Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
OCEAN CZASU
Jojo?
Cześć.
Wieje coś?
Nie... ale mogę załatwić wiatry.
Obudziłeś się, potworku? Chodź do mnie.
Uważaj na kawę.
Spójrz...
Teraz nacisnąć pauzę...
i mieć to na zawsze...
...zaczynamy od "ta-da-da",
a potem ją unosisz - musisz wyczuć moment.
Ścisz muzykę od czwartego taktu. Śmiało.
A gdy już ją postawisz, podążaj za tą myślą.
Bez vibrato - równym głosem.
Słuchajcie siebie, bo jesteście jednością i opowiadacie tę historię razem.
Czy możemy wyłączyć światło? Nie wiem, na co patrzeć...
Może zrobimy przerw ę?
- Żadnych przerw, jedziemy. - Pracują od wielu godzin...
Ja też, skupić się. Trzy, dwa,
jeden...
Chryste. Nie wchodzić przed projektor!
Zajmę się tym.
Rany boskie...
Diane, czekaj. Sam pójdę.
Czyż to nie Johanna...?
Coś cię gryzie?
Nie masz prawa tego robić!
Już idę.
Nie rozumiem, jak możesz o tym myśleć!
To mój adres.
Będę w domu przez całą noc. Powinniśmy pogadać.
Zacznij od jedynki.
Jeden, dwa, trzy,
cztery, pięć, sześć, siedem...
Nie, Kai. Co jest po siedem?
Osiem.
...dwa, trzy, cztery...
i tak samo tutaj...
Spróbuj.
Właśnie tak. Jeszcze trochę...
Jeszcze... Dobrze.
...mówi w ten sposób, za pomocą rąk...
Tak!
Tylko ostrożnie. Nie kręć za szybko.
Powoli.
Zwijaj.
To makrela.
Czekajcie!
Kai!
Brawo, torreadorze!
Witam panią.
Witam pana.
Zrób coś.
Trzy, dwa, jeden, akcja.
Lucas...
Kai.
Szkoda.
No to wracam do kręcenia...
- Żegnam panią. - Żegnam pana.
Tato...
Koniec.
- Jest z tobą? - Co?
Gdzie jest Kai? Nie widzę go.
Pewnie pod pokładem.
I co?
W toalecie go nie ma.
Gdzie się podział Kai...
Znowu będę musiał go schrupać.
Tu jesteś?
A może...
tu?!
Gdzie się chowasz?
Gdzie on jest...
Dopadnę cię, urwisie.
- Kai? - Wszystko gra?
Odezwij się.
Kai, pokaż się. To nie jest śmieszne.
Mamy dość.
Gdzie jesteś?
Gdzie katamaran?
Co?
Katamaran zniknął.
Widzisz go?
Cholera.
Nie - boje.
- Luc! - Silnik!
I co?!
Nie widzę go!
Mayday, mayday, tu "De Zwaene"!
Poza zasięgiem.
Gdzie jesteś, skarbie...
- Myślisz, że przeskoczył siatkę? - Nie zrobiłby tego.
Może chciał wypróbować katamaran...
Miał sznurek? Czy przyczepił do katamaranu sznurek?
Nie.
Może, nie wiem...
Niczego nie widziałaś? Byłaś na dziobie...
Siedziałam tam...
...w ten sposób...
ale byłam zajęta.
Wiedziałam, że bawił się katamaranem.
Nie patrzyłam na niego, bo myślałam, że go pilnowałeś!
Byłem tutaj i też pracowałem! A on siedział tam!
Nagrywałeś!
Wtedy nie!
Ściemnia się...
Co ty robisz?
Puść mnie! Chcę być z Kaiem!
Nie rób tego.
- Proszę, puść mnie... - Nie.
Zostań tu.
Widziałeś coś?
Nie.
Jojo?
Co robimy?
Wracamy na Azory?
Przy tym wietrze dopłyniemy w cztery dni.
A co z Kaiem?
Zaparzę kawę.
Jojo...
Schowaj się przed słońcem.
Nie znajdziemy go.
Rany...
No.
Nic nie zostało?
To była długa podróż.
Wracaliśmy już do domu...
Załatwię przedłużenie. Miałem z tym do czynienia.
Dzięki.
- Potrzebujesz pieniędzy? - Nie, znalazłem pracę.
W teatrze?
Przy rozbiórce.
W mieście.
Wracasz do Amsterdamu?
Dojeżdżam.
A ona zostaje sama?
Moja mama do niej zagląda.
- Ja też mogę. - Marcia...
Nie chce nikogo widzieć.
Jak możecie rozmawiać o podatkach?
Przepraszam.
Kai!
Jo?
Gdzie byłeś?
Już wróciłem. A ty?
Wydawało mi się, że go widziałam.
Nie mogłam go znaleźć...
Odpłynęliśmy za wcześnie.
Powinniśmy byli...
On czeka na nas...
Czeka.
Musi być przerażony...
Został sam, a to tylko dziecko...
Uspokój się.
Boi się... Zostawiliśmy go samego...
Zabraliśmy go w tę podróż!
Przestań.
Oddychaj.
Głęboko, przez nos.
Mamo!
Kai!
Johanna!
Zabrałam ją do Dingemana.
Przepisał tabletki.
Po jednej dziennie, przed snem.
Co mam robić?
Poczekaj na efekty działania leku.
Nie zmarnuj tego.
Cześć.
Jak długo spałam?
Sześć czy siedem godzin.
Czuję się, jakbym żyła wstecz...
Nie mogę go dogonić.
Jest za daleko.
Chodź do mnie.
Nie męczy cię to?
Męczy.
Co się stało?
Jo?!
Co robisz? Dokąd idziesz?
Na spacer. Nie mogłam zasnąć.
W środku nocy?
Nie mogłam oddychać.
Dobra, pójdę z tobą.
Chodź, przejdziemy się.
Gdy znów zechcesz iść na spacer, daj znać.
Pójdziemy razem.
Tak się umówimy.
Ten ból jest...
Wiem.
Uważaj!
Przepraszam.
- Ślepy jesteś? - Przeprosiłem!
Uspokój się!
Odwal się.
Złamas!
Jo?
Co to?
Zdjęcia. Wywołałem klisze.
Leki nasenne bierze się na noc.
Miałaś coś ugotować.
Ugotuję.
A zrobiłaś zakupy?
Nie wiedziałam, że zasnę na tak długo.
Zdejmij to i wracaj do łóżka.
Nie mogę. Z drogi.
Proszę cię.
Gdzie on jest?
- Gdzie mój syn? - Przestań!
I tak nie sypiam przez to, jak się zachowujesz!
Mam zamknąć drzwi na klucz?!
- Jak się zachowuję...? - Zajmij się czymkolwiek!
Jak ja!
- Ale czym...? - Nie ma go tam.
Nigdzie go nie ma. Skończ z tym.
Był najwspanialszym dzieckiem na świecie, ale już nie żyje.
Nie żyje, rozumiesz? Umarł.
Było, minęło. Nie żyje.
Lucasowi będzie łatwiej.
Pa, dziecko.
Na razie zostaniemy w Amsterdamie.
Róbcie, co słuszne.
Co ona będzie robić w mieście?
Gdzie nasze łóżko?
Kto to zrobił?
- Pomyślałem, że... - To twoja sprawka?
Uznałem, że to pomoże.
Jak mogłeś...?
- Jak mogłeś?! - Przestań!
A zdjęcia Kaia?! Wyrzuciłeś?!
Schowałem na strychu!
- Gdzie?! - Na strychu.
- Z gratami?! - Skończ!
Uznałem, że tak będzie najlepiej!
Dla kogo?
Pierdol się!
Kai ucieszyłby się, że śpimy w jego pokoju!
Zostanie na kolację?
Mam nadzieję.
Lucas też przyjdzie?
Nie mam pojęcia.
Ugotować makaron?
Ugotuj.
Nie dam rady, mamo.
Skarbie...
Potrzebujesz pomocy.
Gniewa się?
My nie...
Nie gniewa się.
On żyje w innym świecie.
Słyszy cię... Widzi...
Kocha...
Jest przy tobie.
Wciąż go widuję.
Zdaje mi się, że na mnie czeka.
Nie.
To ty czekasz na niego.
Twój płacz go powstrzymuje...
ale on sobie poradzi.
Możesz go puścić.
Muszę go puścić...
nawet jeśli to trudne.
Tak będzie lepiej.
Co jest?
Nic.
Myślisz, że to głupie?
Nie, ale...
Nieważne.
Ona może nam pomóc.
"Nam"? Nie pójdę do niej.
Dlaczego?
Bo to bzdury.
"Kai żyje w innym świecie, słyszy cię" - co za bujdy.
Za kogo ona się ma?
Twierdzi, że aby się odnaleźć, trzeba zajrzeć w głąb siebie.
Chyba ma rację.
- I pomoże ci w tym? - Tak.
Nienawidzę takich ludzi.
- Nienawidzisz? - Nie ufam im.
I nie chcę, żebyś rozmawiała z nimi o Kaiu.
To wyłącznie nasza sprawa. Tylko twoja, moja i Kaia.
Przepraszam.
Strasznie za tobą tęskniłam.
A ja za tobą.
Nie wytrzymam...
Wybacz.
Nie szkodzi.
Zbyt długa przerwa...
Nie, leż.
Cześć.
Co to?
No cóż...
Pomyślałam, że...
Zostaw.
Gotuj częściej.
O czym pomyślałaś?
Najpierw zjedzmy.
Trochę minęło...
Uważaj, gorąca.
Myślałam o dziecku...
O nowym życiu.
Może nam pomóc.
Dziecko?
Drugie.
Odzyskamy nasze życie.
A Kai odnajdzie spokój.
Zaczekaj...
Nie rozumiem. Mówisz o kolejnym dziecku?
Nadal chcesz mieć dzieci...?
Chryste...
Ja...
Nawet nie przyszło mi to do głowy.
Jak możesz o tym myśleć?
- Nie chciałam cię denerwować. - Dziecko?
A co potem?
A jeśli...
To się nie powtórzy.
Będzie dobrze.
Nie chcę drugiego dziecka.
- Nigdy? - Nie zamierzam o tym myśleć.
- Dlaczego? - Ani rozmawiać.
- Nie sądzisz, że może nam pomóc? - Nie chcę dziecka!
- Słyszałam. - Koniec tematu.
A co ze mną?
Nie liczę się?
Jesteś najważniejsza.
Dobrze wiesz, że jesteś miłością mojego życia.
Wiesz o tym, prawda?
Wiesz o tym?
Tak.
Wiem.
A ty mojego.
Nie wracajmy do tego tematu.
Więcej tam nie pójdziesz.
Drugie dziecko...
zniszczyłoby mnie.
Dobrze.
Lucas?
Przepraszam. Myślałem, że śpisz.
Co jest?
Wrócę późno.
Zrobić kanapki?
Nie trzeba, połóż się. Do zobaczenia wieczorem.
Cześć.
Jo?
- Cześć, skarbie. - Gdzie ona jest?
Usiądź. Znalazłeś list?
Tak. "Nie szukaj mnie, tak będzie lepiej".
Co to znaczy?
Gdzie ona jest? Może już nie żyć...!
Nie o to chodzi.
Nie martw się.
- Jest tutaj? - Nie.
To gdzie?
- Była tu rano. - Po co? I co mówiła?
Obiecaliśmy, że nie powiemy.
Czego? Co się dzieje?!
Chce zostać sama i tyle.
Na jak długo? Kiedy wróci?
Nie wróci...?
Dlaczego? Co zrobiłem?
- Nic. - Zostaw go.
Zwariuję... Zostawia mnie?! Teraz?!
Przeszliście przez piekło. Może nadal je w sobie widzicie.
- To jej słowa? - Moje.
Co mówiła?! Przechodzimy przez to razem!
Nie może mnie zostawić - byłem przy niej!
Gdzie ona jest?
Obiecaliśmy...
- Gniewacie się na mnie? - Co?
To wszystko moja wina?
Nie zadręczaj się. Nikt nie jest winny. Stało się i tyle.
Lucas? Dokąd idziesz?
Szukać jej.
Halo?
Cześć.
Wejdź.
Usiądź.
Zdejmij płaszcz.
- Napijesz się czegoś? - Wody.
Mam zimne sauvignon blanc...
No dobrze.
Nigdy nie pijaliśmy wina...
Teraz wszyscy piją..
ale każą nam przestać.
Wszystko w porządku?
Na to wygląda...
Ładnie się ubierasz. I pachniesz.
Nie poznaję tych perfum.
Przepraszam, że cię uderzyłam.
- Aż mnie ręka boli. - Nie szkodzi.
Byłam taka...
Zobaczyłam twarz Kaia na ekranie i...
- Nie możesz tego zrobić. - Na zdrowie.
Miło cię widzieć.
- Dowiedziałaś się z gazet? - Tak.
Z długiego artykułu z wielkim zdjęciem.
Posłuchaj.
- Nie wiem, jak sobie radziłeś... - Doskonale.
...ale mnie zajęło to mnóstwo czasu...
Wiele lat.
Wciąż o tym myślę.
Nie było łatwo, ale w końcu nauczyłam się z tym żyć.
Proszę cię, uszanuj to.
Masz dzieci?
Poza Kaiem? Nie. A ty?
Tak, dwie córki.
O niczym nie wiedzą.
Nie?
Nie chcieliśmy ich tym obarczać.
Nie da się tego wyjaśnić dzieciom - to niebezpieczne.
Ale teraz są dorosłe...
Zastanawiałeś się, jak się poczuję?
- Oczywiście. - I co?
Pracowałem dalej.
Czemu?
Bo ta sztuka jest potrzebna.
- Komu? - Mnie.
I być może widzom.
A co ze mną?
Mogłeś chociaż zapytać.
Jak? Nie widziałem cię od czterdziestu lat.
- A szukałeś? - Nie.
Dlaczego?
Uznałem, że w końcu sama się zjawisz.
- No i... - I co?
Myślałeś, że przyjdę, obejrzę przedstawienie i stwierdzę:
"Rany, to jednak prawdziwa sztuka"?
Coś w tym stylu.
Nie możesz wystawić tej sztuki -
a już na pewno nie z tymi nagraniami. Należą też do mnie.
- Chcesz obejrzeć? - Co?
Nasze filmy. Nie oglądałaś.
Teraz?
Czemu nie. Skoro już tu jesteś...
Może być miło. Pogadamy później.
Zaczyna się na La Gomerze...
Nasz pierwszy rejs.
Kupiłaś tę kamerę.
Dla ciebie.
- Widać, jak się bałam... - Bałaś się?
Na początku.
Przeszło mi, gdy zrozumiałam, że wiesz, co robisz.
Często siadałaś na pokładzie dziobowym...
Uwielbiałam to.
- Ja to nagrałam... - Zgadza się.
- Pamiętasz delfiny? - Tak.
- Było ich tak dużo... - Cudowne.
Nie do wiary.
Gwiazdka...
- Gdzie to jest? - Barbados.
No tak...
Wtedy dostał tę rybę...
Jego urodziny.
"Chciałbym urodzić się rybą".
Może wystarczy?
W porządku?
Gdzie jest łazienka?
Pierwsze drzwi po prawej.
Niewiele zostało.
Możemy skończyć na tym...
Nie, oglądamy.
W drodze na Azory.
Rejs powrotny...
Słodziak.
Tacy młodzi...
Koniec.
Najpiękniejsze dziecko na świecie.
Położę się...
Czytałam, że rezygnujesz z funkcji dyrektora artystycznego.
Ta sztuka to twoje ostatnie pożegnanie.
Okropne określenie.
Dobrze, że to tylko słowa.
Boisz się odejść?
Nie, będzie super.
Żadnych spotkań, więcej czasu na pisanie...
Tę sztukę też napisałem.
A kobiety?
Nic poważnego. Dolać kawy?
A ty masz kogoś?
Jestem wdową - od sześciu lat.
Mąż był cudowny.
Andreas, internista.
Wspaniały ojciec Marije i Belle.
Zostałaś rozpieszczoną doktorową?
Nie, projektantką ogrodów z wiecznie czarnymi paznokciami.
Wrócimy do wczorajszej rozmowy?
Mam lepszy pomysł.
Wiatr w porywach do stu kilometrów na godzinę...
- Hej, skarbie. - Cześć, mamo.
Przypilnujesz mi dziecko?
Nie ma mnie w domu.
A wieczorem?
Nie wiem, o której wrócę.
A co robisz?
Właściwie nie jestem pewna...
Zadzwonię jutro. Muszę się skupić na prowadzeniu.
Rany...
Jak tu jasno...
Kiedyś było strasznie ponuro.
To prawda.
I ta kuchnia...
Gdzie była nasza?
Też tutaj.
Ogród wymaga trochę pracy...
Rzadko tu bywam...
ale jeśli znasz dobrego ogrodnika...
Jak tam De Swaene?
Co?
De Swaene...?
Nadal nie potrafisz wymówić De Zwaene.
- Łódź. - Nie, statek.
Ma się dobrze, nadal pływa.
Przewozi turystów po wyspach Grecji.
Odmalowany i pod nową nazwą, ale wciąż pływa...
Tu mam kącik do pracy...
To mój dom.
Możesz na niego patrzeć...
Lubię to robić.
Przeżył pięć szczęśliwych lat, a potem umarł.
My też umarliśmy, ale za życia.
"Nie szukaj mnie, tak będzie lepiej".
Jest zdesperowany.
Dzwoni co tydzień, czasem tu zagląda...
Ja też za nim tęsknię.
Na pewno nie może wiedzieć?
Dziecko by go zniszczyło.
Andreas mi się oświadczył.
- Wie, że to dziecko Lucasa? - Tak.
Wie o wszystkim.
Kocha mnie.
A ty jego?
Nie widziałam innego sposobu.
Przepraszam.
Ale dlaczego? Nadal tego nie rozumiem.
Niełatwo to pojąć.
- Ja... - Gdzie byłaś?
Czy to ważne?
Szukałem cię latami, więc fajnie byłoby w końcu wiedzieć.
Mieszkałam w Bergen, u rodziny.
Przygarnęli mnie.
Byłam... w kiepskim stanie.
Tam poznałam Andreasa, wzięliśmy ślub i wyprowadziliśmy się na wieś.
Od razu sobie kogoś przygruchałaś, a ja cię szukałem.
Andreas mnie ocalił.
- Wielkie słowo. - Tak.
Dał mi nowe życie i dzieci.
Jasne.
Nie wiem, czy byłabym tu dziś bez nich.
Wymazałaś mnie.
Nie zostawiłeś mi wyboru.
Dałeś mi jasno do zrozumienia, że nie chciałeś dzieci.
Mogłaś poczekać.
Nie mogłam.
Powinnaś dać nam czas - byliśmy młodzi.
Myślisz, że zmieniłbyś zdanie?
Kto wie? Nie dałaś mi szansy.
Musiałem radzić sobie sam. Wiesz, jak się czułem?
Oboje przeszliśmy piekło.
Tylko że ja nie odszedłem.
- Ale tak się czułam. - Co?
Jakbyś odszedł.
Ciągle byłem zajęty, żeby utrzymać cię przy życiu!
I tylko zastanawiałem się, co robi Johanna!
Spokojnie...
Myślałem, że się utopisz albo powiesisz,
a potem zniknęłaś bez słowa!
A teraz masz czelność mówić, że to ja cię zostawiłem?!
- Nie słuchasz mnie... - Pierdol się.
Właź do wody, skoro tak bardzo tego chciałaś!
Zostawiłeś mnie.
Ciągle tylko wychodziłeś i pracowałeś.
Ktoś musiał zarabiać na życie.
Tak, ale to była też ucieczka.
Nie chciałeś o tym rozmawiać. "Było-minęło".
Już uciekasz? Dobrze.
Jeszcze jedno: wystawię tę sztukę i mam gdzieś, co o tym myślisz!
Po co?!
Ignorowałeś go przez 40 lat! Dlaczego teraz?!
Bo muszę to zrobić właśnie teraz!
Zamierzałem wszystko wyrzucić!
Pozbyć się tych gratów!
Ale pierwsze, na co natrafiłem...
Znalazłem...
karton z jego rzeczami i tymi filmami.
Uznałem, że muszę je obejrzeć.
I wtedy raptem zrozumiałem,
że po raz pierwszy w życiu chcę stworzyć coś pięknego i kruchego...
Odę do życia.
Do niego - bawiącego się dziecka...
Przywracam mu życie - całym sobą.
Daję mu wszystko.
Miałem dla niego tak mało czasu...
Nie zdołałem go ochronić.
Nie dałem rady...
Świadomość takiej porażki nigdy nie przemija...
Świadomość winy...
Ojciec powinien ochronić własnego syna.
A gdy zawodzi...
To uczucie... nigdy nie przemija.
Choćby człowiek wmawiał sobie, że to nieprawda...
Co to?
Otwórz w domu. I opowiedz córkom.
Pa, Jojo.
Ten potrzebuje wody...
Pani Staps?
- Tak? - Przesyłka.
Proszę podpisać.
"DLA CIEBIE I TWOICH CÓREK. PROSZĘ, PRZYJDŹCIE".
Zgadzam się z Lucasem.
Pora powiedzieć dziewczynkom o Kaiu.
- Ładna. - Pierwsza w serii.
Rozplanowałem na dekadę.
Jak skończysz, będziesz miał 97 lat...
Takie życie.
Kiedy powiesz Lucasowi?
Nie mogę...
Czego oczekujesz?
Otwórz usta i mów.
Mam namieszać mu w życiu?
A co na to Marije?
Poradzicie sobie.
A Lucas zyska szansę.
Na co?
Przy odrobinie szczęścia przeżyje 30 lat z córką i z wnukiem.
Kojarzę go z innej sztuki...
Tak? Nie poznałam go.
Może z nim porozmawiamy?
Znacie się, prawda?
Nie, to było wiele lat temu...
Byłoby fajnie.
Pora wracać. Pójdę po płaszcze...
- Miłego wieczoru. - Dziękuję.
Jo? Wychodzisz?
Mam sporo na głowie, wybacz.
Dziękuję za bilety.
Cieszę się, że przyszłaś. A to Aimee i Belle?
- Nie, to Marije... - Lucas.
Piękny spektakl.
- ...a to Belle. - Bardzo emocjonujący.
Luc?
No to pa.
Mam nadzieje, że jeszcze się zobaczymy.
Lucas?
Przedstawienie było cudowne.
Cieszę się, że mnie nie posłuchałeś.
Dziękuję.
Jojo?
Będę w Zelandii przez cały następny tydzień.
Chodź.
MIKEL
SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA JEGO RODZICÓW
WYSTĄPILI
REŻYSERIA
SCENARIUSZ
ZDJĘCIA
MUZYKA
Wersja polska na zlecenie HBO HIVENTY POLAND
Tekst: Krzysztof Ciunel
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.