All language subtitles for The.Sons.of.Sam.A.Descent.Into.Darkness.S01E01

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Latem 2017 roku

dostałem trzy pudła

od dziennikarza śledczego Maury’ego Terry’ego.

Maury całe życie

zgłębiał najciemniejsze zakamarki

prawdziwej zbrodni.

Jeden człowiek połączył fakty

w nową wersję morderstw:

Reporter Maury Terry.

Jest ze mną reporter Maury Terry.

Powitajcie Maury’ego Terry’ego.

Ale jedna sprawa go prześladowała.

To jedna z najstraszniejszych zbrodni

w historii Nowego Jorku.

W Nowym Jorku trwają poszukiwania

Mordercy Kalibru .44.

To jedna z największych obław

w historii miasta.

W obłędzie przemocy

postrzelił 13 i zabił sześć osób.

Zabójca zadrwił z władz, pisząc dwa listy,

oba podpisane „Syn Sama”.

Policja wie, że ludzie są źli. Boją się.

Tego człowieka policja uważa za Syna Sama.

To David Berkowitz.

Dla wielu nowojorczyków

koszmar się skończył.

Ale dla Maury’ego to był dopiero początek.

Maury zobaczył coś,

czego inni nie widzieli.

To stało się czymś więcej

niż historią przyznania się do winy.

„Syn Sama” nie dobiegł końca.

„Syna Sama” wciąż istnieje.

Myślę, że Maury znalazł coś większego,

o czym nikt nie wiedział.

Ci ludzie odprawiali rytuały.

Pili krew.

Ta organizacja była duża.

Ich teologia ma na celu wywołanie jak największego zamętu.

A co ważniejsze, była prawdziwa.

Czy istnieje związek

między zabójstwami Mansona i Syna Sama?

Ta sprawa stawiała poważne pytania,

ale powiedzieli: „Zamknijcie. To koniec”.

Chciał, by świat poznał prawdę,

co stało się jego obsesją.

Grzebał coraz głębiej,

aż do punktu bez wyjścia.

Maury’ego trochę poniosło.

Od początku wiedziałem,

że w sprawie Berkowitza coś jest nie tak.

Był pewny, że ma rację.

Udowodni pan, że nie miał?

Nie. O tym mówię.

Zajęło to wiele lat.

Śledziliśmy wiele tropów, wchodziliśmy w ślepe uliczki,

ale w końcu wyciągnęliśmy wnioski.

Te pudła zawierały pracę życia Maury’ego.

Odpowiedź na tę zagadkę

i jego obsesję

kryła się gdzieś głęboko w środku.

Zignorowali prawdziwą historię tej sprawy.

Tak. Ale to droga prowadząca

do śmierci i zniszczenia.

A gdy przekroczysz tę granicę,

możesz się już nie wydostać.

NETFLIX — ORYGINALNY SERIAL DOKUMENTALNY

Dobry wieczór.

Każdego wieczoru w całym kraju

70 - 80 milionów Amerykanów

siada przed telewizorem,

a dużą część tego eskapizmu stanowią zagadki kryminalne.

W tych niekończących się policyjnych przygodach

nawet najbardziej zawiłe przestępstwa

są wyjaśniane w 30 minut lub godzinę.

W życiu tak nie jest.

Było lato 1977 roku.

Będę pamiętać to lato do końca życia.

Miałem prawie 31 lat i pracowałem

na przedmieściach Nowego Jorku

jako redaktor wewnętrznego biuletynu IBM.

Miasto było pogrążone w chaosie

i wiał złowrogi wiatr.

Byłem niespokojny i chciałem więcej.

Ale nie wiedziałem,

że ciekawość szybko mnie doprowadzi

do jednego z najdziwniejszych

i najstraszniejszych przeżyć w moim życiu.

Do sprawy szaleństwa,

która zmieniła moją karierę i moje życie

na zawsze.

W Nowym Jorku doszło

do ogromnego wzrostu kosztów pożyczek,

bezrobocia,

spadku dochodów z powodu recesji.

Mieszkańcom Nowego Jorku

ciągle się powtarza, że to najbrudniejsze,

najhałaśliwsze, najnędzniejsze, pełne szczurów i przestępstw miejsce w kraju.

I gdybyśmy mieli rozum,

opuścilibyśmy je jak najszybciej.

Prostytutki , narkomani, dzicy lokatorzy…

Cały wachlarz przestępstw ma tu miejsce.

Nowy Jork był wtedy

w kiepskim stanie pod wieloma względami.

Miasto podupadało. Dzielnice marniały.

To nie był dobry czas

na życie w Nowym Jorku.

W zeszłym roku zgłoszono tu prawie 11 000

poważnych przestępstw.

Jedno na 15 mieszkańców.

Cztery tysiące osób napadnięto,

obrabowano, zgwałcono lub zabito.

Zabiję kogoś. Zabiję go.

Dobra, nie…

Dla policji to było istne szaleństwo.

Mieliśmy napady na banki,

zabójstwa, pojawiające się ciała…

Nie dawaliśmy rady. To była tylko kwestia czasu.

Nowy Jork niegdyś zwano „miastem zabawy”.

Teraz policja i straż pożarna

nazywają je „miastem strachu”.

Burmistrz Abraham Beame planuje zwolnić około 10 000 policjantów,

strażaków i innych funkcjonariuszy ochrony,

by pomóc miastu w problemach finansowych.

Gliny muszą odejść!

Zamrożono etaty na komendzie.

Były zwolnienia, krótsze godziny pracy…

Wiele rzeczy działało nam na przekór.

I nagle, w atmosferze bezbronnego miasta,

ktoś zaczyna strzelać.

29 LIPCA 1976

Jest 29 lipca 1976 roku.

Osiemnastoletnia Donna Lauria siedziała

z Jody Valenti w aucie przed swoim domem.

Dwa strzały przebiły szybę samochodu.

Donna zginęła na miejscu.

Moja żona krzyczy na korytarzu:

„Zastrzelono je!”.

Gdy zszedłem, leżała martwa na ulicy.

I tyle. Nikogo w pobliżu.

Moja córka miała 18 lat.

Wyrwał mi ją z serca. Osiemnaście lat.

DZIEWCZYNA Z BRONKSU ZABITA W AUCIE

Ktoś, kto strzela do kogoś bez powodu…

To jest coś,

ale w Nowym Jorku to się często zdarza,

więc nikt nie zwrócił na to uwagi.

A potem to się powtarzało.

LOTNISKO LAGUARDIA

23 PAŹDZIERNIK 1976, TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Był piątkowy wieczór. Taki jak każdy inny.

Bar wrze.

Picie, zabawa.

Rosemary weszła do baru.

Parę razy się spotkaliśmy

i postanowiliśmy wyjść.

Mogła być za kwadrans druga.

Wsiadamy do jej auta i zatrzymujemy się

przed tym domem na 159 ulicy.

Chyba zapaliliśmy skręta.

Zaraz potem…

jakby samochód eksplodował.

Cała szyba pękła.

W dłoniach miałem małe odłamki.

Krzyknąłem do Rosemary: „Ruszaj. Spadamy stąd!”

Około czwartej rano obudziłem się

z głową całą owiniętą bandażem.

Potwornie bolała mnie głowa.

Przyszło dwóch detektywów.

Jeden pyta: „Zawiadomić rodziców?”.

Mówię: „Jeśli wrócę do domu przed 7.00, matka się nie dowie, że wyszedłem”.

A on: „Synu, postrzelono cię w głowę.

Nie wracasz do domu”.

To było przypadkowe strzelanie do ludzi.

Nie po to,

żeby cię okraść lub z innego powodu.

Tak po prostu.

27 LISTOPAD 1976, MIESIĄC OD DENARA/KEENAN

Dwa dni po święcie Dziękczynienia.

Prawie 1.00 w nocy.

Donna DeMasi i Joanne Lomino stały

na werandzie domu pani Lomino w Bellerose.

Zabójca zaczął strzelać.

Donna DeMasi dostała w szyję,

a Joanne Lomino w plecy.

Obie przeżyły. Lomino jest sparaliżowana.

Po tej strzelaninie

policja prosi rysownika,

by spróbował zrobić portret pamięciowy.

Szkice, które robimy,

zwykle przypominają złapanych ludzi.

Czy zdarza się jakiś zupełnie niepasujący?

Rzadko.

Myślę, że wyglądałby tak.

To młodzi ludzie byli na celowniku.

Sami poza domem,

aleja kochanków…

Strzelano do nich losowo.

30 STYCZNIA 1977

DWA MIESIĄCE PO OSTATNIM ATAKU

Christine Freund, 26 lat,

zastrzelona bez wyraźnego motywu.

To było jak eksplozja.

Gdy to usłyszałem, odwróciłem się.

Głowa Chris opadła na mnie.

Złapałem ją i zacząłem krzyczeć „Chris!”.

Policja mówi, że to absurdalne zabójstwo.

Brak podejrzanego i motywu.

Pracowałem

w 15. Strefie Zabójstw w Queens.

Powiedziano nam,

że doszło do strzelaniny

przed stacją kolejową w Forest Hills.

Widziałem obrażenia po strzale.

Rozmiary ołowianej kuli

na desce rozdzielczej samochodu

były niespotykane.

Miałem doświadczenie

z wieloma typami kul,

ale po raz pierwszy widziałem tak dużą.

Trochę mnie to zdziwiło.

To się dzieje już drugi raz

w ciągu ostatnich paru miesięcy w Queens.

Na ten moment nie wiemy, czy są powiązane.

8 MARCA 1977, PIĘĆ TYGODNI PÓŹNIEJ

Było ciemno.

Zobaczyłem stojących wokół ludzi

i zauważyłem nieruchome ciało na ziemi.

Piękna, młoda dziewczyna.

To było wstrząsające.

Virginia Voskerichian, 19-letnia studentka Columbia University,

została zabita w drodze do domu.

Nagle oddano strzał z bliskiej odległości.

Virginia Voskerichian upadła na chodnik,

a krew lała się z rany na jej twarzy.

To miała być bardzo spokojna dzielnica.

Też tak myślałam.

To piękne miejsce. Lubię tu mieszkać.

Ale gdy zdarzają się dwa takie wypadki…

Dwa wypadki?

Pierwsza strzelanina

wydarzyła się miesiąc temu.

Tuż za rogiem stąd.

Pojawiły się spekulacje

o powiązaniu tego rodzaju zabójstwa

z zabójstwem pani Freund z 30 stycznia.

Na tym etapie śledztwa

nie mamy podstaw, by sądzić,

że te sprawy są powiązane.

Dowiedziałem się o tym,

gdy zadzwonił detektyw z działu balistyki

i powiedział, że ma zgodność.

Użytą bronią był Charter Arms kalibru .44.

Użyto tej samej broni.

Gdy to usłyszałem, powiedziałem: „O Boże!

To niecodzienna okoliczność”.

To wywołało duże zdumienie

i zainteresowanie.

Ustaliliśmy, że w każdym z nich

został użyty rewolwer kalibru .44.

Dlatego, jak wspomniał burmistrz,

ważne jest,

by każdy w posiadaniu informacji o kimś,

kto ma rewolwer kalibru .44,

skontaktował się z nami.

Wierzyliśmy wtedy, że mamy do czynienia

z możliwym seryjnym mordercą.

To portret pamięciowy podejrzanego o jedno z najokropniejszych morderstw,

jakiego nowojorska policja

nie widziała od lat.

Policja szuka mordercy

zwanego „Mordercą Kalibru .44”

z powodu broni, której użył.

Zabójca uderzył pięć razy

od zeszłego lata.

Jego ofiary to głównie młode kobiety

o długich, ciemnych włosach.

Gdy okazało się, że to seryjny morderca,

brałeś gazetę i wiedziałeś. O to chodziło.

Strach rozprzestrzenił się po mieście.

Ulice i osiedla pustoszały w nocy.

Aleje kochanków były puste.

Miejsca, gdzie młodzi się zbierali.

Policja dostała rozkaz, by ich ochraniać.

Zaparkowaliśmy przed moim domem,

całując się na dobranoc,

ale teraz nie możemy.

Zagrożenie

czyhało nie tylko w alejach kochanków.

Chodziło po ulicy.

Wszędzie byłeś zagrożony.

To prawdziwy strach.

Strach stał się wszechobecny.

Strach, że morderca planuje kolejny atak,

niepokoił młode kobiety

w Queens i Bronksie.

Za dnia młode kobiety

noszą włosy w chustkach lub podpięte.

Boję się wyjechać samochodem, coś robić… Nie wiadomo, gdzie się pojawi.

Pomyślałam,

że może pomaluję je na trochę rude,

bo krótkie, brązowe włosy…

Wiele kobiet chce skrócić włosy?

Tak.

Ścinają włosy,

nawet jeśli im to nie pasuje.

Skala tego, co robił,

to nonszalanckie podchodzenie do samochodu

i strzelanie ludziom w głowę…

Nie było w tym logiki.

Szukaliśmy jednej osoby? Dwóch?

Nie wiedzieliśmy.

To duże miasto.

Trudno znaleźć igłę w stogu siana.

W Nowym Jorku

trwają poszukiwania Mordercy Kalibru .44.

To jedna z największych obław

w historii miasta.

Jak wszystkich w Nowym Jorku,

porwał mnie rozgrywający się dramat

Mordercy Kalibru .44.

Nie wiedziałem dużo o tej sprawie.

Byłem outsiderem jak inni.

Jednak czytając gazety

i oglądając telewizję,

zastanawiałem się, kim był ten zabójca.

Nie wiedzą.

I, co najważniejsze,

gdzie teraz zaatakuje.

Maury był dobry w grach słownych,

łamigłówkach i szyfrowanych wiadomościach.

Miał fotograficzną pamięć.

Słuchaliśmy płyt analogowych

i Maury umiał wymienić artystę, piosenkę,

wytwórnię i na jakim była miejscu

na listach przebojów danego dnia.

Ja nie pamiętam, co jadłem na śniadanie.

Maury umiał wymienić statystyki drużyn,

które obserwował, na przykład Giantsów.

Miał taką pamięć.

Miał wspaniałą pamięć.

Ciągle zadawał pytania.

Kiedyś powiedziałem mu,

że czuję się przy nim nieswojo.

Zapytał, o co mi chodzi.

Powiedziałem: „Jesteś jak policjant.

Jakbym stał przed inkwizycją

i mnie przesłuchują”.

Spytał: „Tak się zachowuję?”.

Ja: „Cały czas”.

Taka była jego natura.

Pewien rodzaj umysł tak robi.

17 KWIETNIA 1977 ROKU

TYLKO CZTERY TYGODNIE

Wczoraj rano

zabójca znów uderzył w Bronksie,

dwie przecznice od pierwszego ataku.

Osiemnastoletnia Valentina Suriani

i jej chłopak, 20-letni Alexander Esau

siedzieli w aucie

na drodze Hutchinson River Parkway.

O trzeciej rano

trzy strzały rozbiły szybę.

Valentina zmarła przez ranę postrzałową w głowę.

Alexander dostał dwie kule w głowę.

Zmarł wczoraj o 21.00.

Na miejscu zabójstwa Suriani i Esau

zostawił list.

Był zaadresowany do mnie:

„Pan Joe Borrelli, Wydział Zabójstw w Queens.

Głęboko mnie pan zranił, mówiąc,

że nienawidzę kobiet.

To nieprawda!

Ale jestem potworem.

Jestem Synem Sama.

Gdy ojciec Sam się upije,

robi się wredny.

Bije rodzinę.

Sam uwielbia pić krew.

»Idź i zabij!« rozkazuje ojciec Sam.

Jestem potworem Belzebubem,

pulchnym Behemotem.

Uwielbiam polować, krążyć po ulicach,

szukając dobrej zwierzyny.

Panie Borrelli, nie chcę już zabijać.

Nie. Już nie.

Ale muszę czcić ojca swego.

Policjo, niech cię prześladują moje słowa:

Wrócę.

Ze zbrodniczym pozdrowieniem, Potwór”.

Język tego listu…

Nigdy się z czymś takim nie spotkałem.

To było niepokojące. Kapitan Borrelli miał cztery córki.

Bez wiedzy kapitana Borrellego

zaczęliśmy ochraniać jego dom.

Gdy psychopata wysyła ci demoniczny list,

skierowany do policji, to jest szyderstwo.

To była duża sprawa.

Wszyscy są przerażeni.

Policja nic nie wie. Sprawdzają wszystko.

Ale ciężko jest zrozumieć tego zabójcę.

Doktor Harvey Schlossberg z nowojorskiej policji,

jeden z najsławniejszych psychologów kryminalnych uważa,

że zabójca jest impotentem.

…a jedynym sposobem,

w jaki może odreagować swoją impotencję,

jest zabójstwo.

Dla niego to odpowiednik seksu.

W sensie symbolicznym strzał to orgazm,

a sam rewolwer, broń,

to symbol fallusa.

W liście do policji nazwał się Synem Sama.

Co pan o tym sądzi?

Mieliśmy różne przypuszczenia,

co to oznacza.

Ludzie na wojnie w Wietnamie nazywali siebie „synami Sama”,

czyli synami Wuja Sama.

Oczywiście wiąże się też z satanizmem.

„Syn Sama” to Diabeł Sam.

Nie wiemy, o co mu chodzi.

Czemu zabójca pisze list?

Po pierwsze, chce być wysłuchany.

„Nie bez powodu to robię.

Nie rozumiesz tego. Pozwól, że ci powiem”.

Doszło do wymiany między zabójcą,

policją i w końcu dziennikarzem.

Dużo pisał pan o nowojorskiej policji.

Policjanci pracujący nad tą sprawą…

Są inni? Specjalni?

Tak, to jedna z tych spraw,

gdzie działasz pod wpływem stresu.

Doprowadzała ich do szału.

Jimmy Breslin był widocznym głosem

Daily News.

Mieszkańcy miasta wiedzieli,

jak wygląda Jimmy.

Dla niego ludzie kupowali tę gazetę.

Jimmy Breslin z New York Daily News

napisał felieton o zabójcy.

Jimmy Breslin pisze felieton,

w którym każe Synowi Sama przestać.

Syn Sama odpowiedział listem.

DROGI PANIE JIMMMY BRESLIN…

Gdy Jimmy Breslin dostaje list,

nie przekazuje go od razu policji,

bo mamy numer,

w którym możemy go zamieścić.

List do Breslina był mrożącą krew w żyłach wiadomością od zabójcy.

„Witajcie z rynsztoków Nowego Jorku,

wypełnionych psim gnojem, wymiocinami,

stęchłym winem, moczem i krwią.

Panie Breslin, proszę nie myśleć,

że moje długie milczenie oznacza

brak aktywności. Nie.

Wszak wciąż tu jestem.

Jak duch wędrujący nocą.

Nie wiedząc, co przyniesie przyszłość,

pożegnam się.

Do zobaczenia przy kolejnym zadaniu.

W ich krwi i z rynsztoka,

Dzieło Sama .44”.

List zawierał tajemnicze pseudonimy:

Książę Śmierci, Nikczemny Wiklinowy Król

i John Wheaties, gwałciciel

i dusiciel młodych dziewcząt.

Wskazówki od mordercy

grającego w zabójczą grę.

List był pełen grozy.

Wiesz, że przeczytał coś, co napisałeś

i gdzieś tam znowu czyta.

Zanim policja dostanie ten list,

Jimmy Breslin będzie mieć

świat dziennikarski u stóp.

Syn Sama był dużą historią dla wszystkich,

ale jeszcze większą dla Breslina.

Zabójca wybrał go na łącznika z szerszą publicznością.

To był pierwszy przypadek,

w którym prasa

niekoniecznie przekazywała informacje,

ale je tworzyła.

To jeden z najohydniejszych przypadków dziennikarstwa.

To propagowanie seryjnych mordów…

Widzisz problem w publikacji tego listu?

Znaczy nie pracujesz w mediach.

To był czas wielkiej zmiany.

To pewnie największa przemiana

w dziennikarstwie nowojorskim i nie tylko.

Były tylko trzy gazety:

The New York Times, New York Daily News i New York Post.

Pamiętajmy, że nie było internetu ani mediów społecznościowych.

Nie było telewizji kablowych.

To był świetny prezent dla Daily News.

To była duża rzecz.

Mniej zachwyceni byli

ludzie z New York Post.

Wtedy Murdoch budował swoje imperium.

Chciał, żeby nagłówki były tak wielkie,

szalone i budzące lęk, jak tylko możliwe.

To się sprzedało.

Terror sprzedany.

ZABÓJCA DO POLICJI: „ZNÓW TO ZROBIĘ”. SZYDERCZY LIST TO PIERWSZY TROP

Próbowałem ignorować histerię wychodzącą

z każdego rogu ulicy,

ale wokół mnie narastała panika.

Oczywiście szanse na bycie zastrzelonym

przez Syna Sama były ogromne.

Ale fakty nie sprzedają gazet.

Tej jednej lekcji dobrze się nauczyłem.

Maury pracował wtedy w IBM.

Był redaktorem ich magazynu naukowego

w Yorktown w Nowym Jorku.

Pamiętam, że opowiadał mi,

jak wszedł w dziennikarstwo.

To było w 1968 roku

podczas zabójstwa Martina Luthera Kinga.

Był początkującym reporterem

dla lokalnej gazety.

To był bardzo stresujący okres

w Stanach Zjednoczonych.

W następstwie zabójstwa

Martina Luthera Kinga

w całym kraju wybuchły zamieszki.

Gdy wróciłem z Port Chester w Nowym Jorku, skąd relacjonowałem turniej koszykówki,

zobaczyłem, że obszar dwóch przecznic

w centrum miasta zmienił się w pole bitwy.

Płomienie i zamieszki szalały,

a policja i strażacy uskakiwali przed cegłami i butelkami.

Byłem z nimi na ulicy tamtej nocy,

mając zaledwie 21 lat,

przed powrotem do gazety,

aby opisać to, co widziałem.

Doszło do poważnych uszkodzeń mienia

i 19 aresztowań.

Ale redaktorzy odrzucili artykuł

i napisali własny.

Powiedzieli, że wszystko jest w porządku,

jest spokój i nie ma problemów.

To było kłamstwo.

Wiedział o tym.

Bardzo go to zniechęciło.

Opisał fakty.

Napisał prawdę.

Zniszczyli jego artykuł

i opublikowali fałszywą narrację.

Trochę się tym zdenerwował.

Nigdy tego nie zapomniał.

Po tym postanowił, że gdy coś napisze,

będzie to opublikowane tak, jak powinno.

Myślę, że kierowało nim

poczucie sprawiedliwości.

Naprawdę tak uważam.

Zawsze coś w nim mówiło:

„Dowiem się prawdy”.

Od prawie roku

nowojorska policja szuka mordercy,

którego nazywają Mordercą Kalibru .44.

Tej nocy znów zaatakował.

Tym razem ranił młodą parę w samochodzie.

Kimkolwiek jest,

to był jego siódmy atak w 11 miesięcy.

To znany policji wzorzec:

samochód zaparkowany rano

niedaleko nocnego klubu,

ładna brunetka o długich włosach i jej chłopak

postrzeleni bez ostrzeżenia kulami kalibru .44

wpadającymi przez okno.

Sal Lupo i Judith Placido przeżyli,

choć jedna kula ominęła rdzeń kręgowy

pani Placido o dwa centymetry.

Pamiętam strzelaninę

obok dyskoteki Elephas.

To było w Bayside w Queens,

dwa, trzy kilometry od mojego domu.

Judy Placido miała długie, ciemne włosy.

To się stało tak blisko,

że zaczęłam się bać wychodzenia.

Ludzie nie chodzili do klubów.

Bali się wyjść,

by nie zastrzelił ich Syn Sama.

Chłopacy bali się,

że ich dziewczyny będą kolejnymi ofiarami.

Mężowie martwili się o swoje żony.

Wyprzedano gaz pieprzowy.

Ludzie kupowali broń.

Zaczęto się rozglądać na ulicy.

To miało wpływ

na osiem czy dziewięć milionów ludzi.

To było jak beczka prochu.

Nie wiedziałeś, kiedy wybuchnie.

Dziesięć milionów mieszkańców Nowego Jorku

zostało pozbawionych prądu wczoraj w nocy.

Gdy większość nowojorczyków się z tym zmagało,

tysiące innych

korzystało z szansy grabieży.

Noc rozświetliły płomienie podpalaczy

przebijane śmiechem rabusiów,

targane płaczem ich ofiar.

Tysiące ludzi wyszło na ulicę

w orgii grabieży i palenia,

co zszokowało wielu z ich sąsiadów.

Osłona ciemności

pozwoliła wyłonić się najniższym cechom

przedtem spokojnych ludzi.

Mamy seryjnego mordercę

na wolności, Syna Sama,

oraz ludzi biegających i plądrujących,

dzielnice płoną.

Wszystko to dało uczucie,

że miasto wymknęło się spod kontroli.

A było coraz gorzej.

22 LUTY 1977 ROKU

TYDZIEŃ PRZED ROCZNICĄ PIERWSZEJ STRZELANINY

Jesteśmy gotowi?

To pytanie

zadają sobie ostatnio nowojorczycy.

Czy jesteśmy gotowi na kolejną

awarię prądu, porwanie autobusu,

bombę czy zabójstwo Mordercy Kalibru .44?

Wśród śledczych panowało uczucie,

że w rocznicę pierwszej strzelaniny

znów zaatakuje.

„Powiedz, Jim, co chciałbyś na 29 lipca?

Nie zapomnij o Donnie Laurii.

Była uroczą dziewczyną”.

Zaczęło się od listu Breslina.

Donna Lauria, pierwszy atak.

Wiedzieliśmy, że miał miejsce 29,

więc chce zabić kogoś w rocznicę.

Chyba wszyscy, w tym policja, działali zgodnie z tą teorią.

Myślę, że w tym momencie

zmienił się motyw jego mordów.

Widzę, że to się zmienia

w zabawę w kotka i myszkę.

Miałam iść na imprezę w piątek, a nie idę.

Jak to?

Boję się.

Jest szalony. Zabija ludzi.

Byłabym głupia, idąc.

Zapowiada, że coś się wydarzy

w piątek wieczorem.

Atakuje w pełnię, a w sobotę jest pełnia.

A w piątek jest 29,

rocznica Donny Laurii,

więc uważajmy.

29 LIPCA 1977 ROKU, ROCZNICA

Przez ostatnie 12 miesięcy

obłąkany szaleniec wychodził w miasto,

mordując dziewczyny i pary

obejmujące się w autach,

stojące na werandzie lub spacerujące po ulicach.

Dziś nadeszła rocznica masakry.

Zrobiliśmy wszystko:

osłanialiśmy mosty, parkingi,

ulubione miejsca młodzieży,

aleje kochanków…

Na ulicy ustawiliśmy mnóstwo policjantów

i całą jednostkę do zadań specjalnych,

która liczyła wtedy ponad 300 osób.

Wszyscy pracowali.

Mieliśmy do czynienia

z przebiegłym człowiekiem,

który dobrze planuje swoje działania.

A kiedy to robi, robi to dobrze.

Planuje dotarcie na miejsce zbrodni,

pobyt na nim i opuszczenie go.

Założyliśmy peruki detektywom,

by jeden wyglądał na kobietę w aucie.

Jeden z detektywów powiedział do partnera:

„Pamiętaj, gdy mnie dziś całujesz,

miej oczy otwarte”.

Czasem trzeba czegoś, by się rozluźnić.

Gdy zegar zbliżał się do północy,

metropolia pogrążała się w chaosie.

Jednostka specjalna liczniejsza niż większość komisariatów

polowała na Syna Sama

w jednym z najgorszych scenariuszy,

jakie widział Nowy Jork.

Nocą policja wypełnia dzielnice,

w których zabójca zaatakował.

Przebrani za zbiry z sąsiedztwa

krążą w nieoznakowanych samochodach

i sprawdzają ludzi,

którzy są na ulicach długo po północy.

- Witam. Jesteście policjantami? - Nie.

- Ma pan jakiś dowód? - Tak.

Była krótka pogoń

po doniesieniu o podejrzanym kierowcy

próbującym uniknąć policji.

W ciągu kilku chwil kierowcę otoczyło

pół tuzina nieoznakowanych radiowozów

i tuzin policjantów.

Musimy pracować w ten sposób.

To trudne. Nigdy tak nie robiliśmy. Musimy tak działać.

- Jasne. W porządku. - Dziękuję.

To był kolejny fałszywy alarm

w sprawie z setkami fałszywych alarmów.

Ale każdy musi być sprawdzony w nadziei,

że Morderca Kalibru .44

zostanie zatrzymany, nim znów zaatakuje.

Na mapie to centrum miasta.

Jaka to broń?

- Kaliber .38. - .38?

- Wygląda na rewolwer służbowy. - Nie zna pan nikogo, kto ma .44?

Niepokoi was ta rocznica?

Niepokoi nas każdy dzień i każda noc.

Ale wierzymy też,

że dzielnice Bronksu i Queens

są silnie obsadzone.

Myślę, że nam się uda.

Nie możesz ufać, że znajdziesz…

Nie możesz mieć nadziei na szczęście. Przygotowujesz się na nie.

Ale noc minęła.

Nic się nie wydarzyło.

Nie wiem, ilu policjantów

pracowało tej nocy.

Pomyśleliśmy: „Dzięki Bogu, że nic nie zrobił i nikt nie został ranny”.

Trafił pan kiedyś na takiego zabójcę?

Dwanaście, 14, 16, 18 godzin.

Czasem nie wracam do domu.

To obciążające. Naprawdę.

Co może pomóc go złapać?

Dużo szczęścia.

Musimy być we właściwym miejscu

we właściwym czasie.

To bardzo frustrujące.

Każdej nocy gdy wychodzimy,

wszyscy nasi detektywi mają nadzieję,

że znajdziemy gościa,

zobaczymy go na ulicy.

Po jakimś czasie jesteśmy zmęczeni.

Popełni błąd.

Wystarczy jeden, by go złapać?

To wszystko. Jeden błąd.

Dostaną go.

Ktoś go dorwie.

31 LIPCA 1977 ROKU,

ROK I DWA DNI OD D. LAURII

Padły cztery strzały.

Wiedzieliśmy, że to muszą być strzały.

A potem ten klakson

zaczął wydawać ciągły dźwięk.

A potem ten… mężczyzna zaczął krzyczeć:

„Pomóż mi, Boże”.

Facet był pochylony.

Był cały we krwi.

I dziewczyna była cała we krwi.

To był horror.

Stacy Moskowitz, 20 lat, blondynka

i Robert Violante, też dwudziestolatek,

dostali dwa strzały w głowę,

gdy siedzieli w aucie na Brooklynie.

Rok i dwa dni po pierwszej strzelaninie

Syn Sama pierwszy raz uderzył na Brooklynie.

Szczegóły są okrutnie znajome.

W ciągu ostatniego roku

policja pracowała

z pięcioma trochę odmiennymi portretami.

Władze mogą trochę odetchnąć.

W niedzielę rano byli naoczni świadkowie.

Widziałem faceta wychodzącego z parku.

Miał jasne, potargane włosy.

Po oddaniu strzału odłożył broń i uciekł.

Pobiegł tam, skąd wyszedł z parku.

Policja ma obawy, że zabójca przeniósł się

do innej dzielnicy.

Świadkowie opisali żółtego volkswagena

krążącego w okolicy,

ale nie został zlokalizowany.

Odetchnęliśmy z ulgą,

gdy baliści potwierdzili,

że ataku dokonał Syn Sama,

a nie inny szaleniec,

szukający swych pięciu minut niesławy.

Pewien policjant powiedział: „Nie złapaliśmy jednego z nich.

Pomyśl, że jest ich dwóch”.

„NIKT NIE JEST BEZPIECZNY” OD SYNA SAMA

Gdy stan jednej z dwóch ostatnich ofiar się pogorszył,

rodziców Stacy Moskowitz

wezwano do szpitala.

Gdy chirurg wyszedł

i powiedział Violante’om,

że ich syn może być niewidomy,

pani Violante odwróciła się,

zaczęła walić w ścianę i płakać.

Modlę się za niego.

Chodźmy.

Mówiłem, by trzymał się z dala od Queens.

Obiecał: „Dla ciebie i mamy

zostanę na Brooklynie”.

Tam go znaleźli.

Lekarze powiedzieli,

że pani Moskowitz jest w stanie ciężkim

po ośmiu godzinach operacji.

Ma 50% szans na przeżycie.

Anthony Robinson,

przyjaciel pani Moskowitz,

przemówił do bandyty.

Po pierwsze, jesteś chory.

Jesteś szaleńcem.

Strzelasz do niewłaściwych ludzi.

Policja domniemywa, że człowiek,

który nazywa siebie Synem Sama,

może nosić perukę.

Niektórzy świadkowie mówią,

że miał kręcone włosy, inni, że proste,

a ostatni, że jasne.

Ale chyba najlepszy jego opis

pochodzi od szefa policji, Johna Keenana,

który opisał szalonego zabójcę

jako bystrego, podstępnego

i potrafiącego zaplanować morderstwo.

Morderca Kalibru .44,

na wolności w Nowym Jorku rok i trzy dni,

zgarnął kolejną ofiarę.

Stacy Moskowitz,

ładna, dwudziestoletnia blondynka,

została szóstą ofiarą śmiertelnych ataków.

W szpitalu jej ojciec był wstrząśnięty.

Wierzcie,

straciłem coś bardzo bliskiego.

Świetnego dzieciaka.

Takie zwierzę, które odbiera życie

młodej dziewczynie,

oślepia chłopaka, zabił innych

i pewnie znów zabije.

Takie zwierzę musi zostać złapane.

Ludzie w okolicy nie będą tego tolerować.

Wiele osób chce go dorwać,

bo znają tych ludzi.

Chciałabym widzieć, jak jest torturowany.

Nie wsadzony do więzienia,

ale torturowany za to, co zrobił.

Wiem, że robią, co mogą,

ale może to za mało

i powinni wezwać na pomoc rząd federalny.

Wszystkie aleje kochanków w Nowym Jorku

powinny być obstawione przez policję.

To może być każdy z nas.

Myślę, że najwyższy czas coś zrobić,

żeby miasto zrobiło to, co powinno.

Nie sądzę, żeby jakakolwiek sprawa

była pod większą presją niż ta.

Najsłynniejszym

niesławnym seryjnym mordercą

był Kuba Rozpruwacz.

Jego imię to synonim terroru

i nagłej, brutalnej śmierci.

Jednak Kuba Rozpruwacz

zaatakował pięć prostytutek

w dzielnicy Whitechapel w Londynie,

w okresie trzech miesięcy w 1888 roku.

Człowiek, który nazywa siebie Synem Sama,

wyprzedził Kubę Rozpruwacza,

pobijając jego rekord.

Nie da się opisać

biura jednostki specjalnej

po morderstwie Moskowitz.

Telefon dzwonił bez przerwy

przez 24 godziny.

Gdziekolwiek byś nie poszedł,

ludzie zadawali pytania.

Sąsiedzi, przyjaciele pytali:

„Co się dzieje?”.

Bierzesz to osobiście? Oczywiście.

DEPARTAMENT POLICJI W NOWYM JORKU

- Dobra. - Zacznij.

Rozdajemy dziś nowy portret pamięciowy

Mordercy Kalibru .44 narysowany

na podstawie opisów świadków z 31 lipca.

Jak opisałby pan różnice

między starymi szkicami a tym?

Jak widać, są pewne różnice,

ale widzimy też podobieństwa między nimi.

Tym razem więcej ludzi widziało mordercę

niż kiedykolwiek wcześniej

i czuję, że robimy postępy.

Czy prowadzący śledztwo brali pod uwagę,

że może być dwóch zabójców?

Że dwie osoby są Synem Sama,

znają się i pracują razem?

Nie, nie ma podstaw do takich wniosków.

- Żadnych? - Nie.

W porządku.

Poszukiwania Syna Sama

pogrążyły się w chaosie.

a społeczeństwo traciło wiarę.

Czuję, że nie potrafią znaleźć faceta.

- Policja? - Dokładnie. Tak myślę.

Gdyby wpadł mi w ręce,

inaczej by to wyglądało.

Politycy byli pod silną presją.

Nie oddawajcie go policjantom.

Oddajcie go matkom.

Chcemy go potraktować na własny sposób.

Gdy policja ścigała ducha

po całym mieście,

pewien detektyw z jednostki specjalnej

podsumował nową sytuację:

„Dziś wiemy mniej niż wczoraj” .

Prowadzący błagali o przełom w sprawie.

9 SIERPNIA 1977 ROKU, DZIEWIĘĆ DNI PÓŹNIEJ

Po strzelaninie na Brooklynie

miałem sprawdzić wezwania do stawiennictwa

wystawione tamtego wieczoru.

Poszedłem na komisariat,

przejrzałem księgę wezwań

i jedno znalazłem.

WYŻEJ WYMIENIONA OSOBA MA ZARZUTY:

Jest nazwisko i adres właściciela:

KODEKS DROGOWY

David Berkowitz z Yonkers.

Moja pierwsza myśl:

„Co młody Żyd z Yonkers

robi w tej okolicy?”.

Zadzwoniłem na policję w Yonkers,

żeby zapytać, czy coś wiedzą.

Na szczęście dla mnie…

dyspozytorką, która odebrała telefon,

była dziewczyna zwana Wheat Carr.

Gdy powiedziałem „David Berkowitz”,

odpowiedziała: „Opowiem panu coś o nim.

Znam go. Mieszka tuż za mną”.

Powiedziała też, że Berkowitz

zastrzelił ich czarnego labradora.

I że to był pies jej ojca, Sama.

Gdy usłyszałem „Sam”, pomyślałem:

„Okej”.

TATA SAM

Miałem silne przeczucie,

że to jego szukamy.

Wróciłem do inspektora.

Zapytał, czy coś mam.

Powiedziałem: „Myślę, że go mamy.

Naprawdę tak myślę”.

Czterech detektywów z Brooklynu

jedzie z Nowego Jorku do Yonkers,

by obserwować adres na Pine Street.

Musicie wiedzieć, że robią to na ślepo.

Nie mają pojęcia,

jak wygląda David Berkowitz.

Ale znajdują jego samochód.

Patrzą przez okno

i na tylnym piętrze widzą kolbę broni.

Policja włamuje się do samochodu

bez nakazu przeszukania.

Potem otwierają schowek,

a tam jest list napisany przez Syna Sama

mówiący o wyjeździe na Long Island,

by strzelać na dyskotece.

Potem pojawia się zastępca szeryfa i pyta:

„Mieszka pan tu?”.

„Tak”.

„Zna pan Davida Berkowitza?”

„Wiem, kto to. Mogę go zidentyfikować”.

„Proszę wsiąść do samochodu.

Gdy wyjdzie, proszę powiedzieć”.

Około 20.45 obiekt wyszedł z budynku.

Powiedziałem do dwóch oficerów:

„To może być on. Podchodzi do samochodu”.

Zatrzymał się. Otworzył drzwi. Mówię: „To on”.

Wyskoczyłem z samochodu…

pobiegłem, wyciągnąłem rewolwer, wycelowałem w niego.

Powiedzieliśmy: „Stój. Policja.

Wyłącz silnik.

Wysiadaj. Ręce na dach”.

Zapytali go: „Pan David Berkowitz?”.

A on odpowiedział:

„Nie, jestem Synem Sama.

Macie mnie”.

- Bobby. - Dalej.

Nagrywajcie dalej.

Bob!

- Za mną. - Tak!

Tam jest.

- Spokojnie. - Synu, spadaj stąd!

- Wyłaź! - Zejdźcie z drogi.

Zdjęcie, proszę.

Tędy, proszę.

Naprzód. Uważajcie na niego. Uważaj!

Proszę, tylko odniesiecie obrażenia.

- Czemu nie obstawiliście tylnego wejścia? - To nie było fair.

- Przemyciliście go tyłem? - Nie. Wszedł tymi drzwiami.

Nie gadaj bzdur. Już po wszystkim.

Chcecie mnie wysłuchać czy mówić?

Od czubka głowy ma 176,8 cm wzrostu.

Od czubka włosów 179, 8 cm.

Ma rewizję osobistą.

Reszta szczegółów pojawi się później.

Rozprawa w sądzie zostanie ogłoszona.

Nawaliliście

i prawie wywołaliście zamieszki.

Który idiota to wymyślił?

Pieprz się! Chcesz pogadać o idiotach?

Mogę pogadać, sukinsynu.

Nie zrzucaj tego na mnie.

Zrobiliśmy dziś więcej dla innych

niż wy w ciągu pieprzonych stu lat.

- Powtórzy pan oświadczenie? - I zamilcz. To ostatnie?

Złoży pan oświadczenie?

Od teraz to sprawa prokuratora okręgowego.

To już nie sprawa policji. Jasne?

Schwytano go.

Policja wykonała swoje zadanie.

Teraz przejmują to prokuratorzy okręgowi,

którzy muszą przygotować oskarżenie.

Nie możemy powiedzieć nic więcej.

Jeśli chcecie sfotografować, jak wychodzi, to może zająć sześć, siedem godzin.

Lub pięć czy sześć. Nieważne.

Bądźcie na miejscu. Tyle mogę powiedzieć.

Tego człowieka policja uważa za Syna Sama.

To David Berkowitz,

24-letni pracownik poczty mieszkający sam.

Uśmiechał się, gdy go przyprowadzono.

To Bulldog kalibru .44.

Detektywi pokazali pistolet

znaleziony w aucie Berkowitza.

Policja mówi, że to broń użyta

podczas ostatniego zabójstwa Syna Sama.

Cisza!

Z przyjemnością ogłaszam,

że mieszkańcy Nowego Jorku

mogą dziś rano odetchnąć z ulgą,

bo policja schwytała człowieka,

którego uważa za Syna Sama.

Czuję się świetnie.

Myślę, że policja wykonała świetną robotę

i że to najlepsza policja na świecie.

Widział pan, jak przyprowadzono Syna Sama.

Co pan czuł?

Byłem zaskoczony,

że zobaczyłem kogoś jego postury.

Wyglądał na dobrze zbudowanego

i postawnego człowieka.

Nie przypominał ostatnich portretów.

Gdy wszedłem, spojrzał na mnie, mówiąc: „Wiem, kim jesteś”.

„Kim jestem?”

„Kapitanem Borrellim. Wysłałem ci list”.

Wszystko na niego wskazywało.

Mieliśmy zeznania.

Mieliśmy balistykę. Wszystko pasowało.

Byłem pewien, że mamy gościa.

Burmistrz Beame wszedł do biura szefa policji.

Podszedłem do niego, mówiąc:

„Policja ma zasady.

Na komisariacie nie wolno pić alkoholu.

Ale myślę, że dziś złamiemy tę zasadę”.

Sięgnął do kieszeni

i dał mi dwie studolarówki.

Powiedział: „Bawcie się dobrze”.

Abe Beame kupił whiskey, piwo…

Wszyscy się świetnie bawili.

Zakradłem się do pokoju.

Siadam naprzeciwko Berkowitza

i… nie wiedziałem, czego się spodziewać,

ale nie mógł być szczęśliwszy,

opisując, co zrobił i dlaczego.

„Sam” to 6000-letni stwór

mówiący do niego przez psa,

żądając krwi.

Wyjeżdżał co noc,

czekając na znak.

David Berkowitz,

24-letni pracownik poczty,

wyszedł wczoraj z domu w Yonkers,

przekręcił kluczyk w samochodzie

i znalazł się w otoczeniu policji.

Powiedział: „Cóż, macie mnie”.

Wieść, że Syna Sama złapano,

odbiła się echem na całym świecie.

- Już po wszystkim. Jak się pani czuje? - Cudownie! Całej mojej rodzinie ulżyło.

Mąż zadzwonił do mnie o 7.30 z Jersey:

„Złapali go!”.

Jakby zdjęto nam ciężar z barków.

- Chwała Bogu. - Jesteśmy szczęśliwe.

Koniec. Bardzo się cieszymy.

Kiedy rozwiązano tę sprawę,

nie spotkałem się nigdy z taką reakcją

opinii publicznej na policję.

Po tej sprawie

policja była uwielbiana, szanowana…

Żaden detektyw nie mógł

kupić drinka w barze przez długi czas.

To wywróciło całe miasto.

Gdy reszta Nowego Jorku świętowała schwytanie zabójcy,

było coś w aresztowaniu Davida Berkowitza,

tego grzecznego pracownika poczty,

co nie pasowało do całości.

Co pan poczuł, słysząc, że to on?

Byłem w szoku. Nie mogłem w to uwierzyć.

Nadal w to nie wierzę.

Był takim cichym, dobrym pracownikiem.

Żaden z moich rozmówców

nie podejrzewał Berkowitza.

Pine Street 35 w Yonkers.

Ładny budynek w ładnej okolicy.

W mieszkaniu 7E mieszkał David Berkowitz.

Nikt go nie znał,

choć prawie wszyscy wiedzieli, kim jest.

Cichy, może trochę dziwny,

ale na pewno nie typ mordercy.

Widziała go pani. Znała go pani?

Tak, był miłym mężczyzną.

Zawsze się witał, pytał, jak się mam…

Nie pomyślałabym, że jest Synem Sama.

Mogłem widzieć go w budynku. Ludzie wchodzą i wychodzą.

Ale nie uważam,

że ten portret go przypominał.

Jak wielu sąsiadów,

byłem w szoku, że Morderca Kalibru .44

mieszkał na moim podwórku,

w moim rodzinnym mieście Yonkers.

Maury w to nie wierzył.

To się działo w jego rodzinnym mieście,

ponad kilometr od jego domu.

Maury był bardzo dociekliwy.

Gdy prasa walczyła o to idealne zdjęcie,

zastanawiałem się

nad tym tak zwanym Synem Sama.

Jego podobieństwo do szkiców

budziło wątpliwości.

Czy wszyscy świadkowie i szkice…

mogą się mylić?

Dość szybko po aresztowaniu

Maury się zastanawiał:

„Policja kogoś aresztowała,

ale portrety nie pasują”.

WEDŁUG NAOCZNEGO ŚWIADKA PIERWSZY ATAK, 29/7/1976

Policja odrzuciła to, mówiąc:

„Naoczni świadkowie często się mylą”.

Z mojego doświadczenia

naoczni świadkowie

mylą się w określonych ramach.

Nie pomylisz Berkowitza

z blondynką mającą 180 cm wzrostu.

Myślę, że Maury na coś trafił.

Co jeszcze może się tu dziać?

Berkowitz powiedział policji,

że wykonywał rozkazy psa o imieniu Sam.

Psa należącego do sąsiada, Sama Carra.

Ten dom w Yonkers należy do Sama Carra.

Jest położony powyżej domu

Mordercy Kalibru .44.

CARR, USŁUGI ODBIERANIA TELEFONÓW

Dzień dobry.

Jimmy Walker z ABC News. Pan Carr?

- Nie. - Przepraszam za najście.

W porządku. Nie ma go.

- Nie ma go? - Nie. Przepraszam.

Proszę pani?

Komenda Główna Policji w Yonkers

udostępni wszelkie informacje

i to oni wydadzą oświadczenie.

- Możemy porozmawiać z panem Carrem? - Nie.

Miałem poczucie, że coś się kryje

za historią o demonicznym psie.

Ale jak Carrowie wpisują się w układankę?

Pomyślałem, że może powinienem z nimi porozmawiać.

Szukałem ich w książce telefonicznej

i zobaczyłem nazwisko „John Wheat Carr”,

który mieszkał pod adresem Sama Carra.

Skąd znam to imię?

Odszukałem list od Syna Sama

do Jimmy’ego Breslina.

Tam było.

Zamurowało mnie.

Czy John Wheat Carr

i „John Wheaties” w liście są jedną osobą?

Kilka dni później

znajomy dał mi zdjęcie Johna Carra.

Porównując zdjęcie ze szkicem,

nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem.

I w to, co przeoczyła policja.

Pomyślne zakończenie śledztwa

ponownie pokazuje,

dlaczego nowojorska policja

od dawna jest znana jako najlepsza.

Oficjalnie sprawę zamknięto.

Pościg zakończony.

Policja złapała złoczyńcę.

Dla świata David Berkowitz był Synem Sama.

Czuję się dużo bezpieczniej

na ulicach Nowego Jorku.

Mogę wyjść wieczorem, iść na dyskotekę.

Jest super. Czuję się bezpieczniej w nocy.

A jeśli to nie cała historia?

A jeśli John Wheat Carr,

prawdziwy syn Sama Carra,

był w to wmieszany?

A jeśli koszmar…

dopiero się zaczyna?

Napisy: Anna Wiśniewska

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.