All language subtitles for Happy.50.2022.Plancha.1080p.WEB.H264.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional) Download
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish Download
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Dokąd lecimy? Do Barcelony? Marakeszu? Wiem! Na Ibizę!

Skarbie, to niespodzianka.

Wpadliśmy na świetny pomysł na twoją rocznicę.

Pyongyang, Korea Północna.

Nie wierzę wam.

To oznacza, że jeszcze kontaktujesz.

Gdzie Ana?

Zaraz dołączy.

POGODA NA PRZYJAŹŃ

- Już jest! - Cześć, Ana!

Cześć wszystkim!

Jak ominęłaś kolejkę?

Dzięki zgromadzonym milom.

Z przyczyn technicznych lot H8395 do Paros został odwołany.

Niech to szlag!

Paros! Lecimy do Paros!

Paros? Lot został odwołany.

Nawet dla klasy biznes?

- Ana. - Co?

A kiedy jest następny lot?

- Yves, uważaj. - Przepraszam.

Jedyne wolne miejsca mam na 11.30...

To tylko dwie godziny czekania.

...we wtorek, 14 sierpnia.

Ale dzisiaj mamy 2 sierpnia.

Chwileczkę, wynajęliśmy willę od 2 do 15 sierpnia.

Ledwo dolecimy i będziemy musieli wracać.

Chodźmy po bagaże.

Yves, możesz już zdjąć maskę

Przynajmniej agencja zwróci nam zaliczkę.

Wszystkie loty na południe całkowicie zapełnione.

I co teraz? Spędzimy sierpień w Lyonie?

Nie znajdziemy planu B last-minute.

Ja mam plan B.

"B" jak Bretania.

Pojedziemy do Kerzellec.

Mamy mnóstwo miejsca. Prawda, kochanie?

Tak.

- Oczywiście. - Jest nasz bagaż.

- Pomożesz? - Chwileczkę.

Nie ma mowy.

W Bretanii zmarł mój ojciec. I tam ciągle pada.

Pojedziemy, gdzie jest słońce.

Nie będziesz o wszystkim decydować, skarbie.

Bretania mnie wkurza.

Ostatnio wszystko cię wkurza.

Nie zepsujesz mi wakacji.

Ale wakacje to słońce.

- Niech sobie jadą do Bretanii. - To 50 urodziny Yves'a.

Ale to jak wrzód na dupie. Nie lubię czuć się uwięzionym.

W takim razie jestem za.

No więc? Co wy na to?

No więc ja na to: tak.

Nigdy tam nie byłam. Jedźmy.

Decyzja nie należy do ciebie, skarbie. Mnie najpierw zapytaj.

Brzmi świetnie.

Wspaniale. Jedziemy do Kerzellec.

Przekonacie się. Bretania jest odlotowa.

Ruszajmy.

Jak praca? Nowi udziałowcy?

Z sektora prywatnego. Super.

Zapłacili krocie i jestem własnym szefem.

Wspaniale. Jesteś gwiazdą.

A u ciebie, Baptiste?

Kiepsko. Zwalniają starych pracowników.

Mam szczęście, nie wyglądam na swoje lata.

Powinniście teraz powiedzieć:

"Baptiste, nie wyglądasz na swój wiek".

- Tak mówią przyjaciele. - To prawda. Nie wyglądasz.

Wiem.

Tylko że... mają moją datę urodzin.

Wiedzą. Jestem kolejny na liście.

Cholera.

Jesteś pewny?

Za dużo znaków. Delmas, mój szef...

miał mi wysłać nową strukturę do końca lipca.

Mamy połowę sierpnia i nic nie dostałem.

Jest dopiero 2 sierpnia.

Wiem. Ale 2 sierpnia to sierpień a nie lipiec.

Ty masz to gdzieś?

Już to wałkowaliśmy.

Mówiłam byś zadzwonił do Delmasa.

Nie. Skazaniec nie dzwoni do swojego kata.

Czy Ludwig XVI pytał, kiedy mu zetną głowę?

On chyba wysłał SMS-a.

Czy twój ojciec nie jest pochowany w Redon?

- Jest. - Chcesz odwiedzić grób?

Nie, dziękuję. Nie rozmawialiśmy, kiedy żył,

to o czym teraz byśmy gadali?

Już przyjechali?

Szybcy są.

Witajcie... w Kerzellec!

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego Kerzellec?

Kerzellec pochodzi od połączenia "ker" lub domu z języka bretońskiego

i "zellec"...

I "zellec"! Zaczynamy zwiedzanie!

Proszę!

Niesamowita mapa.

Na bardzo starym pergaminie.

Gdzie jesteśmy?

Kerzellec jest... tutaj! Proszę!

Dużo tu deszczowych ubrań, co?

To dołujące. Ojciec miał identyczne.

Oto herb Kerzellec.

Szczur wcinający trawę?

Daj spokój. Gronostaj i paproć.

Siła i honor.

A to drzewo genealogiczne. My, ród Le Goff,

jesteśmy bezpośrednimi potomkami celtyckich wojowników.

A ja... jestem tutaj!

To babcia Soizic, a to dziadek Pierrick.

Jej mąż i mój pradziadek.

Wszyscy mówią, że jesteśmy do siebie podobni.

Był rybakiem, farmerem i budowlańcem. Czysty Bretończyk.

Był dobry...

we wszystkie klocki.

- Zrozumieliśmy przekaz. - Myślałem, że nie.

Tak, pośmiejemy się, jak się rozpakujemy.

- Świetnie. - Ładne schody.

To wspaniałe kręcone schody wykonane z bardzo starego granitu.

Antoine i Vero, uwaga na głowy, zajmiecie apartament "Berthier".

Ładny, prawda?

Wyjątkowo wysoki.

Tak, znali się na rzeczy.

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego "Berthier"?

Ja osobiście nie. A ty, Baptiste?

No więc w 1815 roku marszałek Berthier

przejeżdżał przez Bretanię w drodze na wyspę Aix, gdzie czekał Napoleon.

Miał się zatrzymać na noc tu w majątku Kerzellec.

No właśnie.

Cesarza schwytano, a Berthier tu nie dotarł.

Mimo to, apartament pozostał nienaruszony

i nazwano go jego imieniem.

Imponujące.

To apartament, w którym marszałek Berthier nigdy nie nocował?

Dokładnie.

Są jakieś inne słynne postacie, które tu nie nocowały?

Oczywiście, całe mnóstwo.

Podoba mi się glazura w łazience.

Mnie również. Sam ją kładłem.

No proszę, masz ukryte zdolności.

- A my gdzie śpimy? - W Apartamencie Błękitnym.

Ruszamy! Uwaga na głowy!

Proszę.

Baptiste, możesz postawić walizkę.

Ana, ponieważ jesteście tu po raz pierwszy...

Dzięki, Laura.

Przypadnie wam zaszczyt nocowania w sypialni babci Soizic.

Też tu nie spała?

Wręcz przeciwnie.

Spała tu, rodziła, a nawet tu zmarła.

Tygodniami leżała tu w bólu.

Nie wiedzieliśmy na co cierpi. Na czerwonkę czy coś takiego.

Wypróżniła się... całkowicie.

Coś okropnego.

Yves, gdzie jest nasz pokój?

Już idę.

Będziecie spali na kawałku historii Kerzellec.

Dziękujemy.

Który kawałek historii wybierasz?

- Tamten odległy. - Oczywiście.

Zapytałaś.

Tak, to prawda.

Dlatego nazywa się "pokojem oszalałego dziecka".

Rozgośćcie się.

- Okropna historia. - Owszem.

Zapomniał, że nie mamy dzieci?

Trochę się boję.

Mam nadzieję, że mu się spodoba.

Oczywiście, że mu się spodoba.

Jest oryginalny.

Bardzo osobisty.

Spójrz na tę łódź. To, to...

Mała żaglówka.

8 km, 987 kalorii.

Baptiste, zasłużyłeś na zimne piwo.

Nie, dziękuję. Muszę dbać o ciało.

Czy to tatuaż?

- Zgadza się. - Masz tatuaż?

- Tak. - Podoba mi się. Bolało?

- Nie. - Co oznacza?

Nic takiego. To japońskie haiku.

O życiu i takich tam. O drzewach wiśni.

- Od kiedy go masz? - Nie pamiętam.

Nie jesteś za stary?

- Jakbym słyszał swojego ojca. - Jednak pijesz?

Wiek nie ma znaczenia. Żyjemy 35 lat dłużej.

Więc raczej mam 20 lat.

Nie wyglądasz.

"Stary" nic nie oznacza. Młodzi ludzie...

Wymawiając "młodzi ludzie" zabrzmiałeś jak stary gość.

Dobre te precle.

A ty, Yves? Nie myślałeś nigdy o tatuażu?

Nie.

Yves! Tu jest wspaniale.

A najlepsze jest to, że nie musisz nic robić.

Przyjeżdżasz i się rozpakowujesz.

Nie ma oprócz otwarcia okiennic, zdjęcia pokrowców z mebli

i spuszczenia wody z grzejników.

Przepraszamy, Laure, pomożemy ci.

Powinniście częściej wpadać. To tylko siedem godzin jazdy z Lyonu.

Nam to zajęło ponad osiem.

Bo nie skorzystałeś z moich wskazówek.

- Jakich wskazówek? - Które ci wysłałem.

- Nic nie dostałem. A ty, Laurent? - Dostałem.

Mój telefon był wyłączony.

- Wysłałem je na grupę "Przyjaciele". - Raczej nie.

A może na inną grupę?

- Wpadłeś. - Co?

"Inna grupę"?

- Jaką, grupę? - Cześć, skarbie. Biegałeś?

8 km, 987 kalorii. Co to za grupa?

A kogo to? Przecież wszyscy dotarliśmy. To najważniejsze.

Yves, zapomniałem, jaki masz piękny dom.

- To dwór. - Chwileczkę.

Macie grupę beze mnie. Zapytam ponownie.

- Co to za grupa? - Chłopaki! Pomożecie nam?

- Oczywiście. - Z przyjemnością!

Laure, musimy przynieść stoły.

Yves, wysłałeś je do grupy "Tenis Bez Baptiste".

W mordę.

Wszedł w tryb obsesji. Co to za grupa?

- Nasz grupa tenisowa. - Nie należy do niej?

Nie, i o to chodzi. Debel z jego udziałem to masakra.

Nie jest graczem zespołowym, więc gramy bez niego.

To chyba nie problem?

Wielki. Baptiste to paranoik, a teraz dolaliście oliwy do ognia.

- Ja nic nie wiem. - Cholera. Idziemy.

Jakoś nie czuję, byś się przykładał.

Ale jestem głupi.

Tylko ustawcie na płaskim.

Dobrze stoi?

- Co to za grupa? - Znów zaczyna.

Tak naprawdę to grupa dla...

- Pokerzystów. - Dokładnie.

A skoro ty nie lubisz hazardu...

Serio?

Gracie w pokera?

Yves... Grasz w pokera?

- Patrz mi w oczy. Grasz w pokera? - Tak.

Od czasu do czasu... Bez wpisowego, prawda?

Tak.

- Bez wpisowego... - Tak.

To taka opcja pokerowa.

Antoine, co to jest strit w kolorze?

- To inaczej... - Pytam Antoine'a.

Bądź dla niego miły. Co to "strit w kolorze"?

To pokerowe określenie dla...

kolorowego strita.

Nie masz pojęcia o pokerze.

Gdyby to była grupa pokerowa, to by mi to wisiało.

Ale tu nie chodzi o pokera. Jaka to grupa?

Zrobiłam carpaccio z ryb.

Musisz tego spróbować, Baptiste.

- Makrela, algi... - I tak mi to wisi.

Skrywajcie te swoje tajemnice. Są wakacje, temat zamknięty.

Cudownie! Robisz postępy. Chwytajcie za kieliszki.

GRUPA TBB. LAURENT: PASUJE. W PONIEDZIAŁEK O 19.

Chwila, co robisz z moim telefonem?!

"TBB".

Co to jest "TBB"?

"T-B-B". Co robisz w poniedziałki o 19?

Wygooglujmy.

"Podstawa wynagrodzenia podlegająca opodatkowaniu".

To wasz nowy konik?

Nabijacie się z kosztów zatrudnienia pracowników?

I w tym celu spotykacie się w każdy poniedziałek. Tak?

- Antoine, powiedz "tak". - Tak.

A więc od początku...

Powiemy ci, ale musisz obiecać,

że więcej nie wrócisz do tego tematu. Zgoda?

Zgoda. Słowo harcerza.

- Byłeś w harcerstwie? - Tak.

Dobra. To grupa tenisowa.

- A teraz czas coś zjeść. - Tenisowa? To dlaczego ja...

Dałeś słowo.

Częstujcie się.

Same pyszności.

Grupa tenisowa.

TBB.

Tenis Bez Ballboyów. Nie. Oni są potrzebni.

Ja tu śpię.

Przede mną ciężki dzień opalania.

T-B-B.

Tenis Bez Bekhendów?

"T" to na pewno "Tenis".

Grupa tenisowa, do której nie należę.

"B"...

Tenis Bez Breaków? Nie.

B, b, b...

Cholera, Baptiste!

Tak, Baptiste!

Tenis Bez Baptiste.

A to skurwiele.

O żeż...

Drobna zmiana w pogodzie.

Żadna drobna, tylko potężna.

- Cześć, jak się macie? - Świetnie. Spójrz.

- W mordę. Co to? - Mżawka.

- Długo się utrzyma? - Deszcz dzisiaj, jutro, pojutrze.

To nie jest ikona deszczu, tylko burzy.

To na skutek przypływu.

Nie mogą ostrzegać przed przypływami?

A co z naszym opalaniem?

Bez obaw, w Bretanii jest wiele rzeczy do robienia.

Nie chcemy robić "rzeczy", tylko się opalać.

Opalać się...

- Cześć, Yves. - Cześć.

Rozszyfrowałem wasz kod.

- Skończyła mi się kawa. - Całą noc nad nim pracował.

"TBB". Tenis Bez Baptiste.

Obiecałeś.

Pomyślałem sobie, Baptiste, że może zagramy w tenisa w klubie.

Żadnego tenisa, litości.

Rano widziałem fretkę w krzakach w ogrodzie.

Przed śniadaniem?

- Słucham? - Jadłeś już?

Nie.

Nawet tosta, jabłka, czy czegoś innego?

- Nie, byłem w swoim pokoju. - Cholera.

Przed śniadaniem to zły omen. "Kermelon".

Fretka przed śniadaniem to zły omen?

Zdecydowanie. Dla tutejszych osób starszych.

Pokażę ci.

"Kermelon i Kermec".

Zażegnanie zła po spotkaniu z fretką...

Proszę.

Należy krzyknąć "Kerel Kerel" lub "Kerel Gatel."

- Czy ty...? - Skąd miałem wiedzieć.

Oczywiście.

- To tylko stare legendy. - Mnisi nie napisali tego bez powodu.

Jesteś pewien, że to nie był myszoskoczek?

Myszoskoczek to "Kermec". Wieczne szczęście.

- Nie wiem. - Miało biały brzuch?

- Tak, był biały. - Szlag. To fretka.

Szlag.

Szlag.

Poczekaj. Możesz złożyć ofiarę pod krzyżem Św. Goëna.

- W jakiej postaci? - Sądzę, że listownic. Albo morszczynu.

- Jakichś glonów. - Bądź bardziej precyzyjny.

Kermelon...

"Wrony na krzyżach. Czekać aż odlecą".

Ale to była fretka.

"Ugryzienie przez psa przed Wielkim Postem". To nie to.

"Wielkanoc a groźba Zielonych Świąt".

Jesteśmy bezpieczni. Mamy sierpień.

Fretki... Mam!

"Krzak i fretki".

- Ale po bretońsku. - Nie znasz bretońskiego?

Szkoda, przydałby się.

Antoine, schodź! Pływ nie będzie czekał!

Szkoda, zeszłe lato było słoneczne.

A to pech, bo my jesteśmy tu dzisiaj.

- W mordę! - Co?

Zaczęło się. Zabrali mi miejsce parkingowe.

Przecież jeździsz do pracy na rowerze.

Ale to znak.

Zaczynają od miejsca parkingowego.

Przeklęta fretka.

Fretka?

Zły omen się sprawdza.

Nie ociągał się.

Stop!

Dotarliśmy.

Musicie wiedzieć,

że małże można znaleźć na granicy wody i suchego piasku.

Ale ten piasek jest mokry. Mam zniszczone espadryle.

Radziłem założyć gumowce.

Uwaga.

Małże zostawiają dwa otwory na powierzchni, by móc oddychać.

Proszę!

Palourde vulgarum. Najlepsze.

- Płytę należy czyścic każdego roku! - Całkowicie się z tobą zgadzam.

- Nie w piekarniku? - Nie, na płycie.

Lepiej w piekarniku.

To nie jest twoja firma, i mogę decydować o tym,

jak chcę danie przyrządzić.

- Niczego ci nie brakuje? - Oliwy.

- Później wybieram się na zakupy. - Skarbie, nie zapomnij o sosie.

A propos sosu...

- Nie mówiłam wam? - Nie.

Któregoś dnia jechaliśmy z Baptiste autostradą.

Zachód słońca z Marvinem Gayem. Włączyłam podgrzewanie fotela.

Przypieka ci dupsko, ale i tak go włączasz.

I nagle...

Samochód ogłasza, że paliwo skończy się za 10 kilometrów.

20... kilometrów.

Mniejsza o to. I nagle przed nami pojawia się boski obraz.

Stacja Total.

BP.

- Nie Total, tylko BP. - Czy to ważne?

Opowiadaj zgodnie z prawdą.

Masz jakiś problem?

To sam opowiedz.

Proszę, słuchamy.

Dobrze.

Zatrzymaliśmy się na stacji BP.

Nie mieli bezołowiowej, więc odjechaliśmy.

Po 22 kilometrach skończyło się nam paliwo.

Byliśmy na wzgórzu,

więc stoczyliśmy się do następnej stacji.

Ta miała bezołowiową.

Bezołowiową 95.

Stacja Agip.

- To wszystko. - Świetna robota.

Prawidłowe nazwy i odległości. Doskonale.

Świetna historia. Kupił ją Netflix?

Baptiste ostatnimi czasy jest jak wrzód na dupie.

Antoine wcale nie jest lepszy.

Jaki jest jego problem?

Nie jest mu lekko. Odniosłaś sukces, jesteś gwiazdą.

- Czuje się zagrożony. - Nie żartuj.

Niejeden chciałby być na jego miejscu.

Ma sielskie życie. Ja wszystko organizuje...

Właśnie. Decydujesz o wszystkim. Kastrujesz go.

Litości...

Jest jak każdy inny.

Chce czuć się potrzebny. Stać na piedestale.

- Wtedy przestanie ci dokuczać. - I tego mi właśnie trzeba.

Słonko, przyznaję - miałeś rację. Z płyty bardziej smakuje.

Świetny pomysł! Kostki lodu do różowego wina.

Świetnie opróżniłeś te tacki.

Spójrz na mnie? Masz ostatnio bardzo niebieskie oczy.

Nieprawdopodobnie niebieskie.

- Wcześniej tego nie zauważyłaś? - Zauważyłam, niemniej jednak...

Niesamowite.

Cholera, znowu.

Daj spokój, przecież się nie rozpuścisz.

To tylko dwie, trzy krople.

Nie jesteś przerażony?

- Mamy 3 sierpnia. - Zgadza się.

Jutro kończę 50 lat. Pół wieku.

- Kawę czy herbatę ziołowa? - Herbatkę.

Mamy werbenę, hibiskus, "Kobiecą rozkosz",

na przewody moczowe...

- Ta była dla twojej mamy. - Racja.

Ja poproszę grzane wino.

Taka prawda. Przy tej pogodzie tylko jemy i pijemy

jak podczas lockdownu.

Brakuje tylko platformy zoom.

To było dobre.

Dlaczego się śmiejesz?

Dlatego, że to, co powiedziałeś, było bardzo śmieszne.

Czy przypadkiem nie chcesz mi schlebić?

Nic z tych rzeczy. Wcale ci nie schlebiam,

po prostu mnie rozśmieszyłeś.

Jaki jest plan na popołudnie?

Na nudę nie będziecie narzekać.

No więc...

Smażenie sardynek w Pouldo.

W ratuszu Yvon Pouliquen

warsztaty w robieniu tradycyjnych bretońskich fletów - pomortów.

Oczywiście jest jeszcze Muzeum Fryzur Bretońskich.

Zaledwie 10 minut drogi stąd.

Ale wszystkiego nie obejrzymy.

Musimy wybrać.

- Albo... piesza wycieczka. - Nie, nie. Żadnych wycieczek.

Zgadzam się. Łażenie po deszczu to nie na moje nerwy.

To może okazać się bardzo inspirujące.

Nie chcemy inspiracji, chcemy słońca.

Wiem.

To się wam naprawdę spodoba.

WIECZORNA MGŁA W PLOGLOFF

Dobra zabawa, co?

Tak, dobra zabawa.

- Mam chmurę. - Świetnie, Laurent.

- Ale zimnica. Nie jest wam zimno? - Załóż sweter.

Nie mogę. Jest lato, więc wziąłem letnie ciuchy.

Letnie ciuchy latem to niezbyt rozsądny wybór.

Zaraz coś znajdę.

Jestem świetny w puzzle.

- Trzeba zacząć od brzegów. - Proszę.

Teraz będzie ci ciepło.

Moje maleństwo.

Moja chrześnica jest taka słodka.

- Jak wam idzie? - Dobrze. Spójrz.

- Powoli, po jednym puzzlu. - Fajna zabawa?

Powiedziałem, "po jednym puzzlu".

- Oficjalny sweter do puzzli? - Dokładnie.

Dobrze w nim wyglądasz.

Jak się masz?

Jedzie rybami. To ty?

Tak, to ja.

Jean-Mich przyjedzie jutro na obiad.

Świetnie. Nie widzieliśmy go od wieków.

Zastąp mnie. Ubaw po pachy.

Nie, Antoine!

Nie od świecy! Bo jakiś marynarz umrze!

- Nie wiedziałeś? - Właśnie.

Antoine, mógłbyś palić na zewnątrz?

Na zewnątrz pada. Papieros mi zgaśnie.

- Wiem! Koktajle! Co? - Jest dopiero 16, skarbie.

16? Te wakacje nigdy się nie skończą.

Nadal żadnej poczty.

Bawią się ze mną.

Dom jest świetny.

- Mam nadzieję, że przyjmą ofertę. - Jaką ofertę?

Nie mówiłam ci? Złożyłam im ofertę.

Mówisz poważnie? Za dom, którego nie widziałem?

Musiałam, jest za pół darmo. A nasze mieszkanie jest za małe.

Będziemy tam szczęśliwi. Chciałeś mieć ogródek.

Nie o to chodzi.

Mnie to też dotyczy i pewnie jest drogi, co?

Nie martw się. Mam dość pieniędzy.

Dla ciebie to nie problem, ale jest nas dwoje, więc nie decyduj sama.

Nigdy nie jesteś zadowolony.

Chciałeś ogródek, będziesz go miał. Zejdź ze mnie.

Mam cię dość.

- Masz mnie dość? - Tak, mam cię dość.

- Zamknij się. - Dobra.

Za dużo zjadłem.

Okoń Yves'a był pyszny.

Był rozgotowany. Okoń powinien być niedogotowany.

No tak, zapomniałem.

Nie da się spać na tym okropnym materacu.

Pościel jest wilgotna. Idealne podłoże dla grzybów.

Czy chociaż raz dziennie mógłbyś być pozytywny?

Oczywiście. Pościel jest mokra, a materac się zapada.

Jest wręcz fantastycznie!

Nie mogę być wesoły cały czas.

Nie jestem uśmieszkiem.

Dlatego czasami...

Nie "czasami", tylko to się dzieje non stop od roku.

Musisz iść z tym do kogoś.

Odkąd zmarł twój ojciec...

Nie zaczynaj znów. Nie mieszaj do tego mojego ojca.

Nie interesuje mnie to.

Nie żyje i został pochowany.

Jest mu dobrze i mnie również. Świętnie sobie radzę.

To widać.

Poczekaj, przekręć się na bok.

Trochę szybciej...

Przestań mi rozkazywać.

To nie rozkazy. tylko wskazówki.

- Prowadzę cię. - Znam drogę, nie potrzebuję strzałek.

Nie chcę rozkazywać, ale czy mógłbyś nacierać w rytmie tej sowy?

Co teraz?

Może spróbujesz w rytmie psa?

Nie mają jaj, by mi powiedzieć, że mnie zwalniają.

- Nie mówiąc już o Delmasie. - O kim?

- Moim szefie. - Jasne.

O cholera...

Co robisz?

Co się stało?

Wrony na krzyżu.

To zły omen, Kermelon.

No tak.

Musimy poczekać, aż odlecą.

Czekają w domu na śniadanie.

To potrwa parę minut.

Mają naturalnych wrogów?

Na pewno, tak sądzę.

Sokoły, krogulce.

- Potrafisz go naśladować? - Kogo?

- Krogulca. - Nie.

- Sokoła? - Nie.

Żaden z ciebie pożytek.

To było trochę za...

- Co to było? - Sokół.

Raczej chora mewa.

Jedźmy już, Baptiste.

Kermelon fretki kosztował mnie miejsce parkingowe.

Wynocha! No już!

Wypierniczaj stąd, złamasie!

- To nie było do pana! - Tak, dzień dobry!

Nawet nie drgnęły.

Nawet bagietka jest wilgotna.

- Coś pięknego. - Co takiego?

- Spójrz. - Urocze...

Mój pierwszy węzeł z pieczywa.

Chłopcy pojechali po świeże pieczywo.

- To ty? - Pokaż...

Zgadza się!

Wysoka ruda.

Byłem w jej namiocie.

Przyszła jej koleżanka i zaczęły pić.

Nie musiałem się wysilać.

Całkowicie straciły kontrolę,

przez co przeżyliśmy wspaniały trójkącik.

Naprawdę? Nigdy nie robiliśmy tego z Baptiste.

Serio?

Czego nie robiliśmy?

- Nie byliśmy w Euro Disney. - Byliśmy.

O czym rozmawialiście?

Z dziewczynami o seksie. Nie musisz sprawdzić poczty?

Z dziewczynami?

To co on tu robi?

Mam kobiecą stronę, którą nie zrozumiesz.

Sprawdzę pogodę.

- O czym rozmawialiście? - Zapomniałem.

Co się stało?

Użądliła mnie osa. W jajo.

Kto nosi szorty w taką pogodę?

To czułe miejsce.

Jedyna osa w Bretanii i akurat mnie zaatakowała.

Chodź. Wypłuczę je w zimnej wodzie.

Tylko lewe.

- Jean-Michel! - Kopę lat!

Świetnie wyglądasz! Witaj.

Poznaj Valentinę i Pablo.

To ty jesteś tym wielkim chłopcem?

Podobny, tyle że ma więcej... W jego wieku miałem furę włosów.

Antoine, wybacz, że nie byłem na pogrzebie twojego ojca.

Nie ma sprawy.

Wiesz, swojego ojca nie znałem,

ale kiedy odeszła moja mama, było mi ciężko. Też tak miałeś?

Nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś kolejny na liście.

Dzięki za przypomnienie.

Ty jesteś młody, ale ja zaczynam się już bać.

Jean-Mich!

Witaj w Kerzellec!

Cieszę się, że jesteś! Zapraszam!

Musicie wiedzieć, Kerzellec pochodzi od wyrazu "ker",

co po bretońsku oznacza dom, i "zellec".

Tłumacz, to bardzo interesujące.

Muszę się wziąć za gotowanie. Będziecie zachwyceni!

Nie wątpię.

To na stół z przystawkami.

Baptiste, wszystko gra?

Valentina...

Ale szprycha.

- Nie widziałeś jej zdjęcia? - Widziałem, ale...

- Na zdjęciu wydawała się... sztywna. - Nie podniecaj się.

- To dziewczyna Jean-Michela. - Tak, oczywiście.

Niemniej...

- Już lepiej? - Opuchlizna zeszła.

Szkoda.

Valentina ma kuzyna, którego spotkało to samo nieszczęście.

Wdała się infekcja. Zaczęło puchnąć i puchnąć... aż zmarł.

Dzięki, Jean-Mich.

Mam też jedną z Brazylii.

- Powiedziała "la-muerte"? Śmierć? - Ależ skąd!

"La-muerte" oznacza... mewę.

Aha. To symbol mewy?

- Tak! - Żartujesz?

Nie. Ale powinieneś ją zdjąć.

Dobrze.

Kiedy ostatni raz byłeś we Francji?

Pięć lat temu.

Wyjechałem do Kostaryki zaraz po tym, jak rozwiedli się Baptiste i Olivia.

Wybacz, jeśli wrócą złe wspomnienia.

Jest spoko, jak widać.

A co u ciebie, Nat?

Zaczęłam chodzić na kurs rzeźbiarski. Jestem zachwycona.

Czyli nadal nie pracujesz.

A ty, Ana, pracujesz z Baptiste?

Tak, pracowaliśmy w tym samym miejscu i się zakochałam.

- W Baptiste? - Tak, w Baptiste.

Po czym rzuciłam pracę i zaszłam w ciążę.

- Z Baptiste? - Tak, z Baptiste.

Gorące przystawki.

A ty, Jean-Mich, jak trafiłeś do Kostaryki?

To była wyjazdowa impreza Midasa.

Co to takiego?

Zawody organizowane przez Midasa.

Mój zespół zdobył główną nagrodę.

Podróż jeepami przez dżungle Kostaryki.

Jechaliśmy z moimi towarzyszami przez dżunglę Cerro Blanco.

I nagle, słuchajcie, straciliśmy tłumik. Jak w James Bondzie.

To jeszcze nie koniec.

Druga niespodzianka - w Kostaryce nie naprawisz tłumika.

- Nie zgadniecie, co zrobiłem. - Otworzyłeś warsztat naprawczy.

- Zgadza się. - Prawdziwy biznesmen.

Tobie nie dorównam.

Przy wsparciu Midasa otworzyłem warsztat w Cahuita.

"Midas Cahuita".

- Mówi, że dom jest jak z... - Gry o Tron?

- Tak. - Z Gry o Tron.

Tak samo się nazywa po francusku?

Podoba mi się tu. Nie jest tak gorąco jak w Kostaryce.

Mówisz też po angielsku?

Mówi też po angielsku.

Jeśli lubisz deszcz, to dobrze trafiłaś.

Gdybym ja to powiedział, zostałbym ukamieniowany.

Ale ze mnie zołza.

- Mamo, pobaw się ze mną. - Już idę, kochanie.

Czas na grę!

Uwielbia piłkę nożną.

- Niezły jesteś. - Dzięki. Dołączysz do nas?

Nie, jeszcze odczuwam... pieczenie.

Przecież mówiłam. Chcesz bym ci posmarowała?

Nie dziękuje, Laure.

- Bardzo uczynna. - Ostrygi były wspaniałe.

Przypominają mi pierwszą naszą randkę z Laurentem.

Zjedliśmy ich tonę, po czym chorowaliśmy.

- U mnie tacos. - Zachorowałeś?

Nie. Przypominają mi pierwsze spotkanie z Valentiną.

- Jak do niego doszło? - Czysty zbieg okoliczności.

Sklep z tacos znajdował się naprzeciwko Midasa.

Pracowała w nim moja przyszła żona, o czym nie wiedziałem.

Zupełnie jak w bajce. Wtedy się do niej odezwałem.

Co jej powiedziałeś?

Powiedziałem jej... "Proszę pani...

poproszę taco z kurczakiem, serową enchiladę i Colę Zero".

Ty to masz gadkę. Co odpowiedziała?

Że płacę 15 peso.

Dałem jej 20, oddała mi pięć,

po czym się pobraliśmy i spłodziliśmy Pablo.

Wspaniałe podsumowanie.

Cieszę się waszym szczęściem.

Valentina jest słodką dziewczyną.

I na dodatek piękną.

Z początku myślałem, że jest ze mną dla pieniędzy.

Pamiętasz, jak wysłałem ci jej zdjęcie?

Napisałeś: "To dziwka. Chodzi jej tylko o twoje pieniądze".

- Właśnie wspominałem... - Nie warto tłumaczyć.

Zostawiliśmy ci ostrygi z cytryną.

Tak naprawdę to jej rodzice mają sieć sklepów. Jest bogatsza ode mnie.

Trochę jak Ana i Baptiste.

Nathalie, jestem ci winna pieniądze za prezent dla Yves'a.

Tym razem pomyślałem, że sprawię mu prawdziwą niespodziankę...

Tak jak on nam.

Czas na wielkie show! Risotto!

Nie langustynki?

To risotto z langustynkami.

Tutaj nazywają je "Damy z Loctudy".

A skoro cię to tak bardzo interesuje,

Loctudy to najważniejszy port we Francji łowiący langustynki.

- Ta jakieś szaleństwo! - Są wyjątkowe.

A propos czegoś wyjątkowego, zapomniałem wam wspomnieć,

że w niedzielę będziecie świadkami czegoś niesamowitego.

Wyjdzie słońce.

Nie...

- Doroczne Fest-Noz. - Jest fantastyczna.

Nie smakują ci?

Przeciwnie, uwielbiam langustynki,

ale to jest marnotrawstwo.

Ta byłaby piękna, gdyby była zagotowana w wodzie,

z odrobiną majonezu.

Po jednym gryzie ocean eksplodowałby w ustach.

Szkoda marnować je dla risotto.

- Ty nigdy nie jesteś zadowolony. - Tego nie powiedziałem.

Jest bardzo smaczne.

Powiedziałem tylko, że to szkoda.

Nie codziennie jada się langustynki.

To była zmarnowana okazja. Życie nie jest wieczne.

Co nam zostało? Dziesięć Świąt Bożego Narodzenia w zdrowiu?

Dziesięć wakacji nad morzem?

Dziesięć fondue po nartach?

- Nie chciałem was dołować... - Udało ci się.

Takie jest życie. Trzeba być świadomym.

Bateria się wyczerpuje.

Mojej zostało może 15 procent, w porywach.

Czas na drzemkę.

"Zima nadchodzi".

Naprawdę?

Dobrze się czujesz? Wyglądasz trochę...

Bardzo dobrze.

Tak jak pogoda.

Spójrz! Szafka z grami.

Nie, to jest stacja meteo.

Na południu ich nie mamy.

Proszę. Miałem rację.

"Czekaj, aż wrony odlecą z krzyża. Wielki Kermelon".

Osa... dlatego mnie dziabnęła.

To pewne.

- Głaz gotowy. - Robimy postępy.

Skończymy za dwa dni.

Mam dość. Jestem znudzona.

Jaka szkoda.

- Laure? Kawa się skończyła! - Od kogo to?

Znalazłem gry. "Cluedo", "Monopoly", "Trivial Pursuit", "Risk".

- "Trivial"! - Dlaczego nie "Monopoly" albo "Risk"?

Ja proponuję "Zabójczy Trivial Pursuit".

A ona na czym polega?

Nie znasz odpowiedzi - pijesz.

Im mniej wiesz, tym więcej pijesz. Im więcej pijesz, tym mniej wiesz.

To całkowicie zwariowane. Podoba mi się.

- Nienawidzę "Trivial". - Nie przesadzaj.

Yves? Gdzie możemy zagrać?

Na stoliku do brydża! Tylko go uprzątnij!

Dobra!

- Nie mówiłem, że to osa? - Likier z gencjany!

Mój ojciec to pił.

Zobaczysz, jest okropny.

Niby skąd miałem wiedzieć.

Rzeczywiście jest okropny. Tego mi było trzeba.

Gdzie jest moja "Wieczorna mgła w Plogloff"?

- Jaka wieczorna mgła? - Puzzle.

Bez obaw, są w pudełku.

Dwa dni nad nimi pracowałem! Stół do brydża jest tam!

No tak...

Przepraszam, pomyliłem się. Nie gram w brydża.

Patrz, te dwa są nadal razem. To zaoszczędzi trochę czasu.

- Różowy. - Różowy dla Antoine.

Łatwizna. Która angielska grupa śpiewała

"I Can't Get No Satisfaction"?

- "La Compagnie Creole". - Źle! Rolling Stonesi! Sprawdź!

Przegrywa, by się napić.

Wszyscy za dużo pijemy.

Wieczorem podam koktajle bezalkoholowe.

Koktajl bez alkoholu to nie koktajl.

W zeszłym roku odpowiadałam za barek podczas bazaru szkolnego

i rodzice zaczęli się bić.

Teraz podawane są wyłącznie koktajle bezalkoholowe.

Nauczyłam się je robić.

Przekonacie się,

smakują identycznie jak prawdziwe.

- Prawda, skarbie? - Zgadza się.

Jean-Mich, twoja kolej.

Niebieski, geografia.

Powodzenia.

Stolica Turingii z kodem. Teraz moja kolej.

- Erfurt 99084. - Skąd wiedziałeś?

Tam mieści się Europejska Platforma Midasa. Wcześniej w Kilonii...

Wystarczy. Jeszcze raz.

Zielony.

W Japonii - co to jest "chinquensin"?

- Shinkansen. - Wiesz?

Japońskie TGV. Czytałem o nim w tygodniku Air France.

Brawo, Jean-Mich!

- Dlaczego znów pijesz? - Bo lubię.

Masz upodobania ojca.

Rzucaj.

Pomarańczowy.

Główny składnik senegalskiego sosu mafe. Tego nie wie.

Orzeszki ziemne.

- Nie. Arachidowe. - To to samo!

Brawo, Jean-Michel!

Orzeszki ziemne to ziemne, a to są arachidowe!

Masz wypić i już!

Niezłe, co?

Smakuje jak domestos.

- Skąd wiesz? - Bo próbowałem.

- Że co? - Nudziłem się.

- Teraz Laurent. - Brązowy.

Ale farciarz.

Jean Valjean, Cosette i Gavroche są bohaterami jakiej powieści?

- To proste. - Ja też chcę łatwe pytanie.

- Wszyscy to wiedzą. - Jean Valjean...

"Coś ci powiem...".

- Kto to był? - Jean Gabin.

Raczej: "Coś ci powiem...".

Tak, teraz poznałem.

- Jest lepsza od ciebie. - To lektura licealna.

Może nie skończył liceum. Skończyłeś?

- Masz minę "nędznika". - Podpowiedział ci.

Na zdrowie, Cosette.

Mamy imbir, ale tajemnica tkwi w owocach jałowca.

Kieliszki koktajlowe są w salonie.

Nie ma nic bardziej dołującego od koktajlu bez alkoholu.

Możemy go rozweselić.

Idiota.

Powiedz kiedy.

- Kiedy. - Na pewno?

- Wszystkiego najlepszego! - Dla wszystkich!

- Za nas! - Za słońce!

Dokładnie.

Jestem dumna.

Mój Gin Fizz ma kopa.

Pyszny, Laure.

Pijcie do woli.

- Ja dałbym się nabrać. - Niemożliwe, że tu nie ma alkoholu.

To dzięki jałowcowi i odrobinie imbiru.

Fajna muzyka. Co to?

- Jean-Mich gra na gitarze. - Naprawdę?

- Świetnie sobie radzi. - Tak, świetnie.

Aż za świetnie.

Masz problem z Jean-Mich?

Nie mam problemu z Jean-Mich.

- Ale awansował w klasyfikacji. - Jakiej klasyfikacji?

Klasyfikacji. Istnieje w każdej grupie przyjaciół.

Hierarchia oparta na wyglądzie, sukcesach, talencie.

To oczywiste. W każdym zaprzęgu jest jeden lider, samiec alfa.

Ja zajmowałem dobre miejsce, a Jean-Mich był za mną.

Tyle, że on wieje do Kostaryki, a pięć lat później...

Waży 10 kg mniej, mówi po hiszpańsku, jest najlepszy w grach,

świetnie gra na gitarze i ma lufę za żonę!

Jesteś piękna, kochanie, to niepodważalne.

Ale to wszystko mnie wkurza!

- To chyba świetnie, nie sądzisz? - Pewnie, ale dla niego.

Ale gdzie teraz znajduję się w tej klasyfikacji?

Mówię wam, wyprzedził mnie.

Mam nos w jego dupie.

O czym ty mówisz? Nie ma żadnej klasyfikacji.

Oczywiście.

Jesteś przewodnikiem stada.

Najwyższy stopień. Przystojny, pewny siebie, zabawny - pełny pakiet.

- Nawet jeśli teraz jesteś jak wrzód. - I to wielki.

Twoje notowania spadają. Uważaj.

Ana może cię dogonić.

Ładna, zawsze szczęśliwa, i trafiła szóstkę.

Dziękuję, Laurent. Słyszałeś? Super ocena.

A jak mnie oceniacie?

Ciebie znamy.

Co to znaczy "znacie"?

Po prostu cię znamy.

Dokładniej. Jaką mam ocenę?

Prawidłową. Dzięki niebieskim oczom.

Ale jesteś paranoikiem i wybijasz piłkę poza kort.

Co? Ja ją wybijam za kort?

Niby dlaczego Antoine stworzył grupę "Tenis Bez Baptiste"?

Ale tracisz punkty wyglądem.

Tatuaż, młodzieżowa bluza z nadrukiem marihuany.

Mnie się podoba twoja flaga kanadyjska.

Wielkie dzięki, Laurent.

Zapytałeś, odpowiedziałem.

- Żadnych pozytywów. - Są. Zawsze odnosiłeś sukcesy.

Chociaż przy sukcesach Any...

Przepraszam.

Nie mam problemu z sukcesami mojej żony.

Facetów frustrują sukcesy kobiet.

Chwileczkę...

Nie można mnie oskarżać o to, że nie jestem feministą.

Ze wszystkim się zgadzam.

Jeśli chodzi o molestowanie, aborcje, a nawet prawo kobiet do głosowania.

Będę z wami szczery.

Nie przeszkadza mi to, że Ana zarabia pieniądze.

Dziękuję, skarbie.

Właściwie nie jesteś za równością płci.

Właśnie, że jestem.

Ona nie! Zarabia więcej ode mnie!

Dziewczyny, chciałyście kiedyś przespać się z kobietą?

Doskonały przykład nagłej zmiany tematu.

Świetnie to zrobiłaś.

- Dobrze się czujesz? - Tak, dzięki.

To chyba ten imbir, prawda Baptiste?

- Tylko nie przesadź. - Racja, ostrożnie z imbirem.

Można nabawić się wzwoda.

Wzwód to inaczej erekcja.

Wtedy facetowi staje.

Bardzo edukacyjny wieczór.

Słonko? Może chcesz się położyć?

Z przyjemnością.

Ale z tobą.

Bez problemu zagram pokojówkę,

ale ta pokojówka chce zostać zerżnięta.

- Przepraszam. - Laure chyba się narąbała.

Jeszcze nie, ale bardzo tego chce.

Tu...

- Tu jest alkohol? - Nic o tym nie wiem.

Co ty na to, Baptiste?

Czy ktoś mógł wlać butelkę ginu czy wódki do koktajlu Laure?

Tylko nie mów, że...

Spokojnie. Wlaliśmy trochę ginu...

- Ty wlałeś. - To było zabawne.

Wcale nie!

To było nieodpowiedzialne! Spójrz na nią.

Czas na Kouign-Amann!

Choćby dla niego warto było wybrać się do Bretanii.

Szkoda, że nie ma dzieciaków.

Pomożecie mi? Trzy, dwa, jeden...

Proszę, Yves. Wszyscy się złożyliśmy.

- Mam nadzieję, że ci się spodoba. - Prezent zbiorowy.

Bardzo dziękuję.

To jest... To jest...

- Super. - Co to jest?

Coś niebieskiego.

- Jest do góry nogami. - Ma górę?

- Dłoń. - Już widzę.

Przepraszam.

To jest...

Naprawdę.

- To jest... To jest? - Emaliowana terakota.

- No właśnie. - Nazywa się "Genesis".

- Pierwsza z serii. - Są inne?

Tak! Nie pamiętasz?

Jak byłeś w mojej pracowni, zakochałeś się w niej.

Tak, oczywiście.

Teraz pamiętam.

Dziękuję za Genesis. Czegoś takiego nie miałem.

To zbiorowy prezent, podziękuj wszystkim.

Wszyscy się złożyli.

Nawet dałam im duży rabat.

Cóż mogę powiedzieć? Bardzo wam wszystkim dziękuję.

To jest jajko...

Dali ci jajko? Do czego służy?

To prezent grupowy.

Nathalie, chyba zapomniałaś o kieliszku do jajek.

Obiecuję ci, że mu się podoba, pozostałym też.

Przestań, nie jestem głupia. Nie podoba się? Ich sprawa.

- Mylisz się. - Przestań.

Widzieliście prezent?

Yves? Sam wybrałeś tę rzeźbę?

Pokazała mi ją, kiedy byłem w jej pracowni.

Chciałem być uprzejmy. Powiedziałem, że mi się podoba.

Co miałem powiedzieć?

Nie myślcie, że nie jestem zadowolony.

Serio? Nathalie sprzedaje takie rzeczy?

W życiu. Nie są nic warte. Jest amatorką.

Wszyscy wybuliliśmy kasę, a ona jest 1500 do przodu.

Sprytnie.

Posłuchaj, Ana.

Na twoje urodziny

wyciągnę od każdego po 200 euro i namaluję ci coś pięknego.

Dziękuję.

Dobra robota, Antoine.

Mówiłem po cichu, nic nie słyszała.

Raczej usłyszała.

Nathalie, skarbie!

Jest zniszczone.

- Po czym poznałeś? - Postanowiłam rozwiązać problem.

Yves, dam ci kartę podarunkową, wybierzesz sobie prezent.

- Podobała mi się ta rzecz. - Ta "rzecz"...

Moja "rzecz". Nie rozmawiajmy już o tym.

Szkoda, podobał mi się kolor.

Jesteś słodki, Jean-Mich.

Uważam, że to świetnie, że rzeźbisz.

Bez pracy musisz się nudzić.

- Co z tego, że nikt tego nie kupi... - Dziękujemy, Jean-Mich. Wystarczy.

Nathalie, jest nam przykro.

Otwórzmy szampana i zapomnijmy o tym, co?

A ja mam dla ciebie prezent niespodziankę.

Co to jest?

Test DNA, byś poznał swoich przodków.

Zamawiasz online, a oni przysyłają ci wyniki.

Ukradłem łyżki z twojej imprezy.

Ty podstępny draniu.

Pierwszy test: Laure Le Goff.

Europejka, pochodzenie podstawowe Oksytania,

a drugorzędne Flandria.

- Zgadza się! - To szaleństwo.

Mama pochodzi z Prowansji, a tata ma belgijskich przodków.

To się sprawdza.

Twoja kolej, Yves.

Europejczyk, a bardziej precyzyjnie...

Bretończyk. A raczej Celt.

Nie. Z pochodzenia jesteś Portugalczykiem.

- W większej części. - To jakieś bzdury.

Jakiej drużynie będziesz teraz kibicował?

Jeśli ktoś ma wiedzieć,

jak przygotować dorsza na słono, to na pewno on.

To dlatego glazura w łazience jest taka ładna.

Skoro jesteś Portugalczykiem, czy mógłbyś...

Jesteś uroczy.

Szukasz jakiegoś portugalskiego dowcipu, ale ci się nie udaje.

Bo się nie staram.

To nie wszystko. Jest jeszcze...

To tylko faktura... Dla mnie.

Nic ważnego.

Może dobrze jest być Portugalczykiem?

Nie mam nic przeciwko Luzytanii, ale znam swoje drzewo genealogiczne

i wszyscy moi przodkowie byli Bretończykami.

Oprócz jednego wujka z Normandii.

Te testy to takie internetowe gadżety. Są mało wiarygodne.

To oczywiste.

Przepraszam, ale ród Le Goff jest z tej samej gliny.

Jestem sobowtórem mojego pradziadka. Pokażę wam.

Skończył się szampan.

Przyniosę więcej.

Tylko go nie wypij.

Proszę.

- Uwielbiam stare zdjęcia. - Przyjrzyj się.

Dziadek Pierrick.

Spójrz.

To cały ja, tak?

- Ani trochę. - To ja.

- Wcale nie. - Baptiste? Spójrz.

- Dziadek Pierrick. - Nie bardzo.

Przyjrzyj się.

Raczej nie.

Panie...

- To nie jest ewidentne. - Ani trochę.

Więcej zdjęć.

Przyjrzyjcie się.

To on!

On jest podobny.

Poczekajcie... Sprawdzę.

To Yves!

- Nie, spójrz. - Tak!

- Tak! Lustrzane odbicie. - Nie ma mowy.

- Tu jest z taczką. - Poczekaj...

Nie mam wąsów ani taczki, ani takich ubrań.

Biało czarny też nie jesteś, ale to twój sobowtór.

Może twarz trochę podobna, ale...

Pokaż.

Kim on w ogóle jest?

Podobno to ogrodnik. Spójrzcie tu.

Stoi obok babci Soizic.

Rzeczywiście...

Na tym też stoją obok siebie.

Yves, twoje portugalskie korzenie zostały potwierdzone.

Ten ogrodnik to twój przodek. Ernesto Da Silva.

Babcia Soizic i ogrodnik? To niemożliwe.

To nie ma sensu.

Nie mówmy dzieciom. Dobrze, skarbie?

Masz rację, nie powiemy.

Te testy DNA były świetnym pomysłem.

Yves doznał traumy. Nigdy nie zapomni swoich 50 urodzin.

Wyniki testów jego dzieci. Zamówiłem pakiet rodzinny.

Yves jest Portugalczykiem, tak?

One nie maja w sobie kropli portugalskiej krwi.

Cholera...

- To nie jego dzieci? - Nie.

Zero portugalskich korzeni.

Trochę oksytańskich, a reszta to skandynawskie.

- Czy Yves wie? - Nie.

Powinniśmy mu to pokazać?

Skąd. Oszalałeś?

Cześć!

Czego nie możemy pokazać Yves'owi?

Nie ma mowy, popełni gafę.

Skoro my wiemy, to nie ma powodu by...

On nie dotrzyma tajemnicy.

Czyżby? Nie dochowam tajemnicy?

Podczas swojej imprezy pożegnalnej

nie pisnąłem słówkiem, kiedy Laurent rozwalił ci wóz.

Nie musisz dziękować.

A więc to twoja sprawka, skurwielu. I to ja jestem paranoikiem?

- To było zadrapanie. - Cały przód był zmiażdżony!

- Ile kosztowała naprawa? - Kto zapłacił?

Nie pamiętam.

- Pełne oględziny? - Kogo to obchodzi? Było minęło.

- Kawał z ciebie wała, wiesz? - Chyba mamy ważniejsze tematy.

Czego nie możemy powiedzieć?

- Nie mogę ci powiedzieć. - Antoine.

Przyjaźnimy się, Antoine.

Yves nie jest ojcem swoich dzieci.

Nie trzeba było mi tego mówić. Po co mi powiedziałeś?

- Proszę. - Nie spojrzę mu w oczy.

Przestań. Zatrzymaj to dla siebie.

Udawaj, jakby nic się nie stało.

Nie mogę. Bo jeśli spojrzę mu w oczy,

będzie wiedział, że ja wiem, że dzieci nie są jego.

- Wyczyta to z moich oczu. - Nie!

- Niczego nie wyczyta. Niczego! - Hola.

Hola.

To nie trwało długo.

- Dlaczego to zrobiła? - Nie wiem.

- Dlaczego to zrobiła? - Laure musiała mieć powody.

Sama nie wiem, ale...

Ja i Laurent nie mogliśmy mieć dzieci,

ale wspólnie radziliśmy sobie z tą sytuacją.

Eleanor i Guillaume oboje urodzili się w kwietniu.

Co oznacza, że zostali poczęci tego samego miesiąca.

- Kwiecień, maj, czerwiec, lipiec... - Jean-Mich?

Dziewięć miesięcy, ale wstecz.

Urodziły się w kwietniu, zostały więc poczęte w lipcu.

Dwa miesiące po czerwcu.

Uwaga, idzie Laure...

- W porządku? - Co za noc. Mam migrenę.

Następnym razem dam mniej imbiru.

Słyszałeś, Baptiste? Mniej imbiru.

Dzień dobry wszystkim!

Świeże croissanty.

Baptiste, te wrony dalej siedziały na krzyżu.

Pojechałem dalej i spójrz, nic mi się nie stało.

- Antoine? Zauważyłeś słońce? - Wspaniałe.

- Przypływ się cofnął? - Dokładnie.

Jean-Mich, dobrze ci się spało w Kerzellec?

Świetnie. Absolutnie.

Podasz mi kawę?

Dziękuję. Pusty.

Jean-Mich?

Bądź naturalny. Uśmiechaj się.

Ukrywasz się?

Wdepnęliśmy w gówno. I to takie konkretne.

Ty nas w nie wpakowałeś.

"Mam świetny pomysł. Kupię testy na DNA".

Mogłeś zapytać.

A ty pytałeś, czy wlać gin do koktajlu?

Nie, ale to było zabawne.

Dzięki tobie wszyscy wiedzą, że dzieci Yves'a nie są jego.

Oprócz Yves'a.

Veronique już dała mi wykład. Ty już nie musisz.

- Czyli nie możemy ci wygarnąć? - Dokładnie.

Siedź cicho.

Dalej mieszkacie w Fourviere?

Jeszcze przez chwilę.

Przeprowadzamy się do domu nad rzeką. Z ogrodem.

- Musisz być zadowolony. - I to jeszcze jak.

To dom, którego nigdy nie widziałem. Sama zadecydowała.

Nie wiem, jakiej jest wielkości, ani gdzie się mieści.

Super.

Idą suflety!

Są do niczego...

- Co jest "do niczego"? - Suflety!

- Opadły! - Co się stało, skarbie?

Jestem zmęczona. Idę się położyć.

Zostawcie wszystko, posprzątam później.

Skarbie?

Co się dzieje?

Wiem. Chodzi o całą tą sprawę z dziadkiem i testami.

Ale to nic nie zmienia.

Czuję się Bretończykiem, tu się urodziłem, tu jest mój dom.

O mnie się nie martw.

Moja mała Bretonka.

To szalone, że Yves nigdy się nie dowiedział.

Zgadza się.

Oto co myślę. W Cahuita mamy kotkę.

Urodziła małe. Sześć kociąt.

Ojciec nieznany.

Ale są szczęśliwe, świetnie się nimi opiekuje.

- To nam w niczym nie pomoże. - To prawda.

Wiecie, co zrobimy? To bardzo proste. Zapomnimy o tym.

O twoim głupim pomyśle.

Przepraszam, ale Nathalie i ja nie możemy.

Przy nim jesteśmy niespokojni.

Wiecie co? Potrzebny jest nam neutralizator z Facetów w czerni.

Ten co wymazuje wspomnienia.

Wiem, że taki nie istnieje, ale rozwiązałby nasze problemy.

Nie mogę zaakceptować tego, że Laure sama zdecydowała.

Te dzieci są dla Yves'a najważniejsze.

Oto co myślę.

Yves i Laure są trochę jak Suarezowie, Carlos i Maria.

Nasi sąsiedzi w Cahuita. Zawsze chcieli mieć dzieci...

Wybacz, Jean-Mich, ale mamy gdzieś, co myślisz.

To poważna sprawa.

Nie bądź protekcjonalny i żałosny.

A ty nie jesteś? Idź do diabła.

Poczekaj, Antoine. Chciałbym widzieć twoją minę,

gdyby Vero miała dziecko z innym i wszyscy by wiedzieli oprócz ciebie.

Poza tym dzieci Yves'a mają prawo wiedzieć.

- Właśnie, pomyśl o dzieciach. - Żartujecie?

Nie prawcie nam o dzieciach. Wy ich nie macie.

Antoine!

Przepraszam, cholera...

- Przepraszam... - Idzie Laure.

Lepiej się czujesz?

- Postanowiliśmy przyjść na plażę. - Tak, fajnie tu.

Dawno temu, pewnej nocy w Lyonie,

Yves przyjechał po mnie do szkoły na motorze.

Wtedy jeździł na motorze.

Jechaliśmy całą noc do Kerzellec.

Byliśmy dopiero po kilku randkach.

Przyprowadził mnie tu na plażę.

Wzeszło słońce...

i poprosił mnie o rękę.

Pragnęliśmy mieć dzieci.

Ale...

nie udawało nam się.

Coś nie grało.

Zrobiłam testy, ale byłam zdrowa.

To Yves.

Nic mu nie mówiłam, to by go zabiło.

Teraz możemy o tym porozmawiać.

Wszystko wiecie.

Ale... dzieci...

Co zrobiłaś?

Yves zapisał mnie na zajęcia z tenisa.

Był tam szwedzki trener. Bardzo przystojny.

Sypiał z wszystkimi podopiecznymi.

No i...

Dwa lata pod rząd w składziku z rakietami...

I jest jak jest.

Sven nie dowiedział się, że jest ojcem.

Yves bardzo chciał mieć rodzinę.

Dałam mu ją.

Ale Yves był moim jedynym kochankiem.

I Sven.

Trzymałam to dla siebie, ale było ciężko.

Teraz, kiedy wszyscy wiedzą,

a dzieci są dorosłe, może powinnam mu powiedzieć?

Nie. To nie jest dobry pomysł.

Możesz mi pomóc?

Nie, nie mogę.

Pomożesz mi?

- Chciałem wam powiedzieć... - Nie gadam z tobą.

Śmiało, wal. Dzisiaj to mój dzień.

- Nie możesz tak się zachowywać. - A oni?

Wstyd mi, że jestem twoją żoną.

Powiedziałeś, że twoja bateria się wyczerpuje. Moja też.

Na dobrze spędzony z tobą czas nie mam już co liczyć.

Wiem, przepraszam. To wszystko moja wina.

Mam dość.

Odchodzę.

Nie musisz! To ja odchodzę!

Walić ich!

Co za koszmar z tą pogodą.

Tak jak mówiłem, w Bretanii pogoda jest ładna kilka razy w ciągu dnia.

- Jakie są zasady? - Mamy białe i czarne.

Pinki poruszają się do przodu, hetman po skosie, skoczek...

Wystarczy.

To Degas.

- Potrzebujesz okulisty. - To nie Degas tylko dwie tancerki.

Tak, Degas - malarz.

No tak, to Degas.

W szkole tańca w Cahuita wisi taki plakat.

Szanowni państwo, wjeżdżamy na stację w Redon.

Postój potrwa trzy minuty.

- Na cmentarz, poproszę. - Oczywiście.

Co robisz?

Odtwarzam układankę Yves'a. Naprawiam swój błąd.

- Jakieś wieści od Antoine'a? - Nie.

Pokłóciliśmy się o jakąś bzdurę.

- Dąsa się. Wróci. - Wyślę mu adres Fest Noz.

Dobry pomysł.

Ostatnio bywa kłótliwy, co?

"Kłótliwy"?

Mało popularne określenie, ale tak - bywa kłótliwy.

Nie wiem, co powiedzieć.

Nie wiem nawet, co tu robię.

Będę mówił wyłącznie o rzeczach pozytywnych.

Zatem...

Jesteś moim ojcem, dałeś mi życie.

Przede wszystkim mama, bo ty...

Miały być pozytywy.

Już wiem.

Pamiętasz swojego pierwszego zielonego Citroena DS?

Zabrałeś mnie na przejażdżkę.

Przez to nie poszedłem do szkoły.

Zabrałeś mnie więc do swojej pracy.

Posadziłeś mnie w fotelu i zacząłem rysować.

Narysowałem zielonego Citroena DS, ze skrętnymi lampami.

Przez lata go trzymałeś.

Oprawiłeś go i umieściłeś na biurku. Doskonale pamiętam.

Ostatnia moja rzecz, którą polubiłeś.

Potem już nic... nie było dobre.

Już nigdy nie byłeś zadowolony. Nigdy nie wyciągnąłeś pomocnej dłoni.

Ja zresztą też nie.

Straciliśmy szansę, tato.

A to widzicie? To z turnieju, który Guillaume wygrał.

A to trener tych dzieciaków.

Sven, był Szwedem.

Zginął podczas kite-surfingu. Pamiętasz, skarbie?

Miał niezwykły bekhend.

Dzieciaki grają identycznie. Przystojny, co?

Prawda, skarbie? Był przystojnym chłopakiem.

Tak.

Może nie był w twoim typie, ale był ciachem.

Przypominał mi Borga. Nie znasz go, to inne pokolenie.

Znam. Borgowie byli w Star Trek.

Inne pokolenie.

To tu...

Uważaj...

Szach i mat, i dziękuję.

Dobra.

Głazy gotowe, czas na chmury.

To dla ciebie.

- Kiedy tyle ułożyłeś? - Przed chwilą.

Zostało mi jeszcze... z pół godziny.

Coś takiego... Szybki jesteś.

Jest szybki... Bardzo szybki.

Laure!

Laure!

Fest Noz nie będzie czekał! Nie do wiary.

Co się dzieje?

Boli mnie głowa, dołączę później.

Ominą cię kobzy.

Przyjdź później. Ja jadę.

Są świetne.

Dzięki tobie.

Poszliśmy na mecz w Lyonie.

Po meczu powiedziałeś do mnie...

Nie pamiętam, to był mecz...

z Dijon? Albo Sochaux...

Nieważne. Co powiedziałem?

Miałem problemy z Gouvionx.

Gouvionx. Regionalny menedżer w Midasie.

Ciągle miała o coś pretensje.

Powiedziałeś: "Zapomnij o niej, jesteś młodym singlem.

Podejmij ryzyko i idź na swoje".

Wiedziałem, że osiągnąłeś sukces bez niczyjej pomocy.

Więc cię posłuchałem.

No i spójrz.

Wszystko, co mam - Valentinę, Pablo, Midas Cahuita,

mam dzięki tobie.

Dziękuję.

Jak tu pięknie.

Szkoda, że nie umieścili morza pod Lyonem.

Co?

Cholera, znów masz kwaśną minę.

Chodzi o ten dom?

Tak? Pan Delmas?

Tak, dzień dobry.

Nie, wcale się nie martwiłem. Problemy z pocztą się zdarzają.

Na wakacjach? Nie, jestem z klientem.

To sprzedawca trąbek. Chwileczkę, przepraszam...

Jestem w magazynie.

Rodan-Alpy?

Dziękuję! Miłych wakacji! Do zobaczenia!

Laure!

Wszystko w porządku?

Antoine.

Powiem Yves'owi. Wszystko.

Nie, Laure!

Poczekaj na mnie!

Laure! Poczekaj!

Laure! Proszę.

Laure!

Laure!

- Baptiste! - Ty tutaj?

- Wróciłeś przeprosić? - Tak, nie! Gdzie Yves?

- Tam. - Laure chce mu powiedzieć.

Cholera... Chodźmy.

- Antoine, cieszę się, że wróciłeś. - Jakbym mógł to przegapić.

Ker Royal albo Bretoński Kir Royal.

Cydr z chouchen. Łatwo wchodzi, ale ma moc.

Nareszcie, kochanie!

W porządku? Kiepsko wyglądasz.

- Yves, muszę ci... - Yves, jestem ciekaw.

- Fest Noz odbywa się co roku? - W każdą pierwszą niedzielę sierpnia.

Czyli jak go przegapimy, musimy czekać 365 dni.

- 364 w roku przestępnym. - Dokładnie.

Skoro jesteście zainteresowani,

dziadek Pierrick świetnie grał na biniou...

Mogę się mylić, ale czy biniou to inaczej bretońskie kobzy?

Można je tak określić.

Można by nawet stwierdzić, że kobzy to bretońskie biniou.

Absolutnie!

Laure, spróbuj kiełbasy, jest przepyszna.

Tak, spróbuj.

A więc dziadek Pierrick był wirtuozem gry na flecie.

Należy dodać, że dyrygował orkiestrą.

W tym czasie babcia Soizic robiła naleśniki.

Wszystko robili razem. Wszystko oprócz dzieci, niestety.

Przepraszam, Laure.

Jak długo byli małżeństwem? 46 lat?

46, zgadza się.

Byli szczęśliwi? Kochali się? Pierrick kochał swojego syna?

Tak, uwielbiał go.

Nie był jego prawdziwym ojcem, ale jego właśnie kochał.

Wychował go, robili różne rzeczy razem... kochał go.

Tak, masz rację.

Gdyby wiedział, że jego syn nie jest jego,

byłby nieszczęśliwy bez powodu.

Zatem... co było lepsze?

Że wiedział czy że nie wiedział?

Że wiedział.

Być może.

A twoim zdaniem?

Zgadzam się z Jean-Mich.

Byli szczęśliwi, więc lepiej było zostawić sprawy, jak się miały.

Całkowicie zgadzam się z Yves'em. Też wolałbym nie wiedzieć.

Czyli wolałbyś nie wiedzieć, gdyby twoja córka nie była twoja?

Zdecydowanie.

- A ty, Yves, gdyby twoje dzieci... - Wolałbym nie wiedzieć.

- Wolałbyś nie wiedzieć? - Nigdy.

Nigdy.

Jesteśmy więc zgodni.

Nigdy.

Chciałbym wam coś powiedzieć.

Chciałem was przeprosić.

Zachowywałem się jak palant.

Nie chodziło o was.

Wiem, że jestem nieznośny.

I wiem...

Jean-Mich? Przekażesz jej później.

Wiem, że was raniłem, za co przepraszam.

To dlatego, że muszę rozwiązać parę spraw.

I obiecuję, że będę nad nimi pracował.

Spędzimy kolejne 50 lat razem,

i obiecuję, że nie będę już takim idiotą.

Wysoko zawiesiłeś poprzeczkę. Za kolejne 50 lat!

Za kolejne 50 lat!

Slow Dance!

- Dolewkę? - Pewnie.

Słynne Ker Royal.

K-E-R, nie K-I-R.

Zatańczymy?

- Gupol. - Śmiało!

Przepraszam. Szczerze.

Dobra. Przytul mnie.

Ale jeśli nie masz nic przeciwko, wolę zatańczyć ze swoją żoną.

Nathalie...

Antoine...

Dawaj. Zatańczymy.

Normalnie to mężczyzna prosi kobietę.

- Przestań. - Zamknij się.

Zatańczymy, skarbie?

- Yves? - Tak?

Może powinniśmy zatańczyć na parkiecie?

Chodźmy.

Masz ochotę?

Dobra.

Pomijając wszystko, po południu przemierzałem okolice.

Byłem w Redon.

Poszedłem na jego grób.

Miałaś rację.

Nie powinienem dręczyć innych swoim cierpieniem.

Szczególnie kobietę, którą kocham.

Zdecydowałem, że po powrocie sięgnę po pomoc.

Ana dała mi namiary na pewną kobietę.

Podobno ma świetne ciało.

Ty też. I to cię ratuje.

Chodź.

Lubisz tańczyć z Horstem Merkelem?

A kto to?

Mąż Angeli Merkel. Podobny do mnie.

Jest zabawką kobiety sukcesu. Całkowicie nieużyteczny.

Przestań. Nie jesteś nieużyteczny.

Mogłam zostać w domu i opiekować się Manonem,

kiedy ty odnosiłeś sukcesy.

Miałam dużo wolnego czasu i wtedy wpadłam na pomysł na mój biznes.

Więc widzisz, wszystko, co osiągnęłam,

to dzięki tobie, kochanie.

Możesz powtórzyć? Muzyka cię zagłuszyła.

- To wszystko dzięki tobie. - A nie tobie?

Bym zapomniał...

Rodan-Alp.

Dostałem awans i cały region.

Dzwonił Delmas.

Niemożliwe... Jestem z ciebie dumna.

- Naprawdę? - Tak.

Zauważyliście, że w pewnym wieku przestajemy całować się z języczkiem?

Właśnie. To głupie, co?

Ma rację. To głupie.

- Tak jest każdego roku? - Tak.

W Bretończykach płynie gorąca krew.

Ten taniec to gawot.

Utwórzcie krąg.

To taniec w kręgu. Na przemian mężczyzna i kobieta.

Kobiety do środka i klaszczemy!

A teraz my!

Chwytamy partnerki!

Tekst: Piotr Kalinowski

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.