Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Przełóż.
Wybierz dziewięć kart lewą ręką.
Trzy - za to, co było, trzy za to, co jest i trzy za to, co będzie.
- Znasz się na tarocie? - Trochę.
Jeszcze cię nie widzę.
Karty lepiej będą mówić, gdy się pojawisz.
Proszę, to ty.
CLÉO OD 5 DO 7
Spójrzmy w przeszłość...
Młody kochanek miał wpływ na twą karierę.
- Twoja matka była wdową? - Nie.
Twa bliska przyjaciółka jest wdową,
i jej wpływ jest wątpliwy.
Ale jest ci oddana.
Wyciągnęła cię z domu.
W rezultacie poznałaś miłego, hojnego mężczyznę.
Umożliwił ci karierę artystyczną. Jesteś dość utalentowana.
Jesteś muzykiem i lubisz muzykę.
Przywiązuje do ciebie dużą wagę.
- Rzadko go widuję. - Więc wymień go.
Weź sobie jeszcze jedną kartę.
Mimo to on dba o ciebie i daje ci mądre rady.
Widzę siły zła... lekarz.
Jego zadanie jest niebezpieczne. Widzę walkę.
A teraz o przyszłości.
To zła karta. Masz niewielkie szanse na małżeństwo.
Widzę odejście, podróż, Trzy Parki.
- To jesteś ty. - Czemu to ja?
Trudno jest czytać z kart.
Musimy spróbować jeszcze raz.
Przełóż, proszę.
Weź cztery karty.
Wisielec oznacza zmianę,
ale pokazuje też cierpienie.
- Jesteś chora? - Tak.
Proszę, kobieta. Wenus Asztarte Czeka cię choroba.
Widzę nową znajomość, gadatliwego młodego człowieka.
Rozśmiesza cię.
Do tej pory go nie widziałam.
Ale coś tu jest nie tak.
To ta twoja choroba.
Wiedziałam... to coś poważnego, tak?
Tak, ale nie trzeba przesadzać.
Weź inną kartę.
Musimy zobaczyć.
- Dzięki! - Ta karta niekoniecznie oznacza śmierć.
Może znaczyć całkowitą przemianę osobowości.
Dość! Wiem od dwóch dni.
Nie potrzebuję wyników badań. A z ręki?
Nie umiem czytać z ręki. Nie wiem.
Jest aż tak źle?
Proszę, nie płacz tak.
Co pomyślą moi klienci? Nie jestem zwiastunem złego losu.
Rozumiem.
W kartach była śmierć, zobaczyłam raka.
Ona jest skazana.
CZĘŚĆ I CLEO OD 5.05 DO 5.08
{Y:i}"Poczekaj, piękny motylu,
{Y:i}brzydota to rodzaj śmierci".
{Y:i}Dopóki jestem piękna, jestem bardziej żywa, niż inni.
Czy Madame Irma odegnała od pani strach?
Nie, jest gorzej, niż przedtem.
Karty mówią, że jestem chora.
- Niemożliwe. Zobaczyła to w kartach? - Mam to wypisane na twarzy?
Wymyśla pani sobie.
Jeśli tak jest, to się zabiję.
Mogę równie dobrze od razu paść trupem.
CZĘŚĆ II ANGÉLE OD 5.08 DO 5.13
{Y:i}Ona i te jej histerie. Mogłaby być szczęśliwa,
{Y:i}ale trzeba się o nią troszczyć. To dzieciak.
Ależ, panno Cléo... już dobrze.
Proszę się uspokoić.
Co się pani stało?
Zamartwia się wynikami badań.
Lekarze wszędzie widzą chorobę.
Nigdy nie przestaną robić badań.
No właśnie.
Chce pani kawę?
Tak, proszę kawę.
Po kawie będzie tylko bardziej poruszona.
No dobrze.
Niech dostanie, na co ma ochotę.
Kawa jednego dnia stawia cię na nogi,
a innego - uspokaja.
Opowiem ci historię o mojej wsi.
Był sobie człowiek, który miał wszystko: żonę,
dzieci, dobre zdrowie - a zdrowie to przecież wszystko.
Poczuł się chory pewnego dnia. Lekarze powiedzieli, że umrze.
Żona przybrała minę wdowy. Wściekł się, wyszedł z łóżka,
i powiedział, że się wynosi.
Wynajmujesz pokój?
To twoje mieszkanie, prawda?
Nie rozumiesz.
Dość mam wychodzenia o 2 w nocy.
Następnego dnia jestem wykończony.
Albo będę z tobą spał...
Więc nie śpij.
Żartujesz sobie?
Też męczą mnie te kłótnie. Chcę po prostu spać.
Mam swoją dumę.
Jeszcze przyjdziesz w łaskę.
...zwiedził Grecję, Turcję, Egipt, Afrykę,
i wysyłał kartki: "Zwiedzam świat".
Nigdy już nie wspomniał o chorobie.
Po dwóch latach wrócił, silniejszy niż kiedykolwiek.
Jego żona zginęła w wypadku.
Teraz jest starym człowiekiem.
Wciąz opowiada o swych podróżach.
Lekarza wmawiają ci chorobę.
- Ile płacę? Powinnyśmy już wracać. - Drinki były na koszt firmy.
Miły z ciebie człowiek.
Chcę to.
Futro? w lecie?
- Panie sobie życzą? - Chciałabym kapelusz.
Mogę przymierzyć kilka?
Oczywiście. Które by pani chciała?
Ten, ten...
Ten bardzo pani pasuje.
Podoba ci się? Przynajmniej to letni kapelusz.
W żadnym wypadku!
Kapryśna!
CZĘŚĆ III CLÉO OD 5.13 DO 5.18
{Y:i}We wszystkim mi ładnie. Przymierzanie ubrań mnie zatruwa!
Ładnie mi w czerni.
Ale wolałabym ten pierwszy.
- Idealnie pani pasuje. - To jest to.
- Zapakować? - Nie, założę.
Jest wtorek! Nie zakłada się nowych ubrań we wtorki!
- Ale to kapelusz... - Nic nowego!
Może więc zapakuję?
Napytałabyś sobie kłopotów.
We wtorki nie wolno nawet nosić nic nowego.
Proszę to doręczyć do Cléo Victoire, 6 rue Huyghens.
Pani jest Cléo Victoire? Tak kocham pani głos!
Nie sądziłam, że kiedyś panią spotkam.
Może panna Cléo podpisałaby dla nas zdjęcie?
Oczywiście. A to proszę dostarczyć od razu.
Tej nie bierzemy. Ma pechowy numer.
Ta.
Lubię Citroëny.
Nowy model, ID. Jak Idealny Diesel.
Zmęczona?
Nie mam w sobie życia.
Tak ci się wydaje przez zmęczenie.
Mieszkasz z rodzicami?
Uśmiechnij się! Ale snobka!
Lubię piosenki, a wy?
Tylko nie tę, jest okropna!
Okropna jakość nagrania. Muszą to przerobić.
Proszę zatrzymać!
Chodziło mi o muzykę! To ja śpiewam.
To pani? Kocham tę piosenkę.
- Rzadko się ją słyszy. - Ależ skąd!
Coś nie tak, proszę pani?
Niedobrze mi.
Okna są otwarte.
- A muzyka nie pomaga? - Nie.
Lubię radio. Jak Radio Taxis - dają ludziom pracę.
To ciężka praca dla kobiety.
I czasem niebezpieczna, ale ją lubię.
W nocy się pani nie boi?
Czego się tu bać?
- Co się tu dzieje? - To studenci sztuki.
CZĘŚĆ IV ANGÉLE OD 5.18 DO 5.25
{Y:i}Bawią się tylko. Byłyśmy takie same.
Zeszłej zimy napadnięto mnie.
W wieczornej gazecie było moje zdjęcie.
Jacyś młodzi, nie chcieli zapłacić.
Bezludna okolica, zupełnie ciemno.
Ale pobiegłam za nimi. - W ciemności?
Rzucili się na mnie. Wzywałam pomocy przez radio,
i przyjechało dwóch kolegów.
- Pewnie była pani wystraszona na śmierć. - Nie jestem strachliwa.
Co ukradli?
- Nic. Spękali! - Mój ty boże.
Nie mogę tu wymijać. Można włączyć radio?
Jasne.
{Y:i}...nowy szampon z whiskey dla Amerykanek.
{Y:i}Whiskey odnawia włosy.
{Y:i}Oto najświeższe wiadomości.
{Y:i}Dzisiejszy dzień przyniósł nowe zamieszki w Algerii.
{Y:i}Ostatnie dane o liczbie ofiar: 20 zabitych i 60 rannych.
{Y:i}Sąd wojskowy w Paryżu skazał Robina,
{Y:i}zbuntowanego dowódcę powstania algierskiego, na 6 lat więzienia.
{Y:i}Zamieszki wśród rolników trwają dwa tygodnie.
{Y:i}Dziś przebili się przez kordon policji w Poitiers.
{Y:i}Dwa tysiące ludzi dostało się do ratusza. Było też 300 traktorów.
{Y:i}Dwóch demonstrantów z Morlaix stanie jutro przed sądem.
{Y:i}Są przetrzymywani w więzieniu w Brest.
{Y:i}Wczoraj 4000 demonstrantów w St. Nazaire krzyczało: "Uwolnić bretończyków!".
{Y:i}Czy Chruszczowowi zdaje się, że zapędzi Kennedy'ego do budy?
{Y:i}Po konferencji w Wiedniu posłał on do Białego Domu psa,
{Y:i}Puszinkę, jedno ze szczeniąt słynnego "psa z kosmosu"...
Dotrzemy do domu na próbę.
Jestem wykończona.
Będziesz mogła trochę odpocząć.
{Y:i}Trzech robotników kanału w Gennevilliers, zatrutych ulatniającym się gazem,
{Y:i}zostało zmiecionych przez falę wody, gdy pracownik metra próbował ich ratować.
{Y:i}Uwaga, turyści:
{Y:i}Muzeum Fontainebleau będzie jutro, 22 czerwca, znów zamknięte.
{Y:i}Dziś Edith Piaf pierwszy raz wstała po ostatniej operacji.
{Y:i}Dr Mercadier, chirurg, powiedział wczoraj:
{Y:i}"To cud, Edith jest znów uratowana".
{Y:i}Młody Anglik, Robert Platen, pokonał Kanał
{Y:i}w 6 godzin i 20 minut na desce umocowanej na mosiężnych sprężynach...
- Wie pani, gdzie jest ulica Huyghens? - Wiem.
- To prosta droga. - Jest pani bystra.
A co dopiero kobiety - spadochroniarki?
- To szaleństwo tak skakać! - Niektórzy to lubią.
Ile płacimy?
4 franki.
- Co za usposobienie! - Odrażające.
Myślę, że jest odważna.
Duszę się.
Poćwicz trochę.
Boli, ale dobrze mi to robi.
- Po rozciąganiu czas się wyciągnąć. - Pękam ze śmiechu z tego zwrotu.
Wciąz powtarzam: jesteś dla mnie najlepszą publicznością.
- Chciałabym termofor. - Wstawiłam już wodę.
Dziękuję. Ciepło dobrze mi robi.
Odpoczywaj, póki nie przyjdą.
Wiesz...
- Widzisz? - Są punktualnie.
Tylko nie mów o chorobie, mężczyźni tego nie znoszą.
CZĘŚĆ V CLÉO OD 5.25 DO 5.31
Jak się mają moje kotki?
Wpadłem tylko dać ci buzi.
Byłem w okolicy.
Cieszę się.
- Kapelusz! - Jest pani maniaczką.
- Jesteśmy przesądne. - Wiedziałby pan, bywając tu częściej.
Panienka naśladuje pokojówkę.
- Nie mam czasu. - I ja się śpieszę.
Przyszedłem cię tylko ucałować.
Zawsze jak po ogień. I znów czas się skończył?
Myślałem, że mnie kochasz.
Przykro mi, że tak rzadko cię widzę.
Moja Kleopatro.
- Chora? - Tak.
- Co tym razem? - Czemu "tym razem"?
- Tak często choruję? - Zawsze coś ci dolega.
Ale jesteś silna. Twe zdrowie tkwi w pięknie.
- A jeśli naprawdę jestem chora? - Wyobraźnia cię ponosi.
Myśli człowieka wypełnia rak i problemy z sercem.
Moją chorobą są telefony, praca i umówione spotkania.
Przed obiadem mam dwa.
W życiu nie zdążę. - Z czym? Z pocałunkiem?
- Czekałaś na mnie? - To jak czekać na pociąg...
Nadmiar pocałunków szkodzi.
Zbyt mało mnie całujesz.
Ale to nic. Tylko zabierz mnie gdzieś.
Mam nową sukienkę na premierę Don Juana. Chcesz ją zobaczyć?
Tak. Nie. Nie mam czasu. Podobnie jak ty.
Zadzwonię.
Gdybyśmy mogli pojechać na wakacje...
Dambretowie są we Włoszech.
Postaram się zabrać cię gdzieś w piątek.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze.
Moja perełko.
Kto to był?
Dostarczyli kapelusz.
- Dobrze, Angéle... - Dobrze, panienko...
- Nie martwiłam go. - I dobrze.
On mnie nie bierze na serio.
Te jego spotkania! Chyba go rzucę.
To byłby błąd. On cię kocha.
Tak uważasz?
Ani trochę.
Kocha...
lubi...
szanuje...
Jak uważasz?
Jest dobrym kochankiem.
Skąd wiesz?
Jest zakochany. Szanuje cię i rozpieszcza.
Zna każdego w Paryżu.
Jest hojny.
Pasujecie do siebie. Jest wysoki.
- Miałam ochotę powiedzieć mu... - O czym?
O mojej chorobie. Już zapomniałaś? Każdy zapomina oprócz mnie.
Powinien wyczuć, że coś się stało. To egoista.
Wszyscy mężczyźni są tacy. Twój nie jest inny.
Opowiada ci o swoich problemach...
a twoje?
Jestem dla niego taka miła.
Zawsze mam czas, kiedy chce mnie widzieć. Zawsze jestem elegancka.
Jestem za dobra dla facetów.
Brak ci tej twardości w postępowaniu z nimi.
Nawet nie spytał, jak się czuję. Gdy umrę, nie zasmuci się, tylko zdziwi.
- O czym ty myślisz? - Ludzie dziś łatwo umierają.
- Zwłaszcza artyści. - Nie kuś losu.
Trochę optymizmu! Niepotrzebnie się martwisz.
- Mam iść po lekarza? - Nie, wieczorem mam dzwonić po wyniki.
Jeśli byłoby to groźne, kazałby ci leżeć w łóżku.
Nie, dlaczego?
- Kiedy masz dzwonić? - Wieczorem.
Przyszli.
CZĘŚĆ VI BOB OD 5.31 DO 5.38
To wstydliwy Maurice!
- Jest Cléo? - Leży w łóżku.
- Chora? - Trochę. - Chce zrócić na siebie uwagę.
Muzyka poprawi jej nastrój.
- Masz biały płaszcz? - Za tobą.
W tej wielkiej pelerynie wyglądasz raczej na aptekarza.
Czego chcesz?
- Szukam czegoś. - Czego?
Masz tu strzykawkę...
Cléo, jak wszystkie babki, lubi żarty.
A ty zawsze lubiłeś psikusy.
{Y:i}Nadchodzą doktorzy
{Y:i}niemocy kres położyć...
Gotowa na puszczanie krwi?
Weźcie to albo zemdleję!
Wynosimy trupa!
Odwaliło wam?
Skarbie, choroba jest błędem.
A błąd może zabić.
Jaki on brzydki!
"Brzydota jest pięknem, piękno jest brzydotą". Szekspir.
- Wstyd mi, że cię nie rozśmieszyłem. - Ależ rozśmieszyłeś.
I co to za kaprysy?
Nagranie jest w przyszłym tygodniu. Po co się śpieszyć?
Zaszły zmiany. Zrobię nowe piosenki a potem wyjeżdżam.
Podróż poślubna?
Wkurzasz mnie!
Chcę zrobić próbę. Gdzie te nowe kawałki?
Dręczę swój mózg za pomocą pióra...
Twórca przemówił!
Nazwałbym go raczej "prymityw".
Pasuje do niego.
Ładnie tu. Nigdy tu nie byłem.
Napijecie się?
- Angéle to anioł! - Prymityw prosi o aperitif.
- Kto pisze teksty? - Teoretycznie - ja.
- Whiskey. - Sok truskawkowy ze słomką.
{Y:i}Kleopatra straciła głos...
Czemu grasz mi na nerwach?
- Chciałem tylko pomóc. - Dzięki.
- Zaczynajmy. - Więc "Niestała dziewczyna".
{Y:i}Doktor Pieśń pomoże i powiedzie cię to chrześcijański medyk...
Nudziarz!
Gramy tę z "iściami" i "izmami"? Czy "Niestałą dziewczynę"?
Ta jest świetna! /Tysiąc kobiet...
/Tysiąc kobiet we mnie jest... Znam ją.
Ja mogę jej słuchać wiecznie.
Skończyliście? Czekam na nowe kawałki.
"Kłamczucha".
Nie ma jej. Zadzwoń jutro.
To jest za trudne. Nie mogę tego śpiewać!
- Nienowoczesna. Tamta była bardziej... - Typowa.
- Właśnie. Nauczę się jej. Co jeszcze? - "Granie".
- Granie czego? - Idealny kawałek dla ciebie.
Bułka z masłem.
Świetna pioseneczka!
Podobały mi się słowa.
- Nie muzyka? - Muzyka też.
Kiedyś ceniłaś moją muzykę.
On napisze słowa do melodii, którą wybierzesz.
CZĘŚĆ VII CLÉO OD 5.38 DO 5.45
- Wystarczy wybrać teksty. - Do "Zwu miłości".
- Włóż w to więcej uczucia... - Przestań!
Zawsze szydzisz z mojego talentu! - Jakiego talentu?
- Dość już! - Zawiść go zżera!
{Y:i}Kleopatro, wielbię cię
{Y:i}drzwi na oścież otwarte
{Y:i}hula po pokojach wiatr
{Y:i}jestem jak pusty dom
{Y:i}gdy cię brak...
{Y:i}jak bezludna wyspa
{Y:i}zalewana przez morze
{Y:i}piaski me wymywane
{Y:i}gdy cię brak...
{Y:i}piękno zniszczone
{Y:i}zimne i nagie
{Y:i}jakże me ciało ma śnić
{Y:i}gdy cię brak...
{Y:i}nękana rozpaczą
{Y:i}me ciało niszczeje
{Y:i}na kryształowych marach
{Y:i}gdy cię brak...
{Y:i}gdy będziesz zwlekać
{Y:i}zdążysz na mój pogrzeb
{Y:i}ziemista, blada i samotna
{Y:i}gdy cię brak...
To dla mnie za dużo. Już nie mogę.
To potworne!
- Co się stało? - Jest zmęczona.
Nie powinniście używać słowa "rozpacz".
Słowo nic nie znaczy. To wspaniała piosenka.
Zrewolucjonizuje muzyczny świat.
Czym jest piosenka? Jak długo może żyć?
- Kolejny kaprys. - Powtarzasz w kółko jedno słowo!
Przez ciebie jestem kapryśna! Chińska lalka, nic więcej!
Rewolucja przy pomocy potwornych słów!
To według was ma być hit?! Coś jak "udany pogrzeb"!
Próbujecie mnie wykorzystać! Wynocha! Albo ja wyjdę!
Angéle da wam po drinku. I koniec!
Zostawcie piosenki, potem coś wybiorę.
Przecież nie umiesz czytać nut.
Nie nauczyłeś mnie. Nie wierzysz, że mam talent.
Josému spodobał się mój głos od razu, gdy go usłyszał.
Nie rozśmieszaj mnie!
- Musisz mnie nienawidzieć. - Zepsute dziecko, użalające się nad sobą.
Każdy mnie psuje, nikt mnie nie kocha.
Denerwuje się.
Ubiorę się na czarno. Będzie pasowało do waszych piosenek.
"Zew miłości". "Ziemista, blada i samotna".
Proszę bardzo!
Żebym tak mogła jeszcze zdjąć głowę!
- Mam też iść? - Nie! Chcę być sama.
Nie zapomnij, że jest wtorek.
Pieprzyć wtorek! Zrobię, co zechcę.
ZDROWA ŻYWNOŚĆ
{Y:i}Ta niezmienna twarz lalki, ten kretyński kapelusz.
{Y:i}Nie widzę własnego strachu.
{Y:i}Myślałam, że wszyscy na mnie patrzą, ale to tylko ja. To mnie niszczy.
Nie bójcie się, te żaby nie cierpią.
Za chwilę znów ujrzą światło dzienne.
Chodź, żabko, do nowego zbiornika! Trzecia żaba...
Jedna, dwie, trzy!
Tylko ja w całej Francji pokazuję ten wyczyn!
CZĘŚĆ VIII RÓŻNI LUDZIE OD 5.45 DO 5.52
Algierskie szaleństwo.
Gdzie się człowiek nie obróci, ciemna twarz.
...miałem tam wczoraj konferencję...
Co za hałaśliwa muzyka, nie słyszę własnych myśli.
...z nimi wręcz nie da się żyć.
Może drinka, laleczko?
Kelner; koniak proszę.
{Y:i}Po wszystkich tych latach wracam znów do tej kawiarni.
Ta cała dekadencja w poezji - łokropne, panie.
Te opowiadania są niezrozumiałe.
- Koniaczek dla pani? - Dziękuję.
Obraz nosi tytuł "Kobieta". Ja widzę tam byka.
To dowód, że Miró to Hiszpan.
Sowy Picassa wyglądają jak kobiety, czego to dowodzi?
Mam czekać na ciebie cały dzień?
- Już jej nie widujemy. - Wróciła do Afryki.
- Dorothée wciąż tu jest? - Wspaniała modelka.
Nigdy nie miała problemów.
Uwaga! Żadnego oszustwa!
Otwórzcie oczy i portfele!
CZĘŚĆ IX DOROTHÉE OD 5.52 DO 6.00
{Y:i}Cléo przyszła. Taka słodka i piękna.
Za chwilkę przyjdę.
Możesz iść.
- Jak leci? - Kopę lat! - U mnie dobrze.
Nieźle, tylko trochę przyciężko. Pozbądź się tego.
- Twoja wypłata. - Dzięki, do jutra. Do widzenia.
Możemy wracać. Mam auto Raoula.
Nigdy przedtem nie byłam w środku.
- Nie przeszkadza ci pozowanie? - Nie, czemu?
Czułabym się obnażona; ten lęk, że znajdą we mnie jakiś defekt.
Bzdura! Jestem zadowolona z mojego ciała, nie dumna.
Oni widzą coś więcej, niż tylko mnie.
Kształt, wyobrażenie.
Mnie tam właściwie nie ma. Jakbym spała. I płacą mi za to.
- Dokąd idziesz? - Na spacer.
Sama? To do ciebie niepodobne.
Chodź ze mną. Raoul pożyczył mi auto.
- Umiesz jeździć? - Właśnie się nauczyłam.
Wsiadaj, zapnij pas i żuj gumę. Tak jest bezpieczniej!
Twój śmiech przypomina mi stare czasy. Dawne nadzieje, tamten śmiech.
Ja miałam tańczyć, ty śpiewać, Bob - grać. Tylko tobie się udało.
Nagrałam dopiero trzy single. Jeden włączyłam w knajpie.
Nikt nie słuchał! - Knajpa to nie sala koncertowa.
"Ul. Odjazdowa"
Ulice koło dworca mają nudne nazwy.
"Odjazdowa", "Przyjazdowa".
Wystaw rękę.
Powinni je nazywać nazwiskami żyjących.
Ulica Piaf, Bulwar Bardot, Aleja Aznavoura.
Gdyby zmarli, zmieniałoby się nazwę.
Chcesz mieć swój plac?!
- Już za późno. - Coś nie tak?
- Jestem chora. - Byłaś u lekarza?
- Tak. To poważne. - Jak bardzo?
- Nieuleczalne. - Boże, to straszne!
- Jesteś odważna. - Na odwrót.
Nic nie mówiłaś. Od kiedy wiesz?
Wieczorem będę wiedziała na pewno.
Może to nic takiego.
Co by to nie było, to poważne.
Słyszałam rozmowę w szpitalu.
Tamtejsi pacjenci sporo wiedzą.
Po co szłaś do szpitala?
Tam pracuje mój specjalista.
- Gdzie to masz? - To coś w brzuchu.
I dobrze, że tam.
- Czemu? - Przynajmniej nie widać.
Oj, przestań!
Co na to José?
Nie wie. Rzadko się widujemy.
Nie rozmawiacie w łóżku?
Nie. Rzadko u mnie śpi.
Jest bardzo zajęty.
- Myślałam, że za toba szaleje. - Bo to prawda.
W miłości ze wszystkiego można się zwierzyć.
Myślałam, że jesteście blisko, nie śmiałam wam przeszkadzać.
A Angéle?
Martwi się, ale w to nie wierzy.
Co za historia...
Jestem w szoku.
Jesteśmy na miejscu.
Będę za chwilkę.
Pomyśl w międzyczasie o czymś innym.
Policz pompony marynarzy.
Długo mnie nie było?
- Sześć pomponów. - Raoul czeka na film.
- Pośpiesz się. - Nie opanowałam czwartego biegu.
Dopiero dostałam prawko.
Ja poruszam się taksówkami.
Rozpieszczony bachor.
Widziałam człowieka, który przebijał swój biceps.
Zrobiło mi się niedobrze.
Co za dzień. Czuję się zamroczona.
Pomożesz mi?
Nie musimy tego nosić. Starczy wyjąć i schować.
- Coś cię boli? - Nie.
Nic nie słyszy.
Uważajcie na przewody.
CZĘŚĆ X RAOUL OD 6.00 DO 6.04
Mój koteczek!
Jak leci, Cléo?
Zdążyłyście akurat na krótkometrażówkę.
- Siadajcie. - Nie, nie chcemy się zatrzymywać.
Cléo jest chora.
Mam nadzieję, że nic poważnego? Patrz! Śmiech pomaga na każdą chorobę.
Tylko na moment, bo Cléo źle się czuje.
Nie martw się mną.
DO WIDZENIA, ANNO!
DO WIDZENIA, ANNO!
ZA PÓŹNO!
"DLA MOJEGO PĄCZUSZKA"
BIEDNY MŁODZIENIEC...
MOŻE CHUSTECZKĘ?
W TYCH OKULARACH JAKOŚ CZARNO WIDZĘ!
CHOLERNE SŁONECZNE OKULARY!
Te światła!
Mała przerwa.
Twój film jest na dole.
Przyniosłyście go we dwie?
Dokumenty i kluczyki.
- Trzymaj je. - W nocy trudno jest jeździć. Idziemy?
- Dzięki za pokaz. - Do usług. Do zobaczenia, kotku.
CZĘŚĆ XI CLÉO OD 6.04 DO 6.12
To oznacza śmierć! Straszne!
Nie bądź głuptasem. To jak rozbić talerz - nic nie znaczy.
Znów opanowuje mnie strach.
Chodź, jestem bardzo spóźniona.
Powiedz mi...
Weźmy taksówkę, podrzucę cię.
Świetnie.
- Co się stało? - Chyba kogoś zabili.
Chodźmy stąd.
Jestem przerażona.
Nie martw się.
To rozbite lustro dotyczyło tamtego zabitego.
- Mówiłaś, że w to nie wierzysz. - Ja nie, ale ty wierzysz.
Przerażają mnie lęki innych ludzi.
- Po co nosisz ten kapelusz? - Na złość Angéle.
- Ale czemu? - Bez powodu. To nawet nie letni kapelusz.
Całą zimę o takim marzyłam.
- Weź go sobie. - Nie.
Tak, bardzo bym go chciała!
- Znasz Park Montsouris? - Nie.
Montsouris - przy tym słowie szczerzysz się, jak przy "cheese."
Tu jest wiele atelier.
Artyści, studenci z Akademii.
Jest też wodospad.
To już blisko, tuż za światłami. Widzisz te schody?
Tu wysiądę. Dzięki.
I daj znać.
Proszę zwolnić.
- A teraz? - Prosto.
- A tu? - Wciąż prosto, do parku.
- Można tam wjeżdżać? - Jest otwarty.
To droga przelotowa.
Ale jeśli nas zatrzymają, chyba nie dostaniemy czapy.
- Co to? - Obserwatorium.
Z 1001 Nocy? Proszę zatrzymać.
Ile płacę?
Muzyka!
{Y:i}Me drogie i kapryśne ciało
{Y:i}błękit mych bezczelnych oczu
{Y:i}ponętna figura - to przynęty które nigdy nie zawodzą.
{Y:i}Każdy chce posmakować moich cudownych ust...
- Lubisz szum wody? - Tak.
- Spokojnie tu, prawda? - Owszem.
Dzieci sobie poszły.
- Poszły? - Zazwyczaj są ich tu całe stada.
- A dziś? - Wszystkie są po drugiej stronie.
Obserwują robotników przy sadzawce.
Sporo wody tu płynie.
Bieżące sprawy są dużo zabawniejsze.
Trzeba wiedzieć, co jest najzabawniejsze.
- Jestem ciekaw. - Więc czemu tam nie pójdziesz?
Bardziej jestem leniwy niż ciekawy. Przyjmuję to na wiarę.
Zresztą wolę być tutaj.
Nie marzniesz? Niezbyt ciepło.
- Dla mnie w sam raz. - Jest pierwszy dzień lata.
Dla mnie lato to wakacje.
Oficjalny początek lata. To Flora, to ty.
- Co za mowa! - Lubię mówić.
Może cię zaciekawi, że dziś jest najdłuższy dzień w roku.
Najdłuższy... jakie prawdziwe!
Dziś Słońce przechodzi z Bliźniąt w Raka.
Nie mów tak!
Przepraszam.
CZĘŚĆ XII ANTOINE OD 6.12 DO 6.15
Idziesz? Przepraszam, jeśli moja informacja cię znudziła.
- Która godzina? - Nie wiem, szósta, kwadrans po?
- Czekasz na kogoś? - Nie.
- Ani ja. - Wszyscy faceci czekają na kobiety.
Mówią do nich... rzadko odpowiadam; dziś się zapomniałam.
- Zamyśliłam się. Wyglądasz tak spokojnie. - Jestem na urlopie.
- W uniformie? - Tylko częściowo. Wieczorem wyjeżdżam.
Przez 3 tygodnie nic nie robiłem. To za krótko.
Dobrze mi się z tobą rozmawia.
- Zamężna? - Nie.
Wyglądam, jakbym wybrała się na łowy?
Wyglądasz, jakbyś czekała na coś, nie na kogoś.
- Czekam na... pewne wyniki. - Studentka?
- Nie. Wyniki badań lekarskich. - Niepokoisz się?
- Bardzo. - Czego się obawiasz?
Raka. Wieczorem będę mieć pewność.
To może być cokolwiek innego.
Wróżka mi to potwierdziła.
- Wierzysz kartom? - Tak, wszystkiego się boję.
Ptaków, burzy, wind, igieł,
a teraz - potworny lęk przed śmiercią.
- W Algerii wciąż byś się bała. - To przerażające.
Umierać bez powodu. Tego się obawiamy.
Wolałbym umrzeć z miłości do kobiety.
- Nie byłeś nigdy zakochany? - Często, ale nigdy tak mocno, jak bym chciał.
Ze względu na dziewczyny. Chcą tylko być kochane.
Boją się oddać się w pełni, boją się straty.
Kochają tylko połowicznie.
Odgrywają coś ciałem, nie życiem.
Więc i ja staję w pół drogi.
Wybacz, że tyle gadam. - Nie, to dobrze.
Byłaś zakochana?
Jak to ująłeś: zawsze bałam się oddać.
I po co? Oszczędzałam się dla...
Chyba trochę dramatyzujemy.
Stasznie mi smutno.
To wszystko...
Oboje jesteśmy w podobnej sytuacji.
Lepiej?
Piękny pierścionek!
Perła i żaba.
Ty i ja.
- Kiedy będziesz wiedziała? - Zadzwonię do lekarza, do szpitala.
Nie lepiej tam iść?
- Boję się stanąć z nim twarzą w twarz. - Ja pójdę. Gdzie to jest?
- Salpetriére. - Czekaj na mnie przed stacją.
- Weźmiesz taksówkę? - Autobusem jest zabawniej.
CZĘŚĆ XIII CLÉO I ANTOINE OD 6.15 DO 6.30
Babcia przyjechała do Paryża
i musiała zobaczyć redakcję swej ulubionej gazety. To niedaleko.
Dzięki "Światowi Kobiet" wszystkiego się dowiedziała.
Tam, gdzie mieszkała, nie było kin ani księgarni,
ale rozmawiała o książkach i filmach tak, jak my.
Nie znoszę czytać recenzji.
Nie chcę z góry znać treści.
Jak przedwczesna kartka urodzinowa - przynosi pecha.
- Jesteś przesądna? - Tak.
Ale w taki dzień mogę życzyć ci cudownego lata.
- Może. - To święto Flory.
Prawie. Na imię mam Florence. Mówią na mnie Cléo, od Kleopatry.
Cóż za imię!
Kojarzy się z Włochami, renesansem, Botticellim i różą.
Kleopatra! Egipt, Sfinks, żmija, tygrysica.
Wolę Florence. Przedkładam florę nad faunę.
- Ty gaduło! - Przynudzam?
- Mi się podoba. - "Cléo" brzmi zabawnie.
Jak Cléo de Merode. Znasz ją? - Śpiewaczka z około 1900 r.
Nie była tylko śpiewaczką.
To jedna z tych, które kręciły naszych dziadków.
Znów twoja babcia!
Mawiała: "Myśl o przyszłości".
"Uważaj na rozwiązłe kobiety, gdy w nocy wracasz do domu".
Zabawne, jak na tę dzielnicę.
Przed 7 lat mieszkałem tu jako student.
Ja tu nigdy nie byłam. Podrzucałam tu przyjaciółkę.
Pozuje rzeźbiarzom w okolicy.
To dziwne zajęcie. Ale nie wydaje mi się nieprzyzwoite.
A mi tak.
Nagość jest dla mnie niedyskretna.
Jest jak noc... i choroba.
- Czemu tak mówisz? - Tak czuję.
Nasz autobus.
- Nagość jest dla każdego, jak lato. - To znaczy?
Nagość jest wcieloną prostotą.
Miłość, narodziny, brzask,
słońce, piasek, i tak dalej.
Wygląda jak trumna Śnieżki.
Trzymali tak mego synka przez 2 miesiące,
a ja mogłam tylko patrzyć i czekać.
Widziałem raz noworodka.
Wyglądał nieźle, kopał nóżkami, choć było zimno i padał śnieg.
Nagość mnie wzrusza. Striptiz jest jednocześnie wzruszający i sexy.
Często się wzruszasz.
Nieczęsto. Nagość jest rzadka.
- Temat wyczerpany. - O czym teraz?
Drwisz ze mnie? Wysiadam.
Miałeś zabrać mnie do szpitala.
A ty mnie - na stację. Zapomniałaś?
Nie, to niedaleko.
Na peronie z chusteczką, jak narzeczona żołnierza.
Ludzie pomyślą, że należysz do innego.
Ale będę miał zdjęcie jako znak.
Płacimy. Kelner, dwa piwa. Znaczy: dwa bilety.
Będę na nie patrzył całą drogę. Daj mi zdjęcie.
- Na pewno? - Poproszę.
- Teraz? - Tak. Potem zapomnimy.
Będę z niego dumny.
Tylko z tego powodu do mnie podszedłeś.
Jesteś kolekcjonerem, fotomanem.
A ty - melomanką. Nie mówię o muzyce, ale o melodramatach.
W dodatku nieszczerą!
Gdy proszę cię o zdjęcie, przyznając, że będę się nim chwalił,
powinnaś być zadowolona.
Wielkie uczucia pełne są próżności,
a wielki duch - głupoty.
Jakie komunały! Jak w szkole.
Nigdy nie mogłam ich zapamiętać. Przygnębiające prawdy.
Bileciki do kontroli!
Dobrze znasz Paryż?
Co dzień odkrywam nową dzielnicę.
Plac Włoski... Florence!
To prawie twój dom.
Znasz te drzewa?
To pawłownie.
W Paryżu jest tylko kilka pawłowni, w Chinach i Japonii jest ich dużo więcej.
To rzadkie, polskie drzewo.
Zawsze czegoś nauczasz.
Taka moja wścibska natura.
I zawsze masz odpowiedź.
To zabawne, bo ja zawsze mam pytania.
Dziś wszystko mnie zadziwia. Twarze ludzi obok mojej twarzy...
- Gdzie jest przystanek? - Na stacji St. Marcel.
Tu się nie zatrzymujemy!
W okolicy jest masa szpitali. La Pitié jest tuż obok.
Jakby ludzie szybciej tu zdrowieli.
Tu jest Broca, Cochin, Baudelocque, Le Val de Grâce,
i oczywiście La Santé.
- Wszystko się uspokoiło. - Włącznie ze mną.
- Zapomniałam, gdzie to jest, byłam taksówką. - Zapytajmy.
- Gdzie jest laboratorium? - A czego pani sobie życzy?
- Z dr Valineau. - Tam go nie ma.
- Tam go widywałam. - Prędzej na oddziale.
- Na prawo? - Nie, tam. Wątpię, żeby jeszcze był.
Czy jest jeszcze dr Valineau?
- Poszedł. - Mówił, że tu będzie!
W pierwszy dzień lata masz prawo do jednej pomyłki dziennie.
- Nie żartuj sobie. Jestem chora. - Nie denerwuj się, przepraszam.
Muszę go znaleźć.
- Ale on wyszedł. - Może wróci. Obiecał, że będzie.
Nie zniosę tego. Dwa dni czekam na wyniki.
...od trzech tygodni ich nie widziałam. Przecież wiedzieli, że na nich czekamy.
I moja córka - nie mogła o mnie pomyśleć?
- U mnie jest tak samo. - Mogła przynieść kwiaty.
Nie wygląda jak szpital.
Raczej jak stary zamek, gdzie w ogrodach organizuje się przyjęcia.
Daj rękę, Florence.
To cedr libański. W taki wieczór chciałoby się gdzieś wyjechać.
- Kiedy masz pociąg? - Koło 8.
Mamy tak mało czasu.
To głupie, szukać lekarza. Nieważne, mogę tu wieczorem zadzwonić.
Chciałabym zobaczyć Liban i pawłownie.
Daj mi swój adres, bo potem zapomnimy.
Dzięki, Florence. Dzięki, Cléo.
To piękny ogród. Ładnie pachnie.
Jest zadbany.
Zostaniemy chwilę czy idziemy? Bo jestem trochę zmęczona.
Chcesz zjeść coś na mieście?
Jeśli ty chcesz.
Mamy masę czasu.
Myliłem się co do Flory. To Ceres była boginią lata.
- A Flora? - To bogini wiosny.
- Wiosna wczoraj się skończyła. - Dziś jest lato Flory.
- Bałaś się wejść do mego biura? - Powiedzieli, że pana nie ma i że nie wolno.
Jestem jej bratem, dziś wyjeżdżam i chciałem z panem porozmawiać.
Proszę się nie obawiać. Zajmiemy się pańską siostrą jak należy.
Dwa miesiące chemioterapii powinny załatwić sprawę.
Może pan ze mną korespondować.
A pani niech przyjdzie do mnie jutro o 11.
Dlaczego?
Przykro mi, że wyjeżdżam. Chciałabym być z tobą.
Jesteś.
Chyba zniknął już mój lęk.
Chyba jestem szczęśliwa.
tłumaczenie: titi
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.