Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Do końcowego gwizdka tylko kilka minut.
14 CZERWCA 1969 ROKU
Czy pierwszoligowy Stade de Reims oprze się Zielonym?
Stadion aż drży, gdy atakują. Saint-Etienne idzie po zwycięstwo...
Valdeli robi unik...
Le Champenois, słucham...
LE CHAMPENOIS TWOIM DZIENNIKIEM
Czy państwo przy odbiornikach
też czują przytłaczającą atmosferę meczu ostatniej szansy dla Reims?
Zieloni dominują...
Jedną nam wbiją jak nic.
Ale uwaga, Reims kontratakuje.
Janvier drybluje w polu karnym i strzela! Tuż obok słupka.
Taka okazja zmarnowana!
Słynny Michel Leroux, trener Reims, kipi ze złości...
REDAKTOR NACZELNY
Bereta atakuje, wrzuca piłkę do środka,
Herbin jest sam w polu karnym...
- Podpisze pan przed wyjściem? - Leroux igra z ogniem.
Reims ledwo uniknęło gola!
Coś nie tak, Emmanuelle?
Kto ze mną ma się zająć tegorocznym festynem dobroczynnym?
Wylosujemy kogoś jak zwykle.
Jest pani wolna.
Reims w niebezpieczeństwie, napastnik Zielonych rusza na bramkę.
Pięknie drybluje, omija obrońców, wpada na pole karne,
strzela i trafia!
Jest gol, proszę państwa!
I gwizdek końcowy...
Reims w II lidze pierwszy raz w historii...
Damy wywiady z piłkarzami,
merem
i zawiedzionym kibicem. I nagłówek: "Czarny dzień dla Reims".
- Albo lepiej: "Stadion apokalipsy". - Dobrze, proszę pana.
Zwołajmy kolegium. Kto jest na stadionie?
Paul Coutard.
O nie, tylko nie on.
Masz w sobie coś wyjątkowego.
Przypominasz mi "Dear Prudence" Beatlesów.
"Niebo błękitne, śliczna pogoda... i śliczna ty".
- Znasz Beatlesów, Chantal? - Sylvie.
Sylvie, Chantal... jedno i drugie słodkie.
- Jestem w pracy, Paul. Ty też. - Przysięgam,
nie zadzwoniłem do ciebie, bo zawalili mnie robotą, kotku.
Wszędzie cię szukam. Konferencja prasowa!
Pa, do wieczora, skarbie.
- Nigdy nie masz dość? - Wszędzie ślicznotki i jest lato,
- nie widzisz? Długo jesteś żonaty? - 10 lat.
- Po co? - Bo ją kocham.
- Odsuń się. - Ej, powoli!
Jak pan skomentuje ten nieszczęsny spadek do II ligi?
Dla drużyny to ciężki cios. Nie mieliśmy łatwego sezonu.
- Ale... - Coutard z Le Champenois.
A nie popełnił pan kilku błędów trenerskich?
Nie zdenerwuje mnie pan.
To mam napisać?
Wywindowałem klub na szczyty i zrobię wszystko,
aby w przyszłym roku Stade de Reims wrócił do I ligi.
- Może pora ustąpić miejsca młodym? - Opanuj się.
- A zdobyli 6 tytułów mistrzowskich z rzędu? - Dajmy im szansę.
Ludziom pana pokroju?
Owszem, potrafiłbym doprowadzić klub do spadku z ligi.
Koniec konferencji prasowej, nie pozwolę się obrażać.
Leroux!
Nie skończył pan odpowiadać na moje pytania!
Wyjadę do Stanów, stary.
Tam cenią dobre dziennikarstwo.
Albo do Rio, gdzie mam kumpli.
Ponoć ekstra ten ich karnawał, chętnie wybrałbym się z żoną.
Do Rio się lata samemu. Czy do piekarni chodzisz z chlebem?
Dzwonił Leroux. Żąda pańskiej głowy.
Przeprosi go pan publicznie.
Nie.
- Przeprosi pan. - Nigdy nie cofam swoich słów,
to kwestia zasad.
Więc w terenie zastąpi pana Richard, a pan zajmie się redakcją tekstów.
To poważne pogwałcenie wolności słowa!
Oczywiście.
A że nie płacę za nic nierobienie, przygotuje pan nasz festyn.
O nie,
wolę złożyć wypowiedzenie.
Gdy pan zwróci 3-miesięczną zaliczkę, którą wypłaciliśmy.
Kwestie organizacyjne wyjaśni panu
- Emmanuelle Bruno. - Emmanuel? Kto to taki?
Moja sekretarka od 5 lat.
A, pisane przez dwa L, nie jedno.
Jazda stąd.
Ciao, Luigi!
Za twoich czasów grali prawdziwi faceci. Kochali klub i obroniliby go.
Wielki Stade de Reims się skończył.
Serce się kraje.
Nie jesz?
Wolelibyście umrzeć, niż spaść do II ligi, prawda?
Owszem, ale...
Nie złość się, to tylko piłka.
- Co za wstyd! - Spóźnimy się na brydża.
- Nie dzisiaj, proszę. - Odprężysz się.
Brydż mnie nie odpręża i rano wcześnie wstaję.
Nie zapomnij wysiusiać Luigiego.
Miłego wieczoru, tato.
- Będzie mi ciebie brakowało. - Mnie ciebie też.
Mam rację
Luigi?
I tak jesteś głuchy.
Ten festyn...
- Jak się go organizuje? - Wymyślając coś,
co przyciągnie ludzi.
- Co było rok temu? - Chór chłopięcy z Paryża.
Nudziarstwo i przeżytek. Co innego koncert rockowy.
- Johnny'ego Hallydaya? - Też się przeżył.
Za rok nikt nie będzie go pamiętał.
A 2 lata temu?
Walka wrestlingowa karłów.
Zabawne.
- I jak? - Jak to wrestling.
- Ale jak wyszło? - No...
Może też być mecz koszykówki z minikoszami lub piłki nożnej.
Bramki wysokie na 1,30 m. Weźmy 2 drużyny karłów i niech grają.
Fajne, prawda, Lambert?
- Wolę zabawy taneczne. - Ale z meczu nici,
potrzeba co najmniej 10 karłów. Pięciu po każdej stronie.
I nie wiem, skąd ich wziąć.
Wszystkiemu winien Leroux! Nie może znieść faktu,
że jest już zgredem.
Wybaczy pan, mam inne zdanie.
Słucham?
Takie określenie mu uwłacza.
- Pani mąż jest jego fanem? - Nie mam męża.
- Niby pani lubi piłkę nożną? - Czemu nie?
W wielu krajach kobiety grają. We Włoszech jest silna drużyna.
Ale chyba nie reprezentacja narodowa?
Niezłe!
Właśnie to zrobimy. Świetny pomysł.
Proszę państwa,
zorganizujemy mecz piłki nożnej kobiet.
- Szef będzie przeciwny. - Proszę zanotować.
"W związku z corocznym festynem Le Champenois poszukujemy...
piłkarek.
Owszem... "W każdym wieku i na każdym poziomie".
Nie, nie lubię starych bab. Proszę dopisać "Do 40 lat".
I zanieść do drukarni. Migiem!
Zwariowałeś, powinieneś się leczyć!
Drużyna piłkarek, też coś!
Kobietek, Lambert.
Kobietek.
Tata kochał futbol. Zabierał mnie na mecze co tydzień.
Złapałam bakcyla.
- Przyszłam też z myślą o nim. - Świetnie.
Dużo czasu spędzam w domu. Nie narzekam,
nawet lubię.
Ale chcę mieć nowych kolegów, tzn. koleżanki.
Lubię biegać, przejmować piłkę, gry zespołowe...
- Lubię strzelać. - Strzelać?
- Gole. - Przestraszyłem się.
- Słucha mnie pan? - Jasne, przepraszam.
- Notuje pan wszystko? - Jasne.
- Wygląda na rysunek. - Skądże!
Nie chciała przyjść.
Myśmy ją zmusili. Nierozmowna, ale zwinna.
- Jakiej muzy pan słucha? - Rocka.
- Beatlesów. - Oni już się skończyli.
- Mogę zobaczyć? - Otóż, Catherine...
Jestem Nicole.
Dzieci mam duże, nudzę się. Grałam w piłkę ręczną.
Mogłam w kadrze narodowej, ale wybrałam rodzinę.
Czemu ona się nie odzywa? Kochanie,
boisz się?
Beatlesi się rozpadną?
Nie zna się pani. Prędzej ja rzucę dziennikarstwo.
- Mamy grać z karłami? Zboki z was? - Też coś!
Właściwie to jakich kobiet szukacie?
- Takich... co kopią piłkę. - Więc chcę kopać!
Byle nie w twarz.
Karły z karłami to byłoby zabawne.
Ale nie kobiety i karły.
Mam już cały sprzęt AGD.
Prawą... kuchenkę...
Lubisz futbol, kochanie?
Bracia mówią, że masz mocnego kopa.
Zna francuski?
Jako feministka walczę z fallokracją.
A co sądzi pani mąż o promocji żeńskiego futbolu?
Jest moim fanem, podpisze zgodę bez gadania.
Zgodę?
Nawet gdybym miała męża, podpisałby, bo połamałabym mu łapy.
Wymagana jest zgoda rodziców albo męża.
Jasne, zgoda.
Mąż ma podpisać zgodę, żebym mogła grać?
Nie mam męża i nie zamierzam mieć.
- Niby kobieta może wszystko? - Skoro facet modeluje włosy...
To naturalne loki.
- Chcesz być w mojej ekipie? - Tak.
To się uśmiechnij. Życie jest fajne, nawet gdy orzemy pole.
Jesteśmy przygotowani i zdecydowani. Pani też? Ostrzegam,
Nicole. zapamiętałem.
Mama uważa, że czeka mnie niezwykła przyszłość.
Nie wyląduję jak ona w pralni.
No bo kim może dziewczyna zostać w tej dziurze?
Fryzjerką, robotnicą... albo co najwyżej nauczycielką...
Nie znam się na futbolu, ale uwielbiam lekkoatletykę.
Należę do klubu.
Łatwiej utrzymać figurę,
nie sądzi pan?
Jeanne... Mogę tak się do pani zwracać?
Uprawiała pani jakiś sport zespołowy?
Ne...
To będzie pierwszy raz.
Wspaniały pierwszy raz... dla wszystkich.
- Z panem jako trenerem? - Owszem.
Trzeba będzie mnie słuchać.
Panno Simon, miło było panią poznać, naprawdę.
Do zobaczenia.
Kobieca drużyna piłkarska?
Żona mnie zabije, jak się dowie.
Podobno potrzebna jest zgoda mężów. Załatwi to pani?
Dopisałem panią do listy, skoro lubi pani piłkę.
To był również pani pomysł.
Jutro o 10.00 zbiórka na boisku żwirowym.
Ostatni palant! Robi bzdury, a ja za to beknę.
Jak będzie ci dokuczał, przetrzepię mu skórę.
Wiesz, co zaplanował na festyn?
Mecz piłki nożnej kobiet.
Naprawdę.
Nawet dopisał mnie do listy.
Zagrasz?
Nie, zrobił to dla kawału.
Nie podoba mi się to. Jak on się nazywa?
Coutard.
Pomówić z nim?
Dzięki, tato, ale jestem dorosła.
Jedno twoje słowo, a skręcę mu kark.
Dobry wieczór.
Ładnie mieszkasz.
Sam?
Masz narzeczoną?
A ty masz chłopaka?
Spotykam się z kilkoma.
Z iloma?
W tym twoim klubie sportowym?
Nie.
Wolę starszych.
Dojrzalszych. Z doświadczeniem.
W klubie są smarkacze.
Ale mam tam koleżanki.
Można sporo się nauczyć.
Czego?
W szatniach, między nami...
Robimy sobie dobrze.
- Jasne. - To nic: złego.
Nie pocałujesz mnie?
Nie tak się to odbywa. Zwykle ja się tak zachowuję.
Ledwie przyszłaś, rzucasz mi się na szyję, opowiadając świństwa!
Siadaj, zacznijmy od początku.
Masz w sobie coś wyjątkowego.
Przypominasz mi "Dear Prudence" Beatlesów.
"Błękitne niebo, śliczna pogoda i śliczna ty".
"Nie wyszłabyś się pobawić?"
Mamy grać na tym żwirku? Niepraktycznie.
Troszkę kurzu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
"Sport to zdrowie".
I co teraz?
Co mamy teraz robić?
Co robić...
- Rozgrzewka. - Co?
Rozgrzewka.
To my pobiegamy, a wy się przygotujcie do treningu.
Świetny pomysł, brawo za inwencję! Pięć okrążeń i nie ścinamy rogów.
Uprzedzam, mam was na oku.
I to ma być sexy?
- Ta stara nam wykorkuje. - Ostrzegałem cię.
Dobrze. Raymonda!
Ważne, aby dobiec, niekoniecznie pierwsza.
Ładna przebieżka.
Skoro jednak mamy się popisać grą, dobrze byłoby pograć.
Nawet kiepsko. Sprawimy ludziom frajdę.
Proponuję potrenować drybling.
Potrzebna mi ochotniczka.
- Murielle. - Nicole.
No to chodźmy,
- Murielle. - Nicole.
Zrobimy tak, Nicole...
Ja będę dryblował, a pani spróbuje mi ją odebrać.
Gotowa? To zaczynamy!
- To jest boisko Leroux. - Mam gdzieś tego zgreda.
- Nie możemy bez pozwolenia. - Idźcie poćwiczyć drybling.
To zabronione.
Nie wolno nam.
To bezprawne.
Wróćmy na tamto boisko.
- Proszę iść się z nimi pobawić. - Wykluczone, to prowokacja.
Pomoże mi pani doczyścić buty?
- Nicole ma dobrą technikę. - Umie kopnąć i tyle.
Naprawdę gra nieźle.
Też za to odpowiadam i nie chcę kłopotów.
Przynudza pani.
- Jest pani męcząca. - A pan jest...
bezczelem.
- Kim? - Bezczelem.
Co to za jedni?
Juniorzy Leroux.
- To nasze boisko. - A może "dzień dobry"?
Wracajcie do domu, kobitki, to nasze boisko.
Przyszłyśmy pierwsze.
A umiecie przeczytać napis na koszulkach czy tylko je prać?
EJ'. mam ci przylać?
- Proszę o spokój, dzieci i kobiety. - A pan to kto?
- Ich trener? - No nie, babski trener?
Chyba raczej trenerka!
Fajne ciuchy. A dla facetów takie szyją?
- Powstrzymaj mnie, Lambert. - Wracamy!
- Posłuchajcie zezowatej. - Niby mnie?
Opanuj się, to są dzieci.
- Chcecie boisko? Zagrajmy o nie. - O nie!
- Kto wygra, zostaje. - Gnojki.
- Stara się wnerwiła. - Wiesz, gdzie stara cię ma?
- Nie gramy o swoje boisko. - Jaja wam nie zstąpiły?
A może ich nie mają?
Zmiażdżymy was, pizdeczki.
- Umieramy ze strachu. - Niewychowane smarkacze.
Spokojnie, obronimy.
Pierwszy gol!
Nie przejmujcie się!
Zmiataj na swoją połowę, maminsynku!
Byłyście skrępowane, stąd nagle brak obrony.
- Nie ma sensu tak rozkładać rąk. - Jak to nie? Nie przebiją się.
Dalej, dziewczyny! Jesteście najlepsze!
Blondynka na swoje miejsce!
I drugi gol!
Drugi i ostatni!
Żadnego więcej!
Już me mogę...
Zaraz padnę.
Raymonda chyba me da rady.
- Chodźmy, pomogę pani. - Gram dalej!
Była pani dzielna jak na swój wiek.
- Wygramy! - Odwodniła się pani.
- Pani wchodzi. - Ja?
A widzi pani inną?
Lambert...
Gramy dalej!
- Na co czekasz?! - Rusz się!
Śmiało!
Zaimponowała mi.
Dobrze, Emmanuelle!
No, no...
Zrobimy miazgę ze smarkaczy?
O co im chodzi?
Zaczekajcie!
- I zmiażdżyliście pizdeczki? - A wy upierzecie nam koszulki?
To my jesteśmy babami czy wy?
Zakłócanie porządku publicznego. Bójka z kobietami, wstyd!
- Jedna waliła z piąchy jak facet. - To nie kobiety.
- Upokorzyły was. - Zwolnił je pan, a to one zaczęły.
Mam pogadać z twoim ojcem?
- Cisza! - Cisza? To oni zaczęli!
- To nasze boisko. - A jest nazwisko "Leroux" na bramie?
Słuchaj pana komisarza.
- Panie... Coutard... - Tak?
Co robiliście z tymi kobietami na boisku klubu Stade de Reims?
Trenujemy na coś w rodzaju gali futbolowej. Na festyn.
Formalnie wszystko gra, mężowie się zgodzili.
- Pił pan? - Nie.
Kobiecy mecz? Kpi pan ze mnie? To się źle skończy!
- Grają czy nie? - Ta w śmiesznych okularach.
Pierwszy raz widziałem coś takiego. Sama nas pokonała!
A ta podobna do Bardotki?
Średnio gra, ale ma niezłe podwozie.
- Powiedzieć to twojemu ojcu? - Dość.
Co jest, do cholery, Victor?
Pobili się z kobietami i tymi dwoma.
Na moim boisku?
Z dochodzenia wynika, że grały na boisku miejskim.
- On trenuje kobiety? - Rzuciły juniorom wyzwanie.
I pokonały ich! Przegrywa pan na całego.
- Tak trudno zapukać? - Chwila, nie złośćmy się.
Mam zwariowany pomysł. Spodoba się pani. Kapitalny!
Założę pierwszą prawdziwą, kobiecą drużynę piłkarską w Reims.
Ma pani złote stopy.
Z pani talentem i moją obrotnością zajdziemy daleko.
- Będzie ekstra! - To było upokarzające.
Rozniosła ich pani w pyl! Nie zmarnujmy tego.
- Mamy grywać na festynach? - Pal sześć festyn, nieważny!
Dostaliśmy polecenie.
A drużyna...
taka prawdziwa wymaga pracy, pieniędzy i zaangażowania.
Potrzebne są buty, stroje, autobus i mecze.
To minimum. Nie mamy nic.
Ja załatwię wszystko, a pani niech gra.
I radzę już zacząć rozgrzewkę...
Nie, nie ręczna.
Będziemy grać w całej Szampanii.
Potencjalni klienci przyjdą oglądać nas, a więc i was.
Właśnie, kobiety grające w piłkę nożną
- Ile ten kosztuje? - 39 OOO franków.
- To przyszłość, dyrektorze. - Bzdura.
Strój piłkarski jest nieodpowiedni dla kobiety.
To nie wypada.
W starych frankach?
Spławili cię?
Dowcipniś z ciebie, co?
Paul Coutard z Le Champenois.
A czegoś tańszego pan nie ma?
Spróbujmy do merostwa w Epernay.
Miło robić z tobą interesy.
Eh, ty prawiczku...
Nie, chodzi o futbol... Tak, ten sport...
O kobiety grające w futbol.
Nie, nie dowcip.
Wiem, że tak brzmi, ale nie.
Zainteresowany pan czy nie?
Nie? Więc szkoda pańskiego czasu. Dziękuję.
Ma pan czas dwudziestego piątego o 10.00?
Tak...
Nie, nie przenieśliśmy się. Ten sam adres.
Emmanuelle!
Wszystko dla was!
Pospiesz się!
- Staranniej, Raymonde! - Z plastyki byłam kiepska.
Gra też nie lepiej.
- Wyrobimy się, trenując. - Popraw tutaj.
- Maluj prędzej, Bardotka! - "Bardotka" to ja? Fajne.
- Ruszacie się jak naćpane. - Babcia zgorszona?
"Babcia"? Wracam do domu.
Żartujemy.
Upaćkasz się, Motylku.
Powiedziała Nini Opryskiwarka.
- A przezwisko dla mnie? - Spychara.
Beznadziejne.
Dziewczyny, ruszać się! Kończmy to.
Tak jest, Kapitanko!
W butach z korkami wyglądamy jak kwiatuszki.
Kwiatki "korkówki"!
Powinniśmy im pomóc.
Nie bądź taki macho!
Dajmy im swobodę twórczą.
Niech się wczują.
Tylko żadnego podrywania.
Nie mam zamiaru. Ja tylko...
Trener nie romansuje ze swoimi piłkarzami... piłkarkami.
Nie w głowie mi to. Obmyślam strategię.
"Strategię" czego?
Mnie nie bajeruj.
Nie docenia pan reklamy, jaką oferujemy.
Oto próbka świadcząca o potencjale handlowym.
Jeanne, proszę pokazać.
Koszulka to pani projekt, Beatrice?
Nie za obcisła? Zapewnia swobodę ruchów?
Jasne.
- Dobrze widać nazwę pana firmy? - Doskonale.
Spodenki nie za krótkie, Beatrice?
Standardowa długość. Nie zmieniałam.
- Wg mnie świetne. - Niekorzystne dla ud.
- Fajne i można prać w pralce. - Dzięki, jestem dumna...
- Ustawcie się! - Niskie z przodu, wysokie z tyłu?
Tak, Beatrice z tyłu.
Doskonale, niskie z przodu.
Fantastycznie! Wierzcie mi, niejedno zdjęcie robiłem.
Uśmiech.
Nie zasłaniaj nóg, to nieważne.
Emmmanuelle, długo będziesz wkładać strój?
Niepodobny do piłkarskiego!
Nie widziałaś na ulicy? Mamy 1969 r., modę na mini itd.
Czekamy tu jak głupie, Motylku,
chodź do nas!
- Nie miała powodu się chować. - Seksbombowy Motylek!
Stań pośrodku, koło Jeanne.
A taka z niej skromnisia...
Lepiej już pstrykaj...
Nie ruszamy się.
Jeden...
- Dwa... - Ej, korki i cycorki!
Świetnie... I jeszcze jedno.
Wassy... gdzie to jest?
320 000 km na liczniku.
Ma większy przebieg niż Raymonde.
Co z nimi?
Zobaczę.
Spóźnimy się na pierwszy mecz. Wassy na nas czeka!
Co się dzieje?
Dziewczyny!
Nie ma Francine.
Nie wyrobię z tymi spóźnialskimi babami!
Mąż Jej nie puścił.
- Podobno mamy jego zgodę? - Tak, ale nie on ją podpisał.
A kto podpisał za męża?
Nieważne, jedźmy po nią.
Oszukała nas, jedziemy bez niej. To rozkaz!
- Nie miała wyboru. - Wybrała durnia męża.
- One mają rację. - Nie zaczynaj.
- Jest tylko rezerwową. - Ej, zostawić ciebie?
Nikogo nie zostawiamy! Ona wymyśliła "Korki i cycorki".
Cale ryzyko ja ponoszę. Jesteście nieodpowiedzialne.
Powiedziałem "jedziemy". To rozkaz!
Nie zależy mi. Gram, kiedy mam chęć.
To nie jedziemy. Też mogę grać, kiedy chcę.
Zabierz dzieci na dwór.
Milusińskie.
Jesteś żonaty?
Nie.
Lubisz kobietki, co?
To przedsięwzięcie moralnie bez zarzutu.
A chciałbyś, by twoja żona paradowała w szortach przed obcymi?
No więc?
Pańska żona jest świetną piłkarką. Ma złote stopy!
Ja ją nauczyłem. Radzi sobie, nic więcej.
Te dziewczyny...
są pionierkami. Zmienią mentalność społeczną.
CZY Ja Wyglądam na feministę?
A co by pan powiedział...
na 500 franków?
Tysiąc.
Osiemset?
Tysiąc.
Tysiąc?
Korki, cycorki, świetna gra, drybling, akcje na sto dwa.
Bo Motylka każdy strzał, to gol dla nas jest na bank.
Korki, cycorki, świetna gra...
Pierwsza bramka - żaden fart, do kolejnych to jest start.
Naszej Nini mocny gol, nigdy nie słabnący kop...
- Dziewczyny, trener! - I ciocia Francine!
Ciocia!
- Jak ci się udało? - Zmieniłem mentalność.
Witamy w drużynie.
ZAKON św. TERESY: 0 DZIEWCZYNY z REIMS: 1
- Co to za jeden? - Mąż Raymonde.
Zagorzały fan.
Jak chłopak długie włosy mam, skórzaną kurtkę nie dla dam,
medalion i szeroki pas.
Jak chłopak swój charakter mam,
często potrafię fangę dać, "Uważaj, nie bądź taki cham...".
Dalej, Raymonde!
- Ciężko im idzie. - Zupełnie nieźle!
- Pochorują się. - E tam, nie są z cukru.
Zobacz!
Gol!
OD KORKÓW DO GŁÓW
Przemyślałem wszystko. Zmienimy taktykę.
Musisz być bliżej Emmanuelle.
O, tak,
ty się zbliż do mnie.
I będziemy trenować co najmniej 2 razy w tygodniu.
DZIEWCZYNY Z REIMS: 10 FABRYKA PLASTIKU: 1
Świetnie, dziewczyny!
Co robicie na moim boisku?
Nudzi się pan w niedzielę? A ja nie mam czasu gadać.
I co? Fajna ta drużyna wygrywająca?
Radzę robić notatki.
Zgubiłam dwie obrończynie!
Cieszę się, że dobrze się bawisz, skarbie.
Czasem gram z dziesiątką. System 4-3-3 wyrównuje grę.
I jestem zadowolona, bo Coutard...
- wreszcie rozumie. - Nie dokucza ci?
Bo inaczej...
A mówiłam ci o Nini?
Gra po amatorsku,
ale jak ją podszkolę, będzie świetna.
Za to Spychara...
Lepiej się z nią nie zderzyć.
No i Jeanne. Biega jak antylopa.
Pozwól, Jeanne. Jestem jej trenerem.
Spokojnie, dziewczęta.
Idziemy do autobusu!
Pop jest beznadziejny. Nie chcę zrzędzić,
ale kiedyś to byli prawdziwi piosenkarze. Ferrat, Ferre...
- Adamo jest przystojny. - Mazgai się, nie śpiewa.
- A co sądzicie o trenerze? - Nie jest w moim typie.
Inni faceci też nie są!
Wg mnie zbyt pewny siebie.
Najgorsza ta jego fryzura!
Słodki. Na jeden wieczór ujdzie.
Babciu!
Nie mówię o sobie. Ogólnie.
- Odpręż się, Motylku. - Fakt, tu nie boisko,
- nie spinaj pośladków. - Że co?
Trzeba nad nią popracować.
- Zacznijmy od okularów. - Nic nie widzę, przestańcie!
- Umaluj ją ładnie. - Nie ma sensu!
Atakuj, Motylku!
Doskonale!
Coutard, ignorował pan moje ostrzeżenia,
więc tu ma pan papier.
Proszę zobaczyć, co z nim zrobię...
Motylku!
Zobacz...
Co się stało?
Przestańcie, spokój!
Cicho bądźcie!
No to jesteśmy.
NO...
Zdaje się, że tu mieszkasz...
- Bardzo dziękuję. - Nie ma za co.
- Zaczekaj, pomogę ci! - Nie trzeba.
- Trzeba. - Nie.
Nalegam...
- Dam sobie radę sama. - Nie opowiadaj.
- Chodźmy. - Dzięki, ale naprawdę mogę sama.
Schowaj się pod parasolkę.
Ostrożnie. Odprowadzę cię chociaż do drzwi.
- Już jesteśmy. - Nie mogę cię tu porzucić.
Nie odejdę, póki nie usiądziesz na kanapie.
Jestem dżentelmenem.
Kto ty jesteś?
Dobry wieczór. Paul Coutard.
Mogłem się domyślić po stroju.
Dziękuję
- Co się stało? - Nic, drobna kontuzja.
- A on tu co? - Pomógł mi wrócić i już idzie.
Na pewno nie będę zatrzymywał gogusia.
Lubię cieple brzmienie włoszczyzny.
Za moich czasów, gogusiu, byłbyś magazynierem, a nie trenerem.
Język miłości!
Kazałeś grać dziewczynom z jakimiś bydlakami?
- "Co chodzić"? - Przyniosę lód.
Chwileczkę!
Gdzieś już pana widziałem...
Może u fryzjera?
Poznaję, pan Giacomo Bruno!
- Jestem pana najzagorzalszym fanem! - Przytyłem.
Był pan nie do przejścia! Istna ściana!
Mówili na pana Rzeźnik z Apulii.
Nazywasz się Bruno. Nie pomyślałem!
Dawno nie słyszałem swojego przezwiska.
Jestem pana wielkim "admirator".
To po hiszpańsku.
A tu 13 czerwca 1956 w Parc des Princes.
Finał pucharu Europy, mecz z Realem Madryt.
- Przegraliśmy 4:3. - Powinniście byli wygrać.
- Ale naprzeciwko grał Di Stefano. - Emmanuelle płakała.
Zobacz tu... Ja i Leroux.
Był młody i przystojny-
- Lubił go pan? - Trenował mnie 10 lat.
Był jak rozjuszony lew, nikogo nie słuchał.
Doprowadzał do szalu ludzi ze związku.
- Zmienił się. - No a co? Wszyscy się zmieniamy.
Emmanuelle codziennie po szkole grała w piłkę.
Mama nie mogła jej zagonić do lekcji.
Rozegraliśmy w ogrodzie wiele meczów.
Dawałem jej wygrać, tak się cieszyła...
Spójrz na jej uśmiech.
Uśmiech ten sam.
"Dawałeś mi wygrać"?
A myślałaś, że pokonasz Rzeźnika z Apulii?
A tu finał Pucharu Europy, mecz z Nimes.
Pamiętam...
doznałem kontuzji kolana po 5 minutach...
Boli.
Fajnie ci bez okularów.
Zapomniałam, że zdjęłam.
Wygodniej grać bez nich.
Naprawdę ci ładnie.
Twarz jest bardziej...
Nie pokazałam ci tego.
To drużyna piłkarek we Włoszech.
Najlepsza w Europie.
Gdyby tata tam został, może bym z nimi grała.
Będziesz grała tutaj.
Start raczej slaby.
Zmienimy taktykę.
Zrobimy to, co Włoszki. Załatwimy licencje.
Wtedy będziemy mieć boiska, brać udział w mistrzostwach
i inne dziewczyny pójdą naszym śladem.
Zmienimy mentalność społeczną. Słyszysz?
To reprezentacja Francji.
- Pójdzie nam jak z płatka. - Naprawdę?
- Przykro mi, żona nie może wejść. - To moja najlepsza piłkarka.
Niezależnie od statusu.
Niepotrzebne, to formalność.
Nie jestem potargany?
Niech pan siada.
Otóż wnikliwie przeanalizowaliśmy wniosek
i niestety nie możemy się przychylić do pana prośby.
Nic jeszcze nie powiedziałem.
A więc słuchamy.
Dlaczego nie? To niesprawiedliwe!
Szkoda naszego czasu. W Reims nie będzie innego klubu niż Stade,
- a już na pewno kobiecego. - To odwet osobisty.
Owszem, nie mam nic przeciwko tym biednym dziewczynom.
- Zamykam posiedzenie. - Leroux... widział pan, jak grają.
Zasłużyły, proszę to powiedzieć.
Nie ma określenia "gracz piłkarski" w rodzaju żeńskim i nie może być.
Nie ruszę się stąd...
póki nie dostanę licencji.
Nie wiecie, kogo wyrzucacie! Zapamiętajcie: Coutard!
Przez D na końcu!
- Co jest? - Prędzej kozom ją dadzą niż nam.
- Dlaczego? - Spytaj swojego idola Leroux!
- On tu jest? Głosował przeciwko? - To człowiek instytucja...
Śmiejecie się?
To takie zabawne?
Co wam szkodzi, że gramy? Czego się boicie?
Kobiety grają w całej Europie.
We Włoszech, Anglii, Holandii, Irlandii dostają licencje.
Nawet dzieci mogą.
A wy zza biurka decydujecie, komu wolno grać?
Żaden nie drybluje tak, jak ja, nie widzieliście piłki od 30 lat!
A pan, Leroux?
Za młodu...
nigdy nie poparłby pan brzuchatych buców w 3-częściowych garniturach.
W dodatku 3-częściowe wyszły z mody.
"Ja, Paul Coutard...".
- I Emmanuelle Bruno. - Oskarżamy panów,
którzy wygodnie się rozsiedli w związkowych fotelach,
że arbitralnie decydują, czy kobietom wolno grać w futbol.
Odmawiają im jednego z podstawowych praw osobistych,
prawa do istnienia...
Nawet jako drużyna amatorska.
Świetne. "Nawet jako drużyna amatorska.
Jeśli kobieta zrani się na boisku...
czy jej krew nie jest równie czerwona jak krew mężczyzny?"
Nie najlepsze.
"Marzymy o tym.
Aby pewnego dnia mała dziewczynka
mogła przyjść na stadion kibicować mamie
po prostu grającej w piłkę nożną” Kropka.
Podoba ci się?
Podoba.
Mnie też to...
Też mi się to podoba. Świetnie piszesz na maszynie.
"Najwyższy czas zburzyć
wielowiekowy, patriarchalny porządek społeczny...".
Z KRAJU
MAGAZYN RE PO REPORTAŻOWY
ŻEŃSKA FORMA "GRACZA"?
Po spadku Stade de Reims do II ligi
stolicę Szampanii znów poruszyła sprawa ze świata piłki nożnej.
Chodzi o Dziewczyny z Reims.
Jestem Paul Coutard, ja założyłem tę drużynę.
Grają lepiej niż większość mężczyzn,
nawet z drużyny Stade de Reims. Sfilmujcie je, mają rozgrzewkę.
Kamera może wrócić na mnie? Wszędzie kobiety dostają licencje.
Np. we Włoszech. To niedaleko, nie za Wielką Wodą.
Otóż tam spokojnie mogą sobie grać,
a w naszym pięknym kraju nie.
"Wolność, równość, braterstwo", też coś!
Paul Coutard z Le Champenois, trener tej drużyny.
Mało znanej, ale już mającej kibiców.
Dlaczego im nie pozwolić? Dlaczego nie dać im licencji?
Świat się zmienia, czasy prania na tarze już minęły.
Przyszłość to nadzieja i radość z rozwijania skrzydeł.
Pora, aby mężczyźni to zrozumieli.
Korki, cycorki, świetna gra, drybling, akcje na sto dwa...
Futbol to męski sport. Czy czuje się pani kobieco?
Lubię nosić i korki, i czółenka. Maluję też paznokcie.
W niedzielę nie zajmuje się pani domem, czy mąż się nie zżyma?
Skądże, przepada za prasowaniem.
Spóźnia się pani na randki, lubi wisieć na telefonie i miewa wapory?
Będziemy walczyć do skutku o prawo do gry w piłkę jak faceci
i okupować to boisko wbrew przepisom tłamszącym kobiety.
- Korki i... - Cycorki!
To wypowiedzenie wojny.
Moja własna żona powiedziała, że chciałaby grać.
- Elise i piłka nożna? - A prasowanie i dzieci?
Wydajmy oświadczenie.
Żadnego futbolu kobiet. To Zniewaga.
- Jeśli podejść do tego bez emocji... - Radzę dbać o własne podwórko.
Szkoda, żebyście wegetowali w II lidze.
Futbol przeczy kobiecej anatomii,
jest wręcz szkodliwy dla układu rozrodczego.
A w czasie okresu wiązadła są delikatniejsze.
Kobiety mogą uprawiać sporty zespołowe,
ale ja zalecam pływanie synchroniczne.
Porządni ludzie nie pozwolą skąpo ubranym córkom
paradować przed nagrzanymi samcami.
Niektóre z nich może to podnieca. Ja potępiam. A oni,
jeśli chcą nagości, niech chodzą na striptiz.
Nie podoba mi się to, będzie skandal.
Popieram cię. Ale ten Coutard... wykorzystuje was.
Po co o nim wspominasz? Niby sama sobie nie poradzę?
Też wolisz, żebym grała w ogrodzie, a nie przed ludźmi!
- Chcę cię przed nimi chronić. - Jestem dorosła.
To już nie jest tylko piłka nożna.
Co innego, gdybym była chłopcem.
Ależ nie, skarbie...
KOBIETY DO DOMU, MĘŻCZYŹNI DO PIŁKI!
NASI MĘŻOWIE NIE CHCĄ TEGO OGLĄDAĆ!
Absurd, nawet feministki są przeciwko nam.
- To przez tę historię w związku. - Zaufajcie mi,
Andy Warhol powiada: "Nieważne, jak o nas mówią, byle mówili".
Twój Andy załatwi nam pracę, jak ją stracimy?
- To był gówniany pomysł. - Domagamy się, by nas uznali,
- ale ciebie, egoistko, to przerasta. - Racja,
musimy walczyć z fallokracją o nasz status.
- Nie truj znowu. - Ile można słuchać o fallokracji?
Szkoda czasu, wyjdźmy. W razie czego użyjemy łokci.
Chcesz się bić z połową miasta? Mnie wyzywają na ulicy.
To nie chodź w mini.
Wygląda na to,
że dziś nie potrenujemy.
Zabierzmy rzeczy i wyjdźmy z uśmiechem do naszych wielbicieli.
Śmiało, nie robimy nic złego.
- Kiedy się zobaczymy? - Przecież się widzimy.
Ja teraz...
To nie był dobry pomysł, doskonale wiesz.
Lepiej dla ciebie, żebyśmy się nie umawiali.
Naprawdę.
Wychodzimy!
Panie Coutard,
mój szef, pan Robert... ma dla was propozycję...
Nie będzie oświadczenia.
Nie mam nic do powiedzenia!
Przepraszam...
Pan Robert z firmy Patrick prosi o telefon.
Tak, nie wstyd mi...
Co to za facet?
Jeśli powiem, to nie będzie już niespodzianka.
Dobry wieczór, Paul...
Raymon Robert, dyrektor marketingu Patricka.
Nie byle marki.
Dziękuję, że pani przyszła.
- To zaszczyt móc panią poznać. - Wzajemnie.
Śledziliśmy w mediach waszą historię...
i spodobała nam się.
Proponujemy umowę sponsorską z Patrickiem.
Nie byle marką.
A w planie pierwsze mistrzostwa futbolu kobiet.
- Ekstra, nie? - Związek się nie zgodzi.
Postawimy ich przed faktem dokonanym. Licencję wam dadzą raz, dwa.
I to nie wszystko! Raymond, proszę dalej.
Nowa dyscyplina potrzebuje gwiazdy. Pomyśleliśmy o pani.
W TV wypadła pani...
nadzwyczajnie.
Naprawdę?
Co pani na to?
Paul wolał wpierw spytać panią o zgodę.
Zgoda.
Wobec tego Wznieśmy toast.
Trzeba powiedzieć dziewczynom.
Za pierwsze mistrzostwa piłki nożnej kobiet!
Paul Coutard, człowiek sukcesu!
Podobał mi się fason, ale nie kolor...
Dziękuję za tak liczne przybycie na to wyjątkowe wydarzenie.
Firma Patrick z dumą przedstawi państwu...
- Nie ma Bardotki? - Straci swoje pięć minut chwały.
Człowiek, bez którego to wszystko nie byłoby możliwe,
wizjoner, Paul Coutard.
Dziękuję bardzo...
Nie moja to zasługa. W piłce nożnej liczy się drużyna.
Dlatego proszę o oklaski dla Dziewczyn z Reims.
A w drużynie liczy się klejnot,
złoty samorodek... napastniczka, której pozazdrości nam cała Europa.
Emmanuelle Bruno.
Panno Bruno!
Proszę o uśmiech.
Coutard!
MÓJ POTAJEMNY ROMANS Z TRENEREM
Przeczuwałam to.
Wyjaśnię ci.
I to również.
Zaczekajcie...
- Dupek. - Wyjaśnię wam wszystko,
słowo daję.
- Żona mnie zostawiła. - Przykro mi, stary.
Tylko na trochę, wyjechała do matki. Jak zawsze, gdy jest na mnie zła.
Dla mnie to mały urlop.
Chodź.
Fajnie być kawalerem.
Przykro mi, Lambert, przepraszam.
Masz za co! zachowałeś się jak dureń.
Przyznam jednak, że Jeanne...
użyła maczugi.
Nie śmiałem się, ale teraz...
Miała rację, należało mi się.
I owszem.
To koniec, wszystko zepsułem.
Cały ty.
Zawsze robisz uniki...
Chowasz głowę w piasek.
Kochasz Emmanuelle, od początku wiem.
Ale w ważnych momentach zawsze robisz uniki.
Powinienem jej powiedzieć?
Chyba to nie wystarczy.
Musisz jej udowodnić, że ją kochasz.
Jak?
Jak?
Właśnie, jak?
Jak...
Daj mi się zastanowić.
Jak...
Lambert?
Jak?
NIEBIESKIE
Wychodzę.
Nie zapomnij zamknąć drzwi za sobą.
Co zamierzasz?
Zmienić mentalność społeczną, ot co.
To dobrze, chłopcze.
Złaź stamtąd!
Zboczeniec!
Nicole!
Szlag!
Giacomo!
- Zabić cię? - Muszę panu coś powiedzieć.
- Płakała, a nigdy nie płacze. - Płakała?
- Zabiję cię. - Dobra,
ale muszę przedtem coś powiedzieć...
Rzeźnikowi z Apulii.
Wejdź.
Dzięki.
Właź!
Znajomy do pana, Giacomo Bruno.
Giac! Niech wejdzie.
Mogę?
Miło cię widzieć!
- Kawał czasu! - Za długo. Wyglądasz świetnie.
Chodź.
Ten numerant tutaj?
Wiem, że głupek. No?
Przede wszystkim przepraszam za swoje niegrzeczne zachowanie.
- Nauczyłeś się przepraszać? - Gdyby nam pan pomógł...
- To niby moja wina? - Przestańcie!
Przepraszam.
Posłuchaj, jaki mamy plan.
Chodźcie usiąść.
Chcemy zorganizować na stadionie mecz kobiet na otwarcie sezonu.
- To tylko zaliczka. - Nie chodzi o pieniądze.
Liczba widzów wam spada, a co będzie teraz, w II lidze?
Zapewnię wam duży rozgłos, obecność mediów.
Całe miasto przyjdzie wygwizdać mnie, zboczeńca.
Pamiętasz moją córkę?
Owszem, też niezłe z niej Ziółko.
Z kim miałyby zagrać? Z zakonnicami?
Z Włoszkami. Najlepszymi w Europie.
Reprezentacja nie zechce grać z waszymi dziewczynami.
Z moimi nie. Z drużyną narodową Francji tak.
Nie istnieje taka!
Jeśli z nimi zagramy, związek musi dać nam licencję.
A ty jak dawniej zagrasz na nosie tym palantom.
I co ty na to?
Żartujecie, co?
To dowcip!
Nie dowcip.
Dzień dobry, drodzy radiosłuchacze, ze stadionu Delaune'a,
gdzie odbędzie się mecz drużyny Stade de Reims z Dunkerque.
Witam państwa w pierwszym dniu rozgrywek II ligi.
Czy słynna drużyna otrząśnie się
po wielkiej porażce w ubiegłym sezonie?
Dla Michela Leroux to duże wyzwanie.
Przedtem obejrzymy premierowy mecz
reprezentacji Francji i Wioch w piłce nożnej kobiet. Owszem,
nie przesłyszeli się państwo, w piłce nożnej kobiet.
Trybuny są pełne.
Ten nietypowy mecz przyciągnął tłumy nie tylko kibiców...
zagramy?
Nie wolno ci przegapić życiowej szansy. Pojedziesz, jeśli wygram.
- Nie jestem już dzieckiem. - Poddajesz się?
Jeden z pięciu. Jak dawniej.
A jeśli przegrasz?
Zrobisz, co zechcesz, i nigdy do tego nie wrócę.
Tym razem nie dam ci wygrać.
- Boli cię? - Trochę.
- A, wszystkie chwyty dozwolone! - To znaczy?
Zaraz ci pokażę.
- Zmęczyłeś się? Kończymy? - Nie.
To grajmy!
Wygrałam! Ale dzielnie walczyłeś, brawo.
Nie musisz jechać na mecz. Rób, co ci się podoba.
To twoje życie.
Witam, co panów sprowadza z dalekiego Paryża?
Doskonale pan wie. "Reprezentacja Francji"?
Przeszkadza wam, że dziewczyny sobie pograją?
Przepisów należy przestrzegać, a pan poszedł na skróty.
- To uzurpacja nazwy. - Pierwsza piłka jest za 10 minut.
Mnóstwo ludzi chce je zobaczyć. Nieważne, czy wygwizdać.
Proszę nie udawać głupca, przerwiemy ten mecz.
Mają szatnię w głębi na prawo.
Miłego dnia. Chłopcy, teraz ruchy bez piłki!
Ona nie przyjdzie, tak?
Przyjdzie. A drużyna to nie tylko jedna osoba.
Bez niej nie mamy szans.
Ja spadam.
Ja też.
- Więc rezygnujemy? - Wciska nam kit jak zwykle.
Jestem waszym trenerem, znam was. Bez niej też możemy wygrać.
Wmówiono wam, że nie popieramy futbolu kobiet.
Nieprawda.
Nielegalny mecz, atrakcja dla świntuszących facetów -
zasługujecie na więcej.
Ten dokument jest wyrazem naszej dobrej woli.
Podpiszcie go i dostaniecie licencję.
Mamy jednak dwa warunki. Nielegalny mecz się nie odbędzie,
a pan Coutard zrezygnuje z funkcji pełnionej w drużynie. Natychmiast.
Podpiszcie.
- Wygrałyście. - Roztropna decyzja, Coutard.
Ja tego nie podpiszę.
Przyszłam grać i nie odpuszczę.
Pewnie przegramy, ale przynajmniej spróbujemy.
Jeśli podpiszemy, oni będą górą.
Jesteśmy pionierkami, doprowadźmy to do końca.
Licencję muszą kiedyś nam dać.
Bezwarunkowo.
A trener...
zostaje z nami. Może nie jest najlepszy,
ale nasz.
Jesteśmy piłkarkami. Korki i cycorki!
Korki i cycorki.
Włoszki was upokorzą! Będziecie pośmiewiskiem!
Zakład, że nie?
Ach, te kobiety... coraz mniej je rozumiem.
Kapitanka... Coco...
Babcia, Spychara, Ciocia...
Odwagi, dacie radę.
Chciałem...
codo...
Chciałem ci... Bo...
Myślałem nad...
taktyką ~ ~
tzn. taktyką na... mecz.
Już moja w tym głowa.
Super.
Powodzenia.
I ostatnia z Francuzek... Tak, to Emmanuelle Bruno,
córka słynnego piłkarza Giacoma Bruna.
Nie jestem potargany?
Przystojny jak nigdy.
Dalej, dziewczyny! Dalej...
A nie mówiłem, że się uda?
Uwaga, dziewczyny...
Jeden...
dwa...
trzy!
29 marca 1970 r. Francuski Związek Piłki Nożnej
formalnie uznał żeński futbol.
Pierwszy mecz reprezentacji Francji w piłce nożnej kobiet,
z Holandią, odbył się 17 kwietnia.
W 1974 r. zorganizowano pierwsze mistrzostwa Francji.
Dziewczyny z Reims zwyciężyły czterokrotnie.
Dziś Francuski Związek Piłki Nożnej liczy 160 OOO piłkarek z licencją.
Tekst: Joanna Dębska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.