Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
RANCHO JOHNSONÓW 2 DNI DO WYBORÓW
Mowa w Tennessee była świetna.
Zwłaszcza, że mówiłeś wprost do Juliena.
- Cieszę się. - Ale według sondaży jest remis.
Pora na ostatni objazd, aż do 4 listopada.
Jestem gotów. Widzimy się za 8 godzin.
- A ty dokąd? - Na lunch z przyjacielem.
- Za dwa dni wybory. - Fajnie. Dobiegamy do mety.
- Można to przełożyć? - Lepiej nie.
To nam wyjdzie na dobre.
- Randall, zbieraj się. - Serio?
Przywiozę resztki lazanii. Cześć.
Może to nie włoska knajpa?
Z kim masz się spotkać?
Z kimś bardzo ważnym.
Kiedyś przyrzekliśmy sobie, że nieważne, co się stanie,
będziemy się spotykać co rok, tego samego dnia, żeby pogadać.
Ostatnio tyle się działo.
Chcesz pogawędzić o tym, o czym będziecie rozmawiać?
Może coś pomogę?
Raczej nie.
Przestań. Ciągle gadamy.
Przy każdej okazji, od tygodni.
Przykro mi.
Staram się dotrzymywać obietnic. Taką mam w życiu zasadę.
Tata mnie nauczył.
W Nashville, kiedy znów mieszkaliśmy razem.
Jeździłem z nim i widziałem, przez co przechodzi.
Ta cała kampania to przy tym pikuś.
Z wiekiem ból był silniejszy, a ja coraz lepiej to widziałem.
Starał się odbudować swoje kontakty i karierę,
ale miał na to coraz mniej sił.
Kiedyś chciałem być taki jak on.
Był superbohaterem.
Z czasem zrozumiałem, że jest człowiekiem, jak każdy.
To było trudne.
Ale próbowałem mu pomóc.
Wciąż za mało.
Za mało to jest tu lodu.
Dewey, przynieś trochę.
Poważnie. Mnie zapłacą dopiero za miesiąc.
Spokojnie, w sobotę mam walkę.
- I wezmę kilka dodatkowych. - Ledwo chodzisz.
Odpuść sobotę i odpocznij. Chodźmy na naleśniki.
Nie mogę, bo mi nie zapłacą i nie będzie na czynsz.
Powinni ci płacić więcej niż innym, byłeś mistrzem.
Staram się wrócić na szczyt. Wszystko się ułoży.
Nie ma lodu.
Widzisz? Po sprawie.
- Pytał o ciebie nowy promotor. - Kto?
Ten Jarvis.
Jest nowy, ale ma kupę kasy.
Chce cię na gwiazdę. Masz ochotę?
Dzięki. Wreszcie dobre wieści.
Zasłużyłeś.
Uwaga, panowie, mam dobre wiadomości!
Nie musisz...
Słyszałem od McMahona,
że ten wielkolud dostał propozycję z WWF!
- Winszuję. - Brawo, Crusher!
Dzięki, chłopaki.
Ale już nie Crusher.
Od teraz jestem Bam Bam Bigelow.
ponad 500 walk, 15 tytułów mistrzowskich
- Dobre. - Jasne, Bam Bam.
Walczy tu ostatni raz, więc jest gwiazdą i wybrał Soulmana.
- W porządku? - Jasne.
To trudne patrzeć, jak młodzi awansują, gdy ty zostajesz w tyle.
Nie, tatę zawsze cieszyły sukcesy innych.
Starał się im pomagać, jak mógł.
- Z zasady? - Oczywiście.
Naszym gościem jest dziś Randy Macho Man Savage!
MŁODY THE ROCK
- Fajnie tu być. - Co robisz w Memphis?
Jak wiesz, Jerry, tu wszystko się dla mnie zaczęło
i uwielbiam wracać do domu!
- Podoba im się. - Czołem!
A jutro mam zaszczyt otworzyć nowy sklep Searsa
w samym centrum Memphis. Wpadnijcie z wizytą.
Ty też, Jerry.
Wolę Woolwortha!
Chyba cię pogięło!
A na ring wchodzi podopieczny Downtown Bruna,
ważący 176 kilogramów
Bam Bam Bigelow!
Jego przeciwnikiem jest były drużynowy mistrz WWF,
ważący 110 kilogramów
Soulman Rocky Johnson!
O tak! To jest Soulman!
A tu mamy kontrakt z WWF.
Żeby wygrać, wystarczy go podpisać.
Jest mój!
Już wokół siebie krążą. Kto zaatakuje?
Tata wiedział, że nie wygra kontraktu.
Co nie znaczy, że olał widowisko.
Rocky powalił go na deski!
Co za unik!
Ciągle stoi!
Ale Rocky może go uśpić!
Oby Bam Bam złapał liny, zanim zgaśnie światło.
- Dawaj! - Już blisko.
- Chodź! - Bam Bam Padł jak kłoda!
Soulman ma kontrakt!
Rocky zdobył miejsce w WWF! Zrobił to!
Jedną chwileczkę!
Podpisał czerwonym tuszem! To niedopuszczalne!
Może być niebieski albo czarny!
Ktoś podmienił długopis! To Bruno! Ma prawdziwy!
Bab Bam się podnosi, to nie koniec. A Rocky tego nie widzi.
Bruno odwraca uwagę sędziego!
- Sędzia kalosz! - Nie widział!
Olbrzym wchodzi na liny!
Co za bomba! O rany!
Masz! Podpisuj!
Bam Bam Bigelow wchodzi do WWF!
Kontrakt był lipny.
Ale ból na twarzy taty - prawdziwy.
Świetna robota. Bam Bam wyglądał jak milion dolców.
Łatwo grać, że boli, gdy cholernie boli!
Na Hawajach było super, kiedy tam rządziłaś.
Te wszystkie legendy, to było coś nowego.
Dzięki. Szkoda, że minęło.
- Zrobiłam ci przykrość... - Nie szkodzi.
Wrestling zawsze jakoś się wkradnie do rozmowy.
Bez tego byśmy ich nie poznały.
Prosto w kolano!
Kiepsko, ale spójrz na to.
Jak kupujesz rękawiczki?
Trochę odpuszczę, ale Vince mi pomaga.
- Płacą, nawet gdy nie walczysz? - No jasne.
A za następną kolejkę?
Następną kolejkę stawia Sears.
Jutro wielkie otwarcie i nie mogę szaleć.
- Pomogę ci. - Skoro chcesz, to chodź po drinki.
No to mów, jak wam się wiedzie?
- Rocky'ego nie pytam, bo nie powie. - W porządku.
Na rachunki wystarcza. Wciąż pracuje, ale się nie skarży.
Nie chcieliście Ferneta, ale zamówiłem.
- Za Searsa. - Tak jest!
Cudowne miejsce.
- Ubawiłam się! - Powtórzmy to.
- Ale tylko we dwie. - Doskonale.
- Wreszcie wieczór bez wrestlingu. - Poczujemy się o 300 kilo lżejsze.
Więcej nie oglądałem Bei Arthur.
Rozumiem.
- Mam pytanie. - Jasne.
Przekonasz tatę, żeby przeprosił Vince'a i mógł wrócić do WWF?
- Ciebie posłucha. - W życiu. Znasz te jego zasady.
Ale nawet gdyby przeprosił, to ten rozdział jest zamknięty.
Wszystko temu poświęcił, a teraz koniec?
Rozumiem. Ale to taka branża.
Pewność masz w ubezpieczeniach.
Nie trać wiary w ojca. To wojownik. Zawsze kończy...
Tak się kończy łażenie po nocy w ciemnych okularach!
Po tej rozmowie zwątpiłem w zasady taty.
- Jarret wie o kontuzji. - "Bywa", jak mawiała mama.
Co wieczór obrywa i nie może się odgryźć.
Muszę coś zrobić, bo skończy na wózku.
Nie żałuje ani przez chwilę.
Ja też, bo to najwspanialszy sport na świecie.
Wiesz, że jak wchodzę do knajpy, to wszyscy buczą?
W zeszłym tygodniu jakiś dzieciak aż splunął mi w twarz.
To wspaniałe tak na kogoś działać.
To właśnie jest wrestling, stary.
Kolej na mnie.
Kto tu wpuścił tego gada?!
Wtedy postanowiłeś to zmienić i wybrałeś futbol?
Tak, a gdy zacząłem grać, uznałem, że jestem dobry
i mogę tak zarabiać, może nawet bardzo dobrze,
i utrzymać rodzinę.
Byłbyś dużo lepszym wrestlerem, gdyby nie ten futbol.
Byłbyś lepszym dziennikarzem, gdyby nie aktorstwo.
Celne.
- W wywiadach jest nieźle? - Nikt nie jest doskonały.
Nie traćmy czasu. Niech Randy Macho Man czyni honory.
Kiedy byłem mały, myślałem, że sklepy są jednobranżowe.
Po narzędzia szło się do narzędziowego.
Po książki - do księgarni.
Ale trafiłem do Searsa i to zmieniło moje życie!
- To miło... - Uwielbiam Searsa!
- Przetnijmy wstęgę. - Dobra...
Zaczynamy dzikie oszczędzanie!
Witajcie u Searsa! Winszuję, że tu jesteś.
Cieszcie się zakupami!
- Randy Savage tu pracuje? - Nie...
Odłóż tę poduszkę!
Rocky Johnson! Nareszcie!
John Jarvis, promotor. Jerry Lawler nie wspominał?
- Mówił o kimś nowym i ambitnym. - To ja.
Będziesz moją gwiazdą w weekend w Jonesboro?
Ale mam to już zakreślone...
- Płacę 200. - Ołówki mają dużą zaletę: gumkę!
- Szanuję moje gwiazdy. - To miło.
- Połowa z góry. - Moja wizytówka.
Omówimy szczegóły.
Myśli, że to widzimy?
Pomachaj mu.
No proszę! Super!
Za wieczór bez wrestlingu.
Co nowego w kinach?
Niedawno byliśmy na "Nieśmiertelnym".
Zabija innych nieśmiertelnych i odbiera im moc.
Na końcu zostaje tylko jeden i ma moc wszystkich.
- Wiem! Mój siostrzeniec tam gra. - Coś ty!
W scenie w Madison, gdy Sam walczy z Tonga Kidem.
I znów gadam o wrestlingu.
Wszystko ma konsekwencje.
- Za każdą wzmiankę pijemy. - O czym?
- O wrestlingu. - Pijesz.
Dobra jesteś.
Dwie stówy! Lawler daje połowę.
Zarobię z tym Jarvisem.
Napisali "514 mieszkańców".
- Schowaj się. - Bo?
Jak jest mniej niż tysiąc, nie lubią czarnych.
Ktoś musi prowadzić. Jestem pół-Samoańczykiem.
Myślisz, że im to robi różnicę? Że lubią Samoańczyków?
Gablota widmo.
Facet koleżanki kazał jej się przebrać za Waszyngtona.
- Na 4 lipca? - Do sypialni!
W perukę, pończochy, buty z klamrami - wszystko!
Co by zrobił Randy, gdyby tak cię zastał?
Puściłabym jego motyw z ringu!
- Muzykę na wejście? - Znów gadamy o wrestlinu!
Zostawię butelkę.
- Wyprzedane? - A nie mówiłem?
Zobacz.
Sylvester Stallone zawsze tak ma.
Moja gwiazda! Będzie super.
Panie Jarvis? Widziałem afisz.
Wyciągnij rękę.
Połowa z góry. Wedle umowy.
Chodźmy do garderoby.
Twoja prywatna szatnia.
- Prywatna. Ładnie. - Z łazienką.
Prywatny tron - dobra rzecz. Wybacz, Elvis.
- Zróbmy krótki wstęp, jeśli można. - Jasne.
Craig!
Daję widzom wgląd za kulisy.
Dobrze, moja żona robiła to samo na Hawajach.
Wymyśliłem to tak:
podjadasz sobie kurczaka z arbuzem i nakręcasz się.
- Wygadujesz na białych... - Zaczekaj.
Nie. Nie jestem rasistą.
To nie rasizm. Reszta nie ma nic przeciwko.
Pierwszy raz poproszono tatę o coś takiego.
Taki jawny rasizm wydaje się dziś szokujący,
ale w tamtych czasach w zawodowym wrestlingu często się to zdarzało.
Wierzę.
Zawsze byłem dumny z taty,
bo nieważne, jak brakowało nam forsy, a brakowało,
tego by nie zrobił.
Takie miał zasady.
Inni mogą robić co chcą, ale nie ja.
- To część umowy. - Nie.
Chodź.
A to zatrzymam. Podatek od rasizmu.
Jak wytrzymałeś? Trzeba było mu włoić.
Zawsze będą tacy ludzie.
Zawsze.
Każą ci robić coś wbrew sobie.
Nieważne, jak wysoko zajdziesz i czym się zajmujesz - zdarza się.
Obiecaj mi jedno.
Nikomu nie pozwól siebie zmienić.
Słyszysz?
Stwórz własne zasady i nigdy ich nie łam.
- Zgoda? - Zgoda.
Mamy wolny wieczór.
Przepyszne!
Puszyste jak diabli.
Spalmy to jutro w siłowni.
To dołożę bitej śmietany.
- Jasne. - A jak!
- Biorę. - Słusznie. Trzecia kasa wolna.
- Randy? - Szefie!
Co tu robisz?
Wpadłem odetchnąć energią nowego sklepu.
Powiem wprost: nie mogę płacić za pomoc klientom.
To nie jest żadna praca.
To czysta przyjemność.
Nie możesz robić tego co sprzedawca, bez ukończenia kursu.
Ale w ramach rewanżu weź może puszkę przekąsek.
Z wyrazami wdzięczności.
Wędzona wołowinka na ostro.
Nigdy nie próbowałem, ale skoro u was to sprzedają, to polubię.
Chodź, stary!
Dawno tak się nie uśmiałam.
Serio? O ile pamiętam, na Hawajach było bardzo wesoło.
Boże, jak mi tego brak.
Przyjaciół, rodziny...
Jestem tu sama.
Gdybyś chciała odpocząć, wpadnij do nas na Florydę.
Dzięki, ale Dewey i Rocky mnie potrzebują.
Nie możesz zapominać o sobie.
Przydałby się czasem taki wieczór. Całkiem jak kiedyś.
Jest lepiej lub gorzej i jeszcze będzie lepiej.
Za to wypiję.
W sumie musimy, bo znów gadam o wrestlingu.
Nie przyjmę od pana pieniędzy.
Kibicuję panu. To na koszt firmy.
Dziękuję!
Skoro tak, to będzie dla ciebie.
- Nie mogę... - Nalegam.
- Tylko dalej mi kibicuj. - No jasne!
Dziękuję panu.
Trzeba przeprać tę rasistowską forsę.
Nie był już superbohaterem, ale dla mnie wciąż nim był.
Przyznaję, że nie rozumiałem jego zasad, ale teraz go popieram.
Bardzo łatwo mogę to zmienić.
No cóż... Wybacz, ale tu cię opuszczę.
- To prywatne. - Posiedzę w kąciku.
- Nie tym razem. - Jesteśmy kumplami!
- Wybacz. - Jesteśmy.
- Prawda? - To ja lecę.
- Chodźmy. - Nie. Ja lecę.
Mógłbym... No tak...
Prowadziłem dziesięcioma punktami,
gdy jeden chłopak ze szkoły, Julien, zaczął rozpowiadać te kłamstwa.
I teraz już nic nie wiadomo.
Wszystko jest możliwe.
Włożyłem w tę kampanię tyle pracy, a teraz...
jestem w punkcie wyjścia.
Co mam zrobić?
Zasadą tych naszych spotkań jest stuprocentowa szczerość.
Tak, zawsze.
Rok temu nie spodobał mi się zapach twojej wody.
Zmieniłem.
Posłuchałem cię i zmieniłem.
Ale do rzeczy.
Naprawdę to nie powrót do punktu wyjścia cię dręczy.
To jak z tym cudownym Barbaresco.
Z winogron z północnych Włoch,
gdzie rosną razem z Barolo.
Jeden region, różne odmiany.
Wiesz, że wolę tequilę.
Nie możesz być sobą, gdy masz niedokończone sprawy.
Zmierz się ze sprawą Juliena...
u jej podstaw.
- Czyli? - Pomogę ci.
Mam kontakty, stary.
Mam kontakty.
Tekst: Anna Wichlińska-Kacprzak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.