Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Jak się tu znalazłam?
Przełożona przez męskie kolano,
karana niczym nieposłuszne dziecko.
Poddająca mu się całkowicie,
dająca mu władzę.
Jak można tu zabrnąć?
Tu, gdzie każda część dawnego ciebie nagle znika.
A ktoś nowy....
właśnie się rodzi.
Oto moja historia.
Normalność.
Słownik Webstera definiuje normalność jako...
zgodność z normą lub powszechnym typem.
Zwykłe, nie nienormalne, powszechne, standardowe.
Ale jak definiują to zwykli ludzie?
Według nich to wszystko to, co nie wykracza poza pewne zachowania.
Życie według schematu z poradnika, aby inni cię akceptowali.
Nawet jeśli sam siebie nie akceptujesz.
Tak! Tak!
- Gratulacje. - Ponad 2 karaty.
Robi wrażenie.
Dzięki Bogu to Tiffany. Gdyby to był Marquise, popełniłabym samobójstwo!
Powinnam uaktualnić status na Facebooku?
Nie chcę być jedną z tych, które informują o zaręczynach.
Ale tak się cieszę!
Dziewczyny chyba powinny mówić o zaręczynach? Nie o to chodzi?
- Co cię ugryzło? - Nic.
Będziesz moją druhną, Emmo.
Przynajmniej udawaj, że cieszysz się moim szczęściem.
Co!?
Czy on w zeszłym tygodniu nie groził, że z tobą zerwie?
Groził, że ze mną zerwie, bo naciskałam na ślub.
Po zaręczynach nie ma już presji.
To całkiem logiczne.
Przepraszam...
ale jestem trochę zszokowana, że to ty udzielasz mi rad co do związków!
Kiedy w ogóle byłaś w jakimś związku?
Nie winiłam jej za to, że była zła.
Miała rację. Co ja wiedziałam o związkach?
I wiedz jedno... wszyscy, łącznie z rodzicami, mają cię za lesbę!
Nigdy nie byłam w związku.
Nienawidziłam fałszywości randek.
Te wszystkie sms-y z emotikonami...
polubienia na Facebooku...
...ale fakt to fakt.
Podczas gdy reszta świata nie miała z tym żadnego problemu...
w kwestii miłości i romansów byłam całkowicie zielona.
W pewnym momencie zaczęłam myśleć, że psychicznie coś mi dolega.
Aż do lutowego poranka...
kiedy to poznałam człowieka, który zmienił dosłownie wszystko.
Pan Frederick czeka.
Poznałam go gdy pisałam pracę magisterską na temat równości płci w miejscu pracy.
Przeprowadzałam wywiady z kobietami na stanowiskach kierowniczych,
pielęgniarzami jak i transseksualistami...
William Frederick był o tyle ciekawy, bo 97% jego załogi stanowiły kobiety.
Ty masz to opisać?
Emma Marks, tak.
Mam kilka pytań, które chciałabym ci zadać.
Może zacznijmy.
Rozmowa trwała ok. pół godziny.
Obejmowała różne tematy, począwszy od procesu rekrutacji...
Nie ma nikogo lepszego, jeśli chodzi o zatrudnianie.
W pięć sekund wiem o człowieku więcej, niż jego rodzice.
... po jego seksistowski powód zatrudniania głównie kobiet.
Kobiety są biologicznie lepsze do pracy w tej firmie.
Lubię kobiety, potrafię je zrozumieć.
Nawet lepiej niż mężczyzn.
Kobiety można kształtować, a ja to lubię.
Ale był fragment rozmowy, który wyróżniał się od reszty.
Coś, co poruszyło mną w sposób, którego nawet nie rozumiałam.
Lubię podporządkowanych pracowników, a nie kwestionujących polecenia.
Tacy są najlepsi.
Czy to przez to, że chcesz wszystko kontrolować?
Mam takie prawo, to moja firma.
Zdziwisz się, ale ludzie lubią wykonywać polecenia.
- Ty nie. - Nie.
To nie moja rola. Moją jest kontrola.
Patrzę, jak inni się słuchają.
Ludzie mają poczucie wolności, gdy to ktoś inny dowodzi.
Nie sądzę, by bycie posłusznym wyzwalało.
Uważasz się za wyzwoloną?
Tak, uważam.
Ale nie jesteś.
Przepraszam, ale...
chyba jednak nie jesteś tak dobry w ocenianiu ludzi.
Jestem bardzo wyzwolona.
Chętnie zobaczę to twoje wyzwolenie, a potem pokażę ci moje.
Niech poczeka.
Muszę odebrać.
Mam nadzieję, że cię nie uraziłam. Zazwyczaj jestem powściągliwą osobą.
Szkoda.
Dziękuję za poświęcony czas.
To była przyjemność.
Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że zapierasz dech w piersiach?
Wszystko w tobie...
odbiera dech.
I to wtedy mój świat wywrócił się do góry nogami.
William Frederick uznał, że zapieram dech w piersiach?
Chciałam to wykrzyczeć, byłam taka szczęśliwa.
To było właśnie to.
Szalone zauroczenie inną osobą, od którego kręci się w głowie.
Nieważne co robiłam, nie mogłam przestać o nim myśleć.
O mocy jego spojrzenia...
O tym, jak swobodnie potrafi używać obelg...
O seksualnym wydźwięku jego wypowiedzi.
Czy to tylko wyobraźnia?
Nie mogłam pozbyć się myśli o nim.
Chciałam poczuć jego zapach...
jego smak...
jego dotyk na moim ciele.
Nigdy tyle nie śpisz. Co z tobą?
Nic.
Co to?
Całą noc kłóciłam się z Gregiem...
o miejsce przyjęcia zaręczynowego.
Uparł się na jakiś bar dla kibiców!
W każdym razie, gdy właśnie szłam spać o jakiejś 8 rano...
jakiś dupek puka do drzwi z przesyłką!
Mówi, że ma telegram oznaczony jako „pilne”.
Nie wiedziałam, że ludzie wciąż wysyłają telegramy!
Od kogo?
- William Frederick. - A to kto?
Nikt.
Emmo.
Przyjemność z twojego towarzystwa była warta każdej otrzymanej riposty.
W dniu ukończenia studiów otrzymasz informacje...
o pewnej możliwości, która zmieni twoje życie.
Nie kontaktuj się ze mną wcześniej, inaczej wycofam ofertę.
William B. Frederick.
No i co tam jest?
Nic.
Więc ktoś wysłał ci telegram... w którym nic nie ma?
Jak sobie chcesz.
Do końca szkoły zostały 4 miesiące.
Cztery miesiące niecierpliwego czekania,
nawet bez wzmianki o tym, co zaoferował mi William Frederick.
Moja ciekawość przerodziła się w obsesję.
Mój umysł atakowała lawina pytań bez odpowiedzi.
Dlaczego musiałam czekać? Co to za niezwykła oferta?
Czy to w ogóle prawda, czy tylko gra mająca na celu zawładnięcie mną?
Mną... osobą na ogół sprawującą kontrolę.
Osobą, który zawsze musi znać odpowiedzi.
Osobą, która musi mieć wszystko dopięte i logicznie wyjaśnione.
Zrobiłam zatem jedyną rzecz, przez którą czas miał płynąć szybciej.
Pracowałam nad pracą dyplomową,
a także pogodziłam się z tym, choć ciężko to przyznać...
że ten człowiek przejął nade mną kontrolę.
I podobało mi się to.
- Halo? - Doprowadza cię to do szału, prawda?
Kto mówi?
Naprawdę musisz pytać?
Skąd masz mój numer?
A co ważniejsze, skąd znasz mój adres?
To nie jest jakieś wielkie wyzwanie dla kogoś, kto ma pieniądze.
Oczywiście, że nie.
Więc...
...doprowadza cię to do szału?
Ty jesteś ekspertem od ludzi.
Dlaczego mi nie powiesz.
Podnieca cię to na maksa.
Nieszczególnie.
Jesteś kiepskim kłamcą.
Nie myślisz o niczym innym.
Podoba mi się świadomość, że jesteś sfrustrowana.
Wiesz, że to brzmi patologicznie?
Zobaczymy się wkrótce.
Jeśli umiesz postępować zgodnie z instrukcjami.
Halo?
Miesiące dłużyły się jak dekady, ale w końcu nadszedł ten dzień.
Droga Emmo,
spotkajmy się dziś o 18:00 przy 2134 Olympia Drive.
Weź prysznic, załóż koktajlową sukienkę, pończochy i szpilki.
Drzwi będą otwarte. Wejdź do środka.
Przejdź do jadalni i czekaj tam na mnie.
Weź ze sobą podpisane dokumenty.
Gdy sobie to przypomnę, nie mogę uwierzyć jak spokojna byłam.
Nie miałam pojęcia dlaczego mnie tu zaprosił.
Papiery mówiły o zachowaniu poufności.
Chodziło o milczenie na temat spotkania...
w celu ochrony przed mediami.
Wydawało się to rozsądne.
Siadaj.
Z takim domem spodziewałam się, że będziesz miał lokaja.
Nie, żadnych lokai.
Nie lubię zapraszać ludzi do swojego świata.
Dziękuję, że zgodziłaś się ze mną spotkać.
Ciekawość mnie zżerała. Ale jestem pewna, że już to wiesz.
Jedz.
Chyba powiesz mi, dlaczego tu jestem?
Czekałam prawie 4 miesiące.
To jest randka.
Randka?
Kiedy dwie osoby stroją się na kolację, to chyba randka?
Dobrze, to nie randka.
Proszę.
Przeczytaj i powiedz co o tym myślisz.
Aż do tej chwili William był dla mnie tajemnicą.
Kim był, czym się zajmował, co nim kierowało.
Ale teraz, spisane na wysokiej jakości papierze,
miałam jego najbardziej perwersyjne, szokujące mnie wówczas sekrety.
Ten dokument, który tak zwyczajnie mi podał, wcale nie był zwyczajny.
Fisting, chłosta i klipsy do sutków,
a także dom, sub, master i slave. Takich słów było pełno.
Czy ten kontrakt zobowiązuje mnie...
do związku BDSM?
A nawet jeśli?
A tak jest?
Dziękuję za życiową okazję, panie Frederick.
Ale...
...będę musiała odmówić.
Wolę być tym, który ma kontrolę.
Nie tym, któremu się mówi co ma robić.
I tu się mylisz!
Bo skoro to prawda, to po co tu jesteś?
Z czystej ciekawość. Tak jak mówiłam.
No dobrze...
ale...
to nie z ciekawości założyłaś pończochy, o które prosiłem. Czyż nie?
Masz je na sobie, przyznaj.
Lubię... panować nad sytuacją.
Naprawdę?
Teraz chcę, żebyś się rozebrała.
To nie byłam ja...
wykonująca rozkazy, ale z jakiegoś powodu...
chciałam być mu posłuszna.
Majtki również.
Teraz chcę, żebyś się pieściła.
Patrz na mnie, kiedy to robisz.
Tak.
No dalej, działaj.
Dobrze.
Teraz usiądź na stole.
A teraz mnie rozbierz.
Patrz na mnie.
Rozepnij pasek.
Teraz suwak.
Daj mi rękę.
Patrz na mnie.
Zejdź na kolana.
Zdejmij mi bokserki.
Włóż go do ust.
Ręce za plecy.
Kiedy nazajutrz się obudziłam, miałam nadzieję, że to był tylko sen.
Ale nie był.
A wczorajszy seks maraton zakończył się negocjacjami, których dalej nie rozumiałam.
Tak lub nie, decyzja należy do ciebie.
Możesz odejść, kiedy chcesz.
Nie będę cię gonił.
Chociaż pewnie będę chciał....
Nie zakładam klipsów...
i żadnych rąk na szyi...
czy podduszania.
Nie wierzę, że w ogóle to mówię.
Mów dalej.
Nie jestem fanką urządzeń ginekologicznych.
I...
zdecydowanie boję się bicia.
Analu też nie robię.
Ból jest przyjemnością.
Zobaczysz.
Inne rzeczy odpuścimy...
ale anal zostaje i wrócimy do niego w swoim czasie.
Więc... mamy umowę?
Jeszcze nie.
Co?
Daj mi pracę w swojej firmie.
Na stanowisku, dzięki któremu będę kontrolować własne życie.
Ostro się targujesz.
Cóż...
może wyglądam na uległą, ale zapewniam cię, że taka nie jestem.
Dam ci pracę w firmie, ale...
Chciałbym rozszerzyć nasz mały ukłcd o miejsce pracy.
Może być zabawnie.
Tylko od 8 do 17...
Po pracy twoje zobowiązania wobec mnie mijają...
aż do weekendu.
Pensja w wysokości 75 000 $ i mamy umowę.
Nie wiem, dlaczego tak ochoczo na to przystałam.
Może przez to, że mi się podobał...
i że byłam zaciekawiona takim stylem życia.
Cierpliwość i uległość nigdy mnie nie charakteryzowały.
Tak?
Musisz przestać, ludzie mi się przyglądają.
Przyjdź natychmiast do mojego biura.
Zamknij drzwi.
A teraz...
- Podnieś spódnicę. - Tu?
Nie zadawaj pytań tylko rób, jak ci każę.
- Oprzyj się na biurku. - Nie chcę, żebyś mnie krzywdził.
Jeśli nie stosujesz się do zaleceń, zostajesz ukarana.
Wiesz o tym.
U mnie nie ma pracy na pół gwizdka, Emmo.
Za co w ogóle jestem karana?!
Nasz poziom dyskrecji to moja działka, nie twoja.
Twoją działką jest podążanie za moimi instrukcjami.
Od 8:00 do 17:00...
to ja decyduję o tym, co robisz...
jak masz się zachować...
co mówisz...
i co myślisz...
Aby ten związek funkcjonował, musisz się poddać całkowicie.
Więc poddaj się...
i słuchaj rozkazów.
A teraz wracaj do pracy.
Uderzenie packą poruszyło każde włókno mojego ciała.
Pulsujący ból był tak realny i surowy, że wciąż dochodziłam do siebie po tym szoku.
Faktem jednak jest, że głęboko w moim obłąkanym umyśle...
podobało mi się.
O mój Boże!
- Co ci się stało?! - Nic.
To nie jest nic!
To naprawdę nic. Przewróciłam się w drodze do pracy.
O mój Boże! I upadłaś na dupę?
To musiało być krępujące.
Mój Boże, popełniłabym samobójstwo.
Chciałam ci tylko powiedzieć, że obiad jest gotowy.
Czułam się jak zboczeniec. Szłam w dół dziwną, nową ścieżką....
ku nowemu życiu, o co nikt by mnie nie podejrzewał.
To była moja mała puszka Pandory.
I to był sekret, który dzieliłam tylko z Williamem.
Jutro o północy u mnie. Bądź bez bielizny.
To był mój pierwszy weekend z Williamem...
...i skłamałbym, gdybym powiedziała, że nie wiedziałam co mnie czeka.
Oczekiwanie było jak gra wstępna tylko bez dotykania czy innego kontaktu.
Umysł rozpalony do czerwoności.
- Cześć. - Cześć.
Zatraciłam się w jego dotyku.
Jego łagodna natura skrywała tak intensywną moc.
Od razu poczułam się bezpiecznie w jego ramionach.
Zapytałam o prezent, który mi zostawił.
Bałam się, że pewnego dnia ulegnę namowom i oddam mu się analnie.
Co niby mam z nimi zrobić?
Przygotują cię...
Do?
Do analu.
Czerpał przyjemność z mojej szczeroaści...
licząc po cichu, że dam się skusić.
Nic w tym związku nie dzieje się bez twojej zgody. Wiesz o tym.
A co, jeśli nigdy się na to nie zgodzę?
Nie martw się. Zanim się zorientujesz, będziesz o to błagać.
Coś się nie zgadzało. Błaganie o coś, czego nigdy nie chciałam?
Ale nie chciałam myśleć za dużo.
Chciałam rozkoszować się chwilą...
Nim, rozpieszczającym mnie i czczącym.
Był idealną równowagą przyjemności i bólu.
I to mnie upajało!
Pierwsze tygodnie były niczym mini-obóz dla dewiantów...
gdy oboje ustalaliśmy zasady naszego związku.
Moja sypialnia jest poza umową.
Kiedy tu jesteś, śpisz w sypialni dla gości.
Nosisz co ci każę, kiedy ci każę.
Bez opierania się.
Spotykamy się co drugą sobotę.
Po wejściu klęczysz przy drzwiach i czekasz na dalsze instrukcje.
Nie wstawaj bez względu na to, jak długo będziesz musiała czekać.
Ja decyduję o twoim orgaźmie, co oznacza absolutny zakaz masturbacji.
Nie dotykaj mojej twarzy, nigdy!
Nazywasz mnie panem Frederickiem. Nie inaczej.
Pańska kawa, panie Frederick.
Uszczęśliwiasz mnie.
Wraz z postępowaniem tygodni, postępowało nasze zaangażowanie.
Odkrywałam przyjemność w bólu....
i słodycz nagrody.
Nie przestawał testować moich granic.
Będziesz błagać.
I moich własnych limitów.
Cieszyłam się wynaturzeniem...
i rozkoszowałam czułością.
Zanim się zorientowałam...
byłam gotowa zrobić dla niego wszystko.
Miał rację. Błagałam o to.
I powoli moje ściany zaczęły się kruszyć....
im bardziej byliśmy ze sobą związani.
Wszystko szło tak łatwo.
Jakbyśmy swobodnie spadali.
Jestem gotowa.
Proszę, zrób to!
Proszę, byłam taka grzeczna.
Chcę tego!
Dziękuje.
Jak to mówią...
to co wartościowe, łatwo nie przychodzi.
Naprawdę nie mogę się zdecydować. Lubię turkusowy, ale Sidney już nie.
- Cześć. - Turkusowy dla druhen?
Miało nie być przepychu.
Staram się, ale wszyscy inni tak robią.
Wszyscy lubią turkusowy, więc weź turkusowy.
A może magenta?!
- Widziałaś jej ręce? - Nie.
Miała lady na nadgarstkach!
- Ślady liny? - Takie od wiązania.
Czytałem o tym w GQ. Coś ze związkami BDSM.
Chodzi o wiązanie ludzi, o bicie.
To podziemny świat dziwacznego seksu.
O mój Boże!
Ostatnio wróciła z pracy i miała siniaki na tyłku.
Mówiła, że to nic wielkiego.
Jest walnięta!
Mam z nią pogadać?
Nawet się nie staraj. Dziwaków nie da się zrozumieć.
Wyrok został wydany.
Właśnie wtedy, gdy opuściłam tarczę, nagle znowu się podniosła.
Jedyne pocieszenie jakie miałam, to pan Frederick.
I tak jak robił to wcześniej,…
miałam nadzieję, że i tym razem rozjaśni moje myśli.
Myślę, że się w tobie zakochuję.
Dlaczego tak mówisz?
Chodzi o uczucie, kiedy jestem z tobą.
Jakbym wreszcie zaznała spokoju.
Była bezpieczna.
Miło to słyszeć.
To coś niezwykłego.
Martwią mnie tylko chwile, kiedy nie jestem z tobą.
Co masz na myśli?
Chodzi mi o to, że nie jesteśmy jak normalni ludzie.
Ci, którzy chodzą na randki i trzymają się za ręce.
Zasypiają razem.
Ludzie zaakceptowaliby nasze kneble i taśmy klejące?
Przejmujesz się tym, co myślą inni?
Po prostu próbuję zrozumieć. Nie mam punktu odniesienia.
I to jest jak...
Nie mają pojęcia o takich jak my.
Co robisz?!
Uderzyłam w zły ton. Popełniłam błąd.
- Wyjdź z tego domu! - Co?!
Proszę, panie Friderick! Dlaczego?!
Nie nadajesz się!
Nie chcę, żebyś się znienawidziła, bo nie umiesz zerwać.
Nadaję się panie Frederick! Proszę!
To dla mnie nowe! Nie mogę mieć pytań?
Pytania nie prowadzą do niczego dobrego.
Przerabiałem to i wiem jak się kończy.
Będziesz leżeć i myśleć o nas i innych ludziach.
I pomyślisz, że coś jest nie tak bo jesteśmy inni.
Nie zniesiesz tego!
- To dla twojego dobra, nie mojego! - Panie Frederick, proszę!
Przepraszam!
Nie jesteś normalna, Emmo!
Musisz sobie z tym poradzić.
Czułam się winna, że we mnie zwątpił.
Zrobiłam jedyną rzecz jaką mogłam, by go nie stracić.
Nie.
Poprosiłam go, żeby mnie ukarał.
Masz głośno liczyć!
Licz!
Jeden.
Dwa!
Trzy!
Czerwony!!!
Czerwony...
Słowo bezpieczeństwa.
Nigdy nie wypowiedziane. Teraz słyszalne w całym domu.
Byłem załamana.
A próba uporania się z tym była bezskuteczna.
Nie uciekłam od pana Fredericka.
Uciekłam od siebie i od wszystkich osądów, które nękały mnie przez całe życie.
Chciałam tego związku, ale strach przed światem sparaliżował mnie.
Emmo, wszystko w porządku?
Nie mogłam Nadii powiedzieć prawdy.
I tak by nie zrozumiała.
Nikt nie mógł.
Ja nie mogłam.
Dwa dni później złożyłam wypowiedzenie z pracy.
Wiedziałam, że aby odnaleźć się w nowej sytuacji muszę zachować dystans.
I tak jak obiecał...
nie próbował mnie zatrzymać.
Powodzenia, Emmo.
Do widzenia, panie Frederick.
Trochę to zajęło...
ale znalazłam pracę u jednej z kobiet, z którymi rozmawiałam przed magisterką.
Pomagałam również siostrze przy jej ślubie,
próbując oderwać myśli od przeszłości.
Spędzałam masę czasu nad układem gości weselnych,
i obserwowałam, jak zmieniają się jej plany ślubne.
Ale myśl o panu Fredericku była obecna.
Utrzymywała się na powierzchni.
To było uczucie pustki, od którego nie mogłam uciec.
Czy to w towarzystwie innych...
czy będąc zupełnie sama.
Czy szczęście o mnie zapomniało?
Błyszczysz.
Poważnie?
Tak.
To najlepszy dzień w moim życiu.
Przepraszam, że...
wcześniej cię nie wspierałam.
W porządku.
Nie ty jedna.
Życie to szukanie szczęścia.
Nikt poza mną nie wie, co jest dla mnie właściwe.
Masz rację.
Po miesiącach udręki z powodu dawnych zajść
olśniło mnie.
Nadia znalazła osobę, z którą chciała dzielić życie...
dlaczego mam sobie odmawiać, chociaż chcę czegoś innego.
Potrzebowałam zezwolenia innych?
A może swojego?
Może tak być?
Wiedziałam, że nie ma gwarancji na naprawę tego, co zepsute.
Ale musiałam przynajmniej spróbować.
Kochałam go.
I byłam tu bezpieczna.
Bezpieczna w świecie, w którym siła pochodzi z uległości.
Nie poddawał się.
Spodziewałam się tego.
Ale nie wycofałam się. Wiedziałam, czego chcę.
Czekałabym cały rok aby mu to udowodnić.
Nie było dla mnie innego miejsca...
poza jego domem.
Całkowicie poddałam się jedynemu światu, który rozumiałam.
Zasłużyłaś sobie.
Teraz puszczę muzykę.
Jeśli będziesz chciała, żebym przestał...
- Słowo bezpieczeństwa. - Dobra dziewczynka.
Niektórzy myślą, że romans to kupowanie kwiatów.
Albo szampan i truskawki tuż przed spaniem.
Ale dla mnie romans to mój wewnętrzny spokój...
kiedy całkowicie oddaję się osobie, którą kocham.
Każdy ma swoją wersję normalności.
A to właśnie jest moja.
Radość ze znalezienia kogoś, kto podziela moje perwersje,
i stwarzania innej normalności.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.