All language subtitles for Donbass

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian Download
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

FILM SIERGIEJA ŁOŹNICY

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

Co wy tacy skwaszeni?

Co na was nie spojrzę, same skrzywione mordy.

Maluj mocniej. W scenariuszu mam sińce pod oczami. To nie są sińce.

Przywalę ci i będziesz miała naturalne.

Co?

Patrzcie go. To ma być dozorca?

Zwyczajny menel.

Zjeżdżaj.

Zjeżdżaj, mówię, menelu szczerbaty.

Nie obrażaj się, ja tylko wchodzę w rolę.

Maluj jeszcze. To twój pierwszy raz?

- Naściągali praktykantów. - Koniec charakteryzacji. Wstajemy.

Bierzcie rekwizyty, nie wracacie tu. Likwidujemy bazę.

Co to? Jasne.

- Szufla. - Zostaje.

Idziemy na miejsce. No już, raz, dwa.

Świetnie.

Wstajemy!

- Co tak siedzisz? Wstajemy! - Już.

Szybciej!

Szybciej!

Wszystko robicie na mój sygnał.

Ruchy!

Nie zostawajcie w tyle!

Raz, dwa!

Biegnijcie szybciej!

Ruchy!

Stać i czekamy!

- Ruszajcie. Przyjęłaś? - Przyjęłam. Idziemy.

Naprzód! Biegniemy, szybko!

Nie zostajemy w tyle! Raz, dwa!

Nie ma na co czekać!

Ruchy, ruchy!

Pracuję w sklepie niedaleko.

Przybiegłam, jak tylko usłyszałam wybuch.

Coś takiego! Krzyki, zabici ludzie. Proszę zobaczyć.

Tak się nie da żyć. Każdego ranka budzę się przerażona.

Boję się iść do pracy,

zaprowadzić dziecko do szkoły, do szpitala.

Tak się nie da. To jest po prostu straszne.

DONBAS

UKRAINA PROWINCJONALNY URZĄD MIEJSKI

Szanowni deputowani! Siadajcie, proszę.

Dzisiaj omówimy kwestię ziemi.

Ostatnio dyskutowaliśmy...

- Co pani wyprawia! - Tojuż przesada!

Żadna przesada.

- Proszę to zaprotokołować. - Co pani robi?

To artykuł z waszej gazety. Same kłamstwa.

Dziennikarka mnie obsmarowała. Proszę posłuchać.

Nikt cię nie będzie słuchał. Zjeżdżaj stąd.

Wypad! Wynoś się!

- L zabieraj tę gazetę! - Proszę pani!

Zaraz cię obleję łajnem!

- Proszę posłuchać... - Sama sobie to wylej na głowę!

Zabierzcie go stąd.

- Poco przyszłaś? - Już mówię.

Nic nie tłumacz!

Idź do domu i tam sobie tłumacz, wariatko!

Co? Za mało zarobiłaś?

Wezwijcie policję!

Kim jesteś, żeby go oblewać gównem?

On co? Ukradł wszystkie pieniądze na Ziemi?

Wynoś się, nienormalna łachudro!

- Niech się pani leczy. - Sama się lecz!

- Nie pozwolę wypisywać kłamstw. - Jakich kłamstw?

- Kto wypisuje o tobie kłamstwa? - Ludzie pani męża.

Ja napisałam o twoich łapówkach?

Człowiek, którego oblałam gównem.

- Uprzedzałam. I jeszcze tu wrócę. - Wynoś się!

Zrozumiano?

Następnym razem, szanowni państwo,

przyjdę, obleję was benzyną

i spalę w diabły!

A oblewaj.

Stój. Nie wyjdziesz stąd.

Nie pozwolę wypisywać kłamstw.

A kto to posprząta?

- Niech sam sprząta! - Wezwijcie policję.

Proszę, wzywajcie! Niech aresztują łapówkarza.

- Dotknął cię? - Tak, dotknął mnie.

Proszę posłuchać.

Nie wiem, co to za dziennikarka, ale napisała, że wzięłam sto tysięcy.

Obrzuciła mnie gównem. Mnie, dziennikarkę.

Teraz poczuł się tak jak ja. Dla mnie to poważna sprawa.

Chodzi o moją reputację. Nie pozwolę jej zniszczyć.

Nie słuchajcie jej.

Przyjechała artystka i daje koncert.

- A my się jeszcze cieszymy. - Przerwała nam pani sesję.

No przecież państwu tłumaczę!

Żadna policja, żaden sąd. Sama muszę się bronić.

- Niech się pani uspokoi. - Zaraz wezwiemy policję.

- L co wtedy? - To nie mnie trzeba aresztować,

tylko człowieka, który napisał, że wzięłam łapówkę!

- Tak się tego nie załatwia. - A jak?

- Proszę to zostawić! - To materiał dowodowy.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

SZPITAL POŁOŻNICZY W NIEDUŻYM MIEŚCIE

Czym go oblała?

Gównem?

Jak nie wiesz, to powąchaj.

A to suka.

Sam się o to prosił.

Niech się umyje i do roboty.

Dziś muszę mieć podpis.

Pewnie, a co myślałeś? Poważni ludzie czekają.

Jasne.

Zadzwonię później. Mam tu teraz takie różne...

Dzień dobry.

Dzień dobry!

Co się tak tłoczycie?

Chodźmy. Proszę nas wpuścić.

Zapraszam do środka. Śmiało, niech panie wchodzą.

Proszę wchodzić. Doskonale. Zapraszam.

Tak, co my tu mamy?

Dobrze, że pan jest, Nikołaju Aleksandrowiczu.

Dzień dobry, Borysie Michajłowiczu.

Jasne.

Zapraszam.

Tak, co mogę powiedzieć? Proszę się rozejrzeć.

To wszystko powinno trafić do państwa.

Co my tu mamy?

Paczka mąki. Widzicie państwo?

A to co?

Konserwy wołowe.

Całe skrzynki.

A w skrzynkach - konserwy.

Zajrzyjmy tutaj.

- Kiełbasa. - Pełna lodówka kiełbasy.

A podobno położniczy głoduje.

W lodówce jest pełno mięsa i kiełbasy.

Mnóstwo mięsa. Rozumiem.

Proszę spojrzeć tutaj. Soki w kartonach.

Stoją całe kartony soków.

Proszę otworzyć.

Lekarstwa. Mówiono mi, że nie ma lekarstw.

Środków znieczulających dla rodzących. Okazuje się, że są.

Dr Kowalenko dawał je za pieniądze.

Proszę, co tu się dzieje. Mięso razem z lekami.

Mnóstwo mięsa.

Rozdamy to państwu.

Ziemniaki już gniją.

Ziemniaki już gniją.

A tu jest kasza.

Ziemniaki gniją, kaszę jedzą myszy, a państwo nie mają co jeść.

- Mleko dla niemowląt. - Proszę, mleko.

- Całe kartony. - Kartony mleka.

Woda pitna. Około 50 butelek.

To wszystko dla was.

Sam o to walczyłem. Szpitale muszą dostawać żywność.

Mięso w lodówce.

Jeszcze jedna lodówka z mięsem.

Większość z państwa wie, że wyganiałem stąd żołnierzy.

Goniłem ich pałką. Nie pozwalałem im tu wejść.

Wojna zaszła was od środka.

Ordynator, który powinien was karmić, opiekować się wami,

dosłownie was objadał.

Okradał was, nie dawał wam żywności.

Jest z nami chłopiec.

Kiedy ostatnio widziałeś słodycze?

Mów, śmiało. Kiedy ostatnio widziałeś słodycze?

Widzą państwo? Dziecko nawet tego nie pamięta.

Chodźmy do gabinetu Kowalenki.

Proszę, zaprowadzę państwa.

Zobaczymy całe siatki snickersów. Mają państwo pojęcie?

A dzieci już nie pamiętają, jak smakują słodycze.

Chłopiec nawet nie wie, czym są słodycze.

A w gabinecie Kowalenki walają się góry słodyczy.

Ludzie są podli i chciwi.

Suchow kradł pieniądze!

Boże. Suchow stoi tutaj.

Przepraszam, to nie o panu. Przejęzyczyłem się.

Przez to wszystko tracę głowę.

Nikołajowi Kowalence skonfiskowano pieniądze.

Chciał wywieźć z miasta ponad 40 tysięcy.

Pani dobrze wie, że wywiózł sprzęt do USG.

Zrobił to w tajemnicy.

Może ktoś wiedział, to się wszystko wyjaśni.

Wywiózł w tajemnicy.

Pozbawił mieszkanki naszego miasta porządnej opieki medycznej.

Ciężarna mogła się dowiedzieć, co, jak i dlaczego.

I przez kogo.

A bydlak to wywiózł. W tajemnicy. Część znaleźliśmy.

A propos.

Proszę spojrzeć na to zdjęcie.

To Irina Suszko, jego kochanka.

Jasne, prywatne sprawy, ale wszystko chował u niej.

Część znaleźliśmy.

Co tam było? Różne ginekologiczne sprzęty,

których tutaj brakuje. Systemy medyczne, strzykawki.

I tak dalej. Wszystko to państwo zobaczą.

O, proszę. Papier toaletowy.

Papier toaletowy. Co jeszcze?

Co to? Pieluchy dla dorosłych.

Widocznie uznali, że wkrótce im się przydadzą.

Niesamowite. Co jeszcze?

Pampersy. No oczywiście. Pampersy dla dzieci.

Nie mają dzieci, a pampersy wzięli. Całe wielkie paczki.

Tyle tu tego, że włos się jeży na głowie.

Nie będę kłamał. Wiedziałem, że nie wszystko trafia do was.

Ale dla dobra dzieci, a urodziła się ich ponad setka,

milczałem.

Raz powiedziałem to, co trzeba, Nikołajowi Aleksandrowiczowi.

Choć jego to nie dotyczyło.

Zajął się tym, aja się nie wtrącałem.

Myślałem, że jest uczciwie. Przywoziłem towar.

Miał trafiać do pracowników.

Jakim trzeba być cynikiem,

żeby okradać tych, którzy są dla nas najcenniejsi.

Nasze nienarodzone dzieci.

Tak, Nikołaju?

Dobrze mówię, młody?

Pokażę ci te snickersy.

Już nawet zapomniałeś, jak wyglądają.

Dr Kowalenko chował je przed tobą.

Pokażę ci je. Niech się wstydzą, bydlaki i mordercy w białych kitlach.

Masz, to dla ciebie. Trzymaj.

Co się mówi?

Dziękuję.

Dobra, nieważne.

Niech państwo wracają do swoich zajęć.

Wszystko jest i jest dla was.

Nikołaj Aleksandrowicz zrobi inwentaryzację.

Posprząta po złodziejach i rozda zguby.

A teraz - do pracy.

Do pracy! Rodzić i przyjmować porody.

Gotować kaszę.

Co dziś na obiad? Makaron? Wspaniale!

Makaron z sosem. Proszę się rozejść.

Zamknij drzwi.

Zapnij rozporek, a nie tak stoisz.

Nic nie widać.

Widać. Nie obeszło się beze mnie. Gdzie on jest?

Artysta!

Kusiło mnie, żeby otworzyć te drzwi.

To byłby numer.

Mięso, konserwy, lekarstwa.

I pan kierownik na samym środku.

- Daj. - Na przechowanie.

- Zgodnie z umową? Bez sztuczek? - Nie obrażaj mnie.

To ty jesteś artystą.

Nikołaju Aleksandrowiczu, przejmij gospodarstwo.

Aty oddawaj. Ja mam co robić.

Nie ty jeden jesteś nieogarniętym błaznem.

Tak, Piotrze Nikołajewiczu?

Pracuję. Tak, oczywiście.

Teraz?

Nie, teraz nie mogę.

Jestem zajęty.

Ale mam ludzi.

Mam ludzi pod ręką.

Zadzwonię, jak tylko będę wolny.

POSTERUNEK ARMII UKRAIŃSKIEJ

Dzień dobry. Poproszę dokumenty.

- Już mi sprawdzano. - Będziemy się kłócić?

- Pasażerów też. - Proszę.

Szybciej.

Dziękuję.

- Coś pan tu zostawił. - Szukałem tych pieniędzy.

Żartowniś. Proszę wysiąść z samochodu.

Oddaję pani.

- Fajna babka. - Tak.

- Pańska? - Nie, jego.

Proszę otworzyć bagażnik.

- Wiezie pan broń lub narkotyki? - Nie.

- Co to jest? - Rzeczy osobiste.

- Pańskie? - Nie, jego.

- A co on tak milczy? - Jest w szoku.

Jedzie się leczyć. Wywożę go z tego zoo.

Wygląda jakby był z zoo.

- Powiedz panom, co wieziesz. - Rzeczy osobiste.

Trzymaj.

Proszę pana.

Można zamknąć.

Patrz.

Jakaś znajoma ta twarz. Gdzieś ją już widziałem.

Nie wiem. Może to deputowany?

Zapytaj.

Pierwszy, tu Artysta.

Karamzin. Sprawdźcie, co o nim mamy.

Komputer mi nie działa.

Przyjąłem.

- To pański dowód? - Tak.

Coś nie tak?

Nie, nic.

Mogę go wziąć?

Bierz.

Nie ma co tyle jeździć.

Bardzo dziękuję.

Właśnie przestali latać.

Mówię ci, ale były fajerwerki!

Ekstra.

Jadę, ale nie wiem, czy wszystkiego nie rozkradli.

Może coś zostało, a może ktoś się wprowadził.

To takie ładne, przytulne mieszkanko.

Może i lepiej, że ktoś tam mieszka

i wszystkiego dogląda. Jakoś się dogadamy.

Chcieliśmy przeszklić balkon.

Już nawet kupiliśmy szyby i ramy.

Byłoby więcej miejsca na rzeczy.

Pocisk trafił w blok. Wszystkie szyby się stłukły.

Chwała Bogu, że przeżyliśmy.

Teraz trochę ucichło. Jadę zobaczyć, może coś zostało.

Wszyscy sąsiedzi wyjechali, nie ma kogo zapytać.

I tak przeszklimy ten balkon. Będzie spiżarka na przetwory.

Tylko ze szkłem są kłopoty. Tyle okien powybijało.

Jeśli domu już nie ma, to wyjdziemy.

Tak bardzo chcę choćby rzucić okiem.

Może jednak stoi?

Niech się pani nie martwi.

Moi sąsiedzi mówili, że wszystko w porządku.

Tylko w dom obok trafił pocisk.

Wyleciały wszystkie okna

i jest dziura w ścianie. Ale nikt nie zginał.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

POSTERUNEK SEPARATYSTÓW

Witamy w Republice Ludowej!

Co wy tacy smutni?

Chwała Ukrainie!

Ktoś ma jakieś pistolety?

- Albo granaty? Panowie? - A za ile chcesz kupić?

Zabawne. Ja kupuję tylko czołgi.

Otwórz z tylu!

A może ktoś ma coś do zupy?

Bez okrasy to nie to, aż żal jeść.

Boże, nie bądźcie tacy.

Nie chce mi się was przeszukiwać.

Niech panie czegoś poszukają. Poratujcie żołnierza.

Chodź tu, synku.

Dziękuję, mateczko.

Weź sobie.

Nie całą. Odkrój kawałek.

Co ja bym bez pani zrobił?

Sprawdzą was na Spartaku.

Jedź.

W porządku chłopak.

Nie ma o czym gadać. To wszystko nieważne.

Jak jeździliśmy do Rumunii, to sprzedawaliśmy im papierosy.

- Zawsze któryś pytał o fajki. - Kiedy to było!

Taki kraj przesrali. Dalej bym sprzedawał te papierosy.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

POSTERUNEK SEPARATYSTÓW

Mężczyźni - wysiadka.

Ustawić się w szeregu.

Wychodzić szybciej.

Wszyscy?

Tak.

No i co?

Mężczyźni.

Baby walczą za was.

A wy się chowacie po piwnicach.

Tak, ty.

Dlaczego nie walczysz? Boisz się?

Mam chorą mamę.

Wszyscy mamy chorą mamę.

Matka jest tylko jedna.

Jedna dla wszystkich.

I ona jest chora.

Nasza ojczyzna.

Nasza matka.

Nasza ojczyzna jest chora.

Dopadła ją faszystowska zaraza.

Ona cierpi.

Prosi swoich synów o obronę, a wy...

Uciekacie jak szczury.

Podzielę was na dwa oddziały i wyślę na front!

Boicie się?

Rozbierać się do pasa. Zaraz was sobie obejrzymy.

- Ściągaj to, szybko. - Ruszać się!

Wyciągać dokumenty.

Szybciej.

Daj mi telefon.

Otwórz listę połączeń.

Czacha, Dziku.

Chaber?

Słyszałeś? Pietrunia, Zidane. Same pseudonimy.

To ksywki moich kumpli.

Mam tu Niemca!

- Walter! - Co?

- Będzie dobrze. - Dokumenty. Dokąd jedziecie?

- Do Doniecka. - Poco?

Służbowo. Dziennikarze.

- Walter Michael. - To ja.

- Deutschland! - Faszysta!

Ja pierdykam, dorwaliśmy faszystę!

Nie!

Jestem dziennikarzem.

- Nie faszystą. - Hitler kaput!

Faszyzm jest zły. Niedobry.

- Jestem dziennikarzem. - Dziennikarz.

Patrz, dziennikarzu, co robią te sukinsyny.

- Ci stamtąd. - Patrz uważnie.

Bombardują spokojnych ludzi.

- Dzieci siedzą w piwnicach. - Dniem i nocą. Przylatują stamtąd.

Kobiety i dzieci chowają się w piwnicach.

Boją się wyjść. Bombardują dniem i nocą.

Rozumiesz?

To bardzo źle! Nie trzeba bombardować.

Słuchaj mnie. Byłeś u faszystów.

Widziałeś faszystów. To oni bombardują.

- Bombardują cywilów! - To bardzo Źle!

- Jesteś dziennikarzem! - Napisz, co widziałeś. Pisz prawdę.

Mamy tu zwłoki. Chcesz zrobić zdjęcie?

No chodź!

Pokażemy ci, słowo honoru. Chodź z nami.

- Są trupy. - Dość tych żartów!

Kończ z nimi.

Trzymaj.

Do samochodu.

Może i nie jesteś faszystą, ale twój dziadek na pewno był.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

NIEDALEKO LINII FRONTU

Wszystko rozpirzone.

Został tylko jeden słoik.

Jak tylko go wziąłem, to półkę szlag trafił.

- Cześć, chłopaki! - Cześć!

Bierz.

Cześć!

Trzymajcie, chłopaki.

Cześć!

Nie jesteś sam.

- Daj. - Masz.

Zaraz.

Trzecia ekipa w ciągu dziesięciu dni.

Dzień dobry!

To dziennikarz niemieckiej gazety. Jest ciekaw, co się u was dzieje.

- Co tu się u nas dzieje? - Właśnie, co tu się dzieje?

Coś się dzieje?

A co ma się dziać?

- Co się dzieje? - Jak to co?

Mamy wojnę!

Chłopaki mówią, że jest wojna. To się tutaj dzieje.

- Możemy zrobić kilka zdjęć? - Pewnie!

Mama zobaczy moje zdjęcie w gazecie.

- Doniecka Republika! - Sasza.

A oni?

Chłopaki, dołączcie.

Będzie was brakowało.

- Bez nas. - Dobra.

Niech będzie i tak.

- Zaczekaj. - Sasza.

- Zapytaj, skąd są. - Skąd jesteście?

- Skąd jesteśmy? - Tutejsi.

- Czyli? - Stąd, niedaleko. Jak to się nazywa?

- Tu obok. - Taka wioska.

Gorłówka.

- Mówią, że są z Gorłówki. - Z Gorłówki!

Tak twierdzą, ale ściemniają.

- Jeszcze jedno. - Rób!

Cześć, orty!

- Kto jest szefem? - Kto dowodzi?

On jest dowódcą.

Ja? To Mały jest dowódcą.

Nie, ja nie. On jest dowódcą.

Ja? Nie, to on dowodzi.

Ja? Ja nie dowodzę. On jest dowódcą.

Całkiem ci odbiło? Ja - dowódcą?

- Co tu się dzieje? - Niemiecki dziennikarz.

- Czego tu chcecie? - Jesteśmy dziennikarzami.

Możemy zadać kilka pytań? Pan tu dowodzi?

Kto? Że niby ja dowodzę?

Nie jestem dowódcą. Ale zaraz go zorganizuję.

Dajcie tu tego archimandrytę połowieckiego.

Odjedźcie stąd. Schowajcie się za domami.

Co stoisz, jakbyś gruchę walił? Jazda na pozycje.

Odsuńcie się na dziesięć kroków.

- Walter, chodź. - Tam sobie stańcie.

- Wzywałeś mnie? - Słuchaj.

Mamy tu niemieckiego dziennikarza. Pogadaj z nim.

To Czapaj, nasz dowódca. On wam wszystko wyjaśni.

- Który z was jest Niemcem? - On. Ja będę tłumaczył.

- Stop. Poprosiłeś o pozwolenie? - Nie.

- To poproś. - Mogę?

Możesz. Lubię pozować do zdjęć.

Widziałeś?

Wystarczy. A ty, Niemcu, posłuchaj mnie uważnie.

Służyłem w Niemczech, dobrze znam wasze "hande hoch".

Nasi dziadkowie weszli do waszych faszystowskich Niemiec

ze swoją misją ratowania wszystkich narodów świata

przed brunatną dżumą.

Obróciliśmy w proch i pył tę durną rasę panów.

Wybyliśmy z tępych głów całe to gówno!

Zwaliliśmy się kupą i wygrzmociliśmy was po całości!

- Nie zesraj się, Niemcu! - Zaraz się zesra. Tłumacz.

U was zrobiliśmy porządek, a u siebie nie sprzątnęliśmy.

I rozpleniła się ta faszystowska zaraza.

Na rubieżach. Na zachodniej Ukrainie.

I gdybyśmy na czas nie chwycili za broń,

to przysięgam, że by nas wszystkich wyrżnęli.

Gwarantuję. Tak!

A teraz - takiego wała.

Nie dostaną ani skrawka naszej ziemi!

Tak mu przetłumacz.

Będzie trzeba - dojdziemy do Lwowa. I dalej, do Europy!

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

SCHRON MIEJSKI

Proszę, korytarze. Nie ma światła. Jest ciemno.

Tutaj przechowujemy jedzenie.

Jedzenie. Zapasy.

A tutaj są ludzie.

Toaleta jest nieczynna. Zajrzyjcie.

Nie można korzystać.

Chodźcie. Zobaczycie, jak mieszkamy.

Dziękujemy naszym prezydentom i władzom. Dziękujemy.

Spójrzcie.

Ściana pękła.

Nie ma prądu, ogrzewania ani wody.

Próbujemy żyć.

Rura cieknie, wszystko jest wilgotne.

Nie wiem, jak to się skończy. Wieje.

Nogi marzną, ręce marzną.

Wszystko jest zawilgotniałe.

To jest pokój.

Ato - stół. Siedzą przy nim ludzie.

To mój materac. Tutaj mieszkam.

Chodźcie.

To następny stół. Przy nim też siedzą ludzie.

Patrzcie, tam jest rura.

Chodźmy.

To są drzwi. Kartkę napisałem ja.

ZAMYKAJ DRZWI, BO POGRYZĘ!

Chodźmy.

Widzicie? Ludzie.

Zlikwidujcie ten grzyb. Oddychamy nim.

Wilgoć jest okropna.

- Czują państwo ten smród? - Chodźmy dalej.

Zobaczcie, to też jest stół. Wygląda tak.

I świeczka. Ostatnia.

- A ona jest chora. - Dziewczyna ma gorączkę.

Chodźcie.

Spójrzcie na te dzieci.

On miał w tym roku iść do szkoły.

A siedzi tutaj.

To ocaleńcy.

Trafiło w ich mieszkanie. Przeżyli, bo poszli w gości.

Tak się tu urządziliśmy.

Ale czy tak się da?

Żyjemy jak ludzie pierwotni.

Proszę, tędy.

Odłamki zabiły pasażerów trolejbusu.

Zniszczyły także stojący obok samochód.

Mamo.

- Mamo, to ja. - Widzę.

Przyniosłam jedzenie.

Widzę.

Chleb.

Kiełbasa, masło.

Ser.

Kawior.

Pomarańcze, jabłka.

Sok i woda.

Dziękuję.

Nie dziękuj.

Nie dziękuj, tylko chodź.

Chodź ze mną.

Po co siedzisz w tym syfie?

Mamo.

Co tu robisz w tej dziurze, w tym wszystkim?

Nie.

Masz swoje mieszkanie.

Mamy dom.

Tam nikt nie bombarduje. Mamy ochronę, jest bezpiecznie.

Mamo.

Nie siedź w brudzie z nimi wszystkimi.

Masz dom z ciepłą wodą, w którym możesz się umyć.

Katia gotuje, nic nie musisz robić.

U nas nikt nie strzela.

- Ja nie mam domu. - Co ty wygadujesz?

- Mamo! - Daj kobiecie spokój.

- Onanie chce. - Spadaj pan!

Mamo, przynosisz mi wstyd. I to przed nimi!

W pracy też mi wstyd!

Wiedzą, że tu siedzisz

i pytają mnie, dlaczego cię stąd nie zabiorę.

Zamknijcie się!

Co mam im powiedzieć? Że oszalałaś?

Ciebie nie pytam!

Że lepiej ci w tej noclegowni?

Ze wszami, wychodkiem na zewnątrz? W tej wilgoci?

Z tymi wariatami? Mamo, stój!

Mamo.

Otwórz.

Otwórz drzwi.

Otwieraj, mówię! Mamo!

Mamo!

Otwieraj, do diabła!

Czego się gapicie?

To nie przedstawienie! Wynocha!

Mamo!

Mamo! Zabieraj kamerę.

W dupę se ją wsadź!

Otwieraj drzwi!

Czego stoicie? Wypad!

Zaraz wam rozniosę tę melinę! Wynoście się stąd!

Mamo, do cholery!

Otwórz drzwi!

Otwieraj!

- Nie czekamy na mamę? - Nie.

Może wyślę chłopaków?

Pomogą jej się spakować.

Kretyn.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

SIEDZIBA WŁADZ LOKALNYCH

- Od Aleksandra Aleksadrycza? - My.

- Proszę. - Dziękuję.

Proszę zdjąć płaszcze.

Chwileczkę.

Zapraszam.

- Dzień dobry. - Miło państwa widzieć.

Zapraszam.

Proszę siadać.

Herbaty?

Co państwa sprowadza? Jak rozumiem, trzy sprawy?

Jesteśmy z Fundacji Męczennika Teodozjusza Chersońskiego.

Przyjechaliśmy z misją pokojową, przedsięwzięciem dobrej woli.

Przywieźliśmy świętości. Ikonę świętego Czuriły Plionkowicza -

może być tylko symbolem,

lecz wielki święty zawsze pomoże, obroni i powstrzyma.

Przywieźliśmy także z Ziemi Świętej

relikwie świętego męczennika Teodozjusza Chersońskiego.

Chcemy zwrócić się do waszych obywateli,

wezwać chrześcijan na całym świecie,

by zatrzymali się i pomyśleli.

By każdy chrześcijanin zadał sobie pytanie,

co może zrobić i jak pomóc, w tej poważnej sprawie,

jak się okazało.

Przelewana jest krew, zwłaszcza dzieci

oraz zwykłych obywateli, cywilów.

Widzieliśmy wczoraj, że znów wydarzyło się coś strasznego.

Tak.

Żeby nareszcie chrześcijanie,

chrześcijańska wola wszystkich chrześcijan...

By w okresie noworocznym

każdy się zastanowił i pomógł Noworusi stanąć na nogi.

Tak.

To dobra inicjatywa.

Co my możemy zrobić?

Proszę.

Święty Teodozjusz.

Nie, to dla pana.

Bóg zapłać.

Tak. I?

Chcemy nagrodzić tych, którzy wykazali się bohaterstwem.

Dziś, w filharmonii. Chcemy ich wyróżnić i pokazać,

że zawsze są obok nas.

Poprzez wspaniałą świętą relikwię,

poprzez obraz bohatera ludowego, Czuriły Plionkowicza.

By ludzie wiedzieli, że nagroda zawsze znajdzie swojego bohatera.

A tu jest ich wielu.

To wszystko w tej sprawie?

Tak, właśnie to chcieliśmy panu przekazać.

Że bohaterstwo i świętość idą ramię w ramię.

I że są nieodzowne.

Rozumiem.

Chrześcijanin nie otrzymuje nagrody na ziemi,

tylko w niebie.

Jej wartość nie liczy się tu, tylko tam.

Wszystko zależy od tego, jak człowiek przeżył swoje chrześcijańskie życie.

Życie chrześcijańskie

i podłe życie wojenne

to nie to samo.

Dla Boga ziemskie nagrody nie mają żadnego znaczenia.

Tam liczy się coś zupełnie innego.

A co pan powie o...

A co z relikwiami?

Z relikwiami?

Relikwie.

Relikwie to dobra inicjatywa.

Dziękuję za inicjatywę. Nie mają państwo więcej pytań?

Życzę powodzenia w waszej misji.

Do widzenia.

Herbaty?

- Co to za błazny? - Od Aleksandra Aleksadrycza.

Kazał ich pan wpuścić.

Tak. A czego chcą?

Noclegów z wyżywieniem,

trzech mercedesów i busa na relikwie.

Do widzenia.

Jeden mercedes wystarczy.

- Nie zmieszczą się. - Pojadą busem z relikwiami.

Co z tymi wagonami?

Coś zamilkłeś, braciszku.

Co ty chrzanisz?

Wszystko było pod kontrolą.

Kto nawalił?

Przecież to dywersja.

Oszaleli? Rąbnęli tatusiowi wagon!

Niech ich szlag.

Pozwalniam bez żadnego trybu.

Niech ich Czuriła z Plionkowiczem mają w swojej opiece.

Co powiesz o tym żołnierzu?

Powiem nie tylko o nim.

Po prostu powiem.

Czy wy nie rozumiecie po ludzku?

Normalnie, po ludzku.

Mówimy wyraźnie i po rosyjsku.

Mówimy i prosimy.

Nikt nie jest bez grzechu.

Każdy o tym wie.

To dotyczy zwłaszcza miejscowych.

Kiedy wracacie z patrolu

albo z przepustki,

macie siedzieć w bazie, anie szlajać się po domach.

Nie rozumiecie po ludzku?

Zastanówcie się.

A co do Makara...

Sami zadecydujcie.

Ile razy wam mówiliśmy?

Przed opuszczeniem bazy trzeba się zameldować dowódcy.

Jeśli puści - możecie iść. A jak nie, to nie.

Macie być w pobliżu bazy!

Anie szlajać się po tym zasranym mieście!

Zasrana Łomiwka.

- Szlajają się. - Na herbatki chodzą.

- Nie szlajać się, zrozumiano? - Zrozumiano.

- Pięć dni aresztu. - Dowalić mu!

Nie słyszę.

- Zrozumiałem. - Nie słyszę.

Że co niby? Co zrozumiałeś?

- Tak jest. - Tak jest.

Sprzątniecie podwórko kobiety, której skradziono telefon.

Wykonać.

Teraz Bondar.

Pierwszy szereg wystąp. Trzy kroki naprzód marsz!

W tył zwrot!

Odstępy na długość ramienia.

Dawaj ich.

Jeszcze!

Ruchy!

Za maruderstwo

Bondar przejdzie ścieżkę zdrowia. ldziesz.

- A masz! - Na zdrowie!

Nie bijcie po głowie.

A masz!

Bydlak!

Wstawaj.

- Uśmiechnij się. - Idziesz, idziesz.

Ruszaj dupę.

Czego się gapisz?

Przebieraj nogami.

A co zrobimy z tym drugim?

- Też niech przejdzie. - Darujmy mu.

- Głośniej! - Darować mu!

Dobra.

Pierwszy raz mu darujemy.

Ale za recydywę przejdziesz ścieżkę dwa razy.

- Pięć dni aresztu! - Tak jest.

Pięć dni aresztu. Rozejść się!

- Panowie, do kogo mam się zgłosić? - W sprawie?

- Podobno znaleźli mój samochód. -l co?

To ten.

- To twoja fura? - Tak.

Masz dokumenty?

Proszę, dokumenty.

Niech pan sobie obejrzy.

Wszystko jest.

W porządku.

- W porządku? - Proszę zabrać swoje rzeczy.

Zaraz. Jeszcze drobne formalności.

- Pomożesz nam zanieść skrzynię? - Nie ma sprawy.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

LOKALNA KOMENDA POLICJI

Dajcie ją tam.

Znalazł się właściciel jeepa.

Zajmij się tym.

A ty chodź, nie wstydź się.

- Batiania. - Simeon.

Siadaj, pogadamy.

Dużo zapłaciłeś?

- Tyle, ile kosztował. - Jasne. Daj mi dowód.

Brawo, wszystko się zgadza.

Ukradli mi samochód.

Dziś zadzwonili od was, że się znalazł.

Z początku nie wierzyłem, ale to ten.

Mam wszystkie dokumenty. Kluczyki są u dowódcy.

Biorę i idę.

Mogę napisać podziękowania. W końcu to nowa władza.

Napiszesz później. Czym się zajmujesz?

Miałem taki mały biznes.

Ale ostatnio tylko przynosił straty.

Sprawdź to.

Co to za biznes?

Taki tam biznes. Mogę zabrać samochód?

Zaraz.

Podpiszesz jeden papier i możesz iść.

Wypełnij to.

Co to jest?

Pisz. "Ja, Simeon taki a taki powierzam swój pojazd"...

Wszystko tam masz. Numer dowodu i takie tam.

Pisz.

- Jak to "powierzam"? - To znaczy, że powierzasz.

Powiedz mi,

po czyjej jesteś stronie? Tych potworów czy naszej?

Powiedz, tak szczerze. Jesteś z faszystami czy z nami?

Myślisz, że chcę twój samochód? Czy żeby faszyści tu nie wleźli?

Czy ci wszystko jedno?

Nie znam się na polityce.

Prowadziłem biznes, nic nie wiem.

Z chłopakami żyję dobrze, oni ze mną też.

Wszystko było pod kontrolą.

Muszę odebrać córkę z przedszkola.

Zadzwonili, że się znalazł, to przyjechałem.

Dziękuję nowej władzy.

Nie pomyliłem się co do ciebie, Sima. Pisz akt przekazania.

- Jaki akt? - To twój samochód?

- Mój. - To go nam przekaż.

- To znaczy, że zabieracie mi wóz? - Nie rozumiem.

Mamy na rowerach bronić cię przed faszystami?

Jeszcze się nie ogarnąłeś i nie wiesz, za kim jesteś?

Może jesteś za nimi?

Chcesz to sobie przemyśleć w celi?

Nie chcesz.

Widzę, że porządny z ciebie chłopak.

Pisz. "Ja, Simeon"... Jak ci po ojcu?

- Aleksandrowicz. - "Powierzam pojazd"... I tak dalej.

Co tak patrzysz? Pisz.

Przecież masz odebrać córkę z przedszkola.

- Chcecie mi zabrać samochód? - Nie chcemy. Już go zabraliśmy.

Tylko na pewien czas. Do pokonania faszystów.

Nadstawiamy dla ciebie karku, a tobie szkoda samochodu.

Pisz.

Tu masz wzór. Przepisz.

Co?

Nie?

- To jest kradzież. - Nie, to ekspropriacja.

Odłóż telefon.

Odłóż telefon!

Nie fikaj, bo pożałujesz.

Bierz długopis.

Więc mówisz, że firma przynosiła straty?

Telefon bardzo ci się przyda.

Jeśli chcesz odebrać córkę z przedszkola.

My też możemy po nią pojechać.

Najpierw wypełnisz papiery,

a potem weźmiesz telefon i zadzwonisz do kumpli.

Niech zbiorą...

Sto tysięcy zielonych i przywiozą nam tutaj.

A co myślałeś? Władza ludowa potrzebuje wsparcia.

- Skąd mam wziąć tyle forsy? - 150. Jeszcze słowo i będzie 200.

Sasza, okradli mnie. Nie wiem, kto.

Nowa polityka skarbowa. Nie chcę mówić przez telefon.

Przerąbane.

Posłuchaj mnie uważnie.

Wyjmij pieniądze z banku. Książeczka czekowa leży w sejfie.

Trzy czeki są podpisane i ostemplowane.

Jak się pomylisz, to wypełnij drugi.

Pomogłeś Lioszy. Masz do nich jakieś dojścia?

Pomóż mi.

Do kogo mam dzwonić? Tak, mam numer.

W naszym mieście się tak nie robi.

Nie zabiera się pieniędzy szanowanym obywatelom.

Jestem z administracji.

Dowiedz się, kto tu rządzi. Załatwię to raz a porządnie.

Chodź, jest sprawa.

My tego nie robimy.

OCHOTNIK Z ODDZIAŁU EKSTERMINACYJNEGO

Synku, długo tu już stoisz?

Autobus już był?

A co ty masz tutaj napisane?

- To eksterminator. - Kto?

- Faszysta. - A, faszysta.

Rozumiem, mój drogi.

Muszę jechać do córki. Dzieci, gospodarstwo.

Muszę jej pomóc. Bez pomocy sobie nie poradzi.

To niedaleko, tylko 10 kilometrów.

Pieszo nie dojdę.

Kiedyś chodziłam. Nawet dalej, jak było trzeba.

Teraz już nie daję rady, mój drogi.

A trzeba iść.

Długo pan tu stoi? Autobus już był?

Bracie, masz ogień?

Co to za klaun?

Eksterminator. Niech pogada z ludźmi, spojrzy im w oczy.

Nieźle.

Nieźle.

Chłopaki!

Eksterminator wyszedł pogadać z ludźmi.

Zarąbiście!

Jesteś ochotnikiem?

Chcesz zapalić?

Masz, pal.

Co, nie podoba się? Pomóż mi. Dawaj razem.

Zrobię wam zdjęcie.

Razem, na trzy cztery.

- Spotkanie na szczycie. - Wy tutaj?

- Zróbmy sobie zdjęcie. - Z tym pajacem.

Mordą do obiektywu.

Dmuchamy.

- Masz? - Tak.

Jeszcze ty z nami.

Obróć, bo nas nie widać.

Żeby jego było widać. Uśmiechnij się!

- Celuj w niego. - Jeszcze jedno.

- Pokaż. - Ekstra z tym dymem.

- Rewelka. - Tylko faszysta nieostry.

Miałeś nie ruszać głową, gnido!

- Są dziewczyny. - Żadnej nie przepuści.

- Cześć, dziewczyny. - Cześć.

- Marzniecie? Chodźcie do nas. - Co robicie?

Mamy tam faszystę. Rzadki egzemplarz.

Takiej małpy nawet w zoo nie zobaczycie.

Uważajcie, bo może ugryźć.

Żartuję. Rób.

- Leo? - Masz?

Jeszcze ja z dziewczynami.

Też chcę takie z dymem i eksterminatorem.

- Jeszcze jedno? - Wystarczy.

- Świetnie. - Pokaż.

Prawdziwy faszysta z UKROP-u.

Zakazana morda.

- Jeszcze ochotnik. - Przepuśćcie starsze pokolenie!

Filmuj babcię!

W zęby i młynka!

To podziękowanie od narodu.

Walczysz z narodem, bydlaku.

Powiedz ludziom, strzelałeś do narodu?

Popatrz na mnie i odpowiedz.

Strzelałeś do ludzi? Nie?

A gdzie służyłeś, świnio?

W kuchni.

- Kłamiesz! - Co ty chrzanisz?

- Sukinsynu! - A kto strzelał?

- W kuchni służył. - Już ja mu pokażę kuchnię.

Filmuj babcię!

Powiedz mi szczerze.

Powiedz, kto cię tu przysłał?

- Możesz mi to powiedzieć? - Mamo!

Powiedz mi szczerze, kto cię tutaj przysłał?

- Popatrz na nią! - W oczy jej patrz!

Zostaw mnie! Powiedz, kto cię wynajął.

Przecież nie pracujesz za darmo.

Kto cię wynajął i ile ci płacą?

Powiedz prawdę, ile ci płacą?

Dlaczego nie możesz mi powiedzieć? Błagam cię, powiedz prawdę.

- Kto cię wynajął? - Nie odwracaj wzroku.

- Przepraszam, ja... - Za co? Za martwe dzieci?

- Spowiadaj się w cerkwi. - Powiedz prawdę.

Powiedz, kto cię przysłał, to ci wybaczę.

Proszę cię, błagam. Mów prawdę. Kto cię przysłał?

- Czego kręcisz głową? - Nikt?

Nie kłam.

Nie okłamuj mnie, gnido!

Są dobrzy ludzie, którzy cię zastrzelą. Rozumiesz?

- Miny. Całe pole zaminowali. - Mój przyjaciel zginął od miny!

Mój kuzyn omal nie wszedł na minę.

Całe pole mu zaminowali!

Ty to zrobiłeś? W ostatniej chwili zobaczył drut!

- Wnuk mieszkał ze mną... - Powiedz jej!

- Dzieci giną. Przez ciebie. - To twoja robota!

- Patrz jej w oczy! - Kto? Kto to zrobił?

Przecież nie nasi. Nasi by tego nie zrobili.

Zginęły dzieci!

Zabij go!

- Wykończcie go! - Należy mu się kula w łeb!

Chwila, no co pan robi?

Cisza!

Do piachu z nim!

Oni naszych biją i torturują! Mamy go żałować?

Zabić bydlaka!

Kiedy to wszystko robiłeś, to nie prosiłeś o wybaczenie.

Nie ma litości!

- Poco zabijać? - Zabiją go! Zabiją!

Walnąć go w krtań, niech się udławi krwią.

Panowie, tu są dzieci.

Oni zabijają i nie myślą o dzieciach. Nasze dzieci zabijają!

Moją sąsiadkę rozerwało. Mięso leżało na ulicy.

Piękna, młoda i zdrowa kobieta. Wyszła po zakupy.

Ja bym mu przywalił.

Przywal, synku! Bądź mężczyzną.

- Zrób to! - Zabij go.

Dawaj, Stas, dowal bydlakowi. Wiesz, że mu się należy.

Nikt nigdy ci nie wybaczy!

Rozstrzelać go trzeba!

Stas, nie patyczkuj się. Przywal mu porządnie.

Jeszcze go nie zabili?

Stać!

No i po co się wtrącasz?

- Zabieracie go? - Niech zdycha, bandyta!

Zabijcie go!

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

URZĄD STANU CYWILNEGO W MAŁYM MIEŚCIE

Moi drodzy! Za chwilę zostanie zawarty związek małżeński.

Zapraszamy Iwana Pawłowicza Jajecznicę

i Andżelę Tichonownę Kuperdiaginę.

Szanowni goście!

Dziękuję. Szanowni goście!

Będziemy razem celebrować święto miłości i młodości.

Iwanie!

Czy jest pan gotów przez całe życie być wiernym i kochającym mężem?

- Nadzieją i opoką? - Tak!

Gorzko! Gorzko!

Andżelo!

Dziękuję.

Dziękuję.

Andżelo! Czy jest pani gotowa

być łagodną, opiekuńczą i kochającą żoną Iwana?

Tak!

Proszę świadków o rozłożenie kobierca.

Stańcie na kobiercu.

- Pierwsza! Byłam pierwsza! - Gorzko! Gorzko!

Dziękuję.

Na znak waszej wierności, miłości i oddania

wymieńcie się obrączkami.

Proszę wziąć obrączkę

i powtarzać za mną. Nie wkładamy.

Proszę wziąć ją za rękę i powtarzać za mną.

Andżelo, biorę sobie ciebie za żonę.

Andżelo, biorę sobie ciebie za żonę.

Andżelo, biorę sobie ciebie za żonę.

- I niech ta obrączka... - I niech ta obrączka...

- ...połączy nas... - ...połączy nas...

- ...już na zawsze. - ..już na zawsze.

Proszę włożyć obrączkę i pocałować palec.

Proszę wziąć obrączkę i powtarzać za mną.

Iwanie, biorę sobie ciebie za męża.

Iwanie, biorę sobie ciebie za męża. Daj mi rękę.

- I niech ta obrączka... - I niech ta obrączka...

- ...połączy nas... - ...połączy nas...

Już na zawsze.

Już na zawsze.

Gorzko! Gorzko!

Proszę, by państwo...

Proszę podejść do stołu

i potwierdzić podpisami zawarty związek.

Proszę świadków, by podpisali akt powstania nowej rodziny.

To jeszcze nie koniec ceremonii.

Ceremonia jeszcze trwa.

Będziemy kontynuować!

Musimy dokończyć ceremonię.

Dziękuję. Kontynuujemy ceremonię.

Zgodnie z prawem Noworusi o małżeństwie i rodzinie,

Iwan Pawłowicz Jajecznica

i Andżela Tichonowna Kuperdiagina

są od teraz mężem i żoną.

Potwierdzam, że oboje małżonkowie zgodnie oświadczyli,

iż będą nosić nazwisko Jajecznica.

Szanowni państwo Jajecznicowie,

przyjmijcie wasz pierwszy dokument rodzinny,

zatwierdzony przez państwo Noworuś.

Pokaż wszystkim!

Oto i on!

Wszystkiego najlepszego!

Życzymy nowożeńcom pomyślności!

Życzenia nowożeńcom składa...

- Kto to? - Dowódca plutonu.

Życzenia nowożeńcom składa dowódca brygady Wostok -

Drwal.

Odnaleźliście się nawzajem w tych trudnych czasach,

więc zwyciężymy. Dużo miłości.

Dziękujemy.

Życzenia nowożeńcom składa zastępca dowódcy kompani...

...towarzysz Kupon, zastępca dowódcy Drwala.

Jestem zastępcą dowódcy kompanii.

Usłyszeliście już wiele miłych słów, ale chcę dodać coś od siebie.

- Czerwienisz się. - Jest gorąco.

Życzę wam przede wszystkim miłości.

Długich lat szczęścia i dzieci. Żeby pierwszy był chłopiec.

- Będzie chłopiec! Z karabinem! - Kochajcie się. Długo i często.

Wszystkiego najlepszego.

Dziękujemy.

Gorzko! Gorzko!

Ja też chcę wam coś powiedzieć.

Chciałam gorąco podziękować towarzyszce Nadii.

Wielkie dzięki.

Na pewno o kimś zapomnę.

Dziękuję Oksanie, Witalikowi iw ogóle wam wszystkim.

Towarzyszowi Pasowi za to, że nam pomógł.

Towarzyszce Nadii, która zorganizowała nasz ślub.

- Oksanie i dziewczynom. - Dziękuję Pasowi!

I jeszcze towarzyszce Nadii, Oksanie i wszystkim.

Życzenia nowożeńcom składa deputowana do Parlamentu Noworusi -

Oksana Pocyk.

Gratuluję wam z całego serca.

Jak wiecie, lubię poezję i czasem sama piszę wiersze.

Niestety, mam dużo zajęć i nie zdążyłam nic dla was napisać.

Dlatego...

Dwie obrączki dwoje ludzi połączyły,

już na zawsze węzłem szczęścia.

Krople rosy niczym perły zaświeciły, niech zabłyśnie miłość wasza piękna.

Niechaj dobrem tym wypełni się wasz dom,

niech dziecięcy śmiech w nim rozbrzmiewa.

Zrozumienie, miłość, szczęścia moc -

wszystko to niech serca wam rozgrzewa.

W imieniu Parlamentu Noworusi życzę wam wszystkiego najlepszego

i dziękuję wszystkim, którzy pomogli w organizacji tej uroczystości.

- Szczęścia, kochani. - Dziękujemy!

Gorzko! Gorzko!

Szanowni goście! Możecie złożyć młodym życzenia.

Wania! Bądź prawdziwym mężczyzną!

Patrz, co mi kumpel przesłał. Niezła akcja, widziałeś?

Po mordzie go! Dawaj!

Ostro, co?

My spadamy. Trzeba trochę postrzelać.

- Udanego polowania. - Trzymaj się, bracie.

Nie wypijcie nam wszystkiego.

Tak, słonko?

Mówiłam ci, że nie piłyśmy. Ona nie piła.

Słuchaj, a może po prostu pojedziemy na zakupy?

Kupimy buty i parę koszulek.

Tak, żabko.

I szare dresy. Męskie.

POSTERUNEK ARMII UKRAIŃSKIEJ

Czy ja cię kiedyś okłamałam? Zdarzyło się, ale bez przesady.

Spałam w domu.

Troje rannych i zabitych.

Troje rannych i zabitych.

Przyślijcie, ile macie.

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

OKUPOWANE TERYTORIUM WSCHODNIEJ UKRAINY

Znowu te znudzone gęby. Aż się odechciewa pracować.

Co wy tacy skwaszeni?

Co na was nie spojrzę, same skrzywione mordy.

Spójrz na siebie. Obok masz lustro.

Sama spójrz na siebie. Trzeba lubić swoją pracę.

Maluj mocniej, to mają być sińce.

- Zapłacili ci ostatnio? - Nie, ani grosza.

- A pani? - Też nie.

- Nie zapłacili? - Nie.

Powiedzieli, że zapłacą, to zapłacą. Przestańcie narzekać.

- Panie dowódco, a co z forsą? - Są jeszcze one.

To wszystkie?

Raz, dwa, trzy, osiem, dziewięć. Wszystkie.

- Na pewno? - Tak

Mam wszystkie. 12 sztuk wystarczy?

Dobrze.

Pan zaczeka. Już niedługo.

Panie dowódco, ma pan fajkę?

Tak jest.

Tak.

Daj mu.

Niech pańscy ludzie zabezpieczą teren.

Nikogo nie wpuszczać. Doszło do zabójstwa.

Rozejrzyjcie się tutaj.

Zabójstwo. 12 trupów.

Do roboty.

Dzień dobry. Mamy zabójstwo.

Tam i tam.

Rozejrzyjcie się.

Zabójstwo. 12 trupów.

Tutaj, tam i tam.

- Popracujemy trochę. - Jasne.

- Co? - Tam też coś znaleźliśmy.

- Znamy tożsamość ofiar? - Nie ma żadnych dokumentów.

- Łuski po nabojach? - Technicy szukają.

Pracujemy zgodnie z planem. Zaraz zaczynamy kręcić.

Dobra.

Jedziemy.

Na mój znak.

Dziś w nocy doszło do strasznej zbrodni

na planie filmu o codziennym życiu mieszkańców Donbasu.

- Co pani widziała? - Co mogę powiedzieć?

W nocy nic nie słyszałam. Ani krzyków, ani strzałów,

ani wybuchów. Nic takiego.

Rano wyszłam wynieść śmieci.

Zobaczyłam to wszystko. To było przerażające.

Przepraszam, nie mogę o tym mówić.

- Nakręciłeś? - Zróbmy jeszcze szeroki plan.

Może to powtórzymy?

Spróbujmy jeszcze raz.

Proszę stanąć jeszcze raz.

Powtórzymy to.

Proszę. Co pani widziała?

W nocy nic nie słyszałam. Ani krzyków, ani strzałów,

ani wybuchów. Nic takiego.

Rano wyszłam wynieść śmieci.

I zobaczyłam to wszystko.

Mieli nocne zdjęcia. Tacy sympatyczni ludzie.

A teraz nie żyją. Nic z tego nie rozumiem.

Mój Boże! Takie aniołki!

Wszyscy zabici. Przepraszam.

Stop. Mamy to.

Wersja polska: Platforma no+ Tekst. Hanna Osuch

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.