All language subtitles for Loving Vincent 2017 1080p WEB-DL x264 DD 5.1-M2Tv

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu Download
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Film, który za chwilę obejrzysz, został‚ w całości ręcznie namalowany przez zespół‚ ponad 100 malarzy.

W niedzielę 27 czerwca, 37 letni Van Gogh - holenderski malarz, podczas pobytu w Auveres,

postrzelił się z rewolweru na łące, po czym ranny wrócił do pokoju,

gdzie 2 dni później zmarł.

Mogą mówić za nas jedynie nasze obrazy.

Z uściskiem dłoni,

Twój Vincent.

Ten zawsze szuka kłopotów.

To za mojego ojca.

Koniec przedstawienia.

Co się tu dzieje?

Ach, sir…

Czy to z młodym Armandem się pobiłeś?

Tak, sir.

O co?

O tego szalonego rudzielca.

- O tego malarza, którego Pan znał. - Doprawdy?

Upuścił to, sir.

Wezmę ze sobą.

Spocznij żołnierzu.

Z tego co widzę, znowu rozrabiasz.

- Upuściłeś list na dworze. - Nie należy do mnie!

Tylko do Vincenta.

Adresowany do Theo van Gogha. Czy to nie brat Vincenta?

Zgadza się. Vincent o nim zapomniał.

Pani Ginoux, właścicielka jego mieszkania, znalazła to podczas porządków.

Więc wręczyła go memu ojcu, a ten kazał go doręczyć.

Gdyby mnie to interesowało.

Jestem kowalem, a nie listonoszem.

Nie próżnujesz, prawda?

On już tego nie potrzebuje, czyż nie?

Nie rozumiem po co mam doręczyć list od trupa.

Twój ojciec chce w ten sposób pokazać szacunek.

W jakim celu? Czy ten Nikt zrobił cokolwiek dla nas?

Sprawił, że moją rodzinę znienawidzono

kiedy ojczulek nie podpisał petycji.

- O wypędzeniu go z miasta… - Ja podpisałam!

I dobrze, ten facet był pomylony.

Wcale, że nie. Był intrygującym człowiekiem.

Sprawy przybrały dziwny obrót, kiedy jego przyjaciel Gauguin się zjawił.

Vincent był podekscytowany tym, że jego Żółty Dom zostanie schronieniem dla malarzy.

A Gauguin będzie mistrzem.

Gdzie jest krzesło?

Idealne…

Ale tylko kiedy się pojawił,

przyjaciele szybko stali się wrogami.

Nie… Nie!

Nie możesz odejść.

Nie możesz odejść!

Uspokój się, Vincent.

Witaj, Vincencie.

Przyniosłem ci prezent.

Pobiłeś się z kimś?

- Zaopiekuj się tym. - Kochane.

Intrygujący człowiek…

Nie tak go zapamiętałem.

Ten wariat odciął sobie ucho.

Twój ojciec go wyrzuci, prawda?

Nie, pomoże mu.

Ciągnie swój do swojego.

No dalej! Powiedz to jeszcze raz!

Dobry wieczór panowie, widzieliście mojego syna?

Ach, pan Roulin! Tak, jest w środku.

Powinien siedzieć w pociągu w drodze do Paryża.

Nie wygląda jakby się gdzieś wybierał.

To się okaże.

Oj, chyba ma kłopoty.

Przyciąga je jak magnes.

Dobrej nocy, Joseph.

Czemu nie możesz po prostu nadać na poczcie?

Próbowałem. Zwrócono go, bo jest "niedoręczalny".

Jeżeli ze swoimi wejściami na poczcie nie jesteś w stanie,

to skąd pomysł, że ja dam radę?

Podejmij działanie, synu!

Pan Theo van Gogh to ważna osobistość,

popytaj się.

Co mu powiem jak go odnajdę?

Zgodnie ze zwyczajem "Przykro mi z powodu pańskiej straty".

Postawmy cię na nogi.

Nie mogę iść, jest za późno.

Przekaż szczere kondolencje ode mnie, matki i brata.

Nie zapomnij o małej Marcelle,

też była jego przyjaciółką.

Miała 10 miesięcy.

Dzieci są jak zwierzęta.

Ujrzą w człowieku dobre serce.

Z pewnością.

Są mniej kapryśne niżeli dorośli.

Popatrz tylko na Ginoux.

Przyjmowała pieniądze Vincenta z uśmiechem na ustach,

a potem podpisała petycję, potępiając go.

Hej…

Zważ, że Ginoux trzymała list przez dwa lata.

Nie chcę, żeby pan Theo pomyślał, że siedzieliśmy bezczynnie.

Przekaż mu, że Ginoux nie kwapiła się z wręczeniem mi listu,

dopóki nie usłyszała o śmierci Vincenta.

Zabił się.

Czemu tak ciężko ci w to uwierzyć?

Sam widziałeś, co się stało.

Przeżywał załamanie, to się zdarza.

Słabym.

Pożyj dłużej,

a przekonasz się,

że życie może zniszczyć nawet najsilniejszych.

Po incydencie z uchem, nie otrzymał drugiej szansy.

Nawet dzieciaki go prześladowały.

Wynoś się stąd!

Dawajcie, ściągnijmy mu kapelusz!

Wynocha!

Jesteśmy królami!

Był słaby.

Dzieci wpędziły go do domu wariatów.

Tak jak sąsiedzi,

a także policja,

oraz burmistrz i całe miasteczko.

Przeciw choremu człowiekowi.

Zgłosił się nawet do Saint Rémy, by wydobrzeć. I tak się stało.

Został wypisany jako zdrowy.

Co nie znaczy, że pozostał zdrowy, prawda?

"Czuję się całkowicie spokojnie i w normalnym stanie."

Tak właśnie napisał.

6 tygodni przed śmiercią.

Jak to możliwe, by człowiek ze stanu "całkowitego spokoju",

przeszedł do stanu "całkowicie samodestrukcyjnego" wciągu 6 tygodni.

To przykre.

Rozumiem.

Ale co zmieni ten list?

Byli sobie bliscy.

Vincent codziennie korespondował z bratem.

Wiem, bo do mnie trafiały te listy.

Gdybym to był ja,

chciałbym tego.

Gdybyś to, broń Boże, ty umarł i zostawił list, zrobiłbym wszystko by go przeczytać.

Nie chciałbyś tego,

na moim miejscu?

Wariat!

Doszły mnie słuchy, że zaopatrywałeś Vincenta w farby.

Więc pewnie znasz i Theo.

Musimy się czegoś napić.

To brandy, rozgość się.

Nie zastałem go pod tym adresem.

Facet powiedział, że ty będziesz wiedział.

Obawiam się, że nie będziesz w stanie doręczyć listu Theo van Goghowi.

Rozumiem. Więc…

Jak?

"Dwa serca,

jeden umysł".

Tak Vincent mawiał.

Być może w tym sęk.

Ponieważ po śmierci Vincenta,

Theo zamknął się w sobie.

Jak mogę ci pomóc, kochanie?

Był osłabiony jeszcze przed tragedią, ale…

śmierć Vincenta kompletnie go zniszczyła.

Spędził z nim ostatnie chwile swojego życia,

ale Vincent wolał poświęcić ten czas na rozmowę o życiu,

niż o śmierci.

Nie zostawił żadnego listu pożegnalnego.

Pozostaje to tajemnicą.

Theo wciąż dopytywał się "dlaczego?".

6 miesięcy po pogrzebie Vincenta,

Theo również zasnął na wieki.

Wow, obaj.

Zatem, jak umarł Vincent?

Postrzelił się,

na Auverskich polanach.

Obok sztalugi, robiąc to co kocha aż do końca

- Wiesz dlaczego? - Nie.

Theo sądził, że jego problemy zaczęły się już w dzieciństwie.

Dokładał starań by dopasować się do rodziny.

Ale nigdy nie odniósł sukcesu.

Vincent opowiadał mi,

że był najstarszym dzieckiem, ale nie pierworodnym.

Był inny Vincent, nienarodzony starszy brat.

Sądził, że tamten chłopiec był idealnym Vincentem.

Nigdy nie dorównał mu w oczach matki.

Walczył, by stać się tym kim oczekiwano.

Pracował w galerii handlowej wujka,

ale przynosił hańbę.

Spróbował swoich sił w zawodzie ojca, w kościele…

Ale egzaminy na pastora okazały się zbyt trudne.

Więc zaczął parać się jako kaznodzieja,

nie nadawał się nawet do tego.

Kolejny ślepy zaułek.

Ale Theo powtarzał, że wierzy w niego.

Jeśli tylko Vincent zacznie walczyć o swoje,

to on stanie ramię w ramię.

Tak się zaczęło…

Vincent chwycił za pędzel po raz pierwszy dopiero w wieku 28 lat.

Ze wsparciem Theo,

nic go nie powstrzymało.

Co stało się potem?

Paryż się stał.

Oczywiście, że tu przyjechał.

Jak oni wszyscy.

Każdy tu zawitał.

Monet. Toulouse. Signac. Bernard. Manet.

Każdy. Bo jeżeli sztuka tętni, to tylko tutaj!

A gdzie kupują ich obrazy? Rzecz jasna u Ojca Tanguy'a!

Kelner!

Na zdrowie!

Zatrzymamy to. Dziękuję.

Spójrzcie no, ciągle szkicuje!

Co to ma być? Nie bądź samolubny.

- Gdzie jest góra? - Dorośnij, Henry.

To tylko minutka dla niego, później się napijesz.

Zapomniałem, nie możesz.

Paryż to stacja końcowa dla wielu artystów, lecz nie dla niego.

Jedynie przystanek, gdzie nauczył się podstaw.

Potem ruszył we własną stronę.

Nie, wcale nie!

Po 2 latach, spotkałem go tylko raz.

Był spokojniejszy.

Dziękuję, Pere.

Pewniejszy siebie.

Uważaj na siebie!

Pomyślałem,

Jego opowieść jest skazana na dobre zakończenie.

Wschodząca gwiazda.

Zwycięska rewolucja.

Więc, wyobraź sobie jak dla mnie szokującym

wydarzeniem było stanie nad trumną Vincenta 6 tygodni później.

Takie przykre.

Dla wielu umarł jako męczennik sztuki.

- Dla mnie wydaje się to dziwne. - Dlaczego?

W ciągu 8 lat,

z amatora stał się znanym artystą.

Niesamowite.

Monet uznał go za święcącą gwiazdę Stowarzyszenia Niezależnych Artystów.

Został całkowicie wyleczony, zdaniem jego doktora…

Doktora…

Gacheta.

Zajmował się przypadkiem Vincenta w Auvers.

Spotkałem go na pogrzebie.

Zjawiło się kilku artystów z Paryża.

Oraz on.

Pomyślałbyś, że to brat Vincenta.

Wygłosił przemowę,

zalewając się łzami.

Niecałą godzinę później, ściągał najwspanialsze dzieła Vincenta jakby należały do niego.

I należały.

Jego honorarium za opiekę nad Vincentem.

Dziwne wydaje się to, że doktor zaskarbił zaufanie Theo.

Rzekomo wciąż jest bliskim przyjacielem rodziny van Goghów.

Jego powinieneś zapytać,

dlaczego Vincent tak postąpił.

To wola mojego ojca.

Ja pragnę jedynie dostarczyć list.

W Paryżu spacerują już tylko duchy van Goghów.

Obawiam się, że…

Będziesz musiał oddać list ojcu.

Wraz z moim kondolencjami.

Drogi ojcze,

wygląda na to, że moja podróż trwa dalej.

Muszę odnaleźć innego odbiorcę,

odkąd niestety Theo nie żyje.

Jest jeszcze ten doktor.

Któremu, jak sądzę, mogę zaufać z powierzeniem listu.

Zatem ruszam do Auvers.

Wytłumacz to mojemu szefowi.

Dzień dobry pani.

Słucham?

Przyszedłem do dr Gacheta.

Doprawdy? Umówił się pan na wizytę?

Nie. Ale mam list od Vincenta van Gogha.

Przyjaciela mojego ojca z Arles.

Nie słyszałeś?

Wiesz, że on odszedł?

- Tak. - Doktor przebywa w Paryżu. Wróci dopiero jutro.

Dopilnuję, by doktor otrzymał list.

Wolałbym dostarczyć osobiście.

Chcę zadać kilka pytań na temat Vincenta.

Sama ci o nim opowiem.

Był wcielonym złem.

To opinia lekarska?

Od razu poznałam, że będą z nim same kłopoty.

Miał takie…

- Witam. - Dzień dobry.

Zimne oczy.

Było w nich coś szalonego.

Coś, w co nie odważysz się spojrzeć.

Od tamtej pory nic nie było już takie same.

Zawiadomię cię, kiedy będziesz mógł zobaczyć się z lekarzem.

Gdzie się zatrzymałeś?

A gdzie mieszkał Vincent?

W gospodzie Ravoux.

Tam mnie znajdziesz.

Nie chcesz tam zostać.

Straszna rudera.

Doktor zapewnił mu lepsze warunki.

Ale widoczniej ta rudera bardziej mu pasowała.

Mimo wszystko, tam mnie znajdziesz.

Chce pan rozdrapywać stare rany?

W tym domu już wystarczająco się za tym wariatem napłakano.

Mogę w czymś pomóc?

Poszukuję właściciela.

Właśnie z nim rozmawiasz.

Jesteś… właścicielką?

W zasadzie to rodzice, ale są w odwiedzinach u ciotki.

Przejęłam ich obowiązki na dwa dni.

Wytworna suknia.

W sam raz dla właścicielki.

Kiedy ojciec jest w pobliżu, rzadko ją zakładam.

Powierza mi wiele spraw.

Znam to uczucie.

Napijesz się czegoś?

Ciepłej kawy nie odmówię.

Co cię sprowadza do Auvers?

Przyjaciel mego ojca - Vincent van Gogh.

Dopiero teraz odkryliśmy, że się zabił.

Mieszkał tu.

Wiem.

Była pani przy tym?

Przerażające.

Obsługiwałam dwóch gości podczas obiadu, koło 7.

A jego nie było.

Zjawił się później.

Coś z nim było nie tak.

Panie Vincencie! Wszystko w porządku?

Ojciec za nim pobiegł.

Co się stało?!

Dobrze się czujesz?

Boże!

Coś ty narobił?!

Próbowałem się zabić…

Wezwano doktora Gacheta.

Nie zamienił ani słowa z Vincentem.

Jedynie wpatrywali się w siebie.

Niczym dwa rozwścieczone wilki.

A Vincent leżał ranny na łóżku,

z kulą w brzuchu, wrzeszcząc z bólu, prosząc by ktokolwiek ją wyciągnął.

Dr Gachet, dawny lekarz wojskowy, powinien wiedzieć jak wyciągnąć kulę.

Nic nie zrobił.

Stwierdził fatalny przypadek i wyszedł.

Następnego ranka,

plotki o Vincencie rozeszły się po mieście.

O ósmej żandarm Rigaudon zapukał do drzwi.

Co pan wyprawia?!

Zostaw człowieka w spokoju. Widzisz, że jest w złym stanie.

Wykonuję swoje obowiązki, panie Ravoux.

Gdzie jest broń?

Nie mam pojęcia…

Nie ma pojęcia…

Ojciec go odprawił.

Stwierdził, że Rigaudon to ostatnia osoba jaką powinien widzieć przed śmiercią.

Pan Theo dotarł po południu.

Wpadł do środka, wykrzykując "Co tu się stało?!".

Najgorsze w tym wszystkim było to,

że nikt nie wiedział.

Później…

wszystko się uspokoiło i unormowało.

Pomyślałam, że wszystko wróci do normy.

Gdybym tylko był jednym z nich…

Ale nadeszła noc.

Gorączka rosła, stawał się co raz słabszy.

Około godziny w pół do drugiej,

Theo zszedł na dół.

Wiedzieliśmy, że to koniec.

Vincent umarł.

Jak myślisz, co się wydarzyło?

Spodziewałaś się?

Był szczęśliwszy.

Szczerze tak sądziłam.

Wiesz, że dr Gachet chciał go stąd wymeldować?

Lecz nie…

Spodobało mu się tu.

Nie! Nie rób tak. Zniszczysz sukienkę!

Pobrudzisz się.

- Witam. - Chcesz pokój?

To zależy od ceny.

Ile kosztuje?

To zależy od pokoju.

Zagraniczniak.

E tam, zagraniczniak.

Polubił nas.

A my jego.

Był miłym, cichym człowiekiem.

Z pewnością.

Nie przepadałeś za nim?

- Nie w tym… Może i robił niecodzienne rzeczy w trakcie malowania, ale..

Poza tym był zupełnie normalny.

Jak niecodzienne?

Pierwszego dnia, pamiętam jak dziś, była podobna pogoda.

Ogromny oberwanie chmury.

Każdy szukał schronienia, wtedy zobaczyłam go.

Stał w ulewie, ubrany w garnitur.

Pomyślałam, może to emocje związane z pierwszym dniem, ale…

Nie. Zawsze taki był.

Ciągle malował, nieważne, czy dzień, czy noc. Nie zważywszy na pogodę.

Chodzą słuchy, że doktor był mu bliski.

Dr Gachet?

Nie nazwałabym tego tak.

Raczej neutralny.

Ale z bratem zdecydowanie tak.

Sądząc, bo ilości listów.

Wiem. Mój ojciec pracuje jako listonosz.

Oh, zatem sam wiesz.

Kiedy on sypiał?

Całymi dniami malował i pisał wyczerpujące listy.

Czytał te opasłe tomiska.

Można by rzec, że miał wszystko poukładane.

- Vincent? - Tak.

Wystarczyło go obserwować.

Malował od 8 do 17./

Niemalże, jakby chodził do normalnej pracy.

Szwędał się wszędzie.

Chaponval.

Łąki. Lasy.

Nad rzeką.

Uwielbiał rzekę.

Pogadaj z rybakiem. Sam ci powie.

Miłej podróży, drogie panie.

Armand Roulin.

Przyjaciel Vincenta van Gogha.

Zaszczyt.

Doszły mnie słuchy, że często zaglądał nad rzekę.

Vincent? Jasne.

Kręcił się tutaj.

Nawet przed świtem.

By wyłapać wyjątkowe światło.

Nie wiele wiem o wyłapywaniu światła.

Ale wiem jedno - oczy mają co nieco do wyłapania. Wiesz, co mam na myśli.

Dobrze wiedzieć.

Za wiele to nie mówił.

Głównie przesiadywał i obserwował.

Czasami malował.

Jednego razu,

byliśmy sami. Ja - łowiłem, on malował.

Sielankowo nie było, bo wydawał odgłosy jak malował.

Sapał jak silnik parowy.

I nagle…

Zapadła cisza.

Zdawał się być szczęśliwy, że ta paskudna wrona podleciała.

Nie dbał o to, że zajada się jego lunchem.

I wtedy doszło do mnie,

jak bardzo musi czuć się samotnie,

że nawet złodziejska wrona polepszyła mu dzień.

Pod koniec lata, zadawał się z bogatymi dzieciakami,

które wyprawiały imprezy nad brzegiem.

Zawsze bawili się w towarzystwie dziewczyn.

Rozpuszczonych, wiesz o co chodzi.

Tak, możemy zarobić kupę kasy.

Vincent zdawał się być onieśmielony.

Nie przebywał często z kobietami.

Tak sądzisz?

Przechadzał się tutaj z córką Gacheta.

Spotkałem ją.

Piękna. Niczym porcelanowa lalka.

Tak, to ona.

Naprawdę spokojne chwile.

Pracowałem tu jeszcze zanim Gachet się sprowadził.

Nie potrafiłem zamienić z nią słowa.

Natomiast, z Vincentem…

gawędziła w taki sposób.

Wiesz…

Jakby rozmowa była najbardziej fascynującą rzeczą na świecie.

Bóg jeden wie, co w nim widziała.

Był dwa razy starszy od niej.

Ale obok niej, wyglądał jak dzieciak.

Myślisz, że zaszło coś między nimi?

Mówił, że tylko maluje.

Ale wypożyczali łódkę, jak inne pary.

Powiem ci jedno…

Vincent nie wyglądał jakby mu coś dolegało.

Przychodził tu z dziewczyną z poza jego ligi…

Potem dowiaduje się, że popełnił samobójstwo.

Z nią powinieneś pogadać.

Nie sądzę, by gosposia była temu przychylna.

Ach, ona.

Spędza całe popołudnie w kościele.

Trzyma wszystkich z daleka.

Mnie z pewnością.

Musisz być spragniony.

- Na koszt firmy. - Miło z twojej strony.

Co na to ojciec?

Póki co go tu nie ma.

Wiesz co…

Skosztuję dopiero jak się ze mną napijesz.

Dzień dobry, ludziska!

Zastanawiałem się…

Czy Vincent i Margaret byli przyjaciółmi?

Według rybaka - owszem.

To by wyjaśniało, dlaczego codziennie zanosi kwiaty na jego grób.

Oraz kłótnie między nim a doktorem.

O co chodzi?

Widziano jak Vincent wychodził od doktora, trzaskając tak mocno drzwiami,

że o mało nie wyleciały z zawiasów.

Gosposia, kręciła się po okolicy

i powiadała, jak to dr Gachet zakazał mu widywać się z córką.

Dr Gachet jest strasznie nadopiekuńczy wobec córki.

Nie chciał, by…

Gdzie idziesz?

Do kościoła.

Szczęść Boże.

Cieszę się, że wierzysz w Boga.

Nie tak jak twój przyjaciel.

Raczej mojego ojca.

Zdajesz sobie sprawę, że Vincent popełnił najcięższy grzech w niedzielę?

To nie wszystko.

Widziałam go tego dnia,

w drodze do kościoła,

Żartował sobie z tymi chłopcami,

popijali wino wyśmiewając Boga!

Wiedząc, co uczyni w boży dzień.

Doktor przez niego cierpiał.

Zaopiekował się nim jak bratem, jak królem, jakby był opiekunem i gościem.

Jego brat mógłby ubrać się elegancko,

ale przy stole wyglądał jak miałby szlag go trawić

Strach bił mu z oczu.

Po jednym spojrzeniu.

Najwspanialszy artysta we własnej postaci.

Skomlał.

Żarł nasze jedzenie.

Wszędzie syfił.

Cóż,

nie każmy Panu czekać.

Zastanawiałam się, kiedy wrócisz.

Namalował cię, prawda?

Więc, co tu robisz?

Gdzie indziej miałbym być?

Nie wiem. Niech pomyślę.

W podróży dookoła świata?

W pościgu za złodziejami?

- Podrywałbyś ładne panienki? - Chcę coś zrobić dla Vincenta.

Z pewnością wiele możesz dla niego zrobić.

Szczególnie, gdy nie żyje.

Słyszałem, że zanosisz codziennie kwiaty na jego grób.

Robisz coś dla Vincenta.

Nawet gdy nie żyje.

Oh, to.

Z szacunku.

Był wspaniałym malarzem.

Lubił kwiaty.

Prawda.

Miło z twojej strony.

Musiałaś być…

Przyjacielska.

Nie powiedziałabym.

Przebywał tu ze względu na ojca.

Był jego lekarzem.

Zostali przyjaciółmi.

Zadziwiające.

Obaj malowali.

Podziwiali tych samych malarzy.

Rozumieli się.

Kiedy ojciec zaprosił brata Vincenta z rodziną na obiad,

Vincent zażartował, że ojciec jest ich trzecim bratem.

Na zdrowie!

Zatem byliście jedną, wielką rodziną.

Czasami tu malował.

Traktował to jako część leczenia, zgodnie z zaleceniami ojca.

Nie byliśmy blisko.

Nad rzeką też się nie byliście blisko?

Rzeką?

Rybak wspomniał, że wypożyczaliście łódkę.

Wygląda, że znaliście się całkiem dobrze.

Ludzie w tej wiosce słyszą i widzą co chcą.

Zapewne była to inna dziewczyna.

Już mówiłam, że ledwie go znałam.

Przebywał tu ze względu na ojca.

Mieli podobne poglądy.

Zgadzali się we wszystkim.

Ze wszystkim? Doprawdy?

Córka Ravoux wspomniała, że Vincent i Gachet się pokłócili.

Rety, zostałeś wprowadzony w błąd.

Mam gdzieś wiejskie ploteczki.

Mówiła, że ludzie widzieli jak Vincent wybiega,

niedługo przed śmiercią.

A twój ojciec ruszył za nim.

I co?

Uważasz, że pomiędzy nimi doszło do kłótni i dlatego Vincent nie żyje.

Uważasz, że to wina mojego ojca?

Nie ja to powiedziałem.

Lepiej będzie jak już pójdziesz.

Miłego dnia.

Już 9?

Niezbyt.

- Jak się czuje twój ojciec? - Dobrze.

Podać coś jeszcze?

- Nie, dziękujemy. - Dobrze.

Nie masz czasu zamienić ze mną słowa?

Zastanawiałabym się gdzie tym razem pójdziesz.

Zabawne…

Właściwie to podsunęłaś mi pomysł.

Ściślej mówiąc - spotkanie z Marguerite Gachet.

Oh, czyli do niej tak popędziłeś.

I jak ci poszło?

Zaprzeczyła temu, że znała Vincenta.

Ledwo co o nim wspomniałem.

Mówiłam, że słowa Gachetów są nic nie warte.

Pamiętam, jak Vincent się wprowadził.

Ludzie pytali się czy jest spokrewniony z Gachetami.

Może i byli podobni na zewnątrz.

Te same rude włosy.

To samo smutne spojrzenie w oczach.

Nigdy nie widziałem coś tak podobnego.

Ale w środku, byli jak niebo a ziemia.

Vincent nie był takim snobem jak Gachet.

Za to uprzejmy i miły.

Witaj, Germaine.

Proszę.

Co dziś narysujemy?

Śpiewające kurczaczki i świnki.

Niech będzie. Kurczaczki.

Chudziutkie nóżki.

Jak twoje.

- Dorysuj kucyk. - Germaine, co ty wyprawiasz?

Nie przeszkadza mi.

Złaź. Wracaj do łóżka.

- Nie przeszkadza mi. - Wiem, wiem.

Marguerite mówiła, że brat tu zaglądał.

Spotkałaś go?

Nie.

Ale wiem, że odpowiadał na zaproszenia Gachetów.

Vincent mówił, że zawsze mogą tu przyjeżdżać.

Zawsze sprawdzał, czy mamy wolne pokoje.

Ale nigdy się nie zjawili.

A Vincent ich odwiedzał?

- Kiedykolwiek? - Nie. Wiesz…

Spędzał długie godziny pisząc listy do brata,

a mógł po prostu wsiąść w pociąg. Raz pojechał.

Powiedział, że dziecko było chore.

Chyba odwiedziny się nie udały.

Czemu?

Serwetki.

Stwierdził, że płótna są zbyt drogie.

Więcej.

I że od teraz maluje na starych szmatach.

Namalował całkiem ładne kwiaty.

Ale ojciec nie był zadowolony.

Co brat ma wspólnego z serwetkami?

Zdaje się, że posprzeczali się o pieniądze.

Ponieważ,

brat Vincenta zasponsorował mu wszystkie przybory.

Wiem o tym z ostatniego listu jaki Vincent wysłał.

Adeline, poczekaj.

Jeszcze zanim się zabił.

Kiedy go wręczył, powiedział, że to pilne.

Spytałam, czy wszystko w porządku.

Odpowiedział, że skończyły mu się farby i złożył duże zamówienie.

Miał w planach dużo obrazów.

Nie wydaje ci się dziwne,

że złożyłby zamówienie u brata gdyby pieniądze nie były problemem.

A dzień później zabił się?

Zależy jak bardzo zrównoważony był.

Zdawało, że nic mu nie dolega…

To znaczy, coś nagle musiało stać się.

I wyprowadziło go z równowagi.

- Tylko co? - Nie wiem dokładnie.

Musi to mieć związek z Gachetami.

Pamiętasz jak opowiadałam o pierwszym dniu?

To list z wtedy.

Nie wolno czytać czyjejś korespondencji.

Już otwartą - owszem.

Ojciec wysłał mi trochę pieniędzy.

Dam ci pokój, rozgościsz się zanim dostanę pieniądze.

Miło z twojej strony.

Tu mieszkał?

I odszedł.

"Najdrożsi Theo i Jo,"

"to naprawdę wspaniałe miejsce."

"Mam poczucie, że po raz pierwszy widzę lepiej północ niżeli południe mej podróży."

"Maluję obrazy."

"Mam nadzieję, że zredukuje to koszt mojego pobytu."

"Doktor Gachet jest ekscentryczny."

"Nie wiem skąd pomysł, że mi pomoże."

"Skoro sam potrzebuje pomocy."

"Jednakże wciąż uważam, że…"

"ciąży na mnie melodia z południa."

"Powrót do tego miejsca będzie wystarczający, by ją zapomnieć."

"Rzecz w tym,"

"że dnie zdają się być jak…"

"Być jak…"

"Być jak tygodnie…"

"Dnie zdają się być jak tygodnie."

"Ucieszyłbym się, gdybyś od czasu do czasu zajrzał tu z rodziną."

"Z mocnym uściskiem dłoni,"

"twój Vincent."

Co do k…

Ej, poczekaj!

Wracaj!

"Drogi ojcze,"

"wciąż czekam na spotkanie z doktorem."

"Mógłbym po prostu wręczyć list gosposi bądź córce…"

"Ale coś się wydarzyło w tym domu z Vincentem."

"Czuję to."

"Zapytam się o to doktora."

"Postanowiłem odtworzyć drogę Vincenta z tego dnia, niosąc sztalugę."

"Powiedziano mi,"

"że coś nie pasuje."

"Mnie również przydarzyły się dziwne rzeczy."

"Nie obawiaj się, nic czemu nie podołam."

"Ludzie są roztrzęsieni związku z Vincentem, z całym zajściem."

"Każdy mówi co innego."

"Tanguy, ten od sprzętu, twierdzi, że się postrzelił na polanie."

"Tak samo uważa dziewczyna z gospody."

"Musiałby by śmiertelnie ranny przejść długą drogę."

"Zastanawiam się, czy na pewno chciał się zabić."

"Czemu nie podniósł broni i nie dokończył dzieła?"

"Czyżby zmienił zdanie…"

"i chciał żyć mimo wszystko?"

Przecież cię widzę!

To ciebie spotkałem w nocy!

Poczekaj!

Tylko nie to…

Mogę w czymś pomóc?

Jeśli wiesz gdzie znajdę tego zarośniętego pajaca.

Chętnie skręcę mu kark.

Brzmi jak mój bratanek.

Proszę mi wybaczyć, jest trochę przygłupi.

Nie zwracaj na niego uwagi, jest nieszkodliwy.

Śledził mnie.

Wczoraj i dziś.

To nie podobne do niego.

Zrobiłeś coś mu?

Nie, dostarczam tylko list w imieniu przyjaciela.

Vincenta van Gogha.

Oh, ten malarz? Obcokrajowiec z rudymi włosami.

Zgadza się. To on.

Więc o to chodzi.

Jak to?

- Cydru? - Chętnie.

Pomaga zgasić pragnienie.

W dniu, kiedy nasz kolega malarz został ranny,

Usłyszeliśmy strzał dochodzący ze stodoły.

I teraz mój bratanek myśli, że jest nawiedzona.

Ale przecież Vincent postrzelił się na łące.

Ludzie tak powiadają…

Jednakże, nie znam nikogo, kto by go tam widział.

Policja przeszukała jego rzeczy i nie znalazła nic podejrzanego.

Ani śladu broni, ani przyborów malarskich czy samych obrazów.

Kto by zabrał takie rzeczy.

Czyli twierdzisz, że tutaj się postrzelił.

W tej stodole?

Nic nie twierdzę.

Usłyszeliśmy jedynie wystrzał.

Czemu nie poszedłeś sprawdzić?

Ach, to mogło być wszystko.

Dzieciaki strzelające do szczurów.

Ale następnego dnia, jak usłyszałem o zajściu,

poszedłem sprawdzić.

- Nic nie znalazłem. - Jakim cudem, skoro tu się postrzelił?

Oto pytanie.

Nie był w stanie samemu wynieść,

to czemu ktoś go wyręczył?

Dzień dobry, panie Roulin.

Jak miło, że oszczędziłeś mi podróży do…

"tego" miejsca. Doktor kazał przekazać,

że możesz się jutro z rana spotkać.

- Może pan przyjść o każdej porze. - Dziękuję, tak się zastanawiałem…

Jak pani opowiedziała o śmiejącym się Vincencie.

Popijającym z tymi dzieciakami w dniu śmierci.

Gdzie to było?

Tutaj. Dokładnie w tym miejscu.

Bazgrał, z resztą jak zawsze.

Zatem, miał już przy sobie broń.

Tak mi się zdaje.

Zapewne trzymał ją wśród obrazów.

Nie pokazałby jej na widoku, prawda?

Jak Pani myśli, skąd ją wziął?

Córka Ravoux rzekła, że Gachet należał do wojska.

Jak mniemam, posiadał broń.

Uważa Pani, że mógłby ją zabrać z waszego domu?

Nie, chyba że odłożył ją z powrotem.

Doktor ma broń schowaną w pracowni.

Sprzątam tam codziennie w południe i nie zauważyłam jej braku.

Zresztą, każdy wie że to była stara broń Ravoux.

Schowana pod ladą.

Malutki pistolet, który zniknął.

Do zobaczenia.

Wcześnie wyszedłeś.

Długi dzień.

Męczącej pracy.

Jak mniemam, gasiłeś pragnienie.

Miałem okazję wspomnieć o chłopakach, z którymi zadawał się Vincent?

Chodzi o Secrétana. Nie znajdziesz ich tu, wyjechali do Paryża.

Często sobie żartowali z Vincetem, szczególnie René.

Czasami posuwał się za daleko.

Biedny Vincent. O mało nie zemdlał.

René postawił mu drinka w ramach przeprosin.

Taki był.

Prosił o stolik, stawiał ludziom drinki.

Powiedziano mi również, że Vincent zabrał od was broń.

Co takiego?

Kto tak powiedział?

Nawet nie mamy broni.

Gosposia Gacheta uważa inaczej.

Nie…

Kiedyś ojciec posiadał broń.

Ale stwierdził, że jest bezużyteczna i ją sprzedaliśmy.

Przed postrzeleniem?

Tak.

Nie mieliśmy jej wtedy.

Nie waż się rozpuszczać tych plotek.

Przyszło do ciebie.

Straciłeś pracę.

Zatem jesteś niewypłacalny.

Poproszę jeden pokój z widokiem na ognisko.

Ciężki dzień?

Córka Ravoux pozbawiła mnie dachu nad głową.

Częstuj się.

Rozgrzeje cię.

Coś innego.

Według własnego przepisu.

Dlaczego cię wyrzuciła?

Bo zarzuciłem jej, że Vincent zabrał od nich broń.

Oh, nie.

Ravoux sprzedał ją René.

Każdy o tym słyszał.

Potrzebował jej do tego głupiego przebrania kowboja.

Latał w nim, wymachując bronią przed twarzami. Udawał, że jest na Dzikim Zachodzie.

Nieźli klienci, ale…

złe dusze.

Szczególnie młodsi.

Vincent zachowywał się jak dżentelmen względem dziewcząt.

A René wpadał i mówił

"Dziewczęta nie marnujcie na niego czasu, kiedyś sobie odetnie fiuta tak jak ucho"

Chodźmy,

są moje.

Gaston, dawaj.

Przywaliłbym mu, na jego miejscu.

Czemu nic nie zdziałałeś?

Nie moja sprawa.

Nie moja walka.

Dlaczego tego nie zmieniłeś?

Gdybym mówił co ślina na język przyniesie, zostałbym bez klientów.

Co ty wyprawiasz?

Mogłem się napić.

Mogłeś też powiedzieć tym dzieciakom.

Gdzie miałeś oczy, jak go prześladowali.

Już ci mówiłem, Vincent sam tak wybrał.

Gdyby nie chciał, to by sobie odpuścił.

Może tak wybrał, bo René zawsze stawiał.

Albo czuł się samotny i wolał zadawać się z młodymi, którzy cieszyli się z życia.

Nie chciałem się wtrącać.

Wystarczy już wrażeń.

Miło z twojej strony.

Odwróć się placami,

potraktuj mnie jak Vincenta.

A ty, co takiego dla niego zrobiłeś?

Nie przypominam sobie.

Taki wspaniały przyjaciel.

Nigdy tak nie twierdziłem.

- Proszę. - Dziękuję.

Co to za typ?

Za kogo on się uważa?

Pewnie cholerny cygan.

Ciota w fikuśnej marynarce.

Ciota.

Głowa w dole. Równe kółka.

Spójrzcie, kogo przywiało.

- Co? - Za tobą.

Kolejny debil.

Idzie.

O, ciota wstała.

Moja głowa.

Ja to zrobiłem?

Nie.

Za to ja ci przywaliłem.

Ja…

Nie pamiętam.

Chyba byłem pijany.

Chyba?

Jeśli wyrządziłem jakieś szkody…

Oto szkody - honor paru twardzieli, nic poza tym.

Ta.

Broniłeś honoru miejscowego kretyna.

Tak.

Robili sobie z niego żarty.

Zapłacili za to.

Niepotrzebnie na mnie naskoczyłeś,

jak przyszedłem was rozdzielić.

Proszę mi wybaczyć.

To ty wypytujesz się o tego holendra, który się postrzelił?

Zgadza się.

Przyjaźnił się z moim ojcem.

Zna Pan mojego ojca, jest listonoszem?

Dziwne towarzystwo jak dla kogoś tak szanowanego jak listonosz.

Nie bardzo.

Vincent wysłał więcej listów niż całe miasto razem.

Była to zawodowa znajomość.

Więc, czego tu szukasz?

Umówiłem się z dr Gachetem,

na rozmowę o Vincencie.

Podziwiałem go od początku.

Spokojnie. Wyliżesz się.

Rozejrzę się.

W poniedziałkowy poranek zawitałem do Auvers,

wtedy usłyszałem, że się postrzelił.

Wcale się nie zdziwiłem.

Jak się miewa pan Vincent?

Lepiej? Powiedział, to co chciałem wiedzieć.

Że targnął się na swoje życie.

Nikogo nie oskarżył.

Czarny kot oskarży innych o domniemaną zbrodnię.

Nie przeszkadzaj mu.

Przysparza mi problemów nawet po śmierci.

Doktor Mazery,

męczył mnie, bym zerknął na jego raporty.

Mimo tego, że miałem już od Gacheta.

Kim jest dr Mazery?

Doktorze Mazery?

Tak?

W życiu bym nie wysłał tych raportów,

To była sprawa Gacheta.

Ale potem przeczytałem, że pacjent zmarł dwa dni później we własnym pokoju.

Poczułem obowiązek. Do akt.

Zapytałem pacjenta, jak to się stało.

Odrzekł, że się postrzelił.

Ale to nie prawda.

Poznałem to po ranie.

Z reguły, ludzie strzelają sobie w łeb.

W skroń czy też w usta.

W przeciwnym wypadku - w serce.

Ale nigdy w brzuch!

Wzbudziło to moje podejrzenia.

Rana postrzałowa. Mogłaby być…

Pokażę ci. Wstawaj.

Podejdź. No patrz.

O tu. Cofnij.

A teraz się schyl.

No i patrz. Widzisz?

- Stąd. - Co?

Rozumiesz? Pod zbyt ostrym kątem.

- Jak to? - Musiałby wyciągnąć nogę.

Spróbuj sam.

Wyciągnij nogę.

Rozumiesz?

W takim razie, śledząc na trajektorię lotu,

kula z bliskiej odległości przeleciałaby na wylot.

Nie zawsze, w większości przypadków.

Cóż,

skoro nie przeszła.

Zatem broń musiała znajdować się dalej.

Stąd.

Widzisz?

Bo ja owszem.

Najpewniej został postrzelony.

Czyżby to bokser z prowincji?

Mam się bać?

Myślałem, że plotki cię nie obchodzą.

Bo nie.

Dlatego chciałam zatrudnić dla ciebie służbę.

Pewnie również słyszałaś, że miejscowy żandarm,

aresztował mnie na noc.

Toteż dlatego siedzisz tu i rozważasz nad swoją przyszłością.

Właściwie to nie.

Dumałem, nad tym, dlaczego mnie okłamałaś.

Ponoć nie masz nic do ukrycia.

Skąd pomysł, że jestem winna ci prawdy.

Może moje życie to nie twoja sprawa.

Nie pytałem o twoje życie.

Tylko o śmierć Vincenta.

Sądziłeś, że moje życie ma związek z śmiercią Vincenta.

Tak.

Nie…

Ale już tak nie sądzę.

Prawda jest taka,

że jestem nieistotna.

To nie było szczenięce zauroczenie.

Oh, nie.

Wiesz, że był geniuszem?

Nie.

Nie wiedziałem.

Cóż…

Ja wiedziałam.

Jeszcze nie dokończyłem.

W porządku. Do zobaczenia.

Dziękuję.

Tak samo jak ojciec.

Przez całe życie starał się zostać malarzem.

I wtedy ten prosty i niezdarny facet.

Bez właściwego wykształcenia,

który zaczął malować dopiero przed laty,

wtargnął do naszego życia.

Namalował w ciągu paru godzin,

to czego mój ojciec nie byłby wstanie w ciągu podwójnego życia.

Ojciec mógł zamykać się i naśladować go godzinami.

Ojciec oświadczył, że rozpraszałam Vincenta.

Zapytał mnie, czy na prawdę chcę być winna…

za odebranie światu wielkich dzieł.

Oczywiście, nie chciałam.

Więc zaczęłam…

Stawać się nieobecna.

W towarzystwie Vincenta.

Niedługo potem,

pokłóciliśmy się.

Strasznie.

Nie chodziło o mnie.

Ale…

Być może, moje wycofanie wszystko pogorszyło.

Następnego razu, ojciec widział go z kulą w brzuchu.

Zadowolony?

Możesz mnie obwinić.

- Ale nie ojca. - Nie jesteś niczemu winna.

Nie brałaś w tym udziału.

Został postrzelony przez bandę chłopaków.

Chłopak o imieniu René Secrétan.

Mówię poważnie.

Wyobrażam sobie.

René to skończony debil, ale z pewnością nie jest mordercą.

Skończony debil, który pił i był w posiadaniu broni.

Latał i wymachiwał nią przed twarzami.

Prześladował Vincenta.

Widziano go z Vincentem w dniu śmierci.

Jego rzeczy zniknęły.

Same z siebie nie mogły zniknąć.

Ktoś jeszcze musiał być w to wplątany.

Na pewno on.

Wobec tego, samotny Vincent postanowił zaprzyjaźnić się z pijanymi dzieciakami i oberwał.

Bądź chciał zakończyć swoje samotne życie.

Wychodzi na jedno.

Tak czy inaczej, nie żyje.

Mógłby tu malować.

Gdybym postąpiła inaczej.

- Gdyby on i ojciec się nie pokłócili… - Nie obchodzi cię,

że jakiś sukinsyn uciekł przed sprawiedliwością.

Jego śmierć tak bardzo cię interesuje,

a co wiesz o jego życiu?

Wiem tyle,

że starał się,

udowodnić,

że do czegoś się nadaje.

Prawda.

Starał się.

Dlatego codziennie zanoszę kwiaty na jego grób.

Tyle mogę dla niego zrobić.

Doceniłby kruche piękno tych kwiatów.

Nawet,

kolce na zielonej łodydze.

Żaden szczegół nie był dla niego nieznaczący czy zbyt skromny.

Doceniał i kochał całym sercem.

Wypuścili cię już?

Zawdzięczam to mojej wspaniałej osobowości.

Poszukujesz winnego niesławy Vincenta?

Pracuję nad tym.

Zapewne jesteś tym młodzieńcem, który czekał na spotkanie.

Armand Roulin.

Syn wielkiego Josepha Roulin.

"Gigant z południa o duszy Dostojewskiego."

Tak Vincent mawiał.

Dużo o nim opowiadał.

- Doprawdy? - Owszem.

O twojej matce, Kołysanka.

Której śpiew pogrąży w śnie nawet rybaka z Islandii.

Chodź. Armandzie z domu Roulin. Usiądź.

Louise, podaj drinki.

- Co pijesz? Wino? - Nie.

Podziękuję. Wczoraj przeholowałem.

Zatem herbata.

Mam świetny przepis.

Louise, wiesz która. Pośpiesz się.

Więc młodzieńcze, słyszałem o twoich poczynaniach w ciągu ostatnich dni.

Uwierz mi na słowo, nie planowałem.

Miałem jedynie doręczyć list.

Od trupa do trupa, rozumiem.

Ta.

Nie wiedziałem.

W Paryżu poradzono mi, bym zdobył adres wdowy po Theo.

Wydaje się właściwie, by został w rodzinie.

Tak uważa mój ojciec.

Twój ojciec brzmi jak rozsądny człowiek.

Polubiłem go.

Muszę doglądać zdrowia wielkich artystów.

To niespokojne dusze.

Rozumiem ich,

bo sam jestem artystą.

Dlatego mi ufają.

Vincent panu również ufał?

Owszem.

Jakie to ma teraz znaczenie?

Liczyłem, że Pan mi powie.

Co dokładnie?

Vincent napisał do mojego ojca, 6 tygodni przed śmiercią,

twierdził, że czuje się całkowicie spokojnie i w normalnym stanie.

Zjawiłem się tu, licząc, na to, że Pan mi wyjaśni,

jak człowiek ze stanu "całkowitego spokoju" przeszedł do stanu "autodestrukcyjnego".

Zdaje się, że znam już odpowiedź.

Oh, z pewnością nie.

Znasz pojęcie melancholii?

Prawda?

Raczej tak.

Życie może zmienić się ze "wspaniałej zabawy" w "absolutną rozpacz" w przeciągu 6 godzin.

Zatem, wyobraź sobie co mogło stać się w przeciągu 6 tygodni.

Mam inne zdanie.

Córka Ravoux twierdzi, że był tu szczęśliwy.

Niewątpliwie jest odpowiednią osobą do postawienia owej diagnozy.

Widywała go codziennie.

Mówił, że jest opanowany i czuje się dobrze.

Być może na takiego wyglądał.

Być może taki był na początku.

Oto on. Przyjechał.

Wyjście z psychiatryka wzbudziło w nim nadzieję.

Nie oczekiwał za wiele.

Praca dzień w dzień.

Miło cię poznać. Nareszcie, bratnia dusza.

Wiele o tobie słyszałem.

Wszystko będzie dobrze.

To jak? Znalazł bratnią duszę?

Znalazł ją u mnie.

Jego przyjaciel - Tanguy, stwierdził, że gwiazda wreszcie wschodzi.

I wschodziła.

Z każdym kolejnym obrazem, gwiazda rozbłyskała.

Lecz gwiazdę otaczała przerażająca samotność.

Sądził, że widział w tobie przyjaciela, a w Theo miłość.

Zdawało się, że nic mu nie dolega.

W głębi duszy, obawiał się co przyniesie przyszłość.

Zdrowie dzieci!

Jemu i Theo.

Chodź do mnie, mały.

Wątpię, że jest odpowiedzialny (…) na lekarstwo.

Wiedział, że Theo wydał na niego niemałą fortunę.

Chodź.

Świadomość tego ciążyła na Vincencie.

Przepraszam.

Theo mógłby zamieszkać w posiadłości, gdyby zatrzymał pieniądze dla siebie.

Tymczasem, co miała z tego rodzina?

Pokoje zawalone obrazami, których nikt nie zamierzał kupić.

Największą obawą Vincenta było to, że pociągnie brata na dno.

Vincent martwił się o pieniądze. Przecież nie głodowali.

Prawda?

Posłuchaj…

Nie sądzę, by popełnił samobójstwo.

Sądzę, że został postrzelony.

Czyli już rozmawiałeś z dr Mazerym.

Usłyszałeś tę bajkę o zbyt ostrym kącie.

Że nikt nie strzela sobie w brzuch.

Cóż…

Tak.

Co powstrzymałoby Vincenta przed głupstwem?

Przed odcięciem sobie ucha i podarowaniu go dziwce?

- To mało rzeczywiste. - Ale ten dzieciak, René, miał broń.

Prześladował Vincenta. Widziano go z nim tego dnia.

Siedziałem przy jego łóżku tego dnia.

Powiedział, że się postrzelił.

I prosił bym nikogo nie winił.

Nikogo nie winił…

Nie brzmi to jakby próbował kogoś chronić?

Pragnął śmierci. Wiem to.

To dlaczego mówił, że nikt nie jest winny?

Jakby sądził, że ktoś zostanie oskarżony.

Bo ktoś był winny.

Ja.

Chyba,

odebrał sobie życie,

by uratować Theo.

Przez moje słowa.

Widzisz…

Powiedziałem Vincentowi parę rzeczy, których jako lekarz nie powinienem.

Nic o mnie nie wiesz. Zdenerwował mnie.

Nazwał mnie artystą-łajdakiem.

Okłamywała samą siebie!

Wiesz, że…

- Jesteś artystą-łajdakiem! - /Desperacko pragnąłem zostać malarzem.

Lecz mój ojciec kazał mi studiować medycynę.

Nie mogłem się mu sprzeciwić.

Vincent rzekł, że żyłem w kłamstwie.

Kiedy on walczył o prawdę.

Więc,

w porywie emocji, powiedziałem:

"Dobrze Vincencie. Powiem ci twoją cenną prawdę."

Wiedziałem, że Theo chorował na trzecie stadium kiły.

W dodatku stres.

Emocjonalny, materialny i fizyczny.

Mógł go zabić.

Powiedziałem Vincentowi:

"Zdajesz sobie sprawę jakim ciężarem jesteś dla własnego brata?"

To prawdopodobnie go wykończy…

Oto cena twojej prawdy.

Oto cena twojej artystycznej ścieżki.

Warto było?

To przerwało kłótnię.

Vincencie?

Nie.

Vincencie!

Vincencie, wracaj tu!

Vincencie!

2 tygodnie później,

siedzę obok jego łóżka,

a on kona.

Jego jedyne słowa:

"Tak będzie lepiej dla wszystkich."

Trzymaj.

List w zamian za list.

Wdowa po Theo zbiera wszystkie listy.

Zamierza je opublikować.

Dopilnuj, by go otrzymała.

Czytając listy do Theo, znalazł ten.

Poruszył ją bardzo.

Przesłała mi kopię.

Czemu mi go wręczasz?

To z czasów jak zaczynał przygodę z malowaniem.

Zabierz go.

Na własną podróż.

Dziękuję doktorze Gachet.

Armandzie Roulin.

Powodzenia.

- Bardzo dziękuję! - Żaden problem, synu.

"Kim jestem,"

"w oczach innych ludzi?"

"Nikim."

"Zerem."

"Niechcianym bliźnim."

"Kimś, kto nie miał i nie będzie miał jakiejkolwiek pozycji w społeczeństwie."

"W skrócie - najgorszy z najgorszych."

"Zatem,"

"nawet jeśli to najprawdziwsza prawda."

"Pewnego dnia,"

"chciałbym moją pracą pokazać,"

"co ten Nikt,"

"co to zero,"

"nosi w swoim sercu."

Szukałem cię w barze.

Znalazłeś pracę?

Nic a nic.

Sierżant poradził, bym wywiesił ogłoszenie.

O czym?

DOBRY W POSZUKIWANIACH

Armand.

Roulinowie mają to we krwi.

Rzecz w tym,

by wiedzieć w imię czego walczysz.

Spójrz w górę.

Zupełnie inny świat.

Możemy obserwować, ale nie jesteśmy w stanie pojąć.

Przypomina mi go.

Tak być nie powinno.

Tyle odebranych żyć przez głupie wypadki.

Nadal się zastanawiam, czemu chronił te dzieciaki.

A ja, czy ludzie kiedykolwiek docenią jego pracę.

Szukałeś mnie.

Rano przyszło z Holandii.

Od Jo.

Wdowie po Theo.

Zdaje się, że Gachet jednak przekazał list.

Wzruszyły ją twoje czyny.

Uważa, że powinieneś wiedzieć co było w środku.

Przysłała nam kopię.

Przesyła swoje…

- Napisała o tym, że… - Co? Pokaż mi to.

"W życiu malarza,"

"śmierć to nie najgorsza przeciwność losu."

"W swoim imieniu oświadczam, że nic o niej nie wiem."

"Jednak na widok gwiazd,"

"zaczynam się rozmarzać."

"Dlaczego, powiadam sobie,"

"świetlne punkty na firmamencie są takie odległe dla ludzi?"

"Może da się przekonać Śmierć, by zabrała nas do gwiazd."

"Śmierć w podeszłym wieku byłaby niczym spacer."

"Jak na razie, kładę się spać, bo zastała mnie późna godzina."

"Życzę Ci dobrej nocy i wszystkiego najlepszego."

"Z uściskiem dłoni,"

"Twój Vincent."

W wciągu 8 lat, od momentu rozpoczęcia przygody do jej zakończenia,

Vincent namalował ponad 800 obrazów, sprzedając tylko jeden za życia.

Pośmiertnie uznano go, za prekursora współczesnej sztuki.

Film powstał dzięki współpracy polsko-brytyjskiej.

Armand Roulin przeniósł się do Tunezji,

gdzie do końca życia pracował w policji.

"Roulin był czuły wobec mnie, jak stary żołnierz wobec młodego kadeta."

"Czuł wszystko, biedny Vincent. Czuł aż nadto. To skłoniło go do sięgnięcia po nieosiągalne."

Adeline Ravoux wyszła za mąż za miejscowego karczmarza.

Po pewnym czasie wyszło na jaw, że towarzyszyła Vincentowi w ostatnich chwilach życia.

Marguerite mieszkała niezamężna w posiadłości ojca aż do śmierci.

Obraz Marguerite przy pianinie autorstwa Vincenta, wisiał w jej sypialni przez 44 lata.

Kiedy kolekcja doktora Gacheta została przekazana w ręce narodowi francuskiemu,

eksperci zajmowali się oddzieleniem oryginałów Vincenta od kopii Gacheta.

Przeszedł do historii, kiedy jego portret został sprzedany za rekordową cenę 82,5 mln dolarów w roku 1990.

"Ujrzałem w tych żniwach obraz śmierci. Ale nie było w niej nic smutnego,"

"Działo się to w biały dzień, kiedy słońce spowiło wszystko złocistym światłem."

Na łożu śmierci, zamożny bankier - René, przyznał się do prześladowania Vincenta w młodości.

Dodał również, że od niego Vincent ukradł broń.

"Pragnę poruszyć ludzi moją sztuką. Pragnę, by powiadali: on czuje całym sobą, on czuje wrażliwie."

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.