All language subtitles for Young.Rock.S02E10

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

RANCHO JOHNSONÓW 2 DNI DO WYBORÓW

Mowa w Tennessee była świetna.

Zwłaszcza, że mówiłeś wprost do Juliena.

- Cieszę się. - Ale według sondaży jest remis.

Pora na ostatni objazd, aż do 4 listopada.

Jestem gotów. Widzimy się za 8 godzin.

- A ty dokąd? - Na lunch z przyjacielem.

- Za dwa dni wybory. - Fajnie. Dobiegamy do mety.

- Można to przełożyć? - Lepiej nie.

To nam wyjdzie na dobre.

- Randall, zbieraj się. - Serio?

Przywiozę resztki lazanii. Cześć.

Może to nie włoska knajpa?

Z kim masz się spotkać?

Z kimś bardzo ważnym.

Kiedyś przyrzekliśmy sobie, że nieważne, co się stanie,

będziemy się spotykać co rok, tego samego dnia, żeby pogadać.

Ostatnio tyle się działo.

Chcesz pogawędzić o tym, o czym będziecie rozmawiać?

Może coś pomogę?

Raczej nie.

Przestań. Ciągle gadamy.

Przy każdej okazji, od tygodni.

Przykro mi.

Staram się dotrzymywać obietnic. Taką mam w życiu zasadę.

Tata mnie nauczył.

W Nashville, kiedy znów mieszkaliśmy razem.

Jeździłem z nim i widziałem, przez co przechodzi.

Ta cała kampania to przy tym pikuś.

Z wiekiem ból był silniejszy, a ja coraz lepiej to widziałem.

Starał się odbudować swoje kontakty i karierę,

ale miał na to coraz mniej sił.

Kiedyś chciałem być taki jak on.

Był superbohaterem.

Z czasem zrozumiałem, że jest człowiekiem, jak każdy.

To było trudne.

Ale próbowałem mu pomóc.

Wciąż za mało.

Za mało to jest tu lodu.

Dewey, przynieś trochę.

Poważnie. Mnie zapłacą dopiero za miesiąc.

Spokojnie, w sobotę mam walkę.

- I wezmę kilka dodatkowych. - Ledwo chodzisz.

Odpuść sobotę i odpocznij. Chodźmy na naleśniki.

Nie mogę, bo mi nie zapłacą i nie będzie na czynsz.

Powinni ci płacić więcej niż innym, byłeś mistrzem.

Staram się wrócić na szczyt. Wszystko się ułoży.

Nie ma lodu.

Widzisz? Po sprawie.

- Pytał o ciebie nowy promotor. - Kto?

Ten Jarvis.

Jest nowy, ale ma kupę kasy.

Chce cię na gwiazdę. Masz ochotę?

Dzięki. Wreszcie dobre wieści.

Zasłużyłeś.

Uwaga, panowie, mam dobre wiadomości!

Nie musisz...

Słyszałem od McMahona,

że ten wielkolud dostał propozycję z WWF!

- Winszuję. - Brawo, Crusher!

Dzięki, chłopaki.

Ale już nie Crusher.

Od teraz jestem Bam Bam Bigelow.

ponad 500 walk, 15 tytułów mistrzowskich

- Dobre. - Jasne, Bam Bam.

Walczy tu ostatni raz, więc jest gwiazdą i wybrał Soulmana.

- W porządku? - Jasne.

To trudne patrzeć, jak młodzi awansują, gdy ty zostajesz w tyle.

Nie, tatę zawsze cieszyły sukcesy innych.

Starał się im pomagać, jak mógł.

- Z zasady? - Oczywiście.

Naszym gościem jest dziś Randy Macho Man Savage!

MŁODY THE ROCK

- Fajnie tu być. - Co robisz w Memphis?

Jak wiesz, Jerry, tu wszystko się dla mnie zaczęło

i uwielbiam wracać do domu!

- Podoba im się. - Czołem!

A jutro mam zaszczyt otworzyć nowy sklep Searsa

w samym centrum Memphis. Wpadnijcie z wizytą.

Ty też, Jerry.

Wolę Woolwortha!

Chyba cię pogięło!

A na ring wchodzi podopieczny Downtown Bruna,

ważący 176 kilogramów

Bam Bam Bigelow!

Jego przeciwnikiem jest były drużynowy mistrz WWF,

ważący 110 kilogramów

Soulman Rocky Johnson!

O tak! To jest Soulman!

A tu mamy kontrakt z WWF.

Żeby wygrać, wystarczy go podpisać.

Jest mój!

Już wokół siebie krążą. Kto zaatakuje?

Tata wiedział, że nie wygra kontraktu.

Co nie znaczy, że olał widowisko.

Rocky powalił go na deski!

Co za unik!

Ciągle stoi!

Ale Rocky może go uśpić!

Oby Bam Bam złapał liny, zanim zgaśnie światło.

- Dawaj! - Już blisko.

- Chodź! - Bam Bam Padł jak kłoda!

Soulman ma kontrakt!

Rocky zdobył miejsce w WWF! Zrobił to!

Jedną chwileczkę!

Podpisał czerwonym tuszem! To niedopuszczalne!

Może być niebieski albo czarny!

Ktoś podmienił długopis! To Bruno! Ma prawdziwy!

Bab Bam się podnosi, to nie koniec. A Rocky tego nie widzi.

Bruno odwraca uwagę sędziego!

- Sędzia kalosz! - Nie widział!

Olbrzym wchodzi na liny!

Co za bomba! O rany!

Masz! Podpisuj!

Bam Bam Bigelow wchodzi do WWF!

Kontrakt był lipny.

Ale ból na twarzy taty - prawdziwy.

Świetna robota. Bam Bam wyglądał jak milion dolców.

Łatwo grać, że boli, gdy cholernie boli!

Na Hawajach było super, kiedy tam rządziłaś.

Te wszystkie legendy, to było coś nowego.

Dzięki. Szkoda, że minęło.

- Zrobiłam ci przykrość... - Nie szkodzi.

Wrestling zawsze jakoś się wkradnie do rozmowy.

Bez tego byśmy ich nie poznały.

Prosto w kolano!

Kiepsko, ale spójrz na to.

Jak kupujesz rękawiczki?

Trochę odpuszczę, ale Vince mi pomaga.

- Płacą, nawet gdy nie walczysz? - No jasne.

A za następną kolejkę?

Następną kolejkę stawia Sears.

Jutro wielkie otwarcie i nie mogę szaleć.

- Pomogę ci. - Skoro chcesz, to chodź po drinki.

No to mów, jak wam się wiedzie?

- Rocky'ego nie pytam, bo nie powie. - W porządku.

Na rachunki wystarcza. Wciąż pracuje, ale się nie skarży.

Nie chcieliście Ferneta, ale zamówiłem.

- Za Searsa. - Tak jest!

Cudowne miejsce.

- Ubawiłam się! - Powtórzmy to.

- Ale tylko we dwie. - Doskonale.

- Wreszcie wieczór bez wrestlingu. - Poczujemy się o 300 kilo lżejsze.

Więcej nie oglądałem Bei Arthur.

Rozumiem.

- Mam pytanie. - Jasne.

Przekonasz tatę, żeby przeprosił Vince'a i mógł wrócić do WWF?

- Ciebie posłucha. - W życiu. Znasz te jego zasady.

Ale nawet gdyby przeprosił, to ten rozdział jest zamknięty.

Wszystko temu poświęcił, a teraz koniec?

Rozumiem. Ale to taka branża.

Pewność masz w ubezpieczeniach.

Nie trać wiary w ojca. To wojownik. Zawsze kończy...

Tak się kończy łażenie po nocy w ciemnych okularach!

Po tej rozmowie zwątpiłem w zasady taty.

- Jarret wie o kontuzji. - "Bywa", jak mawiała mama.

Co wieczór obrywa i nie może się odgryźć.

Muszę coś zrobić, bo skończy na wózku.

Nie żałuje ani przez chwilę.

Ja też, bo to najwspanialszy sport na świecie.

Wiesz, że jak wchodzę do knajpy, to wszyscy buczą?

W zeszłym tygodniu jakiś dzieciak aż splunął mi w twarz.

To wspaniałe tak na kogoś działać.

To właśnie jest wrestling, stary.

Kolej na mnie.

Kto tu wpuścił tego gada?!

Wtedy postanowiłeś to zmienić i wybrałeś futbol?

Tak, a gdy zacząłem grać, uznałem, że jestem dobry

i mogę tak zarabiać, może nawet bardzo dobrze,

i utrzymać rodzinę.

Byłbyś dużo lepszym wrestlerem, gdyby nie ten futbol.

Byłbyś lepszym dziennikarzem, gdyby nie aktorstwo.

Celne.

- W wywiadach jest nieźle? - Nikt nie jest doskonały.

Nie traćmy czasu. Niech Randy Macho Man czyni honory.

Kiedy byłem mały, myślałem, że sklepy są jednobranżowe.

Po narzędzia szło się do narzędziowego.

Po książki - do księgarni.

Ale trafiłem do Searsa i to zmieniło moje życie!

- To miło... - Uwielbiam Searsa!

- Przetnijmy wstęgę. - Dobra...

Zaczynamy dzikie oszczędzanie!

Witajcie u Searsa! Winszuję, że tu jesteś.

Cieszcie się zakupami!

- Randy Savage tu pracuje? - Nie...

Odłóż tę poduszkę!

Rocky Johnson! Nareszcie!

John Jarvis, promotor. Jerry Lawler nie wspominał?

- Mówił o kimś nowym i ambitnym. - To ja.

Będziesz moją gwiazdą w weekend w Jonesboro?

Ale mam to już zakreślone...

- Płacę 200. - Ołówki mają dużą zaletę: gumkę!

- Szanuję moje gwiazdy. - To miło.

- Połowa z góry. - Moja wizytówka.

Omówimy szczegóły.

Myśli, że to widzimy?

Pomachaj mu.

No proszę! Super!

Za wieczór bez wrestlingu.

Co nowego w kinach?

Niedawno byliśmy na "Nieśmiertelnym".

Zabija innych nieśmiertelnych i odbiera im moc.

Na końcu zostaje tylko jeden i ma moc wszystkich.

- Wiem! Mój siostrzeniec tam gra. - Coś ty!

W scenie w Madison, gdy Sam walczy z Tonga Kidem.

I znów gadam o wrestlingu.

Wszystko ma konsekwencje.

- Za każdą wzmiankę pijemy. - O czym?

- O wrestlingu. - Pijesz.

Dobra jesteś.

Dwie stówy! Lawler daje połowę.

Zarobię z tym Jarvisem.

Napisali "514 mieszkańców".

- Schowaj się. - Bo?

Jak jest mniej niż tysiąc, nie lubią czarnych.

Ktoś musi prowadzić. Jestem pół-Samoańczykiem.

Myślisz, że im to robi różnicę? Że lubią Samoańczyków?

Gablota widmo.

Facet koleżanki kazał jej się przebrać za Waszyngtona.

- Na 4 lipca? - Do sypialni!

W perukę, pończochy, buty z klamrami - wszystko!

Co by zrobił Randy, gdyby tak cię zastał?

Puściłabym jego motyw z ringu!

- Muzykę na wejście? - Znów gadamy o wrestlinu!

Zostawię butelkę.

- Wyprzedane? - A nie mówiłem?

Zobacz.

Sylvester Stallone zawsze tak ma.

Moja gwiazda! Będzie super.

Panie Jarvis? Widziałem afisz.

Wyciągnij rękę.

Połowa z góry. Wedle umowy.

Chodźmy do garderoby.

Twoja prywatna szatnia.

- Prywatna. Ładnie. - Z łazienką.

Prywatny tron - dobra rzecz. Wybacz, Elvis.

- Zróbmy krótki wstęp, jeśli można. - Jasne.

Craig!

Daję widzom wgląd za kulisy.

Dobrze, moja żona robiła to samo na Hawajach.

Wymyśliłem to tak:

podjadasz sobie kurczaka z arbuzem i nakręcasz się.

- Wygadujesz na białych... - Zaczekaj.

Nie. Nie jestem rasistą.

To nie rasizm. Reszta nie ma nic przeciwko.

Pierwszy raz poproszono tatę o coś takiego.

Taki jawny rasizm wydaje się dziś szokujący,

ale w tamtych czasach w zawodowym wrestlingu często się to zdarzało.

Wierzę.

Zawsze byłem dumny z taty,

bo nieważne, jak brakowało nam forsy, a brakowało,

tego by nie zrobił.

Takie miał zasady.

Inni mogą robić co chcą, ale nie ja.

- To część umowy. - Nie.

Chodź.

A to zatrzymam. Podatek od rasizmu.

Jak wytrzymałeś? Trzeba było mu włoić.

Zawsze będą tacy ludzie.

Zawsze.

Każą ci robić coś wbrew sobie.

Nieważne, jak wysoko zajdziesz i czym się zajmujesz - zdarza się.

Obiecaj mi jedno.

Nikomu nie pozwól siebie zmienić.

Słyszysz?

Stwórz własne zasady i nigdy ich nie łam.

- Zgoda? - Zgoda.

Mamy wolny wieczór.

Przepyszne!

Puszyste jak diabli.

Spalmy to jutro w siłowni.

To dołożę bitej śmietany.

- Jasne. - A jak!

- Biorę. - Słusznie. Trzecia kasa wolna.

- Randy? - Szefie!

Co tu robisz?

Wpadłem odetchnąć energią nowego sklepu.

Powiem wprost: nie mogę płacić za pomoc klientom.

To nie jest żadna praca.

To czysta przyjemność.

Nie możesz robić tego co sprzedawca, bez ukończenia kursu.

Ale w ramach rewanżu weź może puszkę przekąsek.

Z wyrazami wdzięczności.

Wędzona wołowinka na ostro.

Nigdy nie próbowałem, ale skoro u was to sprzedają, to polubię.

Chodź, stary!

Dawno tak się nie uśmiałam.

Serio? O ile pamiętam, na Hawajach było bardzo wesoło.

Boże, jak mi tego brak.

Przyjaciół, rodziny...

Jestem tu sama.

Gdybyś chciała odpocząć, wpadnij do nas na Florydę.

Dzięki, ale Dewey i Rocky mnie potrzebują.

Nie możesz zapominać o sobie.

Przydałby się czasem taki wieczór. Całkiem jak kiedyś.

Jest lepiej lub gorzej i jeszcze będzie lepiej.

Za to wypiję.

W sumie musimy, bo znów gadam o wrestlingu.

Nie przyjmę od pana pieniędzy.

Kibicuję panu. To na koszt firmy.

Dziękuję!

Skoro tak, to będzie dla ciebie.

- Nie mogę... - Nalegam.

- Tylko dalej mi kibicuj. - No jasne!

Dziękuję panu.

Trzeba przeprać tę rasistowską forsę.

Nie był już superbohaterem, ale dla mnie wciąż nim był.

Przyznaję, że nie rozumiałem jego zasad, ale teraz go popieram.

Bardzo łatwo mogę to zmienić.

No cóż... Wybacz, ale tu cię opuszczę.

- To prywatne. - Posiedzę w kąciku.

- Nie tym razem. - Jesteśmy kumplami!

- Wybacz. - Jesteśmy.

- Prawda? - To ja lecę.

- Chodźmy. - Nie. Ja lecę.

Mógłbym... No tak...

Prowadziłem dziesięcioma punktami,

gdy jeden chłopak ze szkoły, Julien, zaczął rozpowiadać te kłamstwa.

I teraz już nic nie wiadomo.

Wszystko jest możliwe.

Włożyłem w tę kampanię tyle pracy, a teraz...

jestem w punkcie wyjścia.

Co mam zrobić?

Zasadą tych naszych spotkań jest stuprocentowa szczerość.

Tak, zawsze.

Rok temu nie spodobał mi się zapach twojej wody.

Zmieniłem.

Posłuchałem cię i zmieniłem.

Ale do rzeczy.

Naprawdę to nie powrót do punktu wyjścia cię dręczy.

To jak z tym cudownym Barbaresco.

Z winogron z północnych Włoch,

gdzie rosną razem z Barolo.

Jeden region, różne odmiany.

Wiesz, że wolę tequilę.

Nie możesz być sobą, gdy masz niedokończone sprawy.

Zmierz się ze sprawą Juliena...

u jej podstaw.

- Czyli? - Pomogę ci.

Mam kontakty, stary.

Mam kontakty.

Tekst: Anna Wichlińska-Kacprzak

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.