Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NOWY ROK 1980
Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden!
Dzięki niebiosom!
Groźba odeszła, jest bezpiecznie.
Zaraza uporczywa przeminęła ostatecznie.
I gorączkę zwaną życiem pokonalim ostatecznie.
Cisza w samotności, lecz nie w osamotnieniu.
Bowiem duchy zmarłych,
co przed tobą kroczyły,
kroczą teraz u twego boku.
Ta bryza, Boże tchnienie, nieruchoma.
Mgła, ta wzgórzem niesiona, pełna cieni, wielu cieni,
nieprzerwanym biegiem jest symbolem i znaczeniem.
W drzew koronach znów się mości, pełna sekretów, zawiłości.
Granica między życiem a śmiercią
jest jak cień, niewyraźna.
Komuż decydować, gdzie jedno się kończy, a drugie zaczyna?
Stoimy na skraju urwiska.
- Dziadziu. - Zerkamy w otchłań.
- Co się dzieje? - Kręci nam się w głowie.
Ona tu jest.
Odruchowo pragniemy się skulić.
Z niejasnych przyczyn zastygamy.
Roderick!
Prosimy o komentarz.
DOWODY – RODZINA USHERÓW
ZMARŁ 18.11 TRAGICZNA ŚMIERĆ
ZMARŁA 17.11 NIEZROZUMIAŁA TRAGEDIA
ZMARŁA 15.11
SAMOBÓJSTWO ROZSZERZONE
ZMARŁ 13.11 NAPOLEON USHER NIE ŻYJE
ZMARŁA 11.11
DZIEDZICZKA GINIE W WYPADKU
ZMARŁ 9.11 DZIWACZNY WYPADEK
FED. PROKURATOR ŚLEDCZY C. AUGUSTE DUPIN
Nie uwierzy pan. Dzwoni.
Prosi o spotkanie. Dziś.
- Kto? - On.
Wysłał adres.
Dziwny, ale dzwonił on sam.
Nie sekretarka, nie asystent, nie Ponury Pym.
On sam.
Dziękuję.
Zapraszam.
Koniaku?
Nie, dziękuję.
Współczuję ci…
Współczuję straty.
Strat.
Henri IV Dudognon Heritage Cognac Grande Champagne.
Najdroższy na świecie.
Tę butelkę kupiłem za 4 000 000 euro.
Wytwarzany od 1776 roku.
Leżakowany w beczkach ponad 100 lat.
Samą butelkę powleczono 18-karatowym złotem
i inkrustowano 4100 diamentami wysokiej jakości.
Łyk jest wart tyle,
ile zarabiasz przez dwa lata.
Śmiało.
Oto smak kilku lat pracy.
Mówię z serca.
To niewyobrażalna tragedia…
Wiem. Współczujesz mi śmierci moich wszystkich dzieci.
Gdzie pan Pym? Przydałby się adwokat.
Ile wezwań mi wysłałeś przez te lata?
No to mnie masz.
Przestań żyć zasadami.
- Zrzeknij się. - Dobrze. Zrzekam się prawa do adwokata.
Za paragraf 18, ustęp 371.
Jasne.
Masz co świętować. Uszło ci to na sucho.
- Znowu. - Nigdy tak nie jest.
Nie do końca.
Madeline się nie zgodzi.
Spytaj ją, jest w piwnicy.
Z niej jeszcze trudniej coś wyciągnąć.
Masz jej zeznania? Nie sądzę.
Moich też nigdy nie zdobyłeś.
Przepraszam.
- Moja wnuczka, Lenore. - Odbierz.
Wnuki są najważniejsze.
Nie ucz mnie o rodzinie.
Nie jesteś w tym lepszy ode mnie.
Zadzwoniłem, by dać ci jedyne, czego pragniesz.
Moje wyznanie.
Federalny prokurator śledczy C.A. Dupin. Jest ze mną Roderick Usher.
Jest 20 listopada 2023 roku.
Pan Usher zrzekł się prawa do adwokata.
A pan Dupin odmówił szklaneczki Henriego IV. Komu odbiło?
Ogrzewam.
Jestem Roderick Usher.
Jesteśmy w mym rodzinnym domu.
Tu dorastałem. Zachowałem go.
Całą okolicę
wykupiłem.
Patrzyłem, jak farba odłazi.
Jak chwasty rosną.
Pocieszał mnie zapach zgnilizny.
Do czego chcesz się przyznać?
Wspomniałeś paragraf 18, ustęp 371.
- To oszustwo wobec władz… - Do wszystkiego.
- Co? - Do wszystkiego.
Co masz, 73 zarzuty?
No to przyznaję się do wszystkich.
Dorzucę ci coś…
gratis.
Powiem, jak zmarły moje dzieci.
Wiem, jak zginęły. Wszyscy wiedzą.
Zaufaj mi, pojęcia nie masz.
Od czego zacząć?
Zapewne od początku.
A było to tu.
W tym pokoju.
Nie zrozumiesz, co zrobiłem,
póki nie zrozumiesz, jak żyliśmy ja i Madeline.
Póki nie poznasz kobiety, która ukształtowała moje wybory.
Naszej matki.
Elizy.
Była osobistą sekretarką CEO Fortunato Pharmaceuticals.
Zwał się William Longfellow.
Człowieka ambicji.
Człowieka biznesu, który rzekomo powiedział niegdyś żonie…
Dzieci nie są zbyt delikatne, by je bić.
Są jak porządny stek. Im lepiej go stłuczesz,
tym będzie delikatniejszy.
Z przyczyn, których nie rozumieliśmy,
nie wolno nam było się zbliżać do domu Longfellowa.
To była kluczowa zasada mamy.
Madeline, jak to Madeline, chciała ją złamać.
Szpieg na moim płocie!
Nie tutaj. Nigdy. Była umowa.
- Przepraszam. - Puść ją.
- Skarbie? - To nic.
To tylko mali podglądacze.
To się nie powtórzy.
Eliza? Nic mu nie jest?
- Nic. - Nic się nie stało. Do poniedziałku.
Dopilnuj, żebym dostał dokumenty z Emory.
Tak, proszę pana.
Madeline go nienawidziła.
Jakimś cudem wiedziała.
- Madeline. - Zawsze wiedziała.
Unikamy domu pana Longfellowa.
- Chcieliśmy… - Znasz zasady.
Bóg mieszka w niebie
i kocha nas z daleka. Podobnie pan Longfellow.
Jest okropny.
Jest skomplikowany.
Jak Bóg.
- Jak stopa? - Boli.
Co mówiła matka Teresa?
„Ból i cierpienie są jak pocałunek Jezusa”.
Aż tak nas do niego zbliżają.
Jeśli ból i cierpienie są jak pocałunek Jezusa,
to Jezus przyssał się do mojej matki
na kolejne lata.
Już dobrze.
- Proszę. - Nie.
Mamo, musisz pić. Może…
Wezwijmy lekarza, jak w telewizji.
- Nie! - Proszę cię.
Jezus pokazał,
jak uzdrawiać. Nie za pomocą medycyny!
Gdzie wasza wiara?
Ciało jest Bożą świątynią.
Zbrukalibyście je?
Nie mów, czego chcesz. Niech on to powie.
Uzna, że to jego pomysł.
Mama zabroniła go odwiedzać.
Choć tyle może zrobić. Powtórzmy to.
Przepraszamy za kłopot. Mama dobrze dla pana pracowała
prawie 20 lat, więc uznaliśmy, że zechce pan wiedzieć…
Pogarsza jej się.
Wiemy, że pomaga pan ludziom.
Mama zawsze mówiła, że potrafi pan przenosić góry.
Przekonać każdego.
Nie spotkała nikogo tak mądrego.
Może nam pan pomóc?
Spróbować ją namówić.
Przyszliście do mojego domu,
żebym namówił waszą matkę na wizytę u lekarza?
Nie bierze lekarstw ani nic.
Nie chce lekarza, a bardzo cierpi.
Pomyśleliśmy, że pan pomoże.
Powie jej, czego potrzebuje.
Bo nas nie słucha. Ale pana…
No bo…
Ona pana kocha.
- Co takiego? - Niech pan to dla niej zrobi.
Dla nas.
Nie mam pojęcia, o czym mówicie.
Eliza pracowała dla mnie długo i dobrze, ale potem jej odbiło.
Wynoście się, wy i te pieprzone oskarżenia.
Niczego nie wyłudzicie. Won.
Czy to…
To dzieci Elizy?
Co zrobimy?
Wiemy, czego by nie chciała.
Zjawi się policja.
- Lekarze ją zabalsamują. - Nie mogą.
Wiem.
Co zrobimy?
Dzięki niebiosom! Groźba odeszła, jest bezpiecznie.
Zaraza uporczywa przeminęła ostatecznie.
I gorączkę zwaną życiem pokonalim ostatecznie.
Pora odczytać teksty żałobne,
odśpiewać pożegnalny psalm,
modły wznieść do śmierci nadobnej,
co nadeszła młodo tak.
Maddie!
Co się stało?
- Mamo! - Mamusiu!
Mamo!
Pewnie gdzieś zemdlała.
Wydostała się, pewnie straciła przytomność.
Jezu.
- Co teraz? - Wezwiemy lekarza.
Niech mówi, co chce.
To był wypadek, nie chcieliśmy…
Przepraszam.
- Nie wiedzieliśmy. - Wybacz, mamusiu.
Nie tylko u nas, na całej ulicy nie ma prądu.
Kto idzie?
Czego tu szukasz?
Boże jedyny.
Mamo!
William!
Oficjalnie zmarł na serce we śnie.
Wtedy nie było Internetu, prehistoria.
Domknęliśmy luźne wątki, gdy przejąłem firmę.
Chciałem oszczędzić wstydu rodzinie.
Mojej rodzinie. Usherom.
Ostatnie, co zrobiła moja matka,
to zabicie potężnego człowieka.
Chroniliśmy ten sekret i kochaliśmy ją.
Była
niezwykła.
Dlaczego mi to mówisz? Po co o niej rozmawiamy?
Zakładam, że wypada, bo ona tu jest.
W sensie?
Stoi za tobą.
Wiesz, czytałem o skutecznych metodach negocjacyjnych.
Takich, jakich genialni biznesmeni
używają ukradkiem w decydujących rozmowach.
Pragną wywołać choćby nieznaczną reakcję.
Mówią cicho, by rozmówca się pochylił.
Sprawiają, by się powtarzał. Patrzą w punkt za rozmówcą.
Chcą, by się…
odwrócił.
Tak zyskują namiastkę kontroli.
Nie odwrócę się.
Jak wolisz.
Dlaczego mi to mówisz?
W końcu rozmawiamy o moich dzieciach.
To ważne,
by zrozumieć, jak umarły.
Dlaczego tak je traktowałem.
A były, jakie były, przez mojego ojca.
Obiecałem sobie, że nie będę taki jak on.
Nie zamknąłbym drzwi. W końcu to krew z mojej krwi.
Nie ma znaczenia, kto jest ich matką.
Sześcioro dzieci z 5 kobietami.
Wszystkie uznaję.
I tak je traktuję.
Każdy z Usherów
napotka otwarte drzwi.
Taka zasada.
Znów wnuczka?
Tak.
Drzwi otwarte,
ale odbierać nie musisz.
Nie muszę.
Pewnego dnia przestanie pisać.
Zawsze tak jest.
Twoje wnuki są w twoim domu, z twoimi dziećmi,
a ty jesteś tu ze mną.
Darujmy sobie przemówienia.
Obserwujesz mój dom?
Nie widziałem w sądzie twojego męża.
Ani razu.
To zwieńczenie twojej kariery, a jego nie było przy tobie.
Dlaczego, skoro wyznajesz rodzinne wartości?
Moja rodzina tam była od początku.
Oskarżona o współudział w spisku.
- Przestań. - Moi bliscy nie musieli tam być.
Nie chciałem, by się do was zbliżali.
Złotousty Auggie.
A to oświadczenie wstępne? Piękne.
Oglądałem je kilkukrotnie.
Wtedy po raz ostatni…
Sam wiesz…
- Ostatni raz coś doceniłeś? - Ostatni raz byliśmy razem.
W jednym miejscu.
Żywi.
Dziękuję.
Panie i panowie.
Nazywam się Charles August Dupin.
Mam zaszczyt…
DWA TYGODNIE WCZEŚNIEJ
…reprezentować USA w sprawie przeciw Fortunato Pharmaceuticals
i przestępczemu rodowi Usherów.
Dziś powiem wam, dlaczego rząd USA
postawił wreszcie zarzuty
w najważniejszej sprawie przeciw firmie farmaceutycznej
w historii kraju.
Wiem, że o tej spółce jest głośno.
O Ligodonie.
O epidemii opioidów w domach i na ulicach.
O stercie ciał piętrzącej się, odkąd Roderick Usher,
siedzący tam, kilkadziesiąt lat temu wypuścił ten środek przeciwbólowy.
Rodzina Usherów pod wodzą CEO Rodericka i COO Madeline
przez 40 lat zapewniła spółce pozycję jednej z najbardziej dochodowych,
najpotężniejszych firm na świecie.
A to dzięki haniebnym czynom.
Rażąco łamali przepisy, statuty i podstawowe zasady etyki.
Za cenę ludzkiego życia.
Wykażemy, że Fortunato celowo stosowało
wprowadzający w błąd marketing.
Spółka twierdzi, że lek jest bezpieczny i skuteczny.
Niszczy dowody przeczące tej tezie.
Jedne pali, inne fabrykuje.
Niszczy, hańbi, poniża i oszukuje.
Oni się jednak nie martwią,
a ich główny prawnik i egzekutor Arthur Pym…
- Sprzeciw. - Podtrzymuję.
Główny prawnik Arthur Pym
rozwiązuje sobie krzyżówkę.
Uważają, że takim jak oni więzienie nie grozi.
I mają rację, drodzy państwo.
Czterdzieści lat i ani zarzutu, ani oskarżenia.
Nawet mandatu za prędkość.
Ani Rodericka Ushera, ani Madeline Usher,
nikogo nie spotkały konsekwencje.
- Sprzeciw. - Podtrzymuję.
Ród Usherów przetrwał każdą burzę
z podniesionym czołem,
które spowija coraz większy mrok.
Ale tym razem usłyszą też coś innego.
Coś nieoczekiwanego.
Dlatego ten proces będzie inny.
Wypowie się jeden z nich.
Informator z wewnątrz.
Ktoś tak bliski rodzinnych zbrodni,
że jego zeznań nie da się podważyć.
- Sprzeciw. - Podejdźcie.
Jeśli świadek istnieje,
nie został wskazany obronie.
To naruszenie podstawowych praw,
prokurator dobrze o tym wie.
Świadek wiele ryzykuje.
Coś może mu grozić.
Lęka się o życie.
Sądzimy, że doszło do infiltracji sądu.
Nonsens.
Dlatego na razie zachowamy tożsamość świadka w tajemnicy.
Prokuratura uważa, że grozi mu niebezpieczeństwo.
Tym bardziej niepotrzebnie pan o tym wspomniał.
Ma sąd rację.
Zapędziłem się.
Nie jestem już młodym prawnikiem. Proszę wykreślić.
Pominiemy wzmiankę o informatorze.
Proszę wykreślić z akt.
Wszyscy jesteśmy w nerwach.
W zeszłym roku
zmarło 54, może 55 tysięcy ludzi. Dlaczego?
Przez chciwość.
- Rodzinna kolacja. - Wszyscy?
Z małżonkami.
Nie jest to dla mnie wesoły dzień.
Pragnę, by tacy jak Usherowie
odpowiedzieli za szkody, jakie wyrządzili.
PRAWO FARMACEUTYCZNE
Kurwa, kiepsko.
NOWY JORK
Tata nie lubi takich kolacji. Chodzi o jedno.
- O kreta. - Informatora.
Kret to ktoś od nich,
informator to ktoś od nas.
Kret to ktoś jak DiCaprio w Infiltracji,
a informator jak Nicholson.
No tak, cały czas gadał z FBI.
Jasne. Są też inne filmy, tato.
- Nie tak dobre. - A to?
Robisz się absurdalnie dobra.
Żeby twojemu tacie się spodobało.
Może poprawi mu to humor.
No tak.
Informator w rodzinie.
Nie może być.
Nie wierzę. Jak już, to Perry.
To tylko dziecko.
Kto wie, co ten walnięty gów… Wybacz.
Co ten walnięty bachor zrobi.
Jakim chu… Wybacz.
Jakim chujem ktoś uznał,
że dobrze wyjdzie na donosie do rządu?
Wymagałoby to odwagi.
Zarzuty są prawdziwe?
Bo jak nie, to nie ma się co martwić.
A jak ktoś złamał prawo, to kara mu się należy.
Lenore, to świadczy o odwadze i trosce.
Ale grozi wydziedziczeniem.
Chyba by tego nie zrobił, co?
Z Freddiem jest tak.
Najbardziej pragnie miłości ojca.
Na biznesie się nie zna, ale ojcu nie podskoczy.
Obstawiam któregoś bękarta.
Może nie doceniamy Freddiego.
Zastąpiłby ojca. Może chce to przyspieszyć.
Po co?
Dostaje, co chce, choć nie ogarnia życia.
A jego imię?
Frederick, Roderick. Bliżej byłby tylko junior.
Mógł go nazwać Froderick.
- To pewnie Perry. - A twoja nowa macocha?
- Juno. - Cicho.
O niej ani słowa. Ona nie istnieje.
Na pewno niczego jej nie zapisał, nie?
Ona nie istnieje.
I nic nie wie.
- Ale późno, Bill. - Przełóż lunch.
Mowy nie ma.
Goldbug wystartuje punktualnie.
W prezentacji jest data.
- Tata podpisał kwity. - A proces?
I cała reszta. Świat zrozumie.
W dupie mam świat.
Liczy się, co myśli tata. Jak mówi, że będzie dobrze, to będzie.
Goldbug mu pokaże, że może zapanować matriarchat.
A Tamerlane Usher powinna zostać królową. Czego ci trzeba?
Billa T. Wilsona.
Nie zmieniaj się.
Rozgrzej BILLT Nation,
niech dziesięć milionów subskrybentów się ślini.
Blippi ma 12 milionów.
Pieprzyć Blippiego. I ten proces. I informatora.
A skoro o tym mowa…
Nie wiadomo, jak pójdzie, więc odwołałam dziewczynę.
Nie wiedziałem, że ma być.
Miała, jest odwołana. Przesunięta.
Tata musi zobaczyć, że i bez pół miliarda
i stadka małp doświadczalnych nam się uda.
Już prawie mam.
Gotowe?
Dobrze. Zamykamy.
Trzymajmy kciuki.
O kurwa, udało się.
Martwię się,
kto nam napisze recenzję naukową.
Nie mów, że przez psiankę.
Przez psiankę.
Ten proszek od twojego ojca
zepsuje całe badania.
Nie słyszałaś?
Turyści w Ameryce Południowej wdychają proszek
i doznają paraliżu.
To jest to samo.
Próba nie będzie wiarygodna,
jak będziemy używać eksperymentalnych specyfików.
Perry nie może się dowiedzieć.
Bo doda to komuś do napoju.
- Na pewno mam dziś przyjść? - Co?
Wszyscy będą jak na szpilkach.
- A informator? - Musisz przyjść.
Wiadomo, że to Camille.
- Będzie jatka. - Kazali przyjść z Al.
Przykro mi, pani doktor.
Nie możesz przyjść.
Chcę ich poznać.
To cała procedura, długa historia.
Nie chcesz tego.
Intercyza ma kilkaset stron.
Mogę z tobą mieszkać, a nie mogę poznać krewnych?
Tak. Nie wiem, kiedy wrócę,
ale wtedy pogadamy.
Jestem w windzie. Zaraz pogadamy.
W windzie?
Już lecę.
- Musisz iść. - Obiecałeś selfie.
Już. Kurwa.
Musisz zaczekać tutaj.
Poważnie?
No.
Na sofie masz koc, schowaj się.
Nie wiem. Chodź.
Wyjdziesz, jak pójdzie do kibla.
Kumpele nie uwierzą, że znam Napoleona Ushera.
No dobra.
Cześć. Co tak wcześnie?
- Nie żebym narzekał. - Pomyślałem, że może się posrać.
Widziałem wiadomości.
Na pewno z tobą nie iść?
To kiepski pomysł.
- Mówili o tym? - O niczym innym nie mówią.
Hej, Pluto.
Dobrze traktujesz drugiego tatusia?
Włączmy telewizor w sypialni.
Wchodzimy z buta.
Leszcze jak Fox,
Hannity'emu można posmarować. Będzie miły.
Tucker?
Prawie się zrzygałam.
Spytaj Bresnickana z Vanity Fair, czy chce profilu Leo.
Niech Leo raz się przyda.
Opowie o jordanach i fundacjach.
Kimmel, Colbert, Leo.
Dobra, chuj. Victorine dla Vanity i Cosmo.
- Jest lubiana. - Pani mac…
Juno będzie w weekend w Met, pani ojciec prosił o artykuł.
Znalazł ją na OIOM-ie. Nie zrobię z niej księżnej.
Mógłby być jej dziadkiem. Ohyda.
Mniejsza, dajcie im, czego chcą.
Najważniejszy jest informator.
PROKURATURA UJAWNIA WTYCZKĘ
Najpierw Perry,
ale on by się pochwalił na TikToku.
Mamy przyjechać po kolacji?
Nie dziś.
Miejcie tylko na oku Victorine i resztę.
Muszę znaleźć tego informatora.
Victorine wie, że ją pani obserwuje.
Poradzicie sobie. Dowiemy się, kim jest informator.
Wtedy utnę mu łeb i podam ojcu na platynowej tacy.
Sprawdź, czy Cartier robi takie.
Wciąż się stresuję.
Pierwszy raz coś organizuję.
Raz prowadziłam spotkanie NA.
Tylko raz. Masakra.
Poradzisz sobie. Nie musisz nic robić.
Ale wszyscy naraz?
Dobrze, że nie mieliśmy wesela. Nie musiałam patrzeć im w oczy.
- Nienawidzą mnie. - Bzdura.
Poza Freddiem.
Ale on ci włazi w dupę.
Pokochają cię, bo ja cię kocham. A od miłości silniejszy jest
tylko strach przed wydziedziczeniem.
Przepraszam.
Wybaczcie.
Co tu robisz? Moja żona.
Juno, doktor Donaldson. Długo się mną opiekuje.
Tobą też się zajmie.
Miałem zadzwonić, ale to na tyle ważne…
Musimy porozmawiać.
- Mów. - Na osobności.
Przyszedł Prospero.
Przyjmiesz go?
Co?
Glenfiddich, rocznik 1996.
- Rok… - Mój rok urodzenia. Tak.
Glenfiddich poparł tę koncepcję.
To oficjalna whisky klubu,
dostaniemy całą kolekcję butelek.
Miałeś cały rok
na przedstawienie pierwszego biznesplanu,
a ty przychodzisz z klubem nocnym.
Owszem. Ale myślicie zbyt wąsko.
Czy główny klub będzie ekstra?
Owszem, ale liczy się franczyza.
Prospero Rzym, Prospero Nowy Jork, Prospero Dubaj.
A gdzie tu wartość
poza własnym imieniem w nazwie?
To nie byle klubik, ciociu.
To Berghain. Limelight.
Jeden z najbardziej ekskluzywnych klubów świata.
Będziemy bezczelnie odmawiać gwiazdom i monarchom.
Studio 54 będzie przy nas wyglądać jak Romper Room.
I chcesz to osiągnąć własną partią Glenfiddicha?
Nie sprzedaję Glenfiddicha,
a hedonizm i przywileje.
Dark room z zabójczą muzą, bez zasad i konsekwencji,
gdzie wielbiona gwiazdeczka
będzie obciągać w kącie prawdziwym VIP-om.
Mogę wam zaprezentować dane,
franczyza wypali.
- Poziomy członkostwa… - Śmiało, braciszku.
Poziomy? I nic, kurwa, nie mówisz? Nie.
Żadnej prezentacji.
Usherowie mają zmieniać świat,
a nie stawiać burdele z łychą.
Zapoznajcie się z danymi. W poniedziałek…
Ja pierdolę. Skończyliśmy.
Informatorem nie jest, ale o biznesie nie ma pojęcia.
Wiem, że chcesz każdemu udzielić pożyczki, ale…
Nie ułatwia mi.
Spójrzmy im w oczy.
Jak zobaczą papiery, będę wiedzieć.
Co się z tobą dzieje?
- Bo coś się dzieje. - Wszystko gra.
Za tobą.
Na rozchodne.
Wszyscy na tym skorzystamy. Prawo farmaceutyczne.
- Może coś tam jest. - Doprawdy?
Arthurze, poczytaj. Znajdź coś, co nam pomoże.
O nie.
Moment. To ciasto.
Gdyby twój program był o ciastach, miałby już 20 sezonów.
Niech tata popije.
Kawki?
Niemożliwe.
Ciacho jak nic.
Freddie, ślub z tą kobietą to jedyne, co ci wyszło.
Jest genialna.
No cóż.
Tyle mamy wspólnego. Obaj mamy szczęście.
Ja pierdolę, Freddie.
Wy sobie pochłaniajcie prawo,
a pan Pym rozda wam ważne dokumenty.
Kwity Ponurego Pyma, jak zwykle frajda.
To też ciasto?
To solidna,
nowa umowa o zachowaniu poufności. Z konsekwencjami.
Utrata spadku, brak prawa do pozwu…
Spotykajmy się częściej, balsam dla duszy.
Konsekwencje mają zastosowanie po udowodnieniu naruszenia.
Nikt się nie ma o co martwić.
No chyba że ma.
Właśnie. Dlatego wasz ojciec i ja
doceniamy tę oznakę zaufania, wierności i przynależności.
Jak miło poczuć się członkiem rodziny.
Al, podpisałaś już dzieło Pyma?
To taki rytuał. Zaczekaj na intercyzę.
A właśnie, jak tam, Juno?
Wspaniale.
Wolę tego nie podpisywać, póki mój prawnik nie zajrzy.
Albo skrobnę.
Skoro już o tym rozmawiamy, to pozwolę sobie zacząć.
Jeśli ktoś z nas gromadzi dowody
lub handluje sekretami rodu, to chyba wiemy kto.
- A jebał cię pies, Victorine. - Przestańcie. Miejcie godność.
Chcecie patrzeć?
- Podpiszę. - Jak się pisze „Froderick”?
Darujcie sobie, to nie jest śmieszne.
Istniejecie dzięki Fortunato.
Macie te swoje podróbki,
implanty serca i bale debiutantek.
Bale debiutantek? I tyle?
Ta spółka to rodzina.
Macie oddać za nią życie.
A jeśli ktokolwiek nas zaatakuje,
dołożymy wszelkich starań, by zneutralizować zagrożenie.
W sensie przysypać pozwami,
usunąć z zarządu, testamentu, ulicy…
Zneutralizować. Na śmierć.
Pym zadbał o brutalne konsekwencje na moją prośbę. Nie w tym rzecz.
Gdy się dowiem, kto donosi
pieprzonym władzom na swoich krewnych,
nie będzie co pozywać.
Zasypię pozwami krwawą miazgę w markowych butach.
- Dowiemy się. - Pięćdziesiąt milionów.
Za odpowiedź.
Dla szczęśliwca, który odkryje, kto donosi FBI.
Pięćdziesiąt baniek gotówką. Bez podatków, bez haczyków.
Czy ty właśnie…
Tak, wyznaczyłem nagrodę.
Za twój łeb, śmieciu. Już ty wiesz, że to do ciebie.
Śpij spokojnie.
A pozostałym…
Miłego polowania.
Wtedy ostatni raz widziałem ich razem.
Niektórych – ostatni raz żywych.
Jeśli mówisz to, bo…
No cóż.
Jeśli sugerujesz, że to wina informatora,
jeśli choćby pośrednio implikujesz, że mój udział…
Nie. Wiem, kto za tym stoi.
Wiesz, kto stoi za którą śmiercią?
Za każdą.
Wybacz, ale śmierć twoich dzieci
bardzo dokładnie zbadano.
Co do joty.
Choć to dziwne, wypadki te są niepowiązane.
Ja za tym stoję.
A do sedna,
poniekąd…
Jest pewna kobieta.
Znam tę twarz.
Też ją znasz.
Muszę o niej opowiedzieć.
Co ona mi zrobiła?
Moje ulubione święto?
Nowy Rok. A dlaczego? Postanowienia.
Ludzie szafują tym słowem,
nie wiedząc, jak wiele znaczy.
Postanowienie.
Postanowić.
Czyli nieodwołalnie, pewnie zobowiązać się do zrobienia czegoś…
lub zaniechania.
Większość ludzi marnuje swoje durne życie,
ani przez chwilę nie podejmując prawdziwego postanowienia.
Ale nie ja.
O nie.
I nie Madeline.
NOWY ROK 1980
31 GRUDNIA 1979
Bal przebierańców?
Zapewne Jay Gatsby i Daisy Buchanan.
- Gin Rickeys? - Gatsby nie pił.
Trzeźwym okiem obserwował, jak inni się upijają.
- Czyli nic? - Napijemy się.
Oboje. Whisky, czystą.
A tamta impreza?
Nie zaczekaliście, aż się rozkręci?
Zmiana scenerii.
Pracujemy w okolicy.
Nie znamy tego baru. Nowy?
- Poniekąd. - Pusto tu.
A mamy Nowy Rok.
Jeszcze się zapełni. Północ to nasza godzina.
Dziś wieczór.
Za wami dziki wieczór.
Pożegnaliście rok z hukiem, co?
Wypiję z wami.
Zwykle nie piję z klientami. No cóż.
Za rok 1979. Niech spoczywa w pokoju.
- Nie wierzę, że to zrobiliśmy. - Ciszej.
Mowy nie ma. Co teraz?
Czekamy.
Pij, ale się nie upij. Mów, ale nie gadaj.
Oby policji nie było przed północą.
Za parę dni się okaże.
Ważne, by się dziś pokazać.
Tu jest dobrze.
Paru świadków będzie, ale nie rzucamy się w oczy.
Najbardziej się cieszę,
że Carter kończy kadencję.
Reagan wystartuje?
Jeśli tak, tylko pomoże interesom.
Wybaczcie, nie mówimy tu o polityce. Zachowujemy klasę.
Kolejkę?
Może jedną.
Potem piwko, na spokojnie.
Noc młoda, a whisky droga.
Pierwsze dwa były gratis. Otworzyć rachunek?
Kup teraz, zapłać później. Moje motto.
- Verna. - Roderick.
A to Madeline.
Zostaniecie tu?
- Tak sądzę. - Wspaniale.
Macie jeszcze godzinkę, by coś postanowić.
Wiecie, czym są postanowienia? Umową z przyszłością.
A ta nadciąga jak błyskawica.
Macie już postanowienie, prawda?
Tak. To samo.
Zmienimy świat.
Sylwester 1979 roku. Pamiętam, co się stało.
Tej nocy…
- Wiesz, do czego zmierzam. - Wiem.
Pomijając plotki i sekrety.
Wtedy wszystko w Fortunato się zmieniło.
Ludzie nadal snują domysły.
O tym chcesz mi opowiedzieć?
Wasze życie całkowicie się odmieni.
I to dziś.
Oboje to wiecie.
Czujecie to.
Opuściliśmy czasoprzestrzeń.
Dziś pochowałem troje dzieci.
Tydzień temu drugą trójkę.
Wiem. I bardzo współczuję.
Nie mówię tego bez powodu.
Moja matka, moje dzieci, sylwester.
Nie będziesz chciał w to uwierzyć,
ale zapewniam, że każdy element jest tu istotny.
Dziś pochowałem syna.
Niemal nikt się nie zjawił.
Szóste pochowane dziecko.
Niecałe dwa tygodnie.
„Granica oddzielająca
życie od śmierci jest jak cień, niewyraźna.
Komuż decydować, gdzie jedno się kończy, a drugie zaczyna?
Stoimy na skraju urwiska”.
- Dziadku. - „Zerkamy w otchłań”.
- Co się dzieje? - „Kręci nam się w głowie”.
Ona tu jest.
„Odruchowo pragniemy się skulić.
Z niejasnych przyczyn zastygamy.
Powoli nasze mdłości, zawroty głowy
i przerażenie zlewają się w chmurę nieopisanych uczuć.
Mamy jedynie wyobrażenie tego, co czulibyśmy
podczas gwałtownego upadku z takiej wysokości.
I ten właśnie upadek, ta rozpędzona zagłada,
bowiem niesie ze sobą jedną z najbardziej upiornych i odrażających
spośród upiornych i odrażających możliwości śmierci i cierpienia,
jakie człowiek może sobie wyobrazić,
jest obiektem naszych najgorętszych pragnień”.
Panie Usher!
Spójrz na mnie.
Arthurze, daj karetkę, ale po cichu, bez nazwisk.
Nieoficjalnie.
Do Westminster, pod innym nazwiskiem. Zamknij skrzydło, może i cały szpital.
Pełna ochrona, ściągnij Donaldsona. Żadnych innych lekarzy.
Robi się.
Już czas.
Już czas.
Już czas.
ZAGŁADA DOMU USHERÓW
NA PODSTAWIE DZIEŁ EDGARA ALLANA POE
Napisy: Konrad Szabowicz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.