Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Film zrekonstruowany cyfrowo przez Szwedzki Instytut Filmowy w 2019 r.
- Niech to! - Vittra nie pozwala.
Mówiłem, żeby nie ruszać bagna.
Należą do vittra. Ukarze was za niszczenie go.
- To przynosi pecha. - Głupoty gadasz.
Ta ziemia wyżywi kolejne dwie albo trzy krowy.
Obywatele.
Do końca mieliśmy nadzieję, że świat ominie to nieszczęście.
Niestety, stało się.
Wybuchła kolejna wielka wojna.
Musimy pogodzić się z tym strasznym faktem.
Niewiele pomoże mówienie, jak wielki smutek i trwogę czujemy
na myśl o cierpieniu i rozpaczy, które wojna sprowadzi
na już i tak zdziczałą i udręczoną ludzkość.
W chwili obecnej...
A nie mówiłem? Co?
Jeśli myślisz, że Hitler najechał Polskę, bo ruszyliśmy bagno,
to jesteś bardziej przesądny, niż sądziłem.
...podwyższona gotowość bojowa oznacza, że dziesiątki tysięcy mężczyzn
będzie musiało na jakiś czas porzucić obowiązki i rodziny,
ubrać mundury i służyć ojczyźnie.
To powinność, którą musi spełnić każdy,
przyjmując nasze uroczyste zapewnienie...
Będziecie musieli poradzić sobie sami.
Odprowadzimy cię do wagonu, żebyś na pewno wsiadł.
Wracajcie do domu.
Modlimy się dziś szczególnie za tych, których dotknęła klęska wojny.
Panie, oszczędź ich i nas.
W świąteczny dzień Bożego Narodzenia
modlimy się za naszych ojców, mężów, braci i synów,
którzy nie mogą być dzisiaj z nami,
bo zostali wezwani, by bronić granic ojczyzny
przed straszliwą wojną szalejącą na świecie.
- Gunnar, jedziesz czy nie? - Dokąd jedziecie?
Gunnar?
Co kombinujecie? Co to za butle?
Nie.
Jak myślisz, co zrobią komuniści, kiedy Sowieci staną u granic?
Zastrzelą swoich oficerów i będą wiwatować.
- Ja w tę sobotę napełniam butle? - Tak.
Komuchów trzeba trzymać krótko.
Nie wiadomo, czy pierwsi przyjdą Sowieci.
Nie mamy powodu obawiać się Niemców.
Panny Gustavsson, jak miło.
Dzień dobry.
- Przyszła poczta? - Nie.
Pewnie czekacie na list od ojca.
Na froncie nie ma czasu na pisanie.
- No nie. - Annika! Dziś wieczór będą tańce.
- Panienka tańczy? - Słucham?
Pomyślałem, że pójdę pokręcić nóżką.
No tak.
Finlandia nie prosi o współczucie.
Potrzebuje nie tylko jedzenia, ubrań, opieki lekarskiej i pomocy dla uchodźców.
Przede wszystkim potrzebuje ludzi, żołnierzy i broni.
Tuzin naszych myśliwców ocaliłby wiele fińskich dzieci
przed koszmarem wojny w tę mroźną zimę.
To co, Gunnar? Jedziemy do Finlandii strzelać do Rosjan?
- Przestań. - Mało tego.
Finlandia samotnie stawia czoła czerwonej zarazie ze wschodu.
- Kiedy zaczną się tańce? - Czy Sowieci staną na rzece Torne?
Myślicie, że te dzikusy będą tam głosić pokój?
Brawo!
- Wyjdź stąd! - Brawo! Zostaw mnie!
Puść mnie! Cholera, zostaw!
Musimy pomóc Finlandii! Walczymy o wspólną sprawę!
W chlebie było tyle trocin, że kupowało się go za kartki na drewno.
Tak racjonowano żywność podczas Wielkiej Wojny.
- Co ty robisz? - Chcę mieć sztywne nogi jak Gunnar.
- To nie jest śmieszne. - Nie szkodzi.
Na sąsiednim gospodarstwie mieszkał staruszek.
Miał tak sztywne nogi, że mógł służyć za taczkę.
- Przestań. - „Przestań”.
- Co cię ugryzło? - Martwię się.
- O co? - O gospodarstwo i Olofa.
Zrobimy to, co robiło się dawniej, zaprzęgniemy kobiety do pługów.
Śmiej się, Gunnar. Jesteś młody i zdrowy i możesz ganiać za dziewczynami.
Może wiele nie potańczysz, ale nie przejmuj się tym.
Zaoszczędzisz czas i unikniesz wojska.
Wojna niedługo się skończy.
Annika. Annika!
Lewa, lewa. Lewa, prawa, lewa.
Niemcy rozpoczęły działania wojskowe przeciwko Danii i Norwegii.
Radio Oslo ogłosiło dziś rano,
że niemieckie wojska zajęły norweskie porty dzisiaj o trzeciej rano.
Minister Spraw Zagranicznych Norwegii przekazał pani Harriman,
amerykańskiej dyplomatce,
że Norwedzy ostrzelali cztery niemieckie okręty wojenne
płynące do zatoki Oslofjorden i że Norwegia prowadzi z Niemcami wojnę.
Dania jeszcze nie wydała oficjalnego oświadczenia.
Annmari!
Wracaj.
Annmari!
Wracaj do środka.
- Dzień dobry pani. Mąż w domu? - Nie.
Ma pani stodołę lub inny budynek,
w którym możemy tymczasowo zakwaterować żołnierzy?
- Tymczasowo? - Na kilka tygodni.
W najgorszym razie stodoła nie będzie już pani potrzebna.
Możecie zająć tamten dom. Jest pusty.
Dziękuję.
Eliasson, weź czterech ludzi i podłącz telefon w tamtym domu.
Enoksson, weź czternastu ludzi i rozstaw tam namioty.
- Dzień dobry paniom. - Dzień dobry.
Ładną pogodę macie tu na wsi.
- Weź listy. Co powiedział? - Nie wiem.
Sztokholmczycy zawsze zadzierają nosa.
Dlaczego tata nie może być tutaj zamiast w Laponii?
Niby racja, ale na pewno wiedzą, co robią.
Ubierać się! Zbiórka za minutę!
Enoksson, weź telefon!
- Co się dzieje? - Jest wojna.
- Co się dzieje? - Niemcy jadą?
Nie, Norwedzy.
Podłe świnie!
Zabrali nam broń! Podłe świnie!
Grube szychy w Sztokholmie muszą robić w gacie,
skoro każą naszym rozbrajać Norwegów,
żeby podlizać się Hitlerowi.
Szlag mnie trafia.
Nasz szwedzki lew zachowuje się jak mysz.
Myślałam, że to Niemcy idą.
Niemcy przyjdą z samolotami i czołgami.
Annika. Annika!
- Co? - Obudź się.
Zapalisz?
Coś takiego. Jak miło z twojej strony. Dziękuję.
Dam ci ognia.
Proszę.
Ciocia Elin przyjechała ze Sztokholmu!
Dzień dobry. Ale wyrosłyście.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Nikt mi nie wmówi, że Rosjanie to pokojowy naród.
Spójrzcie, co zrobili Finom.
To straszne, że szwedzka kolej zniżyła się do tego,
żeby pozwolić Niemcom przejechać przez Szwecję
i zaskoczyć Norwegów. To zdrada.
Nie jesteś u siebie.
Hans, idziemy? Harald czeka.
Jasne. Dziękuję za obiad.
- Nie idziesz potańczysz, Gunnar? - Ja? Nie.
Spójrz na Hitlera. Szaleje po całej Europie jak wariat.
Nikt nie umie go powstrzymać.
Tylko socjaliści ostrzegają ludzi przed tym szaleńcem.
Ale są cenzorowani, prześladowani i więzieni.
Dużo gadasz. I dużo wiesz.
Trzeba się za kimś opowiedzieć.
Czasem umieram z tęsknoty za innym życiem.
Nie umieraj, szkoda by było.
Może przeprowadź się do Sztokholmu? Zaopiekuję się tobą.
To by się nie udało.
- Czy na granicy jest niebezpiecznie? - Nie.
- Sprawdźmy, będą emocje. - Jedzie Harald.
Jak on może tak jeździć? Skąd ma benzynę?
Nie wiem.
Cześć.
- To jest granica? - Tak.
Myślałeś, że zobaczysz Hitlera?
- Chodźmy na tańce. - Właśnie.
Umiesz tańczyć swinga? Czytałam o nim w gazecie.
Cholera, na ziemię.
Boże, musimy pryskać.
Nie!
- Jasna cholera! - Nie!
Annika!
- Co robicie na granicy?! - Zgubiliśmy się.
- Cześć. - Cześć.
- List od taty. - O, dziękuję.
Co pisze?
Że... ma się dobrze.
Co jeszcze?
Nic konkretnego. Tęskni za domem.
Niech to, co piszę, zostanie między nami.
Nie mów o tym dzieciom.
Jednej nocy kazano nam wejść na prom.
Mógł pomieścić 50 osób, ale wsiadło na niego 99.
W połowie przeprawy przez jezioro dziób nabrał wody.
Wszyscy przeszli na rufę.
Dostałem się na jedną z łodzi ratunkowych.
Od razu zapełniła się ludźmi.
Musiałem spychać tonących, by nie wdrapali się do środka,
inaczej wszyscy byśmy zginęli.
Lata tam całe mnóstwo mew.
Czego tam szukają? Czemu tyle ich się zleciało?
Żołnierze wyrzucają tam odpadki i resztki jedzenia.
Dostają trzy ciepłe posiłki dziennie, z czego połowę zjadają mewy.
To oburzające.
Ludzie w tych stronach głodują, a ci wyrzucają jedzenie.
Szlag by ich trafił.
Chodź, Gunnar. Idziemy.
A was znów gdzieś niesie.
Widziałaś kiedyś ocean?
- Nie. A ty? - Tak.
Jak byłem w Göteborgu. Próbowałem zaciągnąć się na statek.
Ale byłem za młody.
Może uda się po wojnie.
Też chciałabym wyjechać.
- Może do Sztokholmu. - Do Sztokholmu?
Nie, na morze.
Chcę zwiedzić świat.
- Zabierz mnie ze sobą. - Za żadne skarby.
- Dziękuję za kawę, - Dziękuję. Proszę dać Annice.
- Do jutra? - Do jutra.
Co... Olof! Już wróciłeś?
Co to za typy? Kto to jest?
- Co się tutaj dzieje? - Przecież ci pisałam.
- Każ im wyjść! - Uspokój się.
Wyproś ich!
Gdybym nie prowadziła kantyny, nie dalibyśmy rady.
Mają wyjść!
Wyproszę ich, jak się uspokoisz.
Przykro mi, ale muszę prosić panów o wyjście.
Dziękuję. Do widzenia.
- Cześć. - Cześć.
- Gdzie tata? - Poluje.
Nawet nie przywiózł łusek.
Wolę, gdy wścieka się i krzyczy.
- Ustrzeliłeś coś? - Wszystko się pochowało.
Żołnierze spłoszyli zwierzynę.
Co to?!
Olof! Łap kabel!
- Nie puszczaj! - Cholera!
- Tato! - Trzymaj!
Trzymaj się!
- Nie puszczaj! - Pomóżcie! Ciągnijcie!
- Co to jest? - Balon zaporowy z Anglii.
Trzymać!
Nie puszczać!
- Trzeba go uwiązać. - Co za diabelstwo.
Harald!
Piękna tkanina.
Pomóż mi!
Piękny kolor, nie?
To będą nasze najlepsze sukienki. Co za materiał!
Błogosławiony dzień
Proroctwa od dawien głoszone
Wreszcie się spełniły
Hej, Annika!
Gdzie cię niesie w taką pogodę? Wsiadaj.
- Dokąd idziemy? - Znam pewne miejsce. Musimy się schować.
Dalej nie pójdę.
Chodź, pomóż mi.
Jesteś przemytnikiem.
Nie.
Ale chcę się rozbudować.
Chcesz hodować świnie w lesie?
Kto podsunął ci ten pomysł?
Sklepikarz, to jasne. Szaleństwo. On też ma prosiaka?
Prosiaki. Działa na znacznie większą skalę.
Ale ja też powiększę stado.
Komu je sprzedajesz?
Sklepikarzowi. Stąd masz pieniądze.
- Stać mnie na kawę i cukier... - Ser, kakao i benzynę.
I mnóstwo innych rzeczy, które sprzedajesz za ładny grosz.
- Potrzebujesz czegoś? - Nie.
Czemu mi o tym mówisz?
Nie wiem.
Nikomu nie mówiłem.
Ale... z czasem mogę potrzebować pomocy.
Chodź tu.
- Dobry wieczór. - Dobry wieczór.
- Zatańczysz? - Nie mam ochoty.
- Powinniśmy zatańczyć. Chodź. - Nie, nie chcę.
Chcesz.
Szukamy Haralda.
Wiecie, gdzie lubi przesiadywać?
- Gdzie może się ukrywać? - Nie.
- Dobry wieczór. - Dobry wieczór.
- To pana prosiak? - Nie mam świń.
Nie? To może wie pan, gdzie jest pana wspólnik?
Jest podejrzany o o cięższe przestępstwa niż nielegalny chów.
Wczorajszej nocy było włamanie do magazynu wojskowego.
Proszę za mną.
Harald!
Cicho. Ani słowa.
Jak będziesz cicho, nic ci się nie stanie.
Kim jesteś? Co ty tu, do diabła, robisz?
- Przyszłam do Haralda. - Jesteś jego dziewczyną?
- Nie, przyszłam go ostrzec. - Przed czym?
Policja go szuka. W każdej chwili mogą tu być.
Poważnie?
Niech to szlag!
- Gdzie się podziewałeś? - Co tu robisz?
Musimy uciekać. Zaraz będzie tu policja.
- Powiedziałaś im, że tu jestem? - Nie, sklepikarz.
Musimy biec do granicy. Biegnij do domu, z nikim nie gadaj.
Pójdzie z nami. Nie ufam nikomu.
Nie chcę jej w to mieszać.
Idziemy.
Cholera, spokojnie!
- Na razie. - Powodzenia.
Idę za nimi.
Do zobaczenia.
- Jak mogłeś tak się wygłupić? - Nic nie zrobiłem.
Włóczyłeś się.
- Gdzie byłaś? - Na spacerze.
Włóczyłeś się po nocach z Haraldem i rozrabiałeś.
- Okradłeś ludzi. - Niczego nie ukradłem.
Okradłeś porządnych ludzi, którzy przymierają głodem.
I żołnierzy. Jak mogłeś zrobić coś tak głupiego?!
Nic nie zrobiłem. Nie wiem, co zrobił Harald. Ja byłem wtedy w domu.
Ale w inne noce rozrabiałeś?
Olof, przestań się kłócić.
- Policja go nie podejrzewa. - Nie obchodzi mnie policja.
Martwię się, co ludzie pomyślą.
To nieważne. Został oczyszczony z zarzutów.
Jak by to wyglądało? Mój syn w więzieniu na kradzież?
- Wyłącz to cholerne radio! - Jak zostawisz chłopaka w spokoju!
Jeśli mówi, że nie ukradł, to nie ukradł.
Nie ma o czym mówić.
A niechby poszedł do więzienia.
Byłaby jedna gęba mniej do wykarmienia zimą.
Wyjeżdżam.
Jadę do Sztokholmu.
To szwabski pociąg!
Niech ich diabli wezmą. Schweinhunden! Idioten! Schwein!
Cholerni naziści!
Trzy niszczyciele wysadzone w Horsfjärden!
Trzech zabitych!
Trzy niszczyciele wysadzone w Horsfjärden! Trzech zabitych!
Annika! Przepraszam za spóźnienie, zatrzymali mnie w pracy.
Naprawdę starałem się zdążyć. Przepraszam.
- Chcę wrócić do domu. - Wracasz do domu?
- Dopiero przyjechałaś. - Wszystko zepsute.
Jedzenie, które przywiozłam, już się zepsuło.
To katastrofa.
Najważniejsze, że jesteś, nie?
Pyszne jabłko!
Chodź, oprowadzę cię po mieście.
Chodźmy, mama czeka w domu.
Pociąg przez Hallsberg do Göteborga
odjedzie z toru trzeciego o godzinie piątej.
Widzisz, jak ładnie? Nie!
Nic się nie stało.
Zatrzymałaś tramwaj. Nie szkodzi, i tak musimy się przesiąść.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Co można tu robić wieczorami?
Dużo. Iść na film albo potańczyć.
Ella pisała, że przywieziesz smakołyki ze wsi.
Zapomniałem ci powiedzieć. Byliśmy w biurze bagażowym,
bo zaginęła torba. Ktoś ją ukradł.
Nie wierzę, że w firmie Rickarda ktoś mógłby kraść.
Co za bzdury opowiadasz?
Powiem Rickardowi, kiedy wróci.
Też wydało mi się to dziwne. Wszędzie, ale nie na kolei.
- Dobry wieczór. - Dobry wieczór.
Śpij dobrze.
- Jesteś niebezpieczny! - Nie.
- To tu pracujesz? - Tak.
- Do zobaczenia wieczorem. - Na razie.
CUKIERNIA
- Też ubiegasz się o pracę? - Tak, ale jeszcze zamknięte.
Musi być wejście dla personelu.
Tu jest.
Chodź.
- Cześć, Berit. - Cześć, Anna.
- Spóźniłaś się. - Zaspałam.
Jak wychodziłam, przyszła właścicielka podnieść mi czynsz
z powodu wzrostu cen benzyny.
Benzyny. A ja nie pamiętam, kiedy miałam ciepłą wodę.
Dziewczęta. Właściciel powiedział, że tym razem szuka blondynki.
Ciemnowłose mogą iść do domów.
Chce, żeby nie było widać włosów w bitej śmietanie?
Czy chcecie, żeby bułki sprzedawały tylko Aryjki?
Nie chcesz tu pracować.
- Masz papierosa? - Nie palę.
To dobrze. Ja też nie powinnam. Nie stać mnie na to. Jak się nazywasz?
- Annika. - Berit.
- Muszę dalej szukać pracy. - Nie ma sensu. Spróbuj jutro rano.
To idę się przejść. Za wcześnie, żeby wracać do domu.
- Nie chcę, żeby wujostwo myślało... - Że szlifowałaś bruki.
- Cześć. - Cześć.
Nie zrób jakiejś głupoty!
- To ty. - Szukałam pracy.
W stolicy łatwo znaleźć pracę.
Cześć. O co się kłóciliście?
O jego głupie przedsiębiorstwo.
Nie chcą rozprowadzać socjalistycznych gazet.
- Co tobie do tego? - Rozprowadzam je po kraju.
Oczywiście nie sam. Jest nas wielu.
Przemycamy je w pociągach.
Czy to nie jest niebezpieczne?
Gdyby nie my, ludzie czytaliby tylko nazistowską propagandę.
Większość Szwedów udaje, że nie ma wojny.
Fakt.
- Znalazłaś pracę? - Nie.
- Jutro znów spróbuję. - Na pewno coś znajdziesz.
Numer 16!
Annika! Tu jest wolne krzesło! Chodź!
Numer 17!
- Cześć. Siadaj. - Cześć.
- Jaki masz numer? - 52.
Ja 18.
Krzesło numer 18. Jak Albert Engström.
- Zmarł w zeszłym roku, więc się zwolniło. - Aha.
Napisał „Kolingen”.
- Numer 18. - To ja!
Dzień dobry. Berit Karlsson.
Rozumiem, czemu nikt nie chce nas zatrudnić.
Ja za dużo gadam,
a ty jesteś zbyt nieśmiała i przestraszona.
Ale wiem, gdzie potrzebują ludzi.
Już tam pracowałam, ale nie podobało mi się.
- To tutaj. - Nie mogę, Berit.
Chodź, załatwię ci.
- Nie mogę być kelnerką. - Ale w cukierni tak?
Podawałabym ciastka i kawę żołnierzom, którzy wrócili ze służby.
Co za różnica, ciastka żołdakom czy rybę dyrektorom.
Cholera, Berit! Dobrze wiesz, że nie możesz tędy wchodzić.
Co sądzisz o swoim nowym miejscu pracy?
- Nie ma mowy. - Cześć, Berit.
Cześć.
- Pięć razy cielęcina, dwie zapiekanki. - Cztery hashe gotowe!
- Dwa śledzie gotowe! - Trzy patenty i dwaj malarze.
Gdzie główne danie na szósty stolik?
O czym ty myślisz? Mamy czterdziestu gości!
Axelsson, pomóż Olinowi przy ziemniakach.
Czemu przestałeś? Wracaj do pracy.
Nie zagrzejesz tu miejsca, zawszony Żydzie.
Skończysz wreszcie ten dodatkowy bufet?!
- Uwaga! Przepraszam. - Nie, już dosyć.
Spójrz na pozytywy. Kiedy za jakąś godzinę skończysz,
dostaniesz wolny dzień i tygodniówkę.
- Arbeit macht frei! - Idź ty!
Proszę.
Spieszę się. Przekaż, że będę za tydzień.
Halo!
- Gdzie nóżki, do cholery? - Nóżki?
Niech będzie, łapy.
Króliki sprzedaje się z głowami i łapami. To może być cokolwiek!
- Widać, że to królik. - Niby po czym?
- To może być kot albo szczur. - Kot?!
Tak, kot! Obowiązują mnie pewne zasady!
Myślisz, że będę dla ciebie łamał normy, ćwoku?!
Zabieraj to! I więcej tu nie wracaj!
Więcej go tu nie wpuszczać!
Co tak stoicie? Do roboty.
Nie płacę wam za gapienie się!
Banda debili.
Nie z tej strony!
Przydałaby się w kuchni niemiecka dyscyplina.
- Ucisz tego drania. - Gdzie wódka, do diabła?
Zamknęliście szafkę z alkoholami? Bzdura!
- Gdzie byłaś w niedzielę? - Na rowerze.
- Na rowerze? - Tak, z Hansem.
- Ale nuda. - Dwa śledzie gotowe.
Przynajmniej nie wydajesz.
Nie do końca, kupiłam buty. 19 koron. Tanio, nie?
Annika, stolik szósty czeka.
- Chłopaki, patrzcie! - Hej, ślicznotki!
To dla mnie?
Co dostałaś?
- Co? - Annika!
- To naprawdę dla mnie? - Tak.
Ale musisz się nim dzielić.
To aparat?
Aparat? Coś takiego.
Musi zarabiać krocie.
- Nie rób mi zdjęcia. - Tu się naciska?
Skąd wzięła na to pieniądze? Może została spekulantką.
- Dziadku... - Zrobimy zdjęcie w następne święta.
- Zrób zdjęcie dziadkowi. - Annika.
Pomyśleliśmy z tatą...
Właściwie to był pomysł taty.
Chcielibyśmy... Pomyśleliśmy...
- Że nie masz tam żadnych mebli. - Nie.
Więc chcemy, żebyś...
wzięła to ze sobą.
Nie mogę.
Nie krępuj się.
Sam się w nim przeglądałem.
Nie zawsze było to przyjemne,
ale przynajmniej wiedziałem, jak sprawy się mają.
Dziękuję.
Brawo!
- Którego wybierasz? - Muszę jednego? Nie mogę kilku?
Możesz mieć, ilu chcesz. To jedyne, czego nie racjonują.
Mnie się podoba ten z flagą.
Nie, ten przystojny szatyn z tyłu.
Szatyn? Ja go chciałam.
Nie będzie łatwo go zdobyć. To Bengt Hall, słynny biegacz z sukcesami.
Ojojoj. Za mną nie musiałby długo biegać.
Dziękujemy przystojnej reprezentacji
ze związków atletycznych ze stolicy i okolic,
którzy wspólnymi siłami przygotowali
ten olśniewający pokaz gimnastyczny!
„Wspólnymi siłami”. Wielu związków robotniczych nawet nie zaproszono.
A teraz zapraszamy do tańca.
Oddam ci kuzyna, kiedy przyjdą prawdziwi mężczyźni.
Wielkie dzięki.
- Zatańczysz? - Nie, dziękuję.
Chodź tu! Wybacz.
- Tu jesteś. Wszędzie cię szukałam. - Wyglądałaś na zajętą.
- Widziałaś chłopaka z flagą? - Nie.
Ja też nie. Dlaczego nie tańczysz?
- Nie znam tych tańców. - Są proste, patrz.
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem.
Potem się obracasz i robisz tak.
Bez problemu się nauczysz. W mgnieniu oka.
Jest tam! Czekaj.
- Przepraszam, niechcący. - Nie szkodzi, to było miłe.
- Dziękuję. - Chyba już wszystko.
- Dziękuję. - Zatańczysz?
Słucham?
Zatańczymy?
Tak, chętnie.
Korzystaj.
Pomyślałem...
- Nawet nie znam twojego imienia. - Annika.
Bengt.
Od razu cię zauważyłem.
- Zimno ci? - Nie.
Dać ci moje rękawiczki? Ogrzejesz się.
Przepraszamy. Chcieliśmy obejrzeć fajerwerki.
Jonne, nie będzie fajerwerków. Po północy wyłączają prąd.
Chodźcie.
A niech to! Miałem wrócić przed północą. Muszę lecieć.
Przepraszam.
Cześć.
Szczęśliwego Nowego Roku!
Zwariuję! Już drugi raz w tym miesiącu ktoś mi uciekł bez płacenia.
Znasz zasady. Potrącą ci to z pensji.
Wiem, wiem.
Jak kogoś nie stać, to niech je w domu.
- Bo później ja muszę płacić. - To lepiej pilnuj swoich gości.
Krokiety z dziczyzną gotowe.
Co ty robisz? Tłuczesz naczynia?
Czemu to ja muszę myć naczynia, ilekroć ktoś jest chory? Jestem kelnerką.
- Masz najkrótszy staż. - Świeże mięsko.
- Zatrudnili nas jednocześnie. - Mnie minutę wcześniej.
- Odczep się! - Łaski bez.
Tu jest więcej dziewczyn niż mend na dupie włóczęgi.
- Zboczeniec! - Do wszystkich jest taki.
- To żadne wytłumaczenie. - Przyszłaś tu palić czy pracować?
Arbeit macht frei, jak mówią Niemcy.
Czekam na czystą popielniczkę.
Prawda, Franz? Man muss arbeiten!
Pan Kopciuszek się odezwał?
Jaki Kopciuszek?
Ten, który zgubił rękawiczki.
Dobrze wiesz, że się nie odezwał.
Zapomnij o nim. Minęło już kilka tygodni.
Zapomniałam.
Wybacz, chciałam ci dać przyjacielską radę.
Cholera!
- Weź najpierw ją. - Nie żyje, weźmy tę.
Złamana noga, rany szarpane, oparzenia.
- Która noga? - Nie pisze.
Ostrożnie!
Raz, dwa... Gotów? Raz, dwa, trzy!
- Uważaj! - Co robisz?
- Co wy robicie? - Cicho, jesteś nieprzytomna.
- Nie! - W lewo.
Zaklinowałem się.
- Nie możesz zejść i iść? - Mam złamaną nogę.
- Zbieramy rannych. - Zrzucimy cię.
Jesteście nienormalni!
Jest wojna!
Powoli. Uważaj na zakręcie.
- Jesteśmy. - Ostrożnie.
Spadam! Ostrożnie! Nie, stójcie!
Zejdź albo cię zrzucimy.
Jeszcze jedna z obrażeniami twarzy, złamaną nogą i...
- I niewyparzoną gębą. - Idiota!
Cicho, jest wojna.
„Ciężkie oparzenia”.
Szkoda, taka ładna dziewczyna.
Może spróbujmy usta-usta. Trzeba ją reanimować.
To nie zabawa!
Dzięki polityce neutralności Szwecja uniknęła wojny,
ale pokazaliście dzisiaj takie zaangażowanie i gotowość obronną,
że zastanawiam się, co pochłonęłoby więcej ofiar:
wojna czy przygotowania do niej.
Trochę powagi!
- Zasnęłam tam i miałam sen. - Ona ma rację.
- Kto? - Instruktorka.
Żyjemy normalnie, jakby nie było wojny.
Staramy się nie widzieć zła.
Na dłuższą metę nie można przed nim uciec.
Hans też tak mówi.
Co jego zdaniem powinniśmy robić?
Zająć stanowisko i tak dalej.
Wiesz, co mi się śniło?
Że jest słoneczne lato, ptaszki śpiewają, a ty idziesz do ślubu.
Nie, że idę z tatą po lesie.
Gdy się obudziłam, nie wiedziałam, gdzie jestem.
- Przez chwilę myślałam, że jest wojna. - Bo jest.
Cześć!
- Pan Hans Zetterberg? - Tak, a czemu?
- Pójdzie pan z nami. - Czemu? Co zrobiłem?
- Chcemy porozmawiać. Do środka! - Spokojnie!
Wujostwo też nie wiedzą, gdzie jest.
Przecież wiedzieliby, gdyby dostał wezwanie.
- Dziwne. - To tu.
Zobaczmy to mieszkanie. Tylko ostrożnie.
- Dzień dobry. - Witam panie.
Tu jest kuchnia.
Maleńka. U mnie w domu kuchnia jest największa.
Po co mi kuchnia? Jemy w pracy.
Ładnie tu. Spójrz na to.
Przydałoby się umyć.
Duże szafki.
Ubikacja w mieszkaniu. Nieźle.
I działa. W Värmland tego nie ma.
Jaki duży!
To będzie salon. Tu wstawię kanapę i będziemy robić domówki.
Jeśli moja przyjaciółka ze mną zamieszka.
- Nie wiem, czy mogę. - Pewnie, że możesz.
Ładny widok.
Sypialnia. Jedno łóżko tu, drugie tam.
Jest wspaniałe.
Spójrz!
- Jak się paniom podoba? - Okna nie wychodzą na południe.
I kuchnia jest maleńka. Oglądałyśmy inne mieszkania.
Mam jeszcze jedno mieszkanie, ale wychodzi na podwórko.
Tu przynajmniej jest trochę słońca.
W piwnicy jest łazienka, a warunki najmu są korzystne.
- Pierwszy miesiąc za darmo. - Pierwszy kwartał i bierzemy.
Nie sposób dostać porządną tkaninę.
Spójrz.
Nic nie wymyślę z tym kołnierzykiem. Nie mogę w kółko go odwracać.
Jak sobie radzą u ciebie w domu?
W zeszłym tygodniu pisała mama. Tata nie czuje się najlepiej.
Dobry wieczór. Główny inspektor Wirén. Chciałbym rozmawiać z Anniką Gustavsson.
Dobrze. Gdzie to jest? W Dalarna, tak?
Nie, w Värmland. Przy granicy.
Rozumiem. „Cieszę się, że sobie radzisz w tych trudnych czasach”.
Myślałem, że na wsi macie dobrze. Świnie w lesie i inne takie...
„U mnie dobrze. Pracuję z dobrymi i przyzwoitymi ludźmi, nawet jeśli...”
Jak pan może czytać cudze listy?
Mogę go przeczytać przy pani
albo przeczyta go cenzor bez pani wiedzy.
Kim jest Berit?
Berit Karlsson. Pracujemy razem.
- Masz coś na nią? - Nie.
Proszę.
Więc...
Gdzie jest Hans?
Mówiłam już, że nie wiem.
Pewnie odbywa gdzieś służbę wojskową,
ale pewnie nikt nie miał wiedzieć.
Twierdzi pani, że nie wie, gdzie jest?
Czy że nie powinna pani wiedzieć?
Czy że jednak pani wie?
Mówiłam już, że nie wiem.
Pytałam jego rodziców, ale też nie wiedzą.
Więc próbowała się pani dowiedzieć, mimo że, jak pani mówi,
nie powinna pani wiedzieć?
Tak. Znaczy nie.
Próbowałam się dowiedzieć...
na jaki adres mogę pisać. To chyba legalne?
Dlaczego napisała pani w liście, że musi się pani z nim skontaktować?
Nie napisałam tego, tylko że chciałabym się z nim zobaczyć.
Dlaczego?
Nie wiem. Bo to mój kuzyn.
Znamy się od dziecka. Spędzaliśmy razem wakacje.
Regularnie do siebie piszemy.
Czy coś mu się stało? Gdzie on jest?
Jest w Storsien. Słyszała pani o tym miejscu?
Jest w Storsien? Wiecie to? To czemu mnie pytacie?
Nie pytamy, żeby się dowiedzieć.
Chcemy sprawdzić, czy pani zna jego miejsce pobytu.
- A skąd miałabym...? - Storsien to obóz pracy.
Założyliśmy tam obóz pracy
dla ludzi o niebezpiecznych dla kraju poglądach politycznych.
- Komunistów, anarchistów. - A nazistów?
Nie, dla nich nie.
Pewnie dlatego, że są nieszkodliwi. Ale co ja tam wiem.
- Co dalej ze mną będzie? - Nic.
Chcieliśmy tylko porozmawiać.
Dać pani znać, że jesteśmy obok.
To wspaniałe mieszkanie.
Musisz ze mną zamieszkać.
Już zdecydowałam, że się wprowadzę.
Czas na niespodziankę. Własnym oczom nie uwierzysz.
Przyszłam po paczkę z Herrljungi.
Pewnie przyszła wczoraj, ale byłam zajęta.
Chłopaki, paczka z Herrljungi! Na jednej nodze.
Miałam dostać paczkę na święta, ale mam ślamazarną rodzinę.
- Myślałam, że nie żyją. - Proszę.
- Powodzenia. - Jak je przewieziemy?
Życzę paniom powodzenia.
- Będziesz umiała je zabić? - Tak, masz siekierę?
Siekierę? Nie.
- Annika? - Harald!
Co tutaj robisz?
Może mi ktoś pomóc?
Spokojnie.
Słyszałaś o jakimś wolnym mieszkaniu?
Mój kolega Bjarne właśnie przyjechał z Norwegii.
Musi się ukryć na kilka dni.
Załatwił sobie samolot do Anglii.
Nie chce wylądować w obozie dla internowanych.
Może coś uda się załatwić.
Powinni zakazać przewóz zwierząt taksówkami.
Zapłaciliśmy podwójnie. Ile pan chce?
- Potrójną stawkę. - Zdzierstwo! Proszę zatrzymać!
Zatrzymaj pan!
- Chcę moje pieniądze. - Wysiadać!
Odda mi pan pieniądze?!
Proszę mi oddać pieniądze?! Łaski pan nie robił!
- Chcesz je? - Pewnie.
- Masz. - Dzięki.
- Chodź. - Odezwę się.
Do zobaczenia.
Stój!
Ojojoj!
Co jest w walizce?
- Dorobiłaś klucz Haraldowi? - Tak.
Jeszcze jedna.
Wskakuj!
Jedź!
Pa, pa!
- Skąd masz meble? - Od byłego.
Miał całą stodołę mebli wyrzuconych ze strychów.
- Był całkiem miły. - To ktoś...?
Nie żartuj, za głupi.
Co o nim sądzisz? Kupiłam wczoraj.
Był przeceniony z powodu dziury. Przypomina Värmland.
Na wypadek, gdybyś tęskniła za domem. Możemy go powiesić nad kanapą.
Szlag by Hitlera trafił. Znowu nie ma prądu.
Patrz! Jeden z ludzi Haralda.
- Tak, ale jego nigdy nie widzę. - Ciekawe, jak smakowały indyki.
To na nic. Potrzebny jest prawdziwy młotek. Poddaję się.
Ja też.
- Gdzie powiesimy Värmland? - Mówiłaś, że nad kanapą.
No tak.
Ciekawe, jak radzą sobie w domu.
- Nie tęsknisz za swoją mamą? - Nie. Zostawiłaś nas, jak byłam mała.
Nie jesteś jej ciekawa?
- Dowiedziałam się, gdzie mieszka. - Poważnie?
Chciałam tam pojechać, ale nie wiem.
Pojedź, będzie ciekawie.
Dużo o niej myślałam. Jestem na nią wściekła.
Nie zniosę, jeśli okaże się miła.
Ani jeśli okaże się tak głupia i samolubna, jak się wydaje.
To by było smutne.
Cóż.
Odłóż rękawiczki i zatańcz ze mną.
- Zgrzałam się. - Kupiłem, nalać ci?
Tak. Chyba się nie nudzisz, Stig?
Nie, stołuję się tu. Ognia?
Poproszę.
Wspaniały taniec. Świetnie tańczysz.
Jak się nazywasz, skarbie?
Słucham?
Nie rozumiem.
Mam na imię Annika. Jestem z Värmland.
Värmland.
Värmland?
Stary, słyszałeś o Värmland?
A co to takiego?
To znaczy gorąca kraina.
Więc jesteś z gorącej krainy? To by pasowało.
Gorąca kraina?
Ty pewnie też stamtąd jesteś?
Jest taki niski. Myślałam, że czarni są wysocy.
- Zapytaj, skąd są. - Nie.
No, zapytaj.
- Skąd jesteście? - Skąd jestem?
- Z New... - Nie odpowiadamy na pytania.
Jesteśmy tu tylko przelotem.
Właśnie. Żadnych pytań.
- Co powiedzieli? - Że nie odpowiedzą na pytania.
Może mają tajną misję. Ekscytujące!
To zwykli żołnierze. Szeregowcy.
Oby wojna trwała wiecznie.
Przystojni obcokrajowcy mogliby zostać.
- Cześć. Ty jesteś Annika? - Tak.
To dla Haralda. Później po to przyjdzie.
- Wiesz, gdzie jest? - Nikt tego nie wie.
- Dziękuję. - Dobranoc.
Co za rzut! Widziałaś? Chyba powtórzył rekord.
- Widziałaś, Annika? - Ekscytujące, nie?
Wariat w brzydkich szortach rzuca jak najdalej kijem. Zabawne.
- Zabawnie odparzać sobie tyłek. - Co taka zgryźliwa?
Nie zgryźliwa, tylko zmęczona.
Ktoś strasznie hałasował w nocy.
Będą rzucać na sto metrów.
A niech mnie. Widzisz go?
Pan Kopciuszek.
- Bengt. - Znacie Bengta Halla?
To sławny biegacz. Może wygrać, ale ma groźnych rywali.
Na miejsce.
Gotowi.
Dalej, Bengt!
Szybciej!
Tak! Brawo, Bengt!
Nie mogę po prostu wejść. Co powiem? „Cześć, pamiętasz mnie?”
Użyj wyobraźni. Znajdź sobie pretekst.
- Nie mogę. - Idzie.
Możemy iść?
- Cześć, Annika. - Cześć.
- Świetnie biegasz. - Dzięki.
Ostatnio wybiegłem tak nagle.
- Poznaj moich przyjaciół: Berit i Stiga. - Cześć, Bengt.
- Świetny występ. - Dzięki.
Bengt, pospiesz się!
Co się wtedy stało?
- W sylwestra. - Ach, wtedy.
- Trafiłem do baraków na dwa tygodnie. - Ale nuda.
- No chodź! - Muszę iść. Dobrze było cię widzieć.
Ciebie też.
- Cześć. - Cześć.
Cześć, Bengt.
Pospiesz się. No chodź!
Annika?
- Możemy się spotkać? - Tak.
Pracuję w Gillet.
Odezwę się.
- Cześć. - Cześć.
Kto to był? Przedstawisz mnie?
Uda się! Wciągnij brzuch.
Naprawdę w tym pójdziesz? Udusisz się.
Przecież muszę założyć gorset.
Podnieca ich, gdy muszą walczyć, ale to jest istna forteca.
Są nowocześniejsze metody antykoncepcji.
Ledwo go znam. Lepiej się przygotować.
To żołnierz, przynajmniej były.
- Syrena! - O której się spotykacie?
- Za pół godziny. - To pewnie ćwiczenia.
- Tak myślisz? - Tak, pospiesz się.
To może być prawdziwy nalot. Chodźmy na dół.
Spokojnie! To tylko ćwiczenia, ale potrwają około godziny.
Nie! A nie mówiłam?
Będziesz siedzieć w piwnicy zamiast na randce z przystojniakiem.
Bengt!
- Cześć. Przepraszam za spóźnienie. - Nie szkodzi.
Zawyła syrena, poszłam do schronu.
Wiem. Widziałem samoloty.
Policjant próbował mnie zmusić do pójścia do schronu.
- Powiedziałem, że mam randkę. - Jesteś szalony. A gdyby to był nalot?
To stałbym i patrzył, jak płonie Sztokholm.
Żartuję. Wiedziałem, że to ćwiczenia.
- Jesteś cały mokry. - Umówiliśmy się pod zegarem.
Nie mogłem ryzykować, że mnie nie będzie, kiedy przyjdziesz.
Nie wybaczyłbym tego sobie.
Przyniosłam ci twoje rękawiczki.
Wyprałam je i odrobinę się zeszły.
Nie szkodzi, były za duże. Nasz tramwaj.
- Zamówiłem nam stolik. - Nie możemy tak iść.
Dlaczego? Masz piękną sukienkę, a ja swój najlepszy garnitur.
Serio?
W końcu dotarliśmy do Operakällaren, choć się uparła, żeby przyjść tutaj.
Kelner zapytał: „A państwo dokąd?”.
„Do sali jadalnej”. „Nie mogą państwo”.
„Ale mamy rezerwację. Dyrektor Hall”.
Żelazko!
Czyż nie jest urocza?
Chcesz zobaczyć więcej zdjęć?
Pewnie.
- Kto to? - Moja siostra Annmari.
Prześliczna.
Jest moim największym skarbem.
To moja babcia Isak. Jest nienormalna, ale zabawna.
- Włączyć muzykę? - Pewnie.
- Co puścić? - Cokolwiek.
Mamy tylko trzy płyty.
Więc jesteś dyrektorem?
Prawie. Mój ojciec jest.
Jesteś pierwszym prawie-dyrektorem, jakiego znam. Czym się zajmujesz?
Sprowadzamy okleinę i sprzedajemy w Szwecji.
W ostatnich latach szło nam całkiem przyzwoicie.
Podczas wojny?
Postawiliśmy na właściwego konia.
I co dalej?
- W Operakällaren? - Ach, tak.
- „Dyrektor Hall”. - Tak.
„Nie obchodzi mnie to. To restauracja, a nie łaźnia”.
„Proszę spróbować w Sturebadet”.
Prawie umarłam ze wstydu.
- Ubrania są już suche? - Tak, są na desce do prasowania.
Pójdę się ubrać.
- Muszę się zbierać, Annika. - Już?
Mam jutro spotkanie. Zaraz wrócę.
- Co myślisz? - I to mnie nazywasz łatwą.
Ledwo go znasz, a już zdążyłaś go rozebrać. Wstydź się.
- Nie jest w twoim typie. - Wszyscy faceci są tacy sami.
Mogą wydawać się mili, ale chodzi im tylko o jedno.
Annika, pozwól na chwilę.
Kapelusz!
Cześć.
Tu mieszkam. Jest trochę bałagan.
Kocham cię.
- Mogę tak pójść? - Pięknie wyglądasz. Chodź.
Na pewno? Wyglądam tak zwyczajnie.
Nie, wyglądasz pięknie, a moi rodzice to zwyczajni ludzie. Chodź.
Zaraz dostaniesz obiadek.
Gdzie ona jest?
Proszę. O, dobrze.
Musisz zejść, ale też dostaniesz.
Proszę. Ty też.
Pyszności. Dla ciebie też. Łapki lizać.
Masz, malutki.
Pyszności dla pieseczka.
Psy nie powinny siedzieć przy stole.
- Alfred, należą do rodziny. - Wiem, wiem.
Gdyby mama musiała wybierać między mną a psami, wybrałaby psy.
Nalej gościowi wody.
I moim skarbeńkom.
Dziękuję.
Panna Gustavsson na pewno lubi zwierzęta.
Bengt mówił, że jej ojciec ma gospodarstwo.
Tak.
- Rolne? - Tak.
Przepraszam. Bardzo mnie interesuje wszystko, co ma związek z Bengtem.
To mój największy skarb.
- Gdzie leży to gospodarstwo? - W Värmland.
Kristina, sprzątnij ze stołu i podaj kawę w bawialni.
To w Karlberg, na balu kadetów.
Bengt, jesteś taki przystojny.
A to córka ambasadora Carlinga. Urocza dziewczyna.
Ma dyplom licencjata z języków nordyckich.
Bengt, może trzeba było kontynuować karierę wojskową.
Mogłeś dostać posadę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
W przedsiębiorstwie nie potrzebujemy wojskowych ani ambasadorów.
Przy okazji...
Nie widziałem cię dzisiaj w biurze.
Miałem inne sprawy.
Aha.
Przepraszam.
Mogę zrozumieć, że moi pracownicy marnują czas.
Takich ludzi jesteśmy zmuszeni teraz zatrudniać.
Ale od ciebie oczekuję innej postawy.
- Rozumiemy się? - Tak.
Przykro mi, panno Gustavsson, że poruszam to właśnie teraz
podczas tak miłego spotkania.
Bardzo mi zależy na przyszłości Bengta.
Nie powinien się rozpraszać, bo może ją zmarnować.
Musimy się zbierać.
Nie mogłam dłużej wytrzymać! Potrzymaj.
- Czemu? - Stój na czatach.
Annika.
W domu możesz mieć surowe warunki, ale tu mamy toalety.
Nie myśl, że jestem głupia.
Myślę, że jesteś wspaniała.
Ruszać się! Mamy do zrobienia kilka świątecznych bufetów.
Kto to?
Hanna.
Ruszaj się, Annika!
To twoja córka?
- Śliczna. - Annika, szybciej!
Idę!
Franz!
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Widzę, że pan dyrektor tu bywa.
Tak, dość często.
Co panowie sobie życzą?
Może panienka coś poleci?
- Niech pomyślę... - Świąteczny bufet?
Proszę pamiętać, że Komisja Żywieniowa
ograniczyła liczbę dań do sześciu w ramach racjonowania żywności.
- Może panienka zrobi wyjątek? - Obawiam się, że nie mogę.
Twój urok działał trzydzieści lat temu.
W takim razie poprosimy sześć dań.
Do tego piwo i wódkę.
Jeśli panienka do nas dołączy, to pięć.
Przykro mi, nie mogę.
Pewnie narzeczony nie pozwala.
- Czy to na razie wszystko? - Tak, dziękujemy.
Dziękuję.
- Coś się stało? - Nic.
- Powiedz. - Naprawdę nic.
- Zaczekaj! Annika! - To nie ma sensu!
Zrobiłem coś złego? Annika, co się stało?
- Nie możemy być razem. - Dlaczego?
Nie jestem dość dobra dla ciebie i twoich rodziców.
- Skąd ten wniosek? - Bo tak jest.
- Nieprawda. - Prawda!
- O czym ty mówisz? - Obrzydliwie się zachował.
- Kto? - Obrzydliwie!
Ale kto?!
Nie mów do mnie! Nie dotykaj!
Annika.
- Pierwsza! - Bierzesz tamtą stronę?
Sprawdźmy, czy działa.
Nie pieni się. Oszukali mnie.
Patrz.
Na co? Nie.
- Z Bengtem? - Tak. Naprawdę mi się podoba.
Nie zaręczyłam się z jego rodzicami.
No cóż. Gratulacje z okazji pierwszych zaręczyn.
I ostatnich.
Mi też możesz pogratulować.
Czego?
Spójrz. Urosły, nie?
Może odrobinę.
Jestem w ciąży.
Nie.
- Jak? - Nie rozumiem.
- Z kim? - Nie wiem.
Są trzy możliwości, ale to nieważne. Nie chcę żadnego z nich.
Chyba wiesz, kto jest ojcem? Oddasz dziecko?
Pewnie, że nie! Zwariowałaś.
To co zrobisz? Jak sobie poradzisz?
Gdyby mój tata żył, powiedziałby:
„Berit, poradziłaś sobie bez matki.
Twoje dziecko poradzi sobie bez ojca”.
W końcu znajdę sobie faceta.
Odwróć się, umyję ci plecy.
Będę tęsknić, gdy wyjdziesz za mąż.
Jesteś w ciąży, nie mogę cię zostawić.
Raz borsuk, dwa razy wrona, raz królik.
Nie wiem, jak mogą jeść te świństwa.
Naprawdę cię wzdęło, Berit, widać.
Przecież nie po króliku czy wronie.
- Dwa ragout. - To musiało być coś wielkiego.
Skoro tak przytyła.
Jak to mówią, rozmiar się nie liczy.
Następna stacja Åmotfors. Ktoś się dosiadł?
Jesteśmy prawie na miejscu. Jeszcze tylko jedna stacja.
Ale skwar.
Zupełne bezludzie.
Naprawdę ktoś tu mieszka?
- Całe życie tu mieszkałam. - Coś takiego.
Jak to wytrzymałaś?
Będzie dobrze.
- Tak myślisz? - Tak. Oczarujesz ich.
Annmari nie da ci spokoju.
- Ale tata bywa ponury. - Wiem, mówiłaś.
Nie podoba mi się to.
Będą mi się przyglądać i mnie oceniać.
Nic przyjemnego.
Terroryzował oficerów.
Napijmy się...
- Po maluchu... - Właśnie.
Tak?
Tylko dotąd. Wystarczy, dzięki.
- Olof... - Spokojnie.
Co stało się z Hovisem? Nie mógł długo wytrzymać w wojsku.
- Utonął. - Utonął?
Słyszał pan o wypadku w Norrland?
Zatonął prom.
Straszna katastrofa.
- Wódka się ociepla. - Zdrowie.
- Zdrowie. - Zdrowie.
Bardzo nam miło ciebie gościć.
Nigdy nie zapomnę Hovisa. Miał niewyparzoną gębę.
Na pewno. Opowiedz!
We wrześniu 1939 roku, gdy wybuchła wojna,
dowódca zwołał cały pułk.
Mówi: „Dziś o czwartej nad ranem Hitler wkroczył do Polski”.
A Hovis na to: „Chłopaki zrywają się o świcie”.
Pójdę tylko...
- Jeszcze śledzia, Bengt? - Poproszę.
- Bardzo nam miło, że przyjechałeś. - Bardzo.
I że pomagasz przy gospodarstwie.
- To nic takiego. - Jednak Sztokholmczycy umieją pracować.
Wiedziałem, że nie powinienem pomagać.
Teraz tu utknę jak Jakub z Leą i Rachelą.
Tamte drzewa zasadził mój pradziadek.
Niesamowite, nie?
Wszystko jest silne, póki jest zdrowe.
Boję się, co będzie dalej.
Czasy się zmieniają.
Wszystko teraz musi być najlepsze.
Dotyczy to i zwierząt, i ludzi.
Ale najbardziej się martwię o ciebie i Annmari.
Jesteście młode i to wy będziecie budować nowe społeczeństwo,
które miało taki kiepski początek.
To nie jest żyzna gleba.
Nie porzucaj tradycji, Annika.
Łatwo zapomnieć o korzeniach.
Wtedy człowiek zostaje sam.
Nie denerwuj się, już jadę. Cześć.
- Dokąd jedziesz? - Na oddział położniczy. Zaczęło się.
- Co tam po tobie? - Jak to co?
Co tam będziesz robić? Na oddziale położniczym?
Posiedzę przy niej. Dziecko nie ma ojca.
- Nic na to nie poradzisz. - Nie, ale...
Prowadziła takie życie, to ma. To nie twoja wina.
To moja najlepsza przyjaciółka i chcę przy niej być.
Zresztą żyjemy tak samo, jak ona.
Jak się czujesz?
- Bolało? - Potwornie.
Przed chwilą go widziałam. Jest cudowny.
Zastanawiałaś się nad imieniem?
Nie.
Nazwę go po ojcach. Lennart-Stig-Åke.
Damy sobie radę.
Jestem wykończona.
- Znalazłeś coś? - Nie.
Masz szczęście, draniu.
Teraz!
Wezmę kiełbasę i bekon.
Gdzie ona jest?
Idzie!
- Co jest? - Świętujemy!
- Co? - Panieńskie!
Tylko pomyślcie, leżycie pod facetem.
Po chwili kończy i powstaje coś tak wspaniałego.
Wypijmy za to.
Zdrowie małego.
Przyznaj się, lubisz to tak samo, jak faceci.
Kochana Anniko.
Z żalem, smutkiem i niepokojem
musimy przyjąć fakt, że nas opuszczasz,
by połączyć się węzłem małżeńskim.
Tylko urządzę mieszkanie i wracam.
- Wszystkie tak mówią. - Włączmy muzykę.
Poza tym muszę pomagać Berit i Peterowi.
Annika, zatańczmy.
Wypijmy za Annikę i jej faceta,
który, miejmy nadzieję, da jej wiele rozkoszy.
I za równie udane życie w pojedynkę.
Dobrze mówię, dziewczyny?
Piękna suknia, naprawdę.
Wspaniała tkanina. Nie do dostania u nas.
Nie trzeba, poradzę sobie.
To nic takiego. Zaraz sprzątniemy.
Annika, nie musisz.
Annika!
- Jeszcze to. - Co to? Sama go zrobiłaś?
Gunnar go oprawił, więc to nasz wspólny prezent.
Jest śliczny. To powinien być mój ślubny bukiet.
- Kocham cię. - Ja ciebie też.
Pa, pa.
Taki przystojny!
- Złamał się. - Nie martw się.
Powinien się złamać. To dobry znak.
Dawniej u nas na wsi
mówiono, że pęknięty wianek ślubny to dobry znak.
Annika... Mama i ja...
Chciałem ci powiedzieć...
że bardzo cię kochamy.
- Wszystkiego dobrego. - Do widzenia.
Wsiadaj.
Do widzenia!
Jestem przesądna.
- Mogliśmy pojechać windą. - To by się nie liczyło.
Muszę przenieść cię przez próg.
Trzeba było wziąć ślub na wsi pod samymi drzwiami.
Co będziemy robić w pustym mieszkaniu?
Zobaczysz. To niespodzianka.
Uwaga.
Ała!
I jak? Co sądzisz?
- Co to jest? - Nasz dom.
To jest ta niespodzianka.
Annika.
Chodź, pokażę ci. Nie patrz.
Jadalnia, kuchnia.
Prawda, że ładnie? Widziałaś kuchnię?
Nowy stół i nowe krzesła.
- Jest umeblowane. - Tak.
To prezent ślubny od moich rodziców.
Coś ci pokażę, chodź.
Spójrz.
Gramofon.
Proszę.
A to mój gabinet.
Tu będę pracował. A moje sekretarki tutaj.
- To twoja torba? - Tak, wszystko jest na miejscu.
Trzeci sierpnia 1943 roku
Drogi pamiętniku, jeszcze wczoraj byłam panną Anniką Gustavsson.
Dziś obudziłam się jako pani Annika Hall.
Dzień dobry, pani Hall. Już pani wstała?
Wychodzisz? Wracaj tutaj!
Przykro mi, mam sprawy do załatwienia.
Zajrzyj pod łóżko.
- Zajrzyj pod łóżko. - Pod łóżko?
Tak, nie kłóć się ze mną. Jestem twoim mężem, musisz mnie słuchać.
Niedługo wrócę. Sprawdź pod łóżkiem.
Czuję królika. To futro czy pani Hall?
Bardziej pan Hall.
Annika, idź do domu się ogolić. Strasznie zarosłaś.
Awansowałaś, co?
Cześć!
- Pięknie wyglądasz! - Cześć, Annika.
- Nie przyszłaś na ślub. - Wiem...
- Cztery ragout. - Nie miałam z kim zostawić małego.
- Kto prosił o cztery ragout?! - Ja!
To je zanieś!
- Może spotkamy się w któryś wieczór? - Chętnie.
Do diabła, Berit! Rusz się!
Ciężko znaleźć opiekunkę.
Muszę je zanieść.
- Zadzwonię! - Gdzie cebule?
Cześć, Franz.
Odeszłaś?
- Na dobre? - Nie, na jakiś czas.
Jak twoja córka?
Nie wiem.
Wciąż jest w Niemczech?
Może.
- W Niemczech... - Franz!
Gdzie, do cholery, jest Franz?!
Znaleźć mi go! Sprawdźcie na zewnątrz!
Franz!
Amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie wojska
wylądowały na Sycylii.
To pierwszy krok na drodze do wyzwolenia Europy.
Generał Eisenhower, który dzisiaj...
Nie chcesz się ubrać?
Coś się stało?
Nie. Interesy.
Chciałam pójść do sklepu.
Annika? Może zaprosimy znajomych na wieczór?
To nie musi być wystawna kolacja. Annika?
- Co to? - Pamiętnik.
Prowadzisz pamiętnik? Nie wiedziałem. Daj poczytać.
- Pokaż. - Nie!
- Jest coś o mnie? - Tylko o tobie.
- Masz tajemnice? Pokaż. - Nie, oddawaj.
- Daj przeczytać. - Przestań! Nie możesz.
Nie będę czytał. Obiecuję.
- Kto to może być? - Otworzę.
- Hans! - Cześć.
Mama podała mi twój adres.
- Dopiero wyszedłeś? - Nie, jakiś czas temu.
Wejdź. Zrobię ci kawę i coś do jedzenia.
Nie, lepiej gdzieś pójdźmy.
Kto to, Annika?
Hans, mój kuzyn. To Bengt, mój mąż.
Cześć, Hans.
- Byłeś internowany w Storsien? - Tak.
- Więc jesteś komunistą? - Tak.
Chwilę mnie nie będzie. Długo się nie widzieliśmy.
Musicie mieć sporo do obgadania.
- W końcu jesteście rodziną. - Na razie.
Proszę i proszę.
Co tam się działo?
Hans, co tam się działo?
Budowaliśmy drogę.
Na zupełnym bezludziu.
Zdzieraliśmy ją, kładliśmy i znów zdzieraliśmy...
Kładliśmy...
I zdzieraliśmy...
Chodziły plotki, że szwedzkie samoloty zbombardują obóz,
a potem zrzucą to na Rosjan.
Tylko po co?
Po co, Annika?
Już nie mogę.
Więcej nie zniosę.
Kto umiałby to znieść?
- Teraz się przekonacie. - Pięć...
- Niedobrze. - Udowodnię, że mam krew wikingów.
- Masz 58. - Ile?
- 57 i... - Za mocno ściskasz!
57,1.
Cześć, Annika!
- Przywitajcie się z moją żoną. - Cześć.
Była na mieście ze swoim kuzynem Hansem.
Który jest komunistą.
Zamknęli go w Storsien, bo próbował sprzedać Szwecję Rosjanom.
Nie ma się czego wstydzić. Zdarza się w najlepszych rodzinach.
Usiądź, kochanie. Zabaw przez chwilę moich przyjaciół.
- Powinnam się położyć. - Nie, siadaj!
Sprawdźmy, czy żona Bengta należy do rasy aryjskiej.
Co robisz?
- Zmierzymy ci czaszkę. - Chwila prawdy.
Sprawdźmy, czy szanowna pani należy do rasy aryjskiej,
czy na przykład jest ćwierćżydówką.
- Przestań. - To tylko zabawa!
Co sądzicie, chłopaki? Może też przygrucham sobie kelnereczkę.
Takie hoże i miłe dziewczyny. I ładnie pachną.
Powiedz koledze, żeby mnie puścił.
Nie bądź taka. Usiądź, poznamy się.
Chętnie poznamy drugą połowę ludzkości.
Nie podoba ci się nasze towarzystwo? Co byś wolała?!
Komunistów, pomywaczy i kelnerów?
Annika, gniewasz się?
Wybacz chłopakom.
Czasem rozrabiają, ale nie mają nic złego na myśli.
Mamy zaproszenie na spektakl od niemieckiej ambasady.
Mnóstwo ludzi.
Może porozmawiajmy z ministrem o naszych problemach z dostawami.
Pewnie, po to tam jedziemy.
Wszystko stoi. Lepiej, jak dalej pójdą państwo pieszo.
Płacimy słono za taksówkę, a połowę drogi musimy przejść.
Panie i panowie, proszę o uwagę.
Proszę o ciszę.
Serdecznie przepraszamy
za przykrą i niestosowną sytuację, w której państwo się znaleźli.
Ambasada Niemiec w najmniejszym stopniu się do niej nie przyczyniła.
Mamy do czynienia z sabotażem!
Ma on na celu popsucie zażyłych stosunków między naszymi krajami.
Zdradzieckie i wrogie ugrupowania złośliwie
rozprowadziły podrabiane bilety na dzisiejszą galę.
Pragnę państwa poinformować, że prawdziwe bilety
wydrukowano na zielonym papierze.
Wydarzenie, które miało być wyrazem przyjaźni między naszymi krajami...
Lindberg! Skąd je masz? Lindberg!
...i wywrotowe elementy społeczne.
Raz jeszcze pragnę państwa przeprosić
i podkreślić, że ambasada Niemiec
nie nie ponosi winy za tę prowokację.
Proszę o przepuszczenie gości z prawdziwymi zaproszeniami...
Harald!
- Znasz tego palanta? - Nie, pomyliłam się.
- Myślałam, że to stary znajomy. - Co za palant!
Mogłam się pomylić, ale wyglądał jak Harald.
Krzyczeli, że to żydowski sabotaż, ale skąd mogli wiedzieć?
Jest słodki.
Nie chcecie mieć dzieci?
Tak... Nie wiem. Mam Petera.
- Jak wam się układa? - Dobrze.
A tobie z Nilsem?
Zapomnij o nim.
Z jakiegoś powodu samotne matki odstraszają mężczyzn.
Mówiłaś, że wrócisz do pracy, pamiętasz?
Zobaczymy. W każdym razie nie teraz.
- Muszę już iść. - Dziękuję, że z nim posiedziałaś.
O nie! Znów te cholerne ćwiczenia!
Nienawidzę siedzieć godzinami z dzieckiem w schronie.
Peter!
Szybko!
- Co się dzieje? - Spadają bomby.
- Prawdziwe? - Z tego, co wiem, to tak.
Nie znamy szczegółów, więc nie mogę nic więcej powiedzieć.
Bengt będzie wściekły, jeśli wrócę tak późno.
Boże, Annika! Na górze może szaleć wojna,
a ty się martwisz, co powie Bengt!
- Nie wiem, gdzie jestem! - Weź się w garść.
Już w porządku.
To był nieznany samolot, którego pilot pomylił się w nawigacji.
Bengt?
Niechcący strąciłem.
Gdzie byłaś?
Pytałem, gdzie byłaś. Wzięłaś dzieciaka ze sobą?
Musisz robić za niańkę? Berit nie umie sama się nim zająć?
- Nie może zostawić nas w spokoju? - To moja przyjaciółka.
Jak cholera. Zwykła kurwa, która rozkłada nogi przed każdym!
Masz się przestać z nią zadawać! Zerwij z nią kontakty!
Mamy własne życie i ma się do niego nie wtrącać!
Przestań zbierać to bieda-lusterko!
Przestań!
Przepraszam.
Całą noc czekałem, aż zadzwonisz. Zamartwiałem się.
Chcę cię mieć tylko dla siebie.
Zaciąłeś się?
Tak.
Przepraszam.
Wybacz mi.
- Co się stało? - To ten Niemiec.
- Franz? - Powiesił się.
Znaleźli go w piwnicy.
Przyprowadziłaś nowy personel? Najwyższy czas.
Spójrz na tę męty, które nam przysłali!
Tylko spójrz na tych wyrzutków!
Są gorszej jakości niż to jedzenie.
Wszyscy odchodzą.
Albo biorą ślub, albo rodzą dzieci.
- Teraz nawet zaczęli się wieszać. - Cześć.
- Co jest? - Przepraszam, musimy iść do rodziców.
Jak musisz, to idź, spróbuję coś zorganizować.
- Wiedziałaś, że Franz miał córkę? - Nie możesz zostawić tu tego bachora.
To restauracja, nie przytułek dla bękartów!
Nie martw się, za żadne skarby nie zostawiłabym go tutaj.
Przerywamy, by nadać specjalny komunikat.
Według niemieckich telegramów
dziś rano potężne siły Aliantów wylądowały we Francji.
Wyłączyć to!
Wiedziałeś o córce Franza w Niemczech?
A z tobą co nie tak? Czemu nie masz własnych dzieci?
Twój dyrektor nie umie zrobić czegoś tak prostego?
Co z niego za mężczyzna?
Naprawdę przepraszam.
Podziwiam ojca. Nigdy nie przeoczy okazji.
Wszystko na pewno się ułoży, jeśli zdobędzie właściwe kontakty
i wycofamy się z interesów w Niemczech.
Nasza współpraca zawsze była trochę...
Dziwne, że tak zdyscyplinowany i uporządkowany naród
nie umie dotrzymywać terminów dostaw.
Nie wiem, jak poważna jest choroba ojca. Mama nie mówi mi wszystkiego.
- Może zadzwonię do szpitala. - To raczej nie jest tak poważne.
Ale jeśli się martwisz, to zadzwoń.
Otwieraj, nazistowska świnio! Zdrajca!
Nazistowska świnia! Wyłaź!
- Wchodzimy do środka. - Nazistowska świnia!
- Wystarczy! - Uspokój się, Harald.
- Zostaw ich. Wystarczy. - Nazistowska świnia!
Chłopaki, policja! Chodu!
- Cześć. - Cześć.
- Krwawisz. - To drobiazg.
Annika!
Wojna wkrótce się skończy.
Wtedy wyruszam w podróż po świecie. Pojedziesz ze mną?
Uciekaj, zaraz przyjedzie policja. Szybko.
Na razie.
Pięknie wyglądasz. Zawiążesz mi muchę?
Nie mogę pójść z tobą.
Rozumiem. Dlaczego?
Tacie się pogorszyło. Muszę jechać do domu.
Nie wiedziałem, że jest aż tak źle.
- Kiedy wyjeżdżasz? - Pierwszym porannym pociągiem.
- Muszę się spakować. - Annika...
Miałabyś mi za złe, gdybym...? Mam strasznie dużo na głowie.
Tata jedzie do Ameryki z delegacją handlową.
Szukamy nowych rynków na wypadek przegranej Niemiec.
Robię to dla nas, dla rodziny.
Rozumiem, że jesteś zajęty.
- Przepraszam. - Zostaw mnie!
Miło widzieć tyle twarzy. Szykuje się dobra zabawa.
Ella! Dawno nie mieliśmy tylu gości.
Będzie tort? Pyszności. Poproszę kawałek.
- Ella, musimy to kiedyś powtórzyć. - Usiądź, dziadku.
Wypełnić dom radością, śmiechem i muzyką.
Częstujcie się.
A gdzie Olof?
Gdzie Olof? Nie przyjdzie?
No jasne, pracuje. Mógłby chwilę odsapnąć...
Może dziadek choć raz nic nie mówić?
Drodzy przyjaciele.
To właściwa chwila, by podziękować pani Gustavsson
za zorganizowanie nabożeństwa
i stypy dla przyjaciół i rodziny.
To ważne, by nawzajem się wspierać
w takich trudnych chwilach.
To prawda.
Myślę, że wszyscy chcemy otoczyć panią Gustavsson
naszą życzliwością i modlimy się, by Bóg dał jej siłę
na dni samotności i żałoby.
Wspominajmy słowa świętego Pawła.
„Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe”.
Amen.
Przygotowuje się na srogą zimę.
Może być najszczęśliwszy z nas.
Przymierz, Annika.
- Ładne. - Pomogę ci.
- Musiały być drogie. - Nieprzyzwoicie.
Chcę, żebyś je nosiła.
Wszystko będzie dobrze.
Grzane wino. Wznieśmy toast.
Cecilia!
Wznieśmy toast za to, że wspólnie
uniknęliśmy katastrofy.
- Idziemy. - Obiecuję nie przemawiać.
Powiem tylko tyle:
dzięki ciężkiej pracy Bengt i ja w ostatniej chwili
znaleźliśmy nowych dostawców i nowe rynki zbytu.
Mamy wszelkie powody, by wierzyć,
że proces odbudowy Europy
przyniesie nowy i wielki sukces naszej małej firmie.
Dzięuję, Bengt. Zdrowie.
Zdrowie.
Zdrowie.
Wesołych świąt!
- Jak mieszkanie? - Dobrze.
To świetnie. Prawda, malutki?
Skoro sprawy w firmie się ułożyły, mam nadzieję,
że uszczęśliwicie mnie wnukiem.
- Obiecajcie. - Postaramy się.
Szkoda, że nie możesz zostać na wieczór. Napiłybyśmy się wina
i zjadłybyśmy klopsiki, które pożyczyłam z restauracji. Byłoby fajnie, co?
Bengt zaprosił wspólników z żonami.
Mam dosyć proszonych kolacji.
Nie nadaję się na gospodynię.
Innym razem. Peter!
Tu jesteś. Peter.
Annika, on się dusi!
Wezwij karetkę! Nie oddycha!
- Muszą panie zaczekać na zewnątrz. - Proszę mnie wpuścić.
Nie mogę, przykro mi.
Ledwo oddychał. Co mu jest?
- To pewnie krup. - Krup? To poważne?
Raczej tak.
Dlaczego karetka przyjechała tak późno?! Dlaczego, Annika?!
Dlaczego?!
Przecież jestem spokojna.
Co powiedziałeś? Tak, rozumiem.
Wiem, ale musisz...
Bengt, musisz zrozumieć...
Tak. Nie obchodzi mnie kolacja!
Peter jest umierający, zrozum!
- Co się stało? - Przeżyje. Możemy iść do domu.
Cześć.
Gdzie byłaś, do cholery?!
Odpowiedz!
Tu! Tu miałaś być!
Musiałem tu siedzieć i słuchać aluzji
o tym, gdzie możesz się podziewać.
Przecież zadzwoniłam i powiedziałam, że jestem z Berit.
Więc jakaś kuchta jest ważniejsza
od moich gości?! Co?!
On prawie umarł. Nie rozumiesz?
A nawet gdyby, to co z tego?
Jeden bękart mniej.
„Moje życie jest puste i bezsensowne.
Bengta nie obchodzi, że czuję się samotna”.
Niczego ci nie brakuje!
Niczego nie musisz robić.
To takie trudne? W tym też mam cię wyręczać?
„Nie kochaliśmy się z Bengtem od tygodni”.
Oddaj pamiętnik. Jest mój!
Nic w tym domu nie jest twoje!
Rozumiem, że jest ci ciężko.
Ciężko jest ci się nasycić.
Jesteś kurwą, Annika.
Tanią kurwą.
Kim jest Harald?
Odpowiedz.
Już ja ci pokażę.
Należysz do mnie!
Nie!
Bengt!
Nie!
Napij się.
Długo czekałaś pod domem? Jesteś fioletowa z zimna.
- Czemu nie wołałaś? - Nie chciałam cię obudzić.
I tak nie spałam. Całą noc wydzwaniał.
Na przemian z płaczem i z krzykiem.
- Otwieraj! - Nie bój się.
- Nie! - Otwieraj!
- Annika! - Porozmawiam z nim.
Nie możesz!
Nie wpuszczę go, obiecuję.
Pójdę i z nim porozmawiam.
Obiecuję, że nie wejdzie.
- Co tu robisz? - Zawołaj Annikę.
- Chcę tylko z nią porozmawiać. - Ale ona nie chce.
Annika!
- Przyszedłem po nią. - Nic z tego.
Natychmiast wpuść do mieszkania!
Po moim trupie.
- Spróbuj zrozumieć. - Niby co?
Jest na przegranej pozycji. Nie wie, co robi.
Musi wrócić ze mną do domu. Prawo jest po mojej stronie.
Prawo pozwala ci ją bić, ilekroć coś ci się nie spodoba?
Nie wtrącaj się, to nasze sprawy.
- Będę się wtrącać. To mój obowiązek. - O Boże.
Próbowałam się nie wtrącać, ale są granice.
Nie będzie twoją żoną, dopóki tego nie zechce.
Jest moją żoną i mogę z nią robić, co chcę.
I nigdy się nie poddam.
- Powodzenia. - Nie poddam się!
Muszę wyjechać.
- Jest oczko, zacerujesz. - Zostawiłaś sobie jakieś?
Kilka par.
Pospiesz się, dochodzi jedenasta.
Trzy kanapki, kawa i czekolada.
Możesz je wziąć, już je przeczytałam.
Nadajemy specjalny komunikat.
Niemcy złożyły bezwarunkową kapitulację.
Generał pułkownik Jodl, nowy szef Sztabu Generalnego,
podpisał kapitulację w imieniu Niemiec.
Grossadmiral Dönitz rozkazał wszystkim oddziałom poddać się.
W Europie nastał pokój.
Na ulicę Kungsgatan sypią się serpentyny.
Z okien biur wychylają się setki ludzi.
Tłumy wiwatują. Wieść o zwycięstwie już się rozniosła.
W setkach stołecznych biur nikt nie myśli o pracy.
Wszędzie słychać wiwaty i łopoczą norweskie flagi.
Żaden naród tak nie uczestniczył w radości innego.
Niech żyje król!
Hura!
Koniec wojny!
Niech żyje król!
Mamy pokój!
Napisy: Dorota Szatkowska-Jaskuła
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.