozejrzyjcie si臋 tutaj.

Zab贸jstwo. 12 trup贸w.

Do roboty.

Dzie艅 dobry. Mamy zab贸jstwo.

Tam i tam.

Rozejrzyjcie si臋.

Zab贸jstwo. 12 trup贸w.

Tutaj, tam i tam.

- Popracujemy troch臋. - Jasne.

- Co? - Tam te偶 co艣 znale藕li艣my.

- Znamy to偶samo艣膰 ofiar? - Nie ma 偶adnych dokument贸w.

- 艁uski po nabojach? - Technicy szukaj膮.

Pracujemy zgodnie z planem. Zaraz zaczynamy kr臋ci膰.

Dobra.

Jedziemy.

Na m贸j znak.

Dzi艣 w nocy dosz艂o do strasznej zbrodni

na planie filmu o codziennym 偶yciu mieszka艅c贸w Donbasu.

- Co pani widzia艂a? - Co mog臋 powiedzie膰?

W nocy nic nie s艂ysza艂am. Ani krzyk贸w, ani strza艂贸w,

ani wybuch贸w. Nic takiego.

Rano wysz艂am wynie艣膰 艣mieci.

Zobaczy艂am to wszystko. To by艂o przera偶aj膮ce.

Przepraszam, nie mog臋 o tym m贸wi膰.

- Nakr臋ci艂e艣? - Zr贸bmy jeszcze szeroki plan.

Mo偶e to powt贸rzymy?

Spr贸bujmy jeszcze raz.

Prosz臋 stan膮膰 jeszcze raz.

Powt贸rzymy to.

Prosz臋. Co pani widzia艂a?

W nocy nic nie s艂ysza艂am. Ani krzyk贸w, ani strza艂贸w,

ani wybuch贸w. Nic takiego.

Rano wysz艂am wynie艣膰 艣mieci.

I zobaczy艂am to wszystko.

Mieli nocne zdj臋cia. Tacy sympatyczni ludzie.

A teraz nie 偶yj膮. Nic z tego nie rozumiem.

M贸j Bo偶e! Takie anio艂ki!

Wszyscy zabici. Przepraszam.

Stop. Mamy to.

Wersja polska: Platforma no+ Tekst. Hanna Osuch

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.